15 czerwca 2020

Od Nakrapianego Ucha CD Wojowniczej Łapy

      Spojrzałam głębiej w błękitne oczy. Może powinnam potraktować go nieco łagodniej? Miałam nadzieję, że wyniósł coś z lekcji, którą chciałam mu dać — jednak bycie mentorką nigdy nie było moją mocną i szczerze mówiąc, nigdy nie będzie. Dobrze spełnił swoje zadanie, więc należało go pochwalić.
      — Całkiem nieźle — mruknęłam i po chwili dodałam — jak na takiego futrzaka jak ty.
      Wydawał się być nieco zawiedziony, ale zamerdał krótko ogonem. Gdy już upewniłam się że medyczka, wojownicy i uczniowie otrzymali swój posiłek wzięłam dorodną rybę w zęby i ułożyłam się wygodnie obok Wojowniczej Łapy. Omiótł mnie nieco zdziwionym wzrokiem — uczniowie nie jadali razem z wojownikami, jednak kiwnęłam mu głową, że może jeść dalej. Posiłek był wyborny, ryby miały mnóstwo delikatnego mięsa.
      Przeciągnęłam leniwie językiem po pysku i poczekałam, aż uczeń również skończy się posilać. Zmierzyłam go wzrokiem: był silnie umięśniony, szybki i zwinny, jednak musiał się jeszcze wiele dowiedzieć o kodeksie wojownika.
      — Wojownicza Łapo, mam nadzieję, że nie przejmujesz się tym, co ci powiedziałam po powrocie do obozu. — zaczęłam. — Świetnie się spisałeś, jednak musisz popracować nad cierpliwością, a wyrośniesz na szlachetnego członka klanu Flumine.
      Pies z nową energią zamerdał puchatym ogonem.
      — Naprawdę tak myślisz? — w jego głosie słyszałam wyraźne podekscytowanie.
      — Naprawdę. — polizałam go krótko w ucho. — Przejdziemy się? Jak na razie nie mamy nic do roboty w obozie, a mam wrażenie, że jeszcze byś trochę pobiegał.
      — Bardzo chętnie. — podniósł się i popędził do wyjścia z obozu.
      Już miałam rzucić ciętą uwagę, coś w stylu: „nie będę za tobą biegać, głupi futrzaku!”, ale ugryzłam się w język. Lepiej przysparzać sobie przyjaciół, niż wrogów. Każda niechęć okazana w stosunku do mojej osoby może obrócić się przeciwko mnie w najgorszym momencie, czego bardzo bym nie chciała. Widziałam w tym młodym psie potencjał, którego aż żal było nie wykorzystać.
      Wojownicza Łapa zwolnił do żwawego truchtu, abym mogła się z nim zrównać. Łaskawca! — prychnęłam w myśli.
      — A dokąd to się wybierasz? Czy może sam wybrałeś cel naszej podróży? — syknęłam w kierunku tej kupy futra. Tym razem uczeń się nie odezwał, jedynie przystanął i czekał na dalsze informacje co do kierunku, który mieliśmy obrać. Widziałam ile wysiłku kosztuje go takie skupienie i pozostanie w jednym miejscu, jednak znakomicie nad sobą pracował. Ruszyłam niespiesznym krokiem po brzegu morza i dałam mu znak łbem, aby mnie dogonił.
      — Wojownicza Łapo, powiedz mi, kim chciałbyś zostać w przyszłości? — rzuciłam niby od niechcenia.
      — Chciałbym zostać przywódcą. — odpowiedział pewnym głosem.
      Mruknęłam z rozbawieniem.
      — Zatem mamy wiele wspólnego. Chciałabym zaopiekować się klanem Flumine. Moglibyśmy zostać potężnymi wojownikami, a może kiedyś nawet stanąć u boku pozostałych psów i ruszyć w bitwę o las, nasz pierwotny dom. — przystanęłam i usiadłam na piasku, wpatrując się w przybijające do brzegu fale. — Jesteś sobie w stanie to wyobrazić? Nasz powrót do lasu? Znowu mieć własne terytorium i nawet w porze nagich drzew nie cierpieć głodu? Chciałabym przejąć dowództwo w klanie. Nie mówię ci tego po to, aby się wygadać, ale mam propozycję.
      Wojownicza Łapa dziarsko postawił uszy i wydawał się niecierpliwie czekać na słowa, które miały rozpocząć naszą wielką przygodę.
      — Jeśli pomógłbyś mi objąć dowództwo w klanie, zyskałbyś wiele korzyści. — spojrzałam na niego uważnie. Czy aby na pewno dokonałam dobrego wyboru? Obserwowałam go od kilku dni, to on musi być tym właściwym. — Otworzę ci wrota na dobrą i szlachetną przyszłość. Pomóż mi, a obiecuję ci, że gdy przyjdzie czas, mianuję cię swoim zastępcą.
<Wojownicza Łapo?>
[551 słów: Nakrapiane Ucho otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz