Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jazgot x Sikorkowa Melodia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jazgot x Sikorkowa Melodia. Pokaż wszystkie posty

27 stycznia 2022

Od Sikorkowej Łapy CD Jazgota

Szesnaście księżycy temu.
— O, a co tam jest? — zapytała Sikorka i nie czekając na odpowiedź, podreptała najszybciej jak umiała, w stronę takiego śmiesznego, dużego, jaskrawo-czerwonego kamienia, który ledwo dostrzegła, bo cwaniak chował się za krzakami. Jazgot coś tam krzyczał z tyłu, ale suczka była zbyt zaaferowana swoim znaleziskiem, by zwracać na cokolwiek uwagę, nawet na straszne wnyki, które chwilę temu sprawiły, że całe jej króciutkie życie przeleciało jej przed oczami. Miała szczęście, że na nie nie wpadła. Zatrzymała się, niemal uderzając nosem w śliską i lśniącą powierzchnię zwierzo-kamienia, przyglądając się mu uważnie. Zaczęła głośno szczekać, próbując to przegonić, ale chyba nie była wystarczająco przekonująca, bo nieznajomy starannie ją ignorował. Może spał? Ale jaki głupek, będąc w takim jaskrawym kolorze, zasypia w środku lasu, w dodatku na widoku? Sikorka zaczęła okrążać niezidentyfikowany obiekt, ale w połowie okrążenia, przerwał jej Pan Jazgot, który lekko zaaferowany, odepchnął ją od jej własnego znaleziska.
— Co to takiego? — zapytała, chowając dumę w metaforyczną kieszeń, licząc, że i na to pytanie wojownik zna odpowiedź.
— To, moja droga, jest tak zwany „potwór” — odpowiedział spokojnie. — Widziałaś kiedyś Dwunożnych?
Suczka pokiwała głową. Zawsze marzyła, by ich zobaczyć. Słyszała tyle opowieści o tym, jak ogromne istoty, stojące na dwóch nogach robią to czy tamto. Właściwie, to dzisiejsza wycieczka poza mury obozu miała poboczny cel o treści: znaleźć Dwunożnego i go sobie dokładnie obejrzeć. Głównie chodziło jej o to, by dojść do obozu innego klanu i poprosić ich, by ją przyjęli, bo obraziła się na swoje rodzeństwo, gdy powiedzieli, że nie chcą się z nią bawić, a Puchaczka nawet pokazała jej język! Na szczęście lub nieszczęście, znalazła tyle różnych pięknych roślin, motyli i ptaszków, że zapomniała o obrażaniu się.
— Dużo o nich słyszałam — odpowiedziała, z błyskiem w oku, uznając się prywatnie za eksperta w ich dziedzinie.
— W takim razie na pewno słyszałaś, że wsiadają do takich potworów jak ten i się w nich przemieszczają.
— O, faktycznie — zdziwiła się, że dopiero teraz sobie o tym przypomniała.
Jej nowy wujek, Jazgot uśmiechnął się do niej i rozejrzał wokół, rejestrując możliwe niebezpieczeństwa. W tym czasie sunia podeszła do tyłu jak się okazało, pojazdu i spojrzała w dziwne ślady na ziemi, próbując coś z nich wyczytać. Okazały się one nieskończonym pasmem grudek brązowej ciapy, uformowanej w ładny wzorek.
— Lepiej do niego nie podchodź od tyłu, bo może cię nie zauważyć i się z tobą zderzyć – ostrzegł dobrotliwie jej tymczasowy opiekun.
Nie chcąc być niegrzeczną, Sikorka odeszła od potworzych śladów i zaczęła dreptać za wojownikiem.
— Już jesteśmy niedaleko — stwierdził Jazgot. — Czujesz zapach swoich kolegów z klanu?
Sunia zastanowiła się. Powąchała ziemię, potem powietrze. Jeszcze nie była na tyle zorientowana w świecie, by rozróżniać zapachy różnych klanów, ale ktoś pachnący bardzo podobnie do jej mamy gdzieś tu był w okolicy niedawno. Im więcej kroków zrobili, tym jakby więcej psów o takim zapachu było czuć w okolicy.
— O tak! Czuję — odpowiedziała zachwycona Sikorka.
— W takim razie masz bardzo dobry węch — pochwalił ją.
Szczeniak szeroko się uśmiechnął i podskoczył radośnie, przypadkiem potykając się o własne łapki i lądując na brzuchu. Jej towarzysz zaśmiał się pogodnie i pomógł jej wstać. Sikorka już otworzyła pyszczek, by powiedzieć, że nieładnie się tak z kogoś śmiać, ale ostatecznie zrezygnowała i też parsknęła śmiechem. Otrzepała się z mokrych liści oraz błota i ruszyła w dalszą trasę. Jakieś dziesięć minut później, widać już było wejście do obozu ognistych. Suczka padała już z nóg, ale nie chcąc robić złego wrażenia na starszym wojowniku, powstrzymywała się od narzekania.
— No mała, miło było mi cię poznać, ale niestety pora się pożegnać — Jazgot przykucnął i liznął ją po główce, na do widzenia.
— Naprawdę? A będę mogła jeszcze kiedyś cię zobaczyć? — zapytała ze smutkiem.
Pies zamyślił się na chwilę.
— Jak już zostaniesz uczniem i będziesz mieć już swojego super fajnego mentora, będziesz mogła wychodzić poza obóz codziennie, może kiedyś się jeszcze spotkamy. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Suczka zamerdała ogonem i usatysfakcjonowana odpowiedzią, po czym pobiegła, ile sił w łapkach z powrotem do obozu, trochę odpocząć po tej męczącej przygodzie.

Koniec wątku Sikorkowej Łapy i Jazgota
[657 słów: Sikorkowa Łapa otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

29 września 2021

Od Jazgotu CD Sikorkowej Łapy (Sikorki)

Nie spodziewał się, że zostanie niańką, ale nie narzekał. Położył łapę na grzbiecie suni, by jeszcze przez moment zatrzymać ją w miejscu. Wyjrzał z kryjówki. Połowicznie spodziewał się, że oberwie od któregoś z dwunogów w łeb. Wydawali się niegroźni, w końcu wypuścili go z łódki bez problemu, ale nie można być zbyt uważnym.
Wydawało się być bezpiecznie, a przynajmniej na tyle, na ile mogło być bezpiecznie w porcie. Nadszedł czas, by porzucić swoje poprzednie zadanie. Trzeba było odprowadzić malucha do domu. Popchnął ją delikatnie, żeby ruszyła za nim bez słowa. Szary Peter, tak? Czyli Industria. Bardzo dobrze, przynajmniej nie byli daleko.
Zatrzymał się, gdy doszli do ulicy.
— Gdzie idziemy? — zapytała.
— Do domu. Myślę tylko którędy.
Najszybszą drogą byłoby przejście przez ziemię Flumine. Co prawda oznaczało to łamanie zasad, ale inaczej musiałby okrążać ich całe ziemie. Nie był pewien, czy potrafił upilnować malucha przez tak długi czas, a zdecydowanie nie chciał, by wpadła pod potwora dwunożnych.
— Ale fajnie — ucieszyła się. — Chce pan poznać moje rodzeństwo?
— Nie nazywaj mnie pan, jestem Jazgot — poprawił ją. Pan. To brzmiało tak staro. — Chętnie je poznam.
Nie sądził, że do tego dojdzie, ale nie chciał psuć jej humoru. Zaczął prowadzić ją przez tereny wodnych. Miał dobre wytłumaczenie, może jeśli jakiegoś spotka, to będą łaskawi. Nie wyrobił sobie jeszcze zdania o ich liderce, poza faktem, że najwyraźniej nie myślała. Pozwoliła swoim wojownikom zaatakować Industrie, by zamordować martwą już sukę. Nie była jednak Bryzową, więc mogło być znacznie gorzej.
— Lubisz Sikorki? — zapytała.
— Lubię ciebie — odpowiedział. — A Sikorki są całkiem smaczne. Jadłaś kiedyś? — Pokręciła łbem. — Możesz poprosić rodzica, by ci upolował.
— Nigdy jej właściwie nie widziałam — powiedziała, radośnie stąpając obok niego i rozglądając się wokoło. — Czy to sikorka?
— Nie, to brzydki gołąb.
— O, a to...
— Hej! — w ostatniej chwili złapał sunie za kark, zanim jej łapa wpadła w ledwo widoczne wnyki. Dwunodzy naprawdę zaczęli je zostawiać, gdzie tylko mieli ochotę. — Mój kolega w takie wpadł. Uwierz mi, to nic przyjemnego. Opuścił sunie i rozejrzał się za jakimś patykiem. Nie znalazł żadnego, ale perfekcyjnie dobry kamień leżał obok. Upuścił go na pułapkę, a tak zatrzasnęła się zanim zdążył mrugnąć. Sikorka aż podskoczyła.
— Ał.
— Mhm, byłoby bardzo ał.
— Czy z tym kolegą wszystko w porządku? — zapytała. Ta jej troska rozczuliła Jazgota. Uśmiechnął się ciepło.
— Tak, nasz medyk się nim zajął. Teraz Cień jest cały i zdrowy.
Może nie było to do końca prawdziwe określenie. Ostatni raz, jak Jazgot go widział, Leonis jeszcze owijał mu łapę jakimiś roślinami, by powstrzymać krwawienie. Wierzył jednak w swojego medyka i jego uczennice. Uratowali go po wypadku z potworem, to wnyki były dla nich żadnym problemem.
— Skąd wiedziałeś, co zrobić? — zapytała, gdy ruszyli dalej.
— Jak zamknąć pułapkę? Wpadliśmy kiedyś z moją uczennicą na jedną z nich podczas treningu. A ty malutka, niedługo pewnie będziesz miała mentora, prawda?
— Mhm — pokiwała energicznie główką. — A co się robi na takich treningach?
— Eee, biega? Skacze. Poluje. Wczoraj ja i moja uczennica poszliśmy ćwiczyć łapanie szczurów na wysypisku.
Łapanie było trochę zbyt łaskawym określeniem. Większość czasu ślizgali się na puszkach i starali nie upaść, ale skończyło się bez większych zranień i z paroma truchłami. Liczy się efekt, droga do niego nie musi być usłana różami.
— Myślisz, że będę mieć fajnego mentora? — zapytała. Jazgot spojrzał na nią kątem oka. Nie brzmiała na naprawdę zestresowaną, a zwyczajnie zainteresowaną jego opinią. Nie miał co prawda zbyt wielkiej wiedzy na temat wojowników w Industrii, ale ona chyba nie zdawała sobie z tego sprawy. Może nie rozumiała jeszcze, jak bardzo podzielone są klany.
— Jestem pewien, że będzie świetny. No dobra, malutka, tu niedługo będziemy się że…
— O, a co tam jest?! — Powinien nauczyć się szybciej reagować na takie krzyki, po tylu księżycach kontaktu z Lusią, a jednak coś mu nie wyszło.
— Sikorka! Czekaj!
< Sikorkowa Łapo? >
[617 słów, Jazgot otrzymuje 6 punktów doświadczenia, a Drzazga 1 punkt treningu, Cień został wyleczony przez Leonisa]

18 września 2021

Od Sikorki CD Jazgotu

Sikorka otworzyła szeroko swoje oczka, zadzierając pyszczek do góry, by móc spojrzeć w oczy niepokojąco wiele wyższemu psu. Taki jeden starszy wojownik kiedyś powiedział jej, że podczas konwersacji powinno się patrzeć w oczy rozmówcy, bo to kulturalne. Suczka nie za bardzo wiedziała, co oznacza bycie kulturalnym, ale uznała, że skoro ktoś starszy tak powiedział, to jest to na pewno dobra rada. Skinęła główką, na znak, że zrozumiała polecenie i machnęła ogonem z ekscytacją.
— Oczywiście, że dam radę! — pisnęła.
— Gdy dam znak, biegnij, dobrze? — zapytał Jazgot.
Szczenię ponownie potwierdziło. Pies zerknął czujnie na Dwunożnego, który grzebał swoimi obleśnymi, długimi łapami w jakimś dziwacznym pudełku. Sikorka wyprostowała się, próbując wyglądać na jak najbardziej skupioną na celu. Odwróciła się już w stronę deski, którą miała przebiec. Czekała kilka albo nawet kilkanaście dobrych sekund, aż w końcu usłyszała stanowczy szept, będący sygnałem do ucieczki. Rzuciła się pędem na kładkę i osiągając zawrotne tempo truchtającego lisa. Ale się starała, jak mogła. Po prostu miała stosunkowo krótkie łapki. Ale jak już dorośnie, to ma w planach mieć je dużo dłuższe. Nawet dłuższe niż tatuś Deszczowy Podmuch. On to ma dopiero długie nogi. Suczka usłyszała za sobą trzask jakiegoś przedmiotu, przez co przyspieszyła trochę tępa. Zeskoczyła z deski i ostro skręciła w lewo, wpadając pomiędzy cienkie gałązki leszczyny. Zmarszczyła nosek z zaskoczenia i cicho kichnęła. Wychyliła się ostrożnie spomiędzy rażąco zielonych liści i poszukała wzrokiem Jazgota. A gdy jej się nie udało go zobaczyć, to postanowiła wykorzystać też resztę zmysłów. Nie musiała długo się wysilać, bo dosłownie kilka chwil później, ktoś trącnął ją nosem w grzbiet. Odwróciła się na tyle szybko, na ile się jej udało i zamachała ogonem na tyle, na ile pozwalała jej dość ciasna kryjówka. Wygramoliła się w końcu i stanęła dumna z siebie przed Jazgotem.
— Udało mi się — szczeknęła rozpromieniona.
— Brawo. — Pochwalił ją dobrodusznie pies. — Jesteś bardzo dzielna, świetnie ci poszło.
Ogonek Sikorki zaczął przemieszczać się niemal we wszystkie znane jej kierunki, z imponującą prędkością. Jakiś obcy pan ją właśnie pochwalił i powiedział, że jest dzielna! To nie zdarzało się często w życiu suczki. Właściwie to jeszcze nigdy nie spotkała obcego pana poza obozem. A to utwierdziło ją w myśli, że warto przypadkiem znajdować się poza obozem, bo obcy panowie są tam bardzo mili.

<Jazgot?>
[371 łów: Sikorka otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

13 września 2021

Od Jazgotu do Sikorki — „Zaplątany w sieć” [przygoda#19]

— Dobra, starczy — powiedział, odpychając od siebie delikatnie Drzazgę i wstając na równe łapy. Otrzepał się z piachu i uśmiechnął szeroko i sztywno. Był cały obolały. Drzazga wciąż nie była najsilniejszą samicą w okolicy. To nie był żaden problem, ale i tak musiała trenować. Siła to nie wszystko, ale skoro nie miała jej wiele, musieli uczyć się bardziej taktycznie. Potrzebował, by umiała bez problemu przewalić silniejszego przeciwnika. W końcu jednak i on musiał powiedzieć dość, gdy był już cały obolały. Upadki na twardy grunt nie były przyjemne.
Pożegnał się z uczennicą, która odbiegła nie wiadomo gdzie. Patrzył przez moment za nią, nim nie zniknęła bezpiecznie między blokami. Kiedy oni wszyscy stali się tacy wielcy? Pokręcił łbem i przeciągnął się, czując, jak powoli strzelają jego stawy. Chyba nie stawał się jeszcze stary, prawda? Miał jeszcze za dużo do zrobienia…
Wyrwał się z terenów Bezgwiezdnych i ruszył w stronę targu. Nie miał akurat tego dnia żadnej innej roboty, ale postanowił udać się w okolice targu Łaził tak, gdy dopadał go ten szczególny rodzaj samotności, który wymagał hałasu. Blokowisko nie mogło mu go dać, więc szukał gdzie indziej. Poza tym tam zawsze można było znaleźć jakieś ciekawe przedmioty, a nawet kawał mięsa, do przyniesienia dla innych. 
Krążył trochę bez celu, póki nie doszła do jego nosa specyficzna woń. Ryby. Był prostym psem i nie mógł powstrzymywać wszystkich swoich instynktów. Kiedy czuł dobre jedzenie, podążał za nim. Nawet jeśli oznaczało to, że wlazł ciut za bardzo na tereny Flumine. Było tam parę psów, z którymi zdecydowanie nie chciał kontaktu, ale pogoda była paskudna, więc może nie wychodzili z legowiska. Jazgot też pewnie nie powinien, ale zaczęło padać, dopiero jak się tu już znajdował.
Niemal znalazł źródło zapachu, ale coś przyczepiło mu się do łap. Sieć? Czy on naprawdę nie zauważył… coś gruchnęło. Zamarł, nie chcąc niepotrzebnie bardziej się płatać. Dwunogi kręcili się ciut zbyt blisko, by mógł czuć się bezpiecznie. Liczył, że zaraz znikną i… nagle ktoś postanowił podnieść sieć, a jego zasypały ryby. Był zbyt zajęty próbami oddychania, pod tym całym ciężarem, by móc naprawdę się wyrwać.
W końcu dwunog gdzieś go zawiesił. Jazgot odczekał moment, zanim dorwał sieć w swoje zęby. Łapy mógł mieć przygniecione, ale kły ciągle działały. Żmudna praca, ale opłacalna. Gdy jeden sznurek puścił, mógł pracować nad drugim i trzecim.
Cholerne ryby blokowały mu ucieczkę. Musiał pozwolić części z nich spaść, żeby mieć większą swobodę ruchów. W końcu jednak dał radę wyskoczyć na chwiejący się grunt.
Znajdował się na łódce. Na szczęście wciąż stała w porcie, dwunog gdzieś zniknął. Widział je tylko w oddali. Szybko zbadał otoczenie.
Pusta przestrzeń, jedno wyjście. Kojarzył miejsce. Nowy dwunog kręcił się niedaleko, a obok niego pisnęło… szczenię?
— Hej, malutka? Co ty tu robisz? — zapytał, ściągając z siebie resztki sieci. Dziecko siedziało skulone pomiędzy baryłkami.
— Chciałam zabrać dwunogom zioła, bo ich nie potrzebują — powiedziała samiczka. Trudno było mu się z tym kłócić, ale i tak spróbował.
— Nie jesteś chyba medykiem malutka…
— Nie, ale Szary Peter powiedział, że mój braciszek, nazywa się w ogóle Lelek, ładnie, prawda? Ja Sikorka. I Lelek miał kaszel i siedziałam z nim u medyka. I Szary Peter użył bardzo dużo ziół na niego, a potem powiedział, że będzie musiał pójść i znaleźć więcej. To chciałam mu pomóc! No ale, no, nie wyszło mi.
— Właśnie widzę — uśmiechnął się. — Jestem Jazgot. Bezgwiezdny — dodał, widząc niemal, jak trybiki pracują w jej małej główce, gdy próbowała zrozumieć, dlaczego ma tylko jedno imię.
— Miło cię poznać.
— Wzajemnie. Skarbeńku, ale musimy chyba się stąd wydostać, zanim będziemy mogli więcej pogadać. Ja odwrócę ich uwagę, a wtedy ty musisz biec jak najszybciej po tej desce, a potem w lewo i schować się gdzieś. Rozumiesz? Dasz radę?

<Sikorka?>
[622 słów: Jazgot otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia + 10 za przygodę; Drzazga otrzymuje 1 Punkt Treningu; Lelek zostaje wyleczony przez Szarą Skałę]