Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karmazynowa Łapa × Pajęcza Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karmazynowa Łapa × Pajęcza Łapa. Pokaż wszystkie posty

17 września 2021

Od Pajęczej Łapy CD Karmazynowej Łapy


tw: wymioty

Szczeniak, który go zaczepił, wydawał się równie chętny do zabaw co on. Pajączek kochał interakcje z innymi, a im więcej przyjaciół, tym więcej frajdy!
Kiedy tak przyglądał się mleczom, został zapytany przez Karmazynka.
— Wiesz o nich coś więcej? Czy tylko się im przyglądasz? — zapytał rudy zaczepnie, licząc na popołudnie pełne wrażeń. — Zdaje się, że każdy dobry wojownik powinien mieć podstawową wiedzę o ziołach, czyż nie?
— O, no pewnie! — odparł radośnie. — A ty będziesz kiedyś silnym wojownikiem?
— Bez dwóch zdań! — Machnął ogonem jego rówieśnik.
— Ale superowo. — Otworzył pyszczek w zdumieniu, ale i zaciekawieniu.
— To jak?
— Wiem niektóre rzeczy, które mówili mi wojownicy — odparł. — A-ale to dużo! — dodał szybko, nie chcąc wyjść na mało interesującego.
Chciał, żeby Karmazynek się z nim pobawił, pogadał, bo od rana nie mógł znaleźć towarzystwa. Jego tata był zajęty, a rodzeństwo poszło swoimi drogami. On został sam, a teraz nowy kompan sam przybył! Nie mógł zmarnować takiej okazji.
— Dawaj! Mów co tam wiesz — zachęcił go rudy.
— No ee ten, wiesz, że od trawy się wymiotuje? — zapytał, wypinając pierś, bo w końcu on to wiedział.
— Na serio? — Karmazynek otworzył szerzej oczy. — A wygląda tak niegroźnie!
—Noo! Ale naprawdę! Jak się jej najesz, to potem wymiotujesz — mówił dalej.
— Próbowałeś kiedyś? — zapytał rudy zaciekawiony.
— Nie, a ty?
— Nie.
— A chcesz spróbować?
— Chcę!
I tak dwójka naszych bohaterów szukała pięknych, soczystych kępek trawy, by jak rasowe krówki zacząć ją jeść. Niestety, żadna nie wyglądała odpowiednio, by przetestować ich hipotezę. Musieli obrać inną taktykę.
— Może poszukamy innego miejsca? — zaproponował Pajączek.
— Niezły pomysł. — Zgodził się Karmazynek.
Potuptali obok siebie, łapka w łapkę na poszukiwania. Chodzili tu i tam, nawet pomyśleli, by wrócić do obozu i stamtąd zjeść zielsko, ale Karmazynek szybko rozwiał ten pomysł, mówiąc, że ta trawa będzie obrzydliwa, bo każdy po niej depcze.
— Chcesz jeść smród czyichś łap? — zapytał rudzielec.
— No nie... — odparł Pajączek, przekręcając główkę, a jego oklapnięte uszy śmiesznie zasłoniły mu oczy.
Szczeniaki szukały dotąd, aż znalazły. Najadły się trawy, mlaskając głośno.
Następnie zaczęli się wspólnie bawić i rozmawiać. Nawet stoczyli mały pojedynek! Skończył się jednak szybko, bo Pajaczka zabolał brzuch. Karmazynka też, jednak szczeniak tego nie pokazywał tak bardzo, jak jego brązowy kolega.
Nie minęła długa chwila, a oboje zaczęli wymiotować wszystkim, co wcześniej wzięli do pysków. Pajączek miał niedobry posmak w buzi, ale był szczęśliwy. Potwierdziła się legenda!
— Po trawie naprawdę się wymiotuje! Ale superowo — stwierdził syn Jasnego Serca, nim nie położył się plackiem na ziemi, by odpocząć po serii wymiotowania.
~*~
Bawił się beztrosko na łące. Ładna, pachnąca trawka, zielone drzewa oraz mnóstwo kwiatów dookoła towarzyszyło mu podczas zabaw. Gonił swój ogon, węszył, gryzł patyki. Superowa frajda! Z wywieszonym jęzorem pobiegł w stronę obozu, żeby nie było, że znowu gdzieś się zgubi. Lubił takie wyjścia i zabawy, ale nie chciał też, żeby jego tata się martwił. Co prawda był już uczniem! Mógł prawie wszystko! Ale tak jakoś... Wolał mu nie robić kłopotów.
Nim jednak przekroczył ,,próg" swojego domu, znalazł piękną kępę kwiatów. Cudownie, mocno pachniały, aż młody piesek postanowił się w nich wytarzać. Gdy tak się bawił, coś przeleciało koło jego ucha. Podniósł się zaciekawiony, patrząc dookoła. Jegomość wrócił, bzycząc wokół niego. A on co? Wykazał się ogromną inteligencją, kłapiąc dziobem na wszystkie strony. Próbował złapać stworzenie w pyszczek, ale ono uciekało. Aż w końcu je zdenerwował i zabawa się skończyła. Pszczoła wysunęła żądło, wbijając je następnie w ciałko psa. Pajączek pisnął zaskoczony, jak i z bólu oraz strachu. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw! Pszczoła spadła na ziemię, sama wkrótce umierając, a on Piszczał głośno, nie wiedząc co robić.
Łapkami drapał tamto miejsce, w które go użądliła, ale sam nic nie mógł. Stawiał chwiejne kroki, kiedy zaczęło kręcić mu się w głowie.
— Pajęcza Łapa? Co ty robisz? — Usłyszał nagle obok siebie.
Az poczuł łzy w oczach na myśl o ratunku, który do niego przybył w postaci jego przyjaciela.
— Karmazynku! — krzyknął wręcz zrozpaczony. Co jak co, ale bycie dramatycznym dobrze do niego pasowało. — Pszczoła mi coś zrobiła! Kręci mi się w głowie, ratuj!
Wtulił się bez ostrzeżenia w ciało drugiego, szukając u niego jakiejś pomocy. Może on wiedział jak sobie z tym poradzić?
— A-ale to ty tu jesteś medykiem... — odparł rudy.
— Jeszcze nie jestem! — odpowiedział. — Szybkoo! To boli!
Karmazynek z lekka zdezorientowany postanowił zabrać go do Lisiego Wrzasku. W czasie drogi, w miejscu użądlenia pojawiła się wielka górka. Pajączek wyglądał żałośnie ze spuchniętym pyszczkiem.
—LIIIISKUUUU. — Pająk zapłakał na wstępie.
Czarny medyk dał mu reprymendę za nazywanie go w ten sposób i zagroził, że go nie wyleczy, jeśli się nie przymknie. Pajączek był posłuszny, więc zrobił to, co mu kazał starszy. Medyk opatrzył jego ranę, a następnie dał wskazówki na następne dni leczenia.
— Czemu ona mnie ugryzła... — zapłakał ponownie, siedząc wtulony w Karmazynka, który postanowił zostać.
— A co jej zrobiłeś?
— Nic takiego! Próbowałem tylko ją złapać w pysk!
— Chciałeś zeżreć pszczołę i dziwisz się, że cię ugryzła?! — Karmazynek nie dowierzał w to, co słyszał.
— No może trochę. Nie patrzyłem na to z tej strony... — Skulił się, a jego ranka zabolała. — Jesteś zły...?

<Karmazynku?>
[826 słów: Pajęcza Łapa 8 otrzymuje Punktów Doświadczenia i 1 Punkt Treningu, zostaje wyleczony przez Lisi Wrzask]

19 sierpnia 2021

Od Karmazynka do Pajączka

Gdy tylko Karmazynek przyszedł na świat, życie jego matki zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Biedna Fiołkowa miała na głowie wszędobylską pchłę, która zadawała pytania z prędkością światła, a kto wie, czy nie szybciej. Im starszym stawał się szczenięciem, tym ciekawość świata i psów dookoła w nim rosła. Osiągnąwszy pięć księżyców, mógł już bez żadnych przeszkód pokonywać tereny swojego Klanu, które zdążył poznać niemalże na wylot. Nie martwił się, że ktoś go złapie i odprowadzi do matki. Nie musiał też wysłuchiwać pouczeń rodzicielki, która zakłopotana nieposłuszeństwem syna, często tłumaczyła się przed rozżalonymi członkami Klanu.
Wciąż szukał wrażeń i nowych przygód, odliczając z niecierpliwością czas, w którym będzie mógł zacząć trening. Coraz częściej marzył o zostaniu prawdziwym wojownikiem. Na razie jednak musiał uzbroić się w cierpliwość. Codziennie rano spędzał czas z ukochaną siostrą, ażeby wraz z wejściem słońca wysoko na nieboskłon, skróceniu się cieni na ziemi, wyruszyć przed siebie. Dokąd? Sami Gwiezdni wiedzą, dokąd tylko poniosą go smukłe i mocne łapy.
Nie inaczej było tego dnia, gdy na drodze Karmazynka stanęła zupełnie nowa duszyczka — Pajączek. Wpierw nasz bohater przyglądał mu się, zachowując bezpieczny dystans. Uważnie rejestrował każdy ruch samczyka. Patrzył, jak nieznajomy pochyla się nad jakimś zielskiem — Karmazynek w tym temacie był zielony, niemal tak samo jak trawa przed szczenięciem. Jego zwężone od światła źrenice, przyjmowały miłą poświatę odbijającą się od czekoladowego futra samczyka. Piesek wydawał się niezwykle kruchy, ale nie bezbronny, a zresztą kto miałby atakować szczenię na tych terenach? Na pierwszy rzut oka widać było, że czuje się po prostu bezpiecznie.
Nie wzdrygnął się, nawet gdy Karmazynek podszedł bliżej i przysiadł się do niego. Cisza między nimi nie zdradzała niczego konkretnego, ani nie zachęcała do kolejnych ruchów. Mimo to Karmazynek zdobył się na odwagę. Może "zdobył się" to za dużo powiedziane. Przyszło mu to całkiem naturalnie, tak samo jak oddychanie, czy zachowywanie czujności.
— Jestem Karmazynek — przekrzywił nieco głowę, żeby spojrzeć w oczy swojemu rozmówcy. Dostrzegł coś niesamowitego w jego tęczówkach, prawa była brązowa, natomiast lewa niebieska. Zafascynowało go to, było to dla młodego wojownika coś niespotykanego, a także niezwykle zjawiskowego.
— Pajączek — odparł, a jego głos okazał się być tak samo przyjemny, jak aparycja właściciela strun głosowych. Na drobny pyszczek wkradł się cień uśmiechu, który Karmazynek postanowił odwzajemnić. Swoją drogą, imię Pajączek niekoniecznie mu pasowało. Najwyraźniej młodzieniec będzie musiał stawić czoła tej sytuacji i jakoś z nią sobie poradzić. Czasem, czyli w większości przypadków, samczyk świadomie rezygnował z akceptacji rzeczywistości i stwarzał sobie problemy.
— Dlaczego siedzisz tutaj zupełnie sam? — bez skrępowania, tak jak to miał w zwyczaju, zadał pierwsze pytanie. Nowo poznany towarzysz zmieszał się nieco. Być może speszył go bezpośredni ton wypowiedzi? Może nie był przyzwyczajony do takiej otwartości, a może po prostu nie wiedział jak wydostać się z beznadziejnej sytuacji, w której nieświadomie się znalazł.
— A dlaczego ty przyszedłeś tutaj zupełnie sam? — zdawać by się mogło, że młodzieniec znalazł lukę w słownej ofensywie Karmazynka i postanowił to dobrze wykorzystać.
— Wyczułem, że desperacko potrzebowałeś towarzystwa, musiałem się zjawić — roześmiał się perliście, dając do zrozumienia towarzyszowi, że absolutnie nie ma złych zamiarów. Szukał towarzystwa, chciał poznawać nowe psy. Słuchać ich historii i dowiadywać się, jakie mają zainteresowania. Tak więc prawda była zupełnie inna, bo to Karmazynek potrzebował towarzystwa, a nie odwrotnie.
— Będziemy się tak przyglądać tym kwiatkom, czy idziesz ze mną?
— Właściwie to lubię patrzeć na kwiatki — odburknął, niby od niechcenia, ale zdanie brzmiało dość stanowczo. Rudę szczenię oniemiało z wrażenia. Dostrzegł w sytuacji możliwość rozwoju, skoro Pajączek był miłośnikiem ziół i kwiatów, mogli zrobić coś, czego do tej pory Karmazynek nie próbował. Pora Zielonych liści tylko zachęcała ich do podjęcia wspólnej wyprawy i rozeznaniu się we właściwościach roślin, czyż nie?
Oczy rudego szczeniaka rozbłysły. Poderwał się na równe łapy i szczeknął głośno. Pajączek przeniósł wzrok z kępki żółtych kwiatów na rozweselonego Karmazynka. Mogło okazać się, że dwoje szczeniąt w podobnym wieku połączy silna więź, być może w przyszłości nawet przyjaźń. Równie dobrze za kilka godzin obaj mogliby leżeć zatruci tojadem, ale hej — przygoda to przygoda, prawda?
— Wiesz o nich coś więcej? Czy tylko się im przyglądasz? — zapytał zaczepnie, licząc na popołudnie pełne wrażeń. — Zdaje się, że każdy dobry wojownik powinien mieć podstawową wiedzę o ziołach, czyż nie?
Oby okazało się, że spotkał ambitnego pieska, na którym podobny komentarz zrobił wrażenie. Inaczej będzie musiał wymyślić coś innego, żeby tylko zachęcić Pajączka do wspólnej przygody. Nie miał zamiaru odpuścić.

<Pajączku?>
[719 słów: Karmazynek otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]