Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Tęcza × Irysowe Serce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Tęcza × Irysowe Serce. Pokaż wszystkie posty

20 stycznia 2021

Od Białej Tęczy CD Irysowego Serca

— Mamo! Mamo! — wydzierał się ktoś nad uchem śpiącej jeszcze do niedawna Białej Tęczy.
Jeśli chodziło o tożsamość owego „ktosia”, jedynych możliwych typów było cztery — tyle, ile jej szczeniąt. Tę liczbę można było z kolei zawęzić do trzech, ponieważ Lisek, znając jego dumną i upartą naturę, nie budziłby jej o świcie. Prawdopodobnie prędzej by sobie osobiście łapę odgryzł. Jej to zresztą nie przeszkadzało — choć na początku starała się nie mieć potomków ulubionych i najmniej lubianych, wszystko posypało się, gdy czarny samczyk po raz pierwszy otworzył pyszczek w celu wydobycia z niego jakichkolwiek sensownych słów.
— Mamooo — zajęczał znów głosik.
Zmusiła się do otworzenia oczu. Tuż znad niej czujnie wpatrywały się w nią duże oczy Stokrotki.
— Obudziłaś się! — zauważyła mała suczka z wyraźnym zadowoleniem. — Nie śpimy już, wszyscy. I to od daaawnaaa. Nudzi nam się.
Zastępczyni klanu Ciemnych zacisnęła zęby. Zachciało jej się spędzić jedną przeklętą noc z pierwszym lepszym samcem, którego miała blisko siebie, i oto wyraźnie ponosiła tego konsekwencje. Stłumiła w sobie chęć podania im wszystkim jakichś ziół o działaniu usypiającym, zignorowała też ten głosik, który podpowiadał jej, by kazała im po prostu iść sobie i się zgubić. Musiała być dobrą matką. Musiała ich wychować na porządnych wojowników i, jeśli Lisek miał nie zmienić zdania do mianowania na uczniów, względnie dobrego medyka.
Podniosła się do siadu i rozejrzała po pomieszczeniu. Zgodnie ze słowami Stokrotki, wszystkie jej szczenięta już nie spały. Lisek mówił coś do Borsuczka, zapewne znowu mu dogryzając. Sreberko kręciła się gdzieś z boku, urządzając sobie polowanie na jakieś piórko, prawdopodobnie pochodzące ze starej pierzyny, a nie spoza ich legowiska. Mała biała suczka, najbliższa ich matce wyglądem, siedziała dumnie u jej boku, najwyraźniej wciąż niezmiernie zadowolona z tego, że udało jej się ją obudzić.
— W porządku — mruknęła sama do siebie, by już po chwili podnieść głos tak, by cała czwórka rozsiana po pokoju mogła ją usłyszeć. — Chcecie iść na spacer?
Jak okazało się po chwili, nie musiała ich pytać po raz drugi. Już po chwili wszyscy znaleźli się u jej łap, gotowi do wyjścia. Miała ochotę przekląć samą siebie za tę propozycję, która wiązała się z opuszczeniem ciepłego legowiska i wybraniu się na zimne powietrze z garstką irytujących młodych piesków.
Zatrzymała się kilka kroków po opuszczeniu ruin. Kazała szczeniętom trzymać się blisko niej, a sama zaczęła się ostrożnie rozglądać. Musiała się upewnić, jak wyglądała sytuacja przy granicach. Powinna też sprawdzić, czy w zasięgu wzroku nie było Ciemnej Gwiazdy — nie miała ochoty na spotkanie z nim, zwłaszcza, że miała przy sobie potomstwo. Nie dostrzegała go jednak. Zamiast niego w oczy rzuciła jej się jednak inna znajoma sylwetka.
— Podchodzimy do granicy, muszę porozmawiać z pewnym psem, który przy niej stoi. Macie się mnie trzymać, a jak zobaczę, że ktoś wystawia chociażby pazurek poza nasze tereny, nie opuści już legowiska aż do mianowania na ucznia.
Pokonanie tej odległości, choć stosunkowo niewielkiej, było prawdziwą męczarnią, gdy u łap kręciło jej się czworo szczeniąt. Po chwili jednak udało im się osiągnąć cel, a Biała Tęcza stanęła przed Irysowym Sercem.
— Co tu robisz? — szepnęła.
Przerażało ją wręcz zmęczenie, które słyszała we własnym głosie. Do tej pory udawało jej się je ignorować lecz teraz, gdy przemawiała do zastępczyni obcego klanu i, mimo sympatii, którą chyba zaczynała do niej czuć, jako zastępczyni klanu, przed którego granicami ona teraz stała, powinna brzmieć... bardziej potężnie. Powinna brzmieć jak prawdziwa zastępczyni, a nie jak wymęczona przez małe stadko szczeniąt samotna matka. 
— Jakie one urocze! — oznajmiła członkini klanu Wodnych zaraz po powitaniu.
Biała spojrzała na Stokrotkę, Sreberko, Borsuczka i Liska, który właśnie próbował odejść gdzieś dalej od niej, ale wrócił upomniany jej groźnym spojrzeniem. Wiedząc, że wyraz jej pyska pozostaje teraz niewidoczny dla Iryski, skrzywiła się delikatnie. 
„Jeśli tak bardzo ci się podobają, weź je sobie. Za Liska mogę nawet dopłacić.”
 — Miło cię widzieć, ale nadal nie wiem, po co zjawiłaś się na granicy — zauważyła już po tym, jak wymieniły kilka zdań na temat przydługiego zgromadzenia, na którym Biała była już w zaawansowanej ciąży.
— Wojownicza Łapa. — Irysowe Serce westchnęła, a Białej Tęczy na chwilę zamarło serce. Wpadł w kłopoty większe niż zazwyczaj? Coś mu się stało? Był ranny? A może Wodni odkryli, że to ona go szkoliła na boku i teraz oboje mieli mieć problemy? — Czułam jego zapach w okolicy. Chciałam się upewnić, że nie wpakował się w żadne kłopoty, jak ma w zwyczaju — dodała po chwili Irysowa, a Tęcza mogła znowu oddychać.
— Mamo, kto to Wojownicza Łapa? — zapiszczał w dole jeden z cienkich głosików, należący do Sreberka.
— Uczeń z innego klanu — wyjaśniła szybko, nie siląc się nawet na podawanie większych szczegółów. Już po chwili znów przeniosła większość swojej uwagi (bo całości niestety nie mogła, gdy pod jej łapami kręciło się jej potomstwo) na Irysową. — Jego mentorką jest wasza liderka, tak?
— Tak. Niestety jako lider nie ma dla niego zbyt wiele czasu. Szuka pomocy u innych wojowników, ale, jak już mówiłam, ma skłonność do pakowania się w kłopoty i nie wiem, do czego to mogło go tym razem doprowadzić.
— Och, tak, on jest zdolny do wszystkiego — mruknęła Biała, zanim ugryzła się w język.
„Głupia suko, według oficjalnej wersji nawet nie znasz tego przeklętego młodzika! Głupia, głupia, głupia, jak ty się teraz z tego wywiniesz, co?”
— Co? — powtórzyła Irysowa za złośliwym głosikiem z głowy Białej.
— Był tu. Więcej niż raz. Rzeczywiście szuka pomocy u kogo tylko może. Poprosił o nią nawet zastępczynię obcego klanu, a ona... ja... się zgodziłam — wymamrotała Tęcza, uznawszy, że i tak teraz się nie wywinie, nawet z najlepiej obmyślanym kłamstwem.
<Irysko?>
[901 słów: Biała Tęcza otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

8 grudnia 2020

Od Irysowego Serca CD Białej Tęczy

Słysząc wypowiedź suczki, prychnęła, udając niewymownie urażoną tą sugestią. Teoretycznie nie powinna była tego robić, racja, ale Biała Tęcza nie wydawała się być kimś, kto zrobiłby jej krzywdę. Z drugiej strony, skoro została zastępczynią, raczej miała w sobie coś wyjątkowego. Albo, co było drugą opcją, tak jak Irysowe Serce nie miała pojęcia, dlaczego nagle awansowała.
— Nie podsłuchiwałam… 
— Oczywiście, że nie — mruknęła. — Uznajmy, że oddałam przysługę, może być?
Miedzianowłosa kiwnęła głową. Przystanie na pokojowe warunki było najlepszą decyzją. Wodnym dobrze się powodziło — mieli sojusz z Bezgwiezdnymi i jak na razie udawało im się unikać konfliktów, czego nie można było powiedzieć o Ventusie i Industrii. Dobre (lub przynajmniej neutralne) relacje z Tenebris jedynie poprawiały ich aktualną sytuację. Podpadanie zastępczyni Ciemnych to nie najmądrzejszy pomysł, szczególnie jeśli w klanie pełniło się tę samą funkcję.
— Weź ze sobą trochę łopianu. Inaczej Kasztanowy Ogon będzie miał wątpliwości co do mojej prawdomówności. — Suczka zaśmiała się, przezornie zaglądając przez ramię w stronę wejścia do Ruin, a Irysowe Serce czym prędzej zabrała się do zrywania roślin, próbując omijać kulki, które usilnie próbowały wczepić się w jej długą sierść.
— Do zobaczenia — szepnęła i uśmiechnęła się, zanim obie udały się we własną stronę. 
***
Słońce świeciło ostro, na co pozwalało mu bezchmurne niebo, niczym nie blokując jego promieni. Powietrze było jednak zimne i suche, jak przystało na Porę Nagich Drzew. Irysowe Serce pałętała się po rynku, szukając czegoś, co mogłaby przynieść na klanowy stosik. Zawęszyła, jednak zamiast zapachu pożywienia uderzyła ją silna woń Wojowniczej Łapy. Zdziwiona wciągnęła powietrze jeszcze raz, ale zmysł węchu jej nie mylił — czuć było tu czarno-białego ucznia. Nie miała pojęcia, co mógł robić w okolicy: w końcu Nakrapiana Gwiazda ostatnio nigdzie go nie zabierała. Co tu robił i kto pozwolił mu wyjść z obozu samodzielnie?
Polowanie mogło poczekać. Teraz suczka musiała sprawdzić, co wyrabiał uczeń przywódczyni. Owszem, był nieco (słowo nieco było tu wręcz niedopowiedzeniem) roztrzepany, nie umiał chwili usiedzieć na jakże ofutrzonym tyłku i nigdy nie zamykała mu się jadaczka, ale koniec końców był całkiem dobrym dzieciakiem, chociaż zastępczyni ciężko było wytrzymać z nim dłużej niż chwilę. Poza tym, niedawno stracił osobę, która była dla niego niczym ojciec. Zastępczyni naprawdę mu współczuła — gdy była w podobnym wieku, zmarł jej ojciec, więc domyślała się, jak czuł się młodziak. Tym bardziej nie chciała, żeby jeszcze bardziej skomplikował swoją relację z liderką, która nie znajdowała dla niego ani chwili, racząc go jedynie krytyką i fuknięciami.
Spróbowała zlokalizować zapach i już po chwili truchtała ulicami miasta, kierowana nim. Ani trochę nie podobało jej się, dokąd zmierzał Wojownicza Łapa, a raczej jego woń. Z początku myślała, że udał się na Gwiezdny Szczyt, który był terenem neutralnym, lecz niedaleko ścieżki na wzgórze, zapach skręcił w lewo, w stronę granicy terytorium Tenebris. Cholera, to musiało skończyć się źle.
Irysowe Serce próbowała za wszelką cenę nie wkroczyć na obcy teren, a jednocześnie dowiedzieć się, co robił tu dziś Wojownicza Łapa. Było to jednak zadanie nie tyle karkołomne, co nierealne.
Niedaleko obozu Ciemnych ujrzała charakterystyczne białe futro, a obok kilka kolorowych kulek. Z daleka miedzianowłosa nie mogła zobaczyć, ile dokładnie ich było, ale domyśliła się, że poród Białej Tęczy przebiegł pomyślnie. Spróbowała zwrócić uwagę zastępczyni. Nie miała nic do stracenia — Biała raczej nie miała w zwyczaju atakować od razu, w dodatku miała przy sobie szczenięta. Poza tym, Irysowa dokładnie pilnowała, żeby choćby jeden jej włos nie wylądował za granicą.
Miała szczęście, ponieważ już po chwili złapała spojrzenie suki, która od razu udała się do granicy, wraz z drepczącym wokół niej wianuszkiem szczeniąt. Ruda odetchnęła z ulgą, widząc że tamta nie zawołała nikogo, widocznie chcąc rozwiązać sprawę samodzielnie.
— Co tu robisz? — szepnęła cicho. W jej głosie słychać było zmęczenie, co w gruncie rzeczy nie było niczym dziwnym. Z czterema szczeniakami u boku ciężko zaznać odpowiedniej ilości snu.
— Cześć. Jakie one urocze! — odpowiedziała szybko, nie poruszając planowanego tematu od razu. — Mimo to cieszę się, że udało ci się urodzić je już po zgromadzeniu.
Biała posłała jej słaby uśmiech.
— Nie wiem, czy ktokolwiek poza tobą o tym pomyślał. — Zaśmiała się, po czym spoważniała. — Miło cię widzieć, ale nadal nie wiem, po co zjawiłaś się na granicy.
— Wojownicza Łapa — westchnęła, grzebiąc łapą w ziemi. — Czułam jego zapach w okolicy. Chciałam się upewnić, że nie wpakował się w żadne kłopoty, jak ma w zwyczaju.
<Biała?>
[705 słów: Irysowe Serce otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

2 grudnia 2020

Od Białej Tęczy CD Irysowego Serca

Biała Tęcza zrozumiała, że drży na całym ciele dopiero gdy była już w drodze do obozu swojego klanu. Stresowała się. Czy Gwiezdni na pewno wiedzieli, co robią, podsuwając Ciemnej Gwieździe właśnie ją jako rzekomo idealną kandydatkę na jego nowego zastępcę? Czy nadawała się do tej roli, czy nie zawiedzie Ich i swojego klanu? Z każdym krokiem jej wątpliwości i obawy nasilały się, lecz prysnęły jak te dziwne unoszące się w powietrzu bańki formowane przez szczenięta Dwunożnych za pomocą równie dziwnych patyków, gdy znalazła się już na tyle blisko ruin, że zobaczyła zebranych przed nimi członków swojego klanu. Wszyscy wbijali w nią spojrzenia. Niektórzy patrzyli na nią z ciekawością, zapewne zastanawiając się, jaką zastępczynią dla ich klanu będzie suczka, którą do tej pory znali jako jedną z wojowników, inni mieli w oczach smutek, prawdopodobnie przeżywając żałobę po śmierci Ciernistej Burzy.
— Zebraliśmy się tu wskutek pewnych wyroków Gwiezdnych. Jak już mogło dotrzeć do niektórych z was, moja zastępczyni, Ciernista Burza, odeszła do Gwiezdnych. O świcie odbędzie się jej ostatnie pożegnanie. Teraz jednak chciałbym przekazać wam jeszcze jedną decyzję Gwiezdnych. Zgodnie z ich wolą, moją nową zastępczynią zostaje Biała Tęcza — samiec kiwnął łbem w jej stronę, zachęcając ją, by stanęła u jego prawicy. Tak też uczyniła. — Biała Tęczo — zwrócił się teraz ku niej — od tej chwili zostajesz moją prawą łapą. To tobie powierzone zostało zadanie pomocy w podejmowaniu kluczowych decyzji w naszym klanie. 
—  Dziękuję Ciemna Gwiazdo. Mam nadzieję, że nie zawiodę pokładanych we mnie nadziei — odpowiedziała suczka nieco zduszonym przez emocje głosem.
Uroczysta chwila miała już dobiec końca, kiedy z gdzieś z boku dotarł do nich okrzyk jednego z wojowników, Kasztanowego Ogona:
—  Ciemna Gwiazdo? Czy mógłbyś tu podejść?
Coś w tonie jej głosu zaniepokoiło Białą Tęczę, dlatego też ruszyła zaraz za swym liderem. Jakże wielkie było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła, że tuż przed Kasztanowym stała z niepewną miną poznana przez nią dzisiaj suczka.
— Twierdzi, że zbiera medykamenty dla kogoś o imieniu Podgrzybkowa Sierść. Ale ja bym jej nie wierzył, pewnie przyszła na przeszpiegi — wymruczał wysoki samiec o ciemnobrązowej sierści i wyraźnie zarysowanych mięśniach.
— Witaj, Irysowe Serce — odezwał się Ciemna Gwiazda, ku zdziwieniu wszystkich innych zebranych przy jednym z krzewów łopianu.
— Ciemna Gwiazdo — mruknęła miedzianowłosa, kiwając liderowi klanu Ciemnych na powitanie.
— Zanim ktokolwiek — zaczęła Biała Tęcza, zerkając na Kasztanowy Ogon — zechce jeszcze podejrzewać Irysowe Serce o szpiegostwo, chciałam tylko powiedzieć, że to ja zaprosiłam ją tu, by mogła zebrać nieco łopianu. Jak wiemy, mamy go tu pod dostatkiem, lecz trudno go znaleźć bliżej obozu Wodnych. 
— Kto wydał ci pozwolenie na zapraszanie członków innych klanów do naszego obozu, Biała Tęczo? —Ton Ciemnej Gwiazdy był surowy, lecz jego świeżo upieczona zastępczyni była zbyt zdeterminowana, by odwdzięczyć się dobrocią Irysowej, żeby się go przestraszyć.
— Wiem, że nie powinnam była, Ciemna Gwiazdo, przepraszam. Irysowe Serce bardzo mi dzisiaj pomogła i po prostu chciałam odpłacić jej się za jej dobroć.
Widać było, że lider Ciemnych chce jeszcze o coś spytać, na przykład o to, w jaki konkretnie sposób Irysowa pomogła Białej, lecz najwyraźniej postanowił ugryźć się w język. Spojrzał jedynie najpierw na Serce, potem na Tęczę, a na końcu na Ogon, skinął łbem i ponownie przemówił:
— Dobrze. Irysowe Serce, możesz zebrać tyle łopianu, ile potrzebujecie, lecz zaraz po tym masz opuścić tereny naszego obozu. Biała Tęczo, następnym razem, proszę, konsultuj takie sprawy ze mną. A tobie, Kasztanowy Ogonie, dziękuję za czujność, możesz udać się na spoczynek. — Wypowiedziawszy te słowa, odszedł w kierunku ruin. Zaraz za nim podążył Kasztanowy.
 — Następnym razem, jeśli nabierzesz ochoty na podsłuchiwanie przemówień liderów innych klanów, ukryj się lepiej — mruknęła nieco rozbawiona całą tą sytuacją Biała, gdy dwóch samców odeszło wystarczająco daleko, nieco niepewnie uśmiechając się do Irysowej.
<Irysowe Serce?>
[602 słowa: Biała Tęcza otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

5 listopada 2020

Od Irysowego Serca CD Białej Tęczy

Nagła zmiana tematu uderzyła w nią niczym rozpędzony potwór Dwunogów. Śmierć Ciernistej Burzy? Dopiero co poznana przez nią wojowniczka jako zastępczyni? Poczuła przed nią pewien respekt, do czasu, aż nie przypomniała sobie, jaką sama zajmuje pozycję.
Uśmiechnęła się przepraszająco, choć wyszło to nieco pokracznie. Nie prosiła się o wbijanie się w sam środek klanowych kłopotów Tenebris, ale Sroczy Ogon, bo podobno tak nazywał się wyduszający z siebie informację wojownik, wcale nie wziął tego pod uwagę. Chyba powinna była się wycofać, zanim samiec uświadomi sobie, że miedzianowłosej daleko do jednego z członków Ciemnych.
Całe szczęście pies odbiegł, zostawiając Irysowe Serce na nowo sam na sam z przyszłą zastępczynią. Ta, choć odpowiedziała samcowi pewnym siebie głosem, teraz wydawała się zaniepokojona. Irysowe Serce nie wydawała się szczególnie zdziwiona. Pamiętała swoją własną reakcję na decyzję Nakrapianej Gwiazdy. Najwidoczniej Biała Tęcza otrzyma swoje stanowisko równie nagle i niespodziewanie.
— Czyli na pewno spotkamy się na następnym zgromadzeniu — parsknęła ruda. Nie lubiła tej świdrującej uszy ciszy, kiedy żadna ze stron nie ma bladego pojęcia, co powiedzieć. Biała suczka przekrzywiła łeb, wlepiając w towarzyszkę ciemne, prawie przypominające kolorem węgiel oczy.
No tak, przecież pozostałe klany nie znały sytuacji Wodnych. Do następnego zgromadzenia mieli jeszcze trochę czasu, a dopiero tam wszyscy mieli usłyszeć o Irysowym Sercu, już nie szeregowym wojowniku Flumine, a zastępcy klanu. Suka przestąpiła z łapy na łapę. Nie lubiła tak o sobie mówić. Pełniona funkcja dopiero do niej docierała, chociaż od objęcia jej minęło już sporo czasu. Postanowiła grać w otwarte karty — w końcu ta informacja nie była szczególną tajemnicą. Prędzej czy później miały poznać ją i pozostałe klany, więc co zmieni fakt, że Tenebris usłyszy o tym nieco wcześniej?
— Chyba będziemy na tym samym stanowisku. — Spróbowała ukryć niepewność w głosie i brzmieć dumnie. W końcu o to chodziło, chciała godnie reprezentować wszystkich członków klanu, szczególnie Nakrapianą Gwiazdę. — Niedawno zostałam zastępczynią Wodnych.
— Gratulacje! — biała lekko zamerdała ogonem. — W takim razie... do zobaczenia. Chyba będę musiała już iść. Ale jeszcze raz, dziękuję za ratunek.
Miedzianowłosa kiwnęła głową, sygnalizując, że nie ma za co. Taki jej los, spotykać psich zboczeńców-samotników nagabujących wojowniczki. Co innego mogła zrobić? Liczyła natomiast, że jeśli kiedykolwiek los postawi ją przed czymś podobnym, znajdzie się inna suka służąca pomocną łapą.
Jej towarzyszka posłała jej uśmiech pełen wdzięczności i zawróciła, kierując się w stronę ruin, które od ostatniego zgromadzenia pełniły funkcję obozu Tenebris. Irysowe Serce zakręciła się, myśląc nad tym, gdzie powinna się teraz udać, a suche liście zaszeleściły pod jej łapami. Jej umysł doznał nagłego oświecenia.
Gdyby udała się teraz pod siedzibę Ciemnych, mogłaby dowiedzieć się o ich sytuacji więcej, niż powiedzą na zgromadzeniu. A takie informacje są czasami istnym błogosławieństwem od Gwiezdnych.
Czym prędzej wyruszyła po śladach białowłosej, gdy była już pewna, że tamta jest dosyć daleko. Nie chciała wyjść na szpiega czy poglądacza, chociaż prawdę mówiąc, właśnie to robiła. Nie miała żadnej wymówki, nawet przed sobą samą. No, chyba że dobro klanu naprawdę można było do nich zaliczyć.
Po kilku chwilach dotarła do budynku zajmowanego przez Tenebris. Obrastały go gęste krzaki, dzięki czemu mogła stanąć sobie niezauważona niedaleko wejścia i nasłuchiwać, czy dumny Ciemna Gwiazda ma do powiedzenia coś ważnego. Rozejrzała się dookoła i znalazła miejsce przy roślince pachnącej niczym legowisko Podgrzybkowej Sierści. Nie miała pojęcia, co to takiego, ale była całkowicie pewna, że jest jakimś medykamentem. Czy na ból głowy, czy silne krwawienie — to było zdecydowanie mniej ważne. Przylgnęła głową do krzaków, uważając, aby nie zaczepić o gałęzie długiej sierści, która jeszcze bardziej urosła na nadchodzącą Porę Nagich Drzew.
Natężyła słuch, wyłapując głos czarnowłosego lidera. Chłonęła informacje całą sobą i starała się zapamiętać jak najwięcej. Dowiedziałaby się zdecydowanie wielu więcej ciekawych rzeczy, gdyby nie fakt, że ktoś stanął przed nią i uporczywie się w nią wpatrywał.
— Co tu robisz?
— Ja? Zbieram medykamenty- medykamenty, tak. Dla Podgrzybkowej Sierści.
Czy Irysowe Serce umiała kłamać? Cóż, było to kwestią sporną.
<Biała Tęczo?>
[637 słów: Irysowe Serce otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

20 września 2020

Od Białej Tęczy CD Irysowego Serca

 ← Poprzednie opowiadanie
Gdyby Biała mogła sobie w tamtym momencie pozwolić na pełnię swobody, zapewne głośno odetchnęłaby z ulgą, słysząc, jak jej nowa znajoma bez większych problemów podejmuje skleconą przez nią na szybko bajeczkę dla prześladujących wojowniczki kundli jak ten, który co rusz próbował się o nią ocierać. Wiedziała jednak, że nie może sobie na nic takiego pozwolić, więc jedynie poszerzyła nieco swój sztuczny uśmiech. 
Samiec, który jeszcze przed chwilą zapewne najchętniej zaznaczyłby ją jako swoją niczym kawałek wystającej na drogę gałązki, wyraźnie tracił pewność siebie. Członkini klanu Ciemnych, zauważywszy to, dodała kolejny szczegół do wymyślonej przez miedzianowłosą historyjki o polowaniu i silnych samcach, którzy mogliby raz-dwa skopać tyłek pewnemu natrętowi. 
— Cóż, było miło... — wymruczał cuchnący i zapewne zapchlony jegomość, a Biała mogłaby przysiąc, że jego szablasty ogon spoczywał teraz pomiędzy jego tylnymi nogami, kiwając się niepewnie za boki, jakby sam się siebie wstydził. 
Wszystko byłoby wręcz piękne, gdyby nie to, że ciemny pies postanowił się jeszcze raz o nią otrzeć, ot tak, na odchodne. Zastygła w bezruchu, skupiając się z całych sił na tym, by nie wypuścić z pyska tej wiązanki, która aż drapała ją w język i która na pewno nie zadowoliłaby Gwiezdnych. 
— Jeszcze kiedyś się spotkamy — dodał i odszedł, oczywiście w stronę przeciwną niż ta, z której, jak mu się zdawało, lada chwila miał wraz ze swymi towarzyszami nadejść brat rudej suki.
Odczekawszy chwilę, by kundel mógł odejść wystarczająco daleko, Tęcza wręcz, jak na swoje standardy, zalała swą wybawicielkę podziękowaniami. Po chwili jednak, gdy ta odpowiedziała, jak się można było spodziewać, bagatelizując tę sprawę, przybrała nieco obojętny wyraz pyska.
— Skąd się tu wzięłaś? — usłyszała nagle, gdy już układała w głowie jakieś ładne pożegnanie.
Nie wiedziała, czy udało jej się ukryć niepewność, która mogła się odbijać w spojrzeniu, jakie posłała nieco niższej od siebie suce. Naprawdę ją to interesowało? Wojowniczce zdawało się, że gdy podeszła do niej tę chwilę wcześniej, nie była ona z tego zbytnio zadowolona, spodziewała się więc szybkich uprzejmości i jeszcze szybszego pożegnania. Mentalnie machnęła na to łapą. Jeśli miedzianowłosa chciała rozmawiać, proszę bardzo, będzie miała rozmowę.
— Jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, spacerowałam. To znaczy, spacerowałam, dopóki tamten jegomość się nie przyczepił. Później to w sumie po prostu próbowałam mu uciec — mruknęła, krzywiąc się nieznacznie. — A ty? — odbiła szybko piłeczkę, bardziej z przyzwyczajenia, niż przez prawdziwe zainteresowanie. 
— Po prostu tu siedziałam — jej rozmówczyni szybko ucięła temat. Nie było w tym jednak nic nieprzyjemnego czy nadmiernie szorstkiego. Biała po prostu przez te trzy słowa zrozumiała, że jej nowa znajoma nie ma ochoty o tym rozmawiać i tyle. — Och, chyba się nie przedstawiłam — zauważyła nagle. — Irysowe Serce — dodała po chwili zawahania, zapewne poświęconej na zastanowienie się, czy powinna podać nieznajomej swe prawdziwe imię. 
— Biała Tęcza — zdradziła swe miano druga wojowniczka i uśmiechnęła się delikatnie. — Czyli należysz do jednego z klanów? Obstawiam Wodnych, ale to może być jedynie wysuwanie pochopnych wniosków z tego, że napotkałam cię siedzącą nad rzeką. — Biała roześmiała się cicho, sama nie wiedząc, dlaczego tak dobrze czuje się w towarzystwie Irysowej.
— To oklepane, czyż nie? — Serce skrzywiła się nieznacznie. — Ale tak, należę do klanu Wodnych. A ty? Ogniści? A może Ciemni? - Ruda najwyraźniej postanowiła kontynuować grę swej towarzyszki.
— Do dwóch razy sztuka — sparafrazowała pewne powiedzenie Biała. — Ciemni. 
Nie była pewna, jak dalej potoczyłaby się ta rozmowa — paplałyby wciąż jak stare dobre kumpele czy może rozeszłyby się po jeszcze dwóch wymienionych zdaniach? — lecz i tak nie było jej dane się o tym przekonać.
— Biała Tęczo! — usłyszała nagle za sobą i odwróciła się gwałtownie.
W jej kierunku biegł jeden z wojowników jej klanu, dysząc niemiłosiernie. Biedaczek potrzebował chwili, gdy do niej podbiegł, by wreszcie móc zacząć mówić.
— Co się stało, Sroczy Ogonie? — ponagliła go jednak Biała, ignorując jego stan, ponieważ na jego pysku dostrzegała niepokój.
— Odnaleziono Ciernistą Burzę — wycharczał po chwili niski samiec.
Biała ożywiła się. Zastępczyni jej klanu od pewnego czasu uznawana była za zaginioną, a wszyscy wojownicy codziennie poświęcali przynajmniej kilka godzin na przeszukiwanie kolejnych rejonów miasta. Jej radość została jednak szybko ukrócona przez posłańca.
— Nie żyje. Ciemny Kieł stwierdziła, że umarła ona wskutek odwodnienia. — Ogon usiadł, głęboko oddychając. — Ciemna Gwiazda cię wzywa. Prawdopodobnie chce cię mianować nowym zastępcą. 
Pociemniało jej przed oczami. Ona, Biała Gwiazda, miała być nowym zastępcą swojego klanu? 
— Powiedz mu, że niedługo się zjawię. Jeśli rzeczywiście taka jest jego wola, i tak ma czas do wschodu księżyca na podjęcie ostatecznej decyzji. — Nie była nawet pewna, czyj głos słyszy, lecz, jak się okazało, zapewne należał on do niej. Wojownik skinął głową i odszedł w kierunku terenów należących do ich klanu.
— Słyszałaś to? — parsknęła nerwowym śmiechem, zwracając się nagle do Irysowego Serca. 
<Irysowe Serce>
[758 słów: Biała Tęcza otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

11 września 2020

Od Irysowego Serca CD Białej Tęczy

 ← Poprzednie opowiadanie

Zazwyczaj w nocy Irysowe Serce spała.
Była to decyzja całkowicie logiczna i odpowiedzialna, szczególnie biorąc pod uwagę dokuczający jej ból w łapie.
Dzisiejszej nocy jednak co uderzenie serca nerwowo obracała się w swoim legowisku z boku na bok, nie potrafiąc znaleźć sobie miejsca i upragnionego spokoju.
Przemknęła cicho przez obozowisko, starając się nie budzić towarzyszy i udała się tam, gdzie zawsze.
Tak, była banalna, wiedziała to.
Rzeka nie była żadnym wyjątkowym jej miejscem — była z klanu Flumine, także wybrała sobie najbardziej oczywistą lokację na świecie. A jednak egoistycznie w duchu lubiła sobie myśleć, że ten konkretny kamień, leżący przy brzegu, do połowy zakopany w piachu i błocie, otoczony przez jakieś chwasty, należy tylko do niej. Chociaż widział go każdy i każdy mógł na nim usiąść.
Siedziała więc na kamieniu, jak to miała w zwyczaju, gdy męczyły ją myśli. A robiły to często i chociaż tutaj mogła przez chwilę tego nie ukrywać.
Obserwowała księżyc odbijający się w wodzie. Wyglądał, jakby zaraz miał się rozpłynąć na jej powierzchni, zabarwić ciecz świetlistym szaro-białym kolorem.
Podbiegła do niej suka, której nie znała.
No jasne, jakżeby inaczej. Który to już raz ktoś podbiega do niej, gdy ma swój moment? Powinna zacząć to liczyć.
Tak ciężko byłoby dla odmiany podejść do niej w trakcie polowania albo patrolu? Ewentualnie po prostu... nie podchodzić? Irytująco łatwe, a jednak! Skuteczne!
Białowłosa jednak wydawała się strasznie zaniepokojona, dlatego Irysowe Serce zdecydowała, że jej wysłucha.
Tamta szybko zalała ją wyjaśnieniami, wymruczanymi cicho w ucho miedzianowłosej, po czym wróciła do udawanego uśmiechu.
Irysowa zauważyła stojącego tuż obok dryblasa, wpatrującego się w obie suki z iście odrzucających wyrazem pyska.
I co, czy mogła zostawić tę sukę, kiedy trafiła na oblecha, który prawie na pewno mógłby zrobić jej coś złego?
Poza tym jej niespodziewana towarzyszka najwidoczniej była wojowniczką. Albo przynajmniej kimś, kto w Gwiezdnych wierzył.
Irysowe Serce postanowiła w duchu, że chyba na jakiś czas odpuści sobie samotne spacery, na których co i rusz coś ją spotykało, po czym przywdziała uśmiech i zaczęła wesoło szczebiotać do koleżanki.
— Martwiłam się już! Miałam zaczynać polowanie bez ciebie. — udała śmiech i trąciła sukę w bok. — Całe szczęście, że jesteś. Mój brat i jego znajomi poszli polować na jakąś większą zwierzynę w lesie, ale niedługo tu będą. Całe szczęście, oni są tacy silni!
Samiec stojący obok zgłupiał. Spoglądał na wojowniczki pustym wzrokiem, uśmiechając się nerwowo.
— Świetnie! Już chyba idą, widziałam kogoś między drzewami. — dodała biała po chwili zwłoki, widocznie orientując się, do czego zmierza towarzyszka.
Pies na szczęście zamiast nalegać, zaniepokojony postanowił się zmyć.
— Cóż, było miło... — jeszcze raz otarł się o białowłosą, a ta zastygła na moment. — Jeszcze kiedyś się spotkamy.
Dziwnym trafem odszedł w stronę przeciwną do drzew, na które wskazywała Irysowa. Cóż za zarządzenie losu.
Kiedy już oddalił się na bezpieczną odległość, postanowiła porozmawiać z suką. Skoro już się spotkały, miała nadzieję czegoś się o niej dowiedzieć.
— Dziękuję, naprawdę. Gdyby nie ty, mogłabym sobie nie poradzić z tym cuchnącym włóczęgą.
— Nie ma za co. — Ruda otrzepała się, czując na sobie zapach tamtego psa. — Skąd się tu wzięłaś?
<Biała Tęczo?>
[503 słowa: Irysowe Serce otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

28 sierpnia 2020

Od Białej Tęczy do Irysowego Serca

Lato nieubłaganie zbliżało się ku końcowi. Ciemność zapadała coraz wcześniej, sprawiając, że popołudniowe spacery, które stały się stałym punktem planu dnia Białej Tęczy, najczęściej przeobrażały się w spacery przy blasku księżyca. Nie bez znaczenia pozostawał tu również fakt, że zarówno dni, jak i noce robiły się coraz chłodniejsze. Wojowniczka raz po raz z zadowoleniem zauważała, że jej sierść jest prawdziwym darem od Gwiezdnych — nie tylko swą śnieżnobiałą barwą dostarczały jej jako tako komfortu w trakcie mijających już letnich upałów, a także, dzięki jej długości i gęstości, stawała się jej wiernym sprzymierzeńcem w walce z jesiennymi wiatrami, zimowymi mrozami czy wiosennymi deszczami. W skrócie mówiąc — skarb, nie sierść!
Choć postanowiła, że na swe codzienne małe wyprawy wybierać będzie się wcześniejszej godzinie niż do tej pory, słowa danego samej sobie dotrzymać nie była w stanie. Patrolowanie granic terytorium jej klanu, które w czasie pokoju i względnego spokoju pomiędzy klanami było jej głównym zajęciem, było czynnością niezwykle czasochłonną i żmudną. Okolice ruin były — mówiąc delikatnie — nieco dzikie. Wszędzie tam, gdzie sięgało oko psa stojącego u progu starego dworku, widać było wybujałe rośliny — zwykłe chwasty, w większości, jak stwierdziła medyczka ich klanu, Ciemny Kieł, zupełnie nieprzydatne. Nikomu oczywiście nie chciało się oczyszczać z nich okolicy, dlatego też obecnie Biała patrzyła na nie z wdzięcznością — jako dobrą kryjówkę w razie niebezpieczeństwa — ale też z nieufnością — kryjówkę tą mógł przecież wykorzystać również wróg. Co do jednego miała pewność — przedzieranie się przez nie było prawdziwą męczarnią, która już nie raz i nie dwa wydobywały z pyska Tęczy niecenzuralne słowa, za które później w zaciszu swego legowiska przepraszała Gwiezdnych.
I tym razem sprawdzanie oraz ponowne oznaczanie granic zajęło jej znacznie dłużej, niż by chciała. Chwasty były dla niej tego dnia szczególnie okrutne — kolejne zdecydowanie za długie chwile spędzić musiała później na oczyszczaniu sierści, którą tak zawsze się chlubiła, z całego tego tałatajstwa — listków, gałązek, czy, jak to nazywali Dwunożni, „rzepów”, czyli owoców łopianu. Ku jej znacznemu niezadowoleniu, gdy udało jej się już wyruszyć w drogę, zmierzch zbliżał się wielkimi krokami. Zanim dotarła do drogi, która zaprowadzić ją w okolice mostu, jej celu, zdążyło się zrobić już ciemno.
„Świetnie. Po prostu znakomicie”, pomyślała, ponieważ nie miała odwagi otworzyć pyska, choć język zdecydowanie ją świerzbił, by głośno okazać swoje niezadowolenie. Biała barwa jej sierści nie była już tak znakomitym sprzymierzeńcem, gdy wokoło panowały ciemności.
— To chyba niebezpiecznie tak chodzić samemu nocą — usłyszała nagle w okolicy swojego prawego boku.
Podskoczyła zaskoczona. Nie zauważyła wysokiego i muskularnego samca, który to znikąd wyrósł tuż obok niej. Prawdopodobnie przyczynił się do tego fakt, że kolor jego szaty był idealnie przystosowany do skrywania się w mroku — dobrze zbudowane ciało zdobił upstrzony tu i ówdzie czernią brąz.
— Jakoś sobie radzę — mruknęła, sama szanując swoją siłę woli, która nie pozwoliła jej warknąć na nieznajomego, który zdecydowanie nie wzbudzał jej zaufania. — A teraz przepraszam, spieszę się — szybkim krokiem wyminęła natręta i skręciła na bardziej dziką niż do tej pory ścieżkę.
— Nie bądź taka sztywna — warknął cicho samiec, dogoniwszy ją i bezczelnie ocierając się o jej bok. — Bo będziemy musieli inaczej porozmawiać.
Wzdrygnęła się dwukrotnie — gdy jego śmierdzące cielsko otarło się o jej żebra („Teraz już zdecydowanie będę musiała się umyć” ) oraz gdy wyskoczył nagle przed nią, ukazując swoje brudne, ale na pewno ostre kły. Wiedziała, że sama nie ma szans w starciu z takim przeciwnikiem. Musiała działać inaczej.
— Naprawdę się spieszę. Umówiłam się z kimś — jęknęła, chowając ogon między nogi. — Ale jeśli chcesz, możesz pójść ze mną — uśmiechnęła się niewinnie.
— W porządku — skinął łbem i zszedł jej z drogi.
Gdyby była Dwunożnym, prawdopodobnie stwierdziłaby, że nieznajomy depcze jej po piętach. Szedł tuż za nią, a gdy tylko zwalniała, popychał ją do przodu, warknięciem przypominając, że nie powinna robić żadnych głupstw, jeśli nie chce, żeby, jak to raz po raz określał, „porozmawiali inaczej”.
W końcu dotarli nad rzekę, tuż przy moście. Ku jej niezmiernej uldze okazało się, że Gwiezdni nie zapomnieli o niej w tej trudnej chwili. Oto nad wodą spokojnie siedziała nieznana Białej suka, w której to wyglądzie coś podpowiadało Tęczy, że nie jest ona wrogiem.
— Cześć! — z udawanym zachwytem podeszła szybko do samicy, w tyle zostawiając swą niekoniecznie mile widziana obstawę. — Przepraszam za spóźnienie — dodała głośno, tak, by on to usłyszał. — Błagam cię, pomóż mi — wyszeptała jednak nerwowo, nachylając się w stronę nieznajomej, udając, że wita się z nią serdecznie. — Przyczepił się do mnie, grozi mi. Sama nie dam mu rady. Błagam na Gwiezdnych, proszę, pomóż mi.
Gdy odsunęła się od rudej suki, na jej pysku znów pojawił się ten uśmiech — boleśnie wręcz sztuczny, czego jednak nie dostrzegał ponownie obecny u jej boku dryblas. W oczach nieznajomej dostrzegała zrozumienie, a także, jak jej się zdawało, jakiś błysk. Mogło to być wyłącznie wytworem jej wyobraźni, lecz mogłaby przysiąc, że pojawił się on tam, gdy wspomniała o Gwiezdnych. Czyżby ta zesłana przez nich samych suczka również wyznawała w nich wiarę i, tym samym, należała do jednego z klanów?
<Irysowe Serce?>
[809 słów: Biała Tęcza otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]