Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gałąź × Krwawy Zew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gałąź × Krwawy Zew. Pokaż wszystkie posty

4 stycznia 2022

Od Aroniowej Gałęzi CD Krwawego Zewu

Zabawne wydawało mi się, że Krwawy Zew to mnie nazwał naiwną. Naiwna. Cóż, kto z naszej dwójki jest bardziej naiwny? Ja, która poznała zarówno złe, jak i dobre strony życia i potrafię je wykorzystać, czy on, który widocznie spostrzegał tylko te złe, więc to one ukształtowały jego historię?
Byłam zła. Wiedziałam, że przeżyłam zbyt wiele, by oceniał mnie w taki sposób. Traktował mnie nadal jak durnego ucznia, któremu należy wytykać jego wszystkie błędy. Ja przynajmniej starałam się ich nie popełniać! Nie biłam się dla przyjemności z innymi, a potem odmawiałam pomocy medyka! Nie cieszyłam się z wyrządzanych szkód! Dbałam o osoby wokół mnie i im pomagałam, do jasnej cholery! Przynajmniej pokazywałam, że gdzieś w środku nadal jestem sobą, a te wszystkie negatywne zdarzenia w moim życiu tylko uczyniły mnie silniejszą. W przeciwieństwie do niego.
Niby taki silny. Niby taki mądry, doświadczony, umiejętnie się bijący. Ale gdzieś w środku pusty, bezduszny, bez przyjaciół i jakichkolwiek bliskich mu osób. Wszystkich odtrącał. Miałam do niego sentyment. I mogłabym mu pomóc, gdyby nie to, że widocznie on sam tego nie pragnął. Sam się ode mnie odsuwał, zamiast przyjąć pomocną łapę. I teraz też, gdy przed nim stałam, usłyszałam jedynie, że mam mu zniknąć z oczu.
Obrazy przewijały się w mojej głowie, gdy próbowałam podjąć racjonalną decyzję. Mogłabym zaciągnąć go do medyka wbrew jego woli. Dla normalnego psa byłaby to nagroda, lecz dla niego — kara i porażka. 
Albo zostawić do tutaj. Odejść. Ja rozumiałabym to jako olanie go, jednak Krwawy Zew… Pewnie byłby zadowolony, prawda? Wygrałby ze mną. A ja, chociaż byłam wściekła i pełna emocji, nie zamierzałam celowo utrudniać mu życia. W przeciwieństwie do niego. On nie umie patrzeć na świat moimi oczami.
Przynajmniej na razie. Mam nadzieję, że kiedyś się tego nauczy. Albo ja go tego nauczę.
Z cichym szelestem oddaliłam się od niego, wracając do obozu. To nie było w moim stylu, jednak z powodzeniem odgoniłam wyrzuty sumienia. Dobre psy zasługiwały na pomoc. A mimo wszystko, Krwawego Zewu nie uważałam za potwora.
Akceptowałam go takim, jakim jest. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że go lubiłam. I chociaż czułam również urazę, iż sam powiedział mi prosto w twarz, że nie jest ze mnie dumny, to byłam mu wdzięczna. Prawdą jest, że mój trening przedłużył się, ale dzięki temu zostałam lepszą wojowniczką, niż kiedykolwiek mogłabym przypuszczać.
Nie powiem, że nauka była idealna. Zew nie szlifował kodeksu wojownika ani mojej moralności. Chociaż, powinnam powiedzieć inaczej: robił to na swój dziwny sposób. Moralność, bym stała się twarda i bez emocji, a kodeks wojownika… Cóż, zdecydowanie mogłabym korzystać z tego, iż większość psów się nim posługuje. Z racji jednak, że sama do ów większości należałam, nie brałam sobie dosłownie nauk Krwawego, dzięki czemu teraz idę przez życie zgodnie z wolą Gwiezdnych. 
Czasem czułam też rozczarowanie. Wiedziałam, iż wojownik wolałby, żebym była do niego bardziej podobna. Nieczuła, zgorzkniała, bez współczucia i wstydu. Tak, muszę przyznać mu rację. Wtedy byłabym pewnie najlepszym wojownikiem, jaki kroczył po ziemi. Czyż nie tego chciałam? Władzy, jak mój ojciec, zemsty, jak matka, oraz umiejętności, jak Krwawy Zew. Każdy z nich dołożył coś do mnie, by mnie wykreować. I chociaż nie zostanę liderką, nie odgryzę się światu za to, jak mnie potraktował, oraz nie zostanę najlepszym wojownikiem, to chociaż zostanę sobą. Osiągnę jakiś cel, który żaden z wymienionej trójki nie obrał na swój. I być może pozostałe przyjdą w gratisie. Nie wiem. A jak nie one, to chociaż banan. Lubię banany. 

<Krwawy Zewie?>
[565 słów, Aroniowa Gałąź otrzymuje 5 punktów doświadczenia]

19 grudnia 2021

Od Krwawego Zewu CD Aroniowej Gałęzi

Spojrzałem na Aroniową Gałąź, nadszedł czas, aby nasze drogi się rozeszły. Budowanie więzi, nie było czymś stworzonym dla mnie. Nigdy nie spędzałem z kimś tyle czasu. Szykując się na ostatnią rozmowę przypomniałem sobie wszystkie chwile. Od momentu gdy zobaczyłem małą kulkę i załamałem się tym, że biorę na swoje barki odpowiedzialność, po uczucie wypełniające mnie gdy uświadomiłem sobie, że mogę stworzyć potwora. Pamiętałem jej upadki, ale i też wzloty, gdy dumna i zadowolona przychodziła do mnie, licząc na pochwałę, jej gorycz kiedy jej nie dostawała. Tyle razy widziałem smutek w jej oczach, ale on gasnął. Gdy moje serce się cieszyło, widząc, jak staje się twarda. Trzymałem ją zawsze na dystans. Teraz stała przede mną pewna siebie, rozstawiająca wszystkich po kątach. Szczera, bezpośrednia, ale nie prawdomówna. Wiedziałem, że nie wpoiłem jej tworzenie braku więzi, otaczała się gronem znajomych. Nie mogłem jej tego zabronić, każdy miał wybór. Obserwowałem ją również poza naszymi treningami, w środku czułem, że mimo wszystko, nie udało mi się stworzyć swojego sobowtóra, nie stała się potworem. Miałem do siebie żal, że być może poświeciłem jej zbyt mało czasu. Nie szykowałem żadnej przemowy końcowej.
— Gratuluje zakończenia treningu.
— Dziękuję, czy mogę cię o coś zapytać?
— Słucham?
— Jesteś ze mnie dumny?
— Nigdy nie jestem dumny, nie odczuwam takich emocji.
— Co sprawiło, że taki jesteś? Twoje blizny?
— Jesteś ciekawa mojej przeszłości, prawda?
— Od zawsze.
— Nie otwieram się przed nikim, zawsze taki byłem.
— Wiesz, co inni mówią o tobie?
— Chodzi Ci o to, że jestem kłamcą, że mnie nienawidzą, że woleli, bym nie żył, mają mnie za kanalie, czarną owce, nie mam litości, uwielbiam bójki, rywalizację, jestem arogancki, egoistyczny wręcz znienawidzony, nie robię nic za darmo, to prawda taki jestem, lubię taki być, pracowałem na to całe życie.
— Co zyskałeś na tym?
— Siłę, samotność, spokój.
— Nigdy nie chciałeś żyć normalnie? — Jej oczy aż błyszczały z ciekawości.
— Normalnie — wybuchłem śmichem, pełnym pogardy, złośliwości. — Czym dla Ciebie moja droga jest normalność? Rodziną, przyjaciółmi? Oni wszyscy dzisiaj są, jutro może ich nie być! Pojawiają się i znikają kiedy są potrzebni. Są nieprawdziwi, marnowanie czasu — warknąłem.
— Prawdziwi przyjaciele nigdy nas nie opuszczają!
— Jesteś naiwna! A gdy umrą, kto ci zostanie? NIKT! ZOSTANIESZ SAMA!
— Ty już jesteś sam.
— Dlatego nic nie tracę, nie tracę czasu, nadziei, wiary, nie tracę niczego.
— Twoi rodzice? Myślisz, że są z tego dumni?
Wydałem z siebie warkot z głębi gardła, był najbardziej przerażający, jaki tylko można było sobie wyobrazić. Oznaczał on, że nasza rozmowa dobiegła końca i nigdy więcej ma nie wracać do tego tematu.
Aroniowa Gałąź miała odrobinę oleju w głowie i zamilkła. Rzuciłem jej tylko pełne gniewu spojrzenie, po czym odwróciłem się plecami i odszedłem. Zostawiłem ją z wielką niewiadomą, z niedosytem, małą iskrą i setkami pytań, dzięki którym nigdy o mnie nie zapomni.

***

Kolorowe liście, masowo zaczęły opadać z drzew, choć dla mnie były one tylko czarno białe. Bacznie obserwowałem wszystkich, nic nie było w stanie mi umknąć. Zjawiałem się i znikałem, budząc odrazę w pozostałych członkach, niejednokrotnie ścierałem się z innymi samcami, głównie o pierdoły, szukając zaczepki, adrenaliny, upustu dla swojej złości i frustracji. Tego popołudnia walczyłem z Liderem bezgwiezdnych, pozostawił mi brzydką krwawiącą ranę na boku. Gdy usłyszałem szelest, zatrzymałem się, to nie były liście niesione przez wiatr.
— Aroniowa Gałąź — warknąłem. Czy ona myślała, że umknie mi niezauważona, a może wcale nie chciała pozostawać w ukryciu? — Jeśli zamierzasz zabrać mnie do medyka bądź mi pomóc od razu lepiej zniknij mi z oczu — zawarczałem ostrzegawczo.

< Aroniowa Gałęzi? >
[566 słów, Krwawy Zew otrzymuje 5 punktów doświadczenia]

12 grudnia 2021

Od Aroniowej Gałęzi CD Krwawego Zewu

Nie tchórzyć?
Nie byłam pewna, czy tak bym to nazwała, jednak w jednym miał rację — mogłabym zachować się odważniej. Patrzeć na tę całą sytuację, jakbym już wygrała, a teraz jedynie cieszyłam się zwycięstwem. Myślę, że to była naprawdę dobra rada od mojego mentora: może mi wiele pomóc. W końcu kiedy okazywałam odwagę? Kiedy uderzyłam kamieniem Cytrynka? Jak oszalała biegałam dookoła, wrzeszcząc, że się zabiję!
Zawsze wierzyć w siebie?
Ciężko się nie zgodzić, ale mimowolnie zaciskałam szczękę, gdy o tym myślałam. Uważałam, że czasem brak pewności siebie może wyjść na dobre. Dzięki temu przecież możesz nie popełnić wielu błędów i nie wypowiedzieć wielu głupstw. Skoro jednak Krwawy Zew radzi…
Mierzyć wysoko?
Z tym się zgodzę. To sensowne; wyznaczać sobie wysokie cele, gdyż lepsze przecież to, niż niskie. Chociaż czasami…
Upadam.
Nie jestem pewna, czy chcę pielęgnować ambicje, skoro mogą się one nie spełnić. Walne wtedy z głośnym łomotem w ziemię, a moje marzenia się skruszą. Czy jednak już nie stało się to wiele razy? Moi rodzice, zamiast dojść do porozumienia, trafili do Infernum. Chociaż pomagałam Konwaliowej znaleźć partnera, to sama nawet tego nie próbowałam. Wciąż okazywałam słabości — to są moje upadki. Teraz pozostaje zdecydować, czy zamierzam się z nich podnieść.
Nigdy nie możesz wątpić w siebie.
To zdanie było motywujące, ale jednocześnie dało mi porządnego doła. Głupio strasznie, że ktoś musi mi uświadamiać, że chociaż sama sobie wydaję się taka „pewna siebie”, to tak naprawdę jestem cholernie nieudolna.
Egoizm.
Aż mnie zamurowało.
Nic nie jest ważniejsze od twoich potrzeb.
Co proszę? A co z klan-
Zawsze myśl o sobie.
Jakim cudem mój własny mentor każe mi przekładać swoje dobro nad dobro klanu? Dlaczego to w ogóle miało miejsce?
Spojrzałam na niego zdziwiona, a moje oczy zaokrągliły się. Jego pysk jednak był nieugięty, poważny, trochę uroczysty; w końcu próbował przekazać mi te wartości, które dla niego nie miały ceny.
A ja powinnam je przyjąć, choćby dlatego, żeby mój mentor się nie zawiódł.
Tylko na trening. Przecież jak zostanę wojownikiem, będę mogła powrócić do moich własnych zwyczajów, prawda?
— Rozumiem — odpowiedziałam cicho. W głębi serca pragnęłam, żeby mój rozmówca opowiedział mi o historii swoich blizn. Być może wtedy zdołałabym go zrozumieć.
Jednak gdzieś w głębi duszy wiedziałam, że to niemożliwe. Ja i Krwawy Zew różniliśmy się jak ogień i woda. Taką przynajmniej miałam nadzieję.
Ale cokolwiek nie pomyślałam, gdzieś głęboko czułam obawę, że jestem do niego bardziej podobna, niż sądzę.

***

Minęło wiele księżyców. Naprawdę wiele; zmieniał się zarówno mój wygląd, jak i wnętrze, a ja wobec obu tych przemian nie mogłam wiele zrobić. Tak naprawdę z pierwszej się cieszyłam —zyskałam wygląd wojownika, gdy zdałam sobie sprawę, iż jest to znak, że mój trening się przedłużał. Inni uczniowie, często na poziomie bardzo zbliżonym do mojego (niektórzy też gorsi, ale cii…) dostali już swoje wojownicze imiona. Ja natomiast nie miałam pojęcia, jak długo będę musiała na to czekać.
To nie jest do końca prawda. A powód, dla którego być może (powtarzam: być może) musiałam tyle czekać, był mocno powiązany ze zmianą numer dwa. Przypuszczałam, iż prawdopodobnie nie nabyłam cech, które według mojego mentora charakteryzują doskonałego wojownika. Z większością się zgadzałam, także pracowałam nad ich włączeniem w mój charakter; z innymi było trudniej, gdyż nie przypadły mi do gustu, jednak i nad nimi pracowałam. Ważniejsze dla mnie było zostanie wojownikiem, niż piękne, bez skazy wnętrze. Zresztą, czy ktokolwiek takie posiada?
Nie możesz bać się samotności.
To było pierwsze z dwóch wypowiedzi Krwawego Zewu, które mocno zapadły mi w pamięci. Oczywiście, zaraz obok tej o egoizmie. Gdy jej usłyszałam, nie było niczym niezwykłym — proste słowa w formie przyuczenia do zasad mentora. Tym bardziej jednak próbowałam je zrozumieć, tym bardziej wiedziałam, iż są one dla mnie naprawdę ważne.
To by strasznie głupio brzmiało, gdybym zaczęła mówić, jak bardzo samotna jestem i doskonale o tym wiem. Więc nie będę tego robić. Mam przecież Cytrynowego Liścia, Konwaliowy Szron i Sikorkowe Szczęście. Tak czy siak, zamierzałam się słuchać tej rady w pierwszej kolejności.
Być może właśnie to, i pozostałe słowa Krwawego Zewu doprowadziły, iż skończyłam swój trening i zostałam wojownikiem.
Jedyne, o czym teraz myślałam, to była reakcja mojego mentora; kiedy otrzymałam imię Aroniowej Gałęzi, nie czułam praktycznie stresu, ale teraz mój żołądek robił sobie gimnastykę i wykręcał się na wszystkie możliwe sposoby.
Nie tchórzyć, tak? Czy stres podchodzi pod tchórzostwo?
<Krwawy Zewie?>
[ 709 słów, Aroniowa Gałąź otrzymuje 7 punktów doświadczenia ]

10 grudnia 2021

Od Krwawego Zewu CD Aroniowej Łapy (Aroniowej Gałęzi)

← Poprzednie opowiadanie
ma to miejsce gdy Aronia była jeszcze uczniem
Czułem, jak pewność Aroniowej Łapy spadła, na widok grubego dwunoga.
Minus, utrata wiar we własne siły. Ulotniłem się szybko, pozostawiając ją z własnymi lękami, samą, z daleko przyglądając się całemu zajściu.
Gdy sytuacja, wymknęła się spod kontroli, wkroczyłem do akcji. Gdy wprowadziłem nas w na bezpieczną odległość, ze spokojem odetchnąłem. Nie było najgorzej, ale nie byłbym sobą, gdym nie wybrzydzał. Zabrałem się za jedzenie, patrząc, jak młodej cieknie ślinka, nie miałem zwyczaju się dzielić, więc tego nie zrobiłem. Zbierałem myśli co mam jej powiedzieć. Gd przełknąłem ostatni kęs, usiadłem i wbiłem w nią swoje lodowate, niemal nieobecne spojrzenie.
 — Wiesz, co przyczyniło się do porażki?
 — Jakiej porażki? Przecież zdobyłam to co chciałeś! — wydawała się zaskoczona moim stwierdzeniem.
 — Już oceniając "przeciwnika" straciłaś pewność siebie.
 — Byłam realistką.
 — Nie! Nigdy nie możesz wątpić w siebie, jeśli nie uwierzysz, nie przekroczysz granic swoich możliwości. Musisz wyjść ze strefy komfortu, mierzyć wysoko, nigdy nie wątpić w siebie, chociaż mogłoby się wdawać, że nie masz szans. Wiesz, dlaczego jeszcze żyje? Choć każdy chciałby, bym zdechł? Czemu nosze na ciele tyle blizn?
 — Nie - szepnęła
— Bo nie potrafię stchórzyć, zawsze wieże w siebie, czasami przegrywam. Jednak nigdy nie stanąłem do walki, mówiąc, że przegram. Chce zaszczepić w tobie, pewność siebie, egoizm nic nie jest ważniejsze od twoich potrzeb, zawsze myśl o sobie, jeśli chcesz być silna, pamiętaj, ból czyni nas silniejszymi, nie możesz się go bać, tak samo jak samotności

<Aronia?>
[239 słów: Krwawy Zew otrzymuje 2PD]
 

1 lipca 2021

Od Aroniowej Łapy CD Krwawego Zewu

Z powątpieniem spoglądałam na grubego dwunożnego. Nie miałam bladego pojęcia, jak mam się zabrać za kradzież. Obawiałam się, że przez mój brak dostatecznych umiejętności ściągnę na siebie nieszczęście.
— Ale Krwawy Zewie… — zamierzałam zadać pytanie, jednak przerwałam, gdy nie ujrzałam obok siebie jedynie pustkę. Swój wzrok przeniosłam kawałek dalej, w miejsce, w którym Dym przygniatał mojego mentora do ziemi. Zacisnęłam zęby i skupiłam się na swoim zdaniu. Zew sobie poradzi. Zresztą, w jaki sposób miałabym mu pomóc? To dorosły i doskonały wojownik, a ja jestem zwykłym uczniem.
Ostrożnie obeszłam stół i obserwowałam dwunożnego. Stworzenie nie było świadome mojej obecności, mimo iż bardzo bliskiej. Niemal ocierałam mu się o nogi. Wyglądał zabawnie, kiedy kwiczał coś do stojącego obok partnera, ale nie zbierało mi się na śmiech. Kiedy za którymś okrążeniem zdecydowałam się celowo musnąć zębami jego łydkę, stwór podskoczył, wykrzykując przekleństwa w swoim dziwnym języku. Chociaż spojrzał w dół, mnie już tam nie było.
Mianowicie zawisłam po przeciwnej stronie stołu. Niestety, mój skok nie należał do udanych i teraz walczyłam, aby nie spaść na podłoże. Rabunek z zaskoczenia jest najlepszy, a drugi raz nie udałoby mi się do zaskoczyć. Podczas gdy dwunożny szukał sprawcy ataku, ja spróbowałam podciągnąć się na płaską powierzchnię przedmiotu. Do mojego nosa doleciał bliski i smakowity zapach jedzenia. Stolik niebezpiecznie się chwiał. Oblizałam się, marząc o godnym mnie posiłku. Mimo to nadal zwisałam nogami w dół. Nagle stół nie wytrzymał obciążenia, jakie mu sprawiłam, i runął w moją stronę. Ja, rzecz jasna, puściłam się go szybko i odskoczyłam, zanim przedmiot mnie przygniótł. Dwunożny zaczął piszczeć, gdy na mnie spojrzał. Zalękniona chwyciłam w zęby najbliższy kawałek steku, jednak grubas wymierzył we mnie kopniaka. Krwawy Zew ubiegł dwunoga, chwytając rozpędzoną kończynę zębami, zanim ta zdołała posłać mnie na drugi koniec świata.
Podziękowałam mu szybko. Byłam mu wdzięczna za uratowanie mi kości.
— Za mną — powiedział mój mentor, ignorując podziękowania.
Zaczęliśmy kluczyć bez celu, a ja byłam bliska wyczerpania. Krwawy Zew nieznużenie wbiegał w uliczki, aby zaraz wybiec kolejnymi. W ten sposób prędko zgubiliśmy pogoń, chociaż w powietrzu wciąż unosił się zapach gniewu dwunożnych.
Zatrzymaliśmy się, a ja ukradkiem spoglądałam na mojego mentora. Słaniałam się na łapach. Próbowałam odgadnąć, co o mnie pomyślał, jednak jego mina pozostała nieodgadniona. Zawiedziona bezowocną obserwacją podałam Krwawemu kawałek mięsa. Ten, który zdobyłam. Mój mentor położył go przed sobą, jakby zastanawiając się, co ma mi powiedzieć. Spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem, oceniając moją zdobycz.
— Liczyłem na tamtą kiełbasę — powiedział po chwili. — Ale to też jest dobre. Nawet dobre.
<Krwawy Zewie?>
[411 słów: Aroniowa Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

26 maja 2021

Od Krwawego Zewu CD Aroniowej Łapy

Nie obchodziło mnie, co sobie pomyśli, o mnie ten mały móżdżek. Patrzyłem, jak zmaga się z wodnym żywiołem, po dość długim czasie wydostała się na brzeg, wylewając na mnie swoją złość, niemal płacząc. Nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Jest jeszcze mała, jak chce, niech beczy. Co z tego, że omal nie zginęła, przecież przeżyła, o co te nerwy. Nałykała się troszkę słonej wody, co najwyżej będzie ją wieczorem brzuch bolał. To nie ma znaczenia. Ma wolę, walki i życia, a to się dla mnie liczyło. Nie wiem, dlaczego akurat ja miałem być jej mentorem, jednak skoro taka była decyzja.
— No już uspokój się! — warknąłem.
— Nie, bo chciałeś mnie zabić! — lamentowała.
— Gdybym chciał Cię zabić, to bym to zrobił, rozumiesz? To był tylko egzamin, zbieraj się, nie mam całego dnia, przecież.
Aronia uspokoiła się, po chwili głęboko oddychając. Ruszyłem żwawym krokiem w stronę Targu. Idealnie suczka wyglądała jak mały biedny przemoczony szczur. To w sumie nieco ułatwi jej zadanie.
— Co teraz mi zrobisz? — fuknęła.
— Jesteśmy na Targu, twoim zadaniem jest zdobyć ten smakowity kawałek kiełbaski i nie dać się złapać dwunogom.
Suczka spojrzała na stoisko, przy którym stał gruby facet a przed nim stół z wyśmienitym mięskiem, aż ślinka ciekła na samą myśl.
Oddaliłem się od szczeniaka, miała pole do popisu, poszedłem za róg. Przy okazji natknąłem się na dwójkę Bezgwiezdnych, jak im tam Dym i Jazgot. Postanowiłem nieco się zabawić, wykorzystać okazję zdenerwowanie Dyma ostatnim zajściem i użyć sztuki manipulacji. Pomimo że pies mnie przydusił, grając role ofiary, to ja byłem górą. Przy odrobinie szczęścia Dym odwali za mnie brudną robotę, wyeliminuje moich wrogów, a ja nawet nie ruszę łapą. Gdy według mnie rozmowa dobiegła końca, wybiegłem zza rogu sprawdzić jak radzi sobie Aroniowa Łapa. W razie kłopotów musiałem być w gotowości. Skoro jest moim uczniem, muszę dbać o jej bezpieczeństwo, w krytycznej sytuacji. 
<Aroniowa Łapo?>
[306 słów: Krwawy Zew otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia, Aroniowa Łapa 2 Punkty Treningu]

Od Aroniowej Łapy CD Krwawego Zewu

Byłam zbyt przerażona, aby próbować płynąć. Mimo iż woda wcale nie była zimna, mi wydawała się lodowata i zapierająca dech w piersiach. Próbowałam machać łapami. „Płyń, płyń!” — chciałem do siebie samej wrzeszczeć. Siłę odbierało mi natomiast wspomnienie mnie samej, topiącej się w otchłani przerażająco lodowatej i ciemnej wody. Miałam wrażenie, że Krwawy Zew jest w rzeczywistości moim ojcem, a Skalny Potok zaraz mnie wyciągnie i rzuci mną o lód. Wspomnienie mojej niedoszłej śmierci, w tym samym miejscu odbierało mi wolę walki, i obdarzało mnie przekonaniem, że powinnam wtedy umrzeć. To, że przeżyłam, było tylko litością ze strony ojca. O ile Potok miał ją w ogóle.
Teraz czułam się tak samo bezradna. Chciałam wierzyć, że nie byłam — że tylko ode mnie zależy, czy będę miała siłę przetrwać. Skoro jednak chce w to wierzyć, to dlaczego wierzyć nie mogę? Niech mi ktoś pomoże!
Krwawy Zew jest podłym mordercą, takim przynajmniej będzie, kiedy umrę. Chociaż na początku rozpogodziłam się, wierząc, że tak naprawdę to zwykły pies, już pozbyłam się złudzeń. Ile bym za to dałam, aby po mojej śmierci został wygnany z klanu!
Biłam łapami, walcząc ze wzburzonym morzem. Chcąc obudzić w sobie chęć przetrwania. Czy to, że Krwawy Zew nie będzie już w Tenebris, da mi coś? Tym bardziej, jeżeli umrę? Och, Gwiezdni, jeżeli pomożecie mi przeżyć, wybaczę mu to! Wybaczę mu, obiecuję! Tylko nie pozwólcie mi umrzeć, jestem jeszcze zbyt młoda!
W rozpaczy przebierałam łapami, próbując jakby wybłagać współczucie u fal. One jednak nie znają go, podobnie jak moi rodzice i mój mentor. Cały świat jest bezlitosny, co więc da, że ja będę starać się być lepsza? Nie, to nieprawda! Na świecie są też dobre rzeczy!
Jakby ta myśl obudziła we mnie nowego ducha, zaczęłam z zapałem bić łapami o morską toń. Rzuciłam wyzwanie wichrowi, który wściekły krzyczał ponad mną. Nie mógł mnie jednak dosięgnąć, tak samo, jak nie dosięgnie mnie śmierć (przynajmniej nie teraz). Wściekła wypłynęłam na powierzchnię tafli i wyplułam z siebie to paskudztwo, to znaczy: wodę. Nabrałam przekonania, że pływaniem nie powinny zajmować się psy z Tenebris, i z radością odstąpię to członkom Flumine.
Kiedy dopłynęłam do brzegu, byłam wyczerpana. Nie przeszkodziło mi to w tryumfalnym stanięciu, oko w oko z moim oprawcą. Ha! Nie zabiłeś mnie, niedoszły morderco niewinnych uczniów!
— Dobrze, więc zaczniemy trening — oznajmił, co tylko podsyciło mój gniew.
— Chcesz zacząć trening, Krwawy Zewie? Łatwo ci mówić! Prawie zginęłam! — wyrzucałam moje żale jeden po drugim, patrząc się zawiedziona w nieczułe oczy mentora. Ledwo powstrzymałam łzy, które gromadziły się w moich oczach. — Co napadło cię, aby chcieć mnie zabić? Jestem twoim uczniem! Nie chcę, abyś był moim mentorem!
Rozpłakałam się, nie mogąc już zatamować wody, która teraz ciekła mi po pysku. Niech sobie uzna mnie za beksę, byle tylko zostawił mnie w spokoju! 
<Chcesz zacząć trening, Krwawy Zewie? Prawie zginęłam!>
[456 słów: Aroniowa Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

22 maja 2021

Od Krwawego Zewu CD Aroniowej Łapy

Nadszedł ten czas, kiedy dostałem wiadomość o tym, że zostałem właśnie mentorem niejakiej Aroniowej Łapy. Nie byłem początkowo zachwycony, nawet nie kojarzyłem tych szczeniąt. Wiedziałem, że są, ale nie przykładałem zbytniej uwagi do ich istnienia w klanie. Z jednej strony, fajnie byłoby wychować wspaniałego mordercę. W sumie cieszyło mnie, że mogę mieć wpływ na jakiś mały dopiero co rozwijający się rozumek. Okryć mrokiem, małe niewinne serduszko, zasiać ziarno nienawiści i zemsty, manipulować małe nieskażone żyjątko. Więc nadeszła najwyższa pora by poznać swoją uczennicę. Wiedziałem, jak ma na imię, została mi również opisana wizualnie. Drugie łapki, krótka brązowa puchata sierść, połączona razem z rudobrązową barwą oraz intensywnie niebieskimi oczami. Nie trudno było ją znaleźć. Mała faktycznie była wyższa od innych szczeniąt. Gdy stanąłem przed nią, na jej pysku malowało się zdziwienie. Spojrzałem w jej niebieskie oczy.
— Nie trać czujności nigdy — mruknąłem.
— Co będziemy robić? — Zamerdała ogonem.
— Oszroniony zajmij się swoją uczennicą, nie jestem nianią — mruknąłem.
— Chciałam iść z nią — pisnęła młoda.
— Nie, za dużo tracisz, wtedy. Nie ma, czasu idziemy!
Wyprowadziłem Aronię z terenów klanu, udaliśmy się na plażę. Potrzebowałem ciszy spokoju, braku niepotrzebnych obserwatorów. Po wstępnej rozmowie, jaką mi zafundowała, wiedziałem, że jest dobrą duszyczką, jednak jeśli wszytko pójdzie zgodnie z planem, wkrótce to się zmieni.
— Jesteś wizualnie podobna do mnie gdy byłem mały miałem również długie łapy i niebieskie oczy.
— To fajnie. — Zamerdała ogonem.
— Twoi rodzice to? — Zerknąłem na nią pytająco. Musicie mi wierzyć, naprawdę się nie orientuję w temacie młodego pokolenia.
— Malwowy Ogon i Skalny Potok.
— Skalny Potok powiadasz — mruknąłem.
— Tak.
— Obyś odziedziczyła coś po nim — mruknąłem sam do siebie po cichu.
— Co mówisz? — Spojrzała zaciekawiona.
— Mówię, abyś się skupiła. Zaczniemy od pływania.
— Umiem pływać.
— To się okaże. — Chwyciłem ją za kark, ruszyłem biegiem na molo po czym, rzuciłem, wrzuciłem do wody.
Wszystko działo się bardzo szybko, nie wiem, czy złapała powietrze, w każdym razie wpadła jak kamień w wodę, znikając pod jej powierzchnią. Gdy się wynurzała, przybywała ją fala. Samodzielnie musi stawić temu czoła. Do brzegu miała jakieś czterysta metrów, a morze było dzisiaj wyjątkowo niespokojne. Musi poznać strach, doznać czegoś szokującego, życie jest brutalne i bezlitosne, jej beztroskie życie musi dobiec końca. Od dzisiaj nauczy się walczyć o przetrwanie. Jeszcze kiedyś mi za to podziękuje. Usiadłem, na molo milcząc i czekając. Pomimo że długo się nie wynurzała, nie zamierzałem się ruszać. Musi mi udowodnić swoją wolę walki, tego, że nie marnuje na nią swojego cennego czasu. W końcu nie każdy jest godny zostania moim uczniem. Muszę mieć pewność, że ona jest. 
 <Aroniowa Łapa?>
[415 słów: Krwawy Zew otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia, Aroniowa Łapa 2 Punkty Treningu]

Od Aroniowej Łapy do Krwawego Zewu

— A więc? — próbowałam dowiedzieć się od Sikorkowej Łapy czegokolwiek, niepowiązanego ze Stokrotkowym Płatkiem. — Pokażesz mi, w jaki sposób zrzuciłaś mnie wtedy z pleców? Proszę, proszę, proszę!
Posłałam jej błagalne spojrzenie i wbiłam pazury w ziemię. Czyż nie mogłaby zostawić tematu tej głupiej wojowniczki i wreszcie powiedzieć mi, jakim cudem wykonała ten manewr? Nie, żeby coś do niej miałam, ale tyle mi o niej gadała, że jej imię co najmniej zbrzydło mi. Nie umiałam natomiast tego chwytu za nic w świecie, i nie miałam bladego pojęcia, jakim cudem takie coś może się udać. Jeszcze nigdy nie widziałam niczego podobnego!
— Oczywiście, przecież mówiłam! Chciałam, jak już mówiłam, poćwiczyć go ze Stokrotkową, ale wtedy zawołała mnie Oszroniony Pysk. No już, nie patrz się tak na mnie! Za tobą stoi Krwawy Zew, to w końcu twój mentor. Chyba właśnie chce cię na jakiś patrol czy tam trening zabrać.
Podskoczyłam i obróciłam się gwałtownie. Za mną była pustka.
— Bardzo śmiesz…
Słowa zamarły mi w gardle, bo mój mentor jakby wyrósł przede mną. Może gdybym się skupiłam, dostrzegłabym, że on po prostu tam podszedł, ale żadna komórka mojego ciała nie lubiła go przesadnie, byłam więc dość uprzedzona. Miałam do niego tylko szacunek, chociaż i on czasami się ulatniał. 
<Czy chce zabrać nas na patrol/trening? Przepraszam że tak krótko, nadrobię>
[202 słowa: Aroniowa Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]