Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaśniejące Światło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaśniejące Światło. Pokaż wszystkie posty

21 czerwca 2022

Od Jaśniejącego Światła

Jaśniejące Światło miał już świetne plany na popołudnie — na przykład jeść, spać, wygrzewać się w słońcu i znowu jeść. Cudowne nicnierobienie, podobnie jak przez całe południe. I ranek. I wczoraj zresztą też. Jednak ta piękna wizja została zniszczona przez jakiegoś losowego wojownika, którego imieniem Jaśniejące Światło nie zaśmiecał i tak już zaśmieconego mózgu. Ów wojownik pojawił się ni stąd, ni zowąd przed nosem białego psa i wypowiedział okrutne słowa:
— Przywódca kazał ci posprzątać pomieszczenie obok.
Jaśniejące Światło bronił się dzielnie przed tym wyrokiem, poczynając od słusznego kwestionowania wiarygodności tych słów, kończąc nawet na wyzywaniu matki posłańca.
— Nie było żadnego ucznia? Szczeniaka? Starszego?
— Wszyscy zajmują się czymś użytecznym, w przeciwieństwie do ciebie — warknął wojownik, wyraźnie szykując się do odejścia.
— Ależ tu śmierdzi! — szczeknął jeszcze rozpaczliwie pies.
— Ależ właśnie o to chodzi!
Jednak w końcu nawet on, Jaśniejące Światło musiał przyznać, że musi się zastosować do tego, co przywódca powiedział.
I, z jękami godnymi najbardziej potępionego skazańca się do tego zastosował.
— To jest za ciężkie! — zasapał, przesuwając pudło ze środka pokoju. Potem zreflektował się - gdyby tu przechodził jakiś pies i to usłyszał? Nie, dla Jaśniejącego Światła nie było rzeczy niemożliwych. I za ciężkich.
Z dzielną miną i głęboko zranioną dumą przetargał resztę pudeł. Tak, pudła już sprzątnięte. Przeciągnął też jakiś zapomniany snopek siana i płachtę materiału na bok. To już chyba... wszystko?
— A kurz? — szczeknął jakiś pies od drzwi.
— To znowu ty! — warknął Jaśniejące Światło. — Sam sobie zetrzyj ten kurz!
— To dla ciebie za wiele?
— Nie, po prostu... — biały wojownik zastanowił się. — Zadajesz głupie pytania! Oczywiście, że zetrę kurz! Właśnie to miałem zrobić.
Wojownik przy drzwiach sapnął z powątpiewaniem, ale odszedł bez słowa.
Głupi kurz. Było go zdecydowanie za dużo, ale w końcu co to nie on. Da radę. Na początku Jaśniejące Światło starając się nie ubrudzić jeszcze bardziej, ścierał go kępami suchych liści i szmat. Potem stwierdził, że to i tak nie ma sensu, i zaczął jechać po ścianach ogonem. Tak było znacznie szybciej. Motywował go zbliżający się koniec porządków — może choć część jego planów będzie jeszcze możliwa do wykonania? Choć słońce...
— Pająk! — wrzasnął nagle biały pies. Nigdy nie bał się zbytnio tych pokracznych cosiów, ale nie raz przyprawiały go o nagły skok adrenaliny, zwłaszcza kiedy były duże i niedaleko jego pyska. Tak jak na przykład teraz.
Jaśniejące Światło usłyszał kroki. Jakiś pies! Jaki? Nieważne!
— Weź tego pająka!

[387 słów: Jaśniejące Światło otrzymuje 3 PD]

8 marca 2022

Od Jaśniejącego Światłą do Gołębiej Łapy

Kolejne wyzwiska — okropnie niesprawiedliwe, jak tak można wyzywać takiego wspaniałego wojownika! — na temat Jaśniejącego Światła przeważyły szalę i teraz wspaniały, obrażony wojownik, z miną zranionego bohatera odtuptywał z godnością. Jak na czterdzieści sześć księżyców, jego powagę można było przypisywać wyłącznie szczeniakowi, któremu koledzy zniszczyli ulubiony kłębek mchu.
Odchodząc, nie powstrzymał się od riposty, co jego rozmówcy skwitowali przewróceniem oczami. Jaśniejące Światło fuknął po raz kolejny, chcąc dać wyraz swojej furii. Już on im pokaże!
Po chwili znalazł się już poza obozem. Zimne powietrze i płatki śniegu szczypały go w nos, na co oczywiście nie zwrócił uwagi, bo czymże jest błahe zjawisko pogodowe dla takiego psa jak on? Trzymał ciągle łeb wysoko uniesiony, podobnie jak ogon. Potknął się oczywiście niezliczoną ilość razy, co jeszcze wzmacniało jego bardzo zasłużoną złość, ale dopiero po wylądowaniu w kałuży błota śniegowego postanowił, że może jednak będzie patrzył pod swoje łapy. Nie może puścić tych strasznych wyzwisk pomimo uszu! Musi się zemścić!
Chętnie by już teraz wyzwał — w jego mniemaniu — zdrajców i tchórzów bez krztyny szacunku do wielkiego wojownika, jakim był, do pojedynku, ale niestety nawet tak wspaniały pies jak on nie dałby rady z pięcioma przeciwnikami. Także postanowił zaplanować wielki powrót. Złapie Dwunożnego, przyciągnie go piszczącego jak niemowlę, a wszyscy zdębieją z zazdrości.
Pełen nadziei rozejrzał się. Niestety, żaden Dwunóg nie raczył się pojawić w pobliżu. Jaśniejące Światło odebrał to jako kolejną obrazę, i poprzysiągł sobie kiedyś zemstę na Dwunogach — ale w tej chwili potrzebował pomysłu.
Skoro nie ma żadnego Dwunoga, może powtórzy inny numer ze swojego repertuaru zagrywek na takie sytuacje? Złapanie samochodu na drodze? Pokonanie sześciu borsuków na raz? Zjedzenie całego jelenia? Co prawda nic z tej listy mu się nigdy nie udało, ale hej, nie traćmy nadziei, przy takim bohaterze jak on, kiedyś na pewno się uda!
Poszukując pomysłu rozejrzał się. W powietrzu unosił się zapach słomy i zwierząt. Tak, upoluje krowę!
Niestety, zagroda nie dysponowała krowami. Widać było tylko parę wychudłych kur, skubiących grunt bez wyrazu. Trudno. Musi wystarczyć. Dokonał wstępnych oględzin. Kury znajdowały się za ogrodzeniem z błyszczącej, twardej nici. Ziemia była zamarznięta, więc podkop nie mógł się udać. Mimo wszystko Jaśniejące Światło spróbował. Prawie złamał pazury na kamieniach, a następnie zaczął się zastanawiać, jak dotrzeć do drobiu. Przeskoczyć? Niestety, siatka była zbyt wysoka nawet dla niego. Więc zostało ostatnie wyjście — przeczołgać się. Spojrzał jeszcze na kury z zaciętością, po czym schylił się, podważył twardą nić i wsunął łeb do zagrody. Poszło niespodziewanie dobrze — zaraz potem przecisnął klatkę piersiową, i postanowił zrobić przerwę na oddech. Zresztą ciała nie powinien mieć problemu. Jest przecież smukły jak wąż! Powtarzał to sobie, kiedy zaczął kontynuować przeprawę na drugą stronę płotu.
Niestety, najwyraźniej kury nie były takie głupie, i zorientowały się o zamiarach Jaśniejącego Światła, ponieważ zrobiły coś z siatką. Wojownik przebrnął jeszcze trochę, a potem srebrna nić naparła na niego tak mocno, że uniemożliwiła dalsze poruszanie się.
Bez paniki. Cofnie się i spróbuje jeszcze raz.
Najwidoczniej kury — albo ich Dwunodzy — przewidziały również ten manewr, ponieważ wojownik utknął na dobre. Jedna z kur odłączyła się od towarzyszek i podeszła do psa. Z zaciekawieniem stuknęła dziobem w ziemię nieopodal nosa Jaśniejącego Światła. A następnie wbiła dziób w pysk wojownika.
Samczyk zawył. Jakby sytuacja nie była wystarczająco upokarzająca, nawiedzona kura ze zdolnością zaczarowywania ogrodzenia dziobała go po nosie, oczach i całym pysku! W końcu odstąpiła od niego, niewzruszona wyciem i powróciła do innych kur. Jaśniejące Światło przez chwilę chlipał w ciszy, a potem coś zwróciło jego uwagę. Jakaś zmiana. Jego nieomylne zmysły bohatera wyczuły coś nowego.
— Witaj, Jaśniejące Światło.
Jakże on śmiał zwracać się takim tonem do niego? Co prawda ów wspaniały wojownik miał białą sierść upstrzoną błotem, i tkwił pod ogrodzeniem, wystawiając cztery litery ku reszcie świata — i nawet przed chwilą pochlipywał, po tym jak został zaatakowany przez drób — ale mimo wszystko był to Jaśniejące Światło!

<Gołębia Łapo?>
[643 słowa: Jaśniejące Światło otrzymuje 6PD]

4 października 2021

Od Jaśniejącej Łapy (Jaśniejącego Światła)

Jaśniejąca Łapa obudził się dość wcześnie. A właściwie obudził go jego mentor. Biały uczeń sennie zamrugał oczami.
— Jaki jest sens wstawania tak wcześnie?
Brązowa Blizna nie odpowiedział, uśmiechając się tylko. Jaśniejąca Łapa nabrał podejrzeń. O co mogło chodzić? Jakieś polowanie? Patrol? A może, może w końcu jego test? Tak, w końcu ma już te trzydzieści księżyców.  Czas, żeby zostać wojownikiem, dawno minął. Przeciągnął się i ruszył w kierunku sterty zwierzyny. Wybrał jakiegoś chudego szpaka. Zjadł szybko, mniej więcej otrzepał się z kawałków siana i ruszył w kierunku mentora.
Brązowa Blizna, upewniwszy się, że uczeń jest gotowy, kazał mu iść za sobą. Ruszyli w kierunku jakiegoś lasku na obrzeżach miasta.
— Spróbuj coś złapać — powiedział zastępca.
Chciał zobaczyć jego umiejętności. Tak, to test. Chyba. Raczej. Tak czy siak, musi się postarać. Była zima. Śnieg, szron i cała reszta. Większość zwierzyny – jeśli w ogóle wyściubiała nosy ze swoich norek – była chuda, mizerna, i ogólnie, nieciekawa. Dobrze, musi się skupić. Przykucnął i zawąchał. Nic. Poszedł parę kroków dalej – jedynie gołębie, obserwujące go z bezpiecznie wysokiego drzewa, bądź wzbijające się w powietrze z hałasem uderzających o siebie piór. Miasto. Ludzie, ich smród. W pewien sposób zima wyostrzyła te zapachy. Tym łatwiej powinno mu być coś znaleźć. Rozejrzał się, żeby się upewnić, że w pobliżu nie ma żadnych innych psów, kotów, meneli, czy jakikolwiek elementów otoczenia, które mogłyby przeszkodzić mu w polowaniu.
W końcu, kiedy już myślał, że nic nie znajdzie, natknął się na kosa. Ptak był dość dobrze odżywiony – pewnie napasł się jakimiś rzeczami od ludzi. Dwunodzy, z niewiadomych przyczyn, lubili karmić zwierzęta, i to nie tylko te należące do ich stada.
Jaśniejąca Łapa upewnił się, już po raz kolejny, ze śniegowej pokrywy nie wystają żadne badyle, trawy, liście czy gałęzie, o które mógłby zahaczyć. Zaczął się skradać. Skoczył – i zabił ptaka jednym ugryzieniem. Mentor pochwalił go. Potem razem wrócili do obozu. Jaśniejąca Łapa odłożył kosa na stertę.
— Teraz zaprezentujesz, jak walczysz. Chodź — szczeknął Brązowa Blizna. Ruszył, a razem z nim parę innych wojowników. Z grupki wyłonił się jeden. Jaśniejąca Łapa ocenił przeciwnika. Nieco młodszy, ale większy od niego. Zaczęli krążyć wokół siebie. Każdy z nich czekał, aż drugi zrobi pierwszy ruch.
Oczywiście, to Jaśniejąca Łapa popełnił błąd. Drugi pies od razu wykorzystał jego chwilową słabość. Chwycił za luźno zwisającą skórę i sierść na szyi, i zacisnął szczęki. Jaśniejąca Łapa czuł, że się dusi. Pies nie zrobi mu nic poważnego, w końcu to tylko test. Walka na niby.
Przeciwnik postanowił, że poluzuje uścisk. Może nie chciał go udusić? Głupio by było, udusić ucznia w dzień jego – prawdopodobnego – mianowania. Tak więc szczęki nie zacieśniały się tak na jego szyi. Jaśniejąca Łapa odruchowo chciał wziąć głęboki oddech – jednak wpadł mu do głowy pewien pomysł. Udawał, że dalej się dusi. Kiedy wywrócił białkami oczu, zaczął się zastanawiać, czy nie przesadził, jednak widocznie przedstawienie odniosło swoje skutki. Zdezorientowany pies puścił zupełnie i odsunął się nieznacznie. Na ten moment czekał biały uczeń. Skoczył na nic niespodziewającego się psa i przewrócił go na łopatki. Przycisnął jego barki do ziemi.
— Starczy — szczeknął Brązowa Blizna — Jaśniejąca Łapo, za mną.
Przeciwnik pogratulował Jaśniejącej Łapie skinieniem głowy. W jego oczach było widać niechętny podziw.
— Gwiezdni, stawiam tu przed wami ucznia. Przebył bardzo długą i ciężką drogę, aby nauczyć się waszego szlachetnego Kodeksu, i żyć według jego zasad. Ręczę, że nie zmarnował żadnego momentu treningu, i jest godny miana wojownika. Jaśniejąca Łapo – od dziś będziesz znany jako Jaśniejące Światło.
Pomieszczenie wypełniły okrzyki. Wojownicy witali Jaśniejące Światło jego nowym imieniem. Potem kiedy już wszyscy się rozeszli, nowo mianowany wojownik wyszedł na zewnątrz. Dzisiejszej nocy będzie czuwać.
Uniósł wzrok w gwiazdy. Gdzieś tam, może jest Migoczące Światło. Może tam jest. Patrzy na niego teraz. I może nawet... Może nawet jest z niego dumny? Może mieć tylko nadzieję, pewności raczej nigdy nie uzyska. Jednak, siedząc na trawniku, i gapiąc się w migoczące punkciki, poczuł, że sama nadzieja mu starczy.


[640 słów: Jaśniejący otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia oraz nowe imię pog]

22 września 2021

Od Jaśniejącej Łapy CD Spadającej Łapy (Spadające Łzy)

— Czy tchórzę? 
Jaśniejąca Łapa aż się zachłysnął. Czy on tchórzy? Pytanie mysiego móżdżku.
 — Oczywiście, że nie, ty głupi worku pcheł! Ja miałbym tchórzyć? 
Prychnął, starając się w tej sposób okazać pogardę. Tupnął zdecydowanie śnieżnobiałą łapką i zamachnął się ogonem. 
— Znajdziemy te kury, czy jak im tam było. I ja nas zaprowadzę. 
Dumnie podniósł głowę. Jest jeszcze uczniem, to prawda, ale z tego co wiedział, zbliżał się czas jego testu. Testu na wojownika. Musi jak najlepiej wypaść. I lepiej, żeby nie przyłapano go na żadnym incydencie. Czy w takim razie na grzecznie wrócić do obozu i skomleć o trening u łap Brązowej Blizny? 
Nie. Zaprowadzi Spadającą Łapę. Znajdzie te dziwne ptaki. Pokaże, że nie jest tchórzem. Może nie zdawał sobie sprawy, że suczka chciała w ten sposób zagrać na jego ambicji? Porzucił rozmyślania i uniósł nos. Zawąchał w powietrzu. Jak, na Gwiezdnych pachną te kury? Skoro są ptakami, pewnie jakiś podobnie. Smrodliwe, pierzaście i ptasio. Zrobił parę chwiejnych kroków. Przeniósł wzrok na Spadającą Łapę, kępkę rzadkiej trawy, niebo i z powrotem. I tak w kółko. Znowu parę kroków, obrót i zamyślenie na pysku, żeby wyglądał, jakby szukanie ptasiego smrodu całkowicie go pochłonęło. Jest dzielny, odważny, i super, super zajęty. 
— Coś czuję — zakomunikował — Śmierdzi podobnie jak gołębie. Myślisz, że to, to?

<Spadająca?>
[215 słów: Jaśniejąca Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia oraz 1 Punkt Treningu]

12 sierpnia 2021

Od Jaśniejącej Łapy

Jaśniejąca Łapa łaził sobie po obozie, nudząc się niemiłosiernie. Brązowa Blizna, jego mentor, obiecał mu dziś trening, ale obiecane „przyjdę za chwilę” sporo się przedłużało. Szczeniak postanowił poczekać jeszcze chwilę. Westchnął i położył łeb na łapach. Według wieku, powinien zostać już wojownikiem. Nie wiedział, czy to przez obowiązki Brązowej Blizny jako zastępcy, a może jego samego? Właściwie to ciągle cierpiał po śmierci Migoczącego Światła. Spróbował upolować robala, ale ten okazał się tak obrzydliwy, że skończyło się na chłeptaniu wody z kałuży, aby pozbyć się tego smaku. 
 Jaśniejąca Łapo? — głos Brązowej Blizny wyrwał śnieżnobiałego ucznia z zamyślenia.
 Tak?  szczeknął Jaśniejąca Łapa  Nie będę mógł dziś z tobą trenować. Sprawy się skomplikowały.. obowiązki... Może pójdź na polowanie lub sam spróbuj się czegoś nauczyć? 
Jako szczeniak, Jaśnienie prawdopodobnie poczuł się skrzywdzony, ale jako Jaśniejąca Łapa, zrozumiał że są rzeczy ważne i ważniejsze. Po prostu skinął ponuro głową, ale czuł się też trochę podekscytowany. Taki jakby trening, wymyślony przez niego samego. Może coś… Coś, na co normalny mentor by nie pozwolił? Ale w granicy bezpieczeństwa. Tak na wszelki wypadek.
Głęboko się zastanowił. Co mógłby zrobić? Jego rozmyślania przerwał warkot ciężarówki. Ciężarówka. Samochód! Będzie gonić samochody! Ruszył w stronę miasta.
Przyczaił się na poboczu, wypatrując godnego przeciwnika. Wszystkie potwory były za szybkie. Kiedy wyszukiwał samochód dostatecznie szybki – a raczej wolny, z głośnym szczekiem rzucał się za nimi w pogoń. Kiedy nie mógł już nadążyć, warczał i odskakiwał z powrotem na chodnik. Po paru takich pogoniach zdecydował podwyższyć poprzeczkę. Pierwszy samochód, który zobaczył stał się nowym obiektem obszczekiwania. Skoczył na jezdnię. Przez chwilę czuł euforię – samochód przed nim uciekał, i zdawało mu się nawet że go dogania. Potem poczuł silne walnięcie bark i poleciał w stronę trawy na poboczu drogi. Podłoże było zimne i wilgotne, ale dość miękkie, więc zamortyzowało upadek. Po chwili, kiedy otrząsnął już się, spróbował wstać. Wszystko bolało, ale mógł ruszać kończynami. Raczej niczego sobie nie złamał. Dzięki Gwiezdnym, wszystko dobrze się skończyło. Wstał. Na drżących łapach powoli potruchtał do obozu.
[328 słów, Jaśniejąca Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

30 czerwca 2021

Od Jaśniejącej Łapy CD Spadającej Łapy

Kury. Mityczne stworzenia, opromienione blaskiem chwały w legendach Krzemiennego Pazura. Przynajmniej tak to brzmiało dla Jaśniejącej Łapy w pysku Spadającej Łapy. Jaśniejąca Łapa miał ochotę prychnąć i powyklinać kury, po czym iść spać, ale w końcu zdecydował, że pójdzie na to głupie polowanie. Choć, idąc, trochę żałował, że nie wybrał opcji z pójściem spać. Nigdy więcej nie zawali nocy dla głupiego spaceru po trawniku.
Huk rozdarł jego uszy. Właściwe nie aż tak nagle. Potwór jadący po podłużnych, błyszczących pasach metalu (Dwunogi zwały to torami) zbliżał się z daleka, a ryk narastał. Jednak teraz wyrwał się z zamyślenia i ryk wypełnił puste miejsce po bezsensownych myślach. Tak, jasne. Ów potwór jeździł obok wojowników Ventusu od dawna. Naprawdę, nigdy już nie będę się wymykał w nocy z obozu. Chyba Migoczące Światło miał rację. Wyjątkowo starsi mają rację.
Niewyspanie się powodowało też rozdrażnienie, które rozładowywał na biednej Spadającej Łapie.
— Daleko jeszcze?
— Powinieneś znać drogę.
— Ty mnie namówiłaś, ty prowadź — warknął. Ciekawe, czy Migoczące Światło będzie go szukał, czy coś. Koniec końców — jest uczniem. Zabolało go to, że Pstrokata wcześniej została wojowniczką. Postanowił przykładać się do treningu. A to z pewnością nie należało do treningu. Zarywanie nocy dla głupiego spaceru w księżycu bez wyraźnego powodu też nie.
— No to jak? Daleko jeszcze?
<Spadająca Łapo?>
[208 słów: Jaśniejąca Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

5 maja 2021

Od Jaśniejącej Łapy CD Migoczącego Światła

— Chciałem coś dla ciebie upolować... — mruknął piesek. Wprawdzie wypoczął już, i łapka miała się dobrze, ale udawać cierpiącego nigdy nie zaszkodzi. Jęknął teatralnie, pokazując, jaki to on jest dzielny, że wytrzymuje taki okropny ból.
Migoczące Światło patrzył na niego ze zdenerwowaniem, więc podjął przerwaną opowieść z ociąganiem.
— No i... Tam był taki... ten, no... Potwór. Potwór Dwunogów.
— Biedny Jaśniejąca Łapo, masz szczęście, że cię nie pożarł. Przestań użalać się nad sobą! Żyjesz! Jesteś prawie zdrowy!
— Ale kiedy mnie tak bardzo boli...
Spojrzenie Migoczącego Światła mówiło, że za chwilę może boleć naprawdę. I to jeszcze bardziej. Pies westchnął, a w jego oczach pokazały się... czyżby łzy? Przecież taki dzielny wojownik nie płacze. A jednak.
— Obiecaj, że tak nigdy więcej nie zrobisz — szczeknął, próbując zachwiać groźną minę, ale szczeniak go przejrzał. Wykrzywił pysk w kolejny grymas z serii tych, co podobno miały wyglądać nieustraszenie i odważnie.
— Obiecuję — powiedział Jaśniejąca Łapa. — Migoczące Światło, nie uduś mnie!
— Wybacz. — Pies przestał przytulać szczeniaka.
— Martwiłem się o ciebie. Co być ty zrobił, gdybyś to ty znalazł swojego ucznia wykrwawiającego się pod drzewem?
Jaśniejąca Łapa zmienił wyraz pyszczka na zamyślony.
— Hm... Wytargałbym go za uszy. Jak tylko by wyzdrowiał — dodał szybko.
— Eh, Jaśniejąca Łapo...
Słowa nie były potrzebne. Migoczące Światło ponownie przytulił szczeniaka, a ten wyjątkowo postanowił nie narzekać z powodu ściśniętych żeber. 
<Migoczące Światło?>
[216 słów: Jaśniejąca Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

21 kwietnia 2021

Od Jaśniejącej Łapy CD Migoczącego Światła

Jaśniejąca Łapa leżał bez ruchu pod drzewem. Jedynymi oznakami życia była krew wolno płynącą z rozerwanej kośćmi łapy i urywany oddech. Potwór Dwunogów, mknąc przez trawnik, nie zauważył małego, białego pieska pod kołami. Potrącił Jaśniejącą Łapę i rzucił o drzewo. Teraz piesek leżał, powoli się wykrwawiając. Czy tak właśnie będzie wyglądać jego śmierć? Znajdą białe, skudlonej futerko okrywające skostniałe ciałko w kałuży krwi? Próbował krzyczeć, wołać o pomoc. Wyczerpały mu się siły, a krew wypływająca z rany dodatkowo go osłabiła. Mógł tylko czekać na koniec albo błagać, żeby coś ten koniec przyspieszyło.
Zapadał zmrok. Zimą, kiedy płatki śniegu latały wszędzie, wieczór nadchodził jeszcze szybciej. Jednak nie było śniegu. Może by było lepiej, gdyby był śnieg. Zimna kołderka pokryłaby krew. Nikt by nigdy się nie dowiedział, jak zginął piesek. Może tak byłoby lepiej? Mogliby myśleć, że uciekł. Poszedł gdzieś. Ale żyje. Może nie martwiliśmy się tak, jakby martwili się po znalezieniu martwego Jaśniejącej Łapy...
Ledwo potrząsnął łebkiem, oganiając się od tych myśli. Czemu akurat teraz naszło go takie miłosierdzie dla bliskich? Przed oczami zaczęły latać mu różnokolorowe plamy. Jedna nachodziła na drugą, rozmywały się, zmieniały kształty, malały i rosły. Głowa zaczęła dziwnie ciążyć. Opuścił głowę na łapki, żeby zasnąć... Jednak coś mu mówiło, że nie może zasnąć. Nocą, choć była zima, a dodatkowo to stadnina, nie brakowało mniejszych czy większych drapieżników. Ale może naprawdę pozwolić jakiejś kunie rozerwać gardło, żeby przerwać męczarnie. Może nakarmiłaby mną swoje młode – pomyślał. Na coś bym się przydał...
Tupot małych łapek, który od niedawna zaczął się obok głowy pieska, przycichł, żeby zupełnie zniknąć. Zamiast tego piesek usłyszał tupot łap. Brzmiało znajomo... Zupełnie jak głos, ostatnia rzecz, którą zapamiętał przed zapadnięciem w wyczekiwany sen.
— Jaśniejąca Łapo!
<Migoczące Światło?>
[279 słów: Jaśniejąca Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

15 kwietnia 2021

Od Jaśniejącej Łapy CD Migoczącego Światła

Jaśnienie z lekkim niepokojem patrzył na Migoczące Światło. Nie, żeby się o niego martwił czy coś, ale... no tak po prostu.
— Ja też mam poszukać jakichś ziół? — spytał.
— Czy to nie to właśnie mówię? Tak! Szukamy ziół, wiesz, co to znaczy?
— Tak — mruknął Jaśnienie pod nosem. Zioła.
Od tego czasu upłynęło parę księżyców. Jaśnienie urósł, i nie był już Jaśnieniem. Został Jaśniejącą Łapą. Uczniem! Jego mentorem został Migoczące Światło. Jaśniejąca Łapa aż puchł z dumy. Jest uczniem! Nie jakimś tam szczeniakiem, prawdziwym uczniem! Najprawdziwszym!
— Pójdziemy na polowanie? — szczeknął Jaśniejąca Łapa prosto do ucha Migoczącego Światła. Pies sennie zamrugał oczami i spojrzał na niego ze zdziwieniem i wyrzutem w oczach.
— Spójrz, proszę za okno — powiedział Migoczące Światło.
— No patrzę — odpowiedział trochę zdziwiony Jaśniejąca Łapa.
— Spójrz za to okno i powiedz mi, co widzisz!
— No... słońce.
— I co to słońce robi?
— No... takie pomarańczowe jest.
— Nie pytałem się, jakiego koloru jest to słońce, tylko co robi! — szczeknął lekko już wnerwiony pies.
— No... wschodzi.
— A co to znaczy, że słońce wschodzi?
— No, że jest rano...
— A co normalne psy robią rano? Podkreślam, normalne.
— Idą ze swoimi uczniami na polowanie? — podsunął z nadzieją Jaśniejąca Łapa.
— Nie. Śpią.
Migoczące Światło odwrócił się od ucznia.
— Ale ty nie będziesz spał? — spróbował jeszcze Jaśniejąca Łapa.
Pies na posłaniu westchnął głęboko, po czym z powrotem odwrócił się pyskiem w stronę ucznia.
— Nie. Już mnie obudziłeś. Zadowolony? Idziemy na polowanie.
<Migoczące Światło?>
[231 słów: Jaśniejąca Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

31 marca 2021

Od Jaśnienia CD Migoczącego Światła

Jaśnienie stał w zbożu, tak jak Migoczące Światło kazał. Korciło go bardzo, żeby ruszyć się z miejsca, ale stał, bo Migoczące Światło kazał. Przynajmniej tak to sobie tłumaczył mały biały piesek. Wielkie maszyny, będące widomym znakiem potęgi Dwunożnych przerażały go. Ogromne potwory warczały, jeżdżąc między kłosami pszenicy. Niektóre nawet tuż obok niego. Huk silnika, smród, rozmowy Dwunogów i mocne powiewy wiatru przyprawiały go prawie o zawał, ale wytrwał w miejscu. Stał dzielnie, starając się trzymać prosto białe łapki, kiedy zauważył Migoczące Światło z ziołami w pysku.
— To te zioła? — spytał szczeniak.
— Tak, te zioła — wyjaśnił cierpliwie Migoczące Światło.
Oba psy ruszyły do obozu Ventus. Migoczące Światło podał zioła medykowi.
Jaśnienie spojrzał na wojownika, kaszlnął i spytał:
— Możemy jeszcze iść na polowanie?
Migoczące Światło nie odpowiedział. Wyglądał na zaniepokojonego.
— Wiesz co, wydaje mi się, że to ty powinieneś dostać te zioła...
— Ale... Ja jestem zdrowy! Popatrz! — szczeniaczek podskoczył parę razy i zaczął biegać w kółko. Wyszłoby przekonująco, gdyby nie potknięcie.
— W-widzi...dzisz? Jes... jestem zdrowy — wydyszał Jaśnienie.
— Nie wydaje mi się. Manaci Olbrzymie, masz jakieś zioła dla tego małego bohatera?
Medyk przytaknął. Wziął zioła, które dopiero co Migoczące Światło przyniósł i podał je pieskowi. Jaśnienie krzywił się, ale w końcu zjadł.
— Teraz możemy iść?
— Wydaje mi się, że powinieneś teraz trochę odpocząć. Wyśpij się, w końcu jest już wieczór.
Jaśnienie wyjrzał za okno. Rzeczywiście, złote słońce zachodziło.
— No dobrze... — kiwnął smętnie główką.
— Dobranoc! Do zobaczenia rano! — szczeknął jeszcze Migoczące Światło
<Migoczące Światło?>
[240 słów: Jaśnienie otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i zostaje wyleczony]

17 marca 2021

Od Jaśnienia CD Migoczącego Światła

Jaśnienie przytulił się, acz niechętnie do Migoczącego Światła. To było bardzo dziwne. Pies, zamiast na niego nakrzyczeć, zaczął przepraszać. Przytulenie nie pasowało zbytnio do jego planu o zdobyciu wszechświata, ale na razie nie będzie protestował. Przecież nikt go nie widzi. I właśnie w tym momencie zauważył Pstrokatkę, wystającą zza rogu. Otwarła szeroko oczy i gapiła się na Jaśnienie. Ich spojrzenia się spotkały. Siostra posłała mu spojrzenie mówiące: Ciekawe, co ojciec na to powie?
— Idź sobie! — warknął cicho.
— Niby czemu? — zaśmiała się suczka. Wykrzywiła pyszczek w czymś, co według niej miało być okazaniem wyższości.
Migoczące Światło w końcu zauważył Pstrokatkę.
— To jakaś twoja znajoma? Nie... to twoja siostra, prawda?
Jaśnienie niechętnie przytaknął. Olchowe Spojrzenie pojawił się za Pstrokatką.
— Coś się stało? — spytał, tłumiąc ziewanie.
Migoczące Światło ze swej nieskończonej dobroci postanowił nie mówić mu o ucieczce Jaśnienia. Powiedział, że znalazł go wałęsającego się po stajni i chętnie poszedłby z nim na spacer. Kiedy skończył, Jaśnienie wpatrywał się w niego z podziwem. Jeśli Anioły, o których opowiadają Dwunogi, istnieją, to wyglądają pewnie tak. Światło wpadające przez okno rozpromieniało jego sierść na uszach. Olchowe Spojrzenie, choć z dużą dozą nieufności przyjął wyjaśnienia Migoczącego Światła. I zgodził się na spacer!
Oba psy, jeden malutki, jeden nieco większy wyszły na trawnik. Jaśnienie zauważył motyla i rzucił się za nim w pogoń. Owad zaplątał się nieszczęśliwe — lub szczęśliwie dla szczeniaka — w trawę. Piesek uradowany z motylem w pyszczku podbiegł do Migoczącego Światła. Z dumną miną zaprezentował swoją zdobycz.
— Jesteś ze mnie dumny?
<Migoczące Światło?>
[246 słów: Jaśnienie otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

3 marca 2021

Od Jaśnienia do Migoczącego Światła

Drobinki kurzu wirowały w strumieniu światła padającego na podłogę jednego z mniejszych pomieszczeń z boku stajni. Na podłodze leżał biały szczeniak i z uwagą wpatrywał się w świat za oknem. Słyszał ptasie świergoty, jego malutki nosek wyczuwał miliony interesujących zapachów. Jaśnienie zerknął na bok. Jego siostra smacznie spała w złotych promieniach popołudniowego słońca. Obok niej chrapał Olchowe Spojrzenie. Szczeniak jeszcze raz zerknął za okno. Obok niego stało parę skrzynek... Nie zastanawiając się dłużej, wskoczył na jedną z nich i po chwili był już na dworze.
Zalała go fala zapachów, a nieznane dotąd obrazy wirowały mu przed oczami. Wokół rosła trawa (smakowała wybornie), kwiaty i drzewa. Śpiew ptaków był jeszcze głośniejszy. Kolorów było tak dużo, że niemal raziły go w oczy. Niebo było tak błękitne, że prawie nie dało się na nie patrzeć, trawa tak zielona jak neony Dwunożnych. W pogrążonym w półmroku pokoju, w którym mieszkał, kolorów było zdecydowanie mniej. Po paru chwilach jego wzrok zaczął się przyzwyczajać. Zamrugał jeszcze parę razy i mógł (prawie) bez mrużenia oczu oglądać kwiatki na klombie. Obrócił się za siebie, żeby sprawdzić, czy może wrócić. Na szczęście przy oknie stała jakaś taczka, a obok niej parę paczek ziemi do pelargonii. Nawet stąd słyszał donośne chrapanie ojca. A może tu zostać i już nie wracać do nich? Tak, zostanie dzikim psem! Będzie codziennie polować na borsuki, a któregoś dnia zapląta się na tereny Ventus i z dumną miną oświadczy, że nie jest już tym malutkim szczeniakiem, którego wszyscy chcieli się pozbyć, tylko... Hm, a może nawet wymyśli sobie nowe imię? Jakieś przerażające i groźne.
Nagle na szczeniaka padł cień. Spojrzał w górę, żeby zobaczyć kopyto konia tuż nad jego głową. Piszcząc, uciekł w ostatniej chwili. Młody Dwunóg siedzący na potworze zdawał się nie zauważać pieska. A może on tak codziennie poluje na małe szczeniaki, a teraz nie chce pokazać swojej złości, że z nim mu się nie udało? Wyprostował się dumnie i pokazał język Dwunogowi. Nawet szczeknął, żeby pokazać, że się nie boi. Niestety, o ile chłopak siedzący na grzbiecie konia go nie zauważył, to stara sprzątaczka już tak. Nagle szarpnięcie poderwało szczeniaka do góry. Piesek pisnął przestraszony i spojrzał, kto go złapał. Stara kobieta przyjrzała się uważnie małemu odkrywcy, po czym ruszyła z nim w stronę ustawionych na stercie skrzynek. Wrzuciła szczeniaka do jednej. Nawet nie zakryła góry, bo i tak nie miał się jak wydostać. Zrozpaczony maluch zaczął drapać o ścianki i piszczeć. Spróbował warknąć, w nadziei, że Dwunożna pomyśli, że złapała strasznie groźnego psa i go wypuści. Niestety, stara kobieta sobie poszła i piesek został sam.
Skrzynka niespodziewanie zadrżała. Po chwili leżała na trawniku. Jaśnienie szybko wyskoczył z tymczasowego więzienia i rozejrzał się w poszukiwaniu wybawcy. Tym kimś był Migoczące Światło. Po prostu przewrócił skrzynkę, w której szczeniak siedział. Piesek patrzył na wojownika, czy ten coś powie. W końcu Jaśnienie był tylko szczeniakiem, a wymknął się z obozu. Przybrał hardą minę, a przynajmniej tak mu się wydawało. Jego mina nie odbiegała zbytnio od wyglądu pyska Dwunogów, kiedy ci wąchają wspaniałe zdechłe ryby lub inne piękne martwe rzeczy. Piesek nigdy nie zrozumiał, czemu jeden Dwunóg, kiedy znalazł prawdziwy skarb Jaśnienia — zdechłego gołębia znalezionego pod belką — tak okropnie się krzywił. Niestety gołąb wylądował w śmietniku, a szczeniak musiał szukać kolejnego skarbu, którym okazała się mysz, która wspaniałomyślnie zdechła tuż obok posłania pieska, napełniając pokój cudownym aromatem. Z trudem oderwał się od marzeń i spojrzał ponownie na Migoczące Światło. Pewnie zaraz zacznie kazanie, o tym jak bardzo to niebezpieczne i tak dalej. Potem pewnie nazwie go mysim móżdżkiem, lisim łajnem lub coś w tym stylu. Zniesie to z godnością, jak prawdziwy bohater. Albo jeszcze lepiej — jak ten pies na niego nakrzyczy, ucieknie. Na pewno potem będzie wszystkim przykro i będą błagali Gwiezdnych, żeby szczeniaczek powrócił. Ale on, nieustraszony łowca borsuków, nawet nie będzie myślał o powrocie do klanu. Całymi dniami i nocami będzie strasznie dzielny i odważny. Mógł sobie nawet wyobrazić miny Wietrznych, kiedy któregoś dnia go spotkają. Wtedy zaczną go przepraszać, i błagać, żeby dołączył z powrotem do Ventusu. On się zgodzi, ale dopiero po długich namowach. Będzie najlepszym wojownikiem, jaki kiedykolwiek dreptał po tym trawniku.
<Migoczące Światło?>
[682 słowa: Jaśnienie otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]