Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opalowy Promyk × Słoneczny Pysk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opalowy Promyk × Słoneczny Pysk. Pokaż wszystkie posty

25 września 2021

Od Opalowego Promyka CD Słonecznego Pyska

 W Opalowym Promyku powróciły siły, prawie tak, jakby spadła mu na głowę cegła i sprawiła, iż się całkowicie wybudził. Entuzjazm towarzyszki wszystko dodatkowo potęgował — nie wiedział, że kiedykolwiek ktoś wzbudzi w nim takie uczucia oraz emocje; bo w końcu kto nie cieszyłby się na widok tak rozweselonego psa, który ucieszył się tylko dlatego, że może razem z tobą polować?
— Pewnie. — Uśmiechnął się, a podekscytowana wojowniczka pognała do przodu, by poprowadzić swojego towarzysza.
Idący za nią Opal nie mógł spojrzeć nigdzie indziej — wpatrywał się w powiewające złote futro na wietrze, swobodnie unoszące się i opadające długie uszy oraz rozmachany na boki ogon. Czuł się prawie tak, jakby patrzył... na słońce. Na prawdziwe słońce, na które w rzeczywistości nikt nie mógł spojrzeć, bo straciłby wzrok. Opal jednak teraz widział żywą, biegnącą tuż obok niego kulę słońca; niesamowicie piękna, uśmiechnięta i energetyzująca.
Gdyby mógł, spędziłby z nią resztę życia; ale o czym on tak właściwie myśli?
Nim się zorientował, dotarli już do portu, a Słoneczny Pysk zarzuciła mu swoją łapę na kark.
— Chodź, chodź.
Zmieszany, po wcześniejszych rozmyślaniach poszedł powoli za wojowniczką, która znalazła idealne miejsce do obserwacji. Tak teraz, skryci za drzewem i malutkimi krzaczkami, wpatrywali się w Dwunożnych, którzy wynosili duże pudła z rybami. Na sam ten widok w pysku Opala zebrała się ślina, która lada moment wycieknie i obrzydliwie zacznie skapywać na ziemię.
Odwrócił na chwilę wzrok, by spojrzeć na Słoneczny Pysk z profilu. Jeszcze chwila, a znów się zamyśli, porównując suczkę do najjaśniejszego źródła światła; więc, aby tego uniknąć, Opal zebrał się w sobie i zapytał o szczegóły akcji:
— Pójdziemy tam we dwójkę?
Słoneczny Pysk kiwnęła głową.
— Tylko musimy być ostrożni. Ten mały rozpraszać gdzieś tutaj jest i gdy tylko zacznie szczekać, musimy uciekać.
Uśmiechnął się. Z niewiadomego powodu poczuł się szczęśliwy, gdy mógł słyszeć głos suczki.
— Dam z siebie wszystko. — Wymienili się uśmiechami i od razu przystąpili do akcji,,okradamy dwunogów".
Powolnym krokiem, prześlizgnęli się za duże beczki i stamtąd nasłuchując, próbowali ocenić sytuacje, w której się znaleźli, a, jako że Słoneczko była tutaj już wcześniej, to zaradnie instruowała swojego towarzysza zbrodni.
Złotowłosa pierwsza wybiegła zza beczek i dorwała się kilku ryb, od razu wtedy dała znak Opalowi, by uczynił to samo, gdyż na włosku wisiało to, czy zostaną zauważeni przez pieszczocha. Czekoladowy pies zgrabnie wyskoczył na drewniane deseczki i pomknął do przodu — do najbliższej skrzyni z rybami. Oszałamiający zapach sprawił, że w brzuchu zagrała mu orkiestra, a w pysku narodziła się prawdziwa powódź.
Skup się, skup się.
Powtarzając w myślach jak mantrę dopingujące słowa, złapał tyle ryb, ile tylko mógł i dogonił wojowniczkę. Oczywiście nie obyło się bez bycia zauważonym — pieszczoch gonił ich przez dłuższy czas, aż w końcu się nie ziajał i zawrócił.
— Udało się! — Podskoczył zaraz po tym, jak starannie ułożył ryby na stosie. — Byłaś niesamowita! — Widząc wzrok, towarzyszki od razu się speszył. — Znaczy... po prostu bardzo zwinna i... wszystko było super. — Gdyby Opal mógł, zakopałby się teraz pod ziemią i nigdy więcej nie wyszedł na powierzchnię.
— Ty też byłeś świetny. — Słoneczko uśmiechnęła się, a zaraz usiadła i nieśmiało odwróciła wzrok. — Znaczy, tak fajnie ci się udało wziąć te ryby...
Siedzi teraz naprzeciwko siebie, spoglądając wszędzie, byle nie na siebie. Gdyby zrobić im zdjęcie, to wyglądaliby jak zawstydzone, czerwone pomidorki.
— Skoro już zrobiliśmy, co mieliśmy, to może... — Pogrzebał łapą w ziemi. — Przejdziemy się nad rzekę? Jest tam całkiem przyjemnie i są piękne widoki. Znam nawet jedno miejsce, z którego widać przepływające ryby.
Uniósł delikatnie pysk, by spojrzeć na towarzyszkę, która z małym zmieszaniem rozglądała się na boki, byle nie spojrzeć psu w oczy. Opal czuł rosnące w nim zdenerwowanie — pierwszy raz był w takiej sytuacji, kiedy robił pierwszy krok ku... właśnie, ku czemu? Jeszcze niedawno był szczeniakiem, który nie rozumiał pojęcia miłości i jedyna miłość, z jaką miał styczność, to ta skierowana do Irysowego Serca. To właśnie miłość matczyna była pierwszą, której doświadczył, jednak teraz w jego wnętrzu zaczynało rozpalać się zupełnie uczucie. To prawie tak jakby...
— Pewnie — odpowiedziała.
Opal zadowolony poderwał się z miejsce, potykając przy tym o wystający korzeń. Zbyt duże emocje towarzyszące tej sytuacji sprawiły, że stracił równowagę i orientacje w terenie. Z łatwością mógłby wyjść z tego cało, jednak przez wciąż szalejące w nim sprzeczne uczucia sprawiły, że nie wyciągnął nawet łap, by się podeprzeć.
— Wszystko w porządku? — Słoneczny Pysk podeszła do rozwalonego Opala na ziemi i trąciła jego głowę nosem. — Nic ci się nie stało?
Pies jęknął w odpowiedzi, bo upadek ten nie był ani trochę przyjemny. To prawie tak, jakby właśnie dostał drzewem w głowę.
— Jest okej. — Podniósł się, chociaż czuł, że zaraz rozpłacze się z zażenowania. Upadł tuż przed oczyma Słonecznego Pyska, kiedy właśnie proponował jej wspólny spacer! — Nadal chcesz ze mną iść? — Spojrzał na nią; ból promieniujący z pyska sprawił, że w oczach zaczęły zbierać mu się łzy.
Jeszcze gorzej, pomyślał.
— Nie martw się! — Uśmiechnął się tak szeroko, jak tylko umiał. — Trochę mnie bolało i... ale spokojnie! Możemy iść, zaufaj mi. — Zamerdał ogonem.

<Słoneczny Pysk?>
[817 słów: Opalek otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

17 sierpnia 2021

Od Słonecznego Pyska CD Opalowego Promyka

Trochę rozmawiali, trochę chadzali na spacery. Odkąd Opal otworzył się trochę przed Słoneczkiem, ona otworzyła się trochę przed nim. Rozmawiali o lesie, o klanie. Oboje byli do niego bardzo przywiązani. Lubili być przydatni, więc czasem wybierali się razem na polowania. Lubili też trochę poleniuchować, pooglądać ładne miejsca, poleżeć pod drzewem. Tak minęło im sporo czasu.

~*~

Nastał kolejny dzień i prezentował się on nie najgorzej. Słońce robiło, co mogło, by ogrzać świat, a chmury postanowiły się nie pokazać. Podobnie zresztą stwierdził wiatr. Po porannym patrolu z Rozżarzonym Językiem, Słoneczko miała wolne. Cały, piękny dzień tylko dla siebie. A ta w ogóle nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Chodziła cała jak na igiełkach. Po kolejnym ułożeniu swoich kamyków, wysprzątaniu posłania i przyniesieniu sobie do niego świerkowych gałązek, dla zapachu, ułożyła się w nim wygodnie. 
Nie minęło jednak uderzenie serca, a wstała i ruszyła do Iryski. Spytała, czy może do czegoś się przydać. Bardzo chciała coś robić. Nie wiedziała, co ją tak nagle wzięło. Z jednej strony cieszyła się, bo w końcu taka powinna właśnie zawsze być, pomocna i skora do pracy, a nie zaszywać się gdzieś i tracić czas na rozmyślania czy szukanie nikomu niepotrzebnych kamyków. Z drugiej jednak strony ten stan był nie do zniesienia. Jakby coś ją miało rozsadzić, jeśli zaraz nie przebiegnie całej ulicy w tę i z powrotem i przy okazji nie upoluje przynajmniej dziesięciu gołębi. Nie, piętnastu. Zastępczyni nie miała dla niej żadnej specjalnej roboty, więc pozostało jedynie zadeklarować przyniesienie kilku zdobyczy. Irysowe Serce przytaknęła jej i zajęła się swoimi sprawami. Wydawała się dzisiaj zajęta, co trochę zirytowało Słoneczko. Akurat dzisiaj! Świat był jednak czasem naprawdę niesprawiedliwy. Chciała z nią porozmawiać, ale ktoś tu miał swoją pracę do wykonania. Kiedy ona nie miała nic, w takim stanie! Aż przysiadła na chwilę, przy wyjściu z obozu. Musiała się uspokoić. Spojrzała na szczeniaki bawiące się radośnie na dziwnych podłużnych głazach, które układały się w wygodne wejście do ich nowego domu. Właściwie to po prostu domu, bo nikt już nie wspominał lasu. Ach, cudownie pachnący las. Rzeka, w której pływali. Dużo, dużo wspomnień. Oddech się jej wyrównał i ruszyła dziarsko w stronę portu. Nabrała ochoty na rybę, a spędzenie dnia na taszczeniu ich tutaj, brzmiał dziś nader dobrze.
Już w połowie drogi złapały ją wyrzuty odnośnie swoich myśli o Irysowym Sercu. Przecież to nie jej wina, że ma swoje obowiązki i że nie miała dla niej dziś żadnych zadań. Było jej teraz bardzo głupio. Może chociaż tymi rybami zadośćuczyni światu i poczuje się lepiej po przyniesieniu klanowi zdrowej porcji jedzenia. 
Na miejscu rozejrzała się uważnie. Jak zwykle było tłoczno, a zdobycze pilnowane przez Dwunogów. Nieopodal stało kilka skrzyń, z których można by porwać trochę makreli, ale nie była pewna, czy da radę to zrobić niezauważona. Gdyby tylko jakoś odwrócić ich uwagę! Siedziała jeszcze trochę, ukryta za śmierdzącymi beczkami, ale doszła do wniosku, że póki co lepszej szansy nie będzie. Podkradła się do nich, jak najbliżej mogła i czekała. Kręciło się tutaj trzech Dwunogów, w dość nieregularnych odstępach odwracających się i dorzucających coś do skrzyni. Raz próbowała się wychylić, ale szybko wróciła na swoje miejsce i czekała. 
Jeden z wielkich potworów zdążył przypłynąć. Nieopodal zauważyła innego psa. Nie wyglądał jak nikt, kto mógł należeć do klanów. Był śmiesznie puchaty, jego futro miało dziwne kształty, nigdy takiego nie widziała. Był dosyć mały, a na łbie miał jakąś szmatkę. Wyglądał co najmniej pociesznie, żeby nie powiedzieć, że jak kompletny bałwan. Słoneczku aż zachciało się śmiać, ale tylko trochę. Skupiła się na swoim celu. Ów niewielki jegomość jednak nie miał co do niej tak neutralnego stosunku. Kiedy tylko wypatrzył suczkę, zaczął do niej krzyczeć:
— Co ty tu robisz?! Próbujesz zwędzić rybę mojego Dwunoga?! To moje ryby, uciekaj stąd, dzikusko!
Piesek biegł w jej stronę, robiąc większy hałas, niż można by go podejrzewać. Skupiło to uwagę Dwunożnych, a z tej chwili z kolei skorzystała złocista suczka. Chwyciła trzy ogony w pysk i puściła się biegiem. Za sobą słyszała jeszcze krzyki tego śmiesznego psa, ale to nie miało znaczenia. Miała wartościową zdobycz. Teraz tylko musiała odpowiednio zaplanować trasę powrotu do domu, by przypadkiem nikt nie chciał odebrać jej łupu. Dwunogi źle reagują na widok psa ze zdobyczą, ale ich najlepiej jest unikać cały czas.
Po bezpiecznym powrocie, pełnym przemykania się bocznymi uliczkami i umykania spojrzeniom Dwunożnych, Słoneczko dumnie złożyła swoje zdobycze na szczycie stosu. Był on zadziwiająco duży, jak na obecną porę, a ona jeszcze dodała swoje. Ponadto wymęczyła się już trochę, miała poczucie, że coś zrobiła, więc nie czuła już tego nieznośnego rozpierania od środka. Podniosła łeb i jej oczy spotkały się z oczami Opala. Właśnie podszedł do stosu i układał na nim gołębia.
Ostatnio jakoś się mijali. Teraz gdy stanęli nos w nos, Słoneczko poczuła śmieszny skok w żołądku. Uśmiechnęła się do niego.
— Polujesz dzisiaj? — zagadnął. 
— Nie, ale stwierdziłam, że nie zaszkodzi. 
— Ładny łup. Mnie wleciał tylko ten. — Wskazał na stos i drapnął się za uchem.
— Możemy pójść razem po kolejny! Natknęłam się na niezłego rozpraszacza w porcie. Jeśli dalej tam jest, możemy się dziś obłowić w świeże ryby. Jak dawniej! — Machnęła ogonem z entuzjazmu. Nagle czuła, jakby znikąd pojawiło się u niej dwa razy więcej energii niż poprzednio, ale tym razem było to milsze, już nie męczące, a wręcz dodające energii.

<Opalek?>
[879 słów: Słoneczny Pysk otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

16 kwietnia 2021

Od Opalowego Promyka CD Słonecznego Pyska

 Wciąż pamiętam dzień, w którym przechadzałem się z nowo poznanym wojownikiem, a raczej wojowniczką. Pamiętam również dzień, kiedy spadła na wszystkie klany prawdziwa katastrofa i wtedy próbowałem pomóc każdemu, komu tylko mogłem, ale będąc zbyt roztrzęsionym, trudno było mi połapać się w tym, co się dzieje. Zobaczyłem wtedy tego jednego psa, który ze stresu, z rozpaczania oraz strachu mdlał na oczach innych; i nikt nie chciał jej pomóc, bo każdy zajęty był swoimi sprawami. Każdy krzyczał, wołał medyków i skakał wokół martwego lidera klanu Tenebris. Zebrałem się wtedy w sobie i podszedłem do skulonej złotej kulki sierści, oferując pomoc. Okazało się, że tylko ja zwróciłem na nią uwagę, starając się dać wojowniczce otuchy i pokazać, że dla mnie jest to równie ciężkie; ale również to, że nie jest w tym wszystkim sama.
Wszystkie te wspomnienia były we mnie żywe, jakby sytuacje, o których wspomniałem miały miejsce jeszcze wczoraj. Tymczasem wyruszyłem w podróż z czterema innymi psami, jakich nigdy wcześniej nie widziałem na oczy ani nie rozmawiałem. Byliśmy na początku dla siebie obcy, ale wraz z upływem czasu poznawaliśmy się lepiej. Znalazłem coś niesamowitego w jedynej suczce, która opiekowała się nami i starała zapewnić bezpieczeństwo. W jednej sytuacji postawiłem na szali własne życie, ochraniając ją własnym ciałem. Nie zrobiłem tego nawet celowo. Moje ciało samo zadziałało, popychając mnie uparcie w stronę towarzyszki. Do tej pory nie mogę zapomnieć jej wzroku, palącego spojrzenia z jednego oka, ponieważ drugie straciła. Z początku bałem się, że jest na mnie zła — i mówiąc szczerze taka była — ale wydawało mi się, iż w jakiś sposób jest mi wdzięczna. Nie wiem, nie potrafię tego wyjaśnić.
W ciągu tego… pełnego roku, kiedy nas nie było, zbliżyliśmy się do siebie i poznaliśmy. Jeden bronił drugiego. Mogę powiedzieć, że pierwszy raz zbudowałem z tak dużą ilością psów zaufanie, które każdego dnia tylko się umacniało. Z pewnością nigdy nie zapomnę żadnego z tych odważnych wojowników, który tylko po jednym śnie wyruszyli z obcymi w nieznane.
Teraz się wszystko skończyło. Wróciliśmy do klanów z niezbędnymi ziołami. Nie wiem, jak wyglądało przywitanie moich towarzyszy, ale pierwsze, co poczułem, to Irysowe Serce, która zrozpaczona do mnie przybiegła. Pierwszy raz widziałem ją w takim stanie. Zawsze zrównoważona, spokojna, nie pozwalająca, aby emocje wyszły z niej za bardzo, teraz otworzyła się i pokazała mi coś, czego wcześniej mogłem nie zauważyć. Ruda sierść dawnej mentorki przypomniała mi o cieple, jakim mnie obdarzyła, kiedy byłem jeszcze szczenięciem. Tęskniłem.
Potem zauważyłem również Słoneczny Pysk — nieśmiałą wojowniczkę, z którą wcześniej spacerowałem, a jeszcze wcześniej pomogłem. Patrzyła na mnie uważnie, wbijając w moją osobę świdrujące spojrzenie, które wyraźnie mówiło mi, bym podszedł. Tak też uczyniłem.
— Mam nadzieję, że… wszystko w porządku.
Nie wiedziałem, jak powinienem ubrać cokolwiek w słowa. Przez ten długi czas, jaki nie było mnie w klanie zapomniałem o wszystkim: o rozmowach, o cieple, uśmiechu dawnej mentorki, przyjemności z przebywania z niedawno poznaną suczką. Zapomniałem o tym, ale teraz jak się bezpośrednio z tym wszystkim zetknąłem, tęsknota uderzyła we mnie potrójnie. Nie wiedząc dlaczego, miałem ochotę wtulić się w tę złotą, przydługawą sierść.
— Wiele się działo — powiedziała.
Zauważyłem, jak w jej oczach kręcą się pierwsze łzy. W moich pewnie również, ponieważ po zaledwie kilku sekundach odczułem ciecz spływająca po moim pysku. Nie zdążyłem nawet pomyśleć, że jestem żałosny, iż jako wojownik płaczę przed innym wojownikiem, gdyż Słoneczny Pysk się na mnie rzuciła. Z zaskoczenia trudno było mi utrzymać równowagę na już i tak miękkich łapach, przez co się przewróciłem na zimną ziemię, delikatnie pokrytą białym puchem. Odszedłem w porę nagich liści i wróciłem w następną porę nagich liści.
— Oni wszyscy… oni wszyscy mówili, że już nie wrócisz.
Nie było mnie aż tak długo, że uznali mnie za martwego?
— Nigdy bym nie umarł — odparłem, chociaż brzmiało to teraz niezwykle głupio. Kto bowiem wie, na co mógłbym trafić? Otarłem się o śmierć wielokrotnie podczas tej wyprawy.
Słoneczny Pysk odsunęła się ode mnie, widocznie speszona, że tak nagle, bez zapytania, rzuciła się na mnie. Oczywiście, nie miałem jej tego za złe, gdyż przez ten czas martwiłem się o każdego z klanu, a szczególnie o tych, z którymi mnie coś łączyło. Dobrze było mi widzieć Irysowe Serce oraz Słoneczny Pysk. Dobrze było mi widzieć również każdego innego.
— Czy po tym wszystkim… chcesz może pójść na spacer ze mną? — zapytałem, pesząc się na własne słowa. — Jeśli wolisz odpocząć, to w porządku! Chciałem po prostu… miło cię widzieć, okej? — Gdybym mógł, to uciekłbym za jakieś drzewo. Paliło mnie coś ze wstydu.
Słoneczny Pysk uśmiechnęła się za to i pokiwała łbem.
— Pokażę ci jedno z ładniejszych miejsc! Akurat wygląda niesamowicie w porę nagich liści.
Suczka przestała być zmartwiona oraz smutna, zapewne przez mój niebywały entuzjazm i poderwała się na równe łapy. Ucieszyło mnie jej zmiana humoru na lepsze, bo to chciałem od początku osiągnąć. W końcu już wróciłem, nie ma powodów do tego, aby być smutnym. Nie było mnie długo, to fakt, następnym razem odmówię przodkom i powiem im, by znaleźli sobie kogoś innego.
Zaprowadziłem wojowniczkę na wysoką skarpę, z której rozciągała się aż po horyzont woda; niżej za to widoczny był piesek pokryty cienką warstwą białego puchu. Widok stąd był niesamowity i jak mówiłem — w tę porę jeszcze ładniejszy.
— Tęskniłem za tym miejscem. — Wpatrywałem się na poruszającą się wielką wodę. — I za klanem. To mój dom. Ciężko mi było… tam. — Spuściłem wzrok, czując, że znów wraca do mnie smutek. — Wybacz, nie chcę być smutnym.
<Słoneczko?>
[888 słów: Opalowy Promyk otrzymuje 8 Punkty Doświadczenia]

27 stycznia 2021

Od Słonecznego Pyska CD Opalowego Promyka

Kiedy Słoneczko wstała, czuła się lepiej. Emocje ostatnich wschodów słońca opadły i tylko pozostało stawić czoło plotkom dotyczącym jej nocnej przygody. Choć właściwie to raczej nocnego horroru. Jednakże wydawało się, że tym się nie przejmowano. Póki co fakt zagrożenia ze strony gangu został złagodzony i nie zostało powiedziane, o co chodzi dokładnie, ale Wodni byli wyraźnie spięci. Jedni snuli po cichu teorie, inni uważali, że to wszystko tylko po to, by nie było niepotrzebnych schadzek między klanami.
Słoneczny Pysk doskonale rozumiała te aluzje, ale nie wiedziała, co z tym zrobić. Gdyby tata albo brat tu byli… Pewnie szybko ukróciliby te pogłoski. Ale ona sama nie potrafiła tego zrobić. Przecież nie mogłaby po prostu podejść do jednej czy drugiej suczki i… Albo do starszyzny! Bliźnich należy szanować, nie karcić. A jednak bardzo chciała, żeby to wszystko się skończyło. Och, jak bardzo tego pragnęła! Po raz pierwszy od dawna czuła się tak bardzo na widoku, I to cały czas. Dotąd przemykała się między spojrzeniami, od czasu do czasu słysząc komentarz, ale teraz? Mimo że w istocie rozmów na jej temat nie było aż tyle, to suczce wydawało się, że każdy patrzy na nią karcąco, a każdy śmiech czy ściszona rozmowa dotyczy właśnie jej osoby. Choć wiedziała, że Klematisowemu Korzeniowi też się dostaje, to wcale nie poprawiało jej humoru. Nawet jeszcze bardziej smuciło, Korzeń był w końcu jedyną rodziną, jaka jej została, a oboje byli teraz na celowniku członków klanu. Po cichu liczyła, że teraz może znowu wrócą do rozmów, jak dawniej, ale pies cały czas poświęcał Irysowej. Nie miała mu oczywiście tego za złe, rozumiała wszystko doskonale. Gdyby miała kogoś takiego, też by chciała spędzać z nim jak najwięcej czasu.
Zamiast patrolu dostała dziś za zadanie obserwować park. Ostatnie kilka wschodów słońca ten teren był pod stałą obserwacją, a patrole nie oznaczały terenu. Miało to prawdopodobnie jakoś zwabić grasujących tu chuliganów, by zbadali tę zmianę, jednak na próżno; nie pojawiali się. To zaczynało się robić podejrzane, zwłaszcza że Słoneczko pamiętała, jak Cezar i Łata mieli wysłać ich ze śladami po walce do klanów — to nie wyglądało, jakby nagle wszyscy zmienili zdanie i chcieli ich zostawić. Słoneczko obserwowała granicę klanu i parku, zrobiła obchód wśród drzew i nic. Był z nią Rogaty Ślimak — wesoły pies, którego zawsze bardzo lubiła. Wraz z partnerem byli jednymi z psów, z którymi dogadywała się najlepiej. Z początku nie rozmawiali dużo i Słonko zastanawiała się, co też tym razem rozkazał swoim podwładnym Hektor. Słońce zmieniało jednak położenie na niebie szybko, a po obcych nie było śladu, więc w końcu psy zaczęły gawędzić o wszystkim i o niczym.
Kiedy w końcu zdecydowali się na ostatni obchód i powrót do obozu, rozdzielili się i skierowali każde w swoją stronę. Suczka ruszyła w stronę granicy. Po chwili marszu jednak do jej uszu dotarł odgłos łap, cicho stawianych na śniegu. Słoneczko skryła się prędko za krzakami i wstrzymując oddech, liczyła uderzenia serca, czekając na ruch obcego psa. Kiedy jednak wiatr zmienił kierunek, poczuła, że to jeden z Wodnych, rozluźniła się więc i wyskoczyła z ukrycia.
Choć rozmowa nie trwała długo, to była całkiem miła. Opal nigdy nie sprawiał nieprzyjemnego wrażenia, a że jej nie kojarzył, to przecież nic, nie mieli w końcu szans, żeby się bliżej poznać. Suczka nie wiedziała, jak rozpocząć jakiś temat, więc bardzo się ucieszyła, gdy zobaczyła Chmielka. Co prawda nie powinien opuszczać obozu, ale skoro na nich trafił, przynajmniej mogą go odprowadzić.
— Pobawcie się, no! — powtarzał w kółko malec. Słoneczny Pysk i Opalowy Promyk wymienili szybko spojrzenia.
— Jasne, chodź, ponurkujemy trochę w śniegu — rzuciła w końcu suczka i tak przez chwilę psy tarzały się wraz z Chmielkiem. Cały czas pozostając czujni, wojownicy kierowali zabawą tak, by po pewnym czasie opuścić park i ruszyć w stronę obozu. W końcu wszędzie można było znaleźć godne uwagi zaspy. Gdy szczeniak w końcu się zmęczył i powiedział, że chce wracać do legowiska, byli już całkiem niedaleko. Kiedy tak szli, cały czas ich zagadywał, aż w pewnym momencie wypalił:
— A wy byliście na randce, tak?
Psy zatkało. Słoneczko poczuła, jakby coś ścisnęło jej żołądek. Jęknęła aż, przerażona słowami malucha.
— Ja rozumiem takie rzeczy, tłumaczyli mi już, że jak suczka i pies się spotykają tak sami, to potem są szczeniaki, I że to randka — ciągnął w najlepsze Chmielek. — To znaczy, że ja też jestem z randki!
— Em… wiesz Chmielek, to nie do końca tak — odezwał się Opalowy Promyk. Po glosie można było poznać, że jest równie skrępowany, co Słoneczko. — Byłem tylko na patrolu, a Słoneczny Pysk, eeee… — Rzucił jej nerwowe spojrzenie.
— Spotkaliśmy się przypadkiem — wykrztusiła z siebie suczka. Szczeniak jednak nie wyglądał na przekonanego.
Kiedy odstawili go do legowiska, rzucił im na odchodne:
— Ale super, opowiem wszystkim, że będą nowe szczeniaki!
Psy spojrzały po sobie z paniką, ale maluch już zniknął z pola widzenia. Wspaniale, tego tylko mi jeszcze brakuje! Jakby cały klan już nie miał o czym gadać… Czując na sobie znów niepotrzebnie dużo spojrzeń, Słoneczko zagadnęła Opala:
— Em, mówiłeś, że byłeś na patrolu. Wiesz o nieoznaczaniu terenu na granicy z parkiem?
Pies pokręcił łbem, więc Słoneczny Pysk pokrótce wyjaśniła sytuację. Kiedy tak razem szli przez obóz, czuła się dużo lepiej.
— Mogę potowarzyszyć Ci w patrolu, przy okazji rozejrzę się znowu za tropami w parku — zaproponowała, gdy doszli do wyjścia. Bardzo chciała teraz przebywać jak najmniej tylko mogła w siedzibie klanu, chwyciła się więc nadarzającej się szansy. Opal wyglądał z początku na zaskoczonego, ale zgodził się na jej towarzystwo. Suczka mało co nie podskoczyła z radości i ruszyła na nadprogramowy patrol.
— Byłeś uczniem Irysowego Serca, prawda? — zagadnęła. W głowie miała taki mętlik przez to wszystko, co się ostatnio działo, że desperacko potrzebowała jakiejś odskoczni. Choćby to była tylko rozmowa, to może, choć na chwilę, uda się uspokoić i trochę odsapnąć.
— Tak, była wspaniałą nauczycielką. A tobie kto mentorował?
— Klonowe Ucho. Była… dobrą wojowniczką. Chociaż dosyć surową mentorką. Zginęła w walce z Quintusem. — Słoneczny Pysk ucichła i trąciła łapą przypadkowy kamień na ścieżce. Ostatnio coraz ciężej wspominało się jej wszystkich poległych.
— Przykro mi, nie wiedziałem — zmieszał się wojownik.
— Nic nie szkodzi, nie miałeś skąd wiedzieć. — Suczka uśmiechnęła się do niego.
Skręcili w boczną uliczkę odchodzącą od parku w stronę morza. Śnieg drobno prószył, a psy pogrążyły się w rozmowie, już na zupełnie inny temat. Kiedy białego puchu przybywało coraz więcej, dyskusja zeszła na Porę Nagich Drzew.
— Właściwie to nawet ją lubię — wyznała Słoneczko. — Wiem, że wszyscy narzekają, jest mało zwierzyny, dużo chorób, ziemia i każdy pies marznie, ale jest naprawdę pięknie. Choć nic nie przebije kwiatów w Porze Zielonych Liści, nie sądzisz?
<Opalku?>
[1078 słów: Słoneczny Pysk otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

16 stycznia 2021

Od Opalowego Promyka do Słonecznego Pyska

Od pamiętnej ceremonii minęło już trochę czasu, a wciąż chodziłem zestresowany, jakbym za chwilę miał zostać mianowany. A przecież już zostałem pełnoprawnym wojownikiem. Świadomość ta nie dochodziła do mnie, omijała mnie szerokim łukiem, pozostawiając jedynie uczucie, iż to wszystko nie jest realne. Irysowe Serce była ze mnie dumna; po ceremonii wysłuchiwałem jej pochwał oraz ważnych uwag, przydatnych mi do dalszego życia. Czułem się jak szczeniak, jak nowo narodzony szczeniak, który stawiała pierwsze kroki w nieznanym świecie.
Moim pierwszym zadaniem, jako wojownika, było sprawdzenie granic i oznaczenie ich ponownie. Nie sprawiło mi to żadnego problemu — bardzo lubiłem to zajęcie. Było o wiele lepsze od polowań, przy których musiałeś się dużo na siłować, by złapać coś wystarczającego dla klanu. Tak to mogłem pozwolić sobie na przemyślenia dotyczących mojego dzieciństwa oraz późniejszego życia. Na samą myśl o przyszłości przeszedł mnie dreszcz.
Na pierwszy cel obrałem okolice parku, ponieważ z mojego położenia najszybciej można było się tam dostać. I mówiąc szczerze, było to również jedno z moich ulubionych miejsc ze względu na panującą tam atmosferę. Teraz gdy biały puch sypał w oczy, a widoczność była ograniczona, pojawiało się tam znacznie mniej Dwunożnych. Westchnąłem na samą myśl o tym, iż może nadarzyć się okazja na samotne spacerowanie po parku.
Przeszedłem między drzewami, chcąc ominąć miejsca najczęściej zajmowane przez Dwunogów i znalazłem się w zaśnieżonym parku. Pod moimi łapami słychać było tylko głośne chrupanie — podobny odgłos do tego, gdy gryzie się kości.
Obejrzałem się uważnie, aby sprawdzić, czy w pobliżu nie znajduje się obcy pies i kiedy stwierdziłem, że jestem tutaj całkiem sam z gołębiami oraz innym ptactwem, zająłem się oznaczaniem granic na nowo. Nie wiem, kto ostatnio był na zwiadach, ale nie odwalił porządnej roboty — miałem wrażenie, iż nie było tutaj nikogo od długiego czasu, a przecież granice oznacza się stosunkowo często.
— Och, cześć — przywitałem się z małym ptaszkiem, którego do tej pory nie zauważałem, a najwidoczniej obserwował mnie od jakiegoś czasu. — Zgubiłeś się? — Uśmiechnąłem się delikatnie i zrobiłem krok w stronę ptaszka. Nawet nie drgnął. — Jest całkiem zimno, wracaj do mamy.
Spróbowałem podejść do zwierzątka jeszcze bliżej, lecz wtedy ktoś mi przerwał, wyskakując zza drzewa. Ptaszek wystraszony wbił się w powietrze i zniknął w chmurze białego puchu. Uniosłem wzrok smutny, bojąc się, że małe stworzonko nie nauczyło się jeszcze dostatecznie latać.
— Oj, to ty. — Pies zamachnął się ogonem i usiadł w śniegu tuż przede mną.
Zaskoczony odskoczyłem do tyłu, mając wrażenie, że pierwszy raz widzę tego osobnika. Suczkę jednak widziałem już wcześnie, wprawdzie przelotnie, ale widziałem. Była z mojego klanu.
— Przepraszam, wystraszyłam cię? — Przekrzywiła głowę, a jej oczy zdawały się zabłysnąć.
— Nie, nie! — Potrząsnąłem nerwowo głową. — Nie, nie! Nic się nie stało! — Jeszcze chwila, a serce wyskoczy mi na zewnątrz. — Przepraszam, ale znam cię tylko z widzenia, mogłabyś się przedstawić? — zapytałem ciszej.
Suczka uśmiechnęła się do mnie ciepło, podobnie, jak robiła to Irysowe Serce. Poczułem się odrobinę spokojniejszy.
— Słoneczny Pysk. — Wstała i zbliżyła się do mnie. Miałem wrażenie, że zbyt blisko, jednak powstrzymałem się przed chęcią ucieczki. — Ja natomiast ciebie kojarzę troszkę bardziej. Ty jesteś tym psem, który ostatnio przeszedł ceremonię?
Nie powinienem być zaskoczony, w końcu podczas mojej ceremonii zgromadził się cały klan.
— Tak, tak. — Pokiwałem łbem. — Opalowy Promyk, miło mi cię poznać. — Uśmiechnąłem się krzywo, co pewnie było wynikiem stresu oraz mojej wrodzonej niezręczności.
Patrzyliśmy się na siebie dłuższą chwilę; ja nie wiedziałem, jak zacząć rozmowę, więc grzebałem łapą w śniegu, a Słoneczko uśmiechała się i przyglądała gołębiom.
— Wiesz... — miałem zamiar rozpocząć jakiś temat, jednak przerwało mi coś małego, przebiegającego mi pomiędzy łapami. Zaskoczony cofnąłem się i rozglądnąłem, jednak niczego nie dostrzegłem. Przewidziało mi się?
— Spokojnie. — Słoneczko chyba zauważyła moją niepewność. — Też to zauważyłam.
Odetchnąłem z ulgi w duchu. Nie wyszedłem na niedorobionego przy nowo poznanym psie.
— Myślisz, że był to gryzoń? — zapytałem, zaczynając węszyć w powietrzu. Nie czułem jednak niczego innego, oprócz łagodnego zapachu suczki oraz znajdującego się niedaleko ptactwa.
— Za duże. — Pokręciła łbem. — Wydaje mi się, że...
Nie zdążyła dokończyć, ponieważ nieznane zwierzę, które okazało się małym szczeniakiem, wskoczyło mi ponownie pod nogi, powodując tym samym, że się potknąłem. Próbując się uratować przed upadkiem, wykonałem bardzo dziwny ruch tylną łapą oraz ogonem, zgarniając znajdujący się przy mnie śnieg prosto na Słoneczny Pysk.
— Przepraszam! — krzyknąłem, widząc, że jej złote futro zmieniło barwę na biały. — To ten szczeniak! Wskoczył mi pod łapy i się potknąłem! Nie chciałem!
Suczka zachichotała, patrząc na mnie spod białego puchu, który zaległ na jej nosie.
— Nie musisz przepraszać.
Otworzyłem pysk, aby powiedzieć coś jeszcze, ponieważ wziąć wydawało mi się, że nie przeprosiłem wystarczająco, a Słoneczny Pysk jest na mnie zła. Nie wypowiedziałem znów ani jednego słowa, ponieważ rozbiegany szczeniak do nas wrócił.
— Panie Opal, pobaw się pan ze mną! — wykrzyczał, skacząc w miejscu, jak zając. — Straaasznie mi się nudzi!
Zamrugałem oczyma, wpatrując się w czarniutkiego szczeniaka.
— Przepraszam, ale... jak się nazywasz? — Schyliłem się.
— Chmielek! — zawołał, machając ogonem we wszystkie strony świata. — Pobaw się ze mną! — Skakał między moimi nogami i poszczekiwał. — Ty też! — zwrócił się do Słonecznego Pyska, która zdążyła pozbyć się śniegu z nosa. — Pobawcie się ze mną!
<Słoneczko?>
[832 słowa: Opalowy Promyk otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]