Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gałąź x Cytrynowy Liść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gałąź x Cytrynowy Liść. Pokaż wszystkie posty

2 sierpnia 2021

Od Aroniowej Łapy CD Cytrynowego Liścia

— Nie — zdziwiona powiedziała. — Skąd przyszło ci do głowy? To nie było tak-
— Ależ chciałaś! — zdziwiona Zroszona Łapa otworzyła szerzej oczy. — Bądź wychowana, proszę, i mów prawdę, bo to nie po wychowanemu! Przecież zgodziłaś się, abyśmy porozmawiały chwilę! Tak, czy nie? No przecież pamiętam, że tak! — Z oburzeniem tupnęła nogą. — Jesteście słodkimi szczeniakami, ale proszę was, abyście mówili-
— Cicho już bądź — straciłam cierpliwość do Zroszonej Łapy i zapragnęłam, aby zniknęła mi z oczu. — Wracaj na tereny klanu albo zawołam mojego mentora. Krwawy Zew nie ma litości.
Cytrynowy Liść widocznie nie dowierzał, że tak szorstko potraktowałam uczennicę. Ja jednak miałam jej serdecznie dość! Teraz spadną na mnie podejrzenia, że nie słucham się kodeksu wojownika!
— Dobrze, niemiła uczennico — odparła, głęboko urażona. — Nie rozumiem, co ty widzisz w tym złego! Sama mnie tu zaprosiłaś!
Bezczelna kłamczucha — pomyślałam, patrząc, jak zawiedziona Zroszona Łapa oddala się w swoją stronę. Rzuciła nam przez bark zawiedzione spojrzenie, jakby wierząc, że zawołam ją, mówiąc: „Hej, to był żart”. Ale że nie zawołałam, suka zniknęła z naszego pola widzenia. Cytrynowy Liść zamrugał parę razy, patrząc się to na mnie, to miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą widniała sylwetka psa.
— Nie musiałaś aż tak… — cicho powiedział.
— Co nie musiałam aż tak? — wyzywająco spytałam, ale zaraz się rozpogodziłam. — Nie chce mieć problemów, Cytrynowy Liściu. Mam nadzieję, że to rozumiesz. Myślmy racjonalnie. Weszła na nasz teren, a ja nie mogę marnować czasu, aby się z nią wykłócać.
Przyznał mi niechętnie rację, nerwowo przystępując z nogi na nogę.
— Pomożesz mi zbierać mech? — zapytałam się, błagalnie wwiercając się w niego spojrzeniem. — Proszę! Jestem teraz tylko z Konwaliową, nie damy radę w dwójkę!
Uśmiechnęłam się, gdy ten ponuro pokiwał głową.
— No to git — wyszczerzyłam się jeszcze szerzej. Przynajmniej będę miała jakieś towarzystwo… I mniej roboty.
Zaczęliśmy szukać mchu, czyli pielęgnować cierpliwość. A, uwierzcie mi, to najlepszy sposób, w jaki można ćwiczyć niewnerwianie się i nierozwalanie niczego. Bo te dwie czynności wymagają naprawdę dużo cierpliwości, a ja ostatnimi czasami stałam się bardziej nerwowa, niż kiedykolwiek mogłam przewidywać.
— Nic nie mogę znaleźć — mruknął wojownik. Zapewne nie uśmiechało mu się, że ponownie wrócił do pełnienia obowiązków ucznia.
— Dopiero zaczęliśmy — pocieszyłam go, o ile to w ogóle podniosło go na duchu. Bo mnie nie.
<Cytrynowy Liściu?>
[363 słowa: Aroniowa Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

25 lipca 2021

Od Cytrynowego Liścia CD Aroniowej Łapy

 Nieobecnym wzrokiem spoglądałem raz na Aronię, a raz na uczennicę Flumine. W spojrzeniu Ciemnej zauważyłem poirytowanie i złość, gdy raz za razem próbowała przerwać Wodnej.
— No, w każdym razie, to muszę wam powiedzieć, że od zawsze czułam respekt przed wojownikami z Tenebris. Wydawało mi się, że jesteście tacy skryci, nieprzyjaźni i w ogóle! A teraz widzę, że całkiem sympatyczne z was psy! Takie miłe, wyrozumiałe, słodkie, że aż miło się na was patrzy!
Zaśmiałem się nerwowo, wwiercając się w Aroniową Łapę rozpaczliwym spojrzeniem.
— Chyba nigdy nie rozmawiałaś ze Skalnym Potokiem — uczennica z mojego klanu przewróciła oczami, z lekkim politowaniem patrząc na Wodną. — Albo z Płomiennym Krzewem; morderca wypisz-wymaluj. Nienormalny psychopata. Krwawy Zew, mój mentor nie jest lep-
— No wiesz, żaden klan nie może być idealny! — przerwała jej Zroszona, z zapałem kontynuując rozmowę. — Flumine też ma swoich małych grzeszników. Jestem jednak pewna, że przesadzasz. Nie może być przecież tak źle! Macie też przecież dużo wspaniałych członków. Pozazdrościć! Ale żeby nie było, to my też tacy słabi nie jesteśmy. Na przykład niedawno urodziły się u nas szczeniaki. Rude co prawda nie są, ale…
— Co ty w ogóle robisz na naszych terenach? — odważyłem się odezwać. Zaraz tego pożałowałem, gdy w jednej chwili poczułem na sobie wzrok dwóch suczek, a uszy zapłonęły mi z zażenowania.
— Eee… — Zroszona, o dziwo, przez krótką chwilę nie wiedziała, co ma powiedzieć. Zaraz jednak głęboko nabrała powietrza, uśmiechając się ze skruchą. — Ja przyszłam tutaj, a teraz rozmawiamy, więc…
— To już wiemy — Aroniowa Łapa szybko zrozumiała, że jest to idealna okazja by pozbyć się nieproszonej koleżanki. — Dobrze wiesz, że nie powinnaś tutaj być. Naszym obowiązkiem jest ciebie przegonić.
— Spokojnie, nie? — zaśmiała się cicho uczennica. — Przed chwilą jeszcze sobie grzecznie rozmawiałyśmy, a teraz co? Przecież chciałaś się ze mną spotkać, co nie? To, że przyłapał nas ten… No, jak on się nazywał? — Zroszona spojrzała na mnie, marszcząc nos. — A, tak, Cytrynowy, Cytrynowy… Liść, no tak. To, że on do nas dołączył, czy to coś zmienia? Nic! — brązowa suczka uśmiechnęła się chytrze, a ja wymieniłem z Aronią porozumiewawcze spojrzenia. — Będzie nas więcej, to wspaniale! Może coś upolujemy, co? Pogawędzimy sobie przy jedzeniu, super będzie! — zaraz jednak kapnęła się, że jej propozycja jest nie na miejscu. — A no tak, przepraszam najmocniej, jesteśmy z innych klanów, to polować razem, na tych terenach nie możemy. Ale to nic! Tym nas więcej, tym lepiej! Znacie jeszcze kogoś, kto chciałby z nami spędzić czas?
,,Czy ona jest poważna?’’ — zadałem sobie w myślach pytanie i, spoglądając na Aronię, zdałem sobie sprawę, że pewnie po jej głowie także chodzą podobne myśli. Aż łapy mnie świerzbiły, by przegonić Zroszoną Łapę z naszych terenów, jednak nie znałem dokładnie sytuacji i nie chciałem wyciągać pochopnych wniosków.
— Aroniowa Łapo? Czy Zroszona mówi prawdę? Chciałaś się z nią spotkać? — wydukałem.

<Aroniowa Łapo?>
[457 słów: Cytrynowy Liść otrzymuje 4 punkty doświadczenia]

20 czerwca 2021

Od Aroniowej Łapy CD Cytrynowego Liścia

— To nie tak jak myślisz — zmieszałam się, patrząc na Cytrynowego Liścia. — To nie włóczęga! To jest Zroszona…
— Łapa, miło mi cię poznać. Jak się nazywasz? Oj, daj mi zgadnąć! Obstawiam Śmierdzący Odór! Tak czy nie? Proszę o odpowiedź. — Suczka zaraz jednak wytrzeszczyła oczy, i odezwała się znów, nie dając Cytrynowemu czasu na odpowiedź. — Nie obraziłeś się chyba? Tak czy nie? Uwierz mi, że nie miałam złych zamiarów! Zgadywałam, a Śmierdzący Odór to pierwsze co przyszło mi do głowy. Gniewasz się? Proszę o… Czemu się tak na mnie patrzysz, Aroniowa Łapo? Czy…
— Proszę, bądź przez chwilę cicho. — Zmierzyłam ją nieprzychylnym wzrokiem, a Zroszona Łapa pokiwała entuzjastycznie głową.
— Będę cicho jak mysz pod miotłą! Zamieniam się w słuch, bo coś czuję, że rozmowa będzie bardzo interesująca! Proszę tylko, abyś nie przekręcała tego, co kiedykolwiek ci powiedziałam i przedstawiła mnie w dobrym świetle. To takie zabawne! Znamy się od przed chwilą, a…
— Zroszona Łapo, to Cytrynowy Liść. Cytrynowy Liściu, to Zroszona…
— Dlaczego mi przerywasz? — moja nowa koleżanka wprost zagotowała się ze złości, z oburzeniem wpatrując się we mnie. — Wiesz, jak bardzo to nie po wychowanemu? Nie martw się, wybaczam Ci! Każdy popełnia błędy, nawet ja! Uwierzyłabyś? Ja popełniłam błędy! Ależ tak, mówię prawdę. Co prawda, od bardzo dawna się to nie zdarzyło…
Posłałam Cytrynowemu znaczące spojrzenie: „Uciekaj ile sił w nogach”. On jednak był zbyt zaaferowany wpatrywaniem się w uczennicę. Jego ogon jednak wskazywał na lekkie poirytowanie długim paplaniem i nieumiejętności przejścia do sedna wywodu, mimo tego oczy wyrażały zainteresowanie. Prychnęłam z oburzeniem. „Zakochał się czy co?” — pomyślałam.
— … Och, no tak, przecież popełniłam właśnie jeden przed chwilą! Ja niemądra. W końcu nazywasz się Cytrynowy Liść. To takie zabawne! To imię kojarzy mi się z jedną rośliną, którą niedawno jadłam, bo miała kwaśne liście. Uwierzyłbyś? Myślę, że to nie przypadek! I tak w ogóle to jesteś słodki, powiedział ci to ktoś kiedyś?
Zamrugała parę razy oczyma, wciąż merdając ogonem. Cytrynowemu Liściu zaschło w gardle, kiedy usłyszał to wyznanie. Ja sama nie wiedziałam, jak mam odczepić od siebie Zroszoną Łapę. Jak rzep! 
<Cytrynowy Liściu?>
[337 słów: Aroniowa Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

5 czerwca 2021

Od Cytrynowej Łapy CD Aroniowej Łapy

Spoglądałem na zachodzące słońce, gdy znieruchomiałem, tknięty jakimś nagłym, jak upadek, przeczuciem.
— Eee… — wyjąkałem, spoglądając z zaskoczeniem na wściekłą Aronię. — Eee…
— No, co chciałeś? — syknęła suczka, jednak zaraz potem westchnęła i dokończyła łagodnie: — Wybacz… Nie chciałam. Czemu mnie wołałeś?
— Nic takiego. — Niemal natychmiast odpowiedziałem, odwracając się błyskawicznie. — Ale… Krwawy Zew… On chciał coś ci powiedzieć…
Aroniowa Łapa z nagłą wesołością podbiegła do swojego mentora, a ja zaskoczony obserwowałem, jak suczka skacze wokół wojownika, po czym zatrzymuje się, grzecznie dziękując. Jeszcze przed chwilą wyglądała, jakby chciała mnie zamordować, a teraz sobie skacze i się uśmiecha.
Ja jednak miałem ważniejsze sprawy na głowie niż zamartwianie się zmiennym nastrojem koleżanki. Mimo że byłem padnięty, postanowiłem, że nazbieram tyle mchu, ile tylko uniosę, pragnąc zadowolić mojego mentora. Skierowałem się w stronę parku, próbując znaleźć w sobie jakieś pokłady energii — niestety, trening wyczerpał wszystkie moje siły. Słońce prażyło, powietrze było nieruchome i gęste, z niemą prośbą oczekując na deszcz. Droga wręcz smażyła łapy, a gdy się przeszło na trawę, jej ostre łodygi nie były zbyt przyjemne w dotyku. Przystanąłem, głośno dysząc i ze zrezygnowaniem zobaczyłem, że nie przeszedłem nawet połowy drogi. Chwilę zastanawiałem się, czy mam kontynuować wędrówkę, jednak najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało.
Westchnąłem, postanawiając, że za mchem rozglądnę się w okolicach obozu i nie będę się zapuszczał w taki upał do parku. Jakoś powlokłem się do ruin, starając się iść po chłodnym podłożu. Ponieważ w najbliższej okolicy obozu nie zauważyłem mchu, postanowiłem więc udać się do wielkiego kamienia, który — jeszcze niedawno — był cały obrośnięty tą miękką, zieloną roślinką.
Wyminąłem parę krzaków i, ku mojemu rozczarowaniu, ujrzałem zwykły kamień, na którym rosły jakieś uschnięte resztki mchu. Starannie obrałem cały kamień z zielska, starając się nie upuścić żadnej drobinki. Praca szła nawet szybko i przyjemnie, mało roboty i w dodatku dość monotonnej, acz łatwej.
Gdy już miałem pysk pełen wyściółki do legowisk, niespodziewanie poczułem zapach dwóch innych psów, znajdujących się w pobliżu. Jeden zapach od razu rozpoznałem — lekki, trochę swędzący, nasiąknięty wonią psa z Tenebris — Aronii. Drugiego jednak nie potrafiłem dopasować do żadnego poznanego przeze mnie psa — pachniał jak jakieś kwiaty, odurzająco słodko, a jednocześnie cuchnął jakimiś śmieciami, jakby jego posiadacz przed chwilą wytarzał się w jakimś gównie, a następnie posypał grzbiet różami. Jak dla mnie nieprzyjemne.
Dziwne było tylko to, że wcześniej ich nie wyczułem. Może właśnie wiatr zmienił kierunek, albo to oni starali się być niezauważeni. Może Aroniowa Łapa się z kimś potajemnie spotyka? Może ma jakąś miłość?
Lekko rozbawiony, odłożyłem mech w bezpieczne miejsce i zacząłem się skradać, szurając brzuchem o ostrą trawę. Raz czy dwa się skrzywiłem, jednak zacisnąłem zęby, zachowując ciszę. Po krótkiej chwili usłyszałem także stłumioną rozmowę i jakieś śmiechy. Chociaż tego nie byłem pewien. Czasami niektóre psy śmieją się, jakby płakały, a inne płaczą, jakby się śmiały. W każdym razie, gdy byłem wystarczająco blisko dwójki psów, przygotowałem się do wyskoczenia z kryjówki, starając się zrobić olśniewające wejście. Zwykle gdy coś planuję, wszystko się nie układa. Jednak tym razem upewniłem się, gdzie siedzą psy, by przez przypadek ich nie zmiażdżyć. Rzuciłem także okiem na podłoże, szukając jakiś kamieni bądź gałązek. Gdy nic nie znalazłem, wyskoczyłem zza krzaków.
Ujrzałem przed sobą dwójkę psów, siedzących blisko siebie i śmiejących się głośno. Aronia właśnie opowiadała o swoim treningu, gdy jednak mnie zauważyła, przerwała w pół zdania.
— Mówiłam, że kogoś czuję. — Powiedziała, patrząc raz na mnie, raz na swoją sympatię. Wyglądała, jakby próbowała się usprawiedliwić.
— Aroniowa Łapo…? — Wlepiłem wzrok w moją koleżankę i nieznajomego psa. — Co ty tu robisz? Co wy tu robicie?
<Aroniowa Łapo?>
[570 słów: Cytrynowa Łapa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

19 maja 2021

Od Aroniowej Łapy CD Cytrynowej Łapy

Z niedowierzaniem pokręciłam głową, w momencie kiedy usłyszałam, że będziemy ćwiczyć razem. Nie dało się ukryć, że Poziomkowa Stopa mówił jak do ściany, gdyż Fiołkowa Łapa, zamiast słuchać, z podenerwowaniem rozglądała się na boki. Niechętnie podeszłam do Krwawego Zewu, bo nadal trochę się go obawiałam. Mój mentor jednak nie powiedział nic, tylko wkurzonym wzrokiem wodził po wszystkich obecnych. Próbowałam pocieszyć się w duchu, że on tak zawsze patrzy, jednak za nic nie mogłam pozbyć się przestrachu.
— Fiołkowa Łapa z Cytrynową Łapą, Słodka Łapa z Konwaliową — mówiła Oszroniony Pysk, rozdzielając nas w pary. — Sikorkowa natomiast z Aroniową.
Byłam jej wdzięczna, bo suczka dobrze wiedziała, iż jesteśmy sobie przyjaciółkami. Nie byłam, zresztą, zadowolona jako jedyna. Fiołkowa wyglądała na wniebowziętą, czego nie można powiedzieć o jej partnerze (ćwiczebnym, na jego szczęście). Moja druga siostra, Konwaliowa, nie pokazała po sobie żadnych emocji. Szybko odeszła i jako pierwsza z wszystkich uczniów zaczęła walkę. Nie miałam jednak czasu obserwować przebiegu treningu siostry, gdyż sama właśnie przygotowywałam się do własnego. Zmierzyłam się wzrokiem z Sikorkową Łapą, która szczęśliwa kicała wokoło, ignorując moje próby nawiązania kontaktu wzrokowego. Pod okiem mentora szybko jednak się wyprostowała.
Wiedziałam doskonale, że ona lepiej atakuje, a moją mocną stroną jest obrona. Była więc z nas bardzo dobrana para, i mogłyśmy poćwiczyć nasze zalety. Krwawy Zew jednak nie wyglądał na chętnego, aby mówić mi, co mam robić, dlatego to Oszroniony Pysk przejęła pałeczkę. Przypomniała nam zasady ataku i obrony, po czym wycofała się, pozwalając nam zacząć.
Chciałam, aby mój mentor był ze mnie dumny. Przełknęłam ślinę i popatrzyłam się na Krwawego z nadzieją. On jednak patrzył w innym kierunku, obserwując znudzony moją siostrę. Poczułam gorycz.
— No już, zaczynajcie! — Oszroniony Pysk pomogła powrócić mi myślami do walki.
Sikorkowa z niepojętą dla mnie szybkością skoczyła w moim kierunku. Byłam zbyt zaskoczona, aby zdążyć odskoczyć, dlatego moja kompanka z przewróciła mnie. Nie miałam odwagi spojrzeć na mojego mentora.
Uczennica zdziwiona spojrzała na mnie, a ja, nie czekając na specjalne zaproszenie, również skoczyłam na nią. Zrobiłam to jednak wolno i pokracznie, a Sikorkowa bez trudu się odsunęła. Oszroniony Pysk próbowała dać mi jakieś wskazówki, ja jednak byłam zbyt zdenerwowana, aby ich posłuchać. Dlaczego Krwawy Zew nie chce mi pomóc?! Przecież nie nauczę się sama!
Mój żal zamienił się w złość, i ponownie, teraz zdecydowanie zgrabniej skoczyłam w kierunku przeciwniczki. Uczepiłam się lekko jej karku, próbując nie spaść. Sikorkowa z zapałem skakała na różne strony, co w końcu musiało skończyć się upadkiem. Otrzepałam się z nerwów i powstałam.
— Może odpoczniecie trochę. — Mentorka Sikorkowej patrzyła się pytająco na Krwawego. Nie szło nam zbyt dobrze i obie, mimo iż dopiero zaczęłyśmy, byłyśmy znużone.
— Walczcie dalej — Zew zignorował pytanie i usiadł, skupiając tym razem na nas więcej uwagi. Poczułam szansę, aby się wykazać, dlatego z nowym zapałem wykonałam zwrot, mający za zadanie obronić mnie przed zębami przeciwnika. Z powodzeniem.
Następnie kilkukrotnie, na przemian, robiłyśmy ataki i uniki. Dłużyło się to niemiłosiernie, i w końcu tylko Sikorkowa miała dość energii, aby kontynuować walkę. Podirytowana takim obrotem spraw udawałam, że śmiertelnie się zmęczyłam, co nie było dalekie od prawdy. Sikorkowa również się rozluźniła i jej wzrok złagodniał. Widząc swoją szansę, skoczyłam, przygniatając moją partnerkę ćwiczeń całym ciężarem, jakim dysponowałam. Uczennica wykonała jakiś manewr, o którym nawet nie miałam pojęcia, po czym oszołomiona trafiłam na ziemię. Co ona na Gwiezdnych, w ogóle zrobiła?
— Wiesz co… To chyba niezbyt w porządku, bo jestem na wyższym poziomie treningu — powiedziała cicho. Mimo iż nie chciała mnie urazić, poczułam się dotknięta. Czy ona sugeruje, że jestem gorsza? Doskonale dam sobie z nią radę! Oszroniona jednak potaknęła swojej uczennicy i podziękowała Krwawemu, za możliwość wspólnej nauki. Byłam oburzona, bo przecież mentor nawet nie kiwnął palcem. Zew, jak gdyby nigdy nic odszedł, zostawiając mnie samą.
Chciałam wierzyć, że były to jedne z metod treningowych, ale szczerze w to wątpiłam. Podążyłam wraz z Sikorkową do Fiołkowej i Cytrynowego. Nie chciałam słuchać jej wywodów na temat Stokrotkowej, w związku z tym skupiłam całą swoją uwagę na ćwiczących szczeniętach.
Partnerka ucznia, to znaczy Cytrynowego, dawała mu fory, i nawet nie starała się wygrać. Mrugała tylko oczętami, a mi zrobiło się jej szkoda. Cały mój gniew na własnego mentora uleciał, a raczej zmienił adresata. Gwiezdni, ona naprawdę jest chora psychicznie! Czy nie ma tutaj nikogo, kto bierze walnięte uczennicę? Czy nie ma nikogo, kto uleczy cytrynozfosę?… Ciekawe, czy nazwą ją Fiołkowy Rak?
Cytrynowy zaatakował, a ona upadła tuż przed nim. Znaleźli się w dość niefortunnej pozycji, dlatego pies odsunął się, kładąc uszy po sobie. Ha ha, dobrze mu tak! Fiołkowa obsypała go pochwałami i wstała, otrzepując się. „Musimy jeszcze kiedyś potrenować, bo wiele się od siebie nauczymy!” — usłyszałam przesłodki szczebiot Fiołkowej. Jej towarzysz mruknął coś, niewyraźnie, po czym szybko podszedł do Drewnianego Pazura. Mogłam się domyślić, o co go prosi.
Moja druga siostra wraz ze Słodką Łapą ćwiczyły dalej. Prawdę powiedziawszy, obie nie wysilały się niezbyt, a ich mentorzy przywiązywali dużą wagę do taktyki i poprawności ataków, niż do wkładanej w to energii. Konwaliowa wyglądała niemal na znudzoną, kiedy raz za razem próbowała dobrze zrzucić suczkę z grzbietu. Jeziorny Kwiat, widząc, że pozostali zakończyli już sesje treningowe, również postanowiła odpuścić Konwaliowej. Konwaliowa wyglądała jak obrażona księżniczka, którą zmuszono do przerwania hobby. I tak się nie przykładała, o co jej chodzi?!
— Aroniowa, Aroniowa Łapo? Gdzie jesteś?
Początkowo miałam nadzieję, że to mój mentor chce mnie pochwalić, a ja będę mogła powiedzieć mu, co o nim sądzę. Właścicielem głosu okazał się jednak Cytrynowa Łapa. Uprzejmie spytałam się jego, czego on do cholery ode mnie chce i czy może się odwalić.
— Słucham, proszę pana? — Przekrzywiłam głowę i wbiłam w niego spojrzenie moich oczu. Nie było jednak w nim treści autorstwa Fiołkowej „Wyjdź za mnie!”, tylko mojego, czyli raczej: „Spierdalaj, zanim odrąbię ci twój pyszczek”.
Chyba po raz pierwszy przeklęłam tyle razy (chociaż tylko w myślach), w takich odstępach. Byłam jednak naprawdę wściekła na cały świat. Konwalia robi fochy, że musi być wojownikiem, Fiołkowa ma raka mózgu i doskonale go pokazuje, a mój mentor, Krwawy Zew, odpłaca się za to, że przedziurawiłam dach w jego legowisku! On ma dziurę w mózgu, o ile jeszcze mu nie wyparował!
Dlaczego te wszystkie psy nie mogą dać mi świętego spokoju? 
<Cytrynowa Łapo?>
[1018 słów: Aroniowa Łapa otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia i 3 Punkty Treningu]

18 maja 2021

Od Cytrynowej Łapy CD Aroniowej Łapy

— Eee… Cześć? — przywitałem się z suczkami, stwierdzając, że wypada je powitać. Oby tylko nie myślały, że je podsłuchiwałem! Chociaż… Zaraz, właściwie to robiłem. Nie wiem czemu. Tak jakoś wyszło. Usłyszałem ich głosy i się zaciekawiłem, no i… tak się zaczęło. Zamiast być mile połechtany ich komplementami, czułem się jak głupi i w dodatku nieproszony gość.
— Cytrynowa Łapo…? — wyjęczała zdziwiona Fiołkowa Łapa. Spoglądając w jej oczy, przypomniałem sobie, jak jako pięcioksiężycowy szczeniak rozpływałem się w ich czekoladowym odcieniu. Ale wstyd. Teraz jednak miałem większe problemy na głowie — cała chmara atrakcyjnych (no powiedzmy) suczek otoczyła mnie, piszcząc. Nerwowo przełknąłem ślinę, denerwując się tak wielkim gronem zainteresowanych mną osób.
— Cytrynku, mój słodko-kwaśny bracie, czy to prawda, że całowałeś się z Konwalią? — zapytała się Słodka, mrugając wielkimi, zaciekawionymi oczami.
— Nie wierzysz mi?! — krzyknęła obrażona Sikorka, jeżąc sierść. — Przecież nie kłamię! Tak w ogóle, to jak było? Fajnie? Czy się obśliniliście? A jeśli tak, to jak bardzo, hmm? — Tym razem ruda suczka zwróciła się do mnie.
Zastanawiałem się, co ja musiałem jej zrobić, skoro zrobiła mi takie świństwo. Nie dość, że gadała o mnie ze swoimi koleżankami, to jeszcze pyta się mnie o takie szczegóły. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
— A jak miało być? — odpowiedziała pytaniem na pytanie Konwaliowa Łapa, ratując mnie z opresji. Byłem zdziwiony tym, że się w ogóle odezwała.
— P o d o b n o to jest fajne — zauważyła ostrożnie Fiołkowa Łapa, posyłając mi zaczepne spojrzenia.
Przygryzłem wargę, gdy krąg suczek się zacisnął. Posłałem błagalne spojrzenie w stronę Konwalii, jednak ta spokojnie odeszła, bezgłośnie mówiąc: „Zrób to, co uważasz, za właściwe”. Łatwo jej mówić, yhmm, z pewnością! Jedyne czego chciałem, to spokoju i towarzystwa mniejszej ilości osobników płci pięknej. Zacząłem się przepychać przez suczki, niechcący depcząc im po łapach. Wymamrotałem jakieś przeprosiny, starając się wydostać. Suczki — z wyłączeniem Aronii i Konwalii, oczywiście — zaczęły chichotać, ciągnąc mnie za uszy i sierść. Gwiezdni, niech one mnie zostawią w spokoju! Nie wytrzymałem, gdy jedna — chyba Fiołek, no bo w sumie to by było bardzo dziwne, gdyby zrobiła to moja siostra — polizała mnie zawzięcie i wpatrywała mi się prosto w oczy. Nie byłem pewny, co jej się stało, bo przecież na co dzień była w porządku, ale suczki już chyba tak mają, że jak się rozkręcą, to trudno je uspokoić — przynajmniej niektóre.
— Możecie mnie zostawić? — warknąłem.
— Oj, denerwujesz się? — Sikorka zaczęła się śmiać, okręcając się w miejscu, a przy tym waląc mnie po pysku merdającym ogonem.
— Po prostu mnie zo… — zacząłem się jeszcze bardziej denerwować, zauważając, że moje prośby na nic się nie zdają.
— Cytrynowa Łapo! — zawołał Drewniany Pazur. — Chodź, idziemy poćwiczyć!
Odetchnąłem z ulgą, zadowolony, że nie będę musiał przemocą taranować sobie drogi. Drewniany ma wspaniałe wyczucie czasu! Taki mentor to po prostu złoto!
Jednak, gdy zbliżyłem się do mojego nauczyciela, zauważyłem, że nie jest sam. Za nim stali inni mentorzy, którzy o czymś rozmawiali. Zauważyłem Poziomkową Stopę, Oszroniony Pysk, Jeziorny Kwiat, Jasne Serce oraz Krwawego. Otworzyłem pysk, chcąc się zapytać, co oni tutaj robią. Stwierdziłem jednak, że będzie to niegrzeczne — a poza tym — zabrakło mi także odwagi, więc zamknąłem pysk, modląc się w duchu, że moje obawy się nie sprawdzą.
— Stwierdziłem, że dziś poćwiczymy w grupie — odezwał się Drewniany Pazur, uśmiechając się, niczego nieświadomy. — Kilka uczennic bardzo na to nalegało.
Och, czyli to tak zaczyna się najgorszy trening w całym moim życiu. Wybornie.
<Aroniowa Łapo?>
[552 słowa: Cytrynowa Łapa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

17 maja 2021

Od Aroniowej Łapy CD Cytrynowej Łapy

Zadowolona postawiałam kolejne kroki, rozglądając się po moim otoczeniu. Jaki ten świat jest cudowny! Właśnie skończyłam pomagać Cytrynowemu w zbieraniu mchu, co więcej, to właśnie jemu zawdzięczałam mój wspaniały nastrój. Z nim nigdy nie można się nudzić, i zawsze potrafi powiedzieć coś tak zabawnego! Może pomyślałabym na jego temat więcej przyjemnych rzeczy, gdyby nie to, iż ujrzałam moją siostrę — Fiołkową Łapę — obserwującą, choć lepiej powiedzieć: stalkującą swoje własne legowisko.
— Co ty tutaj robisz? — zdziwiona i zmieszana spytałam się uczennicy, nie wiedząc, czy mam patrzeć razem z nią na wejście, czy ze zdziwieniem obserwować jej zafascynowany wyraz twarzy.
— Czekam na Cytrynka! On jest taki słodki i przystojny, że nie mogę! Zagadam go, jak tylko tu przyjdzie. Wiesz, chcę, aby był moim partnerem! To takie ekscytujące! — Jej ogon merdał jak szalony, a jęzor, wywieszony, latał w tę i we w tę. — Dobrze wyglądam? Specjalnie wskoczyłam do kałuży, chociaż nie lubię wody, no ale trzeba być czystym i schludnym.
Odebrało mi mowę. Spoglądałam na nią jak na śmiertelnie chorą, co w sumie było prawdą. Mruknęłam coś, na potwierdzenie jej słów. Zastanawiałam się, czy jej rak nie ma przerzutów i czy właśnie nie żeruje na fiołkowym mózgu. Wtedy odezwała się, jak zawsze pojawiająca się znikąd, Konwaliowa Łapa. Moja druga siostra, trochę normalniejsza. Tak mi się przynajmniej wydawało, zanim przeprowadziłam z nią rozmowę. Kiedy usłyszałam jej głos, podskoczyłam przerażona, przestraszona jej nagłym pojawieniem się.
— Wiecie, że kochacie go tylko dlatego, że jest najbliżej wam wiekiem? — ze spokojem powiedziała, jednak również szukała czegoś wzrokiem. Lub kogoś. Czy one obie się zakochały? Serio? Mają dopiero sześć księżyców. Wtem zorientowałam się, że ona też mówi o mnie! Też mi coś! Ja?! Zakochana?!
— Ale ja go nie…?!
— Jak śmiesz! — Sikorkowa Łapa, która właśnie podeszła wprost zagotowała się ze złości. Skąd ona się pojawiła? Ta rozmowa robiła się coraz dziwniejsza. Nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. — Dyskryminujesz płeć piękną? Ja wolę suczki, bo ładnieeejszee ... sąą... — zamilkła, widząc przerażony wzrok Fiołkowej. — Hm... Ale obecnie rozglądam się za starszymi, wiecie, tak z 30 księżyców… One chyba doświadczone bardziej są… I nie będzie wypadków…
— Co ty… — próbowałam coś powiedzieć, ale słowa zamarły mi w gardle. Wycofałam się parę kroków. Fiołkowa Łapa mnie ubiegła, sama wyrażając swoją opinię na temat przemówienia naszej… przyjaciółki.
— To trochę dziwne… Wiecie co, ja suczki może zostawię ci… — powiedziała powoli, jakby ważąc każde słowo. Nadal nie czuła się pewnie po jej wyznaniu.
— Dzięki, ale już mam na oku…
— Wiecie, ja nie wiem co mam o tym sądzić — powiedziałam, ale nie dokończyłam. Konwaliowa obserwowała nas wszystkie, nie dając znaku życia. Być może Fiołkowa zaraziła Sikorkową rakiem miłości, który z kolei przesiadł się na Konwalię. Tak czy siak, kolejna uczennica przerwała nam.
— Cześć, dziewczyny, co robicie? — Słodka Łapa, siostra Sikorczej podeszła do nas, wesoła jak zawsze.
— Rozmawiamy o Cytrynku i starszych suczkach. — Jej siostra bez skrupułów podzieliła się tematem naszej rozmowy. — Nie uważasz, że Stokrotkowy Płatek jest se…?
— Chyba wy rozmawiacie, bo ja nie biorę w tym…!
— Dobra, weźcie sobie Stokrotkową, ale zostawcie mi Cytrynowego!
— Co? Biedna Konwa! Nie ekscytuj się nawet na jego widok, bo on jak chooooleeeraa kocha Konwaliową! Całowali się, namiętnie na całego, i mielibyśmy w klanie miot, gdyby nie moja akcja ratunkowa. — Wszystkie suczki przerwały przekrzykiwanie się i gapiły się na nią, łącznie ze mną. — Serio, szkoda, że tego nie widziałyście! Chociaż może lepiej dla was, bo niektóre z was są trochę młode. Moja interwencja oszczędziła jej rodzenia, którego Konwa by nie przeżyła, no, chyba że jej wybranek romantycznie by ją uratował. Ale nie wiem jak, bo chyba musiałby włożyć pysk do jej organizmu. Wątpliwie przyjemne. Wracając do tematu, bo trochę odbiegłam… — Chyba nikt nie przejawiał zainteresowania (czyt. Wszyscy oprócz mnie) dalszym ciągiem wypowiedzi. — Lizali się jak najęci po pyskach, i widziałam, jak na siebie zerkali. Chociaż w sumie gdzie sobie zerkali. Myślałam, że on na nią lada chwila wskoczy!
Dobra, Sikorkowa nie ma taktu, wszystkie to zauważyłyśmy i wiedziałyśmy dawno temu. Konwalia, lekko zmieszana, zainteresowała się swoimi nogami. Zmieszać ją było trudno, więc był to nie lada wyczyn. Fiołkowa Łapa wprost nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała i cała się speszyła, ale zaraz się rozpogodziła. Wolę nie wiedzieć czemu. Na Słodkiej zaś nie zrobiło to wrażenia, więc ze spokojem mamrotała o Borsuczej Łapie i kiwała głową, za każdym razem, kiedy Sikorkowa udzielała jej rad w kwestii podrywu. Ja sama odwróciłam wzrok, szukając drogi ucieczki od tego siedliska raka mózgu, i tylko dzięki temu zauważyłam przyglądającego się nam Cytrynowego.
— Hm… Jesteś tu od dłuższej chwili, C y t r y n o w a Ł a p o?
Wszystkie suczki jak na rozkaz odwróciły się w jego kierunku, a on wyglądał, jakby nie wiedział, co ma sądzić o naszej rozmowie. Chyba poczuł się przytłoczony ilością osobniczek płci pięknej, a większość dodatkowo na niego żerowała. Fiołkowa niemal wierciła w nim swoim spojrzeniem, Konwa natomiast we wzroku miała jeden przekaz: Zostaw je, jesteś mój. Oboje o tym wiemy (?). Jednak to Sikorkowa zawsze musi mieć ostatnie słowo.
— Wiecie, to jest mój brat. Ale nie dziwię wam się, bo gdybym nie byłabym jego siostrą, to może nawet zostawiłabym płeć piękną wam. Zawsze zdarzy się perła wśród brzydali. 
<Perło wśród brzydali?>
[850 słów: Aroniowa Łapa otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

10 maja 2021

Od Cytrynowej Łapy CD Aronii

Odszedłem na bok z Konwalią, jednak długo z nią nie pobyłem. Miałem nadzieję, że długo i ciekawie porozmawiamy, jednak dwukolorowa suczka jedyne co robiła, to siedziała, przyglądając się drzewom. Tak, kwitnące drzewa, obsypane białym i różowym kwieciem, były piękne, ale… Miałem ważniejsze sprawy na głowie. Gdy się z nią tym podzieliłem, siedziała długo w ciszy, gapiąc się na mnie. Zanim zdążyłem poczuć się niezręcznie, wykrztusiła z siebie:
— Ważniejsze? A co jest ważniejsze?
Popatrzyłem się na nią smutno. Chciałem ją zrozumieć, ale nie potrafiłem. Nie uważałem, że jest głupia — po prostu inaczej postrzegała świat. Podobnie miała Sikorka — była radosną, tańczącą suczką i przebywając w jej towarzystwie, miało się wrażenie, że: a) wszystko jest możliwe i b) cały świat jest jej sługą. Tak, łącznie z tobą.
— Chciałbym cię zrozumieć, ale nie potrafię.
— A ja nie potrafię polować, wspinać się na drzewa, wygrywać walki i szybko biegać. A ty to potrafisz.
— Jeszcze nie, ale się nauczę — powiedziałem, uśmiechając się. Mimo że Konwalia gadała dość dziwnie, to cóż, chcąc nie chcąc, trochę mnie pocieszała.
— Tak, nauczysz się. Ja także się nauczę. Za księżyc będę uczniem. — Konwalia spojrzała mi prosto w oczy. — Więc… Skoro wiesz, że nauczysz się być wojownikiem, to dlaczego wątpisz w to, że mnie zrozumiesz?
Nie wiedziałem co powiedzieć, więc podziękowałem jej za rozmowę i odszedłem od Konwalii, przypominając sobie, że w ramach kary miałem nazbierać tyle mchu, by starczyło na grube wyścielenie wszystkich legowisk starszyzny, a w szczególności Skalnego Potoka. Ten Drewniany to ma super pomysły. Ale cóż, przynajmniej nie grozi mi nuda.
Minąłem drzemiącą Aronię i nagle do mojej głowy wpadł pewien pomysł.
— Ej, Aronia? — zwróciłem się do suczki, przerywając jej sen. — Chciałabyś już zostać tym uczniem, tak? Może pomogłabyś mi ze zbieraniem mchu? To monotonne zajęcie, ale w sumie dość… ciekawe…? I ten, ogólnie będzie fajnie. Bo to ma być kara. Ale chyba będzie fajnie. Chyba… E, może jednak nie… W każdym razie… — Popatrzyłem się na nią błagalnie, bo czułem, że tylko się pogrążam w moich nieudolnych próbach przekonania ją, żeby mi pomogła z tym nieszczęsnym mchem.
— I ten… To mi długo zajmie. Raczej, nie wiem… Pewnie tak… I fajnie by było, gdybyś mi pomogła. Znaczy, nie wiem, czy to legalne, bo nie jesteś jeszcze uczniem, tylko szczeniakiem, więc chyba nie powinnaś…
Co ja bredzę. Przygryzłem wargę, próbując nie spalić się ze wstydu. Nie wiem, dlaczego powiedziałem, że zbieranie mchu jest ciekawe. Nie jest ciekawe. I dlaczego mówiłem, że jest szczeniakiem…? Dlaczego ja mam jakieś problemy z poprawnym tworzeniem zdań? Jakoś z Konwalią mogłem normalnie zamienić parę zdań.
— Tak, pewnie… — odparła Aronia, a ja zamiast poczuć ulgę, pogrążyłem się w otchłani głupoty i żalu.
— Dobra, chyba sam jednak pójdę — powiedziałem szybko, a dopiero potem dotarło do mnie, co to oznacza. — Ee…
— Nie ważne, nie przejmuj się. — Aronia wlepiła wzrok w drzewa majaczące w oddali. — Pójdę z tobą.
Kiwnąłem głową, wdzięczny suczce za to, że nie ciągnęła tematu, bądź co gorsza, nie dopytywała się mnie o to, co miałem na myśli.
Wyszliśmy z ruin, uważając, by nie nadepnąć na żadną z gałązek leżących na ziemi. Stanąłem w miejscu, próbując wyłapać zapach mchu. Niestety, czułem tylko świeżą trawę i pyłki z kwitnących kwiatków.
— Próbujesz wywąchać mech? — zapytała się z powątpieniem i lekkim rozbawieniem Aronia. — Za dużo zapachów. Chodź, wiem, gdzie rośnie.
Nic nie powiedziałem, bo lekko wątpiłem w fakt, że szczeniak w wieku pięciu księżyców wie, gdzie rośnie mech. „Spróbować nie zaszkodzi” — pomyślałem, drepcząc za koleżanką.
— Proszę bardzo, Cytrynowa Łapo — powiedziała Aronia, widocznie rozbawiona z mojej zdziwionej miny. — Kiedy spacerowałam z Konwalią i Skalnym Potokiem, to ojciec pokazał nam to miejsce.
Nie wierzyłem własnym oczom! Przede mną znajdował się duży kamień, praktycznie cały obrośnięty mchem! Dzięki Gwiezdnym! Może wcale tak długo mi nie zejdzie z tymi legowiskami?
<Aronio?>
[616 słów: Cytrynowa Łapa otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

5 maja 2021

Od Aronii CD Cytrynowej Łapy

— Ten szczeniak rzucił się na mnie! — krzyczał Skalny Potok, wskazując łbem na Cytrynową Łapę. — Nie wiem, czy chciał się pobawić, czy jakie tam głupstwa, ale jestem już stary, i moje kości… Nie wiem, czy są całe…
— Nie może być tak źle — Oszroniony Pysk starała się go pocieszyć, jednocześnie próbując uciszyć swoją uczennicę. — Najwyżej pójdziesz do medyka, ale wygląda na to, że nic poważnego ci nie jest. Ten Cytrynek to wariat!
Cytrynowa Łapa wyglądał na wściekłego, ale wcale się mu nie dziwiłam. Nie dość, że wrabiają go w walkę z Potokiem, to jeszcze nazywają szczenięcym imieniem. To dorośli są wariatami!
— Nic mi nie jest?! — Skalny Potok zagotował się ze złości. Trzeba przyznać, że był wspaniałym aktorem. — Mam nadzieję, że dasz należytą karę temu uczniowi, Drewniany Pazurze! Zamknięcie w żłobku i zdegradowanie do szczeniaka jak nic!
Mentor szczeniaka zainteresował się nagle swoimi nogami. Mruknął coś w guście, że z pewnością tak będzie, po czym wziął Cytrynowego na bok. Ja sama próbowałam porozmawiać z ojcem, jednak Sikorka mnie uprzedziła.
— Tak wcale nie było! To on rzucił się na niego! Skalny Potok jest świrem!
— Jak możesz tak mówić o zasłużonym członku klanu? Ach, te szczenięce wygłupy — mruknęła Oszroniony Pysk. — Sikorkowa Łapo, zostaw Skalnego Potoka w spokoju.
— Ale to niesprawiedliwe! — powiedziałam, żałośnie spoglądając na ojca. Nic sobie ze mnie nie robił, wylizując swoją sierść. — To on zaatakował Cytrynka, przecież wszyscy świadkowie tak mówią! Nie możecie patrzeć tylko na to, że jesteśmy szczeniętami.
— Zajmę się Aronią — szybko zwrócił się do dorosłej suczki. — Nauczę ją, że to okropne spiskować na własnego ojca!
Oszroniony Pysk odeszła, mrucząc coś pod nosem. Oddalała się w kierunku legowiska przywódczyni, co jakiś czas oglądając się za siebie. Miała zacięty wyraz twarzy, prawdopodobnie pójdzie więc opowiedzieć o wszystkim Białej Gwieździe. Nie miałam jej tego za złe, a nawet się cieszyłam. Może jej uda się coś z tym zrobić.
Skalny Potok odprowadził mnie kawałek dalej, patrząc się z wyrzutem.
— Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłem, nie możesz raz trzymać języka za zębami?
— Co dla mnie zrobiłeś?! Prawie mnie zabiłeś, a przed tym chciałeś zamknąć w żłobku na cztery księżyce. Co z ciebie za ojciec?! Chcę wychowywać się w Industrii, u boku mojej matki!
Psu źle patrzyło się z oczu, jednak pohamował się, przed czymkolwiek co zmierzał zrobić. Ja sama cofnęłam się trochę, próbując znaleźć oparcie przy ścianie ruin. Kręciło mi się od tego wszystkiego w głowie.
— Nie znasz swojej matki — odpowiedział po chwili. — Uwierz mi, lepiej, abyś była ze mną w Tenebris. Cóż, w każdym razie, nikt nie pyta się ciebie o zdanie. Radzę siedzieć cicho.
Odszedł, zamiatając dziurawą podłogę swoim ogonem. Wpadłam na pewien pomysł. Poszłam w kierunku przeciwnym, do tego, w jakim zniknął mój rodziciel.
Minęłam znajome góry gruzów, aby dojść do zawalonego przejścia. Po jednej z moich przygód członkowie klanu zburzyli je, aby psy nie pakowały się w niepotrzebne kłopoty. Ja jednak nie miałam zamiaru iść do kryjówki odkrytej przez Konwalię, a tylko do miejsca, w którym zostawiłam miniaturową wersję dwunożnego.
Podczas obchodzenia w tę i we w tę mój wzrok złapał jedno miejsce, zasłonięte tylko częściowo jakimś przedmiotem. Udało mi się przeczołgać na drugą stronę, mimo iż miał cztery, kłujące mnie odnóża. Rozglądnęłam się po miejscu, które jako tako pamiętałam. Podeszłam do miejsca, w którym poprzednio zostawiłam cel mojej teraźniejszej wędrówki.
Delikatnie wzięłam w pysk moją nową zabawkę i wyruszyłam w drogę powrotną. Okazała się ona jednak trudniejsza, niż przypuszczałam. Nie mogłam znaleźć miejsca, w którym poprzednio udało mi się przejść. Byłam zmuszona wykopać w kupie gruzów nową dziurę. Po skorzystaniu z niej chciałam ją zasypać, ale tknięta jakimś impulsem jedynie ją zasłoniłam. Kiedyś może mi się jeszcze przydać.
Ruszyłam do obozu, a następnie usiadłam koło legowiska uczniów. Po chwili wyszedł z niego Cytrynek i przysiadł się koło mnie. Nie patrzyliśmy się na siebie.
— Drewniany Pazur ci uwierzył?
— Częściowo. Przydzielił mi mniejszą karę, niż chciał, ale mi bardziej przeszkadza to, że stracił do mnie zaufanie. Nie obchodzi mnie, ile mchu będę musiał zebrać.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem. To mogło być frustrujące. Nikt nie ma do końca pełnego do ciebie zaufania, bo dopiero uczysz się być wojownikiem. Nawet twój mentor przestał ci ufać, a przynajmniej nie ufa ci tak bardzo jak wcześniej.
— Wiesz, każde zaufanie można odbudować — szepnęłam.
Cytronowa Łapa może chciał mi odpowiedzieć, ale zobaczył Konwalię. Dał mi znak głową, że porozmawiamy później. Podszedł do suczki, a następnie razem z nią zniknąć z mojego pola widzenia. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w sercu. Wieczór się zbliżał i wyszły już gwiazdy. Niestety, noce będą teraz coraz krótsze. Był to zapewne jedyny minus zbliżającej się pory zielonych liści. Nie będę mogła oglądać ich tak często, jak bym chciała.
Ułożyłam się wygodnie, wpatrując w niebo i znowu doznałam nieprzyjemnego uczucia, tego samego, które towarzyszyło mi za każdym razem, kiedy widziałam Cytrynową Łapę z moją siostrą. Gwiazdy jednak działały tak uspokajająco, że po chwili zamknęłam oczy. 
<Cytrynku?>
[801 słów: Aronia otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Od Cytrynowej Łapy CD Aronii

Och, to dobrze, dobrze, że umrę akurat dzisiaj. Zerknąłem szybko na Skalnego Potoka, leżąc przymiażdżony jego wielkimi łapami. Zaraz jednak spuściłem wzrok, odliczając sekundy do mojej śmierci. Wyobraziłem sobie, jak nad moim pochowanym ciałem rosną kwiatki, a jednak i one umierają — wszystko, co znam, także umiera. A życie toczy się dalej. Nikt o mnie nie pamięta, a moje ciało się rozkłada. Żołądek skręcił mi się ze strachu.
— Zostaw go, Skalny Potoku! — zawołała Aronia gdy biały pies nie zareagował. Widać było, że jest bliska paniki.
Duży senior niechętnie rozluźnił ucisk, mamrocząc jakieś przekleństwa. Próbowałem się wyczołgać spomiędzy jego łap, jednak nadal miałem za mało wolnego miejsca.
— A masz Betonowy… ee… STOJĄCY W MIEJSCU POTOKU!!! — Zza drzew wybiegła moja siostra, Sikorkowa Łapa i rzuciła się na Skalnego Potoka, gryząc go zawzięcie w bark. Ja jednak leżałem nieruchomo, jakby sparaliżowany, przyglądając się, jak uczennica kłuje wojownika swoimi malutkimi ząbkami, a ten stoi niewzruszony, łypiąc nad nią spod oka. Zaraz potem Skalny złapał rudą suczkę za kark i potrząsnął nią, by zaraz potem postawić ją na ziemi.
— Mówiłem Trującej i Wierzbowemu, by nie przekazywali swoich genów — mruknął tylko, widząc, że z obozowiska nadbiegają kolejne psy, śpieszące nam na pomoc. Dostrzegłem Drewnianego Pazura na czele, a za nim potykającą się o własne łapy Oszroniony Pysk.
Aronia zdążyła jeszcze posłać swojemu ojcu rozzłoszczone spojrzenie, zanim przybiegli do nas zziajani wojownicy.
— Sikorkowa Łapo, co tutaj się dzieje? — Mentorka rudej suczki żądała wyjaśnień. — Biegłaś jak burza!
— Skalny Potok, on… Cytrynowa Łapa i… — Sikorka zaczęła się tłumaczyć, jednak zaraz potem zrozumiała kolejne słowa Oszronionej. — Wow, Oszroniony Pysku… Naprawdę tak myślisz?! Biegłam jak burza?! Leciałam jak prawdziwa Sikorka? Ojejejejjejejejejejejej! — zawołała i śmiejąc się, zaczęła tańczyć w miejscu.
Zaśmiałem się razem z nią, jednak gdy tylko napotkałem zimne spojrzenie Aronii, zamknąłem pysk. Obejrzałem się powoli w kierunku, w jakim spoglądała dwukolorowa suczka. Skalny Potok stał koło dwóch wojowników i z obrzydzeniem na nas zerkając, cicho coś tłumaczył.
Zamarłem. Czy to możliwe, że na nas doniesie? Jeśli tak, to mogę się pożegnać z dobrymi relacjami u mojego mentora. Pewnie powie, że rzuciłem się na niego z zimną krwią, a w mojej taktyce wykorzystałem jadowitego pająka. 
<Aronio?>
[353 słowa: Cytrynowa Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

27 kwietnia 2021

Od Aronii CD Cytrynowej Łapy

Odpoczywałam właśnie w legowisku medyka, kiedy usłyszałam kroki. Nadszedł Skalny Potok. Oderwałam wzrok od śpiącej Konwalii i patrzyłam się na ojca bez wyrazu. Dopiero co chciał nas utopić. Nie sądziłam, żeby przyszedł w dobrych intencjach.
Skinął na mnie głowę, zapraszając, abym wyszła. Niechętnie postąpiłam w jego stronę kilka kroków, patrząc się buntowniczo w oczy. Ojciec jednak wyglądał na spokojnego i zawiedzionego. Zachęcił mnie do wyjścia.
— Chciałem porozmawiać również z twoją siostrą, ale nie będę przeszkadzał, skoro śpi. — Wyglądał niemal na zawstydzonego, jednak nie uważałam, aby było to możliwe. — Chciałem przeprosić, za to, co zrobiłem. Mogłyście stracić życie, ale nawet nie wiesz, jak bardzo zależy mi, abyście były dobrymi wojownikami.
Te przeprosiny brzmiały niemal pusto, ale byłam pozytywnie zaskoczona. Wątpiłam, że nas przeprosi, choćby z rozkazu przywódcy. Może jednak ma resztki honoru…
Poszedł w stronę swojego legowiska, a ja szłam za nim. Mimo iż czułam, jak chłód przeszywa mnie na wskroś, chciałam dokończyć przerwaną rozmowę. Odwrócił głowę, jakby zdziwiony, że nadal za nim idę. Po chwili jego pysk przybrał niemal miły wyraz.
— Zaraz dokończymy rozmowę. Czy moje legowisko jest gotowe?
— Dobrze, ojcze. Tak, zajęli się nim się wcześniej uczniowie — odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Sikorka sama narzekała na to, nazywając najprzykrzejszym obowiązkiem.
Potok wszedł do legowiska starszyzny. Zdziwiłam się na widok Cytrynowej Łapy, który lekko zmieszany robił coś w ściółce starszyzny. Potok dopytał się go, czy był tu czyścić legowiska. Kiedy otrzymał twierdzącą odpowiedź, wpatrywał się w niego hipnotyzująco. Nagle Cytrynowy wykonał szybki ruch, po którym mój ojciec miał martwe stworzenie na pysku. Zdziwiłam się jego zachowaniem. Dlaczego rzucił w niego padliną?
Wstrzymałam oddech. Nie miałam śmiałości spojrzeć na oblicze Skalnego Potoku, na którym zapewne malowało się okrucieństwo. Przecież przed chwilą przeprosił mnie za swoje zachowanie. Czy naprawdę nie może przestać się tak zachowywać przez kilka minut? Dawniej był spokojnym, przynajmniej bardziej spokojnym psem. Przybycie do legowiska starszyzny potraktował jako osobistą zniewagę i zachowywał się podle w stosunku do wszystkich psów.
— Skalny Potoku… — zaczęłam nieśmiało, bojąc się reakcji psa.
Ojciec, ignorując mnie, strzepnął z twarzy to obrzydlistwo. Martwy pająk leżał bezwładnie, tak samo, jak za chwilę leżeć mógł młody uczeń. Potok podszedł więc do niego. Szczeniak skulił się, jednocześnie starając się wyprostować.
— Nie chciałem — wyjąkał, co zapewne nie zabrzmiało tak, jakby tego pragnął.
— Dlaczego nie masz szacunku do starszych? — zaczął powoli, tonem wyrażającym groźbę. Każdy krok przybliżał go do szczeniaka, a na pysku malowała się coraz większa złość. — Jestem starszy, mądrzejszy. Mam też większe doświadczenie. Dlaczego więc rzucasz we mnie pająkiem? Czyżbym musiał nauczyć cię manier?
— Nie, dziękuję, mam już własnego mentora. — Zabrzmiało to jak uprzejme podziękowanie, jednak prawdopodobnie tylko bardziej rozwścieczyło Potoka. Szczeniak chciał się wycofać, jednak nie zaważając na niego, członek starszyzny stanął w przejściu, uniemożliwiając mu odejście i prawie go miażdżąc. Posłałam ojcu proszące spojrzenie. Pies po raz kolejny mnie zlekceważył, mimo iż sam nie pozwalał, aby ktokolwiek tak się dla niego zachowywał.
— Widocznie nie wystarczająco dobrego. — Wyszczerzył kły.
Wiedziałam, że Skalny Potok jest agresywny, ale atak na bezbronnego szczeniaka nie wydawał się zgodny z kodeksem wojownika. Działając impulsywnie, skoczyłam, chcąc zagrodzić mu drogę.
Szur, szur.
Potok momentalnie schował zęby i wyprostował się, udając, że czyści łapy. Do środka wszedł Drewniany Pazur. Pies omiótł spojrzeniem całe legowisko, aby zniesmaczony zatrzymać wzrok na Skalnym Potoku. Zapewne usłyszał jego niepochlebną opinię.
— Chodź, Cytrynowa Łapo — powiedział, a uczeń szybko wyszedł za mentorem. Wychodząc, rzucił jeszcze jedno spojrzenie, po czym widząc zdenerwowany pysk członka starszyzny, przyśpieszył kroku.
Cytrynowej Łapy nie widziałam aż do zachodu słońca, zresztą tak samo, jak Sikorki oraz Konwalii. Innych szczeniaków zresztą też. Większość odbywała treningi. Moja siostra zniknęła, nie dając znaku życia. Sikorka natomiast gadała jakieś wymówki i udzielała szybkich odpowiedzi. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie wstydzi się mnie i nie unika specjalnie. Moje wątpliwości się rozwiały, kiedy późnym dniem przyszła do żłobka i zafascynowana opowiadała o tym, co robiła. Z otwartymi oczami słuchałam wszystkiego, o czym opowiadała. Nawet próby szukania zamarzniętego mchu zapowiadały się ciekawie. Podziwiałam ją, to przecież było oczywiste! W końcu była już uczniem! Ja będę mogła nim zostać dopiero za trzy księżyce. Do tego wydarzenia czas niemiłosiernie mi się dłużył.
Kiedy starsza przyjaciółka odeszła, ja również wyszłam na świeże powietrze. Spacerowałam po dobrze wydeptanych ścieżkach, nie chcąc powtarzać wrażeń z dalszych wypraw. Rozglądałam się za Skalnym Potokiem. Ogarnął mnie obezwładniający niepokój. Instynktownie pobiegłam na poszukiwania, nie będąc pewna, co jest ich celem.
— Teraz też ci mentor twój świetny pomoże? — Usłyszałam szczekanie dobiegające zza obozu. Pośpieszyłam tak szybko, jak mogłam. Słyszałam jakieś niewyraźne piski oraz obawiałam się, że to przed śmiertelny lament Cytrynk..owej Łapy, rzecz jasna.
— Skalny Potoku! — wrzasnęłam. Pies rozglądnął się zdezorientowany.
— O co ci chodzi, Fioł… Aronio?
— Ojcze, zostaw go — pisnęłam, co nawet jak dla mnie brzmiało żałośnie. — Chcesz go zabić?
Skalny Potok nie poruszył się, jednak rozluźnił uchwyt.
— Skąd taki pomysł? Mam tylko jedno życzenie, do kolegi. — Przekrzywił łeb, przez co nie wyglądał najkorzystniej. Nie sprawiał wrażenia, jakby zaniechał mordu. — Chcę, aby nauczył się nie lekceważyć mnie, bo zlekceważę jego. Rzucanie pająkiem w twarz zasłużonego wojownika nie jest najlepszym zachowaniem nowego ucznia. 
<Cytrynku? Tylko nie płacz >
[831 słów: Aronia otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

26 kwietnia 2021

Od Cytrynka CD Aronii

Leżałem smętnie na posłaniu, patrząc na pająka kroczącego po ścianie. Jak przetrwał zimę? Musiał być twardszy niż wiele innych zwierząt. Zresztą, tak naprawdę mnie to nie obchodziło. Próbowałem zmusić się, bym przestał myśleć o tym, jaki jestem beznadziejny, tylko zająć się czymś miłym i ciekawym. Cóż, pająk chyba nie był dobrym pomysłem na miłą i ciekawą myśl, bo po kilku minutach znieruchomiał i spadł na podłogę, robiąc z siebie miazgę.
— Już nawet ten pająk popełnił samobójstwo — powiedziałem markotnie. — Ciekawe, czy ktoś by się zorientował, gdybym się zabił.
— Na pewno. — Ni stąd, ni zowąd do żłobka weszła Konwalia, patrząc mi się prosto w oczy. — Przykro mi, że myślisz o samobójstwie z mojego powodu. Gwiezdni raczej nie przewidzieli dla ciebie takiej śmierci.
Uszy oklapły mi jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Miałem dosyć Konwalii. Chciałem być sam. Mimo to, część mojej duszy ucieszyła się z jej obecności.
— Poza tym, ten pająk nie chciał się zabić — powiedziała spokojnie. — Zresztą, śmierć jest wszechobecna, po prostu się na nią znieczuliliśmy.
— Ty powinnaś się znieczulić na to, że inni nie biorą cię na poważnie — warknąłem, od razu żałując, że się odezwałem.
Zamknąłem oczy, prosząc, by nie odwalała cyrku. Jeszcze tego mi brakuje! Jako szczenię dostałem od jej siostry kamieniem, a teraz ma się zlecieć cały klan, bo ją obraziłem.
Gdy otworzyłem oczy, zobaczyłem, że — uff — Konwalia się nie rozbeczała. Uśmiechnęła się tylko spokojnie i odparła:
— Mówisz szczerze, więc spróbuję. Świetnie, że ktoś oprócz Gwiezdnych mnie zrozumiał.
Zamerdałem ogonem, czując, jak dobry nastrój wraca. Chyba aż poczułem się za dobrze, bo wziąłem martwego pająka i niosąc go delikatnie w pysku, wyszedłem ze żłobka. Pomyślałem sobie, że rzeczywiście trochę tu nudno, a poza tym miałem ochotę z kimś się poprzekomarzać. Szybko rozglądnąłem się, nie chcąc być przyłapany na gorącym uczynku i podreptałem do legowiska starszyzny. Było to suche i dość ciepłe miejsce. (żeby było jasne: dość ciepłe, wcale nie oznacza, że było tam ciepło). Było tam kilka grubych kupek szmatek, które umożliwiały odpoczynek starym i chorym ciałom starszych psów. Wciągnąłem w nozdrza zapachy z kilku legowisk, sprawdzając, które do kogo należy. Idąc za zapachem Mroźnej Burzy, dotarłem do dwóch posłań leżących w rogu pokoju.
— Dobrze, ojcze. Tak, twoim posłaniem zajęli się już uczniowie. — Usłyszałem głosy psów, idących korytarzem i podskoczyłem. Nie miałem czasu na zastanawianie się, po prostu rzuciłem pająka na jedno z dwóch posłań i pomodliłem się, by legowisko z niespodzianką należało do Mroźnej Burzy, który zrozumie wygłupy młodziaków i miło spędzi ze mną czas.
Do pomieszczenia weszła Aronia, a tuż za nią jej ojciec, Skalny Potok. Popatrzyłem się na nich nieśmiało, przystępując z łapy na łapę. Powoli zacząłem żałować mojego głupiego pomysłu.
— Zajmowałeś się legowiskami starszyzny? — odparł biały pies, świdrując mnie uważnym wzrokiem spod przymrużonych powiek. Przełknąłem ślinę.
— Tak, Skalny Potoku — odpowiedziałem, choć czułem się, jakby mój głos należał do kogoś innego, obcego. — Tylko jeszcze muszę coś zrobić…
Wiedziony przerażeniem, złapałem szybko martwego pająka, odrzucając go w kąt. Niestety, nie zauważyłem, że Skalny do mnie podszedł i cóż… Biały senior miał rozmiażdżonego pająka na pysku. Skalny Potok był wściekły, Aronia była przerażona, ja byłem przerażony. Zapowiada się świetnie.
<Aronio?>
[510 słów: Cytrynek otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

22 kwietnia 2021

Od Aronii CD Cytrynka

— Dlaczego to zrobiłaś? — Popatrzyłam pełnym wyrzutu wzrokiem na siostrę. Postąpiła okropnie. Biedny Cytrynek! Nie widziałam, bądź nie chciałam widzieć powodu jej zachowania. A polizanie mnie po uchu było miłe.
— Dlaczego? — Popatrzyła się na mnie spokojnie. — Dlaczego wytknęłam mu, że za łatwo rządzi śmiercią, a życiem? Sama pomyśl. Emocje są najlepszą karą, bo ich się nie zapomina. Są przestrogą, lecz i nagrodą, a to właśnie one kształtują naszą osobowość.
— Może przestaniesz gadać takie głupstwa? Wcale nie pomożesz innym w ten sposób, jedynie sprawisz im przykrość. Cytrynek chciał jedynie upolować jedną mysz. Jedną! Dobrze wiesz, że w porze nagich drzew ilość pożywienia nie będzie znacząco wzrastać, a maleć. Czy zapomniałaś, że nikt nie dał ci prawa sądzić o tym, co dobre, a co złe?
— Ja mówię głupstwa? — zapytała się, zadziwiająco spokojnie, lecz było widać, ze w jej oczach zabłysło delikatne poirytowanie. — To, co zrobił Cytrynek, było głupstwem. On odebrał tej myszy życie — jedyne, co miała. Mówisz, że to tylko jedna mysz. A ty jesteś tylko jednym psem. Albo Fiołek. Gdy ona umrze, będziesz płakać. A dla kogoś będzie to tylko jeden pies.
Nawet, jeżeli bliźniaczka czekała na moją odpowiedź, ja nie zamierzałam tego robić. Odeszłam i miałam jej serdecznie dość. Śnieg skrzypiał mi pod stopami. Przecież to nic złego, że Cytrynek trenuje. Każdy chciałby być uczniem, a Konwalia powinna spróbować do zrozumieć. Westchnęłam. Nie oglądając się za siebie, podążyłam pod jedno z łysych drzew i położyłam się. Miałam stąd widok na całe obozowisko.
W powietrzu razem z niesionymi wiatrem zapachami unosiły się płatki śniegu. Oparłam głowę o łapy i nasłuchiwałam wesołej gadaniny psów. Coś poruszyło mi się w sercu. Omiotłam wzrokiem obóz. Tutaj jest mój dom, a te wszystkie psy są moją rodziną. Nie mogę się z nimi kłócić. Jeżeli Konwalia ma własne zdanie, i chce je wyrażać, niech to zrobi, ale nie krzywdzi przy tym innych.
— Konwalio? — Moje pytanie zawisło w powietrzu, razem ze spadającymi płatkami śniegu. Po chwili zobaczyłam obok mnie moją siostrę, w milczeniu wpatrującą się w bawiące się, jedzące i rozmawiające psy. Stwierdziłam, iż przeproszę ją. Ona tego nie zrobi, a ktoś zacząć musi.
— Przepraszam. Musisz mimo to zrozumieć, że Cytrynek jest wrażliwy i nie możesz wytykać mu takich rzeczy. On po prostu chciał pomóc i poćwiczyć.
— Chyba popisać — powiedziała moja siostra, o dziwo prosto i zrozumiale. Miała skłonności do robienia wywodów i przemawiania zagadkami. — Wstydzi się nas.
— W każdym razie jest mu przykro i myślę, że powinnaś go przeprosić. — Wolałam nie myśleć o tym w ten sposób. Chociaż? W końcu kiedy będzie uczniem, my będziemy mieć zaledwie trzy księżyce. Całkiem prawdopodobne, że będzie się nas wstydził. Jeżeli już teraz tego nie robił.
Zrobiło mi się smutno, myśląc o tym w ten sposób. Może lepiej nie będę z nim rozmawiała, bo ktoś zobaczy mnie z nim. To poniżej jego godności.
— Może — powiedziała, jak zawsze zwięźle moja siostra.
— Dziękuję, w swoim i jego imieniu.
Patrzyłam za odchodzącą w stronę żłobka Konwalią i zastanawiałam się, czy nie skończy się to tragedią. A co jeżeli znowu palnie jakieś głupstwo? Weszła do środka, zostało więc mi tylko czekać. 
<Cytrynku? Jeżeli nie chcesz, nie musisz przetaczać rozmowy>
[506 słów: Aronia otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

20 kwietnia 2021

Od Cytrynka CD Aronii

Już mi przeszło. Jestem głupi. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię i czułem, jak wstyd pali mi uszy, na samo wspomnienie moich przemyśleń. O, Gwiezdni, chcę umrzeć!
— Cytrynku? — Aronia widocznie czekała na odpowiedź.
— T-teraz? — zapytałem się, niepewny, czy dobrze usłyszałem jej propozycję. Zaraz potem przypomniałem sobie jej pytanie. Przecież oczywiste było, że chodzi jej o tę chwilę! Spuściłem głowę i coś wymamrotałem. Cholera, robię z siebie idiotę!
— Tak, teraz — odparła Aronia, uważnie lustrując mnie wzrokiem.
Szczerze mówiąc, wolałem pobyć sam — poprzyglądać się trenującym uczniom, czy porozmawiać z dorosłymi psami, by je lepiej poznać. W końcu jeden z nich będzie mym mentorem! Poza tym wstydziłem się towarzystwa Aronii i Konwalii — gdy tylko to sobie uświadomiłem, znowu się speszyłem. Przecież jeszcze niedawno się z nimi bawiłem. Teraz jednak miałem pięć księżyców i bliżej mi było wyglądem dorosłego psa, niż puchatej, dwuksiężycowej kulki.
— Jeśli chcesz… — odparłem niepewnie, jednak bardziej zabrzmiało to jak pytanie, niż odpowiedź. Jeszcze tego brakowało, by Aronia pomyślała, że jej unikam. Znowu zakłopotanie spustoszyło moje ciało i poczułem się jak skończony głupiec.
— To… Zaczekaj tutaj, a ja pójdę po Konwalię — Aronia zdawała się nie przejmować moim zakłopotaniem, wyszczekała to ze szczenięcą rezolutnością i poszła szukać swojej siostry. Szczenięca rezolutność! Przecież sam jestem szczeniakiem! Chociaż, może wezmą je za starsze, w końcu Aronia jest dość wysoka, a Konwalia silna. Zdałem sobie sprawę, że jestem o niewiele wyższy do Aronii, a ona jest dwuksiężycową suczką…! Przegnałem te myśli, bo czułem, że zaraz znowu pomyśle coś, czego będę żałował.
— Już jesteśmy — szczeknęła Aronia, a zza jej pleców wyłoniła się główka Konwalii.
— Świetnie, chodźmy — wyjąkałem i szybko wyszliśmy ze żłobka.
Przez jakiś czas szłyśmy w ciszy. Na początku mi to odpowiadało, jednak gdy cisza trwała już zbyt długo, to zacząłem się stresować. Zerknąłem na suczki. Aronia chyba czekała, aż my zaczniemy rozmowę, a oczywiście Konwalia nigdy pierwsza się nie odzywa, więc wziąłem głęboki wdech. Dobra, nic głupiego.
— Nie lubię pory nagich drzew — powiedziałem ni stąd, ni zowąd i przełknąłem zażenowanie.
— Gdyby jej nie było, pora nowych liści nie byłaby taka piękna — powiedziała Konwalia, patrząc na mysz, która biegła pod ścianą.
Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Może chciałem im zaimponować? Ale nie, to nie było to. Po prostu chciałem pokazać, że jestem od nich lepszy. Jestem już praktycznie uczniem i mogę zacząć polować. Skoczyłem na mysz, korzystając z tego, że przysiadła, patrząc się na Konwalię. Kilka uderzeń serca i już trzymałem ciepłą mysz w pysku. Dopiero teraz spostrzegłem, że suczki nie wyglądają na dumne i zachwycone. Aronia chyba była zdziwiona, może trochę urażona. Chociaż nie byłem pewny, moje odczytywanie emocji innych było godne pożałowania. Natomiast na Konwalię nie zdążyłem nawet zerknąć, bo rzuciła mi się na szyję. Zszokowany, upuściłem mysz, a suczka, korzystając z mojego zaskoczenia, całą swoją siłą mnie przewróciła. Wbiła mi się w bok, jednak wystarczająco lekko, by nie zrobić mi krzywdy.
— Po co to zrobiłeś? Klan ma pod dostatkiem jedzenia. Jeśli chcesz się szkolić, to poczekaj na mentora. Sam daleko nie zajdziesz. Zabijanie bez wyraźnego powodu jest istną głupotą. Nawet Dwunożni nas nie depczą, chociaż mogą to robić. Wykazałeś się głupotą.
Otworzyłem pysk, chcąc jej coś odpowiedzieć, lecz stwierdziłem, że jeśli już, to muszę się zająć tą biedną myszą. Zrzuciłem z siebie suczkę i podszedłem do nieżywej myszy. Gdy teraz na nią popatrzyłem, było mi jej szkoda. Wziąłem ją delikatnie w zęby i położyłem przed zdumioną Aronią. Przechodząc obok Konwalii, nic nie powiedziałem. Po chwili namysłu polizałem ją w ucho. Chyba była zaskoczona. Zresztą, nie obchodziło mnie to. Zwiesiłem głowę i poczłapałem z powrotem do żłobka — czyli tam, gdzie moje miejsce.
<Aronio?>
[590 słów: Cytrynek otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

19 kwietnia 2021

Od Aronii CD Cytrynka

Zaniepokoiłam się o Cytrynka. Czy na pewno mógł już wyjść z legowiska medyczki?
Sposób, w jaki się zachował, nie wyglądał mi na normalny. Tak jakby peszył się lub bał, którejś z nas. Wiem jedno, na pewno nie chodziło mu o mnie, co dawało mi do zrozumienia, że musiało iść o Konwalię. Nie chciałabym być powodem wątpliwości, więc współczułam siostrze. Patrzył się na suczkę, i mogłabym przysiąc, że bił się z myślami. Cóż, tak naprawdę rozumiem to. Trudno zrozumieć moją siostrę i może być ona powodem rozterek.
Ruszyłam więc do żłobka, aby upewnić się, że wszystko dobrze. Zanim jednak tam dotarłam, przypomniałam sobie o rannej przyjaciółce. Zmieniłam zdanie i poszłam do medyczki.
— Nie przeszkadzam? — spytałam, oglądając się na wejście do legowiska. Zobaczyłam zamyśloną Sikorkę. Prawdopodobnie myślała właśnie o swoim bracie. Jak się okazało, nie myliłam się.
— Coś się dzieje z Cytrynkiem. Widziałam, co się stało — oznajmiła, nie odpowiadając mi nawet na pytanie. Jakbym o tym nie wiedziałam! Uważałam jego zachowanie za chwilowe, nie trwałe, lecz nic nie powiedziałam. Zaczęłam się zastanawiać, jakim cudem to oglądała zajście. Rozejrzałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakichś dziur. Oczy Sikorki rozszerzyły się — taką niepewność widziałam u zakochanych psów.
Zaśmiałam się i przerwałam poszukiwania. Czyżby? Cytrynek jest jeszcze młody, nawet nie został uczniem. Co Sikorka może o tym wiedzieć? Z tego co wiem, nigdy się nie zakochała. Zresztą, nie wygląda na psa, którego obchodzą sprawy miłosne. Ona jednak nie śmiała się, jedynie popatrzyła się na mnie w ten sposób, w jaki patrzą się wszyscy żartownisie, kiedy powiedzą raz w życiu coś poważnego, a inni się z przyzwyczajenia śmieją.
— Śmiej się, śmiej. Mnie jest go szkoda.
— Nie powiedziałam, że mi go nie jest. W końcu dostał kamieniem w pysk — oponowałam. — Ale wyciągajmy pochopnych wniosków. À propos, jeżeli chcesz gadać o takich sprawach, to może nie wciągajmy w to medyczki.
Kremowa suczka popatrzyła się na mnie z niedowierzaniem. Zniknęło ono jednak, jak tylko zobaczyła minę medyczki mówiącą „Ja nic nie słyszałam”, po czym odwracającą się do nas tyłem. Nakazała szczeniakowi zjeść zioła, więc pożegnałam się i wyszłam. Wróciłam na trasę do żłobka. Weszłam do środka.
— Jesteś tam, Cytrynku? Czy wszystko u ciebie w porządku?
Nie dałam mu nawet odpowiedzieć, ponieważ szybko wystąpiłam z propozycją.
— Może przejdziemy się dookoła obozu? — Pewien pomysł wpadł mi do głowy. Postanowiłam, iż dam radę ich pogodzić. — Z Konwalią? 
<Zapraszam do kontynuacji. Cytrynku?>
[385 słów: Aronia otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

Od Cytrynka CD Aronii

Okropnie się nudziłem w legowisku medyków. Na szczęście — albo raczej nieszczęście — towarzystwa dotrzymywała mi moja siostra, Słodycz. Jak się okazało, nabawiła się okropnego bólu brzucha, bo się czymś zatruła. W sumie to razem z nami powinna siedzieć także Sikorka, ponieważ obiecała to mi, jak i Aronii, jednak gdzieś sobie poszła. Mój pysk jak i płuca były już w znacznie lepszym stanie. Jak widać, codzienne łykanie ziół i lizanie miodu się na coś zdało. Musiałem zwalczyć ochotę porozmawiania ze Słodyczą, ponieważ gryzła się w brzuch, kopała i wiła niczym wąż na posłaniu, rozrzucając wszędzie szmatki. Dopiero medyczka musiała jej pomóc i w końcu chyba poczuła się lepiej. Naprawdę podziwiam medyków — ich cierpliwość, więź z Gwiezdnymi i umiejętności, które muszą nabyć. Ja bym nie dał rady użerać się ze starszyzną, czy pomagać w porodzie. Z zamyślenia wyrwały mnie jakieś krzyki psów. Poznałem głosy Fiołka i Sikorki. Minęło zaledwie parę uderzeń serca, gdy obie wpadły do legowiska medyczki.
— Sikorka ma paskudne rany — wyszczekała z przejęciem Fiołek, namawiając Sikorkę, by oparła się o nią. — Nie chce powiedzieć, co jej się stało.
Z przerażeniem dostrzegłem rany rozciągające się na jasnorudej sierści mojej siostry. Sikorka zaśmiała się nerwowo, niepewnie liżąc swoją łapę, na której znajdowało się największe zadrapanie. Stojąca obok niej Fiołek polizała ze współczuciem Sikorkę. Była taka miła — pełna empatii i oddania. Popatrzyłem się w jej oczy. Były czekoladowe, pełne miłości i piękna, zupełnie, jakby nie należały do suczki, która ma zaledwie dwa księżyce, lecz do gwiezdnej, wspaniałej wojowniczki. Zamrugałem i odwróciłem wzrok, próbując przegnać z pamięci jej czekoladowe oczy. Jak przez mgłę usłyszałem, że nie muszę już siedzieć całe dnie u medyczki, lecz wystarczą mi regularne kontrole. Zamyślony, na miękkich łapach wyszedłem z posłania, pozostawiając w pomieszczeniu moje chore siostry. Niemal zderzyłem się z Aronią i Konwalią.
— O! Już nie musisz siedzieć u Ciemnego Kła? — zapytała się radośnie Aronia.
Jej siostra zlustrowała mnie tylko spokojnym wzrokiem, delikatnie unosząc kąciki warg, a jej oczy rozbłysły.
— Eee… — Zamrugałem, próbując zmusić mój mózg, by pomyślał o czymś innym, niż o Fiołku. W końcu mi się to udało. — Tak, tak. Znaczy nie, nie muszę. Świetnie się składa, bo za księżyc zostanę uczniem — powiedziałem, wysilając się na sympatyczny uśmiech. — Muszę tylko pamiętać o kontrolach i oszczędzaniu sił — pragnąłem już zakończyć naszą rozmowę i spokojnie pomyśleć. — No to cześć!
Szybko wyminąłem zaskoczone suczki. Nie byłem do końca pewny, czy nie zaczęły uważać, że jestem na nie obrażony. Popatrzyłem się więc przez ramię i z ulgą stwierdziłem, że nie wyglądają na urażone. Jedynie Konwalia posłała mi spojrzenie pełne zdumienia, żalu, zrozumienia i smutku. To była dziwna mieszanka. Nie byłem pewny, czy nie zaczęła czegoś podejrzewać — ale niby co? Że widziała Fiołka i mnie? Ale przecież nic się nie zdarzyło! Co ona myśli, że mam pięć księżyców i już będę leciał na jakąś o wiele młodszą ode mnie suczkę? Muszę się skupić na zostaniu uczniem i treningu! Zresztą, co ona wie o miłości?... Dotarło do mnie, że te jej wszystkie nieśmiałe spojrzenia i zaintrygowanie, było nie było tym, za co je brałem. Gdy jeszcze raz się popatrzyłem za siebie, nie zobaczyłem Konwalii — pewnie poszła do legowiska Ciemnego Kła i Lisiego Wrzasku. Widząc więc zakłopotaną minę Aronii pomerdałem jej ogonem i rzuciłem pośpieszne „do zobaczenia”, znikając w żłobku.
W sumie, gdy się dłużej nad tym zastanowiłem, stwierdziłem, że zachowałem się śmiesznie. Konwalia ma dwa księżyce. DWA. Cytrynek, lecz się.
<Aronio, może jakaś reakcja, przemyślenia, cokolwiek?>
[556 słów: Cytrynek otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia, Sikorka zostaje wyleczona]

16 kwietnia 2021

Od Aronii CD Cytrynka

Zawsze wiedziałam, że moja siostra jest dziwna lub wyjątkowa — można to nazwać na wiele sposobów. Chyba jednak nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo. Ile jeszcze jest takich psów? Na pewno wcale, lub niewiele. Popadłam w zadumę.
Często jej tego zazdrościłam. Zawsze potrafi powiedzieć coś takiego, że wszyscy wokół są zaskoczeni. Jej aura tajemniczości jest niemal namacalna, i świetnie współgra z jej niepowtarzalnym zachowaniem. Podczas rozmowy z nią czujesz, jak twój umysł się otwiera i zaczynasz rozumieć rzeczy, które wcześniej były niezrozumiane. Widzisz więcej i otwierasz się przed nią, chociaż jeżeli nigdy z nią nie rozmawiałeś, to zapewne będziesz w to wątpił. Wydaje się ostatnią odpowiednią to tego osobą. Jak często pierwsze wrażenie jest mylne! Większość psów, jeżeli chce taka być, zacznie udawać i się zmieniać. Sama przez długi czas starałam się ją naśladować, jednak spełzło to na niczym. Jej sunący chód w niczym nie przypominał mojego rozkraczonego. Ona nic nie musi — dostała to wszystko w darze, w chwili narodzin. Ja natomiast żałuję, że nie dostałam niczego takiego. Jestem zwykłym, głupim, niedoszłym mordercą. I nie znaczy to, że się nie akceptuję. Po prostu żałuję, że taka nie jestem, a nie oznacza to, że chcę się zmieniać? No dobrze, źle to sformułowałam. Wiem, że mogę być gorsza. Jak szkoda, że nie mam krótkiego futra… Znaczy, jak fajnie, że mam długie i takie… kolorowe. Z zamyślenia wyrwał mnie głos przyjaciółki.
— Więc bardzo dziękuję, że nam wybaczyłeś — powiedziała zadowolona Sikorka, która zapomniała już, iż miała mu usługiwać i pędem wyruszyła do wyjścia. Zapewne dogoniła Konwalię i zaproponowała jej złożenie kolejnego „wynalazku”, ponieważ słyszałam jej podekscytowane piski. Nie miałam jej tego za złe, ponieważ już taka była — podobnie jak Konwalia. Jak można mieć pretensje do kogoś, że się taki urodził?
— Ja też dziękuję, i jeszcze raz przepraszam. — Kiwnęłam na niego głową. — Jeżeli czegoś będziesz potrzebować, to mów. Będę stała niedaleko.
Rozglądnęłam się, w poszukiwaniu dogodnego miejsca, aby spocząć, bo łapy zaczęły mnie boleć.
<Cytrynku?>
[318 słów: Aronia otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

Od Cytrynka CD Aronii

Próbowałem odezwać się, uspokoić roztrzęsione suczki i im wybaczyć, jednak mimo najszczerszych prób z mojej strony, nie mogłem wypowiedzieć ani słowa, a zamiast tego zacząłem kaszleć krwią. Poczułem na sobie badawczy wzrok medyczki, próbującej ocenić, czy powinna wypłoszyć stąd suczki. Zaprzestałem więc próby odezwania się i jedynie kiwnąłem powoli głową, pilnując, by krew nie kapała mi z kącików warg.
— Czyli nam wybaczasz? — wyszeptała Aronia, przeszywając mnie swoimi lodowymi oczami.
— Yhrrmm… — wycharczałem z trudem. Szkoda by było, gdyby i one coś sobie zrobiły, obawiając się, że się na nich obrażę. Wystarczy, że ja oberwałem.
— Oh, to świetnie, świetnie, braciszku — odezwała się Sikorka. — Nie wiem, co teraz sobie o mnie myślisz, ale nie zabiłabym nikogo tak zabawnego, jak ty! No naprawdę, super, że żyjesz! — zaśmiała się cicho, jednak widząc pełne dezaprobaty spojrzenie Aronii, natychmiast zamknęła pysk.
— Nie bałeś się umierać. Myślę, że jesteś zawiedziony — odezwała się milcząca dotąd Konwalia, wpatrując się gdzieś w dal. — To musi być rozczarowujące, być blisko czegoś, co jest jedynie dla wybranych, by potem otworzyć oczy i zobaczyć, że jesteś w świecie zwykłych Dwunożnych, gdzie jesteś tylko psem.
Słuchałem jej uważnie i zaskoczony spostrzegłem, że gdybym umarł, nie miałbym nic do powiedzenia, jednak i to by miało swoje plusy. Zobaczyłbym tyle nieznanych mi dotąd psów! Czekałoby mnie tam tyle wrażeń! Zamerdałem podekscytowany tą myślą ogonem. Jednak zostanę przy moim zdaniu; do Coelum mogę trafić zawsze, a życie w tym świecie mam tylko jedne. Jedne, jedyne.
— Czy ty właśnie mu powiedziałaś, że szkoda, że żyje? — Sikorka wytrzeszczyła oczy, wpatrując się z przerażeniem w czarnobiałą suczkę. — Masz pszczoły w mózgu?
Konwalia uniosła głowę i popatrzyła się na nią spojrzeniem, mówiącym: „ty nic nie rozumiesz”.
— Patrzysz się jak przywódca — powiedziała urażona Sikorka, walcząc z napadem śmiechu z powodu miny Konwalii, jednak kontynuowała: — Ale nie ruszysz pazurem, by pomóc innym.
I w tym momencie Konwalia zrobiła coś, czego najmniej się spodziewałem, jednak tym samym zdobyła u mnie punkt, ponieważ nie ciągnęła kłótni.
— Niech Gwiezdni oświetlają wam wszystkim drogę. Jakąkolwiek z możliwych dróg wybierzecie.
I wyszła z legowiska medyczki, a my wymieniliśmy między sobą zaskoczone spojrzenia.
<Aronio?>
[343 słowa: Cytrynek otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

15 kwietnia 2021

Od Aronii CD Cytrynka

Spanikowałam. Czy jestem mordercą? Ja mam dopiero księżyc, dlaczego ja gwiezdni? Dlaczego?! Moja duma ucierpiała, mój honor ucierpiał, i, co najważniejsze, Cytrynek. Chcę się zabić, najlepiej w jak najbardziej bolesny i długi sposób. Wszystkie psy się na mnie patrzą, wszyscy narzekają na mnie, ale najgorsze co się stało to przerażony wzrok Słodyczy. Biedna suczka, zabiłam jej brata! Nawet Sikorka zaczęła zdawać sobie sprawę, że jeżeli Cytrynek umrze, to będzie jej wina i kręciła się dookoła, przepraszając o dziwo zawodzącą Słodycz, zamiast jej brata.
Kręciłam się koło legowiska medyków, jednak nie chciano mnie wpuścić do środka. Rozumiałam to, przecież mogę dobić nieszczęsnego szczeniaka. Mimo to dostałam szału i waliłam głową we wszystko, co widziałam.
— Aronio, to boli! — krzyknęła Sikorka kiedy uderzyłam ją, zaraz po tym przysiadając. Znieruchomiałam, zastanawiając się, czy nie zabiłam kolejnego psa.
— Śmierć to nic złego — zaczęła Konwalia, lecz przerwałam jej, warcząc. — Daj spokój, przecież nie dokończyłam! Mimo iż nie jest zła, to dzisiaj nie spotka Cytrynka.
A ona co? Medyk? Nie obchodzą mnie jej proroctwa, zaraz umrę z żalu, jeżeli nie rozszarpie mnie Biała Gwiazda! Jestem MORDERCĄ, zabiłam SZCZENIAKA. Jestem głupia, jak ten but leżący pod zawaloną ścianą. Błagałam w myślach gwiezdnych, aby zabrali mnie zamiast jego.
Trafię do Infernum.
Kiedy zrozumiałam, co to oznacza, zakręciło mi się w głowie. W tym samym momencie usłyszałam jak przez mgłę wieść, że zdrowie Cytrynka nie jest zagrożone, jednak musi zostać pod obserwacją. Sikorka zaczęła piszczeć ze szczęścia, a ja nie zważając na przerażone spojrzenie Słodyczy, wbiegłam do legowiska. Średnio obchodziło mnie, że zapewne uważa, iż zezłoszczona idę dobić jej brata.
— Cytrynku! Żyjesz! Tak strasznie, strasznie, STRASZNIE cię przepraszam! Nigdy w życiu już nie dotknę katapulty, przysięgam! — Sikorka, która wbiegła za mną, wyglądała na oburzoną, jednak przyłączyła się do przeprosin.
— Będziemy cały czas na zmianę koło ciebie, aby przynosić ci wody i wymieniać mech — gadała, wymieniając wszystkie usługi, które będziemy mu świadczyć. Przytaknęłam, chociaż wątpiłam, czy dotrzyma połowy z obietnic. Upewniłam się, że jest przytomny i kontynuowałam.
— Wybacz nam! Jeżeli będziesz już na tyle silny, aby utrzymać kamień, to walniesz nim mnie w płuca 10 razy! 20! 100, w serce, jeśli tylko zechcesz! Powieszę się na sznurze, jeżeli takie jest twoje życzenie. — Medyczka westchnęła, widocznie nie pierwszy raz spotykając się z takim zachowaniem, ze strony szczeniąt. — … Tylko proszę, proszę, błagam cię, wybacz nam. 
<Cytrynku?>
[382 słowa: Aronia otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

Od Cytrynka CD Aronii

Patrzyłem się twardo na dwie suczki, nie dając nic po sobie poznać. Sikorka była moją siostrą i oczekiwałem jakichś przeprosin z jej strony, a nie, że Aronia wszystko za nią naprawia.
— Nie, dziękuję. Niby dlaczego miałbym zachorować? Nie mam żadnej rany, więc zakażenie mi nie grozi — uspokoiłem suki. — Bez obaw i dzięki za troskę.
W rzeczywistości nie miałem zielonego pojęcia o chorobach i zignorowałem fakt, że jest mi coraz trudniej złapać oddech i delikatnie bolą mnie żebra.
— Cytrynku, dostałeś dużym kamieniem prosto w płuca. To się źle skończy – próbowała mnie przekonać Aronia.
— Mam tylko parę siniaków. — Przewróciłem oczami i otworzyłem pysk, chcąc im powiedzieć, że się zastanowię, bo chciałem, by już mnie zostawiły w spokoju. Zdziwiony jednak poczułem krew w przełyku. Powoli pochyliłem pysk i obserwowałem, jak kapie z niego krew. Widać, Aronia i Sikorka były tak samo zaskoczone jak ja i wytrzeszczonymi oczami patrzyły się na czerwone krople krwi. Nie mogłem złapać oddechu i z tego wszystkiego zaczęło mi się kręcić w głowie. Wszystko wokół zaczęło się rozmazywać, zobaczyłem tylko śmiejącą się z nerwów Sikorkę, milczącą i patrzącą na mnie ze spokojem Konwalię oraz wołającą pomoc Aronię. Usłyszałem krzątaninę wielu psów, wrzeszczących na Sikorkę i Aronię, popychających Konwalię i szturchających mnie pyskami.
— Potrzeba podbiału na oczyszczenie płuc i ziarna maku na ból. Na duszności ziele tymianku, liście mięty i maliny, szybko! — wołał jakiś pies, pewnie jeden z medyków, ale nie poznałem głosu.
— Jeszcze żyje, to chyba stłuczenie płuc! — zawołał któryś.
— To jeszcze szczeniak, jak mogła go tak walnąć własna siostra?
— Podobno dostał kamieniem.
— Kamieniem? Te szczeniaki są coraz gorsze!
Powoli się zatoczyłem i upadłem, z pyska leciała mi krew, a oddech był nierówny.
Bałem się o moje życie. Zdążyłem jeszcze zauważyć wpatrzoną prosto w moje przerażone oczy Konwalię. Siedziała spokojnie, łagodnie mi się przypatrując. W jej postawie było coś takiego kojącego, jakby dawała mi do zrozumienia, że wszystko się dobrze skończy. Zaraz potem pochłonęła mnie ciemność.
 <Aronio?>
[317 słów: Cytrynek otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]