Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stracony Pazur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stracony Pazur. Pokaż wszystkie posty

19 lipca 2022

Od Straconego Pazura CD Nocnej Łapy (Pręgi)

Początkowo akcja dzieje się w pierwszym dniu bycia mentorem Straconego Pazura. Później przeskakuje do dnia mianowania Nocnej Pręgi. W czasie rządów Brązowej Gwiazdy.
Nocna Łapę zapamiętałem jako małego kurdupla, który radośnie, niewinnie i bardzo wkurwiająco plątał mi się pod nogami.
Załamał się dopiero nieszczęśnik, któremu przyszła Nocna Łapa po raz trzeci podczas zaledwie kwadransa przydeptał ogon w pełnym ekscytacji plątaniu się pod nogami. Nocek otwierał już pysk, spiesząc z gorącymi przeprosinami, ale delikwent z szaleństwem w oczach również miał otwarty pysk — a słowa, które zeń wypłynęły, bynajmniej nie były zapewnieniem o owocności ich współpracy.
Dlatego byłem bardzo zdziwiony, gdy okazało się, że uczeń, który stoi przed moim legowiskiem, jest jego totalnym przeciwieństwem. Przez jego długie, pajęcze nogi, proporcjonalną, wyrośniętą sylwetkę i ten spokój bijący z jego postawy, wydawał się kimś zupełnie innym. Jedynie kolor sierści i oczu pozostał, oczywiście, taki sam.
Jednak to, co mnie naprawdę zaskoczyło, to jego smutne spojrzenie.
Wyrzuty sumienia załaskotaly mnie delikatnie w brzuch, bo zdałem sobie sprawę, że już niemal zapomniałem o tym, iż Nocna Łapa stracił niedawno swoją matkę. To musiało być bolesne dla niego, a w dodatku teraz to ja będę na miejscu Pręgowanej Skóry — będę jego mentorem.
— Cześć kurdup- młody — poprawiłem się szybko, przeklinając w duchu własną głupotę. Nie był już w ogóle kurduplem.
— Dzień dobry — przywitał się uprzejmie. Nie bardzo byłem w stanie odczytać jego emocje. Jego pysk pozostawał opanowany, skupiony. Widać było, że jeszcze przeżywa stratę matki. Dlatego przede wszystkim chciałem z nim pracować powoli i głównie powtarzać stare elementy, aż nie będzie gotowy na coś nowego. Nie chciałem go jeszcze bardziej dobijać.
— Chodź, może spróbujemy coś upolować, tak na luzie — zaproponowałem. — Jestem pewny, że nam obu pójdzie ci lepiej, niż tamtym razem.
Pacnąłem go żartobliwie łapą.

***
 
Polubiłem go.
Było widać, że na każdym treningu dawał z siebie dwieście procent. Zawsze starał się być skupiony na swoim zadaniu, mimo że był obdarzony impulsywnym charakterem. Szanował mnie, więc ja szanowałem jego. Te księżyce, które spędziłem na jego nauczaniu, bardzo szybko mi zleciały. Cieszyłem się, że to właśnie on był moim pierwszym uczniem. I choć nie ja przeprowadziłem jego cały trening, to dokończyłem go i uzupełniłem o najtrudniejsze wojownicze manewry (i nie tylko wojownicze, bo nawet pokazałem mu parę tych, których się nauczyłem, żyjąc jako samotnik. Może nie są za eleganckie, ale w trakcie prawdziwej bitwy przyda się parę nieczystych akcji, choćby na zdezorientowanie przeciwnika).
To, jaki progres zrobił od naszego pierwszego polowania, był super. Wlałem w jego główkę całą wiedzę, jaką sam posiadałem.
— Naprawdę zabierzesz mnie na polowanie? — upewnił się i zaraz ponownie zamknął pysk. Jeżeli Stracona Łapa nie wyglądał na przekonanego do własnego pomysłu już wcześniej, to teraz jego błękitne oczy aż lśniły podejrzliwością.
— Mam jakiś powód, żeby tego nie robić? — odpowiedział pytaniem na pytanie, unosząc nieznacznie brew. — To przecież nie twoje pierwsze polowanie, nie?
— Moje? Nie, dlaczego? Nie! — zaprotestował, kręcąc gwałtownie głową.
Starszy pies westchnął ciężko, podniósł się i zaczął kierować się w stronę wyjścia ze stajni, po drodze trącając go — szorstko, ale nie wkładając w uderzenie siły — w ucho. Pisk Nocka był wywołany zaskoczeniem, nie bólem (nic dziwnego; kary cielesne i Obłoczne Poroże nie miały w zwyczaju iść ze sobą w parze); nie zmieniało to faktu, że patrzył na starszego psa szeroko otwartymi oczami pełnymi szczerego zdumienia.
— Nie okłamuj innych, kurduplu, jesteś w tym tragiczny. — Stracona Łapa zerknął na niego z politowaniem, przekraczając próg. — No dalej, idziesz czy nie?
Gdy nadszedł dzień jego mianowania, jedyną osobą, która była bardziej dumna z Nocnej Łapy niż ja, był jego ojciec, Obłoczne Poroże.
— Ja, Brązowa Gwiazda, lider klanu Ventus, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tego ucznia. Ciężko pracował, by zrozumieć nasz szlachetny kodeks, więc polecam go wam jako wojownika. Nocna Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia? — pytanie przywódcy odbiło się echem od stajennych ścian.
Przyłapałem się na tym, że wstrzymuję oddech.
— Obiecuję.
Mimo że każdy znał z góry odpowiedź Nocnej Łapy, w jego pysku zabrzmiała ona szczerze, z pewnością siebie, jakby wcale nie była taka oczywista.
— A zatem mocą Coelum nadaję ci Twoje imię wojownika. Nocna Łapo, od dziś znany będziesz jako Nocna Pręga. Gwiezdni honorują twój spokój i determinację, a my witamy cię jako pełnoprawnego członka Ventusu.
Byłem cholernie dumny z Nocnej Pręgi. Dotarło też wtedy do mnie, że nigdy nie przypuszczałem, jak wiele frajdy dawało mi takie szkolenie młodziaków.

Koniec wątku Nocnej Pręgi i Straconego Pazura.
[697 słów: Stracony Pazur otrzymuje 6 PD]

22 listopada 2021

Od Straconej Łapy (Straconego Pazura)

Czas szybko leciał. Jeszcze z rok temu, a może i więcej, nigdy bym nie uwierzył, że dołączę do jakiejś sekty zdziczałych psów i będę u nich trenował. A tutaj proszę; nawet zakończyłem swój trening.
Albo raczej: prawie zakończyłem. Zostało mi jeszcze coś do roboty.
Dzień — albo raczej wieczór — był piękny. Słońce powoli zachodziło, niebo przybierało odcień głębokiej pomarańczy, gdzieniegdzie pomieszanej z czerwienią. Ptaki powoli cichły, ale za to, niestety, komary rzucały się, by kąsać wszystko, co się ruszało.
— Stracona Łapo, podejdź na chwilę — odezwał się do mnie Krzemienny Pazur. Właśnie wracaliśmy z dość nudnego patrolu. Zresztą, nigdy nie lubiłem patroli. Nic się nie działo, a jeszcze, jak były w brzydką pogodę, to już totalne gówno. Jedyne, co się robiło, to chodziło i zaznaczało teren. Raz znaleźliśmy szczątki borsuka, ale było to dawno temu. Parę razy dwunożni weszli na nasze terytorium, była jakaś afera z wnykami, jednak na wszystkich patrolach, na jakich byłem, cały czas były nudy.
Może to też dlatego, że naprawdę rzadko na nie chodziłem.
Nieważne.
— Chciałbym ci powiedzieć, że jesteś gotowy na ocenę — burknął, patrząc się mi prosto w oczy. Coś mnie w środku zmroziło.
— Kiedy? — odparłem, wysilając się na pewny ton głosu. Uniosłem pysk w stronę słońca. — Za niedługo się ściemni.
Mój mentor wyglądał, jakby był gotowy napluć mi prosto w pysk. Śmieszne, bo pomiędzy nami była różnica dwóch księżyców. On po prostu urodził się w klanie, a ja miałem tyle szczęścia, by zdążyć posmakować życia w samotności zdobywając doświadczenie.
— Teraz.
Wytrzeszczyłem oczy.
— Ale-e…
— Masz być wojownikiem. Jeszcze jest jasno. — i nie czekając na moją reakcję, cofnął się, po czym odbiegł ode mnie, znikając w polu zboża.
Na sztywnych nogach ruszyłem przed siebie. Serce waliło mi w piersi.
„Już teraz, naprawdę?”
Posmakowałem nerwowo powietrza, nabierając głębokich wdechów. To pozwoliło mi się wyciszyć.
Złote kłosy łaskotały mnie po pysku i ciągnęły się aż po horyzont. Nie widziałem wokół siebie nic, tylko tysiące roślin, a nad głową kawałek błękitnego nieba, z pomarańczowymi chmurami. Słońce rzucało złote promienie na kłosy.
Nagle dwa bażanty przebiegły mi przed nosem. Gdy zdały sobie sprawę z zagrożenia, odskoczyły sparaliżowane. Zaraz potem rzuciły się do ucieczki.
Jeden z nich był jednak wolniejszy. Skorzystałem z okazji, rzucając się na niego. Grzmotnąłem o ziemię, ale chociaż udało mi się zmiażdżyć przy tym tłustego ptaka. Lekko skrępowany przekręciłem pysk, przyglądając się zmasakrowanemu, martwemu zwierzęciu.
Szybkim ruchem wygładziłem mu piórka, by wyglądał lepiej. Na szczęście tylko jego łeb był miazgą; reszta wyglądała całkiem w porządku.
Wziąłem zwierzynę w pysk i zawróciłem do obozu. Przedzierając się przez pole, szedłem cicho, starając się pokazać moje umiejętności, bo polowanie, jakie zademonstrowałem, było… niezwykłe. W drodze powrotnej ujrzałem mysz. Cichuteńko odłożyłem na chwilę bażanta, by rzucić się na gryzonia. Zabiłem go jednym uderzeniem łapy. To, w przeciwieństwie co cyrku, który odwaliłem wcześniej, było cholernie ładne.
Zadowolony, wróciłem do obozu z dwoma łupami. Krzemienny Pazur dotarł tam chwilę później, zamieniając ze mną parę słów. Przy okazji dopytał się o kodeks wojownika, a ja oczywiście oddzieliłem poprawnych odpowiedzi. Porozmawialiśmy chwilę, dość sucho, po czym podszedł do Brązowej Gwiazdy, mamrocząc coś do niego.
Lider przelotnie na mnie zerknął, uśmiechając się lekko. Po chwili zwołał zgromadzenie klanu pod Suchym Snopem.
— Ja, Brązowa Gwiazda, lider klanu Wietrznych, Ventusu, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tego ucznia. Ciężko pracował, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam go wam jako wojownika. Stracona Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia?
Zamarłem na sekundę, starając się pozbierać myśli.
— Tak, oczywiście.
Kurwa. Idiotycznie zabrzmiało. Za sucho, za sztucznie.
— A zatem mocą Coelum nadaję ci imię wojownika. Stracona Łapo, od dziś będziesz znany jako Stracony Pazur. Udowodniłeś, że, mimo iż nie narodziłeś się wśród nas, jesteś godnym, uczciwym i pozytywnie upartym psem. Gwiezdni honorują twoją determinację i szczerość, a my witamy cię jako pełnoprawnego wojownika Ventusu!
Skinąłem głową, zadowolony, że lider wysłuchał mojej dawnej prośby, gdy dołączałem do klanu i nazwał mnie Pazurem. Kątem oka spojrzałem na łapę, w której brakowało mi pazura.
Brązowa Gwiazda położył pysk na mojej głowie, a ja liznąłem go skąpo w bark. Wojownicy wykrzyczeli moje nowe imię.
Poczułem, że nie żałuję decyzji dołączenia do Ventus. Z emocjami rozglądnąłem się po tłumie, zawieszając wzrok na Milczącej Łapie.
[696 słów, Stracony Pazur otrzymuje 6 punktów doświadczenia]

Od Straconej Łapy CD Nocnej Łapy

Akcja dzieje się w zimie, kiedy były mrozy. Brr.
— Kur-..duplu, uważaj, jak łazisz! — krzyknąłem, gdy szczenięce ciałko przymiażdżyło mi ogon. Naprawdę, ja rozumiem, że są mrozy i każdy chce się zaangażować w pracę — nawet szczenięta. Ale dlaczego, do jasnej ciasnej, szczenię, które nie umie ogarnąć swojego dupska i po raz setny na mnie wpada, w ogóle łudzi się, że w czymkolwiek pomaga?
Widząc jednak zaskoczoną minę Nocnej Łapy, jego ogon, przed chwilą merdający, a teraz oklapnięty, coś we mnie drgnęło.
— Przepraszam, Stracona Łapo. — Młody uczeń uchylił przede mną głowę. — Chcę w czymś pomóc. Co mogę robić? Masz jakiś pomysł?
Obdarzyłem go twardym, jak zwykle spojrzeniem, jednak rozluźniłem się i zabierając ponownie głos, przybrałem lżejszy ton. A przynajmniej się starałem. Myślę…, myślę, że mi się udało.
— Cóż, na pewno możesz bardziej uważać, gdzie stawiasz łapy — odparłem dość spokojnie. Zlustrowałem ucznia wzrokiem. — Możesz rozdać starszyźnie zwierzynę, pewnie są głodni.
Nocna Łapa wyprężył się. Tryskał z dumy.
— Już to zrobiłem — odparł uroczyście, delikatnie się uśmiechając.
Zaskoczył mnie ten młody osobnik.
— No to może… — Szukałem w głowie jakiegoś pomysłu, który byłby idealny dla paruksiężycowego szczeniaka, a jednocześnie spowodowałby, że nie będzie mi się plątał pod łapami i przeszkadzał całemu klanowi. — A wyczyściłeś im sierść z kleszczy?
Nocna Łapa wyglądał na zakłopotanego. Podrapał się łapą za uchem, a jego spojrzenie stało się niepewne.
— W porze nagich drzew… — zaczął. — W porze nagich drzew nie ma kleszczy…
Fakt.
Starałem się nie pokazać, jak bardzo jestem zmieszany brakiem myślenia z mojej strony.
Zapanowała cisza.
— Wiesz co? — mruknąłem po kilkunastu długich sekundach. Nocna Łapa na moje słowa znów nabrał pewności. — Skoro już jesteś uczniem, a nie szczeniakiem, a ja, chociaż nadal się uczę, jestem dorosły… — przerwałem. Nie do końca o to mi na początku chodziło: nie będę miał spokoju. Jednak czułem się idiotycznie, a młody nadal nie będzie miał zajęcia. — …To zapolujmy dla klanu. Albo poćwiczmy ruchy bitewne. Chyba że masz inny pomysł — skończyłem.
Nocna Łapa wyjrzał przez okno stajni, które było całe oszronione i zasypane śniegiem. Pogoda nie dopisywała. Zamrugał oczami, gdy śnieg powoli osunął się z parapetu z zewnątrz, z hukiem spadając.
Po chwili otworzył pysk. Wyraźnie podjął jakąś decyzję.
<Nocna Łapo?>
354 słów, Stracona Łapa otrzymuje 3 punkty doświadczenia i 2 punkty treningu ]

11 września 2021

Od Straconej Łapy CD Milczącej Łapy

akcja dzieje się w lecie, podczas suszy
Odprowadziłem sukę ponurym wzrokiem, a gdy ta zniknęła z mojego pola widzenia, utkwiłem spojrzenie w klejącą, złotą maź, którą zostawiła przed moim nosem. 
Milcząca w jednym miała rację — klanowi brakowało zwierzyny, a susza utrudniała i treningi, polowania, i patrole. Zmarszczyłem brwi, ze znudzeniem wąchając miód. 
Niepewnie, z obrzydzeniem wystawiłem język, jego koniuszkiem dotykając płynu. Jakimś cudem powstrzymałem odruch wymiotny. 
Zmrużyłem oczy, postanawiając policzyć w myślach do trzech; nie minęły dwie sekundy, gdy nagłym liźnięciem wpakowałem cały miód do pyska, wraz z przyklejoną do niego ziemią i, co najgorsze, liśćmi. 
Myślałem, że się porzygam. 
Wywaliłem oczy, niemal krztusząc się bezkształtną papką. Zmusiłem się do przełknięcia wszystkiego na raz, po czym, z okropnym posmakiem na języku, zacząłem szukać wody. 
Nerwowo latałem po obozie to tu, to tam, węsząc za wodą. Przełyk palił mi się żywym ogniem, a pozostałości słodkiego miodu wraz z rozkruszonymi liśćmi powodowały zawroty głowy. 
Wpadłem na myjkę, potrącając ucznia, który właśnie chłeptał wodę z kałuży. Niemal nie zauważając kłaków końskiej sierści w brudnej toni, nachyliłem się nad życiodajnym płynem, zaspokajając moje pragnienie. 
Piłem coraz szybciej i szybciej, a kałuża tak samo szybko się zmniejszała. Pies, którego potrąciłem, stał za mną, obserwując moje poczynania ze zdziwieniem i obrzydzeniem. Miałem go w dupie.
— Włóczęgo — syknął tamten, gdy wychłeptałem praktycznie całą wodę. — Ładnie tak kraść wodę urodzonemu wojownikowi? — pokręcił głową, wywijając wargi. Zmierzył mnie pełnym wyższości wzrokiem. — Ja, Krwiste Żebro, zasługuję na wodę bardziej, niż ty. Bryzowa Gwiazda to głupia suka, jeśli uważa, że ktoś tak nisko urodzony jak ty, Krakers, nadaje się na członka klanu.
„Spierdalaj, gówniarzu” syknąłem, odwracając się do ucznia tyłem. Jaki bezczelny dupek. Miałem zamiar odejść, gdy zatrzymałem się, nagle. Tu chodzi o mój honor.
— Naprawdę uważasz się za lepszego ode mnie? — spytałem niebezpiecznie spokojnym tonem. 
Uczeń nawet nie drgnął. 
— Masz z sześć księżyców, co? — kontynuowałem. — Co ty wiesz o życiu? Podczas gdy ja zdobywałem doświadczenie, włócząc się samotnie, zdobywając dla siebie pożywienie i walcząc o życie, ciebie nawet nie było na świecie — warknąłem. — Przeżyłeś jakąkolwiek porę nagich drzew? Jedyne, co umiesz upolować, to własne gówno i żyjesz na łasce psów, które umieją coś zrobić; przynosimy ci jedzenie, zapewniamy schronienie. Sam nic byś nie zrobił — przybliżyłem pysk do jego nosa. Szczenię stało niewzruszone. — Ugryź się czasem w język, zanim ktoś ci go nie odgryzie. — „Na przykład ja” — dodałem w myślach. 
Wtem zza myjki dało się słyszeć tupot psich łap. 
Obdartusek warknął głośno, niemal łapiąc mnie zębami za oko. Szybko odskoczyłem, stając prosto akurat wtedy, gdy wyłoniła się grupa psów, przygotowująca się na patrol. 
Ze strony ucznia usłyszałem ciche buczenie. 
— Stracona Łapo? — zwrócił się do mnie Pokrzywowy Nos. — Pójdziesz z nami na patrol? 
W grupie wojowników dostrzegłem Milczącą Łapę i Spalone Życzenie. 
Kiwnąłem nieznacznie głową, posyłając zaczepny uśmiech w stronę nakrapianej, brązowo-białej suczki. Uniosła brwi, obdarzając mnie stalowym spojrzeniem. 
— Pewnie.

<Milcząca Łapo?>
[483 słów: Stracona Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia oraz 1 Punkt Treningu]

16 lipca 2021

Od Straconej Łapy

Wybudziłem się ze snu i gwałtownie wstałem, uderzając przy tym grzbietem o niski sufit, który niebezpiecznie zatrzeszczał. Pora nagich drzew nie była łatwa — hycle, zażarte bójki o jedzenie, szukanie schronienia. Dotychczas zawsze uważałem, że przeżycie w mieście to pikuś — dopiero moja pierwsza samodzielna zima przekonała mnie o tym, że tak nie jest. Wczoraj ledwo znalazłem to śmiechu warte schronienie, o które musiałem się bić z innymi, a i tak, gdy rano wstawałem, miałem wrażenie, że połamię sobie łapy.
Wyczołgałem się jakoś z mojej kryjówki, która dawniej zapewne była budą jakiegoś psa. Rozciągnąłem się, po czym zawęszyłem w powietrzu. Natychmiast wyczułem nieznany zapach obcych mi psów. Pieszczochy to na pewno nie były — nie pachniały żadnymi dwunożnymi ani ich rzeczami. Po chwili także wykluczyłem możliwość włóczęgów — w powietrzu nie unosiła się rozpacz, drapieżność i bezwzględność. Czyli wojownicy. Ciekawe.
Mimo że psy nieźle mnie zaintrygowały, przybrałem pozycję obronną i czekałem aż się pokażą. Po chwili usłyszałem trzask śniegu pod ich łapami i zobaczyłem kilka sylwetek zwierząt. Na przedzie szedł brązowo-biały samiec o puchatym futrze. Niczym szczególnym się nie wyróżniał — pies, jakich pełno. Za nim kroczyła zamyślona i całkiem spora suczka o niebieskich oczach i nienormalnie wręcz czystym futrze. Jako ostatnia szła wysoka pręgowana samica, której łapy się plątały. O ile pierwsze dwa psy wzbudzały nawet szczerość, ostatnia… cóż, jej nietypowa uroda i wysokość odstraszały, to na pewno.
— Po co tutaj przyszliście? — warknąłem w ich stronę i się zjeżyłem. Odsłoniłem moje zęby, wściekle marszcząc nos. — Nie podzielę się z wami schronieniem, a jedzeniem… — cholera, przecież nie mam jedzenia — … też nie.
— Jesteśmy wojownikami — zaczął brązowo-biały samiec, nie pokazując obawy przed moją postawą. — Nasza liderka poleciła nam znalezienie nowych członków dla klanu Wietrznych.
— Aha — powiedziałem kąśliwie. — Jakieś problemy macie, że potrzebujecie nowych członków? Musicie się rozmnażać ze swoimi ciotkami, czy co? — Wyszczerzyłem się, posyłając im zimny wzrok. — W s p ó ł c z u j ę.
— Uwierz mi, że jeśli do nas dołączysz, to ci to wyjdzie na dobre. — Samiec machnął ogonem, cierpliwie tłumacząc. — Ja jestem Brązowa Blizna, a to Cedrowy Deszcz i Pręgowana Skóra.
— Dziwne imiona — mruknąłem, próbując wygładzić swoją sierść na karku. Ich propozycja brzmi nad wyraz interesująco. Może się skuszę. Życie w takim klanie jest pewnie bardzo wkurwiające, ale ma tyle plusów… Darmowe jedzenie i takie tam. Z drugiej jednak strony, musiałbym się przystosować i zmienić swoje zasady, ale robiłem to już raz. Dodatkowo pewnie mają tam z kilkadziesiąt psów. Za dużo. O wiele za dużo. Wzdrygnąłem się.
— Dwuczłonowe. — Brązowy wzruszył ramionami. — Ja jestem zastępcą klanu, a te dwie suczki są wojowniczkami. Możemy cię zaprowadzić do liderki, to ci wszystko wytłumaczy i przedzieli mentora.
— Wchodzę w to — odparłem niechętnie, przewracając oczami.
— Jak się nazwiesz? — cicho spytała się mnie Cedrowy Deszcz.
Zastanowiłem się chwilę.
— Stracony Pazur? — Wlepiłem wzrok w moją prawą przednią łapę, na której brakowało pazura.
— Ach, czyli Stracona Łapa.
— P a z u r — warknąłem, poirytowany. Po co się mnie o imię pytają, skoro potem i tak nazywają mnie, jak chcą?
— Spokojnie, potem będziesz Pazurem — odparła spokojnie Cedrowa, mrugając zdziwiona oczami, jednak w jej głosie nie było czuć emocji.
— Jak na razie będziesz uczniem. Wyjątkowo starym uczniem.
Świetnie, czyli będę się użerał ze szczeniakami. Prychnąłem, posyłając Brązowemu lodowate spojrzenie. Ciekawe jak ja, Widmo, znaczy się, Stracony, dam sobie radę jako wojownik.
Nie wiedziałem jak, ale byłem pewien, że sobie poradzę.
Stracony Pazur.
Brzmi nieźle.
[555 słów: Stracona Łapa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

„The greater the obstacle, the more glory in overcoming it”.