Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pszczeli Taniec x Milczący Pysk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pszczeli Taniec x Milczący Pysk. Pokaż wszystkie posty

29 października 2021

Od Pszczelej Łapy (Pszczelego Tańca) CD Milczącej Łapy

 Część opowiadania dzieje się idealnie rok temu, zimą. Druga część parę dni przed śmiercią Bryzowej Gwiazdy.

Z kłębiącymi się w głowie myślami i głośno bijącym sercem, odprowadzałem do obozu kuśtykającą Milczącą; gdy suka stanęła na mojej łapie, syknąłem, uparcie idąc na przód. Byłem głupi pozwalając na to, by się połamała, ale ona nie musiała się zachowywać jeszcze bardziej idiotycznie.
Gwiezdny Szczyt był coraz dalej, a Stajnia, otoczona owocowymi drzewami coraz bliżej. Próbowałem myśleć o wszystkim, starannie unikając tematu wypadku Milczącej.
,,Sama spadła. Ja nic złego nie zrobiłem’’ — powtarzałem te słowa bezmyślnie, ilekroć moje myśli mimowolnie wracały do obrazu leżącej nieruchomo uczennicy. Wraz z upływającymi minutami, sam zaczynałem wierzyć  w moją niewinność. 
Ponownie przedarliśmy się przez cierniste chaszcze; słońce schowało się za ciemnymi chmurami, z których zaczął prószyć śnieg. Dodatkowo Milcząca Łapa zaczęła się męczyć.
— Zatrzymajmy się — sapnęła, zwalniając tempo. Z poirytowaniem stanąłem, na co suczka dała cały swój ciężar na mnie. Niemal się wywróciłem.
— Chcesz czekać, aż będzie jeszcze zimniej? — warknąłem, czując, jak pod wpływem lodowatego śniegu drętwieją mi łapy. — Wybij to sobie z głowy. Idziemy dalej.
Płatki śniegu padały tak gęsto i były tak duże, że nie mogłem się nie zaniepokoić. Zadarłem głowę w górę, wbijając wzrok w stalowoszare chmury. Westchnąłem, gdy kątem oka zauważyłem rozwścieczony wzrok suczki.
— Ja tutaj jestem poszkodowana! — szczeknęła, jeżąc sierść na karku. Rozwarła szczęki, a piana zamigotała jej na języku.
Miałem jej odpyskować, ale doszedłem do wniosku, że rzeczywiście Milcząca wygląda na zmęczoną. Chociaż szczerze mówiąc, na jej miejscu nie robiłbym przerwy w takim miejscu, ale skoro chce — niech ma. Może i śnieg przestanie padać.
Wraz z suczką, która cały czas się o mnie opierała, poszliśmy parę kroków do przodu, by znaleźć się blisko krzaków, które dawały nam chociaż częściową ochronę przed opadami śniegu i jazgoczącym wiatrem.
Milcząca otrzepała się z śniegu, a ponieważ stałem tuż obok, dostałem zimną papką w ryj. Suczka zignorowała to i pokuśtykała kilka kroków do przodu, po czym niezręcznie się położyła.
Powęszyłem w powietrzu, szukając zapachu zwierzyny. Uczennica była tak zaaferowana lizaniem swojej rannej łapy, że dopiero gdy usłyszała zamarznięte gałęzie szeleszczące nad moim futrem, gdy wychodziłem z naszej kryjówki, uniosła głowę.
— A ty gdzie? — jej pytanie zawisło w lodowatym powietrzu.
Westchnąłem.
— Idę na polowanie — odwróciłem się pyskiem w jej stronę. — Skoro robimy przerwę to i przydałoby się coś zjeść. Szybko wrócę, a ty-
Milcząca Łapa zamrugała zdziwiona.
— Dziękuję.
Ale za co?
Stałem przez chwilę nieruchomo, pozwalając, by wiatr i śnieg zamrażał mi oczy, dopóki nie poskładałem faktów.
Aha. 
Ona myśli, że będę polował też dla niej.
Westchnąłem teatralnie jeszcze raz, bez słowa wychodząc z zarośli. 
Dostanie resztki.
***
Minął rok.
W ciągu tych miesięcy trenowałem z Jaskółczą Burzą, wymieniałem zalatujące legowiska, uciekałem przed Brązową Blizną, który co jakiś czas przypominał mi o tym, że powinienem dokończyć trening. Co prawda nie miałem mu tego za złe, nic dziwnego w tym, że chce, by w klanie byli nowi wojownicy. Mamy dużo uczniów. Ja też tego chciałem; pragnąłem awansować. Jednak czułem olbrzymią niechęć do mianowania, co skutkowało moimi marnymi postępami w nauce.
Bałem się, jakie imię dostanę. Bryzowa Gwiazda ma wyobraźnię: Żałobna Pieśń, Spadająca Łza…
Pewnie będę następny. Pszczeli Przegryw. Pszczela Czaszka. Pszczele Gówno. Pszczela Padlina.
Ha, ha. Mało optymistyczna przyszłość. 
No ale dobra, zaczynamy:
Panowała wyjątkowo sroga zima. Tego popołudnia część uczniów polowała, próbując złapać chociaż parę sztuk zwierzyny, by jakoś wyżywić klan. Druga część, w tym ja, opiekowała się starszyzną; wymienialiśmy im legowiska, podawaliśmy wysuszone zioła na odporność, które zostawił dla nich medyk i pomagaliśmy w pielęgnacji. Okropnie śmierdzieli.
Nagle Bryzowa Gwiazda zwołała klan.
— Niech wszystkie psy, które są w stanie łowić zwierzynę, zgromadzą się pod Suchym Snopem!
Wszyscy niemal teleportowaliśmy się pod wyznaczone miejsce, w obawie przed gniewem liderki. Jedynie kilka psów, łypiąc na nią złowrogo kątem oka, odważyła się pojawić później.
Stałem nieruchomo, opierając się o lodowatą ścianę stajni. Próbowałem odgadnąć, o co znowu Bryzie może chodzić. Jej pomysły były tak…, ładnie mówiąc oryginalne, że członkowie klanu modlili się, by w przepowiedni o dwóch spadających gwiazdach, to ona była jedną z nich. W najlepszym wypadku będzie mianowała jednego z uczniów, w najgorszym ogłosi kolejną super wiadomość, jak to planuje szerzyć wiarę w Gwiezdnych wśród pieszczochów.
Zaraz potem dotarło do mnie, że to ja mogę być tym uczniem, który otrzyma swoje imię.
— Ja, liderka klanu Ventus, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tego ucznia…
,,Błagam, nie’’ — przeleciało mi przez myśl, gdy poczułem na sobie wzrok przywódczyni, a po chwili wszystkich pozostałych psów.
 — …Pszczelą Łapę, który, niestety, nie pracował zbyt pilnie. Ostatecznie jednak jako-tako zrozumiał wasz kodeks, tak więc uważam, że czas, by otrzymał swoje imię, które pomoże mu zapamiętać kodeks wojownika na dłużej i będzie dla niego mobilizacją do cięższej pracy. — zamilkła na chwilę, świdrując mnie złośliwym wzrokiem. — Pszczeli, przysięgasz ogarnąć swoje dupsko?
W akcie desperacji cofnąłem się i nerwowo rozglądnąłem po tłumie. Dostrzegłem utkwiony we mnie smutny wzrok ojca i współczucie bijące od matki. Jaskółcza Burza przeklinał cicho koło mojego ucha. Miałem ochotę się rozpłakać.
— P-przysięgam… — wyjąkałem.
Zaraz potem utkwiłem zrozpaczony wzrok w Brązową Bliznę, który stał obok liderki. Był równie zdenerwowany, co reszta klanu. Obdarzył Bryzową niedowierzającym i zezłoszczonym spojrzeniem.
— Bryzowa Gwiazdo, pozwól, że ja zakończę tą ceremonię. Wystarczy, że skrzywdziłaś Żałobną Pieśń i Spadającą Łzę — przywódczyni, po krótkim szoku, zawarczała gniewnie. Jej zastępca ją zignorował, podchodząc parę kroków na przód.
— Mocą Coelum nadaję ci imię wojownika. Pszczela Łapo, od dziś będziesz znany jako Pszczeli Taniec. Gwiezdni honorują twoją szczerość i wytrwałość, a my witamy cię jako pełnoprawnego wojownika naszego klanu.
Gdy skończył, zapadła martwa cisza. Bryzowa Gwiazda zmiażdżyła go morderczym spojrzeniem i widać było, że ledwo siebie kontroluje. Trzasnęła ogonem w bezsilnej złości.
— Pszczeli Taniec! Pszczeli Taniec! — tłum zaczął wiwatować, a ja poczułem ulgę i wdzięczność za odwagę Brązowego, ale również strach. Błagam, Bryzowa, kopnij w ten kalendarz i nie zabij przy tym Brązowego.
Niedługo moja prośba miała się spełnić.

Koniec wątku Milczącej Łapy i Pszczelego Tańca.
[951 słów: Pszczeli Taniec otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

12 sierpnia 2021

Od Milczącej Łapy CD Pszczelej Łapy

Milcząca Łapa próbowała odpowiedzieć na wołania Pszczelej Łapy, jednak cała obolała, nie mogła wydobyć z siebie głosu. Kiedy ujrzała szukającego jej w popłochu szczeniaka, zamachnęła się ogonem. Przywołany ruchem pies podbiegł do niej w popłochu, nie mogąc oderwać wzroku od licznych ran suni. Zapewne suka zastanawiała się, czemu wciąż musi natrafiać tylko na debili. Przynajmniej ma swojego Straconego. 
— Idziemy do medyka — wyjąkała Milcząca Łapa, wpatrując się z bólem w Pszczelego. 
— Ale żyjesz? — zdenerwowany uczeń przystępował z nogi na nogę, wciąż z niedowierzaniem obserwując rany na ciele suki. 
— A widzisz, żebym umarła? — poirytowana wykrzyczała, gwałtownie stając i opierając się o niego. Szczeniak pisnął, kiedy poczuł siłę ciężaru uczennicy. — Ruszaj się. 
Pszczela Łapa postąpił niepewnie kilka kroków, obrzucając otoczenie zdenerwowanym wzrokiem. Mruknął coś pod nosem, jednak nie przestawał podejmować nieudolnych prób przyśpieszenia chodu. Milcząca Łapa zacisnęła szczęki, ale nie skarżyła się na ból. 
— Mówiłem ci, abyś tam nie wchodziła — Pszczółek brutalnie obrócił sytuację o trzysta sześćdziesiąt stopni, przyprawiając Milczącą o zawrót głowy. — Powinniśmy wejść normalnie. 
— Zamknij się, gówniarzu — wyszeptała, a w jej głosie słychać było ból. Nie miała ochoty na rozmowę. 
Naburmuszony szczeniak poprawił opierającą się o jego bok sukę, wciąż mamrocząc o tym, jaka jest nierozsądna — zapominając, lub chcąc zapomnieć, że to on namówił ją, aby skorzystała z tak niebezpiecznej drogi. Cóż, chcąc popisać się, zapomniał o niebezpieczeństwie. Milcząca Łapa jednak również popełniła błąd, w ogóle słuchając ucznia. Właśnie to przeklinała teraz w myślach, ogłaszając sobie samej, że ten klan to wariatkowo, a jak tylko nadejdzie wiosna, ulotni się, jak się pojawiła. 

<Pszczółek? Wiem, że mega krótkie, ale się rozleniwiłam>
[264 słów: Milcząca Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

26 lipca 2021

Od Pszczelej Łapy do Milczącej Łapy — ,,Gdyby kózka nie skakał" [przygoda#22]

 Właśnie jadłem jakieś śmieci dwunożnych, gdy dosiadła się do mnie Milcząca Łapa. Posłałem jej pytające spojrzenie, jednak ona mnie zignorowała. Jej wzrok ślizgał się po otoczeniu, nie skupiając się na niczym szczególnym. Uczennica schyliła się, wybierając sobie z stosu zwierzyny srokę. Udając, że w ogóle się nią nie interesuję, wgapiałem się w moje jedzenie, raz za razem odłamując od niego małe kęsy, które zaraz łapczywie połykałem.
— Pszczela Łapo? — odezwała się Milcząca, przerywając posiłek. Uniosłem głowę, posyłając jej pytający wzrok. — Skoro jesteś klanowym psem, na pewno dokładnie wszystko rozumiesz… — westchnąłem. Ona nadal się nie zaaklimatyzowała? Jest głupia, czy co? — Chciałabym posłuchać  waszej historii i dokładnie obejrzeć tereny, może przez to lepiej was zrozumiem.
No i, co z tego? — cisnęło mi się na pysk.
— Aha — odparłem, na powrót interesując się moim posiłkiem. Milcząca nie pokazała po sobie żadnych emocji, jednak łatwo można było się domyśleć, że spodziewała się innej odpowiedzi.
Po dłuższej chwili stwierdziłem jednak, że skoro chcę zostać wojownikiem, powinienem pokazać innym, że jestem wychowanym pieskiem, mówię miłe rzeczy, kocham przyrodę i tego typu sranie w banie, a udzielenie nowej kilku wskazówek chyba byłoby dobrym krokiem w tę stronę. Podjąłem jednak decyzję, że na razie nic nie powiem. Zwolniłem tempo jedzenia, myśląc jeszcze nad słowami Milczącej. Łażenie z nią to totalne marnowanie czasu, ale z drugiej strony pokazałbym jej moje umiejętności i przekonałaby się, że jestem zaje-, wspaniały.
Milcząca Łapa oblizała się po zakończonym posiłku, po czym wstała, chcąc odejść. Błyskawicznie połknąłem resztę mojego jedzenia, niemal się krztusząc i wstałem w tej samej chwili co ona. Poczułem jak jej wzrok pali mi sierść. 
— Chciałaś się czegoś dowiedzieć o klanie, co nie? Masz okazję — szczeknąłem.
— Yyy… dziękuję, ale ja-
— Nie ma za co. Chodź za mną.
Musi się mnie posłuchać. Przecież przed chwilą sama to proponowała.
Machnąłem ogonem, kierując się w stronę wyjścia z obozu. Brązowo-biała suczka szła za mną, trzymając ode mnie kilkumetrowy odstęp.
Gdy wyszliśmy z obozu, wchodząc do sadu, zacząłem rozmowę.
— Tutaj jest sad. — zauważyłem błyskotliwie, przybierając pewną siebie minę.— W porze nowych liści kwitną tutaj drzewa. I, ee… z tym miejscem nie wiążą się żadne historie.
A nawet jeśli jakieś poznam, to zatrzymam je dla siebie. Czekałem na pochwały.
Zdziwiony obejrzałem się za siebie, wlepiając wzrok w lawirująca pomiędzy drzewami suczkę. Milcząca, jak wskazywało jej imię, milczała, ze sztucznym zainteresowaniem oglądając ośnieżoną korę jabłoni. Prychnąłem. Dlaczego ona mnie nie docenia? Chyba wypróbuję nową metodę, taką jak dla głupiutkich szczeniaczków.
— Dobra, wiesz co, mam lepszy pomysł. Chodźmy na Gwiezdny Szczyt, tam odbywają się zgromadzenia. Tam rośnie takie fajne drzewo, co na niego wchodzą liderzy i gadają, siedząc na jego gałęziach. Bombowe zajęcie. 
Milcząca niemal niezauważalnie kiwnęła głową, na co syknąłem. Może trochę zainteresowania okaże? Zachowuje się jak moje rodzeństwo.
— Chciałabyś być liderką, co?
— Nie mogłabym.
— Masz rację — zgodziłem się z nią. Ależ ja jestem szczery, to naprawdę jedna z moich największych zalet. Milcząca, cóż, szczera nie jest, a przynajmniej taka się nie wydaje, ale za to jest dorosła. — A! Mam pomysł! — krzyknąłem po chwili, merdając ogonem. — Może się pobawimy w przywódców klanów? Będziemy skakać po zboczach Gwiezdnego Szczytu, wejdziemy na te Srebrzyste Drzewo, wywołamy wojnę pomiędzy klanem Groźnej Pszczelej Gwiazdy, czyli moim, a pomiędzy klanem… — przyjrzałem się jej, próbując wymyślić jakąś pasującą do niej nazwę. — klanem… Milczących Pieszczoszków, co ty na to? 
Milcząca Łapa spiorunowała mnie wzrokiem, na co wystawiłem jej język.
— Jak ci coś nie pasuje, to sama sobie wymyśl nazwę — obraziłem się, przyspieszając kroku. Gwiezdny Szczyt był jeszcze daleko przed nami.
Śnieg trzeszczał mi pod poduszkami, a łagodne pagórki przed nami były przykryte grubą warstwą białego puchu. Uparcie kierowaliśmy się do przodu, przedzierając się przez łyse i zamarznięte chaszcze nieznanych mi roślin. Ich nieprzyjemne gałęzie waliły mnie po pysku, zaplątywały się w sierść i kłuły w poduszki łap. Sapnąłem w skupieniu, gdy przede mną, na jednej z gałązek krzewów usiadł kos. Po krótkiej chwili zaskoczenia, skoczyłem na niego, chcąc zadać mu śmiertelny cios. Ptak jednak odleciał, a moje szczęki zacisnęły się na pustej przestrzeni, a ciało zaplątało się w jeszcze gęstsze zarośla. Szarpnąłem z furią, próbując się wyrwać z roślinnej pułapki. Z pomocą musiała mi przyjść Milcząca Łapa.
— Dzięki.
Lekko zażenowany wyczyściłem mój pysk z resztek ptasich piór i wylizałem parę zadrapań, które zadały mi zarośla. Oczywiście, suka wpatrywała się we mnie pogodnym wzrokiem, po czym, jak gdyby nigdy nic, ruszyła dalej. 
Po kilkuminutowej wędrówce dotarliśmy do celu; Gwiezdny Szczyt wznosił się nad nami wysoko, a ja zadarłem głowę, próbując dostrzec Srebrne Drzewo. 
Ukradkiem spojrzałem na Milczącą. Suczka odwzajemniła moje spojrzenie, po czym zaczęła się wspinać łagodnym zboczem na szczyt. Wybrała udeptaną, sprawdzoną i oczywistą ścieżkę, wyobrażacie to sobie?!
— Ej! — warknąłem w jej stronę. — Nie idźmy tamtędy! Po drugiej stronie jest bardziej stromo. Przywódcy ważnych klanów nie wybraliby takiej łatwej dróżki.
Uczennica obeszła za mną wzniesienie, podchodząc do Gwiezdnego Szczytu od drugiej strony. To dopiero było wyzwanie!
Zadowolony, merdając ogonem, wybiłem się, zaczynając moją wędrówkę w górę. Kilka drobnych, zamarzniętych kamieni osunęło mi się spod łap i zachwiałem się, jednak udało mi się zachować równowagę. Wbiłem pazury w oszronione podłoże, a serce biło coraz szybciej i szybciej. Niepewnie spoglądnąłem za siebie, szukając wzrokiem tej głupiej suczki.
— No chodźże! 
Milcząca Łapa popatrzyła się na mnie z dołu, pełnym wątpliwości wzrokiem. Czemu nie zaczęła wspinaczki? Co jest z nią nie tak? Naprawdę, czy tylko ja umiem się poruszać po czymś innym niż wygodna, często uczęszczana ścieżka?
Zanim zdążyłem rzucić w jej stronę kolejny szczery komentarz, suczka niepewnie postawiła pierwszy krok.
— Jako przywódcy dwóch nowych klanów udeptamy własną ścieżkę, taką dla nas, prywatną — zacząłem, skacząc przed siebie, w miejsce na stromym zboczu, które wyglądało na stabilne. — Ojej, ale stromo tutaj jest! Naprawdę zaczyna mi się podobać!
— Mysi móżdżek — usłyszałem z dołu ciche warknięcie Milczącej. Zmierzyłem ją pełnym wściekłości wzrokiem, dostrzegając, że suczka utknęła na początku drogi, nie wiedząc, gdzie ma iść. 
— JAK TY MNIE NAZWA-
— Jeśli mamy iść dalej na złamanie karku, to schodzę stąd — zakomunikowała uczennica. — Albo idziemy bezpieczną ścieżką, którą uczęszczają klany, alb-
Milcząca zaczęła się cofać, ale nieuważnie wpadła na przyprószony śniegiem fragment skały, pod którym znajdował się lód. Zachwiała się, rozpaczliwie wczepiając się w oblodzoną powierzchnię. Nie zdążyłem nawet zareagować, gdy usłyszałem trzask lodu i skrzypiący odgłos jechania pazurami po kamiennej powierzchni. Zgrzytanie, opadające w dół kamienie, krzyk i głuchy odgłos ciała spadającego na ziemię. Znieruchomiałem, tknięty nagłym, złym przeczuciem. Nadstawiłem uszu, jednak jedyne co wychwyciłem to trel ptaka z oddali. 
— Milcząca Łapo?
Odpowiedziała mi cisza. Zaschło mi w gardle.
— Poczekaj, już schodzę!
Całe szczęście, że była tak głupia i niezdarna, przez co nie wspięła się tak wysoko. Całe szczęście. Na pewno jej się nic nie stało, przecież spadła z małej wysokości. Gwiezdni, nie planuję być mordercą! Ostrożnie i możliwie najszybciej zszedłem na ziemię, szukając przerażonym wzrokiem ciała Wietrznej. 
<Milcząca Łapo?>
[1114 słów: Pszczela Łapa otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia i 2 punkty treningu + 10 Punktów Doświadczenia za przygodę]