Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Błękitna Stokrotka•. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Błękitna Stokrotka•. Pokaż wszystkie posty

19 grudnia 2021

Od Błękitnej Stokrotki CD Płomienny Krzew

Jedno było pewne, nie miałam szansy, aby zaciągnąć go do medyka. Może i siłą nie grzeszę, ale nadrabiam sprytem, pozwoliłam mu uwierzyć, że jego słowa do mnie dotarły. Niech myśli, że ze mną wygrał. Jestem samicą, ostatnie słowo należy do mnie, czy temu brutalowi to się podobało, czy nie. Uciekłam mu szybko z pola widzenia, szukałam jak największej gałęzi. Przy ukąszeniu przez węża zazwyczaj zmysły stają się nieco bardziej otępiałe, to już dawało mi sporą przewagę nad nim.
— Jest — szepnęłam, widząc idealną wielką grubą gałąź, leżała sobie na ziemi i czekała na mnie.
Ciekawe kto miał tyle siły, by ją zerwać, wiatr? Nie sądzę, nie wydawała się na tyle słaba, aby jakiś wiatr ją zerwał. Może to niedźwiedź wspiął się na drzewo i runął wraz z nią. Owszem ta wersja bardziej mi pasowała, więc uznałam ją za prawdziwą. Ledwo mi się udało wziąć ją w pysk. Kłopot pojawił się w przetransportowaniu jej bezszelestnie. No tak, zaćmione zmysły, nie musiałam nad wyraz się starać, skradłam się, po czym wzięłam zamach i rąbnęłam go w głowę.
— Chyba za mocno, będzie guz jak nic — syknęłam.
Sprawdziłam, czy aby na pewno udało mi się pozbawić go przytomności. Podniosłam jego łapę, zero reakcji. Wzięłam głęboki oddech, złapałam za kark, podrzuciłam lekko do góry, szybko pochylając się, by spadł mi na grzbiet.
— Jaki ty jesteś ciężki ... — syknęłam, usiłując się wyprostować pod jego ciężarem.
Były dwie opcje albo on jest ciężki, albo ja jestem słaba. Oczywiście pozostałam przy tej, gdzie to on robi za grubasa. Musiałam po drodze zrobić kilka przerw. Gdy dotarłam do medyka i zwaliłam go z siebie, poczułam ulgę. Nie obyło się bez pytań, ale jakoś uszło mi to najście, zwłaszcza że przyniosłam rannego. Gdy wyszłam, usiadłam w oczekiwaniu, sama nie wiem na co. Na jego niezadowolenie, gniew, może jednak podziw mojej siły, że udało mi się samodzielnie go przenieść? W końcu wyszedł, niezadowolony, obrażony jak dziecko udając, ze mnie tutaj nie ma. Przecież ja się nie dam ot tak po prostu zignorować. Na pewno nie, liczę na jakąś wdzięczność.
— Hallo, ja tutaj jestem — krzyknęłam.
— Nie jestem ślepy, ale ty chyba jesteś, nie widzisz, że usiłuje cię ignorować?
— Widzę, powinieneś się cieszyć na mój widok, sama cię przytargałem, zresztą schudnij, bo ledwo dotarłam.
— Nie prosiłem cię o to, wręcz zabroniłem.
— Ojej, czyżby to samica robiła coś wbrew samcowi — zaśmiałam się.
— Uważaj, bo jak ja zrobię coś wbrew tobie, to pożałujesz, że się urodziłaś.
Przeszedł mnie dreszcz, ale nie chciałam dać się poznać.
— Najpierw musisz mnie dorwać, a z tą łapą trójnogu marne twe szanse — zakpiłam.
< Płomienny Krzewie? >
[421 słów, Błękitna Stokrotka otrzymuje 4 punkty doświadczenia]

20 czerwca 2021

Od Błękitnej Stokrotki CD Płomiennego Krzewu

Doznałam niemałego szoku, spodziewałam się ostrej reakcji, a tutaj zaskoczył mnie i to bardzo pozytywnie. Może nie był taki zły, co ja gadam, to Płomienny on nie może być dobry. Poszliśmy się przejść, nie wiem czemu, zaprosiłam go na tereny klanu, może chciałam się w jakiś sposób odwdzięczyć, że mnie nie zaatakował. Przecież mogło się to skończyć dla mnie bardzo tragicznie. Nie wykluczałabym nawet tego, że mogłabym być trupem. Czasami w przypływie emocji, nie potrafię się opanować, przebłysk odwagi i heroizmu, albo po prostu głupoty. Musiałam obrać jak najbezpieczniejszą drogę, tak aby ominąć patrol, nie chciałam mieć kłopotów. Jak i narażać innych członków klanu na spotkanie z Płomiennym Krzewem. Wystarczało, że sama narażam się na jego gniew. Spokojnie można go porównać do tykającej bomby. Nigdy nie wiadomo kiedy wybuchnie. Gdy w końcu udało nam się dotrzeć do celu, a mój towarzysz nie zjadł żadnego szczeniaka po drodze ani nie zaatakował nikogo, poczułam ogromną ulgę. W końcu moje łapy dotknęły chłodnej wody, poczułam ulgę. Weszłam nieco głębiej i położyłam się na płyciźnie. Spojrzałam za siebie.
— Na co czekasz? Właź, woda jest idealna! — rzuciłam w stronę psa.
Ten jakby chwilę się zastanawiał, po czym dołączył do mnie, kładąc się w bezpiecznej odległości.
To był dobry moment, aby nieco wyluzować. Poczułam, jak całe napięcie ze mnie schodzi, moje mięśnie rozluźniły się i oddech uspokoił. To było bardzo przyjemne, jednak gdzieś z tylu głowy cały czas, myślałam o tym, by nie tracić psa z oczu, był na tyle nieprzewidywalny i zaskakujący czasami, że nigdy w sumie nie wiadomo co mu strzeli do głowy. Wstałam i powoli zaczęłam iść coraz głębiej, aż przestałam czuć grunt pod łapami. Energicznie machałam nimi, aby popływać troszkę, zataczając najpierw małe potem coraz to obszerniejsze koła. Był to świetny trening dla mięśni łap. Płomienny przypatrywał się mi przez chwilę, aby również wstać i dopłynąć do mnie. Chyba nie za bardzo pojmował, dlaczego sprawia mi to frajdę. Jednak postanowił spróbować. Po chwili jednak zrezygnował, wrócił na płytsze wody, gdzie jego wszystkie łapy dotykały gruntu, a woda sięgała mu do brzucha. Gapił się w wodę, stojąc nieruchomo. To była chwila, gdy rzucił się w wodę, zanurzając pysk, a gdy go wyciągnął, trzymał w nim pokaźną rybę. Usatysfakcjonowany wrócił na brzeg, rozkładając się wygodnie i zabrał za posiłek. Oczywiście, udawałam, że tego nie widziałam, i że nie zrobiło to na mnie najmniejszego wrażenia. Gdy poczułam, że mam dość udałam się na płyciznę i położyłam. Uwielbiałam wodę, wcale mi się nie śpieszyło, aby z niej wychodzić.
— Jak tutaj jest wspaniale, nie sądzisz? — Spojrzałam w jego stronę.
Był tak zajęty swoją zdobyczą, że nie uzyskałam odpowiedzi. No trudno warto cieszyć się tą chwilą spokoju. Gdy po dłuższym czasie, uznałam, że mi starczy wyszłam na brzeg, nieco dalej od psa, otrzepałam się, jednak krople wody sięgnęły mojego towarzysza. Niewinnie uśmiechnęłam się w jego stronę, to naprawdę nie był celowy zabieg. Nie wydawał się być zadowolony, ale chyba, jako że sam był jeszcze mokry po kąpieli, nie zirytowało go to na tyle, aby zwrócić mi uwagę, jedyne co to westchnął niezbyt zachwycony, jakby troszkę znudzony. Znowu stał się małomówny, obserwujący wszytko z dokładnością. Jakby zesztywniał na chwilę. Gdy w końcu z ryby nie zostało niemal nic, wstał i zamoczył pysk i łapy. Bez krwi tego zwierzaka wyglądał o wiele lepiej.
— Teraz wyglądasz bardziej przystępnie — stwierdziłam.
— O co Ci chodzi?
— Z tą rybią krwią na łapach i pysku, wyglądałeś jakby to powiedzieć, jak ty, ale w tej wersji, za którą nie przepadam.
— Jak morderca? To chciałaś powiedzieć? — Lekko zmrużył oczy.
— Tak, ale wcale nie musisz nim przecież być prawda?
Spojrzał na mnie jakby miał do mnie jakieś wyrzuty o wypowiedziane zdanie.
— Nie znasz mnie ... — odburknął.
— Jak niby mam Cię poznać, jak ty wybudowałeś wielki mur między sobą a resztą świata.
— Na moim miejscu, też byś to zrobiła.
— Tak, tak nie wiem, co przeszedłeś, nie znam, twojej przeszłości wiem, jak zachowujesz się teraz i to nie do końca. Jesteś nieprzewidywalny, jak bomba która nie wiadomo kiedy wybuchnie. Patrzysz na wszystkich, jakbyś chciał ich zabić, jakby to oni byli odpowiedzialni za całe zło tego świata. Ale spoko nie tłumacz się, naprawdę nie musisz. Zresztą na nas czas za chwilę zmiana patrolujących, lepiej, aby nas tutaj nie było podczas zmiany Burzowego Gardła.
— Taki straszny jest, dałbym sobie radę — prychnął.
— Przypominam, jesteś na terenach klanu, do którego należę, więc nie chce rozlewu krwi na tej ziemi, poza tym nie jestem zdrajcą. Będę zawsze stawać w obronie psów z Flumine, bo to moja rodzina — powiedziałam stanowczo tak, aby do niego dotarło.
Na jego pysku pojawił się grymas, ale w końcu ruszyliśmy tyłki. Niestety troszkę się spóźniliśmy. Zareagowałam szybko, łapiąc z zaskoczenia Płomiennego i wciągając w krzaki. Już chciał mnie ugryźć gdy zasłoniłam mu łapą pysk.
— Cicho nie ruszaj się teraz, zostań tutaj! Ja go spławię — szepnęłam.
Lekko położyłam łapę na jego karku, aby się położył i przywarł do ziemi. Po czym wyszłam z krzaków, wyskakując prosto przed psa.
— Cześć Błękitna! Co ty tam robiłaś w tych krzakach?
— Szukałam cienia, straszny upał dzisiaj! — westchnęłam.
— Co to za zapach czujesz? — Pies spojrzał na mnie podejrzliwe.
— Jaki zapach? — udałam zaskoczoną.
— Tenebris psa — mruknął.
— Spotkałam jednego, ale już go pogoniłam, troszkę się szarpaliśmy to pewnie dlatego. — Uśmiechnęłam się niewinnie, widać było, że po chwili byłam z siebie dumna, mówiąc te słowa.
— Jak zawsze czujna, tak trzymaj Błękitna!
Gdy pies się oddalił, odetchnęłam z ulgą.
— Płomienny możesz wychodzić — szepnęłam.
Jedna pies, nie drgnął, wsadziłam więc łeb w krzaki, aby spojrzeć co się tam dzieje. Pies gapił się na swoją łapę.
— Coś się stało ? — Spojrzałam na niego lekko zaniepokojona.
— Nie — mruknął.
Jednak wydawało mi się, że jest inaczej, czyżby coś mu wlazło mu w łapę, lub go ukąsiło? 
<Płomienny Krzew?>
[939 słów: Błękitna Stokrotka otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

26 maja 2021

Od Błękitnej Stokrotki CD Małej Kropli

Nieco zaskoczona spojrzałam na Małą Kroplę. W sumie samo imię już mówi, że suczka jakoś bardzo nie odstaje od ziemi. Nie wiem, po co miałyśmy iść we dwie, przecież zazwyczaj i tak chodzę sama. Jednak towarzystwo w zupełności mi nie przeszkadzało, może to i lepiej poznać kogoś. Od tak dawna jestem w klanie, a tak naprawdę nawiązałam kontakt tylko z kilkoma psami. Do tego najwięcej czasu spędzam na neutralnych terenach, wkurzając się na niejakiego Płomiennego z Tenebrisu. To wszystko było takie bez sensu. Jak miałam w zwyczaju, zatonęłam w swoich myślach, zapominając o tym, że nie jestem sama.
Gdy Mała Kropla zaczęła do mnie mówić, ocknęłam się po chwili. Musiałyśmy dokładnie przeszukać każdy zakątek, takie było nasze zadanie. Uwielbiałam port, to było moje ukochane miejsce. Nie przeszkadzali mi ludzie, ta adrenalina gdy wkradałam się na morskie potwory, kradłam rybakom ryby, spotykałam miłych dwunogów. Więcej spotkało mnie tutaj dobra niż zła. Przyspieszyłam nieco kroku, wymagając od mojej towarzyszki tego samego.
— Ej co tak pędzisz?
— Przepraszam, po prostu ten zapach świeżych ryb, na samą myśl cieknie mi ślinka.
— Nie przyszłyśmy tutaj chyba jeść?
— Wiem, ale jeden szybki skok i wrócimy do obowiązków dobrze?
Suczka, nieco się zmartwiła.
— A Co jeśli ktoś nas dopadnie?
— Znam port, lepiej niż ktokolwiek inny spokojnie.
Na te słowa wypatrzyłam jedną z moich ulubionych łodzi. Wskoczyłam do środka, Kropla stała na czatach w razie jakby ktoś szedł. Złapałam za sieć, tak aby jej nie rozerwać, zatopiłam kły w rybie i zręcznie wyciągnęłam z siatki.
— Błękitna uważaj!
Podniosłam głowę, widząc za sobą, niezadowolonego mężczyznę, jednym susem wyskoczyłam z łodzi i ruszyłam biegiem a za mną mała czarna suczka.
— Mówiłaś, że nic nam nie grozi.
Trzymając rybę w pysku, ciężko było mi rozmawiać, jednak gdy oddaliłyśmy się na bezpieczną odległość, wskoczyłam w krzaki a suczka za mną.
— Smacznego — powiedziałam zadowolona.
— Nie jestem głodna — westchnęła.
— Jak chcesz. — Zabrałam się za jedzenie ryby, gdy skończyłam, oblizałam wargi i wyszłam z kryjówki.
— To, co idziemy dalej?
— Tak — odparłam.
<Mała Kropla?>
[325 słów: Błękitna Stokrotka otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

24 maja 2021

Od Błękitnej Stokrotki CD Płomiennego Krzewu

Jak można być takim bezdusznym, zimnym, opryskliwym. Czułam strach, tak to nic złego czasami każdy czuje się mało pewnie w danej sytuacji. Czemu Płomienny zbudował wokoło siebie taki mur, jak można byłoby go przebić. Zapewne to niemożliwe. Zresztą wcale mi na tym nie zależy, przecież ja go nawet nie lubię. Jest totalnym przeciwieństwem mnie. Wywołuje swoją obecnością masę negatywnych emocji. Komuś takiemu jak on nie powinno się nigdy ufać. Jest nieprzewidywalny, dziwaczny. Kto o zdrowych zmysłach tak zacięcie walczy z drzewem. W co ja się wpakowałam, powinnam, już dawno skończyć tę znajomość, jednak z jakiegoś powodu nie potrafiłam. Jakaś mała cząstka mnie była ciekawa, dlaczego on taki jest ? Coś ciągnęło mnie do niego. Może właśnie ta tajemniczość. To, że nic o ni nie wiem, gdzieś w głębi duszy łudziłam się, że jak będę dobra i mila to przebije się przez ten mur, tymczasem im bardziej chciałam, aby mi zaufał i się zbliżył, tym więcej cegieł do niego dokładał. Powinnam przestać, to nie miało sensu. Jednak poddawania się nie leżało w mojej naturze. Jednak mądry ten, kto wie kiedy należy odpuścić. Czyżby to oznaczało, że jestem głupia, bo nie potrafię. Pies spojrzał w moją stronę, wstał, otrząsnął się i powoli ruszył w moim kierunku. Zatrzymał się zaledwie kilka metrów ode mnie.
— Dlaczego pozwoliłaś się dotknąć?
Czyżby naprawdę to go interesowało. Zapewne chciał usłyszeć odpowiedź i mnie wyśmiać. Jednak postanowiłam zaspokoić jego ciekawość.
— To dziecko było niegroźne, wiedziałam to.
— Niby skąd? — o dziwo pies kontynuował rozmowę.
— Po prostu to czuję, wiem kiedy chcą mnie skrzywdzić, a kiedy mają przyjazne zamiary.
— Niby skąd możesz to wiedzieć?
— Przeżycie.
Stało się to, czego się obawiałam. Płomienny niemal wybuchnął szyderczym śmiechem. Nie szczędził sobie złośliwości. Był jak wąż, który pluje jadem.
— Jesteś, głupia! Wiesz naiwna, ten hycel co Cię chciał złapać, On miał dobre zamiary? Nie znasz dwunogów. Nie wiesz, jacy są naprawdę. Do czego są zdolni, to są potwory. Byli i zawsze będą.
Nie wytrzymałam, zacisnęłam szczęki, ciężko było mi powstrzymać emocje. Ten jego śmiech doprowadził mnie do szału. Sam ton jego głosu jak to mówił był nie do zniesienia.
— Wiem, do czego są zdolni. Dbają o swoich pupili, kochają, czasami karmią nas lub pomagają gdy jesteśmy ranni. Nie mówię, ze nie ma złych dwunogów. Masz rację ten hycel i wielu innych nas nienawidzą, ale nie wszystkich mierzyć jedną miarą.
Płomienny patrzył na mnie wkurzony, jakby irytował się, że nie chcę słuchać tego co on mi mówi. Jednak niech się nie dziwi, on sam nie szanował i nie słuchał moich słów. Więc mam prawo podważać również jego wypowiedzi.
— Ty chyba, żyjesz nie w tym świecie — warknął, jeżąc sierść.
— Jeśli chcesz mnie przekonać do swoich racji siłą, nie uda Ci się!
— Tym razem nie zamierzam, ale pamiętaj nie kiwnę łapą jeśli Cię dotkną.
— Nie potrzebuję twojej pomocy, z resztą nie robisz tego bezinteresownie.
— Owszem nie, i co popłaczesz się z tego powodu — znowu zadrwił ze mnie, wpadając w ton szyderczego śmiechu, którego nienawidziłam.
— Nigdy nie poznałam większego potwora od Ciebie — warknęłam.
— Schlebiasz mi tym, wiesz — warknął, oblizując wargi, a jego oczy niemal zabłyszczały.
Nie wiem, byłam wściekła, nie mogłam się opanować, wzięłam zamach, uderzając Płomiennego w pysk.
Im dłużej go znalazłam, tym bardziej go nienawidziłam, a jednocześnie, ciągnęło mnie do niego. 
<Płomienny Krzew?>
[535 słów: Błękitna Stokrotka otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

10 maja 2021

Od Błękitnej Stokrotki CD Płomiennego Krzewu

Dlaczego on był tak sceptycznie nastawiony? Nic mu się nie podobało. Cały czas tylko marudził. Czemu temu gnojkowi totalnie nic nie pasuje? Ja byłam zachwycona wyłożonymi pysznościami, a ten głupek gardził. Dlaczego ja się z nim zadaję, po co ja go zapraszałam. Zbystrzałam kiedy jego wzrok skupił się na małym dwunogim dziecku. Maluch pewnie szedł w stronę Płomiennego Krzewu. Czy on naprawdę nie umiał się zachować? Zjeżył sierść i obnażył kły, ale to nie powstrzymało malca. Dzieliło ich zaledwie kilka metrów. Powietrze w chwili zgęstniało, czuć było napięcie. Czemu dwunodzy nie potrafią pilnować swoich szczeniąt? Ten malec zaraz się właduje w paszcze tego diabła. Musiałam coś szybko zrobić. Nie znałam jeszcze dobrze możliwości mojego towarzysza. Jednak nie wróżyło to nic dobrego. W ostatniej chwili wskoczyłam między psa a dziecko. Jego małe rączki złapały mnie za pyszczek. Położyłam uszy po sobie, patrząc zdziwiona. Zamarłam.
— Pesek mama pesek! — z jego ust wydobywały się dziwne dzięki. Których nie byłam w stanie zrozumieć.
Nagle duży dwunożny, przerażony ruszył w naszą stronę, szybko zabierając malca.
Gdy obejrzałam się za siebie Płomiennego Krzewu, już nie było. Poderwałam się i zaczęłam go szukać, na szczęście nie odszedł daleko.
— To było ohydne, jak mogłaś dać się dotykać, temu czemuś — warknął niezadowolony.
— Normalnie, ja nie jestem obrażona na cały świat tak jak ty, za to, że żyje.
Pies nic mi nie opowiedział, przewrócił oczami i nie zwracając na mnie uwagi, ruszył w swoją stronę. Nie zastanawiając się długo, powędrowałam w swoją stronę. Wracając do klanu, zgapiłam się, zazwyczaj jestem bardziej ostrożna. Tym razem na mojej drodze stanęły dwa psy. Nie dały mi dojść nawet do słowa. Rzuciły się na mnie z kłami. Broniłam się zacięcie, koniec końców udało mi się uciec. Czułam, jak krew spływa po moim pysku, jak i prawym boku. Te dranie dość mocno zatopiły we mnie swoje szczęki. Niezwłocznie udałam się do medyka. Moje rany zostały sprawnie opatrzone, na szczęście nie okazało się to być zbyt poważne.
— Uważaj na siebie bardziej Błękitna.
— Będę, zagapiłam się, to przypadek.
Opuściłam legowisko medyczki i udałam się na odpoczynek. Po krótkiej drzemce udałam się na patrol. Niedaleko naszych granic wyczułam znajomy mi zapach. 
<Płomienny Krzew?>
[353 słowa: Błękitna Stokrotka otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

15 kwietnia 2021

Od Błękitnej Stokrotki CD Płomiennego Krzewu

Udało mi się spłacić dług. Byłam z siebie bardzo dumna i zadowolona. Postanowiłam sobie, że już nigdy nie będę słaba w oczach innych psów. Nie mogłam sobie na to pozwolić, przecież byłam od niedawna mentorką młodego szczeniaka. Pomimo że byliśmy kwita, to poczułam lekki smutek, którego oczywiście nie pozwoliłam sobie okazać. Musiałam wracać do swoich obowiązków. Nie mogłam spędzać czasu, marnując go z jakimś obcym i to jeszcze z innego klanu. Powinnam się trzymać ze swoimi, ale chyba los tak chciał, albo może kosmos, że natknęłam się na niego. Odwróciłam się zadowolona i skierowałam kroki w moje ulubione miejsce, jakim był port. Zapach ryb, za którymi nie przepadałam, jednakże nie gardziłam, uderzył w moje nozdrza. Choć dwunogów tutaj nie brakowało, czułam się bezpiecznie. Obserwowałam statki, oraz ludzi przechadzając się po drewnianej powierzchni. Myślałam nad lekcją, jaką przygotuje swojemu podopiecznemu. Jednak od czasu do czasu myślami wracałam do tego jakże niesympatycznego gburowatego psa. Głupek. Potrząsnęłam głową, jakbym chciała wyrzucić go z mojej głowy, jesteśmy kwita, już nigdy więcej się nie spotkamy. W pewnej chwili wypatrzyłam okazję, aby wpełznąć niepostrzeżenie na morskiego potwora. Z gracją i wdziękiem wskoczyłam na pokład. Upadając, na cztery łapy, lekko poprawiłam postawę. Wyczułam dużo jedzonka i nie to nie ryby ani owoce morza. Dziczyzna, drób różnego rodzaju nawet wieprzowinka. Na samą myśl pociekła mi silna aż, oblizałam swoje wargi. Kierując się za wspaniałymi zapachami, schodziłam to coraz niżej, zaglądając do różnych pomieszczeń. Do moich uszy dotarły rytmiczne, skoczne dźwięki dobiegały z tej samej strony, z której ten przecudowny zapach. W końcu dotarłam, duże pomieszczenie w nim stoły a na nich jedzenie. Jednak nie brakowało tam dziwnie poruszających się dwunogów. Wtargnęłam do środka, zwracając na siebie ich uwagę. Serce skoczyło mi do gardła, gdy pięknie ubrana kobieta podeszła do mnie. Na jej twarzy widniał uśmiech, jej energia była taka przyjemna. Wyciągnęła dłoń w moją stronę, pachniała kwiatami. Wypowiedziała niezrozumiałe słowa, po czym podeszła do stołu. Po chwili wróciła z talerzem pełnym skórek, kości, resztek mięsa i postawiła przede mną. To wszystko pachniało wyśmienicie. Nie mogłam się powstrzymać, mój ogon kiwał się na lewo i prawo. Poczułam dotyk dłoni kobiety na swojej głowie. Gdy nie odeszła, zaczęłam zajadać. Nie wszyscy dwunożni nas łapią i przeganiają. Są też tacy od których czuć pozytywną energię. Gdy skończyłam swój poczęstunek opuściłam pomieszczenie jak i pokład tego morskiego potwora. Udałam się na spotkanie ze swoim uczniem, aby przekazać mu niezbędną wiedzę i zabrać na trening.
Po kilku dniach, spędzonych na terenie klanu, szukając ziół i przekazując wiedzę młodemu pokoleniu, znalazłam chwilę dla siebie. Łapy ponownie poniosły mnie na neutralne tereny. Tym razem był to gwiezdny szczyt. Położyłam się na chwilę, korzystając z promieni słońca. Moje powieki stały się ciężkie, więc oddałam się temu całkowicie. Obudził mnie zapach oj dobrze znany, podniosłam się i spostrzegłam wędrującego nieopodal psa. To znowu on, podbiegłam więc do niego.
— Cześć. — Lekko zamerdałam ogonem.
— Znowu ty, jesteśmy kwita.
— Jak się czujesz?
— Co Cię to interesuje — warknął.
— Nie bądź taki oschły.
— Bo co? Jakim prawem śmiesz mi mówić, jaki mam być.
— Wyluzuj, trochę, może pójdziemy gdzieś razem?
 <Płomienny Krzew?>
[507 słów: Błękitna Stokrotka otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

9 marca 2021

Od Błękitnej Stokrotki CD Płonącej Łapy

Przyzwyczaiłam się, już do spokoju, jaki panował w klanie. Rutyna, jaka wdała się do mojego życia, powoli stawała się coraz bardziej nie do zniesienia. Wszystko ograniczało się do patrolowania granic i szukania ziół. Jedyną odskocznią, były zatargi z nieznajomym bezgwiezdnym. Czas mijał. Flumine doczekało się dwóch miotów. Dopóki maluchy były ze swoimi rodzicami, ich przyjście nie było nadto zauważalne. Jednak po krótkim czasie można było odnieść wrażenie, że są dosłownie wszędzie. Robiły tyle hałasu, plątały się pod nogami, za wszelką cenę usiłowały zwracać na siebie uwagę wszystkich dorosłych. Początkowo te ich wrzaski działały mi na nerwy, z czasem szło się do tego przyzwyczaić. Po powrocie z poszukiwania ziół natrafiłam na Nakrapianą Gwiazdę.
— Błękitna, dobrze, że Cię widzę. Dzisiaj po posiłku chciałabym, byś stawiła się w obozie.
— To coś poważnego? — Na moim pysku pojawił się lekki grymas.
— Nie musisz się obawiać niczego. — Uśmiechnęła się tajemniczo.
Nie przekonało mnie to jednak. Odprowadziłam ją wzrokiem. Jak tam można? Zostawiać kogoś w niepewności. Jako że zostało mi jeszcze sporo czasu, a nie miałam co ze sobą zrobić, udałam się do Portu. Lubiłam to miejsce, zapach morskiej uderzył w moje nozdrza, wywołując niekontrolowane kichnięcie. Zaszumiało mi lekko w głowie Złapałam równowagę i wytrzeszczyłam oczy, na widok dwunożnych, wyciągających siatki pełne szamotających się ryb. Poczułam, jak ślinka zaczyna mi kapać, leniwe ziewnęłam, oblizując wargi. Przechadzałam się po dziwnym drewnianym podłożu, był o wiele przyjemniejszy od tego znajdującego się w mieście. Bacznie obserwowałam kołyszące się na wodzie dziwne potwory. Zatrzymałam się na chwilę, musiałam znaleźć sposób jak dostać się na jedną z tych dziwnych maszyn. To właśnie tam dwunogi trzymali swoje rybne zdobycze. Zapach morskiej wody przestał już drażnić nos, teraz czułam tylko świeże jedzonko. Oblizałam się kilkakrotnie, przechadzając się kilkakrotnie w jedną i drugą stronę, szukając potwora, który nie będzie, wywoływał, aż tak wielkiego lęku. Powoli zaczęło się tutaj roić od dwunogów. Cześć potworów odpływała, aby po chwili na ich miejsce przybywały kolejne. W końcu nadarzyła się okazja, dwunogi opuścili pokład. To była moja szansa, niepozornie zbliżyłam się do krawędzi mostu. Wskoczyłam na kładkę i wbiegłam do środka. Poczułam, jak zaczyna mną bujać, zachwiało mnie. Łapiąc równowagę, wyprostowałam się na łapach i ostrożnie podeszłam do siatki pełnej smakowitych kąsków. Te małe głupie otworki. Kładąc, przednie łapy na sznurki chwyciłam zębami za linkę. Zacisnęłam szczęki i szarpnęłam, kilkukrotnie. W końcu sznurek puścił, otwór w siatce powiększył się na tyle, że spokojnie mogłam wsadzić tam pyszczek i wyciągnąć zdobycz. Gdy już miałam triumfować, tuż za mną rozległ się krzyk. Złapałam mocniej rybę. Dostrzegłam za sobą mężczyznę, złapał pierwszą lepszą rzecz, jaką miał pod ręką i coś mówił. Jego ton nie spodobał mi się, a na twarzy dostrzegłam mocne zdenerwowanie. To była ta chwila, aby wiać. Rzuciłam się biegiem w stronę wyjścia. Szybko zeskoczyłam z kładki, kierując się w stronę obozu, zwinnie wymijając tych głupich dwunożnych. Czując miękkie podłoże pod łapami, mogłam spokojnie odetchnąć. Zatrzymałam się obok drzewa, upuszczając rybę na ziemię. Rozejrzałam się dookoła, niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Ułożyłam się wygodnie, chwytając zdobycz między przednie łapy. Przeżuwając dokładnie każdy kęs, teraz gdy mój żołądek został napełniony, mogłam cieszyć się ze swojego triumfu. Oblizałam się na koniec i udałam do Nakrapianej Gwiazdy. Na miejscu spotkałam Korzenia, Burzowe Gardło oraz Irysowe Serce. Dopiero teraz mnie olśniło, czyżby to chodziło o te małe kurdupelki, dzieci Muszelkowego Nosa i Brzozowego Kła. Nie mogło być inaczej. Nakrapiana Gwiazda w końcu zaczęła swoją przemowę, bacznie obserwując naszą reakcję.
— Jutro odbędzie się ceremonia nadania uczniów. Każde z was dostanie pod opiekę jednego ze szczeniąt. Waszym zadaniem jest przez sześć księżyców, przekazać im swoją wiedzę oraz umiejętności, aby stały się prawdziwymi wojownikami. Oczywiście może to zająć więcej czasu co niektórym, jednak starajcie się wyrobić w czasie.
Niemal szczęka mi opadła, jutro dostanę szczyla, który w przyszłości stanie się owocem mojej ciężkiej pracy. To był ogromny zaszczyt, ale i odpowiedzialność. Rozpierała mnie duma, a zarazem niepokój. Przecież nigdy wcześniej nie dostąpiłam tak wielkiego zaszczytu. Padło kilka istotnych pytań, ale to kogo nam przydzielą jutro, było jedną wielką tajemnicą. Po zakończonym zebraniu wszyscy się rozeszli. Wieczorny patrol to była ostatnia rzecz, na jaką miałam dzisiaj ochotę, jednak to właśnie mi przypadał ten obowiązek. Choć starałam się zachować koncentrację, cały czas rozpraszały mnie moje własne myśli. Od czego zacząć? Jakie wartości mam przekazać? Ile czasu poświęcać? Jak się zachowywać? Szukałam w głowie odpowiedzi. Co chwila musiałam jednak stawiać się do pionu, przecież teraz miałam patrolować granice, a nie zamartwiać się szczylem na zapas. Gdy upewniłam się, że wszystko jest w porządku. Udałam się ponownie do portu. Usiadłam na drewnianym podłożu i skierowałam wzrok w stronę gwiazd. Teraz mogłam spokojnie wszystko przemyśleć i poukładać w całość. Jutro czekał mnie ciężki dzień, zawinęłam tyłek i wróciłam do obozu, wygodnie rozkładając się w legowisku. Po krótkie chwili czułam, jakby moje ciało lekko odrywało się od ziemi.
— Wstawaj Błękitna!
Poderwałam się na cztery łapy i spojrzałam ze zdziwieniem na Słoneczny Pysk.
— Co się stało? — mruknęłam lekko zaspana.
— Zaraz ceremonia mianowania, wszyscy tam czekają a Ciebie brak.
Wybiegłam jak poparzona, w ostatniej chwili ustawiłam się wraz z resztą mentorów. Ledwo złapałam oddech gdy Nakrapiana Gwiazda zaczęła mówić. W końcu nadeszła moja kolej.
— Płomieniu od dzisiaj aż do czasu gdy zdobędziesz imię wojownika, będziesz nazywać się, Płonąca Łapa twoim mentorem będzie Błękitna Stokrotka.
Liderka przeniosła wzrok z Płomienia na mnie i kontynuowała.
— Zostaniesz mentorem Płomienia. Okazałaś się wojownikiem honorowym i zrównoważonym na pewno przekażesz temu młodemu uczniowi swoją całą wiedzę.
W tym momencie musiałam zetknąć się nosem ze swoim uczniem. Poznałam już jego zapach.
Był to spory szczeniak, jego futro przypominało ogień, bez ładu i składu, zmierzwione o wielu barwach, plamkach, łatkach i ciapkach. Wyglądał, jakby ktoś malował go w pośpiechu. Jedyne co rzucało się w oczy i miało jakiekolwiek ukojenie dla oka to białe plamki zajmujące największą część na klatce, pyszczku i łapakach, tworząc dość wysokie skarpetki. Biel uczepiła się również jego końcówki ogona.
Młody nie potrafił usiedzieć na dupie, obserwowałam go podczas ceremonii. Istny wulkan niespożytkowanej energii w takim małym ciele. Po ukończonej ceremonii japa mu się nie zamykała. Skakał i wylewał z siebie potok słów. Już po chwili miałam serdecznie dość. Całkowicie inaczej wyobrażałam sobie swojego pierwszego ucznia. Musiałam jakość ostudzić jego emocje.
— Słuchaj Płomyk, trening zaczyna się od jutra. Cieszę się, że masz tyle entuzjazmu i energii. To bardzo dobrze, jutro ją spożytkujemy.
— Ale ja chcę dzisiaj!
Przecież nie mogłam małemu dać sobie wejść na głowę, już na samym stracie. Konsekwencja i asertywność to podstawa. Musiał mnie szanować, musiał poznać jasne granice. Czekało nas sporo pracy.
— Posłuchaj młody, panują tutaj zasady.
— Nie lubię zasad, są głupie i ograniczają!
— Są potrzebne, musisz wiedzieć, jak powinieneś się zachować w danej sytuacji. Jeśli chcesz być prawdziwym wojownikiem, musisz uzbroić się w cierpliwość.
— Po co?
— Wojownik, musi czasami powstrzymać się od ataku, czekać godzinami na właściwy moment, wszystko dokładnie przemyśleć, spontaniczne i pochopne decyzje bywają zgubne.
Mały usiadł na sekundę, na dupie otworzył pyszczek i słuchał, już po chwili rozproszył go jakiś patyk leżący na ziemi.
— Nie skończyłam — warknęłam.
Mały od razu z patykiem w pyszczku lekko skruszony przydreptał do mnie.
— Przepraszam, ja nie potrafię się skupić.
— Skupienie to jedna z podstaw, jak wyobrażasz sobie polowanie albo atak, skoro rozprasza Cię zwykły kijek?
Płomyk zamilknął na chwilę wykorzystując, jego nieuwagę złapałam kijek i ruszyłam biegiem. Mały na swoich krótkich nóżkach pędził za mną. Już po kilku minutach padł na pysio, dysząc.
— Spokój, koncentracja, kondycja od tego zaczniemy jutro — powiedziałam stanowczo.
— Niby jak?
— Poszukamy ziół w porcie.
Młody będzie musiał zachować spokój, aby nie zwracać na siebie dwunogów, skoncentrować na celu oraz jak najszybciej dostarczyć je do medyka.
<Płomień?>
[1251 słów: Błękitna Stokrotka otrzymuje 12 Punktów Doświadczenia, Płonąca Łapa 2 Punkty Treningu]

6 marca 2021

Od Błękitnej Stokrotki CD Płomiennego Krzewu

Czemu on był dla mnie taki podły? Zaatakował mnie. Ja nie miałam przecież złych zamiarów. Chciałam tylko mu podziękować. Chciałam być miła i się przydać. Krew trysnęła z mojego barku, poczułam złość, strach i jednocześnie smutek. Kuśtykając, odeszłam od niego. Czy to możliwe, że po jego ataku zostałam zarażona tą paskudną chorobą? Czułam się dziwnie kaszel, katar ból gardła do tego trudności z oddychaniem. Gdy doszłam do siebie i znalazłam zioła, dotarło do mnie, że on musiał być chory. Nie wiem czemu? Ta myśl tak bardzo mnie zmartwiła, musiałam sprawdzić, czy moje podejrzenia są słuszne. Przecież jestem mu coś dłużna. Pomimo niechęci spowodowanych przez jego atak postanowiłam to sprawdzić i go należność. Jestem głupia, narażam siebie dla jakiegoś dupka, który potraktował mnie jak śmiecia. Jednak nie potrafiłam inaczej. Jestem honorowa, zawsze spłacam długi. Tym razem nie pozwolę mu się skrzywdzić jeśli będzie trzeba, to pokażę mu kły. Ruszyłam więc na poszukiwanie mojego wybawcy, a jednocześnie kata. Gdy udało mi się go namierzyć, wyglądał dość mizernie. Nie byłam zadowolona z tego, że moje przeczucie się sprawdziło. Jednak może to karma i los go pokarał za to, że mnie tak potraktował. Wykrzesałam z siebie pewność i zaproponowałam, że wyjawię mu miejsce, gdzie rośnie lekarstwo. To załatwi sprawę naszego długu. Kamień spadł mi z serca, gdy niechętnie przystał na moją propozycję. Nie było z nim dobrze wyglądał gorzej niż ja gdy przechodziłam chorobę siejącą spustoszenie.
Pewnym siebie krokiem zmierzałam do torów, gdzie najczęściej były one spotykane. Pies ze wszystkich sił starał się nie dawać pokazać, jak bardzo jest osłabiony. Jednak musiałam zwolnić, wiem, jak ciężko się oddycha i porusza gdy brakuje tlenu. Długo wędrowaliśmy wzdłuż torów, mój towarzysz, tracił już cierpliwość. Na szczęście nic do mnie nie mówił, pewnie ciężko mu było iść i rozmawiać. W końcu złapałam trop, przystanęłam na chwilę, pociągając nosem. Pies patrzył na mnie pytająco, jednak nadal milczał. Wskoczyłam na tory i zaczęłam kopać. Znalazłam były tutaj. Jednak te kilka krzaczków to stanowczo za mało, aby go wyleczyć.
— Musimy szukać dalej — powiedziałam pewnym siebie tonem.
— Naprawdę, chcesz mnie jeszcze bardziej irytować? — warknął, dusząc się przy tym.
Co za tępak, musiałam pokazać mu, że teraz zabawa się skończyła. Nie bałam się go, był osłabiony, i chociaż by stał na głowie, to ja byłam silniejsza. Gdyby nie był w tak zaawansowanym stadium, nie zebrałabym się na to, ale teraz to ja wiedziałam wszytko najlepiej. Zatrzymałam się i odwracając pysk, spojrzałam w jego stronę. Tak Błękitna pokaż mu, że nie jesteś śmieciem i też masz swoją wartość.
— Słuchaj mnie dupku, nie podważaj mojego zdania, bo tym razem to ja rzucę Ci się do gardła, dobrze wiesz, że nie masz ze mną szans w tym stanie. Chcę Ci pomóc, musimy mieć więcej ziół więc rusz swój śmierdzący zadek.
Oj bardzo mu się to nie spodobało, ale zaniósł się takim kaszlem, jakby zaraz płuca miał wypluć. W końcu ruszył tyłek i szukał razem ze mną. Wiedziałam, że nie ma węchu, ale wzrok miał sokoli. Znalazł kolejne zioła i wykopywał.
— Brawo — zakpiłam z niego.
Igrałam z ogniem, wiem o tym, że jak wyzdrowieje, to może chcieć mnie rozszarpać. Jednak cieszyłam się moim triumfem i przewagą. W końcu z pełnymi pyskami udaliśmy się w stronę powrotną. Nie miałam w zwyczaju przekraczania granic, oddałam mu swoje zbiory i bez słowa pożegnania ruszyłam do obozu.
 
Minęło kilka dni gdy siedząc na brzegu, na neutralnym gruncie wyczułam zapach owego psa. Na pewno nie przyszedł mi podziękować. Wbiłam w niego wzrok. Wyglądał o niebo lepiej. Jeśli wrócił do siebie to dobrze, byliśmy kwita. Jeśli miał zamiar odgrażać się za moje pyskowanie, byłam gotowa stawić mu czoła. Nie byłam w stanie wyczytać kompletnie niczego z jego miny. Jednak byłam gotowa na ewentualne stracie. Czułam, jak moje mięśnie mimowolnie się napinają, serce wali jak oszalałe.
<Płomienny Krzew?>
[624 słowa: Błękitna Stokrotka otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia i zostaje wyleczona z choroby]

22 lutego 2021

Od Błękitnej Stokrotki

Od kilku dni czułam wyraźne osłabienie organizmu. Początkowo było ono mało znaczne dla mnie. Mogłam normalnie polować i trenować, czułam tylko lekki dyskomfort. Trudności z oddychaniem, troszkę ciekło mi z nosa. O, na pewno tylko zwykłe przeziębienie, nic strasznego ani groźnego.
Jednak gdy po dłuższym czasie nie czułam poprawy, a pogorszenie, mocno się zmartwiłam. Co chwila ktoś wyruszał na poszukiwanie ziół, aby walczyć z dziwną chorobą, która nas dopadła. Nie mogłam ot tak stać, nic nie robić, podejrzewałam, że również zapadłam na to dziwne coś. Nie wiadomo skąd ta choroba przybyła, ani dlaczego. Pocieszał nas fakt, że nie była ona tylko w naszym klanie, a inne nacje też się z nią borykały. Najbardziej upierdliwe było to, że w poszukiwaniu lekarstwa coraz to częściej dochodziło do naruszania granic między klanami. Jak to miało pomóc w nierozprzestrzenianiu tego dziadostwa?
Nie mogłam tak po prostu iść do medyka i wykorzystać to co znaleźli inni. Choć trudniej mi było, niż jeszcze kilka dni temu oddychać, udałam się na poszukiwania. Udałam się więc w okolice torów, gdyż roślinki te podobno lubiły rosnąć w dość trudno dostępnych miejscach. Musiałam niestety co jakiś czas siadać i odpoczywać, mój węch mnie zawodził, a jedynym narzędzie pozostał tylko wzrok. Nagle pomiędzy torami zobaczyłam kilka wątłych roślinek, nie czułam ich zapachu, nie byłam pewna czy to na pewno to. Wskoczyłam na tory i zaczęłam je wykopywać i wyrywać. Nagle usłyszałam gwizd pociągu. Miałam zaledwie kilka sekund na wydobycie roślin, zaparłam się z całej siły i usiłowałam je wyciągnąć, pociąg był coraz bliżej, w końcu poczułam, jak korzenie odpuszczają, a ja przekołowałam do tyłu. W ostatniej chwili uniknęłam najeżdżającego pociągu. Gdy się podniosłam, zobaczyłam, że roślinki leżą obok mnie, pełna nadziei łapałam je w pyszczek i ruszyłam do medyka. Gdy znalazłam się u Podgrzybkowej Sierści, położyłam mu roślinki.
— Błękitna, ty jesteś w drugim stadium choroby, o matko, jak ty wyglądasz…
— Przyniosłam zioła.
Pies odłożył je na bok, po czym przygotował lekarstwo, po którego zjedzeniu poczułam się znacznie lepiej.
Błękitna Stokrotka zbiera zioła i zostaje wyleczona. Flumine otrzymuje 15 ziół.
[327 słów: Błękitna Stokrotka otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

2 lutego 2021

Od Błękitnej Stokrotki CD Płomiennego Krzewu

Poczułam się mocno zignorowana, gdy pies łudząco podobny do wilka zaczął się oddalać. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, co mam zrobić. Patrzyłam, jak jego sylwetka powoli znika w oddali. Wzięłam głęboki wdech. Dokładnie zwęszyłam miejsce, w którym stał. Nerwowo rozejrzałam się dookoła. Ponownie przytknęłam nos do ziemi i ruszyłam za zapachem obcego. Ostatnio dużo mówiło się o włóczęgach. Wkradali się oni na tereny klanów, atakowali z zaskoczenia, gdy nikt nie pilnował. Zostawiali ciała swoich ofiar i przemieszczali się dalej. Nikt nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, Jaki mieli w tym cel. Po kilku takich przypadkach zwątpiłam, że są to samotnie podróżujące osobniki. Chociaż znaczna większość nadal trzymała się kurczowo tej teorii. Jako wojowniczka, chciałam rozwiązać tę zagadkę. Czyżby ten ignorant był jednym z nich ? Ciekawość pchała mnie do przodu. Gdy zobaczyłam, jak wślizguje się do miasta, od razu podążyłam jego śladami. Czułam, jak bardzo jest spięty, mijając ludzi. Przecież oni nie są aż tacy okropni. Zdarza się, że czasami poczęstują nas czymś pysznym, sami z siebie jeśli zrobi się wielkie piękne oczy, głodnego pieska. Nie czułam się jednak pewnie. Zatrzymałam się za rogiem gdy nagle jakiś roztrzęsiony zakrwawiony mieszaniec wpadł prosto na mnie.
— Co ci się stało ? — Oczy niemal mi się zeszkliły. Jego strach można było zwęszyć z kilometra jak nie dwóch.
Jednak nic nie odpowiedział, zignorował mnie i uciekł. Co jest z nimi wszystkimi, dlaczego wszyscy traktują mnie jak powietrze? Lekko położyłam uszy po sobie. Poczułam, jak coś zaciska się na mojej szyi. To był ten przeklęty Dwunogi z kijkiem i pętelką. Wszyscy wiedzą, że trzeba się trzymać od nich z dala. Gdy kogoś złapią, można być pewnym, że to są ostatnie chwilę życia na wolności. Chodzą również plotki, że utylizują nas jak śmieci. Tylko dlaczego ? Czy naprawdę nie mamy prawa funkcjonować w tym świecie ? Toczące się wojny między klanami nie są już karą ? Jeszcze zsyła się na nas dwunożnych ? Przecież nie różnimy się niczym od tych, których codziennie wyprowadzką na spacer. Mówią do nich pieszczotliwie, dbają, aby ich brzuszki były zawsze pełne. Więc jaki jest cel tego, że jeśli nie żyjemy u ich boku, musimy się bać ? Czy oni lubią tylko podporządkowanych?
Pętla coraz mocniej zacisnęła moją szyję. Zaczęłam się buntować, machać głową i szarpać, lecz im większy był mój opór, tym większy sprawiało mi to ból. Czułam, jak brakuje mi powietrza w płucach. Sztywny kijek nie pozwalał nawet zbliżyć się do Dwunoga. Nie chciałam zegnać się z wolnością, nikt nie miał prawa mi jej zabrać. Tym bardziej nie mieli prawa pozbawiać mnie życia i utylizować. Wpadłam w panikę, która nie polepszała sytuacji. Swoich piskiem musiałam zwrócić uwagę innych ludzi, ale oni mi nawet nie współczuli. Byli zimni, obojętni, ignorowali mnie. Czy naprawdę nie znaczę dla nich nic ? Co mnie podkusiło, aby iść za obcym psem, przecież nikt rozsądny by tego nie zrobił. Zachciało mi się, sprawdzać kim on jest? Teraz mam za swoje. Zobaczyłam jak, jakiś cień rzuca się na Dwunoga. Pętla się rozluźniła. Mogłam wyjąć głowę. To nie mógł być włóczęgą, tego byłam pewna. Jednak w przypływie emocji i strachu rzuciłam się do ucieczki. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Wyskoczyłam na ulicę, ledwo omijając dziwne pojazdy wydające głośny nieprzyjemny dźwięk, to była istna katorga dla moich uszu. Gdy poczułam się bezpiecznie, usiadłam na chwilę. Podnosząc wzrok, dostrzegłam, jak obcy zajada się swoją zdobyczą. Nie chciałam mu przeszkadzać, więc poczekałam, aż spokojnie zje. Gdy skończył, powoli wstał i ruszył przed siebie. Wzięłam głęboki wdech i podbiegłam do niego. Znowu to spojrzenie, negatywna energia biła od jego osoby. Zapewne było mu wszystko jedno. Jednak mnie uratował, a ja miałam u niego dług. Tak być nie mogło, musieliśmy wyjść na zero.
— Myślałam, że jesteś włóczęgą.
Wydał z siebie ciche pogardliwe parsknięcie. Ale milczał, usiłując unikać mojego spojrzenia.
— Dziękuje za ratunek. Wiem, że musisz być w takim razie z jakiegoś klanu. Na pewno nie jesteś z Flumine, ale jestem ci wdzięczna, a zarazem dłużna.
W końcu zatrzymał swoje spojrzenie na mnie.
— Nie dałaś sobie rady ze zwykłym kijem z pętelką, czego ja mógłbym oczekiwać od ciebie, poza tym, abyś nie wtykała nosa w nie swoje sprawy.
Położyłam uszy po sobie i zrobiłam wielkie, słodkie oczy.
— Na pewno jest coś, na co mogłabym ci się przydać... pomyśl.
<Płomienny Krzewie?>
[700 słów: Błękitna Stokrotka otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

20 stycznia 2021

Od Błękitnej Stokrotki do Płomiennego Krzewu

Dzisiejszego dnia postanowiłam zrobić sobie nieco dłuższą wycieczkę. Śnieg delikatnie padał, a temperatura spadła grubo poniżej zera. To jednak nie było w stanie powstrzymać mnie, przed wyprawą. Chociaż lubiłam nasze tereny, to nie potrafiłam długo wysiedzieć w miejscu. Nie chciałam również łamać reguł panujących w klanie, więc jak wycieczka to tylko na neutralny grunt. Drogę znałam dość dobrze, chociaż śnieżna pokrywa nieco utrudniała mi orientowanie się w przestrzeni. Jednak od czego ma się nos, on zawsze doprowadzi mnie do celu. Ruszyłam spokojnym marszem, gdyż nie śpieszyło mi się nigdzie. Czułam na sobie wzrok niektórych członków klanu, przywitałam się z każdym lekkim skinieniem głowy, gdyż tego wymaga kultura. Opuszczając tereny, usiłowałam iść wąskimi przesmykami ziemi niczyjej tak by aby na pewno nie przekroczyć granic. W końcu puściłam się biegiem gdy zobaczyłam, że jestem już na plaży. Zazwyczaj był tutaj piasek, ale teraz znajdował się pod kołderką białego puchu. Szum wody i jej zapach odprężały mnie do granic możliwości, zwolniłam, aby napawać się tym miejscem. Szkoda, że nie możemy wszędzie czuć się bezpiecznie, tylko u siebie lub na neutralnych terenach. A gdybyśmy wszyscy byli jedną wielką rodziną? Nikomu nie stałoby się nic złego, zresztą zyskalibyśmy na tym, więcej niż stracili. Jednak wiedziałam, że każdy klan ma na ten temat odmienne zdanie. Taki pokój wyglądałby pięknie, i choć łatwo się o tym mówi, to w rzeczywistości byłby cud. Od zawsze wiadomo, że dzieli nas gruba granica. Jednak gdybym miała głos w tej społeczności i spełniła swoje marzenie, starałabym się osiągnąć pokój z resztą. Choć nie uważam, że reszta władzy nie stara się tego osiągnąć, ale może mi by się udało. Chociaż to myślenie jest nieco głupie i dziecinne. Tak bardzo pogrążyłam się w tych myślach, że dopiero ostry zapach innego psa mnie z nich wyrwał. Zatrzymałam się i lekko mrużąc oczy, rozejrzałam. Po chwili skupienia w oddali dostrzegłam wilka. Nie stop! To nie był wilk. Lekko ruszyłam kłusem, aby zmniejszyć odległość między nami, gdy pies zobaczył, że dość pewnie kieruje się w jego stronę, skupił na mnie swoje spojrzenie.
Gdy dzieliło nas jakieś osiem metrów, zatrzymałam się, bacznie obserwując obcego. Uspokajała mnie myśl, że jesteśmy na neutralnym gruncie więc nieważne, z jakiego jest klanu, walka nie powinna być tutaj brana pod uwagę. Moje zamiary były jak najbardziej przyjacielskie.
— Cześć jestem Błękitna — rzuciłam bez zastanowienia.
Pies z wyglądu przypominał trochę mnie, więc dlatego byłam mocno podekscytowana. W moim klanie byłam jedyna. Jednak on nie pałał entuzjazmem co do mojej osoby. Raczej po jego minie i spojrzeniu, zdałam sobie sprawę, że nie mam do czynienia z sympatycznym kolesiem, a wręcz przeciwnie. Czemu ja go oceniam, przecież nie powiedział jeszcze ani jednego słowa. Może właśnie to milczenie budowało napięcie i zwiększało mój niepokój. 
<Płomienny Krzew?>
[447 słów: Błękitna Stokrotka otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

„Wyznacz swój kurs według gwiazd, nie według świateł każdego statku, który Cię mija.”

[kliknięcie przeniesie do karty postaci]