Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złote Futro × Irysowe Serce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złote Futro × Irysowe Serce. Pokaż wszystkie posty

6 listopada 2019

Od Rysy CD Auruma

Położyła się na stercie gąbek, delikatnie otrzepując się z wody. Ulewa przybierała na sile i zdawało się, że jej koniec nigdy nie nadejdzie. Na szczęście znalazła to wygodne miejsce, osłonięte przed deszczem. Leżało się tu bardzo przyjemnie, a Dwunożni skryli się w domach, aby dłużej nie moknąć na deszczu. Nikt jej nie przeszkadzał.
Wyczuwała wprawdzie dosyć świeży zapach któregoś z Wodnych, ale uznała, że skoro teraz jest tu pusto, to nikt raczej już nie wróci.
Ułożyła się na prowizorycznym legowisku i w zamyśleniu obserwowała krople deszczu spływające po zardzewiałej rynnie.
- Wystarczy powąchać, by wiedzieć, że przed chwilą zająłem to miejsce. - no jasne. Nigdy nie miała szczęścia w życiu. Stał przed nią pies jej wzrostu, wpatrując się w nią uporczywie. Czuła, że nie zamierza odpuścić, choćby miał walczyć o stos starych gąbek.
Fuknęła cicho. Miała ochotę zająć czymś myśli, które wciąż oscylowały wokół pewnego białowłosego osobnika, leżącego teraz na drodze spory kawałek stąd. Mimowolnie zastanawiała się, czy jego krwotok już się zatrzymał. Zamiast tego po raz kolejny los z kimś ją skonfrontował, właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebowała samotności.
Spojrzała na osobnika o złotej, przemoczonej sierści. Znała go, ale chwilę zajęło jej skojarzenie imienia. Aurum, złoty pies. Zaśmiała się pod nosem.
- Nie poznajesz własnego klanu? Rysa. - prychnęła, udając zawiedzenie zachowaniem psa.
Samiec przypatrzał się jej uważnie i po chwili pokręcił głową z niedowierzaniem. Po błysku w jego oczach domyśliła się, że i on rozpoznał w niej klanową towarzyszkę.
- Wybacz, dziś nic już do mnie nie dociera. - trącił ją pyskiem na powitanie. - Jak mija ci dzień?
- Jakiś szalony samotnik prawie się na mnie rzucił. Nic nowego w tym popieprzonym miejscu. - mówiła spokojnie, ale delikatnie zadrżała na wspomnienie dzisiejszych zdarzeń. - Mówiąc szczerze, jestem już zmęczona tym wszystkim.
Samiec słuchał jej z zainteresowaniem, a ona ze zdziwieniem zauważyła, że ulewa odpuściła. Kilka ostatnich kropli wpadło do kałuży z cichym pluskiem. Czyżby było już po wszystkim?
- Co powiesz na małą przechadzkę? Może uda nam się złapać coś dla klanu, a we dwoje poluje się raźniej. - rzuciła propozycję, chociaż sama nie była pozytywnie nastawiona do wizji wspólnego spaceru. Liczyła jednak, że w ten sposób oderwie się od stresujących wydarzeń, które miały miejsce jakiś czas temu.
Aurum z radością przyjął jej pomysł, więc ruszyli w stronę centrum. Po drodze udało im się upolować zbłąkanego gołębia, który chyba sam nie wiedział, co tak naprawdę się dzieje. Wydawało się, że sam chciał oddać się w ich łapy.
Rysa dumnie niosła zdobycz w pysku, a jej towarzysz węszył, próbując zlokalizować kolejną ofiarę. Świeże mięso inne niż szczur wydawało się czymś wyjątkowym. Miedzianowłosa przełknęła ślinę. Gdyby nie to, że musiała nakarmić klan, ptak już dawno znajdowałby się w jej żołądku.
Obserwowała stare, opuszczone bloki w nadziei, że z któregoś z nich wyłoni się zwierzyna. Miała jednak świadomość, że to niemożliwe. Tu zawsze było pusto, cicho i bez śladu życia.
Głośny grzmot sprawił, że spięła rozluźnione wcześniej mięśnie. Spojrzała na Auruma i zauważyła błysk wśród chmur, a chwilę później poczuła, jak jej sierść staje się mokra. Nie wierzyła we własnego pecha. Ulewa rozpoczęła się nagle i niespodziewanie, nadciągając z zawrotną siłą.
Oboje wbiegli do najbliższego budynku najszybciej, jak się dało. Nie sprawiał wrażenia zbyt bezpiecznego - prędzej można by o nim powiedzieć, że był przerażający - ale w tym momencie nie miało to żadnego znaczenia. Musieli gdzieś przeczekać tę okropną burzę.
<Aurum?>
[546 słów: Rysa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

16 października 2019

Od Auruma

  Lało jak z cebra. Ogromne krople deszczu uderzały o asfaltowe drogi, betonowe chodniki i wąskie skrawki pożółkłej trawy. Aurum znalazł schronienie pod jakąś zawieszoną pomiędzy dwoma śmietnikami blachą.
  Drżał. Zanim znalazł tę kryjówkę zdążył przemoknąć do ostatniego włoska. Wiatr może i nie był jakiś szczególnie mocny, ale robił swoje, tylko potęgując to, jak mu było zimno.
  Tęsknił za lasem. Tam drzewa dawały lepszą ochronę przed deszczem. Zawsze mógł sobie wykopać norę, w której nie musiał się przejmować wiatrem.
  Ale klan Piątego zrobił swoje. Zaatakował cztery klany, zamordował wielu, a tych, którzy przeżyli, skazał na tułaczkę. A tułaczka ta zakończyła się (przynajmniej tymczasowo, bo Złoty nie wiedział, co przyniesie mu los) w Betonowej Dżungli.
  Arkusz blachy zaczął zawodzić niebezpiecznie pod wpływem coraz to mocniej uderzających o nią kropli wody. Wojownik, zaniepokojony, wyszedł spod prymitywnego daszka. Zaledwie kilka uderzeń jego serca później metal z hukiem wpadł pomiędzy kontenery.
  Gwiezdni nad nim czuwali.
  Zagrożenia życia może już nie było, ale nie było też już schronienia przed deszczem. Czując jeszcze większe zimno Aurum kichnął kilka razy, wzdrygnął się i postanowił wziąć się w garść. Potrzebował kolejnej kryjówki, by przeczekać tę ulewę.
  Chwilę później wyszedł z bocznej uliczki, znajdując się tuż przy ruchliwej ulicy. Kolejne fale wody, które ciskały w jego stronę metalowe, cholernie szybkie potwory, nie robiły na nim już żadnego wrażenia. I tak był cały mokry.
  Doszedł do dwóch Dwunożnych - kobiety i mężczyzny, nad którymi rozpościerała się ogromna płachta na kiju, która chroniła ich przed zmoknięciem. Skulił się przy nogach jednego z nich, samca, ale gdy ten się zorientował, poczęstował psa kopniakiem. Dość mocnym.
  Zaskomlał cicho, odskakując od Dwunożnego. Niestety skoczył prawie pod pysk metalowej bestii, która potraktowała go groźnym, piskliwym odgłosem bojowym. Znów odskoczył. Już trzeci raz tego popołudnia.
  Zawędrował w wąską uliczkę. Daszki łączące się tam, tworząc ochronę przed wodą. Otrzepał się i ruszył w stronę stosu kartonowych pudełek. Gdy już miał się schować w największym z nich, dotarł do niego syk. Kocie prychnięcie.
  Bez słowa opuścił uliczkę. Nie miał ochoty na spotkanie z ostrymi pazurami.
  Miał już dosyć, a na koniec deszczu się nie zapowiadało. Do tego zaczął coraz mocniej czuć głód, który od jakiegoś czasu ignorował. Wyglądało na to, że Gwiezdni postanowili wystawić go na próbę.
  Wszedł w kolejną uliczkę. Miał przynajmniej to szczęście, że tych było w Betonowej Dżungli od groma.
  Jak się okazało, był to ślepy zaułek, na którego końcu znajdowała się sterta przemokłej makulatury. Nic ciekawego.
  Kolejna uliczka okazała się być jednak zbawieniem - pod balkonem jednego z mieszkań znajdowała się sterta dużych gąbek. Sucho i miękko. Gwiezdni znów się do niego uśmiechnęli.
  Ułożył się wygodnie i zamknął oczy. Szum deszczu był jak kołysanka. Zasnął prawie natychmiast.
  Gdy się obudził, nadal padało, ale lżej. Kiszki grały mu marsza. Wstał i wyszedł pod niebo, znów moknąc. Musiał to jednak przeboleć, jeśli chciał coś zjeść i przetrwać.
  Gwiezdni jednak nadal mieli go w swojej opiece, ponieważ zaledwie dwie uliczki dalej znalazł szczura, którego po chwili gonitwy zabił. Wzniósł wzrok ku niebu i w swej duszy podziękował Gwiezdnym.
  Chwycił truchło szczura w pysk i powrócił do uliczki, w której znajdowały się gąbki. Zatrzymał się jednak jak wryty, gdy dostrzegł jakiegoś psa stojącego przed jego wypatrzonym wcześniej posłaniem. Wykonał jeszcze kilka kroków w stronę tego osobnika i zatrzymał się.
  Wypuścił szczura z pyska i położył na nim łapę, na wypadek, gdyby pies okazał się być złodziejem.
  - Wystarczy powąchać, by wiedzieć, że przed chwilą zająłem to miejsce. - Mruknął, wbijając wzrok w psa.
<Ktoś jest może chętny? c:>
[570 słów: Aurum otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]