Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Mała Kropla•. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Mała Kropla•. Pokaż wszystkie posty

12 czerwca 2021

Od Małej Kropli CD Błękitnej Stokrotki

A więc ruszyły w dalszy patrol. Trzeba było przyznać, że obecność Błękitki nie była taka zła. Można nawet powiedzieć, że czuła się dobrze w jej towarzystwie. Jednak Mała Kropla tego nie przyzna. Musiałaby jeszcze sama sobie to przyznać. Tak czy siak, patrol został zaliczony, a też z lekką niechęcią żegnała się z Błękitną Stokrotką.
 
Następnego dnia Mała Kropla obudziła się, co dziwne, wyspana. W legowisku wojowników Zawsze są tacy ściśnięci. A ona jest taka malutka! Przecież jej malutkie ciałko nie może leżeć przy takich gigantach! Podniosła się z pozycji leżącej i opuściła legowisko na tych swoich malutkich łapkach. Zauważyła kolejnego psa w tym klanie. Coraz bardziej dochodziła do wniosku, że jak ich jakiś klan zaatakuje, to oni nie będą mieli szans. Z takimi wojownikami jak ona czy Ślimaczy Ślizg zginą. Dobrze, ich medyk może być taki niski, jednak oni? Prawdopodobnie właśnie dlatego suczka nie wiedziała, do czego jest potrzeba w klanie. W końcu suczka wzdycha i podchodzi do psa o podobnym wzroście. W drodze do niego niemal od razu zauważyła, że ma coś z barkiem. Jednak ten pies prawdopodobnie nie będzie chciał iść nawet do medyka. Młody buntownik.
— Ślimaczy Ślizgu, musisz pójść do medyka. Nie chce słyszeć sprzeciwu i…
Suczka urwała, widząc, że pies nawet na nią nie spojrzał, jak do niego mówiła. Chwilę poczekała, aż się w końcu odwróci. Jednak przypomniała sobie jedną rzecz, Ślimaczek jest głuchy. No cóż… w takim razie będzie musiała pomóc mu jakoś inaczej, albo przynajmniej spróbować do niego przemówić. Szturchnęła go w kark, a ten od razu wtedy na nią spojrzał pytająco, jak i ze zniewagą. Przewróciła oczami na ten gest. Pokazała głową w stronę legowiska uzdrowiciela.
— Ty musieć iść taam! — szczeknęła, zapominając o tym, że przecież jak jest głuchy, to nie znaczy, że jest głupi, tylko nie słyszy.
Ślimak zareagował tylko na jej gest i od razu pokręcił głową na nie. Już współczuła Rozżarzonemu Językowi, że musiała go uczyć.
— Taaak! — powiedziała, kiwając głową i specjalnie próbowała powiedzieć to jak najwyraźniej.
Ślimaczy Ślizg warknął niezadowolony, po czym gdy już miał odejść od niej suczka złapała go za ucho i postanowiła sama zaciągnąć go do medyka.
Gdy w końcu dotarli, spojrzała na medyka i jego ucznia, Rumiankową Łapę… o ile jeszcze nie dostało imienia. Nie była pewna. Jednak trzeba było przyznać, jako jedyne było tutaj dużym psem… co mogło wyglądać trochę dziwnie, jednak trudno! Już miała dosyć tego młodego, dlatego po prostu opuściła legowisko.
Teraz postanowiła poszukać swojej nowej koleżanki, a przynajmniej mogła chyba ją tak nazwać. Nie trudno było ją znaleźć, dlatego od razu, gdy ją zobaczyła podbiegła truchcikiem do niej.
— Cześć Błękitko! — powiedziała dosyć głośno, dlatego się poprawiła — Znaczy… cześć Błękitna Stokrotko.
Sama nawet nie wiedziała czemu właściwie to zrobiła, no cóż. Tak już wyszło, stres?
Na szczęście suczka kiwnęła głową, śmiejąc się pod nosem.
— Witaj Mała Kroplo.
Krótka rozmowa, w której obie postanowiły ruszyć w stronę rzeki. Mają przecież na samym terenie taką, nie tylko port. A przynajmniej wtedy Mała Kropla nie dostanie zawału, że dwunożny złapie Błękitkę. Sytuacja w porcie była bardzo nieodpowiedzialna.
A więc ruszyły, co prawda Mała Kropla na tych swoich małych łapkach musiała prawie ciągle doganiać większą od siebie wojowniczkę, jednak dała radę. Nie powinna narzekać. Chyba. Podróż nie była krótka, suczka coraz bardziej miała wrażenie, że ta podróż się dłuży i dłuży... Nie ma końca. Jednak gdy w końcu ujrzała rzekę, aż się uśmiechnęła.
 
Długo szły, to prawda, jednak są efekty! Pomimo faktu, że może być w jednej sekundzie cała mokra, nie przeszkadzało jej to. Lubi wodę, chociaż jest dosyć małym niebezpieczeństwem…? No cóż. Najwyżej Błękitna Stokrotka wyciągnie ją z wody, prawda?
Suczka podbiegła do wody. Ledwo co słyszała ten szum. Dla niej był prawie niewyczuwalny. Schyliła głowę do rzeki, chcąc lekko dotknąć nosem wody, jednak zanim ją dotknęła, już ją kropelka uderzyła ostrzegawczo w nos, przez co się cofnęła.
Podniosła po chwili wzrok na szaro-żółtą wojowniczkę obok niej.
 <Błękitna Stokrotko?>
[642 słowa: Mała Kropla otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia, Ślimaczy Ślizg zostaje wyleczony]

23 maja 2021

Od Małej Kropli do Błękitnej Stokrotki

 Nie widzieć, a uwierzyć.
Tak robiły klany, nigdy nie widziały gwiezdnych. Skąd mieli wiedzieć o tym, że naprawdę istnieją? Jedynie medycy jak już. Jednak… Może im to się po prostu przyśniło? Przecież oni w snach mają te przepowiednie. Do tego nie mogą o nich mówić nikomu poza przywódcą. Przywódcy dostają od Gwiezdnych imię i to tyle. Żadnych rzeczy poza tym. Przecież mogli się naćpać. Medycy dają jakieś zioła przywódcom na podróż, bo i tak nie można nic jeść przed podróżą. Pewnie ich naćpali i dlatego mówią, że im się Gwiezdni śnili. A więc…
Jej rozmyślanie na temat Gwiezdnych przerwała Rozżarzony Język, wchodząca tym swoim ciężkim krokiem do legowiska. Początkowo mała suczka skuliła uszy pod wpływem nagłego hałasu, który przyniosła wraz z sobą. Jednak po chwili spojrzała na prawie czarną suczkę. Według Małej Kropli — jest to wielka suczka. Dobrze umięśniona, oklapnięte uszy, jak i duży nos. Podniosła głowę wyżej.

Po długiej przerwie, Mała Kropla została wysłana na patrol z Błękitną Stokrotką. Co ją zdziwiło. Nie, że z tą wojowniczką, tylko bardziej, że musiała gdzieś iść. Niestety. Wzięła głęboki wdech, po czym ruszyła na poszukiwania tej wilczopodobnej suczki.
Nie było trudno jej znaleźć. Prawie od razu dostrzegła tę żółtoszarą wojowniczkę. Zamrugała do niej szybko, po czym przydreptała.
— Witaj Błękitna Stokrotko — szczeknęła z szacunkiem, w końcu była starsza o te kilka księżyców, jak i po prostu większa. — To z Tobą mam iść na patrol, prawda?
Błękitna Stokrotka od razu, gdy tylko ją usłyszała, odwróciła łeb w jej stronę. Pomijając fakt, że wyglądała, jakby się spodziewała małej psicy, kiwnęła głową.
— Tak, jednak proszę, mów mi Błękitka — powiedziała.
Gdy tylko usłyszała jakim tonem to powiedziała, Mała Kropla po prostu wiedziała, że to zorganizowana suczka. Nie było mowy, że nie. Zdziwiłaby się bardzo. Jednak po chwili, gdy już Mała Kropla miała coś znowu mówić, ktoś zawołał Błękitną Stokrotkę. Mała wojowniczka zrobiła naburmuszoną minę, jakby była szczeniakiem. Odwracać uwagę od niej? Cóż za bezczelność. Tupnęła raz łapą, gdy tylko towarzyszka odwróciła pysk od niej.
— Moglibyśmy już ruszyć? Nie chciałabym, abyśmy nie zdążyli — szczeknęła to dosyć głośno, tak aby Błękitna Stokrotka musiała na nią spojrzeć.
Błękitna odwróciła pysk do niej, po czym kiwnęła głową.
— Tak, tak — powiedziała nadal spokojnie, po czym wyszli z obozu, Mała Kropla oczywiście ledwo doganiając suczkę.

Ruszyły więc w stronę portu. Małej Kropli łatwo było unikać dwunożnych więc nawet według opinii czarnej wojowniczki, mogła iść między nimi. Jednak przez to, że Błękitka jest dużym psem i każdy dwunożny zauważyłby jej obecność, musiały zrezygnować z tego pomysłu. Jest Pora Nowych Liści, co oznaczało również, że więcej dwunożnych (a tym bardziej małych) będzie poza ich gniazdami. Nie wiadomo co takim małym szczeniakom dwunożnym może wpaść do głowy. Ona wolała jak już zostać w klanie, mimo tego, że nie za bardzo odnalazła swoje miejsce w klanie mimo tych wielu księżyców. Wybrały drogę przez cichszą część miasta. Od strony opuszczonego domku. Przy rynku czy przy targu oczywistą rzeczą będzie wiele dwunożnych. A właśnie tego unikały.
Gdy już doszły na deptak, Mała Kropla podniosła wzrok na Błękitną Stokrotkę.
— A więc jeszcze trochę i będziemy przy porcie. Tutaj raczej nie ma innych wojowników lub… tam czegoś innego — mruknęła Mała Kropla, machając dosyć szybko ogonkiem.
Błękitna Stokrotka wolała się bardziej skryć, jednak i tak się rozejrzała.
— Zawsze można dokładniej sprawdzić — szczeknęła cicho Błękitka.
Mała Kropla rozejrzała się wokół siebie. Czy to będzie konieczne? Przestała machać ogonkiem, kiedy dostrzegła, kto do nich się zbliża.
<Błękitna Stokrotko?>
[562 słowa: Mała Kropla otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

15 kwietnia 2021

Od Małej Kropli

Mała Kropla się nudziła w obozie. Epidemia minęła, a ona nawet nie zachorowała. Przez co nie zwróciła na siebie uwagi. No wspaniale! Eh, no dobrze. Za to jest inny problem. A nim są właśnie wojownicy z ich klanu. Nie dość, że jeszcze nawet sama liderka to… uch. Dobrze, powinna im pokazać przecież, że ona umie, zwróciłaby na siebie wtedy uwagę czy coś. W końcu wielcy wojownicy mają na sobie nawet za dużo uwagi. Postanowiła więc odwiedzić liderkę, czyli samą Nakrapianą Gwiazdę. Co prawda sama jej jakoś nie lubiła, jakaś dziwna jest. Ogólnie na zgromadzeniu nie pokazuje klasy ani nic. Jakaś pusta (nie to, że sama Mała Kropla jest pusta). Dlatego ruszyła do jej legowiska – czyli do jej pokoju, bo ten opuszczony dom nie ma legowisk jakiś wielkich.
Postawiła pierwsze kroki do legowiska rozglądając się. Od razu zauważyła tą dla niej wielką przywódczynię. Co prawda Mała Kropla jest zaliczana do dużych psów. W końcu nie jest szczu… znaczy małym pieskiem jak Podgrzybkowa Sierść. Nie przesadzajmy. Spojrzała na liderkę swoimi oczkami. No cóż… nie wyglądała jakoś za dobrze. Można powiedzieć, że prawie tragicznie czy coś takiego. Nie no nie było tak źle. Kiwnęła lekko głową do Nakrapianej Gwiazdy.
— Nakrapiana Gwiazdo? Czyżby coś się stało? — zapytała dosyć niewinnie Mała Kropla.
Liderka spojrzała na nią raczej obojętnie.
— Nic się nie stało — odparła liderka.
— Nie jestem ślepa Nakrapiana Gwiazdo... jeszcze. Wolałabym, aby liderka mojego klanu dobrze się czuła… bez urazy jednak nie wyglądasz wspaniale — mruknęła ponownie wojowniczka niewyraźnie, miała ponownie powiedzieć, jednak liderka jej przerwała.
— Nie pójdę do medyka. — Mała Kropla momentalnie zamknęła pysk.
No i teraz jak ją przekonać? Nie przekona jej lisie łajno! Myśl teraz. Skrzywiła się lekko.
— Musisz pójść do medyka, nic Ci nie szkodzi. A tym bardziej przecież jak pokażesz wojownikom, że… że… że jesteś mądrą suczką i wiesz kiedy potrzebujesz iść do medyka. Wtedy byśmy uniknęli sytuacji, że pies nie wie kiedy pora iść do medyka… Nakrapiana Gwiazdo jesteś naszym przykładem. — powiedziała Mała Kropla szybko, próbując zrobić coraz większe słodkie oczka.
Oczywiście kłamstwem było to, że jest ich przykładem, oczywiście, że nie. A przynajmniej nie jej. Phi, kto by chciał, aby ona była kogoś idolką? Tak czy siak, udawanie dobrze jej wyszło. A sama przywódczyni patrzała na nią ciągle, jakby już miała jej dość. Chociaż… trudno było określić jej wzrok. Po prostu jakby wpatrzyła się w nią, czekając, aż powie coś więcej. W końcu wzdycha.
— Niech będzie — powiedziała niechętnie.
— Wspaniale! — powiedziała podekscytowanym głosem.
Na szczęście tylko głosem.
Ruszyły w stronę pokoju medyka. Zadowolona ze swojego zadania Mała Kropla spojrzała na wyższą liderkę, która szła za nią. Nakrapiana Gwiazda po chwili znika w legowisku medyka, wymijając Małą Kroplę. Sama wojowniczka lekko wzdycha. No wspaniale. Raz zioła, raz to ratowanie liderki przed… przed zmęczeniem? Nieważne czym.
[454 słowa: Mała Kropla otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia, Nakrapiana Gwiazda zostaje wyleczona]

21 marca 2021

Od Małej Kropli

 Lecimy szukać ziółek, tak! Przecież to wspaniałe zajęcie. No, przynajmniej się przydaje i nie musi patrzeć na te szczyle, które już uczniami zostały, jednak tak czy siak, nadal szczyle. Które wszystkie zioła przez nią przyniesione zjadły. No po prostu nie wierzę…
Ruszyła więc ponownie, do parku. Bo gdzie indziej? Park był wielki. To trzeba było przyznać. Dlatego… może więcej jest tam ziół? Szukała więc ich, cały czas. Może z cały dzień zeszło na to. Na Gwiezdnych! Nie było ich tam. No ewidentnie, podrąbali jej zioła! No cóż. Ruszyła zrezygnowana, z niczym do obozu. Jak widać właśnie – zmarnowała jeden dzień na to, aby szukać ziół w nieodpowiednim miejscu.
Tym razem ruszyła w stronę opuszczonego domku. Tam może były jakieś zioła? Powinna sprawdzić. W mieście? Gdzie niby miałby być? No właśnie. Gdy już po tej długiej wędrówce rozejrzała się, przy domku. Przy wejściu nie było, dlatego postanowiła obejść cały dom. Aż w końcu zobaczyła swoją zdobycz, którą było oczywiście to zielsko. Jednak oczywiście nie mogło leżeć w wygodnym dla niej miejscu, prawda? No oczywiście, że nie, bo przecież jest pod jakąś rurą, która była przyczepiona do domu. Podeszła zrezygnowana i spróbowała wyjąć spod owej szarej rury zioła. Co można powiedzieć, że jest trudnym zadaniem. A tym bardziej, jak się nie jest zręcznym. Chociaż… Mała Kropla i jej zręczność. No cóż. Nie mogła powiedzieć, że jest jakaś zręczna, a tym bardziej, jeśli miała do wyjęcia z małego miejsca… dosyć małego miejsca zioła. No ewidentnie coś one się za bardzo chowały.
[247 słów: Mała Kropla otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

7 marca 2021

Od Małej Kropli

Mała Kropla ostatnio jedyne co robiła, to szukała ziół. Jednak co miała innego robić? Chciała się jakoś przydać. A to było właśnie takie zadanie, które mogło uratować dużo pysków. A poza tym, była już pora zielonych liści, co oznacza, że było coraz cieplej. Uśmiechnęła się pod nosem. Wyruszyła ponownie sama na szukanie ziół, a już z doświadczenia wiedziała, że najlepiej szuka się ziół w parku. Dlatego też tam ruszyła, aby nikomu nie przeszkadzać w obozie. Czarna suczka, czyli również suczka, która powinna dostać tytuł profesjonalnego szukania ziół. Bo idealnie jej to wychodzi… a przynajmniej ostatnim razem jej się udało.
Ruszyła więc do parku, gdzie zaczęła się rozglądać. Nie powinna szukać ziół tam, gdzie ostatnio — tam, gdzie mijała przebiśniegi. Przynajmniej je zapamiętała. Jednak czy teraz też one będą? Nie była pewna. Mimo tych wszystkich rozmyśleń o przebiśniegach ruszyła w drugą stronę parku, czyli tam, gdzie była ze Słonecznym Pyskiem. Tam, gdzie dwunożni leżeli na jakiejś kładce. Pewnie teraz też tam będą, gdyż jest coraz cieplej. Przyspieszyła trochę kroku. Jak znajdzie zioła – przyniesie je do obozu. A wtedy więcej psów zwróci na nią uwagę, co wychodzi na plus. Chociaż szkoda, że nie jest chora, wtedy to tym bardziej byłaby w centrum uwagi. Niestety, jak widać, jest zbyt odporna na wirusa. No cóż. Nic na to nie poradzi. 
Doszła do miejsca, gdzie byli ostatnio dwunożni. Teraz ich tam nie było, co ją ucieszyło. Przyspieszyła ponownie. Nie chciała polować na wiewiórki, byłoby to nieopłacalne i straciłaby tylko czas. W końcu doszła do końca parku, gdzie było ogrodzenie. Czy tym razem też znajdzie tam zioła? No cóż, nie tym razem. Skrzywiła się i ruszyła w stronę stawu. W stawie mogła polować na ryby. Chociaż by się najadła. Przynajmniej tyle. W końcu, gdy do niego doszła, kucnęła w cieniu, przy tafli wody, aby dwunożni jej nie zauważyli. Jednak, w słońcu zauważyła lecznicze zioła. Aż się pojawił na jej pysku uśmiech. Niewiele myśląc, ruszyła prawie że biegiem tam. Jednak nie mogła dojść do ziół tak łatwo, jak jej się zdawało. Dwunożni pokazywali na nią palcami, a na dodatek zioła wystawały spomiędzy kamieni. Mała Kropla może nie ma aż tak dobrego węchu ani słuchu, ale za to wzrok miała dobry, dzięki czemu wypatrzyła te zioła… a wydawało jej się i tak, że kamienie są mniejsze i że będzie mogła wyjąć zioła bez problemu, jednak nie tak łatwo… Eh! W takim razie… musiała wyjąć umiejętnie zielsko, wsadzając pysk między kamienie. Nawet nie próbowała zrobić tego siłą, gdyż wiedziała, że jej się nie uda — nie jest zbyt silna. Dlatego musiała to zręcznie wyjąć… aby nie uszkodzić ziół.
***
Następnego dnia Mała Kropla postanowiła pójść do medyka, aby zapytać, czy nie może w czymś pomóc. Ruszyła tam i co? I już przy wejściu usłyszała szmery. Chrząknęła raz, aby wszyscy wiedzieli, że wchodzi i to uczyniła. Zauważyła Muszelkowy Nos oraz małego medyka. Suczka wyglądała na chorą, więc zapewne przyszła po zioła. Oboje na nią spojrzeli. Widocznie nie chcieli, aby tutaj była. Dlatego się cofnęła do wyjścia i wyszła z legowiska medyka. Wyszło na to, że Muszelkowy Nos jest albo była chora.
[508 słów: Mała Kropla otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia, Muszelkowy Nos zostaje wyleczona z choroby]

17 lutego 2021

Od Małej Kropli

 Mała Kropla, postanowiła do czegoś się przydać w końcu. A nie tylko polować, kiedy jest epidemia. Na samym początku wolałaby po pierwsze, prowadzić o do kodeksu, że nie można być bliżej od siebie niż długość lisa. Inaczej wszyscy by się od siebie zarazili. Bez sensu. A teraz musi iść szukać jakichś ziół dla klanu. Bo czemu? Bo inni nie przestrzegają jej żywej zasady. Wzdycha, i wychodzi z opuszczonego domu, czyli z ich obozu, a gdzie ruszyła? W stronę parku. Tam na pewno przecież coś znajdzie. Tam jest przecież dużo roślinności, to powinna znaleźć tam i coś innego — czyli zioła. A więc ruszyła w tamtą stronę, jak najszybciej umiała. Chociaż na pewno nie biegała z jakąś zawrotną prędkością, ale się starała. Chciała przecież jak najszybciej wrócić.
Dochodząc do parku, wchodzi tam, w końcu. Rozgląda się po tej zieleni, w mieście, było bardzo mało zieleni, a tutaj? Chociaż trochę lasu. Ale nadal nie las. Rozejrzała się po tej zieleni, jeszcze raz. Widząc wodę, lekko odetchnęła z ulgą. A tutaj też nie było za dużo dwunożnych. Jeszcze nie jest tak ciepło, aby im się chciało tutaj przychodzić. No, chyba że liczymy pojedyncze jednostki. To wtedy co innego. Widziała ostatnio tutaj, jak jakiś dwunożny pchał coś na kółkach przed siebie, oczywiście tam już za dużo śniegu nie było. Było go coraz mniej już. Może ta pora, nowych liści, niedługo zawita nasze skromne progi. Jak coś, to zaprasza serdecznie. Ile można tej pory nagich drzew? Drzewa przecież marzną, bo nie mają liści. Nie bez powodu przecież się nazywa tak ta pora. Ruszyła więc w stronę owego stawu. Co prawda, gdy już była przy nim, to nie miała ochoty nawet go dotykać, wydawał się chyba jakiś brudny. Ale za to, widziała, że przebiśniegi już przebijają śnieg. Przecież od tego jest ich nazwa. Więc co mają innego robić? Chociaż nie ich tutaj szukała. Rozejrzała się, ponownie czy ich tutaj nie ma. Ale niestety na samym początku nie widziała. Rusza w inną stronę parku, w końcu, mając nadzieję, że coś znajdzie. Niestety, może gdyby była z kimś, to by jej tak nie zależało na tych ziołach. A teraz? Nie ma do kogo się odezwać. Niestety. Co było właśnie problemem. Nie miała się komu pochwalić, że znajdzie zioła. Aa... a skąd wie? Ona po prostu wie. Pewnie je przecież znajdzie. Ruszyła trochę dalej, czując na swoich łapach, jak zimna trawa ją dotyka. Jaka zimna! Straszna. Dopiero co myślała o porze nowych liści, a ona już chce porę zielonych liści. Co prawda pewnie też będzie tak, że jak będzie pora zielonych liści, będzie chciała porę spadających liści, bo przecież jest za gorąco. Eh, w końcu zauważa jakieś roślinki. Co prawda, inaczej nie miałaby jak wyczuć ich. Eh. Mniejsza. Ruszyła w ich stronę, tylko pytanie. Ile ich znajdzie? A czy nie pomyliła tego z czymś innym? Nie zdziwiłaby się. 
Mała Kropla biegnie i znajduje kępkę ziół. Flumine otrzymuje 15 ziół.
[468 słów: Mała Kropla otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

29 stycznia 2021

Od Małej Kropli — zgromadzenie klanów

Mała Kropla przychodzi na zgromadzenie ze swoim klanem, jak zwykle. Rozejrzała się. Kolejne zgromadzenie, na którym nic się nie stanie. Akurat ona jak zwykle będzie milczeć. Nie to, że jej to nie interesowało. A nawet bardzo ją to nie interesowało. Ale jak ktoś do niej podejdzie i spyta, jak było na zgromadzeniu, co pewnie się nie stanie, to i tak przecież lepiej mówić, od razu. Przynajmniej nie wyjdzie na taką ignorantkę. A przecież Kropelka chciała mieć dobrą reputację.
Rozejrzała się po zgromadzonych i znalazła sobie jakieś miejsce, nie za blisko drzewa, i nie za daleko. Idealnie. Machnęła ogonem i zmarszczyła brwi, po tym jak słyszała, że inni sobie rozmawiają, a ona czeka, aż się zgromadzenie zacznie, w końcu. Nawet Oszroniona Gwiazda już chciał zaczynać, a oni go chyba ignorowali. Po prostu super. Nie słyszała raczej innych rozmów, ale pytanie Oszronionej Gwiazdy już tak.
— Możemy już zacząć rozmawiać, czy będziemy jak myszy na łące?
Mała Kropla chciałaby, aby zgromadzenie by się zaczęło, ale jak widać, nie można. Usłyszała coś jak przywódca powiedział cicho chyba do jakiegoś ucznia, lub uczennicy. Nie widziała stąd. Ona przecież była ślepa nawet. Suczka spojrzała na innych przywódców jeszcze. A jeden przywódca wyróżniał się od innych, a to był Ciemna Gwiazda. Chory był czy coś? Nie wyglądał najlepiej.
— Czy wszyscy już się zebrali? — odezwała się jej liderka. W końcu. Jednak wydawało się, że inni ją zignorowali.
Oczywiście, miała rację. Było za dużo rozmów, i chyba nikt nie dosłyszał przywódczyni. Nie to, że coś, ale czuła się, jakby ona nie powinna tu być czy coś. Nikt nie zwracał na nią uwagi, i też nie powinni, ale wszyscy raczej wiedzą jaki charakter ma Mała Kropla. Najchętniej to by wyskoczyła i krzyknęła, aby się uspokoili. Za dużo ich tutaj wszystkich.
— Nie mamy całej nocy, możemy w końcu zacząć?
— W końcu mądre słowa Nakrapiana Gwiazdo! — pomyślała gdy tylko ona się odezwała. Znaczy, nie to, że nie szanowała liderki czy coś. Również zobaczyła, jak coś Oszroniona Gwiazda mówi do ucznia, ale nie dosłyszała co.
— Skoro nikt nie chce się wypowiedzieć, zacznę od pochwalenia sytuacji we Flumine. Urodził się u nas duży miot, a szczeniaki powoli dorastają. Już niedługo będziemy mieć sporo nowych uczniów — dokończyła chyba bardziej suczka to, co chciała mówić.
— Cóż w Industrii nic się nie zmieniło, szczenięta jak były tak są, jednak ostatnimi czasy mieliśmy problem z lisami, oraz bandą włóczęgów.
— PRZEPRASZAM, MUSZĘ... COŚ PRZEKAZAĆ! — krzyknął wojownik z Industrii, nie znała jego imienia, więc nie mogła powiedzieć, kto to dokładnie był.
— Słuchamy, mów... jak się nazywasz? — odpowiedziała jedyna Nakrapiana Gwiazda.
— Otóż niestety mam podstawy, by wnioskować, że atakujący nas włóczędzy to nie jednorazowy przypadek — powiedział, przed tym biorą głęboki wdech. — Ostatnio napotkałem w parku grupę włóczęgów uznających się za właścicieli ziemi niczyjej. Zostałem zaatakowany przez nich wraz ze Słonecznym Pyskiem z Flumine, która miała nieszczęście również tam być.
— Konarze, czy przedstawiali ci się może swoim imieniem? — Po czym odwrócił pysk do ucznia i coś do niego rzucił.
— Racja, z ich słów można wnioskować, że są wobec nas — to jest, wszystkich klanów — wrogo nastawieni. Dwa psy, Cezar i Łata, na których się natknęliśmy, powiedzieli nam, że wraz ze Słonecznym Pyskiem mieliśmy wrócić ciężko poranieni do klanów i być żywym ostrzeżeniem na to, że nie są to czcze pogróżki.
— Od ostatniego zgromadzenia mamy nowych uczniów! — akurat rozproszyła ją Ciemny Kieł, no tego brakowało w tym momencie gdy wszyscy mówią o włóczęgach, masz rację medyczko.
— Witam wszystkich, których znam i których nie znam. Jak zauważyliście, a mnie raczej ciężko ominąć, nie ma z nami Płomiennego Zachodu. Nie żyje. Czy ktoś może wie dlaczego? Może przez tych włóczęgów, o których tu już jest mowa? — odezwał się medyk z Ventus, ten wielki przerośnięty pies.
— Rozmawiamy o uczniach czy o włóczęgach? — zauważyła Złota Gwiazda.
— Poza tymi, co nas zaatakowali, miałem wcześniej nieprzyjemność spotkać się z paroma innymi włóczęgami — Wilkiem, Burym i chyba Kostką? — zwrócił się do Oszronionej Gwiazdy, czyli swojego lidera.
— Ciemna Gwiazda tez wygląda, jakby miał zaraz umrzeć, wszystko z nim ok? — zmieniła temat Złota Gwiazda, ta, która wcześniej zauważyła, że sami zmieniają temat.
— Czyli mamy piątkę włóczęgów i dwa zgony, oraz nieprzyjemne spotkania. Ktoś ma jakieś pomysły czy wskazówki, że akurat śmierć była przez te kundle? — ponownie zmienił temat Oszroniona Gwiazda.
— Warto wspomnieć, że Hektor jest prawdopodobnie ich przywódcą, a przynajmniej tyle można wywnioskować ze sposobu, w jakim mówiły o nim inne psy. — Konar, teraz znała przynajmniej jego ksywkę. Ale patrząc na to, że tylko psy z Industrii trzymają się tematów…
— Czy jest medyk na sali? — przypomniała Złota Gwiazda, a ona znowu spojrzała na przywódcę, naprawdę źle wyglądał.
— Hej, przywódca Tenebris właśnie rzyga krwią — powiedział to uczeń na tyle głośno, żeby w końcu Mała Kropla mogła go usłyszeć.
— Cicho młody, Oszroniona Gwiazdo, ucisz swojego ucznia — parsknęła Ciemny Kieł.
— Nie ma w czym go uciszać, to trafne spostrzeżenie. Ciemna Gwiazdo, czyżby wasz medyk zawodził, że tak koszmarnie się czujesz? — odezwał się Oszroniona Gwiazda, czyli nie tylko ona to zauważyła? A mogła to powiedzieć lisie łajno!
— Nasz przywódca jest zdrowy. Nie przejmujcie się, jeszcze żyje. Jego dziwne zachowanie nie ma nic wspólnego z chorobą.
— Wygląda okropnie, jak by miał umrzeć za chwilę — mamrocze pod nosem i podchodzi bliżej medyczki. — Wiesz, co mu jest? Może lepiej go zabrać? — szepnął do niej zdenerwowany, raczej to chyba jej uczeń, naprawdę nawet jej uczeń jest mądrzejszy od niej samej?
— W takim razie co mu jest? Nie sądzę, żeby wymiotowanie krwią było normalne — powiedział owy Konar.
— Nie miejcie do mnie pretensji. Dopiero teraz mu się pogorszyło. Mam go leczyć z miejsca? Chcecie mieć taki widok na zgromadzeniu? — raczej chyba próbowała się bronić medyczka. — Dobra, posłuchajcie, jemu nie da się już pomóc. Zgadzacie się, że powinnam go dobić? Hej, co ja mówię?
— Nie, lepiej nie. Ale trzeba coś zrobić, tak nie może być! — na Gwiezdnych, coraz bardziej jej się wydaje, że on mądrze gada.
— Więc, co w końcu z tymi włóczęgami? Ktoś ma pomysł, co można z nimi zrobić? — zmieniła temat znowu Złota Gwiazda, przecież teraz mówią o śmierci…
— Dobić? To nieetyczne, niech umrze śmiercią naturalną. Spokój jego duszy — odpowiedział Oszroniona Gwiazda Ciemnemu Kłowi i chyba zignorował przywódczynię Ventusu.
— Powinniśmy wzmocnić patrole granic — odpowiedziała Nakrapiana Gwiazda Złotej Gwieździe. Naprawdę? Nie lepiej było ją ignorować. Dziękuję, Nakrapiano Gwiazdo — pomyślała i syknęła pod nosem.
— Jak on zdechnie, to moja matka będzie Liderką, nie pozwolę na to — warknął cicho czarny uczeń medyka.
— Skupcie się na Cynamonce. Ona też ma jakieś humorki. Nie wiem, o co chodzi, ale pomóżcie jej. — A ona sama się rozejrzała za ową Cynamonką, o której mówiła Ciemny Kieł.
Spojrzała na Ciemną Gwiazdę ponownie, tam, gdzie już zebrali się psy. ON PRZECIEŻ UMIERAŁ! Na Gwiezdnych, śmierć na zgromadzeniu. Macie to w obozie? Macie? Nie macie.
— Głosuję za tym, by brać mniejszą ilość uczniów na zgromadzenie. To ma być poważne spotkanie, a nie zabawa w piaskownicy — odezwał się chyba niezadowolony Oszroniona Gwiazda. Zgadzam się — pomyślała Mała Kropla.
— A nieetyczne jest pozwolić mu się, kto wie ile jeszcze męczyć, skoro wiadomo, że nie wydobrzeje. Lepiej skrócić jego cierpienia. — Już chyba wiemy, kto proponował zabicie go.
— Ale mnie będziesz zabierał, prawda? Jestem twoim uczniem. — No teraz już wiedziała przynajmniej, że owy uczeń, to uczeń samego Oszronionej Gwiazdy. Super.
— Przynajmniej uczniowie Industrii się zachowują... — Konar chyba chciał wtedy pochwalić swój klan.
— Ciemna Gwiazdo, chodźmy — mruczy do lidera, Biała Tęcza, którego stan z czasem zaczyna się pogarszać.
— A dlaczego nie damy powiedzieć Ciemnej Gwieździe, czego chce? — ciemna medyczka odezwała się, ponownie.
— Ciemny Kle, nie wiem, czy Gwiezdni pochwaliliby morderstwo w trakcie zgromadzenia, nawet na umierającym psie — zaczął pouczać ją Konar.
— Jak moją matką będzie liderka to podam komuś jagody cisu, albo nie wiem, co zrobię. JA tego nie przeżyję — mamrocze wściekły Lisia Łapa.
— Biała Tęczo, pozwól, że ja pomogę. Myślę, że jeżeli Lidera nie będzie na zgromadzeniu, to przynajmniej zastępca powinien brać czynny udział — zauważył jakiś wojownik z Tenebris, ona nawet na niego nie patrzyła.
— Iść z Furią? — Dziwne te ksywki ostatnio.
— Co sądzisz Rzepakowe Słońce? CO powinniśmy zrobić, by strzec się od kundli? — zapytał Oszroniona Gwiazda do swojej zastępczyni, a ona milczała zastanawiając się.
— Ciemny Kle, może weźmy go do obozu i wyleczmy? Na pewno jest dla niego ratunek! Jedyny porządny pies w tym klanie — warknął pretensjonalnie do mentorki uczeń medyka, tej, która chciała zabić swojego przywódcę.
— Dziękuję, Nocna Furio. Mleczne Oko, jeśli chcesz, możesz mu towarzyszyć, we dwójkę powinno być łatwiej go odprowadzić. — Nerwowo zerka na Ciemnego, który zaczyna się niebezpiecznie chwiać na gałęzi. — Szybko — popędzała Biała Tęcza, no bo przecież jej lider umiera, ona ma przynajmniej jakiś szacunek do niego.
— Zastąpię Ciemną Gwiazdę. W Tenebris wszystko dobrze. Mamy zwierzynę, wodę, terytorium, a przywódca tylko trochę zasłabł od nadmiaru świeżego powietrza — rzuciła medyczka, idąc do przywódców.
— Oszroniona Gwiazdo, bez względu na to, co się właśnie tutaj dzieje, sprawa z gangiem jest poważna — powiedział Konar, znowu wspominając o włóczęgach, a tak już dobrze szło mówienie o śmierci.
Akurat następnych słów już nie usłyszała. Tylko spojrzała jak wojownicy, ci, którzy się zgłosili wyprowadzają prawie że martwego przywódcę ze zgromadzenia.
— Ty to inny poziom szanowania, chodzi mi o zwykłe psy. Bez wiedzy Medycznej — odpowiedział mentorce bez zastanowienia. Dopiero to usłyszała, czyli pewnie też ona zadała mu takie pytanie.
— Dobrze, wybrnąłeś.
— Niestety my mamy tę świadomość Konarze, naradzamy się teraz co możemy zrobić jako samotny klan, jednak są małe szanse na wyjście z tej sytuacji — odparł Oszroniona Gwiazda, odpowiadając na pytanie swojego wojownika. Czy naprawdę ona nie mogła pochodzić z tego klanu? Bo jej liderka przecież milczy, więc nie miała co powiedzieć. Ona reprezentowała klan, a teraz? To się czuła, jakby słuchała po prostu czyjejś rozmowy, a ze swojej strony to nic nie mówiła. Cóż za zaskoczenie.
— Nieuchwytko, dobrze się czujesz? — zapytała liderka Ventus. Na Gwiezdnych, mówicie głośniej, bo ona nie słyszy, kto co mówi przecież.
— Gdyby nie to, że mamy taką, a nie inną sytuację — patrzy na wyprowadzanego lidera — moglibyśmy dojść do porozumienia z pozostałymi klanami. Jednak Słoneczny Pysk była wtedy ze mną i możliwe, że zdoła jakoś przekonać członków Flumine do współpracy. — Zaraz co? Spojrzała na Konara, na psa, który wypowiedział te słowa. Przecież to geniusz! Niech klan Gwiazd rozświetla Ci drogę.
— Cholera, Ciemna Gwiazdo! Ciemna Gwiazdo, słyszysz nas? Czy on właśnie umiera?! — zapytał wojownik, który się zgłosił do odprowadzania przywódcy, a tym samym Mała Kropla spogląda na nich, a tam już stała Biała Tęcza, kiedy ona tam podbiegła. Co się dzieje?
— Ja pierdolę — rzuciła chyba zdenerwowana Złota Gwiazda, będzie o tym pamiętać! Zapamięta to, na zawsze, to było godne usłyszenia.
— NIE MAM DO CHOLERY ZIÓŁ, JA WALĘ! Ciemna Gwiazdo słyszysz mnie? — warknął wściekle mądrzejszy od mentorki uczeń.
— Powietrza, dajcie mu powietrza — powiedziała do nich uczennica, która chyba właśnie jako jedyna wiedziała jak go ratować.
— Ciemna Gwiazdo! — Trąca nosem lidera. — Potrzebny medyk! Obojętnie z którego klanu! — krzyknęła na całe wzgórze Biała Tęcza.
— Ups — rzuciła szybko Złota Gwiazda.
— Och, więc nikt nie przejął się śmiercią Płomiennego? — zakpiła chyba Złota Gwiazda. Już chciała mówić, że może dlatego, iż tu ktoś umiera na ich oczach. Jednak nie powiedziała tego, aż tyle odwagi to nie miała.
— Medycy już idą, zobacz. My nie damy rady mu pomóc... — odezwała się Irysowe Serce, która jakimś cudem się tam znalazła. Mała Kropla jakoś i tak nie wiedziała jak, nie interesowała się, jak ona się tu znalazła czy coś takiego. — Może zaraz przyniosą jakieś zioła.
— Ok, ok, histeryzujecie, ale w porządku, zabieram Ciemną Gwiazdę i Lisią Łapę do obozu. Spróbuję go uleczyć, ale nie róbcie sobie nadziei. No już, pożegnajcie się. — Zabiera Ciemną Gwiazdę i idzie do obozu. A Niestety już Mała Kropla nie miała co oglądać.
— Jak mam do CHOLERY NIE HISTERYZOWAĆ JAK NA MOIM PIERWSZYM ZGROMADZENIU ZDYCHA MÓJ LIDER? JAK?! — warknął wściekle oburzony na mentorkę.
— Na pewno jeśli będziemy coś takiego planować, to odbędziemy własne zgromadzenie, bardziej kameralne — usłyszała tylko gdzieś w tle Oszronioną Gwiazdę, i spogląda na niego. Odpowiadał Konarowi, no cóż. A oni nadal o czymś innym rozmawiają?
— Właśnie obchodzi, możliwe, że Płomienny Zachód był jedną z ich ofiar! — zwrócił się do Złotej Gwiazdy, pies o ksywce Konar. Aaaaa… czyli oni o włóczęgach mówią.
— Ciemna Gwiazda też jest ich ofiarą? — zapytała Złota Gwiazda wojownika, a Mała Kropla się załamała.
— Raczej nie... To raczej typy, które nie bawią się w podchody.
W tym momencie Mała Kropla już nie wiedziała co się dzieje do końca. Za dużo wszystkiego. Po prostu za dużo. Nie mogła Już nic pojąć, a głosy innych już zaczęły się rozmazywać, tak że nie mogła nic zrozumieć. Naprawdę na tym zgromadzeniu za dużo się chyba działo. Były poruszone śmierci, włóczędzy, a do tego tu się jeszcze pojawiła kolejna śmierć. Super. Jednak naprawdę chyba mogła zostać w obozie. Odwróciła wzrok na ziemię, i już nikogo nie słuchała przez długą chwilę, po chwili przebił się z tłumu głos Irysowego Serca.
— Spójrzcie... Gwiezdni zakończyli zgromadzenie… — W końcu.
Mała Kropla kiwnęła głową, co prawda się nie odzywała, ale próbowała po prostu słychać, to było najważniejsze, a to nie jej wina już, że oni są mysimi móżdżkami, że Gwiezdni zakończyli spotkanie, ruszyła za swoim klanem w drogę powrotną. W końcu był koniec tego zgromadzenia, i mogła iść do ciepłego legowiska i zasnąć. 
 [2156 słów: Mała Kropla otrzymuje 21 Punktów Doświadczenia +5PD za opowiadanie o zgromadzeniu]

19 stycznia 2021

Od Małej Kropli CD Słonecznego Pyska

Mała Kropla postanowiła czekać razem z Słonecznym Pyskiem aż nadarzy się okazja. Oczywiście myślała że o tym samym pomyślała Słoneczko, jak wymieniły spojrzenia. Inaczej by tutaj nie czekała. Chociaż kto miałby biec? Słoneczny Pysk jest szybsza, więc ona powinna, ale nie tak zręczna jak Mała Kropla. Mogła coś zrobić niedokładnie i byłaby złapana, a jak niby ona wtedy miałby jej pomóc? Nie miałaby jak! Co ona mogłaby zrobić? Wbiegłaby tak i ugryzła ich? Jeszcze by się czyjś zaraziła, fu! To że to coś z torby ładnie pachnie, i smacznie, nie znaczy że oni mogą być czyści czy coś. Mniejsza, ważne że nie chciała ich dotykać. Dlatego do kiedy przynajmniej nie było okazji musiała przemyśleć to, a przecież chciała to sobie porwać, na pewno będzie pyszne!
— Na trzy ruszysz biegiem tam. Szybko bierzesz i tu wracasz, nawet jak będzie tego więcej, rozumiesz? — powiedziała szeptem do Słoneczka, a gdy ona kiwnęła głową do Kropli przysiadły czekając.
Za długo nie było tego momentu, przez co Mała Kropelka zaczęła się niecierpliwić. Machnęła ogonem zniecierpliwiona, ile można tak siedzieć? Niech w końcu to zostawi. No a może to jest coś naprawdę pysznego? Dlatego tego nie chce zostawić? Gdyby przecież tego nie chcieli. mogli po prostu zostawić. Ona przecież by tak nie zostawiła swojej zwierzyny na widoku, tak aby ktoś mógł to sobie wziąć. Ale ona to zakopywała tak, aby nikt tego nie widział. Co do zapachu, to nie była aż tak pewna. Było czuć ten ich przysmaczek, a przynajmniej Słoneczny Pysk czuła. Ona to prędzej zobaczyła. Przez chwile się tak zamyślała, aż w końcu się otrząsała w samą porę. Pokręciła pyskiem na boki, widząc że zostawiają na chwilę torbę, to była okazja! Tylko aby Słoneczko tego nie zepsuła.
— Lecisz! — krzyknęła suczka, jednak się poprawiła szybko. — Znaczy trzy, dobra po prostu biegnij! — Gdy już skończyła mówić suczka była przygotowana i wystrzeliła. Co prawda, widziała niektóre psy jak szybciej biegały, ale dawała sobie radę.
Po chwili widząc że wyprostowani wracając już jej serce zaczęło szybciej bić. Przecież oni ją złapią! A ona była dopiero przy torbie, ewidentnie szukała tego. A nie było czasu! No i co ona biedna zrobi? No wiecie. Niestety Słoneczny Pysk nie mogła wrócić… um.. czemu? No wiesz, wypadek przy pracy. No oczywiście bo przecież przywódczyni by w to uwierzyła. Nie dość że to jeszcze była jej wina, przecież to ona powiedziała, że ma już biec. No i co teraz zrobić. Zaczęła w miejscu przebierać zestresowana łapami. Widząc iż Słoneczko też zauważyła, że dwunożni wracają wzięła szybko całą torbę i podbiegła do Kropli. Co za szczęście! Tylko co one właściwie ukradły poza tym jedzeniem? Na pewno było tam coś więcej, a nie tylko te jedzenie. Otrząsnęła się ponownie z tych zamyśleń i gdy suczka do niej podbiegła ruszyły przez park z torbą. Złodziejki jedne. Na Gwiezdnych, ale jak ona się bała o nią. W końcu klan bardziej by może się obchodził jej zniknięciem niż tym, że Mała Kropla coś upolowała, ale to nieważne bo przecież żyje. To najważniejsze. Zatrzymały się po chwili gdzieś w dosyć wysokiej trawie, a przynajmniej dla niej, i Słoneczka była ona dosyć wysoka. Spojrzała na torbę, gdy ona tylko ją wypuściła z zębów.
— No to zobaczmy, co my tu mamy… — Rzuciła szybko Kropla i podeszła do torby, przewracając ją. A z niej wypadło mnóstwo rzeczy, wraz z tym pysznym jedzonkiem. Uśmiechnęła się biorąc je w pysk i lekko odsuwając. — A może coś jeszcze… — rzuciła szybko i wepchnęła pyszczek w torbę. Ale nic ciekawego nie było. Słyszała tylko, jak coś Słoneczko tam, chyba rzuca. Chociaż i tak torba zagłuszała i nie słyszała do końca. 
Suczka wyciągnęła pysk z torby i zauważyła jak Słoneczny Pysk uderza w jakieś czarne, małe pudełeczko. Zaciekawiona przekręciła głowę w lewo i schyliła głowę do owego pudełka. Jej towarzyszka też chyba była tym zaciekawiona, bo patrzała na to tym samym wyrazem pyska.
W jednym uderzeniu serca pudełko zaczęło wibrować i wydawać z siebie głośny dźwięk! Nawet Kroplę to zabolało, a co do tego Słoneczko. Od razu obie odskoczyły od tego czarnego czegoś. Normalnie pudełko by raczej nie wydawało dźwięków. No chyba że to ona się na czymś nie zna. Jasna suczka syknęła kładąc uszy na to coś, które dziwnie zaczęło do tego świecić trochę. Czarno-biała wojowniczka zrobiła to samo. Po chwili dopiero Słoneczny Pysk rzuciła to coś w krzaki. Chwile jeszcze słyszały to coś, ale przestało, w końcu wydawać ten dziwny dźwięk! Kropla się wyprostowała i spojrzała raz na krzaki, a raz na Słoneczko. 
— Co to niby było? — powiedziała dosyć nieprzyjemnym tonem. Dopiero co oberwała po uszach. Oby tylko Słoneczny Pysk nie ogłuchła od tego. 
— A bo ja wiem? Głośne! — odpowiedziała a Kropla odetchnęła, czyli jednak nie ogłuchła od tego. 
— Zajmiemy się tym jedzeniem? — Podsunęła pomysł Kropla trochę bardziej przekonana i spojrzała na to, na co polowały. Uśmiechała się do siebie.
— Oczywiście! — powiedziała z optymizmem i schyliła głowę do zawiniątka. 
Ciekawe, co to jest takiego, tak pięknie pachnie, musi to być przecież coś pysznego. Nie ma opcji. Gdyby to dosyć źle pachniało to by na to nie polowały, i by nie kradły tego czegoś co wydawało ten dźwięk. Plus jeszcze przecież tyle rzeczy tu leżało w trawie! Plus torba. Kropla zanim zobaczyła, co wyciągnęła Słoneczny Pysk spojrzała na te rzeczy. Było tu jakiś… patyk, tylko że taki biały. Do czego on mógł służyć? A poza tym, było trochę więcej takich patyków. Do tego jakiś puch się rozsypał. Przez co w niektórych miejscach trawa nie była taka zielona. Chociaż z drugiej strony, czy dwunożni wrócą po te rzeczy? Raczej widzieli jak uciekają z ich rzeczami. Dlatego mogli teraz szukać tego! Spojrzała w końcu znowu na suczkę która już odpakowała tą pyszność. Uśmiechnęła się. To dlatego to tak dobrze pachniało! Wiedziała. Kto by się spodziewał? Przynajmniej to nie brzęczy i nie wydaje jakiś dźwięków jak tamto coś. 
<Słoneczko?>
[959 słów: Mała Kropla otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

20 grudnia 2020

Od Małej Kropli CD Słonecznego Pyska

Suczki przez krótką chwilę dwunożnych. A no tak, nie krótką chwilę, bo nawet Mała Kropla zdążyła się przyjrzeć im. Było dużo dorosłych. A dokładniej 4. Jednak oczywiście były też tam ich młode. Było ich tam naprawdę dużo. Aż jej się wtedy liczyć odechciało. Machnęła raz ogonem i zauważyła, jak najmniejszy z tych dwunożnych odbiegł na chwilę od nich, a kilka poszło za nim. Spojrzała na swoją przyjaciółkę i machnęła ogonem. Oczywiście ona miała chęć, aby pobiec tam i zabrać im jedzenie. Ale z drugiej strony Słoneczny Pysk jest szybsza od niej, więc lepiej by to zrobiła. Co było też oczywiste, że jest szybsza. Przez co też w myślach pojawił się jej grymas, nie pokazała tego po sobie. Poczekała chwilę, aż suczka pobiegnie, ale tak się też nie stało, co trochę zdenerwowało Małą Kropelkę.
— Biegnij — w końcu rzuciła Mała Kropla i machnęła ogonem, oczekując. Może ona czeka na jeszcze lepszy moment? No przecież go nie będzie. Mogła już iść.
— Zobacz, już wracają — odpowiedziała, trochę chyba chcąc uspokoić ją. Uchh… denerwował ją czasami jej ton, albo też i ona sama. Dobijała ją ta jej cała energia z życia. Co prawda też ona przejmuje się uczuciami innych, co jej się akurat w niej podobało, a jak ktoś ją znał dłużej, to wiedział, że bardzo jej się to podobało. Jednak też z drugiej jak by martwiła się o innych, to by było słabo. Phi! Kropelka spojrzała na dwunożnych. Rzeczywiście, już wracali. Trzepnęła ogonem niezadowolona. Przecież mogła wcześniej pobiec po to! No ale oczywiście nie mogła po to pójść. Popatrzała znowu na nią i uśmiechnęła się, aby nie pokazać, że jest zła czy coś, poza tym i tak nie widać było tego po niej.
— No to pójdźmy polować na te wiewiórki — powiedziała równie miło jak na nią patrzyła i ruszyła trochę dalej od dwunożnych. Przecież nie chciały wrócić z niczym, a tym bardziej, aby dwunożni je złapały lub coś podobnego. To byłby nie do pomyślenia.
Słoneczny Pysk razem z Małą Kroplą już odeszły trochę dalej od tej dziwnej kładki. Rozejrzała się po drzewach. Wiewiórki nie było na żadnej z gałęzi… kto by się spodziewał. Przecież na pewno już śpią w tych swoich norkach. Dlatego też nie lubi polować w tę porę, a co ja gadam. Ona nie lubi ogólnie tej pory. Jest tylko zimno i nie ma co zjeść. Trzeba mieć jakieś strasznie długie i gęste futro, aby w tę porę nie było Ci zimno. A przecież Mała Kropelka takim futrem nie dysponowała! Uch! Wzięła wdech… co ona czuła? Nic? Tak, chyba że liczymy chłód, który uderzył ją mocno w nos. Rozejrzała się. Nawet nie zauważyła kiedy Słoneczny Pysk zaczęła skradać się do wiewiórki, a dokładniej kiedy Słoneczko już skoczyło na wiewiórkę, bo już ją zakopywała. Szybka jest — pomyślała Kropla i znowu się rozejrzała. Ona w polowaniu za dobra nie była, więc po co się zgłaszała do polowania ze Słonecznym Pyskiem? Oto pytanie. Przecież może sobie wstydu narobić. Albo z drugiej strony pokazać, jaka jest słaba i że potrzebuje więcej uwagi… chociaż też na wojownika tak nie przystało. Była już wojownikiem, więc powinna sama dbać o siebie! Kusiła ją jednak ta opcja z opieką. Pokręciła szybko głową na boki, próbując wyrzucić te myśli z głowy. Jednak to nic nie dało. Co poradzić, że Mała Kropla jest taka… malutka i zbyt bardzo skupia się na sobie? Może trochę jest tą egoistką, ale chyba próbowała to ukryć, nie tak jak inne swoje wady, które wytykała często tak, aby inni pomyśleli, że sami na to wpadli lub coś takiego. Trzeba w końcu coś złapać Mała Kroplo. Syknęła do siebie w myślach suczka i ruszyła między drzewa. Może znajdzie jakąś zdobycz zapomnianą i powie, że to jej? Mało prawdopodobne, ale zawsze jednak możliwe. Może jakiś pies ma po prostu taką pamięć, że zapomniał no. Albo jak ją Słoneczny Pysk przyłapie to co wtedy? Przecież na pewno to zrobi i będzie źle! Uzna jeszcze, że się nie nadaje na wojownika. I ma rację przecież. Powinna już dawno iść na ucznia medyka, ale przecież Mała Kropla nie chce iść na ucznia medyka, to te zioła są nudne. Ona najlepiej nadawałaby się na karmicielkę. Przecież ona co umie, walkę umie tak trochę, z polowaniem idzie jej trochę gorzej przez te jej super zmysły… Zioła są nudne i prędzej by psa zabiła, niż uratowała. A opiekowanie się szczeniakami? Raczej to jest proste, ale jeszcze trzeba lubić te szczeniaki. Ale trzeba też się do czegoś przydać w klanie. Przez te zamysły nawet zapomniała, że miała polować. Właściwie to już sobie właśnie przypomniała. Rozejrzała się. Jak niby miała je z kryjówek swoich wydostać? Orzechy! Tak! To dobry pomysł. Tylko najpierw trzeba te orzechy znaleźć… pomyślmy. Słoneczny Pysk przecież złapała jakąś wiewiórkę tam. Czyli też pewnie ma orzechy. Wraca do niej i spogląda na nią.
— Masz orzechy? — powiedziała w końcu i trzepnęła ogonem, oczekując odpowiedzi. Miała szczerą nadzieję, że ma te orzechy. Bo inaczej jak miała to zrobić? No właśnie. No, chyba że Słoneczny Pysk jest aż tak dobrym łowcą, że udało jej się inaczej złapać. To niech zdradzi swoją tajemnicę. Zostanie znowu Małą Łapą i Słoneczny Pysk zostanie jej mentorką. Idealnie po prostu. Niech się jeszcze bardziej cofnie do tych czasów. Idealnie. Do normalnego ucznia jeszcze niech się zniży. Jest młodą wojowniczką i zostanie znowu uczniem. Super. Po tych jej myślach można było stwierdzić, że… nie. Nie lubiła tych czasów. Kto by lubił? No, a przynajmniej tak ona uważała. Bycie wykorzystywanym przez wojowników do zmieniania im posłań… najgorzej. Albo jeszcze inne obowiązki... Na mentorów nie można narzekać. Bo przecież jej mentor ją dobrze nauczył i się starał. Ale Mała Kropla nie chciałaby wrócić do tych czasów za nic. Nawet gdyby miała zginąć i dołączyć do klanu Gwiazd. Po prostu wolała być już wojowniczką, która nic nie umie. Znowu pokręciła głową. Jej przemyślenia trwały... uderzenie serca. Dlatego z perspektywy jej przyjaciółki mogło to dziwnie wyglądać. Wzięła wdech i zauważyła, jak Słoneczny Pysk otwiera pysk, aby coś powiedzieć. W końcu usłyszy odpowiedź! Już ją to trochę na duchu podniosło. Teraz tylko czekała.
<Słoneczny Pysku?>
[995 słów: Mała Kropla otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

14 grudnia 2020

Od Małej Kropli

Mała Kropla, tej suczce nie chciało się siedzieć w obozie, więc po prostu wyszła. Aktualnie, było jej zimno, a czego można było się spodziewać po tej porze? Pora Nagich Drzew była najgorsza. Naprawdę jej nie lubiła. A kto by ją lubił? Nikt? Tak też myślała. Jej się nie da lubić. Wszędzie tylko zimno i brak zwierzyny. Najgorsza pora. Nie dość że jeszcze ona się do mało rzeczy przyda w obozie poza zajmowana się innymi… Uhhh… To było jeszcze gorsze. Mimo iż kochała swój wzrost, to nie mogła powiedzieć, że czasami nie było to uciążliwe. A tym bardziej, kiedy inni traktują ją jako gorszą. Lub jeszcze czego? Ona przecież się nie nadaje do polowania i wszystkiego… tia, oczywiście. Jeszcze wam udowodnię… pomyślała trochę zdenerwowana. Oczywiście lubiła, jak ktoś się o nią troszczył lub coś w tym stylu, jednak poniżanie jej związku z tym? Już nie było takie fajne przecież. Nikt by tego nie lubił na jej miejscu. Do tego jeszcze nie wiedziała, gdzie idzie. Po krótkiej chwili się zatrzymała i rozejrzała. Od tych wszystkich myśli trochę daleko przeszła. Ale że ją jeszcze łapy nie bolały? To trochę większe zdziwienie.
Poszukała kogoś przez krótką chwilę, czy nikt za nią nie poszedł? Bardzo by chciała, jakby jeszcze usłyszała że ktoś się o nią martwi? Najlepsze uczucie na świecie. Pod tym względem kochała swój wzrost. Mogli się przecież martwić że takiej suczce jak ona może się coś stać… Gdyby tylko nikt nie denerwował ją tym, że nic już nie powinna robić, bo przecież coś sobie zrobi, to by było naprawdę super. Troska jest dobra, ale nie aż tak. Albo też gdy tylko widziała jak ktoś się przejmuje kimś innym rozmawiając z nią… zabiła by tego słodziaka lub kogo tam jeszcze można tak nazwać. Po prostu nie wytrzymywała wtedy. Jednak wypadałoby być wtedy też miłym, bo inaczej co o niej pomyślą inni? Że jest jakąś wielką zazdrośnicą. Chociaż to cała prawda o niej, to wielka zazdrośnica. Chociaż jeśli by chodziło o partnera… to no dobrze. Można tak myśleć. Jednak najpierw musiałaby ona po pierwsze mieć partnera, aby ją tak nazwać. A ona była zazdrosna o uwagę każdego. Nie widząc nikogo, ani nie czując i nie słysząc ruszyła znowu szybkim krokiem, co prawda dla niej szybkim, ale dla innych psów to był po prostu zwykły spacerek. Stara się przyzwyczaić do tego marszu, aby móc chodzić na patrole. Co prawda, chodziła na patrole, ale musiała ciągle ich doganiać, a również nie chciała przecież się ociągać i opóźniać patrolu. Nie przeżyłaby tego, jakby przez nią jeszcze patrol by się opóźnił! Przecież to byłby wstyd! Jeszcze bardziej by inni myśleli, że przez swój wzrost dużo nie zdziała. Siłą? Nie. Sprytem? Może, chociaż psy są sprytne nawet. Zwinnością, której według niej nie miała? Może, ale nie. Usłyszała nagle coś głośnego. Tak głośnego, że nawet ona usłyszała. Energicznie odwróciła głowę w tą stronę. Oczywiście czuła, co to i nie widziała. Ale coś wielkiego. Trochę się wystraszyła, bo wiedziała że śledzenie jej jest bardzo łatwe. No ale co poradzić? Trochę się zjeżyła bo przecież czego ona mogła się spodziewać? Przez to swoje zjeżenie nic nie wniosło do jej wzrostu, no może tylko trochę, ale za dużo nie. Zaczęła warczeć cicho, może odstraszy napastnika?
<Ktoś?>
[531 słów: Mała Kropla otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

"Mała życie to nie film"

[kliknięcie przeniesie do karty postaci]