Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płonąca Łapa †. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płonąca Łapa †. Pokaż wszystkie posty

22 kwietnia 2021

Płonąca Łapa umiera


Dzieci Muszelkowego Nosa i Brzozowego Kła od najmłodszych lat łączyły dwie rzeczy — traumy i śmierdzące rzeczy. Płonąca Łapa, uczeń Flumine, został znaleziony w stosie bosko śmierdzącego ziela; bosko, bo aż postanowił spotkać się z Gwiezdnymi. Choć drgawki wywołane szalejem można zażegnać podaniem przez medyka krwawnika, dla psa było już za późno. Umarł, dołączając do Coelum i traum Konwalijkowej Łapy (lol).

8 marca 2021

Od Płomienia (Płonącej Łapy) do Błękitnej Stokrotki

Mianowanie.
Nareszcie! Już od samego ranka Płomień nie potrafił usiedzieć na dupie, non stop mamrotał, że na sto procent dostanie jakiegoś czaderskiego mentora, a nie trzęsidupę. Zadręczał też przy tym swoją siostrę Tulipankę, czasem zaczepiał jeszcze Konwalijkę, jednakże zdecydował dać suczce więcej przestrzeni niczym superancki starszy brat. Jednakże koniec końców Tulipanka gdzieś też mu czmychnęła, została mu więc tylko mama, która też najwidoczniej nie miała ochoty na słuchanie jego trajkotania. Udał się więc do ojca, który z zapałem słuchał swojego syna, który opowiadał mu, że gdy tylko zostanie uczniem, pójdzie pokonać jakiegoś dwunożnego, żeby pokazać, jaki jest potężny!
Szybko jednak został zgaszony niczym zapałka, gdy tatusiek wbił mu do pustego łba, że no do dwunogów to nie warto podchodzić. Najwyżej do ich szczeniąt, bo często mają żarcie, które łatwo zwędzić, jednak do tych starszych — nie. Ponoć łatwo było oberwać jakiegoś kopa w brzuch czy głowę. Płomień jednak niezbyt mu wierzył, przecież był zbyt super, żeby dać się zlać jakiemuś wyprostowanemu! Ogólnie dla szczeniaka całe to pojęcie dziwnych łysych stworzeń o płaskich mordach było dziwne.
— Tato! Ale ja dam radę! Obronię ich! Nawet Żab- — urwał, widząc smutek na pysku ojca, który pojawił się tam w uderzeniu serca. Tak… Żabka odeszła, zostawiła ich. Gdyby tylko szybciej poszła do medyka… Płomień sapnął, kuląc uszy, nadal nie potrafił uwierzyć, że suczka odeszła, miał jej to za złe, obwiniał, że opuściła go celowo. Nie myślał o tym, że tak działa świat i zgodnie z jego zasadami, spotka ją dopiero po śmierci, jeszcze szczenięcy móżdżek skupił się na teraźniejszości. Żabki nie było, bo sobie umarła.
— Po prostu uważaj na siebie, dorosłe życie nie jest takie proste, jak ci się wydaje, młody — Brzozowy westchnął ciężko, po czym szturchnął syna w bok. — No już, będzie dobrze glucie. — Na pysku psa pojawił się łagodny uśmiech, co Płomień z chęcią odwzajemnił. Coś chciał powiedzieć, jednakże zaraz został rozproszony przez kapcia, który leżał niedaleko. Podbiegł do niego, łapiąc między kły i szarpiąc. Kurz oraz przyjemny smrodek wzleciały w powietrze, stymulując nos przyszłego ucznia.
Młodzik warknął w euforii, zachęcając swojego staruszka do zabawy, który chętnie przyjął propozycję, wyrywając mu z pyska kapcia. Wojownik rzucił synowi figlarne spojrzenie i nim ten się zdążył obejrzeć — dał w długą razem z kapciem-śmierdzioszkiem Płomienia. 
* * *
Mianowanie przebiegło bezboleśnie ani nie dostał opierdzielu, że jego ogon non stop latał w prawo i w lewo, nawet nikt go nie upomniał, że powinien stać spokojnie, zamiast podskakiwać z łapy na łapę. Płonąca Łapa wyglądał pośród spokojnego i opanowanego rodzeństwa niczym jakiś przychlast, jednakże miał to w głębokim poważaniu.
Czekał tylko, aż ceremonia się zakończy, by nareszcie mógł potruć zadek swojej super-turbo-nowej mentorce. Co prawda obstawiał, że taki porządny trening zaczną już jutro, jednak uznał, że nic się nie stanie, jeśli trochę pomęczy suczkę.
Zniecierpliwiony liczył uderzenia serca, skomląc cicho, za co dostał reprymendę od własnej matki — Muszelki. Westchnął więc i pozostał tylko przy liczeniu, starając się, by z jego gardła nie uciekł nawet cichy pisk.
Kiedy liderka ogłosiła koniec całej tej szopki, wystrzelił w kierunku swojej mentorki, jakby miał owsiki w tyłku. Suczce się to chyba nie spodobało zbytnio, jednak przywdziała na pysk uśmiech. Płonąca Łapa miał zaś gdzieś czy był prawdziwy, czy sztuczny — najważniejsze, że uśmiech.
— Naucz mnie spuszczać łomot kotom! O i dwunogom! Tak! Chcę nasikać jakiemuś dwunogowi na jedną z jego pokracznych łap! Zobaczysz! Będziesz ze mnie dumna Błękitna Stokrotka! — urwał, widząc zmarszczone brwi suki. — Gh- Wybacz. BĘDZIESZ ZE MNIE DUMNA BŁĘKITNA! Nie zawiodę cię! Zobaczysz! Za wiele księżyców psy będą wołać. Zobacz! To Płomień! Uczeń Błękitnej! Zasadniczo wyglądasz czadowo! Tak dziko! Ja też tak chcę! Szkoda, że się nie da! Ej, a kiedy będziemy łapać te obślizgłe fujki, co tata przynosił mi mojemu rodzeństwo?! — zaskomlał, robiąc błagalne, wielkie ślepia. Jednocześnie podskakiwał w miejscu, skacząc, niemalże na wysokość uszu suczki. — NO WEEEEEEEEEEEEEŹ! — wrzasnął, szczekając piskliwie. Chciał zacząć trening. Już! Teraz! Zaraz! W nosie miał to, że ma poczekać do jutra! On chciał już!
<Błękitna Stokrotko?>
[649 słów: Płonąca Łapa otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

11 lutego 2021

Od Płomienia CD Konwalijki

Popędził za siostrą ani myśląc, by dać jej chwilę wytchnienia. Suczka wyciągała łapki przed siebie, chcąc umknąć przed natarczywym bratem, który jakby za sens swojego życia uznał dogonienie, powalenie i obślinienie Konwalijki, której ta wizja z pewnością ani trochę by do gustu nie przypadła. Szczenior wydał z siebie pisk, kłapiąc zębami, o mało co nie łapiąc suczki za futerko na zadzie. Jej ogon smagnął go po pysku, na co zwolnił i kichnął, aż glut z nosa mu poleciał. Zlizał go, krzywiąc się na słonawy smak dziwnawej mazi.
Wyciągał łapy przed siebie na tyle, jak bardzo pozwalały mu dziecięce rozmiary, z których mimo wszystko nie był zadowolony. Nieudolnie wymijał psy, obijając się o ich łapy, co kilka razy zaowocowało szczeknięciem, czy obnażeniem kłów. Niespodziewanie, zupełnie ni z gruszki, ni z pietruszki, jego siostra zatrzymała się, uderzając z całej siły we włochaty, cudownie śmierdzący dywan. Płomień chcąc wyminąć suczkę, nie wyrobił na zakręcie i wyrżnął w ścianę.
Szczeniak kwiknął z bólu, próbując się podnieść. Jego łapy zatrzęsły się, gdy tylko wstał, jednakże zrobił kilka kroków w przód. Co prawda był z lekka otumaniony i nie ogarniał rzeczywistości i przez pierwsze uderzenia serca ani trochę nie rozumiał co, ani kto do niego mówił. Dopiero gdy potrząsnął łbem, jego kontakt ze światem rzeczywistym powrócił. Zaniuchał, spoglądając na przerażoną siostrę i dziwne, włochate coś.
JAK TO CUDOWNIE ŚMIERDZIAŁO!
Płomień podskoczył kilkakrotnie w wyrazie ekscytacji, szczekając piskliwie. Uderzył to „coś”, kilka razy łapą, odskakując, jakby zaraz miało się na niego rzucić.
— Ej, Konwalia patrz! Patrz! Patrz! Patrz! — Uderzył siostrę w bok, gdy przemieścił się niespodziewanie, czym ją zaskoczył. Suczka skuliła uszy, jednak mimo to obserwowała uważnie brata, jak ten bierze w pysk kawałek dywanu i zaczyna nim szarpać. Z pyska Płomienia dało się usłyszeć radosne, pełne zapału powarkiwanie, za to sam pies wkręcił się w zabawę aż do fiksacji. Uszy latały mu w górę i dół, klapiąc zabawnie, a jego ogon wił się niczym wąż.
— P-płomień! — pisnęła, gdy kolejny raz uderzył ją przypadkiem. Ten zamrugał ślepiami, jakby nie wiedząc, co się właśnie stało. Wypuścił z pyska dywan, stróżka gęstej niczym gile śliny skapywała z jego pyska wprost na ziemię, idealnie między długie łapy szczeniaka. Oblizał się raz, drugi, trzeci, natomiast za czwartym melając pyszczek biednej Konwalijki. Widząc niezadowoloną minkę siostry, skulił uszy, zaraz jednak wrócił do szarpania dywanu, skuszony jego cudownym, niesamowitym smrodkiem. Kurz wzleciał w powietrze, brudząc wszystko, co zdołał sięgnąć.
Płomień w pewnym momencie porzucił tarmoszenie niczemu mu winnego przedmiotu, po czym cofnął się o kilka kroków, wziął rozbieg i plackiem rzucił się dywan, mrucząc zawzięcie, gdy tarzał się w długich włosach. Miał gdzieś, że mama najpewniej uszy przy samym tyłku urwie. Liczyło się tu i teraz. Wierzgał łapami, wymachiwał nimi, z jego pyska wychodziła cała gama dźwięków — od warknięć po pomruki i skamlenie.
— ALE. TO. CUDOWNIE. CUCHNIE! — wykrzyczał, dysząc ciężko i wciągając do płuc zatęchły zapach. Całe jego futro było uwalone kurzem, a śmierdziało… oj śmierdziało okropnie. Brakowało, tylko by szczeniak wytarzał się w rybich, zgniłych truchłach czy tam wnętrznościach. W zależności od tego, co śmierdziało bardziej.
W pewnym momencie coś huknęło potwornie głośno, aż poderwał się na równe nogi. Posłał siostrze pytające spojrzenie, na co ta wzruszyła jedynie barkami, samemu nie wiedząc co zrobić. Pies wstał ostrożnie. W obozie wodnych nastała dziwna cisza, jednak zaraz wszystko wróciło do normy. Zdziwiony Płomień podreptał w towarzystwie Konwalijki w kierunku legowiska matki, gdzie została reszta rodzeństwa.
— Tata! Tata! — pisnął, gdy zobaczył sylwetkę Brzozowego Kła. Jego źrenice rozszerzyły się, gdy dostrzegł w pysku wojownika coś, co przypominało wcześniejszy posiłek Muszelki. — Szybko Konwalijka! Szybko! Szybko! SZYBKOOOOOO! — mamrotał zupełnie bez składu i ładu, popychając zdziwioną suczkę w kierunku całej ich rodzinki.
— Szeszcz dziefiaki. — Brzoza na widok swoich potomków uśmiechnął się radośnie, a w jego oku błysnęła radosna iskierka, jak zwykle zresztą, gdy przynosił im coś nowego i ciekawego.
— Tata! A co toooo? — Płomień uwalił się na ziemi, wyciągając przednie łapy i skrobiąc pazurkami w podłoże. Szybko jednak schował pysk między łapkami Konwalijki, która właśnie grzecznie witała się z ich tatą. Dziwna rzecz, którą pies trzymał w pysku, plasnęła o ziemię, wydając dziwny, mokry odgłos. — Konwalijka! Wiesz co to? Wiesz? Bo ja wiem! Ale czy ty wiesz!? Bo taka mądra jesteś! O! Ja wiem! To… to kapeć! Tak? Drugi kapeć! Tylko taki… do… do jedzenia! Tak Konwalijka mów coś nooo, dlaczego nic nie gadasz! Wiem! Kot ci język zjadł, ha! Powiedz, który to kot a ja go zjem! Zobaczysz! — zaszczekał entuzjastycznie, kłapiąc zębami na potwierdzenie swych słów.
 <Konwalijka?>
[739 słów: Płomień otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

29 stycznia 2021

Od Płomienia do Konwalijki

 Płomień poruszył niespokojnie uchem, gdy dotarł do niego nieznajomy dźwięk. Kichnął chwilę później przez gromadzący się w pomieszczeniu kurz oraz zapach stęchlizny czy innego grzyba. Reszta jego rodzeństwa smacznie spała, co ani trochę mu się nie podobało. Machnął niezadowolony ogonem. Raz. Drugi. Trzeci. Zirytowany zaskomlał, zwracając tym samym uwagę swojej matki, która właśnie jadła coś dziwnego, dotąd nieznanego. Podszedł ostrożnie, trącając nosem to „coś”, po czym natychmiast uciekł z piskiem, chowając się za grzbietem rodzicielki. Muszelka roześmiała się cicho, kontynuując jedzenie, pochłaniając kolejne smakowite kęsy i wypluwając coś obok.
Szczeniak naburmuszył się, tupiąc łapą i ponownie skamląc. Tym razem suczka nie zwróciła nań uwagi, co tylko rozzłościło młodego. Oblizał pyszczek, wychylając się ostrożnie. Gdy miał pewność, że nic mu nie grozi ze strony tego dziwnego przedmiotu, który leżał między łapami matki, podszedł bliżej. Ostrożnie obwąchał jedzenie, krzywiąc się, gdy jedyne co poczuł, to zatęchły smród glonów i mułu. Wydał z siebie niezadowolone „ble”. Natychmiast uniósł przednią łapkę, by zaraz uderzyć nią swojego pierwszego w życiu wroga.
— Kysz! Akysz! — zaszczekał, podskakując w miejscu. Muszelkowy Nos zdawała się przywyknąć do poczynań swojego syna, toteż nawet nie reagowała, gdy zirytowany Płomień ułożył się blisko niej, piszcząc i trącając jej łapę nosem. Praktycznie jedyne co zrobiła, to odsunęła swój posiłek nieco dalej od dociekliwego malca, co ani trochę mu się nie spodobało. Wyciągnął przednie łapy, chcąc uszczknąć chociaż kawałek. Bo skoro jego mama to jadła, to dlaczego on nie mógł? Pokaże innym, jaki jest super, gdy jako pierwszy zacznie jeść coś innego niż mleko!
Skulił się odruchowo, gdy z pyska matki uciekł niezadowolony warkot. Nie zamierzał jednak odpuścić, przecież psy czasem warczą, kiedy chcą się bawić! Uznał więc, że odpowie na zaproszenie.
Zaszczekał, po czym w mgnieniu oka złapał resztki ryby, krzywiąc się, gdy na języku poczuł obrzydliwy smak, zaraz jednak zwiał do innego pokoju, machając z rozbawienia ogonem. Czekał jedynie aż matka w ferworze radości znacznie go gonić.
— Płomień! Wracaj tutaj!
Głos suki zdawał się jednak nie być ani trochę nastawiony na zabawę. Szczeniak skulił uszy, nie bardzo rozumiejąc, co się dzieje. Kolejne warknięcie matki tylko utwierdziło go w przekonaniu, że bardzo sobie nagrabił. Zgarbiony i z podkulonym ogonem wszedł ostrożnie do pomieszczenia, gdzie matka miała legowisko, po czym doczołgał się do niej.
— Wybacz mamo — szczeknął słabo, odkładają ukradzioną rzecz. — Chciałem się tylko bawić.
Ostry wzrok suki złagodniał. Westchnęła cicho, kręcąc łbem. Najwidoczniej ponownie zastanawiała się, jakie jeszcze utrapienie w postaci syna musiało ją spotkać.
— Żeby mi to było ostatni raz, nie wolno kraść innym jedzenia — wyjaśniła krótko. Przechylił głowę. Jedzenie? Myślał, że matka odrywa kawałki tego paskudztwa i połyka bez powodu. On czasem też tak robił. Zjadał różne rzeczy, tylko czasem rzygał po nich, dalej niż widział. Znudzony ziewnął, rozglądając się dookoła. Jego rodzeństwo nadal spało, toteż nawet nie miał co liczyć na zabawę z nimi. Matki wolał znowu nie drażnić, bo tym razem mógłby skończyć bez ogona lub uszu. Ojca zaś nawet nie było widać w pobliżu, co ani trochę mu się to nie podobało. Dostrzegł jednak stary, cudownie capiący kapeć, którego przywlekł ich ojczulek, chwaląc się przy tym, w jaki bohaterski sposób go zdobył i ile musiał poświęcić. Na jego mordkę wlazł szeroki uśmiech, gdy w podskokach znalazł się przy kapciu. Złapał go w pyszczek i warcząc, zaczął szarpać.
Machał głową tak mocno, że aż w pewnym momencie musiał usiąść, bo zakręciło mu się w głowie. Uderzenie serca później kontynuował zabawę. Podrzucał przedmiot i łapał go między zęby, pomrukując z radości. Kątem oka widział matkę, która odetchnęła z ulgą, że jej dzieciak znalazł sobie zabawę i na razie jej nie męczy. Płomień kłapnął zębami, próbując urwać kawałek materiału. Szarpał butem, aż ten nie wymknął się z jego pyska i uderzył biedną Konwalijkę, która pisnęła wytrącona brutalnie z głębokiego snu. Pies jednak zupełnie zlał fakt, że jego siostrę może coś boleć. Zamiast tego podreptał w jej stronę z wywalonym z pyska jęzorem, machając przy tym radośnie ogonem.
— Dawaj Konwalia! Bawimy się! — zaszczekał, drżąc na całym ciele z ekscytacji. Kiedy jednak to nie zadziałało, złapał suczkę za ogon, ciągnąc go. — No daliii — pisnął, wlepiając w nią błagalne ślepia. Zignorował nawet pouczające słowa matki oraz jej niezadowolony ton głosu. Z całego tego rabanu ze snu wybudziła się nawet Tulipanka oraz Żabka. Suczki gdy tylko złapały kontakt ze światem, wlepiły swoje oczęta w brata, który ani trochę nie chciał ustąpić. W pewnym momencie Płomień usiadł, wyjąc przeraźliwie. Chciał tylko się bawić no! 
<Konwalijka?>
[728 słów: Płomień otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]