Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błękitna Stokrotka × Płonąca Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błękitna Stokrotka × Płonąca Łapa. Pokaż wszystkie posty

9 marca 2021

Od Błękitnej Stokrotki CD Płonącej Łapy

Przyzwyczaiłam się, już do spokoju, jaki panował w klanie. Rutyna, jaka wdała się do mojego życia, powoli stawała się coraz bardziej nie do zniesienia. Wszystko ograniczało się do patrolowania granic i szukania ziół. Jedyną odskocznią, były zatargi z nieznajomym bezgwiezdnym. Czas mijał. Flumine doczekało się dwóch miotów. Dopóki maluchy były ze swoimi rodzicami, ich przyjście nie było nadto zauważalne. Jednak po krótkim czasie można było odnieść wrażenie, że są dosłownie wszędzie. Robiły tyle hałasu, plątały się pod nogami, za wszelką cenę usiłowały zwracać na siebie uwagę wszystkich dorosłych. Początkowo te ich wrzaski działały mi na nerwy, z czasem szło się do tego przyzwyczaić. Po powrocie z poszukiwania ziół natrafiłam na Nakrapianą Gwiazdę.
— Błękitna, dobrze, że Cię widzę. Dzisiaj po posiłku chciałabym, byś stawiła się w obozie.
— To coś poważnego? — Na moim pysku pojawił się lekki grymas.
— Nie musisz się obawiać niczego. — Uśmiechnęła się tajemniczo.
Nie przekonało mnie to jednak. Odprowadziłam ją wzrokiem. Jak tam można? Zostawiać kogoś w niepewności. Jako że zostało mi jeszcze sporo czasu, a nie miałam co ze sobą zrobić, udałam się do Portu. Lubiłam to miejsce, zapach morskiej uderzył w moje nozdrza, wywołując niekontrolowane kichnięcie. Zaszumiało mi lekko w głowie Złapałam równowagę i wytrzeszczyłam oczy, na widok dwunożnych, wyciągających siatki pełne szamotających się ryb. Poczułam, jak ślinka zaczyna mi kapać, leniwe ziewnęłam, oblizując wargi. Przechadzałam się po dziwnym drewnianym podłożu, był o wiele przyjemniejszy od tego znajdującego się w mieście. Bacznie obserwowałam kołyszące się na wodzie dziwne potwory. Zatrzymałam się na chwilę, musiałam znaleźć sposób jak dostać się na jedną z tych dziwnych maszyn. To właśnie tam dwunogi trzymali swoje rybne zdobycze. Zapach morskiej wody przestał już drażnić nos, teraz czułam tylko świeże jedzonko. Oblizałam się kilkakrotnie, przechadzając się kilkakrotnie w jedną i drugą stronę, szukając potwora, który nie będzie, wywoływał, aż tak wielkiego lęku. Powoli zaczęło się tutaj roić od dwunogów. Cześć potworów odpływała, aby po chwili na ich miejsce przybywały kolejne. W końcu nadarzyła się okazja, dwunogi opuścili pokład. To była moja szansa, niepozornie zbliżyłam się do krawędzi mostu. Wskoczyłam na kładkę i wbiegłam do środka. Poczułam, jak zaczyna mną bujać, zachwiało mnie. Łapiąc równowagę, wyprostowałam się na łapach i ostrożnie podeszłam do siatki pełnej smakowitych kąsków. Te małe głupie otworki. Kładąc, przednie łapy na sznurki chwyciłam zębami za linkę. Zacisnęłam szczęki i szarpnęłam, kilkukrotnie. W końcu sznurek puścił, otwór w siatce powiększył się na tyle, że spokojnie mogłam wsadzić tam pyszczek i wyciągnąć zdobycz. Gdy już miałam triumfować, tuż za mną rozległ się krzyk. Złapałam mocniej rybę. Dostrzegłam za sobą mężczyznę, złapał pierwszą lepszą rzecz, jaką miał pod ręką i coś mówił. Jego ton nie spodobał mi się, a na twarzy dostrzegłam mocne zdenerwowanie. To była ta chwila, aby wiać. Rzuciłam się biegiem w stronę wyjścia. Szybko zeskoczyłam z kładki, kierując się w stronę obozu, zwinnie wymijając tych głupich dwunożnych. Czując miękkie podłoże pod łapami, mogłam spokojnie odetchnąć. Zatrzymałam się obok drzewa, upuszczając rybę na ziemię. Rozejrzałam się dookoła, niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Ułożyłam się wygodnie, chwytając zdobycz między przednie łapy. Przeżuwając dokładnie każdy kęs, teraz gdy mój żołądek został napełniony, mogłam cieszyć się ze swojego triumfu. Oblizałam się na koniec i udałam do Nakrapianej Gwiazdy. Na miejscu spotkałam Korzenia, Burzowe Gardło oraz Irysowe Serce. Dopiero teraz mnie olśniło, czyżby to chodziło o te małe kurdupelki, dzieci Muszelkowego Nosa i Brzozowego Kła. Nie mogło być inaczej. Nakrapiana Gwiazda w końcu zaczęła swoją przemowę, bacznie obserwując naszą reakcję.
— Jutro odbędzie się ceremonia nadania uczniów. Każde z was dostanie pod opiekę jednego ze szczeniąt. Waszym zadaniem jest przez sześć księżyców, przekazać im swoją wiedzę oraz umiejętności, aby stały się prawdziwymi wojownikami. Oczywiście może to zająć więcej czasu co niektórym, jednak starajcie się wyrobić w czasie.
Niemal szczęka mi opadła, jutro dostanę szczyla, który w przyszłości stanie się owocem mojej ciężkiej pracy. To był ogromny zaszczyt, ale i odpowiedzialność. Rozpierała mnie duma, a zarazem niepokój. Przecież nigdy wcześniej nie dostąpiłam tak wielkiego zaszczytu. Padło kilka istotnych pytań, ale to kogo nam przydzielą jutro, było jedną wielką tajemnicą. Po zakończonym zebraniu wszyscy się rozeszli. Wieczorny patrol to była ostatnia rzecz, na jaką miałam dzisiaj ochotę, jednak to właśnie mi przypadał ten obowiązek. Choć starałam się zachować koncentrację, cały czas rozpraszały mnie moje własne myśli. Od czego zacząć? Jakie wartości mam przekazać? Ile czasu poświęcać? Jak się zachowywać? Szukałam w głowie odpowiedzi. Co chwila musiałam jednak stawiać się do pionu, przecież teraz miałam patrolować granice, a nie zamartwiać się szczylem na zapas. Gdy upewniłam się, że wszystko jest w porządku. Udałam się ponownie do portu. Usiadłam na drewnianym podłożu i skierowałam wzrok w stronę gwiazd. Teraz mogłam spokojnie wszystko przemyśleć i poukładać w całość. Jutro czekał mnie ciężki dzień, zawinęłam tyłek i wróciłam do obozu, wygodnie rozkładając się w legowisku. Po krótkie chwili czułam, jakby moje ciało lekko odrywało się od ziemi.
— Wstawaj Błękitna!
Poderwałam się na cztery łapy i spojrzałam ze zdziwieniem na Słoneczny Pysk.
— Co się stało? — mruknęłam lekko zaspana.
— Zaraz ceremonia mianowania, wszyscy tam czekają a Ciebie brak.
Wybiegłam jak poparzona, w ostatniej chwili ustawiłam się wraz z resztą mentorów. Ledwo złapałam oddech gdy Nakrapiana Gwiazda zaczęła mówić. W końcu nadeszła moja kolej.
— Płomieniu od dzisiaj aż do czasu gdy zdobędziesz imię wojownika, będziesz nazywać się, Płonąca Łapa twoim mentorem będzie Błękitna Stokrotka.
Liderka przeniosła wzrok z Płomienia na mnie i kontynuowała.
— Zostaniesz mentorem Płomienia. Okazałaś się wojownikiem honorowym i zrównoważonym na pewno przekażesz temu młodemu uczniowi swoją całą wiedzę.
W tym momencie musiałam zetknąć się nosem ze swoim uczniem. Poznałam już jego zapach.
Był to spory szczeniak, jego futro przypominało ogień, bez ładu i składu, zmierzwione o wielu barwach, plamkach, łatkach i ciapkach. Wyglądał, jakby ktoś malował go w pośpiechu. Jedyne co rzucało się w oczy i miało jakiekolwiek ukojenie dla oka to białe plamki zajmujące największą część na klatce, pyszczku i łapakach, tworząc dość wysokie skarpetki. Biel uczepiła się również jego końcówki ogona.
Młody nie potrafił usiedzieć na dupie, obserwowałam go podczas ceremonii. Istny wulkan niespożytkowanej energii w takim małym ciele. Po ukończonej ceremonii japa mu się nie zamykała. Skakał i wylewał z siebie potok słów. Już po chwili miałam serdecznie dość. Całkowicie inaczej wyobrażałam sobie swojego pierwszego ucznia. Musiałam jakość ostudzić jego emocje.
— Słuchaj Płomyk, trening zaczyna się od jutra. Cieszę się, że masz tyle entuzjazmu i energii. To bardzo dobrze, jutro ją spożytkujemy.
— Ale ja chcę dzisiaj!
Przecież nie mogłam małemu dać sobie wejść na głowę, już na samym stracie. Konsekwencja i asertywność to podstawa. Musiał mnie szanować, musiał poznać jasne granice. Czekało nas sporo pracy.
— Posłuchaj młody, panują tutaj zasady.
— Nie lubię zasad, są głupie i ograniczają!
— Są potrzebne, musisz wiedzieć, jak powinieneś się zachować w danej sytuacji. Jeśli chcesz być prawdziwym wojownikiem, musisz uzbroić się w cierpliwość.
— Po co?
— Wojownik, musi czasami powstrzymać się od ataku, czekać godzinami na właściwy moment, wszystko dokładnie przemyśleć, spontaniczne i pochopne decyzje bywają zgubne.
Mały usiadł na sekundę, na dupie otworzył pyszczek i słuchał, już po chwili rozproszył go jakiś patyk leżący na ziemi.
— Nie skończyłam — warknęłam.
Mały od razu z patykiem w pyszczku lekko skruszony przydreptał do mnie.
— Przepraszam, ja nie potrafię się skupić.
— Skupienie to jedna z podstaw, jak wyobrażasz sobie polowanie albo atak, skoro rozprasza Cię zwykły kijek?
Płomyk zamilknął na chwilę wykorzystując, jego nieuwagę złapałam kijek i ruszyłam biegiem. Mały na swoich krótkich nóżkach pędził za mną. Już po kilku minutach padł na pysio, dysząc.
— Spokój, koncentracja, kondycja od tego zaczniemy jutro — powiedziałam stanowczo.
— Niby jak?
— Poszukamy ziół w porcie.
Młody będzie musiał zachować spokój, aby nie zwracać na siebie dwunogów, skoncentrować na celu oraz jak najszybciej dostarczyć je do medyka.
<Płomień?>
[1251 słów: Błękitna Stokrotka otrzymuje 12 Punktów Doświadczenia, Płonąca Łapa 2 Punkty Treningu]

8 marca 2021

Od Płomienia (Płonącej Łapy) do Błękitnej Stokrotki

Mianowanie.
Nareszcie! Już od samego ranka Płomień nie potrafił usiedzieć na dupie, non stop mamrotał, że na sto procent dostanie jakiegoś czaderskiego mentora, a nie trzęsidupę. Zadręczał też przy tym swoją siostrę Tulipankę, czasem zaczepiał jeszcze Konwalijkę, jednakże zdecydował dać suczce więcej przestrzeni niczym superancki starszy brat. Jednakże koniec końców Tulipanka gdzieś też mu czmychnęła, została mu więc tylko mama, która też najwidoczniej nie miała ochoty na słuchanie jego trajkotania. Udał się więc do ojca, który z zapałem słuchał swojego syna, który opowiadał mu, że gdy tylko zostanie uczniem, pójdzie pokonać jakiegoś dwunożnego, żeby pokazać, jaki jest potężny!
Szybko jednak został zgaszony niczym zapałka, gdy tatusiek wbił mu do pustego łba, że no do dwunogów to nie warto podchodzić. Najwyżej do ich szczeniąt, bo często mają żarcie, które łatwo zwędzić, jednak do tych starszych — nie. Ponoć łatwo było oberwać jakiegoś kopa w brzuch czy głowę. Płomień jednak niezbyt mu wierzył, przecież był zbyt super, żeby dać się zlać jakiemuś wyprostowanemu! Ogólnie dla szczeniaka całe to pojęcie dziwnych łysych stworzeń o płaskich mordach było dziwne.
— Tato! Ale ja dam radę! Obronię ich! Nawet Żab- — urwał, widząc smutek na pysku ojca, który pojawił się tam w uderzeniu serca. Tak… Żabka odeszła, zostawiła ich. Gdyby tylko szybciej poszła do medyka… Płomień sapnął, kuląc uszy, nadal nie potrafił uwierzyć, że suczka odeszła, miał jej to za złe, obwiniał, że opuściła go celowo. Nie myślał o tym, że tak działa świat i zgodnie z jego zasadami, spotka ją dopiero po śmierci, jeszcze szczenięcy móżdżek skupił się na teraźniejszości. Żabki nie było, bo sobie umarła.
— Po prostu uważaj na siebie, dorosłe życie nie jest takie proste, jak ci się wydaje, młody — Brzozowy westchnął ciężko, po czym szturchnął syna w bok. — No już, będzie dobrze glucie. — Na pysku psa pojawił się łagodny uśmiech, co Płomień z chęcią odwzajemnił. Coś chciał powiedzieć, jednakże zaraz został rozproszony przez kapcia, który leżał niedaleko. Podbiegł do niego, łapiąc między kły i szarpiąc. Kurz oraz przyjemny smrodek wzleciały w powietrze, stymulując nos przyszłego ucznia.
Młodzik warknął w euforii, zachęcając swojego staruszka do zabawy, który chętnie przyjął propozycję, wyrywając mu z pyska kapcia. Wojownik rzucił synowi figlarne spojrzenie i nim ten się zdążył obejrzeć — dał w długą razem z kapciem-śmierdzioszkiem Płomienia. 
* * *
Mianowanie przebiegło bezboleśnie ani nie dostał opierdzielu, że jego ogon non stop latał w prawo i w lewo, nawet nikt go nie upomniał, że powinien stać spokojnie, zamiast podskakiwać z łapy na łapę. Płonąca Łapa wyglądał pośród spokojnego i opanowanego rodzeństwa niczym jakiś przychlast, jednakże miał to w głębokim poważaniu.
Czekał tylko, aż ceremonia się zakończy, by nareszcie mógł potruć zadek swojej super-turbo-nowej mentorce. Co prawda obstawiał, że taki porządny trening zaczną już jutro, jednak uznał, że nic się nie stanie, jeśli trochę pomęczy suczkę.
Zniecierpliwiony liczył uderzenia serca, skomląc cicho, za co dostał reprymendę od własnej matki — Muszelki. Westchnął więc i pozostał tylko przy liczeniu, starając się, by z jego gardła nie uciekł nawet cichy pisk.
Kiedy liderka ogłosiła koniec całej tej szopki, wystrzelił w kierunku swojej mentorki, jakby miał owsiki w tyłku. Suczce się to chyba nie spodobało zbytnio, jednak przywdziała na pysk uśmiech. Płonąca Łapa miał zaś gdzieś czy był prawdziwy, czy sztuczny — najważniejsze, że uśmiech.
— Naucz mnie spuszczać łomot kotom! O i dwunogom! Tak! Chcę nasikać jakiemuś dwunogowi na jedną z jego pokracznych łap! Zobaczysz! Będziesz ze mnie dumna Błękitna Stokrotka! — urwał, widząc zmarszczone brwi suki. — Gh- Wybacz. BĘDZIESZ ZE MNIE DUMNA BŁĘKITNA! Nie zawiodę cię! Zobaczysz! Za wiele księżyców psy będą wołać. Zobacz! To Płomień! Uczeń Błękitnej! Zasadniczo wyglądasz czadowo! Tak dziko! Ja też tak chcę! Szkoda, że się nie da! Ej, a kiedy będziemy łapać te obślizgłe fujki, co tata przynosił mi mojemu rodzeństwo?! — zaskomlał, robiąc błagalne, wielkie ślepia. Jednocześnie podskakiwał w miejscu, skacząc, niemalże na wysokość uszu suczki. — NO WEEEEEEEEEEEEEŹ! — wrzasnął, szczekając piskliwie. Chciał zacząć trening. Już! Teraz! Zaraz! W nosie miał to, że ma poczekać do jutra! On chciał już!
<Błękitna Stokrotko?>
[649 słów: Płonąca Łapa otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]