Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzepakowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzepakowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

23 sierpnia 2022

Od Rzepakowej Gwiazdy CD Ciepłej Pleśni

Prawdę mówiąc, Rzepakowa Gwiazda już dawno dowiedziała się, co to znaczy być gejem — powyższe zagadnienie przestało być dla niej zagadką po odbytej rozmowie z Ciepłą Pleśnią, który zadbał o to, żeby zakłopotana matka nie martwiła się o przyszłość drugiego syna. Owszem, przez kilka pierwszych chwil była przekonana, że nazwa ta odnosi się do nieznanej choroby lub też kondycji, która pogarszałaby jakość życia młodego syna, jednak wraz z zapewnieniem od mądrzejszego z dwójki braci, ponownie wpadła w typowe dla siebie zadowolenie, ciesząc się faktem, iż nadal miała szansę na przekonanie Omszonego do posiadania gromadki dzieci, niezależnie od ich pochodzenia. Liderce zwyczajnie zależało na nowych pociechach, z którymi mogłaby się bawić, ponieważ żaden z psów w jej wieku nie dorównywał jej poziomowi intelektualnemu. 
— Swoją drogą, nie wiesz może, gdzie włóczy się Mech? — zapytała, grzebiąc łapą w mokrym piachu. — O, spójrz tylko, jaki piękny kamień!
Spod cienkiej warstwy szarego, wilgotnego piasku wyłonił się kształtem przypominający trójkąt szarobury odłamek, który najpewniej został zalany przez obfitą ilość wody, a następnie pogrzebany pod przypływającym wraz z falą gruzem. Widok bardzo ucieszył oko liderki, mimo iż było to dość powszechne znalezisko. 
— No tak, ładny jest — mruknął towarzysz, spoglądając w stronę połyskującego odłupka. — Myślę, że pewnie gdzieś biega razem z Wietrznym, chociaż pewnie niedługo wróci do obozu. Mówił mi, że dzisiaj przyjdzie. 
— Naprawdę? To świetnie! — pisnęła, podnosząc się z siadu. Wraz z wyrażeniem ekscytacji, w ruch wprawił się jej brudny ogon, z którego sypały się drobiny sypkiego piasku. 
— Hej, uważaj! — krzyknął z pretensją, również stając na czterech łapach. — Halo, dokąd idziesz?
Rzepakowa nie odpowiedziała zdezorientowanemu, teraz także i brudnemu Ciepłemu, którego zostawiła w tyle, spiesząc się, by wrócić na szlak, prowadzący do ich rodzinnego domu. Jej twarz aż promieniała na samą myśl o rozmowie, którą miała odbyć wraz z ukochanym dzieckiem, a łapy same parły, by dotrzeć na miejsce w jak najszybszym czasie. Wkrótce dołączył do niej samotnie pozostawiony kompan, który ledwie ją doganiając, próbował wyjaśnić suce, że minie sporo czasu, zanim kundel zjawi się w obozie — ta jednak go nie posłuchała.
— Ile mu to jeszcze zajmie? — wymamrotała, kładąc zmęczony łeb na ziemi. Z nieba już dawno zdążyło zejść jasne słońce, pozostawiając Rzepakowej jedynie niejasną odpowiedź, co do pory dnia. 
— Przecież mówiłem, że nie wiem — westchnął, jeszcze raz rozglądając się wokół, by upewnić się, że w ciągu kilku sekund wśród nich nie pojawił się wyczekiwany gość.
Odkąd wrócili z plaży, matka wciąż poruszała się w tę i w tamtą w oczekiwaniu na przybycie syna, dlatego też tuż po zmroku dopadło ją niemałe zmęczenie. Niespecjalnie ją to jednak dręczyło, ponieważ w głowie kłębiły się poważniejsze myśli, którymi musiała się zająć. Liderka nie wiedziała, co robić; to wcale nie tak, że goniły ją jakiekolwiek obowiązki, zwyczajnie chciała, żeby ten dzień skończył się tak, jak sobie to wymyśliła. Przez pół dnia, który spędziła na dobieraniu odpowiednich słów do swojej wypowiedzi, mającej na celu przekonanie Omszonego, żeby został ojcem, w tle zastanawiała się nad tym, czy miałby w ogóle skąd je podebrać — przecież w okolicy każde możliwe dziecko ma rodziców!
— Nareszcie — Kundel odetchnął z ulgą, zauważając poruszającą się w ich stronę postać. — Dłużej się nie dało? 
— Dało, mogłem przecież wcale nie przychodzić — prychnął drugi, nawet nie zauważając, że tuż za plecami rozmówcy leży ktoś jeszcze. 
— Słuchaj, wiem, że nie należysz do tych mądrych, ale mógłbyś czasem… — zaczęła Pleśń, dając krok naprzód, by zrównać się z bratem, chociaż jego słowa zostały przerwane przez krzyk suki. 
— Wiem, że jesteś gejem! — oznajmiła, uprzednio energicznie wparowując między synów. Suka szeroko otworzyła oczy, próbując dostrzec, czy informacja, którą przekazał jej kundel, była wiarygodna i stojący przed nią samiec faktycznie był tak zwanym gejem. 
Nastrój panujący między trójką momentalnie się zmienił, powodując nagły napad głośnego kaszlu u Ciepłego, jednak wywołując zupełnie odmienną reakcję u Krtani, znaczy się niekontrolowany wybuch panicznego śmiechu, który przez kilka chwil nie pozwalał mu na wyduszenie z siebie sensownego słowa, przez co cierpliwość Rzepakowej zaczynała wyczerpywać się jeszcze szybciej, niż przedtem. 
— Kurde, chłopie, coś ty jej nagadał? — parsknął, prawie tracąc równowagę. — Tak, mamo, jestem gejem.
Nie zwracając uwagi na stojącego obok młodszego, podeszła bliżej, nawiązując kontakt wzrokowy z ledwo stojącym na czterech łapach kundlem, biorąc głęboki wdech, żeby przygotować się na najważniejszą część rozmowy. 
— To dobrze, ważne, że nie umierasz — wydusiła, na co pies przestał się śmiać, marszcząc brwi. — Mam nadzieję, że wiesz o tym, że mimo to i tak oczekuję od ciebie jednej rzeczy, a skoro nic nie stoi ku temu na przeszkodzie, to liczę, że niebawem załatwisz tę sprawę. Dobrze wiesz, jakie to dla nas ważne, znaczy się, nie dla nas, ale głównie dla ciebie, bo wiesz, każdy z nas w końcu się starzeje i warto jednak… 
— Dobra, czekaj, ale o czym ty gadasz? — przerwał jej wywód, spoglądając na brata, który wyglądał bardziej na zirytowanego, niż równie zakłopotanego. 
— Omszony, kiedy przyprowadzisz mi dzieci do domu? — zapytała, zmieniając nagle ton ze spokojnego na radosny, jak miała to w zwyczaju.
— Te, Rzepa, nie zapędzaj się tak, co? — burknął, nagle przestając się interesować jej słowami. — Nie mam zamiaru mieć żadnych bachorów, co ty wymyślasz?
— Nie wymyślam, tylko mówię, jakie masz opcje — powiedziała, robiąc na nowo minę na poważną, tym samym wywołując ponowne zmartwienie na twarzy rozmówcy. — Bycie tym całym gejem nie znaczy, że nie możesz ich mieć, przecież Ciepły mi powiedział!
Słowa zostały wypowiedziane z pretensją, ale także i nadzieją na to, iż wspomniany syn poprze jej zdanie i pomoże przekonać drugiego, by przystał na jej słowa. Zgodnie z jej myślą, Pleśń przytaknął, wprawiając brata w jeszcze większe zirytowanie zaistniałą sytuacją. Nie miał siły kłócić się z matką, której dziecinny charakter nie pozwalał na odbycie poważnej rozmowy, ponieważ wiedział, że czegokolwiek by jej wtedy nie powiedział i tak wciąż próbowałaby go namówić na zgodzenie się z jej pomysłem. 
— Błagam cię, odpuść — wyjęczał, wymijając wciąż spoglądającą w jego twarz sukę, a następnie kierując się w stronę drzewa, pod którym leżało jego posłanie, pozostałe jeszcze z dziecięcych czasów.
— No przecież byłoby fajnieee — przeciągnęła, naśladując jego ruchy. Oboje przeszli parę kroków, oddalając się nieco od Pleśni, czerpiącego przyjemność z nieszczęścia, które spotkało nieznośnego brata.
— Nie ma mowy! — pokręcił głową, kładąc się pod drzewem. 
— Proooszę, Mech! — mamrotała, siadając naprzeciw niego. Zniżyła łeb, żeby szturchnąć go mokrym nosem, jednak wtedy otworzyły się jego przymknięte oczy. 
— Nie.
— Meeech…
— Nie, daj spokój.
— Meeech!
— Jeszcze jeden raz i przysięgam…
— Meeech, no proszę!
— Dobrze, znajdę sobie jakieś szczyle, tylko daj mi w końcu zasnąć! — wrzasnął, gwałtownie podnosząc głowę, by spojrzeć na uradowaną sukę i natychmiast pożałował swoich słów.
— Ojejku, naprawdę? Jak dobrze mieć takiego synka, jejku, Ciepły, będę mieć wnuki! — krzyknęła do stojącego nieopodal kundla, który odpowiedział jej jedynie cichym chichotem. Matka obojga ruszyła w stronę swojego posłania, ówcześnie jeszcze kilka razy powtarzając, jaka to nie jest zadowolona i szczęśliwa, mając kochanego potomka, który już niedługo przyprowadzi jej nowe twarze do rozkochania. 
— To kiedy jej powiesz, że jednak nici z tych dzieci? — wyszeptał Ciepły, przysuwając się bliżej Omszonego. 
— Nigdy, niech sobie żyje w tym wymyślonym świecie, bo nie mam zamiaru bawić się w niańkę — odparł niczym niewzruszony, kątem oka patrząc na śpiącą Rzepakową. — No dobra, może kiedyś się nad tym zastanowię. 

Koniec wątku Rzepakowej Gwiazdy i Ciepłej Pleśni

6 czerwca 2022

Od Rzepakowej Gwiazdy

— Mamooo, nie uważasz, że jestem już trochę za stary, żeby prawić mi kazania? — wyjęczał zirytowany, kładąc zmęczoną głowę na rozprostowane łapy.
Rzepakowa, nieco już sfrustrowana postawą młodego, fuknęła na niego, odwracając się plecami. Nie rozumiała, dlaczego tak zawzięcie próbował postawić na swoim. Uważała, że należy jej się choć trochę szacunku z jego strony, w końcu chciała dla niego jak najlepiej, żeby nie spędzał czasu w samotności, zajmując się nieistotnymi bzdurami. W końcu kiedyś nadejdzie czas, w którym żałowałby takiej rozrzutności w młodych latach — a wiadomo, że najlepszą metodą zapobiegawczą jest działanie w teraźniejszości, nie wtedy, gdy jest już za późno, a jako matka myślała, iż dobrze wie, jak zaprowadzić syna do szczęścia w przyszłości.
— Nie chcę się z tobą kłócić, Meszek, naprawdę nie chcę — wyszeptała, wsłuchując się w swoje mocno bijące serce. — Po prostu, wiesz… Spójrz czasem na inne psy, Mech, rozejrzyj się, jak oni żyją. Niektórzy naprawdę skończyli źle, żyjąc w ten sam sposób, jak ty. Ja… po prostu nie chcę, żebyś skończył, jako wieczny tułacz, któremu brak miejsca na tym świecie. Szczególnie że nie zostało mi już tak dużo czasu, pamiętasz o tym? Nie zawsze będziesz mógł się ze mną spotkać i porozmawiać.
Odwróciła się wtedy w stronę leżącego na ziemi psa, dostrzegając nagłą zmianę w jego mimice twarzy. Już nie był naburmuszony i nieskory do wysłuchania jej słów, lecz wydawał się skupiony na każdym zdaniu, które wypowiadała. Jego uszy postawione były wysoko do góry, jakby chciał, żeby wszystkie informacje dotarły do niego jak najwyraźniej. Głowa nie spoczywała na pokrytych ciemnym futrem łapach, lecz trzymana była nieco wyżej, a oczy skierowane zostały ku pyskowi Gwiazdy.
— Dlatego uważam, że powinieneś mieć dzieci.
I wtedy go zamurowało.
Nie chodziło już o fakt, iż jego stara matka całymi dniami zamartwiała się nad losami syna, który każdy swój dzień spędzał, jakby jutra miało nie być, nie obchodziły go także wyrzuty sumienia spowodowane rzadkim odwiedzaniem ukochanej rodzicielki, lecz o to, na jak głupie tory zjechała ich rozmowa. Mimo chwili zastanowienia nie do końca wiedział, czy wypadałoby wybuchnąć śmiechem, czy też rozpłakać się z nadmiaru emocji, oczywiście głównie tych pozytywnych, bo kto niby nie płakałby w tak kretyńskiej sytuacji? Dlatego uznał, że zamiast wybierać najlepszą opcję możliwą, tę najrozsądniejszą, po prostu poleci na spontanie.
— M-mamo, tyle że wiesz, jest t-taki jeden problem — wymamrotał, próbując powstrzymać się ze wszystkich sił od nagłego wybuchu histerycznego śmiechu, choć, jak widać, nie było to dość łatwym zadaniem. — Jestem ge… ge…
— Że czym? — spytała zdezorientowana, wyraźnie nie rozumiejąc tego, co dygoczący kundel próbuje jej przekazać.
— Gejem! Gejem… jestem.
I wtedy ją zamurowało, ponieważ nie rozumiała, co to znaczy.
Rzepakowa stała zdumiona, nieźle też zdziwiona, czekając na wyjaśnienie wypowiedzianej myśli, jednak przed chwilą jeszcze rozmawiający z nią kundel doznał niemożliwie ostrego ataku śmiechu, na który już nic nie mogło poradzić, trzeba było go bowiem przeczekać. Na domiar wszystkiego, w środku rodzinnej rozmowy pojawił się następny dylemat, tym razem nieco poważniejszy, niż preferencje seksualne syna liderki. Pomiędzy dwa psy wtargnęła mała grupa, której zadaniem było sprowadzenie Rzepakowej Gwiazdy do centrum obozu, w którym, jak zdążyła zrozumieć, działo się coś, czym miała się prędko zająć, nim wyjdzie to spod kontroli. Tak więc zrobiła — ruszyła za trójką prowadzących ją kundli, tak samo, jak Mech, który ledwo był w stanie stawiać łapę za łapą. 

— Co tu się wyprawia, jeśli mogę wiedzieć? — zapytała liderka, wchodząc między wyjące stado psów.
Próbowała zrozumieć, dlaczego aż tyle kundli zebrało się w jednym miejscu o tej samej porze. Rozglądała się na wszystkie strony, wyłapując coraz to więcej detali, jednak żaden z nich nie przybliżał jej do odnalezienia przyczyny takiego zamieszania.
— Mech, widzisz tam coś? — krzyknęła do stojącego nieopodal syna, któremu ówcześnie kazała nie zbliżać się do zamieszania, żeby przypadkiem nie został przez nikogo zdeptany.
Kundel wydał z siebie odgłos, machając łapą w prawą stronę, co sugerowało, iż zauważył, co stoi za tak wielkim bałaganem. Schyliła łeb, starając się przejść dołem między kibicującymi psami, krzyczącymi jakieś niezrozumiałe słowa. Wyłapała jednak jedno z nich — „Gwiezdna”. Nie miało to jednak sensu, ponieważ jedyną gwiazdą, która znajdowała się w tamtym miejscu, była Rzepa, która aktualnie była zgniatana przez dziki tłum.
Gdy tylko zdołała wydostać się spod niemal śmiercionośnego zgiełku, szybkim pędem udała się we wskazaną przez syna stronę. Ogarnął ją niemały strach, może nawet panika, ponieważ pies, którego ujrzała, miał nie żyć już od dawna.
— M-Miodowa? Co ty tu robisz? — zapytała, podchodząc bliżej do stojącej na środku placu samicy.
Nic jednak nie odpowiedziała, mimo że słysząc głos liderki, odwróciła łeb w jej stronę. Nie ruszając się z miejsca, posłała lekki, nieco szyderczy uśmiech zdezorientowanej Rzepakowej. Gwiazda nie wiedziała, co myśleć, chociaż zdrowy rozsądek podpowiadał jej, żeby jak najszybciej sprowadzić pomoc — w końcu komuś może stać się krzywda, prawda? Tym bardziej że nie znała zamiarów kundla, o którym każdy mówił, jak o dawnym zmarłym. Ostatnie, co Rzepa pamiętała z tego popołudnia to najszybszy bieg w stronę siedziby medyka i dręczącą ją myśl, zastanawiającą się czym jest ten mistyczny gej.

[818 słów: Rzepakowa Gwiazda otrzymuje 8PD i nadal nie wie, czym jest gej]

5 maja 2022

Od Rzepakowej Gwiazdy do Jazgotu

Każde z jej dzieci dawno wyrosło, mąż natomiast pochłonięty został przez wiele spraw, których termin dokończenia ubiegał niebawem końca, nic więc dziwnego w tym, że już nie tak młoda suka nie za bardzo wiedziała, co powinna ze sobą zrobić. Owszem, mogłaby powłóczyć się między zapracowanymi psami, jednak co by jej to dało? Kiedyś może i była to dość zabawna forma spędzania czasu, przynosząca choć trochę relaksu i uśmiechu na jej pyszczku, lecz jej ukochany wiele razy powtarzał, iż nie powinna zachowywać się jak niedojrzałe dziecko, tylko zająć się poważniejszymi dylematami. Problem leżał także w tym, że prawdę mówiąc — mimo swojej pozycji w klanie — nie spadało na nią już tak wiele obowiązków. Wielu sądziło, że liderka może nie być już w stanie unieść na swoich barkach tak wiele, dlatego niektórzy sami zaczęli rozwiązywać konflikty, które niegdyś były obowiązkiem Rzepakowej Gwiazdy. Poniekąd ją to cieszyło; nie musiała pojawiać się na wielu spotkaniach, tak więc jej kości mogły dużo odpoczywać. Z początku było to dla niej wybawieniem, jednakże istnieje też druga strona medalu — nazywa się ją nudą. Wszystkie te siły, które tak oszczędzała, leżąc na swoim posłaniu, na nic się nie przydały, nie ma bowiem nic do roboty. Dlatego zaczęła myśleć — co mogłaby zrobić, żeby umilić sobie ciepły poranek?
Podniosła się spod drzewa, którego gałęzie sięgały aż do zgniecionej przez jej ciało trawy. Rozciągnęła nieco swój obolały od ciągłego spoczynku kręgosłup, by następnie ziewnąć dwa, a potem też trzeci raz. Uznała, że to idealny moment, by skierować się nieco dalej, niż zazwyczaj, tak więc rzuciła do męża krótkie „wychodzę”, znikając za buszem krzewów malin. Idąc, mijała wiele znajomych twarzy, niektóre promieniały mniej, niektóre bardziej, lecz każda z nich odpowiedziała na jej łagodne przywitanie. Sama tak naprawdę nie wiedziała dokładnie dokąd zmierza, jednak z tyłu głowy przywoływała z pamięci pewną postać, którą widziała stosunkowo niedawno. Ot, taki kundel, którego sierść pokryta była barwą tak nieregularną, jak żadna inna spotykana w jej otoczeniu. Pamiętała o obietnicy, którą ostatnio mu złożyła — że go odwiedzi, by wspólnie spędzić nieco czasu. Myślała o tym, jak opowiadał o dzieciach, które przygarnął — przez kilka nocy śniło jej się pierwsze spotkanie z nimi. Myślała też o tym, co — jako doświadczona już matka małej gromady — mogłaby mu doradzić w sprawie rodzicielstwa. Jak odmawiać, gdy bąbel chce popływać w wartkiej rzece? Co zrobić, jeśli zje trującą malinę? Czy może opowiedzieć historię o tym, jak Ciepły niemal nie zszedł z tego świata, gdy dowiedział się, w jaki sposób powstają takie maluchy jak on? Była to dość trudna decyzja, dlatego Rzepakowa postanowiła nie martwić się tym, dopóki nie dojdzie do zadania przez kundla konkretnego pytania.
Mimo tego, że droga wiodąca do bezgwiezdnego klanu wcale nie była tak krótka, pochód jej się zanadto nie dłużył. Zwinnie mijała każdy kamień, czy korzeń drzewa, a nim się obejrzała, przechodziła obok gromady psów, których imiona jedynie kojarzyła.
Zaczęła szukać swojego kolegi wzrokiem, co wydaje się dość prostym zadaniem — jego sierść jest w końcu tak wyróżniająca się, że nietrudno jest go odnaleźć w tłumie. Skakała ślepiami po sylwetkach kundli równie szybko, jak poruszała się w zaroślach, żeby się tu dostać — i wtedy go dostrzegła. Siedział sam jeden na szerokiej skale, patrząc z radością w oczach na coś, czego niestety zobaczyć z tej odległości się nie dało.
— Jaaazgot! — krzyknęła uśmiechnięta, przymykając nieco oczy, ponieważ akurat wtedy słońce postanowiło wyjrzeć nieco poza kłębiaste chmury. — Jazgocik, zobacz, kto przyszedł!
Zaczęła biec w jego stronę, jednak w radosnym przywitaniu przeszkodziła jej czyjaś łapa lub ogon, kończyna, której nie dało się określić, ponieważ suka potknęła się i dość szybko wylądowała pod łapami kolegi, ówcześnie ślizgając się w świeżym błocie. Z tego wypadku otrząsnęła się raczej szybko; gdy tylko podniosła głowę z ziemi, pomachała nią w tę i w tamtą, strzepując z siebie resztki brązowej mazi, jednocześnie brudząc sierść zdziwionego kundla.
— Rzepko, nie sądzisz, że powinnaś nas uprzedzić, zanim wpadniesz? — zapytał Jazgot, próbując pozbyć się resztki błota zza ucha.
— Uprzedzić? Ale to miała być niespodzianka, jak można uprzedzić kogoś o niespodziance? — Zrobiła wielkie oczy, zastanawiając się nad tym, czy faktycznie można kogoś uprzedzić o niespodziance w taki sposób, żeby nie dowiedział się o niespodziance, ale równocześnie wiedział, że zostanie przez kogoś odwiedzony. — Czekaj, „nas”? Jakich nas, Jazgocie?
Na pytanie Gwiazdy nie odpowiedział słowami, lecz skinieniem głowy — skierował ją w stronę, z której dobiegały dziecięce piski i szczekania. Jego pysk rozpromienił się jeszcze bardziej, a gdyby mu się przyjrzeć, zauważyć by można, jak jego nos poruszał się ze szczęścia. Rzepakowa sama była zdumiona, nie tylko dlatego, że widziała małe szczeniaki, które niegdyś miała bliżej poznać, lecz również ze względu na powracające wspomnienia z okresu, w którym jej gówniaki były niewiele większe od płotki pływającej w jeziorze.
— Pamiętasz, jak miałem ci je przedstawić? Skoro już wpadłaś, co powiesz na to, żeby spędzić z nimi trochę czasu? — Na jego słowa automatycznie podniosła się z siedzenia i nie odzywając się choćby jednym słowem, ruszyła w stronę maluchów, by rzucić się do zabawy, polegającej na bieganiu za własnym ogonem.
<Co dalej, Jazgot?>
[818 słów: Rzepakowa Gwiazda otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

24 lutego 2022

Od Rzepakowej Gwiazdy

Żadne z nas nie ma czasu do stracenia, prawda? Są takie rzeczy, na które po prostu nie można czekać, bo zmarnowałoby się na to całe życie. Według Rzepakowej Gwiazdy istnieje wiele celów, które psy powinny spełnić, zanim zaczną marzyć o wiecznym odpoczynku, czy gonieniu za innymi aspiracjami. Gdyby tak mogła ułożyć je w kolejności od najmniej ważnych do tych, które powinny zostać objęte szczególną troską, zapewne wielu nie zdziwiłby wybór pierwszego miejsca. Otóż największe marzenie liderki, mimo że zostało już dawno spełnione, z radością jest przez nią przenoszone do głów jej potomków. Przynajmniej tak właśnie myślała, gdy Ciepła Pleśń uświadomił matkę, iż niedawno otrzymała tytuł babki jego trójki szczyli. Niesamowicie rozradowana taką wiadomością niemal natychmiast zaczęła skakać wyżej niż wystraszone na śmierć myszy, merdając przy tym wesoło ogonem. Cóż poradzić, mamy do czynienia z liderką, która nie potrafi opanować się w żadnej sytuacji. Przez długi czas od tamtej rozmowy nie potrafiła zmusić własnego móżdżku do rozmyślania o ważniejszych rzeczach, i tak mimowolnie każda jej myśl spływała na tory wyczekiwanego dnia. Nie mogła się doczekać pierwszego spotkania ich zaspanych ślepi, malutkich pysków i futrzastych korpusów. Zazwyczaj każdy dzień jest dla niej pełen przyjemnych zdarzeń i emocji, jednak ostatnie wręcz wybuchały nadmiarem dobrego humoru Rzepakowej. Przy każdym posiłku modliła się w duchu o powodzenie w nawiązaniu z nimi przyszłych relacji, wiedziała, że będzie musiała o to od razu zadbać, podczas wypełniania obowiązków rozmarzała o tym, co powie do Pleśni, gdy ujrzy jego malutkie szkraby. Co minutę powtarzała pod nosem, jaka to nie jest uradowana, że i Sowiemu Pazurowi przyjdzie niedługo spotkać się z malutkimi wersjami syna. I mimo że zmęczony biedak po dziurki w uszach miał dość jej beztroskich wzdechów i szeptania do siebie promiennych wyobrażeń o przebiegu zaplanowanej wizyty, wciąż słuchał tego, co miała mu do powodzenia, w końcu sam się na to jeszcze niedawno pisał. W duchu jednak kłębił nikłą nadzieję na to, iż wraz z ujrzeniem piękna małych szczeniąt, jego ukochana wróci do normalnego stanu, znaczy się zwykłego uśmiechu i merdania ogonem, aniżeli podskakiwania na każde wspomnienie o wyczekiwanym dniu. Chociaż dobrze wiemy, że tak się nie stanie.

[349 słów: Rzepakowa Gwiazda otrzymuje 3PD]

19 września 2021

Miot w Industrii [Rzepakowa Gwiazda x Sowi Pazur]

historia

Wszyscy kochają Rzepakową.
Rzepakowa Gwiazda też kocha wszystkich, a zwłaszcza super swoje dzieci i super partnera Sowiego Pazura. Wciąż nie zapytała Mcha co to znaczy być gejem, ale kogo to interesuje?
W końcu jednak wyszła z depresji po stracie swojej córki, najwyraźniej prochy od Petera pomagają. Pora więc na kolejną bandę gówniaków, które na pewno nie sprawią, aż tak wielu problemów, które spowodowały wcześniejsi uroczy potomkowie najlepszej liderki, jaką PON widziało na swoich stronach. Miejmy nadzieje, że z tych przeżyje trochę więcej niż dwójka, co? Sowi Pazurze wierze w ciebie, że dasz sobie radę, będziesz super ojcem.
Wszyscy kochajmy Rzepakową i jej nowe dzieci.

aparycja
Wielkość psa:
○ średnia
○ duża
Uszy:
○ stojące
Oczy:
○ brązowe
○ bursztynowe
Długość sierści:
○ półdługa
Kolory:
○ solid czarny
○ solid brązowy
○ solid rudy
○ solid złoty/ średnio intensywny rudy
○ solid beżowy
○ rudy z czarnym sable
○ rudy z brązowym sable
○ złoty/ średnio intensywny rudy z czarnym sable
○ złoty/średnio intensywny rudy z brązowym sable
○ beżowy z czarnym sable
○ beżowy z brązowym sable
○ czarny z rudymi tan points
○ brązowy z rudymi tan points
○ czarny z złotymi/ średnio intensywnie rudymi tan points
○ brązowy z złotymi/ średnio intensywnie rudymi tan points
○ czarny z beżowymi tan points
○ brązowy z beżowymi tan points
wszystkie powyższe muszą mieć znaczenia mniejsze od irish spotting (najlepiej klatka piersiowa + skarpetki na łapach), wszystkie mogą (ale nie muszą) mieć maskę
formularz
Aby zarezerwować miejsce w miocie, należy wypełnić poniższy formularz i wkleić na przeznaczonym do tego kanale na serwerze.
Uwaga! Miot rodzi się 30 września i oficjalnie pojawi się wtedy na stronie, ale kartę postaci należy odesłać do 27 września.  
Imię szczeniaka:
Płeć:
Kontakt: (discord, ewentualnie mail/howrse)
zapisani
1. Kłaczek, pies
OrangeMind#5703
2. Węgorzyk, pies
lan#5364
3. Agatka, suczka
JustToBe#8776
4. Wilczek, samiec
WHAT A H IS BUCKY?!#0214
5. Lipka, suczka
Chaber54#9613
6. Nagietek, pies
mad_prince#0720
 
 

Od Rzepakowej Gwiazdy CD Szarej Skały

Pora Opadających Liści? Ostatnio widziana kilkanaście księżyców temu, jednak stale wspominana przez głos, mieszczący się w głowie pewnej suki, zastanawiającej się, kiedy to ostatnio widziała tak piękny kolor drzewnych koron o tej porze roku. Uznawała je za błyskotliwsze, niż zazwyczaj, bardziej zdrowe, nasycone ciemnożółtą barwą — nie z przypadku, albowiem ostatni czas odznaczał się swoistą wyjątkowością; Rzepakowa Gwiazda posiadała mniej energii, jednak nie wpływało to na jej humor, czy zdolność do radzenia sobie z problemami, podobnie do czasu, w którym starała się przezwyciężyć uczucie straty, wręcz przeciwnie! Cała promieniała z radości, wydawała się cieszyć z jeszcze drobniejszych błahostek, niż miała w zwyczaju, przykładała większą uwagę do spraw klanowych, chociaż częściej dopadało ją zmęczenie. Zachowywała się w sposób podobny do małego dziecka — posiadała w sobie całą siłę świata, aczkolwiek stawała się senna w mgnieniu psiego oka. A wtedy nie zawsze otulały ją świecące na niebie miliony gwiazd, lecz jedna, ocieplająca deszczowe dni. Co może nikogo nie zdziwić to fakt, iż każdy w jej otoczeniu zaakceptował zmianę w zachowaniu, jakby była to naturalna kolej rzeczy po tym, co suka przeszła. I może mieli rację, może Sowi Pazur słusznie odetchnął z ulgą, widząc, że jego życiowa wybranka nie nęka go już o zabranie jej na nuggetsy, czy nie błaga o długi spacer po łące, żeby tylko znaleźć tamtą wiewiórkę, która akurat zabrała ostatniego orzecha spod korzeni drzewa, jednakże sama Rzepakowa nie uznawała swojego zachowania za normalne. Gdyby przebić się przez wszelkie warstwy dobrej zabawy i tysiąca myśli na minutę, które tworzą kopalnię procesów myślowych Rzepakowej, można by znaleźć skrywany lęk, co do zmiany jej wybuchowego charakteru. Bądź co bądź, postanowiła ignorować ten sam wewnętrzny głos, opowiadający kolorowe historie, czy przygody z dawnych lat, starając się jak najszybciej przyzwyczaić do nowej wersji własnego ja. Dla dobra klanu. No i Sowiego, ponieważ ten był wniebowzięty.
Jak na odpowiednik naszej polskiej jesieni przystało, mijanym dniom towarzyszyły częste, nieraz gwałtowne ulewy, pozostawiające po sobie obfitej strugi cieknącej ku ujściu wody. Czasami zdarzało się, że spadający z nieba deszcz tworzył błotne kałuże, w których niegdyś Rzepka miała w zwyczaju taplać się niczym niedorozwinięty płód, który nie widzi w tym nic złego. Teraz jednak kroczyła wolniej, starając się przypadkiem nie pobrudzić swoich łap. Obserwowała każdy swój ruch, jakby podwójnie pilnowała, czy aby na pewno znajduje się w wystarczającej odległości od najbliższego mokrego błota. Ktoś mógłby zapytać „Ależ dokąd Rzepakowa się właśnie wybierała?” — otóż, droga widownio, zmartwiona bólem brzucha, utrzymującym się bodajże od trzech dni, dokładnie po zjedzeniu jednego ze znalezionych dzikich owoców, zmierzała w stronę miejsca zamieszkania najlepszego medyka w historii wszystkich medyków klanu Industria — Petera, znaczy Szarej Skały. Liczyła na realne wyjaśnienie, dlaczego tak bardzo dokucza jej ten dyskomfort, choć w głębi duszy trzymała swoje nieistniejące kciuki w nadziei na to, że medyk znajdzie przyczynę jej braku energii, że przy okazji zaradzi coś na jej psychologiczny dylemat. Dlatego starała się stąpać z największą możliwą prędkością, która przypominała bardziej chód ślimaka, niż bieg psa.

— Ból brzucha i brak energii? — potwierdził, kiwając do siebie głową, co pomogło mu poważniej zastanowić się nad przyczyną występowania dolegliwości.
— Tak, ból brzucha i brak energii… Pewnie tamte różowe kropeczki były zdradliwe, prawda? A Sowi mówił, żeby nie dotykać — westchnęła cicho, besztając siebie w myślach za nieposłuchanie rady partnera. Mogłaby teraz leżeć z nim pod wierzbą i zastanawiać się, kiedy zjeść następny posiłek.
— Gwiazdo, mieliście ostatnio ze sobą dobrą zabawę? — Zignorował pytanie, dalej stojąc nad wszelkimi lekami i naparami, równocześnie wpatrując się w nie nieustannie, co zastanawiało Rzepakową — przecież nie stałby tak bez powodu, prawda?
— Dobrą zabawę? Hmmm… na pewno było przyjemnie, jak ostatnio szliśmy brzegiem jeziora po zachodzie słońca… Albo wtedy, gdy opowiadałam mu o szyszce, która uderzyła mnie w głowę! Tylko chciało mi się strasznie spać… — mamrotała zadowolona powrotem przyjemnych wspomnień ze wspólnych chwil spędzonych z partnerem, na co Szara Skała jedynie prychnął. Śmiał się z niej, czy coś mu w gardle stanęło?
— Nie o taką zabawę mi chodziło, Rzepakowa Gwiazdo — powiedział pod nosem, zapewne próbując nie wybuchnąć śmiechem po jej słowach.
Odwrócił się do niej przodem, stanął naprzeciw, ustawiając się w taki sposób, żeby patrzyli sobie prosto w oczy, co z kolei łatwe nie było ze względu na różnicę wysokości. Na jego pysku utworzył się zwiastujący dobrą nowinę mały uśmiech, osładzający stresującą dla liderki sytuację, a sama chora wstrzymała na sekundę oddech, próbując unormować swoje pędzące, jak babcie do sklepów o siódmej rano serce.
— Chciałaś mieć kiedyś córkę? — zapytał, na co suka pokiwała głową twierdząco. — No, to teraz będziesz mieć na to szansę.

<Peterek?>
[740 słów: Rzepa otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

29 sierpnia 2021

Od Rzepakowej Gwiazdy CD Sowiego Pazura

tw: wymioty, ale tylko wspomniane  
Detale, detale. Małe, mniejsze kropki i kropeczki. Kolory, kolory mieszają się ze sobą, tworząc pokrywające przeróżne tekstury barwy. Detale, detale. Robią się coraz większe. Jak oderwać od nich wzrok, kiedy stale kradną uwagę? Jak pozbyć się tego uczucia, które towarzyszy od tylu księżyców? Czy to czas, żeby odpuścić? Żeby zapomnieć o wydarzeniach, skrycie wciąż drzemiących w środku pędem bijącego serca? Ale przecież nie powinno to tak wyglądać, nie można wymazać rzeczywistości, nie gdy tak mocno dotyka naruszonego korzenia. Jednak czy nie byłoby to lepsze? Zostawić za sobą zamgloną przeszłość i ruszyć powolnym krokiem naprzód ku lepszemu jutru? Czy to byłoby moralne? Nie wiem, w jaki sposób się zachować.  
Ostatnie tygodnie, które zostały spędzone przez Rzepakową w domowym zaciszu, odnajdującym braki w jakiejkolwiek komunikacji z pozostałymi psami, wydawały się coraz mniej ciężkie i ciche, niż pierwsze, następujące po stracie. Wydaje się, że wraz z oddalającą się od teraźniejszości datą tragedii, zanikała w suce tęsknota, cierpki ból, wiążący się z całkowitym odrealnieniem. Gwiazda starała się na nowo integrować z pozostałymi członkami rodziny, którzy — jak na przyzwoite osoby przystało — starali się wspierać ją w każdej najmniejszej trudności, spotykanej na drodze do odzyskania pierwotnego szczęścia. I faktycznie, poprawiający się stan fizyczny, a także częstsze, nawet bardzo krótkie i nic nieznaczące rozmowy, zdawały się dobrą oznaką na poprawę z jej strony, aczkolwiek nikt nie mógł być tego do końca pewien. W dalszym ciągu nieraz dręczyły ją napastliwe koszmary, na nowo przywracające wspomnienie tamtego dnia. Dnia, będącego tematem tabu, albowiem w momencie, w którym został on przez kogoś wspomniany, dookoła zapadała opustoszała cisza. Jakby nikt nie istniał. Jakby każdy, kto stał w otoczeniu, zamierał, tracąc kawałek duszy, jednocześnie przypominając sobie obraz siostry, której już pośród nich nie ma. I nigdy nie będzie.
Mimo naglących się spraw, które stale kontrolowane były przez partnera liderki, klan nie wydawał się tracić wiele na nieobecności Gwiazdy, niegdyś stającej w nim na najwyższej posadzie. Każdy, kto słyszał o tragicznym incydencie, starał się coraz bardziej uważać na to, gdzie i z kim przebywa. Wiedział, by nie naruszać prywatności suki. Wiedział, by nie interesować się tą sprawą bardziej, niż powinien. Wiedział, jaki to ból. O czym jednak nikt nie wiedział, to wzniesione przez tamten moment bariery w głowie suki; nie potrafiła uśmiechać się tak samo, nie pamiętała o przyjemnych uczuciach, które wcześniej wiodły jej życie — psi wzrok jakby obumarł, pozostawiając sukę z naruszoną wizją świata rzeczywistego. Bez radości, w szarych barwach. Lecz czasami i one potrafiły przywołać echo wspomnienia zza zamkniętych drzwi, przyprawiając Rzepakową o kolejny ból głowy, czy wymioty spowodowane nadmiernym stresem. I te chwile były zazwyczaj najgorszymi w minionym okresie.
Podczas gdy niemal dorosłe już dzieci kończyły ścieżkę prowadzącą do zostania wojownikiem Industrii, suka tkwiła w świecie, zdającym się nie mieć prawa istnieć. Nie tak wyobrażała sobie pierwsze dni bycia matką; miała być tą jedyną, wspierającą przy każdej decyzji rodzicielką, uczącą co jest dobre, a co należy tępić — zamiast tego każdego dnia zastanawiała się, co mogła zrobić inaczej, żeby zapobiec napotkanej tragedii. Kiedy była w stanie opuścić swe legowisko na parę krótkich chwil, nie powracała do bycia dawną sobą. Niegdyś spadający liść przypominałby jej o zbliżającej się nowej porze, Porze Opadających Liści, teraz jest on jedynie zwyczajnym odłamkiem drzewa, chroniącego głowę od zimnego deszczu. Widok zmartwionego Sowiego Pazura wpędziłby ją w niepokój, jednak w tamtych chwilach nie dochodziło to do niej. Zapominała, że to najwyższy czas, aby stanąć na nogi — nie tylko dla siebie, ale także ze względu na innych, ważniejszych od niej osób.
 
— Czy drzemiący we mnie ból kiedyś odejdzie? Jak długo będę jeszcze tkwić w tym miejscu? — zapytała spoczywające na niebie gwiazdy, wiedząc, że i tak nie dostanie żadnej odpowiedzi.
Wszelako mimo tego, że brzmi to dość surrealistycznie, ktoś odpowiedział. Mokry nos wyczuł zmianę zapachu wraz z dobiegającym do niej zza porośniętych mchem drzew lekkim wiatrem, który następnie otulił jej postać, co Rzepakowa uznała za znak, iż ktoś faktycznie słucha wypowiadanych przez nią słów. Nie myślała o tym, że to nonsens, stwierdzenie bez sensu — czuła, że nie jest w tej chwili ku sobie sama, że ktoś słucha jej skrywanego wywodu. 
— Chciałabym do nich wrócić — wyszeptała, przechylając pysk, na którym nie widniał obraz bardziej podobny, niż do rozpaczy. — Tęsknię za nimi. 
Wraz z napływającym do jej uszu szumem skromnego powiewu, wiele leżących na zielonkawej trawie liści poruszyło się do przodu. Niektóre z nich zahaczyły o spoczywające łapy, jakby mówiły „Jestem tu, zauważ mnie!”, co jedynie zachęciło sukę do dalszego wyznawania skrywanych uczuć. 
— Jak wrócić do normalności? Proszę, powiedz mi — wzburzyła się lekko, podnosząc się z pozycji siedzącej. — Odezwij się!
Jednak nie było przed nią nikogo, kto mógłby spełnić jej żądanie. Nad czarną głową wisiał jedynie świecący jaśniej, niż jej oczy okrągły księżyc, zapewniający spokój i dyskrecję. Nikt nie będzie przeszkadzał.  
Rzepakowa Gwiazda nie otrzymała odpowiedzi. Korony drzew przestały poruszać się w tańcu, spowijając okolicę błogą ciszą, idealną do zapadnięcia w głęboki, wyzwalający od rzeczywistości sen. Sen, wymarzony sen, w który tak łatwo jest zapaść. No właśnie, co jeśli cała ta noc jest jedynie krótkim wyobrażeniem suki, która tak mocno pragnie wyjść z żałobnych objęć i ponownie wkroczyć w swoje życie? Nie, nie mogło być. Dlaczego? Czemu głowa liderki nie miałaby ponownie płatać z nią bolesnych figli? Przecież to do niej podobne…
— Wiedziałam, że już za późno — stwierdziła, odwracając się od szczęśliwie widniejącej na niebie kropki, tracąc nadzieję na to, że ktokolwiek postanowił wysłuchać jej zwierzeń. 
Księżyc doskonale oświetlał dróżkę, która wydeptana została parę minut przez Rzepakową, przez co jej oczy już w pierwszej sekundzie od podniesienia wzroku zauważyła, że faktycznie przez cały ten czas nie była sama. Przed niemal załamanym pyskiem widniał pocieszający obraz Sowiego Pazura, powoli poruszającego się w jej stronę, a z każdym krokiem, który stawiał, coraz bardziej przekonywał Rzepakową Gwiazdę, że jest tu dla niej i będzie już zawsze. Bo ją kocha.  
 
 <Sowi Pazurze?>
[955 słów: Rzepakowa Gwiazda otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

1 lipca 2021

Od Rzepakowej Gwiazdy do Szarej Skały

Widzę to. Niewidzialną przestrzeń, otoczoną sypiącym mi w oczy śnieżny puch, w którym znikają kolejne ciemne kropki, wcześniej wyglądające podobnie do mojej rodziny. Czuję to. Jeden z mniejszych punktów okazuje się Żabką. Podbiega do mnie, powoli trąca swoim ciemnym nosem moje umorusane w bieli futro, tym samym brudząc samą siebie jeszcze bardziej. Pamiętam to. Mówili mi wtedy, mówili, żebym tak nie robiła, żebym słuchała rozsądku i czuwała. Ale nie słuchałam. Robiłam, co chciałam, w jaki sposób chciałam. Nie, to nie było wtedy. Jeszcze tamtego dnia wszystko ze sobą współpracowało jak zgodny w sile klan, ceniący sobie nad życie bezpieczeństwo innych. I myślałam, że tak grać będzie już zawsze. Bo przecież, dlaczego miałoby przestać? Nie wyczuwałam zagrożenia, nie myślałam nad takimi sprawami. Zatrzymywałam się w tamtej szczęśliwej chwili, jakby cel mojego życia został już osiągnięty. I oto siedzę tutaj, sama, bez wesołych krzyków wokół, bez trójki roześmianych dzieci i bez otaczającego mnie uczucia spełnienia”. — nie, nie pomyliłem osób, w których miałem pisać, po prostu w omawianej dzisiaj przez nas nocy właśnie takie słowa padały w głowie Rzepakowej Gwiazdy, która coby nie mówić, przeżywała właśnie największy dramat swojego życia. Może zabrzmi to, co najwyżej śmiesznie, aczkolwiek śmierć maleńkiej Żabki nie była swoistym powodem do jeszcze niedawno częstych śmiechów i radości, a jedynie utykania we wciąż trwającej gehennie, której jeszcze wtedy końca nie było ani widać, ani słychać. A to były dla niej makabrycznie trudne do przyjęcia wieści.
Tik, tak, tik, tak. Przez otaczającą ją ciszę można było niemal usłyszeć ciche odgłosy tworzone przez nie najnowszy, drewniany i pokryty grubą warstwą szarawego kurzu zegara z połamaną klapką i niewysuwającą się od lat kukułką, który w zwyczaju miał wisieć na jednej ze ścian w powojennym domu twojej babki. Kłębiasty, chmurowy puch przesuwał się swoim powolnym przez brak powiewu rytmem po kobaltowym nieboskłonie, przysłaniając widok Gwiezdnym na bezbronnie spoczywającą pod nimi sukę. Zapewne i oni nie mieli serca patrzeć na właściwie sam wrak psa, spokojnie siedzący pośród swoich. Oczy czarnego psa wydawały się gasnąć, przybierać bezbarwny wyraz, którego niegdyś właścicielka wcale się nie spodziewała. Poprzez odchodzące w nieświadomą otchłań przesiedziane przez Rzepakową sekundy coraz bardziej wzmagały w jej głowie poczucie odosobnienia i straty, z którymi wciąż musiała zmagać się samotnie. Wokół niej przebywało wiele osób, nie tylko tych najbliższych, chcących za wszelką cenę na miarę swoich sił dogodzić niesprawnej do wykonywania swoich obowiązków liderce, jednak żaden z obecnych nie miał siły na tyle dużej, ażeby zapobiec lub zatrzymać rozwijającą się już katastrofę — nawet jej wierny, mimowolnie pakujący się w to nieokiełznane i pełne powiązanych problemów bagno, partner. Partner, będący w ciągłym zamieszaniu, przytłoczony niespodziewanym harmiderem i wieloma sprawami związanymi z tymczasowym przejęciem stanowiska Gwiazdy, jako przywódcy i matki pozostałej dwójki uczniów. Nic także dziwnego nie można było znaleźć w jego zmęczonym przepełnionymi pracą dniami oczach, zdających się zarówno nie poddawać mimo napotkanych trudności, jak i zastanawiać się, ile jeszcze czasu będą musiały stawiać się w tak rozpaczliwej sytuacji. Jak wiele byłoby to księżyców wyjętych ukradkiem z ich życia? Jak wiele następujących po sobie pór roku? Jedną porę opadających liści, drugą, czy trzecią? Oby ta była pierwszą i ostatnią, prawda?
Jakkolwiek, niezaspokojona brakiem snu suka doszła z czasem do wniosku, iż do wschodu słońca raczej nie dotrwa, dlatego najlepszym wyjściem z tej sytuacji byłoby prawdopodobnie stawienie się u progu nowego medyka z prośbą o coś, co ją zabije, znaczy się, porządnie uśpi, ażeby nie musiała świadome znosić więcej psychicznych katorg. Ostatkami sił pozostałymi dzięki wyczerpaniu organizmu, zebrała się do pozycji stojącej, po czym postawiła pierwsze kroki w wybraną stronę. Dobrze znała tę drogę, albowiem jej stary znajomy — Szkarłatny Bluszcz — często przypominał jej, w jaki sposób mogłaby szybciej się do niego dostać w razie potrzeby. Odnajdując za zamkniętymi drzwiami pamięci związane z nim wspomnienie, pognała w stronę posłania Szarej Skały, z którym nie miała jeszcze przyjemności głębiej się zapoznać.
 
— Szara Skało, masz może coś na ból głowy? — zapytała, szepcząc chrypiącym głosem, nie mogąc wydusić z siebie głośniejszego tonu. — I najlepiej, żeby potrafiło mnie też porządnie uśpić.
Położyła zmęczony nieprzespaną nocą pysk obok ledwo widocznego w ciemności legowiska medyka, licząc na to, że jej wyduszone słowa zostały wypowiedziane dostatecznie głośno, aby trafiły do skulonych uszu psa i nieco go rozbudziły, powodując wygraną dla Rzepakowej, która przez ostatnie tygodnie spędziła niemal każdy nastający dzień na milczeniu niczym stary, zaprzysiężony mnich.
— Szara Skało, żyjesz tam? — powtórzyła, tym razem starając się nieco podnieść ton. — Szara Skało?...
Liderka w tamtym momencie nie była pewna, czy aby na pewno udało jej się dobudzić medyka, wciąż posiadającego zamknięte oczy, dlatego też postanowiła zebrać każdą możliwą cząstkę siły, która jeszcze zdążyła pozostać w jej osłabionym nagłą chandrą ciele i wydać z siebie krzyk na tyle głośny, aby usłyszał go nowy pies na ważnym stanowisku, lecz na tyle cichym, ażeby żaden ze słodko drzemiących w tym czasie wojowników nie został z niego przypadkiem zbudzony. Ów okrzyk nie był jednak losowo wybrany, albowiem struny głosowe suki wytworzyły dźwięki, składające się na imię Peter, którym ówcześnie klan miał się posługiwać w odniesieniu do ich ostatnio przybyłego medyka. W tym też momencie, jak gdyby nigdy nic głowa znajomego jej przez pięć minut psa podniosła się do góry wraz z jedną z wcześniej niewidocznych gwiazd, powodując szybko przebiegający przez ciało suki dreszcz. Oczywiście nie była zadowolona, że tak długo zajęło mu doprowadzenie się do ładu i przywrócenie do życia, jednak nie mogła mieć mu tego za złe ze względu na to, iż to ona pierwsza nie uszanowała jego prośby, co do używanego imienia. Ma się rozumieć — Sowi Pazur zdążył ją do tego zmusić parę dni temu, uważając za niestosowne nazywaniem go po „Bezgwiezdnemu”, że takie zachowanie jedynie zaburzyłoby harmonię i mogłoby spowodować poruszenie wśród wierzących wojowników. A to przecież nie była prawda, prawda?
— Szara Sk-, znaczy Peter. — Ponownie ugryzła się w język, ważne, że w porę. — To jak z tym bólem głowy? Coś się znajdzie?
— Czy coś się znajdzie? Oczywiście, że się znajdzie. Czekaj szczeniaku, zaraz ci coś dam — oznajmił nieco uradowany użyciem poprawnej nazwy, następnie skłaniając swoje stare ciało do wypełniania swoich niezastąpionych obowiązków, jako gotowy pomóc o każdej porze dnia i nocy niezawodny medyk.
 <Peterze?>
[1006 słów: Rzepakowa Gwiazda otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

29 czerwca 2021

Od Rzepakowej Gwiazdy CD Ciepłej Łapy (do Omszonej Łapy)

— A mówił wam kiedyś ktoś, że na drzewach żyją takie pomarańczowe potwory, które zeskakują na was, kiedy tylko im się podoba i kradną wasze jedzenie? Wiem, mi też nie, bo to chyba jakaś tajemnica państwowa, kto by to wiedział, ale ostatnio miałam taką sytuację, jak z jakiegoś niebywałego snu o Gwiezdnych, słuchajcie, chciałam tylko roztrzaskać taką twardą korę, żeby zobaczyć, co jest w środku tego brązowego jajka, które znalazłam pod moim ulubionym drzewem, aż tu nagle, na sto tysięcy Dwunożnych, sfrunął na mnie jeden z tych rudych agentów i niczym najszybszy poryw wiatru po prostu mi je wyrwał! A ja przecież nie mogłam go dogonić, no bo jak? No, czaicie to w ogóle? Ja też nie. Nie, tak nie może być! Chyba będzie trzeba wywołać z nimi porządną wojnę, żeby się gnoje nauczyły, że z Rzepakową Gwiazdą się nie zadziera — głosiła swoje mądrości, wykonując kolejne kroki naprzód, a zarazem wodząc grupą psów, które siedziały podejrzanie cicho. — Albo przynajmniej poskarżyć się Sowiemu Pazurowi, bo on na pewno będzie umiał coś z nimi zrobić. Mam rację?
Liderka do tamtej chwili nie zdawała sobie sprawy z tego, iż dwójka podopiecznych, z którymi miała przyjemność spędzać popołudnie tamtejszego dnia, najzwyczajniej w świecie postanowiły wyparować, schodząc z obranego przez matkę szlaku, toteż prawdopodobnie doprowadzając nie tylko do wprowadzenia samych siebie w niebezpieczną sytuację, lecz także narażając rodzicielkę na otrzymanie w prezencie nowego urazu psychicznego, z którym do tej pory nie miała przyjemności mieć do czynienia. Rzepakowa wpadła bowiem z jednej paniki, spowodowanej oczywiście bolesnym wspomnieniem kradzieży jej orzecha, do drugiej, powstałej z obawy o życie i zdrowie niedoszłych uczniów. Dlaczego niedoszłych? Ponieważ gdyby tak zajrzeć do głowy suki, która wciąż próbowała przetworzyć fakt zniknięcia dzieci, bo jak to, chwilę temu tu jeszcze były, można by dostrzec, że potomkowie zostali już dawno uznani za zmarłych, dodatkowo zamordowanych przez jednego z tajnych agentów, o których co by nie było, nie mieli okazji opowieści usłyszeć i bez względu na to, czy to prawda, czy nie, jednak najlepszą metodą radzenia sobie w takich sytuacjach jest obieranie najgorszego na samym początku — przynajmniej według nieszczególnie obytej w świecie liderki, która zamiast od razu próbować wywęszyć nutkę zapachu choć jednego z nich, woli stać na środku drogi, modląc się o Gwiezdną opiekę w tych trudnych i niemożliwie dla niej bolesnych czasach żałoby. Tak, Rzepakowa, właśnie za to cię kochamy.
Nie zważając na jej wcześniejsze, może nawet budzące lekkie zaniepokojenie, bo jak to tak matka może od razu zakładać, że dwójka jej dzieci, z których na dwie sekundy straciła zasięg wzroku, została zabita przez wiewiórko-mordercę, to jednak tym razem o wiele szybciej udało jej się zejść na odpowiednie do sytuacji tory i rozpocząć krótką akcję poszukiwawczą zagubionych, tylko po to, aby okrzyczeć ich zaraz po odnalezieniu, co w planie następowało po wylaniu wielu łez i zaskiełeczeniu pięć razy o tym, jak bardzo Rzepa maluchów nie kocha i się o nich nie martwiła. Mam nadzieję, że to zdanie posiadało jakikolwiek ułamek sensu, ponieważ po przeczytaniu tego piąty raz nie jestem już tego taki pewien, jak byłem wcześniej. Z całą pewnością jego brak bardziej pasowałby do toku myślenia bohaterki, jednak mniejsza o to, tutaj rozgrywa się akcja, szargają emocje! Rozpoczyna się przedstawienie, na które każdy z nas przybył bez największego problemu, obrał najwygodniejszy dostępny fotel i nastawił się na jakąś ciekawą fabułę. Niestety, nic takiego w zasadzie się tu w końcu nie stanie, ponieważ jak już zostało wspomniane, Rzepakowa szybko zaczaiła, o co chodzi, niszcząc całkowicie jakąkolwiek rozrywkę, którą można by było wynieść po przeczytaniu tego jakże długiego opisu o niczym, co świadczy jedynie, jak bardzo nie mam aktualnie na nic weny i jak bardzo, ale to bardzo nie chce mi się tego pisać. Bez wątpienia ponad połowa z czytelników zgubiła temat, o którym miałem rozpisać swoje tysiąc słów, co wcale mnie nie dziwi, ponieważ zamiast wplątywać tutaj raptowny opis liderki, będącej w połowie poszukiwań małych border collie między wysokimi sosnami i innymi dębami, opowiadam o niezwiązanych z nią myślach. I nie, proszę mnie nie porównywać do opisów Lou, ponieważ w mojej głowie autentycznie usunął się magiczny folder pod nazwą „Co głupiego może zrobić Rzepaczka?” i tym samym straciłem szacunkowo cały zasób słownictwa i głębie pomysłów odnośnie charakterystyki lasów, krzaków i jezior. Ale ważne, że cokolwiek się tu znajduje, prawda?
Tak czy inaczej, choć bardziej inaczej, niż tak, mimo że nie wiem, co znaczy „tak”, lecz inaczej brzmi bardziej adekwatnie do omawianej sytuacji, nasza niewątpliwie zmartwiona bohaterka okrążała już kolejny raz to samo drzewo, licząc na jeden z tych słynnych cudów, podczas których dochodzi do niebiańskich rozstąpień i wskazania dalszej drogi przez jednego z Gwiezdnych, jednak ku waszemu zdziwieniu nic z takich rzeczy niestety się nie wydarzyło, pozbawiając tym samym liderki jednego z dostępnych kół ratunkowych. Rzecz jasna zostały jej wtedy jeszcze dwa z nich, niemniej jednak nie mam pojęcia, czym one były, na jakiej podstawie działały i w jaki sposób można by ich użyć, dlatego możecie pożegnać się z następnym chcianym opisem. Nie będzie wam on jednak w życiu potrzebny, ponieważ dziełem przypadku jeden z naprowadzających na szlak mniejszych od liderki istotek, będących wprawdzie niewiele dalej od niej, jeśli oczywiście wierzyć szwankującym zmysłom Gwiazdki. Nie myśląc nad tym zbyt wiele, poruszona złapaniem nutki bardzo dobrze znanego zapachu zabrała się w stronę, z którego powoli się do niej unosił. Wodził ją mimowolnie za nos, zaciągając między nieprzejrzane wtedy gąszcze, przebijając psa przez wiele pajęczyn i zacienionych koronami drzew miejsca, niemal upuszczając ją przy obniżającym się podłożu, co mogłoby skończyć się bardzo źle, zważając na zahipnotyzowany stan matki, aż wreszcie doprowadzając do miejsca, w którym doszło do niezamierzonej przez Rzepkę radości, upuszczenia naładowanych w niej emocji, dodatkowo w tamtym momencie sprawienia, że cały schemat, który zdążyła opracować w swojej małej główce, dyskretnie wyparował, pozbawiając Rzepkę chęci zbesztania dwóch stojących, a raczej jednego dygoczącego ze strachu, drugiego ledwo unoszącego się na powierzchni wartkiego potoku, rodzonych urwisów, co połowicznie uratowało im tyłki, ponieważ już wystarczająco ukarali ich Gwiezdni, doprowadzając do tragicznej przeraźliwości, której Rzepakowa otrzymała możność podziwiania. Ku zdziwieniu siedzącego przy falującym brzegu samca, jego rodzicielka niemal natychmiastowo rozprostowała swoje nieco zardzewiałe od ciągłego siadu prastare kości, krzyknęła parę razy „Kochanie, trzymaj się, mamusia już biegnie”, ówcześnie posyłając niezbite nadzwyczajnym wkurzeniem i koncentracją spojrzenie srającemu w gacie malcowi i niczym struś pędziwiatr, widzący zbliżającego się mięsożercę, ruszyła do śmigłego pędu w stronę wody, tym samym rozdziawiając synowi pysk i tworząc grubą warstwę pyłu, unoszącą się ponad nich.
<Rzepka influencerka, struś pędziwiatr i co jeszcze?>
[1060 słów: Rzepakowa Gwiazda otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

8 czerwca 2021

Od Rzepakowej Gwiazdy

TW: ed
Akcja dzieje się przed śmiercią Sroczej i zanim szczyle zostały uczniami.

 Jeżeli któryś z tych tutaj obecnych farfocli, przez które nie mogę spokojnie odpocząć w niedzielę, skłonił się do przeczytania poprzedniego opowiadania o niesamowicie tragicznym przeżyciu naszej Gwiazdki, to powinien wiedzieć, że ta raczej szybko nie powstanie na nogi. Każdy następny dzień jest przez nią spędzany tak samo; Rzepakowa budzi się, układa wygodniej i idzie spać dalej, no może czasami coś zje, jednakże taka sytuacja niebywale graniczy z cudem. Z liderki kochającej poranki, rutynowy śpiew ptaków i małe szczeniaczki zmieniła się w postać nie do poznania. Nie bawiły jej już głupie słowa Sowiego, humoru nie poprawiał także widok uśmiechniętych dzieci, bawiących się tuż przed nią. Całkowicie odcięła się od tego, co ją otacza, całego klanu, świata i wszechświata, o ile to w ogóle możliwe. Przez pierwsze parę godzin po zdarzeniu nie miała pojęcia co się z nią dzieje, jakby kompletnie wyparowała albo straciła wzrok, słuch i dotyk na raz. Rzepakowa wpadła w swego rodzaju trans, trzymający ją wciąż w tej samej, równie strasznej chwili. I ona się tak przewija, przewija i przewija, robiąc z suki bardziej zwykłą skorupę, taką pustą i bez ślimaka w środku, a co za tym idzie nasz mężny Sowi Pazur, któremu jeszcze parę księżyców temu nawet przez myśl by nie przeszło, że zostałby tak znieważony, zmuszony był do przejęcia wszelkich obowiązków matki — w ciągu jednego, okrągłego dnia zmienił profesję, stając się jednocześnie kucharką, sprzątaczką i nianią, opiekującą się Meszkiem i tym drugim szczeniakiem, którego imienia nie pamiętam. I nie, żeby ktoś narzekał, bo zastępca okazał się nad podziw dobrze sprawować w swojej nowej roli, a liderka, mimo że nie potrafiła tego w żaden sposób wyrazić, szczerze była wdzięczna za jego wysiłek, to jednak atmosfera panująca w domowym legowisku nie przypominała tej sprzed paru dni. Żadna podjęta próba rozmowy z Rzepakową zazwyczaj kończyła się głuchą ciszą, co z upływem czasu dzieciaki zaczęły zauważać. Nie musiały minąć nawet dwa dni, a te zdążyły się domyślić, że to chyba nie są pospolite humory mamusi, a coś znacznie większego i poważniejszego, takie z nich sprytne szczury.
— Może jednak coś zjesz? — zapytał, przybliżając posiłek do jej zasmarkanego nosa. — Nic nie tknęłaś od dawna.
Nawet na niego nie spojrzała, chociaż dotarły do niej wszystkie wypowiedziane słowa. Gwiazdka nie wyglądała już wtedy jak Gwiazdka, nie mogła znaleźć w sobie siły, żeby chociażby podnieść wzrok na siedzącego obok rozmówcę.
— Zostawię to, jakbyś zmieniła zdanie.
Sowi Pazur westchnął cicho na pożegnanie, podnosząc się powoli z ugniecionej przez jego tyłek zielonkawej trawy. Poprzez absencję w Rzepakowej w życiu jej malutkich, chociaż już może wcale nie takich malutkich, ponieważ jak to powiedział pan maruda — już niedługo zostaną uczniami, psic (w sensie zastępca, gdyby ktoś się pogubił) został zmuszony do aktywnego w nim udziału. Takim sposobem znalazł się w sytuacji, w której, a to się z nimi bawił, chociaż nie wiem, czy siedzenie i patrzenie na to, jak dzieci się na siebie rzucają, można nazwać wspólną zabawą, a to w takiej, w której zobowiązany był do wzięcia Meszka do medyka, bo ten mały brzdąc jakimś, nikt, kurde bele, nie wie jakim cudem omal nie utopił się w kałuży. Nie wiadomo, czy zrobił to specjalnie, czy po prostu sobie szedł i ni stąd, ni zowąd do niej wpadł, jednak razem z mijającymi minutami ten czuł się coraz gorzej, tak więc interwencja Sroczej Łapy bardzo by pomogła.
W swój brązowy, ciągle niezadowolony pysk złapał chorego skrzata, natomiast drugiego wziął pod pachę, bojąc się zostawić go z załamaną matką. Kto wie, czy drugi nie skończyłby tak samo? W końcu jeszcze rankiem padał dość mocny deszcz i dookoła jest mnóstwo innych, głębokich jak na takiego szczyla kałuż…
Ile czasu już minęło, odkąd ostatni raz widziała Żabkę? Nikt normalny by tego nie liczył, jednak Rzepakowa Gwiazda nie potrafiła sobie inaczej pomóc i z każdym mijającym wiatrem, przechodzącym promieniem słońca, czy opadniętym na ziemię liściem dodawała do siebie kolejno godziny, próbując odeprzeć od siebie to, co ją spotkało. Niestety, w taki sposób jedynie przypominała sobie o tamtym dniu, uświadamiając sobie coraz bardziej, że nie, to nie był gorzki koszmar, to wydarzyło się tym razem naprawdę.
Gdy ukochany liderki zdążył wrócić z jednym z pozostałych przy życiu szczeniaków, ponieważ drugiemu kazano zostać wraz z medykiem, ze względu na jego dość ciężki stan, na niebo powoli wschodziły srebrzyste gwiazdy. Były to te same punkty na ciemnym horyzoncie, które jeszcze niedawno sprawiały jej tak wielką radość, gdy na nie patrzyła wraz z poprzednim partnerem. Wiązały się z nimi szczere, silne wspomnienia, powoli zanikające w pamięci suki. Zakrywała je niezdzierająca się płachta, zimne okrycie, a mianowicie nowa, niepohamowana i naładowana szorstkimi emocjami przewijająca się w pamięci chwila — reminiscencja. I wydaje się, że nikt, ani odwzajemniona miłość, ani nawet najlepszy medyk nie potrafiłby temu skutecznie zaradzić.
— Nie zjadłaś — mruknął, gdy tylko położył brzdąca spać. — Co mogę zrobić, żebyś przełknęła choć trochę?
To nie był pierwszy raz, kiedy próbował sprawić, aby ta poczuła chęć do chociażby, ugryzienia kawałka starannie przygotowanego przez Sowiego „dania” (w cudzysłowie, bo kto normalny nazwałby dziwną, szaroburą mieszaninę chaszczy, padliny i innych dobroci lasu daniem?!). W rzeczywistości jako ostatni raz, gdy suka odnalazła jakąkolwiek siłę do pochylenia pyska i wsunięcia do niego czegokolwiek, prawdopodobnie można zaliczyć spożycie tamtej wydeptanej przez zastępcę trawy jakieś dwie pory obiadowe temu.
Samiec delikatnie pochylił się nad leżącą Rzepakową, spoglądając na jej oczy, aby mieć stuprocentową pewność, że ta w ogóle go słucha. Stał w ten sposób przez kilka sekund, dochodząc w końcu do wniosku, iż tak, Gwiazdka jeszcze posiada sprawny słuch i najzwyczajniej w świecie go ignoruje. Cicho wzdychając, przeszedł na jej prawą stronę i usiadłszy przy jej boku, przechylił należący do niego ciemny jak otaczająca ich noc łeb. Sowi zastanawiał się wtedy przez krótką chwilę, co mądrego mógłby z siebie wydusić.
Po jej minięciu uznał natomiast, że lepiej byłoby przebywać z nią w ciszy, bo raczej i tak by mu na nic nie odpowiedziała. Wciąż trzymając swój czujny wzrok na leżącej, nieporuszonej głowie suki, wyciągnął brunatną łapę, przysuwając do niej bliżej pozostawiony wcześniej posiłek. Chciał tym gestem zachęcić sukę do spróbowania, jednak jego ruch niezbyt poskutkował. Teraz zamiast jedzącej Rzepakowej, miał przed sobą liderkę z prawie wciśniętym w nos jedzeniem. Ciekawy widok. Na jego zachowanie zareagowała w sposób, który można było z łatwością przewidzieć; zamknęła puste oczy, nie zawracając sobie głowy staraniami partnera.
[1033 słów: Rzepakowa Gwiazda otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia, Mech zostaje wyleczony]

6 czerwca 2021

Od Rzepakowej Gwiazdy CD Sowiego Pazura

 Jeszcze kilka chwil temu, gdy dźwięk nieco przesadzonej reakcji na wieść o tym, że tak, Sowi Pazur zostanie jej mężem na zawsze, rozchodził się przez pół obozu, wszystko było w należytym porządku — w takim, jakim Rzepka uwielbiała przebywać, choć nie potrafiła samodzielnie zaprowadzić. Oczywiście gówniak numer jeden, znaczy się Ciepłek, cicho szczekał, warczał, czy wydawał inne podejrzane beatboxy (Gwiezdni, proszę, nie róbcie z niego rapera) ze swojego płaczem ściśniętego gardła, próbując dać swojemu bratu wskazówkę, iż jest na niego bardzo, bardzo, bardzo zły, ponieważ ten nie chciał oddać mu skradzionego parę minut temu liścia, choć do uszu uradowanej odwzajemnionymi uczuciami matki nie docierały odgłosy ich sprzeczki. Jak to zostało kiedyś powiedziane przez jednego starego psiora, miłość robi z nas ułomnych kaleków, a jak wiadomo, dla takich to już raczej nie ma ratunku. Zgodnie z tradycją, jej wszystkie zmysły skierowane były tylko w stronę zdegustowanego rozgardiaszem Sowiego, który wyglądał tego dnia, jakby chciał umrzeć jeszcze bardziej niż zwykle. Niewątpliwie Rzepakowa olewała wyraz jego twarzy i postanowiła ruszyć wraz ze swoim flow; maślane oczy naszej królewny spoglądały na nieco przechylony pysk Pazura, niżej tuż pod nosem tworzył się ten sam skromny uśmiech, jak za pierwszym razem, gdy doznawała tak intymnej styczności z innym psem, natomiast ciało mimowolnie zbliżało się do partnera, ażeby schowane w głębi delikatne uczucie wraz z narastającym dotykiem z siebie wypuścić. Z perspektywy trzeciej osoby wyglądałoby to zapewne jak swego rodzaju taniec, w którym oczywiście uczestniczyła jedynie żeńska część duetu, ponieważ widocznie zakłopotany nagłym obrotem spraw Sowi, nie załapał wyczilowanego rytmu Rzepki. A szkoda, bo w tej trochę obumierającej Industrii przydałby się kolejny miot, a szczególnie z tak pięknej pary, jaką tworzyła liderka wraz z jej zastępcą.
Bez większych wątpliwości z tego punktu można by stwierdzić, iż w momencie, w którym wybranek zgodził się na rozpoczęcie wspólnego życia wraz z suką, wszystko, co ją dręczyło, zostało odepchnięte na drugi, nieco dalszy od teraźniejszości plan, wprowadzając Gwiazdkę na beztroską ścieżkę życiową, aczkolwiek kto by pomyślał, że Gwiezdni posiadają jeszcze więcej pomysłów, którymi dałoby się wpędzić biedną Rzepkę do grobu? Oczywiście jeden z nich prawdopodobnie uznał, że warto by było wyciągnąć jeden z tych leżących w koszu z podpisem na złamanie serca Rzepakowej Gwiazdy, zamiast trzy i pół raza uderzyć głową o ścianę, obrócić się o sto osiemdziesiąt stopni i jeszcze raz przemyśleć swój wybór. Niestety, ten kto wprawił w realne życie opis wydarzenia z dnia, początkowo wydającego się niezmiernie szczęśliwym, bo w końcu liderka odnalazła wewnętrzne szczęście i spełniła wszystkie marzenia, kłębiące się od wielu księżyców w jej głowie, musiał być zwyczajnym panem marudą, pogromcą dobrej zabawy i uśmiechów dzieci, jednym słowem — psychopatą z niewyobrażalną dla przeciętnego psa mocą, umożliwiającą wprowadzenie wybranej istoty w utopijną rozpacz.
Podczas gdy młoda para postanowiła spoufalać się na oczach własnych, lekko niedorozwiniętych bombelków, co chyba nie byłoby dobrym pomysłem, ponieważ kto wie, czy w ich głowie nie zostałaby zakodowana kolejna, tym razem jeszcze gorsza niż posiadanie niezdrowej na umyśle matki-liderki, życiowa trauma, daleko, daleko od ich legowiska działy się rzeczy o wiele gorsze i straszniejsze, takie, po których żaden malutki szczeniak by się nie podniósł, jednakże nie mam zamiaru teraz niczego spojlerować, wszystkiego dowiecie się za jakieś dwie minuty, kochani.
— Ej, Gwiazdo, ale ty wiesz, że te gówniaki wszystko widzą? — odchrząknął Sowi, patrząc z przerażeniem na dość mikroskopijną, a może nawet nieistniejącą między nimi przestrzeń.
— Ale jakie gówniaki, co ty gadasz, Pazurze? — wymamrotała na wpół ogarniająca rzeczywistość Rzepakowa, będąca zbyt zajęta ocieraniem swojej głowy o miękki kark partnera i niespokojnym wierceniem się na niewygodnej dla jej tyłka ziemi.
— No twoje, a niby jakie? — westchnął bezradnie. — Pamiętasz jeszcze, że masz dzieci?
— Oczywiście, że pamiętam! Za kogo ty mnie masz?! — odburknęła obrażona na te jakże niemiłe i nieprawdziwe, nieposiadające odniesienia do rzeczywistości słowa, a także na to, że nieobyty w pieszczotach samiec najzwyczajniej zepsuł dobrze zapowiadający się moment.
Właśnie, jeśli już o szczylach mowa…
Sowi Pazur przewrócił oczami, oglądając zachowanie zbulwersowanej Rzepki (czyli tworzenie się najwścieklejszej miny, jaką tylko potrafi, a nie oszukujmy się, dawne Słońce nie potrafi być ani zła, ani groźna).
— Nie wiem, czy mogę nazwać cię dobrą matką — powiedział pewnie, zastanawiając się, czy uda mu się jeszcze bardziej ją zezłościć.
— A to dlaczego? — wysyczała, a bardziej wyszeptała, jeszcze bardziej marszcząc brwi, żeby tylko zaznaczyć dominację.
— Bo jedno z nich ci chyba uciekło.
W zasadzie nie wiadomo, jak można by opisać to, co w tamtej chwili zaczynała czuć nasza bohaterka, ponieważ każde z trójki małych bachorów, wypchane z tylnej części ciała parę księżyców temu, traktowała jak oczko w głowie, jak coś, czego nie może porzucić, zostawić, ani pozwolić na cierpienie. Bo po prostu każde z nich kocha. I dlatego też następne parę chwil, które następowały po sobie tak szybko, iż nie sposób było je zarejestrować w małej główce Rzepakowej, były tak niezmiernie i niewyobrażalnie bolesne. (Panie psychopato, czy naprawdę musisz wprowadzać kochaną Rzepkę w taki dół?)
— Czekaj, jeden, dwa… nie, jeden, dwa, jed…, nie, czekaj — powtarzała przez parę chwil pod zakłopotanym przez wysiłek umysłowy nosem, starając się pojąć, gdzie do dwunastu i jednej czwartej Dwunożnych podziewa się jej czwarte, nie, czekaj, trzecie dziecko, noszące imię Żabka.
Wszystkie towarzyszące jej dotąd emocje, które zostały przywołane przez wcześniejsze, nic nieznaczące dokazywanie Sowiego Pazura, nieoczekiwanie opuściły głowę roztrzęsionej matki i zostały zastąpione przez niebywałą ilość kortyzolu, który jedynie począł pchać ją w coraz to większy wir zakłopotania i chęci działania. Oczywiście, ciekawość dziecka doprowadziłaby go do dłuższego spaceru po okolicy, jednak Żabka taka nie była, nie spędzała czasu jak jej bracia, Żabka nie...
— Rzepakowa, wszystko w porządku?
Gdybyśmy byli w zupełnie innej sytuacji, weźmy za przykład zwykłe załamanie nad tym, że w dalszym ciągu Sowi nie zabrał ukochanej na wymarzone nuggetsy, to zmartwiony głos partnera przyniósłby więcej spokoju, niż wtedy. Niestety złowieszczy plan pana marudy miał osiągnąć swoje apogeum za parę niedługich minut i nikt z obecnych na sali nie potrafiłby tego zatrzymać.
Teraz już niesamowicie zdezorientowana Gwiazdka wiedziała, że nie może tak bezczynnie stać i oczekiwać na powrót córki. Coś, nie do końca wiedziała co, podpowiadało jej, iż nie powinna zwlekać i wyruszyć w głąb klanowego terenu z nadzieją na szybkie jej odnalezienie. Natomiast stojący tuż za nią partner czuł się coraz to dziwniej, ponieważ nikt mu nie wytłumaczył, dlaczego jego dziewczyna ni stąd, ni zowąd nagle ruszyła do pędu, znikając za stojącą nieopodal sosną. A co wtedy zrobił Sowi? To samo, co ona.
Biegła i biegła, przeskakiwała każdy kamień, każdą gałąź, czy wystający korzeń. Za wszelką cenę nie chciała się wtedy potknąć, wpaść na kogokolwiek. Do każdego, kto stał na jej drodze, od razu krzyczała, próbowała odpędzić na czas, żeby tylko spokojnie przebiec. Słyszała też skowyt i dyszenie innego psa na swoim karku, poczuła się jak wtedy, wtedy jak się poznali. Ale to nie było ważne. Cichy głos w głowie mówił inaczej, powtarzał coś. Ale co to było? Do magazynu, idź do magazynu. Dlaczego do magazynu? Czy w magazynie się coś dzieje?
Nie mogła czekać, nie w takim przypadku.
Wślizgnęła się przez lekko uchylone wrota, rozglądając się w poszukiwaniu jakiejś wskazówki, czegoś, co pomoże jej odnaleźć zgubę. Znalazła. Do jej ciemnych nozdrzy dochodził rozwiany zapach szczeniaka. Była to chwila niezwykła, a zarazem wielce niebezpieczna, ponieważ następną rzeczą, którą zobaczyła złotymi ślepiami, był nader wysoki Dwunożny, kompletnie nieprzypominający tych, których widziała tamtego dnia, gdy poznała zastępcę. Jego sierść była jednolita, ciemniejsza niż tak dobrze znana kora widzianych wcześniej drzew. Pysk nie wyrażał większych emocji, wydaje się, że mógł ich nawet nie mieć. Rzepakowa poczuła nagły ucisk w sercu, gdy dotarło do niej, kogo ów gość trzymał. Żabka. Postawiła pierwszy krok, potem drugi. Nim zdążyła poruszyć się po raz trzeci, na jej plecy naskoczył Sowi Pazur, starający się odciągnąć ją od narażania się na niebezpieczeństwo. Trzymające go przerażenie spowodowane tym widokiem zostało przezwyciężone, co pozwoliło parze psów na schowanie przed mierzącym wnętrze magazynu wzrokiem wroga.
Już wtedy do Rzepakowej Gwiazdy dotarło, iż jest na przegranej pozycji. Straciła Żabkę. Wiedziała, że jeśli teraz wybiegnie to i tak zostanie schwytana i kto wie co się z nią potem stanie. Jednak Sowi także to wiedział. Domyślił się też, że sam ten fakt może nie wystarczyć załamanej liderce, a emocje nią miotające mogą doprowadzić do tego, iż matczyny instynkt wygra toczącą się w głowie Rzepakowej walkę, zmuszając ją do ruszenia na pomoc swojemu dziecku. Z tego też powodu usiadł między metalowymi belkami, zagradzając jej możliwą drogę ucieczki. Zapewne myślał, że to będzie wystarczać, żeby wybić z jej głowy bezsensowny pomysł biegnięcia w stronę hycla, jednak na marne były starania zastępcy. Gdy tylko do uszu Gwiazdy doszły skomlenia szczeniaka, próbującego wyrwać się z silnie trzymających łap Dwunożnego, matka poczuła kolejny bolesny ucisk, zarazem ruszając się z miejsca.
— Nie pomożesz jej już — wycedził przez zaciśnięte kły, aby Dwunożny przypadkiem nie usłyszał dramatu, który rozgrywał się zaledwie parę metrów od niego. — Zaraz cię usłyszy, proszę, uspokój się.
Ale nie potrafiła. Która rodzicielka zostawiłaby swoje ukochane dziecię na pastwę losu?
Na nic zdały się jęki rozpaczy i rzucanie się we własnego partnera. Nie minęła chwila, a wszystkie wycia szczeniaka ustały — człowiek opuścił razem z nią to miejsce. Pośród płaczu i ubolewania nie pozostało już nic, prócz wybitych szyb i zardzewiałej stali. A wciąż unosząca się w powietrzu delikatna i bardzo dobrze znana woń dziecka, z którym chciała przeżyć wiele wspólnych, radosnych chwil nie przynosiła ulgi, jak każdego ranka, gdy tylko Rzepka otwierała oczy — teraz stała się zapachem śmierci, na zawsze wyrytej w pamięci tęsknoty i bólu po stracie Żabki.

<Rzepakowa-agent prosi o urlop zdrowotny, bo będzie mieć zjazd, co ty na to, Sowi? P.S. to chyba najbardziej furasowe opowiadanie, jakie kiedykolwiek napisałem>
[1555 słów: Rzepakowa Gwiazda otrzymuje 15 Punktów Doświadczenia]

14 maja 2021

Od Rzepakowej Gwiazdy CD Sowiego Pazura

Pełne zadowolenia i ekscytacji nastaniem nowego, jakże pełnego słońca i psiej radości dnia, oczy Rzepakowej Gwiazdy ponownie otworzyły się szeroko i zaczęły swoją pracę. Suka tamtego poranka miała bowiem do załatwienia rzecz niezwykle ważną dla rozwoju jej relacji z Oszro, przepraszam, Sowim Pazurem, który to nie tylko darzył ją niezwykłym uczuciem, o którym do tej pory mogła tylko marzyć, ale i kochał jej potomków równie mocno, jak matka. To dopiero niezły wyczyn, prawda? Jednak oczywiste jest to, iż liderka nie mogła ot tak zapomnieć o najważniejszej części porannej rutyny i, niczym jedna z uwielbianych przez miliony influencerka, ruszyła do codziennego piętnastominutowego tulenia swoich małych szkrabów (niestety bez wcześniejszego pokazania ich na kamerze, ale wiecie, o co chodzi).
— Rzepakowa, ale co ty robisz?
Właśnie w ten miły i dość uprzejmy, jak na należący do niego charakter, Sowi postanowił przywitać miłość swojego życia, siedzącą razem z czterema, nie, trzema psiakami, którym chyba niezbyt podobała się idea tracenia czasu na zwykłe odpoczywanie ze zwariowaną matką obok.
— Jak to co? Aj, Pazurze, chodź, chodź tu, pokażę ci coś. — Pośpiesznie odbiegła od tematu, poprawiając swój trzęsący się albo z podniecenia, albo z emocjonalnego przeciążenia słodyczą, smukły zad. Oczywiście ta sytuacja stawała się z minuty na minutę coraz bardziej niebezpieczna, ponieważ jej mózg nie jest w stanie pomieścić tyle informacji na raz, a nie wiadomo, co zrobiłaby przeforsowana gadaniem Rzepakowa, ale hej, po co się skupiać na jednym, lepiej myśleć o wielu tematach naraz, prawda?
— Ale po co mam podchodzić, Rzepa, m-mam robotę… — zająknął się na widok przybliżającego się Meszka, który ni stąd, ni zowąd uznał, że dobrym pomysłem byłoby wąchanie stóp swojego ojca.
— Jaką robotę niby? Rodzinę masz, to jest, eer, chyba jakiś priorytet, nie? Ej, Żabka, nie jedz trawy, waruj! — stęknęła do małego szczeniaka, próbując odciągnąć go od dziwnie kuszącej i zapewne dość smacznej, przynajmniej według nowo narodzonego szczyla, kępki trawy.
— Idę stąd. 
***
No i poszedł, kurcze blade.
Rzepakowa postanowiła, że przemilczy aroganckie zachowanie Sowiego, i to wcale nie tak, że myślała, iż jego „robota” będzie swego rodzaju niespodzianką dla niej w zamian za urodzenie jakże wspaniałych szczeniorów, o nie. Po prostu uznała, że wybaczy ten niemożliwy czyn.
Jednakże przez ucieczkę Pazura, ta nie miała zbytnio co robić, ponieważ dwa z trzech szczyli postanowiło magicznie rozpłynąć się w powietrzu, natomiast trzecie, które z tego, co pamiętam, wabiło się Ciepłek, ucięło sobie drzemkę i nawet za stu Dwunożnych by się nie wybudziło. Niestety, biedne, zmęczone snem dziecko nie ma nic lepszego do roboty.
Poprzez brak roboty nasza ukochana bohaterka postanowiła zawitać do dobrze znanego medyka, który nie tylko niegdyś ją wyleczył, ale także odebrał jej niesamowicie piękny, wręcz boski poród, wciąż pojawiający się w myślach suki, jako godne zapamiętania wydarzenie. A dzięki tej wyprawie udało jej się zahaczyć o niespodziewanego gościa.
— Ej, a tak właściwie to jakie nosisz imię, wyglądająca jak mój były, osobo?
— Jestem Owcze Serce, liderko — mruknęła wyraźnie zmęczona gadaniem Rzepy psica, układając się wygodniej obok posłania medyka. Otóż tak się złożyło, że chora przez około trzy i siedem setnych sekundy musiała słuchać zrzędzenia Gwiazdy na temat jej życia, rodziny, ukochanego...
— Owcze Serce, a kim ty w ogóle jesteś? — spytała nadwyraz podekscytowana poznaniem nowej mordeczki Rzepakowa.
— Jak to kim, przecież… — Nie zdążyła wyrazić swojej pretensji, spowodowanej głupotą Gwiazdy, ponieważ złapał ją niespodziewany, zarazem dość ostry atak kaszlu. Właśnie taka kara spotyka tego, kto odważy się przeciwstawić liderce, zapamiętajcie to.
— Coś słabego mamy tego medyka, skoro wciąż tak kaszlesz, kochana — stwierdziła nieświadoma zagrożenia z jego strony. — Powinnaś się przejść do Bezgwiezdnych, bo słyszałam od kogoś, że mają tam takiego medyka, że wszyscy srają w majty na jego widok, ale heca!
Niestety, na niekorzyść Rzepakowej ta ani nie usłyszała dziwnego szmeru, który dobiegał zza jej uszu, ani nie trudziła się, aby chociaż spojrzeć w tamtą stronę, a powinna, ponieważ jej słowa wskrzesiły głęboko zakorzenioną wściekłość Sroczej Łapy, która jak nie sposób się domyślić, stała tuż za liderką i wszystko słyszała. No, niezła beka. 
***
— Co ci tak długo zajęło, hmm? — zapytała od razu z pretensją, gdy tylko dobiegł do legowiska lidera. Nie dała mu nawet odetchnąć, ponieważ jak można było się spodziewać, zamęczanie Sowiego Pazura było o wiele ważniejszym zadaniem, niż niektórym się wydaje.
— Takie dziwne drzewo się przewaliło — szepnął markotnie, prawdopodobnie nie mając ochoty na bezsensowne pogadanki z suką. Zignorował jej maślane, błyszczące ze szczęścia na widok samca, oczy i przysiadł spokojnie obok posłania śpiących już dzieci, oddalając się od niej na bezpieczne dziesięć psich stóp.
— Czekaj, czyli n-nie ma żadnej niespo… — wyszeptała nieco załamana brakiem imprezy na jej cześć.
— Zaraz, co…
— Hmm, to już drugi raz w mojej karierze, gdy na niczego nieświadome kundle magicznie spada ta wysoka, drewniana belka. Sowi Pazurze, jesteś pewien, że to nie przypadek? Bo mnie się wydaje, że tak, a nawet, jeśli nie, to na pewno musi to być sprawa kogoś, kto chce zaatakować najlepszy klan, znaczy się Industrię, albo samą mnie, uderzając w to, co kocham najbardziej — wydusiła na jednym wdechu, robiąc minę tak poważną, jak nigdy wcześniej, przy okazji zwinnie omijając wcześniejszą wpadkę. — Ej, a w ogóle wiedziałeś, że istnieje ktoś taki jak „Owcze Serce”? Nie? Ja też nie, a założyłabym się o mój zdrowy umysł, że znam tutaj wszystkich… a, no i ogólnie to dalej mi nie powiedziałeś, że mnie kochasz, Sowi, powiedz mi, że mnie kochasz, proszę, Sowi, proooszę!~
Jednak przyszywany w jej wyobraźni mąż tylko się na nią popatrzył i nie poruszył nawet na milimetr. Oczywiście było to bardzo przykrym momentem, zważając na to, iż Rzepakowa Gwiazda nie dostała od kochanka ani jednego pocałunku, czy innego przytulasa tego dnia, a także na jej dziwnie nierealistyczne i bardzo, ale to bardzo romantyczne sny o zastępcy. Czy to nie podchodzi przypadkiem pod jakąś napaść?
— Nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek byli w jakimś związku — odparł oschle, odwracając bezwstydnie wzrok od niemalże płaczącej już suki. Otóż dopiero wtedy dotarło do niej, że to, co właśnie powiedział, było najprawdziwszą prawdą, nie wymysłem, który mogłaby w szybki sposób naprawić w swojej głowie.
— Więc… bądźmy — wyszeptała, obniżając łeb. — Bądźmy razem, Sowi.
Zanim towarzysz zdążył zareagować na słowa, które wydobyły się z jej ust, na niebo, dobrze znane im niebo, które każdego dnia wisi nad ich głowami, wspiął się jasno świecący półokrągły księżyc, a wraz z nim często podziwiane przez Rzepakową gwiazdy, a raczej ich miliony. I to — jak czasami wspomina po cichu suka — jest widok, będący jej pocieszeniem, ucieczką od spraw, które mają początek, lecz nie mają końca lub od takich, które są zbyt bolesne, aby o nich pamiętać. I to właśnie była jedna z nich, bo to wtedy serce płakało razem z nią.
<Okej, first of all, co to jest w ogóle?>
[1085 słów: Rzepakowa Gwiazda otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia i zostaje influencerką]

2 maja 2021

Od Rzepakowej Gwiazdy — „Malutkie szczeniaczki są lekarstwem na wszystko, czyli jak nie dostać zawału patrząc na narodziny”

Tego nieszczęsnego dnia na ziemię zstąpiły chyba jakieś boskie siły, ponieważ jak na zawołanie wodza wszelkie wiatry dostępne w odległości do pięciuset psich stóp zebrały się, aby razem z wodospadem opadającym na piach z nieba stworzyć coś na wzór huraganu siejącego postrach wśród małych gnojaków, siedzących w posłaniach razem z mamusią. Wszystkie dostępne w okolicy chmury zebrały się w jedno, głupie miejsce, o dziwo tuż nad ich głowami, zasłaniając ostatnie źródło światła, dodatkowo pozostawiając pana medyka zdanego samemu instynktowi — jakby Gwiezdni bardzo nie chcieli widzieć tego, co miało się wydarzyć (co w zasadzie byłoby nierozsądne, dlaczego mieliby nie być zachwyceni widokiem cudu narodzin liderki najlepszego klanu ze wszystkich klanów?!).
Ale się udało, urodziła.

— Sowi, Sowi Pazurze! Patrzże szybko, patrz jakie to śliczne! — wrzasnęła jak poparzona tuż po tym, jak tylko ostatni z trzech malutkich, ślepych psiaczków wydostał się z jej pokręconej jak leśna droga macicy. — Złap sobie, zobacz jakie fajne!
A Sowi tylko na nią popatrzył.
— Nie podoba ci się? — spytała już ciszej, smutniejąc przez brak entuzjazmu z jego strony. Mógłby się przynajmniej trochę postarać, w końcu to szczeniaki, a wiadomo, że każdy kocha szczeniaki!
— P-podoba… no, fajne nawet są — westchnął niechętnie, próbując ją jakoś pocieszyć. Nie mógł przecież pozwolić, żeby zaraz się rozryczała czy coś, bo to by dopiero była katastrofa, ale taka przepotężna, możliwe, że nawet i wojna!
— No wiem, ma się te geny! — Czy ona ma rozdwojenie jaźni? — A co myślisz o tym?
Zadowolona liderka mozolnie podniosła się z przygotowanego przez medyka wygodnego posłania, cicho stękając, następnie rozglądnęła się wokół, chyba szukając któregoś z psiaków.
— O którym niby?
— No, eee… — Zgubił jej się? — o, to ten!
Morda Rzepakowej nagle stała się jeszcze bardziej szczęśliwa, na co wskazywał jej nienaturalny uśmieszek, powstały na widok znalezionego szczeniaka. Czy to normalne, żeby się cieszyć aż tak?
— Patrz, patrz szybko! Ma jedno oczko jak ja, a drugie, eee… no chyba nie jak ja — zatrzymała się, nie będąc pewna w jaki, kurdebele, sposób jeden z gnojów dostał jedno w innym odcieniu niż ona, Oszroniony czy Sowi Pazur, przecież każdy z nich posiada takie ciemne, złote, czy jakoś inaczej brązowe. To się nie dodaje!
— No, ale dotknij, jakie to cieplutkie jest!
Zaraz, co?
— Cieplutkie?
— No, cieplutkie! — potwierdziła, uśmiechając się w taki sposób, że bardzo łatwo byłoby ją pomylić z seryjnym mordercą. — Jak świeża, zielona pleśń, którą widzieliśmy ostatnio! Pamiętasz ją, co nie?
— Rzepa, tobie to chyba wystarczy na dzisiaj, powinniśmy wra… — Co ty tam niby mówiłeś, Sowi?
— O jeny, jeny, a ten? Tego na pewno pokochasz!
Liderka zauważyła drugiego potomka, który akurat zaczął niespokojnie się wiercić, przy okazji zabierając innemu miejsce do wypoczynku. Może chciał uciec, bo dowiedział się, jaka jego matka jest dziwna? Nawet jeśli, to nie zważając na powód jego zachowania, ta zwyczajnie przeniosła go bliżej siebie i siedzącego obok Pazura, który tym razem z większą ciekawością wpatrywał się w syna.
— Mógłbyś mi pogratulować takich ładnych dzieci, no wiesz?!
Ale Sowi nie odpowiedział, ponieważ zapatrzony w malutką istotę nie był nawet w stanie wydusić z siebie paru prostych słów. Zastępca zdawał się wpaść w wielki zachwyt, co uszczęśliwiło Rzepę. Jej wzrok wbił się w rozmarzonego towarzysza, skanując jego zamyślony pysk, co było niezwykle rzadkim, jak i pięknym dla niej widokiem. Marzenie o kochającej rodzinie w końcu się spełniło, nieprawdaż?
— No, ten to faktycznie… fajny — przyznał w końcu totalnie zauroczony, lekko szturchając nowonarodzonego nosem. Chyba już wiadomo, kogo będzie faworyzował.
„A nie mówiłam?” — szepnęła do samej siebie, równocześnie uśmiechając się szerzej.
— O, panie medyk, pan dalej tu jest — zauważyła Rzepakowa, gdy tylko biedny, wymęczonego już życiem psiak zdążył znudzić młodą parę. Ten to będzie miał trudne życie.
I tak oto proszę państwa, doszliśmy do końca tego jakże pięknego, emocjonalnego wydarzenia, które z pewnością będzie przewijać się w głowie Rzepakowej Gwiazdy przez bardzo długi czas, jednak to nie był jedyny cud, który postanowił do nich zstąpić tego dnia — nie zapominajmy o cudownej przemianie niezwykle gnojowego Sowiego Pazura — miejmy nadzieję, że obecność małych dzieciaków dobrze na niego wpłynie.
[655 słów: Rzepakowa Gwiazda otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

11 kwietnia 2021

Od Rzepakowego Słońca

 Całe to zamieszanie ze zmianą lidera wydawało się dla Rzepakowej zarówno ekscytujące, jak i bardzo męczące, ponieważ nie czuła się na siłach by tyle stać.
— Witaj Rzepakowe Słońce, czy jesteś gotowa, aby przejąć obowiązki Oszronionej Gwiazdy i stać się nowym liderem?
— Tak.
— Zgodnie z tradycją, od dziś Twe imię brzmi Rzepakowa Gwiazda, stajesz się liderem Industrii. Idź i sprawuj nad nim opiekę jak każdy z Twoich poprzedników. 
— Oki to pa.
Ceremonia jednak skończyła się szybko, co pozwoliło nowej Gwieździe udać się biegiem do medyka. Musiała się bowiem dowiedzieć, czy jej obawy są słuszne.
***
— Dzień panie medyk, a to tutaj się można dowiedzieć, czy ma się dziecko może? Ponieważ wie pan, ja sobie tak trochę balowałam z panem Oszronionym… — zaśmiała się cicho, nawet nie zastanawiając się, czy było to stosowne.
Więc nasza Rzepakowa prawdopodobnie jest w ciąży, co? To bardzo zabawne, patrząc na to, że jej ukochany tak jakby umarł po ugryzieniu kanałowego szczura, który przybył nie wiadomo skąd. Oczywiście, jak na porządnego lidera przystało, ten udał się od razu do medyka, jednakże i on był w tej sytuacji bezsilny. 
No, ale nowej liderki to już nie ruszało, ponieważ zdążyła znaleźć sobie nowy obiekt zainteresowań — Sowiego Pazura. I zgadnijcie, kto też stał się z tego względu zastępcą.
— No, wygląda na to, że chyba możemy spodziewać się nowego miotu… — rzekł lekko zmartwiony, jednak też szczęśliwy na myśl, że będzie mógł zobaczyć nowe mordki w okolicy.
[233 słowa: Rzepakowe Słońce otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i zostaje liderką wraz ze śmiercią Oszronionego]

5 kwietnia 2021

Od Rzepakowego Słońca

Czy Gwiezdni aż tak bardzo lubią oglądać cierpienie? Jeśli nie to może jednak jest to kara? Kara za pewien grzech, o którym, ot tak, Rzepakowa zdążyła już zapomnieć. Chociaż jak okropną zbrodnię trzeba by było popełnić, aby zachorować drugi raz na tę samą chorobę, przez którą cierpiało się poprzednim razem?
Na całe szczęście suka uznała, że jej myśli są tylko kolejnym strasznym wytworem wyobraźni, która za wszelką cenę chce jej dopiec. Przecież Gwiezdni dobrze wiedzieli, że kundelka to wzorowa obywatelka, wręcz szóstkowa wierna, która nigdy nie wątpi w miłosierdzie opiekującego się nią bytu. Tak więc z dość dobrym nastawieniem ruszyła na poszukiwania gorzkich ziół, które niegdyś wyleczyły ją z tajemniczej choroby. Niestety, gdy tylko dotarła do opuszczonego legowiska medyka, okazało się, że Industria to zacofany, komunistyczny klan, który nie dba o swoich towarzyszy i dlatego też nie mają żadnego zapasu ziół. Rzepakowa wyruszyła na łowy (nowego męża).
***
Szła sobie przez jakiś czas przez pola i inne dziwne miejsca, w które lepiej się nie zapuszczać, jeśli nie jesteś master koksarzem na levelu 69 i nie posiadasz możliwie najlepszej broni dostępnej na sowieckim rynku.
Zauważyła takiego psa, co wydawał się nawet przyjazny i przy okazji zbierał jakieś kwiatki, więc do niego podeszła.
— Z jakich terenów tu przyszłaś? — zapytał spokojnie, widocznie martwiąc się o stan stojącej przed nim suki. 
W tamtej chwili jej oczy zdawały się zbyt przyćmione, aby zauważyć, że kundel zaczął się do niej zbliżać. Absolutnie nie czuła się na siłach, aby poprosić go, żeby trzymał się od niej z daleka, a co dopiero ruszyć do ataku. Opętał ją bowiem silny instynkt, który nie służy tylko do chronienia samego siebie, lecz także tego, kto w tobie żyje.
— Industria — zdążyła jedynie wyszeptać, zanim straciła jakikolwiek kontakt ze stojącym nad nią psem, natomiast ten nie zważając na to, że owa psica pochodzi z innego klanu, zwyczajnie zabrał ją ze sobą.
[307 słów: Rzepakowe Słońce otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i się leczy jebać epidemie]

9 marca 2021

Od Rzepakowego Słońca CD Sowiego Pazura

Rzepakowe Słońce chyba jeszcze nigdy nie czuła się tak zagrożona, jak w tamtej chwili. Do tej pory każde niebezpieczeństwo, które jej groziło, było spowodowane jedynie atakiem kundli, a nie dwunożnych, będący zresztą jednym z jej obiektem strachu i fobii. Suka odkąd pamięta, była trzymana z dala od nich. Zawsze, gdy napotykała ich na rodzinnych wyprawach, odciągano ją jak najdalej od możliwego skupiska ludzi. „Nigdy nie patrz im w oczy” — słyszała od matki. „Jeśli ich spotkasz, pamiętaj; żaden z nich nie jest twoim sprzymierzeńcem”. Do tej pory te słowa tkwią w jej nieuporządkowanej głowie, od czasu do czasu obijając się o uszy. Zastępczyni ma je już tak zakorzenione, że zawsze na nich polega, bo przecież nie chciałaby przeciwstawić się swojej matce. Wszystkim, tylko nie jej.
Teraz martwiła się już nie tylko o swoją ranę, która z minuty na minutę krwawiła coraz mocniej, ale także o Sowiego Pazura, mimo tego, że to przez jego wygłupy znaleźli się w opałach. Gdyby posłuchał się jej, będąc jeszcze w obozie, nie musiałaby przeżywać takiego stresu — nie mogła się skupić na tym, co się dzieje. Jej serce waliło tak mocno, jak Płonący Konar dziewice podczas rui — jednym słowem; szalenie. Kilka razy czuła nawet, jakby brakło jej tchu albo miała zaraz paść bez ruchu. Patrzyła wtedy tylko na towarzysza, który starał się odpierać ataki, szczekając.
Powoli zaczęła się podnosić z ziemi. Na szczęście wróg stracił nią zainteresowanie, jednak odszedł w stronę kompana. Było ich chyba wtedy chyba trzech, może czterech, sama dokładnie nie wiedziała. Suka nie chciała tracić czasu na rozglądanie się, zamiast tego próbowała obmyślić plan działania, który jest w stanie wdrożyć w życie. Jednakże gdy udało jej się stanąć, jeszcze raz spojrzała się w stronę Sowiego i wtedy zauważyła, co działo się przez ten cały czas z wojownikiem.
Pierwszą rzeczą, która przykuła jej całą uwagę, były jego oczy — wyglądały jak mieszanka nienawiści z chęcią zemsty, jakby pochłonęły całe zło świata, jakby nie były ludzkie. Oczywiście suka wiedziała, że w takich sytuacjach pies może okazać się groźniejszy, jednak ślepia dosłownie krzyczały o tym, że ten nie da sobą pomiatać. Widok szargających nim emocji przerażało zastępczynię, mało tego — aby jeszcze bardziej podkreślić swoją siłę, samiec postanowił wyszczerzyć szeroko swoje ostre zębiska. Chyba oboje mieli nadzieję, że to ich odstraszy, jednak to nie poskutkowało, a wręcz pogorszyło sytuację. Dwunożnych rozbawiła próba ich pokonania i wtedy do Rzepakowej doszło, że mogą nie mieć szans na wyjście z tego cało. Więc zaczęła się modlić — w duchu, oczywiście — do Gwiezdnych. Wierzyła, że na nią patrzą i zastanawiają się, co jej podpowiedzieć na następny ruch — żeby udało jej się ocalić i siebie i Sowiego.
W pewnym momencie w głowie suki zaczęły się tworzyć niespotykane dotąd myśli. „Co jeśli się nie uda?” Otworzyła swoje oczy szerzej. Czy faktycznie mogłoby się im nie udać? Czy Gwiezdni by na to pozwolili?
— Musi się udać! — krzyknęła na tyle głośno, żeby nie tylko pocieszyć samą siebie, ale i Pazura. Sił dodał jej także fakt, iż jej rana zdążyła się zasklepić i nie piekła tak bardzo, jak wcześniej. To dobry znak. Wypełniła płuca powietrzem, a następnie zrobiła duży rozmach, pozwalający jej na rozpędzenie się i wpadnięcie na jednego z atakujących ich ludzi. Już się nie wahała; wysunęła zaostrzone pazury, żeby mieć czym w razie czego jak się obronić. Uczepiła się jego łapy, drapiąc ją tak mocno, jak tylko mogła. Wiedziała, że było to okrutne posunięcie, jednak nie miała wyjścia. Członek jej klanu mógł zostać przez nich zabity! Słysząc jego jęk bólu, odsunęła się na bezpieczną odległość. Otworzyła szeroko pysk, patrząc bezlitośnie na pozostałych dwunożnych stojących tuż przed nią. Po chwili zaczęła szczekać tak hałaśliwie, jak nigdy dotąd. Stanęła tuż obok kolegi, mając nadzieję, że i on zbierze siły po ataku i do niej dołączy. Następnie cofnęła się lekko z zamiarem ponownego zaatakowania trzymającego ostry przedmiot gościa, który wcześniej ją zranił.
— Chłopaki, co się, u licha, dzieje?!
Do Rzepakowej dotarło, że to była ich ostatnia szansa na rzucenie się do ucieczki. Szybko szturchnęła Sowiego, ponieważ chyba tego nie zrozumiał. Stał już normalnie i wyglądał, jakby nie stała się mu poważniejsza krzywda, dzięki czemu zastępczyni spadł kamień z serca. Na szczęście gdy tylko dwunożni zaczęli biec w stronę znajdującej się za nimi plaży, oba kundle zerwały się do sprintu w stronę wcześniejszej drogi, prowadzącej do obozu. 
***
— Więc gdzie są w końcu te zioła? Oszroniona Gwiazda nie będzie zadowolony — skarciła idącego przed nią psa, chociaż ten sam dobrze wiedział, że tym razem naprawdę schrzanił. Należący do niego ogon nie unosił się szczęśliwie w górze, a opadł w dół, pokazując, jak bardzo jest zawstydzony tym, co się stało. I słusznie. Mógł przecież od razu posłusznie oddać lek, żeby lider nie męczył się dłużej i szybciej wyzdrowiał z tego okropnego choróbska.
Nim zdążyła się obejrzeć, doszli do miejsca, w którym towarzysz porzucił lecznicze zioła. Stanęła na chwilę, spoglądając na niego. Właśnie wpadł jej do głowy pewien pomysł.
— Słuchaj… on pewnie będzie chciał wiedzieć, dlaczego tak długo mi to zeszło — mruknęła cicho, ciągle na niego patrząc. — Dlatego pójdziesz tam ze mną i mu to wytłumaczysz!
Stojący przed nią pies totalnie osłupiał, co było widać; cofnął się nieznacznie, otwierając szerzej brunatne, przymrużone oczy. Otworzył także na chwilę pysk, ponieważ od razu chciał zaprotestować na jej pomysł. Wtedy Rzepakowa wtrąciła się ponownie.
— Nie przyjmuję odmowy! Dobrze wiesz, że to przez ciebie!
Westchnął krótko na jej słowa. Jego wzrok powędrował na bok, ówcześnie skinając jednak głową na znak, że się zgadza, mimo że było to wbrew jego dumie. Zastępczyni odniosła małe zwycięstwo.
Z uśmiechem pod nosem ruszyła do legowiska obiektu swoich westchnień. Miała wielką ochotę położyć się tuż obok niego, ponieważ wierzyła, że w ten sposób szybciej wrócą mu siły.
— Oszroniona Gwiazdo, mam dla ciebie niespodziankę!
<Sowi Pazurze, shame on you>
[939 słów: Rzepakowe Słońce otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia, Oszroniona Gwiazda zostaje wyleczony z choroby]