Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burzowa Aura × Spadający Promyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burzowa Aura × Spadający Promyk. Pokaż wszystkie posty

14 października 2021

Od Burzowej Łapy CD Spadającej Łzy

Od dłuższego czasu spędzałem z siostrą coraz mniej czasu. Wiedziałem, że przez to oddalamy się od siebie, jednak nie mogłem nic na to poradzić. Często mieliśmy treningi w tym samym czasie i wracaliśmy zmęczeni tak bardzo, że tylko kładliśmy się obok siebie, by zasnąć niczym głazy. Od całej afery z jej jakże wspaniałym pomysłem wskakiwania do wody minęło trochę czasu i widziałem, że jej mentor sprawia, że robi się (chociaż trochę) bardziej ostrożna. Chociaż kim byłaby moja siostra bez tej nutki szaleństwa w sobie. 
 Moja mentorka także uczyła mnie wielu nowych rzeczy. Chociaż często ćwiczyliśmy też to, co już potrafiłem, rozumiałem, że jest to konieczne. W końcu nic się nie stanie, jak od czasu do czasu, powtórzy się coś, by sobie przypomnieć. Najbardziej jednak uwielbiałem wypady na dalsze "spacery". Wtedy mogłem rozkoszować się śniegiem i udawać, że wcale nie miałem ochoty wskoczyć w żadną zaspę z rozpędu. Cieszyłem się swoim uczniowskim życiem, jednak nie mogłem doczekać się, by być bardziej potrzebny klanu. W końcu co takiego mogłem teraz dla niego zrobić? Spojrzałem na moją mentorkę, która szła przede mną. I wtedy obiecałem sobie, że zrobię wszystko by była ze mnie dumna. 

~*~

Skryty w legowisku uczniów przyglądałem się ceremonii mojej siostry. Byłem z niej dumny jednak wstyd jaki czułem z powodu tego, że nadal byłem uczniem, nie pozwalał mi cieszyć się z nią tą chwilą. Musiałem przyznać, że czułem się nieco gorszy od niej z powodu, jak widać, różnicy w naszych umiejętnościach. Nie miałem jednak odwagi jej tego powiedzieć, więc po prostu przyglądałem się wszystkiemu z ukrycia, podczas gdy reszta uczniów spała za moimi plecami. Wiedziałem, że muszę się wiele nauczyć. Czasem przez mój awanturniczy charakter sam opóźniałem swój trening i tylko ja sam dla siebie byłem, przeszkodzą w drodze do zostania wojownikiem. 

 ~*~

Dmuchawcowy Lot odprowadziła mnie do legowiska i sama poszła w innym kierunku. Nigdy nie zastanawiałem się, co robiła w swoim czasie wolnym, ale zawsze wstydziłem się zapytać, czy mógłbym pójść z nią. Często się nudziłem i nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Siostra ciągle miała patrole, gdzieś wychodziła czy pomagała w jakiś mniej, czy ważniejszych sprawach. A ja siedziałem i przyglądałem się temu co robią inni. Dzisiaj sądziłem, że pewnie będzie tak samo. Oczywiście, że wolałem coś porobić, ale skoro nie ma co, to co ja na to poradzę? Nagle w oddali zobaczyłem swoją siostrę. Nie wiedziałem, czy do niej podejść, czy nie. Może akurat była zajęta? Usiadłem bokiem do niej, udając, że jej nie widzę. Jednak po chwili kątek oka zobaczyłem, że zaczęła się do mnie zbliżać. 
— Cholera — mruknąłem sam do siebie, wzdychając. Ja zawsze miałem szczęście, gdy nie chciałem się z kimś spotkać. 
 
<Spadająca Łzo?> 
[441 słowa: Burzowa Łapa otrzymuje 4PD oraz 2PT]

15 września 2021

Od Spadającej Łapy CD Burzowej Łapy

 Miał rację, mogli zawrócić. Dopiero w wodzie jak widać, Spadająca Łapa to zrozumiała. Miała to być super przygoda! Jednak myliła się. Tak nie powinno być nigdy. Nie lubiła się mylić, chociaż działo się to często. Byli jeszcze szczeniakami, a ona już mogła zginąć. Ciekawie się umiała bawić. Tak czy siak, gdy trafiła do medyka, zajęli się nią. Wielkie podziękowania wędrują do jej ukochanego brata, który ją uratował, oby tak dalej.

 ***

Minęło już paręnaście księżyców. Ciężko zliczyć już ile. Wtedy ile mieli księżyców? Z 7 na pewno! Teraz już 20 księżyców stuknęło! Administracja PON nie była z tego powodu zadowolona. Ciekawe, kiedy zrozumieją, że dzieci uczą się w swoim tempie... Tak czy siak, na pewno suczka nauczyła się wiele. Nie tylko od swojego brata, jednak też i od Krzemiennego Pazura. Uspokoiła się, to fakt. Jednak nadal jej czynności były chaotyczne. W końcu to Spadająca Łapa! Jak mogło być inaczej?
Trzeba wiedzieć, że suczka próbowała najbardziej pokazać to, że jest już gotowa na zostanie wojownikiem. Co wiązało się ze zwracaniem większej uwagi na swoje bezpieczeństwo, jak i klanu. Przez jej wybryki mogła nie tylko ona oberwać. Tego nauczyła już się wiele księżyców temu. Akcja z Burzową Łapą i rzeką. Nigdy nie wyleci jej to z głowy. Jednak spokojnie, suczka teraz organizuje spokojne wyprawy i to tylko z na tyle dojrzałymi psami (chociaż sama nigdy nie dorośnie), że potrafią sobie poradzić na wszelki wypadek. Można porównać ją do tego typa nastolatka, który ucieka z domu na noc tylko po to, aby ''zaszaleć'' i pokazać, jaka jest super. Jednak czy to zawsze wychodzi? Ona po prostu kocha zabawę. Trudno jej tego nie odmówić. Potrafi być wtedy nawet słodka.
Interesowanie się klanem? Tak, wróćmy do tego tematu. A więc nasza kochana i wspaniała liderka Bryzowa Gwiazda bardzo dziwnie mówiła oraz piszczała. Nie mógł nikt tego przegapić. W końcu to liderka i zajmuje się (jak może) całym klanem. Każdy to widział. Jednak czy ktoś odważyłby się spytać, czy coś jej jest? Spadająca Łapa była tym psem. Dlatego podskoczyła do swojej liderki i pojawiła się u jej boku, kiedy ona kierowała się do medyka.
— Witaj Bryzowa Gwiazdo! W czymś może pomóc? - zapytała przyjaźnie, jednak zamiast równie przyjaznego tonu otrzymała niezbyt przekonującą odpowiedź.
— Mam się świetnie. A teraz zejdź mi z drogi. — po czym warknęła na naszą uczennicę.
Liderka była już u boku naszych lekarzy. W tym momencie została co prawda szok na pysku uczennicy, jednak czy to ważne? Liderka teraz będzie pod opieką medyków.

<Braciszku?>
[410 słów: Spadająca Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia oraz 1 Punkt Treningu; Bryzowa wyleczona przez Cynamonke]
 
notka od kleja: oczywiście, że administracja PON nie jest zadowolona ze spóźniania się z treningiem, bądźcie jak angel i zróbcie cały zaległy trening w jeden dzień

7 lipca 2021

Od Burzowej Łapy CD Spadającej Łapy

— Lubię Twoje przygody, gdy są one ciekawe i za zgodą dwóch stron. Jednak teraz jako brat proszę cię o powrót.
Patrzyła na mnie w ciszy, najpewniej analizując moje słowa.
— Dobrze, to chodźmy — mruknęła. Nie powiem, zdziwiło mnie to. Byłem przyzwyczajony, że ciężej było ją do czegoś przekonać. Gdy tak o tym myślałem, nagle usłyszałem plusk wody. Podniosłem szybko głowę, wpatrując się na powierzchnię tafli, pod którą zniknęła moja siostra. Przerażony podbiegłem do brzegu, ulgą stwierdzając, że widzę jej głowę. Tylko że znajdowała się dość daleko ode mnie. Zakląłem pod nosem. Przecież ona nie potrafiła dobrze pływać! To zawsze ja moczyłem futro, podczas gdy ona grzała futro na słońcu na trawie. Po cholerę ona tam wskoczyła?! Nie zastanawiając się ani chwili dłużej wskoczyłem za nią, po kilku sekundach znajdując się obok niej. Moje łapy mocno pracowały, próbując płynąć wzdłuż przepływu rzeki. Złapałem siostrę za kark — już nieźle nałykała się wody i przestała mnie już wołać. Wiedziałem, że tak będzie, jej ciało było ciepłe i nagle wskoczyła do zimnej wody, co musiało mieć swoje konsekwencje. Złapałem ją za kark i z całej siły zacząłem machać łapami, by wrócić na brzeg. Było to o tyle trudne, że siostra wcale nie ułatwiała mi tego zadania. Kilka razy znaleźliśmy się pod wodą, desperacko próbując wypłynąć i zaczerpnąć powietrza. Poczucie twardego gruntu pod łapami sprawiło, że poczułem ulgę. Siostra leżała kawałek ode mnie, wypluwając z siebie wodę. Sam otrzepałem się z jej nadmiaru, czując jak zalewa mnie złość. Specjalnie udała, że chce wrócić, bym się od niej odwrócił, miała wtedy idealną okazję, by wskoczyć z pewnością, że jej nie złapie. Pomimo jej stanu stanąłem nad nią ze wściekłą miną.
— Co ty sobie wyobrażałaś?!
Oczywiście mi nie odpowiedziała, czego się w zupełności spodziewałem.
— Gdyby mnie nie było, to źle by się to skończyło!
— Ale byłeś...
Westchnąłem, nie miałem zamiaru na ten moment ciągnąć tej rozmowy. Musiałem ją zaprowadzić do medyka, pewnie będzie wyziębiona i miejmy nadzieję, że na tym się skończy. Pomogłem bez słowa jej wstać i krok za krokiem ruszyliśmy w drogę powrotną. Podczas niej nie wymieniliśmy ani jednego słowa. Nie wiedziałem, co w tym momencie chodzi jej po głowie, jednak wolałem jak na razie o to nie pytać. Kochałem ją, była przecież w końcu moją siostrą i, pomimo że czasem zachowywałem się wobec niej oschle, nie chciałem, by się smuciła. Jednak dzisiejszej sytuacji wcale się nie spodziewałem. Nie mogłem zrozumieć, co wtedy miała w głowie. Mogliśmy wrócić tam kiedyś na spokojnie, mówiąc komuś, że tam idziemy. Wtedy, gdyby coś się stało, reszta wiedziałaby gdzie nas szukać. Po dłuższej chwili powolnego marszu dotarliśmy na miejsce.
<Spadająca Łapo?>
[429 słów: Burzowa Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

26 maja 2021

Od Spadającej Łapy CD Burzowej Łapy

Suczka skrzywiła się lekko, spróbowała go uderzyć łapą, na wzmiankę o „księżniczko” jednak oczywiście brat musiał uniknąć ataku.
— Nie jestem księżniczką! — odpowiedziała niezadowolona. — Ja będę wspaniałą wojowniczką, a nie księżniczką — powiedziała, odwracając pysk nimi obrażona.
— Tak, tak wielka wojowniczko — szczeknął Burzliwa Łapa, przygniatając ją jedną łapą do ziemi, za to nosem szybko „poczochrał” jej sierść między uszami.
— Ej! Puszczaj mnie! — parsknęła się prawie śmiechem suczka, próbując się wydostać pod jego uścisku.
Burzliwa Łapa jeszcze przez chwilę ją trzymał, kiedy chyba znalazł litość dla suczki, puszczając ją. Wtedy Spadająca Łapa akurat przygotowywała się do zamachu, aby wydostać się z uścisku. Oczywiście nagłe puszczenie jej spowodowało odskoczenie od ucznia, uderzając w ziemię z impetem.
— Nic mi nie jest! — zawołała suczka, gdy tylko się podniosła.
Oczywiście, przecież raczej nikomu nic się nie stało od tego, że walnęła w ziemię. Co innego, gdyby została zaatakowana przez kogoś! O! Wtedy przynajmniej byłaby akcja.
— To dobrze — powiedział, nadal mając ubaw ze swojej siostrzyczki.
W końcu rodzeństwo postanowiło spokojnie zjeść. Chociaż nie tak spokojnie, gdyż jak patrzeli tylko na siebie, to się śmiali, z nie wiadomo czego. Jednak w końcu udało im się zjeść. Wtedy akurat Spadająca Łapa miała zaproponować wspaniałą przygodę Burzliwej Łapie, jednak zjawił się jej mentor, Krzemienny Pazur. Skrzywiła się na chwilę. Jednak i tak musiała z nim iść na ten trening. Nie miała wyboru, jednak jeszcze przed wyjściem z obozu, zobaczyła, jak jej własna mamusia kaszle. Biedaczka. Od razu do niej podbiegła pytając czemu? Umrze? Jednak na szczęście tak nie powiedziała i ruszyła do Manaciego Olbrzyma.
Ten trening nie okazał się do końca treningiem. Została posłana na patrol. Jednak ku jej szczęściu, na patrol przybył również Burzliwa Łapa ze swoją mentorką. Od razu suczka się uśmiechnęła do niego. Krzemienny Pazur prowadził patrol. A Spadająca Łapa już miała wrażenie, że to będzie ciekawy patrol… Ruszyli w stronę rzeki, czyli w przeciwną stronę do torów. Było przynajmniej większe bezpieczeństwo, że Spadająca Łapa nie postanowi sprawdzić, czy ten potwór, co biegnie po torach, ją zabije. Jednak… no cóż. Żyć nie umierać. Burzliwa Łapa wraz ze swoją siostrą szli z tyłu, gadając oczywiście. Krzemienny Pazur jak widać, chyba postanowił przepytać swoją uczennicę, wtedy kiedy akurat była zbyt zajętą rozmową. Czy on naprawdę nie potrafi normalnie zapytać? A nie, wcina się. Niestety, Spadająca Łapa nie znała odpowiedzi na to pytanie, a wtedy jej ukochany braciszek powiedział jej do ucha po cichu odpowiedź. Oczywiście, Krzemienny Pazur to widział, jednak chyba nie chciał użerać z tą uczennicą, skoro już widzi, że nie znała odpowiedzi na to pytanie.
— Dzięki… — mruknęła do Burzliwej Łapy suczka. Jednak zanim odpowiedział, już zaczęła mówić. — Co Ty na to? Przepłyniemy rzekę? — powiedziała uradowana.
Czekała na odpowiedź, znaczącą „Tak”. Jednak z uderzenia serca na kolejne czuła, że po prostu odpowiedź będzie inna.
— Zwariowałaś!? Przecież tam jest Quintus… — odpowiedział brat, jak widać, kompletnie nie był przekonany co do tego pomysłu.
— A widziałeś ich kiedyś? Nie. Masz pewność, że oni tam są? Nie. A więc spróbujmy! — powiedziała, nie tracąc entuzjazmu. — Proszę! — Zamrugała kilka razy.
Burzliwa Łapa przez chwilę patrzał na nią, jednak i tak nic nie powiedział, prawie że. Spadająca Łapa, widząc, że odwraca pysk od niej, zamerdała ogonem.
— Super! — powiedziała, po czym skoczyła do wody.
Niestety (lub na szczęście) Burzliwa Łapa zatrzymał swoją siostrę przed dalekim oddaleniem się od grupy. Spadająca Łapa na niego fuknęła niezadowolona.
— Nudziarz! — fuknęła.
— Są tutaj wojownicy i… — Burzliwa Łapa nawet nie zdążył dokończyć, kiedy Spadająca Łapa już sobie dopowiedziała resztę.
— I wrócimy tutaj sprawdzić, co jest za rzeką! Dziękuję! Dziękuję! — powiedziała uradowana.
— Co to za krzyki? — zawołał za nimi Krzemienny Pazur.
— Już idziemy Panie mentorze! — powiedziała zadowolona suczka, po czym w podskokach ruszyła w stronę wojowników.
 
Gdy już minął patrol Spadająca Łapa, jak było umówione, miała się wymknąć z obozu, wraz z Burzliwą Łapą. Jednak ten ciągle nie był do tego przekonany.
— No chodź! — powiedziała, próbując go zachęcić, jednak i tak się to nie udawało. — Będzie fajnie.
Zamerdała kilka razy ogonem, uśmiechając się do brata. Oczywiście, nadal próbowała go zachęcić, jednak jej się to nie udawało. Burzliwa Łapa stał nad nią, czekając, aż się uspokoi.
— A to ja sobie pójdę sama — powiedziała obrażonym tonem, po czym wyruszyła z obozu.
 
Przez chwilę jeszcze słyszała, jakieś szmery za sobą, jednak w końcu Burzliwa Łapa pobiegł za swoją siostrzyczką. Najprawdopodobniej tylko dlatego, że musi jej pilnować i nie chce, aby coś jej się stało, a nie z powodu chęci do super przygody, jednak zawsze coś. A więc ruszyli, zadowolona z wyprawy razem z niezadowolonym Burzliwym. Cóż za wspaniała drużyna. Po marszu, w którym jeszcze Burzliwa Łapa próbował ją odtrącić od tej podróży, dotarli. Rzeka w końcu jest przy granicy z terenem Ventus. Spadająca Łapa jeszcze nie rozumiała, czemu jej klan tak po prostu nie weźmie sobie tych terenów poza rzeką. Jednak nie mogła wybrzydzać, to przecież Bryzowa Gwiazda decyduje, gdzie są ich tereny. Odetchnęła głęboko w końcu.
— No to jak? Idziemy?
Ciągle merdając zadowolona ogonem, suczka patrzyła z pełnymi nadziei oczami na swojego brata, oczekując odpowiedzi „Tak! Oczywiście! Ahoj przygodo!’’ Jednak tak się nie stało, a zamiast tego okrzyku otrzymała zwykłe:
— Rzeka wydaje się dosyć głęboka — stwierdził, przyglądając się jej.
Czy naprawdę Burzliwa Łapa chce ją takim tekstem odciągnąć od tej wspaniałej przygody? — pomyślała niezadowolona suczka.
— Umiesz pływać? Umiesz, a więc pokaż! — powiedziała Spadająca Łapa już biegnąć w tę stronę, jednak oczywiście braciszek ją zatrzymał.
— Nadal nie jestem przekonany co do tego pomysłu — mruknął, rozglądając się na około.
Spadająca Łapa zrobiła skwaszoną minę. Co prawda, sama na samym początku nie była przekonana do tego pomysłu… jednak jakie będzie szczęście! Frajda! No po prostu więcej plusów niż minusów prawda?
— Ale ja jestem! Zaufaj mi… ten kolejny… i kolejny raz. Jednak fajnie było! Pamiętasz, jak zrobiliśmy psikusa Bananowej Skórce? Przecież to było fajne!
Spadającej Łapie aż poruszyły się uszy na tę wzmiankę. Nie mogła odmówić, było to wspaniałe przeżycie. A najlepsze jest to, że ona nadal nie wie, że to oni!
— To Ty to zrobiłaś, ja Cię od tego odciągałem — przypomniał.
A no tak, no dobrze, niech będzie. Uch! Ale to był taki wspaniały żart, a on tak po prostu odsuwa się od niego. Nie lubi jej pomysłów?
— Nie lubisz moich przygód? — zapytała w końcu, robiąc maślane oczy suczka.
<Burzowa Łapo?>
[1021 słów: Spadająca Łapa otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia i 3 Punkty Treningu]

19 maja 2021

Od Burzowej Łapy CD Spadającej Łapy

Gdy siostra się za nami schowała, spojrzałem hardo na Borsucze Wzgórze. To nie tak, że się go nie bałem, tylko idioci nie boją się starszych i silniejszych od siebie, ale przecież stał przed nami i to właśnie jego przestraszyła się moja siostra. Nie miałem zamiaru tego tolerować. Spadka oczywiście musiała jednak postawić na swoim i wykrzyczeć starszemu, że zostaniemy wojownikami, on oczywiście zaprzeczył. Nie potrafił się bawić. Westchnąłem, kątem oka spoglądając na Rozmaryna. Coś czułem, że to będzie długa kłótnia. 
~*~
Trening jak zwykle sprawiał mi frajdę. Wyjścia z moją mentorką jak i dzisiejszy obchód terytorium zawsze wprawiały mnie w dobry humor. Mogłem pozbyć się energii jak i pobiegać bez martwienia się, że zaraz na kogoś wpadnę i dostanę po łbie. Dlatego też prosiłem o wyjścia, jak tylko często mogłem. I to nie tak, że nie lubiłem spędzać czasu z rodzeństwem — byli oni dla mnie najważniejsi na świecie, bym jednak mógł w przyszłości ich bronić, musiałem stać się silny. A żeby się takim stać, musiałem dużo trenować.
— Dziękuję za dzisiaj — powiedziałem do Dmuchawcowego Lotu, gdy tylko wróciliśmy do obozu. Suczka spojrzała na mnie z uśmiechem. Z nią trening nigdy nie był nudny, dlatego mój szacunek do niej był duży. W końcu kto chciałby być uczniem jakiegoś nudnego staruszka? Na pewno nie ja.
Rozstaliśmy się chwilę później, a ja od razu pobiegłem, by zjeść śniadanie. Nie byłem przyzwyczajony do jadania wczesnymi porami, dlatego często odpuszczałem śniadanie. Zabrałem pokarm ze stosu i ruszyłem do legowiska uczniów. Nie lubiłem jeść z innymi, dlatego usiadłem obok wejścia, obserwując wszystkich, jedząc. Często odchodziłem od reszty, z powodu tego, że większość miała po jakimś czasie mnie dość. Było wszędzie mnie pełno i do wszystkiego byłem chętny, dlatego nawet pomimo mojego pozytywnego podejścia, nikt nie stał obok mnie.
— Dlaczego siedzisz sam? — Jakby z ziemi wyrosła obok mnie Spadająca Łapa, która najpewniej także przed chwilą wróciła ze swoim mentorem. Po tych wszystkich ostatnich śmierciach dobrze było mieć kogoś, kto nie zamierzał umierać.
— Nie chcę innym przeszkadzać moim gadaniem, księżniczko — zaśmiałem się, podczas gdy ona spróbowała uderzyć mnie łapą. — Jeśli chcesz, możesz do mnie dołączyć.
<Spadająca Łapo?>
[345 słów: Burzowa Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

26 marca 2021

Od Spadki do Burzka (i Rozmarynu)

— Wrrrr! — warknęłam, a prędzej pisnęłam. Gryząc i szarpiąc ogon Bluźka!
I tak według mnie to był warkot. Jak ktoś jej powie, że nie to go rozszarpie! Jak prawdziwa wojowniczka! No, a przynajmniej tyle było z szarpania ogona Bluźka, dopóki właśnie on mnie nie przewrócił.
— Bluźku! — powiedziałam niezadowolona, po czym spróbowałam ugryźć jego łapę, co niestety się nie udało.
— Jestem Burzek — poprawił mnie. Skrzywiłam się.
— Dobrze Burzku… A poza tym Bluźku! Rozminie! Idziemy gsieś? — powiedziałam dosyć szybko, przez co sama może nie zrozumieli mnie. Chociaż jak już mi mówili, podobno seplenię, ale to nieprawda. Nawet nie czekałam na ich odpowiedź, po co mi? — Yey!
Po czym poczłapałam, stawiając bardzo wysoko łapy. Aby przecież niczego nie dotknąć! A sumie… jak pójdą na przygodę, to może od razu zostanę wojowniczką! Oczywiste to! Obejrzałam się za siebie. Czy idą za mną? Jednak nie szli! Jak mama mówiła… mysie móżdżki!
— Chodzsie mysie móżgsi! — powiedziałam, groźnie! Oczywiście, że tak! — Idzisiemy zostać wojownikami! — popędziłam ich, po czym jednak wróciłam do nich, do żłobka.
— Idzisiemy! — Spojrzałam na Rodzynka. — Rodzynek! Idzisiemy! — powiedziałam szybko, po czym szturchnęłam go w kark.
Spojrzał na mnie z zaciekawieniem. Czyli chce iść!
— Gdzie? — zapytał.
— Na psigodę! — odpowiedziałam. — Zostaniemy wojownikami! — dopowiedziałam, żeby zbudzić jego ciekawość. — Dawaj! Wiem, że chsiesz! — Nie czekając na odpowiedź, ruszyłam więc w stronę Burzka.
— Buźlek! — krzyknęłam w końcu, machając ogonem na boki. — Idziesz z nami na psigodę! — Nie czekając na sprzeciw, ruszyłam, człapiąc w stronę wyjścia.
Ruszyłam więc, człapiąc ze żłobka. Człap, człap, człap! Ha! Szkoda, że moje łapy tego dźwięku nie wydają. Oglądam się za siebie, na swoich braci.
— Pasiowie! Zostaniemy wojownikami!
Spojrzałam znowu przed siebie, po czym ujrzałam czarnego psa, jak on miał?
— Gdzie idziecie? — zapytał pies, na którego właśnie spojrzałam. Jakiś taki czarny, i ogólnie chudy.
Przyjrzałam mu się, jednak widząc jego wzrok, moja odwaga zniknęła.
— Msy… Msy… — wydukałam zdezorientowana. No genialne.
Nie wiele nawet myśląc, cofnęła się o kilka kroków chowając się za Burzka i Rozmaryna. Teraz ogólnie już wiedziałam, że to jest Borsucze Wzgórze! Zastępca. Oczywiście, że tak się nazywa, tym razem nie pomyliłam jego imienia! Przecież on tak się nazywa, na pewno.
— Rodzynek i Bluźek panu powiedzą — powiedziałam szybko, po czym machnęłam z raz, czy dwa ogonem, albo w sumie… wyszłam zza swoich braci. — Idzisiemy na psigodę! Zostaniemy wojownikami! — pochwaliłam się dosyć lekkomyślnie. Jednak nadal byłam zadowolona z siebie.
— Co? Nie zostaniecie wojownikami. — Nie umiałam nawet określić jego tonu głosu, kiedy od razu tupnęłam mocno łapką o ziemię.
— Zostaniemy! Koniec! — powiedziałam, marszcząc groźnie nos.
 <Burzku?>
[409 słów: Spadka otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]