Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciepła Pleśń x Drżący Szept. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciepła Pleśń x Drżący Szept. Pokaż wszystkie posty

24 października 2021

Od Drżącej Łapy CD Ciepłej Pleśni

Zgodnie z tym, co sobie życzył, przysunęłam się do cienia. Starałam się nie myśleć o tym, że było to całkiem urocze, gdyż w takim przypadku pewnie bym się porzygała. Znaczy się, chodziło mi o sam fakt tego, że bał się, że słońce spiecze mnie na grzankę, a nie o jego imię. Miano Ciepłej Pleśni faktycznie nie było zbyt piękne, chociaż dla mnie imię nie robiło większej różnicy (innych, nie swoje własne, rzecz jasna. Dreszczka było naprawdę ohydne).
— Dobra — powiedziałam. — Będę mówiła na ciebie Ciepły.
Wojownik kiwnął głową. Ja natomiast usiadłam wygodniej, nie czując obowiązku podtrzymywania rozmowy. To było całkiem miłe. Wiecie, siedzieć z kimś, i nie musieć rozmawiać, a jedynie gapić się na kwiatki. Podczas gadania z większością psów słyszałam taki cichy głosik, że atmosfera się psuje i muszę coś paplać, co strasznie mnie wkurwiało. Godzenie się na to, żeby nie wyjść na aspołeczną, a polubienie kontaktów międzypsich, to dwie różne rzeczy.
Siedzieliśmy więc chwilę w ciszy, każdy pochłonięty własnymi myślami.
— Co do twojego imienia — zaczęłam znów, przerywając cudowną ciszę — to naprawdę nie jest takie złe.
Pies popatrzył się na mnie z wyrazem pyska: Co masz na myśli? Ale pojebana jesteś.
— Wiesz, — kontynuowałam luźno — Ciepła Pleśń to całkiem fajna nazwa. Może nie ma zbyt pięknego znaczenia, ale jest spójna i oryginalna. Nigdy nie spotkasz psa, który tak się będzie nazywał, nie to, co Ciepły Pazur.
Chyba zrozumiał, co miałam na myśli. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo przecież nie siedzę w jego głowie (albo o czymś nie wiem).
— Poza tym, imię może zostać zmienione — podsunęłam. — Jak stracisz łapę, to fajnie brzmiałoby Utracona Łapa, co nie? Mógłbyś być wiecznym uczniem.
Prychnął a w jego oczach zamigotały rozbłyski rozbawienia.
— Co myślisz o Drżącej Kalarepie? Albo Drżącym Trupie? — odparował żartem. — Mi się podoba.
— Lepiej Przedśmiertelna Drgawka — odpowiedziałam, wyszczerzając się w uśmiechu. — Ale moim faworytem zostanie Ciepła Ameba. Ewentualnie Ciepły Dreszcz. Nie obraziłabym się, gdybyś dostał imię po mnie. — Zmierzyłam go wesołym spojrzeniem. — Przykro mi, ale ja sama nie chcę nazywać się Drżąca Pleśń. Prędzej Drżące Ciepło, ale to brzmi dziwacznie.
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak szybko zleciał mi czas na rozmowie z Ciepłym. Tak szybko, jak zlatują mi treningi bez ojcmentora. Czyli faktycznie szybkie napierdalanie, ale gadanina jest zawsze przyjemniejsza od trenowania.
To był dobry dzień. Było miło.
***
Ostatnio zauważyłam, że stałam się spokojniejsza.
Być może nie było to diametralną zmianą, jednak to zawsze coś; ironie i aluzje Kruczka przestały mnie wkurzać oraz praktycznie zapomniałam o rywalizacji z Jazgoczącym (tymczasowo). Dodatkowo Pustynny Wiatr odczepił się ode mnie, podlizując się Sowiemu Pazurowi. Chyba zdał sobie sprawę, że Rzepakowa za kilkanaście księżyców przejdzie do starszyzny, przez co miejsce zastępcy będzie wolne.
Co do tej sprawy, kibicowałam Ciepłemu. Wydawał się najlepszym wyborem. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że mnie tak czy siak nikt nie wybierze, bo jestem zbyt młoda. Nawet, gdybym skończyłam trening, i tak pozostawałabym najmniej doświadczonym wojownikiem ze wszystkich.
Zniosłabym każdego jako nowego zastępcę. Nawet Fenkułową. Byle to nie dostało się mojemu mentorowi.
Z Pustynnym Wiatrem problem był taki, że jemu ciągle było mało. Powinien już dawno odpuścić sobie wieczną perfekcję i podlizywanie się wyższym w hierarchii. On natomiast nadal z tego nie wyrósł. Pnąc się w górę zaczął patrzeć praktycznie na wszystkich, jedynie jak na przepustki do zwiększenia swojego poziomu prestiżu. Gdyby obejrzał się kiedyś w dół, mógłby zobaczyć, że ja i moje rodzeństwo nie kochamy go jakoś szczególnie (może z wyjątkiem Promyczka). Tak naprawdę nigdy nie poświęcał nam wystarczająco dużo uwagi, aby, kiedy osiągniemy sukces, szczycić się posiadaniem nas. Skoro nie poczuwał się do roli ojca, czemu miałby celebrować nasze osiągnięcia i brać w nich udział? Chociaż pewnie nawet wątpił, że coś osiągniemy, bo przecież w tej rodzinie to on był najlepszy.
Sowi Pazur musiałby naprawdę stracić zdolność samodzielnego myślenia, aby przekazać mu władzę. Panowanie Pustyni jako Pustynnej Gwiazdy być może nie byłoby splamione krwią, ale na pewno bezwzględnością. Trzy patrole dziennie? Luzik. Spokojnie dadzą radę pociągnąć jeszcze dwa polowania. Nie zapominajmy też o zaktualizowaniu kodeksu wojownika. Niech szczeniaki rozpoczynają trening w wieku trzech księżyców! Kto mi zabroni? Muahaha, nie mam mózgu i jaram się że mam okazję doprowadzić ten klan do ruiny.
Cóż, nie tego chciałam, i wątpiłam, aby chciał tego klan. Każdemu przyda się chwila odpoczynku, a Pustynny Wiatr wydawał się nie znać takiego słowa.
Ale dobra, w sumie… Zawsze mogło być gorzej. No bo wyobraźcie sobie, że Sowi mianuje swojego drugiego syna. Omszoną Krtań. A Omszony bierze na zastępcę Pustynię (bo pewnie od razu zabiłby swojego ojca, aby szybciej dostać władzę). To byłoby dopiero wariatkowem, łuhuhu. Lepiej będę się już pakować i szykować do odjazdu. Może nawet zabiorę ze sobą kogoś z rodzeństwa, żeby nie musieli wszyscy tutaj konać.
Mimo wszystko dzisiejszy dzień zapowiadał się wspaniale: nie na czas, w którym giną liderzy. Śnieg zaczął padać, dzięki czemu szczeniaki nie przeszkadzały wojownikom i uczniom — cały poranek spędziły na łapaniu płatków śniegu na języki, taplaniu się w kałużach i świrowaniu pod łapami karmicielek, które próbowały je ogarnąć. Ostatnie liście opadły już z drzew, a moim obowiązkiem było zebranie tych najbardziej wysuszonych i wymiana legowiska starszyźnie. Nawet ojcmentor odpuścił mi większość sesji treningowych, zajęty braniem udziału we wszystkich patrolach, jakie się nawinęły, dzięki czemu wyczyściłam gówna starszych w zastraszająco szybkim tempie.
I wtedy przyszedł Ciepły z wiadomością, że już wiemy, kogo dotyczyła najnowsza przepowiednia. Bryzowa Gwiazda i Miękka zginęły. Przyczyna ich śmierci nie była mi znana, dlatego postanowiłam wypytać Ciepłą Ple-, Ciepłego, znaczy się, co tam się odwaliło.
A ten dzień zapowiadał się tak pięknie… Teraz zostało mi rozmawianie o śmierci jakichś powariowanych sióstr.
— Ciepły? Gdzie się schowałeś? — Szukałam go w legowisku uczniów, gdy pacnęłam się łapą w czoło. Zapomniałam, że został już wojownikiem. Byłam esencją idiotyzmu. Może Mech będzie wiedział, gdzie jest Ciepły?
— Widziałeś gdzieś Ciepłego? — spytałam się Omszonej Krtani z niecierpliwością przystępując z nogi na nogę. Zimnooo...
— Poszedł na patrol w stronę Tenebris — odparł jego brat, nawet nie podniósłszy głowy znad pożywienia.
Czyli już wiemy, że jest w obozie. Teraz tylko trzeba było go znaleźć.
Może był u medyka? Chyba dobrze dogadywał się z Peterem. Jeśli go tam nie będzie, to nie wiem, gdzie się zawieruszył. Ale naprawdę wątpiłam, że poszedł na ten patrol. Kto chciałby pójść na patrol z Pustynią (bo to chyba logiczne, że na nim jest), oraz jakim cudem Omszony nie żartował dla zabawy?
Nie wiem. Przekonamy się.
<Ciepła Pleśnio?>
[1042 słowa: Drżąca Łapa otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia i 3 Punkty Treningu]

22 sierpnia 2021

Od Ciepłej Pleśni (Ciepłej Łapy) CD Drżącej Łapy

Kiedy Lekkie Serce powiadomił swojego ucznia o patrolu, nie było to dla niego w żaden sposób rewelacją. Był już na takich wielu, można by pokusić się o stwierdzenie, że powoli zaczynały go nudzić. Aczkolwiek czarno-białego rzadko faktycznie nużyły obowiązki, co najwyżej nie dawały początkowej ekscytacji.
Po dotarciu na miejsce zauważył wśród zebranych znajomą, można powiedzieć nawet, że przyjaciółkę, z którą ostatnio jego relacje nieco się ochłodziły. Syn Rzepakowej był przekonany o chwilowości tego stanu rzeczy, dlatego nie przejął się wielce.
Ruszyli w drogę wzdłuż granicy z Flumine. Wszystko szło dość sztywno, aż przypadkiem nie weszli w chmarę owadów. Były one nieduże, prawdopodobnie można by porównać je do drobnych komarów, jeśli rzeczywiście nimi nie były. Starszy uczeń zdołał w porę zamknąć oczy i lekko się skulić, ale dosłownie sekundę później usłyszał ciche syknięcie. Po zerknięciu w jego stronę okazało się, że ucierpiała jakimś cudem biała suczka. Musiała mieć pecha.
— Co się stało? — zapytał od razu Ciepły.
— Chyba to coś mi wpadło do oka — mruknęła niezbyt zadowolona, spróbowała je otworzyć, ale nie był to najlepszy pomysł.
— Daj spokój — rzucił w jej stronę Pustynny, prawdopodobnie bojąc się, co pomyślą o tym inni.
Zanim jednak to, czy obrażenia faktycznie są poważne, zostało szerzej rozpatrzone, syn liderki wyrwał się ze słowami:
— Lepiej, żeby obejrzał to Szara Skała. Nie wiadomo, czy to niepoważne. Mógłbym odprowadzić tam Drżącą Łapę? — zwrócił się jednocześnie do obu mentorów.
Wojownicy spojrzeli po sobie. Ostatecznie chyba nie widzieli w tym jakiegoś problemu albo nie czuli potrzeby, by się z tym sprzeczać. Lekki, gdyż chyba po prostu się z tym zgodził, a Wiatr, nie chcąc wyjść na pozbawionego troski w stosunku do własnego dziecka oraz, co ważniejsze uczennicy.
W drodze powrotnej przez dłuższy czas panowało milczenie, aż w końcu odezwał się starszy uczeń.
— Mam nadzieję, że nadal się przyjaźnimy… — zaczął.
Suczka zdawała się nieco zaskoczona tymi słowami. Ciężko stwierdzić było czy dlatego, że nie uważała tego za przyjaźń, czy może raczej w zdziwienie wprawiło ją samo to stwierdzenie.
— No… a nie? — odparła defensywnie.
— Chciałem się tylko upewnić, bo wydałaś się na mnie zła — wyjaśnił.
— Nie, chyba nie — stwierdziła po chwili.
Peterowi rozwiązanie problemu podrażnienia nie zajęło długo, jeszcze tego samego dnia Drżąca była w stanie perfekcyjnym. Niestety część patrolu bezpowrotnie im przepadła, aczkolwiek nie powinno być do dla żadnego z nich problemem. Biała miała na patrole sporo czasu, natomiast uczeń wiele z nich zaliczył.

***

Kilka dni po zbyt bliskim spotkaniu z sarną, Ciepły w końcu przypomniał swojej rodzicielce o mianowaniu. Początkowo był pewny, że nie mogła ona zapomnieć czegoś tak ważnego. Szybko jednak przekonał się, że mimo bardzo dobrych chęci czasem roztargnienie Rzepakowej dawało się we znaki. Suczka faktycznie całkowicie o tym zapomniała. W każdym razie realizacja nie zabrała jej długo, a wręcz wzięła się za tę ważną kwestię od razu.
— Już drugi raz w ciągu ostatnich kilku dni zapraszam was do siebie! — zaczęła Gwiazda, czekała chwilę na wszystkich w zasięgu swojego głosu, po czym kontynuowała — Dzieci tak szybko rosną, dlatego właśnie dzisiaj znów powitamy nowego wojownika, też mojego syna!
Zakręciła się w miejscu z podekscytowania. Cały czas ogonem wędrowała równym tempem z prawej na lewą.
— Ja, Rzepakowa Gwiazda, liderka Industrii, wzywam wszystkich naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tego ucznia. Ciężko pracował, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam go wam jako wojownika do naszego klanu. Ciepła Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia?
— Obiecuję — przytaknął w pełnej powadze.
— W takim razie nadaję ci imię wojownika. Ciepła Łapo od dzisiaj będziesz znany jako Ciepła Pleśń! Gwiezdnym na pewno podoba się to, że jesteś taki cieplutki, a także twoje futro, które przypomina mi pleśń, jaką znalazłam wczoraj na kawałku mięsa. A my witamy cię jako pełnoprawnego wojownika Industrii!
Czarno-biały nie mógł z siebie nic wydusić. Usłyszał gdzieś w tle parsknięcie Omszonego, ale on sam nie zamierzał kwestionować wyboru swojej matki. Dusząc w najgłębszych czeluściach siebie swojego mózgu zażenowanie, polizał bark matki. Niestety nie miał, co liczyć, że inni się nad nim zlitują, odbiegając od tradycji. Następne kilkanaście długich uderzeń serca musiał słuchać tego… cudacznego miana.
Przypomniał sobie o słowach zastępcy. Imię wojownika jest jego chlubą, powinien nosić je z dumą. Co miał jednak począć on, słysząc od swojej matki takie słowa? Gdy tylko tłum zaczął się rozchodzić, szybko podziękował matce, następnie umiejętnie wymanewrował między Sowim oraz Krtanią. Nie miał w sobie sił na rozmowę z żadnym z nich. Chciał zaakceptować, co otrzymał, w samotności i spokoju.
W upale szedł prawie pod granicę z Bezgwiezdnymi, gdzie odbył swoje pierwsze samotne polowanie. Tym razem nie było tu saren, za to w kępie drzew znalazł schronienie przed słońcem. Ułożył się wygodnie.
Jego spokój nie trwał jednak długo, bo usłyszał kroki, próbujące być cichymi. Faktycznie, gdyby nie prawie całkowita cisza, bez problemu mógłby ich nie zauważyć. Zbliżyły się do niego. Ciepły poczekał chwilę, aż przystaną tuż obok, po czym podniósł wzrok na winowajcę. Na szczęście jego okazała się nim być Drżąca Łapa. Mógł trafić o wiele gorzej.
— Nowe imię, co, Ciepła Pleśnio? — zagadnęła bez cienia drwiny.
— Błagam, nie mów tak do mnie, gdy rozmawiamy we dwoje — jęknął czarno-biały.
Suczka wyglądała na nieco zdziwioną. W końcu, dlaczego ten najbardziej oddany kodeksowi i tradycjom pies nie chce słyszeć swojego miana?
— Czemu? — zapytała ostrożnie.
— Uzasadnienie mojej mamy było dziwne. Jest liderką, dlatego nie będę się z tym kłócił, ale jeśli będę słuchał tego w kółko, to chyba oszaleję… — wyznał, po czym pokręcił głową i przesunął się nieco, robiąc suczce miejsce w cieniu — Nie stój w słońcu, bo się przegrzejesz.
Prawdopodobnie białe futro nieco spowalniało ten efekt. Tak czy inaczej, młody wojownik nieco się martwił o uczennice. W końcu byli daleko od obozu i powrót mógł być niezmiernie męczący przez pogodę.
< Drżąca? Przepraszam, że ostatnio tak skaczę, ale trochę się dzieje, kurczaki! >
[940 słów, Ciepła Pleśń otrzymuje 9 punktów doświadczenia, a Drżąca Łapa zostaje wyleczona z podrażnienia oczu]

16 sierpnia 2021

Od Drżącej Łapy CD Ciepłej Łapy

 Patrzyłam się na niego w ciszy, nie wiedząc, jak mam na to zareagować. W zasadzie chodziło mi nie tylko o samo zdarzenie, ale o całokształt. W mojej głowie wszystkie myśli przekrzykiwały się nawzajem, tworząc jedną wielką kupę niczego. Próbowałam oddzielić pojedyncze fragmenty, jednak każda idea była tak zagmatwana, że nie wiedziałam, gdzie się zaczyna, a gdzie kończy. Jedyne, co wiedziałam, to to, że prędko nie porozmawiam z nim znowu. Przynajmniej nie z własnej woli.
Mimo tego całego harmideru, wewnątrz, siedziałam spokojnie, wpatrując się w niego i starając się nie pokazać emocji. Przynajmniej nie pokazywać, że nie umiałam się pozbierać. Brońcie, Gwiezdni, moja reakcja nie była nawet spowodowana sympatią do Ciepłego i rozczarowaniem, że faktycznie mnie unika (chociaż to po części też). Szczerze mówiąc, nawet nie wiedziałam, czy mogę nazwać go przyjacielem. Nasza relacja była po prostu  d z i w n a. Doskonale pamiętałam, kiedy rozmawiałam z nim przed mianowaniem na uczennicę. Cóż, zdecydowanie nie zachowywałam się dojrzale, dlatego nie dziwiłam mu się, że dobrowolnie schodził mi z drogi. Czułam się, jakbym moim mentorem był kompletny obcy mi pies, a ja, zamiast traktować go jako nauczyciela, uważałabym go za przyjaciela. A potem dowiedziałabym się, że ów wojownik nawet mnie nie lubi, a posiadanie mnie jako uczennicę jest dla niego tylko przykrym obowiązkiem. Ten sam rodzaj rozczarowania czułam teraz, patrząc się na Ciepłą Łapę. Oprócz tego buzowała we mnie złość, która przysłaniała głęboki smutek. A oprócz tego? Trochę się na sobie zawiodłam. Mogłabym zachowywać się inaczej, dzięki czemu teraz nie powstałaby taka sytuacja.
— Mhm, okej — mruknęłam, nie siląc się na piękne sformułowania. — W pełni rozumiem. Ale… — przerwałam. — Czemu?
— Cóż — przebrał nogami. — Nie miałem sił. Zmęczyłem się tym napięciem pomiędzy nami a Wodnymi.
Pustym gestem kiwnęłam głową, co przyszło mi niemal automatycznie. Kiedy pożegnałam się z Ciepłą Łapą, wydawało mi się, że całe zdarzenie obserwuje z góry. W podobnym stanie poszłam w stronę legowiska uczniów. W transie przysiadłam na swoim posłaniu, rozkopując rozkopaną już wyściółkę i kładąc się na zimnej podłodze.
— Wszystko w porządku? — spytał się Promyczek, obserwując mnie bacznym spojrzeniem. Tylko on był w miejscu spoczynku. Biedak zmartwił się, widząc pogrążoną we własnych rozmyślaniach siostrę.
Na moim pysku pojawił się zręcznie udawany uśmiech. Zaśmiałam się cicho, kręcąc głową. Musiałam się trochę wysilić, by udawać wesołość, gdyż do śmiechu mi nie było, ale mój brat nie zauważył nic.
— Oczywiście, że tak. Czemu jesteś taki podejrzliwy? Pustynny weźmie mnie na patrol, więc muszę się przygotować psychicznie. Zmykaj, bo Fenkułowa cię szukała.
Promiennemu rozszerzyły się oczy, bynajmniej nie z zadowolenia, ale zniknął u wylotu legowiska. Wzburzona patrzyłam jeszcze przez chwilę, w miejsce gdzie stał. Jak zahipnotyzowana nie mogłam oderwać wzroku od kremowej plamy, którą niby wciąż widziałam.
— I co, Drżąca? — spytałam się sama siebie, nieobecnym tonem. — Co to właściwie było?
Przynajmniej, sytuacja była interesująca. Liderka klanu dopiero wychodziła z depresji, panował u nas stan wojenny, kłóciłam się non stop z połową rodzeństwa (to znaczy: Jazgoczącym i Kruczkiem), a na dodatek miałam wspaniałego mentora, którego obchodziły jedynie własne ambicje. Matka miała mnie w dupie, a Ciepły przestał lubić.
Odetchnęłam szczęśliwa. Kolejny cudowny dzień.
Położyłam zrelaksowaną głowę na łapach, mając zrelaksowany uśmiech na pysku. W środku natomiast czułam przytłaczającą pustkę i samotność, na samą myśl, że jestem w tym sama. Ale nie mogłam się użalać. To oznaczałoby poddanie się.
Wiecie, trochę pocieszało mnie to, że Industria była zbiorowiskiem dziwadeł. Tutaj była Milfowa-morderca napastująca malutkie szczeniaczki, tutaj jest idealny Jazgotek, który planuje zabić swoją zajebistością cały klan, przekonany o swej wielkości zastępca, niesięgający przeciętnemu członkowi do dupy i medyk wzięty z ulicy. No i jak nie czuć się jak w domu? Serio, jedna śnieżnobiała księżniczka zbyt zadufana w sobie, aby zobaczyć obiektywność sytuacji, nic nie zmieni. Nie będę musiała wyróżniać się z tłumu, a samo moje istnienie pozostanie zagadką zagubioną w mroku. Pewnie nikt nawet nie będzie chciał znaleźć odpowiedzi, co ja tu w ogóle robię (a sama nie wiem), ale to nic. Będę udawała, że to mi szczególnie nie przeszkadza. Pokocham bycie przeciętną i każe wypierdalać każdemu, kto nie jest wojownikiem.
Bo wiecie, wojownicy to taka armia. Jesteśmy tu tylko po to (my, ponieważ i ja zostanę wojowniczką, o ile coś mnie wcześniej nie zabije), aby wyżywić siebie nawzajem, przywódczynię, medyka i zastępcę. No i karmicielki, czyli pierwsze lepsze suki, które zapłodnione zostały, aby wzmocnić klan. Rodzą szczeniaki, aby te mogły zostać wojownikami, i wtedy z kolei wyżywić inne szczeniaki, które się narodzą. W międzyczasie umrze parę psów, ale co z tego, skoro można zastąpić je kolejnymi? Masowa produkcja szczeniąt nigdy nie zelży, będziemy się rozrastać, liczyć, że nikt nie zauważy, że siedzimy mu w magazynie lub w stajni. A jak zauważą, to zabiją jednego i drugiego, a reszta będzie jarać mordy. A przed tym trochę pobeczą nad tymi dwoma trupami. Płaczemy po zmarłych, odprowadzamy ich do Coleum, a potem oczekujemy, że się będą nami opiekować. Jak przecież za życia mieliśmy ich w dupie, w najczarniejszej dupie, i nawet nie przejmowaliśmy się nimi! Suki były durnymi inkubatorami, a wojownicy zapierdalali, aby lider miał pełny żołądek. W międzyczasie wybierali najgorszego przywódcę, jakiego mogli, nieposiadającego za grosz talentu przywódczego, a on wybierał takiego samego jak on debila, bo przecież będzie fajnie. Wszyscy będą tańczyć poloneza i wlewać sobie do oczu szampan. I co z tymi psami w Coleum? Wśród nich też są idioci. Za życia byli, to i po śmierci będą, proste! Te durnoty będą decydować, że taka Malwowa pójdzie do Infernum, a Rzepakowa Gwiazda już do Coleum, tak?
Wyjaśnijmy coś sobie. Malwowy Ogon zabije kogoś, a potem i tak go zastąpimy. Rzepa poprowadzi źle cały klan, dowolnego psa, gdyż on jej podlega. A gdyby tak poprowadziła źle WSZYSTKICH?  Wszystkich już chyba nie zastąpimy, co nie? Nienaumyślnie podejmie złą decyzję, ale jej wybaczymy, bo w końcu NIE CHCIAŁA? Wiecie, Milfowa też pewnie nie chciała, ale nie okazaliśmy jej zrozumienia i nie podaliśmy jej pomocnej łapy. Teraz ona będzie się tam smażyła, skoro to MY nie pocieszyliśmy jej, nie pomogliśmy, nie daliśmy cholernej myszy, aby zjadła ją po raz setny. To otoczenie ją zmieniło i sprawiło, że stała się, jaka została zapamiętana. Już nikt nie pamięta, że urodziła cholerne szczenięta, że cholerna Fenkułowa Plamka i Piaskowa zasiliły szeregi klanu, stając się niczym. TERAZ, TERAZ pamiętamy tylko jej błędy. Nie pamiętamy, że popełniała je przez nas. Nie pamiętamy, że popełniała je pod końcem życia, a równie dobrze mogła je popełnić przez zaćmienie umysłu. W końcu była tylko starą, głupią suką.
I w czym ona była gorsza, skoro to nawet nie była jej wina, że nikt jej nie zrozumiał?
Wściekła wbiłam pazury w ziemię. Po zrelaksowanym uczniu nie pozostał ślad, a na jego miejsce wstąpiła istna furia. Miałam ochotę obrócić cały ten cyrk w pył i uświadomić innym, jak bardzo są ślepi na cierpienie innych. Wykończyło ono moją babcię. Wykończyło wiele innych psów, które będą do końca życia odbywać za to karę. WIECZNĄ MĘKĘ ZA WINĘ INNYCH.
Wbiłam pazury jeszcze głębiej w ziemię. Potrząsnęłam agresywnie głową, próbując wyrównać oddech. Starając się nie poddać ślepej złości, która zapewne doprowadziłaby do śmierci niejednego psa. Policzę do dziesięciu.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Cztery.
Pięć.
Sześć.
Siedem.
Osiem.
Dziewięć.
Dziesi-
— Drżąca Łapo?
Odwróciłam się gwałtownie, stając pysk w pysk z Pustynnym Wiatrem. Zdziwiona otworzyłam szerzej oczy. Czego on ode mnie chce? Nie widzi, że myślę?
— Przyszedłem cię powiadomić, że Swoi Pazur wysłał nas na patrol — oznajmił. — Pójdzie z nami Ciepła Łapa wraz z mentorem oraz Wilczy Blask.
— Dobrze — ze spokojem odpowiedziałam, wychodząc z legowiska. Mój mentor był tuż za mną.
I pomyśleć, że takie pochopne rzeczy jak zwykły patrol mogą sprowadzić nas na ziemię. W pierwszym odruchu chciałam wymyślić jakąś wymówkę, jednak się powstrzymałam. To zwykły uczeń. Zrozum to. To tylko zwykły uczeń, Drżąca Łapo.

<Ciepła Łapo?>
[1268 słów: Drżąca Łapa otrzymuje 12 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

11 sierpnia 2021

Od Ciepłej Łapy CD Drżącej Łapy

Ciepły pozwolił szczeniakowi jeszcze chwilę nacieszyć się spacerem koło granicy. Całkiem zboczyli z trasy, ale czarno-białemu nie przeszkadzało to, póki było jasno, a mała nie marudziła. Trening wytrzymałościowy oraz nabijanie kroków obu im powinny wyjść na dobre. 
— Dobrze, chyba możemy już wracać do poszukiwań — rzucił po paru minutach.
Obeszli jezioro, a także minęli dużym łukiem schronisko. Jeszcze tego brakowało, by suczka ciągała go w to niebezpieczne miejsce. Wtedy na pewno musiałby siłą odnosić ją do domu, zamiast szukać ziół. Aż w końcu doszli do granicy z Flumine w okolicę parku. Było tam trochę zabudowań, więc istniała szansa, że znajdą roślinę, na której tropie byli. W niektórych oknach było widać już światła, a na ulicy poza sporadycznie przechodzącymi Dwunożnymi z Pieszczochami, jakby wszystko zamarło.
— Co to za miejsce? — Oczy szczeniaka rozszerzyły się z ciekawości.
— Miasto, nie jest zbyt bezpieczne, dlatego nie pójdziemy dużo głębiej — wyjaśnił syn liderki.
Biała wyglądała, jakby chciała zacząć się z nim kłócić, ale gdy tylko otworzyła pyszczek, jej słowa zostały zagłuszone przez małego, ale bardzo głośnego Potwora. Przejechał przy nich z takim rykiem, że Dreszczka podskoczyła, nagle znajdując się bliżej starszego kolegi.
— Co…? — Nie zdążyła dokończyć cichego pytania.
— Jeden z potworów. Nie przejmuj się, jest ich tutaj mało. Najważniejsze to nie wchodzić na ten pas bez trawy, rzadko z niego schodzą — mruknął Ciepły zgodnie z prawdą.
Nie zamierzał zabierać jej nawet blisko żadnej ruchliwszej drogi. Pamiętał jeszcze, jak jego mentor został prawie rozjechany podczas ich pierwszych dni treningu. Wolał nie powtarzać ich heroicznej ucieczki przed borsukiem. Ogólnie rzecz biorąc, bieganie po drodze wydawało mu się skrajnie niebezpieczne. Na szczęście w tej okolicy jezdnia pozostała praktycznie pusta.
Psy wolno ruszyły wzdłuż linii domów we względnej ciszy. Głównym ich zajęciem było wypatrywanie kwiatu, ale przy okazji każdy zajął się swoją powinnością. Uczeń wypatrywał ewentualnych zagrożeń, a szczeniak rozglądał się z zaciekawieniem po nowym terenie.
— Hej, a to nie ten? — zapytała z radością biała.
Ciepły podniósł głowę, w kierunku, który wskazywała. Faktycznie, czarno-białe kwiaty do złudzenia przypominały ten, który wziął od Petera. Jedynym problem z nimi związanym była wysoka siatka, oddzielająca od niego psy. Co bardziej frustrujące, rosły tuż przy ogrodzeniu, aż prosiło się, by je zerwać.
— Tak, to ten, brawo — pochwalił ją syn Rzepakowej.
Spróbował najpierw pyskiem, a później łapą pokonać ogrodzenie, jednak brakło mu dosłownie kilku milimetrów, by się zmieścić w oczkach.
— Czekaj, ja to zrobię — zaoferowała suczka.
Zanim starszy pies zdążył zaprotestować, złapała zębami łodyżki. Gorzej było z wycofaniem się spomiędzy drutów. Dopiero gdy Ciepły przytrzymał bokiem siatkę, by się nie odginała, suczka uwolniła się z trudem. Świetnie! Zdobyli kwiaty dla Petera.
— W porządku? — zapytał czarno-biały, nachylając się, by dokładnie obejrzeć Dreszczkę.
— Mmmhm! — mruknęła przez zaciśnięte zęby, wypuściła rośliny, by móc dalej rozmawiać i dodała z dumą — Nic mi nie jest.
Teraz gdy uczeń przyjrzał się uważniej małej, zauważył, że jej łapy lekko drżą. Rozejrzał się po okolicy w zastanowieniu, myśląc, ile drogi mają przed sobą, w końcu zaproponował:
— Może zaniosę cię z powrotem?
— Nie, ja… — zaczęła biała, nie chcąc wyjść na słabą przy reszcie klanu.
— Spokojnie, przecież nikt się nie dowie. Poza tym już się wykazałaś. Gdyby nie ty, szukałbym tych kwiatów dłużej.
Po jeszcze kilku zdaniach namowy suczka w końcu skapitulowała. Dzięki temu powrót nie zajął im zbyt długo. Ciepły przemilczał fakt, że może i znalezienie ich trwałoby dłużej, ale za to szybciej dotarłby w odpowiednie miejsce. Nie było sensu psuć szczeniakowi humoru realizmem, skoro faktycznie był całkiem przydatny. Chociażby przez swój mniejszy pyszczek.
Kiedy wrócili, było już prawie całkiem ciemno. Nikt nie widział ich pod osłoną półmroku. Pies odstawił małą delikatnie na ziemię. Nie był do końca pewny czy nie śpi, ale prędko przekonał się, że mimo senności Dreszczka trzymała się całkiem nieźle.
— Odniosę je sam. Powinnaś już wrócić do rodziców — polecił.
Przez chwilę suczka zawahała się, jakby w jej głowie pojawił się automatyczny protest, ale w końcu skinęła zmęczonym łebkiem i poturlała się w stronę Fenkułowej. Syn Rzepakowej odniósł rośliny do medyka, nie omieszkując wspomnieć mu o lekkiej pomocy, jaką otrzymał. Niby nie było to specjalnie ważne, a dla Petera na pewno nie robiło większej różnicy, ale młody wolał być szczery sam ze sobą. To nie była tylko jego zasługa, więc nie chciał, by tak to wyglądało.

***

Miesiące leciały dość szybko. W ich czasie Ciepły został zabrany na zgromadzenie, Dreszczka stała się uczennicą i nosiła od tamtej pory imię Drżąca Łapa, a także odbyła się znamienna bitwa z Flumine.
Pierwsze z tych wydarzeń było, co by nie mówić, nieco nudne.
Drugie niby ciekawsze, ale skończyło się dla syna Rzepakowej przymusem tłumaczenia, że Pustynny to naprawdę dobry mentor. Niestety nigdy nie odzyska czasu, który nad tym spędził. Po dłuższej wymianie argumentów ostatecznie jakimś cudem wyperswadował suczce, by chociaż dała mu szansę. Zgodziła się, ale młody nie mógł sprawdzić, czy faktycznie będzie się trzymała danego słowa. Chciał wierzyć, że tak.
Ostatnie… Miało pewne konsekwencje. A raczej całkiem pokaźną ich ilość. Przede wszystkim kilkoro rannych. Jagodowa i Sowi nadal byli przetrzymywani przez Petera, ale Mak już jakiś czas temu został wypuszczony. Miał pojawiać się jedynie co kilka dni na oględziny. Najwidoczniej jego rany nie były aż tak poważne. Czarno-biały natomiast dochodził do siebie przez dwa tygodnie. Nie fizycznie, a psychicznie. W tym czasie także unikał swoich przyjaciół z miotu Fenkułowej. Jakoś nie czuł się na siłach, by prowadzić tak zwaną gadkę szmatkę. Z drugiej strony nie uważał, żeby dobrym pomysłem było zaprzątnie głowy Drżącej lub Promiennemu rozterkami podchodzącymi pod filozoficzne rozważania na tematy około wojenne. Jakiś czas temu nawet Ciepły przyznałby niechętnie, że jest to zwyczajnie nudne.
Mijanie się z nimi nie było łatwe. Co jakiś czas musiał się nieźle manewrować, by na któreś z nich przypadkiem nie wpaść. Przecież znajdowali się w jednym klanie! Przez to także nie mógł odwlekać tych rozmów w nieskończoność. Niestety im dłużej zwlekał, tym trudniejsze się to robiło.
Gdy w końcu poczuł się jakkolwiek lepiej, najpierw zdecydował się pogadać z Promienną Łapą. Młody wydawał mu się nieco spokojniejszy, stonowany, prostszy w dialogu. Wyjaśnienie mu tej dziwniej sytuacji nie było zbyt trudne, a skończyło się głównie pytaniami o stan zdrowia starszego ucznia. Było naprawdę w porządku.
Większym problemem było jak ugryźć to z Drżącą Łapą. Zastanawiał się nad tym, kiedy po treningu układał sobie ich rozmowę w głowie. Mamrotał cicho pod nosem, a przy okazji ganiał żaby. Stało się to jego sposobem rozładowywania stresu, chociaż niedługo musiał zacząć myśleć o polowaniu na coś innego. Potrafiłby je już bez problemu złapać, ale rzadko kiedy to robił. Nie chciał zrobić im krzywdy. Głównym powodem, dla którego przychodził w tę część jeziora, była jej mała popularność. Nie widział tu nikogo zbyt często.
Biorąc to pod uwagę, jego zaskoczenie powinno być całkiem zrozumiałe, gdy rzucił się za jednym z zielonych stworzonek, a nagle wylądował prosto przed białymi łapami. Ciepły szybko się podniósł, otrzepał z resztek drobnej, młodej trawy. Nie lubił, gdy coś zostawało na jego futrze, bym bardziej jego białej części. Uważał zawsze przynajmniej na tyle, by całe się nie zafarbowało, bardzo ciężko było zmyć trawę. W końcu spojrzał w chłodne niebieskie oczy, milczącej postaci. 
— Hej…
— Długo miałeś zamiar mnie unikać? — przerwała mu uczennica, wyżej zadzierając łeb.
— Wcale cię nie… — Tym razem sam zamilkł, widząc, jak suczka przewraca oczami.
Po cichym westchnięciu postawił się skorygować.
— Nie, nie długo — wyjaśnił szczerze.
Faktycznie złapała go dosłownie na ostatniej prostej do zebrania sił na tę rozmowę. Teraz niestety ciężko było z jej pyska wyczytać czy brak kontaktu ją zdenerwował, zaniepokoił, czy raczej uraził. A może wszystko na raz? Właśnie dlatego Ciepły niepewnie podchodził do tej konwersacji. Wolał też się przed nią zbytnio nie uzewnętrzniać. Co najwyżej wytłumaczyć swoje zachowanie skrótowo, w paru zdaniach. Nie musiała wiedzieć, że zabił lub prawie zabił jednego z wodnych. Tym bardziej zbędna była jej wiedza o jego wyrzutach sumienia. Te rozterki przelał już na mentora, teraz myślał tylko o zmianie tematu, odpoczęciu. Powrotu do luźnej relacji, jaka ich łączyła. Niestety jego głowa była całkowicie pusta.
<Dreszczko, czy raczej już Drżąca Łapo?>
[ 1306 słów, Ciepła Łapa otrzymuje 13 punktów doświadczenia i 3 punkty treningu (jeden za te kwiatki)]

5 sierpnia 2021

Od Dreszczki (Drżącej Łapy) CD Ciepłej Łapy

— Ale super! — mój ogon lekko zamerdał, kiedy pomyślałam o wszystkim, co mogło się zdarzyć podczas tej przygody. — Czego szukamy? Jak to wygląda?
— To krowi kwiat — oznajmił, a następnie położył roślinę, którą niósł w pysku, abym mogła się jej lepiej przyjrzeć. Oglądałam kwiat z nieukrywanym zainteresowaniem. — Peter powiedział, że rośnie w okolicach miasta.
Ale ten gość jest zajebisty! Serio, kocham go. Będziemy najlepszymi przyjaciółmi, nierozłącznymi i skoczymy za sobą w ogień. Wreszcie ktoś, kto gada normalnie i nie chce mnie zabić (jak jego brat, na przykład?). Serio, zaimponował mi. Ta przemowa o tym, jaki powinien być wojownik, była strasznie prestiżowa i profesjonalna. Myślę, że zostanie przywódcą. Byłoby fajnie mieć przyjaciela-przywódcę, nie?
Wróćmy do tematu.
— Super! A za ile dojdziemy na miejsce? — spytałam z entuzjazmem.
— Niedługo — oznajmił po chwili, węsząc w powietrzu. — Za jakiś czas powinniśmy wyczuć zapach rośliny. Myślę, że możemy udać się w okolice jeziora.
Powąchałam roślinę, aby dobrze zapamiętać woń. Zaraz, kiedy tylko się odsunęłam, Ciepła Łapa podniósł kwiat i wyruszył żwawym krokiem. Wiedziałam, że będę musiała dobrze wyciągać łapy, aby go dogonić. To jednak mnie nie zniechęciło. Cieszyłam się, że uczeń nie odesłał mnie do obozu. To byłby dopiero koszmar! Wiecie, tak wrócić, kiedy wszyscy inni się na ciebie patrzą, odpowiadać na pytania tłumu, i czuć na sobie powątpiewające spojrzenia rodzeństwa. Nie wyruszyła na wyprawę! Była zbyt słaba, aby Ciepła Łapa mógł ją przy sobie zatrzymać!
Chyba znów odbiegamy od tematu.
Przytaknęłam głową, nie chcąc być irytująca lub zawadzać w poszukiwaniach. Ale trochę bolały mnie łapy.
Szliśmy chwilę w ciszy, która jednak nie była niezręczna. Oboje zajęci byliśmy próbowaniem wyłapania woni krowiego kwiatu (chociaż ja musiałam co chwilę wąchać roślinę, a i tak po kilku sekundach na nowo zapomniałam, jak pachnie). Nie ujrzeliśmy ani nie wyczuliśmy jednak niczego. Nie chciałam po sobie poznać, że trochę mnie to zniechęciło. Chociaż trochę to zbyt mało powiedziane. Zaczęłam wątpić w realność ukończenia misji. Albo raczej znalezienia tego badyla. Czy my na serio potrzebujemy tego gówna? Nie możemy wrócić do obozu? Peterowa Skała da sobie radę, wierzę w niego.
Nie mówię jednak tego na głos i szukamy dalej.
— Hej, może nauczysz mnie kodeksu wojownika? — zapytałam się Ciepłej Łapy, chcąc zrobić coś ciekawego. Nie wyglądał na przekonanego, ale po chwili kiwnął głową.
— Skoro chcesz — stwierdził. Zapewne pomyślał, że nie ma nic do stracenia. — Pierwsza zasada brzmi, aby bronić swojego klanu, choćby za cenę życia.
— Broń swojego klanu za cenę życia — powtórzyłam, lekko zaniepokojona. Serio mam oddawać swoje życie dla jakichś granic? — Ale chyba można przyjaźnić się z psami z innych klanów? — zapytałam się, aby zataić prawdziwy obiekt mojego dyskomfortu.
— Tak. Tylko trzeba się liczyć, że może zostaniesz wezwany do walki z przyjacielem.
Ze zrozumieniem pokiwałam głową, ukradkowo patrząc się na Ciepłą Łapę. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że zaczęłam traktować go z autorytetem, i dbać, aby nie zrazić go do siebie. Jednym zdaniem: miałam do niego szacunek. Trudno kogoś takiego nie szanować.
Powtórzyłam jeszcze parę razy na głos punkt pierwszy. Zdałam sobie sprawę, że jest on (Ciepły, nie punkt) podobny do Jazgotka. Zaraz jednak odrzuciłam te myśli. Nie są do siebie podobni! Jazgot jest płochliwy i bardziej wnerwiający. Ten za to ma jakieś argumenty, aby poprzeć swoją rację. Chociaż mój brat też ma. Lać to!
— Należy trzymać się granic swojego klanu i nie polować na obcą zwierzynę — powiedział, wciąż nie odrywając się od poszukiwania kwiatu. Odezwał się cicho, sam do siebie: — …gdzie on jest?
— Nie przekraczaj granic klanu. Nie poluj na zwierzynę na innych terytoriach niż twoje — częściowo zmieniłam jego wypowiedź, aby uczynić ją bardziej swoją.
— Chodźmy w tamtym kierunku — postanowił Ciepła Łapa, odwracając się. — Chyba czuję nikły zapach krowiego kwiatu.
— Zaczekaj! — krzyknęłam, gdy do mojego nosa doleciał obcy mi zapach. — Co tak pachnie?
Uczeń zawęszył w powietrzu. Niepewnie machnął ogonem.
— Zdaje się, że to Bezgwiezdni. Logiczne. Jesteśmy w końcu dość blisko ich granicy.
— Idźmy tam! — poprosiłam. — Chcę zobaczyć, jak wygląda ich teren!
Ciepła Łapa nie był pewny, co do mojego pomysłu. Mruczał coś o tym, że powinniśmy jak najszybciej znaleźć roślinę, bo i tak droga powrotna zejdzie nam kawał czasu. Spojrzałam na niego proszącym wzrokiem.
— Tylko popatrzmy! Proooszę! Jeżeli nie pójdziesz ze mną, to pójdę sama — nie chciałam być niegrzeczna, ale czułam, że muszę w jakiś sposób przekonać psa do zmiany obranego kierunku. Nieśmiało merdałam ogonem, wciąż wwiercając się w niego spojrzeniem niebieskich oczu.
Ciepła Łapa wahał się, ale wobec takiej odzywki, nie mógł się nie zgodzić. W końcu właśnie po to z nim poszłam — aby nie spotkało mnie coś złego. Próbował jednak nadal przekonać mnie do zmiany zdania.
— Słuchaj, dostaliśmy ważne zadanie. Jeżeli przedłużymy te poszukiwania, twoi rodzice mogą się zacząć martwić. Nie wystawiajmy ich na stres, ponieważ zobaczenie terytorium Bezgwiezdnych z daleka nie ma większego sensu. Ich tereny nie są jakieś nadzwyczajne. Zresztą, w końcu i ty niedługo zostaniesz uczniem. Twój mentor oprowadzi cię po naszych terenach i pokaże granice — podjął próbę i bombardował mnie argumentami, jednak mój zapał nadal nie opadł. Już nie patrzyłam na to, czy jego gadki są sensowne. Liczyło się postawienie na swoim.
— A co, jeżeli to nie jest zapach ich części terenu, tylko jakiś patrol wdarł się na nasze terytorium? — odezwałam się, merdając ogonem. — No chodź, to nie zajmie nam długo! Tylko chwilkę! Popatrzymy i zaraz znikniemy.
Zrezygnowany Ciepełek poprowadził mnie w stronę nieznanego zapachu. Z nieukrywanym zachwyceniem rozglądałam się dookoła, chłonąc wszelkie wonie i widoki. Czułam się, jakbym była członkiem ekspedycji w nieznane.
Mojego przewodnika pochłonęły myśli, a po jego wyrazie pyska, poznałam, że nie są zbyt przyjemne. Nie chcąc, aby rozmyślał o czymś, co w obecnej chwili było daleko za nami (przynajmniej dla mnie, ponieważ jeden krok ucznia zastępowałam dwoma własnymi), odciągnęłam jego myśli najskuteczniej, jak umiałam od nieznanego obiektu. Wciąż bolały mnie łapy, jak kogoś to obchodzi.
— Jak brzmi trzecia zasada kodeksu? — postawiłam pytanie. Już po chwili otrzymałam odpowiedź.
— Uczniowie i wojownicy mogą pożywić się dopiero po starszych, szczeniętach, karmiących i ciężarnych suczkach. Uczniowie nie mogą jeść, dopóki nie otrzymają pozwolenia bądź nie nakarmią starszyzny. Jeżeli jednak ów czworonogi tą rangą, bądź wojownicy, zostają zranieni, mogą jeść wraz ze starszymi i karmicielkami.
Ze zdumieniem spytałam „Co to takie długie?”.
— Nie wszystkie zasady są krótkie i proste — uśmiechnął się delikatnie. Machnął ogonem, zachęcając, abym powtórzyła.
Oczywiście spróbowałam. Parę razy. I za każdym łamałam sobie język w połowie.
— Widzisz? — zadał notoryczne pytanie. — To trochę zbyt wcześnie.
— Wiek nie ma nic do rzeczy — zaprzeczyłam. — Po prostu nie jestem przyzwyczajona.
— Racja — uśmiechnął się znów, jednak tym razem szeroko. — A jakbyś była starsza, to zdążyłabyś się przyzwyczaić.
Prychnęłam, ale nie mogłam odebrać mu racji. Po chwili moje oczy rozszerzyły się, gdy do nosa doleciało mnóstwo zapachów. Większość była nieznana, a nawet za odczytywaniem znajomych nie nadążałam.
— Wow! Czuję ten obcy zapach! Jest wszędzie! — euforia zwyciężyła nad bolącymi mnie łapami. Bo bolały mnie nadal.
— Witamy na granicy — odpowiedział wesoło, na wpół opierając się i ocierając o najbliższe drzewo.
<Ciepła Łapo?>
[1131 słów: Drżąca Łapa otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia i 3 Punkty Treningu]

31 lipca 2021

Od Ciepłej Łapy CD Dreszczki

Ciepły był bardzo zadowolony, że udało mu się wybrnąć z tej nietypowej dla niego sytuacji. Co prawda miał wrażenie, że Dreszczka przeceniała jego umiejętności, ale nie do końca wiedział jak z błędu ją wyprowadzić. Szybkość chyba jest dość subiektywna, prawda? Skinął jej głowa, słysząc słowa podziękowania, a kiedy tylko suczka oddaliła się z wiewiórką, odetchnął cicho z ulgą. Niby poszło mu całkiem nieźle. Nie tylko szczeniaka nie odstraszył, ale wręcz czymś zainteresował. Uznał to za swego rodzaju sukces. Niemniej cały czas towarzyszyło mu jakieś dziwne uczucie. Nie był przyzwyczajony do przebywania wśród maluchów, ale musiał to zmienić. Industria powinna rosnąć w siłę, a do tego młode były potrzebne. Nie ważne jak nieprzewidywalne i roztargnione się samcowi wydawały. 
Syn Rzepakowej kręcił się chwile w miejscu, zastanawiając, co dalej. Odpoczynek najwidoczniej mu nie służył, skoro myślał o swojej lekkiej niechęci do rozmawiania z innymi jako problemie. Tak być nie powinno. Potrząsnął łbem, chcąc odegnać od siebie te myśli, po czym ponownie zerknął w stronę reszty klanu. Ani mu się widziało tam wracać. Nagle pomysł rozmawiania z medykiem nie wydawał się aż taki głupi. Co więcej, na tyle dobry, aby też wykonalny. Ciepły westchnął i nadal z lekkim wahaniem skierował się do miejsca, w którym najczęściej przebywał Szara Skała wraz ze swoimi wszystkimi podejrzanymi substancjami. Zajrzał do niego niepewnie, jakby Peter miał wyskoczyć zaraz przed nim z nożem. Nic takiego jednak na szczęście nie miało miejsca. 
— Przepraszam, Peter? — odezwał się, chcąc zwrócić uwagę starszego psa. 
— Tak, Słoneczko, co tam? — usłyszał w odpowiedzi, a zaraz za nią przeniósł się na niego zachęcający wzrok. 
Sznaucer tymczasowo oderwał się od swojego zajęcia, żeby w pełni skupić się na rozmowie z zaniepokojonym synem liderki. 
— Więc... chciałem cię zapytać o stan zdrowia mamy... na zgromadzeniu wyglądała nieco lepiej, ale może jako medyk jesteś w stanie powiedzieć coś więcej — streścił, co chodziło mu po głowie. 
Mimowolnie przebrał nieco nerwowo łapami, po czym usiadł na ziemi, żeby pozbyć się tego odruchu. Nie był już małym szczeniakiem, musiał zacząć zachowywać się poważniej. 
— Twoja mama to bardzo silna suczka — uśmiechnął się przy tych słowach pokrzepiająco — Dobrze zauważyłeś, jest z nią trochę lepiej, ale to nie znaczy, że wszystko w porządku. Po prostu ona potrzebuje jeszcze trochę czasu. 
Te słowa jednocześnie nieco go uspokoiły, jak i napełniły dumą. Już wcześniej był pewny, że Rzepakowa bez problemu sobie poradzi, ale usłyszenie tego od kogoś znającego się na medycynie znaczyło dla niego o wiele więcej.
— Mogę jej jakoś pomóc? — zapytał mimo wszystko, licząc na jakieś zalecenia. 
— To nie jest ten typ choroby, gdzie trochę ziółek i syropków pomoże. Musi sobie z tym poradzić sama. Jesteś dobrym synem, prawda? To już robisz dla niej bardzo wiele. 
— Nie, ja... Po prostu robię, co uważam za słuszne — zmieszał się uczeń, słysząc aż tak pozytywną opinię na swój temat. 
— To wszystko, czego rodzic oczekuje — zapewnił go medyk, przez chwilę milczał, jakby rozważając, czy kontynuować temat, aż w końcu pojął dalej — Moje dzieci są dorosłe i mieszkają bardzo daleko stąd, można powiedzieć, że jestem autorytetem w kwestii rodzicielstwa. Jedyna rzecz, której chce twoja matka, to byś był zdrowy, szczęśliwy i jeszcze lepiej, dobry. A ty, jak mówisz, robisz to, co słuszne. Spełniasz wszystkie trzy. Nie powiem, byś się nie martwił, bo to nie zadziała, ale nie nakładaj na siebie dodatkowego ciężaru. Nie jesteś w stanie pomóc Rzepie w żaden inny sposób. 
— Tak, chyba masz rację — przytaknął od razu Ciepła Łapa, analizując dokładnie jego słowa. 
Zerknął za Petera, gdzie leżały zioła i dopiero to przypomniało mu, że może w czymś mu przeszkodził. Nie mógł nic na to poradzić, dlatego pomyślał bardziej o rekompensacie za zabieranie jego czasu. 
— Potrzebujesz może w czymś pomocy? 
— Hm... zawsze coś się znajdzie. Nie będę kazał ci sprzątać, ale może pobiegniesz mi zebrać trochę krowiego kwiatu? Taka ładna roślinka, wygląda jak ta na półce. Muszę się po nią udać, ale trochę nie miałem czasu. Powinieneś ją znaleźć w okolicy miasta. 
— Jasne, załatwię to — odpowiedział mu szybko. 
Poprosił jeszcze o jedną sztukę rośliny, by na pewno jej nie pomylić, a następnie praktycznie od razu ruszył w drogę. Nie było tutaj miejsca na ociąganie się, bo późne popołudnie niedługo miało zmienić się w wieczór. Wyszedł szybkim krokiem z obozu. Nie martwił się zbytnio, że jakiś dorosły pies zagrodzi mu drogę. Miał swoje zadanie i zamierzał się go trzymać, na pewno każdy zrozumiałby ten szczytny cel, jakim była pomoc ich medykowi w utrzymywaniu klanu w zdrowiu. 
Minął granicę Industrii i właśnie wtedy usłyszał za sobą pękające gałęzie. W sekundzie się zatrzymał, po czym rozejrzał czujnie. Na tle białego puchu początkowo nic nie zauważył nikogo, ale prawdopodobnie dlatego, że wypatrywał wojownika. Dopiero po kilku sekundach, zwrócił uwagę na zbliżającą się do niego powoli małą, białą kulkę, którą zdążył poznać jakąś godzinę temu. 
— Zaczekaj! — pisnęła suczka, jakby starszy kolega miał jej uciec. 
Musiała nieźle się zmęczyć, gdy próbowała nadążyć za jego szybkim tempem. Syn Rzepakowej w ogóle nie myśląc o tym, że idzie z kimś, tym bardziej szczeniakiem, swoim marszem był bliżej truchtu niż spacerku. Teraz po prostu stał zaskoczony, przyglądając się Dreszczce. 
— Co tu robisz? — zapytał ostrożnie, rozglądając się, za jakimś jej opiekunem. 
— Naucz mnie walczyć! — wypaliła od razu w odpowiedzi, czym jeszcze bardziej zbiła z tropu ucznia. 
— Walczyć? — przechył lekko głowę na bok. 
— Tak. Walczyć — powtórzyła uparcie. 
Ciepły chwilę się zamyślił. Oczywiście, nie w temacie, od czego zacząć trening malucha, a raczej, co z nim teraz zrobić. Byli daleko od obozu, on miał swoje zadanie, które wymagało skupienia. Nie miał czasu na naukę podstaw walki, a nawet jeśli było dla szczeniaka na to o wiele za wcześnie. Tak na pewno stwierdziłby jego mentor. Jakkolwiek Łapa twierdził, że przy nim ten system się nie sprawdzał, tak nie uważał go wcale za zły. Zwyczajnie nieco niedopasowany, ale może właśnie taki był cel? Może Lekkie Serce wiedział, że niezależnie od intensywności treningu jego uczeń dawał z siebie trzysta procent i dlatego wolał uczyć go innych, ważnych, a nie tak oczywistych cech? Taką optymistyczną wizję tego chciał mieć w głowie młody pies. 
— Nie powinnaś zawracać sobie głowy walką — stwierdził, ale widząc zawód i niedowierzanie w jej oczach, szybko kontynuował — Widzisz, bycie wojownikiem to coś więcej niż umiejętności w biciu. A to najlepiej zostawić sobie na zajęcia z prawdziwym nauczycielem. Ja zaczynałem od pojęcia kodeksu oraz historii naszego klanu, żeby później nie musieć zaprzątać sobie tym głowy. 
Po tych słowach zobaczył na jej pyszczku zarys zrozumienia. Chyba ujął to wystarczająco podniośle oraz przekonująco, by przynajmniej ten pomysł rozpatrzyła. Zdała się zmienić przez to nieco front. Początkowo jej postawa mówiła „Nawet nie zaczynaj gadać jak wszyscy dorośli!”, a skończyło się bardziej na „Faktycznie coś może w tym być”. 
— No tak… o tym nie pomyślałam — stwierdziła, prawdopodobnie układając sobie dzięki temu w głowie jakąś myśl — Gdzie właściwie jesteśmy? 
Jej towarzysz na te słowa zdębiał. No tak. Pewnie biegła za nim, jedyne co wiedząc to to, że opuszczają pobliskie tereny. Całkiem nie wpadł na to, że mogła czuć się tym zagubiona i podążać za nim od jakiegoś czasu tylko przez brak znajomości drogi powrotnej. Zostawienie szczeniaka w takiej odległości od obozu, bez żadnego nadzoru było nieodpowiedzialne. Kiedy spojrzał jednak na niebo, zauważył, że nie zdąży odstawić jej z powrotem i wrócić na poszukiwania przed zmierzchem. 
— Idę do miasta. Peter prosił, bym dostarczył mu jedno ziele — wyjaśnił — Będziesz musiała pójść ze mną. Nie puszczę cię samej do domu.
<Dreszczko? Luzik, nawet mi to pasowało.> 
[1207 słów: Ciepła Łapa otrzymuje 12 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

26 lipca 2021

Od Dreszczki CD Ciepłej Łapy

— Wiewiórki? — zapytałam z zachwytem. Moje oczy przypominały dwa koła. — Co to są wiewiórki?
— Nigdy nie jadłaś wiewiórek? Chodź — powiedział, widocznie lekko rozbawiony. — Pokażę ci.
Pokiwałam głową, jednocześnie próbując przypomnieć sobie psa o imieniu Ciepła Łapa. Nic nie przyszło mi do głowy, ale dzięki mojemu intelektowi (nie, nie pamięci) domyśliłam się, patrząc na jego umaszczenie, że jest bratem Omszonej Łapy. Zadowolona z rozpoznania tożsamości tego psa podreptałam za nim na stertę zdobyczy.
— To ta. — Wskazał nosem rude stworzenie.
— Wygląda na szybką — powiedziałam ostrożnie, wciąż przypatrując się zwierzęciu.
— Jest całkiem szybka — oznajmił, a mi oczy o mało nie wyszły z orbit. Co za gość! Umie złapać takie szybkie stworzenie! Wierzę mu na słowo, że jest bardzo szybka! Ale mu zazdroszczę!
Ostrożnie złapałam zwierzynę i postanowiłam, że będzie to mój dzisiejszy obiad. Nieporadnie próbowałam zabrać się do zwierzęcia, co wywołało lekki uśmiech na twarzy ucznia. Zastanawiałam się w tym czasie nad rozwiązaniem problemu przedwczesnego mentora. Owszem, spotkałam bardzo interesującego i prestiżowego psa, jednak nadal nikt mnie nie będzie dodatkowo szkolił.
A jeżeli ktoś nie chce mnie szkolić w ogóle? Zostanę bez mentora? Miałam mieć dwóch!
— Co się stanie, jak nikt nie będzie chciał szkolić jakiegoś szczeniaka? — spytałam się zaintrygowana Ciepłego, z obawą o swój los.
— Ee… Chyba nigdy nie było takiej sytuacji. Zawsze ktoś się znajdzie.
Podziękowałam mu za informację (i wiewiórkę) oraz poszłam zająć się swoimi sprawami. W zasadzie to były one dość nudne. Zaczaiłam się koło legowiska wojowników i słuchałam narzekania Fenkułowej Plamki na temat naszej ilości w miocie. Rozumiem ją, bo sama wolałabym być jedynaczką, ale rozmowa ta nie była zbyt miła.
— Szkoda, że nie urodziły się trzy — moja matka żaliła się Pustynnemu Wiatrowi. — Jazgot byłby przywódcą, bo ma zajebiste zdolności przywódcze. Pochwalić się może nimi jednak też Kruczek. On byłby zastępcą. Na medyka kogoś też potrzeba… Kurde, Piasek będzie ok. Co o tym sądzisz? Reszta też jest super, ale myślałam, że będzie ich mniej…
— Lepiej, aby była piątka — wtrącił się mój ojciec, a ja otworzyłam pysk, przyswajając sobie to, że matka mnie nie uwzględniła jako przywódcę. — Więcej roboty, ale też więcej dumy. Każdy rządziłby dwadzieścia księżyców, a potem się usuwał w cień i dawał stanowisko kolejnemu. W ten sposób wszyscy po kolei byliby na najwyższym stanowisku, a Promyk najpierw. Potem może być Jazgot.
— Też dobre — westchnęła i zabrała się do jedzenia pożywienia dwunożnych. Mlaskała ze smakiem, przez co zaburczało mi w brzuchu. Niby jadłam wiewiórkę, ale… No…
— Wiem — odpowiedział jej mój ojciec. — Pomyśl o tym, jak by to wpłynęło na naszą reputację.
— Sam fakt, że mam szczenięta polepszył moją reputację.
— Twierdzisz, że jesteś ze mną, aby lubiły cię koleżanki?!
— Przecież tak nie powiedziałam!
Coraz częściej się kłócą, ale to chyba normalne. Wychowywanie piątki szczeniąt to nie lada wyzwanie. Współczuję im. Na szczęście, ja nie będę mieć młodych, bo to trochę żenujące. Wiecie, głupio jest mieć partnera i szczeniaki z nim… Tak jakbyś sam nie mógł sobie poradzić i nie umiał przysłużyć się klanowi w inny sposób niż rodzenie szczeniąt. Dziwnie, nie? Ja poradzę sobie sama. Zresztą, moi rodzice utwierdzają mnie w przekonaniu, że związki oznaczają tylko kłopoty. Znaczy, nie mówią tak, ale zachowują się, jakby to było prawdą.
Zaczęłam bawić się śniegiem. Mój wzrok skierował się w stronę młodych dwunożnych lepiących jakąś śnieżną figurę. Podeszłam do nich, obwąchując ją. Zaskomlałam z uznaniem. Dzieci zaczęły piszczeć z uciechy. „Pewnie dziękują mi za tak szczodrą opinię”.
Próbowałam pomóc im, więc zaczęłam turlać kulkę śniegu. Kiedy była odpowiednio twarda, wzięłam ją w zęby i przylepiłam do całości. „Ominęliście to miejsce. Zaraz się zawali”.
Nic się jednak nie zawaliło, a dzieci budowały dalej. Postanowiłam zostawić je w spokoju i wrócić do moich rodziców. Albo znów przykleić się do Ciepłej Łapy. Chociaż w sumie mogę porozmawiać z rodzeństwem… Uznają, że się na nich obraziłam czy coś.
— Witajcie. — Weszłam do żłobka, a mój wzrok skierował się w stronę Kruczka. — Co zmajstrowałeś?
— Nic. Zostaw mnie — mruknął.
— Co cię ugryzło? Dawno cię zostawiłam w spokoju. Nie marnuję dla ciebie mojego cennego czasu.
— Ale na podsłuchiwanie dorosłych to już tak — dotknął mnie jego zimny ton. Jazgotek i Piasek wpatrywali się w nas w ciszy.
— Kłamca. Zamknij się.
Obrażona wyszłam, nie zastanawiając się, gdzie podziała się reszta mojego rodzeństwa: Promyczek. Wyruszyłam, aby oglądnąć trening uczniów.
Szczerze, to nie były one zbyt interesujące. W zasadzie nie był, bo trening prowadzony był jeden. Jakiś randomowy uczeń ćwiczył z mentorem podstawy walki, a kiedy śledziłam jego ruchy, zachciało mi się spać. Jak oni dają radę nie umrzeć z nudów? Z tym mentorem to chyba nie był dobry pomysł. Nie ma sensu zaczynać czegoś takiego szybciej niż potrzeba…
Ale mentor to mentor. Ciepły to Ciepły. Idę go znaleźć.
Zobaczyłam go, idącego na polowanie. Do głowy wpadł mi wprost genialny pomysł: przecież mogę iść za nim i na własne oczy zobaczyć, jak poluje! W sumie to nie ma sensu, bo przecież dzisiaj już upolował zwierzynę… Ee… Kto się przejmuje takimi szczegółami? Równie dobrze mogę zobaczyć zaznaczenie terenu albo jego wypad na łono natury. Lub zobaczę jak łamie kodeks wojownika, zgłoszę to Rzepakowej, a ona mnie wybierze na zastępcę. Dobra, nieważne. Znajdę go i nauczy mnie walczyć. O to właśnie go poproszę.
Zmotywowana wymknęłam się obozu wraz z uczniem.
<Ciepła Łapo? Sorry, że wrobiłam cię w bezsensowne wychodzenie z obozu>
[854 słowa: Dreszczka otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

21 lipca 2021

Od Ciepłej Łapy CD Dreszczki

Cierpliwość popłaca. To akurat Ciepły wiedział od dawna. Ciężej stawało się, gdy to on faktycznie miał przejawiać jej więcej niż odrobinę. Opanowanie sztuki długiego wyczekiwania zajęło mu parę księżyców, ale powoli było widać tego efekty. Jego mentor nieubłaganie na największą próbuję wystawiał właśnie tę jego umiejętność. Dlatego właśnie uczeń nie miał najmniejszych oczekiwań co do pierwszego pomagania przy polowaniu. To właśnie była jego coraz lepsza metoda na brak frustracji. W jego przypadku okazała się nad wyraz skuteczna. Uczeń wiedział, że nauka teorii oraz podstaw nie mogła być jedynym, co przyswajał, ale wiedza ta leżała gdzieś z tyłu jego głowy. 
Biorąc pod uwagę powyższe czynniki, łatwo zrozumieć zaskoczenie Łapy, kiedy Lekkie Serce oznajmił, że dla odmiany zajmą się właśnie praktyką. Zdziwienie nie odbiło się jednak na pysku Ciepłego, a jedyne, na co sobie pozwolił w tej sytuacji to lekkie machanie ogonem. Odrzucił też wszystkie myśli typu „Nareszcie!” oraz „Najwyższy czas”. Jego mentor na pewno wiedział lepiej, że to odpowiedni moment. 
Niestety, radość syna Rzepakowej związana z progresem szkolenie nie trwała długo. W zasadzie to dosłownie do chwili, kiedy jego oczom ukazał się jego brat oraz Sowi Pazur. Przez większość drogi zastanawiał się, czyj to właściwie był pomysł. Pierwszy przez myśl przeszedł mu Omszony, ale szybko odrzucił tę opcję i zganił się w myślach. Nie mógł na niego zrzucać wszystkich złych zdarzeń na świecie! Ale, ale, jeśli to nie był on, to musiał być to w takim razie jeden ze starszych psów. Tylko dzięki tej myśli młody jakoś zaakceptował tę wyprawę. 
Gdy dotarli do miejsca w środku lasu, okazało się, że mają za zadanie polować na wiewiórki. Nie był to jedynie test ich wiedzy, ale przez dobór zwierzyny, także szybkości. Oczywiście w przypadku dzieci Gwiazdy słowo „współpraca” nie istniało. Od samego początku było jasne, że są to swego rodzaju zawody. Ostatecznie oboje ledwo złapali po jednej, chociaż spędzili na ganianiu za gryzoniami prawie cały dzień. 
 Moja jes więchsza  rzucił Omszony z wyższością, dzierżąc zdobycz w zębach. 
Ciepły zerknął na niego, po czym wywrócił oczami. Nie zamierzał robić z siebie kretyna przy dwóch wojownikach, a już czuł, że do tego pije jego brat. Samo rozmawianie z pełnym pyskiem, przyprawiało go o sporą dozę niechęci. Niby starszy uczeń próbował jeszcze nawiązać jakąś rozmowę, czy inny kontakt, ale ostatecznie odpuścił sobie, gdy został całkowicie zignorowany. W każdym innym przypadku takie zachowanie nakręciłoby go bardziej. Tym razem jednak obaj byli zmęczeni, a tuż za nimi szli spokojnie ich mentorzy. Omszony musiał jakoś przełknąć fakt, że tym razem trafił na głuchą ścianę. Dlatego właśnie powrót odbywał się w relatywnej ciszy. 
 Kiedy odnieśli zdobycz do reszty zapasów, okazało się, że przyszli idealnie na obiad. Zaraz po nim większość Industrii nastawiała się na dzielenie zapachami. Ciepły w tym wypadku był jednak z tymi paroma wyjątkami, które raz na kilka dni, lubiły w tym czasie zerwać się na jakieś własne rozmyślania. Przy okazji syn Rzepakowej często także na przez siebie wymyślone treningi. Tym razem było nieco inaczej. Potrzebował odpoczynku, więc zdecydował się zostać. 
 Następnym razem skupcie się też na wzajemnej pomocy, osobno poszło wam fatalnie  rzucił ktoś nagle zza jego pleców. 
Młody zerknął w tamtą stronę i zauważył Sowiego. Jego słowa były dość chłodne, ale zdążył się przyzwyczaić do tego, że od swojego ojczyma oraz brata sporadycznie słyszał jakiekolwiek milsze wypowiedzi. Niektóre z tych nieprzyjemnych puszczał mimo uszu, ale inne potrafiły nieco bardziej go ruszyć. Teraz siadł nieco sztywniej, słysząc uwagę na temat treningu. 
 Dziękuję za zwrócenie na to uwagi. Postaram się pogadać o tym z Omszoną Łapą  odparł dość oficjalnie. 
 Nie jesteście już małymi szczeniakami, żeby przepychać się w czasie polowań  dodał jeszcze zastępca, bo to o wiele bardziej siedziało mu na wątrobie. 
Ciepły był już gotowy na kolejne, odruchowe już podziękowania, ale Pazur zdążył już skończyć rozmowę i odejść od niego. Zostawił go z problemem nakłonienia tego wyjątkowego upierdliwca do współpracy. Musiał pogodzić się z faktem, że był skazany na incydentalne treningi z bratem, jeśli mentorzy chcieli nauczyć jakoś swoich uczniów pracy zespołowej. Niestety, na razie nie mogli zbytnio przebierać w innych młodych członkach Industrii. 
Pies westchnął cicho i rozejrzał się po innych zebranych na polanie. Bardzo chciał, by jego mamie się poprawiło, żeby mogła spędzać z nimi czas wolny. Miał wrażenie, że nie robiła tego już od bardzo dawna. Zawsze lubił jej towarzystwo, a nie tylko niemą egzystencję. Chociaż ostatnim czasem musiał przyznać, że było z nią nieco lepiej. Odkąd zaczęła bywać u Petera, coraz częściej dało się z niej wydobyć jakieś zdanie lub dwa. Ciepły uznał to za duży sukces. 
Przesunął zmęczonym wzrokiem po reszcie swojego klanu. Mimowolnie czuł między sobą a nimi dość sporą przepaść. Znał dobrze ich imiona, potrafił nawet wymienić jakieś mało znaczące cechy osobowości, ale z dużą ilością z nich nie rozmawiał na osobności. Zawsze wolał się trzymać swojej najbliższej rodziny, a kogoś starszego poznawał jedynie, gdy przy okazji załatwiał coś z Rzepakową albo Sowim. Czuł się z tym trochę źle. Nie chciał wychodzić na gbura, który nie odzywa się do nich, bo czuje się lepszy, ale odrobinę martwił się, że tak może zostać odebrany. W końcu Omszony w pewien sposób wyrobił im obu renomę, a jaki jeden szczeniak, taki pewnie i drugi. 
Pokręcił głową, miał w zasadzie teraz czas na to, by spróbować chociaż zamienić z kimś kilka zdań, ale jego cztery litery były jak wmurowane w ziemię, kiedy tylko ktoś przechodził obok. W końcu udało mu się podjąć decyzję. Porozmawia z Peterem, miał w końcu powód. Mógł zapytać go o stan zdrowia ich Gwiazdy. Pogawędka z jakimś konkretnym tematem wydawała mu się już całkiem prosta do zrealizowania. 
Nie zdążył jednak się ruszyć, bo oto pojawiła się przed nim średniej wielkości, biała kulka. Od razu połączył kropki, że była to córka Fenkułowej i Pustynnego. Zdziwił się nieco, widząc, że są w pobliżu, a mimo to szczeniak podszedł do niego. 
 Cześć  odezwał się do niej uprzejmie, a wszelkie negatywne myśli opuściły go jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki  Mogę ci jakoś pomóc? 
 Hej, jestem Dreszczka, a ty jesteś wojownikiem?  zapytała bez ogródek suczka. 
Ciepły nieco się zmieszał na to pytanie. W żadnym wypadku nie uważał, żeby na tyle poważnie wyglądał. Nadal nie zauważał, żeby wyglądał na coś więcej szczeniaka, aczkolwiek bardzo się w tej kwestii mylił. 
 Cóż… dopiero się uczę, ale jeśli będę w stanie, to z przyjemnością odpowiem na twoje pytania  odparł i równie szybko się zreflektował, jak wielką gafę palnął, że nie raczył się przedstawić  A nazywam się Ciepły, Ciepła Łapa. 
 Hm  suczka chwilę się zastanowiła, po czym stwierdziła  Opowiesz mi, jak wyglądają treningi? 
Pies domyślił się, do czego mała może zmierzać i nie widział w tym najmniejszego problemu. Sam od najmłodszych lat starał się wyciągać od dorosłych wszystko, co tylko było chociaż odrobinę związane z pracą nad swoimi umiejętnościami.
 Wiesz, moje treningi nie są zbyt ciekawe, bo dużo dowiedziałem się już, zanim się zaczęły. Dzisiaj na przykład łapaliśmy wiewiórki  wyjaśnił.
<Dreszczko?>
[1130 słów: Ciepła Łapa otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia i 3 Punkty Treningu]

20 lipca 2021

Od Dreszczki

Kiedy tylko wyznaczyłam sobie cel, od razu poczułam się pewniej. Świat wyglądał jaśniej, a chrapanie i pierdzenie Kruczka przez sen było mniej upierdliwe. Życie jest takie pięknie!
Co do mojego celu bycia najlepszych z wojowników… Wprawdzie nie zostałam jeszcze uczniem, jednak nic nie stało na przeszkodzie, aby trochę się podszkolić przed czasem. Nie chodziło mi o to, by kogoś oszukać, a jedynie być do przodu o parę księżyców. Co im szkodzi, pokazać mi parę chwytów, abym potem miałam łatwiej? Zdeterminowana obserwowałam moich rodziców spod przymrużonych oczu, próbując wyciszyć poczucie winy. Mój wzrok natknął się na sylwetkę rosłego wojownika. Pustynny Wiatr zapewne przyłożyłby się do mojego przedwczesnego treningu i włożył w niego dużo serca, ale obawiałam się, że zbyt dużo. W końcu nie chciałam mieć natrętnego, dodatkowego mentora (bo przecież nikt nie mówi, że nie można mieć dwóch?), który wciąż bzyczał mi nad uchem o kolejnym treningu i zarzucał brak idealności w wymienianiu posłań starszyzny.
Fenkułowa Plamka? Cóż, ona nie wchodziła nawet w rachubę. Byłam pewna, że zaśmieje się z moich ambicji i każe zbierać mech, w tym czasie słodko gawędząc z przyjaciółmi. Z jej lenistwem nie ma nawet co próbować: to nie jest nauczyciel, jakiego oczekiwałam, a nadawałby się może dla Kruczka. Być może była cenioną w klanie wojowniczką, ale była też najleniwszą z leniwych kreatur. Dodatkowo zapewne wygadałaby się, że jej szczeniak ma specjalne traktowanie — zaczął trening wcześniej — a inni albo uznaliby, że potrzebowałam dodatkowego dokształcenia, lub przywódczyni wywaliłaby mnie z klanu za łamanie kodeksu wojownika. Ależ ja jestem tylko głupim szczeniakiem! Nie wiem o jego istnieniu i jeszcze się go nie uczyłam… Niby każą mianować szczeniaka uczniem w wieku sześciu księżyców, ale- … Czekaj, ja mam o nim nie wiedzieć przecież!
Przebrałam z łapy na łapę, przenosząc wzrok na pozostałych wojowników. Skupmy się. Chociaż się nie znaliśmy, to mogła być idealna okazja, by nawiązać znajomość. Nie mogłam jednak oprzeć się przekonaniu, że nie mają pozytywnych zamiarów. Dziwnie się na mnie patrzyli, jak gdyby mieli jakiś uknuty plan…?
„Weź się w garść, oni nie są Malwowym Ogonem. Nie zabiją cię, jak nie będziesz dla nich zbyt natrętna”.
Tylko co rozumie się przez natrętność? Jeżeli mają zły dzień i ich wnerwię jednym pytaniem, zechcą pozbyć się mnie w najprostszy sposób. Powinnam podejść do kogoś wyglądającego na rozważnego i opanowanego. No, posiadającego wszystkie pozytywne cechy, jakie da się zliczyć.
Zastanowiłam się nad Ognistym Makiem i Orlim Klifem, ale szybko odrzuciłam te propozycje. W końcu mentorką tych wojowników była Fenkułowa Plamka. Zapewne są leniwi, a może odziedziczyli po niej także… chęć do flirtów z psami różnego wieku. „Lepiej zostawić ich w spokoju” — postanowiłam, mając na uwadze swoje dobro osobiste.
Wilczy Blask: zbyt agresywny i nieprzewidywalny. Dodatkowo (nie urażając nikogo) jego umiejętności bitewne są całkiem przeciętne. Nawet gdyby pominąć i to, jest to bardzo młody pies, niemający jeszcze doświadczenia, zdecydowanie potrzebuję kogoś lepszego i mniej… krwawego.
Różany Płatek jest zbyt zajęta facetami, żeby skupić się na moim treningu. Egoistyczna i wredna — z kimś takim nie chciałabym mieć do czynienia, nie mówiąc o wspólnym trenowaniu. Nie! Nie będę jej potem dziękować, za to, co osiągnęłam sama.
Kolejnym psem na liście była, właśnie jedząca jakieś śmieci, Jagodowa Mgła. W sumie nie był to zły wybór, chociaż jej duma mogła odstraszyć i sprawiać problemy. Gdy się nad tym dłużej zastanowiłam, zyskałam pewność, że nie zgodziłaby się mnie szkolić. Była zbyt zamknięta na jakiekolwiek próby… Hum, nazwijmy to, nie do końca uczciwą pomocą.
Nie powinnam również zawracać głowy Owczemu Sercu. Ta suka z pewnością zgodziłaby się, ale brak jej pewności siebie, aby być dla mnie właściwym mentorem. Inne psy z łatwością wyciągnęłyby z niej informacje o tym, że trenuje mnie w tajemnicy. Jak niektóre psy w poprzednich przypadkach, również jest byt krótko wojowniczką.
Nagle moje spojrzenie zatrzymało się na jednym z członków klanu. Zmierzyłam go spojrzeniem. Na pierwszy rzut oka nadawał się.
„Czy ja go już nie odrzuciłam?” — spytałam się w myślach. — „Ee… Nie, chyba nie. Nieważne!”
Podczas gdy do niego podchodziłam, próbowałam przypomnieć sobie jego imię. Zresztą, komu to potrzebne? Będziemy na Ty! Ej, Ty tam, chodź tutaj i zostań moim mentorem!
Czy on w ogóle jest wojownikiem? Wstyd się przyznać, ale nie poznałam tego psa. No, w każdym razie jest ode mnie większy, to powinien nauczyć mnie coś niecoś o tym wszystkim.
<Ktoś?>
[706 słów: Dreszczka otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]