Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sikorkowa Melodia x Omszona Krtań. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sikorkowa Melodia x Omszona Krtań. Pokaż wszystkie posty

26 marca 2022

Od Omszonej Krtani CD Sikorkowej Łapy

Sikorkowa Łapa rosła jak kurwa na drożdżach, a Mech, którego umysł był zbyt często pod wpływem kompletnego najebania jakimś szajsem, nawet nie zauważył kiedy jego uczennica z małego smroda zmieniła się w dorosłą babkę, nie tak daleką wiekiem do tego kiedy on sam był mianowany. Szczerze to zdziwił się kiedy przyszła ona do niego pewnego poranka, gdy miał czystą głowę. Wcześniejszego dnia poszedł spać serio wcześnie, przez co wszystkie cudowne działania zjedzonych przez niego roślinek zdążyły przeminąć. Przez dobre kilka chwil miał wrażenie, że przespał jakiś ogromny kawał czasu i zastanawiał się, jak mocny towar opierdolił, że tak go ścięło, ale ostatecznie okazało się, że jest po prostu kretynem. Czyli nic kurwa nowego.
Moje obrażanie Omszonego nie bierze się znikąd. Ten pożalcie się Gwiezdni wojownik, w rankingu chujowych mentorów na pewno był gdzieś wysoko w rankingu. Może nie osiągnął poziomu Sowiego Pazura (nigdy nie wpierdolił dla Sikorki, słowo!) czy Skalnego Potoku, ale nie był też choćby akceptowalny. Tyle razy ile wystawił swoją uczennicę do wiatru, że było wręcz kurwa żałosne. Zachowywał się jak jakiś pieprzony tchórz, który bał się tej minimalnej ilości odpowiedzialności, jaką na niego powierzono. Zamiast tego wolał się kłócić i włóczyć ze swoim wcale-nie-chłopakiem, byle tylko by nie musieć niańczyć Sikorkowej Łapy.
Oczywiście... Nie zawsze wychodziło mu unikanie swojej uczennicy i koniec końców parę lekcji odbyć z nią musiał. Mech sam by bez bicia przyznał, że na początku n i e n a w i d z i ł tej gówniary i jego celem numer jeden w życiu było jak najszybsze pozbycie się jej. Paradoksalnie, zamiast odbębnić trening z Sikorką, by mieć ją z głowy, ten przedłużał go i przedłużał. Próbował nakłamać dla Rzepakowej, że dzieciak jest już gotowy, ale ten debil powiedział to gdy ta miała ledwo 10 księżyców i Sowi kazał mu spierdalać. Mech więc parsknął, machnął ogonem i poszedł. Z upływem czasu, coś się zmieniło. Omszony sam nie wiedział co wpłynęło na tą nagłą zmianę jego podejścia. Być może, że zmuszony do spędzania czasu z tą pozytywną kulką energii, zaczął zauważać w niej zalety, zamiast tylko kolejnego, pieprzonego obowiązku, którego chciał się po prostu pozbyć. Nie ważne co to było, Mech nieironicznie polubił spędzać czas z Sikorką i parę ostatnich umówionych treningów, jakimś cudem nie ominął, lecz przyszedł — co już było kurwa wielkim wyczynem, ale słuchajcie dalej — i nawet w jakimś stopniu się starał.
— Nie, nie, nie — sapnął i powoli podszedł do Sikorkowej Łapy, która przygotowywała się do skoku na jakiegoś potężnie grubego szczura. Przylgnął do niej bokiem, wbijając wzrok w zdobycz. —W ten sposób zahaczysz łapami o tamtą dziurę — szepnął i kiwnął głową na wcześniej wymienioną przeszkodę — Spowolni cię to, a ten grubas ucieknie.
Sikorkowa Łapa przyjrzała się jeszcze raz swojej trasie i delikatnie przesunęła się na bok. Uśmiechnęła się do niego lekko i skoczyła. Mech dumnie obserwował, jak suczka w ułamek sekundy znalazła się przy szczurze, łapiąc go w pysk i zaciskając szczęki. Polała się krew, ale zwierzak nawet nie zdążył pisnąć. Uczennica, szczęśliwa, zamachała energicznie ogonem na prawo i lewo, kierując wzrok na swojego mentora, do którego podeszła sprężystym krokiem, wyraźnie dumna z tego jak szybko jej to poszło.
— To co, chyba zasłużyliśmy na małą ucztę? Starczy go dla dwójki — Mech wyszczerzył swoje zęby.
Oczywiście, że kodeks wojownika go nie obchodził. Ba! Pewnie nawet nie pamiętał o tym punkcie, przepadł on w przeżartym narkotykami mózgu głupiego ćpuna, znikając bez powrotu. Dawno już zapomniał większość rzeczy, jakie Sowi Pazur mu wciskał do głowy.
Miał szczęście, że jego uczennica czuła się podobnie wobec zasad wymyślonych przez dawno martwe pieski.
Wbił swoje zęby w cielsko szczura, zaraz po Sikorkowej Łapie, biorąc kęs.
Cóż, Mech nigdy nie był kurwa idealny. Jasne, że swoją piękną mordą oczarował niejednego, jednak zbyt często brakowało mu rozgarnięcia. Nie była to wada wrodzona, raczej nabyta przez debilizm. Tym razem, nie miał zielonego pojęcia jak stara jest Sikorkowa Łapa, przez co gdy jej wiek (22 księżyce!) przeleciał mu koło ucha, uznał, że to jakiś kurwa żart i musi to zmienić. Musiał ją mianować i musiał to zrobić przed tym kiedy uczeń Ciepłego zostanie mianowany. Pomińmy fakt, że Nagietek był już drugim uczniem brata Omszonego, kiedy ten ledwo sobie radził z jednym. Ego Mcha jednak było zbyt daleko, by wojownik mógł dopuścić do swojej głowy tę myśl.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobił po przetworzeniu tej tragicznej informacji, było znalezienie swojej uczennicy. Nie było to trudne, kręciła się koło pierwszych rozkwitniętych kwiatów, niedaleko obozowiska.
— Hej Sikora! — zaśmiał się, podchodząc energicznie do swojej uczennicy. Ta spojrzała na niego, oderwana od jakiegoś mało ważnego zajęcia. — Co ty na może małe mianowanie? — wyszczerzył się.
— Że... Że teraz?
— No jasne, że teraz, a co kurwa myślałaś? Ile można czekać, nie chcesz chyba być tą pieprzoną Łapą całe życie?
Nie miał pojęcia czy jego uczennica była bardziej podekscytowana, czy zdziwiona nagłą decyzją Mcha. 

<Sikorkowa Łapo? Co ty na jakieś późniejsze uczczenie mianowania Sikory?>
[810 słów: Omszona Krtań otrzymuje 8PD]

2 stycznia 2022

Od Sikorkowej Łapy CD Omszonej Krtani

Podczas Pory Zielonych Liści
— Nic nie czuję — oznajmiła stanowczo Sikorkowa Łapa — Może nie działa?
Omszona Krtań uśmiechnął się tylko dziwnie złowieszczo. Sikorka kichnęła, zrzucając pozostałości błękitnego kwiatu z pyska. I nagle to poczuła. Świat wokół zaczął jakby wirować. Zachwiała się, próbując nie upaść na ziemię. Otępiale rozejrzała się wokół, zdając sobie sprawę, że widzi więcej, lepiej i dokładniej niż zwykle. Żywe barwy, z którymi nigdy wcześniej się nie spotkała, tańczyły dookoła, sprawiając, że kręciło się jej w głowie. Powstrzymała odruch wymiotny, zachwycona tym nadzwyczajnym stanem. Omszona Krtań miał rację! Teraz mogła wyczyścić ze zwierzyny pół lasu, nawet się nie męcząc. Zatoczyła się, próbując zrobić krok w przód i zwaliła się na ziemię. Kręciło jej się w głowie coraz bardziej, ale gdy podniosła się na łapy, znowu poczuła siłę.
— Łaaaaał – pisnęła oszołomiona — Naprawdę czuję się świetnie!
Zatoczyła się w miejsce, gdzie według jej obliczeń powinien stać jej mentor, ale on prawdopodobnie odsunął się w bok, bo suczka zamiast niego napotkała pyskiem glebę.
— Co teraz? Jak odkryłeś, że dziwny wodny kwiatek działa w ten sposób? Ale odjazd! — szczeknęła.
— To tajemnica — mruknął pod nosem, prawdopodobnie bojąc się, że uczennica przypadkowo lub specjalnie go wyda, w jakimś swoim napadzie gadatliwości.
Sikorka nie byłaby w stanie przejść sama w tej chwili nawet kilku kroków, bez ryzyka upadku, więc Mech musiał ją na wpół dopchnąć, na wpół ciągnąć… gdzieś. Suczka nie miała pojęcia, gdzie. Nawet gdyby interesowało ją cokolwiek, poza odkrywaniem świata w nowych barwach, nie byłaby pewnie w stanie rozpoznać teoretycznie znajomych miejsc na terytorium Ognistych. Ku swojemu zdziwieniu, zauważyła, że gdy przymyka oczy, wciąż może widzieć jakieś dziwaczne wizualizacje otoczenia. Przez moment zaczęła się pijacko chichrać, głucho ciesząc się swoim stanem. Nie zastanawiała się, czy Meszek w końcu zacznie ją trenować, czy po prostu prowadzi ją do legowiska medyka, bo czuła, jakby mózg jej się stopił i wypłynął uchem, pozostawiając tylko śmieszną pustkę.
— No to pokaż, co potrafisz — zaśmiał się sucho mentor, stając w miejscu i popychając ją do przodu w stronę krzaków.
Suczka ponownie prawie sturlała się z pagórka, z powrotem do Jeziora, ale udało jej się resztką świadomości, która powoli ulatywała gdzieś daleko, utrzymać się na nogach. Wiewiórka, która najwidoczniej nie czuła zagrożenia ze strony naćpanego szczeniaka i roześmianego Mcha, przycupnęła na drzewie i z konsternacją obserwowała tę niecodzienną sytuację. Sikorka zawęszyła w powietrzu, próbując, bezskutecznie, oddzielić wszystkie te nowe, niesamowite zapachy od zwierzyny łownej. Po kilku sekundach, pełnych skupienia i wysiłku, odwróciła się w stronę burego psa, nie wiedząc, co dalej ma zrobić. On tylko zrezygnowany westchnął i spojrzał na nią ponurym wzrokiem, bezgłośnie sugerując, że ma sobie sama poradzić. Dał, jej czego potrzebuje i teraz jej kolej by to wykorzystać. Sikorka, wiedząc już, że węch jej nie pomoże, skupiła się na wzroku. Niestety widok wciąż był cudowny i aż skłaniał do biegu przed siebie i odkrywania świata na nowo, ale wszystko zlewało się w jedną masę, falując lub tworząc spirale, przez które wciąż nic konkretnego nie mogła ujrzeć. Ostatnim ratunkiem były uszy. Resztki swojej rozsypaną po całym otoczeniu uwagi zgarnęła w jedną kupkę i skupiła w pełni na dźwiękach lasu. Na wszystkie płatki śniegu! Coś było w tamtych krzakach! Czując się jak władca lasu, Sikorka ustawiła się w najbardziej pokracznej pozycji łowieckiej, jaką widział Mech i kilka linii pokoleniowych przed nim, po czym wskoczyła w krzaki. Jednak zamiast myszy, czy innego dziadostwa, które dla suczki było aktualnie ważne tak samo, jak to, co Omszony ma do powiedzenia o jej ciągłym gadulstwie, upolowała jakiegoś wojownika Industrii. Kogoś rudego. Albo czarnego…? Sikorka usiadła, wpatrując się pusto przed siebie. Pies zdezorientowany i przestraszony, gotowy do ucieczki przed niebezpieczeństwem, spojrzał na swojego napastnika i widząc jakiegoś kropkowanego, nieobecnie zezującego kaszojada, z wyciągniętym jęzorem w radosnym uśmiechu, mógł domyślić się, kto doprowadził do tej sytuacji i wycofał się w strachu, przed napaścią naczelnego psiego narkomana w klanach. Mech podszedł do Sikorki i szturchnął ją łapą, by upewnić się, że jeszcze żyje. Uczennica mrugnęła leniwie, dając znak, że jeszcze chwilę pociągnie.

<Omszona Krtani?>
[651 słów: Sikorkowa Łapa otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

20 grudnia 2021

Od Omszonej Krtani CD Sikorkowej Łapy

opko ma miejsce przed ostatnim zgromadzeniem, podczas pory zielonych liści
Mech był kurwa pewien, że jego matka żartuje gdy wybrała go na mentora dla jakiejś gówniary. To, albo był po prostu zbyt naćpany. Czy narkotyki z wczorajszej nocy mogły na niego działać? Raczej nie, choć w tym momencie prawdopodobnie wolałby gdyby tak kurwa było. Dlaczego akurat on? Dlaczego to w niego wlepiona była ta para oczu, ta błękitna i cholernie niewinna para oczu, która przyprawiała go o mdłości? Nie nadawał się na pieprzonego mentora, nienawidził kurwa s w o j e g o mentora. Tak właściwie to najlepiej nie powinno się go dopuszczać do żadnych kurwa dzieci czy istot żyjących. Co siedziało w głowie jej matki kiedy wypowiadała te słowa? Czy myślała, że zmieni tym Omszoną Krtań, wyprowadzi go na proste, wpychając mu między łapy kogoś do opieki, wręcz wychowania?
To się kurwa zdziwi.
Omszony bowiem obiecał sobie jedną rzecz w tamtym momencie. Nie ma zamiaru się zmieniać dla jakiejś obcej gówniary. Nie obchodzi go, jak na nią wpłynie. Nie będzie się hamował, będzie traktował ją jak każdego innego w swoim życiu, nawet jeśli miałby narazić tym jej życie. Czy był w tym samolubny? Oczywiście, że tak, kurwa, to jest Mech. Naprawdę spodziewaliście się po nim czegoś innego? Jakiegoś bezinteresownego aktu dobroci i troski, tylko dlatego, że odpowiada za tę uczennicę? Strzelcie sobie w łeb ze smutku, zawiedliście się na nim, nie pierwszy i nie ostatni raz.
Niechętnie się patrzył w jej stronę. Cudem było to, że powstrzymał się przed wyśmianiem Rzepakowej Gwiazdy za taki idiotyczny wybór. Miał ochotę stanąć z nią w pysk w pysk i wyrzucić z siebie ogromną wiązankę przekleństw. Zapytać co ona sobie kurwa myśli, mianując go mentorem dla jakiejś niewinnej kruszynki. Idealny sposób na zniszczenie kogoś tak czystego.

* * *

Mech unikał swojej uczennicy.
Robił dosłownie wszystko, co w jego mocy, by Sikorkowa Łapa nie plątała się pod jego łapami. Chował się po kątach, bawił się w ćpuna z Białym, klął na Chmurną i spał poza obozem. Zachowywał się jak jakiś zbieg. Tak właściwie, to musiało to wyglądać kurwa komicznie. Dorosły pies, wyglądający na starego dziada, chowa się jak tylko może przed maluteńką i uroczą suczką, kruszynką. Brzmi jak słaby B movie plot, a jednak tak wyglądało życie Mcha, który zamiast skonfrontować coś, co mu przeszkadzało, wolał uciekać jak jakiś pieprzony tchórz, którym w pewnym sensie był.
Szczerze myślał, że jeśli wystarczająco długo będzie odwalał takie cyrki, to w końcu Rzepakowa zabierze mu jego uczennice. Wiecie, tak dla jej dobra. To nawet kurwa dla niego było logiczne, oczywiste. Omijał treningi, wystawiał uczennicę do wiatru, przychodził kompletnie naćpany. Miał kompletnie w nią wyjebane, równie dobrze mogłaby dla niego nie istnieć. Obchodziła go mniej niż zeszłoroczny śnieg. On sobie leżał na polanach z Białym, będąc w kompletnie innym świecie. Mimo to liderka Ognistych tego nie zrobiła. Co do cholery siedziało w jej głowie? Chciała, by gówniara wylądowała w grobie jako uczennica? Naprawdę był kurwa chętny, pokazać jej do jak wielu jest zdolny. Do czego da radę doprowadzić tą niewinną Sikorkową Łapę.
Nie zamierzał zatrzymać się przed niczym.
— Hej Sikorka — stanął przed suczką, mając na pysku ten swój pierdolnięty uśmiech, który nigdy nie wróżył nic kurwa dobrego.
— Omszona Krtani! — uczennica była wręcz zdziwiona na jego widok.
Uch, czego się w sumie ten kretyn spodziewał? Mimo wszystko jej ogon delikatnie się machał na nogi. Starszy pies tylko parsknął śmiechem.
— Ta, to ja. Chodź, idziemy się pobawić — zaczął iść, zerkając czasem na suczkę.
Ta jakby miała jakiś motorek w dupie, pobiegła za nim.
— Co będziemy robić? — zagadnęła zaciekawiona.
— Ach, co będziemy robić — prychnął. — Kurwa przeżyjesz zabawę swojego życia! — zaśmiał się z szerokim uśmiechem.
Ta przekręciła głowę na bok, nie rozumiejąc zbytnio, o co chodzi dla starszego psa.
To, co ten kurwa wariat planował, było popierdolone, nawet jak na jego standardy. Szczerze... Kurwa. Nie mam pojęcia, jak to wpadło mu do głowy i dlaczego szedł taki dumny z siebie, wiedząc, co zamierza zrobić. Jak jakiś kurwa psychol. To nawet jak na Mcha jest coś... Wręcz okrutnego. Nie miał pojęcia jak Sikorkowa Łapa na to zareaguje. Czy się przewróci na bok w konwulsjach, czy też jej kompletnie odbije i wleci pod samochód, kończąc swój marny żywot. Oczywiście, że on w jej wieku, żarł wszystko, co mu wpadnie pod łapy. Tyle razy ile on wylądował przez to u Petera, było wręcz śmieszne. Dziwne, że nic go po drodze nie zabiło. Nie musiał jednak skazywać na to też swojej uczennicy, nawet jeśli sam to wypróbował.
Teraz chciał przelać tą swoją niecodzienną wiedzę na nic niespodziewającą się uczennicę. Był w tym samolubny. Jak zwykle. Wciągał kolejnego dzieciaka w swoje popierdolone nałogi, a to wszystko dla własnych korzyści.
— Będziemy mieć w końcu trening Omszona Krtani? Nauczysz mnie o kodeksie wojownika? — zaśmiała się, machając ogonem na prawo i lewo.
Kurwa kodeks wojownika.
— Coś kurwa lepszego niż ten pieprzony kodeks. Nauczę cię polować, czaisz? Wykorzystasz do czegoś te swoje ząbki i zapierdolisz jakieś żyjątko. Cieszysz się?
Nim zdążyła mu odpowiedzieć, mówił dalej.
— Wiesz, nie obchodzi mnie to w sumie, nie odpowiadaj — prychął.
Zrozumiał, że musi gadać jak najwięcej, by ta nie zaczęła. Idealnie się składało, że doszli do miejsca, gdzie ich prowadził.
Doszli do jeziora, a on swoim genialnym wzrokiem od razu wypatrzył to czego potrzebował. Błękitny kwiat, pływający na tafli wody, kiwał się lekko z boku na bok. Znał go zbyt dobrze. Tak właściwie mógł go zaliczyć do swoich ulubieńców narkotycznych przygód. W paru krokach złapał go w pysk, następnie kładąc pod łapy swojej uczennicy. W jej wzroku zapaliły się iskierki zainteresowania.
— Oochh! Co to jest? — spytała, wąchając go. — To ma mi pomóc w polowaniu? A nic mi się nie stanie?
— Nie ufasz mi gówniarzu? — warknął.
— No... Ufam ci — powiedziała powoli, choć było można wyczuć tę delikatną nutę niepewności.
Dla Mcha to wystarczyło. Uśmiechnął się zwycięsko, a potem parsknął i wywrócił oczami.
— Tak, to pomoże ci w tym głupim polowaniu — prychnął, siadając. — Sprawi, że będziesz wszystko odczuwać jak najzajebistrzy myśliwy na tym pierdolonym świecie. A teraz bon appetit, wcinaj, bo się kurwa rozmyślę z tym treningiem.

<Sikorkowa Łapo?> 
 [1014 słów: Omszona Krtań otrzymuje 10PD + Sikorkowa Łapa otrzymuje 2PT]

14 października 2021

Od Sikorkowej Łapy do Omszonej Krtani

Było straszliwie zimno. Krótkie futerko Sikorki nie zapewniało odpowiedniej ochrony przed chłodem, ale jej to nie przeszkadzało, bo śnieg był na tyle zajmującym zjawiskiem, że nawet nie miała czasu zwracać uwagi na problem odmrożonych łap. Właśnie próbowała obrzucić białym puchem swoją śpiącą siostrę, niczego niespodziewającą się Puchaczkę, doskonale zdając sobie sprawę, że to bardzo głupi pomysł. Po prostu lubiła ten przypływ adrenaliny, gdy musiała uciekać przed rozzłoszczonym rodzeństwem, które bardzo pragnęło obedrzeć ją ze skóry. Ona przecież chciała się tylko pobawić, to ich wina, że oni byli przeciwni. Tę właśnie ważną czynność przerwał jej głos przywódczyni, wołający wszystkie psy, na zebranie klanu. Suczka szturchnęła łaciatą siostrzyczkę łapą. Puchaczka ziewnęła i spojrzała na nią podejrzliwie. Sikorka bez słowa podreptała za głosem Rzepakowej Gwiazdy, pozostawiając ją samą. Nie było szans, że nie pojawi się na zebraniu klanu. Była przecież prawie dorosła! A Puchaczka niech robi, co chce. Czarno-biała przywódczyni siedziała już na wielkim kartonowym pudle, górując nad stłoczonymi na ziemi psami Industrii.
 — Lelku, Droździku, Sikorko oraz Puchaczko — imiona wymieniła powoli i dokładnie wypowiadając każdą sylabę, jakby przypominała sobie je na bieżąco — podejdźcie, proszę.
Serce Sikorki podskoczyło jej aż do gardła. A to niespodzianka! Lelek i Droździk wygramolili się z różnych stron psiego tłumu, jakby tylko czekali, aż Rzepakowa Gwiazda ich zaprosi. Puchaczka również przepchnęła się obok, zajmując miejsce pomiędzy braćmi. Sikorka jako ostatnia, stanęła po prawej stronie Lelka i wlepiła oczy w Rzepkę.
 — Wasza czwórka jest już z nami od sześciu księżyców, od dziś rozpoczniecie swój trening — oznajmiła i uśmiechnęła się pogodnie do szczeniąt — Droździku, od teraz, aż do czasu, gdy zdobędziesz swoje imię wojownika, nazywać się będziesz Drozdowa Łapa. Twoim mentorem będzie Jagodowa Mgła. Klan ceni jej wytrwałość, a ja mam nadzieję, że przekaże ją swojemu nowemu uczniowi.
Drozdowa Łapa zetknął się nosami ze swoją matką, która z jakiegoś dziwnego powodu została jego mentorką i cofnął się, zostawiając pod kartonem przywódczyni tylko trójkę rodzeństwa. Rzepakowa Gwiazda w ten sam sposób zamieniła Puchaczkę na Puchaczą Łapę, przydzielając ją do Ciepłej Pleśni, a Lelek stał się teraz Lelkową Łapą, zostając przydzielony do Iskrzącego Płomienia. Sikorka tak bardzo im zazdrościła! Właściwie to nie miała czego, bo już zaraz i ją pani przywódczyni przemieni w ucznia. W końcu usłyszała te wyczekiwane słowa:
 — Sikorko, od teraz, aż do czasu, gdy dostaniesz swoje wojownicze imię, nazywać się będziesz Sikorkową Łapą. Twoim mentorem zostanie Omszona Krtań. Cenimy jego umiejętności, a ja mam nadzieję, że przekaże je tej młodej uczennicy.
Sikorkowa Łapa zesztywniała. Omszona Krtań? Ten zrzędliwy pan, którego szczerze mówiąc, trochę się bała? Po prostu świetnie. Może jednak ta cała ceremonia nie była najszczęśliwszym momentem w jej życiu. Odwróciła się w poszukiwaniu swojego nowego mentora. Niechętnie podszedł do niej i dotknął nosem jej własnego. Nie wyglądał na zbyt szczęśliwego. Właściwie to ciężko było wyczytać z jego pyska jakiekolwiek pozytywne emocje. Rzepakowa Gwiazda ogłosiła koniec zebrania i zeskoczyła na ziemię, znikając gdzieś, pomiędzy masą wojowników i uczniów Industrii. Omszony spojrzał na Sikorkę ponurym wzrokiem i zaklął pod nosem. 

Kolejne dni nie należały do najprzyjemniejszych, ale niewiele się też działo. Sikorkowa Łapa wyszła poza obóz ze swoim nowym mentorem może z raz, na zwiedzanie terenu klanu i przez całą drogę musiała znosić jego zrzędliwy humor, a on ciągle używał bardzo brzydkich słów, co trochę bulwersowało suczkę, bo zawsze ją uczono, że nie powinno się tak mówić. Jej matka nie rzadko co prawda wypowiadała się wulgarnie, ale nic to nie zmieniło w postrzeganiu świata przez Sikorkę. Dzisiaj, jeszcze przed wzejściem słońca, Omszona Krtań zawitał w legowisku uczniów, co oznaczało, że w końcu przejmie się swoim uczniem. Sikorka tylko na to czekała. Gwałtownie podniosła łeb i spojrzała z nadzieją w oczy psa.
 — Chodź gówniaku, idziemy na trening — oznajmił.
Przynajmniej ruszył swoją pupę, by po nią przyjść – uznała. Uczennica podreptała za Meszkiem, nie chcąc zostać w tyle, bo tereny poza obozem były wciąż dla niej niemal nieznane, a chciała jeszcze kiedyś wrócić do domu. Obóz był zaskakująco cichy. Nie widać było w okolicy żadnego, nawet najmniejszego ruchu. Jasne, kto by chciał wychodzić na śnieg o tak wczesnej porze? Miała wielką ochotę trochę ponarzekać, ale jakoś nie miała odwagi zaburzyć tej ciszy. Gdy tylko weszli pomiędzy drzewa, pyszczek otworzył się jej natychmiast.
 — Proszę pana? Czemu wychodzimy tak wcześnie? Zimno mi! — pisnęła.
Mentor westchnął.
 — Im szybciej zamarzniesz, tym krócej będziesz gadać — burknął.
Uczennicy na moment zawiesił się system. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Musiała chwilę przemyśleć, jak to skomentować.
 — A czy jeśli zginę, to Rzepakowa Gwiazda pana nie ukarze? — zapytała.
 — Nie sądzę, pewnie nawet nagrodzi, za wyeliminowanie takiego denerwującego gnojka.
Jako iż suczka nie miała pomysłu na odpowiedź, sprawnie zmieniła temat.
 — Wie pan, że podobno żaby jedzą robaki? To strasznie obrzydliwe, prawda? — Sikorka postanowiła podzielić się swoją najcenniejszą wiedzą.
Mech już nawet nie odpowiedział. Suczka dała mu kilka minut na zastanowienie się nad swoją wypowiedzią, ale on dalej wytrwale milczał. Musiał być bardzo zszokowany jej interesującym faktem z życia.
 — Znam jeszcze wiele takich ciekawostek! — zapewniła. — Wiedział pan, że ptaki mają swoje domki na drzewach? Wyglądają jak takie kępki mchu, ale zrobione z patyków i trawy. Ciekawe, prawda? Albo, że woda tak naprawdę nie jest niebieska, ale przezroczysta? Mógłby pan mi odpowiedzieć! Albo, chociaż kiwnąć głową. Bo teraz to nie wiem, czy mnie pan słucha, czy nie.
Omszona Krtań wytrzymywał to bombardowanie wiedzą bardzo dobrze, ale gdy Sikorka zaczęła opowiadać o tym, jak kiedyś widziała pszczołę i była taka śmieszna, malutka i mięciutka, wyczerpała się jego cierpliwość. 
— Czy mogłabyś zamknąć ryj, chociaż na pięć minut!? — warknął. Suczka często spotykała się z taką reakcją, gdy zaczynała cytować swoją autobiografię. Czasem to zdanie wypowiadane było mniej lub bardziej emocjonalnie. Przekaz zawsze był ten sam.
 — Przepraszam pana! Motyla noga, znowu się rozgadałam.
Mech parsknął i ponownie ruszył w drogę. Czas płynął dużo wolniej niż przy Sikorkowej opowieści, ale cel ich podróży był już blisko. Po męczącej wędrówce, w końcu dotarli nad brzeg jeziora. Słońce zaczynało już powoli odbijać się w tafli lodu, spowijającego wodę. Wyglądało to wyjątkowo. Sikorkową Łapę bardzo kusiło, by przejść się po zamarzniętym zbiorniku wodnym i zbadać go dokładniej, ale jej mentor wyraźnie dał jej wzrokiem do zrozumienia, by nawet o tym nie myślała. Uczennica więc postanowiła dziś się go słuchać, by mogła wrócić bezpiecznie do domu i opowiedzieć o tym treningu swojemu rodzeństwu. Ale będą zazdrośni! 
 
<Omszona Krtani?>
[1056 słów: Sikorkowa Łapa otrzymuje 10PD oraz 3PT]