Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chaber × Drzazga × Chwast. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chaber × Drzazga × Chwast. Pokaż wszystkie posty

13 kwietnia 2021

Od Chwasta CD Drzazgi (do Szyszki)

 — Eee, no niezbyt, no nie wiem... A skąd w ogóle mam wiedzieć?... znaczy się, gdybym wiedział, to bym powiedział, ale nie wiem — odpowiedziałem zakłopotany, ponieważ nie miałem pojęcia co się, do stu ametystów, tutaj wyprawia.
Razem z Drzazgą spojrzeliśmy się po sobie, dzięki czemu okazało się, że oboje nie mamy pojęcia co ze sobą zrobić. A tak ogólnie, czy ta cała idea spotkania była normalna? Wcale bym tak nie powiedział, jednak Laurency kazał mi integrować się z innymi, mieć oczy i uszy szeroko, ale to szeroko otwarte na różne zagadki i tajemnice, dlatego też nie mogę narzekać, a muszę zwyczajnie siedzieć i czekać na rozwój wydarzeń. Mam nadzieję, że tu nie umrę.
— AAA! Szczurzyca! — krzyknął jeden ze szczeniaków zaraz po tym, jak wszedł do wybranej wcześniej przez Drzazgę nory, jednak to, co z niej wybiegło, wcale nie było szczurem.
— Gościu, to kot jest — prychnąłem pod nosem, siadając niedaleko. Myślałem, że choć tym razem spotkanie z kimś przebiegnie spokojnie, ale chyba widać, że nie jest mi dane mieć zdrowych na umyśle znajomych. 
— AAA! Szczury atakują!!! — wrzasnęła przerażona widokiem wybiegającego stada kotów Drzazga, chowając się za plecami Cienia, który z kolei zaczął się chyba bawić w jakiegoś bohatera, ponieważ ustawił się w bojowej pozycji i czekał na odpowiedni moment, aby ruszyć do ataku. Chyba jednak tu umrę.
<Szyszko?>
[215 słów: Chwast otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

9 kwietnia 2021

Od Drzazgi CD Chabra (do Chwasta)

Uściski matki z dnia na dzień stawały się coraz mniej pożądane. Tak szybko, jak została uwolniona z miękkich, lecz zbyt natarczywych, objęć Szałwii, oddaliła się od suczki, próbując uciec w najbardziej odsunięty od wszystkich zamieszkujących żłobek kąt pomieszczenia. 
— Drzazgo! — usłyszała nagle, gdy była już tuż-tuż od swojego celu.
Głos rozpoznała od razu, dobrze już dopasowywała poszczególne brzmienia do wyglądów i imion otaczających ją psów. Wniosek, do którego doszła, nie miał jednak zbyt dużego sensu. Czego mógłby chcieć od niej Chaber, który całe dnie spędzał z Szyszką lub Cieniem, a na nią potrafił nawet nie spojrzeć przez cały dzień (z wzajemnością zresztą)?
Zatrzymała się, odwróciła i zmierzyła samca o nietypowym umaszczeniu wzrokiem. Czego mógł od niej chcieć? Czyżby chodziło mu o piękny, zielony kawałek szkła, który ostatnio znalazła? O nie, zdecydowanie nie zamierzała mu go oddać, nawet jakby kazał Szyszce przydusić ją za to do ziemi...
— Spotkanie. Dziś o zachodzie słońca w norze — poinformował ją jednak spokojnym głosem, nie wspominając nic o jej znalezisku. — To już niedługo — dodał z uśmiechem, zerknąwszy w kierunku okna, za którym wspomniane przez niego słońce szykowało się już do zanurkowania poniżej horyzontu.
Młoda Bezgwiezdna była zbyt zaskoczona, by móc od razu zadać bratu jedno, najważniejsze w tym wypadku pytanie: o jakim, do stu Dwunożnych, spotkaniu on mówił? Zanim się jednak otrząsnęła z resztek szoku, on zdążył już radośnie potruchtać w kierunku Cienia. Nie miała ochoty na konfrontację z dwoma braćmi naraz, więc po prostu powróciła do swoich wcześniejszych planów i mniej pewnym, niż jeszcze przed rozmową z Chabrem, krokiem, ruszyła w stronę upatrzonego miejsca w kącie.
Tam pogrążyła się w zadumie. Wcześniej zamierzała raczej po prostu obserwować swoją rodzinę, lecz teraz słowa brata nie dawały jej spokoju. O jakie spotkanie mu chodziło? Nie podał jej żadnych szczegółów, pomijając miejsce i czas spotkania — niby najważniejsze dane, lecz jednak w ogóle niebędące w stanie zaspokoić jej ciekawości. Dlaczego w ogóle była zaproszona? Chaber praktycznie nigdy się z nią nie bawił. To samo dotyczyło Chwasta i Szyszki, do których podszedł wcześniej, a także Cienia, do którego pohasał zaraz po przekazaniu jej zaproszenia. Zawsze była czarną owcą w rodzinie i w sumie jej to nie przeszkadzało. Czy to oznaczało jakiekolwiek zmiany w ich zachowaniu względem niej? Może teraz będą chcieli się z nią bawić. To nie tak, że by tego jakoś desperacko pragnęła, sama w końcu się od nich izolowała, lecz... chyba miło byłoby choć trochę lepiej dogadywać się z najbliższymi.
Nie wiedziała, ile czasu minęło od jej rozmowy z Chabrem do okolic wspomnianego przez niego zachodu słońca, lecz przez cały ten czas toczyła walkę ze samą sobą. W jednej chwili uważała, że fakt, że brat nie raczył podać jej szczegółów dotyczących spotkania, był wystarczającym powodem, by się na nie nie udać. W innej zaś nie widziała ku temu wyjściu żadnych przeciwwskazań — nie dbała o opinię matki, nawet gdyby ta miała się na nią zezłościć, nie chciała zostać praktycznie sama, gdy wszyscy inni opuszczą legowisko i, nareszcie, na samym końcu, wciąż miała tą małą, malusieńką nadzieję, że to był jakiś krok ku zmianie swojej relacji z rodzeństwem.
W końcu wszyscy zainteresowani zaczęli się zbierać ku wyjściu. Szybkie spojrzenie posłane ku matce, pozwoliło Drzazdze sądzić, że ta wciąż słodko spała. Szczenię uśmiechnęło się nawet pod nosem, wiedząc, że suczka może przespać całe to tajemnicze zgromadzenie, które wymyśliły jej dzieci. 
— Dobra, niech im będzie — mruknęła pod nosem, podniosła się i ruszyła w kierunku drzwi.
Cień, Chaber i Szyszka byli już zbyt bardzo z przodu, by mogła ich dogonić, lecz Chwast trzymał się nieco z tyłu, co dawało jej szansę kroczenia u jego boku, gdyby choć trochę przyspieszyła. Wiedziała, że do tej pory prawie w ogóle nie spędzała z nim czasu, ale w końcu obiecała sobie poprawę stosunku z rodzeństwem, dlaczego więc to postanowienie nie miałoby również obejmować tego szczenięcia o niezwykłej, kręconej sierści, który co prawda nie był jej bratem, lecz również został wciągnięty w to całe spotkanie?
— Chwaście... — zaczęła niepewnie, gdy już udało jej się go dogonić. — Wiesz może, o co chodzi w tym całym spotkaniu? 
<Chwaście?>
(666 słów)  

10 marca 2021

Od Chabra do Drzazgi

— Teraz, gdy już poznałeś miejsce naszych spotkań, możesz iść rozpowiedzieć wiernym o naszym dzisiejszym spotkaniu — mruknął czarny szczeniak, wkraczając do pomieszczenia bloku. Wracali właśnie z wizyty w miejscu spotkań ich sekty, tak, tak to już chyba można było nazwać. To była sekta. W każdym razie ów miejsce nie było zbyt specjalne. Nora w okolicach bloku, w której można było wyczuć stary zapach kota. Teraz gdy na świecie zawitała Pora Zielonych Liści, Chaber jeszcze chętniej wystawiał nosa poza żłobek, angażując się w życie cieniastwa. Liczył na to, że uda mu się zdobyć zaufanie i przyjaźń Cienia, chociaż ten nadal wydawał się traktować go z chłodem. Nie, żeby szczególnie przeszkadzało to szaremu, jednak pokładał on nadzieję w tym, że brat zacznie się częściej śmiać, czy z nim bawić.
— Oczywiście. — Posłał w jego stronę urokliwy uśmiech, po czym pogalopował do Szyszki, która obecnie znajdowała się najbliżej. Nim zdążył wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, siostra już rzuciła się na Chwasta, powalając nieco starszego na ziemię. Nie obyło się bez ciągania go za uszy, czy ogon. — Szyszko, Chwaście! — fakt, szary zagadywał już do współlokatora ze żłobka i oczywiście rozpowiadał mu dobrą nowinę, mimo że ten nie zwracał na to większej uwagi, jednak w tamtej chwili najwidoczniej zapomniał o jego odmowie oferty dołączenia do sekty i zwrócił się także do Chwasta. — Dziś o zachodzie słońca, wszyscy spotykamy się w norze pod obozem! — szepnął, wystarczająco głośno, by usłyszeli, gdy biała już zeszła z pół brata. Chwast zdawał się również usłyszeć tajemnicze polecenie. Szyszka już wiedziała, o co chodzi, w końcu jako bóstwo również musiała być aktywnym wierzącym.
— Jasne! — Uśmiechnęła się od ucha do ucha. — Chaberku, pójdziemy jutro wytarzać się w kwiatach? — Wbiła w niego wzrok maślanych oczu, spodziewając się oczekiwanej odpowiedzi. Propozycja ta brzmiała naprawdę kusząco. Szary chętnie podziwiałby z siostrą mrówki, które zagnieździły się pod ich blokiem albo nasłuchiwał tego, co w trawie piszczy. Zdarzało się im kilka razy wymykać z obozu, by posprzątać ich norkę. Gdy już kończyli swoją robotę, w zwyczaju mieli odpoczywać, leżąc na trawie, czy biegając wśród niej. Szyszka szczególnie chętnie ją gryzła i rzucała się na wygodnie leżącego Chabra. Promienie letniego słońca padały na jego futro, przyjemnie je ocieplając. Uwielbiał te błogie chwile, gdy był wolny od zaduchu żłobka. Ostatnio miał też parę sprzeczek z Szyszką, więc wolałby się teraz jej nie sprzeciwiać, by utrzymać ich dobrą relację.
— Jeśli tylko przyjdzie ku temu okazja, to obiecuję, że to zrobimy! — Machnął ogonem, czując, jak w jego sercu gotuje się ekscytacja i zniecierpliwienie. Spojrzał przelotnie na Chwasta. — Ciebie też się to tyczy! Dziś o zachodzie słońca w norze! — Liznął go czule po uchu, po czym odbiegł na środek pokoju, rozglądając się po bokach. Podążył jeszcze wzrokiem za Szyszką, która uznała, że teraz pozaczepia Cienia. Zaśmiał się cicho, widząc, jak na czarnym pysku brata pojawia się grymas, a siostra popycha go, przy tym świetnie się bawiąc. Zawiesił wzrok na Drzazdze, która właśnie uwolniła się z uścisku troskliwej matki i kroczyła w bliżej nieokreślonym kierunku. Przypadek podobny do Chwasta. Drzazga nie interesowała się podejrzaną sektą, jednak Chaber zapomniał i o tym, był święcie przekonany, że należy ona do wierzących i powinna zjawić się na spotkaniu. W przeciwnym razie Cień by się zezłościł i mógłby nawet wyrzucić ją z grupy wiernych. Tak przynajmniej myślał, w rzeczywistości suczka nawet nie nie myślała dołączyć do szeregów zgrupowania. — Drzazgo! — zakrzyknął, podchodząc truchtem do suni. Ta zatrzymała się, mierząc uważnie brata wzrokiem. Chaber znał ją chyba najsłabiej z całego rodzeństwa. Cóż, nie ma co się dziwić, skoro znaczną część czasu spędzał teraz z Cieniem i Szyszką, reszta rodzeństwa, ciocia Ikra, jej dzieci, a nawet jego własna matka, zeszły na drugi plan. — Spotkanie. Dziś o zachodzie słońca w norze — oznajmił spokojnym tonem głosu, gdy na jego futro padły promienie słońca. Jego wzrok powędrował na okno. — To już nie długo. — Uśmiechnął się, a jego futro pofalowało na wietrze, po czym odszedł bez słowa, by przekazać Cieniowi, że wszyscy już wiedzą o spotkaniu. Tymczasem pomieszczenie wypełniło zimne powietrze zbliżającego się wieczoru. Szałwia przystępowała do drzemki, wiedząc, że to jeszcze nie pora, by zbierać dzieci do snu. Niech się jeszcze wybiegają i korzystają z ostatnich godzin dnia. Suka poprawiła swój koc i zwinęła w kłębek, by po chwili zmorzył ją sen. Chaber życzył jej kolorowych snów i tego, by nie zauważyła, że jej dzieci na pewien czas zniknęły.
 <Drzazgo?>
[714 słów: Chaber otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]