Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fenkułowa Plamka × Pustynny Wiatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fenkułowa Plamka × Pustynny Wiatr. Pokaż wszystkie posty

11 lipca 2021

Od Fenkułowej Plamki CD Pustynnego Wiatru

Fenkułowa Plamka była niemal pewna, że ślad potwora doprowadzi ich do czegoś niesamowitego. Bardzo zawiodła się, kiedy jej oczom ukazał się zwykły, zaparkowany sprzęt w środku miasta.
— Naprawdę? — sapnęła, dysząc z wysiłku. — Tyle biegniemy, aby dotrzeć do … tego?
— To był twój pomysł. — Jej partner nie wyglądał na szczególnie zadowolonego.
— Wiem. — Otworzyła oczy ze zdumienia. Jak mogła tego nie pamiętać?
Obeszli pojazd dookoła, a w zasadzie zrobił to Pustynny Wiatr. Fenkułowa tymczasem obserwowała znudzonym wzrokiem otoczenie. Wszystko wyglądało jak zawsze — nudno. Terytorium wydawało się niegodne tej wspaniałej suki, a ona zdawała sobie z tego sprawę. Jakie zwyczajne były te budynki, jakie zwyczajne były te łyse zwierzęta, z jakimiś włosami na czubki głowy!
Jej towarzysz odskoczył, kiedy ze środka potwora wysiadły dwie karykatury. Zaczęły wołać coś w ludzkim języku.
— Dwunożni! Nie wierzę! — Podekscytowana suczka zakręciła się wokoło.
— A co myślałaś? — prychnął, z każdą chwilą mniej zachwycony Pustynny. — Że będą w nim króliki?
Ludzie natomiast zignorowali przedstawicieli mniej inteligentnego gatunku i podążyli ścieżką w głąb miasta.
— Chodźmy za nimi — oznajmiła Fenkułowa i odeszła, zanim Pustynny spróbowałby ją od tego odwieść.
Zrezygnowany pies poszedł za nią.
W miarę jak przybliżali się do serca miasta, wokół nich pojawiały się coraz to nowe pokłady ludności. Zdezorientowane psy, pełne wątpliwości, wciąż podążały za swoimi nieznajomymi przewodnikami po kamiennych płytach, jakimi wyłożono podłoże. Fenkułowej Plamce wydawało się, że złowrogo górujące nad nimi budynki śmieją się z zagubienia wojowników. Słowami wyobraźni kazała im zamilknąć, ale niepokój tylko narastał. Dwunożni wpatrywali się w nich, jakby nigdy wcześniej psów nie widzieli — zostało im tylko iść obok nich i udawać pieszczoszki.
— Może wrócimy… — zaproponował Pustynny, siląc się na pewny siebie ton głosu. Nie zdołał jednak ukryć własnego zaniepokojenia.
— Nie. — Jego partnerka zacisnęła zęby. Postanowiła, że zobaczą, co się wyrabia! Tak się musi stać, nie może się wycofać!
Prędko zgubili swój kompas — obcych im właścicieli potwora. Teraz tłoczyli się i pogubili w tłumie kończyn. Fenkułowa przeniosła swój wzrok w niebo i poczuła się strasznie mała na tak wielkim świecie. Wszędzie widziała ludzi. Dwunożni wydawali się czerpać satysfakcję, z tego, że ich ogrom pochłonął psy. Wojowniczka miała nadzieję, że to była tylko jej wyobraźnia.
Nie miała bladego pojęcia, co też się dzieje, ale dochodziły coraz to nowe stworzenia: gdzieś z boku szczekały na nich pieszczochy, ktoś krzyczał, młody dwunożnego płakał. O mało nie zostali podeptani przed te tysiące stóp. Nieznajomy krzyczał, wskazując na nich łapą.
Powietrze przeszyła seria krzyków. Pustynny i jego partnerka nie mogli ukryć przed sobą nawzajem paniki. Dwunożni zaczęli szczekać i się kręcić, podczas gdy wojownicy próbowali wyjść z tłumu. Jeden z ludzi nadepnął na Fenkułową, co powitała głośnym piskiem.
— Przepraszam, Pustynny — cicho powiedziała. — Możemy wracać… o ile znajdziemy drogę.
Jej partner jednak jej nie usłyszał. Gotował się ze złości.
<Pustynny Wietrze?>
[449 słów: Fenkułowa Plamka otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

17 czerwca 2021

Od Pustynnego Wiatru CD Fenkułowej Plamki

Spoglądałem z oszołomieniem na moją partnerkę. Uparcie odtwarzałem sobie w myślach jej słowa, próbując je przetrawić i zrozumieć. Że ona jest w ciąży? Co prawda od jakiegoś czasu mamrotała coś o jakiś pierdołach, które mogłem odebrać na kilka sposobów, jednak nie wiedziałem, że pragnęła mi coś przekazać. Teraz wszystko wydawało się tak jasne i proste, a jednak nadal do mnie nie docierało.
— Kotku, pośpiesz się, proszę! — krzyknęła w moją stronę Fenkułowa Plamka, która zdążyła mnie już znacznie wyprzedzić.
Jak w transie podreptałem w jej stronę, głupio się szczerząc pod jej uważnym spojrzeniem bladoniebieskich oczu.
— C-co zno…
— Gdzieś nam uciekł ten Potwór — parsknęła suka, biegnąc truchcikiem przed siebie.
Przez chwilę szliśmy w ciszy, rozglądając się i węsząc za hałasującą, migoczącą kreaturą dwunożnych. Niestety, albo stety, nigdzie nie było jej widać. Było jasne, że przygoda spaliła na panewce. Mimo to Fenkułowa cały czas nalegała, by szukać potwora i nie wracać do obozu. Zacząłem się delikatnie denerwować, ponieważ mieliśmy wyjść na polowanie, które — jak dla mnie, bo tylko mi chciało się polować — zakończyło się sukcesem, jednak moja partnerka cały czas coś do mnie krzyczała i nie raczyła mi pomóc nieść zwierzynę.
— Wracajmy — warknąłem, gdy kolejny raz parówki wyleciały mi z pyska. — Nie znajdziesz tego Potwora, a klan czeka na zwierzynę. Poza tym… — miałem nadzieję, że porozmawiamy w cztery oczy o jej ciąży — chyba musimy jeszcze porozmawiać.
Fenkułowa Plamka zmierzyła mnie wyzywającym, buntowniczym spojrzeniem, waląc ogonem na boki. Po chwili zwiesiła głowę.
Suczka niemal niezauważalnie pokiwała głową, na znak zgody. Odetchnąłem z ulgą, kierując się w stronę obozu. Niestety, w tej samej chwili Fenkułowa ożywiła się, uszczęśliwiona szczekając.
— Słyszę go, słyszę! — krzyknęła tylko, a gdy się odwróciłem w jej stronę, jedyne co zobaczyłem, to jej czarny ogon znikający za zakrętem.
Sapnąłem, kierując się za nią.
<Fenkułowa Plamko?>
[292 słowa: Pustynny Wiatr otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

10 czerwca 2021

Od Fenkułowej Plamki CD Pustynnego Wiatru

— Nie bądź takim sztywniakiem i ponieś te paróweczki — zadowolona zmuszeniem partnera do ekspedycji Fenkułowa oznajmiła, uważnie wąchając powietrze.
— Zauważ, że jedno nie ma z drugim nic wspólnego — mruknął Pustynny. Oboje ruszyli, Pustynny i Fenkułowa. Był to kolejny przykład, że jeżeli suka sama coś wymyśli, może jej się chcieć… Może.
Pobiegli żwawo za potworem, chociaż co prawda Fenkułowa zostawała dość wyraźnie w tyle. „Zwolnij, skarbie!” — wołała co chwilę, doprowadzając swojego partnera do poirytowania. Wiatr spinał się coraz bardziej, co wróżyło kolejne kłopoty małżeńskie. Fenkułowa oczywiście miała w zanadrzu jakiś cukier na osłodzenie atmosfery, zanim ta wybuchnie falą złości.
— Och, zapomniałam Ci powiedzieć. — Zamrugała oczami kilka tysięcy razy na sekundę. Szkoda, że nie wiedziała, iż dostała to po matce. Pewnie byłoby jej raźniej pomyśleć, że morderczyni ma ten sam zwyczaj. W końcu są rodziną!
— Jakaś kontuzja? — lekko znudzony powiedział Pustynny, zdenerwowany wodząc wzrokiem po otoczeniu. „Czy ona naprawdę nie może się odwalić? Dlaczego zostałem jej partnerem… Ja nieszczęśliwy!”
— Jestem w ciąży.
Mózg Pustynnego momentalnie wybuchnął, pozostawiając po sobie osmalone resztki. Tak zapewne było w środku, chociaż na zewnątrz nic nie zapowiadało ogromnej katastrofy. Pies osłupiały patrzył się na partnerkę.
— Co takie oczka? Idziemy, idziemy. Narzekasz, że jestem zbyt wolna, to zobaczysz, jak pędzę! 
<Proszę. Idealnie 200 słów, popędzane twoim batem. Pustynny?>
[201 słów: Fenkułowa Plamka otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

24 maja 2021

Od Pustynnego Wiatru CD Fenkułowej Plamki

Snop wschodzącego słońca oświetlił mój pysk, brutalnie wybudzając mnie ze snu. Kilkakrotnie mrugnąłem oczami, próbując porządnie się wybudzić. W głowie jednak cały czas rozbrzmiewała mi nocna rozmowa z Fenkułową Plamką.
— To musiał być sen — wyszeptałem. Jakoś trudno było mi uwierzyć, że Fenkuła chciała, bym j a został j e j partnerem. Widziałbym ją bardziej z temperamentnym Orlim Klifem czy toksycznym wręcz Wilczym. Znów zmrużyłem oczy, przewracając się na drugi bok. Przy zmianie pozycji niespodziewanie uderzyłem nosem w obrośnięty futrem psi bok. W nosie aż zakręciło mi się od intensywnego zapachu Fenkułowej.
— Ała — parsknęła z lekkim wyrzutem suczka, odwracając się pyskiem w moją stronę. — Co mnie tak uderzasz, hmm…? — wymruczała, po czym ziewnęła. — Chciałabym jeszcze spać.
— Czy my naprawdę jesteśmy razem? — Nie mogąc się powstrzymać, wyjawiłem moje wątpliwości na głos.
— Taak... — odparła dwukolorowa suczka, wlepiając we mnie bladoniebieskie oczy. — A co?
— Zastanawiałem się tylko, dlaczego chciałaś być ze mną.
— Wiesz, potrzebuję kogoś, kto odwalałby za mnie obowiązki wojownika. — Zaśmiała się swym perlistym śmiechem.
— Tylko po to ci jestem potrzebny? — Zacząłem się zastanawiać, czy ona przypadkiem nie mówi na poważnie. Na wszelki jednak wypadek udałem rozbawienie. Z tymi suczkami to nigdy nic nie wiadomo.
— Och, nie, nie, nie tylko — szybko zapewniła Fenkułowa, robiąc jakąś zaczepną minę. — Wiesz, naprawdę jesteś…f a j n y. Poza tym klan chyba chciał mieć nowe szczeniaki, nie?
Mój mózg pewnie by przetwarzał jej słowa aż do wysokiego słońca, a odzyskałbym zdolność mówienia przez drugie tyle, gdyby nie to, że suczka, śmiejąc się, odpowiedziała sama sobie:
— Ach, te psy, ach te psy! — Pokręciła rozbawiona głową i wyskoczyła z legowiska na świeże powietrze. Chociaż bardziej przypominało to wręcz wytoczenie się z posłania, niż długi, pełen energii sus. Ale niech porusza się jak chce, w końcu jest po prostu leniwa. Po chwili stania jak kołek, wyszedłem za nią.
W magazynie psy zaczynały się już krzątać, przygotowując się do wyruszenia na poranny patrol jak i polowanie. Jak zwykle stałem w rozterkach, próbując podjąć decyzję, do jakiej grupy psów mam dołączyć. Dawno nie byłem na polowaniu, lecz zwierzyny nie brakowało — wczorajsza tura przyniosła bardzo dużo pysznego jedzenia. Nigdy też jakoś specjalnie nie lubiłem zabijania. Patrole były co prawda monotonne, acz potrzebne. Już miałem podejść do Malwowego Ogona prowadzącej patrol, gdy podbiegła do mnie Fenkułowa, liżąc mnie po pysku.
— Słuchaj, a może pójdziemy na polowanie? — zapytała się, patrząc spode łba na swoją matkę. — We dwójkę? — dodała szybko, widząc, jak podchodzę do drugiej grupy. — W mieście całkiem łatwo znaleźć dużo jedzenia. Nie jest to może co prawda dzikie mięso, ale też dobre.
Nie dopytywałem się, dlaczego nie chce wykonywać swych obowiązków w otoczeniu matki — nie było to przecież moją sprawą.
— Byłoby wspaniale. 
***
Znudziło mi się ciągłe narzekanie mojej koleżanki — znaczy się, partnerki, ma się rozumieć — na bolące łapy, bolącą głowę, bolący brzuch i śmierdzące powietrze. Podczas godzinnych przechadzek ta w kółko jęczała i posuwała się w żółwim tempie, a ja co chwila próbowałem nakłonić ją, by potrzymała część jedzenia, które udało mi się zwędzić. Dobrze wiedziałem, że Plamka jest niebywale wytrzymała. Denerwowało mnie jej zachowanie, lecz ona wydawała się tego nie zauważać. Nieustannie wybąkiwała, że bolą ją zęby, boli ją pysk, jest słaba i nie ma siły na taszczenie żarcia. Jakbym ja miał! Pysk już niemal mi pękał od trzymanego w nim jedzenia i niektóre kawałki wypadały mi co krok.
— Jeju, ile jeszcze? Upolowałeś wystarczająco? Super, możemy wracać? — wycedziła suczka, stojąc i obserwując z góry moje nieudolne próby pozbierania zimnych już parówek Dwunożnych, które — po raz setny już chyba — wypadły mi z pyska.
— Pomogłabyś mi? — zapytałem się, uzbrajając się w cierpliwość.
Fenkułowa Plamka coś wymruczała, jednak nie dosłyszałem jej słów, gdyż Drogą Grzmotu zaczął pędzić duży, wielki Potwór, który jęczał i wył głośno, błyskając dwukolorowymi światełkami. Jak mam być szczery, to pierwszy raz widziałem coś takiego, dlatego przerwałem zbieranie parówek i zapatrzyłem się na mknący pojazd.
Gdy Potwór zniknął za zakrętem, wróciłem do mojej zdobyczy, jednak Fenkułowa jak zaczarowana spoglądała za pojazdem.
— Ej, nie korci cię, by sprawdzić, o co chodzi? — Fenkułowa była widocznie zaintrygowana. — Widziałeś, jak to błyskało?! Zostawże te nieszczęsne parówki i rozerwij się raz w życiu! Poczuj przygodę!
Jej śmiech znów brzęczał mi w uszach, lecz ja — w przeciwieństwie do partnerki — w Potworze widziałem zło i kalectwo niż przygodę. No cóż, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Gwiezdni, trzymajcie kciuki!
<Fenkułowa Plamko?>
[709 słów: Pustynny Wiatr otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

18 maja 2021

Od Fenkułowej Plamki CD Pustynnego Wiatru

— Wietrze… — Fenkułowa jest bezwstydna, dlatego nie miała problemu z piękną, nocną rozmową ze swoim ukochanym. Normalnie byłaby zbyt leniwa, aby otworzyć pysk, ale prawdopodobnie Pustynny trochę pomógł jej przezwyciężyć wrodzonego lenia.
Fenkułowa Plamka nie dokończyła zdania, tylko polizała go po pysku. Wyszeptała coś, ale Wiatr zapewne był zbyt zdziwiony takim obrotem spraw, aby to usłyszeć. Nie zamierzał jednak przegapić szansy na zyskanie miłości. Lizali się, coraz szybciej, szybciej i…
— Przepraszam? Chciałbym spać, a sytuacja nie jest zbyt sprzyjająca — jeden w wojowników, odwracając wzrok, próbował uciszyć parę. Wyglądał na zawstydzonego, że musi im przerywać, mimo to widocznie chęć przespania się przezwyciężyła nieśmiałość.
— Tak, przepraszamy Pana bardzo. — Fenkułowa czarująco się uśmiechnęła do Deszczowego Podmuchu, co skutecznie zamknęło mu pysk. — Niechcący, swoim paplaniem obudzisz innych, także możesz iść… spać. Było miło, do widzenia.
Pies nie kontynuował dialogu, jedynie położył się ciężko na swoim miejscu. Obecna tu suczka uśmiechnęła się jeszcze raz do wybranka, który nadal nie wiedział, jak skomentować to zajście. Cóż, jego czyny mówią więcej niż słowa. Chociaż to też mówi sporo:
— Ee, rozumiem, że obudziłaś mnie, bo chciałaś się mnie zapytać, czy zostanę twoim partnerem? — Pustynny widocznie sam nie wiedział, nadal, co ma o tym myśleć.
Mózg Fenkułowej pracował na najwyższych obrotach, próbując przetrawić wyraz pyska i słowa psa. Wystawiają za i przeciw. Trudno stwierdzić, czy faktycznie go kochała, czy było to jej kolejne zauroczenie, tak czy siak, wrzasnęła (ogłuszając przy tym swojego nowego partnera): Tak! I rzuciła się na Pustynnego, jak szczeniak, któremu zaproponuje się zabawę. Można by pomyśleć, że opętało ją jakieś szaleństwo, chociaż była to po prostu euforia. Jeżeli ktoś do tej pory jeszcze spał, to teraz już musiał się obudzić, ogłuszony jak Wiatr bądź potrącony przez upitą pustynnym suczkę. Dobrze, że Fenkułowa nie zobaczyła spojrzenia swojej matki, bo Malwowy Ogon wyglądała, jakby właśnie podjęła decyzję, kogo następnego zamordować. 
<Pustynny Wietrze?>
[301 słów: Fenkułowa Plamka otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

17 maja 2021

Od Pustynnego Wiatru CD Fenkułowej Plamki

 Och, co za ciekawa osobniczka. Ale… Na wszelki wypadek będę spał z dala od niej. Popatrzyłem się na nią, zastanawiając się, co mam jej odpowiedzieć. I czy w ogóle jej odpowiadać.
— Dzięki — wyszeptałem niepewnie.
Fenkułowa Plamka wlepiła we mnie tylko rozczarowany wzrok i zwinęła się w kłębek, przygotowując się do snu. Ja także się położyłem i natychmiast zmorzył mnie sen.
***
Jesienne liście spadały powoli na ziemię, a przez nie, niczym włócznie, przebijały się promienie zachodzącego słońca. Wszystko wokół pachniało rozmokłą ziemią i chłodnym wiatrem. Uwielbiam porę opadających liści, szczególnie tą późną, lekko już przyprószoną śniegiem. Pora ta to czas ciepłego legowiska z ulubioną zwierzyną. Czas melancholijnych wspomnień, myśli i marzeń, które dopadają nas w każdym centymetrze ciała, w każdym gramie myśli i w każdej sekundzie życia. Tak… Uwielbiam tę porę, po prostu uwielbiam.
Rozejrzałem się dokładnie. Poznawałem to miejsce — to był mój dom, magazyn. Och, jakże pięknie wyglądał w tej wspaniałej feerii barw! Moje łapy zapadały się w rozmokłej ściółce, a ogon rytmicznie zamiatał pomarańczowe liście. Złote promienie słońca padały mi prosto na pysk, pragnąc podzielić się swoim ciepłem. Pragnąc uchronić mnie od zimna ziejącego z ziemi.
Od zawsze czułem, że Gwiezdni specjalnie wybrali na datę moich urodzin porę opadających liści. Od zawsze czułem, że jestem niczym ta właśnie pora — o futrze mieniącym się niczym złoto i heban oraz bursztynowych oczach. Tak, dok…
— Pustynny Wietrze! — Usłyszałem wołanie pewnego psa. — Chodź, prędko!
Zaciekawiony podreptałem w stronę głosu, wzbijając w powietrze chmary liści, które szeleszcząc, przerywały błogą ciszę. Szur, szur, szur.
Zobaczyłem w oddali dwukolorową suczkę o lodowoniebieskich oczach, które spoglądały na mnie z dumą i miłością. Stała tak daleko, że nie widziałem jej zbyt dokładnie. Dostrzegłem jednak poruszające się wokół jej łap małe kuleczki. Tknięty nagłym przerażeniem, zacząłem do niej biec, pragnąc przekonać się, z kim mam do czynienia.
— Pustynny, chodź prędko! — zaświergotała suka, a ja biegłem tak szybko, że myślałem, że zaraz połamię sobie łapy. Coś jednak było nie tak — zamiast przybliżać się do niej, tylko się oddalałem. Widząc, że nie ma to sensu, spróbowałem zwolnić, jednak moje łapy jeszcze przyspieszyły. Wpadłem w ślizg na rozmokłych liściach i już po chwili leżałem zakopany w ściółce. Gdy jednak spróbowałem się z niej wydostać, poczułem okropny ból we wszystkich kończynach. Znad powierzchni usłyszałem ciche głosy.
— Tato…? — Wychwyciłem głos jakiegoś szczeniaka. — Mamo, gdzie jest tatuś?
Zamrugałem powiekami, próbując pozbyć się rozkruszonych kawałków liści wpadających mi do oczu. O co chodziło temu szczeniakowi?
— Nie wiem, skarbie… — odpowiedziała mu suczka. — PUSTYNNY, GDZIE JESTEŚ?!
Zamarłem. Czy to są moje szczeniaki? Co tutaj się dzieje?! Zacząłem przebierać łapami, ignorując narastający ból w kończynach. Chciałem zobaczyć moje dzieci i ich matkę. Musiałem wiedzieć, jak wyglądają i — przede wszystkim — kim są. Jednak, ku mojemu przerażeniu nagle zaczęło brakować mi powietrza, a głosy rozmawiających psów były coraz słabsze, odleglejsze. Ziemia zaczęła wpadać mi do pyska i oczu, całkowicie mnie dusząc i oślepiając. Miałem ochotę krzyczeć, jednak nie mogłem zaczerpnąć tchu. Umierałem.
***
Obudziłem się cały spocony, przerażony i zziajały. Zamrugałem dwa razy oczami, chcąc się upewnić, że nie straciłem wzroku. Moje obawy się rozwiały, a oczy jasno dały mi do zrozumienia, że wszystko z nimi w porządku. Odetchnąłem z ulgą.
— Pustynny… To ty? — zapytała się cicho suczka.
Zamarłem. Dostrzegłem wpatrujące się we mnie lodowatoniebieskie oczy, które błyszczały z ciemności. Byłem sparaliżowany ze strachu i nie potrafiłem się ruszyć. Zacząłem się trząść.
Z mroku wyszła dwukolorowa wojowniczka. W jednej chwili pozbyłem się strachu, rozpoznając w niej Fenkułową Plamkę. Podszedłem do niej i zanurzyłem pysk w jej sierści, próbując się uspokoić. Jak dobrze, że jest to znajoma osoba.
— Pustynny… — Ze zdziwieniem poczułem, że suczka cała się trzęsie ze strachu. — Och, Pustynny… Ja… Miałam okropny koszmar…
Pokiwałem głową ze zrozumieniem i polizałem pocieszająco w pysk. Dostrzegłem, że zaczyna się uspokajać. Chwilę staliśmy obok siebie w ciszy, gdy odezwała się Fenkułowa.
— Boję się snu? Przecież zachowuję się jak rozkapryszony szczeniak! — parsknęła suczka. Po moim ciele przeszedł dreszcz, gdyż przypomniałem sobie mój koszmar. Zaraz także dotarło do mnie, że głos Fenkułowej brzmi uderzająco podobnie do głosu suczki w moim śnie. Czy to możliwe…?
— Pustynny… — wyszeptała suczka, uśmiechając się do mnie z delikatną nadzieją. — Chciałabym ci coś powiedzieć…
<O mój ty Fenkule?>
[681 słów: Pustynny Wiatr otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

22 kwietnia 2021

Od Fenkułowej Plamki CD Pustynnego Wiatru

— Nie przejmuj się nią. — Fenkułowa Plamka podbiegła krokiem pełnym gracji do Pustynnego Wiatru. — Raz się śmieje, a raz złości.
Suczka postanowiła zacząć towarzyską rozmowę (czyt. Flirt), aby osłodzić sobie czas. Nie zapomniała jednak rozglądać się bacznie za Złotym Kłem. Nie wiadomo, gdzie jest … i czy się umył. Nie wykluczajmy niczego.
Pustynny Wiatr popatrzył się zdziwiony na suczkę.
— Nie przejmuję się nią — powiedział powoli, jakby uważając na każde zdanie. Fenkułowa z uznaniem zobaczyła, że ma czyste zęby i pokiwała głową ze zrozumieniem. — A skąd takie nagłe zainteresowanie moją osobą?
Fenkułowa otrząsnęła się nagle, jak z transu, i spojrzała na niego, jeszcze bardziej zdziwiona niż on.
— Cóż… Chyba nie masz zbyt wiele p r z y j a c i ó ł? — Ostatnie zdanie niemal przeliterowała, dziwnie przekrzywiając głowę i błyskając oczami, i nie zdziwiłabym się, gdyby pies dostał fenkułofobii. Nagle wrzasnęła:
— LECĘ NA CIEBIE!
— Co? — spytał niezbyt inteligentnie Pustynny. Może i popatrzyłby się na nią jak na idiotkę, że kocha go, gdyby nie fakt, że w tym momencie „koleżanka” poleciała na niego. Malwowy Ogon patrzyła się bez cienia współczucia na biednego Pustynny Wiatr, który przecież nic nie zawinił, a teraz służył za materac dla Plamy. Oczywiście, jeżeli się nie zorientowaliście, Bad Bitch niegrzecznie podstawiła łapę Fenkułowej. Miała to być to kara za jej gadulstwo, zasłużona lub nie.
— Skupcie się — rzuciła do leżącej na „koledze” suczce i ruszyła dalej, nie czekając na nieszczęśników, a rozbawiony Wiatr wstał, podając jak psi dżentelmen łapę Fenkułowej.
Poszli dalej, lecz nie będę tu tego opisywać. Nic się nie działo, a przynajmniej nic, co jak podejrzewam, was interesuje (żadnych szczeniaków, biedna, słodka, mała, smutna i przez wszystkich niekochana Plama) bądź po prostu tak na marginesie, to jestem zbyt leniwa, aby to opisać. Plama rozglądała się jeszcze za Złotym Kłem, lecz nigdzie go nie zauważyła. Wniosek z tego taki, że sobie poszedł. Gratuluje nadludzkiej inteligencji, chyba przesadziłeś zagadkami z Jasnej Strony.
Malwowy Ogon szła w ciszy, zapewne myśląc o prywatnych sprawach. Nie zwróciła uwagi na nic, co źle zrobiła Fenkułowa. Źle robiła cokolwiek prawdopodobnie, aby sprawdzić, w jakim stopniu Malwowa interesuje się robotą, bo ona nigdy nic nie robi źle nienaumyślnie.
Doszli do obozu, kiedy Malwowa wpadła na wpół zniszczoną ścianę, i zobaczyła gwiazdy przed oczami. Fenkułowa ruszyła na posłanie, niezmiernie zadowolona z tej jakże towarzyskiej przechadzki i na pożegnanie rzuciła do jedynego przytomnego, obecnego tu psa:
— Jesteś gorący jak metal dwunożnych latem. — Puściła oko, o ile psy mogą to zrobić. 
<Wiem że fajnie napisałam ( ͡❛ ͜ʖ ͡❛) Kontynuuj psi dżentelmenie>
[403 słowa: Fenkułowa Plamka otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

20 kwietnia 2021

Od Pustynnego Wiatru CD Fenkułowej Plamki

Sowi Pazur jak zwykle o tej porze zwoływał psy na patrol. I jak zwykle, wśród nich znalazł się pewien złoty pies. Jak zwykle nikt go nie wołał, sam zgłosił się na patrol. Odkąd został wojownikiem, cały czas coś robił. Polował, wyścielał legowiska starszyzny, bawił się ze szczeniakami i chodził na patrole. Cały czas. Wszystkim już weszło to w codzienność, dlatego go ignorowali. Był zawsze — na każdym polowaniu, patrolu, wszystkim. Więc po co z nim pogadać, skoro można to zrobić w następnym księżycu? Albo w kolejnym sezonie? Tak, Pustynny Wiatr był rzeczywiście jak wietrzyk — każdy go ignoruje, do czasu aż zmieni się w wicher. Wtedy go upominają.
— Możemy już iść? — zapytał się Pustynny Wiatr, przystępując z łapy na łapę. Chyba nikt z wyznaczonych psów nie chciał dużej słuchać Sowiego Pazura. — Im szybciej zaczniemy patrol, tym lepiej.
Sowi Pazur w swojej niezmiernej łaskawości kiwnął głową, posyłając wszystkim pełne wyższości spojrzenie i dostojnie odszedł.
— Prowadzę — powiedziała Malwowy Ogon i nie czekając na odpowiedź, odwróciła się do swych towarzyszy tyłem, biegnąc przez magazyn.
Pustynny Wiatr zrównał się z suczką, jednak widząc jej zimne spojrzenie, zwolnił kroku. Już po chwili biegł na samym końcu. Merdał ogonem. Tak, to jest to, co lubi robić. Służyć klanowi.
<Fenkułowa, może zacznij rozmowę, co?>
[200 słów: Pustynny Wiatr otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

19 kwietnia 2021

Od Fenkułowej Plamki — „Złoty Kieł” [przygoda#7]

Fenkułowa Plamka już od jakiegoś czasu widziała w okolicach terenu klanu nieznanego jej, starego psa, mowa tu o księżycu. Pewnie nie zwróciłaby na niego szczególnej uwagi, z powodu jej lenistwa oczywiście, gdyby nie fakt, że pewnego dnia obcy pies bezpośrednio zwrócił się do niej.
— Zatrzymaj się, proszę — powiedział spokojnym głosem.
Popatrzyła się na niego poirytowana. Nawet go nie zna. Ma się zatrzymać? Jeszcze czego? Mimo to stanęła w pewnej odległości, bez zainteresowania przyglądając się szaremu psu. Wyglądał, jakby od dawna się nie czyścił. Szkoda, bo mógłby być całkiem ładny… Chociaż za stary dla niej w sumie.
— Nazywam się Złoty Kieł — przedstawił się, co niezmiernie zdziwiło suczkę.
— Masz klanowe imię — odpowiedziała szybko, nie pozwalając kontynuować nieznajomemu. — Wiedz, że jeżeli popełnisz jakiś błąd, nie będę miała oporu przez rozszarpaniem cię. Jesteś blisko terenu mojego klanu, więc moi sprzymierzeńcy przybędą szybciej niż twoje posiłki. Uciekaj, jeżeli życie ci miłe. I umyj się po drodze, byle nie w błocie, może to ci na urodę pomoże.
Prawdę powiedziawszy, nie zwracała na niego szczególnej uwagi oraz nie chciała prowadzić z nim długiego dialogu. Nie siliła się też na uprzejmość. Zwykły samotnik, udający wojownika. Gdyby teraz odszedł, zapewne nie powiedziałaby o nim nikomu, nie uważając tego za ważne. Pies, nazwany Złotym Kłem nie zamierzał jednak odpuszczać.
— Nie jestem wrogiem, jestem sam. — Zrobił krok do przodu, na co ona odpowiedziała krokiem w tył. Dzięki Gwiezdnym, że nie kontynuował tematu o pielęgnacji sierści. — Chciałbym tylko spędzić resztę mojego życia w towarzystwie innych psów. Należałem kiedyś do leśnych klanów, odszedłem jednak przed wojną. Zaprowadź mnie do waszego przywódcy.
— Hola, hola! — Fenkułowa zmrużyła oczy. — Czy ja cię pytałam o twój wzruszający życiorys? Zrobię, na co będę miała ochotę, więc nie próbuj mi rozkazywać. Obecnie jednak ochotę mam na powrót do legowiska, w s a m o t n o ś c i. Żegnaj — rzuciła oschle na pożegnanie, i odeszła pełnym gracji krokiem, przeszywając powietrze swoim ogonem. Nie zamierzała prowadzić z nim długiej i wyczerpującej konserwacji. Chyba że faktycznie się umyje.
Pies odprowadził ją wzrokiem, bez śladu gniewu. Po chwili zaczął znowu zataczać kółka wokół terenu, chodząc sztywnym krokiem. Jego stawy widziały chyba, a raczej na pewno, lepsze czasy. Suka westchnęła.
— Pewnie i tak zaczepi kogoś innego — wymamrotała pod nosem i wróciła na swoje ulubione miejsce, znaczy się — posłanie. Zakręciła kilka kółek, po czym opadła na legowisko.
— Kto to był? — spytał Deszczowy Podmuch, patrząc się badawczo, trochę nieśmiało na Fenkułową Plamkę. Nie odwzajemniła jego spojrzenia, gdyż była zbyt „zmęczona”.
— Powinnaś zaprowadzić do go przywódcy — wtrącił nieśmiało, spuszczając oczy pod spojrzeniem suki.
— Tak uważasz? — odpowiedziała głosem, dobrze wyrażającym poziom jej zainteresowania rozmową.
— Chyba nie chcesz mieć problemów — wtrącił cicho, zniechęcony oschłym zachowaniem wojowniczki. Tak łatwo było się go pozbyć!
Postanowiła więc zignorować jego zdanie. Problemy? Robi to dla dobra klanu. Wątpi, żeby przywódczyni chciała mieć kolejny problem na głowie. Już samo ganianie za zastępcą zajmuje sporo jej czasu. Nie, nie będzie przysparzała jej problemów. Dobrze rozumie te babskie sprawy.
— Chodź na patrol — powiedział do niej Podmuch. — Sowi Pazur nas woła.
Rzeczywiście, słychać było krzyki tego zrzędy. Mrucząc o głupich sowach, ospale podeszła do zastępcy przywódcy klanu, jak zawsze z wielką czcią prowadząc z nim rozmowę.
<Do kogoś, kto bierze udział w patrolu>
[522 słowa: Fenkułowa Plamka otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia + 10PD za przygodę]