Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pustynny Wiatr x Drżący Szept. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pustynny Wiatr x Drżący Szept. Pokaż wszystkie posty

6 czerwca 2022

Od Drżącego Szeptu CD Pustynnego Wiatru

W czasie panowania Piaskowej, potem się przybliżamy do teraźniejszości
Miałam dwie opcję. Opcję A stanowił jeden z tych tekstów, jakimi często rzucałam w podobnych sytuacjach. Coś w stylu „nie zesraj się” albo „twoja stara”. Opcją B było długie i zmęczone westchnięcie, jakbym naprawdę miała dość Pustynnego. Co nie było tak dalekie od prawdy. W międzyczasie, podczas zastanawiania się nad swoją niedaleką przyszłością, zakaszlałam. Żeby nie było zbyt cicho.
Postąpiłam według planu B, wiedząc, że powinnam zostać pozytywnie zmieniona przez jak najdłuższy czas. Nie uśmiechało mi się wracać do dawnych nawyków i zachowywać się jak wrzód na dupie Industrii. Zresztą, mój klan miał teraz wystarczająco dużo problemów i nie potrzebował dodatkowych ukąszeń — Piaskowa Mara odgryzła im głowę, koszmarnie reprezentując wszystkich Ognistych i rujnując naszą reputację.
Czy kaszel i westchnięcie nie wygląda nienaturalnie w tak krótkich odstępach czasowych?
Nie, nie wygląda na to, żeby Pustynny zauważył lub zamierzał jakoś zareagować nienaturalność. Tfu, jakby takowa istniała. Myślę, że mogę zadecydować, czy zakaszlę, czy westchnę. Albo czy zrobię jedno po drugim.
Moja buntownicza natura kazała mi powtórzyć swe zachowanie. Znowu zakaszlałam, a potem przeciągle wypuściłam powietrze ze swoich płuc. Nikt nie będzie mi się sprzeciwiał.
— Widzisz, ja mam problemy z kręgosłupem a ty z oddychaniem — mój ojciec odwzorował moje westchnięcie (a niech cię Infernum pochłonie, odgapiaczu) jakby też chciał mieć trudności ze wciąganiem i wyciąganiem powietrza. — Usiądź sobie obok mnie, córko, i złap trochę oddechu.
Padłam na ziemię w istocie jak nieżywa. Ta rozmowa prawdopodobnie, tak czy siak, doprowadzi mnie do tego stanu. Wyprostowałam się więc, by oddać żywot godnie a mój umysł pracował na najwyższych obrotach, by znaleźć jakiś dobry sposób na wykorzystanie tej chwili.  
— Co sądzisz, o tym, co się dzieje z twoją córką? — spytałam, chcąc poznać opinię eksperta.
— Nie wiem, o kim mówisz. Piaskowa Mara już nie jest moją córką.
— O mnie. Wczoraj zjadłam TAKIEEEGO ślimakaaa, i chciałam wiedzieć, czy zjadłeś kiedyś większego?! Był TAAKI wielki, jak mój ogon, albo twoje przyrodze-
— Zdradziła nasz klan — przerwał mi. — Nie zasługuje na temat naszych rozmów.
— No nie wiem, ja bym tam chciała porozmawiać z kimś starszym, na temat tego, co o tym uważa. Wyglądasz na takiego, który przeżył już co najmniej dwieście księżyców, a mądrość masz równą pięknu. Zresztą, jeżeli omijalibyśmy nieprzyjemne tematy, a rozmawiali o motylkach, to wszyscy stalibyśmy się jak Promyczek. A jeden Promyczek wystarczy na każdy klan.
Postanowiłam zamknąć się w tym momencie i pozwolić mu mówić. Po części wzięło się to z powodu, iż mój brat w ostatnim czasie nie zachowywał się jak on. Jeżeli dokładnie teraz wszyscy mielibyśmy być Promyczkami, to sądzę, że Industria masowo, w szeregu, poszłaby popełnić samobójstwo.
(Gdyby Wieczorynka mnie usłyszała … Załamałaby się, biedne dziecko)
Jeszcze do późnego wieczora rozmawiałam z moim ojcem, a ten widocznie zapomniał o patrolach i o moim ślimaczym posiłku, ponieważ nawet nie próbował przerywać rozmowy, aby móc uciec służyć klanowi. Chociaż większość czasu zrzędził lub obdarowywał mnie bezsensownymi gadkami moralnymi, to dobrze było kogoś posłuchać kogoś oprócz własnego mózgu w tej sprawie. Nie czułam się dobrze, kiedy psy omijały ten temat, jakby udając, że Piaskowa nie istnieje. A istniała. I była realnym zagrożeniem. Oprócz tego była moją siostrą. Siostrą, którą ignorowałam. Teraz ignorować jej nie będę, a jeżeli wybuchnie do wojny pomiędzy nią a Industrią, zamierzam własnoręcznie wydłubać jej oczy — za to, co zrobiła mojej rodzinie. Za to, co zrobiła mojemu rodzeństwu, mojemu ojcu, i za to, co musi przechodzić moja matka, kiedy ogląda to z góry.
Jak się okazało, wcale nie byłam tą, która zrobiła jej kuku.
Musiałam co prawda czekać księżyce, jednak wszystko nastąpiło w swoim czasie i nastąpiło całkiem sprawnie. Piaskowa Gwiazda powróciła do miana Piaskowej Mary i została zabita przez prawowitego władcę Flumine. Gwiezdni jedyni mogli wiedzieć, jak osądzić jej duszę, o ile to nie oni ją zesłali — ten lęk pojawił się znikąd tuż po jej śmierci, jednak razem z czasem rozwiewał się. Ja zaś utwierdziłam się w przekonaniu, że sprawiedliwości stała się zadość, chociaż moje serce zdecydowanie protestowało, iż miałam w wyroku zbyt mały udział.
Zerowy, mówiąc wprost.
Wiecie, kiedy nachodziły mnie przemyślenia dotyczące życia, nie byłam pewna, jak przyzwyczaję się do myśli, że brałam czynny udział w tworzeniu tego potwora, a potem nawet nie przyłożyłam łapy do cofnięcia zdarzenia. Nachodziło mnie też wiele innych przemyśleń: dlaczego jeszcze żyję, ile czasu minie, zanim stanę się jak ona, oraz czy geny Malwowej miały wpływ na tok rozumowania Piasek.
Tymczasem mój ojciec dochodził do siebie. Ponownie zaczął wytykać mi błędy i oferować swoje towarzystwo na polowaniach, widocznie chcąc zjednoczyć rodzinę. Ja sama zresztą nie wiedziałam, czy to cokolwiek da, ponieważ pustynni sypali się w oczach. Nie zdziwiłabym się, gdyby Płomienni plotkowali o tym, iż Gwiezdni uwzięli się na naszą rodzinę czy inne brednie. Mówić im nikt nie zabroni. W końcu faktem było to, że wszyscy rozdzielaliśmy się od siebie. 
Kiedy chwilami patrzyłam na mojego ojca, zastanawiałam się, kto odejdzie następny. Jednak nie wydawało mi się, żeby to on był pierwszy w kolejce. Był zbyt rozpoznawalną postacią w moim życiu, żeby mógł tak nagle z niego zniknąć. Przynajmniej nie teraz, kiedy jeszcze nie wyjaśniłam sobie z nim wszystkiego. 

<Pustynny Wietrze?>
[831 słów:Drżący Szept otrzymuje 8PD]

7 kwietnia 2022

Od Pustynnego Wiatru CD Drżącego Szeptu

Pustynny Wiatr starzał się.
Jego łapy, przeciążone wieloma patrolami dziennie mu to jasno mówiły. Wtórowały im obolałe, starte poduszki i pazury, które dziennie pokonywały wiele tras po miejskim asfalcie, w poszukiwaniu pożywienia dla klanu. Nie mówiąc już o sierści, która była w opłakanym stanie. Same jego myśli też się zmieniały. Były mniej wyraźne, więcej w nich było wspomnień o Fenkułowej Plamce i o czasach, gdy jego dzieci były małymi pulpetami. Och, ile on by dał, by mieć jeden taki dzień!; z partnerką obok i kicającymi wokół dzieciakami. W rzeczywistości Fenkułowej nie było, a jego dzieci były dorosłymi, samodzielnymi bytami. Wszystkiego nie polepszył fakt, że jego młodsza córka, Piaskowa Mara, odbiła Flumine. Jego córka była tą samą osobą, co ta krwawa władczyni Wodnych, o której co jakiś czas dochodziły plotki. Nieprzyjemne plotki. Nie wierzył, że to była JEGO Piasek.
Mimo wszystko Pustynny nadal pozostawał sobą. Nie dopuszczał za często do siebie myśli, że jest troszkę starszy.
,,Za często’’ jednak nie znaczy ,,nigdy’’.
Niemożliwe było w zupełności omijanie myślami tego tematu, gdy był psem tak bardzo zmęczonym. Jego organizm niemal wrzeszczał, z dnia na dzień coraz głośniej, by wojownik zwolnił. Chodzenie na codzienne patrole i polowania przez kilkadziesiąt księżyców (z odpoczynkami nieprzekraczającymi jakieś dwa tygodnie) przemęczyły jego organizm. Organizm, który, nie ukrywajmy, młodość miał już za sobą.
Teraz siedział w ciszy w swoim legowisku, wpatrując się tępo w ścianę.
Gdy usłyszał kroki na korytarzu, a do jego nozdrzy dotarł zapach Drżącego Szeptu, zastrzygł uszami.
— O. Cześć, ojciec.
Dreszczka miała dobry dzień. Wyczuł to po jej głosie. Gdyby było inaczej, co najwyżej warknęłaby coś do niego cicho.
— Cześć, córko… — odpowiedział ciszej Pustynny.
Czuł na sobie badawczy wzrok Dreszczki, nie za miły, nie za wredny. Ach, jakie ona ma ładne, błękitne oczka. Po matulce dostała. Taki sam wzrok. Tak, tak… Identyczny. — pomyślał. Zrobiło mu się ciepło na sercu.
Odgonił myśli, że Piasek też miała taki wzrok. Piasek nie zasługiwała na miano jego córki.
Chciał wstać, przytulić Dreszczkę i powiedzieć jej jakiś boomerski tekst, czy też przypomnieć jej, że z jakieś piętnaście księżyców temu (a nie, wait, trzydzieści), była malutką, białą kuleczką puchu.
— Cholera!
Gdy tylko delikatnie się uniósł, wzdłuż kręgosłupa poczuł przeszywający ból. Jęknął, znowu opadając na posłanie.
Pod pytającym wzrokiem Drżącej, która stała bezruchu i spoglądała na niego niezbyt inteligentnie, wojownik siedział jak sparaliżowany.
— Coś mnie postrzyknęło, nie patrz się tak na mnie. Mam już prawie dziewięćdziesiąt księżyców na karku. Życzę ci, byś w moim wieku, po tylu patrolach i polowaniach, była chociaż w połowie w tak świetnej kondycji, jak ja.

<Dreszczka, teraz ty>
[418 słów: Pustynny Wiatr otrzymuje 4 PD]

9 grudnia 2021

Od Drżącego Szeptu CD Pustynnego Wiatru

— Tatuś! Tatuś!
Dużo o tym myślałam.
Rzecz jasna chodzi mi o moje relacje z Pustynnym Wiatrem. Nie są one zbyt korzystne. I chciałabym to zmienić, zanim będzie zbyt późno.
Szczególnie śmierć Fenkułowej Plamki uświadomiła mi coś, czego do wiadomości przyjąć przed nią nie chciałam; mowa tu o tym, że choćby świat się właśnie zawalił, to i tak mój mentor będzie moim ojcem. I choćby nie wiem, jak bardzo wypierałam się, że to dzięki niemu tutaj jestem, to jednak bez jego nieszczęsnych genów nigdy bym nie powstałam – jakkolwiek to brzmi. Ooh, to brzmi strasznie kiczowato, ale to prawda. Jesteśmy rodziną, a rodzina powinna się wspier-
Dobra, tamto sramto, ale to mi przez gardło nie przejdzie.
Idźmy dalej z tym tematem, o ile nie popełnię samobójstwa z tego, jak to, co mówię, jest żałosne (te zdanie naprawdę trudno było stworzyć, ale nie musicie klękać).
To on mnie wyszkolił, to on przekazał wiedzę. Kiedy byłam durnym szczeniakiem, który jeszcze nie zdawał sobie sprawy, ile na tym świecie jest okropności; to on się ze mną bawił. Oczywiście, były słabsze momenty, jednak komu się one nie zdarzają? Ile razy ja sama zachowywałam się jak bezmózga mysz?
Nie urażając myszy. Nie twierdzę, że nie mają mózgu, bo pewnie jakiś mają (nie zamierzam tego sprawdzać), ale inteligencją nie grzeszą. No, wiecie, w porównaniu do nas wychodzą prawie gorzej od dwunożnych.
Najtrudniejsze było powiedzenie mu czegoś w stylu „Hej, Pustynny, sorry, że byłam taką córką. Nie wydziedziczyłeś mnie czasem?” … Znaczy, ten, chodziło mi o „Elo, ojciec. Widzisz? Powiedziałam OJCIE-
Chyba rozumiecie, jakie to trudne – powiedzieć coś tak, aby się nie ośmieszyć powagą tego zdania, ale jednocześnie nie wziąć twardego tematu jak zwykłej rozmowy. To wymaga wprawy, a ja nie zdążyłam nabyć zbyt wiele charyzmy. Także to musiało stanowić samobójstwo. Ale wszyscy wiemy, że nie jestem normalna, także i do tego mogę się posunąć! Jebać życie!
– Hej, Pustynny, może pójdziemy na patrol? – nie miałam specjalnego pomysłu jak zagadać do mentora, gdyż nie jestem zbyt kreatywna… Zresztą, wątpliwe, że odmówiłby sam sobie kolejnego, żmudnego patrolowania granic, także to nie było takie złe.
Całkiem… Inteligentne posunięcie, jeżeli mogę tak zaryzykować.
– Jasne – krótko odparł, a ja zaczęłam się zastanawiać, czy czasem nie powiedziałam czegoś niewłaściwego.
Wiecie, taka krótka odpowiedź może oznaczać wiele rzeczy.
a) Pustynny prawdopodobnie zachowuje czujność, gdyż wie, co się święci (albo wie, że chcę go na tym patrolu żywcem zakopać lol)
b) Jest zmęczony i nie chce mu się składać nic dłuższego.
c) Ma mnie w dupie.
d) Planuje mnie zabić.
W sumie głupio czułabym się, gdybym obstawiła inną opcję niż b, ale coś mi świeciło, że prawidłową jest d. Także ze zdwojoną czujnością wzięłam udział w tym cholernie nudnym patrolu, na którym nic
ciekawego się nie wydarzyło, a ja nie mogłam zebrać się na odwagę, by coś z siebie wydusić. Pustynny Wiatr ani mnie nie zabił, ani zabicia nie oczekiwał, ani jakoś mnie specjalnie nie ignorował. Słowem; żałowałam, że został moim ojcem.
Aby poprawić sobie humor, zaraz po patrolu poszłam coś zjeść. Kiedy już miałam wybrać jakiegoś ładnego ptaszka ze stosu, ubiegł mnie Pustynia. Patrzył się na mnie, ot tak.
Ee… Kodeks wojownika? O to mu chodziło?
— Powinieneś bronić swojego klanu za cenę życia — powiedziałam, ale zaraz przypomniało mi się pytanie, jakie zadałam kiedyś Ciepłej Łapie. Wyjaśniłam więc: — Oczywiście można zawierać przyjaźnie z psami z innych klanów, ale wtedy być może będziesz musiał z nimi walczyć.
Zarówno mentor jak i Jazgotek ucichli. Zamrugali synchronicznie.
— Cóż… Już się go nauczyłaś? To super! — entuzjazmem zastąpił pierwsze zdziwienie.
— No… nie całe—
— Kontynuuj, Dreszczko. Jazgotku, powtarzaj za nią.
Poczułam złość. Traktuje nas jak szczeniaki i mówi do nas, jak do szczeniaków. „Jazgotek” natomiast, jako pies idealny, w ciszy przyjął tę wiadomość do informacji. Jego jedyną reakcją było powtórzenie za mną, i staranie się podnieść rangę słów oraz ująć to ładniej.
Przetrawiłam wszystko, i wreszcie dotarło do mnie, że umiem tylko kilka pierwszych wersów. Ups.
— Trzymaj się swoich granic i nie poluj na obcą zwierzynę — niepewnie oznajmiłam, a Pustynny pokiwał głową. Jazgocząca Łapa bezmyślnie powtórzył, i gdyby nie spokój, nie wyglądałby zbyt inteligentnie. Szkoda. Nie mam nic przeciwko oglądaniu go w słabszym momentach. Tylko on nie ma słabych momentów. Jak mnie to denerwuje!
— Ee… No, obowiązuje zasada karmienia, że najpierw są ranni, w ciąży i … karmicielki. I starsi — dodałam szybko.
— Uczniowie i wojownicy mogą pożywić się dopiero po starszych, szczeniętach i suczkach ciężarnych lub karmiących. Uczeń nie może zjeść, dopóki nie nakarmi starszych lub nie otrzyma pozwolenia — Jazgocząca Łapa rozwinął moją myśl, przez co wyszedł bardziej profesjonalnie. Ledwo powstrzymałam się przed ukazaniem złości. Ale dupek! — Chorzy i zranieni wojownicy oraz uczniowie mogą jeść wraz ze starszymi.
— Wspaniale — powiedział zadowolony Pustynny. — Kontynuuj, Dreszczko.
— No… Zapomniałam — mruknęłam, kierując swój wzrok w podłoże. Nie zraziło to mojego ojcmentora.
— To nic. Powtarzajmy od nowa, a potem może sobie przypomnisz.
He… He…
 — No, cześć, ojciec, jak widzisz… Znaczy, to nie tak jak myślisz.
Dlaczego wyglądał na wzruszonego? Nie rozumiem. Ale kto go do jasnej ciasnej zrozumie?! 
 
<Pustynny Wietrze?>
[840 słów: Drżący Szept otrzymuje 8PD]

18 listopada 2021

Od Pustynnego Wiatru CD Drżącego Szeptu (Drżącej Łapy)

Akcja dzieje się nie-wiem-kiedy, ale dawno, bardzo dawno temu, jak było lato, a bachory były słodkimi kurdupelkami, Fenkułowa jeszcze oddychała.
W głowie Pustynnego huczało tysiąc myśli. Jedne przekrzykiwały inne, kolejne buczały cicho, acz upierdliwie, podobne do much latających wokół jego oczu.
Jednak szczególnie jedna była głośna, przebijająca się ponad wszystkie.
„Kurwa, ale ja nienawidzę pory zielonych liści”.
Tym samym sprawiając, że żadne z domysłów Drżącej Łapy nie było prawdą; ani te negatywne, ani te pozytywne. Pustynny, w jego mniemaniu, był świetnym rodzicem. Nie zauważył, żeby pominął w życiu piątki uczniów jakiś ważny etap. Odpowiedzmy sobie jednak na jedno bardzo ważne pytanie: Czy on cokolwiek zauważał, oprócz swojej reputacji?
Fakt, czasami uśmiechnął się ciepło do Fenkułowej Plamki, pocieszył swoje dziecko, gdy te było smutne. Więcej czasu jednak spędzał na patrolach, niż z rodziną, a jeśli już, to łączył te dwie rzeczy w jedną, zabierając rodzinkę na spacer. I chyba tylko on był podekscytowany na każdym takim wypadzie, bo ani Fenkułowa, ani żadne ze szczeniąt nie widziało nic fajnego w żmudnym i długim patrolowaniu granic, w towarzystwie perfekcyjnego i upierdliwego wojownika.
— Drżąca Łapo? — Przypomniał sobie, gdy jego córka i uczennica już odeszła od niego na sporą liczbę długości myszy. — Sowi Pazur mi przekazał; jutro o wschodzie słońca idę na ranny patrol wraz z Owczym Sercem i Lekkim Sercem. Pomyślałem, że mogłabyś do nas dołączyć, tak w ramach treningu. Dość rzadko patrolujesz. Co ty na to?
„Dość rzadko” w słowniku Pustynnego oznaczało codziennie. Cisnął Dreszczkę do granic jej możliwości i chociaż pragnął, by ukończyła swój trening, efekt był zupełnie odwrotny. Uczennica nie miała energii, by skupić się na wszystkim, co było od niej wymagane.
Widząc jej skwaszoną minę, kontynuował, niecierpliwie odganiając się od much.
— Potem dam ci wolne. Słowo honoru.
< Jest 200 słów! Drżąca Łapo? Sorry, że tak długo czekałaś >
[267 słów, Pustynny Wiatr otrzymuj 2 punkty doświadczenia i medal ojca roku]

15 sierpnia 2021

Od Drżącej Łapy CD Pustynnego Wiatru

Mózg Dreszczki próbował przyswoić nadchodzące zewsząd informacje, nie wiedząc, czy wybuchnąć gniewem, czy płaczem. W końcu zdecydował się popaść w stan środkowy, a sama suka wymusiła na swoim pysku pokerowy wyraz.
— Po pierwsze —  zaczęła lodowatym głosem, stając pyskiem w pysk z mentorem. — Nie wiem, jak wielkim idiotą trzeba być, aby odzywać się tak do swoich szczeniąt. Do psów, które swoimi umiejętnościami przewyższają cię dwukrotnie, chociaż są dopiero uczniami, i mogłyby spuścić ci taki wpierdol, że twoja reputacja skapitulowałaby szybciej, niż zdążysz mrugnąć. 
Wszyscy jak na zawołanie spojrzeli na nią: Promyczek z trwogą cofając się, Kruczy z widocznym zaskoczeniem, a Jazgoczący jakby chciał powiedzieć „Uciekaj, zanim Pustynia cię zabije”. Piasek natomiast zdziwiona i trochę zalękniona obserwowała całe zdarzenie, szukając podparcia u swoich przyjaciół. Promyczek zasłonił ją lekko własnym ciałem, chcąc ochronić. 
— Po drugie — przekrzywiłam pysk, prześwietlając Pustynny Wiatr swoim wzrokiem. Postąpiłam krok do przodu i mocno stanęłam na łapach. Nasze pyski niemal dotknęły się, gdy patrzyłam mu głęboko w oczy. Zniżyłam głos. — Uciekamy, bo chcemy. A tobie nic do tego. Zresztą, powinieneś nam dziękować, że wybieramy to, zamiast zaatakować.   
— Słuchaj. — zmarszczył nos, widocznie zdziwiony i zasmucony. — Nie wychowałem was na takie psy, które tak się odzywają do własnego ojca. Zaatakować? Zachowujesz się jak Malwowa, czy sobie żartujesz? Dziecko, proszę cię- 
— Nie wychowałeś nas wcale — syknęłam. — Zamiast tego wolałeś dbać o swoją reputację. Myślisz, że nie wiem, że to dlatego chciałeś mieć potomstwo? Nawet ktoś tak głupi jak ty by się domyślił. My mamy się tak do ciebie nie odzywać? A ty? Jaki dajesz nam przykład? Prosto z mostu walisz, że jesteśmy całym twoim wstydem. To ty jesteś całym swoim wstydem, Pustynny Wietrze. A Malwową w to nie mieszaj. Widocznie po prostu wdałam się w ciebie. Kwestia genów. 
On chciał coś powiedzieć, a ja chciałam odejść. Zanim wykonałam swój plan, zatrzymałam się i rzuciłam na odchodne, zawiedziona jego postawą i mając wyrzuty sumienia: 
— Już nie uważam cię za swojego ojca, Pustynny Wietrze. Zanim wziąłeś się za robienie szczeniaków, powinieneś nauczyć się panować nad własnymi emocjami. 

*** 

Z umiarkowanym zainteresowaniem obserwowałam mentora. Przed oczami nie stał mi on, a mój ojciec, który zawlókł mnie przed oblicze liderki, tłumacząc się ze mnie. Ze mnie. Jakbym była jakimś problemem klanu. Błędem, który trzeba rozwiązać. I tłumaczył się ze mnie. Z mojego zachowania. Bo przecież ja tego zrobić nie mogę, prawda? To on musi robić wszystko za mnie, a przy okazji obwiniać przypadkowe psy z otoczenia. 
Jak ja nienawidziłam niesprawiedliwości. A to była jawna niesprawiedliwość. 
— Widzisz? — spytał się mnie Pustynny Wiatr, wciąż prezentując ten sam manewr, który umiałam księżyc temu. — Powtórz go. 
Zrobiłam to, co wojownik powitał przegryzieniem wargi. Nie było perfekcyjne. Zbyt mało idealne, na jego szczeniaka. Poprosił o powtórkę. Wysiliłam się więc, aby zrobić to dobrze. Mentor powoli pokiwał głową, nadal nie do końca usatysfakcjonowany. Do towarzystwa wkroczyła Fenkułowa Plamka, próbująca obgryźć sobie pazury, żeby były równe. Kiwnęła głową swojej drugiej połówce, wciąż kierując wzrok na swoją łapę. 
— Hm… Widziałeś gdzieś Promyczka? Chcę z nim poćwiczyć. Ee, czekaj — przerwała, dogryzając do perfekcji jednego ze swoich pazurów. — Dobrze. Jest dobrze. Na czym to ja skończyłam? 
Była trochę rozkojarzona. Tuż za nią wyłonił się Krucza Łapa, znudzony wodząc wzrokiem po otoczeniu. Ziewnął, całkowicie ignorując obecność kogokolwiek innego od własnej rodzicielki. 
— Mogę iść spać, matka? — spytał. 
— Oczywiście, skarbie — uśmiechnęła się. — Poćwiczymy jeszcze za pół księżyca ten manewr, a za jakiś czas może na polowanie cię zabiorę, bo ostatnio mnie łapa boli. 
Nie wyglądało, jak gdyby cokolwiek ją bolało, ale Kruczek pokiwał głową z zadowoleniem. Była dla niego idealną nauczycielką. Praktycznie nic go nie uczyła, podczas każdego treningu leżąc i mozolnie prawiąc mu komplementy i elementy do poprawy. Cóż, wymagająca z pewnością nie była — całkowite przeciwieństwo Pustynnego Wiatru. 
— Nie uważasz, że nasza reputacja może na tym cierpieć? — cicho spytał się partner Fenkułowej Plamki, konspiracyjnie zniżając ton. Wszyscy go jednak słyszeliśmy. — Chyba zbyt mało pracuje. 
— Ależ oczywiście, że mało pracuje! — wykrzyknęła zdenerwowana, że Pustynny Wiatr śmie wątpić w umiejętności jej ucznia. — Po prostu wszystko mu wychodzi, więc nie ma potrzeby dużo trenować. Ma ogromny talent i potencjał. Tyle w temacie. 
Cóż, Krucza Łapa zdecydowanie nie miał talentu i potencjału. W każdej pozycji kiwał się krzywo na boki, gdyż mentorka nie wypracowała u niego równowagi. Widocznie szkolenie trzeciego ucznia nie było dla niej wielką frajdą, a zapał, jaki posiadają młode psy dowiadujące się o nowym uczniu, uleciał z niej wraz z wiekiem. 
Zadowolona Plama pożegnała się z nami, gdyż w zasięgu jej wzroku ukazał się Promienna Łapa. Dawno zauważyłam, że Fenkułowej bardzo zależy, aby szczeniak okazał się dobrym wojownikiem. Zabierała go na dodatkowe sesje treningowe, ignorując, że teoretycznie nie jest jego mentorką. Suce zapadł w pamięć brak entuzjazmu u ucznia, szkolącego się na wojownika (a nie, zgodnie z jego wolą, medyka), dlatego zrzucając na niego dodatkowe obowiązki, chciała pobudzić u niego zapał. Wydawała się nie zauważać, że osiąga odwrotny efekt do zamierzonego, a Promienna Łapa wciąż traci po cząstce energii. 
Współczułam mu. Dobrze pamiętałam, jak próbowałam pomóc mu stać się uczniem Petera, a jednak nie byłam zdziwiona, że wszystko spełzło na niczym. Promyczkowi brakowało odwagi, aby poprosić Szarą Skałę o zostanie jego uczniem, a moje próby pomocy nic nie dały. Westchnęłam ze zrezygnowaniem, co nie uszło na uwadze Pustynnemu Wiatrowi. 
— Zmęczona? To jeszcze tylko chwilkę. Możemy poćwiczyć teraz podchodzenie do zwierzyny — powiedział. Niemal niezauważalnie kiwnęłam głową, przyzwalając na dalsze prowadzenie treningu. Niezrażony wojownik zaprezentował pozycję, którą przybierały czające się psy. 
Obserwowałam z uwagą, które mięśnie napina, a które pozostają rozluźnione. Starałam się odtworzyć jego ruchy, kierując wzrok w kierunku, w którym patrzył mój mentor, i ignorując dławiące poczucie zmęczenia. Pustynny nosem zmienił ustawienie moich łap i obniżył ogon. Przyglądał się mi krytycznym wzrokiem, chcąc wyłapać wszelkie niedogodności. 
— Hm… — zastanawiał się przez chwilę, ale koniec końców się rozluźnił. — Dobrze jak na pierwszy raz. Koniec treningu. 
Spojrzałam mu głęboko w oczy, po czym obniżyłam pysk i wymamrotałam słowa podziękowania. W ciszy opuściłam miejsce nauki, nie odwracając się za siebie. 
Pustynny Wiatr odprowadzał mnie wzrokiem, pogrążony we własnych rozmyślaniach. Być może zastanawiał się, który etap dorastania jego dzieci przeoczył. Ta wizja wydawała się przyjemniejsza. Druga głosiła, że rozmyślał nad tym, jak bardzo wyszkolenie ucznia podniesie mu reputację. Czułam, jak patrzy na mnie, a kiedy zniknęłam mu z pola widzenia, odetchnęłam z ulgą. Chciałam wierzyć, że opcja pierwsza była prawdziwa, a jednak sama nie wierzyłam w realność podejrzenia. 

<Ojcmentorze?>
[1042 słowa: Drżąca Łapa otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia oraz 3 Punkty Treningu]

8 sierpnia 2021

Od Pustynnego Wiatru CD Dreszczki (Drżącej Łapy)

Pustynny Wiatr nadstawił uszu, gdy usłyszał pisk szczenięcia. Praktycznie od razu stwierdził, że jego nadawcą jest najmłodszy Kruczek. Zerwał się do biegu błyskawicznie, podążając za zapachem dzieci jak i niesłabnącym szczenięcym wrzaskiem. 
Minął skupisko krzaków, przeskoczył przez parę kałuż rozlanych na ziemi i na łeb na szyję pomknął przez kwitnącą polankę niedaleko drogi grzmotu. Pędzący potwór przejechał tak blisko niego, że podmuch spalin zmierzwił mu sierść. 
Wyminął parę młodych drzew i od razu dostrzegł jego szczeniaki, które wgapiały się w niego przerażonym wzrokiem. 
— T-tato… — zaczął Promyczek, spuszczając głowę i z obawą skacząc wzrokiem po łapach Pustynnego i Piasek, jak gdyby obawiał się spojrzeć im w pysk, a jednocześnie widać było, że boi się o swoją siostrę. O to, że Pustynny na nią nakrzyczy. 
Wiatr chwilę stał w ciszy, a potem z jego gardła wyrwał się ryk. 
— DLACZEGO UCIEKACIE?! — krzyczał, a z jego oczu ciskały pioruny — MOJA REPUTACJA NA TYM CIERPI. ROZUMIECIE TO? 
Szczeniaki jak na zawołanie się skuliły; Dreszczka przewróciła przy tym oczami, Jazgotek uśmiechnął się krzywo, Promyczek liznął Piasek, a sama Piasek mamrotała coś pod nosem. Kruczek natomiast zamrugał przepraszająco i wyszedł z równej linii szczeniąt, posyłając ojcu błagalne spojrzenie. 
— Uch, ech, no… Sorry, tatku — zaczął, przystępując z łapy na łapę. — A teraz mogę wrócić do obozu i się zdrzemnąć? Jakby co, to ta cała wyprawa była pomysłem Dreszczki — dodał szybko, złośliwie się szczerząc i strzelając kpiącym wzrokiem w stronę siostry. 
Pustynny Wiatr zmroził najstarszą suczkę wzrokiem. 
— Nieprawda. — westchnął Jazgotek, ostrzegawczo łypiąc na brata wzrokiem. — To był mój pomysł. 
Ach, ten rycerski gówniarz. 
— Cicho już bądźcie — zganił ich złoto-czarny wojownik, ruszając w drogę powrotną. — Przynosicie mi wstyd i hańbę. Albo inaczej… — stłumił w sobie wyrzuty sumienia, patrząc się na zlęknione szczeniaki wściekłym spojrzeniem. — To wy jesteście całym moim wstydem. 
Nie ma co, kochany ojczulek.
< Drżąca Łapo? Nabijaj szybko ten trening, chcę zabić tego debila >
[ 297 słów, Pustynny Wiatr otrzymuje 2 punkty doświadczenia]

7 lipca 2021

Od Dreszczki CD Pustynnego Wiatru

— Nie uważacie, że powinniśmy wracać? — cicho powiedziałam, z obawą rozglądając się dookoła mojego rodzeństwa. Nieliczne drzewa wyglądały, jakby umyślnie chciały nas zdeptać. Wiem oczywiście, że rośliny się nie ruszają, ale skąd mam wiedzieć, czy te nie są wyjątkiem?
— No oczywiście! — oburzył się Kruczek. — Jeżeli coś nie jest twoim pomysłem, to nie powinniśmy go wykonywać. Świat się nie kręci wokół ciebie, Dreszczka.
— Skąd taka zmiana? — z przekąsem spytałam. — Ostatnimi czasami częściej jesteś śpiący, niżeli chętny do zabawy.
— Przestańcie się kłócić — Jazgotek powiedział spokojnie. Kruczek oburzył się na to, ale nie powiedział nic. Ja natomiast wykrzywiłam pysk w grymasie, próbując ukryć, że wzbudziło to mój podziw. Jak i zazdrość. Wątpiące, aby w poprzednim wcieleniu zrobił coś wielkiego, dlaczego więc my wszyscy się go słuchamy? To nie jest sprawiedliwe, że każdy się z nim liczy. Nie mam mu tego za złe, jednak ja również chciałabym trochę uwagi…
W ciszy szliśmy za naszym kierunkowskazem: tropem zostawionym przez poranny patrol. Był on dość zwietrzały, także chwilami musieliśmy spocząć, aby upewnić się co do trasy. Taki moment przyszedł właśnie teraz, rozpoczynając kolejną kłótnię.
— Chyba zmierzamy na obrzeża miasta, bo pachnie jakimś dzikim zwierzęciem — przejęta oznajmiłam, bojąc się, że lada chwila coś na nas wyskoczy.
— Może powinniśmy wracać? — cicho zaproponował Promyczek, jednak każdy go zignorował. Zrobiło mi się go żal, dlatego obdarzyłam go pogodnym spojrzeniem. „Nie martw się” — chciałam mu przekazać.
— Nasi rodzice nie są ślepi. Zauważą, że nas nie ma — mruknęła Piasek, próbując zachęcić nas do zmiany zdania.
— Kruczek rzadko coś proponuje — odparł na ten protest Jazgotek, chcąc złagodzić sytuację. — Może powinniśmy pozwolić mu ten raz zadecydować, jak spędzimy dzisiejszy dzień?
— No nie wiem. — Przystąpiłam z nogi na nogę.
— Masz rację, Jazgotku! — Uśmiechnął się na to radośnie Promyczek, pomijając moją niechęć. — Też uważam, że powinniśmy pozwolić mu dojść do głosu. W końcu wszyscy mamy takie samo prawo, zarówno do wypowiadania swoich pomysłów, jak i dobrej zwierzyny, złowionej dzięki klanowi.
Kruczek się wykrzywił, zapewne chcąc zaprzeczyć drugiej części wypowiedzi Promyczka. Przewróciłam oczami. Szczeniak był w stanie zgodzić się z wszystkim, ale tylko wtedy, kiedy przyniosło mu to jakąś korzyść. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo mnie to denerwowało!
— Chodźmy — wtrąciłam się, niezbyt przyjemnym tonem. Promyczkowi niemal oczy wyszły z orbit, kiedy mój brat wpadł na pomysł, że mogę nie mieć tego samego zdania co on.
— Dreszczko? Uważasz inaczej?
Oczywiście wszyscy w milczeniu skierowali swój wzrok na mnie. Podkuliłam ogon. No dobrze, faktycznie: lubiłam, kiedy inni poświęcali mi uwagę, ale n i e t a k.
— Nie, nie — szybko podałam odpowiedź, na którą czekają.
Kruczek się zaśmiał.
— Z czego się śmiejesz? — skierowałam do niego pytanie.
— Z ciebie.
— Proszę was. — Jazgotek wyglądał, jakby spadło na niego tysiąc nieszczęść. Czy był zawiedziony, że musi wciąż powtarzać swoje upomnienia? — Przestańcie. Jedynie psujecie sobie nastrój, wciąż wypominając sobie wszystkie błędy. Czy nie łatwiej będzie się pogodzić? Proszę, zróbcie to dla pozostałych. Chyba wszystkich męczą już wasze kłótnie…
Zaległa głucha cisza. Jedno spojrzenie na najmłodszego członka rodzeństwa wystarczyło, abym upewniła się, że nie wyjdzie z przeprosinami jako pierwszy. Nikt nawet tego nie oczekiwał — reszta szczeniaków spoglądała na mnie, jakby oczywiste było, że to ja wypowiem magiczne słowo pierwsza. Jedynie Jazgotek był bezstronny, lustrując nas oboje mądrym wzrokiem. Coś, czego nie umiałam jeszcze nazwać, zapiekło mnie w serce, kiedy spod przymrużonych oczu obserwowałam, jak wielki się wydawał. Wiedziałam, że całe rodzeństwo, wpatrzone w niego jak w obrazek spełni jego prośby, ale czy ja miałam go posłuchać? Mówił jak nasi rodzice. „Pogódźcie się” — oznajmiali, kiedy Skarżypyta Kruczek oznajmił im o naszej kolejnej kłótni. Czy mam być jak oni wszyscy?
— Przepraszam — oznajmiłam, patrząc sobie w łapy. Uświadomiłam sobie, że to nie jest odpowiednia chwila na robienie fochów.
— Sorry — odezwał się mój brat, jednak jego ton nie wskazywał na żadną skruchę. Poirytowana podniosłam na niego wzrok. „Naprawdę nie umiesz się wysilić na jakieś godne przeprosiny?” — pomyślałam.
— Chodźmy dalej — w tonie Jazgotka słychać było ulgę, jakby kryzys został zażegnany. Ja jednak wiedziałam, że to tylko zawieszenie broni.
Najmłodszy z nas, Kruk, zaczął iść przed siebie, wlepiając wzrok w coś, co tylko on widział. Jazgotek z Promyczkiem gawędzili na przodzie, idąc raźno, podczas gdy ja szłam na tyle, obok Piaski. Suczka wyglądała, jakby sama moja obecność wprawiała ją w zakłopotanie. Zdziwiona obejrzałam się na nią, chcąc przypomnieć sobie, czy byłam dla niej ostatnimi czasami wredna. Przypomniałam też sobie, że ja jestem ciągle wredna, co wprawiło mnie w złość. Chciałabym być trochę milsza i mniej kłótliwa. Mniej zazdrosna, z poczuciem własnej wartości, heroizmem płynącym w żyłach. Umiejąca zrobić wszystko, nie robiąc nic. Żeby wielkie rzeczy przychodziły mi z łatwością… Albo bardzo trudno. Byleby przychodziły.
Zlustrowałam całe moje rodzeństwo wzrokiem, odkrywając prawdę, która trafiła mnie jak błyskawica. Zdziwiona, potrząsnęłam z niedowierzaniem głową, nie mogąc oderwać od nich oczu. Oni mnie nie rozumieli! Ciągle się z nimi kłócę, ale tylko dlatego, że oni nie wiedzą, jak to jest chcieć być kimś. Mogąc poświęcić wszystko, co się kocha, aby tylko być wyjątkowym. Być bohaterem, o którym wszyscy mówią. Mieć wspaniałą historię, pisaną złotym drukiem. Pełną zwrotów akcji, pokazów swoich umiejętności i czci od innych. Kłócę się z nimi, bo nie wiedzą, że chcę w ten sposób pokazać swoje niezachwiane wartości i ukazać im, jak żelaznym jestem psem. Uważają, że to moje złośliwości i potworny charakterem.
Znowu poczułam to uczucie, które odczuwałam, patrząc na królującego Jazgotka. Wiedziałam też już, dlaczego za nim nie przepadam. Ma to, co chcę mieć ja: szanowanie i czczenie przez innych, a na dodatek przywódczy charakter. Wprost wydaje się stworzony do wielkich czynów. Popatrzyłam na moje łapy. A ja? Biały kurdupel, puchata księżniczka, a mój ojciec nazywa mnie kiczowato Królową Pory Nagich Drzew. To było takie żałosne! J a byłam taka żałosna!
Z moich zamyśleń wyrwał mnie odgłos piszczącego Kruczka. Zdezorientowana obejrzałam się na boki, przy okazji napotykając wzrok Piasek. Przynajmniej ja jedyna nie byłam zdziwiona.
<Pustynny Wiatr?>
[957 słów: Dreszczka otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

4 lipca 2021

Od Pustynnego Wiatru do Dreszczki

Kolejny nudny dzień, podczas którego niańczę dzieci za Fenkułową, a ona sobie śpi, chichocze z przyjaciółkami i siedzi w milczeniu, nie wyściubiając nosa zza ściany żłobka.
Nie mam nic do dzieci — urocze, fajne kuleczki, i naprawdę je kocham, ale całodniowe słuchanie ich przepychanek i kłótni jest mocno wkurwiające. Z początku naprawdę byłem wyrozumiały i śmiałem się razem z nimi, ale po kilku godzinach tego samego mocno mi się to znudziło. Najgorsze, że nie mogłem ich spuścić z oka, bo wtedy wychodzą sobie z obozu, narażając się na wielkie niebezpieczeństwo albo przyklejają się do innych wojowników, którzy nie zawsze są dla nich cierpliwi.
— Tato! Ona mi zabrała mysz! — krzyczał Kruczek, drżąc z wściekłości na widok Dreszczki, która trzymała w pysku zwierzynę i raz za razem podrzucała ją w powietrze, by znów złapać ją w zęby.
— Kruczku, Dreszcz… — zacząłem, jednak szczeniaki znowu mi przerwały.
— Spokojnie, o co posz… — wtrącił Jazgotek, jednak i on nie mógł w spokoju dokończyć wypowiedzi. Przerwali mu jego dwaj młodsi bracia, którzy pochlipywali i krzyczeli.
— Tato, zrób coś z tym!!! — Kruczek próbował wyrwać siostrze mysz, ale ta rzuciła zdobyczą w stronę Promyczka i przewróciła oczami.
Jednak zanim zdążyłem zareagować, Promyczek wziął delikatnie zwierzynę i uśmiechnął się do najmłodszego brata, kładąc przed nim jedzenie. Kruczek wydawał się zaskoczony takim obrotem spraw i mamrocząc coś pod nosem, zaczął pożerać mięso.
— No nie, Promyczku! — jęczała Dreszczka, piorunując braci wzrokiem. — Dlaczego mu to oddałeś?!
— Bo…
— Ja nie mogę, naprawdę, wiesz co to…
Zacisnąłem zęby i wstrzymałem na chwilę oddech. Czy oni mogą się uspokoić, choć na chwilę? Rzuciłem rodzeństwu karcące spojrzenie, jednak zauważyła je jedynie Piasek, która niczym nie zawiniła. O dziwo. Wypuściłem ze świstem powietrze.
— Umiesz podziękować bratu? — zwróciłem się do czarno-białego szczeniaka i nie czekając na jego odpowiedź, kontynuowałem: — Swoją drogą, czy nie mówiłem wam, że jedzeniem się nie wolno bawić?
— Czemu niby? — prychnęła Dreszczka, jednak ja już dawno straciłem cierpliwość.
— Od samego rana, jedyne co robicie, to drzecie się bez powodu i marnujecie jedzenie, które zostało upolowane dla klanu. Tak się nie zachowują prawdziwi wojownicy! Marsz do żłobka i tam spędzicie resztę dnia. Matka was przypilnuje — syknąłem poirytowany, chociaż widząc zasmucone mordki dzieci, poczułem wyrzuty sumienia.
Odwróciłem się plecami do szczeniaków i udałem się w stronę wyjścia z obozu, by złapać nową zwierzynę i tym samym jakoś przeprosić klan za karygodne zachowanie moich dzieci, których — albo raczej tylko Kruczka i Dreszczki — nie umiałem przypilnować. Potem musiałem jeszcze pójść do Sowiego i Rzepakowej i ich przeprosić. Kto by pomyślał, że z tymi dziećmi będzie tyle problemu. Gdy się uspokoiłem, dotarło do mnie, że to wcale nie ich wina — z pewnością są po prostu głodne, czy coś takiego. W końcu są przecież tak grzeczne i idealne. Postanowiłem, że jak tylko wrócę z polowania, pozwolę szczeniakom na wyjście ze żłobka. 
***
Położyłem na stosie zwierzyny kilka kawałków mięsa, które udało mi się zabrać dwunożnym i udałem się do żłobka, by sprawdzić, jak się mają dzieci i anulować im karę. W końcu chyba nie zrobiły tyle złego, by resztę dnia spędzić w towarzystwie Fenkułowej Plamki i jej koleżaneczek.
Stanąłem jak wryty. W pomieszczeniu nie było dzieci, a jedynie słodko drzemiąca karmicielka.
— Dzieci? — rzuciłem w przestrzeń. — To nie czas na żarty, wychodźcie!
Odpowiedziała mi cisza.
Nie chcąc panikować, wywąchałem zapach kaszojadów i podążyłem jego śladem. Trop jednak urwał się przy wyjściu z obozu. Ktoś musiał je ukraść, na pewno. Albo przekupić. Sprowokować. Cokolwiek.
<Dreszczka? Sorry że tak krótko, ale pisane na szybko>
[559 słów: Pustynny Wiatr otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]