Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zgromadzenie Klanów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zgromadzenie Klanów. Pokaż wszystkie posty

16 czerwca 2022

Zgromadzenie klanów

podstawowe informacje
Zgromadzenie odbędzie się na blogowym serwerze discord, na kanale #zgromadzenie-klanów. Zostanie otwarte 19 czerwca (niedziela) o godzinie 17:00 przez osobę z administracji. Prosimy o wcześniejsze zorganizowanie się, żebyśmy mogli zacząć o planowanej godzinie bez przedłużania.
Fabularnie zgromadzenie odbywa się w trakcie pełni księżyca, na Gwiezdnym Szczycie (między terenami Tenebrisu a Ventusu) pod Srebrzystym Drzewem.
Obowiązkowe tematy poruszone na zgromadzeniu to:
○ turyści na terenach klanów;
○ powrót Miodowej i jej wizyta w Industrii;
○ przejęcie władzy w Bezgwiezdnych przez Jazgota;
○ przybycie Bezgwiezdnych pełną delegacją;
○ musi się pojawić wspomnienie o śmierci Dyma, a dodatkowo może o śmierci Pumy, Chmurnego Zmierzchu, Jeziornego Kwiatu oraz Płomiennego Krzewu;
○ może (nie musi) też być poruszony temat miotów, które się urodziły (Tenebris — Słodki Pysk, Bezgwiezdni — Topola, Ventus — Spalone Życzenie i przygarnięcie borzoje w Industrii).
Regulamin zgromadzenia znajduje się na dole postu, a zasady techniczne dotyczące pisania na czacie rp znajdują w przypiętej wiadomości na kanale.
lista postaci
Flumine:
Klematisowa Gwiazda [NPC]
Słoneczny Pysk [NPC]
Rumankowe Ziele
Szczurze Kichnięcie
Leszczynowa Kępa
Puchate Serce [NPC]
Trawiasta Łapa
Bzowa Łapa

Ventus:
Wilcza Gwiazda
Żałobna Pieśń
Manaci Olbrzym [NPC]
Cynamonowa Pestka
Krzemienny Pazur
Cedrowy Deszcz
Obdarta Skóra [NPC]
Szepcząca Łapa
Liliowa Łapa

Industria:
Rzepakowa Gwiazda
Sowi Pazur [NPC]
Szara Skała
Kłaczasta Łapa
Omszona Krtań
Kruczy Grad
Stopowa Ścieżka [NPC]
Irysowa Łapa
Agatowa Łapa

Tenebris:
Jasna Gwiazda
Cytrynowy Liść
Lisi Wrzask [NPC]
Pajęcza Łapa
Solna Ścieżka
Mleczne Oko
Konwaliowy Szron
Smużna Łapa
Potokowa Łapa

Bezgwiezdni:
(na życzenie autorów)
Jazgot
Ostrokrzew [NPC]
Kurka
Pełnia
Bazalt
Larwa [NPC]
Lucerna [NPC]
Wibrys
Piripiri


Regulamin zgromadzenia.
1. Zgromadzenie otwiera i zamyka wiadomość jednego z administratorów. Pisanie poza nimi na kanale jest zabronione, nawet jeśli posiada się umożliwiającą to rangę.
2. Tematy obowiązkowe, to takie, które liderzy/zastępcy mają obowiązek przedyskutować w czasie zgromadzenia.
3. Tematy obowiązkowe mają pierwszeństwo nad luźnymi odpisami, dlatego, kiedy są omawiane prosimy o chwilowe wstrzymanie się od poruszania innych tematów. Chcemy uniknąć bałaganu w odpisach. Można do nich wrócić, gdy zgromadzenie się uspokoi.
4. Na zgromadzeniu obowiązują wszystkie zasady z regulaminu bloga. Szczególnie przypominamy o trzymaniu się fabuły bloga i linii czasowej. Niech postać nie wspomina o rzeczach, które wydarzyły się x księżyców temu, jakby to było wczoraj.
5. Nie wspominamy o obecności innych psów niż tych z listy. Niewymienieni członkowie pilnują obozu.
6. Należy zachowywać wytyczne dotyczące odpisów, znajdujące się w przypiętej wiadomości na kanale.
7. Odpisy, które fabularnie naruszają regulamin zostają uznane za niekanoniczne i tak oznaczone lub usunięte przez administrację. Nie powinno się na nie reagować odpisem ani umieszczać ich w opowiadaniach.
8. Za celowe wysyłanie takich odpisów autor może otrzymać upomnienie na discordzie lub stracić przywilej brania udziału w zgromadzeniu.
opowiadanie
Do dwóch tygodni po zgromadzeniu postacie biorące w nim udział mogą nadesłać opowiadanie zatytułowane "Od [imię] — zgromadzenie klanów", przedstawiające zgromadzenie z ich perspektywy. Do opowiadania autorzy powinni dodać etykietę zgromadzenie klanów
Uczniowie, którzy wzięli udział w zgromadzeniu dostaną za takie opowiadanie 5 Punktów Treningu.

9 maja 2022

Od Wieczornej Łapy do Nagietkowego Poranka — Zgromadzenie klanów

Wieczorynka myślała, że zgromadzenie będzie czymś cudownym. Psy, zgromadzone razem, w świętym miejscu, podczas tego specjalnego momentu pełni księżyca... To coś mistycznego. Widziała w tym też ciekawą okazję na zajrzenie w życie innych klanów. Oczywiście wiedziała jak operuje Ventus, jednak Tenebris i Flumine pozostawały dla niej kompletną zagadkę. Zanim ktokolwiek z was o tym pomyśli, zapytanie Omszonej Krtani nie wchodziło w grę. Wieczorynka czuła niechęć do swojego ojca, a co dopiero jego brata, który przez połowę czasu szwendał się, zamiast wypełniać swoje obowiązki. Pasowali do siebie, jednak Industria zasługiwała na kogoś lepszego niż oni, a ona to pokaże.
Och jak bardzo Wieczorynka się zawiodła.
Myślała, że brak jej ojca na zgromadzeniu to dobry znak. Że rozpocznie to passe dobrych momentów. Że sami Gwiezdni na nią spojrzeli i mrugnęli swoim iskrzącym oczkiem, pokazując, że są przy niej. Zamiast tego dostała w pysk swoją matką i bandą brudnych Bezgwiezdnych, bezczeszczących Gwiezdny Szczyt. Nie mogła patrzeć na ich łapy, plugawiące te tereny. Powstrzymywała wymioty, które podchodziły do jej gardła, zaciskając zęby, myśląc, jak oni śmieli tutaj... Tutaj przychodzić!
— Co oni tutaj robią? — syknęła, siedząc obok swojej siostry i mentorki.
Różana Łapa przekrzywiła delikatnie głowę.
— Jak to co oni robią? — w jej oczach kryło się niezrozumienie.
Wieczorna Łapa nie mogła zrozumieć, w jaki sposób jej siostra nie widzi w tym problemu. Sapnęła głośno i wywróciła oczami.
— Nie wierzą w Gwiezdnych, nie są nawet... Nie są nawet prawdziwym klanem — warknęła cicho, strosząc się lekko, tłumacząc najlepiej jak tylko umie. — Nie powinni tutaj przychodzić.
Nie zdążyła nawet mrugnąć, gdy jeden z tych... Tych brudnych ateistów do nich podszedł. Biały, przypominający chmurę jak Południowy Puch z Ventus. Wyglądał jak jego mniejsza wersja.
— Hej!! — posłał jej szeroki uśmiech, machając ogonem na wszystkie strony.
Ognista nie podzielała jego entuzjazmu.
— Po co tu przyszedłeś?
— Przywitać się z wami! Hej, skąd jesteście? Wiecie, że to moje pierwsze zgromadzenie? — spytał wesoło.
Uśmiech nie schodził mu z pyska.
Wieczorynka miała ochotę przegryźć mu gardło.
Zaraz po nim, przyleciała kolejna Bezgwiezdna. Zlatywali się jak muchy do starego truchła. Jej oczy były tak samo obrzydliwe jak te Ciepłej Pleśni czy Wieczornej Łapy.
— To chyba niegrzeczne nie wierzyć w Gwiezdnych — powiedziała cicho Różyczka.
— Co to Gwiezdni? — zapytał zakłopotany chmurkowy pies.
Wieczorna Łapa nie wytrzymała. Ten kretyn śmie tu przychodzić, a nawet nie ma pojęcia o jakichkolwiek zasadach? Czy Bezgwiezdni nie posiadają kręgosłupa moralnego? Czy są kompletnie puści, porzucili jakiekolwiek wzmianki o swoich przodkach, sprawiając, że ich młode nie mają nawet szansy na zbawienie?
Są obrzydliwi.
— To miejsce jest święte, a ty je bezcześcisz swoimi niewiernymi łapskami! — wybuchła, pokazując mu lekko swoje śnieżnobiałe zęby.
— A ty swoją agresją, mądralo — warknęła Bezgwiezdna. — Chodź, Poziomku, szkoda czasu. Widzisz, że ma problemy z agresją.
Wieczorynka popatrzyła na nią pobłażliwie.
— Jesteś bezczelna. Nie macie prawa tutaj być, bronie tylko tego co należy do klanów — stała dumnie, patrząc się na nich z wyższością.
Poziomek nie zamierzał się ruszać.
- Ale! Chciałem się z nimi zakolegować, Śnieżynka…! — zawołał za nią, odwracając się znów do Wieczornej Łapy. — A czemu bronisz Klanów przed nami?
Uczennica Industrii wbiła pazury w ziemię, spinając swoje ciało, gotowa by skoczyć. Kątem oka zauważyła, jak jej siostra się odsuwa. Dobrze, niech trzyma się z daleka od tych Bezgwiezdnch.
— Bo jesteście brudnymi niewierzącymi! Brakuje wam kręgosłupa moralnego. Jak możecie tutaj przychodzić, na świętą ziemię, błogosławioną przez Gwiezdnych, skoro nie wierzycie? — spytała, patrząc się na nich z góry.
Włożyła w swoje słowa całą wiedzę i uprzedzenia, jakie otrzymała od Drżącego Szeptu. Chciała, by jej mentorka, w ciszy przyglądająca się całemu zdarzeniu, była z niej dumna. To ona była dla niej rodziną. Widziała w niej starszą siostrę, oparcie i najlepszą towarzyszkę. Rozgoniła chmury samotności, które się nad nią pojawiły gdy jako jedyna postanowiła pozostać w Industrii. Nie miała nikogo bliższego w klanie.
— Dobre z ciebie dziecko, Wieczorynka. Jestem z ciebie dumna — szepnęła cicho biała wojowniczka, upewniając się, że tylko jej uczennica mogła to usłyszeć.
Jedyne co ta imbecylka z Bezgwiezdnych umiała z siebie wypluć, to słowa tak bardzo podobne do tego co Omszona Krtań mógłby powiedzieć.
— Gwiezdni, spierdalaj. Gówno o nas wiesz — wywróciła oczami.
Zaraz zawtórował jej Poziomek. Skrzywił się lekko, przestępując nerwowo z łapy na łapę.
— Nie mów tak! Możemy tu być… tak samo jak i wy!
Nim Wieczorynka zdążyła się odezwać, Różana Łapa spytała ciągle zakłopotana.
— Nie rozumiem, dlaczego nie wierzycie w Gwiezdnych?
Poziomek jedynie wzruszył ramionami, jakby to nie było żadnym problemem. Pusta, głupia przybłęda.
— Jesteś tak naiwna, żeby wierzyć we wszystko, czego ci nagadają? — Śnieżynka prychnęła z pogardą, zerkając na Różaną.
Podjudzona pochwałą swojej mentorki i bezczelnością tej głupiej Śnieżynki, warknęła:
— To jest zgromadzenie klanów, a wy nie jesteście klanem — sapnęła, kontynuując. — I to głupie, że nawet nie wiesz czemu, nie wierzysz w Gwiezdnych! Oni nam pomagają, a wy ich ignorujecie.
Poziomek lekko się skulił, speszony. Szybko jednak odzyskał swoją pewność siebie.
— Jak to nie jesteśmy… Jesteśmy tu, i to się liczy! Czy… Czy masz z nami jakiś problem?
Nim którekolwiek z nich zdążyło się odezwać, Śnieżynka znowu wyrzygała papkę słów.
— Chodźmy, Poziomku. Ta ignorantka chyba nawet nie wie, co oznacza klan. Jeszcze ci zrobi krzywdę — chwyciła go delikatnie zębami za kark i spróbowała pociągnąć w dorosłego Bezgwiezdnego.
Wywróciła oczami.
— Dobrze, wracajcie do swojego niby klanu! — rzuciła za nimi.
Drżący Szept lekko się uśmiechnęła, spoglądając znowu na swoją uczennicę. Delikatnie się do niej pochyliła.
— Dobrze. Umiesz się kłócić. To prawie tak ważne jak umiejętność prania psom dupska.
Wściekle machnęła ogonem, spoglądając na swoją mentorkę. Już chciała coś powiedzieć, jednak Poziomek wylądował koło niej.
— I po co tutaj wracasz? — warknęła.
— Dlaczego nas nie lubisz? Nie zrobiliśmy nic złego! O!! — powiedział dumny z siebie, jakby to cokolwiek zmieniało.
Nie mogła uwierzyć, jak tępy ten szczeniak był. Nie potrafił nic zrozumieć, a połączenie nawet dwóch kropek było dla niego zbyt wielkim wysiłkiem. Nie wierzyli w Gwiezdnych, nie byli klanem, więc czemu byli na zgromadzeniu klanów, pod błogosławieństwem Coelum Wieczorna Łapa traciła cierpliwość do jego braku pomyślunku.
— Naprawdę sądzisz, że chce się powtarzać? Może powinieneś lepiej się zastanowić nad sobą i nad tym dlaczego jesteś niewierzącym ignorantem?
— Nie mam sobie nic do zarzucenia! To mój nowy dom i jestem tu szczęśliwy! A ty się lepiej… Lepiej... Zamknij!
— Jak ty... Jak ty śmiesz!
Była o krok od zdzielenia Poziomka po mordzie, ale się powstrzymała w ostatniej chwili. Złamałyby brawo Gwiezdnych. Westchnęła, powoli się uspokajając i biorąc głęboki wdech, by zapanować nad swoim ognistym temperamentem.
— Jeżeli Bezgwiezdni to twój nowy dom, to trzymaj się ich terenów, bo w końcu ktoś cię wyrzuci jeśli będziesz wtykał nos w nie swoje sprawy — powiedziała poważnie, patrząc mu w oczy.
Bezgwiezdny się nie poddawał.
— Nie pozwolę, żeby ktoś traktował mnie i rodzinę źle! — wystartował z mordą do suczki, podchodząc nawet bliżej i prawie stykając się z nią nosem. — Zamknij się już!
Odskoczyła szybko z obrzydzeniem od Poziomka.
— Nie dotykaj mnie — powiedziała ostro.
Do akcji znowu wkroczyła Śnieżynka.
— Poziomek, przestań! Na zgromadzeniach panuje rozejm, nie sprowadzaj na siebie gniewu Gwiezdnych! — złapała go za ogon i pociągnęła mocniej. — Bo zaraz powiem tacie! — wykrzyknęła. — Znaczy, znaczy Jazgotowi! — poprawiła się szybko.
Popatrzyła na suczkę, która powoli ciągnęła go w stronę Jazgotu.
— Dobrze, zabieraj go stąd — wywróciła oczami.
Widziała, jak chmurkowy pies kłócił się ze swoją... koleżanką. Wieczorna Łapa jednak westchnęła pod nosem i otrzepała się, jakby zrzucając z siebie dotyk Poziomka. Przeszedł ją lekki dreszcz.
— Dlaczego oni tutaj mogli przyjść? — podniosła wzrok na Drżącą.
Jej mentorka odpowiedziała krótko:
— Bo przywódcy są zbyt głupi, by im zabronić.
— Właśnie widzę — westchnęła ciężko. — Przecież... To niepoważne.
— I wyobraź sobie, że postanowiliby wypowiedzieć nam wojnę. Oni mogliby z nami teraz walczyć, bo przecież ich nie obowiązuje kodeks wojownika. A by bylibyśmy bezbronni — Drżący Szept pokręciła głową z niedowierzaniem.
Ukłucie strachu pojawiło się w sercu Wieczornej Łapy. Przełknęła cicho ślinę i aż usiadła z wrażenia.
— Myślę, że przez głowę mojej matki czy babci taka myśl nawet nie przeszła — powiedziała, robiąc krzywą minę.
— Cieszę się, że chociaż z ciebie coś będzie — mruknęła cicho. — Chociaż ciebie można uratować.
— Mhm... Szkoda, że więcej psów nie jest wiernym Gwiezdnym — wymamrotała, wbijając wzrok w niebo.
Starała się jakby policzyć wszystkie gwiazdy na nocnym niebie, będąc wręcz onieśmielona ich ilością. Pośrodku nich mrugał do niej okiem wielki, pełny księżyc, którego blask sprawiał, że noc nie była aż tak ciemna jak zwykle.
Jej myśli powędrowały w spokojniejsze miejsce. W miejsce, gdzie... Wszystko było tak, jak być powinno. Każdy pies świata wierzył w Gwiezdnych i należał do jednego z czterech klanów, będąc mu lojalny. Tak jak mówił kodeks. Nie było morderstw, intryg, zaginięć. Nie było międzyklanowych szczeniąt, zdrad. Nie było... Jej.
Z rozmyślenia wyrwał ją Nagietkowy Poranek, który z pełną grzecznością zwrócił się do Drżącego Szeptu.
— Dobry wieczór — skinął głową w stronę swojej byłej, chwilowej mentorki i jej uczennicy. — Mógłbym przez chwilę porozmawiać z Wieczorną Łapą?
Podniosła wzrok na Nagietka. Kiwnęła delikatnie głową, odwracając się w jego stronę i wstając.
— O co chodzi? — zapytała łagodnie.
— Chciałabyś, proszę, odejść na stronę?
Pokiwała głową i powoli podreptała za Nagietkiem, kawałek dalej, w cichsze i puste miejsce.
— Czy coś się stało wujku?
— Czy się stało... Ciężko jednoznacznie odkreślić. Chciałem powiedzieć, że słyszałem część twojej rozmowy z Bezgwiezdnymi — zaczął najłagodniej, jak potrafił i zatrzymał się w końcu trochę dalej od reszty psów.
Suczka pokiwała powoli głową.
— Mhm, tak. Niestety do mnie podeszli.
— Czy zrobili ci coś złego? — wolał się upewnić. — Słyszałem, że rozmowa była ostra... Nie spodziewałem się po tobie takich słów — jego ton wskazywał na to, że jest delikatnie zawiedziony, ale próbował, jak zawsze zresztą, zrozumieć osobę, z którą rozmawiał.
Wieczorynka nie zrozumiała, dlaczego Nagietek nie widział w ich obecności nic złego.
— Nie powinno ich tutaj być. Czy to nie jest wystarczający powód? Nie wierzą w Gwiezdnych, a ta ziemia jest przez nich błogosławiona.
— Cieszę się, że wierzysz w Gwiezdnych. — Pochwalił ją na początek. — Masz rację, to niezbyt dobrze, że oni nie wierzą, ale... Niestety mają do tego prawo. Ale brak tej wiary wcale nie oznacza, że są do nas źle nastawieni, albo że by powinniśmy być tak nastawieni do nich. Każdy z nich w przyszłości może się nawrócić, jeśli tylko spotka odpowiednią osobę i będzie chciał. Tak samo... Nie chciałbym, żebyś traktowała ich źle. Twój tata nauczył mnie, że nie ważne, czy się z kimś zgadzasz, czy nie, czy kogoś lubisz, czy też nie, powinno się mieć do każdego szacunek, Wieczorna Łapo. Szczególnie że to dzień zgromadzenia klanów. Wszelkie walki, nawet potyczki słowne nie powinny mieć dzisiaj miejsca. Chyba nie chcemy złamać kodeksu? Jesteś bardzo mądra, na pewno byś tego nie chciała.
Nagietek usiadł koło Wieczorynki. Miał nadzieję podejść ją psychologicznie.
— Psy, które nie władają brzydkim językiem, zyskują więcej przyjaciół. Zyskiwanie wrogów... nie ma sensu. Z tego są same kłopoty.
Przez całą wypowiedź Nagietka, uważnie się na niego patrzyła, milcząc. Powoli układała w swojej głowie całość jego wypowiedzi, rozumiejąc, że biedny nie wie, o czym mówi.
Westchnęła.
— Dziękuje ci za twoje słowa Nagietkowy Poranku, jednak nie sądzę, że są dla mnie przydatne. Nie uważam mojego ojca za przykład dobrego wojownika, gdyż złamał kodeks, czego owocem jestem ja. Co ważniejsze, według mnie skoro Bezgwiezdni nie szanują kodeksu, nie zasługują na szacunek od nas. Nigdy oczywiście nie odważyłabym się zaatakować bez powodu żadnego z nich, a zwłaszcza nie podczas zgromadzenia — mówiła spokojnie, patrząc się w oczy Nagietka. — Według mojej opinii, masz zbyt miękkie serce dla nich.
— ...W kodeksie co prawda nie ma niczego o wiązaniu się z osobą z innego klanu. A kodeks ten znam na pamięć od początku treningu, jeśli nie wcześniej. Który punkt złamał Ciepły?
— Zasadę o lojalności wobec klanu — patrzyła mu poważnie w oczy, lekko marszcząc brwi. — Powinieneś to wiedzieć.
— Nie wydaje mi się, aby wykazał się dotąd nielojalnością. Poza tym... Czy nie jesteś dla niego zbyt surowa? Ciepły cię kocha — powiedział, jakby to cokolwiek miało zmienić.
— A ja sadze, że jest głupcem — odparła bez skrępowania.
Obejrzała się na Drżącą, która ją zawołała.
— Muszę iść Nagietkowy Poranku — mruknęła i powoli odtruchtała w stronę swojej mentorki.

° •. ✧ ✧ ✧ . • °

Następny dzień w klanie nie był dla niej łatwy. Stres i wściekłość po spotkaniu Bezgwiezdnych na zgromadzeniu dalej rozpalały jej serce. Nie wiedziała, jak powinna się przez to czuć. Skręcało ją w żołądku, a myśl o możliwym ataku podczas następnego zgromadzenia spędzała jej sen z powiek. Nie chciała tego przyznawać, ale... W głębi serca tak bardzo się tego bała.
Dopiero skończyła trening z Drżącym Szeptem i jedyne, o czym marzyła to schowanie się w swoim pudełku i zaśnięcie. Nie zdążyła nawet zjeść, jednak nie czuła potrzeby, by to robić. Nawet na to siły nie miała. W połowie drogi do magazynu złapał ją jednak Nagietkowy Poranek. Zachodzące Słońce błyszczało za nim.
— Wieczorynko? Możemy porozmawiać?

<Nagietkowy Poranku?>
[2070 słów: Wieczorna Łapa otrzymuje 20PD oraz 7PT]

2 maja 2022

Od Piripiri — Zgromadzenie klanów

— Hej, widziałeś może Jazgota? Potrzebuję mojego opiekuna prawnego w natychmiastowym tempie! — Orchidea odezwała się do pierwszego z brzegu psa. Nie wiedziała, jak się nazywa ów osobnik, niemniej jednak samiec o białej sierści był tym, czego szukała: nie zapytał się o szczegóły, a jedynie udzielił jej treściwych i krótkich informacji, to znaczy: co robi Jazgot, gdzie jest i dlaczego może nie chcieć rozmawiać ze swoim bachorem. Standardowo.
Mimo tego była trochę zawiedziona, że nie otrzymała większej uwagi. Coś w stylu: „A po co go szukasz?”, „Może ci potowarzyszyć?” lub chociażby „Och, kochana panienko, nie chcę ściągać na siebie Twojego gniewu, ale proszę bądź dla mnie milsza”. W istocie była przekonana, że każdego obchodzi jej życie,  przynajmniej obchodzić powinno, w związku z czym chociaż minimalna atencja należy jej się od wszystkich członków Bezgwiezdnych.
Podziękowała temu niewdzięcznikowi i nawet prawie przypomniała sobie jego imię. Pamiętała, że to był jakiś kwiatek. I pamiętała też, że właściciel tego miana wczoraj wyjebał się na prostej ziemi, nawet nie mając o co się wyjebać.
Gdyby nie jej duma rzekłaby „Dziękuję”. Jej duma jednak razem z całą Orchideą (dzięki czemu ona sama wyjebała się w tamtej chwili na prostej) zajęta była jej ważnymi sprawami, zdecydowanie ważniejszymi od spraw klanu. Chociaż poniekąd łączyły się z nimi: jutro zostanie uczniem, a jeszcze dzisiaj zamierza poprosić swojego opiekuna, by ten nadał jej miano Piripiri. Rodzeństwo nie dowierzało, że ona faktycznie to zrobi, jednak Orchidea zrobić to zamierzała naprawdę. I była pewna, że jej kochany tatuś nie odmówi jej tej przysługi — w końcu co go, do cholery, obchodzi, jak nazywa się jego dziecko, dopóki te kocha go oczywistą i czystą miłością, opartą  na wzajemnym zaufaniu i korzyściach, jakie czerpie z niego Orcha, ciągnąc relację z przyszłym przywódcą klanu?
No właśnie. Musiał się zgodzić!
— Cześć Tato — zaakcentowała słowo „Tato”. — Czy mogę do jutra nazywać się Piripiri?
Jazgot wyglądał na zaskoczonego, ale zgodził się. W końcu co go obchodzi, jak nazywa się jego dziecko, dopóki mówi do niego „Tato” i kocha czystą oraz bezinteresowną miłością.
Orchidea uśmiechnęła się słodko i wdzięcznie, w taki sposób, w jaki chyba tylko ona potrafiła się uśmiechnąć.
 
⨯ ⨯ ⨯

— Nie Orchidea, tylko Piripiri, śmaciarzu! — warknęła do Śnieżynki.
— Szmaciarzu, jak już, a poza tym to jest samcowa forma — jej siostra przewróciła oczami.
— Samcowa! Czy ty słyszysz, co-
— Dotarliśmy na miejsce, zachowujcie się grzecznie — z uśmiechem Jazgot zakomunikował, zaraz też odezwał się znowu, gdy jego wzrok powędrował na Piripiri. —  O nie, maleństwo, ty brudna jesteś —  przerwał, podchodząc bliżej szczeniaka. —  Chodź Orchi… Piripiri, wytrę ci mordkę.
— Dobrze, tatusiu — chociaż normalnie bachor odgryzłby mu pysk, to teraz uśmiechał się on wesoło, wzrokiem tłumacząc rodzeństwu, że powinni brać przykład z „Tatusia”. On mówi do niej poprawnym imieniem. On dba o nią i o to, jak się reprezentuje. Jazgot to dobry tatuś.
Suczka wróciła do gromadki dzieci, pozwalając ten jeden raz swojemu opiekunowi iść przodem. W zasadzie „gromadka” ta była dość uboga: w jej skład wchodziła jedynie sama Piripiri, jej wkurwiająca siostra oraz Poziomka, którego Orcha nazywała w myślach Poziomkiem (bo trochę nie ogarniała jeszcze tych wszystkich spraw związanych z płcią) i którego obecność z zapałem ignorowała, bo był dla niej zwykłym śmaciarzem, tak samo jak jej siostra.
— Miło was wszystkich widzieć — oznajmił grzecznie Jazgot do zgromadzonych.
Piripiri, chociaż droga na miejsce docelowe bardzo ją zmęczyła, z zapałem podziwiała zgromadzony tłum psów. Jej introwertyczna cząstka duszy, dość spora cząstka mówiąc szczerze, kuliła się teraz w najgłębszym i najciemniejszym zakamarku serca suki, wołając o pomoc. Gdyby nie to, że Piri jest naczelną ateistką i nie ma broni, rzuciłaby się wtedy na ziemię i wołała „Błagam, Gwiezdni, zabijcie ich wszystkich, bo chyba strzelę sobie w głowę!”. Wszyscy wiemy, że jej życie jest cenniejsze, i już lepiej zabić wszystkich zgromadzonych niż ją. Tym bardziej że ci zgromadzeni się dziwnie na nią patrzą. Śmierć im.
Chociaż kiedy wspomniała Jazgota, to zawahała się. W końcu zmienił jej imię. W końcu był dość dobrym ojcem…
Ale niech jej siostra PŁONIE! Orchidea uśmiechnęła się niezbyt zdrowo kiedy wyobraziła sobie swoją siostrę w płomieniach i jej puste dołki, w których dawniej umiejscowione były oczy. Czy oczy mogą się rozpuścić pod wpływem dużej temperatury?
Była jednym z tych dzieci, które tym bardziej się męczą, tym więcej głupot gadają i tym debilniej się zachowują. Wtedy na przykład zaczynają rozmyślać nad tym, czy można rozpuścić swojemu rodzeństwu oczy, czy jednak to niemożliwe.
Mógłby przydać się jej kodeks wojownika bądź też kodeks moralny, ale to luźna sugestia.
Cóż, Piripiri nie mogła powiedzieć, że było ciekawie. Było dość  nieciekawie. Wprost nudno — dorośli rozmawiali o swoich typowo dorosłych sprawach, liderzy jeszcze nie wzięli głosu, a sama malota widziała tych wszystkich idiotów po raz pierwszy w życiu i nie miała z kim rozmawiać. Bo chociaż idiotami byli (w końcu wierzyli w Gwiezdnych) to jednak chciałaby potrenować swój mózg rozmową z kimkolwiek.  
— To jak tam Rzepo, co tam ciekawego w twoim klanie — zaczął Jazgot, wyrywając swoje dziecko z zastanowienia. — Bo ja mam Bąbelki.
„Bąbelki? Mówi o mnie jak o jakiejś całości, a ja jestem w końcu jedyna i niepowtarzalna!”
Musiała jakoś podkreślić swoją odrębność. Po prostu musiała.
— Tatuś jest super! — trochę wbrew sobie wykrzyczała, bo nadal nie wiedziała, czy może mu zaufać. — I zmienił mi imię na Piripiri.
Gdyby nie jej oderwanie, to zdołałaby zauważyć zdziwione spojrzenia innych. Raczej nie uważali ją za normalną (dobra, tam Rzepa uśmiechała się pijacko, ale ona zawsze wygląda tak samo). Jazgot natomiast uśmiechnął się szeroko, będąc przedziwnym kontrastem pośród tych poważnych posągów przywódców.
— Jestem super, bo mam takie super dzieci.
I chociaż teraz powiedział o Piripiri jako o całości, to uczennica nawet ucieszyła się, że nie powiedział „takie super dzieci, poza Piripiri”. Brr, a gdyby powiedział „takie super dzieci, poza Orchideą” to chyba nie uszedłby żywy.
Ale ona lubi tak wymyślać o mordowaniu innych. Tak naprawdę to pocieszne dziecko i nikogo by nie skrzywdziła.
Jej wzrok napotkał wiewiórkę, a do jej głowy wpadł super pomysł. W jego wykonaniu przeszkodził jej jednak Jazgot.
— Zobacz Piripiri, ta suka tam to twoja ciocia. Nazywa się Nieuchwytna Pieśń — oznajmił samiec.
— Ale fajnie! Brzydka trochę, szkoda, że nie ma tatusia w rodowodzie, to może byłaby ładniejsza! Mogę iść się przywitać? — zapytała, wcale nie podlizując się swojemu tacie.
— Malutka nie mów tak... — westchnął. — Ech oczywiście, leć się przywitać, a potem wracaj do mnie.
Piri była wielce zadowolona, kiedy biegła do suki. Jednak poznaje nowe psy i nie siedzi w samotności całe zgromadzenie! Jest dokładnie tak, jak sobie wymarzyła!
— Cześć suko będąca moją ciocią! Jestem Piripiri, miło poznać — młoda nie znała jeszcze wielu negatywnych wydźwięków słów, chociaż miała do tego prawdziwy talent i uczyła się szybciutko.
Nieuchwytna, czy też Żałobna, uśmiechnęła się do dziecka, lekko zaskoczona, jednocześnie dziękując za coś Jazgotowi. Piri nie słuchała, o czym rozmawiali i też wcale ją to nie obchodziło. Obchodziła ją natomiast reakcja suki na to, co mówiła Piripiri, i wymagała ona poprawy.
Tupnęła łapą, próbując zwrócić na siebie uwagę.
— Hej, ty tam, jak się nazywasz? Skoro ja mówię swoje cudowne, nowe, wspaniałe i imię to oczekuję tego od ciebie! Rozumiem, że może być słabe, nie to, co Piripiri, ale i tak mi je powiedz! — niczym naburmuszona nastolatka mówi wyniośle, chociaż nie powinna być dumna z faktu, że tak prędko udało jej się zapomnieć czyjeś imię. W zapominaniu była jednak prawdziwym mistrzem.
— Przepraszam, Kochanie. Muszę skupić się na zgromadzeniu, to ważny czas dla wszystkich pięciu klanów, kiedy możemy wymienić się informacjami. Nazywam się Żałobna Pieśń, oczywiście twoje jest dużo ładniejsze — powiedziała, uśmiechając się ciepło.
Uczennica popatrzyła się na nią oceniającym wzrokiem, po chwili stwierdzając z satysfakcją:
— Lubię cię, chociaż nie jesteś taka ładna, jakbym spodziewała się po kimś spokrewnionym z moim tatą — uznała.
Nieuchwytna roześmiała się, i chociaż było to zniewagą, to Piripiri udało się to jakoś ścierpieć.
— Powinnaś poznać moją córkę, Różyczkę. Myślę, że byście się dogadały — uśmiechnęła się, wskazując pyskiem w stronę idącej z mentorką Różyczki.
Mówiąc szczerze, Orchidea ledwo pamiętała, co było dalej. Ze zmęczenia nie pamiętała nawet, jak się nazywa i pewnie nieraz przedstawiła się swoim byłym imieniem. To, co pamiętała, to że jej rozmowy były naprawdę krótkie. I że napierdalała dużo wiewiórek. A na samym końcu prawdopodobnie powiedziała coś niemiłego do Jazgota, ale on musiał jej to wybaczyć — Piripiri nie dorosła widocznie jeszcze do takiego długiego siedzenia po nocy.
Tak czy siak, uczennica była usatysfakcjonowana. Przeżyła i miała pełno nowych przyjaciół, chociaż ich imion nie pamiętała już następnego dnia.

[1376 słów: Piripiri otrzymuje 13 PD i 6 punktów treningu]

25 kwietnia 2022

Od Poziomki — zgromadzenie klanów

Poziomka był bardzo podekscytowany zbliżającym się zgromadzeniem. Bo… co to oznaczało? Po pierwsze to, że będzie mógł poznać więcej psów. Po drugie to, że był już faktycznym członkiem Bezgwiezdnych, skoro chcieli zabierać go na tak ważne wydarzenie! Cieszył się z tego, jako że sam również zaczynał czuć się tu jak w domu. Jego mama nigdzie się nie pojawiała… Zaginęła, jakby nie chciała wiedzieć, co tam u niego. Nadal się o nią martwił, jednak łapał się też na tym, że starał się o niej za dużo nie myśleć. Wtedy nie czuł tego ucisku w klatce piersiowej. Wtedy czuł się lepiej.
Zgromadzenie zapowiadało się wspaniale! Poziomka przyszedł tam wraz z kilkoma innymi psami, obijając się trochę o zgromadzonych już członków klanów. Przepraszał cichutko, więc nic złego się nie stało. Po chwili został zawołany przez Jazgota, więc w końcu do niego podszedł i usiadł obok posłusznie.
Zgromadzenie się rozpoczęło, ale pies nie mógł skupić się na żadnych oficjalnych sprawach. Widząc, jak pewne dwie suczki przyglądają się mu, postanowił do nich podejść i się przywitać.
— Hej! — zawołał wesoło, nie zauważając kompletnie nieprzyjemnych spojrzeń jednej z nich.
— Po co tu przyszedłeś? — spytała nieznajoma, co wydało mu się nieco głupiutkie. W końcu to oczywiste, że przyszedł tu na zgromadzenie! Poziomka uśmiechnął się lekko, wystawiając język.
Zauważył kątem oka, że Śnieżynka podchodzi do niego i również mierzy nieznajomą jakimś spojrzeniem. Jednak z jej strony również nie wyczytał żadnych intencji.
— Przywitać się z wami! Hej, skąd jesteście? Wiecie, że to moje pierwsze zgromadzenie? — spytał, machając lekko zakręconym ogonkiem, uśmiechając się.
Jedna z suczek, ta, która dotychczas się nie odzywała, stwierdziła, że to niegrzeczne nie wierzyć w Gwiezdnych… czego piesek zupełnie nie zrozumiał, i nie trudził się żadną sensowną odpowiedzią — nie wiedział, o co jej chodzi!
— To miejsce jest święte, a ty je bezcześcisz swoimi niewiernymi łapskami! — powiedziała nieznajoma suczka, zwracając na siebie uwagę Poziomka. Zdawała się być… nieco nieprzyjemnie nastawiona.
Poziomka nie rozumiał. Chciał się tylko zaprzyjaźnić! Dlatego, gdy Śnieżynka chciała go stamtąd zabrać, pokręcił łebkiem i wyrwał się jej.
Jednak gdy usłyszał, że są brudnymi niewierzącymi, poczuł, że coś jest mocno nie tak. Skrzywił się i przestąpił nerwowo z łapy na łapę.
— Nie mów tak! Możemy tu być… tak samo jak i wy! — odparł, prostując się nieco, choć w jego postawie brakowało pewności.
Próbował wykłócać się z suczką, pomimo tego, że Śnieżynka chciała go stamtąd zabrać. Po prostu nie rozumiał! Nie wiedział, skąd to nieprzyjemne podejście do niego i jego nowej rodziny. Nie chciał się na to zgodzić. Powiedział suczce, aby się zamknęła, na co zareagowała jeszcze większą agresją i wyraźnie miała ochotę go zaatakować. Podszedł bliżej, jakby chciał wyzwać ją do walki, ale wtedy Śnieżynka zaczęła mówić coś o pokoju na zgromadzeniu i… Cóż.
Poziomka nieco się wyłączył. Jeszcze chwilę się wykłócał, ale finalnie podszedł z powrotem do Jazgota, siadając obok, naburmuszony. Do końca zgromadzenia siedział tak w miejscu w przygnębieniu, uwięziony w swoich własnych myślach… Dlaczego tamta suczka go nie lubiła? Nie zrobił przecież nic złego, prawda? Nie rozumiał… Po prostu nie rozumiał. Siedział tak, aż nie został zawołany i nie wrócił z bliskimi na tereny Bezgwiezdnych.
[512 słów, Poziomka otrzymuje 5 punktów doświadczenia i 5 punktów treningu]

24 kwietnia 2022

Zgromadzenie klanów

podstawowe informacje
Zgromadzenie odbędzie się na blogowym serwerze discord, na kanale #zgromadzenie-klanów. Zostanie otwarte 24 kwietnia (niedziela) o godzinie 20:00 przez osobę z administracji. Prosimy o wcześniejsze zorganizowanie się, żebyśmy mogli zacząć o planowanej godzinie bez przedłużania.
Fabularnie zgromadzenie odbywa się w trakcie pełni księżyca, na Gwiezdnym Szczycie (między terenami Tenebrisu a Ventusu) pod Srebrzystym Drzewem.
Obowiązkowe tematy poruszone na zgromadzeniu to:
○ odzyskanie władzy we Flumine przez Klematisową Gwiazdę i wybranie na zastępcę Słonecznej Pysk;
○ bitwa z Piaskową Gwiazdą oraz poniesione przy tym straty (proszę o przeczytanie opowiadania Rumiankowego Ziela, by być w temacie);
○ objęcie władzy w Ventusie przez Wilczą Gwiazdę i wybranie Żałobnej Pieśni na zastępcę;
○ przepowiednia ze zgromadzenia medyków;
○ hycle na terenach Tenebris/Bezgwiezdnych;
○ śmierć Brązowej Gwiazdy (lidera Ventusu), śmierć Białej Tęczy (byłej liderki Tenebris), śmierć Podgrzybkowej Sierści (medyka Flumine)  o nim liderzy mogli słyszeć już o tym od medyków, bo ich zgromadzenie odbyło się wcześniej.
○ może (nie musi) też być poruszony temat miotów, które się urodziły (Ventus — Dmuchawcowy Lot, Industria — Iskrzący Promień, Tenebris — Stokrotkowy Płatek)
Regulamin zgromadzenia znajduje się na dole postu, a zasady techniczne dotyczące pisania na czacie rp znajdują w przypiętej wiadomości na kanale.
lista postaci
Flumine:
Klematisowa Gwiazda [NPC]
Słoneczny Pysk
Rumankowe Ziele
Szczurze Kichnięcie
Imbirowy Korzeń [NPC]
Bryzowa Zamieć
Łasicza Łapa

Ventus:
Wilcza Gwiazda
Żałobna Pieśń
Manaci Olbrzym
Cynamonowa Pestka
Gołębie Żebro
Stracony Pazur
Sarni Tupot
Różana Łapa
Nocna Łapa

Industria:
Rzepakowa Gwiazda
Sowi Pazur [NPC]
Szara Skała
Kłaczasta Łapa
Drżący Szept
Nagietkowy Poranek
Sikorkowa Melodia
Lipowa Łapa
Wieczorna Łapa

Tenebris:
Jasna Gwiazda
Cytrynowy Liść
Lisi Wrzask [NPC]
Pajęcza Łapa
Solna Ścieżka
Konwaliowa Pożoga
Smużna Łapa
Ćmia Łapa

Bezgwiezdni:
(na życzenie autorów)
Jazgot
Orchidea
Śnieżynka
Poziomka


Regulamin zgromadzenia.
1. Zgromadzenie otwiera i zamyka wiadomość jednego z administratorów. Pisanie poza nimi na kanale jest zabronione, nawet jeśli posiada się umożliwiającą to rangę.
2. Tematy obowiązkowe, to takie, które liderzy/zastępcy mają obowiązek przedyskutować w czasie zgromadzenia.
3. Tematy obowiązkowe mają pierwszeństwo nad luźnymi odpisami, dlatego, kiedy są omawiane prosimy o chwilowe wstrzymanie się od poruszania innych tematów. Chcemy uniknąć bałaganu w odpisach. Można do nich wrócić, gdy zgromadzenie się uspokoi.
4. Na zgromadzeniu obowiązują wszystkie zasady z regulaminu bloga. Szczególnie przypominamy o trzymaniu się fabuły bloga i linii czasowej. Niech postać nie wspomina o rzeczach, które wydarzyły się x księżyców temu, jakby to było wczoraj.
5. Nie wspominamy o obecności innych psów niż tych z listy. Niewymienieni członkowie pilnują obozu.
6. Należy zachowywać wytyczne dotyczące odpisów, znajdujące się w przypiętej wiadomości na kanale.
7. Odpisy, które fabularnie naruszają regulamin zostają uznane za niekanoniczne i tak oznaczone lub usunięte przez administrację. Nie powinno się na nie reagować odpisem ani umieszczać ich w opowiadaniach.
8. Za celowe wysyłanie takich odpisów autor może otrzymać upomnienie na discordzie lub stracić przywilej brania udziału w zgromadzeniu.
opowiadanie
Do dwóch tygodni po zgromadzeniu postacie biorące w nim udział mogą nadesłać opowiadanie zatytułowane "Od [imię] — zgromadzenie klanów", przedstawiające zgromadzenie z ich perspektywy. Do opowiadania autorzy powinni dodać etykietę zgromadzenie klanów
Uczniowie, którzy wzięli udział w zgromadzeniu dostaną za takie opowiadanie 5 Punktów Treningu.

28 lutego 2022

Od Nagietkowej Łapy CD Sikorkowej Łapy — Zgromadzenie — Event Walentynkowy

Słońce już zaszło, a księżyc piął się coraz wyżej po niebie, przyciągając jednocześnie mrok i odsłaniając skrywane pierwotnie przed oczami niegodnych, by je ujrzeć, gwiazdy. Wiatr już dobrą chwilę temu przegonił kłębiaste, zimowe chmury a wraz z nimi śnieg, co było dobrą wiadomością po dniu pełnym opadów. Lodowe płatki były co prawda śliczne, ale nie pomagały zmarzniętym psom, kiedy trzeba było tak, jak dziś spędzić dłuższy czas poza magazynem.
Wreszcie po długim, męczącym okresie czekania nastąpiła ta noc, do której Nagietkowa Łapa przygotowywał się od tygodnia z największym zaangażowaniem i skupieniem, na jakie było go w owym czasie stać — noc pełni, Zgromadzenie Klanów.
Rzepakowa Gwiazda dokładnie ćwierć księżyca temu, rozmawiając ze swoim najmłodszym potomkiem, napomknęła mu o zamiarze wysłania go tam. Chociaż Uczeń nie mógł nikomu o tym powiedzieć... Szczerze? Chyba wcale nie odczuwał takiej potrzeby. Był szczęśliwy, że zobaczy psy z innych klanów. Jakoś dziwnie tym razem... ucieszyło go to! Jednocześnie brązowooki był po prostu wręcz niemożliwie wdzięczny swojej mamie za możliwość przygotowania się do uczestnictwa w zbliżającym się wydarzeniu. Dzięki temu nie stresował się tak bardzo, kiedy już przyszedł czas na wędrówkę pod Srebrne Drzewo. Miał dodatkowy czas i ogromną motywację do cięższego treningu, który był mu potrzebny do utrzymania spokoju ducha. Cóż, Ognisty sam przez jakiś czas nie wiedział, dlaczego akurat przed tym Zgromadzeniem czuł potrzebę, aby podszlifować swoje umiejętności. Gdy rankiem się o tej potrzebie przekonał, do wieczora wydawało mu się, że przyczyna tego zjawiska jest nieistotna. Tak czy inaczej, czuł do tego wewnętrzny przymus i fale motywacji. Jednak im dłużej zaprzątał sobie tym głowę... im dłużej zastanawiał się, co go do tego skłania, tym bliższy był odpowiedzi na swoje pytanie. W końcu po trzech dniach ostrego treningu z Drżącą w jego łebku praktycznie znikąd pojawiło się rozwiązanie, na które... po namyśle wolałby wcale nie wpadać.
Nagietek przez cały ten czas podświadomie miał nadzieję — nie ważne, jak nikłe były na to szanse — zobaczyć Ciepłego nadchodzącego wraz ze swoją wybranką w kierunku Srebrnego Drzewa w dniu Zgromadzenia. Nakrapiany przyszedłby na miejsce punktualnie o czasie, uśmiechnąłby się, jego różnokolorowe oczy zaczęłyby szukać młodszego brata, a potem, kiedy w końcu by się spotkali... Nagietek wyprzytulałby go za wszystkie czasy! Och, jaka radość spływała do jego rozochoconego serduszka, kiedy wyobrażał sobie tę scenę. Gdyby tylko Ciepły wiedział, jak bardzo za nim tęsknił! Wróciłby od razu, choćby na krótką chwilkę, aby się z nim zobaczyć! Młodszy samczyk byłby najszczęśliwszy na świecie, mogąc znów go zobaczyć! Był ciekawy, czy jego braciszek tęskni za nim, chociaż w połowie tak bardzo jak on. A może nawet tęsknił bardziej? Nie mógł się doczekać ich spotkania na Zgromadzeniu!
Dość długi moment zajęło mu wtedy nawet tylko częściowe uspokojenie się. Burza emocji przyćmiła mu to, nad czym miał pierwotnie się zastanawiać. Kilka uderzeń serca później jego myśli wróciły na właściwe tory. Zgromadzenie... Tak, zgromadzenie! Dlaczego chciał trenować ciężej przed zgromadzeniem? Teraz wydawało się to jasne jak samo słońce! Mógłby opowiedzieć o tym Ciepłej Pleśni! Chciał, żeby jego ulubiony na świecie, najukochańszy brat był z niego dumny, a gdyby na Zgromadzeniu dowiedział się, jak bardzo starał się Nagietek pod jego nieobecność, z pewnością tak by było! Ciepły nawet nie miał pojęcia, jak bardzo niewinne, nagietkowe serduszko radowało się na myśl o spotkaniu z nim!
Dlatego też zrobiło mu się nagle okropnie przykro, kiedy dobiła się do niego myśl, że najpewniej wcale go tam nie zastanie. Może i Ciepła Pleśń był obecnie w innym klanie, ale wciąż był Wojownikiem Industrii. Nikt spoza Ognistych raczej nie wytypowałby go do uczestnictwa w Zgromadzeniu.
Tylko dlaczego to musiało być tak załamująco przykre? Już sama myśl o niezobaczeniu brata — w obliczu tej maleńkiej szansy, że mogłoby być inaczej — sprawiała, że łzy same cisnęły mu się do oczu. Jak długo jeszcze będzie musiał tęsknić za Ciepłkiem, zanim on wróci? Dlaczego to takie niesprawiedliwe? Nagietkowa Łapa zadawał sobie te pytania przez pół nocy, nie mogąc przestać płakać. Następnego dnia niestety wciąż żył wczorajszymi przemyśleniami i obawami. Nawet jego mama, Rzepakowa, zauważyła, że jej synek stał się ostro przygaszony. Po posiłku dyskretnie zaprosiła go „na stronę”, a kiedy już byli sami... postanowiła zapytać go wprost, co mu leży na duszy.
— Skarbie, wszystko w porządku? — zaczęła niezbyt głośno czarno-biała. Jej ciemnorzepakowe, troskliwe spojrzenie spoczęło na najmłodszym z potomków, który spodziewając się podobnego pytania, westchnął cichutko.
— Nie wiem. — W oczach psa widać było trawiące jego duszę wątpliwości. Nie wiedział, czy powinien martwić mamę tym, co go zasmucało. Jego serduszko podpowiadało mu, że potrzebował szczerej rozmowy, ale rozsądek krzyczał, że Rzepakowa Gwiazda miała na głowie całą Industrię, a nie tylko jego złe samopoczucie. — Nie spałem — odpowiedział w końcu. — ...i przykro mi. 
— Opowiesz mi, co się stało? — zapytała, po czym polizała go lekko po głowie. 
Nagietek przybliżył się do niej.
— Będzie mi bardziej przykro.
Gwiazda nie czekała długo. Przybliżyła się do tej rozemocjonowanej kulki i przytuliła ją najbardziej uczuciowo i ostrożnie, jak tylko potrafiła. Nagietkowa Łapa wtulił się w nią jak za czasów, kiedy był jeszcze malutkim, potrzebującym ochrony szczeniaczkiem.
— Teraz powinno być lepiej...
Collie kiwnął krótko łebkiem. Rzepakowa czekała, aż jej synek zbierze siłę do odezwania się, co nastąpiło po kilku uderzeniach serca i dłuższej chwili ciszy.
— Tęsknię za Ciepłym — mruknął ledwo słyszalnie. — Już strasznie długo go nie ma. — Głos ucznia załamał się lekko. — Wiem, że ma szczeniaki i musi się nimi zająć i to niemądre chcieć, żeby wrócił... ale bardzo, bardzo za nim tęsknię. — Z jego ciemnych, niewinnych oczu zaczęły ciec pojedyncze łezki. — Boję się, że nie będzie mnie już pamiętał... Mamusiu... czy Ciepły o mnie zapomni? — wychlipał cieniutkim głosem.
— Huh? Oczywiście, że nie zapomni — zaprzeczyła stanowczo. — Ma teraz dużo obowiązków, ale na pewno wróci, a wtedy wszystko się ułoży. Musisz zrozumieć, że narodziny szczeniaków to nie taka prosta sprawa... Przy takich maluszkach trzeba ciągle być, a ich mama też musi czasem odpocząć. Ciepła Pleśń musi jej pomagać, szczególnie że oboje mają teraz z pewnością sporo stresu... Musisz wspierać swoje rodzeństwo. Możesz pomodlić się do Gwiezdnych, aby opiekowali się Ciepłym. I... ty nie zapomniałeś o nim, dlaczego on miałby zapomnieć o tobie, skarbie? Na pewno też za tobą tęskni, myśli o twoim treningu i o reszcie rodziny. — Leciutko, przyjacielsko go szturchnęła i uśmiechnęła się. — Nie martw się o to... Jeszcze zdążysz spędzić z nim mnóstwo czasu. Ciepły mocno cię kocha... Nawet na zastępczą mentorkę dla ciebie wybrał najlepszą osobę, jaką znał — uspokajała go. — Uwierz w niego, kochanie.
— Wierzę — mruknął, ocierając słone łezki z mordki. — Kocham cię, mamo.
Rzepakowa Gwiazda uśmiechnęła się.
— Też cię kocham, Nagietku... ale prześpij się chociaż chwilę. W porządku? — Zerknęła tylko czy jej syn się zgadza. Oboje wiedzieli, że młodszy musi odpocząć.

✧─── ・ 。゚★: *.✦ .* :★. ───✧

Wracając do dnia Zgromadzenia. Trudno było nie orientować się choćby minimalnie w obecnej sytuacji czy to w Industrii, czy Flumine, dlatego Nagietkowa Łapa podejrzewał, że tym razem nie prędko opuści Gwiezdny Szczyt, będący miejscem dyskusji między wszystkimi klanami. Niemniej, postanowił, że nie zrezygnuje ze starania się dla Ciepłej Pleśni, nawet jeśli ma go tym razem nie spotkać, bo dzięki mamie wiedział, że prędzej czy później to na pewno nastąpi. Już w kilka dni przed zgromadzeniem zaczął o wiele bardziej się starać, czasem nawet ponad własne możliwości. Nie nauczył się wielu nowych rzeczy, ale postawił sobie za cel doszlifować choćby trochę te, które już posiadał.
— Pozwól mi, proszę, spróbować jeszcze raz, chcę się poprawić...! — To zdanie sformułowane na różne sposoby Drżący Szept słyszała ostatnimi czasy zdecydowanie częściej niż zwykle.
— Dobrze, tylko spokojnie... Spróbujmy znowu. — Mówiła za każdym razem, jeśli tylko nie było już na to zbyt późno. Tak było i tym razem.
— Najważniejsze jest, żebyś się nie zachwiał przed skokiem. Jest dość ślisko, ale masz pazury. Wybij się ze stabilnej pozycji i włóż w przytrzymanie się na początku więcej siły, dobrze? Wtedy dasz radę się wyżej wspiąć. — Taką instrukcję otrzymał od białej suczki dwa wschody słońca przed zgromadzeniem. 
Nigdy nie pokazała mu ona w praktyce, jak to się robi, ale jej wytyczne były na tyle dokładne, że uczeń zawsze wiedział, co akurat zrobił źle i jak to ewentualnie poprawić. Lekko zadyszany wziął kolejny rozbieg, ale został zatrzymany przez mentorkę.
— Chwileczkę, czekaj... Napij się wody, ćwiczysz już długo.
— Mógłbym jeszcze trochę... — zaoponował, chowając wystawiony ze zmęczenia język. — Potrafię, Proszę Pani, naprawdę! — Jego determinacja była urocza, ale Drżący Szept miała swoje ideały nie do podważenia. Obiecała jego bratu, że dobrze się nim zajmie podczas jego pobytu w Ventusie i zamierzała dotrzymać obietnicy.
— Możesz kontynuować, ale odpocznij najpierw chwilkę.
Cóż, nie mając zbyt wielkiego wyboru, posłuchał jej polecenia. Kiedy czas przerwy minął, Nagietek wskoczył na wskazane przez starszą, delikatnie pochyłe drzewo. Włożył w utrzymanie się na gałęzi masę wysiłku, ale w końcu, po kilkunastu upadkach patrzył na swoją mentorkę z góry!
— Udało mi się! Wszedłem, wszedłem!
— Jestem z ciebie dumna, Nagietkowa Łapo!
— Chcę spróbować jeszcze raz!
Drżąca cicho zaśmiała się pod nosem:
— Najpierw zejdź na ziemię!
Syn Sowiego Pazura czuł się okropnie szczęśliwy. Miał nadzieję, że będzie miał okazję pochwalić się swoimi osiągnięciami rodzinie. Może nawet Omszona Krtań byłby pod wrażeniem? Pochwała od najstarszego brata wydawała się najbardziej nierealna, ale znaczyłaby bardzo dużo dla Nagietkowej Łapy.
Kilka godzin przed pójściem w wyznaczone miejsce tak, jak zawsze postarał się wykonać wszystkie swoje uczniowskie obowiązki. Bardzo się do nich przyłożył, a jako że skończył przed czasem, pomyślał, że krótkie przypomnienie z ostatniego treningu nie powinno być źle. Przypominał sobie powoli wszystkie słowa swojej zastępczej mentorki i próbował samodzielnie sprawdzić, czy na pewno wszystko pamięta. Wszedł na drzewo z łatwością, co uspokoiło go, choć w minimalnym stopniu. Wczorajszy wyczyn nie był przypadkiem. Mógł w końcu uznać, że wspinaczka mu wychodzi. Z zadowoleniem zeskoczył z drzewa. Podziwiał to, jak Drżąca była w stanie uczyć go wspinaczki wyłącznie słowami, ale jego wewnętrzny głosik był przekonany o tym, że miała coś w tej kwestii do ukrycia. Z innych przemyśleń... chyba bardziej cieszyłby się ze swojego sukcesu, gdyby widział go Ciepły lub... gdyby pochwalił go Mech, którego Nagietek mimo strachu podziwiał. Niestety na to musiał sobie jeszcze poczekać i porządnie zapracować. Miłe słowa od Omszonej Krtani były cięższe do zdobycia niż truskawki w porze nagich drzew, ale zdecydowanie warte zachodu.
Pies, wyglądający jak border collie, postanowił przypomnieć sobie jeszcze Kodeks Wojownika przed wyruszeniem na Gwiezdny Szczyt. Co prawda powtarzał go sobie tyle razy, że teraz już prawdopodobnie znał go lepiej niż własne imię, ale kolejna powtórka nigdy mu nie zaszkodziła. Była to jedna z kilku rzeczy, jakich nauczył go Ciepła Pleśń jeszcze przed wybyciem do innego klanu. Nagietek nie potrafił udawać, że za nim nie tęskni, ale dzięki Rzepakowej był już świadomy tego, że po prostu musi na niego zaczekać. W tym czasie... postara się być jak najlepszym uczniem dla Drżącego Szeptu. Zaczął przechadzać się wzdłuż ścian magazynu, powtarzając kolejne punkty Kodeksu Wojownika.
— Broń swojego klanu nawet za cenę życia. Można zawierać przyjaźnie z psami innych klanów, ale bądź lojalny wobec własnego, gdy będziesz musiał stanąć do walki z przyjacielem. — Szeptał w skupieniu. Gdyby jakiś pies stanął teraz przed jego nosem, on by go nie zauważył, najprawdopodobniej wchodząc w niego. — Nie przekraczaj granic pozostałych klanów i nie poluj na ich zwierzynę... Uczniowie i wojownicy mogą pożywić się dopiero po starszych, szczeniętach i suczkach ciężarnych lub karmiących. Uczeń nie może zjeść, dopóki nie nakarmi starszych lub nie otrzyma pozwolenia. Chorzy i zranieni wojownicy oraz uczniowie mogą jeść wraz ze starszymi. — Tu zatrzymał się na chwilę. Na pewno nic nie pokręcił? Przeanalizował jeszcze raz swoją wypowiedź. Nie, chyba wszystko było w porządku. Mówił dalej, wygłaszając kolejno następne punkty. — W trakcie pełni księżyca odbywa się spotkanie czterech klanów. W czasie jego trwania panuje rozejm. — Liczył każdy kolejny punkt. Wreszcie doszedł do piętnastego. — Każdy klan jest wolny i niezależny, ale w czasie kłopotów powinny się zjednoczyć w walce ze wspólnym problemem, aby zachować w istnieniu wszystkie cztery klany.
Kiedy w końcu nadszedł czas na zjawienie się w wyznaczonym miejscu, był dobrej myśli. Niestety tak jak podejrzewał, nie zastał Ciepłej Pleśni... Za to zjawił się Mech, który był chyba wyjątkowo tym razem nie w humorze. Nagietek obawiał się, że ktoś mógłby się z nim pokłócić i że jeszcze bardziej zepsuje mu to humor. Może coś mu się stało? Powinien do niego podejść i zapytać o to? Młody pies mocno się wahał. Mech chyba by na niego nakrzyczał, gdyby teraz do niego podszedł. Uch, decyzja była trudna. Może on też tęsknił za Ciepłą Pleśnią? Jeśli tak, nigdy nie powie o tym Nagietkowi. W końcu odwrócił wzrok w stronę innych psów. Starał się tym zbytnio nie przejmować.
W końcu odezwał się któryś z psów, którego z tej odległości Nagietkowa Łapa nie mógł rozpoznać, chociaż starał się... może po prostu go nie znał?
— Widzę, że wszyscy są już na miejscu. W takim razie chciałbym jako pierwszy zabrać głos. — Nie ma z nami Flumine. Nakrapiana Gwiazda nie żyje. W skrócie dużo psów z Industrii musiało uciec. — Zmierzył nagle wzrokiem Rzepakową Gwiazdę i Sowiego Pazura. — Prawdziwy terror dzieje się u wodnych. — Nagietek zaniepokojony spojrzał na ojca, podejrzewając, że ten się wścieknie. Nic takiego się jednak nie stało. I mama i tata byli spokojni. W przeciwieństwie do najstarszego brata.
— Aha, czyli to tam uciekli ci porypańcy? — parsknął śmiechem. Reakcja Omszonej Krtani wydała się Nagietkowej Łapie absurdalnie nie na miejscu.
— Um, nie jestem pewny czy to adekwatna reakcja...
Nie ukrywając... bardzo bał się zwrócić uwagę bratu, nie chciał mu też podpaść. Zwyczajnie współczuł Wodnym i uważał, że ta sytuacja nie powinna mieć miejsca. Ciągle myślał o Kodeksie Wojowników. Napaść na Flumine nie była dobra dla nikogo, przynajmniej jego zdaniem.
Zgromadzenie toczyło się dalej, a Nagietkowa Łapa starał się nadążać. Czasami nawet wygłaszał swoją opinię, raz zacytował nawet fragment Kodeksu Wojowników, ale... chyba inni niezbyt się na tym skupili. Działo się dość sporo — Mech i Biały się pożarli i ciężko było ich rozdzielić, do Nagietka zagadała uczennica z jego klanu, Jazgot z Bezgwiezdnych powiedział o pchłach we wszystkich klanach i swoich szczeniętach. Wszystko wydawało się być w porządku, ale Omszona Krtań znowu nie umiał zatrzymać niestosownych komentarzy dla siebie.
— O ta, mój brat się puścił z jakimś milfem z Ventus i ma szczyle — parsknął. W Nagietku aż się zagotowało. Dlaczego on tak mówił o szczeniaczkach Ciepłego?
— Jesteś ich wujkiem, spryciarzu!
— Niestety — parsknął. — Wiecie co, mam lepsze rzeczy do roboty.
— Jeden problem mniej. — Szepnął ciszej. Sam nie mógł uwierzyć, że takie słowa przeszły mu przez gardło, ale nie zamierzał puszczać płazem takich słów. Szczególnie na temat swojego Mentora.
Po tym wyrazie niezadowolenia ze strony Omszonej Krtani psy zaczęły się już rozchodzić. Nagietek widział nawet odchodzącą za Mchem Sikorkową Łapę, która później jednak wróciła i przysiadła się do niego. Zmartwiony ujemną temperaturą w pewnym momencie zasugerował jej powrót, czemu odmówiła.
— Wiesz, ty możesz już iść, jeśli chcesz, ale ja chyba tu zostanę. Tu jest całkiem miło — przyznała, znów zerkając na Nagietka z nieodgadnionym blaskiem w oczach. 
Najmłodszy syn Rzepakowej Gwiazdy już wcześniej zwrócił swoją uwagę na lodowatozimny błękit jej przenikającego, ale bardzo miłego dlań spojrzenia. — Jakoś nie chce mi się spać, a poza tym, boję się, że spotkam zdenerwowanego Mcha. Nie chcę mu przeszkadzać. — Dodała z lekkim zmieszaniem.
Sikorkowa Łapa odgarnęła śnieg z podłoża i ułożyła się z gracją na zamarzniętym od jakiegoś czasu piasku. Nagietkowa Łapa pomyślał przez chwilę, że powinien zaprotestować, szczególnie widząc, jak suczka trzęsie się z zimna, ale kim był, by podważać decyzję nowej koleżanki?
— W takim razie, pozwól, że będę ci towarzyszyć. — Odpowiedział, na co ona zgodziła się, nie kryjąc rozkwitającego powoli na jej pysku uśmiechu. Samiec ułożył się blisko niej, również pozbywając się śniegu, jaki mógł mu w tym przeszkodzić. — Kiedy będziesz już chciała wracać, pójdę z tobą.
— Jasne, powiem ci kiedy. — Posłała mu miły uśmiech. — Chociaż trochę czasu może minąć — zastrzegła od razu.
— Szczerze, nie przeszkadza mi to. Noc jest ładna, nie pada śnieg... Przede wszystkim dobrze widać gwiazdy i księżyc.
— To takie ważne? — Zapytała z zaciekawieniem, nieśmiało przysuwając się do samca w celu ogrzania się. Nagietkowa Łapa zrozumiał szybko jej motywy i jeszcze się przybliżył. Im obojgu zrobiło się cieplej.
— W rzeczywistości... wcale nie — odparł po tej chwili zastanowienia. — Po prostu mam ochotę na nie dziś popatrzeć. Lubię jak migotają... Najbardziej lubię te, które lśnią na czerwono. 
Córeczka Jagodowej Mgły i Deszczowego Podmuchu kolejny raz tej nocy spojrzała w rozgwieżdżone niebo. Zarówno ona jak i jej towarzysz widzieli w nim coś magicznego, chociaż każde z nich doceniało widziany krajobraz na swój sposób, z zupełnie różnych i tylko sobie znanych powodów.
— Jak idzie ci trening? — Zapytał pół tonu ciszej niż wcześniej, dalej obserwując przezrocze nieboskłonu. — Słyszałem, że Omszona Krtań cię unikał.
Sikorka skinęła głową.
— Nie jest najgorzej, ale najlepiej... też nie. Trudno z nim współpracować jak go nie ma, ale kiedy jest... myślę, że jest w porządku.
— Ja nauczyłem się ostatnio zdecydowanie lepiej wspinać na drzewa — przyznał. — Długo próbowałem z Drżącym Szeptem, ale w końcu udało mi się... chociaż nie pokazała mi, jak dokładnie powinienem to zrobić.
— Pamiętam, że kiedy Mech mnie uczył polowania, też tylko mówił, co powinnam robić — zastanowiła się. — Właściwie, nie lubisz go? — Nie wydawała się zachwycona domniemaną przez siebie odpowiedzią na zadane przed chwilą samcowi pytanie.
— Można by było tak pomyśleć — przyznał spokojnie, patrząc na bezlistne gałęzie drzewa, poruszane spokojnym wiatrem — ale to nie tak, że go nie lubię. Mech całkiem mi... imponuje w kilku dziedzinach. Może nie jest wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o zachowanie, ale dobrze walczy, nigdy nie boi się konsekwencji, mówi to co myśli, robi to, co chce... To wymaga dużej odwagi i chociaż praktycznie pewne jest, że Infernum go kiedyś pochłonie... Jestem dumny, że jest moim bratem. Mimo że pewnie nie będę miał okazji mu tego powiedzieć. Wygląda na to, że mnie nie lubi. I po dzisiejszym Zgromadzeniu myślę, że może nie lubić mnie nawet bardziej. Brzydko się zachowałem. — Nagietkowa Łapa mimo tego, że bał się przeszkadzać Omszonej Krtani na co dzień. Szanował go i w jakimś stopniu brał z niego przykład. Wtedy, gdy Mech nazwał tak brzydkim określeniem szczeniaczki Ciepłego, Nagietek się zdenerwował i przesadził przez emocje. Teraz żałował tego. — Kocham całą moją rodzinę. Mcha też kocham.
— Nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś tak o nim mówił...
— Nie zaprzeczam, że ma wady, tak jak każdy... ale czasem lepiej skupić się na pozytywach, prawda?
Sikorkowa Łapa ochoczo pokiwała głową. Tylko Gwiezdni wiedzieli, co mogła mieć wtedy w głowie. Nagietkowa Łapa pomyślał wtedy, że jest całkiem urocza.
< Sikorkowa Łapo? >
[3001 słów, Nagietkowa Łapa otrzymuje 30 punktów doświadczenia + 30 punktów doświadczenia za event oraz 7 punktów treningu]

20 lutego 2022

Od Sikorkowej Łapy do Nagietkowej Łapy — Zgromadzenie klanów

   Czyż to nie była piękna noc na zgromadzenie? Czyż każda noc nie była piękną nocą na zgromadzenie? Dla Sikorkowej Łapy zdecydowanie była. Bycie na zgromadzeniach należało do jednego z jej ulubionych przywilejów klanowych. Omszona Krtań, wydawał się bardziej zły, niż zwykle. Albo miał tylko taką minę, by nikt go nie zaczepiał? Możliwości było wiele. W każdym razie, nauczona doświadczeniem, suczka postanowiła zachować bezpieczną odległość od swojego mentora. Nie warto go denerwować jeszcze bardziej, prawda? Może wciąż nie była w pełni bezpieczna, ale przynajmniej lekko bezpieczniejsza, czyli jakieś pięć metrów przed nim, w otoczeniu wojowników ognistego klanu. Nie rozmawiała z nikim, bo czuła, że atmosfera jest jakaś strasznie napięta. Uznała, że powodem tego jest „sytuacja we Flumine”, jak nazywało ją wielu, ale była to tylko teoria. Pieskowa teoria. Zatopiła się we własnych myślach, by jakoś spożytkować czas na wędrówkę. Jedną z jej myśli było to, czy jej otp, Szczurek x Kłaczek, dziś ma szansę zbliżyć się bardziej do istnienia. Nie spodziewała się kompletnie, że ta „sytuacja”, czymkolwiek była, w klanie Wodnych zaszła tak daleko, że nie przyjdzie żaden z nich. Miejsce zgromadzeń było wyjątkowo puste tej nocy. Brak jednego z klanów widać było na pierwszy rzut oka. Jazgot powitał wszystkich jako pierwszy. Sikorka sama ledwo pamiętała, że kiedyś spotkała go a swojej wyprawie do lasu, jakieś dwanaście księżyców temu, a może i więcej, a on prawdopodobnie ledwie pamiętał ją. Funkcjonowali jak osoby, które skończyły jedną klasę, a potem rozeszły się w świat i przy każdym przypadkowym spotkaniu, udawały, że nigdy nie miały ze sobą nic wspólnego, by nie narazić się na krępującą sytuację. Przynajmniej Sikorka tak funkcjonowała, nie wiedziała, co o tym myśli Pan Jazgot. Wszyscy wymienili pozdrowienia (z wyjątkiem wybitnych jednostek, zbyt dumnych, by kogoś pozdrawiać).
 Widzę, że wszyscy są już na miejscu  Zaczął przemowę Brązowa Gwiazda – W takim razie, chciałbym jako pierwszy zabrać głos. Nie ma z nami Flumine. Nakrapiana Gwiazda nie żyje. W skrócie dużo psów z Industrii musiało uciec. Prawdziwy terror dzieje się u Wodnych.
Sikorkowa Łapa po raz pierwszy usłyszała wypowiedź jakiegoś autorytetu, o tej całej „sytuacji we Flumine”. Były co prawda plotki, ale w pysku przywódcy, brzmiało to dużo poważniej, niż „No, Piaskowa Mara podobno przyszła do ich klanu, zabiła Nakrapianą Gwiazdę i mianowała się przywódcą”. 
 Aha, czyli to tam uciekli ci popaprańcy?  nie mógł się prawdopodobnie powstrzymać Mech.
Czy to tylko takie wrażenie, czy każde zgromadzenie, na którym była, zaczynało się praktycznie od jakiegoś zdania jej mentora, które wiele psów uznawało za obraźliwe, wobec którejś grupy społecznej? Jeśli mogła pozwolić sobie przewidzieć, co stanie się zaraz: ktoś się zdenerwuje, zacznie się wykłócać z Omszonym, ktoś inny im przerwie, zrobią skrót wydarzeń z sytuacji w klanach i wszyscy się rozejdą. Jedną z tych ktosiów mógł właśnie stać się Nagietkowa Łapa:
  Um, nie jestem pewny, czy to adekwatna reakcja…  zapieczętował swój los uczeń.
Uczennica nie spodziewała się, że jej rówieśnik ma odwagę postawić się Omszonej Krtani! Temu strasznemu, gburowatemu wojownikowi, który wygląda, jakby w każdej chwili mógł kogoś pobić i zostawić na poboczu, by się wykrwawił. Cieszyła się, że według prawa nie może tego tu zrobić i że technicznie rzecz biorąc, Sikorka jest po jego stronie. Spojrzała na Nagietka z zaskoczeniem i podziwem. Jazgot udał, że nie widzi, że zaraz może wybuchnąć bójka.
 To tragedia. Rozumiem, że masz z kimś stamtąd kontakt?  zapytał Brązowego.
  Mam kontakt z Klematisowym Korzeniem. Piaskowa Gwiazda przejęła tam dowodzenie. Oczywiście wiemy, skąd Piaskowa się wzięła. Tak czy siak, proponowałbym pomoc dla Klematisa i…  Po co pomagać, skoro nie potrafi swojego klanu obronić, przed kilkoma psami?  prychnął, jak zwykle rozpromieniony Sowi Pazur.
 Dobra, nie zesraj się stary dziadzie — warknął Mech.
Ciekawą sytuację spróbowała przerwać Górski Trel.
 Chyba właśnie z tego powodu powinni dostać pomoc, czyż nie?  zapytała nerwowo.
— Mógłbyś się chociaż trochę tym przejąć – syknął Biały, który nagle pojawił się obok, wyraźnie ignorując próby zachowania spokoju, przez kogokolwiek.
Mech również nie próżnował, by przypadkiem nie okazać się gorszym, we wszczynaniu kłótni.
 Może ty się tym przejmij i idź pomóc swojej dziewczynie.
Sikorkową Łapę kompletnie zbiło to z tropu. Myślała, że Biały i Omszony są very much gej, a tu niespodzianka, jednak nie do końca. Nie była na bieżąco z dramami miłosnymi swojego mentora, więc przysłuchiwała się tej kłótni z bezpiecznej odległości. Warto wiedzieć na wszelki wypadek, co tam się dzieje między nimi.
  Już się nie lubicie?  zapytała, ale nie doczekała się odpowiedzi.
  Sowi Pazurze, myślę, że to nie jest dobra droga. Bezgwiezdni... Nie będą się w to mieszać, ale Brązowa Gwiazdo, jeśli możesz, przekaż im, że każdy pies, który tego potrzebuje, znajdzie schronienie u nas - dobrodusznie odpowiedział z jednej strony Jazgot.
 Żebyś, kurwa, wiedział, że pomogę  równie dobrodusznie odparł z drugiej strony Biały, swojemu… swojemu Mchowi.
Słuchanie dwóch rozmów naraz nie było łatwym zadaniem, ale Sikorka była na tyle zdolna, że jakoś dawała sobie radę. Co prawda bardziej pasjonująca była kłótnia jej mentora z jego… ex? Chyba? Uczennica ciągle nie miała pewności, kim w tym momencie dla siebie są. Jednak informacji o sytuacji w innych klanach też należało wysłuchać, chociaż z przyzwoitości. Kilka kolejnych, dość brutalnych i złośliwych zdań wyleciało z pysków dwójki wojowników, niczym rozżarzone węgliki, z gorącego pieca. Sikorka uważała, że każdego zraniłyby wyzwiska, którymi siebie nawzajem określali, ale tamci pozostawali nieugięci. Uczennica podejrzewała, że ich serduszka były połamane, ale nie mogli okazywać słabości, którą według nich prawdopodobnie był smutek. To raniło i Sikorkową Łapę, która nie lubiła, gdy ktoś tłamsił emocje, bo doprowadzało to tylko do frustracji i smutku takiej osoby, a Sikorka nie lubiła, gdy ktoś był smutny.
 Obawiam się, że nie dasz rady ich powstrzymać  powiedziała Nagietkowej Łapie, który, wbrew przewidywaniom suczki, nie ucierpiał cieleśnie, co było dobrym znakiem. Ciągle za to próbował rozdzielić niemal już skaczących sobie do gardeł wojowników, jakby jednak bardzo chciał ucierpieć.
  Nie da się ukryć, że mój brat ma niezły temperamencik — odpowiedział jej rówieśnik.
To zdanie otworzyło w umyśle Sikorki jakiś kolejny wymiar. Na początku nie zrozumiała, którego z psów bratem jest Nagietek, ale po chwili doszło do niej, że przecież jego matką, tak samo jak Omszonej Krtani, jest Rzepakowa przywódczyni jej klanu. I wszystko się wyjaśniło. Na przykład to, czemu ten psiak wyglądał jak jej kopia.
Kolejna lawina wyzwisk, uszczypliwości i otwartej wrogości przeleciała niczym wodospad między Mchem i Białym. Górka i Nagietek próbowali coś zdziałać w tej sprawie, ale nie dało to absolutnie nic. W końcu odezwał się Jazgot i zakończył to całe przedstawienie:
 Jeżeli skończyliście swoje przekomarzanie... Czy u was też jest problem z pchłami?
Faktycznie był. Uczennica Omszonego widziała osobiście, jak kilka psów niemal wyrywa sobie łapy, nie mogąc przestać się drapać. Była bardzo zadowolona, że jej nie dopadł ten problem. Kątem oka, Sikorka zobaczyła, że Biały odchodzi z dala od jej mentora. Przynajmniej Gwiezdni nie będą musieli nas karać  uznała.
 Naprawdę jesteś bratem Omszonej Krtani?  spytała Nagietka, chcąc potwierdzić w pełni swoją prawie potwierdzoną teorię.
 Cóż, tak, mimo że przyrodnim  odpowiedział szeptem, a później dodał już głośniej - W Industrii również są pchły.
 Ja też. Jak ćwierć klanu, która jest spokrewniona w zasadzie  wtrąciła się Górski Trel.
Sikorka posłała jej rozbawiony uśmiech. Najwidoczniej naprawdę wszystko kręciło się wokół Mcha.
 Szaleją chyba po każdym klanie — odpowiedział Jazgot na temat pcheł, a później, jakby chcąc przerwać niezręczną ciszę stwierdził  Adoptowałem szczenięta.
 Naprawdę?  ożywił się Nagietek  Jakie mają imiona?
 Szczeniaczki?  zawtórowała Nagietkowi uczennica Omszonego  Jak uroczo!
 Śnieżynka, Szakłak, Wymyślnik i Orchidea  dumnie oznajmił ojciec.
 Miejmy nadzieję, że urosną zdrowe i silne . Mają śliczne imiona  pogratulował uczeń.
 Zgadzam się w pełni  oznajmiła uradowana Sikorka, zakochana już w tych maluchach, nawet ich nie poznając   Gratuluję, będzie pan świetnym ojcem.
Jazgot grzecznie podziękował. Tym razem nie miał chyba pomysłu, jak przerwać krępującą ciszę. Mech prychnął coś jeszcze o tym, że Ciepła Pleśń uciekł z klanu i ma szczeniaki, a Nagietek bardzo ładnie go zgasił, co niezmiernie Sikorce zaimponowało po raz kolejny. Jej mentor był pierwszym, który postanowił wybyć, a ona nie wiedziała, czy powinna iść z nim, czy zostać z klanem. Zdecydowała, że woli żyć. Śmieszne jest to, że jej przepowiednia co do przebiegu zgromadzenia spełniła się całkiem nieźle.
 Już myślałem, że życie ci nie miłe  zaśmiał się Nagietek.
 Moje życie niemiłe jest chyba Rzepakowej Gwieździe, że mnie do niego przydzieliła  odpowiedziała półżartem. Lubiła Mcha, jak każdego innego psa, ale jakby nie zgodziła się ze zdaniem ucznia, mógłby uznać ją za stukniętą, a nie był to najlepszy wstęp do przyjaźni.
 Moja mama na pewno nie chciała źle... Pewnie jej celem było, żeby się wreszcie do czegoś przydał oprócz narzekania i przekleństw  bronił matki uczeń.
 Nie jest tak źle  pocieszająco mruknęła. Co prawda głupio było jej być uczniem w wieku dwudziestu księżyców, ale tak naprawdę nie winiła mentora. Nie był złą osobą, po prostu troszkę niemiłą, ale była pewna, że w środku jest po prostu pokrzywdzonym, małym i biednym pieskiem, albo coś w tym rodzaju.
Zamiast kontynuować rozmowę, zamilkła i spojrzała, na psy, powoli opuszczające miejsce zgromadzeń. Nie miała ochoty jeszcze wracać. To całe zgromadzenie nie było aż tak ciekawe, jak myślała, że będzie. Przynajmniej mogła przekonać się, że to, iż nigdy wcześniej nie miała okazji, by zaprzyjaźnić się z Nagietkową Łapą było bardzo smutne, bo wydawał się sympatycznym gościem. Musiała nagromadzić sobie pomysły na pytania, do nowego kolegi, więc by zagrać trochę na czas i nie pozwolić ciszy trwać dłużej, postanowiła skomentować tak ważny w rozmowach temat, jak pogoda. Obróciła pysk w kierunku księżyca w pełni i zmrużyła oczy.
 Bardzo przyjemna dzisiaj noc, prawda? Gwiazdy tak ładnie świecą  rozmarzyła się.
  Masz rację  odpowiedział Nagietek, który skierował oczy w to samo miejsce  Tamtym dwóm idiotom nie udało się na szczęście rozgniewać Gwiezdnych.
Uczennica zaśmiała się.
— Nigdy nie słyszałam kogoś, kto odważył się tak nazwać Omszoną Krtań.
 Naprawdę? Cóż, czasem ktoś musi to zrobić – odpowiedział z uśmiechem Nagietek.
— Hm, w każdym razie, jesteś bardzo odważny.
Uczeń skinął głową i podziękował nieśmiało za komplement. Nastała chwila ciszy, w której oboje bez słowa podziwiali gwiazdy, które wydawały się aż zaskakująco wyraźne na atramentowo-czarnym tle, jakim było niebo. Może Sikorka po prostu dawno na nie nie patrzyła? Srebrzyste Drzewo dodawało temu krajobrazowi dodatkowego uroku, wyglądając, jakby na jego liściach objawił się jakiś święty. W końcu milczenie przerwał syn Rzepy.
— Nie powinniśmy już wracać?  zapytał.
Suczka zorientowała się, że przez zagapienie, nie zauważyła, że pozostali już kompletnie sami na wzniesieniu.
  Wiesz, ty możesz już iść, jeśli chcesz, ale ja chyba tu zostanę. Tu jest całkiem miło. Jakoś nie chce mi się spać, a poza tym, boję się, że spotkam zdenerwowanego Mcha. Nie chcę mu przeszkadzać.
Jej łapy trzęsły się z zimna, ale nie zwracała na to uwagi. Odgarnęła śnieg wokół siebie i położyła się na zamarzniętym piasku.

<Nagietkowa Łapo?>
[1748 słów, Sikorkowa Łapa otrzymuje 17 punktów doświadczenia i 5 punktów treningu]

Od Białego Kruka CD Omszonej Krtani — Zgromadzenie klanów

Tw: narkotyki, toksyczne relacje.
Po ostatnim wypadzie z Omszonym Bananowa Skórka bardzo uważała na Białego. Za bardzo. Jak to się mówi, najciemniej jest pod latarnią. Po treningu, by szczeniak zbytnio się nie nudził, wysłała go, by nazbierał jej mchu. Miała w tym czasie jeszcze zdecydowanie za dużo wiary w tego smarka, bo puściła go na tę misję samopas. Jakimś cudem wierzyła, że nałożenie kary na podopiecznego Cynamonowej już samo w sobie nieco go poskromi. Niedoczekanie.
Dalmatyńczyk zajmował się w spokoju swoją misją, był pogrążony w rozmyślaniach czy jego mentorka nieco odpuści, kiedy dostanie te cholerne rośliny. Z tego stanu napawania się samotnością, wyrwał go znajomy głos:
— Ej ty! Biały, kurwa! — Zawtórował mu także śmiech.
Zanim młody zdążył mrugnąć, koło niego pojawił się Omszony.
— Co ty na wyrwanie się z tego gówna?
Aż chciało się powiedzieć, że Ognisty spadł mu z nieba. Nuda właśnie miała się skończyć.
— Żeby tylko tym razem Bananowa Skórka nas nie nakryła. Teraz ciągle wymyśla mi jakieś zadania — odparł z cichym westchnieniem.
— Weź, niech się pierdoli — parsknął wojownik. — Możemy pójść na plaże, tam raczej nas nie znajdzie.
Nakrapianemu aż zaświeciły się oczy z ciekawości. Nigdy nie zapuszczał się w tamte rejony miasta.
— Naprawdę możemy tam pójść? — zapytał, lekko machając ogonem.
— Jasne, myślisz, że ktoś nam kurwa zabroni?
Oba psy zaczęły wolno przemieszczać się w kierunku morza. Łutem szczęścia udało im się ominąć wszystkie patrole Wodnych, a po dodatkowej chwili marszu w końcu do ich uszu doleciał szum fal. Biały stanął na granicy ziemi i piasku, z zainteresowaniem przyglądając się wielkiemu zbiornikowi. Pierwsze zetknięcie z tym zjawiskiem dobrze wyryło się w jego pamięci, jako coś niesamowitego. Nagle jednak cały czas chwili prysł, gdy dostał w pysk grudką ziemi. Gdy spojrzał w jej stronę, zauważył Omszonego kopiącego w ziemi. Podszedł do niego, stając tak, by tym razem przypadkiem niczym nie dostać i przechylił głowę na bok.
— Co robisz? — zapytał, zaglądając do dziury tak, by mu nie przeszkadzać.
Starał się on wydobyć z ziemi jakąś roślinę, której dalmatyńczyk za nic nie potrafił skojarzyć.
— Załatwiam nam towar — odparł starszy pies, nie przerywając pracy.
— Co to za roślina? — Kontynuował swoje przesłuchanie zaciekawiony uczeń.
— Zajebista, działa całkiem zabawnie.
Ta odpowiedź zbytnio nie zadowalała nakrapianego, ale nie miał on innej opcji, jak po prostu ją zaakceptować. Patrzył tak, jak wojownik męczył się z rośliną, nie chcąc mu przeszkadzać, a jednocześnie nie wiedząc jak pomóc, kiedy do jego uszu dobiegł trzask gałęzi.
— Słyszałeś to? — zapytał swojego kompana.
— Nie?
Biały zmarszczył nos. Jak Ognisty mógł tego nie słyszeć? Może specjalnie zignorował odległy dźwięk, zwyczajnie nie mając ochoty go sprawdzać. Pech chciał, że podopieczny Cynamonki miał. Zanim Mech zdążył cokolwiek powiedzieć, Wietrzny już biegł w tamtym kierunku. Minął spory pagórek, po którego drugiej stronie puchata suczka chodziła w tę i z powrotem zataczając małe koła.
— Hej, coś się stało? — Ostrożnie zbliżył się do niej.
Zapach od razu na myśl przywiał mu Flumine, zgadzałoby się to nawet, bo znajdowali się na ich terenach. Słysząc nieproszonego gościa, Wodna podskoczyła zaskoczona. Wydała się mocno spanikowana.
— Tak, znaczy nie. Kim ty właściwie jesteś? — wyrzuciła z siebie, zanim zaskoczyła, że nie jest to członek jej klanu. — Nie powinno cię tu być! Nakrapiany zauważył jednak, że wielka obrończyni tych ziem, drżała jak osika, więc przysiadł całkiem spokojnie naprzeciwko niej.
— Aha — przytaknął. — Nie wyglądasz, jakbyś miała coś z tym zrobić. To… jak się nazywasz?
Suczkę na chwilę aż zamurowało. Jak on miał wygarnąć jej coś takiego prosto w twarz! Pies, mimo że z daleka było czuć od niego Wietrznymi, a dodatkowo nosił chustę niczym Pieszczoch, swoim spokojem zadziałał i na nią kojąco. Dotychczasowy stres związany z treningami oraz relacjami z rodzeństwem nagle zelżał.
— Chmurna Łapa — bąknęła w końcu.
Powinna wygonić stąd intruza. Tak mówił jej kodeks, ale czy takie starcie na pewno było bezpieczne? Na pewno nie. Pies mógł ją skrzywdzić albo sprowadzić swoimi krzykami większe niebezpieczeństwo.
— Ja jestem Biała Łapa, więc… czemu kręciłaś się w kółko? — dopytał.
Chmurna nie wiedziała, czy się śmiać, czy płakać nad swoją nieporadnością. Jej lęki sprawiały coraz więcej problemów. Odkąd została uczennicą, było tylko coraz gorzej, oczekiwano od niej więcej, a ona… Ona zwyczajnie nie dawała sobie z tym rady.
— Bo mam problem — odparła krótko.
W tym momencie na szczycie wzgórza za nakrapianym pojawił się kolejny pies i serce suczki zabiło szybciej w panice. Kolejny, którego nie powinno tu być.
— Te, młody, zgubiłeś się? — parsknął przybysz, wyglądający Chmurnej na co najmniej dwa razy starszego od niej.
Dalmatyńczyk odwrócił się jak na komendę.
— Nie. Znalazłem Chmurną Łapę, to ona wydawała te dźwięki — powiadomił swojego towarzysza.
— Brawo, znalazłeś Wodnego, który zaraz zacznie drzeć pizdę, że mamy stąd spierdalać — zakpił Omszony.
Biały jednak nic nie robił sobie z jego sarkazmu.
— Wygląda na strasznie zestresowaną — wyjaśnił starszemu koledze. — Może podzielimy się z nią tą twoją zajebistą rośliną?
Z każdym ich słowem puchata wyglądała na coraz bardziej zagubioną, gotowa zgodzić się na wszystko, byleby ta dwójka nie zrobiła jej krzywdy.
— Pojebało cię, masz szczęście, że z tobą się dzielę — prychnął bury pies, patrząc na nich z wyższością.
Nakrapiany raz jeszcze spojrzał na Wodną. Nie wiedziała, gdzie podziać oczy, przestąpiła z łapy na łapę i dawała wrażenie, jakby miała ochotę uciec, gdzie pieprz rośnie. Najgorsze dla niej było jednak to, że wcale nie chciała wracać do klanu. Nie teraz. Biały westchnął, po czym w dwóch susach zbliżył się do Mcha.
— Nie daj się prosić… Dam jej pół mojej porcji. Wygląda, jakby się miała rozpłakać.
Wzrok Omszonego zrobił się nieco dziwny, jakby kotłowały się w nim całkiem sprzeczne uczucia, ale zanim zdążył odmówić, w końcu odezwała się sama zainteresowana.
— Masz rację, że powinniście się stąd zabierać — powiedziała, cała drżąc od twardych spojrzeń, które ją zgromiły — Ale mogę przecież na to przymknąć oko.
Ognisty prychnął, jakby zmęczony już samym marnowaniem czasu na rozmowę z tą tchórzliwą uczennicą. Wywrócił oczami, po czym odwrócił się, ruszając z powrotem do swojego znaleziska. Nie pomyślał jednak, że Biały weźmie to za nieme przyzwolenie na zgarnięcie dodatkowego gościa.
— W porządku. Chodź z nami, trochę się rozluźnisz — obiecał puszystej.
Powrócili do dziury, z której wydobyta została roślina. Mech wyglądał, na delikatnie mówiąc, niezadowolonego, że ktoś śmiał się dołączyć do ich zamkniętej imprezy, ale najwidoczniej nie mając ochoty już się kłócić z walniętym uczniem, w którym obudził się dobry samarytanin, rozdzielił im pazurami trzy porcje. Oczywiście, sprawiedliwie sobie zagarnął największą działkę.
— Na pewno nic mi po tym nie będzie? — dopytała Chmurna, zerkając niepewnie na podejrzane znalezisko.
Bury aż parsknął, słysząc jej niepewność, złapał w zęby swoją część i zaczął przeżuwać. Wietrzny okazał się bardziej wyrozumiały.
— Nie, nie powinno — odparł, sam też zabierając się za jedzenie.
Ich pewność w tym, co robią, przekonała do tego także Zmierzch. Po pochłonięciu mandragory nie musieli długo czekać na abstrakcyjne, zadziwiająco realne sny.

***

Mijały kolejne księżyce, a relacje naszych ćpunów zdawały się tworzyć nieco koślawą sinusoidę. Nie zaczęło się najlepiej, jednak z dnia na dzień dogadywali się nieco lepiej. Mech coraz mniej burczał na suczkę, a ona coraz mniej trzęsła się na widok psów. Ich przyjaźń osiągnęła szczyt prawie równo z ilością substancji odurzających w ich żyłach. Raz ziarna maku, a inne kwiaty lotosu.
Jak więc ta piękna relacja mogła się zepsuć? Aż zbyt banalnie. Wystarczyło jedno cieplejsze spojrzenie puszystej w kierunku dalmatyńczyka, jeden zbyt czuły gest, a wszystko zaczęło się psuć z prędkością światła. Ich drogi zaczynały coraz bardziej się rozbiegać, co łatwo zauważyć można było już podczas jesiennego zgromadzenia. Na tym jednak nie miał być koniec.

***

Biały ostatnimi czasy czuł się coraz bardziej zmęczony. W klanie Chmurnej działy się chore rzeczy, a sama suczka coraz częściej chodziła kompletnie na niego wściekła. Nie potrafił zrozumieć czy obrywało mu się rykoszetem, czy też jego, co by nie mówić, przyjaciółka miała względem niego jakiś ukryty żal. Jedyne rozmowy, jakie chciała z nim prowadzić, dotyczyły Omszonego, a raczej tego jak bardzo go nie trawi. Z każdą kolejną tego typu wymianą zdań, Nakrapiany czuł do niej coraz większą niechęć.
Z drugiej strony Ognisty ani trochę nie zamierzał mu tego wszystkiego ułatwiać. Sam stawał się dla niego z dnia na dzień coraz bardziej chamski. Dlaczego wszyscy jego najbliżsi jakby zgadali się, by utrudnić mu życie w tym samym momencie?
Dalmatyńczyk miał dość. I z tą myślą właśnie pojawił się na zgromadzeniu, na którym Brązowy ogłosił pozostałym klanom, jakie wydarzenia miały miejsce we Flumine. Bardzo nie chciał się na nim pojawić, ale było ono pierwszym od jego mianowania i nie miał zbyt wiele w tej kwestii do gadania. Po cichu liczył, że będzie ono ostatnie. Nawet się nie zdziwił, kiedy los na spotkanie wysłał mu właśnie jego najlepszego przyjaciela. Nakrapiany siedział i obserwował, wodził wzrokiem za każdym jego ruchem, który nie wskazywał na jakiekolwiek zainteresowanie losem Chmurnej, a jego irytacja rosła z każdą chwilą.
— Mógłbyś się chociaż trochę tym przejąć — wypalił w końcu do Mcha, z lekkim wyrzutem.
Nie było to ani trochę mądre, dobrze o tym wiedział, a wzrok, który posłał mu Ognisty, tylko go w tym utwierdził.
— Może ty się tym przejmij i idź pomóc swojej dziewczynie — odparł jakby od niechcenia bury pies.
Przez chwilę Krukowi aż zabrakło tchu. Krtań nie raz przesadzał z odzywkami w jego stronę, ale tym razem wybrał sobie zdecydowanie zły moment. Wietrzny zadarł głowę, zerkając na niego z wyższością.
— Żebyś, kurwa, wiedział, że pomogę. — W jego głosie rozbrzmiała śmiertelna powaga.
Omszony jednak zdawał się mieć za nic jego postawę, bo jedynie parsknął głośno śmiechem.
— Tylko się nie wypierdol na prostej drodze, jak ostatnio, Ciapek — zawołał, nie tracąc humoru.
W tym momencie w końcu ktoś łaskawie zainteresował się ich darciem mordy i przeszkadzaniem w omawianiu spraw ważniejszych. W rozmowę wtrącił się Nagietkowa Łapa.
— To nie jest miejsce na przepychanki — spróbował przypomnieć wojownikom.
Zbyt skupiony na starszym Ognistym dalmatyńczyk nawet nie zamierzał nawet zerkać na ucznia.
— Przynajmniej nie spierdolę z podkulonym ogonem jak ty — zawarczał w odpowiedzi Wietrzny, na którego to przezwisko działało niczym płachta na byka.
Na młodszego syna Rzepakowej zwrócił natomiast uwagę jego starszy brat.
— Nie wtrącaj się, gówniarzu — warknął do niego, po czym od razu znów skrzyżował wzrok z Białym. Najeżył się i sapnął głośno.
— Spuściłem wpierdol na wojnie dla wojownika trzy razy większego niż ty, gdy byłem jeszcze smrodem. Gdybym tylko chciał, to mógłbym rozjebać tą wariatkę, ale nie lubię brudzić łap — przechwalał się wojownik, szczerząc przy tym zęby w uśmiechu pełnym pogardy.
Nakrapiany czuł, jak emocje w nim buzują. Był to bardzo zły znak, który jednak zdecydował się zignorować. W końcu czy naprawdę mogło być gorzej? Doskoczył do Omszonego, co początkowo wyglądało, jakby miał się na niego rzucić. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Jakkolwiek szalony się w tym momencie nie wydawał dalmatyńczyk, pamiętał, gdzie jest. Zatrzymał się dosłownie kilkanaście centymetrów przed burym, patrząc mu hardo w oczy.
— No, chwalić to ty się umiesz najlepiej, ale jak trzeba coś zrobić, to nagle tracisz zainteresowanie — wysyczał.
Nie mógł uwierzyć, że jedynie w nim wywoływało to taką złość, ale Krtań nadal zdawał się być jedynie rozbawiony tym wszystkim.
— Ja przynajmniej mam czym się chwalić, Ciapuś. A co ty masz do pokazania? — Pytanie to było okraszone najwredniejszym uśmiechem, jaki Kruk mógł sobie wyobrazić.
W tym momencie znów uczeń Ciepłej Pleśni spróbował przemówić bratu do rozsądku.
— Jesteście wszyscy niedorzeczni. Mech, bądź mądrzejszy i się odsuń — poprosił.
Wietrzny aż parsknął. Nareszcie dotarło do niego, jak wielkim widowiskiem byli. Nie potrafił sobie jednak tak łatwo odpuścić.
— On i mądrzejszy? — zapytał, nie wierząc w słowa młodego psa, a następnie nie czekając na odpowiedź, rzucił znów w stronę przyjaciela: — Jak już się tak chwalisz, to może opowiesz wszystkim, ile razy złamałeś kodeks tylko w tym tygodniu?
Tym razem śmiech drugiego wojownika był aż nadto donośny.
— Jakby on cię kiedykolwiek obchodził, pięknisiu — odpowiedział, bo oboje dobrze wiedzieli, że tak samo mieli go gdzieś.
Dotarło to także do dalmatyńczyka. Ta cała przepychanka nagle straciła wartość w jego oczach. Co on niby chciał udowodnić i komu? Chwilę jeszcze w ciszy przyglądał się drugiemu psu, a później wrócił na swoje miejsce przy boku Cynamonowej.
Przez dalszą część zgromadzenia Biały czuł się prawie równie nieobecny, co jego przyszywana matka. W głowie analizował tę kłótnię raz za razem, nie potrafiąc ostatecznie do niczego dojść. Czemu jego życie musiało się tak bardzo popsuć w tak krótkim czasie? Przeklinał w myślach wszystko, na czym stoi świat, aż kątem oka zauważył, że jego przyjaciel postanowił opuścić Szczyt wcześniej. Nakrapiany westchnął i ruszył za nim.
Wiedział, że zachowuje się jak kompletny kretyn. Nie potrafił rozmawiać ani z Omszonym, ani z Chmurną. Nie potrafił dłużej bez słowa przy nich trwać. A co najważniejsze, nie potrafił więcej zachowywać spokoju, kiedy normalnie te same słowa czy gesty nie miałyby na niego najmniejszego wpływu. Miał wrażenie, że wariuje. Zastanawiając się nad tym, będąc prawie na granicy szaleństwa, w końcu dogonił przyjaciela.
— Omszony! — zawołał za nim, sam nie wiedząc nawet, co więcej miały mu powiedzieć.
Nie chciał przepraszać, nie chciał ciągnąć rozmowy ze zgromadzenia. Wolałby zapomnieć o tym wszystkim i jak dawniej leżeć w świeżej trawie, całkiem naćpany, bez żadnego zmartwienia. Ognisty jednak zdawał się mieć inne plany. Gdy tylko się odwrócił, w jego oczach kręciła się furia. — No i po chuj za mną leziesz? — zawarczał, cały się jeżąc.
Wyglądał, jakby był gotowy rzucić się na Wietrznego, ale Biały zdawał się tego nie widzieć. Nie ważne jak groźnie bury by nie wyglądał, nigdy by go nie skrzywdził.
— Nie chce się dłużej z tobą sprzeczać — odparł, sam słysząc, jak żałośnie to brzmi.
W odpowiedzi dostał jednak tylko parsknięcie i kolejną porcję sarkazmu.
— Ta, bardzo widzę, że nie chcesz.
Kruk nadal nie wierzył, że doszło aż do tego, że rozmawiali prawie niczym wrogowie.
Powoli zbliżył się do Omszonego o kilka kroków, pochylając głowę. Cała jego bojowa postawa, którą miał na zgromadzeniu, wyparowała.
— To była przesada. Ja... chyba ostatnio nie jest ze mną najlepiej — przyznał z trudem, a jego wzrok zawiesił się na jakimś kamyku pod jego łapami. — Czy nie może po prostu być jak dawniej?
Och, tak, to pytanie od dawna krążyło w jego głowie, odbijając się niczym echo. Desperacko potrzebował odrobiny wsparcia, tej nocy jednak nie miał jej doświadczyć.
— Z tą pizdą śliniącą się nad twoim karkiem? Zapomnij. — Krtań wybuchł śmiechem. — Szybciej kurwa skoczę pod potwora niż dam jej dalej jojczeć mi koło ucha.
Dla młodszego wojownika było to niczym cios prosto w pysk. Już wcześniej podejrzewał, że tak będzie się musiało to skończyć, ale nie dopuszczał do siebie tych myśli. Jak miałby wybierać między dwójką swoich najbliższych przyjaciół? Nieśmiało podniósł wzrok na Ognistego. Chwilę po prostu przyglądał mu się w milczeniu.
— A jeśli by jej nie było? — zapytał w końcu ostrożnie, chociaż nie wiedział, czy naprawdę chce iść w tę stronę.
Wydawało mu się jednak, że jeśli nie dokona wyboru, straci ich oboje. Swoją propozycją wymalował na pysku przyjaciela kompletne zaskoczenie, które po paru uderzeniach serca zastąpił wredny uśmiech.
— Aw, aż tak ci na mnie zależy? Jasne, zostaw tę kurwę, to pomyślę nad tym.
Wietrznego zmroziło. Niby sam to zaproponował, słysząc raz po raz od Chmurnej, że Omszony ściąga go na dno, ale nie spodziewał się takiej odpowiedzi. W jego żołądku aż nieprzyjemnie coś się przewróciło, a on w końcu zrozumiał, że to czas, gdy musi zadeklarować po czyjej stronie stanie. Pokiwał głową i znów spuścił wzrok, czując, jak oczy zachodzą mu łzami.
— Czemu ty jej tak nienawidzisz? — zapytał cicho, a jego głos rozbrzmiewał zrezygnowaniem.
Ognisty nie musiał się nawet zastanawiać. Wywrócił oczami i od razu wygłosił swoją opinię na temat Wodnej.
— Bo się wpierdala w nie swoje sprawy, a ty nad nią skaczesz, jakby była jakąś świętą kurwa krową.
Dalmatyńczyk przysiadł na ziemi, bo zmiękły mu łapy. Z każdym kolejnym, ostrym zdaniem, problemy wracały do niego ze zdwojoną mocą.
— Okej. — Wziął głębszy wdech — Okej... Pójdę do niej jutro i powiem, że nie chce, by dalej mieszała się w nasze życie.
W spojrzeniu Omszonego zabłyszczało zwycięstwo.
— Świetnie. Ja idę spać, mam dość tego dnia — warknął i odszedł w stronę obozu Industrii.

***
  
Następny dzień również nie był ani trochę lepszy. Rozmowa z Chmurną na terenach neutralnych przebiegła dziwnie… spokojnie.
— Rozumiem — odparła suczka, jakby słowa Białego były dla niej czymś nieuniknionym.
Pies patrzył na nią z zaskoczeniem.
— Naprawdę? — dopytał, z nadzieją w głosie.
— Tak. Ten dupek dał ci ultimatum i… — pokręciła głową — Ostatnio nie byłam najlepszą przyjaciółką, ale… Może zajemy to makiem ten ostatni raz? — zaproponowała.
Dalmatyńczyk nawet nie wiedział, jak źle zrobił, zgadzając się na jej propozycję. Nie pamiętał wiele z tego dnia, ale jedno trzeba było przyznać. Spokój od Chmurnej trwał długo.
<Omszony? kc, ale poziom toksyczności wywaliło poza skale ;-; >
[2692 słów, Biały Kruk otrzymuje 26 punktów doświadczenia]