Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieuchwytna Pieśń × Złota Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieuchwytna Pieśń × Złota Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

21 stycznia 2021

Od Nieuchwytnej Łapy CD Złotego Popiołu

Nie podobało mi się to, co się działo. Kiedy wielki pies przygniótł mamę, spanikowałam. Patrzyłam na to z podkulonym ogonem. Ale w momencie, w którym ją ugryzł, nie mogłam na to patrzeć. Dosłownie w chwili, gdy czarny pies wkroczył do akcji i zaczął uspokajać towarzystwo, ja podbiegałam już do psa przygniatającego moją mamę, odbijałam się od ziemi i wgryzałam mu w brzuch. Puścił ją zaskoczony. Chyba nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Nie wyglądał, jakby zrobiło mu to coś poza chwilowym szokiem. Prędko pozbył się mnie, uderzając brzuchem o ziemię. Pisnęłam zgnieciona przez wielkoluda i usiłowałam wydostać się stamtąd czym prędzej, powarkując.
— Oszalałeś? To szczeniak! — krzyknął któryś.
Niechętnie pozwolił mi się uwolnić, a ja błyskawicznie schowałam się za mamą i wystawiłam mu język z bezpiecznej odległości. Złota była spięta. Ja zresztą też.
— Wracając do poża…
— Ogień! — zdyszana suczka dobiegła do towarzystwa.
Wyglądała inaczej. Kiedy spoglądałam na jej pysk, tylko połowa wyglądała dobrze. Druga trochę mnie przestraszyła, ale nie chciałam pokazać mamie, że się boję. Chciałam, żeby była ze mnie dumna, że ma taką dzielną, odważną córkę. Trąciłam Złotą nosem.
— Mamo, co się tej pani stało? — spytałam cicho.
Samica przeniosła na mnie wzrok, a ja mimowolnie się wzdrygnęłam. Natychmiast obróciła pysk tak, że widziałam teraz tylko tę normalną stronę i zwróciła się do czarnego psa. Mama zaś chyba nie słyszała mojego pytania, bo nie odpowiadała.
— Dwunożny. Razem z Nocną Furią natknęliśmy się na ślady. Ułożył jakiś stos i podpalił go, podpalając też kawałek lasu — powiedziała, a czarny pies pokiwał głową.
— Gdzie jest Furia? — zapytał po chwili.
— Został przygaszać pożar.
Nagle do naszych uszu dotarło dziwne, nienaturalne wycie. Wszyscy obróciliśmy głowy w kierunku, z którego dochodził hałas.
— Mamo, czy to ogień tak wyje? — spytałam cicho.
— Ogień nie wyje — odparła chłodno. — Idziemy. Już. — Zaczęła popychać mnie w stronę, z której przyszłyśmy.
Kiedy odchodziłyśmy, czułam na sobie wrogi wzrok. Wolałam się nie odwracać. Przyspieszyłam kroku i wybiegłam przed mamę.
— Ani mi się waż gdziekolwiek odbiegać.
Skuliłam się odrobinę i zwolniłam tempa. Brzmiała na bardzo poważną i bardzo, bardzo złą na mnie z powodu tego, co się wydarzyło. A przecież sama powiedziała, że chciała pokazać mi Wielki Świat na zewnątrz. Nie rozumiałam też, dlaczego jednego dnia nie mogłam wychodzić, a drugiego mówiła, że to ja wybieram, czy mam przestrzegać zasad. Biała mówiła, że to bardzo ważne i więcej o kodeksie nauczę się, kiedy troszkę podrosnę, a teraz mam być grzeczną dziewczynką i słuchać się mam. Zerknęłam na Złoty Popiół. Wyglądała teraz, jakby nie chciała być dłużej moją mamą. Położyłam uszy po sobie i zamilkłam na resztę drogi.
Kolejne dni były trudne i bardzo ciche, szczególnie dla kogoś tak energicznego i gadatliwego, jak ja. Wiem, że mamy długo ze sobą rozmawiały poddenerwowanym tonem, ale byłam zbyt przejęta tym, co się stało, żeby podsłuchać. Nie męczyłam już Złotej tak bardzo, żeby się ze mną pobawiła, bo zawsze, jak tylko podchodziłam, miała taki bardzo zbolały wzrok. Jak Sosenka, kiedy drzazga weszła jej w łapę. Dzięki niej wiedziałam, czym jest drzazga. Płomienny Zachód nam powiedział. I mówił też, że możemy przychodzić do niego z każdą drzazgą w łapie. W każdym razie można stwierdzić, że pozwoliłam Złotej odpocząć od mojego towarzystwa i nie nachodziłam jej tak bardzo.
Zamiast tego wymknęłam się z Jazgotem. Ale przyłapała mnie Biała Zamieci i spotkanie się skończyło. To chyba było jakieś przeklęte, bo następne spotkanie zakończyło się znalezieniem martwego medyka. Czy to oznaczało, że Gwiezdni nie byli zadowoleni z powodu mojego wychodzenia? A może właśnie przeznaczonym mi było wyjść, żeby odnaleźć trupa? Przerażał mnie. Budziłam się co noc od tego traumatycznego wydarzenia i miałam problemy z ponownym zaśnięciem. Zapach i kolor krwi przerażał mnie do tego stopnia, że problematycznym stało się zbliżanie do stosu jedzenia. Tamtego dnia zostałam przesłuchana przez liderkę oraz zastępczynię. Na szczęście była przy mnie też Biała Zamieci, do której tuliłam się, wiedząc, że ona jedna ochroni mnie przed całym złem tego świata. I nie ucieknie jak Jazgot. Moją łapkę opatrzył dotychczasowy uczeń medyka, który potem został mentorem mojej siostry. I to nie z byle powodu. Został nim dlatego, że odbyła się ceremonia mianowania.
Denerwowałam się przed nią. Od tego paskudnego dnia, kiedy trafiłam na kałużę krwi i zobaczyłam roztrzaskany pysk Płomiennego Zachodu, nie odstępowałam Białej Zamieci na krok. A kiedy wychodziła gdzieś, chowałam się w sianie na tak długo, aż nie wracała. Przestałam się wymykać, przestałam sama wychodzić i nie jadłam, jeśli Białej nie było w zasięgu mojego wzroku. Czułam się przy niej bezpiecznie. Dbała o mnie i moje rodzeństwo. I chciała się bawić z nami! Między innymi dlatego ceremonia była dla mnie dużym szokiem. Cały klan zebrał się w okręgu. W środku natomiast stała nasza liderka, Orzechowa Gwiazda, oraz zastępczyni, Złoty Popiół. My także byliśmy wewnątrz koła. Orzechowa spojrzała na nas i zaczęła mówić.
— Cynamonko, Nieuchwytko, Sosenko, Krzemyku, Migotku. Jesteście z nami już sześć księżyców. Dziś zaczniecie swój trening. Cynamonko, wystąp.
Po tych słowach moja siostra wyszła odrobinę przed nas, natomiast liderka zaczęła zwracać się tylko do niej. Ciężko mi było opanować ekscytację, więc wbrew moim próbom uspokojenia go, mój ogon latał na prawo i lewo.
— Cynamonko, od dzisiaj aż do czasu, gdy zdobędziesz imię wojownika, będziesz nazywać się Cynamonowa Łapa. Twoim mentorem będzie Manaci Olbrzym.
Uśmiech na pysku Cynamonowej zrobił się jakby bledszy. Wymieniony wyżej pies podszedł.
— Zostajesz mentorem Cynamonowej Łapy. Manaci Olbrzymie, okazałeś się medykiem rozważnym i odpowiedzialnym. Na pewno przekażesz tej młodej uczennicy całą swoją wiedzę.
Cynamonowa Łapa i Manaci Olbrzym zetknęli się nosami, chociaż miałam wrażenie, że moja siostra nie była zachwycona z takiego obrotu spraw. Cały klan wykrzyknął nowe miano Cynamonowej.
— Nieuchwytko, wystąp. — Usłyszałam głos Orzechowej. Mój ogon mimowolnie poszedł znowu w ruch. Nie mogłam się doczekać tej chwili. — Nieuchwytko, od dzisiaj aż do czasu, gdy zdobędziesz imię wojownika, będziesz nazywać się Nieuchwytna Łapa. Twoją mentorką będzie Złoty Popiół.
Przez moment zamarłam, obawiając się, że Złota wcale nie będzie mnie chciała jako swojej uczennicy, ale z drugiej strony, to jest doskonała okazja, by pokazać jej, że wcale nie jestem taka zła. Dlatego postanowiłam. Będę najlepszą uczennicą, jaką zastępczyni mogłaby dostać! Będę dzielna, będę szybka i będę posłuszna, będę waleczna i odważna i w ogóle! Nie przyniosę jej wstydu. Spojrzałam ukradkiem na resztę mojego rodzeństwa. Pokażę Złotej, że jestem godna bycia jej uczennicą i córką, więc jako pierwsza z rodzeństwa skończę trening. Postanowione.
— Zostajesz mentorką Nieuchwytnej Łapy. Złoty Popiele, okazałaś się wojowniczką nieustraszoną i godną naśladowania. Na pewno przekażesz tej młodej uczennicy całą swoją wiedzę.
Siłą woli powstrzymałam się, żeby nie liznąć mamy, kiedy stykałyśmy się nosami. Patrzyła na mnie swoimi surowymi, chłodnymi oczami, a ja starałam się jej bezsłownie przekazać, że nie zawiodę. I wtedy klan wywołał moje imię.
Następnego dnia wstałam o świcie, ani myśląc o przewróceniu się na drugi bok i ponownym oddaniu się rozkosznym snom. I tak nie miałam takich. Wzdrygnęłam się, starając wymazać z pamięci obraz roztrzaskanego pyska.
— Złoty Popiele, jestem gotowa na naukę — odparłam pewnym tonem, siadając przed suczką, kiedy tylko ona także otworzyła oczy.
Starałam się powstrzymywać radość, która usiłowała wyciekać ze mnie na wszystkie możliwe sposoby. Mój poważny wyraz pyszczka nie wyglądał ani trochę poważnie.
<Złoty Popiele?>
[1167 słów: Nieuchwytna Łapa otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia i 3 Punkty Treningu]

18 stycznia 2021

Od Złotego Popiołu CD Nieuchwytki (Nieuchwytnej Łapy)

Niekiedy do Złotego Popiołu przychodziła ta jedna, natrętna myśl, której za nic się nie da pozbyć, że spotkanie Białej Zamieci było jednym z najbardziej przełomowych wydarzeń w jej niedługim życiu. Nie warto się sprzeczać tutaj, czy było ono jednocześnie jednym z najbardziej pechowych. W końcu to niewinne przyłapanie wojowniczki na śledzeniu zastępczyni skończyło się na tym, że suczki wspólnie opiekują się piątką szczeniąt (choć Złota w rzeczywistości ma tych szczeniąt aż szóstkę). Wiedziała, jak to mówi ten przeklęty kodeks, że nie powinno się pozostawiać tych małych istot na śmierć, choć znacznie bardziej chodziło tu o kwestię moralną — Biała Zamieć w przeciwieństwie do niej jest moralnym psem. Może i Popiół nie zostawiłaby szczeniąt na pastwę losu, ale na pewno by się nimi dalej nie opiekowała. Z tego powodu nie rozumiała, czemu suczka po prostu nie zostawiła tych wypierdków pod opiekę klanu. Obudził się w niej instynkt macierzyński? Nawet jeśli, wojowniczka jest zbyt nierozgarniętym osobnikiem, aby w przykładny sposób zajmować się szczeniętami. Jak je zamierza wychować? W końcu to wychowanie jest kluczowym momentem w życiu każdego — jego najmłodsze lata są głównie zależne od rodzicieli oraz rodzeństwa i to oni mają na jednostkę największy wpływ.
Nieuchwytka przypominała swoją (zastępczą) matkę. Jej nieskończone pokłady energii i machający z ekscytacji ogon sprawiały, że nadałaby jej imię Nieuchwytna Zamieć. Właściwie już wiedziała, czemu Białej nadano właśnie taki człon.
Sama myśl o tym, że wojowniczka jest... cóż, czyjąś „mamą” działała na nią dziwnie. Jednak suczka w magiczny sposób wdała się w swoją matkę, która tą matką biologicznie nie jest. Za to prawdziwa, biologiczna matka jest nią tylko przez więzy krwi, bo żadna kochająca matka nie zostawiłaby dzieci samych. Dla Złotej było to właśnie aż tak proste.
Zgodziła się tylko na małą pomoc. Nie na zabawę. Złoty Popiół nie umiała bawić się ze szczeniętami, nie miała po prostu bladego pojęcia, jak się to robi. Nie pamiętała, w jaki sposób bawiła się ze swoimi rodzicami — może dlatego, że to wspomnienie nawet nie istniało. Sama myśl o spędzaniu w ten sposób czasu (właściwie jakikolwiek) z dzieckiem napełniała ją zażenowaniem. Jak niepoważnie by to wyglądało? Jest dorosłą, zajętą swoimi obowiązkami zastępczynią! Nie ma na to ani chwili. Czemu nie może pobawić się ze swoim rodzeństwem? Na pewno znajdą sobie jakąś grupową grę!
— Naprawdę nie mam czasu, Nieuchwytko — wymamrotała zmęczonym tonem.
Nie, żeby suczkę to przejmowało. Naburmuszyła się, wciąż nie mając zamiaru się poddać, nawet gdyby miało to zająć cały dzień i nawet noc. Zmieniła strategię — z litościwego proszenia na nieudaną, uciążliwą, pasywną agresję.
— Ty w ogóle nie masz czasu! Nigdy! — warknęła piskliwie, zapewne nieprzyzwyczajona do takiego tonu. — Pierwsza mama jakoś zawsze ma czas, a ty co?!
Pierwsza mama?
Druga mama o mało co nie westchnęła po raz któryś tego dnia. Nie jest Białą Zamiecią, ma ważniejszą pozycję i w przeciwieństwie do suczki, ona nie ma zamiaru ignorować obowiązków dla bachorów. Nie wierzyła, że ktoś potrafi być aż tak uparty. Nigdy nie przepadała za szczeniakami, a teraz nie będzie za nimi przepadać jeszcze bardziej. Upartość nie była według niej złą cechą, ale w tym przypadku była już upierdliwością. Pozostało jej w jakże „podły sposób” przechytrzyć Nieuchwytkę.
— Mam pomysł. — Złoty Popiół usiadła przed suczką. — Znam zabawę, w którą czasem bawią się dzieci Dwunożnych. Chcesz wiedzieć, co to za zabawa? — Uśmiechnęła się krzywo z bezsilności.
Nieuchwytka zamerdała ogonem — ta informacja od razu ją uszczęśliwiła oraz ożywiła, bez zasiania w jej naiwnym móżdżku ani odrobiny podejrzliwości, czemu jej matka tak nagle zmieniła nastawienie. Ach, ta naiwność!
— Dwunożni? A co to jest?
Szczeniaki są naprawdę upierdliwe. Nic nie wiedzą.
— To takie znacznie większe od nas istoty, z sierścią tylko w paru miejscach i dwoma nogami.
— I też mają szczenięta? Mogę się z nimi pobawić?
Zamknij się już.
— Tak, one akurat są niewiele większe od nas, ale odradzam ci bawienia się z nimi — odparła z resztkami spokoju, starając się tłumaczyć wszystko tak, by nie otrzymać dodatkowych pytań.
— Czemu?
Szlag by to.
— Niektóre z nich są miłe, ale inne zaczną ciągać cię za ogon i uszy. Ogólnie lepiej unikać Dwunożnych. Zresztą, kiedyś zobaczysz, o co mi chodzi. — To ostatnie zdanie było największym popełnionym w całej jej egzystencji błędem.
— Mamo! Kiedy będzie kiedyś?
Nie jestem twoją mamą. Idź do swojej pierwszej mamy.
— Na gwiezdnych, jakie kiedyś? — jęknęła załamana. — Musisz poczekać na kiedyś, to oczywiste.
— A ile muszę poczekać?
Czy ja mam cię nauczyć cierpliwości? Naprawdę tego tak bardzo chcesz?
— Nie długo. Czas to pojęcie względne, na to nie ma odpowiedzi.
— Względne?
Złoty Popiół miała wrażenie, że za moment się popłacze. Nie, ona nie płacze. I nie ma zamiaru płakać z takiego powodu. Da sobie radę, nie da się zdominować jakiemuś bachorowi. Musi pokazać Nieuchwytce, że nie jest na każde jej zawołanie i musi nauczyć się zajmować sobą. Będzie całkowicie zależna od innych, skoro nie potrafi się sama sobą zająć! Jednak przede wszystkim, musi jej w delikatny sposób pokazać, że ma się od niej odczepić. Problem w tym, że Popiół nie wiedziała, w jaki sposób to zrobić, by nie wyjść na kompletnego gbura. Miała jedynie pomysł, jak uniknąć dłuższej interakcji ze szczeniakiem ten jeden raz.
— Dobrze, więc, wracając do zabawy... — Złota wróciła wreszcie do tematu. — Jedno z nas się chowa, a drugie je szuka. Co ty na to?
Zaciekawione, czujne uszy zastąpiło energiczne merdanie ogonem. Popiół zaczęła się zastanawiać, czy ona w dzieciństwie też była taka żywa. Jeśli każdy szczeniak taki jest, to nie rozumiała, czemu ktoś chciałby być z własnej woli rodzicem (podobno istnieją takie przypadki — no, chyba że w rzeczywistości wszyscy potomkowie są wpadką, a marzenia o założeniu ukochanej rodzinki są kłamstwem).
— Ja chowam się pierwsza! — Postanowiła Nieuchwytka i nie mając zamiaru przyjmować do siebie słów sprzeciwu, w sekundę zniknęła z pola widzenia „drugiej” mamy.
Nie taki był plan. Złota zdusiła w sobie zirytowanie i odetchnęła głęboko. Szczeniak nie może wyprowadzać jej z równowagi. Powinna ją odnaleźć bardzo szybko — stadnina to niewielki obszar, a nie chcąc tracić ani sekundy swego cennego czasu, od razu ruszyła się z miejsca. Była przekonana, że zabawa zajmie jej jedynie kilka minut, lecz szybko się okazało, że intensywny zapach koni oraz siana utrudnia poszukiwania. Po kwadransie zaczęła się niecierpliwić. Chodziła wokół stadniny, penetrując jej wnętrze, mijając nie raz inne szczeniaki oraz Białą Zamieć, której rozbawionego wzroku nie była w nastroju odwzajemnić. Gdy upłynęło kolejne dziesięć minut, była już całkowicie zrezygnowana — z westchnieniem opadła na słomę, z której szybko się zerwała, gdy do jej uszu dotarł pisk.
— Znalazłaś mnie — powiedziała niezadowolona, jakby te pół godziny było dla niej za mało. — Ale nie wiedziałam, że w tej zabawie gdy kogoś znajdziesz, to go gnieciesz!
— Nie widzia... — urwała, stwierdzając, że jest to dla niej całkowicie obojętne. Jeśli szczeniaki potem będą się wzajemnie gnieść i przyduszać, to i nawet lepiej. — Dobrze, teraz ja.
Szybkim krokiem wyszła ze stajni. Wyminęła niepostrzeżenie resztę rodzeństwa i zapuściła się jeszcze szybszym pędem, by jak najprędzej opuścić obóz. Rozejrzała się wokół odruchowo, jakby i ona miała zakaz wychodzenia poza stadninę. Poczuła błogi, rozkoszny spokój i uśmiechnęła się pod nosem. Jej kryjówka jest najlepsza we wszechświecie i Nieuchwytka z pewnością jej nie znajdzie. Rzeczywiście, choć ten fakt ją ucieszył, i tak nie miała zamiaru bawić się w tę, jak to nazwała w głowie, „ludzką grę” już nigdy więcej. Dodatkowo jest dobra jedynie w roli osoby, która się chowa, dlatego zabawa w chowanego nie jest dla niej. A może... a może powinna uciec? Tylko gdzie? Zapewne dużo było osobników, którym znudziło się życie jako włóczęga i zachciały być pieszczochami. Jeśli zostałaby pieszczochem, nie musiałaby bawić się z Nieuchwytką. Mogłaby też po prostu uciec z klanu. Byłby to genialny plan, gdyby nie fakt, że przywiązała się już do męczącej rzeczywistości — życia klanowego psa. Pozostaje jej jedynie szara codzienność.
— Czemu mnie oszukałaś? Wyszłaś poza obóz.
Złotą zmroziło.
Zmroziło przez falę nadchodzącej, specyficznej złości. Cichy, obrażony ton pełen wyrzutów zmroził całe jej ciało, od początku czarnego nosa, aż po końcówkę ogona.
Nieuchwytka... może i jest upierdliwa, ale najwyraźniej nie głupia. Na Gwiezdnych! Skoro widzisz, że wyszłam poza obóz, czemu w takim razie polazłaś za mną? Jednak jesteś głupia. Na Gwiezdnych! Jakim cudem ona ją dogoniła? Nie miało już nawet znaczenia to, że wyszła poza obóz. Była przekonana, że będzie miała spokój. Może po prostu od niej ucieknie — szczeniak nie powinien jej dogonić. Byłoby to co najmniej żałosne. Tylko że dogoniła ją i poprzednim razem, co na psi rozum było niewykonalne.
Westchnęła po raz tysięczny. Jeśli Złoty Popiół wzdycha w twoim towarzystwie, oznacza to, iż jest nim już serdecznie zmęczona.
Nie no, nie zostawi jej tu.
— Pomyślałam, że jednak pokażę ci świat poza obozem — skłamała perfidnie. — Wiesz, to tylko od ciebie zależy, czy chcesz słuchać kodeksu, czy nie.
Powiedziała zbyt wiele. Nie powinna tego mówić. Miała ochotę odgryźć sobie język przez te słowa. Nawet nie myślała, gdy je wypowiadała, podczas gdy uszy Nieuchwytki czujnie drgały, chłonąc każdą ich cząsteczkę. Mózg takich małych wypierdków jest na tyle nierozwinięty, że mogą do siebie wziąć wszystko. Mało brakowało, aby zaczęła głośno kląć.
— Oczywiście, żartowałam! — Złota postarała się uciec z tej sytuacji. — Musisz słuchać kodeksu, ale pomyślałam, że... że nic złego się nie stanie, jeśli będziesz ze mną.
— To gdzie pójdziemy? — Zamachała wesoło ogonem.
Bez słowa, nie mając siły się odzywać ani słowem więcej, ruszyła przodem, nawet nie oglądając się za suczkę. Miała nadzieję, że nie spotkają po drodze — w niewiadome nawet Złotej miejsce — żadnego psa z klanu, jednak nawet w takim przypadku, nikt nie powinien mieć do niej problemów. Szczeniak szedł zadowolony z siebie tuż przy jej boku, rozglądając się wokół. Na szczęście nie namawiała dalej na zabawę, więc spacer minął im w ciszy i upragnionym od urodzenia przez Złotą spokoju. Możliwe, że była na tyle wdzięczna za pozwolenie wyjścia poza obóz, iż dała spokój swej zastępczej matce. Mimo tej chłodnej, nieprzyjemnej pory roku, dzień był wyjątkowo słoneczny, przez co połowa śniegu, który zastąpił zboże na polach, zdążyła stopnieć.
— Co to za zapach? — spytała nagle młodsza.
Chciała spytać Nieuchwytkę, co ma na myśli, lecz po chwili sama poczuła intensywny, drażniący zapach, który da się poznać błyskawicznie. Rozejrzała się ostrożnie, lecz nie było widać jego źródła — które, w pewnej chwili, zechciała poznać Nieuchwytka. Bez pozwolenia rzuciła się biegiem, tak szybko, że Złota dopiero po siedmiu sekundach zorientowała się, że jej nie ma.
— Ej, co ty robisz?! Wracaj tu, bachorze! — Spokój suczki został na tyle zburzony, że nie miała ochoty na udawanie miłej. — Na, pieprzonych, Gwiezdnych.
Ruszyła za nią. Nie planowała tak długiej gonitwy za szczeniakiem i pożałowała, że nie została z nią w obozie. Byli już poza polami, poza terenami Ventusu. Gdy już o mało co nie zgubiła jej tropu, zobaczyła Nieuchwytkę, stojącą w jednym miejscu. Podeszła do niej, mając nadzieję, że nie postanowi po raz kolejny od niej uciec. Parę razy odetchnęła głęboko, mając nadzieję, że to ją uspokoi.
— Co cię napadło? — Powstrzymała się z trudem od krzyku.
— Tam coś się pali!
Stały blisko chmur dymu, przez które nie dało się zobaczyć ognia, a zapach był coraz gorszy. Złoty Popiół miała wrażenie, że za moment zwymiotuje przez ostry zapach, docierający do jej nozdrzy.
— No co ty nie powiesz, głupia — fuknęła. — Po co tu przybiegłaś? Myślałaś, że to bezpieczne? Idźmy stąd, to nie nasza sprawa.
Postanowiła wrócić do obozu z Nieuchwytką, a potem kazać Białej Zamieci siedzieć z nią, żeby nigdzie się nie ruszyła. Jednak, kiedy chciała odprowadzić szczeniaka, przy nich pojawiła się trójka nieznanych im psów. Złota przeklęła pod nosem. Tenebris. Pojawiły się tutaj w najmniej odpowiednim momencie. Cofnęła się i zasłoniła swoim ciałem młodszą, wyczuwając kłopoty. Mieszańce nie wyglądały, jakby przyszli na przyjemne pogaduszki.
— Co tutaj robicie? — odezwał się czarny, średni pies, patrząc na obce suczki z wrogością.
— Wybaczcie — odpowiedziała Złoty Popiół. — Nie chcieliśmy przekroczyć waszych granic. Odejdziemy stąd.
Ruszyła, chcąc wyminąć trójkę, jednak pies o wilczym umaszczeniu popchnął ją, nie pozwalając przejść. Spojrzała na niego wrogo i posłusznie się cofnęła, kątem oka patrząc ze złością na Nieuchwytkę, niepewnej zaistniałej sytuacji. Musiała znaleźć wyjście z tej sytuacji. Miała nadzieję, że pokojowa rozmowa rozwiąże problem, jednak ta nadzieja szybko rozpłynęła się w powietrzu, dołączając do kłębów szarego dymu.
— To wy wywołaliście pożar! Psy z Ventusu wywołały ogień! — warknął jeden z nich.
— Po co mielibyśmy to robić? I skąd byśmy niby wzięły źródło ognia? — Zmarszczyła brwi, uśmiechając się cynicznie. — No i jestem z pieprzonym szczeniakiem. Gdybym chciała wywołać pożar, raczej przyszłabym bez niej. Jesteś jakiś głupi?
Widocznie te ostatnie trzy słowa były o trzema słowami zbyt wiele. Wściekły, duży kundel przygniótł Złotą do podłoża, ukazując swe ostre, białe kły, będące diametralnie blisko szyi swej ofiary. Był znacznie większy i silniejszy od niej, przez co jej próby wydostania się spod jego ciężaru skończyły się klęską, a ona sama blisko była rozgryzienia na strzępy przez obcego psa. Spróbowała go zaatakować, lecz najwyraźniej przeciwnik wyczuł, że to i okazja dla niego, aby zaatakować i wbił kły w mostek suczki. Cierpień oszczędził jej czarny pies — oczywiście także z Tenebris — podbiegający do zbiorowiska.
— Wystarczy! — powiedział stanowczym głosem. — Nie odejdziecie stąd, dopóki nie wyjaśnimy tej sprawy. Poza tym przekroczyliście tereny. Na to nie ma usprawiedliwienia.
<Nieuchwytko?>
[2137 słów: Złoty Popiół otrzymuje order Jana Pawła II i bonusową kremówkę]

11 grudnia 2020

Od Nieuchwytki do Złotego Popiołu

— Pobaw się ze mną!
Zaraz mi się uda. Jestem tego pewna. Tak niewiele brakowało ostatnim razem… Zniżyłam się odrobinę na łapach. Nie, żeby dużo mi to dało. I tak byłam strasznie malutka, co uważałam za wielką niesprawiedliwość. Przecież cała reszta klanu była taka duża! Poza moim rodzeństwem też ukaranym przez los. Znaczy, widziałam też inne, mniejsze osoby w klanie, ale one przynajmniej mogły wychodzić! Ja też chcę! Biała Zamieć mówi, że kiedyś będę duża i silna i będę mogła też wyjść. I nawet przez chwilę czekałam na to, ale mi się znudziło. Kiedy będzie to całe “kiedyś”? Dlaczego nie już? Dlaczego muszę tyle czekać? Wielokrotnie pytałam o to Złoty Popiół, ale nie odpowiadała. Nie, to nie. Sama znajdę odpowiedzi. I wtedy wszyscy zobaczą, że doskonale sobie radzę. Mój ogon latał na wszystkie strony, gdy ogrom emocji targał moim niewielkim ciałkiem. Póki co niewielkim. Ja znajdę ten skrywany przez wszystkich sposób, żeby urosnąć i... O! To moja szansa! Złoty Popiół przewróciła się na drugi bok i wyciągnęła łapy, a ja odbiłam się od ziemi i skoczyłam prosto na nią, łapiąc zębami jej ucho.
— Pobaw się ze mną! Mamo! Mamo! Już dzień! Mamo! — powtarzałam, memłając jej ucho.
— Pomęcz Białą Zamieć — wymamrotała i podniosła delikatnie głowę, próbując mnie z niej zrzucić. Oj nie, nie dam się tak łatwo!
— Zawsze tak mówisz. — Nie dawałam za wygraną. — Poza tym, Cynamonka ją męczy. Ja chcę męczyć ciebie! — Ogon nie przestawał się ruszać, smyrając suczkę co jakiś czas po nosie.
Mama westchnęła ciężko i zaczęła się podnosić. Ciężko mi było się na niej utrzymać. Balansowałam chwilę na jej pysku, ale schyliła się i zrzuciła mnie delikatnie. Błyskawicznie wstałam i się otrzepałam z nieprzyjemnego faktu niemożliwości trzymania się wystarczająco mocno, aby nie dać tak łatwo się odciągnąć. Mój ogon poszedł w ruch. Ponownie. Czasem miałam wrażenie, że żył własnym życiem. Czy on też będzie rósł tak wolno, jak ja?
— Gdzie idziemy? Co będziemy robić? Wyjdziemy na zewnątrz? Poznawać zapachy? Jest ich tak wiele! Poznamy? Pokażesz mi? Na zewnątrz? Mamo, zewnątrz jest z drugiej strony! — Biegałam między jej łapami i gadałam nieustannie, aż się nie zatrzymała. — Mamo?
O nie. Zbliżała do mnie pysk. Nie, nie, nie! Ja wiem, co to znaczy! Zaczęłam uciekać, ale złapała mnie w zęby i podniosła za kark.
— Nie! Mamo puść! Mamo! Mamo to nie zabawa! Mamo! — Wierzgałam łapami na wszystkie strony, starając się wyswobodzić. — A Biała Zamieć bawi się fajniej! — fuknęłam rozdrażniona.
— To idź męcz Białą, mówiłam ci już — mruknęła niewyraźnie i dopiero po tym odłożyła mnie na kupkę siana, z której niedawno wstałam i przewędrowałam.
Tak naprawdę sama mogłabym zwiedzać świat. Ale co to za frajda, jeśli nie możesz podzielić się z kimś wrażeniami? Rodzeństwo odpowiadało mi zazwyczaj, że przecież nie wolno nam wychodzić. Ale czy to nie powinno być tak, że jak się bardzo chce, to jednak wolno? Poza tym Złoty Popiół wychodziła wtedy, kiedy chciała. Czyli równie dobrze mogła chcieć wyjść razem ze mną! Podniosłam się znów, nie zważając na siano w mojej sierści i ponownie odbiłam się od podłoża, skacząc na Zastępczynię.
— Proooooszę! Mamo! Bawiłam się już z drugą mamą! — Oczywiście nie udało mi się tym razem i znów wylądowałam na ziemi.
Złota spojrzała na mnie pobłażliwie.
— Wiesz dobrze, że jesteś jeszcze za mała, żeby opuszczać obóz — odparła spokojnie, mając jeszcze trochę cierpliwości do mnie.
— No to chociaż w środku, ale pobawmy się! — Nie lubiłam odpuszczać, ale to nie było takie pełne odpuszczenie, tylko trochę odpuszczenie…
Samica westchnęła.
<Złoty Popiele?>
[568 słów: Nieuchwytka otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]