Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sikorkowa Melodia x Promienny Piasek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sikorkowa Melodia x Promienny Piasek. Pokaż wszystkie posty

2 stycznia 2022

Od Sikorkowej Łapy CD Promiennej Łapy

Podczas wiosny
Sikorka czekała i czekała, i czekała, i czekała, aż w końcu znudziło jej się czekanie i zaczęła się zastanawiać, co ten Promyk tam robi. Pokręciła się trochę dookoła, rozejrzała się, czy nie ma w okolicy Dwunożnych i poobserwowała śmieszne żaby, skaczące po błotnistych kałużach, obwąchała wszystkie kąty budynku, napiła się trochę z kałuży. Nic się nie działo. Co zaczęło ją lekko niepokoić. A co, jeśli jakiś Dwunożny już tam był, gdy Promienna Łapa przyszedł? Sikorkowa Łapa nie mogła pozwolić, by coś mu się stało, bo to oznaczałoby, że nie można jej zaufać i, że to jej wina, jeśli jej kolega przez nią zostanie uszkodzony! Niewiele myśląc, wparowała do magazynu i biegiem wyminęła kilka pudeł, potykając się tylko o ostatnie, ale umiejętnie utrzymując się na czterech łapach. Zatrzymała się przed drzwiami do pomieszczenia z wodą. Były uchylone. Suczka wzięła głęboki wdech i wkroczyła do środka, starając się nie wdychać nieprzyjemnych zapachów tego zgrzybiałego i stęchłego miejsca. Natychmiast zapomniała o okropnym zapachu, gdy zobaczyła całego i zdrowego Promienną Łapę, otrzepującego się z wody. Z radości zaczęła machać ogonem jak nienormalna i liznęła go w pysk, ochlapując śliną. Promyk był lekko zakłopotany, ale odpowiedział jej uśmiechem.
— Co tak tu długo robiłeś? Bałam się, że ktoś cię porwał! — poskarżyła się. — I faktycznie tu straszliwie śmierdzi! Ostatnio na zgromadzeniu spotkałam takiego śmiesznego, brązowego psa, który mówił, że umie wyprowadzać zapachy z różnych rzeczy, czy coś takiego… Może on mógłby jakoś naprawić to miejsce?
— Przepraszam, że tak mi to zeszło. Lepiej już stąd wyjdźmy — odpowiedział do zatraconej już we własnym monologu Sikorki.
Suczka, szczęśliwa, że jej misja ratunkowa bez żadnego problemu się powiodła, odwróciła się i już miała zakończyć swojego questa, wychodząc przez wciąż otwarte drzwi, gdy nagle jakaś wielka noga zagrodziła jej drogę… Jak na złość, oczywiście w ostatniej chwili pojawił się Dwunożny! Sikorka miała ochotę ugryźć go w tego ubłoconego buciora i utorować sobie oraz Promiennej Łapie drogę, ale wiedziała, że życie nie jest na tyle piękne, by to się udało. Zostałaby tylko z guzem na czole i gnojem w pysku. Nie opłacało się. Dwunożny krzyknął zniesmaczony i wycofał się, zamykając przy tym drzwi. Sikorka podbiegła do nich i oparła się o nie przednimi łapami, próbując je z powrotem otworzyć. Nie udało jej się.
— A jeśli zaraz wróci z kolegami i będą nas chcieli złapać i wsadzić do jakiejś klatki, gdzieś daleko stąd? — pisnęła spanikowana uczennica.
A jeśli trafi do jakiegoś domu obcych, niemiłych Dwunożnych i już nigdy nie zobaczy swoich przyjaciół z klanu? Promyk wyglądał na opanowanego, ale suczka wiedziała, że nikt nie mógłby być naprawdę opanowany w takiej sytuacji. Sikorkowa Łapa spróbowała przypomnieć sobie wszystko, czego nauczył ją jej mentor, Mech o przetrwaniu i wszystkim, co powinien umieć wojownik. Gdyby nie to, że miała z nim może w sumie ze trzy treningi, a wojownik unikał jej, jak tylko mógł, może umiałaby jakoś wywarzyć te drzwi, albo wymyślić jak się stąd wydostać. Przyszło jej coś do głowy. Przecież Promienna Łapa był od niej trochę starszy i prawie skończył swój trening… może on coś umiał?
— Masz jakiś pomysł, jak się stąd uwolnić? — zapytała z nadzieją.
— Oh… może… Tam na górze jest okno — wskazał pyskiem na niewielki otwór około dwa metry nad ziemią – myślisz, że się zmieścisz? Może podsadzę cię, a ty wyjdziesz i odblokujesz drzwi od drugiej strony?
Może Sikorka była mniejsza od Promyka, ale niewiele, a Promienna Łapa do najniższych nie należał. Poza tym drzwi pewnie były dobrze zablokowane, skoro nawet nie drgnęły przy popchnięciu. — Nie wydaje mi się. Jest bardzo małe. Jedyna możliwość, to pewnie uciec, jak ktoś otworzy drzwi, ale to może być ryzykowne.
Jako iż nie miała nic lepszego do roboty, położyła się na wilgotnej ziemi. Promienna Łapa porozglądał się przez chwilę po pomieszczeniu, szukając jakiejś dziury, w tych gładkich, szarych i ponurych ścianach, czy innej możliwości ucieczki, ale w końcu zrezygnował i również ułożył się obok. Może to Gwiezdni zesłali jej taką sytuację, by zaprzyjaźniła się z Promykiem? Może to jej przeznaczenie? Sikorka nie miała zamiaru odrzucać okazji na przyjaźń. Podniosła głowę i spojrzała na współwięźnia.
— Szkoda takiego ładnego dnia na siedzenie w jakimś brudnym pokoju Dwunożnych, prawda? Co planowałeś dzisiaj robić? Właściwie, to czym się interesujesz? — zapytała zainteresowana.

<Promienna Łapo?>
[690 słów: Sikorkowa Łapa otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

10 grudnia 2021

Od Promiennej Łapy CD Sikorkowej Łapy

Akcja dzieje się parę dni przed śmiercią Fenkułowej Plamki, podczas wiosny i powodzi
Promienna Łapa uśmiechnął się promiennie, jak przystało na posiadacza imienia Promyczek, spoglądając ciepło, choć z lekkim zdziwieniem i namacalnym wręcz dystansem. Sikorkowa Łapa spuściła pysk, przyglądając się z konsternacją jej merle łapom, które były całe uwalone w lepiącym błocie.
Promienny spoważniał, zamyślając się. Szczerze? Nie miał zbyt dużo czasu. Ostatnio zaniedbywał treningi, miał coraz większe zaległości. Chociaż nie był szczególnie ambitny, a wręcz, niestety, coraz częściej miewał chwile lenistwa, nie był zadowolony ze swoich postępów w nauce, których, prawdę mówiąc, w ogóle nie było.
Jednakże uczennica z jego klanu potrzebowała jego pomocy. Była miła, a Promyczek, gdy się dłużej nad tym zastanowił, stwierdził, że nie mógłby zignorować jej prośby. Westchnął cichutko.
— Wiesz co… — zaczął, nieporadnie pocierając łapą pysk, by wyczyścić go z lepkiego błota. Parsknął parę razy, gdy brud dostał mu się do nosa. — Możesz… — kichnął. — Możemy pójść nad jezioro, a potem ty się w nim wykąpiesz. Albo poszukamy jakiejś czystej kałuży. W magazynie jest też takie dziwne pomieszczenie z wodą…
Sikorkowa Łapa wyglądała na strapioną.
— Wiem, o jakie pomieszczenie ci chodzi — przytaknęła z niechęcią. — Ale… Tam śmierdzi. I często znajdują się tam Dwunożni. Co się stanie, jeśli nas zobaczą?
Promienna Łapa namyślił się, wysilając swoje wszystkie szare komórki, by przetwarzały dane i wykazały się, chociaż odrobiną kreatywności.
— Hm — mruknął, próbując przerwać niezręczną ciszę, która między nimi zapadła. — Chodźmy nad to jezioro. Ty się umyjesz, a ja mogę cię potem odholować, byś się nie zabrudziła — zamerdał ogonem. — Ja potem wypłuczę łapy w tym pomieszczeniu w magazynie, do którego nie chcesz wchodzić i po problemie.
To chyba było wystarczająco logiczne? Zadał sobie w myślach pytanie. Suczka stojąca przed nim uśmiechnęła się, przystępując z łapy na łapę. Jej roześmiany pysk był do połowy ubrudzony zaschniętym błotem.
— No to ruszajmy! — zakrzyknęła, puszczając się biegiem w stronę jeziora.
Przez połowę drogi to Sikorkowa Łapa biegła na czele, szczekając radośnie. Zagadywała Promyczka co jakiś czas, a ten uprzejmie odpowiadał, odwzajemniając uśmiech. Byłby doprawdy piękny dzień, gdyby nie błoto nieustannie chlupiące pod łapami i oblepiające brzuch. Słońce świeciło dość jasno, chociaż było na niebie również sporo chmur, przez co temperatury były wprost idealne. Motyle latały, trzepocząc kolorowymi skrzydłami i wręcz mimowolnie, na sam ich widok, w duszy Promyczka rosła radość; miał także wrażenie, że u uczennicy jest podobnie.
Drugą część drogi merle suczka przestała pędzić, zrównując swoje tempo z Promiennym. Ta też część minęła im w ciszy, gdy oboje wchłaniali dość ładne, bo wiosenne (i podmokłe) widoki, starając się nie myśleć o obleśnej, brudnej wodzie, która cały czas chlapała im brzuchy.
W końcu jezioro ukazało się przed nimi; z powodu powodzi było teraz dwukrotnie większe, a brzegi, dotychczas z miękkim piaskiem i kamieniami, stały w lepiącym, śmierdzącym błocie.
Promienna Łapa sapnął, marszcząc nos. Zbiornik wodny nie wyglądał dobrze i beżowy pies miał nadzieję, że nic złego z tego nie wyniknie; już teraz jezioro było za wielkie. W trakcie kolejnego deszczu mogłoby znowu poszerzyć brzegi, tworząc jeszcze większe bajoro.
Sikorkowa spróbowała podejść do wody, by opłukać brzuch i łapy, lecz stawiając krok, poślizgnęła się.
Promyczek stał sparaliżowany, obserwując, jak jego koleżanka upada pyskiem w kałużę, po czym leży w niej znieruchomiała. Poczuł palące go zażenowanie i gdy już brnął przez błoto, by ją podnieść, suczka sama zaczęła wstawać, plując i charcząc.
— Blee — mruknęła, otrzepując się z obleśnej papki. — Błoto jest paskudne. Nigdy nie próbuj.
Spoglądnęła kątem oka na zakłopotanego swoją spóźnioną reakcją Promyczka i zaśmiała się cicho, próbując rozładować atmosferę.
— Nie martw się! — szybko wydukała z siebie, mrugając niebieskimi oczami. — I tak byłam brudna.
Promienna Łapa wbił wzrok w ziemię, niespokojnie bijąc ogonem na boki. Mimo słów suczki i jej wyraźnego zakłopotania, które prawdopodobnie poczuła, patrząc na zażenowanie Promyczka, samiec czuł wyrzuty sumienia. "Dlaczego byłem taki wolny i-"
Otrząsnął go z negatywnych emocji głośny plusk wody i pisk uradowanej suczki. Przez sekundę obawiał się, że chichot Sikorki w rzeczywistości jest wołaniem o pomoc duszącej się uczennicy, a plusk wody oznacza katastrofę. Potem gdy oprzytomniał, zdał sobie sprawę, że suczka właśnie spłukuje z siebie brud. Czekał cierpliwie, aż Sikorkowa Łapa umyje się do czysta, a przy tym starał się ignorować obrzydzenie, jakie budziło się w nim, za każdym razem, gdy patrzył w taflę jeziora; bowiem dostrzegał wtedy swoje odbicie. Jego naturalnie beżowa sierść zniknęła pod paskudną skorupką kupowatego błota.
Wiatr się zerwał, na co Sikorka wyszła z wody, gdyż kąpiel przestała być już taka przyjemna; chłodne podmuchy czesały jej krótką, mokrą sierść pod włos, powodując dreszcze przebiegające po ciele suczki.
— Z-zimno — zazgrzytała zębami.
Promyczek, jak obiecał, tak zrobił. Podszedł do młodszej od niego uczennicy i złapał ją za kark, jak kilkuksiężycowego noworodka. A że jego największym atutem nie była siła, jęknął w myślach, czując, jak kręgosłup odmawia mu posłuszeństwa. Zaraz poczuł się idiotycznie, bowiem przeszło mu przez myśl, że nie potrafi utrzymać w powietrzu szczeniaka.
Sikorka co prawda na miano szczenięcia już nie zasługiwała, ale jednak była o dobre dziesięć księżyców młodsza od Promyczka, a dodatkowo nadal nie osiągnęła swoich docelowych rozmiarów; wciąż rosła.
Uczeń ruszył, niepewnie brodząc w mulistym błocie. Dyndająca Sikorka nie ułatwiała mu złapania równowagi, chcąc nie chcąc kiwając się w rytm kroków i tym samym obijając się o przednie łapy Promiennego. Plusem było to, że suczka pozostała czysta, bowiem Promyczek za żadne skarby nie chciał dopuścić, by umycie się Sikorki poszło na marne (szczerze jej współczuł, na samą myśl, że przez taki czas chodziła brudna. Współczucie nasilało się, gdy przypominał sobie o tym, jak on sam wygląda).
Gdy doszli do magazynu, a Promienny postawił Sikorkę na ziemię, suczka uśmiechnęła się szeroko, odzyskując pewność siebie.
— Dzięki! — rzuciła, merdając na boki ogonem.
Beżowy skromnie wbił wzrok w ziemię, mamrocząc pod nosem "To nic takiego!". Jego kręgosłup uważał inaczej, ale samiec ignorował nieprzyjemne ukłucia bólu. Właśnie miał wyminąć uczennicę, by wejść do magazynu i skierować się do pomieszczenia dla dwunożnych z wodą, gdy Sikorkowa Łapa, o dziwo, kontynuowała.
— Jeżeli chcesz, to mogę stać na warcie, na zewnątrz, przy drzwiach. Żeby żaden dwunożny nie spłukał cię przez przypadek w kiblu — rzuciła żartobliwie. Zawahała się, po czym przyznała, wciąż się uśmiechając: — Wiesz, pomogłeś mi. Mam dług u ciebie. Tak myślę. 
 
<Sikorkowa Łapo?>
[1030 słów: Promienna Łapa otrzymuje 10PD oraz 2PT]

9 listopada 2021

Od Sikorkowej Łapy do Promiennej Łapy

Sikorka wracała właśnie z dzisiejszego treningu z Mchem. Próbował wrzucić ją do jeziora, ale w sumie to u niego nic nowego. Według planu miał jej dzisiaj zrobić wykład o Kodeksie Wojownika i tych całych Gwiezdnych, ale Sikorkowa Łapa skończyła umazana aż po sam brzuch w ohydnym, lepkim błocie. Przynajmniej nie udało mu się wepchnąć jej do wody, bo wtedy mógłby być już koniec jej stosunkowo krótkiego życia. Jakby tego było mało, to ubzdurał sobie, że ma wymienić legowiska u starszych, ale gdy uznał, że w sumie to nie mają żadnych starszych w klanie, to stwierdził, że na jedno wyjdzie i niech Sikorka wymieni legowiska wojownikom.
Z tego właśnie powodu, suczka balansowała teraz w błocie aż po pięty, zatapiając się z każdą chwilą coraz bardziej. Całe nogi i spód brzucha miała czarne i poklejone. Brodą do piersi przyciskała porcję stosunkowo świeżego, ale raczej dość brudnego mchu, który o dziwo nie był jeszcze całkowicie mokry. W ogóle Sikorka chciała się pochwalić, że odkryła, iż mech bardzo śmieszną ma właściwość. Otóż wsysa do siebie wodę. Wczoraj rozkopała dołek z mchem, próbując wytrzeć łapy od wszechobecnego błota, a większość mchu wylądował w jakiejś kałuży, a teraz, gdy przechodziła obok, patrzy, a tam kałuża dwa razy mniejsza, a mięciutka roślina, jak gdyby nigdy nic leży na samym środku, dużo zieleńsza niż poprzednio, jakby patrząc na uczennicę oskarżycielsko. Ciekawe czy jej mentor też tak potrafi. Sikorka chwyciła ją w pysk i podreptała dalej, pilnując, by nic jej nie wypadło. Może przy odrobinie szczęścia może uda jej się donieść to wszystko do obozu.
No i się udało. Po jakichś trzydziestu minutach brodzenia w błocie mogła w końcu odłożyć swój ładunek na równie brudną od brązowych odcisków łap podłogę Magazynu. Przysunęła całą kupę mchu ociekającą wodą i pozostawiającą za sobą na ziemi brudny ślad, pod legowisko wojowników i zaczęła wcielać w życie swój genialny plan, z ulepszaniem legowiska. Niestety albo na szczęście złapał ją Sowi Pazur, który nie uważał jej artystycznego zmysłu za jakkolwiek genialny, a argument „Mech mi kazał” nie był wystarczający, więc Sikorka wylądowała na zadku z powrotem w błocie na zewnątrz. Otrzepała się z niego porządnie, ale większość i tak już była przyklejona na dobre. Będzie musiała później pójść z powrotem nad jezioro. Otrzepywanie przerwał jej zduszony okrzyk. Odwróciła się natychmiast i zobaczyła jakiegoś rudzielca, zaskoczonego nagłym pojawieniem się na jego pysku mokrych i brudnych plam świeżego błotka. Gdy przyjrzała się mu dokładniej, zauważyła, że to Promienna Łapa, właściwie to spali w jednym legowisku, więc powinna rozpoznać go wcześniej.
 — Cześć — przywitała się.
 — Cześć? — odpowiedział dalej wciąż zdezorientowany pies.
 — Oj, przepraszam — skomentowała jego brudny pyszczek Sikorka — Teraz będziesz się musiał umyć.
 — Nie ma za co — dobrodusznie powiedział Promyk.
 — Mogę cię odprowadzić do Jeziora, jak chcesz! — zaproponowała. — Ja też muszę tam iść. Ale to bez sensu trochę, bo jeśli się umyję, to w drodze powrotnej znowu się ubrudzę i będę znowu musiała wracać. O kurczaczki. Trzeba to jakoś inaczej wymyślić. No trudno. Może da się jakoś przejść bez dotykania ziemi. O! Może przejdziemy po drzewach! Albo nie, jeszcze nie za dobrze mi to idzie. Albo… nie… no nie wiem, jak rozwiązać ten problem — przyznała.
Promienna Łapa przyjrzał się jej w zamyśleniu. Może jemu uda się pomóc? Aktualnie był dla Sikorkowej Łapy jedyną nadzieją na pozbycie się brudu z futra. Jeśli on niczego nie wymyśli, to już po nich.

<Promienna Łapo?>
[564 słowa: Sikorkowa Łapa otrzymuje 5PD oraz 2PT]