Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malwowy Ogon †. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malwowy Ogon †. Pokaż wszystkie posty

16 lipca 2021

Malwowy Ogon umiera


Podobno karma istnieje, ale jeśli tak, to Malwowy Ogon powinna umrzeć już kilka razy, kolejno za każdą próbę morderstwa na Gwiezdnym winnych psach. Jasne Serce dobił ją w tym opowiadaniu po wygnaniu starszej przez Industrię. Jedną psychopatkę mniej w opowiadaniach, jedną psychopatkę więcej w Infernum.

26 czerwca 2021

Od Malwowego Ogona CD Jasnego Serca (do Fenkułowej Plamki)

TW: opisy morderstwa

 — Malwowy Ogonie? Gdzie udamy się na polowanie?
Wyciągnęłam Kropelkową Bryzę z obozowiska pod pretekstem upolowania zwierzyny dla klanu. Suka oczywiście się zgodziła, z zapałem kiwając głową.
— Hmm… Może nad Płyciznę? — zaproponowałam, zastanawiając się, jak bardzo Gwiezdni by się wkurwili, że zabijam kogoś w tej ich świętej wodzie.
— Nad Płyciznę? — Ruda suka wybałuszyła oczy. — Przecież to miejsce spotkań medyków. A poza tym, co byś niby chciała tam upolować?
Cholera. Po co ona tak wszystko komplikuje.
— Przecież medyków tam teraz nie ma — wytłumaczyłam jej, sztucznie się uśmiechając. — Zawsze jakieś ryby można by było złowić.
— Ryby? — parsknęła Kropelkowa. — Nie jesteśmy psami z Flumine.
— A co, jesteśmy od nich gorsze? — warknęłam, tracąc cierpliwość. Zaraz potem, nie czekając na odpowiedź młodej wojowniczki, potruchtałam w stronę miejsca zgromadzeń medyków.
Korciło mnie, by zatrzymać się na chwilę i upewnić, że suka podąża za mną. Jednak jedyne co zrobiłam, to nadstawiłam uszu, nasłuchując kroków Kropelkowej Bryzy za mną. Zadowolona dosłyszałam jej ciche tuptanie i dyszenie. Mimo że panowała już pora opadających liści, nadal było cholernie duszno, chociaż wiatr mierzwiący sierść był przyjemnie chłodny.
Minęłyśmy opustoszały kemping i zwiększyłyśmy prędkość, przechodząc do biegu. Po jakimś czasie zbliżyłyśmy się do celu; zaczęłyśmy schodzić po stromej wydmie, a piasek osuwał się spod naszych łap. Zacisnęłam zęby, czując, że drobinki piachu dostały mi się na język oraz wpadły do uszu i oczu. Niezadowolona otrzepałam się, klnąc pod nosem.
Zatrzymałam się przed Płycizną, w milczeniu obserwując taflę wody. Wieczór zapadał coraz wcześniej, tak więc na niebie migotały pierwsze gwiazdki, błyszczał blady księżyc, co chwila zasłaniany przez chmury. W wodzie odbijały się te nocne świecidełka, lekko zniekształcone przez chłodny wiatr, który dmuchał w taflę oraz wzbijał w górę tumany piasku z wydmy. Kropelkową Bryzę czeka bardzo ładna śmierć wśród świętej wody przodków, bez niepotrzebnych świadków, w rzadko uczęszczanym miejscu. Kto będzie tutaj szukał jej ciała? Niejeden pies chciałby umrzeć w tak pięknym miejscu. Milfowa spełnia marzenia. No, ale czas zabrać się do dzieła.
— Pięknie tutaj, prawda? — zapytała się półgłosem ruda, wpatrując się w wody Płycizny, spokojnie bijąc ogonem o podłoże. Zanim zdążyłam ją upomnieć, Kropelkowa otrząsnęła się, wracając do rzeczywistości. — No dobrze, to ja rozglądnę się za szczurami i myszami. Zrobimy coś dobrego, oczyszczając to miejsce ze szkodników.
Tak, jasne, zrobimy coś dobrego, yhmm, tylko poczekaj. Kto by nie chciał odejść do Gwiezdnych w tę piękną noc? Wspaniały, dobry uczynek. Jednak nic takiego nie powiedziałam, uśmiechnęłam się tylko, świdrując młodą wojowniczkę morderczym spojrzeniem.
— Dobrze. — Potwierdzająco kiwnęłam głową, odwracając się od niej. Usłyszałam, jak suka odbiega w poszukiwaniu pożywienia. — Ja złapię parę ryb.
Usiadłam przy tafli wody, sprawiając mylne wrażenie, że czekam, aż stworzonka podpłyną do brzegu. W rzeczywistości w Płyciźnie nie zobaczyłam żadnych morskich stworzeń — może jakieś tam żyły, tyle tylko, że z dala od brzegu. Ale szczerze w to wątpiłam. To święte miejsce pewnie nie było domem dla morskiej zwierzyny.
Minęło kilkanaście minut, a ja ze spokojem czekałam, aż Kropelkowa wróci do mnie i oznajmi, że coś upolowała. Dla zabicia czasu czyściłam sobie zęby i pazury, aż nie byłam zadowolona z ich czystości i ostrości. Skubana suka jednak nie okazała się taką złą łowczynią — nie musiałam zbyt długo siedzieć bezczynnie, gdyż do moich uszu dobiegł odgłos jej kroków.
— Malwowy Ogonie! — szczeknęła pogodnie, dumna z siebie. — Znalazłam wspaniałego szczura! Jak myślisz, czy będzie wystarczająco dobry, by oddać go karmicielce?
Pozwoliłam sobie zignorować jej gadanie, wlepiając wzrok w taflę wody, w której odbijały się gwiazdy.
— Co tam masz? — Kropelkowa Bryza podeszła do mnie, zostawiając na brzegu swoją zdobycz. — Ty także coś upolowałaś? Pewnie nie możesz się doczekać aż…
— Sza! — warknęłam, a po moim ciele rozszedł się dreszczyk ekscytacji. — Zobacz, jaka wspaniała ryba do nas płynie. — wyszeptałam cichutko, zafascynowana wpatrując się w niewidzialną zdobycz.
— Gdzie? — Suka dała się nabrać. Zaglądnęła mi przez ramię, uważnie śledząc ruch w wodzie. — Nic nie widzę, ale…
Nie czekając, aż dokończy zdanie, rzuciłam się na nią, łapiąc ją za skórę na karku. Przerzuciłam ją przez siebie, wrzucając do wody z głośnym pluskiem. Suka leżała przez chwilę sparaliżowana, a gdy podniosła się z Płycizny, jej futro ociekało wodą, ciało drżało z zimna, a oczy były pełne strachu i paniki. Wspaniały widok.
— Malwowy O-ogonie…
Z mojego pyska wydobył się gardłowy warkot. Z furią w oczach doskoczyłam do niej, wzbijając w powietrze fontannę kropelek. Wylądowałam na grzbiecie suczki i poczułam, jak jej łapy się uginają pod wpływem mojego ciężaru, a ona upada na pysk, zanurzając całą swoją głowę w świętej sadzawce medyków. Próbowała wstać z wody, by nabrać powietrza, jednak ja docisnęłam ją do piachu na dnie i zacisnęłam zęby, gdy suczka, wijąc się jak wąż, próbowała wydostać się na powierzchnię i zadać mi parę ran. Chyba zbyt często nie nurkowała, bo jej płuca nie były wyćwiczone — widać było, że brak powietrza dokucza jej coraz bardziej, w jej ruchach czuć było desperację, jedyne czego pragnęła to wydostać się na ląd. Nie, że zrobiło mi się jej szkoda, po prostu liczyłam na dłuższą zabawę, tak więc mocno złapałam ją za kark i wyciągnęłam z wody, cały czas ją trzymając.
Suka zachłannie nabrała powietrza i zaraz potem zaniosła się ostrym kaszlem, plując wodą. Próbowała mi się wyrwać, jednak za każdym jej susem zaciskałam szczęki coraz mocniej, na co uspokoiła się na chwilę, jęcząc cicho.
— I co mi teraz zrobisz? — wyjąkała drżącym głosem.
Zaśmiałam się w duchu. Aż szkoda zabijać taką żałosną żabcię.
— Nadal nic nie widzisz, skarbie? — wycedziłam powoli, nawiązując do tego, że nie mogła zauważyć nieistniejącej ryby. — Dziś jest dzień spełnienia twoich marzeń, rudzielcu.
Do oczu suki napłynęły łzy, a powietrze przeszył jej krzyk, gdy całą swoją siłą odskoczyła na bok. Ja jednak byłam od niej starsza i silniejsza, a jej bunt skończył się ponownym wsadzeniem w wodę. Przytrzymywałam ją łapami za szyję, czułam pod pazurami jej tętno, jej rozpacz i żałosną siłę przetrwania. Parsknęłam cicho, pochylając pysk nad taflą wody, wpatrując się w przerażone oczy ofiary, która znajdowała się pod płytką wodą, mając nadzieję, że uda jej się wydostać, przeżyć.
— Kochaniutka, pożegnaj się z oczkami — szepnęłam.
Jedną łapą przestałam przytrzymywać ją w wodzie, na co Kropelkowa Bryza zaczęła się wyrywać, jednak jedno mocne ugryzienie w przednią łapę powstrzymało — jak na razie — jej próby ucieczki. Kości trzasnęły, a jej brązowe oczy zaszły mgłą przeraźliwego bólu.
Wolną łapę położyłam jej na pysku i pazurami wydłubałam oczy. Woda Płycizny zaczęła mienić się ciemnym szkarłatem, księżyc nad nami został zasłonięty nocnymi chmurami, a ruda suka stała się niewidoczna; zasłona krwi otuliła ślepą, a jej niemalże czerwona sierść była tego samego koloru co zabarwiona woda.
Teraz obudził się w niej demon. Szarpała się, próbowała krzyczeć, waliła mnie na ślepo, aż w końcu udało jej się wyrwać.
Wyłoniła się z wody, cała oblepiona krwią; w szczególności widoczne było to na pysku. Do moich nozdrzy doleciał metaliczny, złowrogi zapach krwi. Suka zaczęła uciekać, jednak pod wpływem ran i braku oczu szybko się wywróciła, a ja powolutku podeszłam do niej, woda chlupała pod moimi łapami, a z pyska dolatywały uspokajające, przesiąknięte kłamstwem słowa.
Nie czekałam na jej reakcję. Ponownie na nią skoczyłam, tym razem zadając ostateczny cios. Zgniotłam jej głowę, zamachnęłam się łapą i starannie zagłębiłam pazur w gardło suczki. Rozcięłam je w dół aż po brzuch, po chwili obnażyłam kły i zatopiłam z chrzęstem w rozwalonej szyi. Naokoło prysnęła jasna krew. Kropelkowej Bryzie krzyk zamarł na pysku. Bezgłośnie zsunęła się z moich szczęk, z pluskiem opadając w krwistoczerwoną wodę.
Wypuściłam jej ciało i zaniosłam się histerycznym śmiechem.
— Hasta la vista, Kropelkowa Bryzo.
Wyplułam z pyska kropelki czerwonej krwi, wzięłam szczura, ukryłam ciało ofiary i potruchtałam w stronę obozu.
***
Przed obozem nie kręcił się żaden pies, co lekko mnie zaniepokoiło. Byłam jednak zbyt zadowolona z siebie, żeby dłużej się nad tym zastanawiać. Weszłam do magazynu i moim oczom ukazały się wszystkie psy z klanu; kilkadziesiąt wpatrzonych we mnie par oczu. Powoli położyłam szczura przed sobą, pokazując, że byłam na polowaniu. Miałam nadzieję, że nikt nie zacznie mnie podejrzewać. Chociaż było jasne, że nie bez powodu wszyscy na mnie czekali.
— Malwowy Ogonie?
Podniosłam głowę.
— Słucham — początkowo warknęłam, jednak w porę się opanowałam, mówiąc spokojnym, lekko zdziwionym głosem.
— Gdzie jest Kropelkowa Bryza?
Parsknęłam, wlepiając wzrok w zastępcę przywódcy.
— Skąd mam wiedzieć? Byłam na polowaniu. Nie było jej ze mną.
— Z wiarygodnych źródeł wiemy, że była z tobą. — Sowi zlustrował mnie wzrokiem, a w jego tonie było czuć lekki warkot. — Nie kłam.
Wściekłość zaczęła we mnie buzować, a mój mózg rozpaczliwie szukał wymówki. Gdy jednak na myśl nie przyszedł mi żaden konkretny argument, wyprostowałam się i zmierzyłam zastępcę lekceważącym wzrokiem. Co mi niby zrobi? Na dłuższą chwilę zapanował spokój i cisza. Nikt nic nie mówił, wojownicy spoglądali tylko z niedowierzaniem na mnie, a kilka z nich zaczęło nerwowo szeptać.
Zaraz potem wybuchła wrzawa, a ja nie byłam na tyle głupia, by nie zareagować. Skądś się dowiedzieli o śmierci rudej. Kto mógł im to powiedzieć? Przecież dopiero co wróciłam z Płycizny.
Przebiegłam wzrokiem po zgromadzonych psach, dostrzegając Owcze Serce w tłumie i wlepiłam w nią rozwścieczone spojrzenie. Łapy mnie świerzbiłyby na nią skoczyć, jednak się powstrzymałam. Nie chciałam popełniać samobójstwa. Otoczona przez tyle psów nie miałam szans.
Szybko odwróciłam się, wybiegając z obozu. Chwilę potem usłyszałam kroki pozostałych wojowników; wszyscy pędzili za mną. Zgrzytnęłam zdenerwowana zębami, postanawiając, że zgubię ich na terenach Tenebris. Nie będą na tyle głupi, by całym klanem wchodzić w pogoń za mną na teren obcego klanu.
Psy zaczęły mnie jednak doganiać, kilka z nich wyciągało pyski, by złapać mnie za ogon. Wysiliłam się i w pocie czoła przyspieszyłam. Wiedziałam, że długo nie wytrzymam z taką prędkością, lecz chciałam ich jak najbardziej zostawić w tyle.
Zaczęłam rozumieć, że prędzej padnę, niż dobiegnę na tereny Ciemnych. Musiałam się zatrzymać i złapać oddech. Próbowałam zgubić ścigające mnie psy — przyśpieszałam i zmieniałam tor biegu. Po jakimś czasie na horyzoncie ukazała się kryjówka z krzaków, kilku drzew i innych zarośli — jakiś czas temu kazałam ukryć się tam Skalnemu Potokowi i moim córkom. Jakimś cudem udało mi się do niej dostać, gubiąc — przynajmniej na chwilę — pościg. Postanowiłam, że zatrzymam się na sekundkę.
Wywiesiłam język, wchodząc pomiędzy krzaki, które dawały mi dobrą osłonę. Po mojej głowie chodziło tylko jedno pytanie:
Czy to Owcze Serce mnie zdradziła? Czy może… Ale, ale… Skąd ten gówniarz miałby się dowiedzieć o śmierci Kropelkowej?
Parsknęłam. Nie, to raczej była Owcza. Na co to jej było? Straciła siostrę, która niemiłosiernie cierpiała w ostatnich chwilach życia, a ja przeżyję, no bo zabić się przecież nie dam. Pójdę do Tenebris, a moje córki udzielą mi schronienia i przekonają przywódczynię, by u nich zamieszkałam. Z pewnością tak właśnie będzie. Bo jakże inaczej? Pokręciłam głową, odganiając od siebie niejasne przeczucie, że jeśli rzeczywiście wojownik Ciemnych na mnie doniósł, w Tenebris nie zaznam spokoju. Pod jednym z krzewów znalazłam kałużę — natychmiast ugasiłam pragnienie. Niestety, usłyszałam także szczekanie wojowników i odgłos ich kroków. Musiałam biec dalej.
Nagle wyprostowałam się, naprężając ogon jak strunę. Wciągnęłam powietrze, wyczuwając świeży zapach innego psa. Przesiąknięty żłobkiem, o miłej woni mleka karmicielki i małych kurdupli. Oczywiście, była to Fenkułowa Plamka.
— Malwowy Ogonie…? — W głosie matki najnowszych członków klanu słychać było niepewność i niedowierzanie.
Powoli odwróciłam się w stronę mojej córki, odsłaniając zęby we wściekłym grymasie. Plamka jednak nie poruszyła się ani o milimetr, wwiercając się we mnie pytającym spojrzeniem bladoniebieskich oczu.
— Wracaj do Jazgotka i innych szczeniaków, Fenkule — odpowiedziałam niskim warkotem.

<Fenkułowa Plamko, córko morderczyni?>
[1856 słów: Malwowy Ogon otrzymuje 18 Punktów Doświadczeia, Kropelkowa Bryza umiera]

24 maja 2021

Od Malwowego Ogona CD Jasnego Serca (do Fenkułowej Plamki)

Uśmiechnęłam się słodko do wojownika Tenebris, mrugając oczami. Chciałam wyciągnąć z niego wszystko, co usłyszał z mojej rozmowy z Owczym Sercem. Powoli zaczęłam sobie układać moją wypowiedź w głowie, jednak Owcze Serce okazała się być szybsza.
— Dobrze… Nie będziemy wchodzić na terytorium twojego klanu — odparła uprzejmie suczka, nieśmiało merdając ogonem. — Po prostu wybrałyśmy się na spacer.
Przez przerażająco długą chwilę obawiałam się, że wojownik wyskoczy do nas z jakimiś pretensjami, jednak ten po prostu mierzył nas wzrokiem. Odetchnęłam z ulgą.
— Tak, chciałyśmy tylko się przejść i pooglądać wasze tereny — powiedziałam lekko, jednak zaraz potem przygryzłam wargę, zastanawiając się, czy przypadkiem niepotrzebnie czegoś nie dodałam. Samiec jednak nie sprawiał wrażenia, jakby cokolwiek usłyszał z naszej wcześniejszej rozmowy. Może był częściowo głuchy. A może po prostu nie był podejrzliwy. Albo był sprytny — poudaje, że nic nie słyszał, po czym na nas doniesie. Na samą myśl, że kolejne morderstwo może mi się nie udać, poczułam zimny dreszcz. Trzeba się pośpieszyć, zanim ten gnojek komuś rozpowie.
— Udanych łowów i miłego dnia! — szczeknęła pogodnie Owcze Serce do wojownika, gdy postanowiłyśmy wrócić do obozu.
— Nawzajem — odpowiedział wojownik, uważnie obserwując, czy aby na pewno nie wejdziemy na terytoria Tenebris. My jednak — rzecz jasna — pożegnałyśmy się z nim grzecznie i czmychnęłyśmy ze stamtąd jak najszybciej.
W drodze powrotnej Owcze Serce oznajmiła mi, że nie ma zamiaru maczać w tym łap po raz drugi. Oczywiście, byłam poirytowana jej ciągłym niezdecydowaniem, ale stwierdziłam, że poradzę sobie sama. Z nią bym tylko marnowała cenny czas. Muszę się pośpieszyć. Nigdy nie wiadomo, co temu wojownikowi przyjdzie do głowy… 
***
— Stopowa Łapo? — zagaiłam rozmowę. — Może przyniósłbyś mi świeżą mysz? O tę, którą tak ładnie upolowałeś?
Zapadła niezręczna cisza, a ja poczułam na sobie wzrok znajdujących się niedaleko trzech uczniów: Bolesnej, Iskrzącej i Stopowej Łapy. Zanim zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie zrujnowałam sobie planów, mówiąc coś głupiego, odezwał się Bolesna Łapa:
— Opiniowana, szlachetna wojowniczko z zapierającym dech w piersiach wspaniałym stażem, śmiem sądzić, że uczeń, do którego zwracała się pani o pomoc, jest w rzeczywistości suczką.
— Że co? — wydukałam powoli, wlepiając zaskoczony wzrok w puchatą, białą kulkę.
— Suczka to s a m i c a. A poza tym, przecież to czuć n o s e m. Co prawda zapach różni się nieznacznie, ale jeśli się postarać, to z łatwością można to rozróżnić — przeliterowała powoli Stopowa Łapa, patrząc się na mnie wyraźnie zbita z tropu.
— No właśnie tak mówiłam! — krzyknęłam, próbując ukryć szok. — Wstyd mieć w tak młodym wieku jak wy problem ze słuchem. Przyniesiecie mi tę durną mysz, czy nie?
Gdy uczniowie odeszli, czym prędzej oddaliłam się od miejsca zdarzenia, rozglądając się, czy aby przypadkiem żaden wojownik nie zauważył mojej pomyłki. Przez chwilę popadłam w wir wspomnień. Co takiego się zdarzyło, że pomyliłam się w płci ucznia? Może to nasza medyczka nie dopatrzyła i ogłosiła wszystkim, że Stópek jest samcem? W końcu Sroczej przecież umarł mentor. Popadłam w zadumę. Och, może mi się wszystko pomieszało? Może w takim razie Fenkułowa jest w rzeczywistości Fenkułem? Och, jak zawsze chciałam mieć syna! Takiego, który poszedłby w moje ślady, mordując wszystkich, podrywając i wyglądając przy tym sexy. Nie, że sama nie jestem atrakcyjna — tylko po prostu samiec byłby czymś nowym, czymś ciekawym. Posiadam przecież cztery — a nie, przepraszam — pięć córek. Tak? No tak, chyba. Szybko policzyłam wszystkie moje pociechy w myślach. Tak, pięć. Dwie w Industrii, trzy w Tenebris. Wybornie.
A miałabyś tego durnego syna, gdyby Pokrzywek przeżył.
Ale nie przeżył.
Szkoda.
Bum.
— Przepraszam.
Uniosłam głowę, spoglądając ze złością na złoto-czarnego wojownika, z którym się zderzyłam. Był to Pustynny Wiatr — we własnej osobie! Cóż za miła niespodzianka. Może on chciałby być mordercą? Stworzylibyśmy niezły duet. Fajnie by było. Gdzieś w mojej głowie zakiełkowało pewne przypuszczenie, lecz zdusiłam je błyskawicznie, nie pozwalając dłużej się nad nim zastanawiać. Czy ja jestem samotna? Może. A może nie. Nieważne.
— Co „przepraszam”? Czy mi się coś stało? Nie jestem słaba, gnojowy pysku. Za co mnie niby przepraszasz? Sam siebie przeproś, przecież to twoja wina, że masz tak słabe nogi, że na mnie wpadasz — niemal wyplułam te słowa z pogardą, kpiąco się uśmiechając.
— Och… — Pustynny był wyraźnie zaskoczony. Pokręciłam głową z litością. Mam tylko nadzieję, że jeśli Fenkuła zdecyduje się mieć z nim dzieci, wychowa je należycie. Może nawet nazwą córkę po mnie: Malwka. Albo nie, Malwa. Brzmi poważniej. A jeśli byłby syn… Hmm… Przypomniała mi się rozmowa z pewnym bezgwiezdnym na zgromadzeniu. Jak mu było? Jazgot? Miał wojowniczego ducha. Szanuję. Może Jazgotek? Ciekawe, czy miałby coś przeciwko. Zaraz jednak przywołałam się do porządku. To nie będą moje bachory — niech nazwą te szczeniaki jak chcą, byleby oryginalnie i drapieżnie. Żadnych Miodków, Słodziaczków i Kropeczek. Tfu.
— Co, co „och”? — syknęłam, mrużąc oczy. Nie miałam ochoty na jakąś kolejną głupią rozmowę. Wyminęłam psa, wychodząc z Magazynu. Czas przygotować myszkę. 
***
Znalazłam jeden krzak jagód śmierci. Jednak same jagody były dość w słabym stanie i było ich mało. Te, które jeszcze nie spadły na ziemię i nie zostały rozwalone, rosły wysoko, przez co mogłam je zdjąć jedynie za pomocą pyska. Oczywiście — nie byłam tak głupia. Zezłoszczona minęłam krzak i zaczęłam szukać czegoś innego. Każde bicie serca ciągnęło się w nieskończoność i obawiałam się, że wojownik Tenebris właśnie na mnie donosi.
Już się niemal poddałam i stwierdziłam, że Owcze Serce jednak będzie musiała go zabić, co wcale mi się nie spodobało, bo oznaczało, że będę musiała przekonać tę durną suczkę do pomocy. Szczęście się do mnie jednak uśmiechnęło i znalazłam roślinę, która łudząco przypominała kwitnącą pietruszkę. Posiadała mnóstwo białych kwiatków znajdujących się blisko siebie. Wciągnęłam zapach rośliny — z początku nie byłam pewna czy to jest to, czego szukam, jednak po jakimś czasie poznałam tę roślinę. Wydzielał się z niej nieprzyjemny, złowrogi zapach, świadczący o trującej działalności. Nie byłam jedynie pewna, czy będzie wystarczająco zabójcze… Była to cykuta, albo — jak wolicie — szalej. Nie do końca wiedziałam, skąd to wiem, ale możliwe, że kiedyś była jakaś awantura z tą rośliną. Wolałam jednak wierzyć, że to Trzmieli Lot znajdujący się w Infernum, czuwa nade mną. Wiedziałam jednak, że to nie prawda. Zamyślona nastąpiłam łapą na cienką łodyżkę, która zaraz się ułamała. Potoczyłam roślinę do znajdującej się niedaleko świeżej myszy, którą przedtem specjalnie upolowałam. Teraz będzie zabawa. Pomyślałam, uświadamiając sobie, że będę musiała wepchać roślinę do środka myszy za pomocą łap. Będzie ciężko. Cały czas mozolnie wpychałam coraz to nowe kwiaty i liście cykuty. Zastanawiałam się, co zrobię, gdy Pustynny już umrze. Łodyżka kwiatka złamała mi się, na co zgrzytnęłam zdenerwowana zębami. No, właźże do tej myszy. Zaczęłam się denerwować, gdy kwiatki zaczęły się sypać na wszystkie strony, a ja odniosłam wrażenie, że kilka z nich wpadło mi do pyska. Nieźle się zdenerwowałam i byłam bliska porzucenia mojego planu. Owcze Serce, to twoja wina. Powinnaś mi była pomóc, a nie, że się boisz. Głupia cykuta. Głupie Owcze Serce. Warknęłam. W tej chwili wszystkie moje porażki wiązałam z nakrapianą suczką. To jej wina. Zepsuła mi plan ze Skalnym, teraz pewnie razem z samcem z Tenebris na mnie donosi. Zgrzytnęłam zębami, widząc, że z roślinki praktycznie nic nie zostało. Czy Owieczka ma jakąś rodzinę? Och… Chyba już wiem, kto będzie następną ofiarą. Kropelkowa Bryza.
Kropelkowa Bryza zabiła Pustynnego, po czym, chcąc uniknąć kary, popełniła samobójstwo.
Tylko dlaczego miałaby to robić?
A co, ja jestem nią, że znam jej myśli? Nie wiem! Zabiła, bo chciała. Właśnie. 
***
Gdy słońce już zachodziło, weszłam z powrotem do magazynu. Na moim pysku malowała się skwaszona mina, która wyraźnie mówiła, że jestem w nastroju do morderstw. Nie wiedziałam, że z tym całym truciem tyle zejdzie. Żałowałam, że po prostu nie zaciągnęłam Pustynnego i przy okazji Kropelkową Bryzę gdzieś w krzaki, rozwalając im łepetyny. Na szczęście — oprócz okropnego nastroju — czułam się wyśmienicie, co oznaczało, że wpadające kwiaty cykuty do mojego pyska były tylko wyobrażeniem.
— Pustynny Wietrze? — zawołałam wojownika, natychmiast rozpogadzając swe oblicze. — Przepraszam za tamto… Może chciałbyś myszkę? Specjalnie ją upolowałam dla ciebie.
Z nadzieją spoglądnęłam na wojownika, który wlepił wzrok w leżącą przede mną zdobycz. Weź to, weź to, grzecznie proszę. Niemal widziałam wszystkie możliwości, jakie rozważał w tej chwili Pustynny. Ostatecznie jednak — dzięki Gwiezdnym, albo raczej Zgaszonym — wojownik grzecznie podziękował i wziął mysz, nie zauważając w niej dziury, przez którą został wepchnięty szalej.
— Naprawdę Malwowy Ogonie, nie wiem, co bym bez ciebie zrobił. — Uśmiechnął się samiec. — Dziękuję. Jeśli zdecydujemy się z Fenkułową Plamką na szczeniaki, to będziesz wspaniałą babcią.
W osłupieniu patrzyłam, jak Pustynny się oddalał, z trutką w pysku. Co on powiedział?
<Fenkułowa Plamko?>
[1385 słów: Malwowy Ogon otrzymuje 13 Punktów Doświadczenia]

16 maja 2021

Od Malwowego Ogona do Jasnego Serca

Usiadłam, wgapiając się w Fenkułową Plamkę i Pustynnego siedzących razem. Słodko sobie chichotali, nieświadomi moich morderczych pomysłów. Próbowałam wmawiać sobie, że nienawidzę Pustynnego, jednak tak naprawdę dobrze wiedziałam, że myśląc o odebraniu mu życia, nie kierowałam się nienawiścią do niego, a raczej chęcią zepsucia życia mojej córce. Nie mogłam znieść myśli, że Fenkuła będzie sobie szczęśliwie żyła, zapominając o mnie, podczas gdy ja najpewniej umrę ze starości w samotności. Och, a tak w ogóle, to wspaniale rymuję.
Do obozu weszły psy wracające z porannego patrolu. Dostrzegłam wśród nich Owcze Serce, która uparcie unikała mojego wzroku. Widząc brak reakcji z jej strony na moje ponaglające spojrzenie, spokojnie do niej podeszłam.
— Przepraszam… — Owcze Serce zaczęła się przepychać przez inne psy, próbując ode mnie uciec. Najwyraźniej nie miała ochoty na rozmowę ze mną, ale ja o to nie dbałam. Tym razem chciałam mieć stuprocentową pewność, że mi pomoże.
— Owcze Serceeee? — krzyknęłam w jej stronę słodkim głosikiem, jednak moje oczy pozostały zimne. — Chciałam z tobą porozmawiać, poczekaj! — Widząc jednak, że suczka totalnie mnie ignoruje, zmieniłam taktykę. — Litości, młoda panienko! Zapomniałaś, że już jestem coraz starsza?! Moje nogi! Ej, zatrzymaj się!
Suczka w końcu zwolniła, jednak widać było, że robi to niechętnie. Totalnie zapominając o moich coraz starszych nogach, podbiegłam do niej, gwałtownie hamując tuż przed jej pyskiem.
— Słuchaj! — szeptałam, patrząc się prosto w jej oczy — Wiesz… Jeśli chciałabyś się wycofać, to możesz mi powiedzieć. Mam nadzieję tylko, że twoje obietnice coś znaczą. Pokładam w tobie wielkie nadzieje, rozumiesz? Rozumiem, że dziadki takie jak Skalny wzbudzają twoją litość, ale Pustynny… — zacięłam się, szukając słów, które mogłyby usprawiedliwić moje plany. — Nie wycofujesz się, prawda? Zrozum, to naprawdę dla mnie ważne. Jestem już coraz starsza i samotna, Fenkułowa Plamka spędza ze mną coraz mniej czasu. Poza tym Pustynny… — szepnęłam jej na ucho, decydując się na kłamstwo — widziałam, jak łamie kodeks wojownika.
— I tak nie powinnaś go zabijać — powiedziała uparcie Owcze Serce, jak na mój gust trochę za głośno. Syknęłam z dezaprobatą.
— To nie jest odpowiednie miejsce na takie rozmowy — mruknęłam, zauważając, że kilka psów zaczęło się nam ciekawsko przyglądać, jednak potem tylko się rozchichotali, wracając do swych obowiązków.
Odczekałam chwilę, stwierdzając, że gdybyśmy od razu wyszły z obozu, czepialskie psy mogłyby zacząć coś podejrzewać. Gdy minęło kilkanaście długich minut, szturchnęłam nakrapianą suczkę i mruknęłam coś do niej, starając się dać jasno do zrozumienia, że idziemy. Owcze Serce podreptała za mną, poruszając się jak mucha w smole. Gdy magazyn zniknął za nami, zwolniłam kroku, stwierdzając, że możemy spokojnie zacząć rozmawiać. Owcze Serce jednak uparcie milczała, wyprzedzając mnie i mozolnie idąc przed siebie.
— Ej, Owcza… — zaczęłam, zdziwiona jej zachowaniem.
— Co znowu chcesz? — wyjąkała suczka z wyraźnymi pretensjami.
— Słuchajże! — krzyknęłam na nią, widząc, że wcale się nie zatrzymuje. — Żałuję, że cię w to wciągnęłam, ale potrzebowałam pomocy, a ty się zgodziłaś — warknęłam na nią, tracąc cierpliwość. — Potem się wycofałaś, nie uprzedzając mnie o tym. Jakbyś się czuła na moim miejscu? Skoro tak się przejmujesz jakimś nieznajomym starcem, którego miałaś zabić, dlaczego jesteś obojętna na moje uczucia? Uczucia wojowniczki z twojego klanu? Wystawiłaś mnie do wiatru, ot co!
Owcze Serce nie odpowiedziała. Szłyśmy jeszcze trochę w ciszy, gdy zaniepokojona zobaczyłam, że niemal weszłyśmy na tereny Tenebris. Stanęłam, a po chwili zatrzymała się także młodsza ode mnie suczka.
— Dobrze… — powiedziała niewyraźnie Owcze Serce — ale nie chcę zagryzać Pustynnego… On jest całkiem miłym psem.
— Chyba nie znasz go zbyt dobrze — prychnęłam — Skoro tak bardzo nie chcesz go zagryzać, to w porządku. Możesz podrzucić mu zatrutą mysz. Weźmiesz jakieś szkodliwe zioła od medyka i napchasz mu do tej zwierzyny. Albo jagody śmierci, szybciej umrze.
— No nie wiem… — Wyjąkała Owcze Serce, wlepiając we mnie przestraszony wzrok. — Pamiętasz, jak mówiłaś, że żałujesz, że mnie w to wciągnęłaś?
Kiwnęłam głową, no bo przecież mówiłam to parę chwil temu.
— Ja też żałuję. Chciałaś mnie wykorzystać, ale ja się głupio zgodziłam. Teraz też chcesz. Nie chcę ci sprawić przykrości, ale chyba odmówię... Chcę być dobrą wojowniczką.
Właśnie zastanawiałam się, czy ją zagryźć, gdy wciągnęłam w nozdrza zapach innego psa. Zaraz… Czy to możliwe, że ktoś tutaj był? Bądź… Nadal jest?
<Jasne Serce? Czekam aż wrócisz, odpisz kiedy chcesz, luz>
[671 słów: Malwowy Ogon otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

9 maja 2021

Od Malwowego Ogona CD Konwalii

Łapy już mnie świerzbiły, by tylko znaleźć się w kryjówce otoczonej gąszczem młodych krzewów i kilku drzew. Mimo że łapa, którą sama sobie okaleczyłam mnie bolała, moje myśli były przepełnione uczuciem satysfakcji.
— Och! — pisnęłam, gdy nieuważnie spróbowałam postawić chorą łapę na ziemi. Zacisnęłam zęby, próbując przestać myśleć o rozciągającej się na mojej kończynie ranie.
— Malwowy Ogonie, nic ci nie jest? — zapytała się zmartwiona Kropelkowa Bryza, spoglądając na mnie wielkimi oczami pełnymi współczucia.
— Skądże. Ty jesteś młodą wojowniczką, nie zrozumiesz. Mam tyle blizn, że jedna więcej nie zrobi mi różnicy.
Ruszyłam dalej, skacząc nieporadnie na trzech łapach. Gdy w oddali zobaczyłam kryjówkę, pierwszy raz zwątpiłam, czy uda mi się odnieść sukces. Byłam już tak blisko. Sama oczywiście nic nie zrobię — to Owcze Serce ma zaatakować Skalnego i osłabić go na tyle, bym ja, albo jakikolwiek inny pies w wirze walki zadał ostateczny cios. Teraz w mojej głowie jednak zakiełkowało pewne pytanie: „A co jeśli do żadnej walki nie dojdzie?”. Przygryzłam wargę. Skalny Potok pewnie nie odpowie, jest za dumny, albo, za durny. Może będzie się guzdrał. Owcze Serce wtedy na niego skoczy i … I co dalej, Malwowa? Dotychczas wszystko, co miałam ułożone w głowie, przedstawiało mi się jako genialny plan. Teraz dostrzegłam to jako głupie snucie marzeń i mrzonek. Zaraz… Owcze Serce…! GDZIE JEST OWCZE SERCE?!
— Zaraz… Em… — zaczęłam nieporadnie, rozglądając się na boki. — Nie brakuje przypadkiem kogoś…?
Wojownicy byli jednak pogrążeni we własnych myślach, a kilkoro uczniów szczęśliwie paplało o tym, że wezmą udział w czymś tak ważnym. Nikt mnie chyba nie dosłyszał. Kurwa. Gdzie, do jasnej cholery, jest Owcze Serce? Przecież wszystko razem zaplanowałyśmy! Niemożliwe, by się wycofała! I co ja teraz zrobię? Nie zabiję go z trzema sprawnymi łapami. Zgrzytnęłam zębami.
— To tutaj… — powiedziałam ponuro i może za bardzo zezłoszczona. Kilka psów posłało mi zdziwione spojrzenie.
— Wchodzimy — wydał jasny rozkaz jeden z psów, jednak nie byłam pewna jaki, bo już zniknęłam w gąszczu roślin.
Stanęłam jak wryta. Gdzie oni są?! GDZIE ONI…
— Tu ich nie ma — odparła Kropelkowa Bryza, widocznie zdezorientowana.
Wszystkie psy wlepiły we mnie zaskoczony, zezłoszczony i może nawet zmartwiony wzrok, ja jednak ich wszystkich miałam w czterech literach. Zamrugałam kilka razy oczami, mając nadzieję, że to koszmar, a ja sama zaraz się wybudzę. Że Skalny Potok zaraz stąd wyjdzie i zacznie nawijać jakieś głupoty. Że dziś pożegna się z życiem. Czekałam tak, nie mówiąc ani słowa, a nadzieja w moim sercu zaczynała topnieć. Przecież… Przecież… Oni tutaj byli… Skalny miał zginąć… Miał zginąć…
— ONI TUTAJ BYLI! — zawołałam zdesperowana, spoglądając w rozpaczy na niedowierzających wojowników. — Naprawdę, oni tutaj byli i… Skalny… On chciał zabić te szczeniaki, go trzeba było przegonić i…
— Okłamałaś nas!
— Co cię opętało, by nas tak straszyć?!
— Zawiodłam się na tobie!
— Jesteś głupia czy ślepa, a może głupia i ślepa?
— Na Gwiezdnych! Może powinnaś się udać do medyka? Masz jakieś omamy, czy co?!
— Zamknijcie się! — zawołałam i połykając łzy wściekłości, pobiegłam do magazynu, starając się ignorować ból w łapie, który przeszywał moje ciało jak błyskawica, ilekroć postawiłam kończynę na ziemi.
Po jakimś czasie dotarłam do obozu. Kulałam zawiedziona, z opuszczonym łbem i ogonem, oraz palącą się w oczach furią, która podwoiła swe rozmiary, odkąd zobaczyłam, że Owcze Serce wystawiła mnie do wiatru. Weszłam powoli do magazynu, udając, że nie dostrzegam ciekawskich spojrzeń pobratymców, udałam się do legowiska medyczki. Chcąc jakoś wyjść z głową z tej sytuacji, stwierdziłam, że lepiej będzie grać chorą.
— Medyczko…? — zawołałam słabo. Skakałam niezdarnie na trzech łapach i patrzyłam się na czarną suczkę z bólem w oczach. Chyba wyglądałam dość żałośnie. Nieistotne, ważne, Srocza mnie opatrzyła, dała trochę ziółek, mówiąc, że pewnie mam omamy, a do mojej rany wdało się zakażenie. W każdym razie byłam już wolna i gotowa na poufną rozmowę z Owczym Sercem, rzecz jasna.
— Owieczko! — zawołałam aż nazbyt wesoło, zbliżając się do siedzącej na środku obozu wojowniczki. Jeśli myślała, że kręcąc się w samym sercu magazynu, spowoduje, że sobie odpuszczę, to się grubo myliła.
— Malwowy Ogonie… — zaczęła słabo suczka, spuszczając łeb. — Ja… Chciałam ci powiedzieć, że się wycofuję, bo… Nie nadaję się do tego i czuję, że nie powinnam była brać w tym udział. Nie miałam odwagi.
W pierwszej chwili chciałam zagryźć ją na oczach wszystkich, co stanowiłoby chociaż małe pocieszenie, jednak rozmyśliłam się. Jeśli założę maskę Wesołej-Ciotki-Malwowej, to może jeszcze Owcza mi się do czegoś przyda.
— Słuchaj, Owcze Serce… — zniżyłam głos do szeptu — rozumiem. Nie chciałaś mordować Skalnego, ale… — mówiłam do niej spokojnym i kojącym głosem, dokładnie takim, jakim zwykle zwracałam się do nieposłusznych szczeniąt — Pustynny to przecież co innego.
<Konwalio?>
[746 słów: Malwowy Ogon otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

7 maja 2021

Od Malwowego Ogona CD Konwalii

Nie wiedziałam, że Skalny jest tak głupi. Pokręciłam rozbawiona głową. A może wcale nie był? Może to ja byłam genialna? W końcu, niby o co miałby mnie podejrzewać? Przecież poprosiłam tylko o spacerek ze szczeniaczkami. On sam chciał mi dotrzymywać towarzystwa. Och, Malwowa, Malwowa, jesteś genialna. Zaśmiałam się cichutko.
— Malwowy Ogonie… — Skalny Potok rozglądnął się przestraszony — to chyba nie jest najlepszym pomysłem… — powiedział, niepewnie patrząc na majaczący się w oddali obóz Industrii, magazyn. — Nie miałbym nic przeciwko, gdybyśmy pospacerowali na terenach Tenebris, ale…
— Skalny, głupiutki — zaśmiałam się beztrosko. — Tamtą wizytę spędziłam na waszym terytorium. Może teraz wejdziemy na tereny Płomiennych? Chcę tylko pokazać córeczkom obóz. W końcu rozumiesz, magazyn także jest ich domem.
— Ale nie będziemy wchodzić do środka. — Skalny Potok zdecydowanie pokręcił głową. — Zobaczymy magazyn z oddali i wracamy. Byle szybko.
— Mamo, tato… — wtrąciła Aronia — ten spacer jest już całkiem długi. Zaraz zacznie świtać.
Zaszczebiotałam coś do Aronii, mrugając zawzięcie oczami z tysiąc razy na sekundę, ale myślami byłam już gdzieś indziej. Pewnie moja córka wzięła mnie za idiotkę, ale to tylko szczeniak, jej zdanie mnie nie obchodzi.
— Hm… Ciekawe czy Owcze Serce się mnie posłuchała… — zastanawiałam się na głos, ledwie słyszalnie szepcząc.
„Zresztą” — skarciłam siebie w myślach — „To nie jest ważne. Nawet jeśli Owieczka się rozmyśliła, poradzę sobie bez niej. Z pewnością.” — Próbowałam siebie przekonać, ale to nie było wcale łatwe. W mojej głowie aż huczało od różnych wątpliwości i gdzieś głęboko, moja cząsteczka logicznego myślenia, była pewna, że zamorduję białego psa tylko wtedy, gdy będę grać z wojowniczką w jednej drużynie. „Po co w ogóle wciągałam w to Owcze Serce?”
Spoglądnęłam na Skalnego i moje córki. Konwalia wpatrywała mi się prosto w oczy, a w jej wzroku była dziwna wyrozumiałość i spokój. Odwzajemniając jej spojrzenie, czułam, że jeśli zaraz nie powiem, co chcę zrobić, dwukolorowa suczka mnie rozszarpie. Albo nie — nie rozszarpałaby mnie. Popatrzyłaby się tylko, smutno kiwając głową, a następnie posyłała mi żałosne i wszechwiedzące spojrzenia, aż bym nie zmiękła i nie zaczęła żałować za swe pomysły. Przygryzłam wargę, odwracając wzrok.
— Dobra, wchodzimy — powiedziałam nienaturalnie wysokim głosem, czując na sobie wzrok mojej córki. — Jak zauważyła Aronia, zaraz będzie świtać, więc się pośpieszmy — mówiąc to, próbowałam pokazać Konwalii, że jej siostra jest mądrzejsza i bardziej cenię rady i fakty, niż jakieś szczenięce wygłupy. Oczywiście, Konwalia totalnie to zignorowała. „Co za niezależna mała, walnięta suka”. Pomyślałam, tłumiąc wyrzuty sumienia. Przypomniałam sobie, jak jeszcze kilka księżyców temu wyłam zrozpaczona, pragnąc odzyskać moje szczeniaki. Potrząsnęłam głową, próbując odgonić te myśli. Malwowy Ogon, zmieniłaś się. Na lepsze. Ogarnij się, do cholery, pojebana suko.
— To nie jest dobry pomysł — powiedział chłodno Skalny Potok, rozglądając się badawczo dookoła.
Prychnęłam z pogardą i przyspieszyłam kroku. Nie mogłam sobie pozwolić, by jakiś wojownik Industrii zauważył moje zniknięcie.
— Córki są chyba zmęczone, wracajmy — zaproponował cicho Skalny Potok. Ja jednak wiedziałam swoje: to on był zmęczony i przestraszony. Żałosny głupek.
— E…, nie teraz — odparłam, starając się przybrać stanowczy ton. — O świcie wyruszają patrole, jeszcze was zauważą. Nie macie szansy wrócić do obozu pod osłoną nocy.
— O co ci chodzi? — warknął Skalny Potok. Łypał na mnie wzrokiem, jakby chciał mnie zamordować. Odwzajemniłam jego nienawistne spojrzenie. — Ty wracasz do magazynu, ja zabieram Aronię i Konwalię. Zdążymy.
Wbiłam pazury w rozmokłą ziemię i zacisnęłam zęby. NIE! NIE! NIE! Miałam ochotę krzyczeć, mordując wszystkich po kolei. Zamiast tego usłyszałam swój własny, opanowany głos:
— Proszę, to dla waszego dobra. — Pociągnęłam wzruszona nosem, a moje oczy zaszkliły się łzami. — Pokażę wam kryjówkę. Błagam, chodźcie. Prędko, prędko.
„Chyba to kupili”. Pomyślałam z satysfakcją, pchając szczeniaki do kryjówki, doskonale osłoniętej krzakami i głazami.
— Poczekajcie tutaj, błagam — wyszeptałam z udawaną trwogą i żalem. — Ja zatrzymam patrol. Siedźcie cicho!
Odbiegłam, udając, że wcale nie zauważyłam zdziwionego wzroku Aronii i morderczego spojrzenia Skalnego. Moje łapy wybijały szybki rytm, gdy rozpędzałam się do zawrotnych szybkości. Wpadając w ślizg na zakrętach wśród drzew, o mało się nie wywaliłam. Zwolniłam tylko na chwilę, węsząc w powietrzu. Owcze Serce obiecała mi, że zostawi w okolicy magazynu świeżą, upolowaną mysz. Miała mi ona pomóc udawać, że wracam z polowania. Węszyłam zawzięcie, a do mojego mózgu docierały wszelkie informacje — Owcze Serce, jakiś ptak, kwiatek, o tfu, kwiatek… MYSZ! Poszłam tropem Owczego Serca i słodko pachnącej myszy. Zadowolona, zobaczyłam, że gryzoń jest dobrze ukryty wśród połamanych gałązek i kamieni. Zanim jednak złapałam mysz w zęby, wgryzłam się w moją łapę. Zacisnęłam zęby, by mój cichy syk nie przeszedł w wycie. Gdy jednak spoglądnęłam na łapę, oprócz okropnego bólu, poczułam satysfakcję, bo rana wyglądała wystarczająco paskudnie. „Teraz mysz.” Wzięłam delikatnie martwe ciałko w zęby i niezadowolona stwierdziłam, że jest już trochę zimne. „Muszą się zadowolić takim czymś...” Stwierdziłam markotnie i kulejąc, wpadłam do magazynu.
Spoglądałam z przerażonym wytrzeszczem na krzątaninę psów, przygotowujących się do patrolu. Pozwoliłam, by mysz wypadła mi z pyska na stertę zdobyczy. Głośne plask, które wydało ciało myszy, upadając na ziemię, spowodowało, że wszystkie psy niemal jednocześnie popatrzyły się na mnie.
— Malwowy Ogonie…? — zapytał Pustynny Wiatr, lekko zaskoczony. — Co się stało?
— Na terenie Industrii znajdują się psy z Tenebris — powiedziałam na tyle głośno, żeby usłyszał mnie każdy pies w magazynie. — Wybrałam się na patrol, gdy mój były partner, Skalny Potok, zaatakował mnie. — Uniosłam do góry moją ranną łapę, żeby każdy mógł ją dostrzec. Zacisnęłam zęby i cichutko pisnęłam, bo przy gwałtownym ruchu mocno mnie zabolała. — Wraz z nim są szczeniaki. Moje szczeniaki.
— A co one niby tam robią? — zapytał się podejrzliwie Wilczy Blask.
— A skąd mam wiedzieć?! — odpowiedziałam mu żałosnym krzykiem. — Skalny co rusz ma jakieś głupie pomysły. Może suczki coś przeskrobały i teraz je zabija! Pośpieszcie się!
— Mamy intruza na terytorium — zwróciła się do liderki Jagodowa Mgła.
— Na co czekacie?! — ryknął jakiś wojownik. — Do roboty, przegonimy go z terenu Płomiennych, niech się stąd zabiera!
Większość wojowników wydała z siebie pomruk aprobaty i zadowolenia. Uśmiechnęłam się. „Wreszcie. Wreszcie.” Powtarzałam w myślach. „Wreszcie go zagryzę!”
— Zapraszam, wskażę drogę — powiedziałam przejętym głosem. — Musimy się pośpieszyć.
<Konwalio, odpisz mi szybciutko>
[970 słów: Malwowy Ogon otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

30 kwietnia 2021

Od Malwowego Ogona — zgromadzenie klanów

Usiadłam na swoim miejscu, pilnując, by nie oddalać się zbytnio od członków mojego klanu. Nigdy nie wiadomo, czy obce psy mają szczere intencje. Zajęłam miejsce tuż obok Pustynnego Wiatru, łypiąc spod oka na moją córkę, Fenkułową Plamkę. Ostatnimi czasami widziałam, jak przylepia się jak rzep do złoto-czarnego wojownika. Phi! Niech wie, że on lubi mnie. Oczywiście, okazało się, że Pustynny wręcz mnie nie lubi, bo po jakimś czasie zaczął się ode mnie odsuwać, przysiadając się do mojej córki. Zgrzytnęłam zębami z zazdrości, lecz postanowiłam, że innym razem pokaże Fenkułce, żeby nie zabierała swojej matce samców. Powoli na Gwiezdny Szczyt przychodziło coraz więcej psów. Oczywiście, przyszło także Tenebris. Zaśmiałam się z niedowierzaniem, gdy dostrzegłam, że na zgromadzenie przyprowadzili swoją starszyznę — Mroźną Burzę i Skalnego Potoka. „Brakuje im wojowników, czy co? Może niech jeszcze przyprowadzą swoją starą Kurze Udko!” kpiłam sobie z nich, co chwila posyłając Skalnemu złowieszcze spojrzenia, ilekroć chciał mi coś powiedzieć.
— Tak więc, od czego by tu zacząć? Może, eee... — Rzepakowa Gwiazda zaczęła swą nieudolną przemowę. Lekko się za nią wstydziłam i za jej umiejętności przywódcze, których albo nie miała, albo nie chciała ich pokazać. No ale cóż, w tej chwili nic o tym nie wiedziałam, a jedyne co robiłam, to patrzyłam się z dezaprobatą na mojego byłego partnera.
Kiwnęłam zadowolona głową, słysząc, jak Sowi Pazur chwali Industrię. Sama także wykrzyczałam kilka miłych słów o szkrabach Rzepakowej Gwiazdy. Niech inni wiedzą, że Industria ma nowych członków!
Jednak zaraz po tym jak przemawiać skończył Sowi, straciłam zainteresowanie zgromadzeniem. Posłałam Fenkułowej Plamce mordercze spojrzenie, jednak ta, zajęta rozmową ze swoim pieskiem, nie zauważyła mojego wzroku. Zniechęcona i wściekła, dostrzegłam, że ona jak i Pustynny, są szczęśliwi, ze sobą rozmawiając. Pokręciłam głową, postanawiając, że dam im nauczkę. Całą moją złość skierowałam więc na Skalnego, wysilając się na najbardziej okrutne spojrzenie.
Skalny mnie zobaczył. Posłał mi obojętne spojrzenie, jakby mu już było wszystko jedno. Miałam ochotę do niego podejść i wykrzyczeć mu w ten brzydki pysk, żeby przestał zachowywać się jak idiota, jednak wtem dotarło do mnie, że sama się tak zachowuję. Posyłałam psom głupie spojrzenia, chcąc je przestraszyć, a potem zemścić się, sprawiając im przykrość. Co to mi da? Czy ja już naprawdę oszalałam na starość? Może ja jestem tą złą, a nie Skalny? Czy zabijanie go, jest odpowiednią karą?
Przybita tymi myślami, wlepiłam wzrok w swoje łapy, a te wszystkie miłe rozmowy klanowych psów dochodziły do mnie jak zza mgły. Myślałam gorączkowo, co ja mam w życiu zrobić. Gdy podniosłam głowę, poczułam się, jakbym patrzyła na świat już nie tą Malwową co dawniej — doświadczoną, wysłużoną wojowniczką, ceniącą sobie logiczne myślenie. Często milusią i śmiejącą się w głos, bawiącą się ze szczeniakami, a czasami złośliwą i niecierpliwą. Nie, nie, nie byłam już tą samą suką. Czułam się, jakby cała złość siedząca we mnie, napadła na mój mózg i ciało, wszystko zasłaniając swoim chaosem, przejmując nade mną kontrolę. Złość i smutek z powodu straty niektórych szczeniąt. Zazdrość, że moja córka ułoży sobie życie u boku innego wojownika, niecierpliwość i upartość. Te wszystkie cechy stworzyły nową maskę, która skutecznie przysłoniła moje wszystkie emocje i przemyślenia. Bo w głębi byłam zmęczona. Byłam zmęczoną, samotną matką, o której wszyscy zapomnieli. A dlaczego zapomnieli? Bo sama się o to prosiłam.
Nowa Malwowy Ogon, jaką teraz byłam, powinna nazywać się Malwowa Wściekłość. Dostrzegając, że na terenie zgromadzenia znajdują się dwa Bezgwiezdne psy, zaczęłam rzucać w nich wszystkimi słowami, które przychodziły mi do głowy.
— Ależ Sowi Pazurze, jestem spokojna — Gdy Sowi Pazur mnie upomniał, przypomniałam sobie, że muszę się troszkę ogarnąć, jeśli chcę zabić Skalnego Potoka jak i Pustynny Wiatr, nie będąc przez nikogo podejrzewana. — Po prostu ich straszę, rozumiesz, są tacy niepoważni.
Odpłynęłam na krótką chwilę, myśląc, jakby tu wszystko zorganizować, by nikt nawet nie brałby mnie pod uwagę, gdy dojdzie do rozstrzygania morderstwa dwóch psów. Zamyślanie się było jedynym sposobem, by nie skupiać się na zbesztaniu wszystkich wojowników, którzy mi przeszkadzali.
— Kiedyś to były zgromadzenia, teraz to nie ma… — powiedziała niezadowolona Rzepakowa Gwiazda. „Co ona pierdoli?” Cała zagotowałam się, wyrywając się z moich myśli. Jeszcze chwila i ona także pojawi się na mojej liście psów, które powinny zmykać do Infernum jak najszybciej.
— Co do epidemii, były straty. Można powiedzieć, że nawet dużo. Jednak damy radę, prawda? — zapytał się Sowi Pazur, jednak już po chwili, odpowiedział sam sobie. — Prawda.
— Ważne, że epidemia się skończyła. Każdy klan kogoś stracił.
— Nie każdy.
Znowu odezwał się ten niewierzący pies. Teraz eksplodowałam, nie zważając na nikogo i na nic.
— Nie jesteście klanem, idioci! Tylko zgrają włóczęgów bez tradycji! — zawołałam z furią, nie pozwalając, by ktoś mi przerwał.
— Jesteśmy skuteczni — wywarczał obcy mi pies.
— Skuteczni, skuteczni! Nic dziwnego! Wygnaliście nas z bezpiecznego lasu! Zajęliście tereny bez dwunożnych, gdzie mysz by sobie nawet poradziła! Daruj sobie te gadki! — zaczęłam wykrzykiwać wszystko, co przyszło mi do głowy, myląc Quintus z Bezgwiezdnymi, myląc dawną siebie z tą suką, która powstała ze złości, rozpaczy, smutku i zazdrości — czyli chyba najgorszego połączenia wszystkich emocji, które kształtowały osobowość każdego psa.
Miałam serdecznie wszystkiego dosyć. Wywarczałam jeszcze parę zdań, po czym spostrzegłam, że przegrywam kłótnię. Do końca zgromadzenia już siedziałam w ciszy. Nie, ja już się nie nadaję do niańczenia szczeniaków, rzucaniu na prawo i lewo sucharami i logicznego myślenia. Zajmę się więc tym, co wychodzi mi najlepiej. Złością i wkurwianiem się na wszystkich, wybijając każdego, kto mi podpadnie. Wreszcie, zyskam należny mi szacunek. Ale jeszcze nie teraz. Muszę jeszcze trochę poczekać…
Po tych wspaniałych decyzjach poczekałam na zakończenie zgromadzenia, po czym jak dawna, kochana Malwowy Ogon uśmiechałam się do wszystkich psów, wracając do magazynu. Kilka razy rzuciłam żarcikami i szczebiotałam do uczniaków. Jedynie, gdy zerknęłam na Fenkułową Plamkę, w moich oczach zabłyszczała furia. „Odbiorę ci to, na czym ci zależy…” pomyślałam i zadowolona, merdając ogonem, położyłam się na moim legowisku, tuż obok Pustynnego. „Ależ z niego biedaczysko” — myślałam, bez cienia współczucia. — „Jak tylko skończę ze Skalnym, zabieram się za ciebie. Wspomnisz moje słowa!”.
[975 słów: Malwowy Ogon otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia +5 za zgromadzenie]

27 kwietnia 2021

Od Malwowego Ogona CD Konwalii

Właśnie wychodziłam z legowiska medyczki, słodko dziękując suczce za opatrzenie moich łap. Teraz czułam się znacznie lepiej.
— Idę na polowanie — zakomunikowałam mojej córce, Fenkułowej Plamce. Do dziś byłam dumna z tego, że dałam jej tak idiotyczne imię. — Jakby ktoś się pytał, gdzie jestem, to mu to powtórz.
Nie czekając na odpowiedź, przeszłam w żwawy kłus, starając się wybierać miękkie podłoże, by nie podrażnić moich poduszek łap. Wychodząc z obozu, kiwnęłam na Owcze Serce, która przygotowywała się do nocnej warty. Suczka wysłała mi smutne, lecz potwierdzające spojrzenie. Tfu, czemu się patrzy na mnie jak zbity pies? Zacisnęłam zęby i wyszłam z magazynu. Moim oczom ukazały się rozległe sieci dróg grzmotu i chodników pełnych dwunożnych, którzy spacerowali ze swoimi psami. Jeden samiec szczególnie mnie zainteresował. Wyróżniał się z tłumu, wyglądał na dość silnego i zarazem sympatycznego, lecz nie głupiego. Cóż, przetoczyłam z nim krótką i niewinną rozmowę, pełną słodkich słówek, mrugania oczętami i pochlebstw, lecz gdy tylko zauważyłam (nie, nie, ja…wcale nie patrzę, nic, a nic…), że pies jest wykastrowany, stwierdziłam, że nic tu po mnie i lawirując pomiędzy zaskoczonymi dwunożnymi, podreptałam dalej. Nie zauważyłam, że weszłam na drogę Grzmotu, przy okazji wywołując zderzenie dwóch potworów, ale najważniejsze, że nic mi się nie stało. Jak gdyby nigdy nic, przeszłam sobie na chodnik i dreptałam po nim dalej, aż na horyzoncie nie ukazały się Ruiny — obóz psów z Tenebris. Upewniłam się, że nikt mnie nie widzi i weszłam do obozu.
— Skalny Potoku, jesteś tu? — zaszczebiotałam, wciągając w nozdrza jego zapach. — Och, jak świetnie, że cię widzę! — krzyknęłam ze sztucznym zachwytem na jego widok. Był już taki stary… Z jego oczu znikła już zupełnie ta żywa, lecz przygasła iskra. Gdy się poruszał, słyszałam, jak jego stawy trzaskają. Wzdrygnęłam się. „Tak, on zasługuje na śmierć” pomyślałam z odrazą i wściekłością. Wyrok zapadł.
— NASZE córki były dość nieposłuszne… — zaczął Skalny Potok, chcąc sobie przygotować grunt. — Dałem im karę i… śpią teraz w legowisku medyków.
Popatrzyłam się na białego seniora z furią w oczach. Zabił już moje szczeniaki! Czy te, które przeżyły, także chce odesłać do Gwiezdnych?! Wzięłam kilka wdechów i wydechów, by się uspokoić i podążyłam za moim byłym partnerem w stronę legowiska medyków.
— Rozmawiałem z Konwalią, powinna zaraz wyjść do nas z Aronią i Fiołkiem — powiedział Skalny Potok, starając się zamaskować swoją niepewność. — W środku pewnie śpią medycy, myślę, że szczeniaki mają większe szanse na wyjście z pomieszczenia nie budząc dorosłych psów, niż my do niego wchodząc. W każdym razie musimy poczekać. Medycy śpią bardzo płytko.
Nie chciałam czekać! Już chciałam realizować mój plan i w sumie nawet lepiej, żeby moje córki tego nie widziały, niech sobie śpią, skarbeczka. Ale w sumie, miło by było z nimi porozmawiać. Jednak zdawałam sobie sprawę, że gdybym weszła do legowiska, mój zapach wyróżniałby się wśród aromatu ziół i psów z Tenebris. A Skalny pewnie by wszystkich obudził swoimi stawami.
— Mam nadzieję, że nie zasnęły — powiedziałam cichutko, chociaż myślałam zupełnie na odwrót.
<Konwalio, wreszcie zaczynamy realizować ten plan>
[484 słowa: Malwowy Ogon otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

21 kwietnia 2021

Od Malwowego Ogona CD Konwalii

Wpatrywałam się jeszcze przez jakiś czas w szczeniaki, pełna żalu i złości za śmierć niektórych z nich. A to wszystko przez Skalnego Potoka! Powoli podeszłam do Fiołka i Aronii, uważając, by nie nadepnąć na pozostałe szczeniaki. Liznęłam szybko moje dwie brązowo-białe córki i cofnęłam się, stając przy Owczym Sercu.
— Powinnyśmy już wracać — powiedziałam z żalem, patrząc się porozumiewawczo na łaciatą wojowniczkę.
— Z pewnością. Za niedługo będzie świtać. — Skalny Potok posłał mi badawcze spojrzenie, a jego oczy były pełne chłodu. — Kiedy planujesz kolejną wizytę? — zwrócił się do mnie, zupełnie ignorując moją towarzyszkę.
— Kiedy tylko nadarzy się okazja — powiedziałam z wyższością. Wiedziałam, że znacznie bardziej wolałby usłyszeć, że to pierwsza i ostatnia wizyta.
Kiwnęłam na Owcze Serce i wraz z Konwalią i Skalnym Potokiem wycofałyśmy się ze żłobka. Wychodząc z ruin, pożegnałam się z córką, ignorując Skalnego. Wraz z wojowniczką z Industrii przyspieszyłyśmy kroku, biegnąc przez tereny Ciemnych.
— Ale ten gbur się zestarzał — powiedziałam zamyślona. — Pewnie już śpi na legowisku starszyzny.
— Wszyscy kiedyś tacy będziemy — cicho powiedziała Owcze Serce.
— Wątpię, byś tego dożyła. — Machnęłam ogonem z dezaprobatą. — Dziwię się, że jeszcze nie jesteś w Infernum.
— Ta cała zemsta, to był twój pomysł — wyszeptała tak cicho suczka, że zastanowiłam się dwa razy, czy aby na pewno sobie tego nie wymyśliłam.
— Mój pomysł, twoja robota — odpowiedziałam poirytowana. „Przecież się zgodziłaś!” miałam ochotę krzyknąć i zacisnąć zęby na jej szyi, a potem patrzeć, jak wszystko dookoła plami jasna krew tętnicza.
— Jeszcze się zastanowię…
Też mi coś! Zastanowi się! Zresztą, i tak się zgodzi. To Owcze Serce, ona godzi się na wszystko! A nawet jeśli nie, to trudno, sama się za to wezmę. Przeszłyśmy przez ulicę, upewniając się, że żadne Potwory nas nie potrącą. Dalej podreptałyśmy chodnikiem Dwunożnych. Był przysypany jakimiś drobinkami przeźroczystych kryształów. Owcze Serce — o dziwo — także to zauważyła. Schyliła się, liżąc dziwne ziarnka. Postąpiła głupio i lekkomyślnie, jednak zanim zdążyłam ją upomnieć, zawołała:
— Ale to słone! — zaczęła parskać, próbując pozbyć się nieprzyjemnego smaku.
Zignorowałam ją i poszłam dalej. Na początku słone kryształki mi nie przeszkadzały. Dopiero po jakimś czasie, poczułam, że bolą mnie od nich łapy. Już księżyc temu zauważyłam, że mam poobdzierane poduszki łap, jednak się tym nie przejęłam. Z ulgą dostrzegłam, że chodnik się kończy, a ja wraz z Owczym Sercem skręciłyśmy w śnieg, by pobiec na tereny Industrii. 
***
Na szczęście, zdążyłyśmy wrócić do magazynu przed świtem. Wraz z Owczym Serce wróciłyśmy do legowiska wojowników. Zakręciłam się w kółko kilka razy, po czym zmęczona opadłam na ściółkę. Zasnęłam, przytulając się do Pustynnego Wiatru i towarzyszki mojej nocnej wyprawy.
<Konwalio, z tym morderstwem trzeba jeszcze trochę poczekać>
[418 słów: Malwowy Ogon otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

16 kwietnia 2021

Od Malwowego Ogona CD Konwalii

Zrobiłam szybki unik, nie pozwalając, by Dwunożny mnie kopnął. Miał być szybki wypad na tereny Tenebris, przychodzimy, cześć, pa i odchodzimy. Wyszło całkowicie na opak, ot co.
— Owcze Serce, schyl się! — zawołałam do młodej wojowniczki, na co ona natychmiast przywarła brzuchem do ziemi, by zaraz błyskawicznie odskoczyć na bok, złowrogo warcząc. 
Oderwałam wzrok od dwukolorowej suczki i sama zajęłam się drugim Dwunożnym. Mocno ugryzłam go w nogę, na co on zaczął wrzeszczeć i się miotać. Na koniuszkach zębów czułam smak krwi i zmusiłam się, by nie zatopić moich kłów jeszcze głębiej w skórę. Dwunożny jednak wyrwał mi się, lecz upadł na śnieg. Oczywiście zaraz jego towarzysz podbiegł do niego, przyklęknął przy nim i zostawili nas w spokoju. Tym samym zakończyłam naszą krótką bitwę z Dwunożnymi, oczywiście zgarniając zwycięstwo dla Ognistych. Szach mat, Dwunożni.
— Szybko poszło — powiedziałam zadowolona, gdy wraz z Owczym Sercem spokojnym krokiem znów szłyśmy w stronę ruin.
— Czy spotkanie twoich szczeniąt było warte tego wszystkiego? — Odwróciła się za siebie, patrząc zmartwiona na majaczące w ciemności sylwetki Dwunożnych. — Po co ich zaczepiałyśmy? Naprawdę nie mogłaś się powstrzymać, by wyrwać z jego ręki żarcie?
— Oh, nigdy nie jadłaś tych smacznych kawałków zanurzonych w czymś, co jest białe i się klei? Ma na sobie takie plasterki mięsa i jakichś warzyw. Mówię ci, pyszności.
— Zepsułaś im wspólną noc. Myślę, że jak na Dwunożnych mieli całkiem fajny pomysł. Pomyśl, spacerek po mieście, rozmowy i…
— Pieprz się, żałuję, że cię ze sobą wzięłam — warknęłam na nią.
Jej cała gadanina o fajnych pomysłach przypomniała mi o moich dwóch romansach i aż zamrugałam, by odpędzić łzy. Niestety idąc, trochę hałasowałyśmy, ponieważ śnieg się łamał pod naszym ciężarem, mocząc nam sierść i szurając przy najmniejszym nawet ruchu. Modliłam się w duchu, by wszyscy w klanie smacznie spali. No, może nie wszyscy. Miałam cichą nadzieję na spotkanie ze Skalnym Potokiem i może nawet z córkami. Doszłyśmy więc do ruin i powoli zaglądnęłam w ciemność.
— Skalny Potoku, jesteś tu? — wyszeptałam i wciągnęłam w nozdrza mroźne, nocne powietrze.
Wyraźnie poczułam jego zapach. Miałam ochotę wtulić nos w jego puchatą sierść i zapomnieć o wszystkim.
— Tak — odpowiedział krótko i zimno biały samiec, co boleśnie przypomniało mi, jaki naprawdę jest. By roztopić lód, który zamienił jego serce w bryłę, będę musiała się ponownie wysilić. — To był głupi pomysł. Tyle ryzykowałaś… — zawiesił głos i przez chwilę odniosłam wrażenie, że naprawdę mu na mnie zależy.
— Ja też dużo ryzykowałam — wtrąciła swoje trzy grosze Owcze Serce i wlepiła wzrok w swoje łapy.
Oboje ze Skalnym Potokiem ją zignorowaliśmy. Powoli podeszłam do niego, liżąc go w pysk.
— Jesteś pewna, że nikt nie zauważył waszego zniknięcia? — wymamrotał, starając się przybrać złowrogi ton.
— Zarzucasz mi, że nie umiem wyjść z obozu niezauważalnie? — fuknęłam na niego — Skalny Potoku, błagam, każdy to potrafi, myślę, że nawet ty.
Gdy tylko skończyłam to mówić, usłyszałam piski szczeniaka.
— Wyjdź, córko, tylko pamiętaj. Jak komuś powiesz o tym, co teraz widzisz, będziesz miała do czynienia ze mną — warknął Skalny Potok i o dziwo, mówił to całkiem na poważnie.
Z niedowierzania aż sapnęłam, ponieważ zobaczyłam, że ta czarnobiała puchata kulka, którą niemal zmiażdżył wojownik, jest moją córką.
— Oh, Konwalio… — zaczęłam i ze zdziwieniem spostrzegłam, że mój głos drży. — Tak się stęskniłam.
Podbiegłam do niej i schyliłam łeb, liżąc ją po kufie, oczach, uszach, nosie — słowem — wszystkim. Czekałam, aż ona wtuli swój mały łebek w moje ciało, zapiszczy i mnie poliże, rozluźni się — na darmo. Ze zdziwieniem cofnęłam łeb i przyjrzałam się jej jeszcze raz.
Dopiero wtedy dostrzegłam, jak bardzo jest do mnie podobna. Nawet wysoka, jednak nie aż tak, by jakoś specjalnie wyróżniała się w tłumie. Jak na suczkę, i to w dodatku szczeniaka, sprawiała wrażenie silnej. Taka sama, czarnobiała maść i uszy. Wzruszyłam się. Gdy jednak uniosłam wzrok, by zobaczyć jej oczy, moje całe poruszenie minęło. Miała heterochronię, tak jak zapamiętałam, jednak nie to mnie zasmuciło. W jej oczach dostrzegłam twardość, nieustępliwość i…skarcenie? Może wdała się w Skalnego Potoka — nic nie szkodzi. Ja i tak ją będę kochać.
— Nie powinnaś była tu przychodzić. W pogoni za wspomnieniami złamałaś kodeks. Jednak kodeks może się zmienić i wspomnienia także. Natomiast Klan Gwiazdy będzie zawsze i wiedz, że widzą twoje postępowanie. Co ci da fakt, że nikt z Industrii cię nie zauważył, skoro widzą cię twoi przodkowie, którzy spłodzili i wydali na świat twoje prababki?
Byłam w szoku. No po prostu w szoku. Ona nie była jak Skalny Potok, ba, ile ja za to bym dała! Ona była po prostu przerażająca. Doprawdy, na co ten Potok wychował moje dzieci?
— Chcę zobaczyć Fiołka i Aronię — zażądałam. — JUŻ!
<Konwalio?>
[750 słów: Malwowy Ogon trzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

14 kwietnia 2021

Od Malwowego Ogona

Wygramoliłam się z pudełka w magazynie, wmawiając sobie, że zima nie mogła się zacząć. Jak się wyjdzie z obozu, to śnieg oblepi ci pysk i sierść, że zaraz będziesz ociekać wodą. Zresztą w samym magazynie jest cholernie zimno. I nieprzyjemnie. Mamy jedną marną uczennicę, która nic nie robi. Każdego zimowego ranka i po każdej drzemce budziłam się tak, łudząc się, że zima sobie poszła. Niestety, jak na razie się na to nie zapowiadało.
— Malwowy Ogon, co ty tak długo spałaś, co? Znowu kogoś podrywałaś? — Orli Klif powoli do mnie podszedł i kpiąco zaglądnął do pudełka, sprawdzając, czy aby na pewno spałam sama.
— Och, czyżbyś był zazdrosny? — odparłam niebezpiecznie spokojnym tonem, jednak moje oczy pozostawały zimne. — Nie bój się, na razie nie mam nikogo na celowniku.
Chciałam jeszcze dorzucić coś wrednego, jednak spostrzegłam, że w naszym kierunku drepcze Stópka. Szybko popatrzyłam się znacząco na wojownika, na co ten rzucił mi wściekłe spojrzenie i odszedł, jednak wystarczająco wolno, by dać mi do zrozumienia, że nie zrobił tego z mojego powodu.
— Dłuuuuugo pani spała — odparł Stópka.
O, Gwiezdni! Czy każdy będzie mi to wypominał?!
— Najważniejsze, by się wyspać — powiedziałam spokojnie i miło, zważając, że to tylko szczeniak, który nie chciał mnie przecież urazić. Poza tym obecność tej puchatej kulki sierści boleśnie przypominała mi moje biedne szczeniaki, przez co straciłam ochotę na jakąkolwiek złośliwość. — Prawdziwi wojownicy muszą mieć dużo energii. Szczególnie w zimie.
— Ja też za niedługo będę wojownikiem. Tylko jeszcze trochę muszę poczekać. Chce się pani ze mną pobawić? — Zamerdał ogonem z nadzieją.
— Nie, nie, dziękuję. Może pomożesz Iskrzącej Łapie spełniać obowiązki ucznia?
— Eee… No nie, bycie uczniem wcale nie jest fajne! A przynajmniej na razie bym nie chciał nim być. Oczywiście, gdy skończę sześć księżyców, chcę nim zostać, bo to też nie będzie fajne, jeśli zacznę szkolenie później.
Zaczęłam się już niecierpliwić. Czy ten mały brzdąc nie widzi, że chcę zostać sama?
— Stópko… — zaczęłam, jednak po chwili zrezygnowałam. — Dobrze, maluchu, idź się z kimś pobaw.
Ucieszona zobaczyłam, że Stópka odwrócił się ode mnie i zniknął za pudłami. Znów westchnęłam głęboko i usiadłam, myśląc nad moimi szczeniakami. Co ja sobie myślałam, by oddawać je Skalnemu Potokowi? Fiołek była i jest przecież chora, jakim cudem przeżyła wyprawę? Pewnie jest mocno osłabiona. Dobrze, że Aronia i Konwalia dały radę. Ale przecież… Przygryzłam wargę, przypominając sobie, że przecież nie wszystkie szczeniaki przeżyły. A ja, ich własna rodzicielka je zawiodłam. Z mojej piersi wydobyło się pełne żalu wycie. Wycie, które rozdzierało moje matczyne serce na tysiąc kawałków, mimo faktu, że od wyprawy szczeniąt do Tenebris minął już cały księżyc.
[422 słowa: Malwowy Ogon otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]