Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różana Łapa x Sarni Tupot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różana Łapa x Sarni Tupot. Pokaż wszystkie posty

26 maja 2022

Od Sarniego Tupotu CD Różanej Łapy

— Możemy zacząć jutro rano, jeżeli to nie będzie dla ciebie problemem — Sarni Tupot zaśmiała się z tylko jej wiadomego powodu oraz trochęniezbytpsio objęła ogonem swoją uczennicę, szczebiocąc jej o poszczególnych etapach treningu, jakie będzie musiała przejść: zaczynając od nauki samoobrony oraz kodeksu wojownika, kończąc na teście, a następnie opisywała ona szczenięciu, jak wygląda mianowanie na wojownika. O tym ostatnim Różyczka, w zasadzie już Różana Łapa, słuchała z największym zainteresowaniem, natomiast jej mentorka opowiadała o nim niemal z obawą. Pamiętała ona wszystkie szczegóły dotyczące jej własnej ceremonii, co nie przyniosło jej spokoju. Zamiast tego uświadomiło jej to, że jeszcze nie tak dawno ona sama była w roli Różyczki. Czy aby na pewno zdobyła wszystkie umiejętności, które pozwolą jej szkolić uczennicę? Albo chociażby pewność siebie.
Jednak wydawało się, że zmartwienia naszły ją bezpodstawnie. Sarni Tupot nie była może szczególnie wymagającą czy stanowczą mentorką (zdecydowanie zbyt często urządzając dni wolne od treningu, podczas których zachęcała Różaną Łapę do zbierania kwiatków), ale za to nadrabiała zapałem, który nigdy nie gasł — chociaż nieraz musiała się powtarzać i panować nad wesołością dziecka, co innych mogłoby doprowadzić do prawdziwego szału, to ona wydawała się cieszyć z każdej trudności, która stawała jej na drodze.
Zmartwienia naszły później, kiedy Sarnia musiała uczyć swoją podopieczną bardziej skomplikowanych rzeczy niż cytowanie Kodeksu Wojownika z pamięci. Najgorsze były momenty, w których Sarniemu Tupotowi nagle brakowało słów, i suczka przez pół księżyca próbowała znaleźć trafne porównanie, dzięki któremu mogłaby przekazać Różanej Łapie, o co jej w ogóle chodzi i czego od niej oczekuje podczas wykonywania tego manewru. Często też czerpała rady od starszych wojowników czy kopiowała sformułowania, których używała Żałobna Pieśń podczas jej własnego treningu. Trema przed byciem nauczycielką jednak zostawała proporcjonalna do energii Sarniego Tupotu — to znaczy, bardzo wysoka. Na szczęście Różana Łapa podczas treningów była cierpliwa i gotowa do dopowiedzenia swojej mentorce paru części zdania, których tej zabrakło i nie wydawała się być szczególnie zła na jej mały zasób słownictwa. Wojowniczka miała nadzieje, że młoda nie plotkuje za jej plecami o jej bezradności i plątania słów.
Najtrudniejsze były jednak dla Sarniego Tupotu lekcje polowania. Mentorka wiedziała, że tym razem nie może odwrócić wzroku od martwego zwierzęcia, aby móc ocenić i ewentualnie wnieść poprawki do techniki uczennicy. Chociaż wojowniczka robiła, co mogła, to często prosiła innych mentorów, by zabrali Różaną na polowanie, za co ona poprowadzi trening walki z ich dzieciakami. Jednak po każdej takiej sesji nawiedzały ją wyrzuty sumienia, iż zamiast objąć rolę silnej mentorki, rozczula się nad krwawiącymi myszami. Zostało jej jednak mieć nadzieje, że jej koledzy z legowiska robią dobrą robotę, a Różyczka oprócz cytowania Kodeksu Wojownika i opowiadania opowieści o Gwiezdnych będzie umiała również zapewnić sobie i swojemu klanowi przetrwanie. W końcu wszyscy muszą coś jeść.
A do czasu, gdy Różyczka nie nauczy się polować podczas moich nieudolnych treningów czy też dzięki pomocy innych psów, będę mogła nauczyć ją kraść jedzenie od dwunożnych — pocieszała się w myślach Sarni Tupot, kątem oka zerkając na pełny stos zwierzyny i z zadowoleniem kiwając głową, wiedząc, iż nie ma potrzeby, aby zabierała swoją uczennicę na polowanie. — Zacznę od jutra i pokażę jej najlepsze miejscówki w mieście.

<Różana Łapo?>
[514 słów: Sarni Tupot otrzymuje 5 punktów doświadczenia, Różana Łapa 1 punkt treningu]

18 maja 2022

Od Różanej Łapy do Sarniego Tupotu

Przez trzy księżyce Różyczka, razem z rodziną, pozostawali we Flumine, poznając tamtejsze psy i ich zwyczaje. Różyczce bardzo podobały się tamtejsze tereny – szczególnie jezioro. Magazyn, w którym spali, wydawał jej się z początku przyjaźniejszy, niż stadnina, w której się urodziła. Nie znosiła tej stadniny. To wrażenie zostało szczególnie pogłębione na początku, kiedy nagle znalazła się w miejscu, gdzie było tyle nowych rzeczy do zabawy, do odkrycia – oczywiście w obrębie, który wyznaczyli rodzice. Nie wyściubiała nosa tam, gdzie to było zabronione.
Jednak po jakimś czasie zaczęła tęsknić za stadniną. Potrafiła się położyć nostalgicznie na jednym z pudełek i rozmyślać o wcześniejszym etapie swojego życia (wydawało jej się to już tak dawno, w końcu przeprowadzka to wielki krok w tak młodym życiu), po czym dwie minuty później dostrzec kogoś lub coś, co sprawiało, że natychmiast podbiegała w tamtym kierunku, zupełnie zapominając o swoim nostalgicznym nastroju. Szczególnie jeśli tym kimś była mama.
W ciągu tego okresu nieco odsunęła się też od swojej siostry, Wieczorynki. Zaczęła coraz bardziej objawiać zachowania, które Różyczce w ogóle się nie podobały. Dalej potrafiły się wspólnie bawić, ale to nie było już tak jak wcześniej. To także wzmagało w niej tęsknotę za domem.
W końcu przyszedł moment, kiedy dostała wybór. Zostać, lub wrócić. Ventus, lub Industria. Wieczorynka podjęła decyzję pierwsza – zostać. Różyczka po nieco dłuższej chwili zastanowienia wybrała pójście z matką. Z lekkim wzruszeniem barków Szept także skierowała swoje kroki w ich kierunku, deklarując swój wybór na Ventus.
W ten sposób znów wylądowała w domu. Czuła z tego powodu większe szczęście, niż chciała po sobie pokazać. Nie spodziewała się, że ta zapyziała stadnina tak ją ucieszy.
Po czym okazało się, że pora na następny wielki krok w jej życiu – zostanie uczennicą!
Najpierw się nieco ucieszyła, a potem speszyła. Kto będzie jej mentorem? Była pewna, że ona sobie doskonale da radę z byciem wojowniczką, ale nieco stresowało ją to, kto może być jej mentorem.
Nadszedł dzień mianowania. Żałobna zrobiła wszystko, żeby jej córki wyglądały schludnie. Futerko ułożone, żadnych widocznych kudłów, żadnych rzepów przyczepionych brzydko.
— Mamo, czy mogę zwolnić mentora, jeśli mi się nie spodoba? — zapytała jeszcze przed wyjściem. Żałobna zachichotała.
— Nie martw się, Różyczko. Jestem pewna, że nie będzie takiej potrzeby — uspokoiła ją i liznęła w kark.
Różyczka podniosła głowę do góry i ruszyła za matką na spotkanie swojej przyszłości.
Cały klan stał w luźnym kręgu wokół spiętrzonego stogu siana w największym pomieszczeniu stodoły. Na stogu stał Brązowa Gwiazda, a obok niego Wilczy Cień. Różyczka i Szept stanęły naprzeciwko nich, a wszystkie psy patrzyły na nie. Starała się nie okazywać stresu, jaki zaczęła czuć, trzymając wciąż wysoko podniesioną głowę.
— Różyczko, Szepcie — rozległ się głos lidera. Wszystkie szumy, które były w tłumie, zamilkły.
„Mhm, zaczyna się” — pomyślała. Poczuła nagle dziwne swędzenie za prawym uchem. „Nie będę się drapać, nie będę się drapać, dam radę....” — mówiła sobie. Tak skupiła się na tym, żeby się dobrze zachowywać, że nie dosłyszała paru następnych słów.
— ... Różana Łapa. Twoją mentorką będzie Sarni Tupot. Sarni Tupocie — zwrócił się w kierunku suki, która wyszła na środek. — Zostaniesz mentorką Różanej Łapy. Sarni Tupocie, okazałaś się wojowniczką dzielną i lojalną. Na pewno przekażesz tej młodej uczennicy całą swoją wiedzę.
Sarni Tupot wesołym krokiem podeszła do Różyczki i dotknęła swoim nosem jej nosa. Cały klan wykrzyczał jej nowe imię, po czym stanęła obok, gdy lider zwrócił się do Szeptu.
— Szepcie, od dzisiaj aż do... — powtórzył formułkę. Różana Łapa spoglądała natomiast na Sarni Tupot, zastanawiając się nad nią jako swoją mentorką. Poznała ją wcześniej, owszem. Pamiętała, że była ona uczennicą Żałobnej. To dobrze świadczyło. Ale była też bardzo energiczna, mało... Dostojna, raczej wesoła. Różana Łapa miała z tego powodu lekkie wątpliwości. No ale cóż, będzie miała jeszcze okazję się przekonać, jak będą się dogadywać.
Zorientowała się, że Szept już styka się nosami, więc razem z resztą psów krzyknęła „Szepcząca Łapa!”.
Kilka minut później znalazła się już tylko z Sarnim Tupotem. Żałobna stała gdzieś w zasięgu wzroku. Szepcząca Łapa ze swoim mentorem także gdzieś stali.
— Tak się cieszę, że mogę być twoją mentorką, Różana Łapo! — powiedziała ucieszona Sarnia. Różana Łapa merdnęła dwa razy ogonem.
— Nie mogę się doczekać swojej nauki — odpowiedziała. — Kiedy się spotykamy na pierwszą lekcję? — spytała, przekrzywiając głowę.
 
<Sarni Tupocie?>
[697 słów: Różana Łapa otrzymuje 6 PD i 1 PT]