Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaśminowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaśminowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

24 lipca 2022

Od Jaśminowej Mgły (Łapy) CD Kolorowego Wiatru

Wracając z udanego polowania, ostatnie, co spodziewałam się usłyszeć, to oznajmienie, że byłam obserwowana przez moją mentorkę, a cała akcja była moim testem na wojownika. Wiadomo, ta wiadomość bardzo mnie ucieszyła (ponieważ moje polowanie należało do udanych), ale również onieśmieliła.
— Spokojnie — Kolorowy Wiatr usiłowała podnieść mnie na duchu. Szłyśmy w stronę serca obozu, a ja prawdopodobnie wyglądałam na bardzo przestraszoną. — Świetnie sobie poradziłaś. Jesteś gotowa. Teraz tylko chciałabym ci zadać kilka pytań z kodeksu wojownika.
Moje serce zabiło mocniej, a mi zaschło w gardle. Mimo że świetnie umiałam kodeks i utrzymywałam, że potrafiłabym go wyrecytować w nocy o północy, w tamtej chwili czułam okropną pustkę w głowie, mimo że zwykle mam w niej aż za dużo pomysłów.
— Co musi zrobić pies w swoją pierwszą noc jako wojownik?
Nie potrafiłam z siebie wydusić ani słowa. Zagryzłam wargę. Na szczęście Kolorowy Wiatr czekała cierpliwie. Gdy sformułowałam sobie odpowiedź w głowie i zastanowiłam się trzy razy, czy aby na pewno jest prawidłowa, wzięłam głęboki wdech.
— Pies mianowany wojownikiem musi odbyć całonocne czuwanie w ciszy.
Kolorowy Wiatr pokiwała głową.
— A co z granicami klanu? Jaki podpunkt o nich mówi?
Teraz było już łatwiej. Pewność siebie wróciła do mnie, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Tym razem nie musiałam się zastanawiać nad odpowiedzią.
— Dziesiąty. Granice powinny być sprawdzone i oznaczone codziennie. Staw czoła każdemu psu, który je naruszy.
Kolejne potaknięcie mojej mentorki dało mi pewność, że sobie poradzę.
— To jeszcze mi powiedz o stosunku do pupili dwunożnych i kolejności pożywiania się. I myślę, że zdałaś.
Moje serce fiknęło radosnego koziołka, bo znałam obie odpowiedzi.
— Wojownik nie popiera życia jako pupil Dwunożnych i odrzuca taką możliwość — szybko odparłam, uśmiechając się. — Uczniowie i wojownicy mogą pożywić się dopiero po starszych, szczeniętach i suczkach ciężarnych lub karmiących. Uczeń nie może zjeść, dopóki nie nakarmi starszych lub nie otrzyma pozwolenia. Chorzy i zranieni wojownicy oraz uczniowie mogą jeść wraz ze starszymi.
Od tamtego momentu czas zdawał się płynąć tak szybko, że ledwo zdążyłam mrugnąć okiem, a już zaczęła się moja ceremonia; Korzenny Sen i Agatowa Łapa uśmiechali się do mnie z tłumu, a ciepłe spojrzenie Kolorowego Wiatru dodawało mi skrzydeł. Starałam się nie myśleć o wszystkich psach, które powinny być tu ze mną; Różanym Płatku, Płonącym Konarze, Sasankowym Wichrze.
— Ja, Rzepakowa Gwiazda, liderka Industrii, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tę uczennicę. Bardzo ciężko pracowała, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam ją wam jako wojowniczkę. Jaśminowa Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia?
Przywódczyni miała w spojrzeniu jeszcze więcej ciepła, niż moja mentorka obserwująca mnie z tłumu — jeśli było to możliwe! W tamtej chwili poczułam do niej jeszcze większą niż zwykle sympatię.
— Oczywiście, że obiecuję! — niemal krzyknęłam. I dodałam, nie mogąc się powstrzymać: — Cały mój trening prowadził mnie do tej chwili, jak mogłabym powiedzieć coś innego?!
Poczułam na sobie zażenowany wzrok Agatowej Łapy, a pojedyncze psy w tłumie zachichotały. Przemknęło mi przez głowę, że niekoniecznie powinnam to była mówić.
Rzepakowa Gwiazda jednak nie dała po sobie niczego poznać.
— A zatem mocą Coelum nadaję ci imię wojownika. Jaśminowa Łapo, od dziś będziesz znany jako Jaśminowa Mgła. Gwiezdni honorują twój zapał i szczerość, a my witamy cię jako pełnoprawnego wojownika naszego klanu!
 
Koniec wątku Jaśminowej Mgły i Kolorowego Wiatru. 
[530 słów: Jaśminowa Łapa otrzymuje 5 PD i staje się wojowniczką pod imieniem Jaśminowej Mgły]

23 grudnia 2021

Od Jaśminowej Łapy CD Kolorowego Wiatru

Byłam bardzo dumna z tego, że trafiła mi się taka mądra mentorka.
Słuchałam jej słów z szeroko otwartymi oczami. Starałam się stawiać tak obszerne kroki jak ona tak jak ona uśmiechać się, ruszać uszami i merdać ogonem. Nawet żałowałam, że nie mam takiej sierści jak ona i tak niebieskich oczu, jak ona.
Albo nie! Lepiej by było, gdyby to ona była miała złotą sierść, jak ja i takie ładne, brązowe oczka. Wtedy miałabym jeszcze jedną wspólną cechę z nią. Ej, nawet dwie! No bo kolor oczu, a kolor sierści to dwie różne rzeczy, mam rację?
Westchnęłam cicho, jeszcze raz porównując nasze futra.
No, ale przynajmniej mamy taką samą długość włosa.
Miałam na szczęście podzielną uwagę; słuchałam jej i równocześnie oglądałam. Chłonąc jej mądrości, nawet nie spostrzegłam, że dotarłyśmy na miejsce treningu. Wyprostowałam się dumnie, z lekkim podenerwowaniem szybko lustrując najbliższe otoczenie. Pod łapami czułam miękką trawę.
Skrzyżowałam wzrok z Kolorowym Wiatrem.
— No dobrze — szczeknęła. — Jak już mówiłam, dzisiaj podszkolimy twoją szybkość i zwinność. Mogę też pokazać ci parę łatwych ruchów, które pomogą ci w samoobronie.
Zamerdałam ogonem i policzyłam w myślach do dziesięciu. To było takie stresujące, choć też ekscytujące, że nie mogłam się opanować.
Wojowniczka cofnęła się parę kroków do tyłu i kucnęła. Przekrzywiłam zdziwiona głowę; co ona robi?
Powtórzyłam za nią jej ruch, zastanawiając się, o co w tym chodzi. Moja mentorka na to uśmiechnęła się z lekką pobłażliwością, trochę z rozbawieniem.
— Nie, nie — powiedziała, na co ja pokryłam się delikatnym rumieńcem (na szczęście mam długą sierść i nic nie było widać). — Ja będę udawała, że cię atakuję. Ty masz uciekać; wykorzystaj wszystko, co możesz. Ucieczka nie musi być ładna czy efektowna, a skuteczna.
Pokiwałam głową, nadal speszona. Kolorowy Wiatr ruszyła prosto na mnie. Pomyślałam, że poczekam do ostatniej chwili, zanurkuję pod jej łapami (gdzieś to widziałam na treningu u starszych uczniów!), zrobię to zdumiewająco szybko, efektownie i… ee, no, najważniejsze, że skutecznie. Kolorowy Wiatr będzie wniebowzięta i powie, że mam największy talent, jaki kiedykolwiek u kogokolwiek widziała.
Czekałam jednak za długo.
Gdy mentorka już musnęła moją sierść, ja rozpłaszczyłam się na ziemi, chcąc przebiec pod jej łapami. Podczołgałam się na parę centymetrów, przez przypadek uderzając mentorkę w brzuch. Pisnęłam, gdy ta cofnęła się, tak, by był między nami jakiś odstęp i przyglądała mi się uważnie.
— Cóż… Nie do końca o to mi chodziło — odparła. — Widzę, że miałaś jakiś pomysł i to się chwali. Ale pamiętaj, wszystko w swoim czasie. Na razie jesteś za wolna, by wystarczająco szybko przed kimś przebiec, a także masz za małą masę, by podciąć taką wojowniczkę, jak ja — przerwała na chwilę i się uśmiechnęła. — Dlatego ten manewr poznamy dopiero wtedy, gdy urośniesz, dobrze? Na razie musisz się doskonalić w szybkości. Ta da ci bezpieczeństwo.
Pokiwałam głową, zerkając delikatnie w bok.
— No dobrze. A wie Pani, jak szybciej urosnąć?
Kolorowy Wiatr nie wiedziała. Szkoda. Chciałabym być taka duża, jak ona.
Moja mentorka znowu ruszyła prosto na mnie. Tym razem nie czekałam zbyt długo, tylko ruszyłam do biegu, w przeciwną stronę.
Dyszałam, ale się uśmiechałam. Zerkałam przez ramię, szczerząc się do wojowniczki. Ta jednak znów mnie zaskoczyła. Zmieniła kierunek, skoczyła i ni stąd, ni zowąd, znalazła się tuż przy moim pysku.
Zaryłam w biegu łapami, zatrzymując się. Sekundę główkowałam, co dalej zrobić, a w końcu wykonałam ostry zwrot w tył i pobiegłam w przeciwną stronę.
Po kilku kolejnych minutach byłam już zmęczona. Poprosiłam więc Kolorową, by dała mi przerwę; suczka się zgodziła.
— Jak myślisz, mentorko, w czym, po zakończeniu treningu będę najlepsza? Bo sobie myślę, że chyba w polowaniu! Albo w walce. Nie wiem. A mogę w tym, i w tym? Chyba nie muszę się ograniczać. — przerwałam, obserwując otoczenie. Słońce oświetlało mój grzbiet, a wokół nas latało parę owadów. Uniosłam wzrok na Autumn.
— Chociaż… Chyba słabo mi to wszystko wychodzi — westchnęłam, kładąc się na trawie. ,,Nie czas się nad sobą użalać. W końcu tak szybko dzisiaj biegałam! Wszystko, no dobra, prawie wszystko, mi się udało’’, upomniałam siebie w myślach.— Opowiedz mi jakąś historię, a potem możemy wrócić do ćwiczeń. Pokażesz mi w ogóle trochę manewrów z samoobrony? To musi być superowe!
W mojej główce było za dużo myśli i planów, by wszystkie zrealizować.

<Kolorowy Wietrze?>
[688 słów, Jaśminowa Łapa otrzymuje 6 unktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

6 grudnia 2021

Od Jaśminki (Jaśminowej Łapy) CD Agatki (Agatowej Łapy)

Akcja dzieje się w porze nagich drzew.
Serce zabiło mi mocniej, a ja stałam nieruchomo. Czarna suczka wpatrującą się prosto we mnie z pewnością słyszała głośne bicia dochodzące z mojej piersi.
— Ja... — wyjąkałam, nadal zaskoczona czyjąś obecnością. Nie sądziłam, że szczeniak, którego widziałam w oknie żłobka, odważy się pójść na zewnątrz moim śladem... — Uważasz mnie za fajtłapę...?
Chociaż warczałam, w sercu poczułam smutek. Czy rzeczywiście jestem niezdarna? Być może, Gadka - chyba tak się nazywała, o ile dobrze pamiętam - ma rację.
— Nie, no coś ty — ironicznie sapnęła. — ale chyba zapomniałaś, kto tutaj odpowiada na pytania. Dlaczego sama wyszłaś z obozu? To niebezpieczne. Po drugie-
Nie.
Odwołuję tamto. Gadka nie na racji. Jest niemiła. Nie lubię jej. Mimo woli, patrząc na nią, skrzywiłam się. Suczka zauważyła mój ruch i z głośnym kłapnięciem zamknęła pysk. Jej oczy zamigotały ze zdziwienia. Zaraz potem wypełniły się zaniepokojeniem i wstydem. Zdziwiłam się, gdy Gadka zaczęła wykrzywiać swoją szczękę raz w prawo, raz w lewo, bacznie obserwując moją mimikę.
Miałam szeroko otwarty pysk i jeszcze szerzej ślepia.
— Ale... Gadko, co ty robisz?
Ciemny szczeniak zmrużył w pełnym skupieniu oczy, nadal manewrując żuchwą, jakby próbowała ją dobrze ustawić. O co jej chodzi? Przekrzywiłam głowę.
— Jak to, nie widzisz? — Gadka zamknęła na chwilę oczy. — Jak jest lepiej? Taaak... — przesunęła dolną szczękę w prawo, a górną w lewo. Otworzyła ślepia, na nowo uważnie się we mnie wpatrując.— Czy taaak? — zamknęła pysk, tak, jak zwykle. Wyglądała zwyczajnie, chociaż...
Zamyśliłam się.
Aha.
Ona ma krzywy zgryz.
Poczułam wypełniające mnie współczucie.
— I tak, i tak jest ładnie, droga Gadko! — zapewniłam.
Szczenię oprzytomniało. Uśmiechnęło się szczerze, ciepło. Gdy prawie odwzajemniłam jej ruch, Gadka po chwili stania w bezruchu zastrzygła uszami. Ponownie przybrała pokerową twarzyczkę. Szkoda. Lubię, jak się osoby uśmiechają.
Wwiercała się we mnie chłodnymi, brązowymi oczami.
— Czekaj... — mruknęła. — Jak ty mnie nazywasz?
Wysuszyłam ząbki.
Śnieżynki powoli opadały na nasze sierści. Zimowe słońce delikatnie świeciło, rozświetlając śnieg. Drzewo, z którego spadłam, wyglądało pięknie, jak zawsze. Nic nie zwiastowało wrzawy, która zaraz miała wybuchnąć.
— G-A-D-K-A — przeliterowałam.
Skóra Gadki przybrała odcień głębokiej czerwieni, a sierść raz falowała, raz mierzwiła się na chłodnym wiaterku. Wyglądała śmiesznie, naprawdę! Dodatkowo te jej oczy! W kolorze zaschniętego błota! Poczułam łaskotanie w brzuchu, gdy zaczęłam chichotać. Była zabawna, ach! Po sekundzie chichot zamienił się w śmiech. Śmiech, doprawdy szczery śmiech.
Moja koleżanka, zabawna, acz niemiła, sposępniała. Pokazała zęby.
Nagle rzuciła się na mnie.
Nie wiedziałam, o co jej chodzi. Przecież celowo zachowywała się tak śmiesznie, czyż nie? Dlaczego więc mnie atakuje?
— Ajaja, och, ach!
Zatoczyłam się, upadając do tyłu. Uderzyłam potylicą o pień drzewa, które rosło za mną. Zamroziło mnie. Przez moje ciało przeszedł piorun.
Gadka stała nade mną, wytrzeszczając oczy. Ja leżałam ze szklistymi patrzałkami i wywalonym językiem.
Wyglądałyśmy idiotycznie, a jedyne co robiłyśmy przez kilka uderzeń serca, to wgapiałyśmy się w siebie nawzajem. Byłyśmy w szoku. Ona — morderczyni. Ja — ofiara. Romantycznie. Albo nie. Tragicznie.
Tylko... Dlaczego robiłyśmy to zaledwie przez kilka uderzeń serca? Albo raczej, kilka uderzeń mojego serca (ponieważ Gadka wyglądała, jakby jej serce biło tysiąc razy szybciej od mojego). Dlaczego?
A bo nagle, pod wpływem uderzenia o pień drzewa, roślina zadygotała, tańcząc.
Zdążyłam wrzasnąć: ,,Patrz! Drzewo tańczy poloneza!'' zanim śnieg nas nie przymiażdżył. Bo spadł z gałęzi drzewka. Drzewka, które wykonało swoją zemstę. Byłyśmy pod zaspą grubego śniegu. Piszczałam, co chwila uderzana przez panikującą Gadkę. Biała papka wpadła mi do nosa. Charczałam i plułam, niechcący trafiając śliną w oczy suczki.
Gadka jako pierwsza przebiła się przez lawinę. Wiedziałam to, ponieważ słyszałam jej sapanie nade mną i niespokojny oddech. Po krótkiej chwili przebiła pyskiem warstwę śniegu nade mną, wyciągając mnie.
— Cholera, jesteś ciężka — pisnęła, kładąc mnie na śniegu.
Obie byłyśmy oblepione śniegiem od stóp do głów. Dygotałyśmy. Wyglądałyśmy jak siedem nieszczęść.
Gadka usiadła, dysząc głośno. Ja nie podniosłam się, leżąc bezruchu. Było mi podejrzanie ciepło.
— Jesteś ohydna, tak w ogóle — stwierdziła Gadka po krótkiej chwili. — Naplułaś mi do oka, a ja ci życie uratowałam. Masz dług u mnie.
Podniosłam oburzoną głowę.
— Jaki dług?! To była zabawa. Poza tym nie naplułam ci do patrzałki. Śnieg ci wpadł.
Gadka zamrugała oczami, mamrocząc coś pod nosem.
— Może i śnieg — wymruczała. — Jednak tak czy siak, nie mów do mnie Gadka.
Zaraz, co? Nie podoba jej się jej imię? Przykre. Poderwałam się z ziemi, drżąc. Coś mi mówiło, że powinnyśmy się zacząć ruszać. Rozgrzać. Wrócić do obozu. Cokolwiek, co dałoby ciepło.
— Ależ przecież jesteś Gadką!
Suczka zmarszczyła brwi.
— Skąd ci to przyszło do głowy, fajtłapo? — trąciła mnie nosem. — Jestem Agatka.
W jej oczach pojawiły się radosne iskierki.
Gadka.

<Agatowa Łapcio?> 
[778 słów: Jaśminka otrzymuje 7PD oraz 1PT]

13 listopada 2021

Od Jaśminowej Łapy do Kolorowego Wiatru

Nabrałam głęboko powietrza w płuca, szczerząc się szczęśliwie.
Od księżyca nie spałam już w żłobku! Zadowolonym wzrokiem przejechałam po całym pomieszczeniu, napawając się rozłożonymi na ziemi mięciutkim posłaniami i zapachem uczniów unoszącym się w powietrzu. Moje nowe legowisko było super! Plusem dla mnie było również to, że samemu można było je sobie dekorować i wymieniać. Taka prywatna kryjówka przed światem.
Oczywiście nie miało to samych plusów. Mówiłam coś o prywatności? Cóż, w Industrii jest sporo uczniów. Dokładnie szesnaście; brakuje trochę miejsca, a gdy się budzi rankiem, powietrze przesycone jest potem, a posłania są wypierdziane.
Ten ranek był jednak fajny, ciepły, słoneczny. Przez okno wpadały gorące promienie, a ja z zadowoleniem przesunęłam moje legowisko, by leżało w plamie światła. Przeciągnęłam się, z radością wygrzewając plecy.
— Ej... Kurwa!, ...przesuń tą jebaną dupę!...
Niemiłe zaskoczona zauważyłam, że, delektując się słońcem, niechcący dotknęłam Kruczą Łapę, ucznia, który miał posłanie niedaleko mnie. Użył w moją stronę brzydkich słów. Bardzo. Brzydkich. Słów.
— Och... Nieładnie, nieładnie... — wyszeptałam, przestraszona nie na żarty. Wstałam, unikając wzroku ucznia. — Ja już pójdę! Cześć!
Kruczy westchnął, a mi przebiegł po skórze dreszcz. Niewychowany piesek.
Lekko zasmucona wyszłam z pokoju dla uczniów, szukając mojej nowej mentorki. Wczoraj, podczas naszego pierwszego treningu nic się nie działo. Jedyne, co robiliśmy, to rozmawiałyśmy o klanach i poszłyśmy zwiedzać nasze tereny. I tyle chyba. A nie! Widziałam małą kaczuszkę, która pływała po jeziorze! Miło, że mamy jezioro na naszym terenie.
Kolorowy Wiatr obiecała mi wtedy, że dzisiaj potrenujemy walkę, a w zasadzie samoobronę. Dodała, że bardzo mi się to przyda.
Mam nadzieję!
W pomieszczeniu przeznaczonym na stos zwierzyny i dzielenie się językami oraz przemowy liderki roiło się jak zwykle od psów. Widać było siłujące się szczeniaki, czy zaczepiające dorosłych psów (czyli nudzące się niezmiernie, jak jeszcze niedawno ja!). Wojownicy gromadzili się w grupy, by wyjść na patrol czy polowanie. Wiele głosów znanych mi psów, miłe pyski mojej rodziny i przyjemne zapachy w powietrzu zalały moje zmysły.
Po paru sekundach rozróżniłam w powietrzu zapach mojej mentorki, więc z radością za nim podążyłam. Zobaczyłam ją, upstrzoną kolorowymi plamkami i w sercu poczułam respekt i ekscytację. Wspomnienie o przeklinającym uczniu wypadło mi doprawdy z pamięci; no i dobrze w sumie. Nikt nie chciałby zaśmiecać sobie takim Kruczym Łapą myśli. Nie jest tego wart, a świat jest zbyt piękny na niego. Oj, przykre.
— Kolorowy Wietrze? — podeszłam skocznym truchtem do suczki. — co z dzisiejszym treningiem? Miałam poćwiczyć samoobronę! Ale, powiedz mi jedną rzecz, która nie daje mi spokoju!; Czy ty umiesz się bronić? W końcu nazywałaś się Autumn i byłaś... Włóczęgą? To prawda...?
Kolorowy Wiatr uśmiechnęła się do mnie, z lekkim smutkiem i krztyną zdziwienia, po czym odparła: „Tak, to prawda, jednak umiem się bronić".
Wytrzeszczyłam oczy. Nie wiedziałam, że w klanie mamy tyle interesujących psów!
— Serio? To tak, jakbym właśnie rozmawiałam z włóczęgą! Ekscytujące! — nagle dotarło do mnie, że to nieuprzejme. Z strachem szybko przeprosiłam. — Wybacz mi... Jesteś utalentowaną wojowniczką! A powiedz mi proszę- 
Kolorowy Wiatr cicho się zaśmiała. Jej oczy były pełne ciepła.
— Potem będzie czas na pytania. Skarbeczku, chodź za mną. Zaczynamy trening!
<Kolorowy Wietrze?>
[504 słów, Jaśminowa Łapa otrzymuje 5 punktów doświadczenia i 2 punkty treningu]

8 października 2021

Od Jaśminki

Świat jest taki przepiękny!
To moje nowe motto.
Wraz ze wschodem słońca i pierwszymi spadającymi płatkami śniegu, otworzyłam zaspane oczy. Spoglądając przez zakurzone okno w Magazynie, dostrzegłam zamarznięty krajobraz. Był taki… nietypowy. Drzewa wyglądały dziwacznie, jeszcze niedawno ich gałęzie otoczone były różnokolorowymi liśćmi, a teraz straszyły swą nagością. Ich kora była oszroniona, pełna białych rysunków, które naprawdę nie wiem, co przedstawiały! Bardzo bym chciała je zobaczyć z bliska!
Rozglądnęłam się po żłobku. Sasanki nie było nigdzie widać, a Korzeń i dzieci Rzepakowej Gwiazdy spały. Podniosłam się, po czym, cichuteńko i na paluszkach, wyszłam z pomieszczenia.
Nie wiedziałam, że mamy aż tyyle psów w klanie! ,,Dzień dobry, psze pani’’, ,,dzień dobry, psze pana’’, czy ,,dzień dobry, psze pańa’’, padały z mojej strony na każdym kroku. Merdałam ogonem to na prawo, to na lewo, próbując zapamiętać lawinę dwuczłonowych imion, które padały w moją stronę.
Wszyscy byli mili i myślałam, że z chęcią pozwolą mi wyjść na świeże powietrze; chciałam skakać, pościgać się z wiatrem, niczym pies z We…Ve…Wewentus!, a także pospinać się po drzewach, dając pokaz tego, co potrafią Płomienni, tego, co mam w genach!
No ale nie.
Mijając pewną wojowniczkę, o kręconej, rudo-białej sierści, postanowiłam, że to właśnie ją poproszę o wyjście.
— Dzień dobry — przywitałam się grzecznie. Zamrugałam oczami. — Jestem Jaśmina, a pani to- a nie, zaraz, przecież panią znam! — krzyknęłam, przypominając sobie, że ta suczka odwiedzała żłobek, czego nie można powiedzieć o wielu innych osobistościach. To dziwne, dlaczego nas, szczeniaków nie lubią? Przecież klan im się rozrasta. — Pani się nazywa Labędzidz Gwiżdż. Dziwne imię. Co oznacza Gwiżdż?
— Słonko, nie Gwiżdż, ale Gwizd.
Gwiżdż.
— Aha — szczeknęłam. — A mogę wyjść z obozu, Gwiżdż? Proszę pięknie!
Łabędzidza przekręciła głowę i zaśmiała się cichutko, wesoło, po czym odezwała się z dziwną stanowczością.
— Nie, wybacz skarbie, nie możesz — tupnęłam nogą. — Ciii, zrozum, na zewnątrz jest zimno, rozumiesz? Wiatr hula po polach, gwiżdże — powiedziała to słowo z dziwnym akcentem. — Poza tym, jesteś szczeniaczkiem, boimy się o twoje zdrowie.
— Ale ja sobie poradzę! — warknęłam ze smutkiem. — Dlaczego pani nie docenia moich umiejętności przetrwania?
Wojowniczka westchnęła.
— Dobrze, skoro chcesz, to wieczorem mogę z tobą wyjść. Tylko musisz być grzeczna i obiecać, że sama nie będziesz wychodziła z Magazynu!
Z początku chciałam się kłócić, ale gdy uspokoiłam wirujące myśli, pomysły i przeanalizowałam, co wypada mi teraz zrobić, przytaknęłam.
— Dobrze, wojownicko!
Odeszłam na parę długości ogona. Ona także.
Odwróciłam się. Nikt nie patrzy? Już sobie poszła?
Szybko posmakowałam powietrza. Na razie nie ma nikogo.
Sprintem dopadłam najbliższego parapetu i, skacząc po wszelakich pudłach, rzeczach i rupieciach, nieraz prawie zsunęłam się na ziemię; po tych wszystkich wysiłkach, dotarłam do okna.
Dobra. Poszło łatwo. Wreszcie pospinam się po drzewach! Uśmiechnęłam się, obserwując, jak pies stojący przede mną, zamrożony w przeźroczystej tafli, również się szczerzy.
Przekręciłam głowę, a w serce ukłuło mnie współczucie. Czemuż ten złoty szczeniak stojący tuż obok, powtarza moje ruchy? Przybliżyłam się do szyby, stykając nos ze szczeniakiem.
Smutne.
— Nic ci nie jest? — zapytałam się ze szczerością, siadając powoli. — Chodź, nie bój się, możesz do mnie podejść.
Brak reakcji.
Opamiętałam się. Nie ma czasu na to! Muszę się stąd wydostać. Posłałam szczeniakowi w szybie ostatnie przepraszające spojrzenie, po czym złapałam zębami za klamkę i szarpnęłam mocno.
Okno powoli ustąpiło, a ja, mimo bólu zębów, ciągnęłam dalej, z całej siły. Mocniej! Dam radę!
Klamka jęknęła. Poczułam na sierści lodowaty wiatr, a sierść od razu zafalowała mi pod jego podmuchami. Poczułam na sobie przeźroczyste kryształki, które przebierały różne kształty. Och, jakie jesteście piękne! Polizałam je, nakazując im w myślach, by zostały na mojej sierści; dodawały mi urody, a swoją jasną, śniegową barwą kontrastowały z moją czarną maską na pysku.
Przecisnęłam się z trudem przez wąską szparę, z nieskrywaną radością czując świeże powietrze. Wypięłam dumnie pierś i rzuciłam dumne, lekko podekscytowane spojrzenie przez bark, wpatrując się w ścianę magazynu. Inne psy się teraz nudzą, a ja!, a ja teraz odkrywam świa-
Zachwiałam się. Nie trzeba było długo czekać, bym runęła na zamrożony śnieg.
Spadając, wrzasnęłam. Wylądowałam jednak dość miękko, chociaż dywan ze śnieżynek był cienki. Otrzepałam się z ulgą. Po krótkim paraliżu i bezmyślnym chłonięciu widoków postawiłam przed siebie krótki kroczek.
Wow, jak fajnie!
Puściłam się pędem.
Wirowałam na wietrze jak opadające na mój nos płatki śniegu, w spojrzeniu miałam nieprzewidywalność i dzikość, jakbym właśnie zamieniłam się w panią pory nagich drzew! Lód pod moimi łapami przyprawiał mnie o zimne dreszcze i nadawał moim ruchom licznych, niespodziewanych utrat równowagi.
Nagle przypomniałam sobie o wspinaczce.
Zatrzymałam się, a w głowie nadal mi wirowało. Obraz przede mną to zachodził mgłą, to rozjaśniał się oślepiającym blaskiem.
Jaśmino, idź się wspinać!
Szczeknęłam piskliwie i znów pobiegłam przed siebie, w stronę najbliższego drzewa. Widziałam je przez okno żłobka; z bliska wyglądało jeszcze wspanialej. Miało popękaną, ciemną korę, oszronioną to tu, czy tam. Chyba właśnie szło na swoje zgromadzenie klanów, bo było nadzwyczajnie wystrojone.
Wybiłam się, zahaczając pazurkami o nierówną strukturę. Wywaliłam ze strachu oczy i napięłam ogon. Jakoś udało mi się utrzymać równowagę. Stałam na gałęzi!
Wtem, tknięta jakimś dziwnym niepokojem, odwróciłam się, przodem w stronę magazynu. Przede mną, w oknie żłobka, zobaczyłam mały, szczenięcy pyszczek i brązowe oczka wbite we mnie.
Pisnęłam, po czym spadłam z powrotem na ziemię. Tym razem lądowanie nie było miękkie. 
 
<ktoś ze szczeniąt? Jakaś suczka najlepiej, chcę, żeby Jaśmina miała przyjaciółkę> 
[883 słowa: Jaśminka otrzymuje 8PD]
 
Zaklepane dla Agatki!