Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mlecz x Pokrzywa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mlecz x Pokrzywa. Pokaż wszystkie posty

26 marca 2022

Od Mlecza CD Pokrzywy

Od samego ułożenia się na legowisku Mlecz czuł, że jego równowaga zostanie zaburzona i tak właśnie się stało. Od samego początku odliczał w głowie, ile razy podrapał się lewą czy prawą łapą. Minął spory odstęp czasu kiedy jego tarmoszenie nie było z nudów, co zdecydowanie powinno go zaalarmować, lecz przez ostatnie wydarzenia jakoś o tym zapominał i stało się to jego rutyną. Nie miał w planach paplania o Laurencym, jednak to było silniejsze niż jakikolwiek gwiezdny, a Pokrzywa niemo wywierała na nim presje. Jego pysk zamknął się równie szybko kiedy to pałeczkę znów przejęła młodsza suka. Zapewne gdzieś tam z tyłu na wszelki wypadek miał ułożone odpowiedzi gdyby jakiś pies miał zamiar zrobić z siebie psychologa, jednak nie był przygotowany na to spotkanie gdzie mimo wszystkich zaprzeczeń, dostrzegał w niej małego Mlecza.
Nie był pewny, co powinien jej odpowiedzieć, doskonale ją rozumiał, a przez ten cały czas po prostu odciął się od innych. Kiedy jedna trzecia jego wzrostu dała mu chwile na odpowiedź (co jak dobrze wiemy, nie trwa długo), zdał sobie sprawę, że kompletnie nie przypominał sobie o wymienionych przez jej członkach klanu. Bez większego namysłu jak na starca przystało, westchnął przeciągle, podnosząc się przy tym na łapach. Samiec skoncentrował swój wzrok na osobie, którą rozumiał, przynajmniej tak mu się wydawało, ale przecież zbyt dużo rzeczy ich łączyło. Ba nawet futro w niektórych miejscach miało ten sam odcień.
Z racji zbyt dużej różnicy Mleczysław musiał się nieco schylić, aby wesprzeć ją gestem. Przytulił ją, jak na prawowitego psa przystało. Nie trwało to długo, dosłownie chwile, zanim powrócił do naturalnej pozycji. Dopiero po zrzuceniu ciężaru z kręgosłupa jego przewody zostały udrożnione, co spotkało się z jeszcze większym zmuleniem, a pazury, które kojąco działały na nieprzyjemny świąd. Zaczynały odmawiać posłuszeństwa jakby miały gdzieś uciec.
— Chodź prędko! Myślę, że w naszym duo przyda się jeszcze jakiś grzyb! — Wylało się z jej pyska niczym woda, a Mlecz nie był pewien jej słów. Jasne było to, że musiał podążać za suką, co nie było ciężkie.
— Jedynego grzyba, jakiego znam to ten, którym straszył mnie Cierń. Nie jestem pewien czy chciałbym to przechodzić. — Opowiedział po chwili namysłu i czasu, w którym przypomniał sobie swój trening na wojownika.
Dopiero gdy dotarli do legowiska medyka, zrozumiał aluzje, no tak w końcu kurka. Szczerze mówiąc, nie myślał, aby medyczka w jakikolwiek sposób miała umilić im wspólną rozmowę, lecz w tym momencie było to mu zbyt obojętne. Gdy tylko bezgwiezdna o lepszym wykształceniu spojrzała w jego sierść, kolejny raz poczuł ulgę. Niepewnie podpytywał o to skąd na jego szacie pojawiły się te wredne mini żyjątka, przecież nie chciał wyjść na ignoranta. Kiedy tylko zobaczył zioła w pysku niepozornej grzybiarki, przymknął powieki, stosując się do jej poleceń. Nigdy nie przepadał za leczeniem, można powiedzieć, że jędzowaty Leonis miał na to wpływ. Bał się go za szczeniaka bardziej niż gdy usłyszał o Melmatisie.
Równie szokującą informacją, było również pojawienie się dwunogów na ich terenie. Nie przypuszczał, że hycle z miasta przeniosą się na opuszczone tereny, a to, co usłyszał przed chwilą tylko bardziej potwierdzało to jak bardzo zajął się sobą kiedy powinien choć trochę spojrzeć szerzej.
Kiedy tylko dostał możliwość opuszczenia obecnego miejsca, otworzył oczy i wręcz wyskoczył, byleby tam nie wracać. W tym momencie przypomniał sobie też o towarzyszce tej wyprawy, przez co obejrzał się czy na pewno go dogania.
— Nie, żebym nie był ci wdzięczny, o nie nie! Jestem i to bardzo Pokrzywko! Zastanawiam się tylko jaki cel masz, dochodząc do moich łap. — Zaczął, niegrzecznie jej przerywając, co było jedynym wyjściem przy mierzeniu u jej boku.
Był pewien, że jego uszy nie nadążają nad złapaniem wszystkich słów, które kieruje do niego. Cięższe okazało się odpowiadanie, jednak liczył, że dojdą do tego momentu, gdzie oboje będą czuć się komfortowo w każdym calu. Przecież nie bez powodu ich imiona zaliczały się do chwastów. 

<Ostojo mlecza w tobie nadzieje :D>
[632 słów: Mlecz otrzymuje 6 PD]

25 marca 2022

Od Pokrzywy CD Mlecza

— Dzień dobry! — krzykowi Pokrzywy bliżej było do wrzasku, który potężnie orzeźwić mógłby nawet najbardziej upartego, chillującego psa. Gdyby nie krótkie nóżki suki, ta nachyliłaby się nad Mleczem z uśmiechem. Teraz jednak najwyżej mogła nachylić się w kierunku odwrotnym, co też zrobiła, próbując ignorować ogarniające ją zimno i chłodny wiatr mierzwiący jej sierść.
Nie mogła patrzeć na takich samotników — jak określała w myślach każdego, kto nie rozmawiał z innym psem przez więcej niż dwie minuty. Jak można funkcjonować normalnie bez ekstrawertycznego pierdolenia, dobrych rad cioci i przytulasów? No nie można było. Także ten osobnik ewidentnie musiał być na coś chory, bądź też musiał należeć do tego okropnego gatunku introwertyków.
Gdy się nad tym dłużej zastanowiła (co, w jej przypadku, oznacza więcej niż ułamek sekundy), doszła do wniosku, iż i introwertycy muszą być na coś ciężko chorzy. Depresja czy tym podobne. W końcu kto z własnej woli zdecydowałby się na samotne rozmyślania, skoro rozmyślać można z innymi? Co dwie głowy to nie jedna, zawsze warto podzielić się swoimi uwagami z przyjaciółmi!
A może ten biedny samotnik nie ma przyjaciół?
Pokrzywa z zatroskaniem przekrzywiła swój łeb. Jej cały tok myślowy trwał blisko sekundy, także dość logiczne, iż Mlecz nie zdążył nic odpowiedzieć na to niespodziewane zajście. Pokrzywa doskonale wiedziała, że pies ten jest raczej typem optymistycznego gaduły, dlatego też w ów przypadku myśl o domniemanej depresji była tym dotkliwsza.
— Wszystko u ciebie w porządku? Nic się złego nie dzieje? — dopytała z uśmiechem, wesoło kręcąc ogonem i wpatrując się w wojownika swoimi brązowymi oczami, w których gościły iskierki uprzejmego zainteresowania. Wciąż udawała, że lodowaty, zimowy wiatr nie robi na niej najmniejszego wrażenia, mimo że tak naprawdę jedyne, na co miała ochotę (nie licząc pogawędki z Mleczem, oczywiście) to powrót do ciepłego legowiska.
Jej rozmówca wyglądał, jakby musiał przeładować naprawdę wiele wiadomości, ale po chwili uśmiechnął się pogodnie.
— Dziękuję za troskę, ale wszystko jest w porządku — zaprzeczył w typowy dla niego życzliwy sposób, jednak Pokrzywie coś podpowiadało, że Mlecz lekko koloryzuje prawdę.
Przekrzywiła więc łeb, rozchylając pysk, i nie do końca wiedząc, co powinna mówić dalej. Chociaż zdawała sobie sprawę, że nie było to szczególnie inteligentne, tak naprawdę miała nadzieję na szczerą i otwartą spowiedź — wtedy nie musiałaby dochodzić, co kogo trapi, a jedynie wysłuchać, polizać i pomiziać. Współczucie i pocieszanie na wyższym poziomie zdecydowanie znajdowały się poza jej umiejętnościami, chociaż bardzo pragnęła kiedyś zgłębić te tajemnice. To jednak nie był ten moment, także mogła jedynie marznąć tak w ciszy, tuptając na zamarzniętej ziemi i licząc, że Mlecz jakimś cudem sam postanowi jej wyznać swoje żale.
Tak się też stało, za co Pokrzywa szybko zaczęła dziękować Gwiezdnym. Z racji, że jej uwaga nigdy nie była zbyt rozbieżna, mało wyłapała z toku mowy wojownika — beżowy z widoczną desperacją i smutkiem wyrzucał z siebie wszystko, wciąż nawijając o Laurencym. Pokrzywa mogła jedynie słuchać tego z otwartym pyskiem, przerywając swoją modlitwę w połowie, i próbując zrozumieć cokolwiek, chociażby z końca wypowiedzi. Mlecz jednak mówił w chaosie i pod wpływem emocji, nic więc dziwnego, że jego słowa wydawały się dwukrotnie przyśpieszone.
— Ja… — zająknęła się Pokrzywa, co naprawdę rzadko jej się zdarzało. Próbując pozbierać myśli, usiadła obok psa z wyrazem skruchy na pysku. Teraz zimno przestało jej całkowicie dokuczać.
Siedziała chwilę w ciszy. Nie robiła tego dlatego, że nie wiedziała, co powiedzieć — jej myśli, gdy tego potrzebowała, potrafiły uporządkować się naprawdę szybko — ale dlatego, że uważała, iż po prostu powinna.
— Też straciłam bliskich — uśmiechnęła się krzywo. — Wiesz, mój własny brat zabił mojego własnego ojca. To nie było łatwe, i myślę, że postąpił dobrze, ponieważ musiał w to wierzyć, co nie? Skoro zrobił to, musiał mieć powód, musiał nie mieć wyjścia… Cykuta nie był dobrym psem… Wiesz, ja tak bardzo chcę wierzyć, że zrobił dobrze, ale łatwiej byłoby mi, gdyby był mimo wszystko razem z nami, i mógłby wyjaśnić wszystko. Mówię oczywiście o Durianie! Gdyby tutaj teraz siedział, to nie miałabym wątpliwości, że zrobił dobrze. Chciał dobrze. Ale Cykuta, bo to Cykuta jest tutaj winny, zabił go, i-
Przerwała, bo ewidentnie nie miała pojęcia, co sama właśnie mówi. Wszystko stało się poplątane i niejasne, jakby nagle spadły jej okulary, i musiała po omacku chodzić po swoim własnym umyśle.
— Chyba wiesz, o co mi chodzi — dokończyła. Jej pysk nie wyrażał żadnych negatywnych emocji, a jedynie obojętność przełamaną uśmiechem. Takie przerwy w dostanie smutku zdarzały jej się często w sytuacjach, kiedy nie czuła takich emocji, jakich czuć powinna. Teraz na przykład, mimo smutnego tematu, uśmiechała się szczerze, praktycznie nie czując tragizmu sytuacji i nawet nie siląc się na smutną minę. Kiedy natomiast spotykało ją jakieś ogromne szczęście, to wyglądała na smutną i obrażoną, jak gdyby ktoś jej umarł.
Nie radziła sobie sama z sobą, ale mogła pomóc w poradzeniu sobie z samym sobą Mleczowi. Może chociaż on wyrośnie na kogoś umiejącego pocieszać kogokolwiek.
Kiedy uświadomiła sobie, że Mlecz jest starszy od niej, i nie powinna traktować go jak szczeniaka, uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Mogłaby przysiąc, że wie, jak to jest być na jego miejscu. Jej empatia dzisiaj działała wyjątkowo efektywnie, i pewnie uwolniłaby się z ciała Pokrzywy w formie przytulasa, gdyby nie minimalne rozmiary suki i dość pokaźny wzrost samca.

<Mleczu? Nie że coś, ale łatwiej byłoby, gdybyś to ty przytulił Pokrzywę>
[847 słów: Pokrzywa otrzymuje 8 PD]