Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kruczy Grad × Fenkułowa Plamka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kruczy Grad × Fenkułowa Plamka. Pokaż wszystkie posty

14 września 2021

Od Fenkułowej Plamki CD Kruczej Łapy

Proszę Państwa, miejmy cierpliwość dla biednej Plamy. Trzeci uczeń może dobić każdego, w szczególności, jeżeli wojownik dobity (własnym lenistwem) był już wcześniej.  
— Ee… Dobra, możemy w sumie tutaj. Pokaż, co umiesz — powiedziała, kładąc się na ziemi. 
— Jakieś konkrety? — mruknął Kruk. 
Fenkułowa Plamka w zamyśleniu lizała swoją łapę, próbując sobie przypomnieć, czego ona właściwie miała go nauczyć. Na starość pamięć już nie ta sama. 
— Dobra, pozycja łowiecka — zdecydowała po chwili, umiarkowanie krytycznym wzrokiem śledząc swojego ucznia, właśnie wykonującego jej polecenie. 
Samica podrapała się łapą po głowie, nie wiedząc, co ma o tym sądzić. 
— Całkiem dobrze, skarbie, tylko ogon trochę wyżej, bo szurać będzie po ziemi. Ale nie za wysoko, bo cię zobaczy zwierzyna. 
Przerwała na chwilę. 
— Wiesz co? Dzisiaj skupimy się nad twoim ogonem. Co mi szkodzi — drugie zdanie skierowała sama do siebie. — Zrób dziesięć kółek w tej pozycji. 
— Matka — jęknął uczeń. — Ale mi się nie chce. 
— Dobra, skarbie, to tylko dwa zrób. 
Zrobił? Zrobił. Wystarczy treningu. Przecież nie można go przemęczać! Jeszcze się zniechęci! 
Wojowniczka zasugerowała szczeniakowi, że mógłby wybrać się na patrol. Zbliża się zima, w związku z czym potrzeba będzie dużo zapasów zwierzyny. Uczeń jednak wydawał się puścić tę uwagę mimochodem, ale Fenkuła nie naciskała. Zbyt dobrze znała uczucie lenistwa, aby próbować wyplenić je ze swojego szczeniaka. Jej partner jednak uważał inaczej. 
— Powinnaś go docisnąć — mruknął, poirytowany. — Nie może być wiecznie uczniem. 
To zdanie najczęściej było początkiem kłótni, gdyż każdy z rodziców inaczej widział przyszłość swoich dzieci. Kiedy Fenkułowa Planowała, aby Kruczek objął rządy, a Jazgot był zastępcą, Pustynny Wiatr widział w tym Promiennego i Piaskową. A Dreszczkę jako medyczkę. 
— Uważałaś przed chwilą inaczej! — rzucał. — Tak łatwo zmieniasz zdanie, że nie wiem nawet, czy jesteś lojalna dla swojego klanu! 
To z kolei irytowało sukę, gdyż denerwował ją każdy czynnik idący nie po jej myśli. 
— Przestań być takim idiotą! Jestem lojalna członkom klanu, nie klanowi. Też mógłbyś czasem pobawić się ze szczeniaczkami, to zobaczyłbyś, o co mi chodzi! 
— To tobie się jeszcze chce z nimi bawić? — dogryzał jej. 
Na szczęście, spory te kończyły się tak szybko, jak się rozpoczynały. Powód był prosty: Pustynia nie chciał, aby ktoś zobaczył, jak kłóci się z partnerką. Na zakończenie najczęściej rzucali jakieś marne obelgi, będące zaczątkiem następnej wojny.

***

Czas mijał, wraz z dorastającym Kruczkiem. Dni stały się tygodniami, które z kolei księżycami. Szczenięta osiągnęły już wygląd niemal dorosłych psów, wzbudzając zachwyt rodziców i podziw koleżanek Fenkułowej.
Biedna matka, średnio rozumiała dorastające szczenięta. Starała się, to jest pewne. Wychodziło jej to jednak jak wychodziło, a jej miłość, okazywana w niecodzienny sposób, nie trafiała do przekonań dzieci. Uczniowie uważali, że matka ma ich gdzieś. 
Plamka dobrze wiedziała, że zbliża mianowanie na wojowników pierwszych członków rodzeństwa. Jak na razie, była niemal pewna, że dorosłe imiona dostanie Piasek, Drżąca i Jazgot. Gdy jednak usłyszała od Dreszczki, że woli kontynuować trening, zdziwiła się niezmiernie. W takim razie myślała jednie nad imionami dla Piasek i Jazgotka. 
— Chciałabym, abyś nazywała się po mojej siostrze — wyjawiła Piasek. — Kiedyś miałyśmy dobre kontakty. 
— Widziałabym cię jako Jazgocząca Plamka — uśmiechnęła się do swojego syna. 
Kruczkowi, szukającemu atencji, powiedziała tak: 
— Co sądzisz o Kruczej Nadziei? To bardzo piękne imię. 
Chyba nie przypadło mu go gustu, ale Fenkułowa Plamka się nie poddawała. 
Najważniejsze jest to, aby podobało się im, i aby w ogóle ukończyli ten trening.

<Krucza Łapo? Najważniejsze, aby tobie się podobało>
[569 słów: Fenkułowa Plamka otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia; Krucza Łapa otrzymuje 2 Punkty Treningu]

30 sierpnia 2021

Od Kruczka (Kruczej Łapy) CD Fenkułowej Plamki

Z początku Krucza Łapa jest szczeniakiem, potem już uczniem

Przewróciłem oczami. Nie, nie śniła mi się. Czy ona naprawdę uważa, że siedzi w mojej głowie cały czas, nawet podczas snu? Uważam, że jest fajną matką, zawsze powie mi coś miłego i nie naciska, gdy nie chce mi się czegoś robić, jednak ostatnio jedyne, o czym mówi, to o naszych genach. Przekręciłem głowę, przyglądając się uważnie wojowniczce.
Fenkuła liznęła mnie jeszcze raz, w roztargnieniu natrafiając na moje oko. Syknąłem, gdy jej ślina dostała mi się pod powiekę.
— Będziesz miał takie śliczne dzieci...! — szepnęła z zafascynowaniem i pewnością w głosie. Jej oczy błyszczały nieznanymi mi pobłyskami, a mokry język automatycznie jeździł mi po sierści na głowie.
Zamarłem. Serce niemal wyskoczyło mi z piersi.
— C-coo?
Fenkułowa Plamka uśmiechnęła się nieobecnie. Z całej siły oparłem się na przednich łapach, unikając jej wzroku, który, nie wiem czemu, powodował u mnie zimne dreszcze. 
— Nic, nic — szczeknęła bardzo cicho, spoglądając na mnie z miłością, po czym zaczęła mnie zapewniać. — Ja się zajmę tobą! Cokolwiek byś nie zrobił! Będziesz miał cudne życie.
Przełknąłem ślinę.

***

— Krucza Łapo! — Usłyszałem wołanie mojej matki. W jej głosie słychać było optymizm. — Zobacz nowe szczeniaki w naszym klanie! Są urocze… — ściszyła głos. — I dobrze, że nie moje, bo drą się niemiłosiernie, ale, kto wie, może Puchaczka lub Sikorka urodzą ci dzieci.
Poruszyłem uszami, pewien, że się przesłyszałem.
Potruchtałem w jej stronę, marszcząc gniewnie nos. Już od jakiegoś czasu moja matka dała sobie spokój z tymi genami i, byłem pewien, że jej się to znudziło. Nie chciałem, by znów była taka, jak kiedyś.
— Nie chcę — mruknąłem, wbijając wzrok w sklepienie nade mną.
Moja mentorka zacisnęła na sekundę szczękę, by chwilę potem ją rozluźnić. Wwierciła się we mnie spojrzeniem lodowych oczu.
— Ależ oczywiście, że chcesz — stwierdziła tak niewyraźnie, że ledwie rozróżniłem jej słowa. Otwierała pysk na minimalną wysokość, tylko po to, by znów móc go szybko zamknąć.
Popchnęła mnie w stronę pomieszczenia, w którym jeszcze nie dawno spędzałem cały mój czas. W powietrzu unosił się zapach mleka, tak znajomy, a jednak inny, pełny woni Jagodowej Mgły.
Karmicielki nie było w pomieszczeniu, prawdopodobnie wyszła na chwilę rozprostować kości, a jej dzieciaki spały.
Wlepiłem wzrok w puchate kulki, ściągając brwi i niepewnie, delikatnie się uśmiechając.
— Widzisz, jakie ładne? — powiedziała bardziej do siebie niż do mnie Fenkułowa, dumając nad czymś głęboko. Ziewnęła.
Dotknąłem nosem Puchaczkę. Brązowy szczeniak kichnął, otwierając zaspane oczy.
— Proszę Pana, próbuję spać — zakomunikowała, na nowo wtulając się w swoją merle siostrę, Sikorkę.
Kiwnąłem szybko głową i usiadłem na ziemi, obserwując najmłodszych członków Industrii.
Były… całkiem słodkie.
Moja matka, stojąca za mną podeszła do mnie, zaglądając mi przez ramię. Wyszczerzyła się, po krótkim namyśleniu.
— Widzisz? Są fajne. Masz szczęście, że są aż dwie suczki, to może jedna z nich będzie matką moich wnucząt! — przerwała, marszcząc nos w zamyśleniu. — Będzie fajnie, serio — dodała szybko, wbijając nieobecny wzrok w śpiące bąbelki.
— Mówiłem ci już kiedyś… — westchnąłem, odrywając spojrzenie od dzieci Deszczowego i Jagodowej. — Chcę być wiecznym singlem. Nie szukam miłości i suczek, które są nowo narodzonymi płodami.
— Zawsze zostaje Koniczynka. — Nie dawała za wygraną wojowniczka. — Jest starsza od tych, ale na twoim miejscu uważałabym na włóczęgów; to szczenię nie ma klanowego pochodzenia.
Zesztywniałem. Uważać na włóczęgów? Koniczynka to zwykły gówniarz, taka, jak i te Płomienne.
— Wiesz, mój ojciec nie był z klanu. Nie jest łatwo, bo niektórzy nie traktują mnie na równi z innymi.
Byłem zaskoczony tym zwierzeniem. Chciałem się dopytać o szczegóły, jak wyglądał, czy go poznała, bo to w końcu mój dziadek, jednak zanim zdążyłem się odezwać, moja matka odwróciła się tyłem do mnie.
— No nic, trzeba się ruszyć — jęknęła, otrzepując się. — Chodźmy na trening, Krucza Łapo, mój wspaniały synku. Idzie ci świetnie, ale trzeba przyśpieszyć tempo nauki.
 
<Fenkułowa Plamko?>
[603 słowa: Krucza Łapa otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia oraz 2 Punkty Treningu]

2 sierpnia 2021

Od Fenkułowej Plamki CD Kruczka (Kruczej Łapy)

— Dobrze — Fenkułowa Plamka odpowiedziała uśmiechem Promyczkowi.
Zamyślona udała się w stronę żłobka, wspominając, kiedy byli jeszcze słodkimi płodami. Jak ten czas szybko leci! Dzieci tak szybko dorastają! Wojowniczka cieszyła się, że może być (najgorszą) częścią ich życia. Było to dla niej bezcenne. Tak wtrącać się w ich życie i wciąż pytać, kiedy przyprowadzą do domu jakąś pannicę lub pana. Nawet nie miałaby pretensji, gdyby byli tej samej płci — widzicie, jak matce zależy na dobru dzieci? Przecież najważniejsze, aby się kochali! Dzieci mogą zawsze adoptować… Ale żeby chociaż jedno przekazało dalej geny! Jej materiał genetyczny jest cudowny, szczególnie że pochodzą od jakże rzadkiego rodu Malwowego Ogona. Szkoda takich ładnych genów.
Położyła się obok śpiącego Kruczka i zaczęła go myć. Szczeniak z piskiem się obudził, z niedowierzaniem wpatrując w swoją matkę.
— Śnił ci się jakiś koszmar? — zapytała ze współczuciem…
— Tak… — „Ty” — dodał w myślach. Prawdopodobnie, bo nikt oprócz jego sterującej nie siedzi mu w myślach.
— To okropne! Pewnie śniła ci się samotność. Kiedy jesteś stary i nie masz nikogo, kto by ci podał kęs zdobyczy — jej oczy zaszły łzami. — To okropne! Współczuję!
— Ee… No, nie to mi się śniło.
— Nie mów, że ja ci się śniłam! — to było bardziej pytaniem, ale Kruczek to postanowił przemilczeć.
<Kruczku?>
[203 słowa: Fenkułowa Plamka otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

29 czerwca 2021

Od Kruczka do Fenkułowej Plamki

— Kruczku…? Brakuje nam ciebie. Może dołączysz do zabawy…?
— Nadal śpisz?!
— Ja nie mogę, rusz to dupsko i się trochę rozerwij.
— Wypadałoby skorzystać z ostatnich ciepłych dni. Już wystarczająco długo spałeś.
Moje wspaniałe rodzeństwo darło się do mnie z byle powodu. Kolejno: Promyczek, Piasek, Dreszczka i Jazgotek. Przetoczyłem się po miękkim posłaniu na drugi bok, zaciskając mocniej oczy i wbijając moje wspaniałe, wielkie pazury w mech i szmaty. W ogóle fajny rym: tata-szmata. Szkoda tylko, że jak pochwaliłem się nim tacie, to nie był zadowolony. Mama natomiast się śmiała. Mama jest fajniejsza od taty, ale to najoczywistsza rzecz pod słońcem.
— Kruczku?! — Do mojego łoża zaglądnęły mordy czterech demonów.
— Co? — wyjąkałem, powoli wstając. Zwykle w takich chwilach przegrywałem. Zresztą, takie zachowanie było nie w porządku z ich strony, ponieważ jestem jeden, na dodatek najmłodszy, a ich jest cztery…albo czterech. Nie jestem pewien, ale w sumie kogo to obchodzi? Nikogo, zupełnie nikogo.
— Są ostatnie ciepłe dni — próbował mnie zachęcić Jazgotek, merdając ogonem.
— Właśnie. Jest zimno.
— Nikt przecież tak nie powiedział? — zaczęła Dreszczka tym jej wnerwiającym głosem.
— Ale można tak wywnioskować.
— Chyba źle mnie zrozumiałeś. — Jazgotek momentalnie przestał merdać ogonem i pokręcił głową.
— Dobrze wiem, o co ci chodziło.
— Ja pierdole, z tobą nie da się rozmawiać.
Wszyscy jak na zawołanie popatrzyliśmy się na Dreszczkę, a nasze oczy były tak śmiesznie wielkie. Każdy z nas wiedział, że nie wolno było mówić tak brzydkich słów, ale śnieżnobiała księżniczka oczywiście ma inne prawa.
— Ty… Właśnie przeklęłaś? — wydukał mój najlepszy brat, beżowo-biały Promyk. Zawsze stawał w mojej obronie, chociaż brakowało mi u niego pazura. Był zwyczajnym aniołkiem, a jednak — najlepszy z rodzeństwa. Oczywiście, był najlepszy, nie licząc mnie.
— Tak, a co? — Dreszczka posłała nam wyzywające spojrzenie i wzruszyła ramionami.
— Księżniczka ma więcej przywilejów — warknąłem, wściekły. Nie powinienem drażnić mojej siostry, ale ona nie powinna mnie budzić.
— Jaka znowu księżniczka? — syknęła Dreszczka, skacząc do mnie. — Uważasz mnie za księżniczkę?!
W jej małych, fajnych, słodkich, bajkowo błękitnych oczach błyszczała jedna mała iskierka złości. Doskonale wiedziałem, że ta pojedyncza iskra jest w stanie wybuchnąć całą falą szczenięcej wściekłości. Instynktownie się cofnąłem przed siostrą, jednak zaraz potem, zażenowany swoim ruchem, wskoczyłem na grzbiet Dreszczki i razem poturlaliśmy się po posłaniu, wzbijając w powietrze tumany szmatek i mchu.
— Przestańcie, przestańcie! — piszczał cichutko Promyczek, a jego oczy zaszły łzami.
Delikatnie złapałem Dreszczkę za skórę na karku, na co ona wbiła mi się zębami w łapę. Próbowałem wyrwać kończynę z jej szczęk, ale straciłem równowagę i upadłem. Moja siostra błyskawicznie puściła moją łapę i skoczyła na mój brzuch, jednak zdążyłem kopnąć ją tylnymi nogami na tyle mocno, że poleciała daleko ode mnie, upadając na wyścieloną szmatkami podłogę.
— Przestańcie się kłócić! — zganił nas Jazgotek, stając pomiędzy nami.
— To nie była kłótnia, tylko walka. Poza tym nic nam się nie stało — wysapałem, unikając wzrokiem śnieżnobiałej siostry. Trawiły mnie wyrzuty sumienia, dlatego postanowiłem, że zainteresuje się kupką mchu w rogu pomieszczenia.
— Jesteśmy szczeniakami, mamy słabe zęby i pazury, raczej byśmy sobie krzywdy nie zrobili — zamyślił się Jazgotek, na co wystawiłem mu język. Przemądrzały maruda. — Ale to nie zmienia faktu, że mieliśmy się w coś fajnego bawić — odparł mój trzykolorowy brat, merdając ogonkiem.
— Ja się nie bawię — fuknąłem, posyłając rodzeństwu wściekłe spojrzenie.
— Bawisz się, bawisz, nerwusie. — Jazgotek szczypnął mnie przyjacielsko zębami, posyłając mi zaczepne spojrzenie. — Zresztą, przed chwilą się bawiłeś. Bo nie była to chyba prawdziwa walka, co? Wątpię, byś chciał zranić swoją siostrę.
Nie umiałem mu na to odpowiedzieć, więc tylko westchnąłem z poirytowaniem.
— Cóż… — zacząłem, jednak Jazgotek niespodziewanie się na mnie rzucił, zwalając mnie z nóg.
— Uważaj futrzaku, Jazgocząca Gwiazda atakuje! Rozetrę cię na mysi proch!
To było ostatnie, co dokładnie pamiętam. Zaraz po Jazgotku rzucili się na mnie pozostali. Wszyscy byliśmy opętani głupkowatą gorączką, która kazała nam się gryźć, kopać, śmiać się i krzyczeć do utraty tchu. Najmocniej gryzła Piasek. Aż za mocno. Myślę, że to jej przyjaciele kazali jej to robić, ale gdy tylko zobaczyła krzywe spojrzenia pozostałych, rozluźniła uścisk szczęk. Nie licząc tej wpadki, była to wspaniała zabawa. A jak ja mówię, że zabawa była wspaniała, to rzeczywiście taka była. 
***
Powoli się przeciągnąłem, mrugając zaspanymi oczami. Wokół mnie spało moje rodzeństwo; po rodzinnej zabawie najpewniej musieliśmy się zdrzemnąć. Przebiegłem nieobecnym wzrokiem po moich rówieśnikach.
Piasek, Jazgotek, Dreszczka…
A gdzie jest Promyczek?
Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie obudzić Jazgotka i mu nie powiedzieć o braku w naszym składzie. Przyglądnąłem się śpiącemu bratu; jego oddech był równomierny, a czarny ogon uderzał o ziemię przez sen. On na pewno by odnalazł Promyczka, a ja nie musiałbym nic robić, tylko spać i leniuchować. Już miałem obudzić Jazgotka, gdy się rozmyśliłem, postanawiając, że przecież poradzę sobie sam, a brata do pomocy wcale nie potrzebuję.
Dźwignąłem się na łapy i niechętnie wyszedłem ze żłobka, przeciągając się. Powęszyłem w powietrzu i po krótkiej chwili rozróżniłem zapach brata; piesek musiał się udać w stronę stosu zwierzyny.
Kierując się węchem, dotarłem do stosu jedzenia, które upolowali wojownicy. Miałem rację co do położenia Promyczka — piesek siedział wraz z matką i razem rozmawiali.
— Jak jest się wojownikiem… — Wyostrzyłem słuch, skupiając się na słowach Fenkułowej Plamki. — To zdobywa się pożywienie, by wyżywić klan. Pewnie nie możesz się doczekać, aż zostaniesz uczniem, co? — zaszczebiotała moja matka.
— Tak, tak… — przytaknął Promyczek, jednak znałem go na tyle dobrze, by wywnioskować, że szczenię wcale się nie cieszy.
— Jesteś kochanym szkrabem. Wiesz może, co robi teraz twoje rodzeństwo?
— Śpią, mamo. Ładnie się bawiliśmy, a potem ucięliśmy sobie drzemkę. — Uśmiechnął się Promyczek.
— Ach, w porządku — odparła Fenkułowa.
Nastąpiła chwila ciszy, a ja straciłem zainteresowanie rozmową. Nie ciągnęło mnie do jakiegoś podsłuchiwania i zdobywania nikomu niepotrzebnych informacji; zadowolony ze zlokalizowania brata udałem się do żłobka i zapadłem w smaczny sen.
<Fenkułowa Plamko?>
[932 słowa: Kruczek otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]