Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Srebrny Pył•. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Srebrny Pył•. Pokaż wszystkie posty

31 stycznia 2022

Od Srebrnego Pyłu CD Krwawego Zewu

Krwawy Zew był skończonym dupkiem! Wszystko było jasne! Czemu akurat ja musiałam na niego trafić? Jakby nie było innych psów. (Łobuz kocha najbardziej.)
Po naszej ostatniej ''najważniejszej potyczce'' minęło dużo księżyców. Zdążyłam dorośleć. Zachowywałam się już jak prawdziwa i dojrzała suka. Może i stałam się jeszcze bardziej perfekcjonistką niż wcześniej, ale kogo to obchodziło? Na pewno nie mnie. Postarałam się, aby wyglądać na jeszcze silniejszą. A kim był Krwawy Zew w moich oczach aktualnie? Starcem (DILF?), ale nadal głupim.
O dziwo przytrafił mi się patrol z nim. Nic dziwnego. Często wychodziliśmy przecież na patrole.
Była Pora Spadających Liści. Kiedyś pewnie wbiegłabym w kupę liści, aby się pobawić. Jednak w tamtym momencie spojrzałam przelotnie wzrokiem na liście i tylko trzepnęłam ogonem, aby odsunąć je trochę od siebie. Nie chciałam, aby liście waliły się pod moimi łapami.
 — Lepiej byłoby pilnować granicy z Industrią — mruknąłem do niego, jakby był głupi. — Lepiej patrzeć na granicę, nawet jeśli to tylko plotki. — Po chwili jednak zdecydowałam się burknąć. — Chyba że stary dziad nie wie, co się dzieje.
Krwawy od razu burknął pod nosem.
 — Nie jestem głuchy, słyszałem — pomimo burknięcia jego ton był opanowany.
 — To dobrze. Nie chciałabym zepsuć patrolu przez Ciebie.
Przyspieszyłam. Nie chciałam słyszeć jego odpowiedzi.
On zawsze był taki obojętny. Obojętny idiota, nie ma co opisywać. Pewnie taki poważny pies jak on też nie chciał tracić czasu na jakieś głupoty. Nic dziwnego. Nikt z nas nie chciał raczej ze sobą przebywać. Dorosłam, a ten się zestarzał.
W pewnym momencie poczułam dziwny zapach. Nie byliśmy jeszcze na granicy z Industrią. Bardziej między Industrią a Bezgwiezdnymi? Nie byłam pewna.
To, co wyczułam, capiło. Nie można było ukrywać. Pachniało to, jakby coś się rozkładało. Może jakieś zwierzę? Jeśli byłaby to zwierzyna, którą my jako psy jemy, nikt raczej by jej nie zostawił. Przecież nikt, nawet Bezgwiezdni, nie zostawiliby zwierzyny.
Bez powiadomienia starszego ruszyłam do zapachu. Zobaczyłam rozkładające się zwierzę. Wielkie było. Może zjadło coś na wysypisku?
<Krwawy Zewie?>
[327 słów: Srebrny Pył otrzymuje 3PD]

10 czerwca 2021

Od Srebrnego Pyłu CD Krwawego Zewu

Co prawda, Srebrny Pył już, od kiedy tutaj przyszedł, zastanawiała się, czy on przypadkiem czegoś nie planuje. Rzuciła tylko pomysłem, a ten od razu to wykorzystał. Jakby czytał jej w myślach… coraz bardziej się go obawiała. Jednak też i trochę ją to ciekawiło. Gdyby ktoś to tak po prostu zaproponował, oczywiście zastanawiałaby się czemu, jednak aby tak prosto o tym mówić? Wow! Dużo odwagi w sobie miał. Jak i też myślała, że będzie chciał coś w zamian, jednak ten nawet nie odpowiedział na jej pytanie, tylko od razu zapytał, gdzie idą. Coraz bardziej zaczęłam go podejrzewać, jakby planował jakąś zbrodnię, jednak tego nie zrobi… haha… prawda?
— Cóż… — powiedziała z lekkim zastanowieniem. — Granica z Bezgwiezdnymi?
Chociaż szczeknęła to bardziej pytającym tonem, Krwawy Zew nawet nie mrugnął okiem. Jak pewnie już mogła się spodziewać po tym, jak w nagły sposób odkrył jej plan, czuł jej ton głosu, a po prostu kiwnął głową.
A więc ruszyli, w stronę terenów, gdzie (według Srebrnego Pyłu) mogło się dziać najwięcej nieprzyjemności. Kto by się dziwił? Bezgwiezdni chcą wojny, a teraz wypadałoby pilnować tych terenów. Przecież zbrodnia została dokonana na ich terenach… a sami tutaj przyszli, jednak i tak wypadałoby pilnować, aby nie było na jednego z jej rodziny. O ile można jeszcze ich tak nazwać. Można też powiedzieć, że Srebrny Pył była coraz bardziej zdenerwowana osobą Krwawego Zewu. Nie chodziło o to, że coś mówił, co jej się nie podobało. Bardziej myślała, jaką to ona idiotką jest, wpadając na ten pomysł. Przecież to oczywiste, że nikt raczej nie chciałby jej widzieć z tą czarną owcą, jednak no ej! Nie jest z nim aż tak źle… niby taki psychopata, ale z drugiej strony? Jeszcze żyje, a tym bardziej… ej! Jak się z nim zaprzyjaźni, to będzie po jej stronie i będzie (może) chronił przed innymi psychopatami! To jest plan. Idealny wręcz. Tylko problem będzie, kiedy znowu zacznie czytać jej w myślach. Zresztą, on pewnie też będzie, ma jakiś cel, skoro… no cóż. Lepiej nie zapeszać.
Patrol się skończył, a przynajmniej tak myślała Srebrny Pył, kiedy kierowali się w stronę domostw. Zresztą, domostwa dwunożnych to większość terenów Tenebris. Nie można się dziwić, że ciągle będą mieli wokół siebie domostwa. Przeszli parę lub paręnaście kroków, a za to po chwili Srebrny Pył zobaczyła małe rude stworzenie, trzymające w swoich łapkach orzeszek. Jak pewnie już każdy się domyślił, była to wiewiórka. Każdy byłby zadowolony z kolejnej zwierzyny na stosie — pomyślała szybko suczka. Co prawda jest to mała zwierzyna, jednak zawsze coś, prawda?
Przykucnęła gotowa do rzucenia się na rudą kitkę. Jednak na samym początku musiała jeszcze podejść, przecież to oczywiste. W końcu, gdy (według niej) była w idealnej odległości, rzuciła się biegiem na nią, odłączając się od Krwawego Zewu. Niestety, lecz jej cel szybko wskoczył na drzewo. Niezadowolona Srebrny Pył oparła przednie łapy o drzewo i zaczęła szczekać na nią. A ta jakby ją obrażając, patrzyła na nią… nie była przerażona, a przynajmniej tak odebrała to suczka, kiedy zobaczyła, że wiewiórka wyjęła ze swojej buzi orzeszka i zaczęła znowu go łupać. Po chwili wojowniczka wróciła na cztery łapy i już miała wracać do Krwawego Zewu, kiedy gdy się tylko odwróciła, zauważyła przed sobą szczeniaka dwunożnych. Był on prawie jej wzrostu… no może trochę wyższy. W swoich łapach trzymał... trudno było to nazwać. Różowy sznurek? Jednak i tak stała w bez ruchu. Oddychała głęboko, patrząc swoimi wielkimi przerażonymi oczami na czarną suczkę. Srebrny Pył przyjrzała jej się, a gdy tylko zrobiła krok, szczeniak się cofnął. To było… dziwne. Zwykle to albo małe szczeniaki dwunożnych chcą się przytulać, albo są ze swoimi rodzicami. Usłyszała niskie i groźne szczeknięcie zza placów małego. Otóż to, był to w samej osobie stary Krwawy Zew. W oczach dziecka od razu pojawiły się łzy i uciekł, krzycząc do swojego domostwa. No pięknie. Spojrzała na Krwawego, jakby teraz to on zjadł jakiegoś szczeniaka… zakładając, że nie zjadł tego Bezgwiezdnego… jak zjadł… no cóż. Przyjmijmy, że nie. W końcu Krwawy Zew jest wystarczająco stary, aby nazywać Srebrny Pył szczeniakiem lub uczniem, a ona wystarczająco młoda, aby nazywać go starszyzną.
— Nawet dwunożni się ciebie boją — stwierdziła, jednak nie dając, dojść mu do głosu mówi znowu. — Lepiej stąd chodźmy, jeszcze przyprowadzi starych.
— Starych? — powiedział trochę zdziwiony pod nosem.
Jednak suczka na to nie zareagowała. Ruszyła już przed siebie, wracając do obozu. A przynajmniej taki był plan.
Każde gniazdo dwunożnych jest tutaj jakieś inne. Jedno większe, drugie mniejsze. Jedne z wysokim dachem, drugie z płaskim… jedne duże a drugie małe. Różnorodne, a do tego ich ogrody są tak różne… dużo by tu mówić. Jednak kto zrozumie dwunożnych? Nikt. Przecież dwunożni to wariaci, a psa, który by ich rozumiał, też uznałaby go za wariata. Przecież tu nie ma nic do rozumienia. Chodzą w dodatkowych futrach, w porę zielonych liści mają jego mniej, a w porę nagich drzew nagle mają takie wielkie. A do tego mogą je sobie wymieniać i…
Z zamyśleń wyrwał ją patyk, o który właśnie walnęła przypadkowo. Spojrzała na niego.
— Ej! Zobacz jaki patyk! — powiedziała suczka, po czym podniosła go, pokazując Krwawemu Zewu. — Patrz! — mruknęła niewyraźnie, raczej każdy wie z jakiego powodu.
— Po prostu to oddaj — powiedział, łapiąc swoimi kłami za patyk. — Jesteś nieodpowiedzialna.
Suczka zdenerwowała się i pociągnęła patyk do siebie, Krwawy Zew zrobił to samo. No cóż, mimo ich wielkiej różnicy wieku i tak mogli się nieźle szarpać o kawałek badyla. W końcu suczka na chwilę przestała za niego ciągnąć, jednak wtedy wojownik właśnie tak pociągnął, że prawie się przewróciła. Nie dała za wygraną, szarpnęła kilka razy. Aż w końcu widząc, że pies już się szykował do mocniejszego pociągnięcia, puściła badyl, dzięki czemu pies z wielkim impetem upadł. Jednak wygrał. Zdobył badyl.
— Niesprawiedliwy — prychnęła niezadowolona Srebrny Pył. — Ja go znalazłam!
Krwawy Zew odłożył patyk na ziemie, po czym podniósł wzrok znowu na psa.
— Ale teraz ja go mam — powiedział pewnie.
Wojowniczka wywróciła oczami niezadowolona.
Prawie że tupiąc łapami, postanowiła wrócić do obozu. Tam też się skierowała. Tylko problem pojawiłby się, gdyby wróciła bez niego... dlatego też zatrzymała się, oglądając się za siebie, czy idzie za nią.
<Krwawy Zewie?>
[997 słów: Srebrny Pył otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]>

23 maja 2021

Od Srebrnego Pyłu CD Krwawego Zewu

 Srebrny Pył przez chwilę patrzała zdziwiona na Krwawy Zew. Skąd nagle taki uśmiech? Przewróciła oczami, nie z powodu, że była zirytowana na psa, czy coś takiego.
— Jeśli chcesz, aby to się zmieniło, zawsze mogę odejść do swoich obowiązków — powiedziała suczka śmiało. — Tak czy siak, potrzebujesz czegoś?
Przecież nie mógł tu przyjść tak po prostu tutaj sobie przyjść, tylko po to, aby przeszkadzać. Gdzie tu sens? Nie ma. W sumie... skoro inni go nie lubią. Może jest w tym jakiś... sens? Oczywiście nie znała go, jednak musi być coś, przez co inni za nim nie przepadają. Może są na niego źli? Tylko za co? Raczej nie zabił im myszą rodziców. To niemożliwe... jeszcze by wyszło, że gada z jakimś mordercą. Chociaż nie, wierzyła, że w jej klanie nie ma żadnych złych psów. Chyba.
— Ja?
Zamrugała kilka razy. No tak... przecież do niego mówiła. Co w tym dziwnego? Oczywiście, że do niego mówi, więc pyta jego. A no tak. Od teraz Srebrny Pył powinna widzieć duchy. Zapomniała.
— Nie, Święty Gwiezdny — powiedziała już z lekką irytacją.
Nie dość, że była dopiero co po kłótni to jeszcze ten Krwawy Zew zadaje głupie pytania, no cóż. Chyba Krwawy Zew naprawdę myśli, że Srebrny Pył widzi duchy. Prędzej on zobaczy ducha niż ona... chyba. Nigdy nic raczej nie wiadomo, w sumie ona nie jest medyczką, nie jest od takich spraw. Jest wojowniczką. Czyli tak jak chciała od samego początku. Oby wyszło jej to na dobre.
— Wracając — powiedziała szybko, zanim pies zdążyłby coś odpowiedzieć. — Potrzebujesz czegoś? — ponowiła pytanie.
— Nie.
Teraz tylko w jej głowie odbijały się trochę słowa jej brata. „Jak chcesz, tylko nie pokazuj się nigdzie z tym pchlarzem”. Aż dziwne, że Krwawy Zew jest tak nielubiany. Wydawał się… normalny. No dobrze, do normalnego psa mu dużo brakuje. Jednak nie jest jakimś psychopatą. Chyba.
— Byłeś już na patrolu? — zapytała niby z ciekawości.
— Czemu mnie przepytujesz? — powiedział chyba zdziwiony.
Srebrny Pył przewróciła szybko oczami.
— Ja tu zadaje pytania, to byłeś? — powtórzyła.
— Tak, byłem — odpowiedział prawie bez zastanowienia.
Wojowniczka lekko się skrzywiła. Naprawdę? Czyli nie może zrobić na złość swojemu bratu? No, chyba że pójdzie z nią. Ten pies... Jest jak zagadka. Wydaje się najpierw bez uczuć, a potem… też bez uczuć. Trochę dziwny. Może jednak jest psychopatą? Z drugiej strony… Chociaż nie ma drugiej strony. Po prostu ten pies był zagadką dla Srebrnego Pyłu.
<Krwawy Zewie?>
[387 słów: Srebrny Pył otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

28 kwietnia 2021

Od Srebrnej Łapy (Srebrnego Pyłu) CD Jeziornego Kwiatu

Srebrna Łapa zmarszczyła lekko nos. No naprawdę? Myślała, że od razu powie „Tak, tak”, przez co nie będzie musiała z niczym się tłumaczyć. Podniosła w końcu wyżej pysk.
— Na pewno będziesz wiedziała co to — powiedziała z pewnością Srebrna Łapa.
Nie czekając na odpowiedź, suczka po prostu ruszyła w stronę wyjścia z obozu. Teoretycznie nie odpowiedziała dokładnie na pytanie mentorki, jednak i tak trzeba było przyznać, że pewnie Jeziorny Kwiat nie zorientowała się. Była zbyt przejęta swoim snem... ciekawe co jej się wtedy śniło....
Ruszyły więc do lasu, było tutaj prawie tak samo, jak wcześniej, kiedy Srebrna Łapa była tu sama. Przez chwilę Srebrna Łapa szła niepewnie, a jeśli zapomniała gdzie było to miejsce? Przecież Jeziorny Kwiat na pewno nie byłaby zadowolona, kiedy okazałoby się, że suczka zaprowadziła ją tu po nic, a wcześniej ją jeszcze obudziła. Jednak po chwili już znalazła miejsce, które szukała. Podchodzi do niego, oglądając się za ramię na mentorkę, co powie. Stres, który ją wtedy zżerał… koszmarny. Aż ciarki ją przeszły. Pokazała nosem na miejsce, którym był ten zapach. Jeziorny Kwiat schyliła głowę, kilka razy biorąc wdechy. Przez długą chwilę była cisza, Srebrna Łapa czekała w spokoju na jakieś „oświadczyny”, co to jest. Jednak suczka podniosła pysk, mrużąc oczy.
— Tyle? W takim razie wracamy — powiedziała, jak widać niezadowolona Jeziorny Kwiat.
— Ale… ale nie powiesz nic więcej? — zestresowała się uczennica.
— Nie, wracamy — zdecydowała w końcu i wilkopodobna wilczyca ruszyła w stronę obozu.
Srebrna Łapa naprawdę wolała się dowiedzieć, co to było. Nie przypominało jej to żadnego zapachu, który znała i potrafiła rozróżnić, do kogo należał. Nie dość, że jeszcze Jeziorny Kwiat się chyba zdenerwowała. Wspaniale. Srebrna Łapa warknęła kilka razy pod nosem, idąc za mentorką. Do tego jeszcze ją obudziła, nie no wspaniale.
Gdy już suczki wróciły do obozu, Jeziorny Kwiat zostawiła Srebrną Łapę na środku obozu i ruszyła do Białej Gwiazdy. Szczerze nie miała zielonego pojęcia czemu, jednak nie będzie pytać. A tym bardziej jak Jeziorny Kwiat ruszyła bez uprzedzenia, po prostu sobie poszła. Tak puf. 
 
Następnego dnia Jeziorny Kwiat podchodzi do Srebrnej Łapy na pewno bardziej zadowolona niż wcześniej. Kiwnęła głową do mentorki na powitanie.
— Tak Jeziorny Kwiecie?
— Pójdziemy na trening, Twoim zadaniem będzie samotne polowanie. Potem na sam koniec przyniesiesz mi to, co złapałaś.
Łatwe zadanie — pomyślała czarna suczka, po czym wstała na proste łapy.
— Idziemy?
— Tak, tak.
Psy ruszyły w stronę ogrodów, gdzie wszędzie można było łatwo dosyć złapać… no, chyba że byliby dwunożni.
— Będziesz polować w drugiej części parku.
Jeziorny Kwiat biorąc na myśl drugą część mówiła o tym punkcie gdzie są same zielone korytarze jak i też po prostu dalej miejsca, gdzie siedzieli dwunożni.
— Dobrze — powiedziała szybko Srebrna Łapa, po czym ruszyła truchtem w stronę miejsca, gdzie miała polować z nosem blisko ziemi.
Srebrna Łapa szła, jak było już wspomniane, z nosem blisko ziemi, aby przynajmniej wyczuć zwierzynę. Jednak po chwili wyczuła szczura. Przez chwilę się zastanawiała jaka pozycja łowiecka była do polowania na te małe zwierzęta, ale już po chwili ruszyła, łapiąc go bezproblemowo. Wzięła zwierzynę w pysk rozglądając się. Można powiedzieć, że usłyszała za sobą coś. Odwróciła pysk w tę stronę, jednak można powiedzieć, że oprócz poruszonych krzaków nic nie dostrzegła. Może Jeziorny Kwiat obserwowała ją? Niewiele myśląc, suczka podchodzi do miejsca, właśnie to coś stało. Wzięła wdech… i oczywiście. Zapach mentorki. Odetchnęła z ulgą i ruszyła na dalsze polowanie.
Polowanie się skończyło, bardzo dużo upolowała, a Jeziorny Kwiat ją pochwaliła.
 
Nananana time skip był super tada Jeziorny Kwiat odwiedziła Lisi Wrzask, który dał jej lekarstwo, dzięki czemu złagodziło to ból gardła, jak już umierała super jednak na miejsce, z którego zawsze przemawiała Biała Gwiazda — właśnie tam ona się pojawia. Po wezwaniu zebrał się cały klan, a przywódczyni wzięła wdech.
— Ja, Biała Gwiazda, lider Tenebris, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tego ucznia. Ciężko pracował, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam go wam jako wojownika. Srebrna Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia?
— Na Gwiezdnych tak.
— A zatem mocą Coelum nadaję ci imię wojownika. Srebrna Łapo, od dziś będziesz znana jako Srebrny Pył. Gwiezdni honorują twoją pracowitością i uczciwością, a my witamy cię jako pełnoprawnego wojownika Tenebris.
 <Aleks mi kazał. Na niego zwal.>
Aleks jest najlepszym facetem na całym tym blogu. Angel kocha i jego, i wszystkie jego postacie. Jak Angel mogła wcześniej tego w nim nie widzieć?
[687 słów: Srebrny Pył otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia i nowe imię]

23 kwietnia 2021

Od Srebrnej Łapy

Srebrna Łapa ostatnio miała problemy ze snem, często się wierciła w legowisku, przy okazji budząc Stokrotkową Łapę w legowisku uczniów. Kładła się bardzo późno spać, a wstawała bardzo wcześnie. Przez co była kompletnie niewyspana.
Jeziorny Kwiat wzięła naszą niewyspaną Srebrną Łapę na trening, a dokładniej na patrol jednak możemy to zaliczyć jako trening. W końcu na takich patrolach uczennica mogła się nauczyć od wojowników całkiem dużo. Na tym patrolu sprawdzali granicę z Bezgwiezdnymi, czyli psami ateistami. Szczerze mówiąc, Srebrna Łapa nie interesowała się nimi zbyt bardzo, również inni mówili, że nie są oni klanem czy coś takiego, jakąś grupą psów? No przynajmniej nie według Srebrnej Łapy. Klan jak klan, prawda? Tak czy siak, na tym patrolu nie było nic takiego aż tak interesującego. Może tam poczuła jakieś zapachy śmierdzieli, jednak nie zwróciła na to aż takiej dużej uwagi. Suczka i tak była zmęczona i nie zwracała na wiele rzeczy uwagi.
Była również na treningu walki, następnego dnia. Jeziorny Kwiat nieźle dała jej popalić, jednak Srebrna Łapa i tak się nie poddawała. Mimo tego, iż tą „walkę” przegrała to i tak miała nadzieję, że na następnym treningu da z siebie wszystko. W końcu i tak Jeziorny Kwiat jest wojowniczką, a ona jeszcze uczennicą więc nie mogła liczyć na nic więcej prawda?
 
Przy osiedlach dwunożnych Srebrna Łapa polowała samotnie. Nic nie mogło się przecież stać. Otóż nie tym razem. Suczka polowała przy ich ogrodach, sama czaiła się na grilla, którego robili. Było przecież tam tyle pysznych mięsek… a jej celem była właśnie parówka. Jednak nie było okazji, aby ją im zabrać… dlatego suczka postanowiła wrócić do obozu. Podniosła się i ruszyła w stronę drogi. Dostrzegła, że dwunożni biorą parówki i wkładają je do potwora. Suczka przyglądała im się przez chwilę z niedowierzaniem. Gdy potwór zaczął biec (po prostu ruszył) suczka niewiele myśląc, ruszyła za nim po parówki. Niestety potwór był szybszy i nie dogoniła potwora. A po tym biegu bolały ją strasznie łapy. 
[321 słów: Srebrna Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

20 kwietnia 2021

Od Srebrnej Łapy CD Jeziornego Kwiatu

Od razu, gdy wróciła do obozu, pobiegła do Lisiego Wrzasku i Jeziornego Kwiatu zadowolona ze swojego wyczynu.
— Msiam zsioła! — zawołała zadowolona, oczywiście niewyraźnie, po czym położyła zioła przed swoje łapy.
Brat Srebrnej Łapy spojrzał na nią chyba wkurzony.
— To nie są zioła. — warknął. — To przypadkowe rośliny dwunożnych. — Przewrócił oczami niezadowolony.
Ale naprawdę chciała przecież pomóc. Chciała się przydać do czegoś jak prawdziwa wojowniczka! Od razu położyła uszy po sobie, a Jeziorny Kwiat warknęła na Lisi Wrzask. Po czym odeszły od niego na parę kroków.
— Ja naprawdę prze-przepraszam! — jąkała się.
Suczka naprawdę tylko pomóc! A zrobiła z siebie tylko idiotkę. Nie powinna pokazywać przecież swojej naiwności prawda? No właśnie! Powinna pokazać Jeziornemu Kwiatu, że coś umie.

Minęło już dużo czasu, epidemia minęła, co znaczyło, że Jeziorny Kwiat była już zdrowa. Jak i cały klan. A ona ciągle była tą uczennicą. W sensie… według Srebrnej Łapy już dużo umiała, jednak skoro jest jeszcze uczeniem, to raczej tyle nie wystarczy. Srebrna Łapa postanowiła więc pójść do tego lasu, co jej Jeziorny Kwiat pokazywała. Wtedy też była burza, jednak już minęła, a burze się nie zdarzają często… powinna dać sobie radę. W końcu Srebrna Łapa nie jest tą suczką co na początku treningu. Przecież psy w końcu dorastają, nie tylko pod względem wyglądu, że są większe, tylko również pod tym względem, że starsze psy raczej mniej chcą się bawić… co prawda uczennica nadal była jeszcze młoda, więc małą zabawą nie pogardziłaby, jednak tak czy siak, postanowiła wyruszyć w ten las. Przyniesie coś mentorce do zjedzenia.
Zapamiętała wcześniejszą drogę tutaj, dlatego nie było problemem z trafieniem do lasu. Wchodząc do lasu, Srebrna Łapa była zadowolona z siebie, gdyż w końcu pierwszy raz tutaj będzie bez mentorki. Powinna sobie poradzić, pójdzie tą samą drogą, co szła z Jeziornym Kwiatem i nie powinna się zgubić. W końcu Srebrna Łapa wychowała się wśród dwunożnych, nie jako pieszczoch, jednak wie jak ich unikać, co oni dokładnie robią. Las jest jej totalnie obcy. Jedynie wie jak trafić do starego domku, który przynajmniej też jest budowlą dwunożnych, czyli coś, do czego już się przyzwyczaiła. Była pora nagich drzew (chyba?), dlatego nie było tutaj tak pięknie, jak kiedy była tu z mentorką. Wcześniej było zielono, a teraz? Po tylu księżycach jest tu tak… błotniście oraz w niektórych miejscach biało. Jednak im dalej od miasta, tym więcej pojawiało się białego puchu. Liście już dawno spadły z drzew. Na pewno było tu zimniej niż w mieście, wśród dwunożnych gdzie najcieplej było obok ich budowli. 
Suczka postanowiła przejść tą samą drogą co wcześniej, chociaż trudno było zorientować się, którędy szły, a tym bardziej, skoro byli tu dawno, to nawet zapachem nie mogła się kierować. Wszystko wyglądało tak inaczej. Przeszła trochę dalej, po czym wzięła wdech. Nic przez chwilę nie poczuła poza zimnem, które zostało na jej nosie. Jednak chwilę zastanawiając się, poczuła zwierzynę. Niewiele myśląc, Srebrna Łapa zeszła ze ścieżki, którą szła do starego domku. Upolowała ową zwierzynę, czyli zająca. Oczywiście, że zające są mniejsze niż króliki, takie, jakie trzymają dwunożni na swoich podwórkach. Pewnie specjalnie je tam trzymają, aby potem je zjeść. Rozejrzała się lekko rozkojarzona po lesie. Wzięła w pysk zająca, który nie pomagał jej teraz w odnalezieniu tropu, gdyż miał zbyt intensywny zapach oraz był zbyt blisko nosa Srebrnej Łapy. 
Przeszła w stronę, w której przynajmniej się wydawało, że powinna iść do budowli dwunożnych. Jednak już po chwili marszu zauważyła inne miejsce, oczywiście dopiero po chwili. Rozejrzała się, rozkojarzona stawiając przed swoje łapy zająca. Wzięła głęboki wdech. Mimo tego, iż teraz wiedziała, w którą stronę iść (po zapachu) wyczuła równie coś dziwnego. Zaniepokoiło ją to, tutaj przecież nie przychodzili wojownicy z innych klanów, w sumie również nimi nie był to zapach psa jakiegoś z klanu. Włóczęgi czy samotnicy tu nie przychodzili, na pewno. Rozejrzała się po lesie czy ów pies tutaj się za nią nie czai, gdyż miała przynajmniej wrażenie, że zapach jest świeży. Schyliła pysk do zająca, po czym wzięła go. Po chwili ruszyła w stronę wyjścia z lasu… nie chciała tu przebywać ani chwili dłużej, a tym bardziej, jeśli znalazła ten zapach… no na pewno będzie wiedziała, co to za zapach jak ją przyprowadzi.
Owa uczennica po tym, jak wróciła do obozu, ruszyła prawie od razu do legowiska wojowników (już bez zwierzyny). Rozejrzała się grzecznie najpierw po legowisku czy komuś nie przeszkadza, jednak w końcu, gdy zobaczyła leżącą Jeziorny Kwiat, podeszła do niej cicho, przecież nie chciała innym przeszkadzać.
— Jeziorny Kwiecie? — zapytała cicho suczka. — Mogłabyś mi odpowiedzieć na pytanie? Na pewno przecież znasz odpowiedź na to pytanie. — dodała ciszej, prawie że szeptem.
<Jeziorny Kwiecie?>
[753 słowa: Srebrna Łapa otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

19 kwietnia 2021

Od Srebrnej Łapy

Srebrna Łapa była na jednym z treningów z Jeziornym Kwiatem, to był trening walki. Starała się, ale to naprawdę starała się i można rzec, że jej dobrze poszło. Przynajmniej nie tak jak na samym początku jej szkolenia, wtedy to było strasznie po prostu, ale teraz? Teraz to Srebrna Łapa mogłaby być z siebie dumna. Miała tylko nadzieję, że Jeziorny Kwiat. Na pewno jest, a w czasie walki szło jej dobrze. Już się nie czuła jak taka malutka uczennica przy wilczopodobnej mentorce... No może troszeczkę jeszcze się tak czuła, jednak wracając z nią do obozu, rozejrzała się lekko po obozie.
Były nowe szczeniaki w klanie, to fakt. Nie znała dokładnie ich imion, no może kojarzyła, ale na pewno nie zapamiętała. Szczeniaki już biegały po obozie. Pewnie niedługo już uczniami będą. Jednak i tak jej uwagę przykuł jeden szczeniak. Miał imię na „S”, jednak kompletnie nie pamiętała. Było widać, że boli ją brzuszek. Może coś zjadła niedobrego? Tak czy siak, czarna suczka podchodzi do szczeniaka, jednak i tak gdy tylko postąpiła krok do szczeniaka to usłyszała jak ktoś woła tego szczeniaka. Pewnie ktoś to już zauważył. Rozejrzała się a pies, który wołał szczeniaka, stał przed legowiskiem medyka. Czyli pewnie go tam zabierze. No ale przynajmniej teraz dowiedziała się, jak ta suczka się nazywa, Słodycz. Czyli zabierze ją do medyka? Jak dobrze.
Widząc, jak Słodycz odchodzi do wojownika, który ją wołał, kiwa lekko głową, po czym rozejrzała się po obozie. Jeszcze jest uczennicą więc… aby czymś się, zająć mogła pomagać starszyźnie! Czyli Mroźnej Burzy. W legowisku biedny sam. Ruszyła więc lekkim krokiem w stronę legowiska starszyzny. W ich obozie, czyli w ruinach jest bardzo dużo wielkich sal oraz ukrytych korytarzy. Czyli musiała się zająć legowiskami starszych…
[283 słowa: Srebrna Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu, Słodycz zostaje wyleczona]

30 marca 2021

Od Srebrnej Łapy CD Jeziornego Kwiatu

 — Quintus? — zapytałam bardziej sama siebie o odpowiedź na to pytanie. Wszyscy raczej mówili o nim, bez sensu pytanie! — A co on miałby tu robić, Jeziorny Kwiecie?
Suczka przez chwile się zastanowiła, przez co po prostu się domyślałam, że to będzie coś niedobrego. Wolałam już nie wiedzieć, o co chodzi.
— To może jednak nie mów? — powiedziałam, kiedy akurat otwierała pysk.
Może naprawdę powinnam wiedzieć, a jej przerwałam? Jak będzie chciała, to powie później. Chociaż… już miałam otworzyć pysk, aby powiedzieć szybko, że jak chce, to niech powie, ale wtedy coś naprawdę wielkiego spadło z nieba. Taki wielki grom! Aż się przestraszyłam i podskoczyłam, chowając się obok mentorki. Byłam naprawdę przestraszona, co to mogło być. To było takie głośne! Otworzyłam nawet oczy szerzej, rozglądając się po drewnianych deskach, czy nic nas tutaj nie zaatakuje. Chociaż i tak Jeziorny Kwiat parsknęła tylko cichym śmiechem na mój odruch. Co ona nie wie, że coś zaraz na nią spadnie?! Przecież na pewno to musiało być coś niebezpiecznego! To, że jest burza, nic nie znaczy… bardziej też chodzi o to, że nie przeżyłam żadnej burzy, prędzej to jakieś wielkie ulewy, ale przecież to jest to samo!
— To tylko burza, Srebrna Łapo — powiedziała w końcu mentorka, uspokajając mnie swoim spokojnym tonem. Czyli takie rzeczy w czasie burzy to normalne?
— A co jeśli to nie burza, tylko coś gorszego? Może jednak Quintus się kamufluje i stoi tam?! — zapytałam, a prędzej pokazałam na kąt.
Oczywiście zasypując dwoma pytaniami Jeziorny Kwiat, w końcu, jestem jeszcze uczennicą. Mentorka spojrzała w kąt, co prawda mówiła, że nie czuje tutaj wroga, ale co jeśli nawet kamuflują swój zapach?! Oczywiście nigdy nie widziałam ich, ale na pewno mogą się gdzieś schować, również Jeziorny Kwiat, gdy tylko o nich wspomniałam, sama się trochę zaniepokoiła. Czyli jednak! Wilcza suczka ruszyła lekkim krokiem w stronę kąta, który był całkiem ciemny, i trochę porośnięty mchem. Była to naprawdę stara chata. Widać było na pierwszy rzut oka. Dwunożni wolą wygodę, nie można im się dziwić, sama też bym nie pogardziła dobrym legowiskiem… Ale nie! Jestem wojowniczką! Znaczy, będę, ale prawie nią na pewno jestem!
— Nikogo tu nie ma — mruknęła w końcu tym swoim uspokajającym głosem Jeziorny Kwiat, a im bardziej ona udowadniała, że nikogo tu oprócz nich nie ma, tym bardziej czułam się przy niej bezpiecznie. Zresztą, od początku treningu wiedziałam, że jej można zaufać!
Jednak w końcu po prostu kichnęłam… no cóż. Ogólnie często dosyć ostatnio kichałam, czy też kaszlałam… i takie inne. Jednak jako wojowniczka powinnam wytrzymać! No dobrze… prawie wojowniczka, ale skoro już Jeziorny Kwiat pozwoliła jej się rozgościć na czas burzy, wypadałoby się jej posłuchać. Dlatego też ruszyłam szybkim krokiem w stronę jakiejś dziury w ścianie. Jak próbowałam iść cicho, to i tak ta denerwujące deski musiały skrzypieć! Jednak w końcu, gdy podeszłam do owej dziury w ścianie… no cóż. Okazało się, że jest za wysoko dla mnie. Podniosłam się na dwie łapy, opierając się przednimi łapami o ścianę, a przez tę dziurę było widać, jak deszcz kapie po liściach… i jak ogólnie wszystko pięknie wygląda! 
Spróbowałam nawet włożyć tam głowę, ale coś mnie powstrzymało, przez co się oczywiście przestraszyłam i przewróciłam na plecy z impetem. Takich wyczynów to jej nawet Biała Gwiazda pogratuluje… chociaż nie pogratuluje, prędzej to skrytykuje... Mniejsza! Można powiedzieć, że w mgnieniu oka obok mnie już stała Jeziorny Kwiat. Spojrzałam na nią, lekko mrugając oczami, jakbym chciała powiedzieć O cześć! Nic mi nie jest! Oczywiście, że to chciałam powiedzieć! Chociaż nie wiedziałam, czy Jeziorny Kwiat mnie zrozumie. Obróciłam się na brzuch, po czym zaczęłam swoje opowiadanie o kroplach spadających na liście.
— W lesie jest tak zielono! Krople spadają na liście, przez to wydaje mi się, że wszystko jest takie żywe, ale przecież rośliny nie żyją… Ale na pewno po burzy będzie bardziej kolorowo niż wcześniej tak? Proszę! Poproś Gwiezdnych, aby tak zrobił! Przez tę dziurę wydawało mi się, że tak jest! Jeziorny Kwiecie! — pisnęłam na sam koniec, aby naprawdę mentorka poprosiła deszcz, aby tak sprawił. Przez tę dziurę świat wyglądał zdecydowanie inaczej… tylko jakiś taki jeszcze bardziej niewyraźny. 
— Nie mogę poprosić Gwiezdnych — zaśmiała się wojowniczka.
— Ale ja proszę! — pisnęłam ponownie.
— Naprawdę bym chciała, ale nie mogę. — A ta ciągle stawiała na swoim.
Zmarszczyłam brwi. Sama go poproszę! Spojrzałam na drzwi, przez które weszliśmy, już miałam iść do nich i prosić o to. Błysną przez dziurę, jakby błysk, a po chwili naprawdę głośno zagrzmiało. Od razu się cofnęłam do mentorki.
— No dobrze, masz rację, lepiej ich nie prosić.
W końcu postanowiłyśmy się położyć… w miejscu które oczywiście wybrała Jeziorny Kwiat. Nie było sensu czekać, aż tak długo, aż ta cała burza się skończy. Wolałyśmy iść spać i się rano obudzić z nowym poranieniem… zasnęłam w mgnieniu oka…
***
Obudziły mnie promienie słońca, wpadające przez dziurę na mój pysk. Od razu się zerwałam, spoglądając na wojowniczkę, która spała niedaleko mnie. Oczywiście jeszcze spała. Wychodziło na to, że mogę ją obudzić. Z uśmiechem na pysku podeszłam do niej.
— Wstajemy! — Nawet nie próbowałam łagodnie tego powiedzieć, aby jej nie przestraszyć.
Jeziorny Kwiat prawie że od razu się obudziła i spojrzała na mnie.
— Nie tak głośno… — powiedziała cicho.
— Idziemy! Upolujemy coś? Proszę! Ja tak lubię polowanie! A może pójdziemy jeszcze kiedyś do lasu? Proszę! — zrobiłam maślane oczka, zasypując ją pytaniami.
— Dobrze, dobrze. — powiedziała mentorka, zaspana delikatnie się śmiejąc.
Nie dziwiłam się aż tak, przecież dopiero co ją obudziłam. Nic dziwnego, że jeszcze się nie wybudziła. Ruszyliśmy więc z domku… a ja się bardzo rozczarowałam. Nie było tak kolorowo, jak wcześniej! Wszędzie tylko błoto!
— Czemu tu jest błoto?! — fuknęłam, wyrażając swoje niezadowolone. — Przecież jeszcze było tak kolorowo!
— Tak jest zawsze po burzy — odpowiedziała na moje niezadowolone.
A już polubiłam tę burzę! Od teraz nie lubię burzy! Phi! Myślałam, że będzie dobrze po niej, ale jednak się myliłam.
***
Po tym, jak razem z Jeziornym Kwiatem wróciłyśmy do obozu, pomijając polowanie, niestety, od razu poszłam do medyka. Znaczy… do Lisiego Wrzasku, ale on jest już medykiem. Był dla mnie wredny, czyli jak dla każdego, ale dał mi jakieś zioła, po czym słyszałam przerywnikami o epidemii… która teraz panuje. Czyli moje zmęczenie oraz ogólnie osłabienie to był właśnie wynik tej epidemii? A co jeśli zaraziłam Jeziorny Kwiat?! Powinnam to sprawdzić! Tak też zrobiłam! Po tym wyleczeniu… które trwało kilka wschodów słońca ruszyłam w końcu do wojowniczki, jednak zahamowałam, gdy już była prawie przed legowiskiem. Może w takim razie sama powinnam poszukać dla niej ziół? Tak! To będzie wspaniały pomysł!
Nie zwlekając, wybiegłam z obozu w kierunku siedlisk dwunożnych. Co prawda mentorka mi się tam zbliżać, ale co się nie robi dla niej? No właśnie! Widziałam jeden taki ogród dwunożnych, który miał pełno kwiatów! Powinna może coś znaleźć! Ruszyłam więc tam szybkim krokiem, aż w końcu dotarłam. Łatwo było tam wejść. Czułam tu ich obecność, co nie było dobre. Jednak rozejrzałam się po ogrodzie. Dostrzegłam owe zioła. Wiedziałam, że one tu będą! Podeszłam do nich, po czym usłyszałam, jak dwunożni chyba właśnie wychodzą na podwórko. Na Gwiezdnych! Tak się zestresowałam, że nie wiedziałam nawet, czy nawet dobre zioła.
<Jeziorny Kwiecie?>
[1156 słów: Srebrna Łapa otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia i 3 Punkty Treningu]

10 marca 2021

Od Srebrnej Łapy CD Jeziornego Kwiatu

Widząc wzrok swojej mentorki, rozejrzała się energicznie. Nic nie zauważyła. Jednak możliwe, iż była zbyt dumna z siebie, że złapała wiewiórkę. Srebrna Łapa była pierwszy raz w takim prawdziwym lesie! Ogrody dwunożnych — to nie to samo co tu. Pewnie ten las, to też działo dwunożnych. Przecież wszystko tutaj jest stworzone przez nich. Dlaczego to nie miałoby być też ich bardziej naturalny ogród? Albo większy! Tak, taki większy ogród. Dlatego też pewnie nie spotkali jeszcze żadnego dwunożnego. Zamerdała kilka razy ogonem do mentorki, jednak widząc, że ona skupiona patrzy w jeden punkt, trochę się zaniepokoiła. Czy coś na nich skoczy? A może jednak to kolejna zdobycz? Chciała się pochwalić mentorce ponownie, jak ona umie polować. Dlatego zaczęła się skradać w tę stronę, a przynajmniej dopóki Jeziorny Kwiat stanęła przed nią. Nic nie mówiła, co ją jeszcze bardziej niepokoiło. W końcu jakiś kamień przyturlał się do nich, a może bardziej przyleciał. Od kiedy kamienie mogą latać? Schyliła do niego pysk i powąchała go. A może to właśnie on spowodował wcześniejsze rozproszenie mentorki? Podniosła na nią pysk, po czym wzięła wdech ponownie. Dwunożni!
Byli coraz bliżej, może to oni umożliwili latanie kamyczkowi? Spojrzała spłoszona na mentorkę, po czym się rozejrzała. Nie żyła przecież w lesie całe życie, nie znała go. A tym bardziej iż była tutaj pierwszy raz. Jednak jako silna wojowniczka, powinna umieć odnaleźć się w lesie! Dlatego pewnie ja tutaj zaprowadziła, prawda? Prawda! Jednak już Jeziorny Kwiat odchodziła truchtem od niej cicho, kiedy nagle wyszedł dorosły dwunożny, widząc tylko mentorkę Srebrnej Łapy, i ją od razu zaczęła krzyczeć ze strachu Wilk! Wilk! Mimo tego, iż uczennica nie rozumiała słów dwunożnej cofnęła się. A co jeśli ona jest taka straszna, że się jej przestraszyła? Może powinna wytłumaczyć jej, że przeszli tylko na chwilę, i już wracają, ale skoro jej mentorka już odchodziła… to ona też powinna. Mogło być tu ich więcej. Po chwili czarna suka wzięła swoją wiewiórkę ponownie i ruszyły biegiem przez paprocie. Dni z wilczo podobną mentorką mijały jej jakoś szybciej… na pewno szybciej niż kiedy spędza te dni sama.
— Będsiemy jeszcse polowaś? — zapytała Srebrna Łapa gdy już byli trochę dalej, i niewyraźnie. Przez wiewiórkę, którą trzymała.
— Myślę, że możemy jeszcze tu zapolować — stwierdziła, po czym się zatrzymały.
Uczennica położyła wiewiórkę na ziemi, rozglądając się za kolejną zwierzyną… na gołębie już polowała. Co prawda nieumiejętnie, jednak polowała, szczura upolowała. Wiewiórkę też, więc co tym razem Gwiezdni dadzą? Wzięła wdech… a ona wyczuła zająca! W mieście prędzej się spodziewała królika. Ale że zająca? Spojrzała na mentorkę pytająco.
— Jak się poluje na zające? Jeziorny Kwiecie? — zapytała cicho suczka, a Jeziorny Kwiat spojrzała na nią. Może też go wyczuła?
— Na zająca, się od razu biegnie, to nie jest tak jak przy szczurze, czy myszy. On Cię usłyszy szybciej, niż wyczuje — wyjaśniła.
Srebrna Łapa już była gotowa do biegu, po chwili rzuciła się w pogoni za zającem, a on jej uciekał. Mało brakowało, aby go złapała kiedy potknęła się o korzeń. Jak to w lesie, dużo drzew, dużo korzeni. Uch. A zwierzyna jej uciekła. 
<Jeziorny Kwiecie?>
[500 słów: Srebrna Łapa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

4 marca 2021

Od Srebrnej Łapy CD Jeziornego Kwiatu

Srebrna Łapa się uśmiechnęła do mentorki. Mogła się przecież spodziewać, że jej nie wyjdzie. Jednak chciała być przecież jak najlepszą wojowniczką, nieważne czy to w polowaniu, czy w czymś innym, na przykład właśnie walce. A pochwała od mentorki, było bardzo miłe. Co prawda, nie upolowała gołębia, jednak teraz wiedziała, że da radę, następnym razem. Przecież jej się uda w końcu. Będzie się uczyć. Będzie na pewno Jeziorny Kwiat z niej dumna. Tylko… trzeba się nauczyć. Będzie słuchała co mówi do niej, i wykonywać jej polecenia. A przynajmniej tak planowała, przecież też będzie posługiwać się swoim rozumem. Musi pokazać, że go ma, a nie robić tylko to — co jej każą inni. Będzie przecież wiedziała, co jest lepsze, a co nie. Uczennica postanowiła ponownie spróbować zapolować. Jednak teraz spłoszyła gołębie. Co było dosyć problematyczne. Jednak na pewno usiadły po prostu na innej dece, czy czymś takim. Rozejrzała się ponownie, biorąc wdech.
— Gołębi tu już nie ma… pies… wiewiórka! — powiedziała w końcu.
Spojrzała wyczekująco na Jeziorny Kwiat, czy się nie myli.
— Dokładnie — powiedziała spokojnie. Srebrna Łapa szybko się uczy, jak widać.
Teraz zadaniem Srebrnej Łapy, jak mogła się spodziewać, było upolowanie owej zdobyczy. Tylko musiała najpierw ją znaleźć. Poza tym, gdzie taka wiewiórka mogła sobie teraz siedzieć? Nie będzie przecież na drzewa wchodzić, nie jest jakimś kotem, ale wiewiórki przesiadują na drzewach. Dlatego musiała przez chwilę pomyśleć, jak ją złapać. Szybko po tym odsunęła od siebie te myśli, i ruszyła w stronę zapachu, trzymając nos blisko ziemi, oraz starając się iść jak najciszej. Byli tu dwunożni, przez co wiedziała, że musi być ostrożna. Czuła, że zaraz chyba ktoś wyjdzie, dlatego zatrzymywała się co chwilę, ale tak się nie stało, a przynajmniej podniosła pysk, gdy już dotarła do zapachu, i ujrzała przed sobą drzewo. Jej rozczarowanie na pysku, było tak duże, że naprawdę, jak się na nią patrzyło, aż się jej szkoda robiło. Tyle szła tylko po to, aby zobaczyć, że wiewiórka jest na drzewie? No pięknie. Po chwili, przy jej boku pojawiła się wilczyca… znaczy Jeziorny Kwiat, czyli jej mentorka. Która jest tylko podobna do wilka.
— Poszukajmy czegoś innego, dobrze sobie przecież radzisz — powiedziała Jeziorny Kwiat pociesznie. Co jej się udało, Srebrna Łapa uśmiechnęła się do swojej mentorki.
— Dziękuję! — powiedziała lekko zadowolona z siebie. Jeszcze nic nie złapała, a już dobrze sobie radziła. Progres.
Uczennica wraz z mentorką przeszła trochę dalej po zielonym labiryncie, a co chwilę właśnie brała wdech, aby zobaczyć czy tutaj nic nie będzie. Słyszała śmiechy dwunożnych, którzy bawili się w labiryncie. Oni też polują? Jakoś nieumiejętnie, bo wszystko płoszą. W końcu czarna suczka wyczuła jakiś zapach, a to był szczur, który gdzieś tutaj biegał. Srebrna Łapa nawet nie poinformowała o tym swojej mentorki, tylko od razu ruszyła w stronę zwierzyny skradając się. Już za tym zakrętem czuła zapach tej zwierzyny, i skoczyła na nią, zabijając od razu szczura. Wzięła go w pysk, i na horyzoncie przed sobą widziała młodych dwunożnych, którzy byli odwróceni do niej plecami. Coś między sobą rozmawiali. Co ją przestraszyło, i się cofnęła znowu do mentorki, ze szczurem w pysku. Rzuciła go przed nią, i dumnie wypięła pierś. Jej pierwsza zdobycz. Może być z niej dumna.
— Gratuluję! — powiedziała mentorka, widząc szczura. Czyli dobrze jej poszło!
— Dziękuję, Jeziorny Kwiecie — powiedziała Srebrna Łapa, zadowolona z siebie, już lubiła swoją mentorkę.
— Weź swoją zdobycz, i wracamy do obozu — powiedziała szara suczka i kiwnęła głową.
Uczennica wzięła swojego szczura w pysk, i ruszyła za Jeziornym Kwiatem w drogę powrotną do obozu. Pierwsze polowanie, i już zdobycz. Co prawda nie za pierwszym razem, ale udało jej się. Jest z siebie dumna. Więcej polowań — będzie więcej umiała z niego. A jak jej pójdzie z walką? Miała nadzieję, że tak samo jak z polowaniem. Pewnie nie będzie umiała wszystkiego od razu, jednak postanowiła pokazać z siebie to, co umie.
 
Następnego wschodu słońca Srebrna Łapa została obudzona właśnie przez swoją mentorkę, i spogląda na nią, jeszcze zaspana. Od razu bez słów przyszło jej do głowy, że pójdą na trening. Czyli to, co ona lubiła, więc szybko wstała, a prędzej to się zerwała i popatrzyła na nią.
— Już idziemy? — powiedziała energicznie, siadając na swoim posłaniu.
— Tak — powiedziała Jeziorny Kwiat, już chcąc wychodzić z legowiska uczniów, jednak Srebrna Łapa nie pozwoliła jej tak po prostu wyjść.
— A co dziś będziemy robić?
— Powiem Ci na miejscu — odparła.
A więc ruszyli poza obóz. Po chwili marszu zatrzymali się, a Srebrna Łapa już chciała odpowiedź, co będą robić, aby się trochę przygotować.
— A więc co będziemy robić? — zapytała szybko suczka.
<Jeziorny Kwiecie?>
[741 słów: Srebrna Łapa otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

1 marca 2021

Od Srebrnej Łapy do Jeziornego Kwiatu

Srebrna Łapa w końcu musiała iść na trening z Jeziornym Kwiatem. Na pewno wtedy nauczy się być twardą. Tego chciała — nauczyć się pozbyć wad. A trening pomoże jej w tym być dumną wojowniczką. Może w końcu nią zostanie. W końcu kiedy wychodzi z legowiska uczniów, od razu zauważa swoją mentorkę, która idzie w jej stronę. Teraz nie tylko stąpała po ziemi twardo w przenośni, tylko też i tak szła. A może tylko jej się tak wydawało? Czarna suczka przywitała się ze swoją mentorką, chociaż jak było widać, Jeziorny Kwiat nie za dużo mówiła. Milczenie to złoto. To trzeba było przyznać, nie mówiło się czegoś niepotrzebnego i tym podobne.
Ruszyli więc do ogrodów. Dwunożni podobno lubią naturę, chociaż ona nie widziała w tym czegoś aż tak zachwycającego. Co prawda, natura jest piękna, jednak skoro już mają swoje osiedle, to po co im jeszcze ogród? No cóż, jak widać, nigdy nie znajdzie odpowiedzi na owo pytanie, no, chyba że jej ktoś powie. Dwunożny jej na pewno nie powie — mówią jakimś niezrozumianym bełkotem. Po prostu się nie da. Nawet gdyby bardzo chciała, jedynym sposobem jest, aby czuć ich ton głosu. Wtedy można określić, czy to coś miłego, czy też nie. Jednak wracając do treningu, nadal nie wiedziała co będą robić. Mogła się spodziewać, że tutaj może będą jakieś zwierzątka, jednak czy naprawdę o to chodziło? Jeziorny Kwiat wydawała się mądra, dlatego nie wiedziała, czy może miała jakiś plan złożony.
— Co będziemy dzisiaj robić? — zapytała w końcu.
Musiała przecież wiedzieć, co robią, aby pokazać, że jest silna, oraz tam inne. Jak już było wspomniane, chciała przecież być dobrą wojowniczką, a do tego potrzebowała nauki, nie wszystko przychodzi od razu, chociaż dobrze byłoby gdyby tak było. Nie musiałaby się tego wszystkiego uczyć. Gdyby nie to — byłaby od razu dobrym uczniem, a zostanie dobrą wojowniczką, jest jej marzeniem. Służba dla klanu… zaszczyt. Mogliby być z niej dumni, jej matka, czyli Biała Gwiazda, jak i Jeziorny Kwiat, chociaż co do mentorki, nie miała pewności czy mogłaby być z niej dumna. Miło byłoby gdyby była. No cóż.
— Zrobimy polowanie — odpowiedziała w końcu Jeziorny Kwiat, szczerze, chyba nigdy jej nie słyszała.
Srebrna Łapa była zadowolona z tego, złapie najwięcej zwierzyny, ile mogła. Przecież wtedy się lepiej nauczy tego wszystkiego. Będzie idealnie. Tylko trzeba będzie na samym początku coś znaleźć, a potem dopiero pokazać swoje umiejętności. Tylko teraz się modliła do Gwiezdnych, aby nic nie zepsuła. Gwiezdni są przecież bardzo ważni, i umieją na pewno dużo. Kiwnęła raz głową, i się rozejrzała. Już chciała iść polować, jednak nie miała pewności, czy Jeziorny Kwiat pozwoli jej się oddalić, aby właśnie polować. Mało ona mówiła, tak samo jak Srebrna Łapa, która raczej wolała się trzymać z boku. Jest dobrym obserwatorem, raczej. Przynajmniej według Srebrnej Łapy. 
<Jeziorny Kwiecie?>
[453 słowa: Srebrna Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

28 listopada 2020

Od Sreberka

Minął już jakiś czas od narodzin czwórki szczeniąt. Cała czwórka otworzyła już oczy, powoli przestawali przypominać okrągłe bułki, a zmieniali się w małe, puchate i nadal dość nieporadne pieski. Widać już było niektóre różnice między nimi.
Sreberko nie lubiła swojego rodzeństwa, możliwe, iż ta niechęć wynikała ze strachu, lęku przed nieznanym. Czarna suczka od zawsze bardzo bała się, że popełni jakiś błąd w obecności innych, że ktoś ją skrytykuje. A przecież chciała być najlepsza, najmądrzejsza, najbardziej podziwiana. Panicznie bała się przyznać do jakiejkolwiek słabości. Z tego powodu unikała pozostałych szczeniąt, jak i w ogóle psów.
Nigdy nie byli zgranym rodzeństwem, właściwie nikt za sobą nie przepadał. Sreberko zastanawiała się czasami, co by było, gdyby przeżył jej brat, Deszczyk. Może to on jakoś zjednoczyłby szczenięta? Nie wiedziała, czy by się z tego cieszyła – w końcu mimo wszystko unikała rodzeństwa nie tylko dlatego, że się nie dogadywali. Ona nawet nie chciała się z nimi integrować.
Teraz niby wszyscy byli razem, w jednym pomieszczeniu, a jednak zupełnie osobno. Czarna suczka siedziała oddalona od pozostałych potomków Białej Tęczy. Nie lubiła dotyku nikogo, prócz ich matki. Unikała go jak najbardziej, bojąc się nieco własnych reakcji. Nadal jednak bacznie obserwowała trójkę, która wyraźnie nie lgnęła do wspólnego kontaktu.
Stokrotka najwyraźniej spała. W sumie suczka nic do młodszej siostry nie miała, choć – właściwie tak jak wszyscy z ich miotu – nie zwracały na siebie zbytniej uwagi. Stokrotka po prostu była, Sreberko przyjęła to do wiadomości i nawet czasami wymieniły kilka słów, jednak to byłoby na tyle. Po prostu.
Lisek w drugim kącie pokoju najwyraźniej robił dokładnie to samo, co Sreberko. W tamtym momencie ich spojrzenia na chwilę się spotkały. Suczka warknęła cicho, choć zabrzmiało to raczej jak pisk – w końcu byli tylko szczeniętami. Nie przepadała za starszym bratem, chyba jeszcze bardziej przez to, że urodził się pierwszy, że był tak podobny do niej (a oboje do swojego ojca, jak zdążyła wywnioskować) no i… że naprawdę był od niej silniejszy. Inna sprawa, że był psem, fizycznie miał większe predyspozycje. Ale on nie musiał udawać siły psychicznej, choć okazywał ją na nietypowy sposób. Odwróciła poirytowany wzrok.
Ostatnim szczenięciem, na które Sreberko zwróciła uwagę, był Borsuczek. Najmłodszy z rodzeństwa, najbardziej niepozorny, według jego najstarszej siostry zdecydowanie niepasujący do pozostałych z rodzeństwa. Nie, żeby ktokolwiek z nich do siebie pasował. Borsuczek wyróżniał się zarówno wyglądem, jak i zachowaniem. W tym momencie akurat bawił się jakimś bliżej nieokreślonym przedmiotem, znajdującym się w komnacie.
Sreberko westchnęła i położyła się na ziemi. Słabe jeszcze, szczenięce łapy dość szybko zmęczyły się ciągłym podtrzymywaniem reszty ciała. Położyła pysk na łapach i przymknęła oczy. Nie miała zbytnio niczego do robienia, zresztą, co tutaj można robić? Chwilowo nawet nie było z nimi matki, wyszła kilka, czy nawet kilkanaście minut wcześniej. Nawet jeśli powinna niedługo wrócić – nadal byli zbyt młodzi, żeby zostawiać ich na dłuższy czas samych – to teraz nawet nie mogła choćby pójść do niej, wtulić się w jej sierść, może poprosić o to, żeby coś jej opowiedziała. Zależało jej tylko na Białej Tęczy, chciała, żeby matka była z niej dumna.
Westchnęła cicho i mruknęła coś niezrozumiale. Przez kilka minut leżała tak, nie zwracając uwagi na nic, jednak po tym czasie usłyszała zbliżające się do niej, nieporadne, szczenięce kroki. Otworzyła jedno oko, chcąc zobaczyć, kto z jej rodzeństwa postanowił się do niej pofatygować.
<Ktoś z miotu Białej?>
[544 słowa: Sreberko otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]