Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Zamieć × Płomienny Zachód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Zamieć × Płomienny Zachód. Pokaż wszystkie posty

17 lipca 2020

Od Białej Zamieci CD Płomiennego Zachodu

Zamyśliłam się, ale po krótkiej chwili kiwnęłam ochoczo głową. Byłam zaciekawiona samcem, którego wcześniej wzięłam za obcego psa. Jednocześnie czułam się winna, iż go nie rozpoznałam. W końcu jestem na terenach swojego klanu, nie powinnam obawiać się nieproszonych gości... przynajmniej niezbyt często. Tymczasem medyk okazał się przyjacielski i na dodatek posiadał dużą wiedzę. Ciągnęło mnie, by wypytać go o zioła, czy inne roślinki.
— Nie jestem pewna, w którą stronę pobiegł. — Usiadłam. — Nie skupiłam się na zającu, ale wydaje mi się, że nie powinien być daleko stąd. Jeśli go nie znajdziemy, to możemy wybrać coś innego. Zawsze lepsze coś, niż nic, prawda? — Zamerdałam ogonem, który leżąc na ziemi, odgarnął parę przesuszonych liści.
Towarzysz bacznie mi się obserwował. Wiedziałam jednak, że zgadza się z moimi słowami i jak sam powiedział — jest gotów mi pomóc. We dwójkę o wiele łatwiej przyjdzie nam odnalezienie ofiary oraz złapanie jej. Zające wbrew pozorom są szybkie, a co za tym idzie, trudno je złapać. Chyba, że masz wystarczająco dużo pary w łapach, aby je gonić.
Wstałam i zaczęłam węszyć w powietrzu. Zapach zwierzęcia powinien być jeszcze wyczuwalny. Skupiłam się na tym, by odnaleźć ofiarę, tym samym zapominając o otaczającym mnie świecie. Z przymkniętymi oczami, poruszałam się powoli w stronę, z której czułam delikatny zapach zająca. Łapy mi się nie plątały, być może dlatego, że wciąż miałam kontrolę nad ciałem. Skupiałam się na odnalezieniu zdobyczy, ale też na tym, by przypadkowo nie wejść w dziurę. Czułam także obecność towarzysza, który spokojnie i cicho podążał za mną. Byłam zdziwiona, że potrafi poruszać się w taki sposób. Jak wojownik. Jednak był medykiem.
— Czuję go — odezwałam się w końcu, spoglądając jednocześnie na samca. — Najpewniej pobiegł w tamtym kierunku. — Czubkiem nosa wskazałam przed siebie. — I mam też pomysł. — Zamerdałam ogonem.
— Mów śmiało — zachęcił.
Uradowały mnie jego słowa.
— Pewnie zdajesz sobie sprawę, jak szybkie są zające. I na dodatek małe, co czyni je trudnymi do złapania. — Spojrzałam w oczy samca, które powiedziały mi, bym nie przestawała mówić. — A więc wpadłam na pewien pomysł, który pomoże nam go pochwycić! — Mój ogon poruszał się coraz szybciej przez wypełniający mnie entuzjazm. — Zakradniemy się najpierw do naszej ofiary. Chcę jednak, żebyś poszedł inną drogą. Jak wyskoczę, by go gonić, w pewnym momencie sobie odpuszczę, a ty dopadniesz go z drugiej strony, odcinając mu możliwość ucieczki. Powinieneś dać radę go złapać, prawda?
Płomienny zawiesił się, przetrawiając mój pomysł. Cierpliwie odczekałam, aż wypowie się na ten temat, choć w głębi rozsadzało mnie od podekscytowania.
— Możemy spróbować — odparł w końcu, a jego ogon delikatnie się poruszył.
— W takim razie pójdź w lewo, a ja w prawo. Wyczujesz go.
Samiec bez słowa wykonał to, o czym powiedziałam i po chwili już go nie widziałam. Została po nim jedynie woń ziół, która, wbrew pozorom, była całkiem przyjemna. Ja zaś powolnym krokiem zniknęłam w gąszczu krzewów. Przesuwałam się bardzo powoli, uważając na każdy odgłos, który mógłby spłoszyć ofiarę. Wstrzymywałam nawet oddech, co łatwe nie było. Nie chciałam jednak zaprzepaścić tak dobrego planu. Nie chciałam zawieść Płomiennego, którego dopiero poznałam.
Zatrzymałam się, gdy dostrzegłam tego samego zająca, który, jak wcześniej, spokojnie skubał źdźbła trawy. Wbiłam spojrzenie w jego szare futro i zaczęłam sobie wyobrażać, jak tobie kły w ciałku ofiary. Musiałam się jednak wstrzymać i czekać na odpowiedni moment.
Drgnęłam nerwowo w krzewach, w których czekałam w ukryciu. Ten jeden gwałtowny ruch spowodował, że zając uniósł zaciekawiony głowę i się rozejrzał. Na całe moje szczęście wrócił do jedzenia. Sapnęłam. Dobrze, że zające nie czują się obserwowane. Tak przynajmniej myślałam.
Odczekałam jeszcze parę chwil, aż w końcu zerwałam się do biegu. Wyskoczyłam z krzaków, pędząc prosto na zająca, który zorientował się o tym, co się dzieje, dopiero, gdy dzieliło nas niespełna parę kroków. Zwierzę podskoczyło wystraszone i rzuciło się pędem w pierwszą lepszą stronę. I tak, jak ustaliłam w planie, zaczęłam zwalniać, dając miejsce dla Płomiennego.
Rudy samiec wyskoczył z miejsca, w którym czekał przyczajony. Sierść zafalowała, przypominając mi drzewa jesienią i opadające z nich liście. Usiadłam i obserwowałam, jak pies goni zwierzynę przez naprawdę krótką chwilę. W ostatnim ataku rzucił się z gracją, zatapiając jednocześnie kły w ofierze. Nie można powiedzieć, iż było to widowiskowe. Dla mnie jednak wyglądało to, jakbym oglądała własne sny, gdy razem z innymi psami polujemy na zwierzynę. Nierealne, a jednocześnie wydarzyło się tuż przed moim nosem.
Podbiegłam do Płomiennego, który przyglądał się zwierzęciu.
— Udało się! — Z zadowoleniem obwąchałam martwego zająca. — Byłeś niesamowity!
<Płomienny Zachodzie?>
[723 słowa: Biała Zamieć otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

16 lipca 2020

Od Płomiennego Zachodu CD Białej Zamieci

Przez krótką chwilę mnie zamurowało. Czy suczka była gotowa mnie zaatakować? Wbiłem pazury w ziemię i westchnąłem cicho. Jestem medykiem, nawet psy z obcych klanów nie mogą mnie skrzywdzić — nasza "elitarna" grupa trzymała się z boku międzyklanowych utarczek. Po chwili uświadomiłem sobie, że nieznana mi postać nadal czeka, a ja w najlepsze stoję sobie wystawiony na atak i się zamyślam. Z dumnie uniesioną głową wyszedłem z kryjówki, omiatając wzrokiem przybysza, którego obserwowałem. Biała sierść odznaczała się na tle zielonej trawy, a oczy błyszczały.
— Witaj, jestem Płomienny Zachód, medyk klanu Ventus — powiedziałem jak zwykle opanowanym głosem i lekko skinąłem głową w geście szacunku. — A ty jesteś..?
— Nazywam się Biała Zamieć i jestem wojowniczką Ventusa. — Zamachała przyjaźnie ogonem. — Jak to możliwe, że cię nie poznałam...? Hm, no cóż, ale właśnie uciekł mi obiad, dzięki tobie!
Wyczułem w jej głosie nutę rozbawienia, a w bursztynowych ślepiach tańczyły wesołe iskierki. Ta początkowo powściągliwa i zdystansowana suczka nagle zajęła się ogniem energii, tryskał z niej optymizm, jak i ciekawość. Przy takiej osobowości nawet mój ogon, który zazwyczaj trwał w bezruchu, zamerdał radośnie. Biała nagle postawiła uszy i zaczęła węszyć w powietrzu. Udała się za złapanym zapachem, jednak nie tropiła zwierzyny. Zaciekawiony spojrzałem na jej umięśnioną sylwetkę znikającą za kępą mizernych paproci.
— Płomienny Zachodzie! — Na to zawołanie zerwałem się na łapy i pognałem w stronę głosu mojej towarzyszki. Gdy udało mi się dotrzeć do posiadaczki nieskazitelnie czystego futra, ujrzałem biały pysk wsadzony w jedną z roślin.
— Śmierdzi kotami! — Cofnęła się gwałtowanie z pyskiem wykrzywionym w grymasie. — Co to jest?
Natychmiast rozpoznałem delikatne kwiaty i charakterystyczne liście leczniczego zioła.
— To kocimiętka. Te małe futrzaki uwielbiają jej zapach i tarzają się w niej przy każdej okazji, która się nadarzy.
Zaś naszym klanom służy jako lekarstwo na zielony kaszel. Biała Ziemieci, jesteś genialna! Myślałem, że w tutaj nigdzie nie rośnie i będziemy mieć duży problem podczas Pory Nagich Drzew. Dziękuję. — Dotknąłem delikatnie nosem śnieżnobiałego boku Białej. — Może zrewanżuję się, pomagając ci w polowaniu? We dwójkę pójdzie nam na pewno lepiej.
Widząc niepewny wzrok bursztynowych oczu dodałem:
— Spokojnie, jeszcze umiem polować, nie mam dwóch lewych łap. Nie musisz się o mnie martwić, umiem o siebie zadbać.
<Biała Zamieci?>
[356 słów: Płomienny Zachód otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

Od Białej Zamieci

Przysiadłam pod większym drzewem, nie odrywając wzroku od potencjalnej ofiary. Mały zając skubał trawę, nie zwracając uwagi na to, co działo się dookoła niego. Mój ogon spokojnie latał z lewa na prawo. Odczuwałam ekscytację. Wizja pogoni za zwierzęciem, które nie grzeszyło szybkością, napełniało mnie przyjemnym uczuciem. Rozlewało się ono po całym ciele, wnikało w mięśnie, sprawiając, że te zaczynały się spinać. Moje ciało powoli zaczynało wychodzić spod mojej kontroli. Przestawało być czymś, co do mnie należy.
Zając wciąż był zajęty skubaniem trawy. Jeszcze chwila. Jeszcze tylko chwila. Czekam na odpowiedni moment, choć łapy rwą mi się do biegu. Wbiłam pazury w ziemię. Jeszcze nie teraz, jeszcze nie. Obserwuj.
I kiedy zając podniósł mały łebek do góry, by się rozejrzeć, wyrwałam ze swojego dotychczasowego miejsca obserwacyjnego. Przez sierść przechodził delikatny wietrzyk. Ofiara ruszyła biegiem w wyższą trawę, co parę kroków skacząc, aby nie dać się złapać. Pędziłam za zającem, omijając przeszkody, leżące na ziemi i skacząc równie zwinnie, jak zwierzę, które goniłam. W uszach słyszałam pulsującą krew. Adrenalina mnie wypełniała.
Nie traciłam celu z oczu. Śledziłam go, skupiając się jednocześnie na tym, by nie zwalniać. Być może biegłabym dalej, przecinając rześkie powietrze, lecz coś sprawiło, że gwałtownie zahamowałam. Wbiłam pazury w ziemię, pozostawiając po sobie długie wyrwy. Otrzepałam się i rozejrzałam. Czułam na sobie czyjś wzrok. Baczny i czujny. Ktoś mnie obserwował. I teraz, jak pozostawiłam gonitwę za celem, który miał służyć mi za chwilę rozrywki, zniknął. Nie czułam natrętnego spojrzenia czyichś oczu.
Rozejrzałam się, nie będąc usatysfakcjonowania faktem, iż ktoś mógł tak szybko odpuścić. Skoro mnie obserwował, to czegoś ode mnie chciał. Prześlizgnęłam się między dwoma krzakami. Właśnie w tamtym kierunku odczuwałam obecność kogoś obcego. Przystanęłam. Zamknęłam oczy i zaczęłam wsłuchiwać się w odgłosy natury. Śpiew ptaków, szumiące drzewa, uginające się pod wiatrem, ale też... charakterystyczne szuranie.
Wystawiłam łeb i się rozejrzałam. Nie widziałam niczego, prócz drzew i mniejszych krzewów. Czułam tym razem zapach. Mój węch jeszcze mnie nie zawiódł, więc postanowiłam ruszyć za dziwną wonią. Idąc tym tropem, trafiłam w końcu na innego psa. Nie zdążyłam mu się jednak przyjrzeć. Widziałam tylko kawałek ucha oraz ogona. Wyczuł mnie i się schował.
— Kim jesteś?! — zawołałam. — Jak nie wyjdziesz, to cię dorwę! — warknęłam udawanym, groźnym tonem.
Chciałam zobaczyć, czy stchórzy na te słowa i wyjdzie z ukrycia.
Żadnej reakcji. Pies, którego widziałam, nawet się nie ruszył. Byłam pewna, że kogoś tam widziałam, nie mogło mi się przewidzieć. Na dodatek wciąż czułam nieznany mi zapach.
— Podejdę tam! — warknęłam znów.
Wcale nie miałam zamiaru tam podchodzić. Chciałam, by obcy sam do mnie wyszedł.
<Ktoś?>
[420 słów: Biała Zamieć otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]