Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mała Kropla × Słoneczny Pysk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mała Kropla × Słoneczny Pysk. Pokaż wszystkie posty

28 lutego 2021

Od Słonecznego Pyska CD Małej Kropli

Słoneczko dalej była lekko przestraszona. Po całej ucieczce Dwunożnym denerwowała się, że mogą chcieć je dorwać i odzyskać swój posiłek. Rozglądała się nerwowo, gdy Mała Kropla kosztowała zdobyczy. W końcu, nadstawiając uszy, zbliżyła się do dziwnego, białego puchu. Przypominał trochę pajęczynę, a trochę puchate kulki dmuchawców. Powąchała jedzenie Dwunogów i polizała kawałek. Dziwaczny puch rozpłynął się natychmiast na języku suczki, a ta, zdziwiona, potrząsnęła łbem. Kropla pałaszowała już patyk w najlepsze, ale Słoneczny Pysk cały czas nie była przekonana. Spróbowała ponownie i choć zdobycz wydawała się smaczna, to suczka powstrzymała się przed jedzeniem.
— Wiesz, co to jest Kropelko? — zapytała swojej towarzyszki, mimo że domyślała się odpowiedzi. Czarna psina pokręciła łbem, ale nie przerwała posiłku.
— Może lepiej zabierzmy to do obozu… Może ktoś wie, co to jest, Podgrzybek czy ktokolwiek. Co ty na to?
— Jak chcesz — odparła Mała Kropla. Skończyła ogołacać patyczek z białego puchu i zaczęła zagarniać jedzenie do torby, którą Słoneczko porwała Dwunożnym. Suczki chwyciły także resztę zdobyczy i po zbadaniu, czy nikogo nie ma w pobliżu, skierowały łapy w stronę wyjścia z parku.
Zaczynało się wypogadzać, co oznaczało, że pewnie więcej Dwunożnych będzie na ulicach. Suczki szły w ciszy, z pełnymi pyskami. Słoneczko oczywiście cieszyła się, że może pomóc klanowi i przynieść zdobycz. Zwłaszcza że Pora Nagich Drzew szalała w najlepsze. Radowało ją również naturalnie, że Mała Kropla także coś przyniesie. Szepty o tym, jakoby była za mała, by być przydatna, bardzo ją smuciły. Wiedziała, że każdy w klanie jest potrzebny i nie może tak być. Cieszyła się też, bo w końcu był taki piękny dzień. Nie było dziś żadnych powodów, by być smutnym. Życie wydawało się malować wszystko w jasnych barwach, nic tylko się uśmiechać i cieszyć. Dlatego Słoneczko była taka szczęśliwa, w końcu wszystko wydawało się dziś takie piękne, prawie idealne. Tylko dlaczego te jasne barwy wydawały się razić w oczy, jak ten śnieg leżący wszędzie, na który spojrzy się po wpatrywaniu chwilę w słońce?
Suczki doszły do siedziby Wodnych i położyły zdobycze na niewielką jeszcze stertę jedzenia. Rozeszły się, każda do swoich legowisk, a piękny dzień rozpoczynał się w najlepsze.
<Koniec wątku, przepraszam, ale nie dam rady raczej prowadzić tak wielu /; >
[345 słów: Słoneczny Pysk otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

19 stycznia 2021

Od Małej Kropli CD Słonecznego Pyska

Mała Kropla postanowiła czekać razem z Słonecznym Pyskiem aż nadarzy się okazja. Oczywiście myślała że o tym samym pomyślała Słoneczko, jak wymieniły spojrzenia. Inaczej by tutaj nie czekała. Chociaż kto miałby biec? Słoneczny Pysk jest szybsza, więc ona powinna, ale nie tak zręczna jak Mała Kropla. Mogła coś zrobić niedokładnie i byłaby złapana, a jak niby ona wtedy miałby jej pomóc? Nie miałaby jak! Co ona mogłaby zrobić? Wbiegłaby tak i ugryzła ich? Jeszcze by się czyjś zaraziła, fu! To że to coś z torby ładnie pachnie, i smacznie, nie znaczy że oni mogą być czyści czy coś. Mniejsza, ważne że nie chciała ich dotykać. Dlatego do kiedy przynajmniej nie było okazji musiała przemyśleć to, a przecież chciała to sobie porwać, na pewno będzie pyszne!
— Na trzy ruszysz biegiem tam. Szybko bierzesz i tu wracasz, nawet jak będzie tego więcej, rozumiesz? — powiedziała szeptem do Słoneczka, a gdy ona kiwnęła głową do Kropli przysiadły czekając.
Za długo nie było tego momentu, przez co Mała Kropelka zaczęła się niecierpliwić. Machnęła ogonem zniecierpliwiona, ile można tak siedzieć? Niech w końcu to zostawi. No a może to jest coś naprawdę pysznego? Dlatego tego nie chce zostawić? Gdyby przecież tego nie chcieli. mogli po prostu zostawić. Ona przecież by tak nie zostawiła swojej zwierzyny na widoku, tak aby ktoś mógł to sobie wziąć. Ale ona to zakopywała tak, aby nikt tego nie widział. Co do zapachu, to nie była aż tak pewna. Było czuć ten ich przysmaczek, a przynajmniej Słoneczny Pysk czuła. Ona to prędzej zobaczyła. Przez chwile się tak zamyślała, aż w końcu się otrząsała w samą porę. Pokręciła pyskiem na boki, widząc że zostawiają na chwilę torbę, to była okazja! Tylko aby Słoneczko tego nie zepsuła.
— Lecisz! — krzyknęła suczka, jednak się poprawiła szybko. — Znaczy trzy, dobra po prostu biegnij! — Gdy już skończyła mówić suczka była przygotowana i wystrzeliła. Co prawda, widziała niektóre psy jak szybciej biegały, ale dawała sobie radę.
Po chwili widząc że wyprostowani wracając już jej serce zaczęło szybciej bić. Przecież oni ją złapią! A ona była dopiero przy torbie, ewidentnie szukała tego. A nie było czasu! No i co ona biedna zrobi? No wiecie. Niestety Słoneczny Pysk nie mogła wrócić… um.. czemu? No wiesz, wypadek przy pracy. No oczywiście bo przecież przywódczyni by w to uwierzyła. Nie dość że to jeszcze była jej wina, przecież to ona powiedziała, że ma już biec. No i co teraz zrobić. Zaczęła w miejscu przebierać zestresowana łapami. Widząc iż Słoneczko też zauważyła, że dwunożni wracają wzięła szybko całą torbę i podbiegła do Kropli. Co za szczęście! Tylko co one właściwie ukradły poza tym jedzeniem? Na pewno było tam coś więcej, a nie tylko te jedzenie. Otrząsnęła się ponownie z tych zamyśleń i gdy suczka do niej podbiegła ruszyły przez park z torbą. Złodziejki jedne. Na Gwiezdnych, ale jak ona się bała o nią. W końcu klan bardziej by może się obchodził jej zniknięciem niż tym, że Mała Kropla coś upolowała, ale to nieważne bo przecież żyje. To najważniejsze. Zatrzymały się po chwili gdzieś w dosyć wysokiej trawie, a przynajmniej dla niej, i Słoneczka była ona dosyć wysoka. Spojrzała na torbę, gdy ona tylko ją wypuściła z zębów.
— No to zobaczmy, co my tu mamy… — Rzuciła szybko Kropla i podeszła do torby, przewracając ją. A z niej wypadło mnóstwo rzeczy, wraz z tym pysznym jedzonkiem. Uśmiechnęła się biorąc je w pysk i lekko odsuwając. — A może coś jeszcze… — rzuciła szybko i wepchnęła pyszczek w torbę. Ale nic ciekawego nie było. Słyszała tylko, jak coś Słoneczko tam, chyba rzuca. Chociaż i tak torba zagłuszała i nie słyszała do końca. 
Suczka wyciągnęła pysk z torby i zauważyła jak Słoneczny Pysk uderza w jakieś czarne, małe pudełeczko. Zaciekawiona przekręciła głowę w lewo i schyliła głowę do owego pudełka. Jej towarzyszka też chyba była tym zaciekawiona, bo patrzała na to tym samym wyrazem pyska.
W jednym uderzeniu serca pudełko zaczęło wibrować i wydawać z siebie głośny dźwięk! Nawet Kroplę to zabolało, a co do tego Słoneczko. Od razu obie odskoczyły od tego czarnego czegoś. Normalnie pudełko by raczej nie wydawało dźwięków. No chyba że to ona się na czymś nie zna. Jasna suczka syknęła kładąc uszy na to coś, które dziwnie zaczęło do tego świecić trochę. Czarno-biała wojowniczka zrobiła to samo. Po chwili dopiero Słoneczny Pysk rzuciła to coś w krzaki. Chwile jeszcze słyszały to coś, ale przestało, w końcu wydawać ten dziwny dźwięk! Kropla się wyprostowała i spojrzała raz na krzaki, a raz na Słoneczko. 
— Co to niby było? — powiedziała dosyć nieprzyjemnym tonem. Dopiero co oberwała po uszach. Oby tylko Słoneczny Pysk nie ogłuchła od tego. 
— A bo ja wiem? Głośne! — odpowiedziała a Kropla odetchnęła, czyli jednak nie ogłuchła od tego. 
— Zajmiemy się tym jedzeniem? — Podsunęła pomysł Kropla trochę bardziej przekonana i spojrzała na to, na co polowały. Uśmiechała się do siebie.
— Oczywiście! — powiedziała z optymizmem i schyliła głowę do zawiniątka. 
Ciekawe, co to jest takiego, tak pięknie pachnie, musi to być przecież coś pysznego. Nie ma opcji. Gdyby to dosyć źle pachniało to by na to nie polowały, i by nie kradły tego czegoś co wydawało ten dźwięk. Plus jeszcze przecież tyle rzeczy tu leżało w trawie! Plus torba. Kropla zanim zobaczyła, co wyciągnęła Słoneczny Pysk spojrzała na te rzeczy. Było tu jakiś… patyk, tylko że taki biały. Do czego on mógł służyć? A poza tym, było trochę więcej takich patyków. Do tego jakiś puch się rozsypał. Przez co w niektórych miejscach trawa nie była taka zielona. Chociaż z drugiej strony, czy dwunożni wrócą po te rzeczy? Raczej widzieli jak uciekają z ich rzeczami. Dlatego mogli teraz szukać tego! Spojrzała w końcu znowu na suczkę która już odpakowała tą pyszność. Uśmiechnęła się. To dlatego to tak dobrze pachniało! Wiedziała. Kto by się spodziewał? Przynajmniej to nie brzęczy i nie wydaje jakiś dźwięków jak tamto coś. 
<Słoneczko?>
[959 słów: Mała Kropla otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

17 stycznia 2021

Od Słonecznego Pyska CD Małej Kropli

— Nie mam — odparła.
Mała Kropla wpatrywała się w nią jeszcze chwilę. Słoneczko wiedziała, że powinna coś wymyślić, w końcu to ona zaproponowała, żeby tu przyszły i zapolowały. Niestety Dwunożni nie zapowiadali współpracy w pozyskiwaniu zdobyczy; spacerowali tylko, nie przyciągając do siebie żadnych wiewiór. I co teraz? Jaki ma plan? Żaden. Może w innej części parku będą mieć więcej szczęścia.
— Spróbujmy porozglądać się tu trochę, może gdzie indziej nam się poszczęści — zaproponowała Słoneczny Pysk. Kropla przystała na to bez słowa i czekała, by ruszyć za towarzyszką.
Słonko czuła się dziwnie, nie podobało jej się to niespodziewane przejęcie sterów w misji. Nie, żeby była to jakaś poważna sprawa — choć polowanie jest przecież bardzo ważne dla klanu — ale jednak czuła jakąś niewyobrażalnie wielką presję. Mała Kropla była, jak można wywnioskować z imienia, mała. Nie należała do najszybszych czy najsilniejszych wojów, przez co wiele psów traktowało ją ulgowo czy z pobłażaniem. Słoneczku bardzo się to nie podobało, uważała, że każdy wojownik jest wart tyle samo, nieważne czy duży, czy mały, słabszy czy silniejszy. Zresztą, sama nie należała do najlepszych…
Te rozmyślania sprawiły, iż przez myśl przemknęło jej, że o niej samej w klanie też przecież pewnie tak myślą. Szybko jednak przegoniła to zmartwienie i zastąpiła determinacją. Nie będą mieli powodów, by tak myśleć jeśli będą przydatne. A bycie przydatnym oznacza, że upolują te wiewiórki, choćby miały polować do nocy. Z tym postanowieniem Słoneczko ruszyła pewniej przed siebie. Za sobą słyszała ciche stąpanie Kropli. Musiała stawiać łapy w jej śladach, bo praktycznie nie było jej słychać.
Z początku skierowały się w stronę jeziora. Minęły rząd wierzb, których witki były teraz całe białe i lodowe. Wyglądały, jakby niezliczona ilość bardzo cienkich sopli postanowiła uformować drzewa. Wszystkie drzewa w parku wyglądały tak nienaturalnie. Rosły daleko od siebie, nie można się było dobrze ukryć, cały czas czuło na widoku. Rosły też w dziwacznych formacjach, jak półkole przy tym dziwnym domu dwunożnych, tym, od którego zawsze czuć było okropny odór. Albo jak ten rząd wierzb, a obok rząd klonów. Klony. Kiedy suczki obok nich przechodziły, by ominąć odsłoniętą ścieżkę Dwunożnych i zakraść się za staw, Słoneczko wspominała swoją mentorkę. Klonowe Ucho była dobrą, choć trochę surową nauczycielką. Ciekawe co by powiedziała, gdyby wiedziała, jak zagubiona jest jej ostatnia uczennica, mimo że przecież umiała polować. Pewnie jak zwykle wyglądałaby na bardzo zmartwioną. Najgorsze, że Słoneczko powoli zaczynała rozumieć, czemu mentorka zawsze wyglądała na tak zmartwioną jej losem.
— Tu chyba nam się nie poszczęści — burknęła Mała Kropla. Faktycznie, nie wyglądało to najlepiej. Po drodze nie minęły żywego stworzenia, a tutaj też nie było po nich śladu. Wszystko było spokojne, przykryte śniegiem i zamrożone.
— To chodźmy w inną część parku! — Słoneczko nie traciła entuzjazmu. W końcu muszą coś upolować. Może gdzieś dalej natkną się na grupę gołębi? A może im się poszczęści i trafi się mysz? Nic nie poradzą, stojąc tu. Nawet żadnych porządnych tropów nie dało się zwęszyć. Suczka ruszyła więc, a za nią ponownie podążyła jej towarzyszka.
W końcu kiedy znalazły się w pobliżu miejsca, w którym Dwunożni często się zatrzymywali (z zupełnie niezrozumiałych dla Słoneczka przyczyn — wszystko było zupełnie odsłonięte) nadarzyła się dogodna okazja. Ukryte za lichymi zaroślami najlepiej jak mogły, suczki obserwowały proces darowania orzechów wiewiórkom. Słoneczko dojrzała aż trzy rude kity, co w parku było prawdziwą rzadkością. Teraz pozostawało czekać na odpowiedni moment. Nie były daleko, ale i tak trzeba było wszystko rozplanować. Wiewiórki są szybkie i nawet jeśli dorwą tylko jedną, to będzie sukces.
Czas mijał, ale psiny nie spieszyły się nigdzie. Uważnie obserwowały ofiary. Kiedy w końcu Dwunożni odwrócili się i ruszyli swoją ścieżką, pojawił się odpowiedni moment. Podkradły się cicho (na tyle, jak bardzo pozwalał na to śnieg) od dwóch stron krzaków. Ruszyły na wiewiórki, starając się biec tak, by odciąć im ewentualną drogę ucieczki na najbliższe drzewa. Słoneczko czuła jak łapy ją palą od ciągłego przyspieszania. Ofiary przez moment nie wiedziały gdzie uciekać i to przypieczętowało ich los. Choć suczki omal się nie zderzyły, udało im się dopaść dwie wiewiórki. Co prawda jedną z nich tylko dlatego, że Mała Kropla uderzyła w nią łapą, hamując, ale w końcu liczyła się zdobycz. Przy tak szybkich stworzeniach można było powiedzieć, że naprawdę miały szczęście.
Zadowolone ruszyły, by przejrzeć kolejną część parku, ale do nosa Słonecznego Pyska dotarł kuszący zapach. Spojrzała na towarzyszącą jej członkinię klanu i dała znak, by ruszyły za wonią. Po krótkim czasie okazało się, że zapach zaprowadził je do Dwunogów, a wydzielało go jakieś zawiniątko w torbie, leżące na twardej ścieżce obok nich. Suczki, ukryte za wielkim dębem, wymieniły spojrzenia. To mogło być coś warte przechwycenia.
<Mała Kroplo?>
[754 słowa: Słoneczny Pysk otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

20 grudnia 2020

Od Małej Kropli CD Słonecznego Pyska

Suczki przez krótką chwilę dwunożnych. A no tak, nie krótką chwilę, bo nawet Mała Kropla zdążyła się przyjrzeć im. Było dużo dorosłych. A dokładniej 4. Jednak oczywiście były też tam ich młode. Było ich tam naprawdę dużo. Aż jej się wtedy liczyć odechciało. Machnęła raz ogonem i zauważyła, jak najmniejszy z tych dwunożnych odbiegł na chwilę od nich, a kilka poszło za nim. Spojrzała na swoją przyjaciółkę i machnęła ogonem. Oczywiście ona miała chęć, aby pobiec tam i zabrać im jedzenie. Ale z drugiej strony Słoneczny Pysk jest szybsza od niej, więc lepiej by to zrobiła. Co było też oczywiste, że jest szybsza. Przez co też w myślach pojawił się jej grymas, nie pokazała tego po sobie. Poczekała chwilę, aż suczka pobiegnie, ale tak się też nie stało, co trochę zdenerwowało Małą Kropelkę.
— Biegnij — w końcu rzuciła Mała Kropla i machnęła ogonem, oczekując. Może ona czeka na jeszcze lepszy moment? No przecież go nie będzie. Mogła już iść.
— Zobacz, już wracają — odpowiedziała, trochę chyba chcąc uspokoić ją. Uchh… denerwował ją czasami jej ton, albo też i ona sama. Dobijała ją ta jej cała energia z życia. Co prawda też ona przejmuje się uczuciami innych, co jej się akurat w niej podobało, a jak ktoś ją znał dłużej, to wiedział, że bardzo jej się to podobało. Jednak też z drugiej jak by martwiła się o innych, to by było słabo. Phi! Kropelka spojrzała na dwunożnych. Rzeczywiście, już wracali. Trzepnęła ogonem niezadowolona. Przecież mogła wcześniej pobiec po to! No ale oczywiście nie mogła po to pójść. Popatrzała znowu na nią i uśmiechnęła się, aby nie pokazać, że jest zła czy coś, poza tym i tak nie widać było tego po niej.
— No to pójdźmy polować na te wiewiórki — powiedziała równie miło jak na nią patrzyła i ruszyła trochę dalej od dwunożnych. Przecież nie chciały wrócić z niczym, a tym bardziej, aby dwunożni je złapały lub coś podobnego. To byłby nie do pomyślenia.
Słoneczny Pysk razem z Małą Kroplą już odeszły trochę dalej od tej dziwnej kładki. Rozejrzała się po drzewach. Wiewiórki nie było na żadnej z gałęzi… kto by się spodziewał. Przecież na pewno już śpią w tych swoich norkach. Dlatego też nie lubi polować w tę porę, a co ja gadam. Ona nie lubi ogólnie tej pory. Jest tylko zimno i nie ma co zjeść. Trzeba mieć jakieś strasznie długie i gęste futro, aby w tę porę nie było Ci zimno. A przecież Mała Kropelka takim futrem nie dysponowała! Uch! Wzięła wdech… co ona czuła? Nic? Tak, chyba że liczymy chłód, który uderzył ją mocno w nos. Rozejrzała się. Nawet nie zauważyła kiedy Słoneczny Pysk zaczęła skradać się do wiewiórki, a dokładniej kiedy Słoneczko już skoczyło na wiewiórkę, bo już ją zakopywała. Szybka jest — pomyślała Kropla i znowu się rozejrzała. Ona w polowaniu za dobra nie była, więc po co się zgłaszała do polowania ze Słonecznym Pyskiem? Oto pytanie. Przecież może sobie wstydu narobić. Albo z drugiej strony pokazać, jaka jest słaba i że potrzebuje więcej uwagi… chociaż też na wojownika tak nie przystało. Była już wojownikiem, więc powinna sama dbać o siebie! Kusiła ją jednak ta opcja z opieką. Pokręciła szybko głową na boki, próbując wyrzucić te myśli z głowy. Jednak to nic nie dało. Co poradzić, że Mała Kropla jest taka… malutka i zbyt bardzo skupia się na sobie? Może trochę jest tą egoistką, ale chyba próbowała to ukryć, nie tak jak inne swoje wady, które wytykała często tak, aby inni pomyśleli, że sami na to wpadli lub coś takiego. Trzeba w końcu coś złapać Mała Kroplo. Syknęła do siebie w myślach suczka i ruszyła między drzewa. Może znajdzie jakąś zdobycz zapomnianą i powie, że to jej? Mało prawdopodobne, ale zawsze jednak możliwe. Może jakiś pies ma po prostu taką pamięć, że zapomniał no. Albo jak ją Słoneczny Pysk przyłapie to co wtedy? Przecież na pewno to zrobi i będzie źle! Uzna jeszcze, że się nie nadaje na wojownika. I ma rację przecież. Powinna już dawno iść na ucznia medyka, ale przecież Mała Kropla nie chce iść na ucznia medyka, to te zioła są nudne. Ona najlepiej nadawałaby się na karmicielkę. Przecież ona co umie, walkę umie tak trochę, z polowaniem idzie jej trochę gorzej przez te jej super zmysły… Zioła są nudne i prędzej by psa zabiła, niż uratowała. A opiekowanie się szczeniakami? Raczej to jest proste, ale jeszcze trzeba lubić te szczeniaki. Ale trzeba też się do czegoś przydać w klanie. Przez te zamysły nawet zapomniała, że miała polować. Właściwie to już sobie właśnie przypomniała. Rozejrzała się. Jak niby miała je z kryjówek swoich wydostać? Orzechy! Tak! To dobry pomysł. Tylko najpierw trzeba te orzechy znaleźć… pomyślmy. Słoneczny Pysk przecież złapała jakąś wiewiórkę tam. Czyli też pewnie ma orzechy. Wraca do niej i spogląda na nią.
— Masz orzechy? — powiedziała w końcu i trzepnęła ogonem, oczekując odpowiedzi. Miała szczerą nadzieję, że ma te orzechy. Bo inaczej jak miała to zrobić? No właśnie. No, chyba że Słoneczny Pysk jest aż tak dobrym łowcą, że udało jej się inaczej złapać. To niech zdradzi swoją tajemnicę. Zostanie znowu Małą Łapą i Słoneczny Pysk zostanie jej mentorką. Idealnie po prostu. Niech się jeszcze bardziej cofnie do tych czasów. Idealnie. Do normalnego ucznia jeszcze niech się zniży. Jest młodą wojowniczką i zostanie znowu uczniem. Super. Po tych jej myślach można było stwierdzić, że… nie. Nie lubiła tych czasów. Kto by lubił? No, a przynajmniej tak ona uważała. Bycie wykorzystywanym przez wojowników do zmieniania im posłań… najgorzej. Albo jeszcze inne obowiązki... Na mentorów nie można narzekać. Bo przecież jej mentor ją dobrze nauczył i się starał. Ale Mała Kropla nie chciałaby wrócić do tych czasów za nic. Nawet gdyby miała zginąć i dołączyć do klanu Gwiazd. Po prostu wolała być już wojowniczką, która nic nie umie. Znowu pokręciła głową. Jej przemyślenia trwały... uderzenie serca. Dlatego z perspektywy jej przyjaciółki mogło to dziwnie wyglądać. Wzięła wdech i zauważyła, jak Słoneczny Pysk otwiera pysk, aby coś powiedzieć. W końcu usłyszy odpowiedź! Już ją to trochę na duchu podniosło. Teraz tylko czekała.
<Słoneczny Pysku?>
[995 słów: Mała Kropla otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

19 grudnia 2020

Od Słonecznego Pyska CD Małej Kropli

Słonecznemu Pyskowi źle się spało, a poranek nie zdołał tego naprawić. Niebo przykryte chmurami nie przepuszczało promieni, które mogłyby ogrzać psiny w Porze Nagich Drzew. Po patrolu większość myślała tylko by ogrzać się w legowiskach czy wtulić pysk w futro i przeczekać ten ponury czas. Słoneczko jednak postanowiła pomóc w zbieraniu jakże cennej obecnie zwierzyny. Była to doskonała okazja, by się do czegoś przydać, ale również, by rozruszać łapy i spróbować nie zamarznąć. Była to także doskonała okazja do pozbycia się przykrych myśli z głowy, wspominania, jak radosne niegdyś bywały takie dni.
Suczka postanowiła, że skieruje się w stronę parku, który może nie był najlepszym miejscem na zdobywanie zwierzyny, ale może uda jej się dorwać tam jakąś wiewiórkę. Wybrała trasę obok targu, myśląc, że może uda jej się dorwać do jednej z przekąsek Dwunożnych, ale wyglądało na to, że pogoda również dla nich nie wydawała się zachęcająca. Było ich niewielu, a ci, obok których przebiegła nie byli zbyt rozmowni. Wyglądali, jakby jedynie chcieli załatwić swoje sprawunki i udać się do legowisk jak najszybciej. W drodze do parku także było ich mniej niż zazwyczaj i Słoneczko zmartwiła się z tego powodu. To oni najczęściej wywabiali wiewiórki, zostawiając im orzechy. Postanowiła mimo wszystko nie rezygnować ze swojej wyprawy; jeżeli się nie powiedzie, spróbuje jeszcze w porcie.
Kiedy suczka zbliżała się już do znajomych koron drzew, poczuła jeszcze bardziej znajomy zapach. Albo był to obcy pies, który wpadł do jeziora, albo ktoś z jej klanu znajdował się w pobliżu. Słoneczna poczuła powinność odnalezienia znajomego wojownika — a nuż mogłaby w czymś pomóc? Podążyła więc za zapachem, oddalając zarazem od uprzedniego miejsca podróży. Miała nadzieję, że pies nie szedł w stronę siedziby klanu. Wyszłaby na zupełną miernotę, wracając z pustym pyskiem, w dodatku jeszcze tropiąc członka własnego klanu wracającego do legowiska.
Wkrótce jednak okazało się, że tropiony jegomość kierował się w stronę przeciwną. Zapach zaczął się nasilać, aż nagle ciszę przy kamiennej drodze, jaką przemierzała, przerwał głośny hałas. Był to ryk potwora, ale znacznie głośniejszy niż te, które słyszała do tej pory. Przerażona ruszyła w stronę krzaków, a gdy się przez nie przedarła, zobaczyła Małą Kroplę, za której zapachem tu przybyła. Zbliżyła się do niej szybko i trąciła nosem bok; potwór ryczał tak głośno, że nie było szans, aby suczka zauważyła ją w inny sposób. Gdy skierowała pysk w stronę Słoneczka, na chwilę przestała warczeć. Przestał to robić również potwór, miały więc szansę, by wymienić parę słów.
— Co tu robisz Słoneczny Pysku? — zapytała.
— Przyszłam szukać zwierzyny. Natknęłam się na twój zapach niedaleko, więc pomyślałam, że sprawdzę, co tu robisz. Miło cię widzieć w tym ponurym dniu Mała Kroplo. — Pysk Słoneczka się rozpromienił.
W tym samym momencie potwór podjął swój ryk, a ukryte w krzakach suczki się zjeżyły. Jednak tym razem przerażający dźwięk zaczął cichnąć, aż w końcu zniknął na dobre.
— Przyszłaś tu w jakimś konkretnym celu? Może mogę ci w czymś pomóc? — zagaiła Słoneczny Pysk. Znała Kroplę od małego, razem bawiły się jako szczeniaki. Pamiętała wspólne posiłki, zabawy i beztroskie życie jakby to wszystko było jeszcze niedawno. Jednak w tym czasie tyle zdążyło się wydarzyć, że wydawało się, jakby minęła prawdziwa wieczność.
— Właściwie możemy razem zapolować. Klan nie pogardzi zwierzyną, zwłaszcza podczas tej okropnej pory — odparła czarno-biała suczka. Słoneczko przytaknęła, choć w duchu wiedziała, że sama z jakiejś przyczyny lubi Porę Nagich Drzew.
Śnieg przykrywający ziemię upiększał brzydkie, twarde miasto, w którym przyszło im teraz żyć. Przywoływał też dobre wspomnienia beztroskiej zabawy. Oczywiście podczas tej pory nie jest lekko, czego psy wielokrotnie doświadczały, jednak miała w sobie coś urokliwego. A poza tym dobrze jest skupiać się na dobrych wspomnieniach, nie tych złych. Zabawy z Kasztanem i innymi szczeniakami wśród zasp, a potem tłumaczenie się zatroskanym rodzicom, ciotkom i wujkom ze swoich harców było zdecydowanie lepsze do przywoływania niż głód, zimno, wycieńczenie czy walki.
Suczki skierowały swoje łapy w stronę parku. Ziemia, po której dreptały, nie była przyjemna, ale i tak lepsza od kamiennej drogi Dwunożnych. Nieśpiesznie podążały trasą, rozmawiając i wymieniając się nowinkami odnośnie życia klanu. Kiedy dotarły do niedużej wyrwy, psiego wejścia do parku Słoneczko akurat zrelacjonowała poranny patrol. Kiedy znalazły się już wśród drzew, skierowały się w stronę dużej kładki Dwunożnych, jednego z ulubionych miejsc tutejszych wiewiórek. Postanowiły poobserwować chwilę samotnych, kręcących się po kładce Dwunożnych. Może nadarzy się szansa, by porwać im jedzenie, a może zdecydują się wywabić wiewiórki, w sobie tylko znanych celach oferując im orzechy?
<Mała Kroplo?>
[726 słów: Słoneczny Pysk otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

14 grudnia 2020

Od Małej Kropli

Mała Kropla, tej suczce nie chciało się siedzieć w obozie, więc po prostu wyszła. Aktualnie, było jej zimno, a czego można było się spodziewać po tej porze? Pora Nagich Drzew była najgorsza. Naprawdę jej nie lubiła. A kto by ją lubił? Nikt? Tak też myślała. Jej się nie da lubić. Wszędzie tylko zimno i brak zwierzyny. Najgorsza pora. Nie dość że jeszcze ona się do mało rzeczy przyda w obozie poza zajmowana się innymi… Uhhh… To było jeszcze gorsze. Mimo iż kochała swój wzrost, to nie mogła powiedzieć, że czasami nie było to uciążliwe. A tym bardziej, kiedy inni traktują ją jako gorszą. Lub jeszcze czego? Ona przecież się nie nadaje do polowania i wszystkiego… tia, oczywiście. Jeszcze wam udowodnię… pomyślała trochę zdenerwowana. Oczywiście lubiła, jak ktoś się o nią troszczył lub coś w tym stylu, jednak poniżanie jej związku z tym? Już nie było takie fajne przecież. Nikt by tego nie lubił na jej miejscu. Do tego jeszcze nie wiedziała, gdzie idzie. Po krótkiej chwili się zatrzymała i rozejrzała. Od tych wszystkich myśli trochę daleko przeszła. Ale że ją jeszcze łapy nie bolały? To trochę większe zdziwienie.
Poszukała kogoś przez krótką chwilę, czy nikt za nią nie poszedł? Bardzo by chciała, jakby jeszcze usłyszała że ktoś się o nią martwi? Najlepsze uczucie na świecie. Pod tym względem kochała swój wzrost. Mogli się przecież martwić że takiej suczce jak ona może się coś stać… Gdyby tylko nikt nie denerwował ją tym, że nic już nie powinna robić, bo przecież coś sobie zrobi, to by było naprawdę super. Troska jest dobra, ale nie aż tak. Albo też gdy tylko widziała jak ktoś się przejmuje kimś innym rozmawiając z nią… zabiła by tego słodziaka lub kogo tam jeszcze można tak nazwać. Po prostu nie wytrzymywała wtedy. Jednak wypadałoby być wtedy też miłym, bo inaczej co o niej pomyślą inni? Że jest jakąś wielką zazdrośnicą. Chociaż to cała prawda o niej, to wielka zazdrośnica. Chociaż jeśli by chodziło o partnera… to no dobrze. Można tak myśleć. Jednak najpierw musiałaby ona po pierwsze mieć partnera, aby ją tak nazwać. A ona była zazdrosna o uwagę każdego. Nie widząc nikogo, ani nie czując i nie słysząc ruszyła znowu szybkim krokiem, co prawda dla niej szybkim, ale dla innych psów to był po prostu zwykły spacerek. Stara się przyzwyczaić do tego marszu, aby móc chodzić na patrole. Co prawda, chodziła na patrole, ale musiała ciągle ich doganiać, a również nie chciała przecież się ociągać i opóźniać patrolu. Nie przeżyłaby tego, jakby przez nią jeszcze patrol by się opóźnił! Przecież to byłby wstyd! Jeszcze bardziej by inni myśleli, że przez swój wzrost dużo nie zdziała. Siłą? Nie. Sprytem? Może, chociaż psy są sprytne nawet. Zwinnością, której według niej nie miała? Może, ale nie. Usłyszała nagle coś głośnego. Tak głośnego, że nawet ona usłyszała. Energicznie odwróciła głowę w tą stronę. Oczywiście czuła, co to i nie widziała. Ale coś wielkiego. Trochę się wystraszyła, bo wiedziała że śledzenie jej jest bardzo łatwe. No ale co poradzić? Trochę się zjeżyła bo przecież czego ona mogła się spodziewać? Przez to swoje zjeżenie nic nie wniosło do jej wzrostu, no może tylko trochę, ale za dużo nie. Zaczęła warczeć cicho, może odstraszy napastnika?
<Ktoś?>
[531 słów: Mała Kropla otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]