Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Migoczące Światło †. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Migoczące Światło †. Pokaż wszystkie posty

28 maja 2021

Migoczące Światło umiera


Mianowany niespełna rok temu wojownik Ventus został wyniesiony przed obozem. Migoczące Światło niefortunnie zsunął się z dachu, lądując na ziemi ze złamanym karkiem. Pozostawił po sobie ostatnie opowiadanie, które można przeczytać tutaj.
Klan opłakuje go w jego drodze do Coelum. Teraz los Jaśniejącej Łapy, jego byłego ucznia, pozostanie w łapach innego mentora.

Od Migoczącego Światła

Migotek obiecał dziś swojemu uczniakowi wiele frajdy i nutkę adrenaliny. Nie ukrywając, zapewne sam mentor bał się bardziej niż uczeń, ale musiał się wykazać przed młodszym odwagą, to też bez narzekań, jednak z bijącym sercem, wdrapał się na dach za pomocą drabiny. Wczoraj wieczorem, gdy wojownik wracał z polowań, zauważył, że dwunodzy niefortunnie pozostawili drabinę przy zewnętrznej ścianie stajni. Sam Migoczące Światło oczywiście nie wiedział, do czego służy ten dziwny przyrząd, ale wyglądało na to, że umożliwiał on wejście na sam dach. Dach od zawsze był miejscem dziwnym i niedostępnym, teraz jednak zdawało się, że był na wyciągnięcie łapy. Taka okazja była nie do stracenia. Po krótkiej chwili, gdy już znajdował się ponad ziemią, pomógł dostać się na dach Jaśnieniu.
— Oto i jesteśmy. Piękne widoki, co nie? — wziął wdech i wydech, starając się nie mówić drżącym głosem.
— Cudowne! Naprawdę się cieszę, Migotku, że udało nam się tu dostać! — Młodszy trącił starszego łapą, na co ten zachwiał się niebezpiecznie, z trudem utrzymując równowagę.
— H-Hej, uważaj trochę! I nie nazywaj mnie Migotkiem, jestem twoim mentorem, trochę szacunku! — burknął i postąpił parę kroków w przód i uniósł łeb, próbując wyglądać choć trochę dumnie. — Wiesz, naprawdę wiele dla mnie znaczysz. Lubię cię i mam nadzieję, że postarasz się być dobrym uczniem, a następnie wojownikiem — na jego pysku zarysował się lekki uśmiech, teraz, czując się naprawdę dumnym. Trochę przeżył już w swoim życiu i wierzył, że przeżyje jeszcze wiele.
Biały chciał coś odpowiedzieć na te poruszające słowa, więc rzucił się z uściskiem na biszkoptowego. Starszy upadł, przy okazji uwalniając się spod łap Jaśnienia i gwałtownie zsuwając się z dachu. Spadając, szorował pazurami po powierzchni, jednak na nic zdały się jego próby utrzymania ciała na górze. Spadł na twardą ziemię, nie mogąc już wykonać żadnego ruchu.
Migoczące Światło umiera.

9 maja 2021

Od Migoczącego Światła CD Jaśniejącej Łapy

Już po raz drugi udało mu się przetrwać ciężka Porę Nagich Drzew. Drugi? Czy może już trzeci? Ach, kto by to liczył. Najważniejsze, że żyje i to całkiem dobrze. Już nic mu nie doskwiera i może cieszyć się pełnią życia. Epidemia zdawała się minąć, a klan pożegnał za sobą trudne chwile. Migoczące Światło mógł spać spokojnie, nie martwiąc się o zdrowie swoje i swoich bliskich. Jaśnienie już dawno wyzdrowiał i mogli wrócić do intensywnych treningów wśród zielonej trawy. W sercu Migotka paliła się nadzieja na to, że ta wiosna przeminie bez większych problemów.
Szarpał się ze znacznie niższym i drobniejszym od siebie uczniakiem, jakby to wcale nie miał nad nim miażdżącej przewagi i sam był niewiele mniejszy od samego Jaśnienia. Cóż, miała być to poważna walka w ramach treningu, a wyszło jak zwykle. Szamotali się jak najgłupsze i najniegrzeczniejsze szczeniaki, którym matka zaraz wytłumaczy, że takie wyrywanie sobie sierści jest niewłaściwym zachowaniem. Mentor, który powinien dawać dobry przykład swemu uczniowi i grać przykładną matkę, w rzeczywistości sam był jednym z tych szczeniaków. Gdy już ostatecznie padli zmęczeni i podrapani, wojownik wstał na równe łapy, głęboko dysząc.
— No, słuchaj, nic z tego — westchnął. Nici z jego planów, które ułożył sobie w głowie podczas wczorajszej nocy. Trudno go nie zrozumieć, kto by się oparł tak świetnej zabawie? Cóż, zapewne każdy dobry mentor, ale przymrużmy na to oko. Uznajmy to za rozgrzewkę. Tak, to była jedynie rozgrzewka i dopiero się rozkręcają. Jaśniejąca Łapa leniwie uniósł wzrok na towarzysza i wstał.
— To koniec treningu na dziś? Jestem już wykończony...
— Nawet mi o tym nie myśl! — przerwał mu stanowczo. — Dopiero zaczynamy! No, powiedz mi, czego się do tej pory uczyliśmy się i czego się nauczyłeś!
<Jaśniejąca Łapo?>
[280 słów: Migoczące Światło otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia, Jaśniejąca Łapa 2 Punkty Treningu]

22 kwietnia 2021

Od Migoczącego Światła CD Jaśniejącej Łapy

Zaniepokojony długą nieobecnością swojego ucznia w obozie, miał zamiar ruszyć na jego poszukiwania. Nie wybaczy sobie, jeśli okaże się, że jego uczeń jest martwy. Nie chciał myśleć tylko czarnymi scenariuszami, jednak te nie dawały mu spokoju.
— Idę szukać mojego ucznia, zjesz sam. Do zobaczenia! — rzucił pożegnalny uśmiech w stronę swojego brata, Krzemiennego Pazura. 
Tak, jego braciszek Krzemienna Łapa stał się już wojownikiem. Był z niego naprawdę dumny i cieszył się wraz z nim z tego osiągnięcia. Kiedy to wszystko minęło? Ledwo wyszedł ze żłobka, a sam już miał ucznia. Pomijając już ten fakt, gdy tylko pożegnał się z nim, sprężył swoje ruchy i ruszył na poszukiwania ucznia.
— Jaśniejąca Łapo! — wydobył ze swego pyska mieszaninę przerażenia i radości. Po pewnym czasie poszukiwań odnalazł białą kupę futra. Trącił go nosem i bez zbędnego wahania chwycił to ciałko nieszczęścia w pysk. Nabrał tempa i żwawym krokiem ruszył w stronę obozu, byle jak najszybciej jego uczeń dostał pomoc. No i ów pomoc otrzymał. Mentor cierpliwie czuwał przy nim w legowisku medyka, aż do pory, gdy ten wypoczął porządnie i był w stanie mówić. — Tłumacz się. Co, żeś ty najlepszego zrobił? — warknął. Znając życie, gdy tylko te wytłumaczenia dostanie, utuli go, a Jaśnienie będzie musiał obiecać, że następnym razem będzie bardziej na siebie uważał.
<Jaśniejąca Łapo?>
[209 słów: Migoczące Światło otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

12 kwietnia 2021

Od Migoczącego Światła CD Jaśnienia (Jaśniejącej Łapy)

Migoczące Światło jeszcze nigdy do tej pory nie czuł się tak źle. Nie pozostało mu nic innego jak leżeć w legowisku u medyka całymi dniami i przyjmować poszczególne medykamenty, które miały mu pomóc. Mimo zapewnień Manaciego Olbrzyma, zioła wcale nie poprawiały sytuacji, może jedynie znieczulały nieco ból i oszczędzały cierpienia, dając młodemu wojownikowi zasnąć głębokim snem. O tyle dobrze dla Migotka, że już niemal zapomniał o tragedii związanej z Białą Zamiecią i Złotą Gwiazdą, podobnie jak o tajemniczym zaginięciu Brązowej Blizny. Jednak po jego głowie krążyły kolejne zmartwienia. Był w pełni świadom, że jedynie leżąc, jak ostatni darmozjad nie przyda się na nic klanu. Ba, marnuje on tylko zioła i cenny czas medyków! Nie mógł znieść tej myśli. Zawsze pragnął być pracowitym wojownikiem, który zasługuje na to miano, a teraz? Na pewno nie wyglądał tak, jak zawsze pragnął wyglądać. Był młodszym starszym, który z powodu swojej niedołężności musiał trafić tam, gdzie trafił. Nie, żeby uważał, że przypadki psów, które przez niepełnosprawność wcześniej trafiły do legowiska starszyzny, powinno się tępić i nienawidzić, jednak do samego siebie podchodził znacznie bardziej krytycznie. Pragnął w końcu odzyskać siły i wrócić do pięknej codzienności.
Promienie słońca aż kusiły, by wyłonić się spod dachu stajni. Ileż można było siedzieć w jednym miejscu? Mimo że zima już tuż, tuż, na szczęście pozostawało jeszcze całkiem ciepło. Uczniowie, a nawet szczeniaki chętnie wychodzili na świeże powietrze, bawiąc się wśród opadłych liści. Wśród ów szczeniaków, znajdował się Jaśnienie, którzy od razu przykuł uwagę Migoczącego Światła. Na widok igrającego szczeniaka, pełnego energii, wojownik zastanawiał się skąd w tej niewielkiej istotce tyle siły i chęci do życia. Beżowy poczuł, że z chęcią dołączyłby do zabawy. Pokonałby białego w potyczce, triumfalnie wygrywając i ciesząc się swoim zwycięstwem. Dopiero po chwili, zdał sobie sprawę, o czym myślał i skarcił się, krzywiąc wyraz pyska. Jest dorosłym psem, wojownikiem, jak może marzyć o takich rzeczach? Powinien wrócić na ziemię i skupić się na faktach. Fakt na pewno było to, że nawet jakby bardzo chciał, nie mógłby zabawić się choć raz. Zwyczajnie nie miał na to sił i był chory... Może... Może jednak miał siły? Może warto spróbować? Ha, niech idzie, bo potem będzie tylko żałował!
— Jaśnieniu, Jaśnieniu! — wychrypiał, padając przed białym szczeniakiem. Od razu stanął na równe nogi, nie mogąc pozwolić sobie na zhańbienie swojego imienia. Cóż, i tak już pewnej było widać, że nie najlepiej z nim, ale mówi się trudno. — Klan nas potrzebuje, a ty się bawisz jak gdyby nigdy nic! Nie wstyd ci?! Idziemy zbierać zioła! — zażądał i nie czekając na żadne słowo sprzeciwu, ruchem łapy pchnął szczeniaka do przodu, byle jak najszybciej ulotnić się z okolic obozu, bo ktoś jeszcze zauważy, co on kombinuje.
Podreptał, kaszląc, by już po chwili znaleźć się przy krzaczku leczniczych roślin. Jego łapy od razu zerwały się do kopania, chcąc w jak najkrótszym czasie zdobyć jak najwięcej ziół i przydać się na coś klanu.
<Jaśnieniu?>
[477 słów: Migoczące Światło otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

19 marca 2021

Od Migoczącego Światła CD Jaśnienia

Wbił spojrzenie w białego szczeniaka na tle zieleni trawy, która znacznie kontrastowała z białą sierścią Jaśnienia. Poczuł w swym beżowo-białym futrze powiew ciepłego wiatru, który znacznie go rozweselił. Za taką Porą Zielonych Liści tęsknił. Poranna rosa jeszcze gdzieniegdzie skrzyła się na trawie, zachęcając, by ją zlizać. Jego serce rozpierała radość, pobudzająca wcześniejszego trupa do życia. Wszystkie jego troski wtem odeszły w zapomnienie. Miał inne rzeczy na głowie, inny cel. Spojrzeniem myśli sięgnął kilkoma, a może nawet kilkunastoma księżycami wstecz, gdy był jeszcze szczeniakiem. Widział w Jaśnieniu siebie z młodości, chociaż było między nimi kilka znaczących różnic. Migotek był słabym szczenięciem, był niczym jeden z ostatnich liści na drzewie w Porze Opadających Liści. Kruchy, delikatny, jednak nie był tak jeszcze zniszczony, jak te, które już opadły. Miał swój urzekający urok. Nie był też taki energiczny, w przeciwieństwie do Jaśnienia. Rzadko wdawał się w przepychanki z rodzeństwem, jednak zawsze służył pomocą i z chęcią wysłuchiwał problemów innych. Właściwie, nadal taki był. Nie zmienił się za wiele. W każdym razie młody wojownik dłużej nie mógł ignorować energii, która rozpierała go od środka.
— Pff, naprawdę myślisz, że będę dumny z takiej pierdoły? — parsknął, siadając i owijając schludnie ogon wokół łap. — Prawdziwi wojownicy ratują klan, a nie marnują czas, bawiąc się w zabijanie motyli. Jeśli chcesz, chociaż w małym stopniu dorównać wojownikom, musisz ratować klan — rzekł z dumą, unosząc się i szturchając szczeniaka łapą. Stanął przed nim, na tle słońca, dzięki czemu wyglądał niczym prawdziwy anioł, bohater i wojownik, który uratuje klan z niedoli. — Pomożesz klanowi, zbierając zioła. W takim razie... — poczekał jeszcze chwilę z wypowiedzeniem ostatnich słów na powiew wiatru, na którym jego sierść pofalowała, dzięki czemu wyglądał jeszcze bardziej heroicznie. Szczeniak przyglądał się wojownikowi z iskierkami w oczach, a jego delikatnie roztwarty pyszczek zdawał się dowodem na to, że Jaśnieniu rzeczywiście zaparło dech w piersiach. — Chcesz ruszyć ze mną na zbieranie ziół? 
 ~*~
Znaleźli się wśród kłosów złotego boża, umykając przed Dwunogami. Migoczące Światło nie do końca wiedział, na co im te wszystkie dziwne urządzenia, stwarzające tyle hałasu. Hałas, hałasem, jednak ów ustrojstwa wydawały się też niezwykle groźne, więc wojownik, dla bezpieczeństwa własnego, jak i też Jaśnienia, ukrył się przed wzrokiem Dwunożnych. Zaczynał żałować, że wziął ze sobą szczeniaka. Jeśli teraz coś mu się stanie, będzie za to odpowiedzialny i zapewne poniesie konsekwencje. Może niekoniecznie będzie to kara od lidera, ale na pewno będzie miał wyrzuty sumienia do końca życia, a wolał tego uniknąć. Zauważył też w oddali potwora Dwunogów. Machnął nerwowo ogonem. Oni tak specjalnie próbują zwrócić na siebie uwagę całej okolicy? Prychnął i skierował wzrok na szczenię, które wziął pod swoje skrzydła. Wyglądał na nieco przerażonego, jednak duma nie pozwalała mu na okazywanie strachu. Chciał dorównać wojownikom, prawda? Migoczące Światło podziwiał jego odwagę. Zapewne on, w jego wieku, stchórzyłby i uciekł z podkulonym ogonem.
— Słuchaj, no, mały — zaczął — zostajesz tutaj i nigdzie się nie ruszasz albo osobiście cię ukatrupię, jasne? — warknął. Hmm, czy nie zabrzmiał przypadkiem zbyt groźnie? Miał nadzieję, że nie przeraził tym szczeniaka jeszcze bardziej. — Teraz, idę po zioła. Niebawem wrócę — dodał, po czym wydostał się spod kłujących skórę kłosów. Nie zajęło mu długo, nim zauważył w pobliżu kępę ziół. Problem jednak był taki, że drzewo, pod którym rosły ów zioła, znajdowało się niebezpiecznie blisko Dwunogów. Raz już uszedł z życiem, gdy narażał się na wielkie niebezpieczeństwo, zbierając lecznicze rośliny, jednak mimo wszystko wolał nie stawiać wyzwania śmierci. Cóż, raz kozie śmierć. Dwunożni wcale nie są tacy groźni, prawda? Machnął ogonem i spiął mięśnie, przypominając sobie lekcje biegania Brązowej Blizny. Ruszył z kopyta, dobierając się do ziół, pragnąc zdążyć, uciec przed upadającym drzewem. Jeśli nie zdąży wykopać ziół na czas, zostanie przygnieciony lub będzie musiał się wycofać.
<Jaśnieniu?>
[608 słów: Migoczące Światło otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

6 marca 2021

Od Migoczącego Światła CD Jaśnienia

Było źle. Wszystko było źle. Okropnie. Okropnie źle. Nie tak, jak być powinno. Jak być powinno? Jego rodzina nie powinna umierać. Nie powinna. Powinni żyć. Żyć szczęśliwi. Uśmiechać się. Śmiać się. Kochać. Biegać. Czasami i płakać. Ale tylko czasami. Jednak... Tak nie było. Zamiast żyć, umarli. Zamiast uśmiechać się, płakali. Zamiast śmiać się, przeklinali. Nienawidzili. Powinien teraz biegać po polach. Wraz z Brązową Blizną lub Krzemykiem. Polować. Jeść ze smakiem. Tęsknił za tym, gdy był jeszcze uczniem i trenował u boku swojego kochanego mentora. Teraz był Migoczącym Światłem, nie Migocząca Łapą. Szkoda. Myślał, że będzie szczęśliwy. Sądził, że to będzie cudowny nowy etap w jego życiu. Co prawda, może i był to nowy etap w jego życiu, ale czy musiał zaczynać się tak okropnie? Czy jego rodzina musiała umierać? Czy musiał ich tracić? Nie musiał. Nie musieli, jednak... To zrobili. Umarli i nie żyją. Nie ma już ich przy Migotku. Tęskni za nimi. Cofnąłby czas, tylko po to, by ich jeszcze raz zobaczyć. Wtulić się w ich futra, złapać delikatnie zębami ich ucha i uśmiechnąć się dla nich. Złota Gwiazdo. Biała Zamieci... Brązowa Blizno!
Młody wojownik leżał na swoim posłaniu, oświetlanym przez promienie słońca. To była wyjątkowo piękna Pora Zielonych Liści, Migoczące Światło widział to i dobrze o tym wiedział, jednak nie przejmował się tym. Może i widoki były piękne, jednak nie cieszył się nimi. Wywoływały u niego łzy, więc jeśli tylko mógł, pozostawał w legowisku wojowników. Niedawno przeszedł też mianowanie na wojownika. Dobrze pamiętał klan skandujący jego wojownicze imię i słowa wtedy jeszcze żyjącej Złotej Gwiazdy.
— Ja, Złota Gwiazda, lider Ventus, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tego ucznia. Ciężko pracował, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam go wam jako wojownika. Migocząca Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia? — mówiła suczka poważnym tonem głosu. Migotek zastanawia się, czy była ona wtedy z niego dumna. Czy jest z niego dumna? Jej syn został mianowany przez nią na wojownika. To ogromny powód do dumy, prawda?
— Obiecuję — mówił wtedy jeszcze Migocząca Łapa. Stresował się i cudem powstrzymał od nerwowego przebierania łapami. Musiał zachować powagę i prawidłową postawę.
— A zatem mocą Coelum nadaję ci imię wojownika. Migocząca Łapo, od dziś będziesz znany jako Migoczące Światło. Gwiezdni honorują twoją wierność i odwagę, a my witamy cię jako pełnoprawnego wojownika Ventus — ów słowa odbijały się w jego głowie niczym echo. Ach, ledwo co został wojownikiem, powinien udowodnić, że nie bez powodu został mianowany jako pierwszy z rodzeństwa. Jego ciało było dziwnie ciężkie, cięższe niż zazwyczaj. Nie miał sił, by się podnieść, mimo że mówił sobie w głowie No dalej, wstawaj, Migotku! Promyki słońca zaglądające w jego oczy powinno go rozbudzić, jednak w praktyce i one nie działały. Tylko gdy trzeba było wyjść na polowanie, czy patrol, niechętnie unosił się na cztery łapy i szedł.
Był jednak pewien moment, gdy poczuł w sobie szczęście. Radość. Uśmiechnął się. Tak, uśmiechnął się. Szczerze. Ruszył przez obóz, wchłaniając nosem zapach siana i koni. W budynku było bardzo jasno, zielona trawa na zewnątrz wręcz błagała się o to, by po niej pobiegać. Szedł uśmiechnięty od ucha do ucha, nie zważając na przeszkody i klanowiczów. Zatrzymała go dopiero skrzynia, w której to utknął biały szczeniak. Jaka głupota. Urocza głupota. W co on się wpakował? I teraz nie mógł wyjść. Żałosne. Urocze. Bezbronne. Nieświadome. Co spotka to szczenię w życiu? Zagłodzi się, zamknięte w skrzyni? Zmiażdży je koń? Porwie je dwunóg? Rozszarpie je wrogi wojownik? Śmierć. Przed oczami biszkoptowego pojawił się obraz rozszarpanego, małego ciała, pokrytego białym futrem i krwią, leżącego w skrzyni. Bezbronny szczeniak, zabity. Biedak, nie miał jak się bronić. Nikt go tego nie nauczył. Czemu? Było za młode? Tak, to na pewno to, ale kiedyś jeszcze ktoś je tego nauczy. Nie, już za późno. Ono już przecież nie żyje. Czy ono... Naprawdę nie żyło? W końcu coś go pchnęła w środku i przewrócił skrzynię. Nie za mocno, ale na tyle mocno, by upadło. Nawet jeśli nie żył, dobrze byłoby odbyć przy jego ciele nocne czuwanie. To będzie duża strata dla klanu. Cóż, życie jest brutalne i niesprawiedliwie. Nie zastanawia się. Bierze i bierze. Śmierć jest częścią życia. Śmierć to życie. Życie to śmierć. Dlaczego więc mieliby się jej bać? Życie to źródło śmierci. Bez życia nie ma śmierci. Najpierw trzeba żyć, by umrzeć. Żyje się, by umrzeć. Nieśmiertelność to przekleństwo. Nie chciałby być nieśmiertelny. Chciałby umrzeć, ale jeszcze nie teraz. Nie tak szybko. Racja?
— Żyjesz, prawda? — odezwał się do szczeniaka głosem bez emocji, ze wzrokiem wbitym w jego oczy.
— Żyję i nic mi nie jest! — odparł hardo, nie wyglądając na zdziwionego dziwnym zachowaniem wojownika. Biszkoptowy uśmiechnął się. Wtem coś nim wstrząsnęło. Co on do jasnej cholery robi?! Wbił pazury w trawę, unosząc wzrok w górę. Co on wygaduje...? Powinien się w końcu wziąć garść i zacząć myśleć. Jesteś idiotą, Migotku. Skończonym durniem i idiotą. Westchnął, patrząc na szczeniaka.
— Przepraszam — to brzmiało jeszcze bardziej idiotycznie... Swoją drogą, on zawsze miał taki zachrypnięty głos...? Co z nim nie tak?! Trzepnął ogonem. Powinien dawać dobry przykład dla szczeniaka. — Nie ważne — odchrząknął. — W każdym razie, to dobrze, że żyjesz. Wiesz, trzeba pomagać innym. Wiesz o tym, prawda?
— Prawda! — oznajmił dziarsko, aż wstając na równe łapy. Młody wojownik cicho się zaśmiał.
— Będzie z ciebie dobry uczeń. Chciałbyś być uczniem i wychodzić poza obóz, prawda? Jednak jesteś jeszcze tylko małym szczeniakiem, więc co robisz poza obozem? — Nie czekając na odpowiedź, sam wstał i ostrożnie chwycił szczeniaka za skórę na karku. Był ciepły, taki przyjemny i puszysty... Chętnie wtuliłby pysk w jego futro i zasnął, ale teraz miał co innego do roboty. Powędrował do żłobka, gdzie odstawił małego na ziemię, po czym położył się przed nim, ziewając i patrząc na niego zmęczonym wzrokiem. Pamiętał, jak sam jeszcze pomieszkiwał w tym żłobku. Spał obok matki i obserwował figle rodzeństwa. Życie wtedy było takie piękne i pełne barw. Ile by dał, by wrócić do tych beztroskich czasów i życia w błogiej nieświadomości. — Chcesz się... Przytulić? — on chciałby. Bardzo chciałby. Wtulić nos i oczy w futro szczeniaka i go wylizać. Być dla niego matką. Chociaż przez chwilę. Pokazać mu świat. Nauczyć go życia i umierania. Chciałby patrzeć, jak się rozwija. Chciałby być z niego dumny.
<Jaśnieniu?>
[1025 słów: Migoczące Światło otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

28 lutego 2021

Od Migoczącej Łapy (Migoczącego Światła) CD Brązowej Blizny

Tak! Zabawa! Szczerze mówiąc, Migocząca Łapa nie miał teraz najmniejszej ochoty na trening, najchętniej odpoczywałby w obozie, obserwując poczynania innych klanowiczów, jednak zabawa mimo wszystko zdawała się już znacznie lepszą opcją niż trening.
— Więc tak... Ja będę chował się w kłosach, a ty będziesz musiał mnie znaleźć i spróbować zaatakować, w porządku? — wytłumaczył Brązowa Blizna. Uczeń bez zastanowienia przystał na tę propozycję zabawy, a wojownik już po chwili zniknął w kłosach, które nieznacznie uginały się i ruszały pod dotykiem ciała biegnącego psa. Uczeń odczekał chwilę i ruszył w ślad za nim, kierując się zapachem. Nie opłacałaby mu się pogoń za mentorem. Z doświadczenia dobrze wiedział, że nie doścignąłby go tak łatwo. Niestety, po chwili wiatr zmienił swój kierunek, na korzyść Brązowej Blizny i biszkoptowy już nie mógł polegać na swoim węchu. Dorosły pies zapewne teraz wywijał się między kłosami, nie mogąc się doczekać, aż poczuje na sobie ciężar ciała swojego ucznia. Cóż, będzie musiał jeszcze trochę na to poczekać, gdyż Migotek stał jak słup, nie wiedząc, w którą stronę powinien się ruszyć. Ostatecznie pobiegł na chybił trafił, mając jedynie nadzieję, że może jakoś wyczuje, czy zauważy obecność mentora w pobliżu. Po dłuższej chwili, gdy już się trochę zmęczył biegiem i powoli szedł przed siebie, niespodziewanie do jego nosa dotarł silny, znajomy zapach. Tak, to był nikt inny, jak sam Brązowy Blizna! Uczeń uniósł ostrożnie łeb i wysunął go lekko naprzód, chcąc ujrzeć swojego mentora. Miał szczęście. Dorosły pies akurat stał, rozglądając się i odpoczywając po wyczerpującym biegu. Wiatr wiał na korzyść Migoczącej Łapy, co dawało mu znaczną przewagę. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, wymierzył skok i rzucił się na psa. Niestety, Brązowa Blizna w porę zorientował się, że jeśli nic nie zrobi, to lada moment zostanie przyszpilony do ziemi przez swojego ucznia, więc wykonał zręczny unik, patrząc, jak uczeń upada w kłosy.
— Hah, wszystko w porządku? — podszedł do biszkoptowego, gdy ten usiłował się podnieść po bolesnym upadku.
— Tak, aczkolwiek miękkie lądowanie to nie było... — zaśmiał się cicho, unosząc się na równe łapy i się rozciągając. — Więc... To koniec naszej zabawy? Hah, znudziło mi się uganianie za tobą i padanie na twardą ziemię — oboje zaśmiali się głośno, a mentor liznął czule swojego ucznia po uchu, pozbywając się z jego pyska piachu.
— Tak, teraz wytłumaczę ci trochę teorii.
<Brązowa Blizno?>
[377 słów: Migocząca Łapa (Migoczące Światło) dostaje 3 Punkty Doświadczenia i ta-da, zalicza mianowanie na wojownika]

26 lutego 2021

Od Migoczącej Łapy

Od kilku dni naszego Migotka męczył kaszel i katar. Bez wątpienia były to objawy choroby, która już od dłuższego czasu męczyła jego klan. Zbierał już raz zioła, a teraz musiał ponownie zapracować na siebie. Gdy tylko przydarzyła się ku temu okazja, dołączył do porannego patrolu. Co prawda, raczej ów patrol nie miał zamiaru zbierać ziół, ale nic się nie stanie, jeśli raz poszuka ziół bez wiedzy medyka, czy wojownika, prawda...? W każdym razie udał się poza obóz wraz z patrolem. Starał się jak najbardziej wytężyć swój węch, mając nadzieję, że wyczuje w powietrzu woń ziół, jednak udało mu się dopiero po dłuższym czasie drogi. Niepostrzeżenie oddzielił się od grupy i podążył za zapachem ziela, starając się nie zmieszać tropu z wonią innych roślin czy zwierzyny. Gdyby nie fakt, że większość jego pobratymców cierpi z choroby, a jego mentor gdzieś zniknął, bez wątpienia byłaby to jego jedna z lepszych Pór Nowych Liści. Już tyle umie, zapewne, gdyby Brązowa Blizna tu był, już byłby mianowany na wojownika...
Odciągnął od siebie przytłaczające go myśli, od których miał ochotę zaszyć się w swoim legowisku i cicho łkać. Skupił wzrok na kępce ziela na horyzoncie. Był tylko jeden mały problem... Owa kępka znajdowała się po drugiej stronie torów. Myślami wrócił do momentu, w którym to Brązowa Blizna uratował go z potrzasku torów. Teraz tu jego mentora nie było i nikt nie mógł mu pomóc. Wtem kichnął. Ach, raz kozie śmierć! Zginie od potwora albo pokona go choroba! Potwór właśnie nadjeżdżał z zawracającą szybkością. Uda mu się przebiegnąć przed nim i zdobyć zioła albo będzie musiał wyhamować... O ile w ogóle da radę zrobić i to...
[270 słów: Migocząca Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

20 lutego 2021

Od Migoczącej Łapy CD Dmuchawcowego Lotu

— Migocząca Łapo, ja… Muszę o to zapytać. Nie będę ukrywać, że tego nie zauważyłam, a moim zdaniem każdy zasługuje na szczerość i wsparcie. Nie musisz mi nic mówić, możesz zbyć to milczeniem, ale jeśli coś się dzieje, możesz mi o tym powiedzieć i zostanie to pomiędzy nami. Może nie udzielę wykwintnej rady, która rozwiąże wszystkie twoje problemy, ale zawsze możemy to przedyskutować, co dwie głowy to nie jedna… Nie możesz się tak ciągle zamartwiać, bo niedługo, zamiast dostojnie wyglądać na ceremonii przyjęcia wojowniczego imienia, całkowicie wyłysiejesz… To jak? — Suczka usiadła obok niego, z błyskiem w oczach i przyjaznym uśmiechem. Uczeń spojrzał na wojowniczkę wielkimi oczami, zamurowany. Aż tak to było widać...? Nie ma co ukrywać, mocno ubolewał nad stratą mentora, ale starał się tego nie okazywać innym, jednak najwidoczniej nie do końca mu to wychodziło. Westchnął, spuszczając wzrok na swoje łapy. Z jednej strony, mógł łatwo ominąć ten temat i po prostu powiedzieć, że nie ma ochoty o tym rozmawiać, ale z drugiej strony niezmiernie pragnął się komuś wyżalić, mimo że trochę go to zawstydzało i krępowało. Z reguły to jemu ktoś się zwierzał ze swoich problemów, a nie on komuś. O tyle, co świetnie rozumiał emocje innych i zawsze służył im dobrym słowem, sam nie do końca pojmował swoje uczucia i myśli. Niby wiedział, że najlepiej to się tym wszystkim nie martwić i nie przejmować, a gdzieś w głębi serca wiedział, co jest przyczyną takich, a nie innych myśli, ale sam jakoś nie potrafił się tego stosować. Po prostu czuł to, co czuł i tego nie zmieniał. Wbił pazury w ziemię. Zrobi to raz, a porządnie... Wyżali się jej i poczuje lepiej... Tak.
— Tęsknię za Brązową Blizną — zaczął niepewnym głosem. Starał się być szczery. — Nikt nie wie, gdzie poszedł i co z nim jest... To mój mentor. Powinien być tu, ze mną, a jego... Nie ma. Zniknął. Zaginął. Sądziłem, że to wspaniały mentor. Co prawda, nikt nie wie, co się dokładnie z nim stało, może już nie żyje, może ktoś go porwał, czy coś... Po prostu tęsknię za nim i jeśli uciekł z własnej woli to mam mu to naprawdę za złe — skończył i uniósł wzrok na suczkę, ledwo wytrzymując jej spojrzenie na sobie. Przez chwilę widział w niej Brązowa Bliznę, serdecznie się do niego uśmiechającego i z iskierką zrozumienia w oczach. Zacisnął zęby, powstrzymując się od wtulenia się w jej futro, tak jak to robił ze swoim mentorem. — Naprawdę wybacz, muszę już iść. Nie idź za mną, proszę — wymamrotał i uciekł do legowiska uczniów, powstrzymując się od płaczu. Dopiero gdy znalazł się na swoim ciepłym posłaniu, cicho zalał się łzami.
<Dmuchawcowy Locie?>
[432 słowa: Migocząca Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

Od Migoczącej Łapy CD Dmuchawcowego Lotu

Od kiedy Brązowa Blizna zniknął, zupełnie jakby rozpłynął się w powietrzu, Migocząca Łapa nie był w najlepszym humorze. Jak jego kochany mentor mógł go tak zostawić...? Nie on, nie zasługuje na miano „kochanego mentora”. Wcale nie jest taki cudowny, jak to Migoczącemu się zdawało! Teraz gdy w klanie panuje epidemia, potrzebował go najbardziej. Gdy dopiero szkoli się na wojownika i jeszcze nie jest w stanie w zupełności sam sobie poradzić. Bez Brązowej Blizny czuł się strasznie samotny, a wszystkie obowiązki i problemy zdawały się go przerastać. Mimo że niby wiedział, że nie ma on za dużego wpływu na przebieg zarazy, często obwiniał samego siebie za to, że nie jest w stanie wyleczyć wszystkich chorych psów i zatrzymać rozwój wirusa. Większość dnia spędzał na zwykłych, uczniowskich pracach, nie licząc treningów. Zajmował się starszymi, wychodził na patrole, czy łowy z wojownikami. Pewnego bladego i chłodnego poranka jego rutyna została zaburzona nagłym pojawianiem się pewnej suczki, którą Migotek znał już wcześniej, jednak jedynie z widzenia i imienia. Była to Dmuchawcowy Lot, niewielka, łaciata sunia, przyjaźnie nastawiona do naszego uczniaka. Migocząca Łapa ukrywał swoją melancholię i tęsknotę za mentorem i z udawanym entuzjazmem podjął się wyzwania w postaci zbierania ziół. Przynajmniej w niewielkim stopniu będzie mógł chorym klanowiczom. Gdy tylko wyszedł ze stajni, pobudził go podmuch chłodnego wiatru, który co prawda nie był tak mrożący, jak wiatr w Porze Nagich Drzew. Teraz panowała Pora Nowych Liści, a z każdym dniem wszystko stawało się coraz bardziej kolorowe, chociaż Migoczący dopiero teraz zdał sobie z tego sprawę. Obecność suczki dodawała mu trochę otuchy i ciepła na sercu, podobnie jak to robił Brązowa Blizna swoim uśmiechem. Uczeń jeszcze mocniej zatęsknił za nim, jednak już po chwili wspomnieniami mentora się rozproszyły. Teraz biszkoptowy skupił się na swojej towarzyszce.
— Udajmy się do sadu! Na pewno coś tam znajdziemy! — oznajmiła starsza wojowniczka i energicznym truchtem ruszyła we wspomnianym kierunku. Uczeń wytężył wszystkie zmysły, pragnąc poczuć woń zwierzyny, nieśmiało wyglądającej ze swoich kryjówek. Migocząca Łapa miał niezmierną ochotę zapolować i wrzucić małe co nieco na ząb, jednak odgonił od siebie te myśli i skierował wzrok na suczkę. Wkrótce znaleźli się i w sądzie, przystawiając obok jednego z wielu drzew.
— Hej! Widzisz? Tam jest kępka ziół! Kto pierwszy ten lepszy! — prychnęła łaciata i z wyciągniętymi jęzorem ruszyła jak torpeda w stronę wspomnianych ziół. Uczeń nie wiele myśląc, ruszył za nią, dopiero po starcie orientując się, gdzie znajdują się zioła. Teraz wystarczyło jedynie znaleźć się na mecie przed nią…
<Dmuchawcowy Locie?>
Migocząca Łapa dobiega do roślinek. Ventus otrzymuje 10 ziół.
[406 słów: Migocząca Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

16 lutego 2021

Od Migoczącej Łapy CD Brązowej Blizny

Uczeń niezmiernie cieszył się z faktu, że będzie umiał szybko biegać! W końcu dobrze wiedział, że Brązowa Blizna to bardzo szybki, jak nie najszybszy wojownik w całym klanie, a może i nawet w lesie! Czyż nie? Ach, co to za różnica, dla Migoczącej Łapy Brązowa Blizna zawsze będzie najlepszy we wszystkim!
— Spróbuj. — Gdy tylko dostał pozwolenie na start, rzucił się biegiem, jak najdokładniej stosując się do instrukcji mentora. Musiał wyciągać jak najdalej łapy! Pamiętał też o szybkim przebieraniu nimi, jednak to nie za bardzo mu wychodziło. Skupił się bardziej na odpowiednim wyciągnięciu, w końcu Brązowa Blizna sam powiedział, że im dalej je wyciągnie, tym szybciej biegać będzie! Po chwili zauważył wyprzedzającego go brązowo-białego wojownika. Już miał nadzieję, że jest szybszy od niego! Najwidoczniej mistrza nie da się pokonać... Nie, Migocząca Łapa wierzy w to, że pewnego dnia uczeń przerośnie mistrza! Wojownik spojrzał na niego zza ramienia, mogąc zobaczyć rozwarty pysk ucznia, jakby chciał krzyknąć „stój!”, pomimo że nie wydobył z siebie żadnego odgłosu. Zaskoczenie i obawy biszkoptowego nie były bezpodstawne. Dorosły pies omal nie wpadł na drzewo, na szczęście jednak jedynie potknął się o jego korzeń, jakimś cudem utrzymując się na nogach. Zatrzymał się, a jego uczeń przy nim.
— Widziałeś? Dlatego trzeba uważać, jak się biegnie, inaczej wpadnie się na drzewo, lub potknie o korzeń. To, co przed chwilą zrobiłem, było tylko potwierdzeniem moich słów — wytłumaczył pośpiesznie pies, na usprawiedliwienie swojej nieuwagi. Oczywiście, Migocząca Łapa świetnie wiedział o tym, że należy zachowywać czujność.
— Biegniemy dalej? — zagadnął zniecierpliwiony uczeń, sprawiając wrażenie niesłuchającego.
— No dobrze, widzimy się przy polu — odparł wojownik i ruszył biegiem we wspomnianym kierunku. Po chwili młodszy zrobił to samo, zawiedziony zdając sobie sprawę, że raczej nie ma szans na wyprzedzenie dorosłego. W pewnym momencie poczuł, jak zahacza o coś twardego łapą, co wywołało trochę bólu, po czym upada twardo na ziemię. Spotkał go podobny los co Brązową Bliznę, jednak w przypadku ucznia nie utrzymał się na łapach i upadł. Cóż, jakby może skupił się na drodze, a nie niebieskich migdałach to by i się nie potknął... Westchnął i powoli wstał, otrzepując się ze śniegu, który, swoją drogą, powoli zanikał i było go coraz mniej, co mogło oznaczać, że Pora Nowych Liści jest już tuż, tuż. Ni stąd, ni zowąd, do jego nozdrzy dotarł silny zapach myszy. Małe stworzonko najwyraźniej chciało skorzystać z promieni ciepłego słońca. Młody pies już chciał ponownie przylec do ziemi i przybrać pozycję łowiecką, jednak woń myszy przypomniało mu o czymś innym... Już dzisiaj upolował jedną mysz! Musiał po nią wrócić, bo jeszcze o niej zapomną! Otrzepał się jeszcze raz i pobiegł w stronę miejsca, w którym pozostawili zdobycz. Chciał zrobić to jak najszybciej, by Brązowa Blizna nie martwił się jego nieobecnością. On jest tak szybki, że już na pewno dawno był przy wyznaczonej mecie! Migocząca Łapa jak najszybciej odkopał mysz, chwycił ją w zęby i ile miał tylko sił w nogach, biegł w stronę pola. W połowie drogi zauważył swojego mentora. Już zawracał po niego. Migoczący nie powinien oddalać się od niego tak bez słowa... W końcu dobrze wiedział, że uczniowie nie mogą sami wychodzić poza obóz.
— Migocząca Łapo? Co ty trzymasz? — spytał wojownik, zbliżając się do niego i lustrując uważnie wzrokiem martwe stworzonko, które uczeń rzucił na ziemię.
— Prawie zapomnieliśmy o naszej myszy! — wyparł pierś do przodu, pełen dumy. Może i nie powinien oddalać się od starszego, ale gdyby nie to, mogliby naprawdę zapomnieć o myszy, a to bardzo ważna mysz, bo to pierwsza ofiara Migoczącej Łapy!
— Oczywiście, jak mogliśmy o tym zapomnieć? — parsknął. — Ale będziesz tak z tą myszą biegać?
— A czemu nie?
— No wiesz, jak się potkniesz, lub coś, to możesz się wywrócić na mysz.
— Nie wywrócę się! Ja będę uważał.
— No dobrze — westchnął i ruszył w miejsce, do którego przez zamartwienia o Migoczącą Łapę, nie mógł dojść. Stanęli w polu. Uczeń czujnie rozglądał się dookoła, jednak jedyne co wyczuwał to jego martwa mysz.
— Popolujemy tutaj, jak przyniesiemy dużo zwierzyny, będziesz miał czym się pochwalić — oznajmił w pewnym momencie wojownik, po czym ruszył w swoją stronę. Uczniak tylko przytaknął gestem łba, po czym zadowolony, ruszył truchtem w innym kierunku. Miał nadzieję na upolowanie czegoś naprawdę dobrego! Pokaże Brązowej Bliźnie, na co go stać! Po jakimś czasie przystanął i puścił mysz w pysku na ziemię, by posmakować zimnego powietrza. Może i tego dnia słońce nie było przysłonięte przez chmury i dawało dużo światła, jednak temperatura wcale nie zdawała się skoczyć, chociaż o jeden stopień w górę. Śnieg migotał różowymi, złotymi i srebrnymi barwami, jakby w rzeczywistości był pięknym diamentem, oświetlanym przez promienie słońca. Młody wyczuł zapach ryjówki, przez co mimowolnie uniósł kąciki warg. Hmm, do ryjówki skrada się dokładnie tak samo, jak do myszy, czyż nie? Niah, najwyżej mu się nie uda i tyle. Warto próbować! Przyległ brzuch do ziemi i zaczął powoli się skradać, jeszcze nie znając dokładnego położenia ofiary, jednak już po chwili brązowe stworzonko ukazało się ślipiom Migoczącej Łapy. Skradał się jeszcze przez chwilę, próbując wyczuć odpowiednią chwilę na skok, jednak ów chwila trwała zbyt długo i ryjówka zdążyła wyczuć zagrożenie i rzucić się do ucieczki. Migotek nie tak łatwo uzna jej wygraną! Rzucił się za nią w pościg, dopiero teraz zauważając, że lada moment, a wbiegnie na tory. Przez głowę przebiegło mu stado złych myśli i obaw, że upadnie, przybędzie przerażający potwór i z hukiem go zabije. Jednak, w pobliżu nie było ani śladu po owym potworze. Pff, na pewno teraz gdzieś smacznie chrapie, a Migocząca Łapa może spokojnie polować, nawet na torach! Ryjówka przebiegła bezpiecznie po torach, więc i tym bardziej on sobie poradzi! Nic mu nie grozi! Przyśpieszył biegu, starając się ze wszystkich sił dogonić małe żyjątko. Wtem padł twardo na ziemię, czując, że coś trzyma jego łapę. Z początku przeraził się, że to jakiś obcy wojownik lub sam potwór, jednak się tutaj zjawił, ale szybko zdał sobie sprawę, że jedynie zaklinował sobie łapę pod kawałkiem drewna! Ach, ci dwunożni tak dziwnie konstruują te tory! Stanął i spróbował wyciągnąć łapę, jednak na marne. Nie dał rady. Przeleciał go strach. Co, jeśli jednak tego nie przeżyje...? Co, jeśli nadciągnie tu potwór i go zabije...? Wtem poczuł zaciśnięcie zębów na jego karku. Nawet nie zauważył nadbiegającego tu Brązową Bliznę! Kamień spadł mu z serca. Nie może jednak teraz się nad tym rozczulać, tylko jakoś mu pomóc. Zaczął kręcić łapą, co przysparzało mu trochę bólu, jednak dobrze wiedział, że musi to robić, by się uwolnić. W końcu i poczuł, że jego tylna łapa jest wolna i padł na śnieg, dysząc.
— CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?! — krzyknął wojownik, wbijając pazury w śnieg, tuż przed pyskiem Migoczącej Łapy. Uczeń niezgrabnie wstał, dysząc i ledwo wytrzymując na sobie wściekłe spojrzenie mentora.
— Przepraszam, Brązowa Blizno, nie sądziłem, że cokolwiek mi się stanie... — wymamrotał, opuszczając łeb i podkulając ogon. Był naprawdę szczęśliwy, że żyje, ale też i bardzo obawiał się gniewu mentora. Starszy westchnął.
— Powinieneś bardziej uważać. Co ci mówiłem? Żebyś patrzył gdzie i jak biegniesz! — dodał już znacznie spokojniej, siadając przed nim. — Pamiętaj, że masz trzymać się z dala od tego miejsca, a jak już tu jesteś, to masz zachować najwyższą ostrożność. Zrozumiano? — Spojrzał na niego z lekkim uśmiechem na pysku. Najwidoczniej nie miał serca, by złościć się na niego.
— Zrozumiano. Jeszcze raz przepraszam. Będę pamiętać o twoich słowach na przyszłość — mruknął, trochę śmielej i wtulił pysk w futro na piersi wojownika. Tak, to ostatni raz, gdy zrobił coś tak głupiego…
<Brązowa Blizno? Tym razem oszczędzę naszemu Migotkowi łapy>
[1218 słów: Migocząca Łapa otrzymuje 12 Punktów Doświadczenia i 3 Punkty Treningu]

2 lutego 2021

Od Migoczącej Łapy CD Brązowej Blizny

— Wstawaj, Migocząca Łapo! — Z jakże pięknego snu, w którym to udaje mu się uciec z tego męczącego zgromadzenia, wybudził go donośny głos jego mentora.
— Nie śpię! — Wstał, jak tylko najszybciej potrafił, udowadniając swoją gotowość do działania. Nawet jakby umierał z wycieńczenia, zawsze będzie gotowy biec na pomoc klanowi! — Co się stało?
— Trening — odpowiedział starszy. Tak, tak! Trening! Co prawda, teraz zapewne nasz uczniak może i bardziej wolałby smacznie spać, zwinięty w kulkę na swoim ciepłym posłaniu, odpoczywając po zgromadzeniu, na które stracił tak cenny czas na spanie, jednak wizja treningu ze swoim kochanym mentorem była równie dobra. Dziś będą się uczyć polowania. Świetnie! Migoczącej Łapie naprawdę podobało się to, jak Brązowa Blizna prezentuje pozycję polowania w praktyce. Wojownik zręcznie podkradł się do swojego ucznia i zrzucił go z nóg.
— Tak się poluję na mysz — śmiał się dorosły, schodząc z młodszego. Migotek od razu chciał wypróbować nowo poznaną wiedzę. Jak najdokładniej, jak tylko potrafił, odwzorował ruchy mentora. Podkradł się do niego i skoczył, jednak pies wykonał zręczny unik.
— Dokładnie tak — skomentował samiec.
— Aha? — Spojrzał na niego niezadowolony, wstając i otrzepując futro ze śniegu, w którym wylądował. Był zawiedziony. To była jego wina, że nie udało mi się powalić wojownika? Przecież Brązowa Blizna powiedział, że dokładnie tak poluję się na mysz, ale jeśli go nie zwalił z łap, tak jak to zrobił on z nim, to chyba jednak gdzieś popełnił jakiś błąd, prawda?
— No przepraszam młody, ale cóż — zaśmiał się ponownie i cofnął. — Weź wdech i powiedz, co czujesz. — To nie było trudne zadanie. Migocząca Łapa od razu posłusznie wykonał polecenie. W powietrzu unosiło się kilka wyraźniejszych zapachów. Uczeń był w stanie je rozpoznać, bez większego wysiłku. Śnieg, cóż, to typowe jak na tę porę, drzewa, strasznie pospolite, zgniłe jabłka, fuj.... Jednak była jeszcze jedna, znacznie bardziej interesująca woń... Mysz!
— Czuję śnieg, drzewa, zgniłe jabłka i mysz — oznajmił uczeń. Mentor po chwili wydał mu kolejne polecenie. Zaczął się skradać. Tak, teraz naprawdę sprawdzi swoje umiejętności! Musi pokazać Brązowej Bliźnie, że odpowiednio przyswoił informacje i już to umie, że zdolny z niego uczeń! Po krótkim czasie ofiara i ukazała się jego brązowym ślipiom. Chuda, ale co na to poradzić? Na tłustą zwierzynę może jedynie czekać. Wtem zwierzę zaczęło uciekać, zauważając obecność łowcy. Ha, myśli, że tak łatwo ucieknie przed Migoczącą Łapą?! Uczeń od razu rzucił się w pościg. Na szczęście, biszkoptowy był od niej szybszy i skoczył na nią, miażdżąc jej kręgosłup. To był dobry ruch, prawda?
— Dobrze mi poszło? — Chwycił martwe zwierzątko w pysk i poszedł pochwalić się mentorowi. Ten od razu pochlebił mu i kazał mu na razie odłożyć martwe ciałko. Oczywiście, uczeń zrobił to, po czym wychwycił kolejny zapach unoszący się w wilgotnym i zimnym powietrzu. Wróbel! Brązowa Blizna na pewno będzie z niego dumy, jak tylko zobaczy tego małego ptaszka w pysku swojego ucznia! Zaczął się skradać, po części prawidłowo, jednak z drugiej strony to mysz nie była... W dodatku nie był świadomy zagrożenia, jakie niesie za sobą rzucanie się na ptaki na drzewach lub krzewach. Uświadomił mu to dopiero mentor, podbiegając do Migotka, tym samym płosząc wróbla.
— Co ty robisz?! — warknął, poirytowany uczeń. Jego mentor do reszty oszalał, czy co?! Przecież miał na celowniku takiego zacnego wróbla, a ten wojownik wszystko psuje!
— Ratuję cię przed wpadnięciem w krzewy, tak się nie poluje na ptaki.
— To nie ma jednej pozycji na polowanie na całą zwierzynę? — Przechylił delikatnie łeb, zdziwiony.
— Nie, czy myślisz, że do królika trzeba się skradać? — Chyba tak, czyż nie...? Właśnie, jak się poluję na króliki? Dorosły już mu chyba dał wystarczająco do rozumienia, że do zająca się nie skrada. Więc... Jak upolować te małe stworzonko, które tak szybko biega...? Właśnie, może trzeba... Biec? Tak, to brzmiało całkiem logicznie. Migocząca Łapa myślami pojawił się na rozległej łące, biegnąc za szarakiem ile sił w łapach, na tle zachodzącego słońca. W futrze czuł wiatr, a w uszach go słyszał. Czuł pod łapami miękką i ciepłą trawę, chociaż w rzeczywistości lodowata ziemia mroziła mu opuszki łap. Nie mógł się doczekać smaku krwi na języku i zatopienia kłów w gorącym ciele ofiary. Cudowne uczucie... Chciałby zapolować kiedyś na zająca.
— Ziemia do Migoczącej Łapy? — Rozmyślania przerwał mu głos mentora. Młody od razu wrócił do rzeczywistości, trochę zawstydzony.
— A więc jak się skrada do ptaka? — zagaił, szczerze zaciekawiony. Kiedyś będzie umiał polować na wszystkie zwierzęta! No, może nie na ryby, ale kto wie, podobno są bardzo smaczne...
— Trzeba też pamiętać, aby nie polować na ptaki na gałęziach, czy też krzewach. Bo może się to źle skończyć.
— Źle to znaczy jak?
— No wpadasz w krzew i masz kolce w futrze. Albo nie doskakujesz do gałęzi, a ptak ucieka. — Machnął ogonem. Kolce jak dla Migoczącej Łapy to nie był duży problem. W końcu to tylko kolce, za wiele złego ci nie zrobią. Chociaż może tylko mu się tak wydawało...? Zapewne, gdyby na własnej skórze przekonał się, jak to jest mieć kolce w futrze, zmieniłby zdanie! — Nie masz nic więcej do powiedzenia? — odezwał się tymi słowami. — Żadnych pytań?
— Raczej nie, ale mogę ci jakieś wymyślić!
— No dawaj. — Młody uśmiechnął się i sprostał temu wyzwaniu:
— Jak się poluje na zające? — Uczeń uśmiechnął się, a mentor odwzajemnił ten gest.
— Pamiętaj, że zając najpierw cię usłyszy, a mysz wyczuje. No i do zająca się nie skradasz, i pamiętaj, żeby nie podchodzić do niego za blisko, tylko od razu biegniesz za nim — objaśnił wojownik, po czym szybko odbiegł na wystarczającą odległość i biegiem rzucił się na ucznia. Ten, doskonale wiedząc, co mentor planuje zrobić, ze śmiechem, zaczął uciekać. Niestety, wojownik był znacznie szybszy od młodego i z łatwością go dogonił, skacząc na niego i przewracając go na zimny śnieg. Migoczącą Łapa padł twardo bokiem w miękki śnieg, przewrócił się powoli na plecy, jakby poczuł ból i zaczął się śmiać.
— Brązowa Blizno, naucz mnie, proszę, szybko biegać, tak żebym mógł od ciebie uciec!
— Z chęcią! — odparł dorosły, śmiejąc się i zszedł z młodszego. Ten sprawnie stanął na łapy, otrzepując biszkoptowo-białe futro ze śniegu.
— Obiecuję ci, Brązowa Blizno, że kiedyś jeszcze zjesz zająca upolowanego moimi łapami! — obiecał dziarsko uczeń. Tak, jego kochany mentor zasmakuje zwierzyny z każdego gatunku, upolowanej przez niego! Już on tego dopilnuje!
<Brązowa Blizno?>
[1014 słów: Migocząca Łapa otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia i 3 Punkty Treningu]

31 stycznia 2021

Od Migoczącej Łapy do Brązowej Blizny — zgromadzenie klanów

Noc pierwszego zgromadzenia klanów Migoczącej Łapy. Uczeń, z początku, gdy do jego uszu dotarła informacja, że idzie na zgromadzenie, niezmiernie uradował się na sercu, nie mogąc się doczekać tej niezwykłej nocy w pełni, jednak już przy pierwszych obawach zupełnie zmienił swoje nastawianie. W końcu tam musi być tyle obcych psów z wrogich klanów! Co prawda, podczas zgromadzenia panuje rozejm, ale nigdy nic nie wiadomo! Nie wszyscy mogą przestrzegać rozejmu, co jeśli nagle jakiś nieposłuszny kodeksowi wojownik zaatakuje?! Albo i cały klan! W głowie biszkoptowego ucznia rodziło się coraz więcej pesymistycznych wizji bliskiej przyszłości. Mimo wszystko musi udowodnić swoją odwagę i nie lękać się tej chmary obcych pysków. Będzie przy nim Brązowa Blizna, jego mentor, sama jego obecność na pewno doda mu otuchy! Pozna uczniów z innych klanów, przyjacielskich i sympatycznych, którzy na pewno go nie zabiją! Dokładnie, nie ma się czego bać! Migotek próbował się pocieszać, jednak te myśli otuchy i przekonywanie samego siebie do odważniejszej postawy, działały bardzo krótko, a gdy już przyszło co do czego, zupełnie wyparowały z jego głowy. Trzymał się jak najbliżej swojego mentora, biegając spojrzeniem po fali obcych psów o najróżniejszym wyglądzie. Jego nos bombardowało mnóstwo nowych zapachów, mieszających się z zapachem jego własnego klanu. Usiadł na uboczu wraz ze swoim mentorem.
— A ci co? — odezwał się dorosły, patrząc na niego, wyraźnie rozśmieszony.
— Ugh, Brązowa Blizno, co tu się tak właściwie dzieje...? — zagadnął uczeń, spięty. Znał jako tako ogół wydarzeń podczas zgromadzeń, wiedział, że to właśnie wtedy przywódcy informują o sytuacji w swoich klanach, wtedy też panuje rozejm, a wojownicy z różnych klanów mogą bez większych problemów poznać się i porozmawiać.
— No wiesz, zwykłe zgromadzenie, nie ma czego się bać. Przecież jest sojusz, więc nic nie mogą zrobić, nawet gdyby chcieli — Biszkoptowy już wiele razy powtarzał sobie podobne słowa w głowie. — A teraz słuchamy, jak powinno — szepnął wojownik do ucznia, rzeczywiście próbując skupić się na słowach przywódczyni, w przeciwieństwie do Migoczącej Łapy.
— Długo jeszczeee? — Młody pies zaczął się powoli irytować, w głowie już wyszukując powodów, dla których nie powinno go tu być.
— Dopiero ma się zacząć. Lepiej słuchać, chcesz, żeby nagle któryś z nich zeskoczył i oberwał ci uszy? — odparł cicho Brązowa Blizna.
— Mnie nie interesuje, co się dzieje w innych klanach! — fuknął cicho, idąc w ślady mentora, ściszając ton swojego głosu. Co jak co, ale ta groźba z obrywaniem uszu wywołała na Migotku wrażenie. Ledwo co by dopiero wytrzymał na sobie spojrzenie przywódcy innego klanu, a co dopiero takie coś! W dodatku na pewno stałby się pośmiewiskiem dla wszystkich tu zebranych! Złota Gwiazda, nie tylko jako przywódczyni, ale jako i jego matka by się za nim wstydziła!
— A jeśli ktoś będzie ci potem mówił, że coś zepsułeś, a tak nie było to lepiej mówić, że tego się nie zrobiło, czy milczeć i nie wiedzieć, o co chodzi? A potem jeszcze dostać karę za nic. Dzięki tym zgromadzeniom możesz zobaczyć co się dzieje u nich, nawet jak się nie chce, a potem to wykorzystać, na przykład można zyskać kolejne tereny dla swojego klanu, chociaż to nie często się zdarza, ale może tak być — wojownik próbował przekonać ucznia do wsłuchania się w słowa przywódców, jednak bez efektów.
— Ale ja nie chcę zabijać innych i kraść im tereny! Nie możemy żyć własnym życiem, a ich mieć w nosie? Tutaj jest tylko strasznie, niebezpiecznie i nudno! — fuknął, patrząc w stronę przywódców, wręcz piorunując ich wzrokiem. Szczerze mówiąc, nawet nie próbował zrozumieć większości słów mentora.
— A ktoś powiedział, że musisz zabijać? Kodeks tego zabrania. Poza tym nie kraść, tylko przywódca innego klanu daje je za darmo z własnej woli. Nikt mu przecież nie kazał. — Samiec wzruszył barkami. — A i przecież jeszcze nie zaczęli, dlatego może jest nudno?
— No to niech zaczynają! Ile można czekać! Ja tutaj tylko tracę mój cenny czas na spanie! — wydał z siebie jęk pełen rozpaczy, szorując pazurami o ziemię. Naprawdę, ile można czekać?! Migoczący nie pojmował tego, czemu wypowiedzenie kilku słów na temat klanu może tyle czasu zajmować.
— Nie szuraj tymi pazurami o ziemię, bo ziemia cierpi. Plus, jak nie słyszysz, ktoś coś mówił o włóczęgach, ale oczywiście przez Ciebie nie usłyszałem co — fuknął niezadowolony, spoglądając na mniejszego, podirytowany, jednak pies szybko się rozluźnił. — A teraz sklej pysk i słuchaj, to rozkaz — oznajmił milszym tonem.
— Co, co, co? Włóczędzy? A to ty sobie słuchaj, to mi potem opowiesz wszystko, a ja będę grzecznie siedział cichuteńko, jak mysz w trawie. — uśmiechnął się urokliwie, próbując w ten sposób zmiękczyć serce Brązowej Blizny i namówić go na ten układ.
— Ja Ci nie powiem, musisz sam posłuchać.
— No weeeeź! Ja tak ładnie proszę! Ty masz lepszy słuch i więcej doświadczenia w słuchaniu! Ja nic nie słyszę! Proszę, proszę, proszę! — Wbił w pysk mentora spojrzenie maślanych oczu, łapą delikatnie gładząc jego przednią nogę. Czuł, że chyba jednak tak łatwo go nie przekona.
— No to teraz myśl, jak przegonić włóczęgi.
— Jak nawet nic nie wiem na ich temat, bo ty nie chcesz się wsłuchać i powiedzieć... Jakbyś mi coś powiedział, to bym chociaż wymyślił jak ich przepędzić, a tak...? Nie wykorzystujesz potencjału swojego ucznia... Beznadziejny z ciebie mentor... — Z jednej strony, naprawdę nie chciał ranić tymi słowami swojego mentora. W końcu Brązowa Blizna nie był beznadziejnym mentorem, to Migocząca Łapą był beznadziejnym uczniem... Z drugiej jednak strony, miał nadzieję, że może przekona go tym jakoś. Który mentor chciałby być beznadziejnym mentorem? Migoczący za nic nie będzie słuchał tego memłotu przywódców! W pewnym momencie Migocząca Łapa zauważył czarne ciało jednego z przywódców, wyprowadzane ze zgromadzenia. Czy on nie żyje...? Tak, to już na pewno był trup. Jednak nie są tutaj bezpieczni. Ktoś go zabił. Może i nie było widać śladów krwi, ale Migocząca Łapa był przekonany, że ktoś go zabił! Oni nie są tu bezpieczni!
— Lepiej dać teraz miejsce medykom, a ty się cofnij, i nic nie mów więcej, tylko zagłuszasz, a ja wolę wiedzieć, co się dzieje — Stał przez chwilę jak słup, cały drżąc, dopiero głos mentora sprawił, że wrócił do rzeczywistości i zaczął reagować. Schował łeb w futrze na piersi Brązowej Blizny, drżąc ze strachu.
— J-ja nie chcę widzieć śmierci! N-nie chcę...! Nie chcę! Ktoś go zabił! Nie jesteśmy tu bezpieczni, a mówiłeś, że jesteśmy!
— Lisie łajno, bo jesteśmy, nie wiem, chory był czy coś. To normalne, że jak pies nie uważa, a jest chory, nie leczy potem a ginie, dlatego siedź cicho, bo może się zarazisz.
— Zarażę?! Czyli ja też umrę?! — spojrzał na niego, jeszcze bardziej przestraszony i jak najszybciej schował się za dorosłym, omal nie potykając się o własne łapy. Biszkoptowy naprawdę nie chciał umierać. To musi być straszne uczucie. Jeszcze gorsze od tego, co czuł teraz. Nie może się zarazić, bo umrze. Musi się pilnować.
— Jak się będziesz mnie słuchał to nie- — Wojownik urwał, słysząc głos Irysowego Serca. — A więc zgromadzenie zakończone. — Uniósł głowę, słysząc słowa mentora. Zakończone?
— Czekaj na mnie! Nie zostawiaj mnie! Potrzebuję twoich rozkazów, by nie umrzeć! Nie chcesz, żeby przez ciebie twój uczeń zachorował i umarł, co nie? — szedł przy nim, przyklejony obawami i strachem do jego boku.
— Oczywiście, dlatego chcę, abyś się mnie słuchał — prychnął śmiechem. Zgromadzenie zakończone. Nareszcie. Będzie mógł w końcu spokojnie usnąć w legowisku, a rano wybrać się na trening z Brązową Blizną. Już nie będzie musiał słuchać przywódców, czy patrzeć na śmierć. Tylko święty spokój…
<Brązowa Blizno?>
[1199 słów: Migocząca Łapa otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia oraz 7 Punktów Treningu]

27 stycznia 2021

Od Migoczącej Łapy CD Nieuchwytnej Łapy

Biszkoptowy uważnie wysłuchał zażaleń siostry. Od początku widział w niej szybką i zwinną wojowniczkę, która mogłaby spisywać się świetnie jako łowczyni, ale i obrończyni klanu. Sama przyznała, że nie jest do końca zadowolona z samej siebie, jednak to nie zmieniało faktu, że Migocząca Łapa w nią wierzył. Był szczerze przekonany, że mimo wszelkich trudności, poradzi sobie i dopnie swego. Przynajmniej, na pewno zawsze będzie lepsza od niego. Co do Jazgotu, w tej sprawie był również przekonany, że wszystko się ułoży na dobre.
— Spokojnie, może po prostu nie ma teraz czasu. Jest uczniem, tak? Na pewno ma jeszcze więcej treningów i obowiązków niż my! — uśmiechnął się do niej ciepło. — Może sama do niego pójdziesz? Nigdy nic nie wiadomo. Może coś mu się stało i dlatego nie może cię odwiedzać? Na pewno ucieszy się na twój widok! — postawił krok w jej stronę i liznął ją czule po pysku. Miło było poczuć tę bliskość, ciepłe ciało ukochanej siostry, szczególnie gdy łapy mrozi śnieg. — Głowa do góry! Wszystko będzie dobrze. — starał się jak najbardziej zrozumieć jej ból. Poznać jej myśli. Martwi się o niego? Tęskni za nim? Hm, tak, w końcu to jej przyjaciel. To na pewno boli. W dodatku zgadywał, że Nieuchwytka nadal nie może wymazać ze swojej głowy obrazu martwego medyka. To musi być dla niej ciężkie. Cieszył się, że sam nie widział ciała Płomiennego Zachodu.
— Dziękuję, Migoczącą Łapo — sunia posłała w jego stronę uśmiech i odwzajemniła gest liźnięcia. Biszkoptowy skierował wzrok przed siebie, cały czas idąc za swoim mentorem. Teraz myślał o tym, jak sad mógłby wyglądać w Porze Zielonych Liści. Po pierwsze, nie ma wątpliwości, że nie byłoby tu tak ponuro, jak to wyglądało teraz. Śnieg pod łapami dawno by się roztopił pod wpływem gorących promieni słońca, a Migocząca Łapo stąpałby po miękkiej trawie. Drzewa nie byłyby takie nagie, lecz przyodziane w piękne, zielone liście, a także jabłka, większość zapewne jeszcze zielonych, ale i znalazłoby się i kilka czerwieńszych. Promienie uparcie wyglądałyby zza gęstych gałęzi jabłoni, rażąc w oczy. W całym sadzie rozbrzmiewałoby kwilenie ptaków, a wieczorami charakterystyczny odgłos chrząszczy. Migoczący nie mógł się doczekać tych pięknych dni. Nie ma co ukrywać, ten śnieżny i pozbawiony barw świat też miał swój urok, jednak na obecną chwilę biszkoptowy niezmiernie pragnął znaleźć się w tym innym świecie.
<Nieuchwytna Łapo?> 
[375 słów: Migocząca Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

19 stycznia 2021

Od Migoczącej Łapy do Nieuchwytnej Łapy

Stąpał pewnie w śniegu, biegając spojrzeniem po białym terenie sadu. Był na patrolu, wraz ze swoim mentorem, Brązową Blizną, jego siostrą, Nieuchwytną Łapą i jej mentorką, a zarazem ich matką, Złotym Popiołem. Dopiero co został mianowany na ucznia i zdobył imię Migoczącej Łapy, podobnie jak jego rodzeństwo. Z jednej strony to dla niego powód do szczęścia i wkroczenie w ten intrygujący świat dorosłych, jednak z drugiej strony trudno mu się skupić na treningach i słowach jego mentora, zawsze ucieka gdzieś myślami i wszystko go rozprasza. Tak i było tym razem. Jego siostra biegała i skakała wokół nich, pełna energii, on natomiast szedł powoli za swoim mentorem, obserwując z pozoru uważnie otoczenie, jakby rzeczywiście skupiał się na patrolu, jednak prawda była taka, że jedynie dodawał w swojej głowie wymyślne elementy do tego zimowego krajobrazu. Taka nieuwaga nie mogła się skończyć dobrze.
— Hej, Migotek! — podbiegła do niego siostra, ten, zaskoczony i wytrącony ze swojego spokoju, przewrócił się na lodzie i padł twardo, przy okazji rozbijając zamarznięta kałużę. Brązowa Blizna zwrócił na to uwagę i podszedł do swojego ucznia. 
— Powinieneś bardziej uważać, Migoczącą Łapo. Niech zgadnę, znowu się zamyśliłeś, co? — zaśmiał się, a młody uczeń powoli wstał, otrzepując się ze śniegu i wody, którą pomoczył sobie futro. Mruknął tylko potakująco, po czym spojrzał na Nieuchwytną Łapę. 
— Co nie zmienia faktu, że mogłaś mi tak nie krzyczeć nad uchem — parsknął, trochę podirytowany. Nie, żeby nie kochał swojej siostrzyczki, ale chwilami przez ten jej wulkan energii miał jej po prostu dość. W dodatku najwidoczniej wstał dziś lewą łapą i nie miał ochoty na uśmiechy w stronę innych. 
— To nie moja wina, że tak łatwo dałeś się zaskoczyć! — fuknęła, piorunując go wzrokiem. Biszkoptowy dobrze wiedział, że podważanie słów Nieuchwytnej Łapy to nie jest zbyt dobry pomysł i zrezygnował z kontynuowania tego tematu, nie chciał wdawać się w kłótnię. Zresztą, miała rację. Był świadomy swoich kompetencji, a raczej ich braku, chociaż wystarczyło się tylko trochę skupić i mógłby pokazać, ile potrafi! Jednak oderwanie się od swojej własnej wyobraźni nie jest takie łatwe. Rozejrzał się smętnym wzrokiem po otoczeniu, rzucając jeszcze spojrzenie na Nieuchwytną Łapę, tym razem życzliwe, pełne troski i miłości. 
— Wiem, że nie najlepszy ze mnie przyszły wojownik. No cóż... A co u ciebie, Nieuchwytna Łapo? Jak sobie radzisz? — ruszył pewnym krokiem przed siebie, zauważając, że oboje zostali w tyle.
<Nieuchwytna Łapo?>
[384 słowa: Migocząca Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

4 stycznia 2021

Od Migotka CD Krzemyka

Hmm, borsuk, powiadasz...? Migotek wziął na siebie odpowiedzialność za życie brata. Co prawda, jest biszkoptowym szczeniakiem i borsuk nie ośmieli się go zaatakować, ale z drugiej strony to tylko słowa jego braciszka. Co, jeśli, borsuk może i nie napadnie na Migotka, ale Krzemyka tak, a ten nie będzie w stanie go obronić? To naprawdę okropna wizja! Migotek z początku nie ufał zapewnieniom brata, jednak chwilami odpływał myślami w daleką, wspaniałą przyszłość i wyobrażał siebie jako potężnego i wspaniałego wojownika, naiwnie dając wiarę w te kłamliwe słowa. On, Migoczącą Gwiazda... Już samo imię jest wspaniałe, jakże eleganckie, dostojne i świadczące o dumie tego przywódcy! Klan, w którym to rządzi on, na pewno byłby najlepszym ze wszystkich klanów, a każdy członek Ventus byłby szanowany i traktowany na równi z innymi. Złoty Popiół wtedy na pewno nie wstydziłaby się za swojego syna, a wręcz przeciwnie! Wszyscy uznawaliby Migoczącą Gwiazdę za silnego i wspaniałego przywódcę! I wszystkim w jego klanie żyłoby się w szczęściu i dostatku! Brązowe ślepia biszkoptowego, iskrzyły się na myśl o tym, że obóz, przez który właśnie przechodził wraz z bratem, w przyszłości mógłby być pod jego władzą! Hmm, no właśnie, w obozie nie było ani śladu borsuka... W dodatku im dalej oddalał się od żłobka, tym bardziej czuł się niepewnie, a straszliwe wizje i niepokój coraz bardziej wirowały w jego małej główce. Co, jeśli, wielkie zwierzę w czarno-białe pasy, gdzieś się kryje i tylko czeka na odpowiedni moment, by zaskoczyć ich od tyłu?
— Krzemyku, gdzie mose być ten borszuk? W obozie go nie widać! — zagadnął zaniepokojony Migotek, który mimo wszystko starał się nie okazywać swoich emocji, które mogłyby go zawstydzić przed bratem i splamić jego honor. W końcu jesztem biszkoptowym szczeniakiem i musi obronić swego kochanego braciszka! 
— Podejrzewam, że jeszt gdzieś poza obozem, ale bardżo bliszko niego! Lada moment może wejszcz do środka i powybijać nasze siostry! — nie! Nie zrobi tego! Żaden borsuk nawet nie ośmieli się powąchać rodziny Migotka! On na to nie pozwoli! Obroni klan nawet za cenę swojego życia i pokaże, kto tu rządzi! Niech ten tłusty mysi móżdżek ucieka w podskokach od jego klanu, bo solidnie oberwie od biszkoptowego szczeniaka! 
— Nie ma co się bać, Krzemyczku! Ja już dam mu popalić! Jestem biszkoptowym szczeniakiem i żadne borszuki mi niestraszne! Jak myślisz, na pewno będę wszpaniałym przywódcom, czo nie? Z moją sziłą i potęgą na pewno! Będziesz dumny, że urodziłeś się jako brat Migoczącej Gwiaszdy! — uniósł dumnie łebek. Niech Krzemyk go podziwia! Nie dosyć, że uratuje klan od borsuka to jeszcze na pewno zostanie wymarzonym przywódcą!
<Krzemyk?>
[420 słów: Migotek otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

30 grudnia 2020

Od Migotka do Krzemyka

Zieleń. Hmm, tak, Migotek ten kolor akurat zna i to całkiem dobrze. Swoją drogą, to bardzo śliczny kolor. Długie, falujące, zielone źdźbła trawy, przez które przebijały się promienie zachodzącego słońca, wyglądały bardzo majestatycznie. Miejsce, w którym nasz szczeniak się znajdował, było bardzo rozległe, jednak Migotek podświadomie wiedział, że gdyby tylko się obrócił, ujrzałby przed sobą rzędy drzew w postaci lasu. Dobrze też wiedział, od swojej matki, że ów las to jego dom. To właśnie tutaj się urodził i tutaj też i umrze... Chociaż, może to jednak nie jest takie proste i oczywiste...? Trudno było zauważyć moment, gdy sen się skończył, a Migotek wrócił do rzeczywistości, chociaż i tak znając życie, będzie jeszcze wiele i wiele razy od owej rzeczywistości uciekał. Otworzył zaspane ślipia, w głowie wciąż mając miniony sen. Może i był nudny, ale nawet całkiem... śliczny. Poruszał trochę łapami, by je rozruszać, po czym skierował spojrzenie na swą matulę. Zdawała się spać, chociaż Migotek zauważył, że jedynie leży, zapewne czekając aż, jej szczeniaki się wybudzą. Szczeniak wtulił pysk w ciepłe ciało matki, pragnąc poczuć jej bliskość. Cichutko westchnął, przymykając oczka, z cichą nadzieją na powrót do snu. Minęła dłuższa chwila, nim błogi sen niemal zupełnie zmorzył biszkoptowego, jednak ten w ostatniej chwili nie dał się porwać snu i wyrwał się z jego objęć, nagle otwierając oczy i przebierając łapkami. Poczuł, że któreś z jego rodzeństwa, śpiącego obok, zaczęło się już wiercić, a nawet wstawać i piszczeć. Nadszedł i najwyższy czas na niego. Leniwie wstał i usiadł, oblizując pyszczek językiem. Przebiegł wzrokiem po rodzeństwu. Dopiero teraz też poczuł zimno. No cóż, mama już nie raz wspominała o tym, że nadeszła Pora Nagich Drzew. Wciąż zaspany, zbliżył się do brata obok i polizał go czule po uchu, jednak z jego obojętnego pyska trudno było wyczytać miłość do swojego jedynego braciszka.
— Jak się spało, Krzemyku? — zagadnął, wiedząc, że z przyjemnością wysłucha wszelkich narzekań, czy chwaleń brata. Co prawda, wiedział, że Krzemyk do psów rozmownych raczej nie należy, przynajmniej takie sprawiał dla niego wrażenie, ale może jednak pokusi się o rozmowę z nim.
<Krzemyk?>
[340 słów: Migotek otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]