Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nakrapiana Gwiazda × Wojowniczy Mróz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nakrapiana Gwiazda × Wojowniczy Mróz. Pokaż wszystkie posty

5 sierpnia 2020

Od Wojowniczej Łapy CD Nakrapianego Ucha

Trzymałem się z boku, wysłuchiwałem uważnie słów Nakrapianego Ucha. Wywołana przez nią suczka wystąpiła na środek i nadano jej tytuł zastępcy, w porządku. Zdobędę jeszcze doświadczenie w walce i polowaniu, a wtedy może udam się na patrol z innymi wojownikami? To by było świetne, jeszcze lepiej, gdyby coś się zadziało. Polowanie, właśnie, muszę to przećwiczyć. Ostatnia gonitwa za kuropatwą zakończyła się powodzeniem, ale raz nie wystarczy, żeby być w tym mistrzem. Nakrapiana rozmawiała jeszcze z kimś, w tej chwili oddaliłem się od miejsca spotkania i postanowiłem spróbować cokolwiek złapać. Spojrzałem na martwego ptaka, który leżał na trawie, to tylko kuropatwa, nic więcej, wystarczy się dobrze rozpędzić i złapać ofiarę. Sully mówił, że najlepszy sposób to podejść najciszej ile to możliwe i wtedy zaatakować. Tylko że moje podkradanie najczęściej płoszy zwierzynę, może by spróbować łapać w biegu? W końcu jestem szybki, chciałem tego spróbować.
Przystanąłem na wzgórzu między dwoma drzewami. Rozglądnąłem się z góry na niewielkie pole o bujnej trawie i kilkoma sztukami pysznych bażantów. Naliczyłem razem ośmiu osobników i znajdowali się od siebie w miarę równej odległości. Teraz już tylko pozostało się upolować. Ruszyłem z miejsca na pełnej prędkości, miałem ułożone po kolei w głowie, którego ptaka najpierw atakować, musi się udać. Ptaki natychmiast zerwały się do ucieczki, dużymi susami dopadłem pierwszego, zacisnąłem mocno zęby na jego delikatnej szyi, po czym rzuciłem na ziemię. Drugi prawie poderwał się do lotu, ale przygniotłem go łapą i jednocześnie wypatrywałem kolejnego. W pewnym momencie zapomniałem, ile już złapałem i po prostu biegłem za tym, który mi pierwszy wpadł w oczy.
Minęło kilka minut, aż dopadłem ostatniego ptaka, spojrzałem wokół i ucieszyłem się, widząc osiem bezwładnych ciał. Z wywalonym językiem ułożyłem je na środku w stos. Czułem się szczęśliwy, że udało mi się spełnić mój cel. Na moment się położę i zaniosę dla klanu, może Nakrapiane Ucho ma ochotę na coś dobrego?
— Podziwiam twój styl — powiedziała suczka, zbliżając się do mnie.
— Chciałem poćwiczyć. — Uśmiechnąłem się. Słońce dziś grzało za mocno. - Widzisz to? - spytałem, wtykając nos w pióra jednego z bażantów.
— Coraz lepiej, widzę postępy — stwierdziła. — Zanieśmy je na miejsce.
Wziąłem w zęby dwie sztuki, a Nakrapiana jedną. Potruchtałem szybciej, żeby wrócić i zabrać resztę. Wszystkie zdobycze znajdowały się w ładnie ułożonym rzędzie. Psy z klanu wyłaniały się bez pośpiechu i zabierały po jednym, dziękując przy tym za posiłek. Trzy powinny zostać, dwa dla nas i jeden dla Sully'ego, później mu zaniosę, pomyślałem. Po chwili wzięliśmy dla siebie po jednym ptaku i mogliśmy ze spokojem zjeść. Odrzuciłem na bok wszystkie pióra i dotarłem do pysznych wnętrzności.
Korciło mnie jedno pytanie. Zastanawiałem się, czy nie za wcześnie.
— Czy zabierzesz mnie kiedyś na patrol? Wiem, że jeszcze dużo treningu mnie czeka, ale ciekawi mnie jak to jest na patrolu.
<Nakrapiane Ucho?>
[453 słowa: Wojownicza Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

25 lipca 2020

Od Nakrapianego Ucha CD Wojowniczej Łapy

— Mówisz o kuropatwie? — Spojrzałam na swojego ucznia. — Drób bardzo łatwo się płoszy, a ty tak dudniłeś łapami, że Gwiezdni zatykają uszy! — syknęłam, niezadowolona z braku postępów u Wojowniczego. Za dużo czasu spędzaliśmy na... No właśnie, na mnie i moich sprawach. Poczucie winy zawładnęło mną momentalnie — przecież nie mogę zaniedbywać szkolenia własnego ucznia! Kto widział taką przywódczynię klanu? Miałam jeszcze tyle spraw na głowie, a dochodziły mi tylko nowe zmartwienia. Maślane oczy ucznia były wlepione w mój pysk, cicho czekające na kolejne polecenia. Tylko czy na prawdę powinnam go szkolić?...
— Wojownicza Łapo, musimy poważnie zabrać się za ciebie, nie możesz zostać w tyle. Jesteś jeszcze młody, a przyszły zastępca chyba powinien umieć upolować głupiego ptaka Dwunożnych, hm?
— Tak, Nakrapiane Ucho!
— Spróbuj jeszcze raz — zachęciłam.
Młody czujnym nosem szybko wyczuł ofiarę i przypadł do ziemi. Tym razem pełznął w jej stronę tak wolno, jak tylko mógł. Zadziwiające, prychnęłam w myśli. Podszedł kuropatwę na długość lisa i szykował się do skoku. Nagle ptak uniósł głowę, jednak sekundę za późno zorientował się o niebezpieczeństwie i po chwili wisiał martwy w szczękach Wojowniczego.
— Gratulacje, Futrzaku, chyba się poprawiłeś. — Spojrzałam na jego dumnie merdający ogon. — Jeszcze dużo przed tobą, a na koniec ocena, pamiętasz? Będę na ciebie patrzeć z daleka, a ty zapolujesz sam, zadecyduje to o twoim pasowaniu na wojownika.
— Tak, wiem. Nie mogę się doczekać! — Radośnie popędził przed siebie w kierunku obozu, aby zanieść zdobycz na stertę.
Westchnęłam cicho. Jego energia będzie nam potrzebna w odbudowaniu silnego klanu, jednak najpierw trzeba zrobić z niego psa, a nie szczeniaka. Jak na razie powinnam wybrać nowego zastępcę, do wschodu księżyca, zgodnie z tradycją. Wahałam się co do wyboru, jednak w głębi serca wiedziałam, jaki jest jedyny słuszny wybór. Z ciężkimi jak kamień łapami udałam się w ślad za swoim uczniem, nie myślałam, że władza będzie tak na mnie ciążyć. Nagle spadł na mnie ogrom obowiązków i nie miałam praktycznie żadnego wsparcia — czas to zmienić — pomyślałam.
Tak więc wkraczając do budynku, który służył nam za schronienie wskoczyłam na schody prowadzące na piętro i rzekłam:
— Niech każdy pies zdolny samodzielnie polować zbierze się na zebranie klanu!
Powoli z zakamarków domostwa zaczęły wyłaniać się znajome sylwetki. Niestety, nie wszystkie wieści, jakie przynosiłam, były dobre.
— Niech wszyscy posłuchają mnie uważnie. Dotarła do mnie smutna wiadomość, iż Wilczy Pysk zginął. — Niedowierzanie i cisza pokryły całe pomieszczenie. — Niedługo powinien wrócić patrol z jego ciałem, tradycyjnie odprawimy czuwanie na jego cześć, a rano wyznaczę wojowników do zakopania ciała. Oficjalnie jutro rano wybiorę się na Płyciznę, aby otrzymać nowe imię i błogosławieństwo przodków, a moją powinnością jest wyznaczenie nowego zastępcy przed wschodem księżyca. — odczuwałam napięcie każdym włoskiem na swoim ciele. — Wystąp, Irysowe Serce.
Suczka popatrzyła na mnie zdziwiona, po czym podeszła do mnie.
— Myślę, że nikt nie zakwestionuje mojego wyboru. Gwiezdni, stawiam przed wami tą oto dzielną wojowniczkę. Wejrzcie na nią, gdyż przez całe swoje życie wiernie służyła swemu klanowi i zasługuje na honory. Irysowe Serce, mianując cię swoją zastępczynią wierzę, że otoczysz troską swój klan. — Skończyłam i zetknęłam się z suczką nosami, słysząc pobratymców wiwatujących imię nowej zastępczyni.
<Wojownicza Łapo?>
[505 słow: Nakrapiane Ucho otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia. Irysowe Serce obejmuje funkcję zastępcy]

17 lipca 2020

Od Wojowniczej Łapy CD Nakrapianego Ucha

Suczka zeskoczyła z korzenia i uśmiechnęła się w moją stronę. Podziwiałem w tej chwili jej odwagę odnośnie przemawiania do tak licznej grupy psów. Wyobraziłem sobie, że to ja stałem na tym korzeniu i miałem mówić do pozostałych. To było dziwne i poczułem dreszcz, ogarnął mnie stres. Zdecydowanie nie nadaje się do tego, najpierw zdębiałbym, a wypowiedzieć cokolwiek to graniczyłoby z cudem.
— I jak? — spytała.
Otrząsnąłem się z moich myśli.
— Mówisz zupełnie jak lider. — Pomachałem ogonem.
— Dzięki, a teraz idziemy wykorzystać twoją szybkość, mam nadzieje, że masz ochotę na bieganie.
— Poważnie?! — Zacząłem się cieszyć jak małe szczenię.
Ogarnęła mnie radość, tak długo musiałem być spokojny, ale teraz wystarczyło mi takie hasło i rozpierała mnie energia.
— Widzę, że się cieszysz.
Wpatrywała się w moje podskoki, aż nie padłem na plecy w trawie. Rany, ale byłem szczęśliwy.
— To gdzie idziemy? — spytałem, patrząc na Nakrapiane Ucho do góry nogami.
— Nie chce ci psuć niespodzianki, chodź — powiedziała.
Otrzepałem się z resztek traw i potem coś nie pozwalało mi iść przed siebie. To coś siedziało mi na nosie i ograniczało widzenie do przodu. Okrągły czarno-pomarańczowy kształt przesuwał się coraz bliżej czubka głowy. Zastygłem w zapewne dziwacznej pozycji i czekałem, aż zagrożenie sobie pójdzie. Obiekt postanowił zostać na moim pysku i nigdzie się nie ruszać.
— Ucho... Co to jest... — wyszeptałem, wzrok miałem cały czas na tym czymś.
Suczka podeszła i zaśmiała się.
— To biedronka, futrzaku.
Spojrzałem na nią, a potem na biedronkę. Rozluźniłem mięśnie i usiadłem na tyłku, serio wystraszyłem się biedronki?
— Myślałem, że to pszczoła — wyjaśniłem i mały owad odleciał.
— Jasne.
Suczka prowadziła mnie przez jakieś zarośla i krzaki z małymi owocami jagód. Gdyby były dojrzałe, to kilka bym zjadł, pomyślałem. Szliśmy jeszcze parę minut dalej do momentu, gdy poczułem pod łapami lekkie kłucie. Czy to było pole?
— Dwunożnych nie ma więc cały teren mamy dla siebie — powiedziała Nakrapiane Ucho.
Zauważyłem w oddali kuropatwę, uniosłem ogon lekko pod górę i nie spuszczałem z niej wzroku. Ptak swobodnie przechadzał się z lewa na prawo, nie zważając na niebezpieczeństwo. Dziobała coś w ziemi i to było dla niej w tej chwili najważniejsze.
— Chciałabym zobaczyć jak polujesz, widzisz tego ptaka, prawda?
— Widzę. — Wbijałem w niego cały czas wzrok.
— Spróbuj go złapać.
Przypomniałem sobie, co Sully mówił o łapaniu zdobyczy: powoli zbliż się, a potem atakuj. Po cichu podszedłem do ptaka najbliżej jak to było możliwe. Już się szykowałem do kolejnego kroku, kiedy to ofiara się spłoszyła i poleciała w podskokach na bok. Zdziwiło mnie to, przecież nie hałasowałem. Spróbowałem jeszcze raz, wolniej niż poprzednio — kuropatwa uciekła szybciej, niż się do niej zbliżyłem. Warknąłem cicho i zerwałem się z miejsca, aby tylko ją dorwać. Pełnym sprintem gnałem za nią, robiąc zakręty, na których nieraz bym się przewrócił. Ptak chyba zrozumiał, że nie dam za wygraną i poderwał się do lotu, aby usiąść na jednej z gałęzi drzewa. Zasapany spojrzałem wyżej i byłem zmuszony zostawić swoją ofiarę. Zrezygnowany wróciłem do Nakrapianego Ucha.
— Uciekł — powiedziałem jedynie.
<Nakrapiane Ucho?>
[485 słów: Wojownicza Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia oraz 2 punkty do treningu]

5 lipca 2020

Od Nakrapianego Ucha CD Wojowniczej Łapy

Podbiegłam do ucznia, widząc jego jasną sierść.
— Cieszę się, że cię znalazłam. Jak z Sullym? — zapytałam pośpiesznie.
— Jeśli będzie trzeba, poprze cię. — spojrzał mi w oczy z figlarnym błyskiem.
Był inteligentny, godny zaufania i rwał się do pracy, swego czasu będzie dobrym zastępcą. Obdarzyłam go spojrzeniem i przyjaźnie machnęłam ogonem.
— Dziękuję ci, Wojownicza Łapo. Teraz musimy stoczyć najtrudniejszą rozmowę, a nawet walkę.
Oczy młodego rozszerzyły się z podekscytowania i strachu.
— Mówisz o—
— Mówię o Wilczym Pysku. — przerwałam mu, patrząc na niego poważnym wzrokiem. — Jeśli nie uda nam się załatwić tego pokojowo, zarówno ja i zastępca ucierpimy. Jesteś tego świadom, prawda?
Kiwnął głową w odpowiedzi. Pocieszająco wsadziłam swój nos w jego sierść, po czym niespiesznie skierowałam się do legowiska niedaleko ściętego pnia. W półmroku błysnęły czujne oczy, które delikatnie przymknęły się na nasz widok.
— Ach, to wy. — mruknął. - Wejdźcie.
Wolno weszliśmy głębiej, po czym usadowiliśmy się przed Wilczym. Czekała nas bardzo trudna rozmowa, ale mieliśmy w poparciu członków klanu.
— Wilczy Pysku — zaczęłam. — Jesteś wielkim wojownikiem i godnym zastępcą, jednak nie pokierujesz klanem sam. Jest nam potrzebny przywódca.
— Powinniśmy poczekać, aż przodkowie wskażą nam odpowiedniego psa...
Natychmiast mu przerwałam.
—Klan Flumine mógłby być najpotężniejszym spośród wszystkich klanów. Moglibyśmy odbudować nasze dziedzictwo i razem z pozostałymi stoczyć walkę o nasz las, z którego zostaliśmy wygnani. - moje oczy błyskały z podekscytowania. - Dzisiaj mamy pierwsze zgromadzenie. Przyjście na nie z nowym przywódcą byłoby rozsądnym krokiem, nie sądzisz? Okazalibyśmy innym klanom swoją siłę. Nie oszukujmy się, jesteś jeszcze młody, przydałby ci się ktoś bardziej doświadczony. Wilczy Pysku, nie rozlewamy niepotrzebnej krwi, pozwól mi przejąć władzę, a razem poprowadzimy Flumine do potęgi.
Szarego zamurowało. Wbił wzrok w nasze dumnie wyprostowane sylwetki i zamyślił się, jakby przetrawiał to, co przed chwilą mu powiedziałam.
— Gwiezdni, błagam. Okażcie teraz swą wolę i pomóżcie nam. — szepnęłam bezgłośnie.
Wojownicza Łapa rzucił na mnie spojrzenie pełne podekscytowania. Czy nasz układ miał się udać? Czy gwiazdy przeznaczyły nam ten los?
Czas dłużył się, jakbyśmy siedzieli w jaskini co najmniej kilka godzin, a nie minut. Słońce chyliło się ku zachodowi, niedługo powinniśmy wyruszać na zgromadzenie.
— Dobrze, Nakrapiane Ucho. Masz rację, ktoś musi zająć to stanowisko. Chodźmy, przemówisz do klanu. - wyszedł jako pierwszy, a my za nim.
Serce prawie wyskoczyło mi z piersi, kiedy wdrapywałam się na pień ściętego drzewa. Wkrótce zawołałam wszystkim dobrze znane słowa:
— Wszystkie psy zdolne samodzielnie polować niech stawią się pod pniem na zebranie klanu!
Nieco zdezorientowani pobratymcy zaczęli wychodzić z legowisk i rozprostowywać łapy.
— Razem z Wilczym Pyskiem ustaliliśmy, że naszemu klanowi potrzebny jest zarówno przywódca, jak i zastępca. Możemy zostać najpotężniejszym klanem, jednak potrzebujemy silnych przywódców, którzy zadbają o nasze wspólne dobro. Wilczy Pysk zgodził się, abym objęła to przywództwo. — po polanie przebiegły pomruki aprobaty, ale i wahania. — Gdy tylko znajdziemy miejsce kontaktu z członkami, udam się do niego po nowe imię. Dajcie mi szansę, a okryję nasz klan chwałą. — skończyłam i bezceremonialnie zeskoczyłam na ziemię.
<Niespodziewany zwrot akcji tuż przed zgromadzeniem! Ale to jeszcze nie koniec Nakrapianej Rewolucji... Wojownicza Łapo?>
[476 słów: Nakrapiane Ucho otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

28 czerwca 2020

Od Wojowniczej Łapy CD Nakrapianego Ucha

Zamyśliłem się na moment. Mogę być zastępcą, to zawsze jest coś, bo chciałbym być liderem. Widocznie muszę jeszcze poczekać na tę pozycję.
— Zgadzam się. — usiadłem naprzeciwko Nakrapianej.
— Świetnie, na początek możesz porozmawiać z Odważnym Kłem, a ja załatwię inną rzecz. — zaproponowała.
— Dobrze!
Rozeszliśmy się każdy w swoją stronę. Rozglądałem się uważnie za moim towarzyszem, znając jego to leży gdzieś pod rozłożystym drzewem w cieniu i słodko drzemie. Zaśmiałem się pod nosem, to jedyne w czym jest dobry. Znalazłem wodę, czyli musi być gdzieś niedaleko.
— Sully?! — krzyknąłem.
Żadnej odpowiedzi, gdzie on się podział? Spuściłem nos do ziemi i nie zostało mi nic innego jak wywąchanie jego zapachu. Szybko podjąłem trop i zerwałem z miejsca wiedząc już wszystko o miejscu gdzie przebywał. Droga prowadziła pod górę, po lewej stronie znajdowała się solidna płaska skała. Znajomy głos doszedł do moich uszu i w tym momencie wbiegłem na górę zastając Sully'ego z brązową suczką. Zauważyłem, że jest wesoły mając kogoś do rozmów w mniej więcej podobnym wieku.
— Możemy pogadać? — spytałem.
— Wybacz na moment. — zwrócił się do Ciemnego Kła.
Odeszliśmy dwa metry dalej.
— Ona jest świetna do rozmów. — stwierdził Sully.
— Pasujecie do siebie, całkiem ładne miejsce wybraliście.
— Chciałeś o czymś gadać, tak?
— Kojarzysz Nakrapiane Ucho? Ona też jest świetna. — uśmiechnąłem się. — Ogólnie zauważyłem, że jest bardzo miła i stara się dbać o klan.
— Też widziałem, że lubi pomagać, uczta z ryb dla wszystkich to było sprawiedliwe, bo każdy miał kęs dla siebie, dobrze przemyślane.
— Myślisz, że nadaje się na lidera klanu?
— Jeśli jest taka oddana to czemu nie, ma zapewne dużo doświadczenia i wiedzy. — zamyślił się na parę sekund. — Chodzi o wybranie przywódcy klanu, prawda?
— Tak, większość wydaje mi się, że zgadza się, tak jak ty.
— Ciekawi mnie kto będzie zastępcą... — spojrzał na mnie kątem oka. — Nie mów, że ty, głąbie.
— Jeśli się uda, to tak. — zrobiłem obrót w miejscu. — Cieszysz się? Powiedz, że się cieszysz, widzę to i chcesz powiedzieć, że jesteś zadowolony.
—Jestem. — przymknął oczy. — Nauczysz się wielu nowych rzeczy i obowiązków.
— Nie mogę się doczekać!
— Teraz zmykaj, bo mam ważną rozmowę. — pacnął mnie delikatnie łapą po nosie. — Pozdrów ode mnie Nakrapiane Ucho
— Ta, jasne. — otrzepałem się i wróciłem na miejsce, gdzie rozdzieliłem się z suczką
Pobiegałem trochę po okolicy i jednocześnie jej szukałem.
<Nakrapiane Ucho? Sori brak weny>
[372 słowa: Wojownicza Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia oraz 2 punkty do treningu]

15 czerwca 2020

Od Nakrapianego Ucha CD Wojowniczej Łapy

      Spojrzałam głębiej w błękitne oczy. Może powinnam potraktować go nieco łagodniej? Miałam nadzieję, że wyniósł coś z lekcji, którą chciałam mu dać  jednak bycie mentorką nigdy nie było moją mocną i szczerze mówiąc, nigdy nie będzie. Dobrze spełnił swoje zadanie, więc należało go pochwalić.
      — Całkiem nieźle  mruknęłam i po chwili dodałam  jak na takiego futrzaka jak ty.
      Wydawał się być nieco zawiedziony, ale zamerdał krótko ogonem. Gdy już upewniłam się że medyczka, wojownicy i uczniowie otrzymali swój posiłek wzięłam dorodną rybę w zęby i ułożyłam się wygodnie obok Wojowniczej Łapy. Omiótł mnie nieco zdziwionym wzrokiem  uczniowie nie jadali razem z wojownikami, jednak kiwnęłam mu głową, że może jeść dalej. Posiłek był wyborny, ryby miały mnóstwo delikatnego mięsa.
      Przeciągnęłam leniwie językiem po pysku i poczekałam, aż uczeń również skończy się posilać. Zmierzyłam go wzrokiem: był silnie umięśniony, szybki i zwinny, jednak musiał się jeszcze wiele dowiedzieć o kodeksie wojownika.
      — Wojownicza Łapo, mam nadzieję, że nie przejmujesz się tym, co ci powiedziałam po powrocie do obozu. — zaczęłam.  Świetnie się spisałeś, jednak musisz popracować nad cierpliwością, a wyrośniesz na szlachetnego członka klanu Flumine.
      Pies z nową energią zamerdał puchatym ogonem.
      — Naprawdę tak myślisz?  w jego głosie słyszałam wyraźne podekscytowanie.
      — Naprawdę.  polizałam go krótko w ucho.  Przejdziemy się? Jak na razie nie mamy nic do roboty w obozie, a mam wrażenie, że jeszcze byś trochę pobiegał.
      — Bardzo chętnie.  podniósł się i popędził do wyjścia z obozu.
      Już miałam rzucić ciętą uwagę, coś w stylu: „nie będę za tobą biegać, głupi futrzaku!”, ale ugryzłam się w język. Lepiej przysparzać sobie przyjaciół, niż wrogów. Każda niechęć okazana w stosunku do mojej osoby może obrócić się przeciwko mnie w najgorszym momencie, czego bardzo bym nie chciała. Widziałam w tym młodym psie potencjał, którego aż żal było nie wykorzystać.
      Wojownicza Łapa zwolnił do żwawego truchtu, abym mogła się z nim zrównać. Łaskawca!  prychnęłam w myśli.
      — A dokąd to się wybierasz? Czy może sam wybrałeś cel naszej podróży?  syknęłam w kierunku tej kupy futra. Tym razem uczeń się nie odezwał, jedynie przystanął i czekał na dalsze informacje co do kierunku, który mieliśmy obrać. Widziałam ile wysiłku kosztuje go takie skupienie i pozostanie w jednym miejscu, jednak znakomicie nad sobą pracował. Ruszyłam niespiesznym krokiem po brzegu morza i dałam mu znak łbem, aby mnie dogonił.
      — Wojownicza Łapo, powiedz mi, kim chciałbyś zostać w przyszłości?  rzuciłam niby od niechcenia.
      — Chciałbym zostać przywódcą.  odpowiedział pewnym głosem.
      Mruknęłam z rozbawieniem.
      — Zatem mamy wiele wspólnego. Chciałabym zaopiekować się klanem Flumine. Moglibyśmy zostać potężnymi wojownikami, a może kiedyś nawet stanąć u boku pozostałych psów i ruszyć w bitwę o las, nasz pierwotny dom.  przystanęłam i usiadłam na piasku, wpatrując się w przybijające do brzegu fale.  Jesteś sobie w stanie to wyobrazić? Nasz powrót do lasu? Znowu mieć własne terytorium i nawet w porze nagich drzew nie cierpieć głodu? Chciałabym przejąć dowództwo w klanie. Nie mówię ci tego po to, aby się wygadać, ale mam propozycję.
      Wojownicza Łapa dziarsko postawił uszy i wydawał się niecierpliwie czekać na słowa, które miały rozpocząć naszą wielką przygodę.
      — Jeśli pomógłbyś mi objąć dowództwo w klanie, zyskałbyś wiele korzyści.  spojrzałam na niego uważnie. Czy aby na pewno dokonałam dobrego wyboru? Obserwowałam go od kilku dni, to on musi być tym właściwym.  Otworzę ci wrota na dobrą i szlachetną przyszłość. Pomóż mi, a obiecuję ci, że gdy przyjdzie czas, mianuję cię swoim zastępcą.
<Wojownicza Łapo?>
[551 słów: Nakrapiane Ucho otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Wojowniczej Łapy CD Nakrapianego Ucha

       — Będzie tam dużo ryb? — dopytywałem ciekawy.
      — Zobaczysz. — mruknęła, szła swoim równym krokiem.
      Zastanawiało mnie, ile zdołam przechwycić zdobyczy, może nawet całą siatkę? To by było super, starczyłoby jedzenia dla całego klanu, albo i wszystkich. Wyczułem w towarzyszce podenerwowanie, chyba przeze mnie. Zwolniłem kroku, stawiaj łapę po łapie, pomyślałem. Gdyby tu był Sully, to wyciszyłbym się od razu, a bez niego to inaczej, pusto. Owszem, niezbyt dobrze się czułem w innym towarzystwie, ale muszę się przyzwyczaić i opanować. Trzeba zwolnić, o tak zwolnić.... to trudne, za trudne. Gdyby pobiec przed siebie, już byśmy byli na miejscu, a tak powoli mijamy drzewa i w oddali widać rysujące się długie kije ze szmatą uwieszoną na całej długości. Zaczynam się nudzić, jednak musiałem się zachować, trzeba panować nad sobą.
      — Widać, że cię nosi. — usłyszałem od suczki.
      — Troszeczkę. — przyznałem — Możemy iść, czy...
      — Nie. — przerwała.
      Przełknąłem ślinę, nie mówiłem nic więcej, tylko starałem się dotrzymać jej kroku. Nakrapiane Ucho jest stanowcza, czułem to, i raczej łatwo nie będzie. Doszliśmy do pewnej drewnianej skrzyni, Dwunożnych było mnóstwo i musieliśmy wykombinować, jak ich ominąć i zdobyć ryby.
      — Siedź na tyłku. — rozkazała, po czym zeskoczyła niżej w poszukiwaniu lepszej drogi.
      Nie wstawaj, tylko nie wstawaj, siedź i tyle — powtarzałem te słowa w głowie. Wychyliłem się lekko nad skrzynie, żeby zbadać teren. Na lewo, jak i na prawo stały różne skrzynki, a w nich pyszne jedzonko, wystarczyło tylko zakraść się od tyłu i misja wykonana. Problemem są Dwunożni, zauważą i mogą mi coś zrobić, może lepiej będę tu siedział i nie zwracał na siebie uwagi.
      — Mysi móżdżku — powiedziała suczka z dołu — chodź tutaj.
      W tej samej chwili coś mnie chwyciło za ogon. Odskoczyłem na bok i nagle straciłem równowagę, wylądowałem brzuchem niżej na piasku.
      — Ał! — jęknąłem, po chwili wstałem i otrzepałem z piachu.
      Na górze zauważyłem mewę, ona się ze mnie śmiała. Wypuściłem powietrze i udałem się za towarzyszką. Pięknie pachniało z każdej strony, niekiedy zapach próbował ściągnąć mnie do siebie, ale Nakrapiane Ucho warknęła cicho, żebym wrócił do rzeczywistości. Trudno mi się było skupić, to prawda. Pokonana ścieżka była pusta, więc bez problemu mogliśmy nią wrócić na nasze tereny ze zdobytym łupem.
      — Słuchaj — odezwała się — za chwilę wyłowią pełną siatkę ryb.
      — I my ją weźmiemy?
      — Ty ją weźmiesz, ja popatrzę za większą sztuką.
      — No... dobrze. — zatkało mnie, ale z drugiej strony cieszyło mnie zadanie do wykonania.
      Wypatrzyłem miejsce, gdzie umieszczą siatkę z rybami, wystarczyło ją później ściągnąć zębami, po cichutku oczywiście. Adrenalina zaczęła mi coraz bardziej buzować, jeszcze chwila i będzie po wszystkim. Dwunożny się obróci, ja chwycę siatkę i czym prędzej stąd odejdziemy. Zdobycz została ułożona tam, gdzie powinna, prościzna, podszedłem bliżej, żeby mieć cały czas widok. Teraz albo nigdy! Capnąłem róg i pociągnąłem do siebie. Całe moje szczęście, że wiaderko z wodą stojące obok nie przewróciło się. Dostrzegłem Ucho, jak również przechwyciła sporą sztukę.
      — Nieźle. — podsumowała moje skarby — Mam pomysł, skoro tak bardzo chce ci się biegać, to idź zanieś do klanu najpierw swoje ryby, a potem wróć po moją.
      — Z przyjemnością! — zamachałem ogonem.      
      Takie coś sprawiało, że czułem się spełniony. Może to była nagroda? Porzuciłem wszystkie myśli i najszybciej jak tylko mogłem, wróciłem do klanu. Położyłem zdobycz na miękkiej trawie i poleciałem po drugą sztukę. Ale to było świetne! Odebrałem rybę od suczki i wróciłem z nią na miejsce.
      — Sully, widziałeś? — krzyknąłem.
      Owczarek ociężale podniósł głowę i przyjrzał się.
      — Brawo, młody, same okazy. — powiedział.
      Zacząłem skakać naokoło, ale po chwili usiadłem i czekałem aż Ucho dojdzie na miejsce. Parę minut to trwało, jednak pojawiła się.      — Nauczyłeś się czegoś dzisiaj? — spytała?
      — Co... Eee...
      — Cierpliwość futrzaku. — chwyciła swoją dużą rybę w pysk.
      Zabrałem swoją siatkę pełną mniejszych rybek i udaliśmy się przyszykować ucztę dla klanu.
      — Mimo wszystko, dobrze wypadłem? — przekręciłem głowę, miałem nadzieje na dobrą opinię.
<Nakrapiane Ucho?>
[618 słów: Wojownicza Łapa otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia oraz 2 punkty do treningu]

14 czerwca 2020

Od Nakrapianego Ucha do Wojowniczej Łapy

   Słońce zaczynało się wynurzać z bezkresnej tafli morza, rysując na wodzie szkarłatne ślady, jakby pozostawione przez psie pazury. Bezchmurne niebo zaczęło przybierać odcienie czerwieni, pomarańczu a gdzieniegdzie nawet bladej żółci. Pierwsze promienie złotej gwiazdy spadły także na mój pysk, oblewając go swoim ciepłem. Rozpoczęła się pora zielonych liści, każdy kolejny dzień był cieplejszy, a zwierzyny tylko przybywało. Tak właściwie po wygnaniu dla nowobudujących się klanów nie mogłyby zrodzić się lepsze warunki — chociaż przyszło nam żyć w mieście Dwunożnych i często trzeba było obdzielać pomiędzy członków klanu jednego wynędzniałego szczura, to i tak ciągle rośliśmy w siłę.
   Powoli przestał dokuczać nam głód, a z oczu moich pobratymców znikały błyski cierpienia i odór strachu. Mimo mojego krótkiego pobytu w klanie pragnęłam zrobić wszystko, aby jego psy rosły w siłę i potęgę: miałam wielką nadzieję, że w końcu uda nam się odbudować obóz, szkolić uczniów i ustalić nowe terytoria (wszystko oczywiście do czasu, gdy przyjdzie nam zawalczyć o las, z którego nas wygnano).
   Wstałam z piasku, potrząsnęłam krótko łbem i żwawym truchtem wróciłam do prowizorycznego obozu. Riley, Irysowe Serce i Odważny Kieł jeszcze się nie obudzili, za to młodzi uczniowie już zaczynali dokazywać. Czekoladowa sierść Opalowej Łapy zdawała się migotać w słońcu, kiedy młodziak podbiegł do mnie i zarzucił dziarsko łebkiem.
   — Witaj Nakrapiane Ucho! — w przyjaznym geście zetknęliśmy się nosami. - Coś ciekawego na patrolu?
   Wróciłam myślami do spokojnego widoku słonej wody. Problemy wszystkich psów zdawały się być takie dalekie...
   — Dwunożni jeszcze nie powyłazili ze swoich legowisk, jest spokojnie. — odparłam siląc się na przyjazny ton. Zdążyłam polubić tego szczeniaka i nie chciałam zrobić mu przykrości. — Opalowa Łapo, czy Wojownicza Łapa też się obudził? Chciałabym zabrać go na polowanie, przyda nam się świeża zwierzyna.
   — Tak, od jakiegoś czasu tylko drepta w miejscu, żeby tylko coś zrobić. — mruknął z rozbawieniem. — Udanych łowów, Nakrapiane Ucho. 
   Skinęłam głową na pożegnanie i oddaliłam się w poszukiwaniu drugiego ucznia. Nim na dobre wyszłam z obozu, przed oczami mignęła mi szaro-biała kulka sierści, niemalże mnie wywracając.
   — Uważaj gdzie biegasz, ty kupo futra! - syknęłam, jednak uczeń albo nie usłyszał mojego ostrzeżenia, albo bardzo lekkomyślnie je zignorował. — Wojownicza Łapo, ty mysi móżdżku, chodź do mnie natychmiast! 
   Na te słowa momentalnie się zatrzymał i podbiegł do mnie truchtem ze wzrokiem wbitym w ziemię. 
   — Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy, inaczej porozmawiam z Odważnym Kłem. — spojrzałam na niego, a gdy zobaczyłam skruchę w niebieskich oczach, dodałam łagodniej - Zabieram cię na patrol myśliwski. Tam wybiegasz się ile będziesz chciał i przy okazji wyżywisz klan. 
   — Tak jest, Nakrapiane Ucho! — spojrzał na mnie pewniejszym wzrokiem. 
   — Zatem ruszajmy. — rzekłam i ruszyłam żwawo w stronę portu.
<Wojownicza Łapo?>
[429 słów — Nakrapiane Ucho otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]