Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różana Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różana Łapa. Pokaż wszystkie posty

18 maja 2022

Od Różanej Łapy do Sarniego Tupotu

Przez trzy księżyce Różyczka, razem z rodziną, pozostawali we Flumine, poznając tamtejsze psy i ich zwyczaje. Różyczce bardzo podobały się tamtejsze tereny – szczególnie jezioro. Magazyn, w którym spali, wydawał jej się z początku przyjaźniejszy, niż stadnina, w której się urodziła. Nie znosiła tej stadniny. To wrażenie zostało szczególnie pogłębione na początku, kiedy nagle znalazła się w miejscu, gdzie było tyle nowych rzeczy do zabawy, do odkrycia – oczywiście w obrębie, który wyznaczyli rodzice. Nie wyściubiała nosa tam, gdzie to było zabronione.
Jednak po jakimś czasie zaczęła tęsknić za stadniną. Potrafiła się położyć nostalgicznie na jednym z pudełek i rozmyślać o wcześniejszym etapie swojego życia (wydawało jej się to już tak dawno, w końcu przeprowadzka to wielki krok w tak młodym życiu), po czym dwie minuty później dostrzec kogoś lub coś, co sprawiało, że natychmiast podbiegała w tamtym kierunku, zupełnie zapominając o swoim nostalgicznym nastroju. Szczególnie jeśli tym kimś była mama.
W ciągu tego okresu nieco odsunęła się też od swojej siostry, Wieczorynki. Zaczęła coraz bardziej objawiać zachowania, które Różyczce w ogóle się nie podobały. Dalej potrafiły się wspólnie bawić, ale to nie było już tak jak wcześniej. To także wzmagało w niej tęsknotę za domem.
W końcu przyszedł moment, kiedy dostała wybór. Zostać, lub wrócić. Ventus, lub Industria. Wieczorynka podjęła decyzję pierwsza – zostać. Różyczka po nieco dłuższej chwili zastanowienia wybrała pójście z matką. Z lekkim wzruszeniem barków Szept także skierowała swoje kroki w ich kierunku, deklarując swój wybór na Ventus.
W ten sposób znów wylądowała w domu. Czuła z tego powodu większe szczęście, niż chciała po sobie pokazać. Nie spodziewała się, że ta zapyziała stadnina tak ją ucieszy.
Po czym okazało się, że pora na następny wielki krok w jej życiu – zostanie uczennicą!
Najpierw się nieco ucieszyła, a potem speszyła. Kto będzie jej mentorem? Była pewna, że ona sobie doskonale da radę z byciem wojowniczką, ale nieco stresowało ją to, kto może być jej mentorem.
Nadszedł dzień mianowania. Żałobna zrobiła wszystko, żeby jej córki wyglądały schludnie. Futerko ułożone, żadnych widocznych kudłów, żadnych rzepów przyczepionych brzydko.
— Mamo, czy mogę zwolnić mentora, jeśli mi się nie spodoba? — zapytała jeszcze przed wyjściem. Żałobna zachichotała.
— Nie martw się, Różyczko. Jestem pewna, że nie będzie takiej potrzeby — uspokoiła ją i liznęła w kark.
Różyczka podniosła głowę do góry i ruszyła za matką na spotkanie swojej przyszłości.
Cały klan stał w luźnym kręgu wokół spiętrzonego stogu siana w największym pomieszczeniu stodoły. Na stogu stał Brązowa Gwiazda, a obok niego Wilczy Cień. Różyczka i Szept stanęły naprzeciwko nich, a wszystkie psy patrzyły na nie. Starała się nie okazywać stresu, jaki zaczęła czuć, trzymając wciąż wysoko podniesioną głowę.
— Różyczko, Szepcie — rozległ się głos lidera. Wszystkie szumy, które były w tłumie, zamilkły.
„Mhm, zaczyna się” — pomyślała. Poczuła nagle dziwne swędzenie za prawym uchem. „Nie będę się drapać, nie będę się drapać, dam radę....” — mówiła sobie. Tak skupiła się na tym, żeby się dobrze zachowywać, że nie dosłyszała paru następnych słów.
— ... Różana Łapa. Twoją mentorką będzie Sarni Tupot. Sarni Tupocie — zwrócił się w kierunku suki, która wyszła na środek. — Zostaniesz mentorką Różanej Łapy. Sarni Tupocie, okazałaś się wojowniczką dzielną i lojalną. Na pewno przekażesz tej młodej uczennicy całą swoją wiedzę.
Sarni Tupot wesołym krokiem podeszła do Różyczki i dotknęła swoim nosem jej nosa. Cały klan wykrzyczał jej nowe imię, po czym stanęła obok, gdy lider zwrócił się do Szeptu.
— Szepcie, od dzisiaj aż do... — powtórzył formułkę. Różana Łapa spoglądała natomiast na Sarni Tupot, zastanawiając się nad nią jako swoją mentorką. Poznała ją wcześniej, owszem. Pamiętała, że była ona uczennicą Żałobnej. To dobrze świadczyło. Ale była też bardzo energiczna, mało... Dostojna, raczej wesoła. Różana Łapa miała z tego powodu lekkie wątpliwości. No ale cóż, będzie miała jeszcze okazję się przekonać, jak będą się dogadywać.
Zorientowała się, że Szept już styka się nosami, więc razem z resztą psów krzyknęła „Szepcząca Łapa!”.
Kilka minut później znalazła się już tylko z Sarnim Tupotem. Żałobna stała gdzieś w zasięgu wzroku. Szepcząca Łapa ze swoim mentorem także gdzieś stali.
— Tak się cieszę, że mogę być twoją mentorką, Różana Łapo! — powiedziała ucieszona Sarnia. Różana Łapa merdnęła dwa razy ogonem.
— Nie mogę się doczekać swojej nauki — odpowiedziała. — Kiedy się spotykamy na pierwszą lekcję? — spytała, przekrzywiając głowę.
 
<Sarni Tupocie?>
[697 słów: Różana Łapa otrzymuje 6 PD i 1 PT]

1 marca 2022

Od Różyczki do Żałobnej Pieśni

Różyczka nie znosiła stadniny. Nie była mała, jednak dla niej sprawiała klaustrofobiczne wrażenie. Cieszyła się z każdej okazji, aby wyjść. Na każdym spacerze z rodzicami — najpierw noszona, a z biegiem czasu chodząc już na własnych łapkach — wystawiała pyszczek do słońca, by nacieszyć się otwartą przestrzenią, po czym zaczynała rozglądać się wokół, automatycznie wyłączając się z każdej rozmowy.
Kiedy zbyt dużo czasu spędzała w zamknięciu, podchodziła do rodziców i zaczynała im marudzić, żeby pozwolili jej wyjść. Kiedy odpowiadali, że „nie teraz”, zazwyczaj podchodziła do Wieczorynki i zaczynała jej marudzić, że chciałaby wyjść. Takie marudzenie czasem kończyło się wspólną zabawą. A czasem tym, że suczka na nią nawarczała, a biała odchodziła powoli z podkulonym ogonem i kładła się w odległym kącie, zastanawiając się, co zrobiła źle. Różyczka czasem zastanawiała się, czy jej siostra ma równo pod sufitem.
W każdym razie, kiedy całą rodziną ruszali do Industrii, rozpierało ją szczęście. Jak wyruszyli, hycała wesoło, co chwilę wpadając pod nogi rodziców. Do tego zasypywała tatę pytaniami:
— Jakie jest twoje ulubione miejsce w terenach ognistych? Dużo tam miejsca do biegania? Czy macie tam jakąś wodę? W sensie… płynącą wodę?
Gdy dowiedziała się, że mają jezioro — J E Z I O R O — pisnęła z zachwytu i zaczęła jeszcze energiczniej biegać, ściągając na siebie nieco zażenowane spojrzenie Wieczorynki i półprzytomne skupienie Szeptu, która jak zwykle szła w lekkim oddaleniu zatopiona we własnych myślach. Po skończeniu swojego wywiadu także ciut się odsunęła od swojej rodzinnej karawany, skupiając się na chłonięciu wzrokiem mijanych terenów. Pleśń natomiast odetchnął nieco z ulgą, gdy córeczka skończyła go zasypywać pytaniami.
Różyczkowa beztroska skończyła się jednak, kiedy Żałobna zwołała swoje córki bliżej siebie.
— Zbliżamy się do terenów Industrii — rzuciła z lekkim roztargnieniem. — Trzymajcie się teraz blisko i nie hałasujcie za bardzo.
Postura Różyczki od razu się zmieniła. Futerko się zjeżyło, główka lekko zadarła w górę, a ogon zesztywniał, ograniczając ruchy do minimum.
— Mamo, jak oni na nas zareagują? — zapytała. Jej głos był wyniosły, ale podszyty stresem, który starała się jak najbardziej zamaskować. — Muszą nas zaakceptować, prawda?
— Tak, słoneczko. Oczywiście, że tak. W końcu waszym tatą jest Ciepła Pleśń, a jego tam bardzo szanują — rzuciła z uśmiechem w kierunku samca idącego obok. 
Po chwili ten uśmiech jednak zniknął z jej pyska. Zresztą od początku nie obejmował on oczu ani głosu. Chociaż wzroku matki, w której widniało to samo pytanie, które Różyczka przed chwilą zadała, nie widziała, to córka usłyszała wątpienie w głosie. Tak, jej matka także się tym stresowała.
— Nie ma się czym przejmować, kochanie — rzekł Ciepły swoim zwyczajnym, opanowanym głosem, właściwie nie wiadomo, do której z nich. Pewnie do obu.
Mimo to, gdy dochodzili do magazynu, przed którym zgromadziła się rodzina ze strony taty, Różyczka trzymała się tuż przy swojej matce, przy każdym kroku niemal następując jej na łapy. Gdy w końcu zobaczyła swoją rodzinę, właściwie nie zmieniła swojego wyrazu pyska. Ich reakcja była naprawdę dobra, ale chociaż wewnętrzne napięcie po chwili z niej zeszło, to jej postawa na zewnątrz się nie zmieniła. Z taką samą wyższością patrzyła na to, jak jakiś pies rzucił się na jej tatę, na ekscytację swojej babki i na psy, które podchodziły im się przyjrzeć i się zapoznać. Nie peszyło jej to, że ciężko jest szczeniakowi patrzeć z góry na dorosłe psy, w większości kilkukrotnie większe od niej samej. Każdemu rzucała oczami wyzwanie, jakby chciała powiedzieć: „To moje miejsce. Nie obchodzi mnie, że byliście tu wcześniej”. Nikt co prawda nie sugerował, żeby się ich pozbyć, ale Różyczka i tak traktowała pozostanie tu jako wyzwanie.
Słońce coraz bardziej chyliło się ku zachodowi, a Różyczka męczyła się, próbując spamiętać imiona swojej „nowej” rodziny. Co chwilę rzucała spojrzenie na matkę, żeby sprawdzić, czy przypadkiem już nie mogą iść. W końcu Ciepły zreflektował się, że chyba pora ułożyć dzieci, więc w porozumieniu ze swoją matką zaprowadził ich w głąb magazynu. W końcu się zatrzymali.
— Tutaj będziemy spać — zapowiedział, a cała rodzina zaczęła się układać. Różyczka ułożyła się obok rodziców.
— Chyba… było okej, prawda? — Spytała biała, podsypiająca kulka. — Polubili nas?
— Ciebie w szczególności, jak wszystkim rzucałaś mordercze spojrzenia — zachichotała wyraźnie już bardziej zrelaksowana Żałobna. Różyczka się obruszyła, ale była już zmęczona, więc kuleczka tylko się lekko poruszyła i fuknęła.
— Obejrzymy jutro cały teren? — zdążyła jeszcze zapytać, po czym zapadła w sen i nie mogła usłyszeć odpowiedzi.
<Żałobna?>
[704 słów, Różyczka otrzymuje 7 punktów doświadczenia]