Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Larwa × Szlochająca Wierzba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Larwa × Szlochająca Wierzba. Pokaż wszystkie posty

30 sierpnia 2021

Od Larwy CD Szlocha

TW; krew, opisy zwłok

Szloch uciekał. Biegł zdecydowanie za szybko jak na szczeniaka w jego wieku, a co gorsza nie w kierunku klanu.
Larwa zawsze łatwo się gubiła i podejrzewała, że nie jest jedyna w rodzinie. Suczka nie znała drogi, którą zmierzał jej brat — chyba wylądują gdzieś na polanie. Miała nadzieję, że nie będzie to zbyt daleko. Starała się dogonić Szlocha, ale jego sylwetka zaczęła znikać powoli w oddali.
I nagle szczeniak rozpłynął się w powietrzu.
Przyspieszyła, chociaż płuca powoli odmawiały jej posłuszeństwa.
Larwa zdawała się zapomnieć, że może brata po prostu wywąchać. Znała jego zapach i gdyby tylko spróbowała, poszukiwania skończyłaby w kilka minut. Niestety, zamiast tego biegała rozpaczliwie wokół miejsca, w którym wydawało jej się, że widziała brata po raz ostatni.
W końcu jednak usłyszała cichy jęk gdzieś na dole. Podeszła kilka kroków i zastygła.
„Odezwij się jeszcze raz, proszę” pomyślała. „Szloch, ty zawsze płaczesz, a teraz nie dasz rady?”. Odczekała jeszcze kilka chwil, tak na wszelki wypadek, a potem zaczęła krążyć. W końcu zauważyła, że kilkanaście metrów dalej ziemia się zapada. Serce stanęło jej na moment, ale zmusiła się, by podejść do rowu.
I znalazła go. Leżał nieprzytomny, z głową odchyloną do tyłu. Szloch najwyraźniej miał pecha — jedno jego ramię zdobiła teraz czerwona plama, w dodatku taka, która nie chciała się przestać powiększać.
„Zabiłam go” pomyślała. Wzrok utkwił jej gdzieś w oddali. Gdyby ktoś spojrzał na nią teraz, mógłby uznać, że zastygła w tej pozie, umierając na zawał, tylko drżenie zdradzało, że jest w niej jeszcze jakieś życie.
Chciała sprowadzić pomoc, ale jej obawy okazały się prawdą — nie wiedziała, jak dotrzeć do domu. Poza tym wolała nie zostawiać Szlocha samego, wiele zwierząt w okolicy nie poluje, za to ma dziwne upodobanie do mięsa.
Suczka chciała wyrzucić tę myśl z głowy, ale brzydkie myśli nie lubią znikać za szybko.
Zawyła. Jakby wyrwana ze snu zaczęła kopać i kopała, aż zdarła sobie poduszki przednich łapek. Jeśli wykopie dół na dwa metry, Szloch wyzdrowieje, powtarzała sobie. Kopała więc mocniej, kopała, żeby ustało dziwne kłucie w klatce piersiowej i żeby świat przestał wirować. Żeby powietrze przestało rozcinać jej gardło i w końcu, żeby brat wstał. I może Gwiezdni zobaczyli suczkę na granicy obłędu i postanowili się nad nią zlitować. A może nie.
W każdym razie usłyszała pojękiwania. Z początku były ciche, ale wszystko wskazywało na to, że Szloch odzyskuje przytomność.
— Żyjesz! — pisnęła. Jednocześnie zauważyła, że czerwona plama na jego ramieniu rozmiarem przypomina już większe szyszki.
Larwa oczywiście nie wiedziała nic o zarazkach. Dlatego nawet nie wytarła pyszczka z ziemi przed przyłożeniem go do rany brata — nie miała ku temu powodu. Chciała, żeby krew przestała lecieć, więc zrobiła, co wydawało się wtedy słuszne. Gdyby ktoś jej o nich opowiedział, poszukałaby innego rozwiązania tego problemu. Zarazki dla odmiany nie musiały wiedzieć co się z nimi dzieje — trafiły do zdrowego organizmu i szybko zabrały się do pracy. Ale o tym szczeniaki miały się przekonać dużo później.
— To trochę boli…
Odskoczyła od niego niemal natychmiast. Pamiętała, że do rannych powinno się mówić — nie wiedziała, jak to miało pomóc, ale nie zamierzała się nad tym teraz rozwodzić — dlatego streściła mu, co się stało. Pominęła te koszmarne pół godziny, kiedy myślała, że umarł i potem spytała, czemu biegł. Prawdę mówiąc, nie obchodziło jej to ani trochę, bo niezależnie od odpowiedzi cała ta sytuacja to jej wina. Jednak słuchała go z uwagą; mówił trochę niewyraźnie, ale nie bełkotał, co uznała za dobry znak.
Chmury już dawno zasłoniły słońce, ale dopiero teraz zrobiło się naprawdę ciemno.
— Będzie padać — jęknął Szloch, próbując wstać.
Larwa patrzyła wprost na czerwoną plamę. Brat chyba jeszcze jej nie zauważył, chociaż rana wydawała się rozległa. Suczka chwyciła zębami jakąś szmatę — ostatnio często spotykała ślady dwunożnych i nauczyła się już nazywać niektóre z nich — a następnie przymocowała do rany tak ciasno jak potrafiła. Szloch zadrżał (zadrżały również kolejne zarazki zachwycone wizją spotkania ze wciąż otwartą raną), ale zniósł to dzielnie. Potem Larwa pomogła mu wstać i razem wygrzebali się z wnętrza rowu. Szloch trochę kulał. „Teraz mogę za nim nadążyć” przemknęło Larwie przez myśl, a jej oczy zasłoniła mgła.
Suczka rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę miejsca wypadku i nieco dalej zauważyła martwego królika, któremu robaki zdążyły już wyjeść oczy. Jego bok również pokrywała czerwona plama, ledwie widoczna pod owłosionymi nóżkami setek much, rozpoczynających swoją ucztę. W kilku miejscach skóra stworzenia otwarła się, odsłaniając larwy wijące się w strzępkach mięśni. Zaczynała rozumieć, skąd taka niechęć innych psów do robactwa. Wtedy szczęka królika poruszyła się, odsłaniając białe zęby, potem jeszcze bardziej, ale suczka nie chciała wiedzieć, co wyjdzie ze środka. Pobiegłaby przed siebie, ale w tamtej chwili nie była pewna czy to ona podtrzymuje Szlocha, czy Szloch ją.
Wkrótce spadły pierwsze krople. Były zimne, ciężkie i zdecydowanie ograniczały szczeniakom widoczność. Jeśli wcześniej szli powoli, teraz ledwie włóczyli łapami, targani przez wiatr i kuląc się gdy kolejne grzmoty rozcinały monotonny szum wody.
W końcu ukazał się im dwunożny. Widzieli go coraz lepiej — jego ściągnięte brwi i dłoń dzierżącą wielki miecz. Miał szarą twarz i rozwiane włosy, a kiedy podeszli jeszcze bliżej, zauważyli, że stoi na dwóch skrzyżowanych belkach, do których przybito innego dwunożnego. Oczywiście ani Larwa ani Szloch nie mogli wiedzieć, że rzeźba przed nimi przedstawia anioła żądnego zemsty za śmierć Chrystusa, ale rozumieli, co posąg ten oznacza dla nich — znaleźli się na cmentarzu.

< Szloch, postaraj się nie umrzeć, co? >
[ 871 słów, Larwa otrzymuje 8 punktów doświadczenia i 1 punkt treningu]

17 lipca 2021

Od Szlochu CD Larwy

Szloch nie prosił o wiele. Cichy kąt, trochę spokoju i niezaczepianie go. Po prostu zostawienie go samemu. Czy aż tak trudno było wypełnić to życzenie? I tak nie był fajny do zabawy, wolniejszy i bardziej nieporadny niż reszta swojego rodzeństwa, lub prawdopodobnie każdy inny szczeniak na tym świecie. Nigdy nie udało mu się doganiać innych dzieciaków, zawsze był najgorszy w zabawach. Potykał się o własne łapy tylko, gdy próbował przebiec choćby kawałek. Dlaczego więc ciągle go męczyli?! Łzy zbierały się w jego oczach na samą myśl o tym. Biedaczek miał naprawdę dość, a ciągle było tylko gorzej.
Odszedł od reszty psów, chciał pobyć, choć chwilę samemu, bez martwienia się o dosłownie wszystko i wszystkich Chwila świętego spokoju. Odetchnął, kładąc się między krzakami pod jednym z drzew. Słońce chyliło się już powoli ku zachodowi, pierwszy śnieg powoli spadał z nieba, tworząc niewielki, biały puch na ziemi. Był chłodny, jednak Szloch się tym nie przejmował. Mógł w końcu zatopić się w swoich myślach.
Oczywiście, że nie.
— Szloch pewnie uciekł tu od reszty klanu — usłyszał nagle nad swoją głową.
Wystraszony, podskoczył. Szybko dojrzał swoją siostrę, Larwę. Naprawdę musiała go tutaj znaleźć? Nie mogli go zostawić samego, choć na chwilę? A może to on? Może się o niego martwili? Co jeśli go szukali?
— Przepraszam… ja… po prostu przepraszam — wydusił z siebie, wręcz łkając.
Nim się obejrzał, suczka już wsadziła pysk w ziemię, kopiąc łapami dookoła, jakby próbowała uciec. Szloch nie pierwszy raz widział, jak jego siostra tak robiła, jednak nie wiedział dlaczego. W jego głowie pojawiło się milion teorii, na temat tego co mogło się stać. Może to on coś znowu zepsuł? Nic nowego, ciągle był problemem dla każdego dookoła.
Nie zauważył nawet momentu, w którym poduszki jego łap powoli zaczęły się odmrażać.
— Patrz, co znalazłam! — zawołała w stronę Szlocha. Przysunęła się jak najbliżej swojego brata, wciskając mu robale na jej pysku wręcz w nos młodszego szczeniaka.
Wszystko wtedy go uderzyło w jednym momencie, sprawiając, że ciało małego corgiego zaczęło się niekontrolowanie trząść, a z jego oczu wypłynęły łzy, który zbierały się już od dłuższej chwili. Wybuchł, kompletnie wybuchł, zmieniając się w kupę emocji. Czuł się tak żałośnie, dlaczego musiał taki być? Starał się przecież, najbardziej mógł, a i tak, przewyższała go każda mała rzecz. Czuł się jeszcze mniejszy, niż naprawdę był.
Zaczął biec. Odwrócił się i ruszył przed siebie, uciekając na drugi koniec świata.
Oddalił się od tego wszystkiego. W końcu mógł się położyć na polanie, w końcu poczuł się, jakby gdzieś należał. To było jego miejsce, jego mała kryjówka przed całym światem. Słońce delikatnie muskało jego nos, a ciepły wiatr mierzwił sierść na jego ciele. Było cicho, tak miło cicho. Jedynie ptaki podśpiewywały w oddali. Szloch czuł się tak błogo, pierwszy raz od chyba... Kiedykolwiek. Nie pamiętałby był kiedykolwiek w takim stanie. By jego głowa nie przejmowała się zupełnie niczym, a myśli były puste i spokojne, a nie, rozszalałe jak morze podczas sztormu. Nawet pszczoła latająca blisko niego mu nie zawadzała, po prostu leniwie na nią spojrzał, zamykając zaraz znowu oczy.
Wpadł w rów.
Nie wiedział do końca, co się stało. W jednej chwili biegł a w drugiej... Jego głowa bolała, a on sam był umorusany w ziemi, leżąc gdzieś. Nie miał pojęcia, tylko gdzie. Cały obraz był rozmazany, w uszach mu szumiało. Znowu się bał, znów nie wiedział, co się dzieje, znów głowę zaprzątało mu tysiące myśli. Dopiero po chwili udało mu się z tego wszystko wyciągnąć głos Larwy.
— Ojeju, to nie wygląda dobrze! — mruczała pod nosem.
Szloch spróbował się ruszyć, ale wszystko go bolało.
— Żyjesz! — pisnęła natychmiast Larwa, wtulając pysk w jego ramie.
— To trochę boli... — wymamrotał Szloch.
Larwa natychmiast się odsunęła, spinając się.
— Co... Co tak właściwie się stało?
— Zacząłeś biec!
— Tyle wiem...
— I wtedy wpadłeś w ten rów!
— Rów?
Rozejrzał się. Rzeczywiście, leżał w rowie.
— Dlaczego uciekałeś? Coś się stało?
<Larwo, robaczku ty mój?>
[632 słowa: Szloch otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

7 lipca 2021

Od Larwy do Szlochu

Lucerna chyba miała jej już dość. Zazwyczaj dzielnie znosiła nadpobudliwość Larwy, a i tego dnia starała się nie okazywać swojego zniecierpliwienia. Była jednak widocznie zmęczona. Larwa postanowiła nie testować granic siostry i zostawiła ją w spokoju.
Musiała przyznać, że dzisiaj mogła nieco przesadzić. Wstała jeszcze przed słońcem i od tamtej chwili nie pozostawała w ciągłym ruchu. Właściwie nie wiedziała, co ją tak ekscytowało. Przez ostatnie godziny przebierała łapkami z radości, co zresztą dało się odgadnąć po wielu powstałych wtedy dziurach w ziemi. Potem, widząc malejący entuzjazm siostry, zaczęła ją gryźć w ucho, w nadziei, że ta się nieco rozbudzi. Ta niestety zareagowała na to cichym westchnieniem. To wtedy do Larwy dotarło, że powinna dać sobie spokój.
Udała więc, że zauważyła wiewiórkę i pobiegła w stronę drzew. Nie spodziewała się jednak, że zastanie tam Szlocha — mgliście kojarzyła, że szczeniak nie przepadał za owadami, a w pobliżu wręcz się od nich roiło. Z drugiej strony, okolica była pusta i krzewy zasłaniały widok na inne psy.
— Szloch pewnie uciekł tu od reszty klanu — stwierdziła Larwa, chociaż nie zamierzała powiedzieć tego na głos.
Szczeniak jakby podskoczył.
— Przepraszam… ja… po prostu przepraszam.
Suczka skuliła uszy. Nie chciała robić głupich przytyków rodzeństwu — słowa czasem płynęły z jej pyszczka samodzielnie. Poczuła się głupio i wiedziała, że znowu zrobiła coś źle. Najgorsze, że Szloch zdawał się jej nie lubić i bez tego. Suczka chciała się zapaść pod ziemię i, jak zawsze w podobnych sytuacjach, zaczęła kopać.
Chowanie pyszczka pod ziemią uspokajało; odcinało od tego, co nad nią. Albo Larwa wymyślała sobie do tego filozofię.
Tym razem jednak nie zdążyła wykopać głębokiej dziury, kiedy jej oczy rozszerzyły się z podekscytowania — natrafiła na łożysko larw chrabąszczy majowych. Wbiła nosek w glebę, a owady rozpierzchły się we wszystkich kierunkach. Kilka z nich jednak oblazło pyszczek Larwy, a ta radośnie poderwała go w górę.
— Patrz, co znalazłam! — zawołała w stronę Szlocha, zapominając o wcześniejszej pomyłce. Przysunęła się jak najbliżej szczeniaka, aby mógł podziwiać młode chrabąszcze na jej nosie.
Szloch jednak nie wydawał się podzielać jej entuzjazmu. Zbladł o kilka odcieni, jego ciałem wstrząsały drgawki, a w oczach zaczynały lśnić łzy. Jego paraliż trwał może dwie sekundy, po których Szloch uciekł od niej, nieudolnie powstrzymując wycie.
<Szlochu?>
[363 słowa: Larwa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]