Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nakrapiana Gwiazda †. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nakrapiana Gwiazda †. Pokaż wszystkie posty

7 stycznia 2022

Nakrapiana Gwiazda umiera

Nakrapiana Gwiazda, długo sprawująca władzę we Flumine została zamordowana przez fanatyczną Piaskową Marę, która odebrała jej klan. O jej śmierci możecie przeczytać w pierwszej części wydarzenia Piaskowa Burza tutaj
Jej dusza wstąpiła pośród Gwiezdnych w Coelum i stamtąd obserwować będzie dalsze losy biednych wodnych. 

25 lipca 2020

Od Nakrapianego Ucha CD Wojowniczej Łapy

— Mówisz o kuropatwie? — Spojrzałam na swojego ucznia. — Drób bardzo łatwo się płoszy, a ty tak dudniłeś łapami, że Gwiezdni zatykają uszy! — syknęłam, niezadowolona z braku postępów u Wojowniczego. Za dużo czasu spędzaliśmy na... No właśnie, na mnie i moich sprawach. Poczucie winy zawładnęło mną momentalnie — przecież nie mogę zaniedbywać szkolenia własnego ucznia! Kto widział taką przywódczynię klanu? Miałam jeszcze tyle spraw na głowie, a dochodziły mi tylko nowe zmartwienia. Maślane oczy ucznia były wlepione w mój pysk, cicho czekające na kolejne polecenia. Tylko czy na prawdę powinnam go szkolić?...
— Wojownicza Łapo, musimy poważnie zabrać się za ciebie, nie możesz zostać w tyle. Jesteś jeszcze młody, a przyszły zastępca chyba powinien umieć upolować głupiego ptaka Dwunożnych, hm?
— Tak, Nakrapiane Ucho!
— Spróbuj jeszcze raz — zachęciłam.
Młody czujnym nosem szybko wyczuł ofiarę i przypadł do ziemi. Tym razem pełznął w jej stronę tak wolno, jak tylko mógł. Zadziwiające, prychnęłam w myśli. Podszedł kuropatwę na długość lisa i szykował się do skoku. Nagle ptak uniósł głowę, jednak sekundę za późno zorientował się o niebezpieczeństwie i po chwili wisiał martwy w szczękach Wojowniczego.
— Gratulacje, Futrzaku, chyba się poprawiłeś. — Spojrzałam na jego dumnie merdający ogon. — Jeszcze dużo przed tobą, a na koniec ocena, pamiętasz? Będę na ciebie patrzeć z daleka, a ty zapolujesz sam, zadecyduje to o twoim pasowaniu na wojownika.
— Tak, wiem. Nie mogę się doczekać! — Radośnie popędził przed siebie w kierunku obozu, aby zanieść zdobycz na stertę.
Westchnęłam cicho. Jego energia będzie nam potrzebna w odbudowaniu silnego klanu, jednak najpierw trzeba zrobić z niego psa, a nie szczeniaka. Jak na razie powinnam wybrać nowego zastępcę, do wschodu księżyca, zgodnie z tradycją. Wahałam się co do wyboru, jednak w głębi serca wiedziałam, jaki jest jedyny słuszny wybór. Z ciężkimi jak kamień łapami udałam się w ślad za swoim uczniem, nie myślałam, że władza będzie tak na mnie ciążyć. Nagle spadł na mnie ogrom obowiązków i nie miałam praktycznie żadnego wsparcia — czas to zmienić — pomyślałam.
Tak więc wkraczając do budynku, który służył nam za schronienie wskoczyłam na schody prowadzące na piętro i rzekłam:
— Niech każdy pies zdolny samodzielnie polować zbierze się na zebranie klanu!
Powoli z zakamarków domostwa zaczęły wyłaniać się znajome sylwetki. Niestety, nie wszystkie wieści, jakie przynosiłam, były dobre.
— Niech wszyscy posłuchają mnie uważnie. Dotarła do mnie smutna wiadomość, iż Wilczy Pysk zginął. — Niedowierzanie i cisza pokryły całe pomieszczenie. — Niedługo powinien wrócić patrol z jego ciałem, tradycyjnie odprawimy czuwanie na jego cześć, a rano wyznaczę wojowników do zakopania ciała. Oficjalnie jutro rano wybiorę się na Płyciznę, aby otrzymać nowe imię i błogosławieństwo przodków, a moją powinnością jest wyznaczenie nowego zastępcy przed wschodem księżyca. — odczuwałam napięcie każdym włoskiem na swoim ciele. — Wystąp, Irysowe Serce.
Suczka popatrzyła na mnie zdziwiona, po czym podeszła do mnie.
— Myślę, że nikt nie zakwestionuje mojego wyboru. Gwiezdni, stawiam przed wami tą oto dzielną wojowniczkę. Wejrzcie na nią, gdyż przez całe swoje życie wiernie służyła swemu klanowi i zasługuje na honory. Irysowe Serce, mianując cię swoją zastępczynią wierzę, że otoczysz troską swój klan. — Skończyłam i zetknęłam się z suczką nosami, słysząc pobratymców wiwatujących imię nowej zastępczyni.
<Wojownicza Łapo?>
[505 słow: Nakrapiane Ucho otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia. Irysowe Serce obejmuje funkcję zastępcy]

13 lipca 2020

Od Nakrapianego Ucha — zgromadzenie klanów

Wciągnęłam nocne powietrze i wysunęłam się na prowadzenie. Zgromadzenie zostało zakończone, w zasadzie odbyło się bez większych przygód. Może oprócz pewnego natrętnego, Bezgwiezdnego kundla. Utkwiłam spojrzenie w swoich łapach, wcale nie było mi daleko do Klematisa, moja wiara była tylko trochę większa od jego. Co prawda wzmocniła się od momentu w którym zostałam liderką, jednak wciąż nie byłam przekonana co do naszych przodków.
Skierowałam swoje kroki w kierunku starego budynku, który okazał się być naszym nowym domem. Zamyśliłam się nad postacią Irysowego Serca. Dzielna wojowniczka i mentorka Opalowej Łapy po zgromadzeniu włóczyła łapami na samym końcu pochodu Wodnych. Miałam wielką ochotę zwolnić, dołączyć do niej i porozmawiać z nią na temat przywódcy Bezgwiezdnych. Nasza krótka rozmowa podczas zgromadzenia napełniła mnie gniewem, którego cień nadal w sobie niosłam. Nie mogłam znieść ogromu żalu i nienawiści który bił od niej na widok dawnego przyjaciela, a obecnego... No właśnie, wroga? Prócz okazania największego tchórzostwa i kilku bezczelnych zdań nic nam nie zrobił. Doszły mnie słuchy, iż chciał nawet zamienić ze mną kilka zdań — na tę myśl przebiegł mnie dreszcz. Nie miałam ochoty go widzieć, a tym bardziej słuchać czy prowadzić z nim jakiekolwiek negocjacje. Czego chciał od swojego byłego klanu? Nie byłam w stanie myśleć o nim przychylnie. Spalony Korzeń miał zadatki na wielkiego wojownika, ale zmarnował swoją szansę schodząc z jedynej dobrej ścieżki. Byłam pewna, że mógłby razem z Irysowym Sercem stworzyć udany związek, założyć rodzinę... Tym razem ukuła mnie igła zazdrości. Czyżbym była zazdrosna o rudobrązową wojowniczkę? Nie, to nie możliwe. Ceniłam ją jako oddaną członkinię klanu, cierpliwą mentorkę i szanowałam jej zdanie na wszelakie tematy, ale nie byłam w niej zauroczona. To zwykła znajomość, bo o przyjaźni nie można było tu mówić.
Zanim się obejrzałam, przede mną wyrosła sylwetka naszego obozu. Westchnęłam cicho, stanęłam przed wejściem i odwróciłam się do swojego klanu.
— Witajcie w nowym domu.
<Irysowe Serce?>
[306 słów: Nakrapiane Ucho otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

5 lipca 2020

Od Nakrapianego Ucha CD Wojowniczej Łapy

Podbiegłam do ucznia, widząc jego jasną sierść.
— Cieszę się, że cię znalazłam. Jak z Sullym? — zapytałam pośpiesznie.
— Jeśli będzie trzeba, poprze cię. — spojrzał mi w oczy z figlarnym błyskiem.
Był inteligentny, godny zaufania i rwał się do pracy, swego czasu będzie dobrym zastępcą. Obdarzyłam go spojrzeniem i przyjaźnie machnęłam ogonem.
— Dziękuję ci, Wojownicza Łapo. Teraz musimy stoczyć najtrudniejszą rozmowę, a nawet walkę.
Oczy młodego rozszerzyły się z podekscytowania i strachu.
— Mówisz o—
— Mówię o Wilczym Pysku. — przerwałam mu, patrząc na niego poważnym wzrokiem. — Jeśli nie uda nam się załatwić tego pokojowo, zarówno ja i zastępca ucierpimy. Jesteś tego świadom, prawda?
Kiwnął głową w odpowiedzi. Pocieszająco wsadziłam swój nos w jego sierść, po czym niespiesznie skierowałam się do legowiska niedaleko ściętego pnia. W półmroku błysnęły czujne oczy, które delikatnie przymknęły się na nasz widok.
— Ach, to wy. — mruknął. - Wejdźcie.
Wolno weszliśmy głębiej, po czym usadowiliśmy się przed Wilczym. Czekała nas bardzo trudna rozmowa, ale mieliśmy w poparciu członków klanu.
— Wilczy Pysku — zaczęłam. — Jesteś wielkim wojownikiem i godnym zastępcą, jednak nie pokierujesz klanem sam. Jest nam potrzebny przywódca.
— Powinniśmy poczekać, aż przodkowie wskażą nam odpowiedniego psa...
Natychmiast mu przerwałam.
—Klan Flumine mógłby być najpotężniejszym spośród wszystkich klanów. Moglibyśmy odbudować nasze dziedzictwo i razem z pozostałymi stoczyć walkę o nasz las, z którego zostaliśmy wygnani. - moje oczy błyskały z podekscytowania. - Dzisiaj mamy pierwsze zgromadzenie. Przyjście na nie z nowym przywódcą byłoby rozsądnym krokiem, nie sądzisz? Okazalibyśmy innym klanom swoją siłę. Nie oszukujmy się, jesteś jeszcze młody, przydałby ci się ktoś bardziej doświadczony. Wilczy Pysku, nie rozlewamy niepotrzebnej krwi, pozwól mi przejąć władzę, a razem poprowadzimy Flumine do potęgi.
Szarego zamurowało. Wbił wzrok w nasze dumnie wyprostowane sylwetki i zamyślił się, jakby przetrawiał to, co przed chwilą mu powiedziałam.
— Gwiezdni, błagam. Okażcie teraz swą wolę i pomóżcie nam. — szepnęłam bezgłośnie.
Wojownicza Łapa rzucił na mnie spojrzenie pełne podekscytowania. Czy nasz układ miał się udać? Czy gwiazdy przeznaczyły nam ten los?
Czas dłużył się, jakbyśmy siedzieli w jaskini co najmniej kilka godzin, a nie minut. Słońce chyliło się ku zachodowi, niedługo powinniśmy wyruszać na zgromadzenie.
— Dobrze, Nakrapiane Ucho. Masz rację, ktoś musi zająć to stanowisko. Chodźmy, przemówisz do klanu. - wyszedł jako pierwszy, a my za nim.
Serce prawie wyskoczyło mi z piersi, kiedy wdrapywałam się na pień ściętego drzewa. Wkrótce zawołałam wszystkim dobrze znane słowa:
— Wszystkie psy zdolne samodzielnie polować niech stawią się pod pniem na zebranie klanu!
Nieco zdezorientowani pobratymcy zaczęli wychodzić z legowisk i rozprostowywać łapy.
— Razem z Wilczym Pyskiem ustaliliśmy, że naszemu klanowi potrzebny jest zarówno przywódca, jak i zastępca. Możemy zostać najpotężniejszym klanem, jednak potrzebujemy silnych przywódców, którzy zadbają o nasze wspólne dobro. Wilczy Pysk zgodził się, abym objęła to przywództwo. — po polanie przebiegły pomruki aprobaty, ale i wahania. — Gdy tylko znajdziemy miejsce kontaktu z członkami, udam się do niego po nowe imię. Dajcie mi szansę, a okryję nasz klan chwałą. — skończyłam i bezceremonialnie zeskoczyłam na ziemię.
<Niespodziewany zwrot akcji tuż przed zgromadzeniem! Ale to jeszcze nie koniec Nakrapianej Rewolucji... Wojownicza Łapo?>
[476 słów: Nakrapiane Ucho otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

Od Nakrapianego Ucha CD Ciernistej Burzy

Spojrzałam na suczkę uważnym wzrokiem. Śmierdziała klanem ciemności, ale sama nie wydawała się być wrogo nastawiona. Zgromadzenie klanów zbliżało się wielkimi krokami, a przyjaźnie międzyklanowe mogły przynieść mi korzyści.
— Oprócz tego, że każdy może cię zaatakować i zabić, kiedy śpisz, to nie — odparłam.
Suczka wstała, ziewnęła szeroko i otrząsnęła się z drobnych paprochów.
— Nakrapiane Ucho. — mruknęłam. — Czuję Tenebris, należysz do tego klanu?
— Owszem. — spojrzała na mnie czujnymi, brązowymi ślepiami. — Ciernista Burza, zastępczyni przywódcy.
— Miło mi — schyliłam głowę z szacunkiem, na co suczka opowiedziała tym samym gestem.
Po chwili namysłu dodałam:
— Należę do klanu Flumine. Byłaś już może nad morzem? Możemy się tam wybrać razem, jeśli chcesz. W okolicy kręci się sporo zwierzyny, możemy zapolować dla swoich pobratymców.
Ciernista ochoczo pokiwała głową i dała mi znak łbem, abym prowadziła. Ruszyłam przez miejskie uliczki nagrzane promieniami słońca, które zaczynały już lekko parzyć moje łapy. Pora zielonych liści miała też swoje wady. Syknęłam cicho i poprowadziłam na przeciwległą stronę Drogi Grzmotu, która skrywała się w kojącym cieniu. Po kilku minutach żwawego truchtu poczułyśmy niesamowitą woń i obie zaczęłyśmy węszyć w powietrzu.
Zapach dobiegający z budki z kebabem był tak pociągający, że Ciernista Burza z chęcią zamieniłaby ją w miejsce kultu. Mruknęłam z rozbawieniem. Przodkowie raczej byli dalecy od bycia dumnym z jej zachowania. Przyjacielsko trzepnęłam ją w nos i ruszyłam dalej, jednak suczka dogoniła mnie dopiero po dłuższej chwili. Kiedy dotarłyśmy do śmietniska Dwunożnych, przyspieszyłam kroku — tu często czaiły się chude, smukłe koty, gotowe zaatakować nieznanych przybyszów. Jednak zamiast kotów wyczułam coś zupełnie innego i zanim skojarzyłam fakty, usłyszałam krzyk mojej towarzyszki. Do jej sierści przyczepiło się szare zwierzę, które od razu rozpoznałam. Zastępczyni przywódcy zacisnęła zęby na ogonie napastnika i rzuciła nim o najbliższy kubeł ze śmieciami. Wielki szczur rzucił się na nią, nie dając za wygraną. W tym momencie podbiegłam to Ciernistej i wbiłam zęby w ciało szczura. Nieprzyjemny smak wypełnił mój pysk, a gdy szkodnik próbował się uwolnić, zacisnęłam szczęki jeszcze mocniej — nagle chrupnął kręgosłup i zwierzę zwisało bezwładnie. Odrzuciłam znikomą zdobycz na bok, po czym przypadłam do boku współtowarzyszki.
— Wszystko dobrze? Jesteś ranna? — spojrzałam na nią ze współczuciem i zmartwieniem.
— Nic wielkiego, tylko ugryzł mnie w kark. — odparła. — Ruszamy dalej?
— Chwila moment! Prowadzę cię do obozu, musi cię obejrzeć Różany Nos. Na ugryzienia szczurów jest dobry korzeń łopianu, nie znajdziesz go u siebie. — zetknęłyśmy się nosami, a Burza popatrzyła na mnie z wdzięcznością. Podeszłam do martwego już szczura i rzuciłam go w kierunku rannej. Pod jej łapami wylądowała świeżo upolowana zdobycz.
— Zjedz. — mruknęłam. — Musisz mieć siły na podróż.
Tym razem bez sprzeciwu spełniła moją prośbę i po chwili ruszyłyśmy dalej. Przemykając pomiędzy uliczkami poczułam pierwszy słony powiew, który dodał mi otuchy. Z postawionymi na sztorc uszami biegłam w podskokach, ledwo odbijając się od ziemi. W oddali było widać góry, jednak na wizytę w nich nie można było liczyć. Zmierzyłam wzrokiem na Ciernistą Burzę: nieco zwolniła, ogon wlokła po ziemi i dyszała ciężko. Ostre słońce sprawiało, że chciało jej się pić, ale nigdzie w pobliżu nie było wody. Zaczęłam się gorączkowo zastanawiać, gdzie mogłybyśmy dostać wodę, jednak bliższego miejsca niż obóz mojego klanu nie mogłam znaleźć.
Podparłam swoim ciałem jej bok i nieco zwolniłam kroku, aby mogła nadążyć. Wzrok ciemnej suczki utkwił się w punkcie na chodniku, oddalonym o cztery długości ogona od nas, a gdy do niego dotarłyśmy, zaczęła je łapczywie wąchać i lizać. Połknęła łapczywie znalezione na chodniku pożywienie o zaskakująco słodkim zapachu i poczuła, jak jej mózg pokrywa chłód niczym z najzimniejszych dni Pory Nagich Drzew. Potrząsnęła szybko łbem i spojrzała na mnie wielkimi, okrągłymi oczami. Nie mogąc się dłużej powstrzymać wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem, a gdy względnie udało mi się uspokoić, zaskoczona zapytała:
— Co to jest? — prychnęła w stronę białej, na wpół roztopionej, słodkiej masy.
— To taki wynalazek Dwunożnych — parsknęłam — nazywają to lodami. Są strasznie zimne i słodkie, uwielbiają je ich szczenięta. Masz niewiele więcej rozumu od tego gołębia. - powiedziałam, wskazując na stworzenie dziobiące właśnie z zaangażowaniem betonową płytę chodnika.
— Nadal nie rozumiem, dlaczego mnie nie ostrzegłaś. — odparła niby nadąsana, ale w jej oczach migotały zabawne iskierki.
Ruszyłyśmy dalej, a po chwili ujrzałyśmy port. Zamerdałam wesoło ogonem — już prawie jesteśmy! Poprowadziłam po pasie zieleni, który dzięki słońcu wypłowiał i trzeszczał pod łapami. Niespodziewanie zatrzymałam się. Wśród suchych traw kwitł rumianek. Pomyślałam, że warto o tym wspomnieć Różanemu Nosowi — będzie mogła uzupełnić swoje zapasy. Nasza ziemia obfitowała w nadbrzeżną i polną roślinność, ale... No właśnie, to nie była jeszcze nasza ziemia. Dyskusja o podziale terenów trwała bez ustanku. Gdybym tylko była przywódczynią! Szybko załatwiłabym tę sprawę i broniłabym granic własnymi zębami i pazurami. Do mojego umysłu napłynęły jednak wątpliwości, ciągle bałam się ceremonii mianowania, czy przodkowie mnie zaakceptują? Czy obdarzą mnie tak ważnym obowiązkiem, jak przewodzenie swojemu klanowi wiedząc, jak bardzo jest zachwiana moja wiara?
Gwiezdni, pieprzyć was. — warknęłam, otrząsając się ze złych myśli. Poprowadzę klan z nimi albo bez nich. Flumine osiągnie wielkość nawet bez łaskawych staruszków ze Srebrnej Skóry.
Przed nami pojawiło się kilka szczeniąt Bezwłosych, które bawiły się w wodzie. Mały Dwunóg chlapnął wodą, a Ciernista Burza otrzepała się zdegustowana. Wyraz jej pyska mówił coś w stylu: "i ty żyjesz w takim miejscu?" Jednak nie odpowiedziałam.
— Czy ta woda nadaje się do picia?—- zapytała.
Przez chwilę zawahałam się nad odpowiedzią. Słona ciecz nie zasługiwała na miano wody, jakie nosiła. Aczkolwiek mina suczki, kiedy spróbowałaby ugasić nią swoje pragnienie, byłaby bezcenna... Szybko jednak odegnałam myśli, Burzowa chyba oderwałaby mi uszy!
— Nie, jest słona. Nie ugasisz nią pragnienia. — odparłam zgodnie z prawdą.
Na horyzoncie pojawiła się bariera obozu. Puściłam się radosnym biegiem i wpadłam niespodziewanie do legowiska medyczki.
— Mamy ranną! Ciernista Burza z klanu Tenebris została pogryziona przez szczura! Zaraz tu przyjdzie.
Wypadłam z legowiska i krzyknęłam:
— Wojownicza Łapo, Opalowa Łapo! Natychmiast idźcie nazbierać mchu i zróbcie legowisko dla naszego gościa. Nie ociągajcie się! Potem możecie iść na polowanie.
<Ciernista Burzo?>
[962 słowa + 15 zdań eventowych: Nakrapiane Ucho otrzymuje 159 Punktów Doświadczenia]

21 czerwca 2020

Od Nakrapianego Ucha "W potrzasku" [przygoda #4]

    Księżyc odbijał się od tafli słonej wody. Wszystkie gwiazdy wydawały się topić w wodzie i niezmiennie budziły moje podejrzenia. Odnalazłam najjaśniejszy punkt na nieboskłonie i bezgłośnie rzekłam:
    — Jak mam uwierzyć w Gwiezdnych? Nie zrobili nic, aby ochronić nasz dom.  w moich myślach rozbrzmiewała gorycz. Na razie wszystko wydawało się trudne, a przodkowie odlegli bardziej niż zwykle. Chciałam zaopiekować się swoim klanem, ale jeśli istnieje ten drugi świat, czy Gwiezdni wojownicy zaakceptują mnie, gdy odbędę swoją podróż do Księżycowego Kamienia? Wątpliwości otoczyły moje myśli jak gęsta, ciemna mgła. Potrząsnęłam łbem, aby oczyścić umysł  na pewno nie mogę się zamartwiać, tylko myśleć logicznie. Powinnam się na coś przydać, służyć moim pobratymcom, zamiast jak zwykle patrzeć tylko na czubek własnego nosa. Czekało mnie wiele pracy, zarówno nad sobą, jak i nad klanem. Tylko co mogłabym teraz zrobić? Wieczorny patrol już dawno wrócił do obozu, sterta zwierzyny była wystarczająco duża, a większość wojowników mościła się w legowiskach i układała do snu. Po chwili wpadłam na genialny pomysł: postanowiłam wyruszyć na poszukiwanie nowego miejsca na obóz. Obecnie wokół nas kręciło się zbyt wielu dwunożnych, aby czuć się całkowicie bezpiecznie, nie mówiąc już o słabej możliwości obrony przy potencjalnym ataku innego klanu.
    Otrzepałam się z piachu i ruszyłam samotnie brzegiem morza. Wojownicza Łapa już spał, więc nie było sensu wyrywać go ze snu  potrzebował wiele sił na szkolenie i czekające go wyzwania. Przyspieszyłam do żwawego truchtu i wkroczyłam w ciemne zakątki miasta Dwunożnych. Ulice rozświetlały wielkie latarnie, które rzucały ciepłe światło na moją ścieżkę. Każdy krok starałam się stawiać jak najciszej, przemykałam pomiędzy plamami cienia na wypadek, gdyby ktoś mnie obserwował. Wszędzie panował spokój: dwunożni o tej godzinie rzadko kiedy wylegali ze swoich legowisk, zbudowanych z różnokolorowych cegieł. Po chwili moje serce zabiło szybciej. Zza zakrętu wyłonił się niezbyt wysoki człowiek. Szedł chwiejnym krokiem, krzycząc coś w niezrozumiałym języku  po chwili krzyk zamienił się wręcz w bulgot. Moje nozdrza uderzył kwaśny smród Bezfutrzastego, który drapał w gardło. Zawarczałam cicho, gotując się do ataku, lecz w tym momencie szczęście mnie opuściło, Dwunożny spostrzegł mnie i rzucił we mnie przedmiotem trzymanym w ręce. Umknęłam szybko na drugą stronę drogi grzmotu i usłyszałam, jak tuż za mną szkło rozbryzgało się o ziemię. Ostre odłamki nie zdołały uczynić mi krzywdy dzięki szybkiej reakcji i gęstej sierści. Czym prędzej puściłam się biegiem w zaułek, a odprowadzał mnie wściekły krzyk napastnika.
    Gdy zagrożenie zniknęło, zatrzymałam się. Stanęłam naprzeciwko opuszczonego budynku, który zdawał się zapraszać mnie swoim wyglądem. Zawęszyłam: bardzo stary zapach dwunożnych był już prawie niewyczuwalny, to dobry znak. Postanowiłam wejść do środka i rozejrzeć się, czy to miejsce mogłoby zostać domem dla klanu Flumine. Wskoczyłam przez otwarte okno i szorując brzuchem po ziemi zaczęłam zwiedzać przestronne znalezisko. Stare, poniszczone meble nadawały miejscu nieco upiornego wyglądu, jednak wspólnymi siłami moglibyśmy się tu dobrze urządzić. Wysokie ściany i dach zapewniały ochronę przed nieprzyjemną pogodą, jak i napastnikami. Nagle usłyszałam trzask. Zastrzygłam czujnie uszami i zaczęłam powoli wycofywać się do wyjścia. Kiedy zostały mi dosłownie trzy długości ogona do wydostania się z opuszczonego domostwa, nagle sufit zapadł się i z hukiem spadł na ziemię tuż przede mną. Serce niemal wyskoczyło mi z piersi, cofnęłam się o kilka kroków. Chwilę później uspokoiłam szalejące tętno i zaczęłam analizować sprawę: zostałam odcięta od wyjścia, a jedyne okno, które pozwalało się wydostać na zewnątrz, znajdowało się zbyt wysoko, abym dała radę do niego doskoczyć. Rozejrzałam się wokół siebie. Mój wzrok zatrzymał się na drewnianych schodach, wiodących na drugie piętro  nie byłam pewna czy drewno nie przegniło i czy zdoła mnie unieść, jednak to było jedyne sensowne wyjście. Postawiłam łapy na pierwszym stopniu. Konstrukcja skrzypnęła cicho, ale wytrzymała.
    — Gwiezdni, jeśli istniejecie i rzeczywiście się nami opiekujecie, to czuwajcie nade mną i pomóżcie mi się stąd wydostać.
    Cicha modlitwa odbiła się echem od ścian. Wspięłam się wyżej, a schody przejęły cały mój ciężar. Łapa za łapą dotarłam do połowy konstrukcji i zapatrzyłam się w otwarte okno, które było jedyną drogą ucieczki. Obróciłam się do niego przodem i spięłam mięśnie.
    — Będę potrzebować dużo szczęścia i pomocy, aby to się udało.  pomyślałam.
    Po chwili wybiłam się ze schodka i mknęłam nad pomieszczeniem. Za sobą słyszałam tylko trzask belek, które spadały na podłogę po zbyt wielkim ciężarze, którym jeszcze przed chwilą dla nich byłam. Udało mi się złapać przednimi łapami ramy okna i desperacko próbowałam wciągnąć resztę ciała na parapet. Po kilku próbach znalazłam się w bezpiecznym miejscu i delikatnie skoczyłam na ziemię. Nocne powietrze rozluźniło wszystkie mięśnie, które wcześniej napinałam. Zmęczenie prawie zbiło mnie z łap, jednak w duchu cieszyłam się jak szczenię, z udanej ucieczki. Mimo zmęczenia popędziłam do obozu nad wodą i zdyszana położyłam się obok innych wojowników. To była niezła przygoda!
[Nakrapiane Ucho otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia i 4 Punkty Umiejętności do siły]

15 czerwca 2020

Od Nakrapianego Ucha CD Wojowniczej Łapy

      Spojrzałam głębiej w błękitne oczy. Może powinnam potraktować go nieco łagodniej? Miałam nadzieję, że wyniósł coś z lekcji, którą chciałam mu dać  jednak bycie mentorką nigdy nie było moją mocną i szczerze mówiąc, nigdy nie będzie. Dobrze spełnił swoje zadanie, więc należało go pochwalić.
      — Całkiem nieźle  mruknęłam i po chwili dodałam  jak na takiego futrzaka jak ty.
      Wydawał się być nieco zawiedziony, ale zamerdał krótko ogonem. Gdy już upewniłam się że medyczka, wojownicy i uczniowie otrzymali swój posiłek wzięłam dorodną rybę w zęby i ułożyłam się wygodnie obok Wojowniczej Łapy. Omiótł mnie nieco zdziwionym wzrokiem  uczniowie nie jadali razem z wojownikami, jednak kiwnęłam mu głową, że może jeść dalej. Posiłek był wyborny, ryby miały mnóstwo delikatnego mięsa.
      Przeciągnęłam leniwie językiem po pysku i poczekałam, aż uczeń również skończy się posilać. Zmierzyłam go wzrokiem: był silnie umięśniony, szybki i zwinny, jednak musiał się jeszcze wiele dowiedzieć o kodeksie wojownika.
      — Wojownicza Łapo, mam nadzieję, że nie przejmujesz się tym, co ci powiedziałam po powrocie do obozu. — zaczęłam.  Świetnie się spisałeś, jednak musisz popracować nad cierpliwością, a wyrośniesz na szlachetnego członka klanu Flumine.
      Pies z nową energią zamerdał puchatym ogonem.
      — Naprawdę tak myślisz?  w jego głosie słyszałam wyraźne podekscytowanie.
      — Naprawdę.  polizałam go krótko w ucho.  Przejdziemy się? Jak na razie nie mamy nic do roboty w obozie, a mam wrażenie, że jeszcze byś trochę pobiegał.
      — Bardzo chętnie.  podniósł się i popędził do wyjścia z obozu.
      Już miałam rzucić ciętą uwagę, coś w stylu: „nie będę za tobą biegać, głupi futrzaku!”, ale ugryzłam się w język. Lepiej przysparzać sobie przyjaciół, niż wrogów. Każda niechęć okazana w stosunku do mojej osoby może obrócić się przeciwko mnie w najgorszym momencie, czego bardzo bym nie chciała. Widziałam w tym młodym psie potencjał, którego aż żal było nie wykorzystać.
      Wojownicza Łapa zwolnił do żwawego truchtu, abym mogła się z nim zrównać. Łaskawca!  prychnęłam w myśli.
      — A dokąd to się wybierasz? Czy może sam wybrałeś cel naszej podróży?  syknęłam w kierunku tej kupy futra. Tym razem uczeń się nie odezwał, jedynie przystanął i czekał na dalsze informacje co do kierunku, który mieliśmy obrać. Widziałam ile wysiłku kosztuje go takie skupienie i pozostanie w jednym miejscu, jednak znakomicie nad sobą pracował. Ruszyłam niespiesznym krokiem po brzegu morza i dałam mu znak łbem, aby mnie dogonił.
      — Wojownicza Łapo, powiedz mi, kim chciałbyś zostać w przyszłości?  rzuciłam niby od niechcenia.
      — Chciałbym zostać przywódcą.  odpowiedział pewnym głosem.
      Mruknęłam z rozbawieniem.
      — Zatem mamy wiele wspólnego. Chciałabym zaopiekować się klanem Flumine. Moglibyśmy zostać potężnymi wojownikami, a może kiedyś nawet stanąć u boku pozostałych psów i ruszyć w bitwę o las, nasz pierwotny dom.  przystanęłam i usiadłam na piasku, wpatrując się w przybijające do brzegu fale.  Jesteś sobie w stanie to wyobrazić? Nasz powrót do lasu? Znowu mieć własne terytorium i nawet w porze nagich drzew nie cierpieć głodu? Chciałabym przejąć dowództwo w klanie. Nie mówię ci tego po to, aby się wygadać, ale mam propozycję.
      Wojownicza Łapa dziarsko postawił uszy i wydawał się niecierpliwie czekać na słowa, które miały rozpocząć naszą wielką przygodę.
      — Jeśli pomógłbyś mi objąć dowództwo w klanie, zyskałbyś wiele korzyści.  spojrzałam na niego uważnie. Czy aby na pewno dokonałam dobrego wyboru? Obserwowałam go od kilku dni, to on musi być tym właściwym.  Otworzę ci wrota na dobrą i szlachetną przyszłość. Pomóż mi, a obiecuję ci, że gdy przyjdzie czas, mianuję cię swoim zastępcą.
<Wojownicza Łapo?>
[551 słów: Nakrapiane Ucho otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

14 czerwca 2020

Od Nakrapianego Ucha do Wojowniczej Łapy

   Słońce zaczynało się wynurzać z bezkresnej tafli morza, rysując na wodzie szkarłatne ślady, jakby pozostawione przez psie pazury. Bezchmurne niebo zaczęło przybierać odcienie czerwieni, pomarańczu a gdzieniegdzie nawet bladej żółci. Pierwsze promienie złotej gwiazdy spadły także na mój pysk, oblewając go swoim ciepłem. Rozpoczęła się pora zielonych liści, każdy kolejny dzień był cieplejszy, a zwierzyny tylko przybywało. Tak właściwie po wygnaniu dla nowobudujących się klanów nie mogłyby zrodzić się lepsze warunki — chociaż przyszło nam żyć w mieście Dwunożnych i często trzeba było obdzielać pomiędzy członków klanu jednego wynędzniałego szczura, to i tak ciągle rośliśmy w siłę.
   Powoli przestał dokuczać nam głód, a z oczu moich pobratymców znikały błyski cierpienia i odór strachu. Mimo mojego krótkiego pobytu w klanie pragnęłam zrobić wszystko, aby jego psy rosły w siłę i potęgę: miałam wielką nadzieję, że w końcu uda nam się odbudować obóz, szkolić uczniów i ustalić nowe terytoria (wszystko oczywiście do czasu, gdy przyjdzie nam zawalczyć o las, z którego nas wygnano).
   Wstałam z piasku, potrząsnęłam krótko łbem i żwawym truchtem wróciłam do prowizorycznego obozu. Riley, Irysowe Serce i Odważny Kieł jeszcze się nie obudzili, za to młodzi uczniowie już zaczynali dokazywać. Czekoladowa sierść Opalowej Łapy zdawała się migotać w słońcu, kiedy młodziak podbiegł do mnie i zarzucił dziarsko łebkiem.
   — Witaj Nakrapiane Ucho! — w przyjaznym geście zetknęliśmy się nosami. - Coś ciekawego na patrolu?
   Wróciłam myślami do spokojnego widoku słonej wody. Problemy wszystkich psów zdawały się być takie dalekie...
   — Dwunożni jeszcze nie powyłazili ze swoich legowisk, jest spokojnie. — odparłam siląc się na przyjazny ton. Zdążyłam polubić tego szczeniaka i nie chciałam zrobić mu przykrości. — Opalowa Łapo, czy Wojownicza Łapa też się obudził? Chciałabym zabrać go na polowanie, przyda nam się świeża zwierzyna.
   — Tak, od jakiegoś czasu tylko drepta w miejscu, żeby tylko coś zrobić. — mruknął z rozbawieniem. — Udanych łowów, Nakrapiane Ucho. 
   Skinęłam głową na pożegnanie i oddaliłam się w poszukiwaniu drugiego ucznia. Nim na dobre wyszłam z obozu, przed oczami mignęła mi szaro-biała kulka sierści, niemalże mnie wywracając.
   — Uważaj gdzie biegasz, ty kupo futra! - syknęłam, jednak uczeń albo nie usłyszał mojego ostrzeżenia, albo bardzo lekkomyślnie je zignorował. — Wojownicza Łapo, ty mysi móżdżku, chodź do mnie natychmiast! 
   Na te słowa momentalnie się zatrzymał i podbiegł do mnie truchtem ze wzrokiem wbitym w ziemię. 
   — Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy, inaczej porozmawiam z Odważnym Kłem. — spojrzałam na niego, a gdy zobaczyłam skruchę w niebieskich oczach, dodałam łagodniej - Zabieram cię na patrol myśliwski. Tam wybiegasz się ile będziesz chciał i przy okazji wyżywisz klan. 
   — Tak jest, Nakrapiane Ucho! — spojrzał na mnie pewniejszym wzrokiem. 
   — Zatem ruszajmy. — rzekłam i ruszyłam żwawo w stronę portu.
<Wojownicza Łapo?>
[429 słów — Nakrapiane Ucho otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

22 stycznia 2020

Theegan trafia do adopcji

Theegan, wojowniczka klanu Flumine trafia do adopcji. Zostaje NPC i trafia do rubryki Postaci zawieszonych, o których można wspominać w opowiadaniach, ale nie da się ich do nich kierować.
Jeśli chcesz stać się wojownikiem Wodnych i masz ochotę przejąć postać Theegan, skontaktuj się z administracją za pomocą kontaktów podanych w kolumnie bocznej.


13 stycznia 2020

Theegan zostaje NPC


Theegan zostaje NPC. Możecie umieszczać ją w swoich opowiadaniach, jednak nie da się ich do niej kierować.
Z dniem dzisiejszym na blogu zmienia się regulamin - od tej pory Karta Postaci od osoby dołączającej nie zostanie opublikowana do czasu wysłania pierwszego opowiadania postaci.