Spojrzałam głębiej w błękitne oczy. Może powinnam potraktować go nieco łagodniej? Miałam nadzieję, że wyniósł coś z lekcji, którą chciałam mu dać
— jednak bycie mentorką nigdy nie było moją mocną i szczerze mówiąc, nigdy nie będzie. Dobrze spełnił swoje zadanie, więc należało go pochwalić.
— Całkiem nieźle
— mruknęłam i po chwili dodałam
— jak na takiego futrzaka jak ty.
Wydawał się być nieco zawiedziony, ale zamerdał krótko ogonem. Gdy już upewniłam się że medyczka, wojownicy i uczniowie otrzymali swój posiłek wzięłam dorodną rybę w zęby i ułożyłam się wygodnie obok Wojowniczej Łapy. Omiótł mnie nieco zdziwionym wzrokiem
— uczniowie nie jadali razem z wojownikami, jednak kiwnęłam mu głową, że może jeść dalej. Posiłek był wyborny, ryby miały mnóstwo delikatnego mięsa.
Przeciągnęłam leniwie językiem po pysku i poczekałam, aż uczeń również skończy się posilać. Zmierzyłam go wzrokiem: był silnie umięśniony, szybki i zwinny, jednak musiał się jeszcze wiele dowiedzieć o kodeksie wojownika.
— Wojownicza Łapo, mam nadzieję, że nie przejmujesz się tym, co ci powiedziałam po powrocie do obozu.
— zaczęłam.
— Świetnie się spisałeś, jednak musisz popracować nad cierpliwością, a wyrośniesz na szlachetnego członka klanu Flumine.
Pies z nową energią zamerdał puchatym ogonem.
— Naprawdę tak myślisz?
— w jego głosie słyszałam wyraźne podekscytowanie.
— Naprawdę.
— polizałam go krótko w ucho.
— Przejdziemy się? Jak na razie nie mamy nic do roboty w obozie, a mam wrażenie, że jeszcze byś trochę pobiegał.
— Bardzo chętnie.
— podniósł się i popędził do wyjścia z obozu.
Już miałam rzucić ciętą uwagę, coś w stylu: „nie będę za tobą biegać, głupi futrzaku!”, ale ugryzłam się w język. Lepiej przysparzać sobie przyjaciół, niż wrogów. Każda niechęć okazana w stosunku do mojej osoby może obrócić się przeciwko mnie w najgorszym momencie, czego bardzo bym nie chciała. Widziałam w tym młodym psie potencjał, którego aż żal było nie wykorzystać.
Wojownicza Łapa zwolnił do żwawego truchtu, abym mogła się z nim zrównać. Łaskawca!
— prychnęłam w myśli.
— A dokąd to się wybierasz? Czy może sam wybrałeś cel naszej podróży?
— syknęłam w kierunku tej kupy futra. Tym razem uczeń się nie odezwał, jedynie przystanął i czekał na dalsze informacje co do kierunku, który mieliśmy obrać. Widziałam ile wysiłku kosztuje go takie skupienie i pozostanie w jednym miejscu, jednak znakomicie nad sobą pracował. Ruszyłam niespiesznym krokiem po brzegu morza i dałam mu znak łbem, aby mnie dogonił.
— Wojownicza Łapo, powiedz mi, kim chciałbyś zostać w przyszłości?
— rzuciłam niby od niechcenia.
— Chciałbym zostać przywódcą.
— odpowiedział pewnym głosem.
Mruknęłam z rozbawieniem.
— Zatem mamy wiele wspólnego. Chciałabym zaopiekować się klanem Flumine. Moglibyśmy zostać potężnymi wojownikami, a może kiedyś nawet stanąć u boku pozostałych psów i ruszyć w bitwę o las, nasz pierwotny dom.
— przystanęłam i usiadłam na piasku, wpatrując się w przybijające do brzegu fale.
— Jesteś sobie w stanie to wyobrazić? Nasz powrót do lasu? Znowu mieć własne terytorium i nawet w porze nagich drzew nie cierpieć głodu? Chciałabym przejąć dowództwo w klanie. Nie mówię ci tego po to, aby się wygadać, ale mam propozycję.
Wojownicza Łapa dziarsko postawił uszy i wydawał się niecierpliwie czekać na słowa, które miały rozpocząć naszą wielką przygodę.
— Jeśli pomógłbyś mi objąć dowództwo w klanie, zyskałbyś wiele korzyści.
— spojrzałam na niego uważnie. Czy aby na pewno dokonałam dobrego wyboru? Obserwowałam go od kilku dni, to on musi być tym właściwym.
— Otworzę ci wrota na dobrą i szlachetną przyszłość. Pomóż mi, a obiecuję ci, że gdy przyjdzie czas, mianuję cię swoim zastępcą.
<Wojownicza Łapo?>
[551 słów: Nakrapiane Ucho otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]