Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Tęcza × Nocna Furia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Tęcza × Nocna Furia. Pokaż wszystkie posty

14 sierpnia 2021

Od Nocnej Furii CD Białej Gwiazdy

Akcja dzieje się niedługo po zostaniu przez Białą liderką, na początku epidemii. Czyli jest czasowo zaraz po poprzedniej części. 
Nie zdziwiło go, kiedy uciekła. Furia pierwszy raz od dawna czuł, że mógł nie być wystarczająco delikatny. O Gwiezdni, od kiedy on w ogóle zastanawiał się nad tym, czy jest wystarczająco delikatny? Nie pobiegł za nią. Była nie tylko liderką, której zdanie musiał uszanować, ale też suką, która znała go jedynie z widzenia. Dlaczego miałaby mu zaufać? Wiele plotek krążyło o Furii. Część bardziej, a część mniej prawdziwych. Nieszczególnie dbał o to, aby naprostować przekształcone, zazwyczaj negatywne informacje, które krążyły o nim pośród klanu. Nigdy nie zależało mu na opinii. Teraz także nie przejął się zbytnio. Odprowadzał ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła. Dał jej przestrzeń. Długo jeszcze włóczył się bez celu bo zaśnieżonych terenach, nim zdecydował się powrócić, w środku nocy.
Miał wrażenie, że go unikała, chociaż on sam nie inicjował spotkań. Nie podążał za nią, nie starał się być w miejscach, w których wiedział, że ona będzie. Odkąd Mleczna wyruszyła po zioła, nie wiedział, co ze sobą zrobić, jakkolwiek by to nie brzmiało. Zazwyczaj jego dzień zaczynał się patrolem, do którego przydzielano ich razem. To także uległo zmianie, odkąd została zastępczynią. O ile szanował decyzję Białej Gwiazdy w tym zakresie, nie rozumiał, dlaczego Gwiezdni zdecydowali się wysłać ją na wyprawę. Jego żal do przodków jedynie nasilił się czując, że chcą sobie zakpić z częściowo ślepej samicy. Tak, jak kpili sobie z niego przez większość jego życia. Wierzył, że istnieją. I był prawie pewny, że mieli mało przyjemny żywot oraz ogromną potrzebę wyżycia się z tego powodu na innych psach. Takich, jak właśnie Nocna Furia albo Mleczne Oko. Biała Gwiazda także zaczynała się klasyfikować do grupy gnębionych, skoro liderką została w taki, a nie inny sposób.
Od czasów wojny, samiec miał niezwykle płytki sen. Sam nie nazywał tego snem, raczej czuwaniem. Spoczywał więc w tym stanie czuwania, mimowolnie nasłuchując potencjalnych zagrożeń. Jakiś pies się przemieszczał. Nic nowego. Jakiś pies przemieszczał się w jego stronę. To już nie było takie oczywiste. Otworzył oczy, spoglądając na Białą Gwiazdę, która szybko odwróciła wzrok. 
— Mówiłeś... Mówiłeś, że możesz dotrzymać mi towarzystwa. Że mogę okazać przy tobie emocje — jej oczy zaszkliły się, kiedy szeptem zwracała się do samca.
Nie spodziewał się tego, że jeszcze do niego przyjdzie. Wiedział, ile odwagi wymaga przyznanie przed sobą, że nie wszystko jest w porządku. Nigdy nie miał tej odwagi i chyba nawet nie próbował jej szukać. Podniósł się bez słowa. Jego chłodne, surowe spojrzenie mimowolnie odrobinę złagodniało. Patrzył na nią wyczekująco czekając, aż zdecyduje się na kierunek, w którym mieliby się udać.
Wyprowadziła go z ruin, uparcie ignorując spojrzenia członków klanu, którzy nie spali, a spać powinni. On nic sobie z tych spojrzeń nie robił. W głębokim poważaniu miał wszelkie plotki. Prędzej zastanawiało by go, dlaczego liderka naraża się na nieprzyjemności związane z jego towarzystwem, ale z drugiej strony, była dorosłą samicą. Starszą od niego. Decydowała sama za siebie i skoro chciała teraz znaleźć się w jego towarzystwie, to nie wtrącał się, czy nie powinna przypadkiem sobie odpuścić. Chciałaby, to sama by sobie odpuściła.
Odeszli stosunkowo daleko, niemalże do granicy z Bezgwiezdnymi. Dopiero tam liderka zatrzymała się i przysiadła, a on obok niej. Nie stykali się bokami, zachował pewną odległość, którą nakazywał mu respekt do Białej Gwiazdy. Czekał, aż będzie gotowa, żeby sama zacząć temat.
< Biała Gwiazdo? Przepraszam, że tak długo. >
[536 słów, Nocna Furia otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

8 lutego 2021

Od Białej Gwiazdy CD Nocnej Furii

Gdy została zastępczynią, Biała miała jedno, najważniejsze postanowienie — poznać psy, które należały do jej klanu, jeśli nie osobiście, to chociaż przez pryzmat tego, co mówili o nich inni. Nie była wtedy pewna, czy, biorąc pod uwagę jej dojrzały już wiek, będzie jej dane kiedykolwiek objąć stanowisko lidera, lecz czuła, że musiała być gotowa na taką możliwość. 
Gdy nadeszła ta chwila, gdy Ciemna Gwiazda zmarł na oczach nie tylko jej, ale i wszystkich obecnych na zgromadzeniu klanów, wcale nie czuła się gotowa. Miała jednak jakieś strzępy wiadomości, stare historie, anegdoty i plotki. To, co słyszała o Nocnej Furii, zupełnie nie pokrywało się z tym, jakiego psa właśnie przed sobą widziała.
Dupek, mówili wprost niektórzy. Wredny typ, który za nic ma opinię innych. Manipulator, który dba jedynie o siebie, niewahający się przy tym skrzywdzić innych. Podrywacz, podobno miał cały harem suczek z miasta, z którymi przespał się choć raz.
„Nie bez powodu nosi imię Furia”.
Jeden z wojowników twierdził, że kiedyś widział, jak Nocny oddalił się od obozu. Wyruszył za nim, zachowując bezpieczną odległość. I słusznie, bo, jak mówił, widział potem, jak ciemny samiec rozszarpuje wszystko, co tylko znalazł w jakimś ciemnym zaułku, razem ze szczurami, przegryzanymi jednym kłapnięciem szczęki na pół.
Teraz jednak, gdy do niej przemawiał, nie widziała w nim dupka, wrednego typa, manipulatora, podrywacza czy uosobienia czystej furii. Widziała psa, który najwyraźniej nie rozprawił się z jakąś trudną przeszłością. Kogoś, kto nie chciał, by ona musiała żyć tak jak on, cokolwiek by to nie oznaczało. 
Furia mógł być tym jedynym psem, który był w stanie ją teraz zrozumieć. Nie była jedynie pewna, czy to zrozumienie nie było bardziej przerażające od przeżycia tego wszystkiego w samotności.
— Dziękuję, Nocna Furio — odpowiedziała mu po chwili milczenia, prostując się dumnie, stając się ową „silną, nietykalną liderką”, którą rzekomo nie musiała przy nim być. — Doceniam twoją... troskę, lecz teraz, jeśli pozwolisz, wrócę do swoich obowiązków.
Uciekła. Tak po prostu, jak tchórz, którym była.

Dni i noce mijały, a wraz z nimi przeminęła Pora Nagich Drzew. Pora Nowych Liści, choć najbardziej lubiana przez Białą, wcale nie przyniosła jej odpoczynku ani ukojenia. Ciemna Gwiazda nadal był martwy, a ona wciąż nie potrafiła się odnaleźć w swoich obowiązkach. Tajemnicza choroba, która naprawdę chyba rozszalała się już do epidemii, również nie odpuszczała, a Gwiazda, choć nie chciała tego przyznać ani przed sobą, ani przed nikim innym, chyba sama zaczynała odczuwać objawy, które wcześniej obserwowała między innymi u Ciemnego i Borsuczka. 
Jednak chyba nie to było najgorsze. Świat naprawdę nie do wytrzymania stawał się dopiero wtedy, gdy nadchodziła noc, a liderka klanu Ciemnych udawała się do swojego legowiska — pustego, obcego miejsca, które nadal pachniało nieco jej poprzednikiem. Tam dopadał ją ból, w niektórych momentach wręcz fizyczny, uniemożliwiający jej zaczerpnięcie oddechu. Czuła smutek, tak beznadziejny, że czasem po prostu szlochała, nie dbając już nawet o to, czy płacze cicho, czy głośno. I tak prawdopodobnie nikt nie odważyłby się wejść do jej legowiska i po prostu spytać co się stało. Był też gniew, wymierzony we wszystkich, w których się tylko dało. Była zła na Ciemnego Kła, która nie wyleczyła swojego chorego lidera. Była zła na Ciemną Gwiazdę, który śmiał tak po prostu umrzeć, zostawiając ją samą z tym wszystkim. Była zła na samą siebie, która nie była w stanie zrobić zupełnie nic. 
Na Gwiezdnych nie potrafiła być zła, choć w głębi duszy naprawdę chciała ich przeklinać. Głupia, ślepa wiara była prawdziwym przekleństwem.
 
Pewnej nocy nie wytrzymała już samotności, obcego otoczenia jej legowiska. Wiedziała, gdzie niosły ją łapy, lecz nie była pewna, dlaczego tak właściwie tam idzie. Co chciała otrzymać? Zrozumienie czy cios w pysk, żeby mogła ochłonąć i nareszcie pójść spać? 
Błądziła pomiędzy śpiącymi wojownikami, ze wszystkich sił starając się nie nadepnąć nikomu na ogon czy inne ucho. Uważnie przypatrywała się ich sylwetkom i pyskom, szukając w ciemności tego jednego wojownika, którego chciała — musiała — teraz zobaczyć. 
Gdy do niego podeszła, otworzył oczy. Przenikliwe spojrzenie zimnych niebieskich oczu sprawiło, że na chwilę zamarła. Co ona tak właściwie wyczyniała?
Odrzuciła dumę na bok. Jeśli chciała otrzymać pomoc, musiała się wyzbyć tego wszystkiego, co ją do tej pory blokowało. Na chwilę spojrzała mu nawet w oczy, lecz szybko spuściła wzrok. Nie była na to gotowa, chłodna barwa jego oczu była dla niej zbyt wyraźna.
— Mówiłeś... Mówiłeś, że możesz dotrzymać mi towarzystwa. Że mogę okazać przy tobie emocje — wyszeptała, czując, że jej oczy znowu wypełniają się łzami.
 <Nocny?>
[722 słowa: Biała Gwiazda otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]
PUNKTY NIEWPISANE

4 lutego 2021

Od Nocnej Furii CD Białej Gwiazdy

Wiedział, że musi z nią porozmawiać i obawiał się, że lepszego momentu nie znajdzie. Dotychczas niewiele słów zamieniał z samicą. Była zastępczynią, więc mimowolnie musiał ją respektować. Była też suką, więc nie chciał mieć z nią nic wspólnego, kiedy chodziło o jakiekolwiek, bliższe emocjonalnie relacje. Płeć przeciwną co najwyżej wykorzystywał, dawno już straciwszy doń szacunek. Zawsze widział przed oczami Nieustraszoną Sarnę, która uciekała z pola bitwy, udając, że nie widzi umierającej, dopiero co mianowanej wojowniczki, obok której stał jej przerażony, błagający o pomoc uczeń. Jej uczeń, za którego była odpowiedzialna. Którego przysięgała poprowadzić przez szkolenie przed liderem, całym klanem i Gwiezdnymi także. Za którego odpowiadała, bo tak nakazywał kodeks od siedmiu boleści, którego Nocna Łapa nigdy nie złamał. Nocna Furia jednak solidnie go zaniedbał, kierowany żalem, bezsilnością i nienawiścią do byłej mentorki.
Teraz zbliżał się do Białej Gwiazdy zestresowany. Kto by pomyślał, że ten, który przespał się z połową nic nieznaczących suk z miasta, będzie obawiał się podejścia do innej, w poważniejszej sprawie. Ale musiał. Czuł, że jeżeli tego nie zrobi, nie będzie lepszy od samicy, której całym sercem nienawidził. Patrząc na śnieżnobiałą samicę, usiłował przekonać sam siebie, że robi to ze względu na okoliczności, w których Biała Tęcza została Białą Gwiazdą. Spoglądając na nią miał w głowie pustkę, chociaż mniej więcej układał sobie, co chciałby jej przekazać. Zerknął gdzieś w bok, przerywając kontakt wzrokowy. Tak było odrobinę prościej. Odkaszlnął.
— Możemy trochę odejść? — zapytał. Odnosił wrażenie, że w Ruinach ściany miały uszy. Chociażby uszy Mlecznego Oka, która obserwowała go z odległości i nie wyglądała na zadowoloną, że Furia w ogóle zbliża się do liderki. Znała jego złą sławę.
Biała Gwiazda zdawała się lekko zaskoczona jego prośbą, ale skinęła głową. Opuszczając ruiny, bezskutecznie starał się znaleźć odpowiednie słowa, jednak poddał się, uznawszy, że zdążą przekroczyć granicę (czego robić nie chcieli) prędzej aniżeli on będzie w stanie sensownie się wypowiedzieć.
— Jak się czujesz? — zadając to pytanie, czuł się jak największy kretyn. — Po całym… Zgromadzeniu. Trudna sytuacja — zaczął się tłumaczyć, wyzywając się w głowie od idiotów. Uczuciowe rozmowy nie były jego mocną stroną. Chyba nigdy ich nie prowadził. Ta sprawa natomiast wymagała pewnej delikatności i subtelności, której mu brakowało. Słoń w składzie porcelany, tak by to określili Dwunożni. Nie wiedział, czym jest słoń, ale był nim w metaforze, w której porcelana była pewną dyskrecją i troską. Nie czuł się komfortowo, okazując swoje zmartwienie. W zasadzie Nocna Furia nie czuł się komfortowo okazując jakiekolwiek, głębsze emocje. Miał wrażenie, że tylko robi z siebie głupka przed liderką. O Gwiezdni, od kiedy obchodziło go, czy robi z siebie głupka? Przecież był samotnikiem i nieszczególnie dbał o opinie innych, nigdy go nie interesowały.
— Jest… ciężko — przyznała Biała Gwiazda. Kątem oka widział, że patrzy w ziemię. — Jakby jego odejście było niewystarczającym ciosem, na moje barki spadła też epidemia.
Rozluźnił się odrobinę. Słysząc jej ton, przestał skupiać się na tym, jak niezręcznie wypada przy białej samicy. Podniósł wzrok.
— Nie jesteś z tym sama, Biała Gwiazdo. Mleczne Oko jest inteligentną wojowniczką, na pewno dołoży wszelkich starań, aby pomóc ci z organizacją klanu w tych trudnych czasach. Wiem, że to poważna sprawa, ale nie zadręczaj się nią. Nie, jeśli w związku z nią nie pozwolisz sobie odżałować straty — starał się ostrożnie dobierać słowa. Obawiał się wymówienia imienia Ciemnej Gwiazdy. Nie chciał, aby nowa liderka cierpiała.
To było całkiem świeże uczucie w życiu Nocnej Furii. Współczuł już Mlecznemu Oku i starał się niepostrzeżenie pilnować, by nie spotkało ją więcej cierpienia w życiu, dla niepoznaki utrwalając w niej przekonanie o byciu zwyczajnym dupkiem, ale nie dbał tak bardzo o to, czy nie zrobi jej przypadkiem przykrości. Wolał, żeby go nienawidziła, sam nie do końca rozumiał dlaczego. Sytuacja Białej Gwiazdy była… inna. Kiedy patrzył na nią, widział siebie z przeszłości. Widział mętlik w głowie, widział zagubienie i gniew, dla którego on nie znalazł odpowiedniego ujścia. Ale miał szansę pomóc jej na takie trafić.
— Nic nie mogłam zrobić — wydusiła przez zaciśnięte gardło. Widział zaszklone oczy i starania samicy, by pozostać silną i nie pozwolić sobie na płacz. Ruszyło go to. Nie był w stanie patrzeć na to z obojętnością.
— Ja także — odparł ciszej, mimowolnie chłodniej, niż wcześniej. Jego oczy zaszły mgłą, jakby dobra część osobowości skryła się za bólem. Mimo upływu czasu, w dalszym ciągu każde wspomnienie wojny było solą na jego niezasklepiające się rany. — Znam twoją bezsilność, Biała Gwiazdo. Powtarzanie, że to nie twoja wina, nie przynosi ci ulgi, prawda?
Samica pokręciła głową.
— Wiem, jak to jest. Nie potrafisz pomóc. Widzisz życie przemykające między pazurami. Odnosisz wrażenie, że Gwiezdni znęcają się nad tobą. Wystawiają na widok, na który nie masz wpływu. Cokolwiek nie zrobisz, nie ocalisz go. Wiesz, że ktoś inny mógł, ale nie dołożył od siebie wystarczających starań — z każdym słowem jego ton stawał się bardziej oschły. Czuł na sobie jej wzrok. Jej zagubienie i nieme pytanie, do czego zmierza. Zamilkł na kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt dobrych sekund, podczas których nic nie śmiało zakłócić napiętej atmosfery wiszącej w powietrzu. Wziął kilka głębszych oddechów świadomy, że pierwszy raz na głos przyzna się do nieopuszczających go demonów przeszłości. Nie mógł tego robić przepełniony gniewem. Jeszcze przelałby go na nią, a tego chciał uniknąć. — Nie poradziłem sobie z tym. Nigdy sobie nie poradziłem. Nie chcę, żebyś odczuwała to samo. Na ciebie nie jest jeszcze za późno — jego głos z powrotem złagodniał. — Nie chcę, żebyś czuła się w tym samotna. Jakbyś czegoś potrzebowała, to chciałbym, żebyś wiedziała, że przechodziłem przez to i jestem w stanie dotrzymać ci towarzystwa bez pieprzenia o tym, że nic nie dało się zrobić. Nie musisz przy mnie być silną, nietykalną liderką, która nie może sobie pozwolić na skazę w postaci emocji.
„Nie musisz przy mnie robić tego, czego ja się nigdy nie wyzbyłem” — dodał w myślach.
<Biała Gwiazdo?>
[944 słowa: Nocna Furia otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

29 stycznia 2021

Od Białej Tęczy (Białej Gwiazdy) do Nocnej Furii — zgromadzenie klanów

Ciemna Gwiazda był upartym osobnikiem, upartym i dumnym. Nie na tyle upartym, by sprzeciwić się swojej zastępczyni w sprawie ich wspólnego potomstwa, które miało jak najdłużej, jeśli nie do końca swoich dni, żyć w niewiedzy, kto był ich ojcem, lecz jednak wystarczająco dumnym, by wybrać się na zgromadzenie, mimo swojego wyraźnie złego samopoczucia. Na Ciemnego Kła oczywiście nie było co liczyć, jak zauważyła Biała z całym jadem, jaki miała w sobie, gdy chodziło o medyczkę, która już raz straciła jej zaufanie i, jak miało okazać się później tej nocy, miała go już w ogóle nie odzyskać. 
Przez całą drogę na Gwiezdny Szczyt, szła u boku swojego lidera. Musiała odsunąć na bok wszelki żal, jaki czuła do siebie i do niego za to, co zaszło między nimi w przeszłości. Teraz liczyło się tylko wspieranie go, jako najważniejszego członka klanu Ciemnych.
Nie wyglądał jak ktoś ważny. W ciągu ostatnich dni stracił na wadze, a jego sierść, do tej pory tak błyszcząca, zmatowiała i przerzedziła się. Był cieniem samego siebie, a teraz jeszcze wyglądał jak siedem  nieszczęść, próbując dojść na Szczyt. Jego łapy ledwie odrywały się od ziemi, gdy parł do przodu, udając, że wszystko jej w porządku. Przez cały czas dyszał. Gdy się go o coś pytała, nie odpowiadał. W końcu zaczęła zadawać jedynie pytania zamknięte. Podziałało. Teraz kiwał lub kręcił łbem, lecz i te ruchy były ledwie zauważalne, a do tego zdawały się sprawiać mu ból.
Gdy dotarli na miejsce zgromadzenia, usiadła najbliżej niego, jak tylko mogła. Zaczęła się w duchu modlić do Gwiezdnych, by mieli jej przywódcę w swojej opiece. Obok niej zasiadła Mleczne Oko, która z kolei u swego drugiego boku miała Nocną Furię. Pozostałych członków swojego klanu jedynie dostrzegała gdzieś w tym całym tłumie kątem oka. Troje z jej szczeniąt zasiadało gdzieś przy swoich mentorach. Czuła dumę, lecz wiedziała, że ma teraz ważniejsze sprawy na głowie. Ona sama nie zabrała ze sobą Stokrotkowej Łapy, lecz wiedziała, że nie miała tego wieczora czasu na opiekę równocześnie nad nią, jak i jej ojcem. 
— A walnąć cię gałęzią, jak następnym razie będziesz w lesie? — szepcze gniewnie Mleczne Oko, prawdopodobnie do Nocnej Furii, lecz zostaje zignorowana przez swoją zastępczynię.
Oszroniona Gwiazda, lider Industrii, próbuje zaprowadzić spokój w tym jednym wielkim chaosie. Biała Tęcza posyła spojrzenie Ciemnemu. Zamiera w tej pozycji na chwilę, zauważając, jak źle wygląda samiec. Wpatrywał się w przestrzeń przed sobą. Jego pysk pozbawiony był wszelkiego wyrazu. Od czasu do czasu chwiał się delikatnie na gałęzi, na której siedział. Oddychał ciężko, a jego nos pozbawiony był blasku charakterystycznego dla zdrowych psów. Błyszczały za to chyba jego oczy. 
— Wygląda, jakby miał zemdleć — mamrocze znowu Mleczna, która najwyraźniej również zainteresowała się stanem swojego lidera. Biała musiała niestety w duchu przyznać jej rację.
Teraz tłum próbują uciszyć i Oszroniony, i Nakrapiana Gwiazda. Lider Tenebris nadal milczy. Mleczne oko próbuje na niego wpłynąć. Najwyraźniej ma więcej odwagi niż zastępczyni jej klanu.
— Gwiazdo? Coś mówimy? — pyta, lecz najwyraźniej niewystarczająco głośno. A może do Ciemnego już nic nie dociera?
Do Białej Tęczy nie dociera to, jak Nakrapiana Gwiazda chwali się jakimś dużym miotem w swoim klanie. 
— Ciemny Kle? — znowu odzywa się Mleczna. Biedna, szuka ratunku u medyczki. Jak doświadczenie mówiło Białej Tęczy, to nie mogło się dobrze skończyć. — Czy wszystko z nim w porządku? On nie mruga.
Biała wbija spojrzenie w wojowniczkę, lecz ta na nią nie patrzy. Wzdycha cichutko, zastanawiając się, jakim cudem ta młodsza od niej suczka to zauważyła, a ona nie. 
Oszroniona Gwiazda wspomina coś o lisach i o włóczęgach. To również zastępczyni Ciemnych puszcza mimo uszu. 
— Ciemna Gwiazdo? — młoda wojowniczka próbuje znowu. Miło było widzieć, że choć jeden pies przejmował się sytuacją, lecz przy tym wszystkim nie tracił głowy. Gdyby tylko ona sama miała w sobie to coś... 
— Ciemna Gwiazdo? Ciemna Gwiazdo, słyszysz nas? — idzie w jej ślady Nocna Furia. Jego również zastępczyni chwali w duchu, lecz nie robi nic ponadto. 
Mleczne Oko podchodzi do lidera. Łamie zasady i zwyczaje, próbując pomóc swojemu liderowi, a jedyne, co robi jego zastępczyni w tej sytuacji, to nerwowe patrzenie na to. Czuje do siebie wstręt.
— Przepraszam, muszę... coś przekazać — odzywa się nagle głośno jeden z wojowników z Industrii. U jego boku zjawia się przestraszona wojowniczka z Flumine, a jej liderka prosi samca, by kontynuował swoją wypowiedź.  — Otóż niestety mam podstawy, by wnioskować, że atakujący nas włóczędzy to nie jednorazowy przypadek. 
— Panie psie, one chyba zabiły nam Bezgwiezdnego. To na pewno nie jest jeden przypadek — oświadcza nieśmiało, lecz głośno jakiś uczeń, zapewne z Bezgwiezdnych. Tylko co na zgromadzeniu robili Bezgwiezdni?
— Czy ktoś może mu pomóc? — Mleczne Oko wskazuje na swojego lidera. 
— Ostatnio napotkałem w parku grupę włóczęgów uznających się za właścicieli ziemi niczyjej — kontynuuje wojownik z klanu Ognistych mimo wszechobecnego chaosu.
— To prawda, ja również się na nich natknęłam. Było ich kilku, ale można przypuszczać, że jest ich dużo więcej. Tak przynajmniej wynikało z ich słów — potwierdza jego towarzyszka z klanu Wodnych.
— Zostałem zaatakowany przez nich wraz ze Słonecznym Pyskiem z Flumine, która miała nieszczęście również tam być — wskazuje na suczkę, która przed chwilą się odezwała.
— Zaatakowani zostaliśmy na terenie neutralnym, ale napastnicy stwierdzili, że wkrótce mogą próbować atakować również na naszych własnych terenach — dopowiada Słoneczny Pysk. Jeszcze tego im brakowało...
— Konarze, czy przedstawili ci się może swoim imieniem? — pyta Oszroniona Gwiazda.
— Racja, z ich słów można było wywnioskować, że są wobec nas, to jest, wszystkich klanów, wrogo nastawieni. Dwa psy, Cezar i Łata, na których się natknęliśmy, powiedzieli nam, że wraz ze Słonecznym Pyskiem mieliśmy wrócić ciężko poranieni do klanów i być żywym ostrzeżeniem na to, że nie są to czcze pogróżki — informuje Konar, a Biała wzdycha cicho. Sytuacja zdawała się być naprawdę poważna.
— Nocny? Nocny, co się z nim dzieje? Do cholery — odzywa się znowu Mleczne Oko.
— Nie wiem, ale zdaje się nie kontaktować — odpowiada jej wojownik.
Powinna była uczestniczyć w zgromadzeniu, jeśli jej lider nie był w stanie. Powinna była wspomnieć o tym, że uczeń z innego klanu wtargnął kilkakrotnie na ich tereny lub chociaż, jeśli nie chciała w nic wpakować Wojowniczego, opowiedzieć o pożarze. A ona wciąż milczała. Najgorszy zastępca świata.
— Od ostatniego zgromadzenia mamy nowych uczniów! — krzyczy nagle Ciemny Kieł. Cudownie, oprócz najgorszego przywódcy, Tenebris miało również najgorszego medyka świata. 
Potem ktoś mówi coś o dwóch śmierciach, o kolejnych włóczęgach, a Mleczne Oko znowu syczy na Ciemną Gwiazdę. On zaś chwieje się mocniej na gałęzi, spadając z niej. Oszroniona Gwiazda pyta go o coś, choć oczywiście nie otrzymuje odpowiedzi, Ciemny Kieł znowu robi z siebie wariatkę, proponując, że może go dobić. Biała Tęcza ma ochotę się na nią rzucić, lecz powstrzymuje tę żądzę mordu. 
— Ciemna Gwiazdo, chyba powinieneś wrócić do obozu — zaproponowała samcowi, gdy do niego podeszła. Wreszcie jakby coś się w niej odblokowała, zaczęła jakkolwiek działać.
Zaczęła szukać wzrokiem Ciemnego Kła, lecz szybko porzuciła tę myśl. Ta suczka przynosiła jedynie kłopoty i nowe zmartwienia.
— Odprowadźmy go do domu. Nie wiem, co mu jest, ale... nie tu, nie na ich oczach — odzywa się Mleczne oko. Ma rację. Uczniowie czy bardziej wrażliwi wojownicy, zwłaszcza ci z innych klanów, nie powinni oglądać takich scen.
— Ciemna Gwiazdo, chodźmy — mruczy sama do lidera, który wygląda coraz gorzej.
— Biała Tęczo, pozwól, że ja pomogę. Myślę, że jeżeli lidera nie będzie na zgromadzeniu, to przynajmniej zastępca powinien brać czynny udział — wtrącił się Nocna Furia. Zastępczyni była mu za to bardzo wdzięczna, ale nie była pewna, czy nie powinna w słowach o aktywnym uczestnictwie w zgromadzeniu widzieć przytyk do jej wcześniejszej zupełnej bezczynności.
— Iść z Furią? — pyta Mleczne Oko. Oboje robią tej nocy tak wiele dla swojego klanu. 
— Dziękuję, Nocna Furio. Mleczne Oko, jeśli chcesz, możesz mu towarzyszyć, we dwójkę powinno być łatwiej go odprowadzić. Szybko — dodaje, zerknąwszy na Ciemnego.
— Zastąpię Ciemną Gwiazdę. W Tenebris wszystko dobrze. Mamy zwierzynę, wodę, terytorium, a przywódca tylko trochę zasłabł od nadmiaru świeżego powietrza — przemawia Ciemny Kieł, która nagle znalazła się przy pozostałych przywódcach. Biała Tęcza znowu ma ochotę ją rozszarpać.
Próbując się uspokoić, patrzyła na to, jak Nocna Furia i Mleczne Oko podpierają o siebie swojego lidera i zaczynają prowadzić go w kierunku zbocza wzgórza. Nagle na jej oczach ten osuwa się na ziemię. Poderwała się i podbiegła do nich. Słyszy krzyki Nocnej Furii, przekleństwo Mlecznego Oka. Sama trąca nosem umierającego (chyba nadeszła pora, by nazwać rzeczy po imieniu) lidera.
— Potrzebny medyk, obojętnie z którego klanu! — krzyczy, szukając ostatniej deski ratunku.
Robi się tłok i jeszcze większe zamieszanie. Przy nich pojawiają się wojownicy, a nie, jak prosiła, medycy. Nocny i Mleczna warczą na nich, by się rozeszli, uszanowali Ciemnego, lecz nie przynosi to pożądanych skutków.
— Wiesz, że medyk nie jest już potrzebny — mówi cicho Mleczna, która nagle znajduje się u jej boku.
— Nie możemy się poddawać — odpowiada zduszonym wzrokiem, zerknąwszy na wojowniczkę. Wie, że ma ona rację, lecz nie chce dopuścić do siebie bolesnej prawdy.
Jakiś Bezgwiezdny stwierdza, że Ciemna Gwiazda już nie żyje. Przytakuje mu nowy medyk z Flumine i jeszcze kilka psów. 
— Ciemna Gwiazda odszedł do Gwiezdnych! — oznajmia głośno Biała i spuszcza łeb. Nie tak wyobrażała sobie przebieg tego zgromadzenia.
Niektórzy schylają głowy nad zmarłym liderem, inni nadal tkwią w chaosie. Chmury zasłaniają księżyc. 
— Nie słyszeliście mnie, ale usłyszycie Gwiezdnych. Koniec tego cyrku — zaznacza Nocna Furia. — Mleczna, pomóż mi zabrać ciało. Trzeba będzie go należycie pożegnać.
Ciało — tylko tyle już zostało z Ciemnego na ziemi. Oby jego duch znalazł szybko swoje miejsce wśród Gwiezdnych.
— Zgoda, Biała Gwiazdo? — pyta Mleczne Oko.
Starsza suczka posyła jej zdziwione spojrzenie. Do tej pory nie zdążyło do niej dotrzeć, że oto została nową liderką swojego klanu. 
— Zgoda, Mleczne Oko — odpowiada cicho.
Dwoje wojowników zaczęło szarpać ciało zmarłego w kierunku ich obozu. Rusza za nimi na sztywnych łapach, ignorując wszystko i wszystkich wokoło.
Gdy docierają do obozu, czuje się jeszcze gorzej. Wszyscy ci, którzy nie byli obecni na zgromadzeniu, z przerażeniem obserwowali, jak dziwny orszak żałobny powraca z ciałem ich lidera do domu.
— Co się stało? Ktoś go zaatakował?! Czy on naprawdę nie żyje? — pytają psy, jeden przez siebie, a ona nie ma siły, by im odpowiedzieć. Musi to jednak zrobić.
Gdzieś przy niej zbierają się Stokrotka, Sreberko i Borsuczek. Lisek stoi z boku, wpatrując się w nią z większą niż zazwyczaj wrogością. Postanowiła odłożyć tę sprawę na później.
— Ciemna Gwiazda zmarł w trakcie zgromadzenia. Nie został zaatakowany, odebrała go nam jakaś niezdiagnozowana choroba. Pożegnamy go o świcie. Po nim wskażę wam, kto zostanie moim nowym zastępcą — ogłosiła donośnym głosem. Czyżby czuła teraz pradawną siłę spływającą prosto od Gwiezdnych, na którą podobno mogli liczyć liderzy?
Psy zaczęły się rozchodzić. Wszyscy mieli spuszczone pyski. Ciało Ciemnej Gwiazdy odniesiono w jakieś ciche miejsce. Już miała udać się do jakiegoś odosobnionego miejsca, by przemyśleć to, co powinna teraz przemyśleć, gdy stanął przed nią Lisia Łapa.
— To był nasz ojciec, prawda? — warknął, patrząc jej prosto w oczy.
Słyszała westchnięcie Stokrotkowej, nie potrafiła jednak spojrzeć ani na nią, ani na Srebrną czy Borsuczego.
— Skąd wziął ci się taki pomysł, Lisku? — spytała, chroniąc swój sekret ostatnimi siłami. 
— To nie jest żaden pomysł. To prawda. Ciemny Kieł mi o tym powiedziała.
— Mamo? — szepnął Borsuczek.
Rozejrzała się po swoich szczeniętach, po swoich słodkich maluchach, które nie wiadomo kiedy stały się uczniami. 
— To nie ma żadnego znaczenia — odpowiedziała jedynie i odeszła. Oni nie poszli za nią.
Ciemnego Kła postanowiła zabić później.
 
Pożegnanie Ciemnej Gwiazdy przeszło jej przed oczami prawie niezauważalnie. Od jego miejsca spoczynku odeszła jako przedostatnia, na jakiś czas przed Mlecznym Okiem. Przedtem zdążyła mu wybaczyć i poprosić o wybaczenie. Gdy nie żył, sprawa ich skomplikowanych stosunków zdawała się być tak boleśnie błaha.
W samo południe wszyscy członkowie klanu zebrali się w największej sali w ruinach, byłej sali balowej, wyczekując na ogłoszenie swojej nowej liderki.
Ona sama już gdy wracali z ciałem Ciemnego do obozu, wiedziała, że jej zastępcą musi zostać któryś z tych dwóch psów, którzy wykazali się najlepiej w tamtym trudnym momencie na zgromadzeniu. Zarówno Mleczne Oko, jak i Nocna Furia byli młodzi, dużo od niej młodsi, ale nie widziała w tym problemu. Jeśli miała być ze sobą szczera, chyba potrzebowała do pomocy właśnie kogoś młodego, kto będzie miał inne od niej podejście do niektórych spraw. Oboje też mimo swej młodości nosili też ze sobą pewien bagaż doświadczeń.
Wybrała pomiędzy nimi na jednej prostej zasadzie — to jedno z nich jako pierwsze nazwało ją jej nowym imieniem, wtedy, kiedy ona nawet o tym jeszcze nie pomyślała. Uznała to za znak od Gwiezdnych.
—  Chciałabym, aby moim zastępcą, jeśli tylko wyrazi na to zgodę, została Mleczne Oko — oznajmiła Biała Gwiazda bez zbędnego przedłużania.
Suczka była zdziwiona, może nawet trochę przestraszona, ale nie odmówiła. Biała wiedziała, że niedługo będzie musiała z nią porozmawiać. Teraz jednak pozwoliła tłumowi się rozejść, a ona sama ruszyła w kierunku swojego nowego legowiska.
— Biała Gwiazdo! — usłyszała jednak za sobą. Zatrzymała się, gdy rozpoznała głos Nocnej Furii.
Odwróciła się i spojrzała na niego. Będzie musiała mu podziękować za "obywatelską postawę", gdy on już wyjawi, czego od niej chciał.
<Nocny?>
[2117 słów: Biała Gwiazda otrzymuje 21 Punktów Doświadczenia +5PD za opowiadanie o zgromadzeniu]
PUNKTY NIEWPISANE