Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fenkułowa Plamka †. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fenkułowa Plamka †. Pokaż wszystkie posty
10 listopada 2021
Fenkułowa Plamka umiera
Zaczęło się od tego, że Fenkułowa Plamka, wojowniczka Industrii, zniknęła jak kamień w wodę. Nie trzeba było długo czekać by jej córka, Drżąca Łapa znalazła ją, potrąconą przez samochód. Można o tym przeczytać w tym opowiadaniu.
Fenkułowa, zostawiając swoje dzieci po świecie żywych, trafia do Coleum. Drżąca nie krzycz już na pogrzebach.
14 września 2021
Od Fenkułowej Plamki CD Kruczej Łapy
Proszę Państwa, miejmy cierpliwość dla biednej Plamy. Trzeci uczeń może dobić każdego, w szczególności, jeżeli wojownik dobity (własnym lenistwem) był już wcześniej.
— Ee… Dobra, możemy w sumie tutaj. Pokaż, co umiesz — powiedziała, kładąc się na ziemi.
— Jakieś konkrety? — mruknął Kruk.
Fenkułowa Plamka w zamyśleniu lizała swoją łapę, próbując sobie przypomnieć, czego ona właściwie miała go nauczyć. Na starość pamięć już nie ta sama.
— Dobra, pozycja łowiecka — zdecydowała po chwili, umiarkowanie krytycznym wzrokiem śledząc swojego ucznia, właśnie wykonującego jej polecenie.
Samica podrapała się łapą po głowie, nie wiedząc, co ma o tym sądzić.
— Całkiem dobrze, skarbie, tylko ogon trochę wyżej, bo szurać będzie po ziemi. Ale nie za wysoko, bo cię zobaczy zwierzyna.
Przerwała na chwilę.
— Wiesz co? Dzisiaj skupimy się nad twoim ogonem. Co mi szkodzi — drugie zdanie skierowała sama do siebie. — Zrób dziesięć kółek w tej pozycji.
— Matka — jęknął uczeń. — Ale mi się nie chce.
— Dobra, skarbie, to tylko dwa zrób.
Zrobił? Zrobił. Wystarczy treningu. Przecież nie można go przemęczać! Jeszcze się zniechęci!
Wojowniczka zasugerowała szczeniakowi, że mógłby wybrać się na patrol. Zbliża się zima, w związku z czym potrzeba będzie dużo zapasów zwierzyny. Uczeń jednak wydawał się puścić tę uwagę mimochodem, ale Fenkuła nie naciskała. Zbyt dobrze znała uczucie lenistwa, aby próbować wyplenić je ze swojego szczeniaka. Jej partner jednak uważał inaczej.
— Powinnaś go docisnąć — mruknął, poirytowany. — Nie może być wiecznie uczniem.
To zdanie najczęściej było początkiem kłótni, gdyż każdy z rodziców inaczej widział przyszłość swoich dzieci. Kiedy Fenkułowa Planowała, aby Kruczek objął rządy, a Jazgot był zastępcą, Pustynny Wiatr widział w tym Promiennego i Piaskową. A Dreszczkę jako medyczkę.
— Uważałaś przed chwilą inaczej! — rzucał. — Tak łatwo zmieniasz zdanie, że nie wiem nawet, czy jesteś lojalna dla swojego klanu!
To z kolei irytowało sukę, gdyż denerwował ją każdy czynnik idący nie po jej myśli.
— Przestań być takim idiotą! Jestem lojalna członkom klanu, nie klanowi. Też mógłbyś czasem pobawić się ze szczeniaczkami, to zobaczyłbyś, o co mi chodzi!
— To tobie się jeszcze chce z nimi bawić? — dogryzał jej.
Na szczęście, spory te kończyły się tak szybko, jak się rozpoczynały. Powód był prosty: Pustynia nie chciał, aby ktoś zobaczył, jak kłóci się z partnerką. Na zakończenie najczęściej rzucali jakieś marne obelgi, będące zaczątkiem następnej wojny.
***
Czas mijał, wraz z dorastającym Kruczkiem. Dni stały się tygodniami, które z kolei księżycami. Szczenięta osiągnęły już wygląd niemal dorosłych psów, wzbudzając zachwyt rodziców i podziw koleżanek Fenkułowej.
Biedna matka, średnio rozumiała dorastające szczenięta. Starała się, to jest pewne. Wychodziło jej to jednak jak wychodziło, a jej miłość, okazywana w niecodzienny sposób, nie trafiała do przekonań dzieci. Uczniowie uważali, że matka ma ich gdzieś.
Plamka dobrze wiedziała, że zbliża mianowanie na wojowników pierwszych członków rodzeństwa. Jak na razie, była niemal pewna, że dorosłe imiona dostanie Piasek, Drżąca i Jazgot. Gdy jednak usłyszała od Dreszczki, że woli kontynuować trening, zdziwiła się niezmiernie. W takim razie myślała jednie nad imionami dla Piasek i Jazgotka.
— Chciałabym, abyś nazywała się po mojej siostrze — wyjawiła Piasek. — Kiedyś miałyśmy dobre kontakty.
— Widziałabym cię jako Jazgocząca Plamka — uśmiechnęła się do swojego syna.
Kruczkowi, szukającemu atencji, powiedziała tak:
— Co sądzisz o Kruczej Nadziei? To bardzo piękne imię.
Chyba nie przypadło mu go gustu, ale Fenkułowa Plamka się nie poddawała.
Najważniejsze jest to, aby podobało się im, i aby w ogóle ukończyli ten trening.
<Krucza Łapo? Najważniejsze, aby tobie się podobało>
[569 słów: Fenkułowa Plamka otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia; Krucza Łapa otrzymuje 2 Punkty Treningu]
2 sierpnia 2021
Od Fenkułowej Plamki CD Kruczka (Kruczej Łapy)
— Dobrze — Fenkułowa Plamka odpowiedziała uśmiechem Promyczkowi.
Zamyślona udała się w stronę żłobka, wspominając, kiedy byli jeszcze słodkimi płodami. Jak ten czas szybko leci! Dzieci tak szybko dorastają! Wojowniczka cieszyła się, że może być (najgorszą) częścią ich życia. Było to dla niej bezcenne. Tak wtrącać się w ich życie i wciąż pytać, kiedy przyprowadzą do domu jakąś pannicę lub pana. Nawet nie miałaby pretensji, gdyby byli tej samej płci — widzicie, jak matce zależy na dobru dzieci? Przecież najważniejsze, aby się kochali! Dzieci mogą zawsze adoptować… Ale żeby chociaż jedno przekazało dalej geny! Jej materiał genetyczny jest cudowny, szczególnie że pochodzą od jakże rzadkiego rodu Malwowego Ogona. Szkoda takich ładnych genów.
Położyła się obok śpiącego Kruczka i zaczęła go myć. Szczeniak z piskiem się obudził, z niedowierzaniem wpatrując w swoją matkę.
— Śnił ci się jakiś koszmar? — zapytała ze współczuciem…
— Tak… — „Ty” — dodał w myślach. Prawdopodobnie, bo nikt oprócz jego sterującej nie siedzi mu w myślach.
— To okropne! Pewnie śniła ci się samotność. Kiedy jesteś stary i nie masz nikogo, kto by ci podał kęs zdobyczy — jej oczy zaszły łzami. — To okropne! Współczuję!
— Ee… No, nie to mi się śniło.
— Nie mów, że ja ci się śniłam! — to było bardziej pytaniem, ale Kruczek to postanowił przemilczeć.
<Kruczku?>
[203 słowa: Fenkułowa Plamka otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]
11 lipca 2021
Od Fenkułowej Plamki CD Pustynnego Wiatru
Fenkułowa Plamka była niemal pewna, że ślad potwora doprowadzi ich do czegoś niesamowitego. Bardzo zawiodła się, kiedy jej oczom ukazał się zwykły, zaparkowany sprzęt w środku miasta.
— Naprawdę? — sapnęła, dysząc z wysiłku. — Tyle biegniemy, aby dotrzeć do … tego?
— To był twój pomysł. — Jej partner nie wyglądał na szczególnie zadowolonego.
— Wiem. — Otworzyła oczy ze zdumienia. Jak mogła tego nie pamiętać?
Obeszli pojazd dookoła, a w zasadzie zrobił to Pustynny Wiatr. Fenkułowa tymczasem obserwowała znudzonym wzrokiem otoczenie. Wszystko wyglądało jak zawsze — nudno. Terytorium wydawało się niegodne tej wspaniałej suki, a ona zdawała sobie z tego sprawę. Jakie zwyczajne były te budynki, jakie zwyczajne były te łyse zwierzęta, z jakimiś włosami na czubki głowy!
Jej towarzysz odskoczył, kiedy ze środka potwora wysiadły dwie karykatury. Zaczęły wołać coś w ludzkim języku.
— Dwunożni! Nie wierzę! — Podekscytowana suczka zakręciła się wokoło.
— A co myślałaś? — prychnął, z każdą chwilą mniej zachwycony Pustynny. — Że będą w nim króliki?
Ludzie natomiast zignorowali przedstawicieli mniej inteligentnego gatunku i podążyli ścieżką w głąb miasta.
— Chodźmy za nimi — oznajmiła Fenkułowa i odeszła, zanim Pustynny spróbowałby ją od tego odwieść.
Zrezygnowany pies poszedł za nią.
W miarę jak przybliżali się do serca miasta, wokół nich pojawiały się coraz to nowe pokłady ludności. Zdezorientowane psy, pełne wątpliwości, wciąż podążały za swoimi nieznajomymi przewodnikami po kamiennych płytach, jakimi wyłożono podłoże. Fenkułowej Plamce wydawało się, że złowrogo górujące nad nimi budynki śmieją się z zagubienia wojowników. Słowami wyobraźni kazała im zamilknąć, ale niepokój tylko narastał. Dwunożni wpatrywali się w nich, jakby nigdy wcześniej psów nie widzieli — zostało im tylko iść obok nich i udawać pieszczoszki.
— Może wrócimy… — zaproponował Pustynny, siląc się na pewny siebie ton głosu. Nie zdołał jednak ukryć własnego zaniepokojenia.
— Nie. — Jego partnerka zacisnęła zęby. Postanowiła, że zobaczą, co się wyrabia! Tak się musi stać, nie może się wycofać!
Prędko zgubili swój kompas — obcych im właścicieli potwora. Teraz tłoczyli się i pogubili w tłumie kończyn. Fenkułowa przeniosła swój wzrok w niebo i poczuła się strasznie mała na tak wielkim świecie. Wszędzie widziała ludzi. Dwunożni wydawali się czerpać satysfakcję, z tego, że ich ogrom pochłonął psy. Wojowniczka miała nadzieję, że to była tylko jej wyobraźnia.
Nie miała bladego pojęcia, co też się dzieje, ale dochodziły coraz to nowe stworzenia: gdzieś z boku szczekały na nich pieszczochy, ktoś krzyczał, młody dwunożnego płakał. O mało nie zostali podeptani przed te tysiące stóp. Nieznajomy krzyczał, wskazując na nich łapą.
Powietrze przeszyła seria krzyków. Pustynny i jego partnerka nie mogli ukryć przed sobą nawzajem paniki. Dwunożni zaczęli szczekać i się kręcić, podczas gdy wojownicy próbowali wyjść z tłumu. Jeden z ludzi nadepnął na Fenkułową, co powitała głośnym piskiem.
— Przepraszam, Pustynny — cicho powiedziała. — Możemy wracać… o ile znajdziemy drogę.
Jej partner jednak jej nie usłyszał. Gotował się ze złości.
<Pustynny Wietrze?>
[449 słów: Fenkułowa Plamka otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]
1 lipca 2021
Od Fenkułowej Plamki CD Malwowego Ogona i Jasnego Serca
— Malwowy Ogonie! — Fenkułowa Plamka krzyknęła, wbijając w morderczynie błagalne spojrzenie. — Nie ruszę się nigdzie bez ciebie. Wróć! Wszyscy ci wybaczymy! Naprawisz…
— NIE! — wrzasnęła na to matka suki, odsłaniając garnitur zębów. Jej córka zadrżała, kiedy dostrzegła na nich jeszcze świeżą krew. Malwowy Ogon ledwo panowała nad sobą i nie chcąc zaatakować matki Jazgotka, odsunęła się. Z jej pyska było jeszcze czuć śmierć i woń Kropelkowej Bryzy. Ogon powtarzała sobie w myślach: „Nie zagryź tej bezczelnej suki, bo Jazgotek nie będzie miał matki. No dobra, jeszcze dla Piasek ewentualnie”.
— Proszę! — cicho powiedziała Fenkułowa i postąpiła krok w jej kierunku. — Szczeniaki przecież chciałyby mieć babcię. Jazgotek bardzo by chciał. Zrób to dla Jazgotka, on będzie strasznie tęsknił…
W oczach starszej było widać wahanie, zaraz jednak wybuchła w niej fala goryczy i gniewu. Doskoczyła do córki z zębami, wrzeszcząc „Nigdzie z tobą nie pójdę! Wracaj do szczeniaków, póki możesz!”. Zęby zacisnęła na jej nodze, co nowo ranna powitała okrzykiem niedowierzania. Plama szybko odsunęła się od zbrodniarki, przez co się przewróciła. Ostrożnie wstała i zaraz syknęła z bólu, dając część ciężaru ciała na skaleczoną kończynę.
— Nie idź tam, matko — powiedziała. — Gdziekolwiek idziesz. Nie powitają cię tam, oni cię nawet nie znają.
— Mylisz się. — Wyszczerzyła zęby w paskudnym uśmiechu. — Znają mnie i dadzą mi schronienie. Nie martw się, nie obwiniam cię na swoje zwątpienie. Głupcem trzeba się urodzić. Na szczęście, ja urodziłam się geniuszem.
Słychać było szczekanie z oddali. Malwowa rzuciła jedno spojrzenie w stronę hałasu, a następnie zaczęła biec, nie chcąc zostać złapana. Fenkułowa odprowadzała ją bezsilnym wzrokiem.
— Malwowa! Malwowy Ogonie! — spróbowała ostatni raz. — Możesz naprawić swoje błędy!
Cisza. Malwowa rzuciła jej spojrzenie przez bark, chcąc zapamiętać sylwetkę swojej potomkini.
— NIECH GWIEZDNI MAJĄ CIĘ W OPIECE! — krzyknęła raz jeszcze Fenkułowa. Jej matka zniknęła z pola widzenia karmicielki.
Pozostała wspomnieniem. Już nigdy nie miały się spotkać.
— Fenkułowa Plamko! — dobiegł do suni jej partner, Pustynny Wiatr. — Gdzie jest Malwowa? Czuję jej zapach!… Zraniła cię?! — zaraz dodał, widząc okropną szramę idącą od nadgarstka do łokcia psa. Matka ich wspólnych szczeniąt zaczęła płakać.
— Malwowy Ogon… Malwowa… — przerwał jej szloch. — Odeszła… Ona boi się, że jej nie wybaczymy.
Pustynny zainteresował się swoimi poduszkami. Jego partnerka jęknęła.
— Myślisz, że by jej nie wybaczyli? Oczywiście, że wybaczyliby! Musieliby! Albo i ja bym odeszła! — krzyknęła w histerii, uświadamiając sobie, że jej matkę nie spotka dobry koniec. Przez swoją ucieczkę całkowicie zatarła dobre wrażenie. Fenkułowa Plamka miała nadzieję, że na horyzoncie pojawi się jej sylwetka. Było jednak pusto.
<Jasne Serce?>
[404 słowa: Fenkułowa Plamka otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]
25 czerwca 2021
10 czerwca 2021
Od Fenkułowej Plamki CD Pustynnego Wiatru
— Nie bądź takim sztywniakiem i ponieś te paróweczki — zadowolona zmuszeniem partnera do ekspedycji Fenkułowa oznajmiła, uważnie wąchając powietrze.
— Zauważ, że jedno nie ma z drugim nic wspólnego — mruknął Pustynny. Oboje ruszyli, Pustynny i Fenkułowa. Był to kolejny przykład, że jeżeli suka sama coś wymyśli, może jej się chcieć… Może.
Pobiegli żwawo za potworem, chociaż co prawda Fenkułowa zostawała dość wyraźnie w tyle. „Zwolnij, skarbie!” — wołała co chwilę, doprowadzając swojego partnera do poirytowania. Wiatr spinał się coraz bardziej, co wróżyło kolejne kłopoty małżeńskie. Fenkułowa oczywiście miała w zanadrzu jakiś cukier na osłodzenie atmosfery, zanim ta wybuchnie falą złości.
— Och, zapomniałam Ci powiedzieć. — Zamrugała oczami kilka tysięcy razy na sekundę. Szkoda, że nie wiedziała, iż dostała to po matce. Pewnie byłoby jej raźniej pomyśleć, że morderczyni ma ten sam zwyczaj. W końcu są rodziną!
— Jakaś kontuzja? — lekko znudzony powiedział Pustynny, zdenerwowany wodząc wzrokiem po otoczeniu. „Czy ona naprawdę nie może się odwalić? Dlaczego zostałem jej partnerem… Ja nieszczęśliwy!”
— Jestem w ciąży.
Mózg Pustynnego momentalnie wybuchnął, pozostawiając po sobie osmalone resztki. Tak zapewne było w środku, chociaż na zewnątrz nic nie zapowiadało ogromnej katastrofy. Pies osłupiały patrzył się na partnerkę.
— Co takie oczka? Idziemy, idziemy. Narzekasz, że jestem zbyt wolna, to zobaczysz, jak pędzę!
<Proszę. Idealnie 200 słów, popędzane twoim batem. Pustynny?>
[201 słów: Fenkułowa Plamka otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]
9 czerwca 2021
Miot w Industrii! [Fenkułowa Plamka x Pustynny Wiatr]
historia
Wspaniałomyślna Fenkułowa postanowiła zostać matką (ta, uznajmy, że to było celowe) niedługo po kolejnym zakochaniu się, tym razem w Pustynnym Wietrze, zrodzonym z gówna i kartonu. Gdyby nie powalający seksapil suki Pustynny zapewne nie przekazałby genów, co wprawiłoby gang jego crashi o zawał. O ile Wiatry będą im sprzyjać (i byli tej dwójki nie dadzą o sobie znać) stworzą oni cudowną, bajkową rodzinę, z silnym ojcem broniącym potomstwa, ześwirowanym na punkcie kodeksu wojownika, i uroczą matką, która robi sobie dzieci z kimś dwukrotnie młodszym (ale tak naprawdę powiedzmy sobie szczerze. Robi je z KAŻDYM, tylko płodna nie jest). To, jak wychowają dzieci to, niestety, ich wybór. Byle nie złożyli wizyty w Tenebris Płomiennemu Krzewowi. Wystukajcie numer MOPSu i obserwujcie granice tych dwóch klanów.
aparycja
○ duża
○ (ewentualnie) średnia, raczej w stronę dużej
Uszy:
○ stojące
Oczy:
○ brązowe
○ niebieskie
Długość sierści:
○ półdługa
Kolory:
○ czarny z średnio intensywnymi tan points
○ czarny z jasnymi (beż) tan points
○ brązowy z średnio intensywnymi tan points
○ brązowy z jasnymi (beż) tan points
○ średnio intensywny rudy/złoty z czarnym siodłem
○ średnio intensywny rudy/złoty z brązowym siodłem
○ beżowy z czarnym siodłem
○ beżowy z brązowym siodłem
○ domino (taki jak mają husky, nie wilczy) czarny
○ domino (po prostu dawajcie husky jeśli chcecie domino) brązowy
○ solid czarny
○ solid brązowy
○ solid średnio intensywny rudy/złoty
○ solid beż
○
Wszystkie powyższe maści z znaczeniami nieco mniejszymi od irish spotting!
formularz
Aby zarezerwować miejsce w miocie, należy wypełnić poniższy formularz i wkleić go w komentarzu pod postem lub na przeznaczonym do tego kanale na serwerze. Miejsca zależą od kolejności zapisu.
W przypadku braku jakiegokolwiek kontaktu/aktywności na serwerze po rezerwacji miejsce zwalnia się trzy dni przed porodem.
Uwaga! Miot rodzi się 25 czerwca i oficjalnie pojawi się wtedy na stronie, ale kartę postaci należy odesłać do 22 czerwca.
Imię szczeniaka:
Płeć:
Kontakt: (discord, ewentualnie mail/howrse)
zapisani
1. Dreszczka, suczka
Yender [howrse]
2. Piasek, suczka
Postać NPC
3. Jazgotek, piesek
JustToBe#8776
4. Promyczek, piesek
JustToBe#8776
5. Kruczek, piesek
konwalia.lapa.kwiat@gmail.com
26 maja 2021
Od Fenkułowej Plamki CD Malwowego Ogona i Jasnego Serca
Fenkułowa radośnie chodziła, niemal kicała. „Jaki ten kwiatek jest wspaniały!”, „Jaka ta gałąź cudowna!!”… „Jaki ten Pustynny p r z y s t o j n y!!!”. Nagle stanęła, widząc mrocznie uśmiechniętą Malwową. Nie, ona nie jest wspaniała, cudowna, a już na pewno nie przystojna. Przynajmniej nie tak, jak Wiatr! Do niego nie można porównać żadnego żyjącego dzisiaj psa.
— Cześć, mamo, co ci się dzieje? Dobrze się czujesz? — ponieważ jednak była jej matką, postanowiła spróbować pomóc przyszłemu członkowi starszyzny. Fenkułowa Plamka obawiała się, że coś się stało z matczynymi stawami. W końcu zdrowemu i (w miarę) przystojnemu psu nie przystoi mieć takiej miny!
— Z e m n ą jak najbardziej — Wojowniczka była pewna, że z jej rodzicielką jest coś nie w porządku. Obeszła ją dookoła, a potem powiodła za jej spojrzeniem. Skupione było w Pustynnym.
„Ach tak, o to zazdrośnica! Kochaniutki jest tylko mój!” — miała ochotę wrzasnąć, ale się powstrzymała. Zamiast tego spytała kąśliwie:
— Coś nie tak z moim partnerem? — tak mocno zaakcentowała słowo „moim”, iż można by pomyśleć, że to ona, a nie jej matka jest walnięta. Prawdę powiedziawszy, powalone były obie, tylko na różne sposoby. Fenkułowa wykrzywiła pysk w grymasie, a swoje piękne, lodowe oczy wbiła w matkę, jakby chciała ją zamrozić. Gdyby psy miałyby ramiona, Malwowa wzruszyłaby nimi.
— Może teraz i nie. Życzę wam dużo szczęśliwych chwil, z których jednak miejsce będzie miała tylko wasza ostatnia — nie mogła się powstrzymać od tryumfalnego spojrzenia. Zaraz potem, jakby uświadomiła sobie, że prawie się zdradziła, pomknęła szybko. Fenkułowa zaś nie zamierzała jej gonić, a jedynie przyglądała się niespokojnie Pustynnemu. Przecież nie była głupia, albo nie aż tak. Wojownik wyglądał normalnie, tylko chodził jakoś tak wolno i ciężko…
Szybko podbiegła do niego, prosząc go, by powiedział, jak się czuje.
— Chyybaa nie… taak... dobrze — powiedział, po czym upadł na ziemię. Fenkułowa przerażona zawołała medyka, i ze spazmami próbowała podnieś swojego nowego, umierającego partnera. Niemal nieswoją siłą podniosła dwa razy cięższy od niej ładunek i z nim na grzbiecie biegła do medyka, potykając się i zataczając co chwilę.
Jak przez mgłę słyszała pocieszające ją głosy innych psów, i poczuła, jak jej plecy zostały uwolnione od ciężaru.
— Pustynny! Pustynny! Pustynny!!! — darła się w panice, do momentu, aż łzy uniemożliwiły jej wydawanie odgłosów, a jakiś pies brutalnie zamknął jej pysk, wrzeszcząc, że zaraz ogłuchnie. Została sama, a Pustynny zapewne już nie żył.
— ŚMIERĆ MALWOWEMU OGONOWI! — wrzasnęła, co wprawiło w osłupienie psy dookoła. „Malwowy Ogon?”, „To ona go zabiła?”, „Niemożliwe! W końcu kto zabija partnera swojej córki!”, „Całkiem możliwe” — głosy psów niosły się w górę. Wybuchł harmider, aż sam zastępca musiał je uciszyć.
<Jasne Serce?>
[427 słów: Fenkułowa Plamka otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]
18 maja 2021
Od Fenkułowej Plamki CD Pustynnego Wiatru
— Wietrze… — Fenkułowa jest bezwstydna, dlatego nie miała problemu z piękną, nocną rozmową ze swoim ukochanym. Normalnie byłaby zbyt leniwa, aby otworzyć pysk, ale prawdopodobnie Pustynny trochę pomógł jej przezwyciężyć wrodzonego lenia.
Fenkułowa Plamka nie dokończyła zdania, tylko polizała go po pysku. Wyszeptała coś, ale Wiatr zapewne był zbyt zdziwiony takim obrotem spraw, aby to usłyszeć. Nie zamierzał jednak przegapić szansy na zyskanie miłości. Lizali się, coraz szybciej, szybciej i…
— Przepraszam? Chciałbym spać, a sytuacja nie jest zbyt sprzyjająca — jeden w wojowników, odwracając wzrok, próbował uciszyć parę. Wyglądał na zawstydzonego, że musi im przerywać, mimo to widocznie chęć przespania się przezwyciężyła nieśmiałość.
— Tak, przepraszamy Pana bardzo. — Fenkułowa czarująco się uśmiechnęła do Deszczowego Podmuchu, co skutecznie zamknęło mu pysk. — Niechcący, swoim paplaniem obudzisz innych, także możesz iść… spać. Było miło, do widzenia.
Pies nie kontynuował dialogu, jedynie położył się ciężko na swoim miejscu. Obecna tu suczka uśmiechnęła się jeszcze raz do wybranka, który nadal nie wiedział, jak skomentować to zajście. Cóż, jego czyny mówią więcej niż słowa. Chociaż to też mówi sporo:
— Ee, rozumiem, że obudziłaś mnie, bo chciałaś się mnie zapytać, czy zostanę twoim partnerem? — Pustynny widocznie sam nie wiedział, nadal, co ma o tym myśleć.
Mózg Fenkułowej pracował na najwyższych obrotach, próbując przetrawić wyraz pyska i słowa psa. Wystawiają za i przeciw. Trudno stwierdzić, czy faktycznie go kochała, czy było to jej kolejne zauroczenie, tak czy siak, wrzasnęła (ogłuszając przy tym swojego nowego partnera): Tak! I rzuciła się na Pustynnego, jak szczeniak, któremu zaproponuje się zabawę. Można by pomyśleć, że opętało ją jakieś szaleństwo, chociaż była to po prostu euforia. Jeżeli ktoś do tej pory jeszcze spał, to teraz już musiał się obudzić, ogłuszony jak Wiatr bądź potrącony przez upitą pustynnym suczkę. Dobrze, że Fenkułowa nie zobaczyła spojrzenia swojej matki, bo Malwowy Ogon wyglądała, jakby właśnie podjęła decyzję, kogo następnego zamordować.
<Pustynny Wietrze?>
[301 słów: Fenkułowa Plamka otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]
22 kwietnia 2021
Od Fenkułowej Plamki CD Pustynnego Wiatru
— Nie przejmuj się nią. — Fenkułowa Plamka podbiegła krokiem pełnym gracji do Pustynnego Wiatru. — Raz się śmieje, a raz złości.
Suczka postanowiła zacząć towarzyską rozmowę (czyt. Flirt), aby osłodzić sobie czas. Nie zapomniała jednak rozglądać się bacznie za Złotym Kłem. Nie wiadomo, gdzie jest … i czy się umył. Nie wykluczajmy niczego.
Pustynny Wiatr popatrzył się zdziwiony na suczkę.
— Nie przejmuję się nią — powiedział powoli, jakby uważając na każde zdanie. Fenkułowa z uznaniem zobaczyła, że ma czyste zęby i pokiwała głową ze zrozumieniem. — A skąd takie nagłe zainteresowanie moją osobą?
Fenkułowa otrząsnęła się nagle, jak z transu, i spojrzała na niego, jeszcze bardziej zdziwiona niż on.
— Cóż… Chyba nie masz zbyt wiele p r z y j a c i ó ł? — Ostatnie zdanie niemal przeliterowała, dziwnie przekrzywiając głowę i błyskając oczami, i nie zdziwiłabym się, gdyby pies dostał fenkułofobii. Nagle wrzasnęła:
— LECĘ NA CIEBIE!
— Co? — spytał niezbyt inteligentnie Pustynny. Może i popatrzyłby się na nią jak na idiotkę, że kocha go, gdyby nie fakt, że w tym momencie „koleżanka” poleciała na niego. Malwowy Ogon patrzyła się bez cienia współczucia na biednego Pustynny Wiatr, który przecież nic nie zawinił, a teraz służył za materac dla Plamy. Oczywiście, jeżeli się nie zorientowaliście, Bad Bitch niegrzecznie podstawiła łapę Fenkułowej. Miała to być to kara za jej gadulstwo, zasłużona lub nie.
— Skupcie się — rzuciła do leżącej na „koledze” suczce i ruszyła dalej, nie czekając na nieszczęśników, a rozbawiony Wiatr wstał, podając jak psi dżentelmen łapę Fenkułowej.
Poszli dalej, lecz nie będę tu tego opisywać. Nic się nie działo, a przynajmniej nic, co jak podejrzewam, was interesuje (żadnych szczeniaków, biedna, słodka, mała, smutna i przez wszystkich niekochana Plama) bądź po prostu tak na marginesie, to jestem zbyt leniwa, aby to opisać. Plama rozglądała się jeszcze za Złotym Kłem, lecz nigdzie go nie zauważyła. Wniosek z tego taki, że sobie poszedł. Gratuluje nadludzkiej inteligencji, chyba przesadziłeś zagadkami z Jasnej Strony.
Malwowy Ogon szła w ciszy, zapewne myśląc o prywatnych sprawach. Nie zwróciła uwagi na nic, co źle zrobiła Fenkułowa. Źle robiła cokolwiek prawdopodobnie, aby sprawdzić, w jakim stopniu Malwowa interesuje się robotą, bo ona nigdy nic nie robi źle nienaumyślnie.
Doszli do obozu, kiedy Malwowa wpadła na wpół zniszczoną ścianę, i zobaczyła gwiazdy przed oczami. Fenkułowa ruszyła na posłanie, niezmiernie zadowolona z tej jakże towarzyskiej przechadzki i na pożegnanie rzuciła do jedynego przytomnego, obecnego tu psa:
— Jesteś gorący jak metal dwunożnych latem. — Puściła oko, o ile psy mogą to zrobić.
<Wiem że fajnie napisałam ( ͡❛ ͜ʖ ͡❛) Kontynuuj psi dżentelmenie>
[403 słowa: Fenkułowa Plamka otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]
19 kwietnia 2021
Od Fenkułowej Plamki CD Miedzi
Tak, pomysł, na który wpadła Fenkułowa Plamka, i wykonała jeszcze w porze zielonych liści, był wprost genialny (pomysł, nie wykonanie). Postanowiła wygrzewać się na plaży, neutralnych terenach wszystkich klanów.
Miał on wiele niedopowiedzeń, ale do tego przejdziemy później.
Na razie razem z suczką przenieśmy się do ubiegłego lata, zwanego jako pora zielonych liści. Tysiące ludzi — no może nie tysiące, ale setki na pewno — wygrzewających się na piasku, oraz pełno dzieci bawiących się i tarzających razem. Czuć tę radosną atmosferę, a Fenkułowa Plamka wprost n i e m o g ł a przegapić okazji na drobne wakacje. Oznajmiła więc w klanie, że może jej nie być cały dzień, wywołując tym lawinę plotek, po czym czmychnęła, zanim zdążyli ją zatrzymać. Nawet nie wiecie, jak się poświęciła! Poprzedniego dnia była niemal na wszystkich patrolach oraz przyniosła sporo zwierzyny. Wszyscy bez problemu powinni przyznać jej dzień wolny, no, może oprócz Sowiego Pazura. Ten gość nie wie, co to odpoczynek i bez przerwy rozstawia wszystkich po kątach. Nie uwierzycie, kiedy powie wam, że udało jej się z nim nie zatknąć. Czyż to nie piękne? Też uważam, że zbyt piękne.
Przekonana o swoich wielkim szczęściu i zadowolona z życia znalazła mniej uczęszczany, kawałek plaży. Nieliczni dwunożni nie zwrócili na nią uwagi, każdy przekonany, że jest to pies kogoś z tutaj obecnych. Położyła się więc, w niezamąconym spokoju na gorącym piasku.
Zaraz przekonała się, że piasek jest trochę zbyt gorący. Otrzepała się i poszła kawałek dalej, poszukać jakiegoś miejsca w cieniu. Dwunożni wymienili zdezorientowane spojrzenia, jakby czekając, aż nieistniejący właściciel psa zawoła go po imieniu. Jeden z nich nawet postąpił w jej stronę krok, ale widząc jej odsłonięte zęby, zmienił zamiary i począł rozmawiać z kimś innym. Fenkułowa nie przywiązała do nich większej uwagi, zbyt zajęta swoimi potrzebami.
Szybko spostrzegła, iż we wszystkich zacienionych miejscach tłoczy się pełno ludzi. Dosłownie, we wszystkich. Było to jedno z jej pierwszych luk w planie. Trudno byłoby stanąć obok dwunożnych tak, aby się zmieścić, a co dopiero znaleźć sobie własne miejsce. Ominęła drewniane konstrukcje, służące za ich posłania i rozglądnęła się na boki.
— Jak się nazywasz, piesku? — spytała przemiła wprost pani z kapeluszem, która niezbyt mądrze zaszła psa od tyłu.
Kolejne niedopatrzenie, ważniejsze — jeżeli będzie sama, nikt jej nie pomoże. Suka zdziwiona odskoczyła od kobiety i pokazała zęby. Zawarczała. Co ona sobie myśli? Naprawdę zamierza mnie dotknąć? — pomyślała, i zrobiła kolejny unik przed ruszającą się średniej wielkości łapą.
Inni dwunożni zaczęli zwracać na nią uwagę, wytykając sobie ją palcami. Nie o to jej chodziło. Nie ma zamiaru zostać złapana! Czy naprawdę nie mogą, zamiast zainteresowania dać jej trochę spokoju?
Kiedy spostrzegła, że to nie koncert życzeń, weszła po jakiejś metalowej desce na drewnianą platformę, z której przyjemnie pachniało mięsem. Tak naprawdę nie zwracała uwagę, gdzie idzie, byleby ukryć się przed tymi wszystkimi ludźmi. Zawęszyła w powietrzu. Czy nie ma tu czasem innego psa?
Nie zdążyła uważniej zbadać terenu, gdyż zobaczyła zmieniający się krajobraz. Psina podskoczyła, i pobiegła, próbując się wydostać. Niestety, było już za późno. Zamiast udanej ucieczki zobaczyła jakiegoś psa, prawdopodobnie z Ventusu lub Bezgwiezdnych, który przemknął w głąb pokładu. W miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą był, rozglądała się zdziwiona tak nagłym obrotem spraw, blondynka.
W ułamku sekundy Fenkułowa Plamka podjęła decyzję i postanowiła pójść za psem. Aby nie nadwerężyć swoich pięknych łap, postanowiła, że niezidentyfikowany obiekt porusza się na wprost, a ona pójdzie szybkim skrótem. Widocznie nie był on szybki, ponieważ niemal błyskawicznie zgubiła woń nieznajomego i została sama sobie.
Omijając jak najbardziej szerokim łukiem dwunożnych, poszła do brzydko pachnącego miejsca, bowiem kałem dwunożnych. Niezbyt inteligentnie stwierdziła, że skoro nie pachnie najpiękniej, to zapewne dwunożni nie będą tu przychodzić. Cóż, jej rozumowanie było pozbawione większego sensu, mimo to zadowolona z własnej inteligencji podeszła do otwartych drzwi. Powinna była pamiętać o swojej porażce sprzed minuty.
Raptem wyczuła psa. Należał on do Bezgwiezdnych, teraz była tego pewna. Tylko oni tak śmierdzą. Od samego rozpoznania intruza (milej powiedzieć: towarzysza niedoli) sierść zjeżyła jej się na karku. Nie, żeby miała coś do nich. Nie chciała jednak, aby widziała ją podczas … tej średnio udanej operacji, i błędnie założyła, że jej koleżanka poniosła klęskę. Przecież zawsze jest jakieś wyjście, jeżeli Gwiezdni nad tobą czuwają. Ona nie ma tyle szczęścia.
— Wyjdź, niedowiarku. Przecież cię czuję.
Suczka, bo Plamka, (jak to idiotycznie brzmi. Jak pieszczoch! Czy możemy nazywać ją Plamą?), a więc Plama, jak można zauważyć, rozpoznała już jej płeć. Skończyliśmy na tym, że Bezgwiezdna miała inne zamiary niż nasza bohaterka i dalej tkwiła w swojej kryjówce. Fenkułowa przekonała się natomiast o błędności swoich kalkulacji, gdyż szedł tu dwunożny, toteż wskoczyła do kryjówki obcej suki. Nieznajoma szczeknęła cicho, zaskoczona, i pewnie odgryzłaby jej ucho, gdyby nie szybki manewr Fenkułowej Plamy.
Dwunożny rozejrzał się zdziwiony po pomieszczeniu. Zlustrował wszystko wzrokiem, ale nie zobaczył ukrytych psów. Również ich nie wywęszył, więc wzruszając ramionami, poszedł kontynuować przechadzkę. Być może nie płacili mu za wyganianie pasażerów na gapę ze statku.
<Miedź?>
[809 słów: Fenkułowa Plamka otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]
Od Fenkułowej Plamki — „Złoty Kieł” [przygoda#7]
Fenkułowa Plamka już od jakiegoś czasu widziała w okolicach terenu klanu nieznanego jej, starego psa, mowa tu o księżycu. Pewnie nie zwróciłaby na niego szczególnej uwagi, z powodu jej lenistwa oczywiście, gdyby nie fakt, że pewnego dnia obcy pies bezpośrednio zwrócił się do niej.
— Zatrzymaj się, proszę — powiedział spokojnym głosem.
Popatrzyła się na niego poirytowana. Nawet go nie zna. Ma się zatrzymać? Jeszcze czego? Mimo to stanęła w pewnej odległości, bez zainteresowania przyglądając się szaremu psu. Wyglądał, jakby od dawna się nie czyścił. Szkoda, bo mógłby być całkiem ładny… Chociaż za stary dla niej w sumie.
— Nazywam się Złoty Kieł — przedstawił się, co niezmiernie zdziwiło suczkę.
— Masz klanowe imię — odpowiedziała szybko, nie pozwalając kontynuować nieznajomemu. — Wiedz, że jeżeli popełnisz jakiś błąd, nie będę miała oporu przez rozszarpaniem cię. Jesteś blisko terenu mojego klanu, więc moi sprzymierzeńcy przybędą szybciej niż twoje posiłki. Uciekaj, jeżeli życie ci miłe. I umyj się po drodze, byle nie w błocie, może to ci na urodę pomoże.
Prawdę powiedziawszy, nie zwracała na niego szczególnej uwagi oraz nie chciała prowadzić z nim długiego dialogu. Nie siliła się też na uprzejmość. Zwykły samotnik, udający wojownika. Gdyby teraz odszedł, zapewne nie powiedziałaby o nim nikomu, nie uważając tego za ważne. Pies, nazwany Złotym Kłem nie zamierzał jednak odpuszczać.
— Nie jestem wrogiem, jestem sam. — Zrobił krok do przodu, na co ona odpowiedziała krokiem w tył. Dzięki Gwiezdnym, że nie kontynuował tematu o pielęgnacji sierści. — Chciałbym tylko spędzić resztę mojego życia w towarzystwie innych psów. Należałem kiedyś do leśnych klanów, odszedłem jednak przed wojną. Zaprowadź mnie do waszego przywódcy.
— Hola, hola! — Fenkułowa zmrużyła oczy. — Czy ja cię pytałam o twój wzruszający życiorys? Zrobię, na co będę miała ochotę, więc nie próbuj mi rozkazywać. Obecnie jednak ochotę mam na powrót do legowiska, w s a m o t n o ś c i. Żegnaj — rzuciła oschle na pożegnanie, i odeszła pełnym gracji krokiem, przeszywając powietrze swoim ogonem. Nie zamierzała prowadzić z nim długiej i wyczerpującej konserwacji. Chyba że faktycznie się umyje.
Pies odprowadził ją wzrokiem, bez śladu gniewu. Po chwili zaczął znowu zataczać kółka wokół terenu, chodząc sztywnym krokiem. Jego stawy widziały chyba, a raczej na pewno, lepsze czasy. Suka westchnęła.
— Pewnie i tak zaczepi kogoś innego — wymamrotała pod nosem i wróciła na swoje ulubione miejsce, znaczy się — posłanie. Zakręciła kilka kółek, po czym opadła na legowisko.
— Kto to był? — spytał Deszczowy Podmuch, patrząc się badawczo, trochę nieśmiało na Fenkułową Plamkę. Nie odwzajemniła jego spojrzenia, gdyż była zbyt „zmęczona”.
— Powinnaś zaprowadzić do go przywódcy — wtrącił nieśmiało, spuszczając oczy pod spojrzeniem suki.
— Tak uważasz? — odpowiedziała głosem, dobrze wyrażającym poziom jej zainteresowania rozmową.
— Chyba nie chcesz mieć problemów — wtrącił cicho, zniechęcony oschłym zachowaniem wojowniczki. Tak łatwo było się go pozbyć!
Postanowiła więc zignorować jego zdanie. Problemy? Robi to dla dobra klanu. Wątpi, żeby przywódczyni chciała mieć kolejny problem na głowie. Już samo ganianie za zastępcą zajmuje sporo jej czasu. Nie, nie będzie przysparzała jej problemów. Dobrze rozumie te babskie sprawy.
— Chodź na patrol — powiedział do niej Podmuch. — Sowi Pazur nas woła.
Rzeczywiście, słychać było krzyki tego zrzędy. Mrucząc o głupich sowach, ospale podeszła do zastępcy przywódcy klanu, jak zawsze z wielką czcią prowadząc z nim rozmowę.
<Do kogoś, kto bierze udział w patrolu>
[522 słowa: Fenkułowa Plamka otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia + 10PD za przygodę]
Subskrybuj:
Posty (Atom)