Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różany Nos × Irysowe Serce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różany Nos × Irysowe Serce. Pokaż wszystkie posty

6 lipca 2020

Od Irysowego Serca CD Różanego Nosa

Cóż, zachowanie Nakrapianego Ucha było… nietypowe.
Pani wieczna troska o własny klan nie zostawiłaby Opalowej Łapy samego, prawda? Jasne, była nieco sarkastyczna i do uczniów zwracała się raczej ostrym żartem, ale zawsze zależało jej na każdym wojowniku Flumine.
Irysowe Serce nie wierzyła, że przyszła liderka mogłaby zostawić dzieciaka samego, nawet jeśli nie urodził się w klanie. Z drugiej strony, Opal nie miał skłonności do kłamstwa. Ten szczeniak do wszystkiego się przyznawał i odstawał od innych uczniów swoją niechęcią do brojenia.
Miedzianowłosej zdecydowanie coś nie grało, ale nie wiedziała, co się dzieje. Przez zmartwienie o swojego ucznia była mimowolnie zirytowana Nakrapianym Uchem, chociaż nie miała dowodów, że coś się stało. Słowo przeciwko słowu to nierozwiązywalny spór.
Póki co głównym pytaniem pozostawało, gdzie suka złapała tak wielką zdobycz? Może zwierzę wybiegło z terenu lasu na obrzeża i tam wpadło prosto w łapy Nakrapianej, ale takie sytuacje były naprawdę rzadkie. Zwierzyna bała się Dwunogów i raczej nie zapuszczała się na ich tereny.
Wilczy Pysk chwycił łup i pomógł suce go nieść, a Różany Nos sprawdzała, czy na pewno wszystko z nią w porządku. Poza małym zadrapaniem na łapie nie dolegało jej nic poważnego. Na szczęście niedaleko rósł nagietek, więc medyczka szybko oberwała kilka liści, przeżuła i nałożyła papkę na łapę przywódczyni.
— Spokojnie, nic mi się nie stało. — powiedziała rozbawiona. Różany Nos zapewniła ją, że rozumie, ale lepiej zadbać o ranę zawczasu, niż czekać, aż wda się w nią zakażenie.
— Niestety Opalowej Łapie już tak. — mruknęła cicho miedzianowłosa, której myśli wciąż krążyły wokół jej ucznia.
— Co takiego? — zapytała zmartwiona Nakrapiana, odwracając się w stronę suczki. Sprawiała wrażenie szczerze przejętej. O co w takim razie chodziło Opalowi?
— Mówił, że był z tobą, ale… — zaczęła, przerywając nagle. — Nieważne. Zaatakowali go Dwunożni, musi zostać w legowisku Różanego Nosa na jakiś czas. Mam nadzieję, że szybko dojdzie do zdrowia…
— Nie martw się, Irysowe Serce. Zajmuję się nim najlepiej, jak potrafię. — medyczka trąciła jej bok nosem, a rudowłosa uśmiechnęła się z wdzięcznością i przytaknęła.
Po jakimś czasie udało im się dociągnąć zwierzynę na teren klanu. Teraz ich obóz znajdował się w opuszczonym domu. Irysowe Serce martwiła się o to, jak Opal dojdzie z obrzeży aż do plaży, ale na szczęście dał radę, chociaż całą drogę szedł pokracznie i kuśtykał. Suczka proponowała mu, że go poniesie, ale uczeń z uporem zapewniał ją, że nie jest już szczeniakiem i da sobie radę sam.
Gdy dotarli na swój teren, Wilczy Pysk odłożył zdobycz na klanowy stosik jedzenia. Sarna wyraźnie górowała wśród małych ciałek ptaszków lub skradzionych kawałków mięsa. Wodni z zachwytem zaczęli oglądać zwierzynę, przypominając sobie stare czasy.
— Nakrapiane Ucho, jak ty to zrobiłaś? — wymruczał z uznaniem jeden ze starszych, po czym uszczknął dla siebie kawałek świeżego mięsa.
Irysowa również oderwała część łupu i pobiegła do Opalowej Łapy, który odpoczywał w jednym z pokojów. Wprawdzie uczniowie zazwyczaj pożywiali się na końcu, ale on był chory i potrzebował energii, więc jako mentorka chciała się o niego zatroszczyć.
— Witaj, Opalu! Jak się masz? — przywitała się z nim entuzjastycznie, próbując ukryć zmartwienie w głosie. — Przyniosłam ci coś.
— Jest lepiej. — mruknął. Widziała, że wciąż go boli, ale nie chciał pokazywać słabości. Mały wojownik, prychnęła w myślach.
Szczeniak zawęszył i przyjrzał się zdobyczy niesionej przez miedzianowłosą w pysku.
— Co to? — zapytał zafascynowany, a Irysowe Serce zaśmiała się. — Ładnie pachnie…
— To sarna. Nigdy jej nie jadłeś? Dawno temu w lesie polowałam na takie z innymi Wodnymi.
Opal pokręcił głową. No tak. Jego życie wyglądało nieco inaczej. Cóż, przynajmniej dzięki Nakrapianemu Uchu miał okazję spróbować tego cudownego smaku, mimo że powrót do lasu wydawał się opcją niezbyt realną.
Położyła przed nim mięso, a on obejrzał się zdezorientowany. Widziała, że najchętniej zacząłby jeść, ale powstrzymał się i spojrzał na nią.
— Ty powinnaś zjeść pierwsza, Irysowe Serce. — spróbował podnieść się na obolałych łapach i zachwiał się. — Jesteś moją mentorką…
— A ty jesteś okaleczonym wojownikiem. — zaśmiała się i szturchnęła go delikatnie nosem. — Wcinaj bez gadania. Ja przyniosę coś dla siebie, gdy reszta klanu zje.
Uczeń popatrzył na nią z wdzięcznością i zabrał się do jedzenia, a do pokoju weszła Różany Nos. Również zapytała Opala o samopoczucie, a gdy zjadł, podała mu kilka ziaren maku i wtarła zioła w powoli gojące się rany. Jeszcze przez chwilę próbował z nimi porozmawiać, ale potem położył się spać.
— Nie martw się. — pocieszyła suczkę Różany Nos, widząc zmartwienie w oczach rudej, gdy ta wpatrywała się w swojego ucznia. — Jego stan naprawdę jest coraz lepszy, wszystko goi się bez problemu. Na szczęście w rany nie wdało się zakażenie.
— Dziękuję ci, że tak dobrze się nim opiekujesz. — otarła się o przyjaciółkę z wdzięcznością. Gdyby nie ona, Opal mógłby skończyć o wiele gorzej. Irysowa wzdrygnęła się. Całe szczęście, że każdy klan ma medyka… — Mogę ci się jakoś odwdzięczyć?
— To mój obowiązek, nie przejmuj się. — zamyśliła się na chwilę. — Ale byłabym wdzięczna, gdyby ktoś pomógł mi zrobić porządek w medykamentach. Przez tę zmianę obozu zrobił się w nich niezły bałagan. Gdybym miała ucznia, on by się tym zajął, ale na razie w klanie nie widać żadnych aspirujących medyków.
— Nie mam nic przeciwko temu, żeby zostać twoją uczennicą na jeden dzień. — zaśmiała się. I będąc szczerym, potrzebowała jakiegoś zajęcia, żeby uciszyć buzujące w głowie myśli. — Może w końcu przestanę mylić stokrotki z rumiankiem.
<Różany Nosie?>
[861 słów: Irysowe Serce otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

22 czerwca 2020

Od Różanego Nosa CD Irysowego Serca

Różana, o dziwo, nie była jakoś wielce przerażona stanem ciemnego szczenięcia. Zerknęła na psiaka spod przymkniętych powiek i odetchnęła głębiej, nie dając po sobie poznać żadnych emocji. Nie miała bladego pojęcia, czemu w środku nie poczuła ukłucia strachu o młodziaka, ale wytłumaczyła to sobie intuicją i wyrobieniem w zawodzie, gdzie często miała do czynienia z rannymi. Zatrzepotała jedynie rzęsami i polizała Opalową Łapę, chcąc go podnieść na duchu
— Nie martw się, dobrze? — łaciata ponownie zatopiła pysk w futrze świeżo opatrzonego szczeniaka — Twoja rana na łapie jest dość głęboka, ale żadne ścięgno nie zostało naruszone. A bok cię trochę poboli, bo posiniaczyłeś sobie żebra.
— A będę mógł biegać?
— Kochanie, oczywiście, że tak — Różana posłała mu czułe spojrzenie — Nie zadawaj takich głupich pytań. Jestem pewna, że już za trzy księżyce będziesz mógł wyjść z mojej nory i robić co tylko zechcesz.
— Nie jestem tego taka pewna — wtrąciła głośno Iryska, której boki nadal niespokojnie drżały — Ja ci dam takie straszenie mnie... Jeszcze chwila i to ja bym potrzebowała pomocy Różanego Nosa.
Ruda ułożyła się obok szczeniaka i położyła swój łeb tuż obok niego, ciężko oddychając. Dwa psy tworzyły obraz czegoś na podobieństwo matczynej miłości. I choć Irysowe Serce nie było matką czekoladowego, to tak czy siak musiała darzyć go silnym uczuciem. Łaciatą naprawdę podnosiły na duchu takie sytuacje. Momenty, choćby podobne do tego rozgrywającego się na jej oczach, naprawdę utwierdzały ją w przekonaniu o sile i dużej wartości swej profesji. Z dużym trudem trąciła miedzianą nosem i ruszyła w stronę wyjścia z jej kryjówki.
— Myślę, że Opalowa Łapa powinien trochę odpocząć — na te słowa obie suczki ruszyły i wygrzebały się z wnęki, wdrapując się po korzeniach starego dębu.
 Gdy tylko znalazły się na zewnątrz, ciepły wiatr zmącił ich futra. Okolica wokół jej leża była opustoszała i jedyne, co można było usłyszeć, to ciche poćwierkiwanie nocnych ptaków i szum liści. Różana mimowolnie się uśmiechnęła, obracając się w stronę Irysowego Serca. Suczka, której futro wydawało się być wyblakłe przy świetle księżyca, wydawała się nad czymś głęboko zastanawiać, choć łaciata nie wiedziała, co mogłoby być obiektem jej rozmyślań. Przecież Opalkowi nic poważnego nie grozi... Nagle jednak zdała sobie sprawę, że nie wszystko zostało tak naprawdę do końca wyjaśnione. Zaskoczenie uderzyło ją jak grom prosto z nieboskłonu, nie dając ani chwili na zwłokę.
— Słyszałaś co powiedział? — wymamrotała, próbując sobie odświeżyć we łbie konkretne słowa szczeniaka — Wspominał coś o dwunożnych i Nakrapianym Uchu...
— Martwi mnie cała ta dziwna sytuacja — powiedziała po chwili ruda i potrząsnęła swym bujnym ogonem — A co się tak właściwie stało z Nakrapianą? Gdyby wróciła, to pewnie byłaby z Opalową Łapą.
Różana zmarszczyła brwi. Nie była pewna tego, co ma teraz zrobić. Nie chciała zostawiać rannego szczeniaka samego, ale raczej mu tutaj nic nie groziło — chwilowo zaginiona suczka mogła natomiast potrzebować pomocy. Na niebie już dawno zawitał Księżyc i cały klan był na miejscu — wyznaczeni wojownicy trzymali wartę a reszta członków spała — Opalek więc był tu bezpieczny.
— Myślę, że chyba powinnyśmy ją poszukać, ale czy to dobry pomysł? — zapytała ostrożnie łaciata, choć w głębi serca wiedziała, że i tak pójdzie jej szukać, niezależnie od decyzji stojącej przed nią Iryski — Co o tym sądzisz?
 Skończyło się na tym, że obie suczki brodziły teraz w krzakach, nawołując Nakrapiane Ucho. Mimo, iż Wilczy Pysk, którego zapytały się zgodę nie pozwolił im na wyjście w pojedynkę, to Różana zdołała go jakoś przekonać. Tamten, choć sam chciał wyruszyć i pomóc, z trudem zadecydował, że zostanie. Lider nie był w najlepszym stanie a on sam musiał trzymać łapę na klanie i odeprzeć ewentualny atak wrogich psów. Wysłał więc trójkę wojowników, która aktualnie szukała wraz z nimi Nakrapianej w innych częściach obrzeży miasta. Według Opalowej Łapy to właśnie tam wybrali się na polowanie, które poniekąd przerwali dziwni ludzie wraz z ich skrzypiącymi potworami i dziwnym zapachem. I choć Różany Nos starała się z niego wydobyć trochę dokładniejsze informacje co do miejsca czy wydarzenia, to nic nie wskórała — każda odpowiedź Opalowej Łapy albo wymijała temat albo nie wnosiła nic nowego do dyskusji. Zmuszone więc były działać na własną łapę, doszukując się teraz samodzielnie pozycji Nakrapianej. Łaciatą suczkę cała ta absorbująca sytuacja nieco denerwowała, choć nie cieszyła się z prawdopodobieństwa, że jeden z członków klanu może być ranny. I choć to, co robiły, było ryzykowne, to w tym wypadku Różany Nos nie mogła zaakceptować Kodeksu i tej jednej zasady, która wbrew pozorom, mogła być krzywdząca dla tej niczego winnej, potrzebującej i być może rannej jednostki.
— Już jest wysoki księżyc a my nadal jej nie znaleźliśmy — wyszeptała Różana i zawiesiła łeb, gdy tylko z gąszczu wyłoniły się psy, które szły od innej strony — A co, jeśli ci ludzie coś jej zrobili?
Tak. Różany Nos strasznie się martwiła i choć cała piątka ryzykowała życiem, przechadzając się nocą po terenach Dwunogich, to nikt nie myślał o tym w ten sposób. Klan był klanem i klan musiał być silny — robił to zazwyczaj przez dbanie o swych członków. Nagle jednak wszystkie psy podniosły łby do góry i ochoczo się rozejrzały, bo do ich nozdrzy doszedł zapach ciepłej krwi. Jeśli nosy przekazywały im dobrą informację, to musiała być to posoka sarny bądź kozła. Stworzenia, którego nikt nie miał w pysku, kiedy Quintus bezwiednie przepędził ich z dawnych terenów.
— Pomożecie mi czy macie zamiar tak stać? — głos rozległ się z tyłu, więc zaskoczeni obrócili łby w tamtym kierunku — Jest mi ciężko. Różany Nos wzięła wdech, jednak nie potrafiła wydobyć z siebie nawet szeptu. Podbiegła w jego stronę, chcąc sprawdzić, czy nic jej nie jest. Nakrapiane Ucho trzymało w pysku średniej wielkości cielaka a ona sama była cała we krwi upolowanego zwierzęcia. Różana trąciła ją nosem, widząc, że chyba nic jej nie jest.
— Czemu nie powiedziałaś nikomu, że idziesz na polowanie? Teraz nie wiedzieliśmy, gdzie cię szukać a co dopiero gdybyś wyruszyła dalej! Na wszystkie Gwiazdy, i gdzie ty polowałaś, że doszukałaś się tej zdobyczy? Na drugim końcu lasu? — Różany Nos nie okazała swych burzliwych uczuć, jakie nią targały — I czemu zostawiłaś Opalową Łapę samego?
Ciemna medyczka była wściekła nieodpowiedzialnością, jaką wykazała się młoda wojowniczka. Suczka myślała, że tamta ma coś więcej w tym swoim łebku, aniżeliby szczenięce pomysły. Doceniała jednak jej lojalność wobec klanu i dbanie o niego, nawet jeśli miało to pogwałcić kilka zasad. Gdyby tylko Nakrapiane Ucho nabrało trochę pokory i trochę bardziej respektowało prawo klanu. Natomiast na ostatnie pytanie Nakrapiana odwróciła się w stronę łaciatej z wyraźnym zaskoczeniem w ślepiach.
— Nie brałam nikogo ze sobą — powiedziała cicho, nie spuszczając spojrzenia swych jasnych oczu z Różanego Nosa — Nie ryzykowałabym życia jakiegoś głupiego uczniaka.

<Irysowe Serce?>
[1047 słów: Różany Nos otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

19 czerwca 2020

Od Irysowego Serca CD Różanego Nosa

    Starcie z nieznajomym niemiłosiernie ją zirytowało, ale starała się nie dać tego po sobie poznać. To tylko Bezgwiezdni, żałośni tchórze, których jedna trudna sytuacja zdążyła złamać. Rysa nie miała dla nich współczucia, a tym bardziej nie miała szacunku.
    Oczywiście nie mówiła im tego wprost. Ona? Co to, to nie. Nikomu się nie narażać i nikomu nie zawadzać było jej hasłem przewodnim. O ile łatwiej żyć, gdy nie stoisz pierwszy w kolejce do skończenia z rozszarpanym gardłem.
    Brzydziła się nimi natomiast, a mimo wszystko trochę ją intrygowali, bo od czasu śmierci Altera nie spotkała już żadnego z tych wyrzutków. Musiała przyznać, że nie zrobili na niej dobrego pierwszego — drugiego? — wrażenia, ale domyślała się, że konfrontacja jest nieunikniona. Dziś czy za księżyc, prędzej czy później — w końcu przyjdzie jej się znowu poznać z Bezgwiezdnymi. I choć nie napawało ją to optymizmem, to jakaś jej część wręcz płonęła z zainteresowania. O tak, Irysowe Serce lubiła tajemnice.
    Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy wracały na tymczasowy teren klanu, a kałuże błyszczały w ostatnich jego promieniach. Teraz zapadał zmrok, a Irysowa pomagała zorganizować medyczce wszystkie niezbędne zioła. Różany Nos dziękowała jej za pomoc, co miedzianowłosa skwitowała parsknięciem śmiechem.
    — Szczerze mówiąc, chyba łatwiej byłoby ci beze mnie. Stokrotki raczej nie leczą tak dobrze, jak rumianek. — Różana zachichotała, porządkując medykamenty. Kwiatki to kwiatki — uznała Irysowa, zdecydowała jednak, że lepiej nie dzielić się tą myślą z medyczką.
    Rozmawiały o błahostkach, siedząc w norze Różanej. Po chwili konwersacja zeszła jednak na temat terenów.
    Irysowe Serce wiedziała, że aktualny obóz jest tylko tymczasowy — i to bardzo tymczasowy. Fakt, udało się wygospodarować osobne miejsce dla medyka i szczeniąt, ale poza tym byli praktycznie odsłonięci. Sad miał tę wadę, że nie można było uświadczyć w nim zagęszczenia krzaków czy roślin. Drzewa stały równo, w dokładnie wymierzonych odstępach. Poza nimi nie było nic, dlatego Wodnym brakowało miejsca, gdzie mogliby się schronić.
    Nowy lider na jakiś czas zatrzymał poszukiwania nowego terenu. Rudowłosa nie była pewna, czy to po prostu jego wymysł, czy też miało to jakiś głębszy cel, ale przyjęła decyzję pokornie. Opowiadała wprawdzie przywódcy o opuszczonym domu, który przeszukiwała wraz z Onyksową Gwiazdą, ale została zbyta zaskakująco szybko. Cóż — pomyślała — widocznie miał na głowie ważniejsze sprawy.
    Opowiadała Różanemu Nosowi o tym, co znaleźli w starym budynku. Dotarła właśnie do momentu, gdy Opal—
    Do nory medyczki wtoczył się brązowy psiak i zawył boleśnie.
    — Opalowa Łapo, co się stało? — krzyknęła przerażona i podbiegła do niego. Jego bok zdawał się być posiniaczony, a spływająca z łapy ciecz zostawiała na trawie krwiste ślady. — Gdzieś ty był?
    Odsunęła się, pozwalając Różanemu Nosowi zająć się uczniem, a sama starała się pomóc, podając potrzebne medykamenty.
    Podała medyczce pajęczynę i wreszcie doczekała się odpowiedzi.
    — To Dwunożni. — wyszeptał słabym głosem Opalowa Łapa. Irysowe Serce nie mogła powstrzymać wzburzenia. Jej własny uczeń!
    — Opalowa Łapo… Co robiłeś sam poza obozem? — to nie była najlepsza pora na karcenie ucznia, ale miedzianowłosej coś ewidentnie tu nie grało. Opalowa Łapa nigdy nie był jednym z chojraków, którzy porywają się na samotne eskapady mimo wyraźnego zakazu. Wręcz przeciwnie, młodziak zawsze starał się być jak najbardziej posłuszny, bo zależało mu na akceptacji klanu. Po śmierci Onyksowej Gwiazdy stał się jeszcze bardziej ostrożny, więc Irysowa nie wierzyła, że jej podopieczny wesoło wybiegł wprost do Dwunogów. Ten nieśmiały, brązowy dzieciak? Nie była aż tak naiwna, żeby się na to nabrać.
    — Nie… nie byłem sam… — wyjęczał, spinając mięśnie pod dotykiem Różanego Nosa, która nakładała mu ziołową papkę na rany. — Poszedłem z Nakrapianym Uchem, ale— ale ona zniknęła i—
    — Dobrze, opowiesz potem. Na razie trzeba cię wyleczyć. Odpocznij. — uciszyła go suka, dotykając nosem jego głowy.
    Rudowłosa momentalnie się zatrzymała. Nakrapiane Ucho? Doceniała, że zabrała Opala na polowanie, gdy ona, jako mentorka, nie miała takiej możliwości, ale… na Gwiezdnych, dlaczego zostawiła go samego?
<Różany Nosie?>
[619 słów: Irysowe Serce otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

18 czerwca 2020

Od Różanego Nosa CD Irysowego Serca

    Różany Nos zmarszczyła brwi i fuknęła coś niezrozumiałego. Cała ta sytuacja zahaczała o coś niezwykle dziwnego, choć suka wcale nie dziwiła się zjeżonej sierści na grzbiecie rudej. Sama miała pewne wątpliwości co do obcych, ale nie pozwoliła, aby na jej pysku zamalował się niepokój. Choć ruda trzymała swe nerwy na wodzy, to Różana czuła, że jeszcze chwila, a rzuci im się do gardła i zagryzie ich medyka. Tak czy siak, oni mają tutaj przewagę liczebną i to one byłyby zdane na ich łaskę — taka możliwość doprowadzała Różany Nos do szału. Chyba, że zdołałyby uciec. Ciemnooka mimowolnie wytypowała sobie w głowę trasę potencjalnej ucieczki, biegnącej pomiędzy ruinami starego dworca. Przez chwilę psy trwały w ciszy, ewidentnie szukając słabych stron u swego przeciwnika.
    Słowa tego kurdupla mimowolnie sprawiły, że w ślepiach medyczki zabłysł ognik złości. Może i byli równej postury, ale ona na pewno byłaby szybsza, choć pies akurat wyglądał na dość zręcznego. Ugh, akurat teraz musiały wpakować się w takie bagno? Nie miała bladego pojęcia, że zwykła wyprawa może być w tych okolicach aż tak niebezpieczna. Choć... czemu by tego nie wykorzystać na ich korzyść? Wiedza innego medyka mogłaby okazać się niezwykle przydatna w czasach, w których brakuje zapasów i roślin — mimo dogodnej pory a zwyczajowe spotkania psów danej profesji się nie odbywają.
    — Nam także nie odpowiada perspektywa bezcelowego skakania sobie do gardeł — Różana opuściła wargi, zasłaniając kły i w pokojowym geście stanęła tuż obok Irysowej. Słowa skierowane w stronę Irysowej mimowolnie pominęła, nie chcąc jeszcze bardziej prowokować sytuacji.
Przekręciła nieco głowę i wlepiła swe spojrzenie w medyka otoczonego przez trzy psy. Nie widziała sensu jakiejkolwiek walki. Nic by to nie wniosło, oprócz poobijanych i ledwie idących zwierząt, które w kilka sekund straciłyby całą swoją przydatność dla klanu. Zgrupowania, które nadal nie miało łatwo.
    — Przynajmniej w jednym się rozumiemy — fuknął i stanął w małej odległości od pyska medyczki — Raczylibyście się przesunąć? Nie chcę tutaj przeczekać całej wieczności zanim ruszycie swoje leniwe tyłki i sobie pójdziecie, zostawiając mnie w świętym spokoju.
    Różana uniosła brwi w nieukrywanym zaskoczeniu, nie wiedząc, w jaki sposób mogłaby odpowiedzieć obcemu. Nie spodziewała się takiego odzewu, mając gdzieś z tyłu przekonanie, że psy  z innego klanu będą nieco bardziej przyjazne. Nie wymagała wiele, ale teraz wszystkie jej nadzieje zostały starte na proch. Suka uniosła łeb i westchnęła dobitnie, jakby mając już dość. Czuła ich zapachy mieszające się z ziołami, choć chciała złapać klarowną woń obcych — następnym razem wiedziałaby już, że poznała te psy z bliska i w miarę by je kojarzyła.
    — Szkoda — powiedziała po chwili i odwróciła się na pięcie, nie chcąc tracić czasu — Weźmiemy to, czego szukamy i odejdziemy. Idziemy?
    Irysowe Serce pokiwała głową, nie spuszczając spojrzenia z intruzów i nie rozluźniając mięśni. Brązowa cieszyła się, że tak to wszystko się potoczyło. Walka nie była dobrym pomysłem a na dialog najwyraźniej za wcześnie... albo oni wszyscy, włącznie z suczkami, nie byli na niego gotowi. Różana wyłapała, jak rudawa oblizuje pysk po wypuszczonych kwiatkach i mimowolnie na nie zerka, kierując się w jej stronę. Suczka dogoniła brązową i zrównała z nią krok.
    — Wiesz, że to nie był rumianek, prawda? — powiedziała ściszonym głosem, ewidentnie nasłuchując.
    — Z przykrością mi to stwierdzić, ale tak — Iryska uśmiechnęła się leciutko i obróciła, by spojrzeć na kilka psów w tyle z nosami przy ziemi — Co o nich sądzisz?
    — Chyba... — łaciata przeciągnęła, chcąc mieć chwilę na zastanowienie się — Chyba nie mam jeszcze o nich zdania. W sensie, że nie wiem, czy mogę im ufać choćby w najmniejszym aspekcie. Na pierwszy rzut oka wydają się specyficzni, ale to w końcu niemalże nasi pobratymcy. A to, że są z innego klanu i nie są do nas przyjaźnie nastawieni, to już inna sprawa...
    — A zioła? — ruda przerwała i rozejrzała się wokoło — W końcu po to tu przyszłyśmy a ta czwórka nam przerwała ich szukanie...
    Różana zmarszczyła brwi i zatrzymała się, Iryska miała rację. Podniosła nos najwyżej jak potrafiła, niemalże stając na tylnych łapach i wzięła głęboki, powolny wdech. Jedyne co czuła, to rumianek.
    — Weźmiemy trochę tego rumianku. Chodźmy, słońce już jest nisko.
    Na tereny klanu wróciły już po zmroku, niosąc w pyskach pęczki rumianku. Różana czuła, jak jej zmęczona dzisiejszą wyprawą łapy, wołają o pomstę do nieba.
    — Dzięki za pomoc — Różany Nos uśmiechnęła się szeroko i skierowała swe spojrzenie w stronę rudej, która już miała wychodzić z jej nory — Gdyby nie ty, pewnie bym tyle go tu dzisiaj nie przyniosła.
<Irysowe Serce?>
[722 słowa: Różany Nos otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

14 maja 2020

Od Rysy CD Riley

Rumianek. Rumianek. Rumianek.
Rysa była absolutnie pewna, że słyszała o tej roślinie, natomiast nigdy nie była dobra w rozpoznawaniu różnych ziół. Zwyczajnie jej to nie interesowało, bo od dziecka jej serce rwało się w stronę zostania wojowniczką, walczącą w obronie klanu.
Teraz jednak życie postawiło ją przed takim, a nie innym zadaniem, więc cóż, musiała jakoś podołać. Starała się sugerować opisem Riley i wypatrywała białych kwiatków. To zadanie byłoby niewymiernie łatwiejsze, gdyby znała chociaż ich zapach, ale niestety. Wiedziała, że medycy używają tych roślin do leczenia, jednak w legowisku medyka zawsze mieszały się ze sobą dziesiątki woni. Nie sposób było uporządkować ich sobie bez znajomości medykamentów.
Przyjrzała się staremu budynkowi. Dziwiło ją, dlaczego Dwunogi wznoszą takie dziwne, betonowe kloce tylko po to, żeby potem je opuścić. Widać było, że od dawna nie było tu nikogo, ściany pokrywał bluszcz, a sama budowla od początku sprawiała wrażenie zaniedbanej. Mimo wszystko, takie miejsca jak to mogły być teraz schronieniem dla wojowników. W jakiś sposób powinna być wdzięczna Dwunożnym, że się stąd wynieśli.
Wiatr przeczesywał jej rudą sierść, a słońce mile grzało. Dni były coraz cieplejsze, czuć było zbliżającą się Porę Zielonych Liści. Rysa zawsze za nią przepadała, a szczególnie kochała pływanie w rzece, która przyjemnie chłodziła zgrzane ciało. Przy okazji można było w niej złapać trochę ryb, a jak wiadomo - ryb nigdy za wiele. Niestety, w tym roku po raz pierwszy chyba nie będzie miała takiej okazji.
W zasięgu jej wzroku błysnęło coś białego. Podbiegła i zauważyła rosnące tam niewielkie kwiatuszki. Spojrzała na nie zdezorientowana. Niby wszystko się zgadzało - białe płatki, żółte środki, nieduże - ale coś jej nie pasowało.
Zignorowała to jednak. Kwiatki to kwiatki, po co drążyć temat. Opis pasuje, dlatego wzięła się do zbierania. Po chwili w pysku miała sporą garść roślinek.
Usłyszała nagłe ostrzeżenie medyczki i obejrzała się w drugą stronę. Rzeczywiście, cztery psy zmierzały w ich stronę i były coraz bliżej. Wiatr zawiał sprzyjająco i przyniósł miedzianowłosej zapach obcej czwórki. Iris spodziewała się poczuć zapach któregoś z klanów, bo psy poruszały się w grupie, ich wygląd odbiegał też od aparycji typowych włóczęgów. Spotkało ją jednak zaskoczenie. Węch nie mógł jej mylić! Czuła zapach klanów, jednak wyraźnie stary, zwietrzały i... zmieszany. To nie były psy z jednego klanu.
Przeszył ją dreszcz, gdy sobie uświadomiła.
Bezgwiezdni.
Tchórzliwi zdrajcy. Jedyne co potrafili, to łamać kodeks wojownika.
W jej pamięci zaczęło odzywać się wspomnienie Altera, ale zbyła je. To było dawno. Altere nie żyje. A Bezgwiezni pozostaną Bezgwiezdnymi.
- Co tu robicie? Kim jesteście? - z analizowania sytuacji wyrwał ją głos medyczki. Stała dalej niż ona, chyba zapach do niej nie dotarł.
- Z tego, co wiem, granice klanów już nie istnieją, więc łaskawie się odczep, bo mógłbym zadać to samo pytanie. - powiedział z irytacją jeden z psów. Jego sierść miała wiele kolorów, ale dominowała w niej biel. - Szukamy ziół, pewnie tak samo, jak wy. Swoją drogą, nie idzie wam to zbyt udolnie, bo z tych tu możesz co najwyżej zrobić wianuszek.
Rysa fuknęła i wypluła kwiaty.
Czyli to jednak nie był rumianek.
Głupi Bezgwiezdny. Przychodzi tu sobie jak gdyby nigdy nic i rozmawia z nią, jakby była najgorszym włóczęgą. To ona powinna go tak traktować. On zdradził swój klan.
- Też jesteś medykiem..? - Riley zeskoczyła z kamienia. Miedzianowłosej nie dziwiła jej dezorientacja. Kiedyś rutyną były spotkania medyków z różnych klanów. Teraz... mieli poważniejsze zmartwienia.
- To Bezgwiezdni! - rzuciła do niej Rysa, zanim zdążyli się odezwać. - Wstrętni zdrajcy. - prychnęła pod nosem.
- Hej, słyszałem. - pies spojrzał na nią bursztynowymi oczami.
- Skoro szukasz ziół, to po co ci cała eskorta? - zmierzyła go wzrokiem.
- Ruda, serio nie uśmiecha mi się walka z wami. Ja jestem obrzydliwym zdrajcą, ty grzeczną wojowniczką Gwiezdnych. Wezmę swoje zioła, ty pójdziesz zanieść kwiatuszki dla klanu.
<Riley?>
[609 słów - Rysa otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

6 kwietnia 2020

Od Riley CD Rysy

Riley uśmiechnęła się. Będąc szczerym, propozycja ciemnookiej nieco ją zaskoczyła. Zazwyczaj inne osobniki nigdy nie proponują swego wolnego czasu, aby pomagać medykowi szukać ziół - a w szczególności wojownicy, którzy zawsze mają coś do roboty. Do ich obowiązków należy przecież nieustanne patrolowanie naszych nowych ziem, obrona terenów czy choćby ciężkie polowania na zwierzynę, której jest teraz tak mało... Swój wolny czas przeznaczają zazwyczaj na odpoczynek czy spanie, a nie na nudne, często bezcelowe, wałęsanie się po lesie. Medyczka subtelnie przekręciła łebek i zerknęła z ukosa na Rysę, która zmrużyła nieco ślepia pod wpływem jaskrawych promieni słońca. Wiatr plątał jej sierść o rudawej barwie i sprawiał, że samica wyglądała na większą niż w rzeczywistości. Po chwili miedzianowłosa złapała i odwzajemniła spojrzenie, uśmiechając się szeroko. Riley nie darzyła wcześniej Rysy większą uwagą niż innych członków klanu, ale mimowolnie czuła, że może się to zmienić. W otoczeniu suczki czuła się naprawdę swobodnie i nie miała ochoty uciekać, mimo, że przebywały ze sobą już trochę czasu.
— Czemu tak właściwie nie? — powiedziała dość radośnie, jak na nią samą i odwróciła się frontem do Rysy — Prowadź więc do tego miejsca... nigdy wcześniej nie słyszałam tej nazwy. Jeśli znajdę tam choć kilka ziół, których potrzebuję, będę ci dozgonnie wdzięczna!
Wojowniczka kiwnęła głową i ruszyła szybszym krokiem w stronę wydm, majaczących się przy końcu plaży. Riley dopiero po chwili zauważyła, że niemal biegnie i mimowolnie rzuciła rudej wyzwanie, które ta, o dziwo, przyjęła. Piach wytrysnął spod ich łap, gdy suczki wyskoczyły i karkołomnym biegiem popędziły w stronę obranego celu.
Opuszczony dworzec wywarł na Riley ogromne wrażenie, choć nie pozytywne. Monumentalna budowla, która wyszła spod spiczastych łap Dwunogich, była przerażająca i budziła w młodej medyczce jedynie lęk, przed potęgą Dwunogich i odrobinę podziwu. Jedynie Rysa, która raźnie parła do przodu, sprawiała, że Riley jeszcze jakoś za nią człapała. Czekoladowa cały czas rozglądała się pełna niepokoju, wyraźnie widziała dawne ślady obecności Wysokich. A co, jeśli by tutaj wrócili?
W pewnym momencie miedziana zatrzymała się na śliskiej, szarej skale i głęboko odetchnęła, wyraźnie zadowolona. Riley westchnęła i uniosła oczy ku górze. Chciałaby mieć tyle odwagi, co ona.
— Czujesz? Tylko kilka razy, gdy byłam u ciebie, wyczułam ten zapach — zawołała i obróciła się w stronę czekoladowej; gdy ją dostrzegła, na jej pysku wymalowało się rozbawienie wymieszane z litością — Riley, czy ty się boisz?
Na dźwięk tych słów samica podniosła głowę i smętnie spojrzała się na Rysę. Nie chciała wyglądać na przestraszoną, ale nie potrafiła ukryć swojego strachu.
— Można ująć, że trochę się tego miejsca obawiam — po chwili jednak dodała, wyraźnie z nutką radości w głosie — Ale zioła czuję. I to nie jedno. Jeśli nam się poszczęści, to być może uzupełnię dzisiaj swoje zapasy w dość dużym stopniu. Czuję szałwię i nagietka...
— Riley, czekaj — ruda zeskoczyła z płyty i podbiegła do medyczki — Będzie szybciej, jak powiesz mi, czego mam szukać.
Wydawałoby się, że Rysa czyta w jej myślach. Dokładnie to, miała jej przed chwilą powiedzieć.
— Masz rację — powiedziała po chwili — Zajmiesz się rumiankiem. Wiesz jak wygląda?
— Ehm, tak. Mniej więcej.
— Pozwól, że ci przypomnę. Zioło, którego szukasz, ma bardzo łagodny zapach. Nie gryzie w nos, ba, można uznać, że samą wonią uspokaja. Niewielkie, o żółtych łupkach i białych płatkach. Jak znajdziesz kilka zbiorowisk tych roślin, to daj znać. Sprawdzę, czy to aby na pewno to, czego szukamy i zbierzemy ich dużo. Sądzę, że w naszym klanie wiele psów będzie go potrzebować. Ja w tym czasie zajmę się czymś innym...
Riley nie czekając, zaczęła wdrapywać się na sam szczyt budowli. Nie obejrzała się nawet za siebie, choć wiedziała, że Rysa za nią podążą. Niech jej będzie... Co chwilę łapy czekoladowej zsuwały się jej ze śliskiego spadu, jednak nie dawała za wygraną. Wskakiwała na pękniecie i ułatwiając sobie drogę, omijała wyrwy w pokryciu. Coś tu było stanowczo nie tak... Czuła to. Po prostu.
Dotarła. Z wycieńczenia usiadła i pozwoliła, by jej głowa dotknęła chłodnego kamienia. Specjalnie wybrała miejsce, które było w cieniu wielkiego głazu i pozwalało odetchnąć spokojnie wśród słonecznych promieni. Otworzyła ślepia i dostrzegła na linii leśnego horyzontu to, co nie dawało jej spokoju.
— Widzisz? — odwróciła się w stronę Rysy i westchnęła zaniepokojona.
Czwórka psów, zapewne wojowników, zmierzała w przeciwnym kierunku ich dawnej trasy. Mimo, że byli bardzo oddaleni, Riley widziała ich sylwetki i miała świadomość, że do Flumine nie należą.
<Rysa?>
[706 słów: Riley otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

4 kwietnia 2020

Od Rysy CD Riley

Rysa z niezrozumieniem spojrzała na stojącą przed nią medyczkę, całą ociekającą wodą, i parsknęła śmiechem.
- To ja, nie poznajesz? Ta słona woda źle działa na wszystkie zmysły, ale mam nadzieję, że jeszcze mnie pamiętasz. - szczeknęła z przekąsem, a brązowa suczka otrzepała się z cieczy, która spływała po jej miękkiej sierści.
- Oślepiła mnie, to prawda. - zaśmiała się i fuknęła, nie mogąc pozbyć się słonego smaku z języka. - Byłaś tu już?
Miedzianowłosa rozejrzała się dookoła. Fale nieco się uspokoiły i jedynie obmywały poduszki jej łap, ale ona też nie ufała tej dziwnej wodzie. Jasne, i rzeka potrafiła być rwąca, ale ona płynęła w jednym, określonym kierunku. Jako Wodna była do tego przyzwyczajona, potrafiła radzić sobie z jej nurtem. Tu niby ta sama ciecz potrafiła zwalić z nóg medyczkę Flumine.
- Tak, kiedy przybyliśmy na te tereny. Robiłam patrol z kilkoma innymi wojownikami, ale jak widzisz, ta woda nie nadaje się do absolutnie niczego, nawet do picia. Też popełniłam ten błąd i wbiegłam tam od razu. Nie było przyjemnie, więc wiem, co czujesz. - wzdrygnęła się na wspomnienie bliskiego spotkania z morzem i posłała uśmiech towarzyszce. - Zgaduję, że ty jesteś tu po raz pierwszy?
- Cóż, szukanie ziół w takim miejscu nie należy do najłatwiejszych. Muszę mieć jakieś zapasy na wypadek nagłych zdarzeń, a póki co... moje zaopatrzenie wygląda raczej nędznie. - westchnęła Riley.
Suki spacerowały po plaży, a chłodny piach oblepiał ich mokre od wody łapy, wciskając się między palce. To nie było najprzyjemniejsze uczucie na świecie, jednak nie dało się na to nic poradzić. Wiatr przeczesywał rudą sierść Iris, fale delikatnie uderzały o brzeg. W gruncie rzeczy nie było tu aż tak źle. Chociaż ciecz pełna soli miała smak trucizny, a jej siła potrafiła powalić całkiem sprawnego wojownika, to miejsce było jakąś namiastką natury. Bez natłoku głupich Dwunogów, przepychających się w betonowej dżungli, jaką było miasto.
- Jeśli chcesz, mogę ci pomóc. Wprawdzie nie znam się na medykamentach, więc nie wiem, czy będę bardzo przydatna. - parsknęła. - Ale widziałam sporo roślin na starym dworcu kolejowym, niektóre miały podobny zapach do tych znajdujących się w twoim starym legowisku.
<Riley?>
[340 słów: Rysa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

16 marca 2020

Od Riley

Jak na wiosnę, było zimno w cholerę. Wiało niemiłosiernie i mimo cieplejszych promieni jaskrawej kuli na niebie, można by było stwierdzić, że nadal panuje pora nagich drzew. Jedynie napływ wszelakiego, co zielone, świadczył, że za niedługo miną szare dnie i nastąpi bardziej urodzajny okres.
Riley wstała niemal od razu po przebudzeniu i w sennym geście, rozwarła pyszczek w czynie mającym imitować ziewnięcie. Było to niezmiernie nędzne odwzorowanie tejże czynności, jednak samica nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Myśli krążące jej po łebku bardziej były skupione na czekających ją zadaniach, aniżeliby na tak błahych rzeczach. Na dodatek nie spała zbyt dobrze, więc przez pierwsze kilka chwil była wręcz nieobecna duchem. Ponownie ziewnęła i zaczęła się wygrzebywał z płytkiej gawry, dobrze ukrytej pod cytadelą dębowych korzeni. Gdy tylko dotarli na te tereny, od razu ją sobie przywłaszczyła, ledwo co dostając pozwolenie lidera na zajęcie tejże przestrzeni. O wiele łatwiej byłoby jej opiekować się chorym na ziemi wyścielonej suchą trawą, niż na mokrym i wilgotnym leśnym runie. Rozciągnęła się kilkakrotnie, dobrze naciągając mięśnie łap i objęła spojrzeniem miodowych oczu cały teren ich obozu. Dwa psy wesoło rozmawiając wracały z patrolu, reszta spokojnie odpoczywała skulona pod drzewami lub w niewielkich zagłębieniach. Medyczka odetchnęła głęboko powietrzem, które w najmniejszym stopniu nie przypominało tego, którym oddychała jako szczeniak. Zacisnęła powieki w grymasie niezadowolenia i dopiero po chwili wrócił jej ukochany spokój, tak bardzo teraz potrzebny.
Jako medyk, była bardzo niezadowolona z nagłej przeprowadzki. Nie, nazywajmy rzeczy po imieniu - była niebywale wściekła i niebezpiecznie rozżalona. Każda jej ścieżka w dawnym miejscu zamieszkania została pewnie zatarta a wszystkie jej misternie robione zapasy - zniszczone. Oczywiście, nie da się zaopatrzyć we wszystkie istniejące zioła na długi czas, ale żywot i właściwości niektórych roślin można przedłużyć, zostawiając je na działanie promieni słońca. Tak przygotowane można później zużyć w potrzebie i posiadać, gdzie idąc do lasu z chęcią zerwania - nie natrafisz na najmniejszą woń tejże istoty. Nie znała tych terenów i nie wiedziała, gdzie mogłaby się udać by zdobyć coś, co pomoże jej udzielić prawidłowej pomocy w chwili próby. Cały klan był w trudnym położeniu i oprócz woli przeżycie, nie miał na stan aktualny nic. Ona jednak musiała być przygotowana na każdą ewentualność i z bólem musiała przyznać, że nie jest.
Po prostu ruszyła przed siebie. Nie złapała z żadnym psem kontaktu wzrokowego i wyjątkowo nie przysiadła się do nikogo, aby choćby się przywitać. Uciekła przez gąszcz krzewów i z rozdziawionym psykiem zaczęła truchtać w nieznanym jej kierunku. Czuła, jak po jej łapami roztacza się istny świat po zimowym pogromie, który w porównaniu do ich sfory, świetnie sobie dawał radę. Wyczuwała mało leczniczych roślin... bardzo mało. Bardzo złe tereny i bardzo złe miejsce - miała wrażenie, że dużo zwierzyny tu nie będzie. I ta denerwująca woń istot bez sierści... miała wrażenie, że nie ma kąta, gdzie te niebezpiecznie istoty nie dotarły. Cienie rzucane przez drzewa pomału zmniejszały swoją obecną ilość i niedługo potem medyczka znalazła się na otwartej przestrzeni. Napływ nowych zapachów uderzył w jej nozdrza, niemal doprowadzając do zawrotów głowy. W powietrzu dało się wyczuć sól drażniącą jej język i ciemny nos - szum wibrujący w powietrzu musiał świadczyć o ogromnym wodnym zbiorniku gdzieś w okolicy. Nie chcąc marnować czasu, po prostu pobiegła w tamtą stronę bez najmniejszego wahania. Może i nie był to jej cel podróży - w końcu jakie zioła rosną w pobliżu wody zakażonej tak drażniącym płynem? Ale musiała. Chciała to zobaczyć na własne ślepia.
Piasek był zimny niczym podmuchy wiatru znad ogromnego bezmiaru wody. Drobinki przyczepiały się na opuszki jej łap i sprawiały, że miała wrażenie jakby chodziła po czymś nieznanym. Reczny piasek był bardziej... normalny. Riley fuknęła zaskoczona. Na początku bała się na niego wejść, lecz po kilku sekundach bez obawy maszerowała w stronę wściekłej wody. Tak ogromne jezioro powinno być spokojne, lecz bardziej przypominało rozjuszoną rzekę podczas burzy płynącą przez dawne tereny Flumine. Przez chwilę nie potrafiła uwierzyć w to, co widzi na własne ślepia i dopiero dotyk lodowatej wody morza uświadomił jej, że to nie jest iluzja. Zbiorowisko wody, które po chwili nadeszło, przypomniało jej o tym. Wielka fala uderzyła w drobną medyczkę i zwaliła ją z nóg, spychając wpierw w stronę niewidocznego brzegu a potem znów na wilgotny piach. Wystraszona odepchnęła się tylnymi łapami o dno wyłożone muszlami i kamykami, by po chwili znaleźć się mokra i zdezorientowana z dala od wodnej granicy. Otrzepała się i zapamiętała, by nigdy jej już nie przekraczać bez wyraźnego powodu.
— Chyba weszłaś trochę za głęboko — rozbawiony głos rozniósł się echem po plaży, uświadamiając Riley, że nie jest tu sama — Musisz uważać następnym razem!
Obróciła się i pomału napinając mięśnie, zerknęła na nieznanego przybysza. Bała się ujrzeć kogokolwiek, bo nieważne kogo by spotkała - jej jedynym ratunkiem jest karkołomna ucieczka.
— Jeśli to twój teren lub teren twojej sfory, nie mam zamiaru wam przeszkadzać — powiedziała cicho i cofnęła się niepewnie o jeden krok.
Dobrze wiedziała, że za nią rozciąga się morze, które odcięło by jej ewentualnej drogę ucieczki.
<Ktośku?>
[815 słów: Riley otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]