Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciepła Pleśń × Lekkie Serce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciepła Pleśń × Lekkie Serce. Pokaż wszystkie posty

7 sierpnia 2021

Od Ciepłej Łapy CD Lekkiego Serca

Jest tutaj przeskok jakiś kilku księżyców (miesięcy), bo w ostatnim opowiadaniu trening był świeżo po mianowaniu, a od tego czasu trochę się wydarzyło. Zgromadzenie (na którym Lekkiego nie było), Bitwa z Flumine oraz samotne treningi Ciepłej Łapy.
Trening leciał w swoim własnym tempie. Ciepły musiał przyznać, że po początkowym kręceniu nosem, złapał w końcu odpowiedni rytm. Chociaż został on całkowicie rozbity po bitwie z Flumine. Przespał prawie dwa dni — lekcje w plecy. Następny tydzień był całkowicie nieobecny, mimo że naprawdę starał się całą swoją energię i skupienie włożyć w słowa Lekkiego Serca. Z efektem wychodziło… słabo. Rejestrował dźwięki, to jak jego mentor opisuje mu kolejne ślady zwierząt oraz jak je tropić, ale kiedy tylko był o coś zapytany, całkowicie durniał. Jeśli komuś się wydaje, że było to niepokojące dla otoczenia, a było, to wypada nadmienić, że sam uczeń martwił się tym o wiele bardziej. Poza stresem związanym z wyrzutami sumienia musiał przez to borykać się z opuszczeniem w nauce. Właśnie dlatego pod koniec drugiego tygodnia Lekki w końcu zadecydował: 
— Dzisiaj pójdziemy na patrol. 
Możliwe, że kierowała nim chęć przełamania prawdopodobnego oporu względem patroli po ostatnim razie, a może po prostu uznał ruch za coś przydatnego w tej chwili. Syn Rzepakowej nie miał pojęcia, ale nie zamierzał się w żaden sposób wykłócać. W zasadzie nie czuł, by miał jakiś problem z obchodem terenów. Jego mózg nie połączył ich w żaden sposób z tym, co się wydarzyło. Psy ruszyły truchtem do granicy, a później w jej dłuż. Ciepły myślał chwilę jak ugryźć temat tego, czy to, co zrobił, było dobrym wyborem. Bardzo chciał zapytać o to Serce, który chodził pod tym niebem o wiele dłużej. 
— Lekki… — zaczął, ale przerwało mu wycie bólu. 
Mentor i uczeń podskoczyli jak na komendę. Obaj kojarzyli ten głos. Czarno-biały jednak nie potrafił powiedzieć, do kogo może on należeć. Podążyli w stronę cierpiącego, a kiedy minęli kilka drzew, ich oczom ukazał się Deszczowy Podmuch. Jego łapa utknęła jakby w szczękach wykonanych z dziwnego materiału. 
— Pomocy! — zawył poszkodowany. 
— Deszczowy Podmuchu, spokojnie, już idziemy — uspokoił go Serce. 
W pewnym stopniu podziałało, bo przestał się on szamotać. Widział w ich przybyciu nadzieję i to było najważniejsze. Ciepły jednak nie rozumiał, co oni mogli na to poradzić. Ta rzecz wyglądała strasznie i na pewno rozprawienie się z nią było bardzo trudne. 
— Ciepła Łapo, potrzebujemy kija, jakiegoś solidnego, musi być trochę węższy od nogi Deszczowego, zobacz, żeby się tu zmieścił — poinstruował go mentor. 
Syn Rzepakowej szybko skinął głową i ruszył na poszukiwania. Lekki natomiast został z rannym, w razie gdyby zaczął panikować. Znalezienie odpowiedniego kawałka drewna nie było trudne, ale do tego młody musiał nieco się oddalić. Większość leżących tam patyków była mała, drobna, prosta do złamania. W pewnym momencie jednak zauważył taki, który wydał mu się odpowiedni. Złapał go w zęby, a następnie biegiem wrócił. 
— Mam! — rzucił przez zaciśnięte zęby, a chwilę później położył znalezisko przed Sercem. 
— Świetnie, nada się — stwierdził Lekki. 
Wsunął drewno we wnyki, zaraz obok łapy Deszczowego. Puścił na chwilę kij, by wytłumaczyć reszcie co i jak. 
— Ty siedź i patrz — zwrócił się do Ciepłego, po czym podniósł wzrok na Podmuch — rozchylę to trochę, a gdy tylko dasz radę, wyjmij łapę. 
Instrukcja była jasna i prosta, dlatego oba psy szybko ją zapamiętały — wojownik, by zaraz wykonać, Łapa — by móc wykorzystać to w przyszłości. Bardzo imponowało mu opanowanie mentora w tej chwili. A Serce jak powiedział, tak zrobił. Rozchylił lekko metalowe szczęki, by uwolnić towarzysza, a gdy ten już wyjął kończynę, od razu puścił patyk. Rozległ się nieprzyjemny trzask, patyk się złamał, ale co najważniejsze Deszczowy Podmuch był wolny. Nadal jednak nie wyglądał dobrze. Odrobinę krwawił, a także nie zapomniał przypomnieć: 
— Boli… 
— Zaprowadzimy cię do medyka — zarządził Lekki. 
Ciepły prawdopodobnie jeszcze dwa tygodnie temu sam od razu by to zaproponował, ale przez swoje przygaszenie nawet o tym nie pomyślał. Od razu podparł Deszczowego bokiem i pomógł mu iść, aż dotarli do samego Szarej Skały. Strasznie często ostatnio młody u niego bywał, chociaż nigdy nie w swojej własnej sprawie. 
— Peter? — zaczął, niepewnie wchodząc. 
— Znowu ty? — zdziwił się zawołany.
— Tak.
— Dzisiaj tylko pomógł mi tu przyjść — wyjaśnił Podmuch.
Podkulał jeszcze kilka kroków, a gdy zbliżył się do medyka wystarczająco, pokazał swoją łapę.
—Strasznie zabiegany ten tydzień — mruknął Szary, kręcąc głową. 
Poprosił biedaka głębiej na wolne posłanie, by w spokoju mógł poszukać leków. Łapa podniósł wzrok na chorych. Jagodowa jeszcze spała, Mak chyba zdążył wyjść, a Sowi wpatrywał się teraz w niego swoim przeszywającym wzrokiem.
— Dzień dobry, Sowi Pazurze, jak się czujesz? — zapytał, nieśmiało machając ogonem
— A jak mogę się czuć, do cholery? Jakby mnie pogryzła zgraja wodnych. Czemu nie jesteś na treningu? Mieliście być na patrolu — Widać było, że siły zaczęły mu wracać.
— Jestem, po prostu odprowadzałem rannego. Już wam nie przeszkadzam — poinformował partnera swojej matki Ciepły.
Opuścił zacisze Petera, żeby dalej nie narazić się na jakieś zrzędzenie. Brak ruchu zdecydowanie szkodził zastępcy. Młody miał nadzieję, że wyjdzie on, jak najszybciej się da. Ich liderka była już w dobrej formie, ale to właśnie z Sowim wydawało mu się jakoś bezpieczniej. Może miały na to wpływ ostatnie księżyce, kiedy to on koordynował prawie wszystko? Uczeń nie twierdził, że Pazur byłby liderem idealnym. Zresztą w ogóle nie chciał tego oceniać. Był jednak zdania, że jeśli zastępca się czegoś ważnego podjął, to dawał z siebie dwieście procent. Chociażby tylko po to, by później móc chełpić się swoimi dokonaniami. Patrole też ostatnio stały się tematem dość poważnym. Jak wcześniej robienie ich było ważne, ale nie w sposób stresujący, tak teraz uznane zostały za sprawę życia i śmierci.
— Już — powiadomił Lekkiego, kiedy znalazł się obok.
— W takim razie możemy wracać na patrol — stwierdził mentor.
Tak też zrobili. Ruszyli od miejsca, w którym skończyli. Dokończyli obchód całej granicy z Flumine. A ucznia przez tę całą drogę gryzły niewypowiedziane słowa. Martwił się nieco o reakcję Serca, bał słów nagany. Nie był na nie w żadnym stopniu gotowy. Mimo to, cały czas czuł tylko narastający ucisk, nie miał z kim o tym porozmawiać. Omszona Łapa i Sowi od razu nazwaliby go słabeuszem. Rzepakowa prawdopodobnie powiedziałaby, że zachował się dobrze. Szczeniaków Fenkułowej, chociaż byli jego przyjaciółmi, nie miał co pytać. Byli za młodzi, by zrozumieć jego rozterki.
W końcu wziął głębszy wdech. Wojownik prawdopodobnie czuł od dawna, że próbuje się do tego zebrać.
— Lekkie Serce… — zwrócił jego uwagę, pies stanął i spojrzał na niego — Martwi mnie, że dałem z siebie za mało podczas bitwy. W obie strony. Nie udało rozwiązać mi się tego słowami, a dokonaniami w walce do reszty nawet nie ma mnie co porównywać. Przez to niezdecydowanie… Bez niego mógłbym więcej, mógłbym nie skrzywdzić… Prawdopodobnie zabiłem psa z Flumine, Sowi prawie zginął. Ja… Przepraszam, że zawracam ci tym głowę, ale jako mój mentor myślisz, że źle postąpiłem?
Zamilkł, wsłuchując się w głośne bicie swojego serca. To wyczekiwanie było jak do tej pory najcięższym w jego życiu, a przecież nauczył się już wiele w sprawie cierpliwości.
<Lekkie Serce?>
[1100 słów: Ciepła Łapa otrzymuje 11 punktów doświadczenia i 3 punkty treningu]

1 sierpnia 2021

Od Lekkiego Serca CD Ciepłej Łapy

Przyznam, że spodobał mi się zapał mojego ucznia. Nie dało się ukryć, że dużo wie. Mimo to zawsze dałoby się go nauczyć czegoś więcej. Na przykład pojęcia cierpliwości. 
Właśnie dlatego, pierwszego dnia treningu dałem mu wolne przedpołudnie. Spodziewałem się, że będzie rozczarowany, ale zależało mi, aby zrozumiał, że czasem trzeba odpuścić, odpocząć, skupić się na czymś innym niż trening. Zdaje się, że zrozumiał. 
Z kolei dzisiaj, postanowiłem mu zrobić niespodziankę. Wszedłem do legowiska uczniów i zawołałem go na trening. Wybiegł, w podskokach merdając ogonkiem.
— Co będziemy dzisiaj robić? — spytał radośnie. 
— Wychodzimy na chwilę poza terytorium klanów — uśmiechnąłem się chytrze. — Chcę ci pokazać, jak przetrwać na własną łapę, lecz zgodnie z Kodeksem Wojownika. 
— Naprawdę? — Ucieszył się młody i pobiegł przed siebie. 
Przewróciłem z rozbawieniem oczami. Młodość. Jak ja za nią tęsknię. Kości już nie te. 
Niedawno zacząłem wspominać trening przetrwania z moją mamą i bratem, gdy jeszcze byłem szczeniakiem włóczęgą. Niby nie wnosiło to wiele do mojego życia w klanie, ale to nie znaczy, że nigdy mi nie pomogło. Zawsze dobrze jest znać zwyczaje włóczęgów. 
Dogoniłem Ciepłą Łapę i wyprowadziłem go na tereny Dwunożnych, gdzie się zatrzymaliśmy. Pociągnąłem nosem. 
— Czujesz coś? — spytałem.
— Taki... — zawahał się mój uczeń — ostry, nieprzyjemny zapach. 
— Tak właśnie pachną Potwory Dwunożnych — potwierdziłem — Zaraz wejdziemy na ich teren. Powinna być tuż za rogiem. To taka szara, długa linia, po której się przemieszczają. Staniemy przy niej, a na mój znak przez nią przebiegniemy, zgoda? 
Ciepła Łapa skinął głową, a ja dałem mu znak, abyśmy szli dalej. Po chwili mój uczeń przystanął. 
— Czuję coś jeszcze — stwierdził. — Nie umiem tego określić. 
Również się zatrzymałem i zacząłem wąchać. Sierść stanęła mi dęba. W powietrzu unosił się świeży zapach borsuka. Co on tu robi? Nie powinno ich być tak blisko ludzi. 
Ledwie o tym pomyślałem, usłyszałem cichy szczebiot i zobaczyłem wielkiego borsuka, zmierzającego prosto w naszą stronę. 
— W nogi! — syknąłem do małego i pobiegłem przed siebie, zatrzymując się dopiero przed drogą. 
Przez drogę przebiegał właśnie tabun Potworów, tak, że za nic nie zdołalibyśmy przebiec, nie dając się zmiażdżyć. Ale tuż za nami był borsuk. Szedł powoli, ale nie mogliśmy sobie pozwolić na zwłokę. 
Ciepła Łapa przebierał nerwowo łapkami i ostrożnie wysuwał je na drogę, ale go powstrzymałem. 
— Stój... — mruczałem. — Stój... 
Wreszcie wszystkie Potwory odjechały. Obejrzałem się za siebie na borsuka. Był tuż tuż. 
— Teraz — szczeknąłem do ucznia i pobiegłem ile sił w łapach. Ciepła Łapa dotrzymywał mi kroku. 
W połowie drogi zobaczyłem jasne ślepia Potwora. Wystraszyłem się, ale musiałem dobiec. Ciepła łapa dobiegł już do bezpiecznego brzegu, ale ja wciąż byłem w niebezpieczeństwie. Gdy Potwór był już tuż przy mnie, wykonałem desperacki skok i wylądowałem obok mojego ucznia. 
Obejrzałem się. Za nami znów zaczęły biegać Potwory, uniemożliwiając przejście borsukowi. Bestia mogła poczekać, aż pojawi się wyrwa, ale zwierz tylko parsknął i odszedł. 
— Dobrze — pochwaliłem zdyszany Ciepłą Łapę. — Dałeś radę. Teraz... nauczymy się polować na tych terenach. 
Odprowadziłem ucznia od drogi Potworów, gdzie rzadko kiedy przebywa jakaś zwierzyna i pokazałem mu gołębia. 
Przysiadłem i zacząłem się do niego zbliżać, pilnując, aby nie zdradził mnie zapach i aby zawsze być w ukryciu. Czekałem na coś, co odwróci uwagę ptaka. Usłyszałem, że Dwunożny wychodzi ze swojego gniazda obok. Ptak podniósł głowę i już zaczął rozwijać skrzydła, aby odlecieć, kiedy na niego skoczyłem. Szybko przegryzłem mu gardło i wróciłem do Ciepłej Łapy. 
— Wisisz — wysyczałem przez pióra w pysku. — Musisz zaczekać, aż ofiara straci czujność, skupiając się na nowym czynniku i wtedy zaatakować. Spróbuj. 
Nauczyła mnie tego mama, gdy byłem jeszcze szczeniakiem. Ciepła Łapa, korzystając z mojej techniki, upolował jeszcze wiewiórkę i drozda. Ja, nie chcąc być gorszy, również złapałem jeszcze wiewiórkę i mysz. 
— Pora wracać do obozu — stwierdziłem — Dość już treningu na dzisiaj. Klan będzie zadowolony z naszych łupów.
<Ciepła Łapo?> 
[ 612 słów: Lekkie Serce otrzymuje 6 punktów doświadczenia, Ciepła Łapa 2 punkty treningu]

23 czerwca 2021

Od Ciepłej Łapy do Lekkiego Serca

Księżyce mijały, a im bardziej zbliżał się dzień mianowania szczeniaków Rzepakowej, tym bardziej Ciepłek nie potrafił się go doczekać. Początkowo zajęty samodzielnymi próbami treningów nawet nie zauważył, jak zleciał mu czas. Zmieniło się to około 5 księżyca jego życia, wtedy dni zaczęły ciągnąć się coraz bardziej, a on sam nie potrafił zrozumieć, czemu nie mógł zacząć szkoleń wcześniej. Zarówno od swojej matki jak i, od niedawna, ojczyma wyciągnął masę wiedzy. Nie był na tyle próżny, by stwierdzić, że jest gotowy na zostanie wojownikiem, co nieraz, był pewny, że myślał jego zarozumiały brat. Po cichu jednak nudził się nieco obecną nauką, a jego aspiracje były o wiele większe.
Początkowo nie czuł na sobie aż takiej presji. Wydawało mu się, że tyle, ile z siebie daje, jak najbardziej wystarcza. Sprawy nieco się zmieniły po raz pierwszy podczas incydentu, w którym znalazł z Sowim zwłoki, łudząco przypominające jego brata. Wtedy po raz pierwszy przez myśl przeszło mu „Nie doszłoby do tego, gdybym był silniejszy”. To, że ostatecznie do żadnej tragedii nie doszło, nie zmieniło w żaden sposób jego podejścia.
W przypadku zaginięcia jego siostry było nieco inaczej. W tym wypadku nie wiedział o zagrożeniu. Spadło ono nagle, a on dowiedział się po fakcie. Znał już wtedy uczucie straty, obudziło to w nim wspomnienia oraz bardzo podobną bezsilność. Wiedział, że zawsze już będzie tego stanu dogłębnie nienawidził. Wydarzenia te odróżniał zasadniczy fakt. Pierwsze z nich przeżywał jedynie z Pazurem, który wszelkie odczucia stłumił w sobie. Dzięki temu i szczeniak dość szybko poradził sobie z uporządkowaniem myśli. Przy stracie Żabki przez wiele dni musiał obserwować załamanie swojej matki. Starał się ją wspierać na każdym kroku, kiedy tylko zastępca nie zwracał na niego uwagi. Raz na jakiś czas próbował nawiązać prostą rozmowę, dość nieudolnie złożyć raport z tego, co dzieje się w klanie, ale głównie chodziło o samo przebywanie z nią. Na dłuższą metę odkrył jednak, że bardzo go to męczy. Zorientował się, że właśnie przed tym stanem chciał uchronić go ojczym, jednak nie potrafił odmówić matce pomocy. Tak naprawdę nie miał pojęcia, czy to daje jakiekolwiek efekty, ale sam ze sobą czuł się dzięki temu lepiej. Często nawet godzinna sesja takiego czuwania wysysała z niego siły na resztę dnia. Nie zachwiało to w nim jednak wiary w Rzepakową. Chociaż był nadal bardzo młody, rozumiał, że każdy ma swoje granice, które mogą doprowadzić go do załamania. Tak, to kolejne hasło, które słyszał od Sowiego.
Jako że zarówno liderka Industrii jak i jej zastępca dla Ciepłka pozostali mimo wielu trudności wzorami, młody nie widział nikogo innego jako swojego mentora. Nie myślał o tym wiele, aczkolwiek jakoś podświadomie, to ich właśnie widział w tej roli. Można więc łatwo wyobrazić sobie jego zdziwienie, kiedy Gwiazda słabym, drżącym głosem oznajmiła, że jego mentorem zostanie Lekkie Serce. A Meszka Sowi Pazur?! Przecież ten… ten… Przecież on nawet nie był zainteresowany nauką! Potrafił jedynie łamać przepisy, wychodząc poza tereny Industrii, czego nie zaprzestał nawet po porwaniu Żabki.
Ciepłek kojarzył Lekkie Serce. Widział go kilka razy, ale nie zamienił z nim ani słowa. Za to przemyślał sytuację i nie zamierzał tak od razu go skreślać. Problem był w tym, że nadal kisił w sobie pewną dozę poczucia niesprawiedliwości, bo nie znalazł nikogo, z kim mógłby się podzielić swoimi odczuciami. Teraz gdy jego matka nie była w pełni dyspozycyjna, nie miał odpowiedniej osoby, z którą mógłby się poważnie podzielić swoimi wątpliwościami. Czuł, że zarówno jego ojczym jak i brat całkiem przeinaczyliby jego intencje, a może nawet go wyśmiali.
Na mianowaniu panowała grobowa atmosfera, ale jednocześnie było bardzo formalnie i standardowo. Wszystkim udzielał się nadal depresyjny stan Gwiazdy. Przez całą uroczystość Ciepły obserwował uważnie swojego nowego mentora, jakby dzięki temu mógł ocenić całe jego przeszłe poczynania. Starał się nie podchodzić tym pod natarczywe gapienie, chociaż ktoś postronny mógłby stwierdzić, że przekroczył tę cienką granicę. Przez cały ten patos, nie był w stanie zamienić z Lekkim ani słowa na osobności.
 
Kolejnego dnia miał zacząć się trening. Ciepły pojawił się na polanie przerażająco punktualnie. Prawdopodobnie, gdyby zmierzyć kąt, pod jakim padało słońce, byłaby to dokładnie pora, którą wskazał jego mentor. Szczeniak nieźle się denerwował. Miał oto pierwszy raz zamienić ze swoim nowym autorytetem więcej niż kilka bardzo oficjalnych zdań. Na szczęście nie musiał czekać ani chwili, bo jego nauczyciel już na niego czekał.
— Dzień dobry, Lekki Serce — przywitał się młody, bardzo wyniosłym tonem.
Starszy pies podniósł na niego mądry wzrok.
— Dzień dobry, Ciepła Łapo — odpowiedział, po czym oznajmił — chciałbym dzisiaj przerobić z tobą kodeks wojownika, prawdopodobnie trochę o nim słyszałeś…
Nie zdążył jednak nawet dokończyć zdania, a zbyt nadgorliwy młodzian szybko wyrecytował mu cały, praktycznie bez zająknięcia.
— ...wszystkie cztery klany — zakończył.
Machał ogonem, zadowolony z siebie jak nigdy. W końcu mógł wykorzystać wiedzę w praktyce. A przynajmniej nieco się nią pochwalić. Mina jego mentora była jednak bardziej zamyślona, niż pochwalna.
— Dobrze… — zaczął powoli, po czym zadał pytanie nieco podchwytliwe, by sprawdzić praktyczną znajomość reguł u swojego ucznia. — Co byś zrobił jako wojownik, gdyby Gwiazda zabroniła Ci wychodzić poza tereny naszego klanu, nawet jeśli są neutralne?
— Oczywiście uszanowałbym jej decyzję — rzucił szczeniak bez wahania.
— A co powinieneś zrobić, gdybyś upolował coś na polowaniu i bardzo chciał spróbować zwierzyny? — sprawdził go po raz kolejny.
— Jeśli nie byłoby żadnych rannych, to nie widzę problemu… — zaczął, a po chwili przemyślenia tego dodał — ale grzeczniej byłoby poczekać z posiłkiem na innych.
Wojownik nadal nie dał po sobie żadnego znaku uznania dla tej wiedzy.
— W takim co razie powinien zrobić wojownik, jeśli szczenię naruszyłoby nasze tereny?
Pytanie to z pozoru proste mogło być dość zawiłe przez parę nieścisłości. Nakładało się tutaj kilka punktów wzajemnie się wykluczających. Wojownik nie powinien zostawiać samotnie szczeniaka, a jednocześnie nie może go potraktować jak typowego psa naruszającego granice. Odprowadzenie do domu także nie powinno być tutaj koniecznie dobrym rozwiązaniem, ponieważ przeczyło punktowi drugiemu regulaminu. Biorąc wszelkie za i przeciw Ciepła Łapa stwierdził:
— Wydaje mi się to sytuacją wyjątkową. Jeśli inny klan nie dopilnował swojego szczeniaka i trzeba odprowadzić go do domu, myślę, że można zrobić wyjątek od nieprzekraczania granicy. Bezpieczeństwo malucha i spokój jego rodziców są ważniejsze — wyjaśnił wolno, obserwując czy przypadkiem starszy pies nie da mu mimiką sygnału, że się myli.
Dopiero po tych słowach Lekkie Serce nieco rozpromienił swoje stoickie oblicze.
— Faktycznie dobrze znasz kodeks. Chyba nie mam powodu, by cię dziś dłużej trzymać. Sądziłem, że pojęcie tego zajmie ci nieco dłużej — przyznał w końcu.
— Jak to? — wyrwało się uczniowi, nieco za późno ugryzł się w język.
— Myślę, że jeden dzień wolnego dobrze Ci zrobi, skoro już przed treningiem tak się do niego przykładałeś, a jutro zajmiemy się teorią polowań — zarządził.
Tym razem Ciepłej Łapie udało się zachować swoje myśli dla siebie. A było ich naprawdę sporo. Nie rozumiał, czemu miał tracić czas. Nie wiedział, co powie matce, kiedy wróci. Że jego mentor tak po prostu zwolnił go z całego dnia treningu? Beznadzieja. To na pewno w żaden sposób nie poprawi jej humoru.
Z nieco kwaśną miną zostawił w spokoju wojownika, po czym zajął się ganianiem żab przy jeziorze. Wyglądało to może jak zabawa, ale w rzeczywistości trenował w ten sposób swoją zwinność. Oczywiście żadnemu żyjątku nic się nie stało. Próbował po prostu z każdym susem za nimi nadążyć. Nawet to nie pozwoliło mu na całkowite pogodzenie się z sytuacją. Wrócił do domu cichy, nie mając się za bardzo czym pochwalić, a zmęczony własnym zajęciem szybko usnął. Liczył na to, że następnego dnia dostanie większą dawkę przydatnej wiedzy.
<Lekkie Serce?>
[1223 słowa: Ciepła Łapa otrzymuje 12 Punktów Doświadczenia i 3 Punkty Treningu]