Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pręgowana Skóra × Kasztan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pręgowana Skóra × Kasztan. Pokaż wszystkie posty

28 lutego 2021

Od Kasztana CD Szramy

Nie kojarzył brata Szramy. Sam nie wiedział, co sprawiło, że tak się przed suczką otworzył, ale przynajmniej nie zrobiło się dziwnie czy niekomfortowo. Jeszcze chwilę tak leżeli, trącając się nosami. Czuł, jak suczka się trzęsie i mocno krępował. Domyślał się, że to ze względu na pogodę, jednak dziwnie mu było. W ogóle dziwacznie czuł się z samym faktem bycia pocieszanym, a co dopiero z tym, że nagle pocieszała go osoba, którą sam przyszedł tu pocieszać. W dodatku trzęsąca się z zimna. W dodatku będąca suczką.
Czuł, że nie powinien tak sobie po prostu tutaj leżeć obok i trącać ją nosem jak ostatni kretyn, ale jakoś pozwolić jej się w siebie wtulić, żeby się ogrzała. Tylko jak to zrobić, żeby nie było niezręcznie? Lubił Szramę i wydawało mu się, że ona nie miała nic specjalnego przeciwko niemu, w końcu, po co miałaby to wszystko mówić i znosić jego obecność. Ale może po prostu nie wiedziała, jak mu powiedzieć, żeby dał jej w końcu spokój i sobie poszedł? Grr, muszę porozmawiać z Jazgotem o trzymaniu jęzora za zębami i poszanowaniu przestrzeni życiowej innych. Może wtedy unikniemy wszyscy takich sytuacji…
Szrama jednak przesunęła się trochę w jego kierunku, więc Kasztan zrobił to samo. Czuł się jak pajac i dziękował w duchu za to, że nikogo nie było w pobliżu, by móc widzieć jego błazenadę. Po możliwie jak najcichszym głębokim wdechu zbliżył się jeszcze bardziej do Szramy, na co ta zrobiła to samo. Cieszył się, że nie widział jej spojrzenia, bo pewnie wyrażałoby głęboki dyskomfort, ale w końcu sama się przysuwała, więc pewnie było jej na tyle zimno, że musiała się przemóc.
W końcu leżeli razem, bliżej niż Kasztan mógłby w ogóle wcześniej pomyśleć. Przez trochę czasu panowała cisza, aż przerwała ją Szrama, opowiadając o tym, jak to wyglądało na początku. Jak Bezgwiezdni się zorganizowali, trafili tu, jak zadecydowali, o swojej przyszłości. Kasztan słuchał, w końcu w tym był najlepszy, a przy tym cały czas pilnował, by Szrama czuła się możliwie najlepiej. Zapewniał ją, że kichnięcia mu nie przeszkadzają i próbował wychwycić wyraz jej pyska. Sam dorzucił od siebie krótką historię o tym, jak sam trafił tu, uprzednio schwytany przez Dwunożnych. Czuł się nieswojo, ale na szczęście Szrama nie wypytywała za bardzo. Po niezwykle błyskotliwej uwadze, że też mógłby nazywać się Szrama, ze względu na wielką bliznę na brzuchu, obiecał sobie, że jeszcze jeden taki durny tekst, a nie odezwie się już nigdy. Na szczęście suczka nie wydawała się zła czy urażona, ale nie mógł być pewien.
Z pierwszym ziewnięciem suczki Kasztan natychmiast przeprosił, że tak się zasiedział i po szybkim pożegnaniu chwycił kości, co by nie zostawiać po sobie śmieci i wrócił do swojego legowiska. Jazgot spał w najlepsze, rozwalony na prawie całe posłanie. Pies położył gdzieś obok resztki posiłku i ułożył się, popychając lekko ucznia, by zrobić sobie miejsce. Tej nocy ciężko było mu zasnąć, każda głupota, którą popełnił, wracała do niego ze zdwojoną siłą, a gdy był już bliski kresu wytrzymałości i zaśnięcia, zaklinał się, że już nigdy nie będzie próbował nikogo pocieszać i w ogóle ograniczy jakiekolwiek kontakty z suczkami.
Następnego dnia oczywiście nie pamiętał już tych postanowień, a pierwszą rzeczą, jaką ujrzał po przebudzeniu, były obgryzione kości. Ich widok automatycznie poprowadził go ku Szramie, co sprawiło, że po raz pierwszy od dawna jego pierwszą myślą z rana nie był Jazgot, strach przed treningiem walki, ani nieżyjąca rodzina. 
Koniec wątku Kasztana i Szramy.
[558 słów: Kasztan otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

14 lutego 2021

Od Szramy CD Kasztana

Klematis kuzynem. Był w ułamku rodziną Kasztana, psa, który do Bezgwiezdnych dołączył dopiero po czasie. Miał rodzinę. Szrama spojrzała na brązowy pysk, próbując go przeobrazić na wzór dawnego lidera najbardziej różnorodnego klanu, jednak nie potrafiła zamienić kędzierzawego futra tym złocistym niczym słodki miód.
Pręgowana suka z Ventusu nigdy nie miała go za słabego, czy płochliwego. Robił, co tylko mógł. Potrafił rozchmurzyć psy jak refleksy na wzburzonej rzece, a teraz, gdy jest potrzebny najbardziej, znów uciekł od problemów. Czy to nie samolubne? Zachował się jak... jak włóczęga, którym w oczach Gwiezdnych byli.
— Takim miało być — odparła smutno, po czym podniosła się do siadu. — Lepszym. Ale czasem mam wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. Jak schronisko, z którego zawsze możesz wyjść, ale nie masz dokąd pójść.
Nagle Szramę zaczęło kręcić w nosie, co skończyło się siarczystym kichnięciem. Nie na Kasztana bynajmniej, a pod własną łapę.
— Przepraszam. Moje futro w tę pogodę jest niewarte nawet mysiego wąsa. — Uśmiechnęła się nieśmiało. Jedno z najbardziej niewychowanych zachowań do przerwania tematu.
By zrzucić z siebie to uczucie „bycia nie na miejscu” otrzepała się, a klapanie temu towarzyszące odbiło się echem od pustych, betonowych ścian. Były martwe w przeciwieństwie do lasu. Kolejne wspomnienie zacieśniające gardło uniemożliwiło Szramie myślenie o jedzeniu.
— Możesz nie kojarzyć Kopczykową Łapę, ale był moim bratem, tutaj, zanim byliśmy Bezgwiezdnymi. Cieszę się, że mogłam was dzięki niemu poznać.
Role się odwróciły i to Szrama pocieszyła Kasztana, dotykając jego bark swoim wilgotnym nosem. Drżała niby z zimna, ale to nerwy. Okłamała swojego psiego znajomego, bowiem głęboko w sercu szczerze żałowała, że poszła wtedy za bratem, zamiast zostać w Wietrznych. Niejednokrotnie próbowała sobie wmówić bliskość i przyjaźń między rodzeństwem, i tę silną więź, lecz odkąd dorosła widziała to jako jednostronne uczucie. Zgubiła się. Nie była ani klanową, ani Bezgwiezdną. Była po prostu szramą tych czasów. 
<Kasztanie?>
[298 słów: Szrama otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

9 lutego 2021

Od Kasztana CD Szramy

Od pewnego czasu Jazgot zaczął się wyjątkowo interesować życiem Kasztana. Choć ten nie znosił mówić o sobie, to zwykle udzielał szybkich, treściwych odpowiedzi i zmieniał temat. Wolał, gdy inni opowiadali, a on mógł słuchać. W pewnym momencie jednak stałym tematem przewijającym się podczas treningów były zajęcia Kasztana. Jazgot wypytywał o to, czy ten się za bardzo nie nudzi, czy nie chciałby może pójść z kimś na spacer albo na polowanie. Z początku pies myślał, że maluch bada sprawę, bo sam chciałby spędzać z nim więcej czasu. To jednak nie było to i choć Kasztan był z tego powodu trochę zawiedziony, to chodziło o znalezienie mu towarzystwa na czas, kiedy Jazgocika nie było obok. Oczywiście gdyby psiak powiedział wprost, że nie chce, aby tamten cały czas szwendał się gdzieś samotnie, to wszystko byłoby znacznie prostsze — wytłumaczyłby mu dobitnie (raz, drugi, dziesiąty), że tak lubi i tak woli. Byłoby po sprawie.
Jazgot zdążył jednakże poznać mentora na tyle, iż wiedział jak się z nim obchodzić. Próbował więc podchodzić do tego od innej strony — zadawał mnóstwo pytań i namawiał na pogadanki, a to z Dymem, a to z Laurencym. Jego starania jednak widocznie nie dawały wystarczających rezultatów, bo ciągle nie chciał przestać. Tego dnia stanęło na Szramie.
— I jak tam poszliśmy, to było super! A potem ciocia Szrama dała nam kaczkę! Ona dobrze poluje, znaczy chyba. Bo jest taka szybka. — Jazgot spojrzał na niego szybko i dodał: — Ty też dobrze polujesz!
— Dziękuję Jazgocie — Kasztan odparł trochę speszony. Nie wiedział, o co chodziło w tym wszystkim, ale malec ewidentnie coś knuł. To była już czwarta historia o cioci Szramie dzisiaj.
Wracali właśnie z treningu skradania. Kiedy znaleźli się w obozie, Kasztan polecił uczniowi, żeby postarał się wykorzystać ostatnio szlifowane umiejętności i wytropić, a potem zakraść się do Mlecza. Sam poszedł po coś do jedzenia ze stosu i po chwyceniu pierwszej lepszej zwierzyny skierował łapy w stronę legowiska. Nie lubił w nim jeść, bo potem wszystko nieznośnie pachniało, ale dzisiaj chciał pomyśleć. I pobyć chwilę samemu.
Treningi z Jazgotem go wykańczały. Nie, że nie miał sił, bo mógłby powalić stos zwierzyn i przebiec rundę po terenach; nie o to chodziło. Powoli przyzwyczajał się już do swojego spokojnego, cichego życia. Minimalne kontakty z innymi psami, co jakiś czas rozmawiał tylko z Klemem i wymienił parę słów z wyjątkowo towarzyskimi Bezgwiezdnymi. A tu nagle od kilku księżyców cały czas do zachodu słońca spędzał, coś tłumacząc, pytając, czy opowiadając jakieś z trudem przywołane anegdotki. Jazgot dostarczał mu już wystarczająco dużo wrażeń, a teraz chciał jeszcze znaleźć mu dodatkowe towarzystwo. Nie, że nie byłoby miło mieć kogoś starszego z kim można porozmawiać czy go posłuchać, ale nakłanianie do tego przez szczeniaka nie należało do najlepszych sposobów na rozpoczęcie przyjaźni. Ale ostatnio stanęło na Szramie. Lubił tę suczkę — nigdy go nie zaczepiała, wydawała się miła i spokojna.
Kiedy Kasztan kończył obgryzać nogę zająca, był już zatopiony w myślach. Nad sobą, nad rodziną, nad klanem, nad Szramą. Właśnie miał się zabierać do kolejnego kawałka mięsa, ale nagle poczuł, iż coś zaciska mu zęby na ogonie. Podskoczył natychmiast i przybrał pozycję bojową, strosząc się i pochylając łeb.
— Ha! Udało mi się! Udało mi się, udało prawda? — wykrzykiwał radośnie Jazgot.
Kasztan spojrzał na niego nieobecnym wzrokiem, po czym otrząsnął się i zaczął zbierać porozrzucane na legowisku i wokół niego części zwierzyny. Pochwalił rozradowanego malucha, ale w myślach klął na Gwiezdnych, że tak bardzo zatopił się w myślach. Jednak troszkę też był dumny z Jazgotu, tak po tatusiowemu. Poradził mu jeszcze, by następnym razem tak szybko nie puszczał zdobyczy i starał się łapać w bardziej strategicznym punkcie. W końcu ogon wyszarpnął mu bardzo szybko.
— Może pójdziesz do cioci Szramy? Widziałem, że eee chyba się źle czuje. Tak jakoś smutno leży.
Kasztan westchnął cicho. Mały był podekscytowany, a oczy tak mu się świeciły, że wojownik nie mógł dłużej się zastanawiać. Przełknął ślinę — zagadywanie nie było jego mocną stroną. Zanim się jednak obejrzał, został delikatnie wypchnięty przez malucha z legowiska. Z połową zająca w pysku zmierzał ku legowisku Szramy. Było w innej części obozu.
Denerwował się. Zaczynanie rozmów, szczególnie z suczkami nie należało do najłatwiejszych zadań. Kiedy tak niepewnie kierował swoje łapy ku nieuniknionej rozmowie przez łeb przebiegła mu myśl, że Jazgot też go w pewien sposób trenuje. Jeszcze parę księżyców temu nie było mowy, aby ktokolwiek namówił go do próby podejścia i pocieszania kogokolwiek. A teraz proszę, odkłada jedzenie i nachyla się nad leżącą suczką, ostrożnie, uważając, by przypadkiem jej nie trącić. Jazgot miał rację, wyglądała na przybitą.
— Wszystko w porządku, Szramo? — powiedział w końcu.
— Jasne. Jest dobrze — odpowiedziała. — Poza epidemią. Jazgot dobrze się czuje?
Wyglądała na niechętną do rozmowy, a przynajmniej Kasztanowi się tak wydawało. Przestąpił z łapy na łapę.
— Tak, udało mu się dziś zakraść do wróbli. No i do mnie. Wydaje się być zadowolony, więc któraś z tych rzeczy to dla niego z pewnością osiągnięcie. Ja obstawiam wróble. — Pies zaśmiał się nerwowo, a w duchu zaczął głośno przeklinać swój brak umiejętności niezbłaźnienia się przy wypowiedzi dłuższej niż trzy słowa. Szrama jednak również się zaśmiała, co dodało mu trochę odwagi.
— Nie wiem, czy dzisiaj już jadłaś, ale przyniosłem zająca, gdybyś miała ochotę — powiedział po chwili i podsunął przyniesioną zwierzynę. Zauważył, że ostatnio rzadko widywał suczkę przy stosie jedzenia. A jeśli sam by tego nie zauważył, to Jazgot przypominał mu, że może jej poszukać i zaprosić na posiłek ostatnio po każdym zachodzie.
— Dziękuję. — Szrama przyjęła korpus i odgryzła kawałek. Kasztan dobrał się do łapy i przez pewien czas panowała cisza, przerywana jedynie szczękiem kłów. Suczka jadła powoli i w czasie, gdy on spałaszował swoją część, na jej kawałku ciągle była przynajmniej połowa mięsa. Nic jednak nie powiedział.
— To miło, że Jazgot nie musi już sam spać. Czasem zapraszałam go do siebie, ale zawsze wracał do swojego legowiska.
— Cieszę się, że mogłem coś dla niego zrobić. To naprawdę wspaniały dzieciak. — Z każdą kolejną wypowiedzią Kasztan czuł, jak robi mu się coraz bardziej gorąco. Trochę z powodu głupoty własnych słów, a trochę dlatego, że robiło się coraz później, a on tu siedział. Czuł się jak rzep przyczepiony do ogona, a zupełnie nie nawykł do tego typu wrażeń.
Rozmowa stoczyła się na epidemię i Leonisa. Choć Kasztan martwił się wszystkim (ale głównie, by Jazgot się nie zaraził), tak jak reszta, to nie mógł pozbyć się delikatnego uczucia ulgi podczas tej rozmowy.
— Miękka nie ma łatwo, dopiero została przywódczynią, a coś takiego — powiedział, ale szybko zorientował się, że nie powinien. Szrama zwiesiła łeb, a jej spojrzenie całkiem przygasło. Kasztan zupełnie nie wiedział, co powinien zrobić. Wiedział, że chodzi o Klema. Szrama wydawała się być z nim blisko, często widywał ich razem. Czuł się dziwnie. Jazgot tak samo przeżywał odejście Korzenia, ale nim ono jakoś specjalnie nie wstrząsnęło. Pewnie, miło było mieć kuzyna obok, ale chyba jeszcze do niego nie dotarło, że już tak nie będzie, ba!, z jego wychodzeniem i kontaktami z pozostałymi klanami prawdopodobnie się już nie zobaczą. A tu raczej nie wpadnie z wizytą.
— Klematis… Ciekawe jak mu się teraz wiedzie. Jest moim kuzynem, wiesz? — zaczął powoli, ale sam nie wiedział, gdzie to dokładnie zmierza. — Nigdy nie miał u nas łatwo. Myślałem… — Psu zachwiał się głos. W uderzeniu serca przegnał przerażenie i powiedział, co mu siedziało we łbie od odejścia Klema. Sam nie wiedział dokładnie, czemu, ale Szrama wyglądała, jakby potrzebowała, żeby coś takiego powiedział: — Myślałem, że tu będzie mu lepiej. Bo wiesz, w końcu tu każdy ma taki nowy start. Myślałem, że dla nas obu to takie lepsze miejsce. Ale chyba jednak nie. Przynajmniej nie dla Klema.
Patrzył teraz w ścianę, chociaż przed oczami miał wspomnienia. Zabawy ze starszymi uczniami, krótkie chwile beztroski. Siostrę, Wodnych, Korzenia. To było tak odległe, nawet on już był odległy. Chyba potrzebował rozmowy. O życiu, rodzinie, o tym wszystkim, co jest teraz, a mogło być przecież zupełnie inne. Ale Kasztan nie należał do psów, które rozmawiają o takich rzeczach. I tak powiedział za dużo. W tym momencie jednak był myślami daleko, daleko we wspomnieniach i jeszcze nie zdawał sobie sprawy, co mu się nawinęło na język.
<Szramo?>
[1326 słów: Kasztan otrzymuje 13 Punktów Doświadczenia]

2 lutego 2021

Od Szramy do Kasztana

Szrama była dziś w nieco dziwnym nastroju, takim melancholijnym. Nie mogła uwierzyć, że Klematis odszedł po tym wszystkim. Był najbliższym jej psem odkąd Okopcona Łapa zginął. W sumie każdy pies wśród Bezgwiezdnych stanowił pewnego rodzaju nową rodzinę, ale Klem... Klem, tak jak ona, wciąż wierzył, w czym nieświadomie podtrzymywał ją na siłę. Teraz nie dość, że jej serce pozostało w Ventusie, to jeszcze jej dusza rozerwana została na pół. Chciała pozostać wierna Gwiezdnym i miała cichą nadzieję, że jej w tym pomogą. Jakiś znak, zrozumienie. Cokolwiek co dodałoby jej odwagi — tego, co zostało zamienione na szramie, zajęcze serce.
Do tego epidemia. Od ostatniego zebrania wiele psów się pochorowało i jakby tego było mało, Laurency zniknął. To było za wiele. Szrama kompletnie nie potrafiła się odnaleźć w nowym porządku, albo raczej nieładzie. Zdarzało jej się robić puste kursy po obozowisku, nie zamieniając z nikim słowa, lub po prostu uśmiechając się nieśmiało. Polowania też nie były najlepsze. Potrafiła wrócić bez zdobyczy, a zgodnie z kodeksem najpierw trzeba wyżywić klan. Nic zatem dziwnego, że czasem zdarzało jej się nie jeść. Nie miała ochoty na posiłki, gdy żołądek wydawał się ciągle ściśnięty.
Zbliżał się wieczór. Długonoga suczka wybrała jakiś cichy kąt i umościła się na starej, zakurzonej poduszce, podwijając łapy pod siebie. Jej nos oparł się o ziemię i westchnęła głęboko. Myśli pognały do Gwiezdnych, wznosząc do nich niemą modlitwę. Zresztą tę samą, co codziennie, jednak tym razem przerwał jej ciepły szczek.
— Wszystko w porządku, Szramo? — usłyszała, a gdy uniosła łeb, ujrzała Kasztana o wichrowej sierści. Wyglądał na nieco niepewnego, sprawiając wrażenie, że chwilę temu jakiś szczeniak zachęcił go do tej sytuacji.
— Jasne. Jest dobrze — odpowiedziała, odwracając wzrok. — Poza epidemią. Jazgot dobrze się czuje? — spytała.
<Kasztanie?>
[281 słów: Szrama otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]