Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jagodowa Mgła × Sowi Pazur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jagodowa Mgła × Sowi Pazur. Pokaż wszystkie posty

17 marca 2021

Od Sowiego Pazura CD Jagodowej Mgły

Sowi Pazur, z jednej strony był zadowolony, że pójdzie na patrol. Może będzie to patrol samotny? Będzie wtedy mógł odpocząć od tych mysich móżdżków. Idealnie. Ach, czemu o tym nie pomyślał kiedy rozmawiał z liderem? Mógł się od razu zgodzić. Jednak no cóż.
 
Nastąpił, ten piękny dzień, w którym miał iść na patrol. Nawet jego humor dorównywał jego doskonałości. Wyciągnął się, po czym ruszył dalej, w stronę wyjścia z obozu. Kiedy już słyszy swoje imię.
— Sowi Pazurze! Zaczekaj! — zawołała jakaś suczka, jednak Sowi Pazur nie rozpoznał od razu, więc obejrzał się za siebie. A jemu oczom ukazała się wredna mała Jagodowa Mysz!
— Co tu robisz? — warknął już niezadowolony.
— Idę z Tobą na patrol — oznajmiła wrednie, sama też chyba niezadowolona.
Lisie łajno! Po prostu super! Czemu on?! Czy Oszroniona Gwiazda to wymyślił? Naprawdę?! Na co on jest skazany?! Jego ideał nie może tyle cierpieć! Uch! No po prostu piękne! Nie dość, że… Dobrze Sowi Pazurze, uspokój się. Będzie dobrze, najwyżej rozszarpiesz ją po drodze. — A więc chodźmy… — powiedział przez zęby wojownik, po czym wychodzi z obozu.
 
Ruszyli więc na owy... głupi patrol. Przynajmniej przez chwile szli w milczeniu. Co było dobre, nie musiał słuchać jej gadania bezsensownego. Kto by chciał tego słuchać? Nikt, no właśnie. On to przynajmniej ma piękny, niski, głęboki, poważny i wspaniały głos. Nie to, co ona, jakiś piskliwy. Phi, on by się wstydził rozmawiać z takim głosem. W końcu jednak jak doszli prawie że na granice z Flumine spojrzał na Jagodową Mysz.
— Nie patrz tak, bo Ci oczy uszami wyjdą — parsknął wrednie, widząc, jak suczka przygląda się miastu.
— A ty nie strzęp tak językiem, bo Ci jeszcze odpadnie — odpowiedziała Jagodowa Mysz.
Przewrócił szybko oczami. Spojrzał na błoto pod nią. A trzeba było przyznać, po tej ulewie, gdzie jeszcze rano była mżawka, pozostało dosyć… dużo błota. A właśnie na owym stali. Co niby nie było takie najgorsze, jednak Sowi Pazur, nie mógł sobie odpuścić zobaczenia Jagodowej Myszy całą w błocie, dlatego spojrzał na tereny Flumine.
— Wolałbym już wracać, już widzę patrol ich — odparł wojownik.
— Nie ma żadnego patrolu, ty ślep- — nie dokończyła, gdy samiec podciął jej łapy, i wywróciła się z impetem na błoto.
Widząc, jak suczka wywraca się już jej jasna sierść, stała się cała brudna, prychnął cichym śmiechem. Mimo tego, iż z drugiej strony, nie miał z czego się śmiać, to i tak według niego, śmiesznie wyglądała. Aż parsknął pod nosem. Chociaż i tak mało rzeczy go rozśmiesza, to prawda. Jednak nawet nie zdążył się obejrzeć, kiedy dostał kopniaka w łapę. Prawie się przewrócił, jednak nadal stał. Warknął na nią. Jego wspaniałe futro… przecież on nie mógł się tak po prostu przewrócić. Spojrzał na nią zabójczym spojrzeniem.
— Nie patrz tak, bo Ci oczy uszami wyjdą — parsknęła wrednie, powtarzając jego słowa.
Karma wraca.
— Przez Ciebie mam brudną łapę — powiedział, mrużąc oczy.
— A ja przez Ciebie jestem cała brudna! — powiedziała niezadowolona, po czym wstaje szybko.
— Trzeba było ustać w miejscu — stwierdził po chwili zastanowienia.
— No ciekawe jak?!
Wzdycha ciężko. Oczywiście wiedział, że ona wiedziała jak, jednak postanowił wytłumaczyć jej jak uczennicy. W końcu się na taką zachowuje, więc czego y tu oczekiwać.
— Panno Jagodo — zaczął wojownik — jak się stoi, to się nie kiwa na boki, i się nie przewraca.
— No oczywiście panie Sowi Pazurze — warknęła, przewracając oczami.
— W końcu okazujesz trochę szacunku, mówiąc do mnie pan.
— Nie, po prostu pokazuję, jaki stary jesteś.
Skrzywił się. Kiedyś był, jak to ona określiła młody i piękny. Teraz to jest tylko piękny. No cóż poradzić? Sama prawda. Chociaż... on nie jest wcale taki stary, to jest młody i piękny, tak bywa Jagodowa Myszo.
— W tym przypadku, jak widać… — urwał, a przynajmniej on sam tego nie urwał, gdyż brudna suczka mu przerwała.
— To Ty jeszcze widzisz?
— Niestety widzę.
W końcu już Sowi Pazur nawet nie czekał na odpowiedź. Dlatego ruszył dalej wzdłuż granicy, a dokładniej bardziej w stronę granicy z Tenebris. Rozglądał się, patrząc oczywiście czy nic się tu nie dzieje. Na szczęście nie. A to pewnie dlatego, iż się go boją. Wszystkie zła tego świata schowały się przed takim wspaniałym wojownikiem jak Sowi Pazur… i brudną Jagodową Myszą. Umyje się po patrolu. Najwyżej przecież powie, że ta nieudacznica się przewróciła, i tak już wyszło. A poza tym, Jagodowe Futro nie wejdzie przecież brudna do obozu. Pewnie pójdzie do stawu, czy coś i wróci ze swoim jasnym futrem. On to ma piękne, ciemne futro. Nie to, co ona, miękkie puchate futro. A do tego jakie długie… No każdy by zazdrościł, a może lepsze określenie, to jest — każdy zazdrości.
Jagodowa Mysz w końcu przyspieszyła, chociaż wojownik nie wiedział dlaczego. Pewnie ona sama też nie wiedziała, a przynajmniej dopóki się nie zatrzymała w bezruchu. Przez sobą mieli osiedla dwunożnych, jednak przy jednym z tych właśnie gniazd były nie za małe zwierzęta. Można powiedzieć, że trochę większe nawet niż sam pies. Sowi Pazur zaniepokoił się. Nie znał tego zwierzęcia, ale za blisko ich one było. Może w lesie, kiedyś je widział, jednak tutaj? Nie za bardzo. Był wielkie, włochate i wyglądało jak przerośnięta świnia… Może nawet coś mu to przypominało. Musiał się zastanowić. Chociaż widząc, iż to nie był sam, były tam dwie przerośnięte świnie, z którego jeden miał kły tak wielkie, że mu z tego obrzydliwego pyska wystawały, ale razem z tymi paskudami były jeszcze dwa mniejsze, które wyglądałby, jakby je dwunożni pomalowali, bo im się tak podobało. Ogólnie dwunożni są dziwni, więc nie zdziwiłby się gdyby tak się stało… Na Gwiezdnych! To dziki! Teraz sobie nasz kochany Sowi Pazur przypomniał, jak one wyglądały. Dawno ich tu nie widział.
— Cofnij się, bez gwałtownych ruchów — warknął cicho do Jagodowej Myszy. 
<Jagodowa Mgło?>
[925 słów: Sowi Pazur otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

9 marca 2021

Od Jagodowej Mgły CD Sowiego Pazura

Póki Sowi Pazur rozmyślał nad swoją przyszłością w postaci jakiejś tam kałuży, Jagodowa Mgła przyglądała się temu dzielnemu wojownikowi. Robiła to z ciekawości, ponieważ tak bardzo chciała zobaczyć glebę. Psiak tylko dalej stał i stał, pogrążony w myślach. Już chyba bardziej zmoknie od dalszego stania w deszczu, niż od wdeptania w kałużę.
— No i? — spytała suczka.
— Co?
— Długo jeszcze?
— A co? Jak ci się tak spieszy, to dalej, droga wolna!
— Mi?! Czy ty myślisz, że tak łatwo ulegnę? Słabo mnie znasz! W tym deszczu mogę nawet spać!
— Spać? Kto ci uwierzy!
Sowi Pazur nic przy tym nie robił, tylko stał, jak zaklęty i gapił się w kałużę. Tymczasem deszcz szybko zamienił się w ulewę, która nawet dla Jagodowej stała się nieznośna.
— Przez ten cały czas już byś dawno skoczył — burknęła.
— Och, doprawdy? To może byś sama to zademonstrowała? — syknął niezadowolony.
— Ja nie potrzebuję, bo, jak już wcześniej wspomniałam, mogę spokojnie siedzieć w deszczu. To ty chcesz uciec do obozu, bo ty, jako dzielny wojownik, boisz się tych parę kropel, które spadły z nieba — powiedziała z drwiną.
— Bo sama się boisz! A ja mam choć trochę rozumu i nie zamierzam tutaj moknąć, w porównaniu do ciebie.
— Tak-tak, a nasza mała psinka tylko gada i gada i nic przy tym nie robi — kontynuowała swoje lekceważące podejście.
Ona chyba naprawdę chciała dostać porządnie w pysk. Jednak Sowi Pazur tego nie zrobił, mimo że bardzo chciał. Co jak co ale był na tyle zdyscyplinowanym samcem, aby nie bić jakiejś głupiej suczki. W końcu wkrótce sama tego pożałuje, jak znów zachoruje i będzie wysłuchiwać długich pouczających lekcji nie tylko od lidera, ale też i od medyka. To dopiero będzie zabawa! Wojownik uśmiechnął się, wyobrażając sobie taką scenkę. To chyba będzie jedna z najlepszych rzeczy, jakie kiedykolwiek widział w swoim życiu.
— Co się cieszysz? Jesteś dumny z tego, że jesteś taką mądralą? — przerwała jego marzenia.
Sowi burknął coś tam do siebie ze złości. Ta chyba doprawdy go prowokuje na takie okropne posunięcie. No cóż, nie ma innego wyjścia. W końcu jeśli nie przeskoczy, to Jagodowa będzie mu to wspominać bez przerwy i jeszcze z gwarancją rozniesie plotki po całym klanie, byle tylko mu uprzykrzyć życie. Sowi Pazur ugiął mocniej wszystkie cztery łapy, pochylił łeb, po czym wybił się najdalej, jak tylko mógł. Jakimś cudem udało mu się przeskoczyć. Zdziwiony, spojrzał za siebie, nie wierząc, że mu się to naprawdę udało. Jednak Jagodowa Mgła patrzyła niezadowolona i ciężko westchnęła.
— Co? Coś nie tak? — spytał oburzony.
— A co, mam cię teraz wychwalać?
— Sama przecież przed chwilą o to prosiłaś!
Jagodowa przewróciła oczami i pokręciła lekko głową.
— Doprawdy, ta kałuża była na tyle mała, że nawet szczenię by przez nie przeskoczyło.
Sowi prychnął. Jednak to nie zmieniło zdanie Jagodowej. Doprawdy, gdyby tylko pomyślał tym swoim niesamowitym rozumem, domyślałby się, że wystarczyłoby po prostu to obejść, skoro nie chce mu się przeskakiwać przez to. Była rozczarowana tym żenującym rozwinięciem. Już lepiej by było, gdyby po prostu wlazł i się ubrudził.
Jagodowa Mgła sama wstała, lecz skierowała się nie w stronę obozu, lecz do najbliższego drzewa. Tak, tam z pewnością nie będzie tak lać! Tak naprawdę nie udała się tutaj dla schronienia, tylko dlatego, że nie lubiła stać w otwartej przestrzeni. Usiadła, zwinęła się w kłębek i przymknęła oczy, zakrywając przy tym pysk ogonem. Udawała, że śpi. Sowi nijak nie odreagował.
— Co, nic nie zrobisz? — spytała.
Odpowiedziała jej cisza. Sowi z kolei tylko jeszcze bardziej się oddalał od niej. Suczka w końcu stała i podążyła za nim zrezygnowana. Półbiegiem, niosąc przy tym w paszczy zioła.
W obozie już czekał na nich lider, który — sądząc po wyrazie pyska — nie był zadowolony z ich wizyty.
— Jagodowa Mgło, Sowi Pazurze, gdzie was niosło przy takiej ulewie? — spytał chłodnie.
— A? Psyoslam ola! — wybełkotała Jagodowa Mgła, trzymając w pysku zioła.
— E, ja? No... Pilnowałem Jagodową M-mysz! — wymamrotał zakłopotany Sowi Pazur. — Oj! T-to znaczy Jagodową Mg-głę! — poprawił. Jeszcze mu brakowało, żeby wleciało za niepoprawne wymówienie imienia. Jagodowa zerknęła na niego krzywo.
— M... — mruknął Oszroniona Gwiazda. — Jagodowa Mgło, dobrze, że masz zioła, ale nie powinnaś wychodzić z obozu od razu po wyleczeniu! Tym bardziej przy takiej pogodzie! TYM razem skończy się na upomnieniu — powiedział lider, zerkając na przemoczoną suczkę.
— A ty, Sowi Pazurze, miałeś zbierać zioła. Czy coś masz? — kontynuował, powoli przenosząc wzrok na wojownika.
— N-nie...
— Dlaczego?
— Bo... Jagodowa mi przeszkadzała!
— Wsale nie! — wtrąciła Jagodowa.
— Właśnie, że tak!
— Nie!
— Taak!
— Wystarczy! — przerwał lider. — Jagodowa Mgło, odnieś proszę te zioła na miejsce i nie przerywaj! Sowi Pazurze, jako że nic dzisiaj nie przyniosłeś, będziesz miał wyznaczony jeszcze jeden patrol na jutro.
— A-ale...
— Bez dyskusji!
Sowi Pazur zamilkł, po czym opuścił ogon i uszy ze smutku. Jagodowa sapnęła cicho i ruszyła ku lęgowisku medyka, aby odnieść tam zioła. Nie lubiła tego wojownika. To egoista i kłamca, który zrobi wszystko dla zysku. Widać, że nie powinno się z takimi rozmawiać, z tego wynikają tylko same problemy. O mały włos, a już by przez niego dostała ładnie od Oszronionej Gwiazdy! Dobrze, że to się skończyło jedynie na upomnieniu. Nie chciała marnować czas na karę, tym bardziej na niesprawiedliwą.
 <Sowi Pazurze?>
[842 słowa: Jagodowa Mgła otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

24 lutego 2021

Od Sowiego Pazura CD Jagodowej Mgły

Czemu wszystkie suczki w tym klanie są takie denerwujące? A do tego śmierdzi chorobą. Najpierw wyrywa go z zamyślenia, a potem jeszcze wymyka się z obozu. Dobrze wiedział, że lider jej nie pozwolił, po prostu nie chciał mówić. Milczenie to złoto. Nad czym się zamyślał wojownik? Nie nad czymś konkretnym, prędzej o tym, jaki to jest wspaniały. Zanim jeszcze Jagoda do niego podeszła… właściwie jak ona się nazywa? Już zdążył zapomnieć. Wiedział, tylko że Jagoda, ale jaka? Denerwująca? Oszroniona Gwiazda nie dałby jej tego, jednak pasowałoby. Denerwująca Jagoda? Jednak nie pasuje, bo ona jest… jak jej było? Jagodowe Serce? Nie to było coś na M. Jagodowy Mróz? Raczej nie. Jagodowa Mysz? O! Idealnie pasuje. Po chwili zastanowienia olśniło go. Oszroniona Gwiazda zwracał się do niej Jagodowa Mgło. Zepsuł mu marzenia. Co prawda to on zapomniał, ale uznajmy, że to on zepsuł jego marzenia. Wszystko by wyszło gdyby nie ten wścibski lider. Sowi Pazur i tak uważał, że powinna się jeszcze nazywać Jagodowa Łapa, jej mentor jak widać, nie umie trenować uczniów, za to on jest wspaniałym mentorem. No ba! Przecież on ogólnie jest wspaniały, mądry, i najważniejsze, piękny, cud. Chodzący ideał. Nie potrzeba niczego więcej. To po prostu Kropelkowa Łapa jest słabą uczennicą. Co się dziwić? Za energiczna, i taka dziwne ogólnie, a przynajmniej we wspaniałej, prawdziwej, jednej, niepowtarzalnej, pięknej, najważniejszej i cudownej opinii Sowiego Pazura.
Niestety, jednak już były dawno ciemne chmury na niebie, a do tego jej udało się znaleźć aż piętnaście ziół. Phi! Też mi coś, przecież on też tak umie, znaczy, potrafi znaleźć. Oczywiście, przecież nie jest jakimś szczeniakiem. Chociaż bał się, że zacznie padać deszcz. Jego piękne futerko ucierpi. Ono na to przecież nie zasługuje. Fatalna sprawa. Spojrzał na Jagodową Mysz, również znaną jako Jagodową Mgłę. Była z siebie dumna, było widać to po niej. Przyniosła tylko zioła, a ona się cieszy, jakby sama borsuka zabiła, lub przepędziła, na to samo wychodzi.
— To są zwykłe zioła — parsknął wrednie, przewracając oczami.
— Sam byś tyle nie zabrał! — syknęła dosyć donośne, jak na… siebie?
Chociaż i tak suczka wydaje się miła, to nie jest, i nie stara się nawet tego ukrywać. Ona po prostu jest taka jakaś pewna siebie, z tego co widać. Co mu się nie podobało.
— Ja bym tyle nie zabrał? Pf! Nie wiesz, z kim rozmawiasz — powiedział oczywiście ciągle tym swoim poważnym głosem.
Zanim suczka zdążyła odpowiedzieć, na jej nos spada pierwsza kropla z deszczu. Sowi Pazur spogląda na niebo, ta, zaczyna padać. A tak dobrze było. Spojrzał ponownie na Jagódkę. Była wyraźnie niezadowolona z tego powodu. Nie można było się dziwić. Wzdycha cicho, a na ziemię spadało coraz więcej kropel. Rozgląda się po jeziorze, również błagając w myślach Gwiezdnych, aby nie było burzy. Co prawda, Gwiezdni są tak samo wspaniali jak on, ale on jeszcze nie dostał jakiś nadzwyczajnych mocy poza wyglądu oraz umiejętności. Również dostrzegł jak na malutkie roślinki — przebiśniegi, mocno biją krople po ich płatkach. Zapowiadało się na ulewę.
— Głupi deszcz! — syknęła wojowniczka, ewidentnie nie zwracając się bezpośrednio do deszczu.
— Kochaj deszcz… — nie zdążył nawet dokończyć, kiedy suczka mu przerwała.
— Bo?
— Tylko on na Ciebie leci. — Przewrócił oczami, oraz odwracając wzrok z już mokrej suczki.
Wypadałoby znaleźć jakieś schronienie, a po co? Aby jego futro nie było już zaraz całe mokre. Ona niech sobie moknie. On jest ważniejszy, jednak z drugiej strony… niedawno co dopiero była leczona, dlatego jak się znowu rozchoruje, to będzie mieć jakiś dowód na to, że wyszła bez pozwalania, albo dostanie burę za to, że jej nie odesłał. Wolał jednak nie dostać bury, ale jak ona nie będzie chciała za nim iść, to już nie będzie jego wina. Co zrobi Sowi Pazur? Oczywiście ruszył w stronę magazynu, a przynajmniej dopóki nie usłyszał drwiącego głosu Jagodowej Mgły.
— Już tchórzysz? Przed chwilą mówiłeś, abym kochała deszcz — parsknęła. Ona naprawdę chyba chce go denerwować, nie to, że wszyscy tego nie robią. Odwrócił pysk w jej stronę.
— Ja przynajmniej jak widać, mam jakiś rozum.
— Boisz się!
— Czy ja wyglądam, jakbym się bał?
Co prawda, już jego puchate futro, teraz przylegało mu prawie do skóry, to i tak zachowywał powagę. Co na pewno nie było przyjemne, wolał jak jego piękne, puszyste, wspaniałe, lśniące futro wraz z nim się poruszało, a nie. Przykleiło się, a do tego już nawet miał wrażenie, że coraz bardziej mu uszy opadają, ciężkie były. Na pewno Jagoda też czuła, że coraz bardziej jej futro robi się mokre, i ciężkie.
— Wyglądasz jak szczur — stwierdziła po chwili Jagodowa Mgła.
— Ty nie lepiej — stwierdził również szybko.
Wypadałoby tutaj też określić jakieś zasady. Na pewno jego pierwsza i druga zasada się tu przyda, ale reszta, jest pod względem co do psa. Nie każdy potrzebuje tych dodatkowych zasad. Wywraca ponownie oczami i rusza znowu w stronę obozu, jednak widząc kałużę przed sobą, już mu się odechciało. Deszcz bardzo szybko zaczął padać. Najpierw go nie było, a potem pojawił się znikąd. Spojrzał ponownie na Jagodową Mgłę, która patrzyła na niego, jak rezygnuje przez kałużę.
— No i co? Nagle taki odważny? — prychnęła lekceważąco.
— Nie jestem świnią, aby taplać się w błocie, no, chyba że chcesz zaprezentować. — Przewrócił oczami ponownie, pokazując na ową kałużę. Już to widzi, jak próbuje przez to przejść, no jasne.
— Po prostu nie umiesz — naśladowała go suczka, co go trochę zdenerwowało.
On nie da rady? On by dał radę, gdyby mu się chciało. Jednak nie chce być jeszcze bardziej mokry, a tym bardziej, kiedy tu jest tak brudno. Ble! Sowi Pazur, i jego futerko na to nie zasługuje. Kto wymyślił to? Przez kłótnię z nią, nie zauważył kiedy minęło tyle cennych chwil, w których mógł zrobić tyle rzeczy. Ale nie, on musiał pójść po jakieś zioła, z chorą wojowniczką. No pięknie, tego brakowało. Syknął pod nosem przekleństwa, oczywiście tak — aby Jagodowa Mgła tego nie usłyszała. Najchętniej to by ją wyzywał od wszystkiego, co najgorsze, jednak próbował się powstrzymywać. Co go ratowało, od jej rozszarpania. Co prawda, jeszcze mógłby się wywrócić na błocie, próbując ją złapać. Nie jest najszybszy, to trzeba przyznać. Dlatego też próba jej zabicia wychodziła z jego puli, co może zrobić. Również co by inni pomyśleli? Sowi Pazur zabójca? Aż tak to może nie… dlatego też opinia innych jest cenna. A tym bardziej pozytywna, ach! Chociaż wszyscy wiemy, że opinia Sowiego Pazura jest najważniejsza, najlepsza i wszystko, co najlepsze. Jednak jak ktoś go chwali, to przynajmniej ktoś ma mu to odwagę powiedzieć. 
<Jagodowa Mgło?>
[1051 słów: Sowi Pazur otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

23 lutego 2021

Od Jagodowej Mgły do Sowiego Pazura

 Kolejny żmudny dzień. Tym razem nie było jeszcze żadnych patroli, w których Jagodowa Mgła miała uczestniczyć i to ją cieszyło. W końcu miała spokój i mogła zając się sobą. No... prawie. Po ostatnim polowaniu nagle zachorowała i teraz musiała się męczyć. Słyszała niedawno o jakimś wirusie i jego objawach i teraz była pewna, że go złapała. Pięknie! Żadnych patroli, a już ma zrujnowany dzień! Warknęła, po czym wyszła z pudła, rozglądając się za medykiem.
Wkrótce go znalazła. Ten siedział sobie spokojnie w swoim miejscu, przebierając zioła.
— Khe-khe! — kaszlnęła głośno, odchylając głowę w bok i zasłaniając łapą pysk. Dziś nie najlepiej się czuła. — Ej Szkarłatny Bluszczu, chyba mnie dopadła jakaś zaraza i ten... możesz to wyleczyć? — spytała lekko ochrypłym głosem.
Ciemny pies zerknął na nią.
— A ty to kto? Nie kojarzę cię — odparł medyk.
— A co? Leczysz tylko wybranych?
— Tak tylko pytam... Poza tym odpowiadanie pytaniem na pytanie nie jest uprzejme — mruknął niezadowolony.
— Nie pouczaj mnie! Khe! Nie jesteś od tego!
Pies nic nie odpowiedział, tylko podszedł z niechęcią do pacjentki i zbadał ją. Następnie ponownie odszedł w kąt, tym razem szykując odpowiednie zioła. Ich aromat rozniósł się po całym lęgowisku. Jagodowa mruknęła. Strasznie nie lubiła ten okropny zapach.
— To co, dalej będziesz tak milczeć? — odezwał się Szkarłatny Bluszcz, wciąż przygotowując mieszankę.
— Czego jeszcze?
— Pytanie!
— Ugh, czy to takie ważne?! — warknęła, ale wkrótce pożałowała, bo wkrótce dopadł ją okropny kaszel. — Jagodowa Mgła. Długo jeszcze?
— Masz i jedz!
Suczka wzięła posłusznie gotową mieszankę i przeżuła wszystko. Smak może i nie należał do najlepszych, ale dało się to jakoś znieść. Po zakończonym leczeniu wyszła bez słowa. Teraz należał jej się odpoczynek.
 
Położyła się na swoim lęgowisku i przymknęła nieco oczy. Nudy. Zazwyczaj w takiej sytuacji po prostu o czymś myślała, ale teraz nic nie przychodziło jej do głowy. O czym ma niby myśleć, jak dokucza jej ta przeklęta choroba? Szkoda, że zioła nie działają od razu.
Wstała i otrzęsła się. Rzuciła okiem na wyjście z obozu. Tam sobie siedział samotnie inny ciemny pies. Może rozmowa z nim polepszy jej humor? Ruszyła powolnym krokiem w jego stronę, po czym doskoczyła do niego.
— A-BUU! — wykrzyknęła. Małe szczeniacze wygłupy jeszcze nikomu nie zaszkodziły.
— Gah! — wrzasnął zaskoczony.
Jagodowa Mgła uśmiechnęła się.
— Hah, taki groźny a taki tchórzliwy! — odparła radosna, podchodząc i siadając z boku. Temu psu, który tak naprawdę był Sowim Pazurem, wcale nie było do śmiechu.
— Tyle księżyców, a zachowujesz się gorzej, niż większość szczeniaków! — burknął z surową miną.
Uśmiech na pysku chorej zniknął momentalnie.
— A ty jesteś nudniejszy, niż liderzy na zgromadzeniu. — Następnie kaszlnęła nieco.
— No proszę, nie dość, że duża, to jeszcze i chora. Nie wstyd ci?
— Lepiej przyznaj się, że jesteś tchórzem!
— Nie jestem żadnym tchórzem! Po prostu byłem zasko...
— Ta-ta, już się tłumacz — przerwała szyderczym tonem, jakby kpiąc z niego.
Sowi Pazur warknął coś do siebie pod nosem.
— A co to takiego? — nagle czyjś głos w ich stronę się odezwał. To był Oszroniona Gwiazda.
— Hm? — mruknęli obaj, a Jagodowa Mgła doskoczyła nieco w bok, żeby nikt nie pomyślał, że to ona dokuczała wojownikowi.
— Sowi Pazurze, czy ty przypadkiem nie miałeś iść zbierać zioła?
— Ja... no... ten... Tylko na chwilkę, bo czegoś zapomniałem — wymamrotał.
— Nie powinieneś lekceważyć swoich obowiązków! Wiesz, czym to się kończy!
— Ja... już idę — powiedział Sowi Pazur, po czym wstał i ruszył zrezygnowany ku wyjściu, choć w głębi duszy się cieszył.
— Jagodowa Mgło, nie powinnaś tutaj tak stać, lepiej idź i odpocznij — upomniał ją lider.
Tymczasem Jagodowa Mgła mruknęła niezrozumiale. Po chwili odetchnęła z ulgą, ciesząc się, że nie chodziło o te wygłupy. Mimo tego czuła, że tego było mało.
— D-dobrze — odezwała się, po czym zrobiła parę kroków w głąb obozu, udając, że idzie się udać na odpoczynek. Kiedy dostrzegła, że lider odszedł na tyle daleko, że ją nie zauważy, ruszyła migiem ku wyjściu.
Wkrótce znalazła Sowiego Pazura, który zmierzał w stronę jeziora.
— He-ej! — odezwała się, podbiegając do niego.
— A? Co ty tutaj robisz?
— A przyszłam, by pomóc ci w zbieraniu tych ziółek.
— Eee... Przecież ty jesteś chora.
— Lider mnie puścił.
— Kłamiesz! Wracaj natychmia...
— To jego rozkaz i nie będę postępować przeciwko niemu!
Sowi Pazur ucichł, po czym kontynuował spacer, nie zwracając uwagi na jego towarzyszkę. Jagodowej Mgle to niezbyt się spodobało i podążała za nim. On dalej milczał. Przez chwilkę szli sobie tak w ciszy, aż w końcu Jagodowa nie wytrzymała.
— Ej, Sowi Pazurze, tak? — zagaiła. — Co powiesz na drobny turniej w zbieraniu ziół? Kto zbierze najwięcej, ten wygrywa!
Nie czekając na odpowiedź, pacnęła łapą jego prawy bok i pobiegła w stronę jeziora. Następnie rozejrzała się i węszyła, przypominając przy okazji zapach tych ziół, którymi medyk ją dzisiaj leczył. Była daleko od brzegu i skupiała się na trawie. Jak tylko zauważała coś podobnego, podbiegała do tej rośliny, po czym wyrywała z ziemi. Kto wie, jakie jej lecznicze części się przydadzą.
— No co, wchodzisz w to? — ponownie zwróciła się ku Sowiemu Pazurowi.
<Sowi Pazurze?>
[807 słów: Jagodowa Mgła otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia i zostaje wyleczona z choroby]