Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Lisi Wrzask•. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Lisi Wrzask•. Pokaż wszystkie posty

13 listopada 2021

Od Lisiego Wrzasku — zgromadzenie medyków

 Spojrzał na swojego ucznia, musiał z nim iść do zatoczki. Po pierwsze było spotkanie medyków, po drugie nie chciał zawieść Ciemnego Kła, pomimo że była w starszyźnie to dalej czuł obowiązek duży pokazywania innym psom, że ona go dobrze nauczyła, potrzecie i najważniejsze mógł, dzięki temu posłuchać od innych psów, czy tylko u niego jest tak dziwnie w klanie. Jasna Gwiazda wydawał mu się podejrzany, od kiedy został liderem, a teraz od kilku księżyców jego syn był jego uczniem. Nawet nie mógł pokazać młodszemu, że ma się podporządkować w pełni, bo szybko by się pożegnał z klanem.
— Choć Pajęcza Łapo, pokaż, że krzywdzisz zwierząt, od których masz imię i umiesz szybko chodzić —  powiedział niezadowolony do brązowego. Nie podskakiwał zdaniem czarnego mu, co czyniło go dobrą ofiarą na jego wszystkie chamskie komentarze. Ucznia medyka nie słuchał dalej i wyszedł z legowiska. —  Nie możemy się spóźnić, bycie ostatnim byłoby hańbą.
— To się ścigamy! —  Usłyszał głos ucznia, który podbiegł do niego i zaczął robić zdaniem medyka dziwne rzeczy. Zaczął biegać wokół niego, na co się skrzywił. Musiał przez brązowego zatrzymać się.
— Nie będę się ścigać, znajdź sobie kogoś do biegania. Medyk nie biega, medyk kroczy.

***

Doszli do miejsca spotkań i ku uciesze Lisiego Wrzasku nie byli ostatni. Podczas drogi co prawda miał nadzieje, że jego uczniowi zamknie się pysk. Nie rozumiał słów do końca, że nie będzie się ścigał. On jako dorosły pies nie po to uczył się tyle księżyców, by biegać jak jakiś wojownik.
—  Witajcie —  przywitał się zresztą medyków. —  Pajęcza Łapo, zachowuj się, pamiętaj —  warknął ciszej do ucznia swojego. 
Nie chciał wstydu z jego zachowania. Psy rozmawiały o czymś, nie słuchał ani nie obserwował. Zakładał, że jego uczeń słuchał, gdyby potrzebował informacji. Zaciekawiło go w jego myślach tylko to, jaki sen dostaną. Czy przodkowie dadzą im jakieś szczegółowe informacje? Czy tylko dadzą im szczątkowe informacje? Myślał na ten temat coraz głębiej. Podczas jego rozmyśleń wszyscy się zgromadzili. Zauważył, że większość psów zaczęła iść do zatoczki, więc sam wstał i podążył za nimi. Położyli się i dotknęli nosami wody. Syn Białej Tęczy czekał na sen spokojnie, który po dłuższej chwili pokazał się. Nie widział prawie nic. Po chwili zaczęły spadać kulę ognia, spiął się zaniepokojony. Rozglądał się w poszukiwaniu jakieś informacji, czegoś, co mi pomoże. Ogień zaczął robić krąg wokół niego. Panicznie zaczął rozglądać się. Nie rozumiał, co to miało pokazać, a ogień wydawał mu się prawdziwy. Nie miał dokąd uciec.
Ocknął się, czując walenie swojego serca. Spojrzał po innych, którzy też się budzili. Treść snu była dla niego zagadką, pożar? Śmierć psów? Niebyła to dokładna informacja.

***

Po powrocie do obozu chciał przemyśleć wszystko, tylko musiał coś zrobić najpierw. Musiał pochwalić swojego ucznia, zachowywał się nie najgorzej. Nie zdobił najgorszej zadymy, a by umiał.
— Pajęcza Łapo, nie zasługujesz na ochrzan, więc gratulacje. Pamiętaj, że sny od przodków czasami są dziwne.

[467 słów: Lisi Wrzask otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

8 września 2021

Od Lisiego Wrzasku do Pajęczej Łapy

 Patrzył z niedowierzaniem na swojego niby ucznia, musiał go przyjąć. Nigdy dobrowolnie nie pozwolił na naukę takiego dziwaka, miał dziwne brązowe futro. Jeszcze fakt, że Jasne Serce stał się liderem, dziwił go. Jego matka odeszła z pozycji liderki, głupia. Powinna zginąć podczas walki, a nie oddawać, bo nie. Tyle dobrego, że nie musiał się z nią użerać na stanowisku liderki, mniej interakcji to o wiele lepiej. Nie podobało mu się, tylko że jak będzie odwiedzał Ciemnego Kła, to ją spotka.
— Wstawaj — warknął ostro. Niech gówniarz się uczy od początku, że nie będzie rzygał tęczą w stosunku do niego i nikt go po łapkach nie będzie całował, za to, że lider go lubi. — Trening nie poczeka, a nie mam zamiaru do nocy z tobą siedzieć, by pokazać ci wszystkie zioła, które musisz znać. Mamy ostatnie szanse, by chociaż znaleźć cokolwiek spod liści, więc rusz zadek.
Usłyszał ziewnięcie, obudził się wreszcie. Pająki bywały pożyteczne, a ten, jak na razie taki nie był. Ślepia młodszego się otworzyły po chwili.
— Nie ma sprawy! A co mi pokażesz? Jakieś superowe tajemnicze zioła? Będziemy je zbierać? I co dalej? Suszyć? Jeść? Może wyleczymy jakiegoś chorego? A czemu mamy ostatnią szansę na znalezienie ziół? — powiedział uśmiechnięty uczeń. Skąd ma tyle pytań?! I czemu się nie obraził na jego słowa, dziwak.
— Pokażę ci zioła lecznicze, mamy ich dużo, ale nie wiem, jakie znajdziemy. I nauka o ziołach jest „superowa”, nikt prawie nie wie za dużo o ziołach. Dlatego będę cię uczyć. Muszę. Będziemy je zbierać i przechowywać tutaj. Jak ktoś będzie potrzebował to mu damy, ale ty nie próbuj komukolwiek podawać ziół bez mojej zgody. Rozumiesz? — warknął. Musiał mu jasno przekazać do tego pustego łba by nie zatruł mu nikogo. — A mamy ostatnią szansę, bo mam oczy, liście przykrywają zioła, niedługo będzie zimno i zioła zamarzają. One nie leczą, jakbyś chciał wiedzieć.
— Naprawdę? Czyli to jakaś tajemnica o ziołach? Jesteśmy wybranymi? To taka wyjątkowa tajemnica? I dlaczego mam nie leczyć psów? Po to jesteśmy przecież! — Kolejny natłok pytań wpadł do jego uszu. Ile pytań, on też taki wkurzający był?
— Nie tajemnica, posłuchaj, reszta klanu jest, po to, by walczyć, polować i patrolować. Takie głupie rzeczy, niewarte wielkich umysłów. My jesteśmy od mądrych rzeczy, szybciej się nauczysz walczyć i polować, niż zbierać; podawać zioła oraz leczyć innych. Jesteśmy wyjątkowi. Leczyć ci nie wolno, bo kogoś nam zatrujesz, za niesłuchanie się tej zasady poniesiesz ogromne konsekwencje. — Machnął ogonem. Może ogarnie, że są tymi lepszymi w klanie, a nie gorszymi. Dużo psów uważało, że medycy nic nie robią, łajdaki od głupiej roboty.
— Jesteśmy lepsi od innych?
— Oczywiście, może coś z ciebie wyrośnie. Choć do lasu, znajdziemy coś może. Opowiem ci o kodeksie medyka, najważniejsza zasada polega na tym, że nie wolno ci mieć nikogo ani szczeniaków. Jak będziesz mieć, masz problem u każdego.

<Pajęcza Łapa? Może coś z ciebie wyrośnie>
[462 słowa: Lisi Wrzask otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

29 czerwca 2021

Od Lisiego Wrzasku CD Gniewnego Niedźwiedzia

(okay jestem nierobem, skipik do kilka księżyców wcześniej) 
Czarny medyk był niezadowolony, bardzo niezadowolony. Czemu właściwie? Było mu nieznośnie źle, jesień przyszła, a on wiedział, że niedługo ktoś się pochoruje. Na pewno. Taka pora roku była, a on uczniem medyka nie był pierwszy księżyc. Ba! Miał już od dawna pełne imię wedle niego, a nawet jak nie było to dawno, to mógł się poszczycić, że umiał leczyć dobrze innych. Nie był bezradnym uczniem medyka, który nawet nie wiedział, co zrobić na gorączkę, czy na wymioty. Leczenie takich rzeczy było powoli coraz bardziej dla niego nudne. Tyle dobrego, że psy musiały go prosić o pomoc, a nie on jakiegoś innego medyka. Przecież, by nigdy nie prosił nikogo o pomoc! On sam sobie da radę! Taki miał charakterek, taki nieznośny lekko. Chociaż uważał siebie za jedynego normalnego, a innych za głupków. Spokojnie wyszedł ze swojego legowiska i podszedł do stosu.
Wojownicy mogliby się wziąć do pracy, a nie, że ojoj złamałem sobie pazurka, ratujcie, chyba przez 4 dni nie mogę polować. Dupa, a nie polować — pomyślał wkurzony. Nie miał zbytnio ochoty na ani jedno jedzenie ze stosu, w końcu ci niewdzięczni wojownicy je upolowali i było w ich pyskach. Rozglądał się, myślał, liczył i mocniej myślał, aż w końcu zauważył, że Gniewny Niedźwiedź brał zwierzynę. Nie lubił psa, ba nawet go trochę nienawidził. Może lekka afera by była, gdyby powiedział, że to jego miała być? Może lepiej nie? Nie dzisiaj stwierdził szybko. Zostawi sobie to na inną „okazję”. Uśmiechnął się złośliwie i wziął jakąś zdobycz ze stosu. 
***
Nastał ten dzień. Został pełnoprawnym medykiem. Mógł robić, co chciał i Ciemny Kieł nie mogła mu przeszkodzić. Z drugiej strony już brakowało mu mentorki i jej w legowisku. Lubił ją, a to rzadkość. W końcu nie było drugiego, takiego, fajnego psa w mieście, a na pewno nie w Tenebris. Jego rodzinnym klanie, w którym miał został prawdopodobnie do końca swoich dni. W którym miał wyszkolić kiedyś ucznia, by przekazać wiedzę. Dziwnie się czuł, jak o tym tak rozmyślał. Był ważny, bardzo ważny w klanie. Lepszy od reszty rodzeństwa! Od głupiego Borsuczego Upadku, Srebrnego Pyłu, czy Stokrotkowego Płatka. ON był ważny i bez niego klan by miał problemy z przeżyciem. ON miał wiedzę jak leczyć, oni nie. Miał w sobie z każdym uderzeniem serca coraz bardziej sprzeczne emocje. Polizał swoją sierść na ogonie i wstał. Zgłodniał, a jako że była pora opadających liści wiedział, że musi zjeść, zanim psy niższej rangi zjedzą mu jedzenie. A mu, jeśli chodzi o pokarm i jego gustu nie było łatwo zaspokoić. W głowie przemknął mu swój stary plan na wkurzenie kogoś, a czemu, by nie użyć do tego nowej rangi? Humor mu dopisywał, więc szybko znalazł swoją „ofiarę”. Gniewny Niedźwiedź. Nie lubił psa, a kto wrogiem Liska temu utrudniał życie. Bywa. Zobaczył, że starszy wojownik chciał wziąć jakąś mysz. Postanowił, że zacznie od razu.
— To moja mysz! — wrzasnął, udając zdenerwowanego. — Głodny jestem, oddaj ją!
<Gniewny Niedźwiedź? Jestem leniem ok?>
[476 słów: Lisi Wrzask otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

12 maja 2021

Od Lisiego Wrzasku

 TW: wymioty
Pies siedział w legowisku medyków, czuł się źle. Bardzo źle. Pożałował, że zwątpił w chorobę i to, co robił. Teraz siedział zmęczony, do tego, gdy widział, że chce mu kogoś, przeganiał go. Jednym psem, którego by zaakceptował do pomocy to Ciemny Kieł i to może po awanturze. Podniósł wzrok zmęczony, przedawkował ostatnio zioła, a nie umiał się przyznać, że wziął za dużo. Tylko leżał i się męczył, mógł wstawać z legowiska jeszcze, jednak nie chciało mu się. Podczas swojego leżenia usłyszał czyjś głos, podniósł łeb w stronę wyjścia, mrużąc oczy.
— Czego? — warknął na powitanie. Miał nadzieję, że to nie żaden ranny pies, bo by musiał się kupić.
— Przyniosłam ci i Medykom jedzenie — odpowiedziała mu uczennica. — Nie wygląda pan najlepiej.
Czarny przewrócił oczami, nie rozumiał, czemu psy zwracały mu uwagę, że źle wygląda.
— Wiesz, że medycy umieją chodzić sami? Możemy sobie pójść po jedzenie.
— Medycy? To pan na pewno jest medykiem? Myślałam trochę, że jest pan rannym psem.
— Co?! Jestem medykiem. — Podniósł się niezadowolony. — Nie widzisz?! Piękny jestem jak medyk, mam wiedzę jak medyk więc spadaj. Nie znasz się.
— Skoro jest pan medykiem to, czemu pan nie zje ziół?
— Nie potrzebuję ziół, wyleczę się sam.
— Nie wygląda pan dobrze — odparła — czyli pan nie jest medykiem, skoro nie umie siebie wyleczyć.
— Jestem do cholery jednej, na wszystkich przodków do nędzy jednej. Wziąłem za dużo ostatnio ziół, bo czułem się słabo, a teraz żałuję, ale jestem medykiem! — Podszedł wkurzony do sterty ziół. Zaczął się przyglądać i wziął do pyska trochę nasion pokrzywy na wymioty i kilka nasion maku, by się uspokoić. — Widzisz? Wiem, co robię, to są nasiona maku i nasiona pokrzywy. A teraz spadaj. 
***
Lisi Wrzask leżał zmęczony, przypomniał sobie, jakie to nieprzyjemne uczucie brać zioła na wymioty. Znał swój obowiązek. Musiał wymienić do tego mech, bo jest młodszy z dwójki medyków, a tak strasznie mu się nie chciało. Ledwo nie zasypiał. Wziął głębszy oddech, jeszcze wiedział ze swojego doświadczenia, że musiał iść się napić. Leczenie siebie samego nie było przyjemne, wolał kogoś innego. Nawet wielbił leczenie innych. 
[336 słów: Lisi Wrzask otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

14 kwietnia 2021

Od Lisiego Wrzasku

Patrzę na psy, debilne psy. Potrzebują pomocy o byle gówno. Złamią sobie łapę? Biegną do nas i nagle są mili. Normalnie to na nas plują. Cholerne psy. Nienawidzę ich. Najchętniej bym dał komuś coś złego, nie. Spokojnie Lisi Wrzasku, jak ja nienawidzę tego imienia. Z kilkoma księżycami zdałem sobie sprawę, że to tylko przeszkadza. Wrzask. Nie mogłem być kłem? Pazurem czy innym gównem? Ziewam cicho, spać mi się chce strasznie. Nie mogę jednak iść spać, bo ktoś mi powie, że jestem leniwy, i pewnie powie to jakiś głupek, co nawet nic nie wie na temat bycia medykiem! Gdyby nie my oni by poumierali!
— Lisi Wrzasku — usłyszałem głos jakiegoś psa. — Nie potrzebujesz pomocy z szukaniem ziół?
Patrzę na suczkę, ona jest taka głupia czy nie zna mnie? Nie no, zna mnie. Jest z mojego klanu, chyba.
— Jak ci było na imię? — Mrużę oczy zdenerwowany. Nie znam jej. Denerwuje mnie to.
— Oszroniony Pysk i ponawiam pytanie — odpowiada suczka. Aha. Nie znam jej pyska, a może? Nie tracę czasu na naukę ich pysków.
— Nie, nie potrzebuję — odpowiadam pewnie. — Byś otruła kogoś — dodałem cicho.
— Łaski bez — odpowiedziała cicho. — W takim razie do widzenia.
— Słabego dnia — wołam za siebie. 
***
Rozglądam się, jestem tutaj władcą. Jedynie Ciemny Kieł w tym klanie wie tyle, co ja, władam klanem w pewnym sensie. Wciągam powietrze, pachnie dzikim czosnkiem. Bardzo intensywne i przydatne zioło. Nie wiem, jak psy mogą go nie znajdywać. Na wczesnych lekcjach się o nim nauczyłem. Oni chyba wiedzą tylko, do czego służy patyk i niektórzy może co to kocimiętka. Ach najlepsze zioło. Chętnie bym je brał, tylko no właśnie nie mogę. Dopiero jak mentorka była moja odejdzie do starszych, będę mógł sobie pozwolić „publicznie”. Pewnie wyzywają mnie od ćpunów, jestem ciekawy jak oni przeżyją jak ja bym odszedł mhh tylko jak to oni mówili? Mam w życiu spełniać marzenia? No robię to, mając cel brać kocimiętkę. Mam dawać radość innym, tego nie zrobię, bo radość to maska wściekłości i chęci wrzasku.
[325 słów: Lisi Wrzask otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

17 marca 2021

Od Lisiej Łapy (Lisiego Wrzasku) — zgromadzenie medyków

To ten dzień. Ta chwila. Nikt mi już nie powie, że nie mam władzy w legowisku! Ha! Będę pewnie jakimś Lisim Sercem, Ciemny Kieł wybierze mi pewnie piękne imię! Bardzo ją lubię, więc pewnie sama mnie ładnie nazwie. Chyba że ją ktoś namówi! Jednak nie. Nie powiedziałaby mi o mianowaniu gdyby ktoś ją namówił. Gdyby tylko mnie źle nazwie to nie jej wina. Na pewno będzie to wina Białej Gwiazdy. Podchodzę do kałuży z wodę i patrzę w swoje odbicie.
— Obiecuję sobie, jak coś się złego to będzie wina matki. Nie wina Ciemnego Kła, ona nie jest niczego wina — mówię cicho, spoglądając w swoje odbicie. 
***
Podchodzimy do płycizny. Znowu te same szpetne mordy medyków. Niech ogarną się. Będą mnie dziś podziwiać. Moje piękne mianowanie. Ziewam cicho. Głupki.
— Ja, Ciemny Kieł, medyk klanu Tenebris, wzywam mych przodków, abyście spojrzeli na tego ucznia. On trenował ciężko, aby zrozumieć Kodeks Medyka, i z waszą pomocą on będzie dumnie służyć swojemu klanowi przez wiele księżyców. Lisia Łapo, czy obiecujesz przestrzegać zasad medyka i stać z dala od rywalizacji pomiędzy klanami, aby bronić i pomagać każdemu psu, nawet kosztem swojego życia?
— Obiecuję. — Trzeba, to trzeba, nikt się nie obrazi, jak tego nie zrobię przecież. Słowo złamać zawsze można.
— A więc z mocą Coelum nadaję ci imię medyka. Lisia Łapo, od tego momentu będziesz zwać się Lisim Wrzaskiem. Gwiezdni honorują twoją Siłę i witamy cię jako pełnoprawnego medyka klanu Tenebris. — Ciemna medyczka położyła pysk na moim barku. Muszę ją polizać, fuu. Jednak dobrze, szybko. Liżę bark medyczki. Powinienem ją ugryźć! NAZWAŁA MNIE LISIM WRZASKIEM! Walnę ją! Zrobię jej wszystko, by czuła się źle! Nie! To nie jej wina, spokojnie. Biała Gwiazda ją zmusiła. Zmusiła. Nienawidzę jej. Durna, nienawidzę jej. Zrobię wszystko by umarła. Wraz z moim rodzeństwem. By Medyk, który ma dłuższą edukację, był szybciej mianowany. Prostacy. 
***
No i jestem Lisim Wrzaskiem, nic lepszego mnie nie mogło spotkać, prawda? Jeszcze czuję się gorzej, mogłem ogarnąć się gdy był czas. Jako przedstawiciel psowatych powinienem wyleczyć się, skoro są zioła. Idealnie. Podchodzę do ziół i biorę kilka w pysk. Ohydne są. Jedynym plusem bycia dorosłym jest to, że to ja mogę wyganiać obce psy, a one mnie nie.
— Z wyliczanek już wyrosłem — śmieję się cicho. — Kaszel Ptaszek pierdzi Kwiatek.
Powinienem z tego wyrosnąć, a nie bawię się w rymowanki. 
[381 słów: Lisi Wrzask otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i imię medyka]

9 marca 2021

Od Lisiej Łapy

Trening, jak to możliwe, że psy to lubią? Pomimo że oczywiście, lubię Ciemnego Kła, jednak nie lubię treningów. Chcę być już medykiem! Pełnoprawnym, a nie uczniem. Wtedy psy by mnie szanowały! Mógłbym iść na tereny innych klanów, jako że mam zgodę jak medyk. Ha!
— Lisia Łapo, na co działają Liście Jeżyny? — Patrzy na mnie wyczekująco medyczka.
— Na Gwiezdnych, Łagodzi Obrzęk. Ciemny Kle ja to umiem! — odpowiadam patrząc błagalnie na suczkę. Zrozumieć nie umie, że potrafię.
— Tak? To na co działa Gwiazdnica Pospolita?
— Na zielony kaszel. — Ziewam krótko. — Ale i tak lepiej używać kocimiętki. 
***
Zamiast prosić wszystkich, muszę sam ruszyć tyłek. Po zioła nikt nie pójdzie, a ja zdechnę tutaj bez nich. Świetny czas na bycie medykiem? Wiedziałem, że będę musiał leczyć psy jednak nie w takiej ilości. Gdybym miał wybór, to bym nikogo nie leczył i by przeżyli najsilniejsi. Może bym suczki leczył, bo one by zdechły od razu. Ziewam cicho i podnoszę się z legowiska żwawo. Krótki spacerek, nic mi nie powinno zaszkodzić. A jak tak to zwalę winę na Nocną Furię i zrobię awanturę, jaka szkoda by była gdyby straciła w oczach klanu. W końcu by chorego, biednego ucznia medyka, który niedawno stracił ojca wyciągać na szukanie ziół? To by brzmiało okrutnie z jej strony, a z mojej perfekcyjnie. Dawno manipulacji nie trenowałem, a było tyle okazji. Na treningu nie mogłem tylko, Potworstwo. Jednak nauczyłem się jakichś podstaw walki. Jak bym miał komuś coś zrobić, to muszę się gapić na mordę, a atakować łapy. Głupie, przez to obraz mi się rozmazuje trochę. Tylko ja chcę więcej walki! Zioła to ja już znam na pamięć chyba, kodeks to mogę recytować w nocy. Co ja mam robić w tym życiu? Szukać ziół do reszty dni? Podziękuję. Samic mógłbym znaleźć, jednak kodeks mi zabrania. Debile. Do momentu nieposiadania bachora co im przeszkadza? I tak bym nie chciał być z żadną, bo niewarta. Jednak mógłby, by być milsi. Wychodzę sprawnym skokiem z obozu.
Czuje się gorzej, ale cóż. Wciągam powietrze nosem, pachnie ziołami. Rozglądam się, są zioła! Tylko one … one są po drzewem, zwalonym drzewem. Czy uda mi się przecisnąć? Powinienem, ale jest zawsze szansa, że nie. Szpara nie wydaje się najmniejsza, ale też bardzo duża też nie. 
[366 słów: Lisia Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

5 marca 2021

Od Lisiej Łapy CD Ciemnego Kła

Uśmiecham się. Super! Ja chcę, by ona była moją matką, a nie biała pokraka. Muszę tylko sprężyć się z treningiem, aby ukończyć go szybciej, niż rodzeństwo. Byle matka swojego pupilka nie mianowała szybko. Inaczej obiecuję, przysięgam na moje wierszyki, odetnę sobie łapę.
— To przeniosę mhh Może Drewnianego Pazura i Borsuczą Łapę? Zgadzasz się? — Patrzę na medyczkę błagalnie. Tej dwójki nie cierpię. Ten pierwszy to chory nadal, ziół mi nie starcza na niego, więc pozbyć się nie mogę. Życie mnie nie lubi.
— Dwójka to dwójka, tylko zrób, by przeżyli — odpowiada medyczka. I pięknie! 
***
Szmatka, papka guzik matka chatka, natka, żabska, mam dość rymowańska. Ciężkie to strasznie, jeszcze gdy trzeba uważać na słowa. Podnoszę wzrok na kilku chorych, Mroźna Burza chory znowu, Drewniany Pazur też, Jasne Serce kto tam jeszcze? Srebrna Łapa i ja. Ziół brakuje, jak Ciemny Kieł pochoruje się, to klan ma przechlapane, znaczy co? Będę świetnym medykiem, który na pewno niedługo ukończy swój trening. Pewnie przy najbliższym zgromadzeniu medyków, mianuje mnie jakimś Lisim Sercem. Jak nazwie mnie Lisi Wrzask to śmiesznie będzie, pewnie Biała ha tfu ją przekupi. Da jej możliwość ucieczki z tego przeklętego klanu za nazwanie mnie czymś hańbiącym. Nie dam się. Będę się bił. O moją godność.
— Ciemn yyy Kle? Czemu oni są chorzy? — Kicham cicho. — I ja? Gwiezdni nie mogą przecież brać mnie! Za dobry jestem, muszę być niedługo mianowany! Sama przyznasz, że ta choroba jest okropna. Gdyby Mleczne Oko zachorowała, to dobrze, ale nie my! Masz jakiś pomysł, co im można jeszcze dodawać? Jakąś Pokrzywę? Skąd wiemy, że tylko te zioła, którymi ładnie mówiąc, ĆPAMY ich tym, gdybyśmy poeksperymentowalibyśmy, znaleźlibyśmy inne zioła, może one by nie leczyły, a wstrzymywały rozprzestrzenianie się? — Patrzę na mentorkę. — Choć i tak jestem za wrzuceniem ich do dziur w ziemi i obserwowaniu. Może gdyby nie mieli picia i wody, to by zdrowieli szybciej? Albo podawać niektórych innym klanom, przypadkiem by je znajdowali? — kończę długi dialog i kicham znowu. Muszę się wyleczyć, niech jakiś wojownik pójdzie po zioła. Proszę.
<Ciemny Kle? Twój uczeń jest troszkę dziwny>
[329 słów: Lisia Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

3 marca 2021

Od Lisiej Łapy

Mam serdecznie dość. Czy przodkowie uważają, że mi się nudzi? Że moim marzeniem jest opiekowanie się chorymi? Nie. Nienawidzę ich. Gdybym mógł, to bym przeklął wiarę, ale muszę wierzyć. Inaczej mnie wywalą z klanu, a w sumie. Jak wywalą to co? Poradzę sobie, znajdę sobie grupkę psów o moim poglądach i tyle. Przekładam resztki ziół. Mamy ich tak mało, a tak dużo chorych. Strasznie mało. Niedługo to będę mógł co najwyżej dawać im mak, by nie zdychali z bólu. Sam nie czuję się dobrze, jednak ja wytrzymam. Najwyżej jak mi się pogorszy, to wezmę coś nowego. Poeksperymentuję. Na innych psach, na sobie nigdy. Podnoszę wzrok z ziół, Nocna Furia chory jest. Jako jedyny jest tutaj chyba podobny do mnie z charakteru. Na niego moja wyliczanka trafi?
— Łapa, dupa, sraczka brata, uzdrowimy dziś furiata. — Uśmiecham się wrednie i podnoszę zioła. Jak on padnie, to moja nadzieja w psy padnie. Wierszyki mi wychodzą, ktoś by mógł to przyznać wreszcie. Podchodzę do czarnego psa, który trafił do nas ostatnio. Głupek mógł przyjść wcześniej, a teraz z poważnymi objawami. Nie jest jeszcze najgorzej, ale bywało lepiej.
— Ty, wojowniku od siedmiu boleści. Jedź zioła, bo ci wepchnę do pyska — warczę do niebieskookiego. Lubię mieć władzę, taką absolutną. Gdzie nikt mi nie podskoczy.
— Sam nie jesteś lepszym wojownikiem — warczy pies.
— Bo ja się spełniam, bycie wojownikiem to ślepe wykonywanie poleceń lidera — powarkuję mu wściekle.
— Coś ty powiedział?
— Nie masz psychiki, by wziąć te zioła na raz. — Pokazuję nosem na rośliny. Mam nadzieję, że zadziała. — Inaczej pokażesz, że nie będziesz godnym miana wojownika. 
***
Otwieram oczy zmęczony. Wczoraj trudno było wytłumaczyć temu głupiemu psu, że ma jeść zioła. Przyszła do nas, aż Ciemny Kieł. Przyłożyłbym mu, obiecuję. Chorych się podobno nie bije.
— Jak ta cała Nocna Furia będzie nadal tak się zachowywać, to oberwie, przyrzekam na swoje życie — mówię pod nosem i podnoszę się. Czas na kolejny dzień medyka podczas epidemii. Pewnie jak wczoraj spróbuję leczyć psy, pomóc tym najbardziej chorym, udawać, że wszystko mamy pod kontrolą. Na treningach do tej pory nie doszliśmy do wniosku co to za choroba, ani gorączka, ani zielony czy biały kaszel. Do dodając, że ostatnio na treningu przećwiczyłem walkę, do jestem zmęczony. Może nie fizycznie, a psychicznie.
[365 słów: Lisia Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu, Nocna Furia zostaje wyleczony z choroby]

11 lutego 2021

Od Lisiej Łapy CD Borsuczej Łapy

Czemu? Właśnie, czemu? Czując dziwny dreszcz, pokazuję zęby. Bo jest głupi. Od zawsze tak było. Nie czułem do niego nigdy chęci.
— Czemu? Wytłumaczę ci głupku. — Wciągam powietrze nosem. — Jesteś ulubieńcem cholernej Białej ha fuu, nie nazwę jej Gwiazdą. Bo jesteś durny, śmieciem. Idealne określenie, mocnym śmieciem. Lepiej byłoby, gdybyś znikł kiedyś, a tak to zioła marnuję. Wątpię, że jesteś synem Ciemnej Gwiazdy, pewnie „matka” wzięła cię od dwunogów i wychowuję z litości. Pomyśl, czy ją przypominasz? Nie. Znaczy, jest też możliwość, że matka się puściła z innym psem po boku. — Przyglądam się mu zdenerwowany. — Dlatego byś wyglądał tak, nie wiem, czy twój mały mózg to rozumie. Pewnie nawet byś połowy nazw ziół nie pamiętał. Wątpię. — Macham ogonem niezadowolony. Jak dużo powiedziałem, prawie nigdy tyle nie gadam. Aż dziwne, może chory jestem? Wątpię. Nie czuje się ani źle, ani dobrze, znaczy, umiem rozpoznać swoją chorobę. Alergia na Brata? Możliwe. Jak to ona to wywalę go z legowiska jak najszybciej. Tylko muszę poczekać chwilę, aż będzie czuł się lepiej, jak nie pomyliłem ziół. No cóż, nie chce zbierać trupów jednak jego bym chętnie.
— Zrozumiałeś, co do ciebie powiedziałem czy za trudne? I pamiętaj jedną ważną rzecz, dla mnie nigdy nie byłeś i nie będziesz „bratem”, „matka” nie będzie matką, a „siostry” nimi nie będą. Nie jestem twoją rodziną, rozumiesz? — warczę po chwili dłuższej. Nie byliśmy od dawna sam na sam. Podnoszę tyłek i odchodzę kawałek. — I nigdy cię nie lubiłem, jesteś moim wrogiem numer dwa, pierwszym na zawsze będzie twoja matka. A piśnij coś jej, to przypominam ci, pożałujesz tego mocno, nieważne co byś zrobił. Nie wybaczyłabym ci. Znaczy, nigdy ci niczego nie wybaczę — ziewam cicho i mówię obojętnie. Mało mnie obchodzi, co z nim będzie, może zdychać, może żyć, gdyby uciekł z klanu, to bym się ucieszył. Ze mnie słaby jest przez to pewnie medyk, ale hej! Pomogłem mu, żyje jeszcze. Nie patrzyłem tylko na moją nienawidzić do niego. Ciemny Kieł musi być dumna! Nie jak mentor Syna Białej Tęczy. Podobno Borsuk są dzielne i odważne, no nie widać tego. Lisy są zwinne, szybki i mądre. Idealnie mnie odwzorowują. Chyba chory uczeń coś powiedział, pewnie mnie obraził!
— Coś ty powiedział? Powtórz! I nie odważ się kłamać — mówię najmniej przyjaźnie, jak umiem. Co to za czasy, by uczniom medyka podskakiwać.
<Borsucza Łapo? Przepraszam że tak krótko.>
[378 słów: Lisia Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

8 lutego 2021

Od Lisiej Łapy CD Ciemnego Kła

Przewracam oczami. Co ona tak się denerwuje. Zasłużył.
— Wracamy? — pytam się spokojnie. Co mnie obchodzi śmierć kreta? Niepotrzebnego kreta.
— Wracamy — warczy starsza. Ugryzło ją coś? — Znasz kodeks medyka, mam rację? — naciska na ostatnie słowa. Czy znam? Znam, znam … a może jednak nie?
— Chyba tak, medyk nie może mieć dzieci i inne takie. — Kucam i biorę zioła.
— Trzymaj się tych zasad, inaczej przodkowie się wkurzą — warczy medyczka. Coś jej się stało? Za tego durnego kreta się obraża? KRETA? Gdybym mógł, to bym go sam chętnie zabił. Muszę nauczyć się walki. 
***
Cholerne zgromadzenie. Mam matkę nazywać Białą Gwiazdą? A w życiu. Niech pocałuje mój tyłek, zatańczy w rzece, zje jagody cisu. Wtedy MOŻE ją nazwę. Jeszcze... mój ojciec to był Ciemna Gwiazda! Wydawał się do mnie podobny, jednak nie myślałem, że jesteśmy spokrewnieni. Ciemny Kieł by nie kłamała! Jest super mądra, i wie więcej, niż cały klan oczywiście beze mnie razem wzięty. Zdrajczynią jest i tak, że mnie okłamywała. Jednak czy na pewno Ciemny jest moim ojcem? Matka mogła się puścić z jakimś wodnym czy Ognistym, nawet Bezgwiezdnym. Taka właśnie jest wierna, w końcu, Borsuk umówmy się, nie wyszedłby z takiego psa jak Ciemna Gwiazda.
— Na cholernych gwiezdnych, chorych, moją „rodzinę” czy nie mogę być adoptowany? Tak cholernie bym chciał, moi rodzice mogliby być nawet od Dwunożnych, ale nie ona do cholery. Wstyd mieć taką matkę — warczę pod nosem trochę z nudów. Nie mam do kogo się odezwać, może stworzę sobie przyjaciela! Idealny plan, nie opuści mnie nigdy, nie zdradzi z nikim! Najlepszy pies na świecie byłby wtedy. Tylko jak go nazwać? Wiem! Mamrot! Idealna nazwa dla mojego przyjaciela, taka… fajna.
— Co myślisz, by robić Mamrot? Możemy iść szukać ziół, ochrzaniać inne psy, co byś wolał? — mówię dość obojętnie. — A tak … rozumiem, czyli iść po zioła. To poczekaj chwilkę! Zapytam się Ciemnego Kła, bo wiesz, mam ostatnio problem, dużo chorych psów i ten, nie chcę, by spali ze mną w jednym pomieszczeniu. Myślisz, że moglibyśmy przenieść się do innego pokoju? Albo ich przełożyć? Co ty na to? — pytam się „Mamrota”. Po kilku uderzeniach serca jednak przypominam sobie, że nie odpowie mi nigdy. Szkoda, wyobrażam go sobie jako czarnego dużego psa, który byłby mądry i taki jak ja! Takiego psa jak ja, klan byłby miał idealnego członka. Podnoszę się z mchu i rozglądam się po wyjściu z legowiska za ciemną medyczką. Wszyscy tutaj mają imiona „ciemny”? Ciemna Gwiazda, Ciemny Kieł, no ile tej ciemności można.
— Lisia Łapo, choć, trening poza obozem nasz czeka — mówi spokojnie medyczka.
— Taa dobra, już idę — warczę jednak zły. Gdy tylko ją widzę mam gorszy humor. Idealnie.
— Pokażę ci zapachy, jakie ma, która zwierzyna, praca medyka nie opiera się tylko na leczeniu i szukaniu ziół. Oczywiście to nas główny obowiązek, ale musisz umieć walczyć i polować w razie niebezpieczeństwa — mówi krótki monolog suczka. Wreszcie coś ciekawego! No ile mogłem czekać! Będę mógł bić inne psy dzięki temu.
— Tak, tak, rozumiem. Mam pytanie, dość ważne i istotne, a nawet dwa. Na pewno jestem synem Białego czegoś? I drugie, czy wszyscy chorzy muszą być z nami w jednym legowisku? Nie możemy iść przenieść do żłobka? Jak medycy chorują, to klan ginie! Rozumiesz chyba, co mówię? — Patrzę na medyczkę wyczekująco. Niech się zgodzi! Nie mamy żadnych szczeniaków ostatnio, więc przeniesienie chorych byłoby mądre.
<Ciemny Kle?>
[541 słów: Lisia Łapa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

Od Lisiej Łapy CD Gniewnego Niedźwiedzia

Wchodzę do obozu wściekły. Jak on do cholery mógł tak powiedzieć?! Nazwał mnie gówniarzem, popamięta mnie. Będzie prosił o ratunek z zatwardzeniem. Ha! Błagał nawet. Podnoszę głowę, spokój wreszcie będzie. W legowisku zrobię porządek, Ciemny Kieł poszła szukać jednego zioła. Ostatnio bałagan się w nim zrobił. Sprzątałem wczoraj, strasznie długo mi to zajęło. Niech ktoś popsuję ten bałagan, a nie ręczę za siebie. Zwinnym skokiem doskakuję do wejścia do jamy medyków. Błoga cisza będzie! Wchodzę do legowiska medyków i rozglądam się. Co on tutaj robi?! Gniewny Niedźwiedź! NAJWIĘKSZY DUREŃ, KTÓRY ŻYJE! Patrzę na niego wściekły. Bez mojego pozwolenia nie wolno grzebać w ziołach!
— Co ty do cholery tutaj robisz? WYPAD — warczę do starszego. Co on tutaj robi?!
— Zachowuj się gówniarzu — warczy wojownik.
— Co kodeksu nie znasz? Medyk ma władzę ABSOLUTNĄ w legowisku! — warczę wściekle. Niech wypada stąd. I co on ma w pysku? Jakieś zioła? Nie ma. — Co ty masz w pysku łajdaku? Odkładaj grzecznie, a życie będzie ci milsze. Otrujesz jeszcze kogoś, a winę zwalą na mnie.
— Sam sobie rządź i otruwaj psy, ja wiem w przeciwieństwie do ciebie, co robię — warczy Gniewny Niedźwiedź. Nie no, nie wytrzymam. Nie ma opcji, za chwilę coś mu zrobię, nie ręczę za siebie. Napinam mięśnie i jeżę sierść. Niech nie myśli sobie, że nie umiem walczyć, czy coś.
— Lisia Łapo, chodź! Mieliśmy zbierać zioła, a ty zostawiłeś swoje! — woła Medyczka. Serio? Ona nie może ruszyć tyłka i pójść?
— Upiekło ci się, następnym razem się doigrasz, zrozumiałeś? Wypad teraz szybko — warczę i wychodzę niechętnie z legowiska medyka. 
***
Ja mam dość. Mogę się zabić? Będzie łatwiej. Psy chore, ja nie mam co robić w życiu chyba ostatnio, znaczy, Gwiezdnym się nudziło. Pewnie chcieli zabrać kilka słabych psów do siebie, by nie męczyć mnie, żyjąc z nimi. Strzepuję kawałek śniegu z ucha. Czując ściśnięcie w brzuchu, podnoszę się, głodny jestem. I to jak. Wychodzę jednym skokiem z miejsca spoczynku. Jaki ja głodny, jeny. Podchodzę do sterty zwierzyny powolnym krokiem. O widzę! Taka Ładna mysz, taka pulchna! Zjem ja, będzie taka dobra. Już ją czuję! Widząc, że ktoś, a dokładniej Gniewny Niedźwiedź zabiera mi MOJĄ mysz wbijam pazury w ziemię. Tak nie może być! Jak będzie trzeba, to podrzucę mu zioła na zatwardzenie, już i tak raz podpadł mi! Zrobię to! Na pewno. Podbiegam do wojownika.
— Oddawaj! To moja mysz, pierwszy ją zobaczyłem! — warczę wściekle do starszego. Jak będzie trzeba to będę walczył o tę mysz, zbyt mam na nią ochotę.
<Gniewny Niedźwiedź? Przepraszam za gniota>
[405 słów: Lisia Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

7 lutego 2021

Od Lisiej Łapy CD Mroźnej Burzy

— Kocimiętki? Dobra jest, nie dziwię się im — mówię niechętny. — Czujesz się dobrze? Potrzebujesz ziół? — warczę zły. Nie chcę być „miły”. Jednak muszę udawać. Przy ilu psach muszę być „miły”? Ciemnej … koniec. Długą listę mam. Liderzy, zastępcy, wojownicy i inni nie zasługują.
— Nie Młody, jednak wiesz. Za moich czasów, już później uczniowie medyka dbali o starszych bardzo mocno — mówi starszy. A za moich czasów jest inaczej i polecam zamknąć mordę, bo Jagody Cisu mam, nie powiem mu tak przecież. Pomimo że nie zasługuję na szacunek, to wydaje się równie dziwny co Borsuk.
— Wydajesz się taki jak Borsucza Łapa, taki dziwny. — Strzepuję jakieś dziwne coś z ogona. Może to Mroźna Burza jest ojcem Borsuka? Gdyby połączyć go z Białą to by mógł wyjść „brat”.
— Dziwny? Co masz na myśli? — pyta się starszy. Jak to jaki? Taki. Może to dziwnie brzmi, jednak taki powinien wszystko opisywać. Kolejny punkt, przez który jest podobny do czarno-białego ucznia.
— Taki. Uśmiechnięty, pomocny, „szczęśliwy”, Po co wy nosicie te maski i udajecie? Przecież nie ma sensu. — Ziewam cicho. Nie rozumiem tych psów, głupi są.
— Maski? Przecież trzeba się uśmiechać, całego życia nie będę się krzywić — odpowiedział starszy po chwili milczenia. Dziwak. 
***
Kto jeszcze chory? Borsuk jeszcze dycha, przydałoby się spojrzeć do starszych. Jeżeli ten dureń zaraził starszych, to ma przerąbane. Wyrwę mu ogon, obiecuję. Mroźna Burza nie wydawał się ostatnio chory, wydawał się zdrowy. Jeszcze pytam go, czy on na pewno ojcem Borsuka jest. No nie ma opcji, mój „brat” nie może być synem Ciemnej Gwiazdy. On był dość normalny. Podnoszę się z legowiska i podchodzę do wyjścia.
— Idę sprawdzić co u starszych, mam nadzieję, że chory uczeń nie zaraził nikogo — pierwszą część zdania mówię głośno do medyczki, a drugą część warcząc pod nosem. Idę szybkim krokiem, pora nagich drzew nie jest przyjemna. Ziół mało, dużo chorób. Niestety. Roboty dużo. Jednak może za to, że „dba” o innych Ciemny Kieł mianuje mnie niedługo? W końcu umiem dużo. Rozglądam się po centrum obozu. Biała Kłamczyni zbiera psy na polowanie, ciekawe czemu Mleczna Łamaga jej nie pomaga. A no tak, bo to suczki. Jak będę mieć kiedyś ucznia, to będzie to pies, nie zgodzę się na uczenie suczki. Ogółem suczki powinny być jedynie uczniami, ani rangi więcej. Obracam głowę na boki przełamany i kontynuuję „wędrówkę” do miejsca spoczynku starszych. Niech tylko będzie żywy, niech tylko będzie żywy, Gwiezdni proszę. Nikt więcej nie umrze, będąc moim pacjentem, znaczy, nie umrze przez to, że go nie wyleczyłem odpowiednio. Podanie trujących roślin się nie liczy.
— Mroźna Burzo? Halo! Dychasz jeszcze? — wołam, wchodząc do legowiska starszych. Słysząc kaszlnięcie, a po chwili kichnięcie wzdycham cicho.
— Żyję, Żyję — woła starszy. No cudownie, jeszcze tego mi brakowało. Nie dość, że będę mieć jednego optymistę w legowisku to do tego drugiego, trzeba im znaleźć inne miejsce. Nie będą spać obok mnie.
— Chorujesz, jak widać, wstawaj, trzeba Cię naćpać ziołami. Będziesz zdrowy dzięki temu — warczę do psa i popycham go nosem lekko. 
***
Wzdycham cicho, rumianek i dziki czosnek. Jedyne zioła, które chyba mogą pomóc komuś. Oczywiście oprócz Kocimiętki, ona pomaga na wszystko.
— Dostałeś przed chwilą Rumianek i Dziki Czosnek, powinny ci pomóc. Chcesz Kocimiętkę? Weźmiemy ją razem, ci nie zaszkodzi na pewno — mówię do Mroźnej Burzy. — Będziemy szczęśliwi, zabijemy smutki, wchodzisz w to staruchu?
<Mroźna Burzo?>
[536 słów: Lisia Łapa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

Od Lisiej Łapy CD Borsuczej Łapy

Patrzę na brata wściekły. Dureń. Skończony idiota. Skąd ja znam te słowa? Chyba słyszałem je od jednego psa… dużo to tłumaczy.
— Za kilka dni powinieneś poczuć się lepiej. Jakbyś czuł się gorzej, to przyjdź do nas — mówi Ciemna medyczka. Szkoda, że nie mogłem dać mu Jagód cisu. Spokój by był. Sreberku i Stokrotce też bym mógł dać.
— Coś cię jeszcze boli? — warczę do biało-czarnego brata. Słysząc, że Ciemny Kieł wyszła z legowiska medyków, krzywię się mocno. Miała iść po zioła, bo brakuję nam ostatnio więcej. Jeszcze jak dużo psów zachoruje, to zginą, nie starczy ziół.
— Ni-e — czarno-biały mówi coś pod cicho. Co on mówi? Że jestem głupi?! JA?
— Co ty powiedziałeś? Że JA głupi jestem?! JA? — warczę wściekły na ucznia. Jak on śmiał?!
— Nie-e Nie-e Nie-e. — Robi krok w tył „brat”. — Nic takie-ego nie-e powiedziałem-m, ja-a już może pójdę-ę.
— Wypad! Nie chcę cię widzieć już, a sio! — Wyganiam go ogonem wściekły.
Spokojnie Lisek, nikt ci nic nie zrobi. Nie zasługują na kontakt z tobą, jednak z kim mam mieć? Samotność nie jest taka fajna. Chciałbym, bym mieć brata więcej, może on by był taki jak ja. Odważny, dzielny. Gdyby wdał się w Borsuczka to bym go zabił, nic trudnego… chyba. Podać jagody cisu i koniec. 
***
Śpię w swoim legowisku.
— Lisia Łapo pobudka — mówi niepewnie medyczka. Podnoszę jedną powiekę, Co ona chce? Zdrajczyni. Wybrała stronę matki zamiast mojej. Nie powiedziała mi o tym, że Ciemna Gwiazda był moim ojcem! Skandal. Powinienem wszystko wiedzieć o tym. Rozumiem, że Borsuk nie wiedział, no rozumiem. Stokrotkę i Sreberko też, w końcu to suczki. Gorsza płeć. Jednak mnie! Silnego psa! Czy taki cudowne psy jak ja nie mają własnej nazwie?
— Co? — warczę wściekły.
— Trzeba wstawać, pozbierać zioła, leczyć psy — mówi z nutką ironii medyczka. Podnoszę drugą powiekę i wstaje niechętnie. Dziś najchętniej bym spała cały dzień. Calutki.
— Dobra, dobra, mamy kogoś na zobaczenie kto chory albo martwy? Jak nie to idę na spacer, wrócę w nocy — mówię szybko i podchodzę szybko do wyjścia. Nie powinna zdążyć mi odpowiedzieć. Będzie dobry dzień, jak nie zdąży.
— Mamy chorych. Borsucza Łapa podobno nie czuje się najlepiej, mógłbyś iść do swojego brata i sprawdzić co z nim. Jakby był ciężko chory, to przyprowadź go tutaj — mówi medyczka. No serio? Do niego? Choć chory tyle dobrego. Może zdechnie łaskawie. Nie zobaczę co z nim, nie ma lekko.
— Tak, Tak, sprawdzę. Oczywiście — mamroczę niezadowolony i wychodzę szybko z legowiska. Sprawdzę to może jednak? Ciemny Kieł Ma na razie o mnie dobrą opinię, muszę to podtrzymać. Ziewam cicho. Życie w Ruinach jest super. Nie pada mi nic na łeb. Idealnie. Wchodzę w kilku skokach do legowiska uczniów. O jest ta kupa futra. Żyje. Tyle mnie powinno obchodzić. Podchodzę do niego jeszcze i wciągam powietrze. Pachnie inaczej. Pewnie za długo jestem w legowisku medyków i wszystko mi dziwnie pachnie. Przewracam oczami i obracam się znowu w stronę wyjścia. Spokój! Słysząc kaszel, odwracam się wściekły. CHORY JEST. NIE POWINIEN BYĆ TUTAJ, ZARAZI MNIE! Po chwili słyszę kichnięcie. Nie no chory jest, nie ma opcji. Muszę pogadać z mentorką, gdzie będziemy ich trzymać. Nie ma szans, że będą spać ze mną w jednym legowisku. Podchodzę niepewnie do biało-czarnego ucznia i uderzam go po głowie ogonem.
— Wstawaj śmieciu, idziesz, naćpam cię ziołami i wypadniesz z legowiska medyków szybciej, niż Biała thu Łamaga ze stanowiska lidera. Rozumiesz? Każdy zły krok zwiększa szansę, że zatruję cię jagodami cisu. Powiedzenie tego, co ci powiedziałem przed chwilą, daje ci pewność, że podam ci Jagody Cisu — warczę do jego ucha. Ciekawe jak zareaguje, jako lizus mamusi. Obracam się szybko od niego i idę szybkim krokiem. Słysząc kroki za sobą, uśmiecham się pod nosem. Jak on się boi, żałosne. Powinien być już dawno mianowany na wojownika, jak chce się nazwać moim „bratem”. Ja go tak nie nazwę, w życiu. Nie wymagam, by „siostry” się ogarnęły, w końcu to suki tak? Słabe są na pewno przez to. Poza tym kto wymyślił, że … PŁEĆ INNA NIĆ SAMCE MOGĄ MIEĆ WAŻNE POZYCJE?! Ten klan schodzi na psy, zastępczyni jest samicą. Fuu. Wchodzę skokiem do legowiska medyków.
— Nic nie dotykaj niczego, jeszcze mnie zarazisz. Zrozumiałeś? — warczę, szukając ziół. Czego potrzebuję? Może Rumianek? Tak, ostatnio słyszałem, co mówiła Ciemny Kieł do Białej. Powinien, choć trochę pomóc. Wyjmuję roślinę z magazynu i rzucam mu pod łapy.
— Jedz. To nie truję, nie chce cię zabić w tym uderzeniu serca JESZCZE — mówię, podkreślając ostatnie słowo. Widząc niepewne zachowanie psa. Wzdycham cicho. Mógłbym mu podać jakieś zioła na spanie, spokój by był. — Za chwilę wypad rozumiesz? Chyba że Ciemny Kieł przyjdzie, wtedy chwal mnie.
<Borsuczo Łapo? Masz świetnego brata.>
[765 słów: Lisia Łapa otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia i 3 Punkty Treningu]

21 stycznia 2021

Od Lisiej Łapy — zgromadzenie medyków

To dziś! Macham lekko zdenerwowany ogonem. Ciemny Kieł opowiedziała mi o nim troszkę. Są tam podobno medycy ze wszystkich klanów, i ich uczniowie. Podobno medycy są ponad klanowe granice i ich spory.
— Dziś poznam uczniów medyków z innych klanów i medyków też — mamroczę pod nosem, podnosząc roślinkę. Wrotycz, mentorka opowiadała mi o nim. Ładne są, żółte małe kwiatki. — Mam pytanie, nie pamiętam zbytnio. Na co jest Wrotycz?
— Na kaszel, łagodzi też ból gardła oraz leczy zatrucia i rany. Tylko pamiętaj, go się podaje mało. Inaczej jego skutki nie będą przyjemne — mówi pewnie. Czyli kaszel, jest bardzo przydatna w takim razie. Na razie nie ma żadnej choroby czy epidemii. Mentorka odpowiadała mi o nich.
— Dziękuję, zapomniałem znowu niestety. — Uśmiecham się do medyczki. Ostatnie treningi były dość przyjemne. Nauka o cudownych ziołach! Zioła się cudowne. Szkoda trochę, że nikt nie choruję, nie mam się na kim uczyć! Żałuję. Może powinienem inaczej na to patrzeć? „Na szczęście nikt nie ma problemów zdrowotnych i nie umiera” chyba to tak powinno wyglądać. 
***
Rozglądam się przerażony lekko. Nie mogę się bać, co, by Borsucza Łapa powiedział?! Że jego brat boi się innych medyków! Rozglądam się, dużo tutaj psów. Jeden wygląda na dość młodego, a może ona? Nie wiem.
— Nie bój się, nikt tutaj nie gryzie — mówi lekko uśmiechnięta Ciemny Kieł.
— Wcale się nie boję — odpowiadam suczce. Siadam obok niej na niedaleko innych psów medyków. Medycy zaczynają sobie rozmawiać między sobą, powinienem ich słuchać, jednak nie mam zamiaru. Patrzę znudzony w bok. Jakieś rozmowy o nudnych ziołach. Po co oni sobie zadają retoryczne pytania? „Czy wszystko dobrze u was w klanie?” Nie kurde, powiemy, że jest źle. Klan musi wyglądać na silny, nieważne co się dzieje!
Po długich rozmowach medyków (wcale nie takich długich jednak Liskowi się nudziło) podchodzimy wszyscy razem bliżej Płycizny. Chyba któryś medyk też mówi coś poważnego, nie słucham go. Po co? Nie będę się męczyć, zapamiętując ich imiona.
Patrzę na Ciemnego Kła. Będę oficjalnym uczniem medyka, czy Gwiazdni mnie uznają? Nie jestem idealnym psem … jednak lepszym od wielu innych!
— Lisia Łapo, czy życzysz sobie dostąpić udziału w tajemnicach Coelum jako medyk? — mówi poważnie mentorka. Czy chcę? Oczywiście! Co ona sobie myśli? Że ja przez ten czas co uczyła mnie o ziołach i kodeksie medyka zniechęciłem się? Nie będę uczniem wojownika, musiałbym się brudzić! Fuuu.
— Tak — opowiadam pewnie. Wdech wydech, nie muszę się bać. Coelum mnie oceni, nikt inny nie ma prawa.
— Zatem podejdź. — Podchodzę do ciemnej medyczki. — Wojownicy Klanu Coelum, przedstawiam wam tego ucznia, który wybrał ścieżkę medyka. Obdarzacie go mądrością i wiedzą, żeby rozumiał wasze znaki i uzdrawiał swój klan zgodnie z waszą wolą. Połóż się tutaj i napij się wody z Płycizny. — Kiwam głowę na znak zgody. Będę dzielić sny! Z przodkami! Może mój ojciec jest między nimi wszystkimi? I patrzy na mnie dumny? Kładę się jak wszyscy medycy obok zatoczki i patrzę, co robią. Mam się napić wody, fuuu! Ktoś mógł tutaj zrobić kupę! Jednak ceremonia to ceremonia. Pije trochę wody z zatoczki. Okropieństwo. Patrzę na poczynania reszty medyków. Mam włożyć łapę do wody? Naprawdę? Wkładam niezadowolony łapę do wody i zamykam oczy. Czy dostanę jakiś sen?
Budzę się, gdzie ja jestem? Rozglądam się, co to ma znaczyć? Patrzę na rośliny, dużo ich. Do tego ładne są. Uśmiecham się pod nosem. Czemu rośliny zaczynają gnić? Robię krok w tył. Gniją, wszystkie gniją! Co to ma oznaczać?! Gwiezdni coś do mnie mają?! Przyglądam się przerażony rośliną. Przyglądam się nim, jedna z nich… jest z kamienia? Wciągam powietrze nosem. Pachnie… czymś dziwnym. Nie znam tego zapachu. Ta roślina, ona nie gnije. Jako jedyna nie niszczy się. Gwiezdni, co wy nam chcecie przekazać? Jakaś choroba? Czyjaś śmierć? Podobno to mogą zwiastować sny.
Otwieram oczy przerażony. Co to był za sen? Wszyscy mieli taki sam? Podnoszę się do siadu i rozglądam się. Inni medycy też się budzą. Boje się. Czyżby jedyna rzecz, która mnie przestraszyła do tej pory w życiu!? Okropne uczucie. Do tego jestem bezsilny! Nic nie zrobię! Nie uratuję własnej skóry przed tym „gniciem”. Patrzę na innych medyków. Chyba też są równie zdziwieni co ja. 
***
Idę w kierunku obozu. Co przodkowie od nas chcą? Byłem grzecznym uczniem medyka! Uczę się grzecznie wszystkiego. Do tego miły jestem! Prawda? Zapytam się Stokrotki! A niech tylko odmówi! Znaczy, musi wyrazić swoją opinię.
— Ciemny Kle, co może oznaczać ten sen? Jak mamy go interpretować? — Patrzę na medyczkę.
— Nie wiem. — Rozszerzam oczy. Ona nie wie? Jak?! — Tylko pamiętaj, snem nie możesz się dzielić z nikim.
Kiwam głową na znak zgody. Szkoda, że nie mogę zapytać się nikogo innego co on, by uznał za ten sen. Wchodzę pewnie do obozu. Rozglądam się po obozie, większość psów śpi. Jutro zapytam się o to czy jestem dobrym psem! I tak na pewno odpowiedzą, że tak.
[785 słów: Lisia Łapa otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia i 6 Punktów Treningu]

11 stycznia 2021

Od Lisiej Łapy CD Borsuczej Łapy

Patrzę oburzony na brata. Ja mam się z nim bawić? JA? Z tym słabiakiem? Wolałbym już powiedzieć już do Białej Tęczy „mama” niż bawić się z nim. Słabiak, do tego brzydki i nie umie nic powiedzieć pewnie.
— Nie — mówię zdenerwowany. — Niet biędie się z tiobą bawić, chciej bić wojownikiem! Tio chiańbia, rozumiesl? Bicie medykiem jist jedynie drobieni! — podnoszę zdenerwowany głos na „brata”. Niech spada! Jest głupkiem! Mam nadzieję, że podczas treningu nie będę go spotykać. Jak będę to uciekam, pewnie jest jakaś grupa psów, która, by nie była taka dziwna jak moja „rodzina”. Odwracam się do niego plecami. Nie rozumiem, po co oni wszyscy chcą być „wojownikami”. Jak durna „mama”, niby jest tą całą zastępczynią. Jakim prawem SUCZKA ma wysoką rangę? One powinny maksymalnie zbierać zioła, ale przewodzić innymi? Kto to słyszał? Nawet nie wiem, czy powinny zbierać rośliny, chyba to za trudne dla nich. Tylko też są takie psy, jak Borsuczek, które nie powinny nigdy przewodzić kimkolwiek. Na miejscu Ciemnej Gwiazdy nawet bym go nie mianował na ucznia, nie ma po co marnować na niego czasu.
***
Bycie uczniem medyka jest cudowne! Mogę się uczyć o ziołach, tylko żałuję, że jest Pora Nagich Drzew. Ciemny Kieł mówiła, że jak będzie Pora Nowych Liści, to będzie więcej ziół. Jestem ciekaw jakie wtedy będą. Może jakieś, które mógłbym podać bratu? Może nie, że mi go szkoda, jednak szkoda mi jego mentora. Musi się z nim męczyć, a ten i tak wygląda, jakby nie umiał nic. Na szczęście nie muszę go widywać, chyba że idę po jedzenie. Słysząc kroki za mną obracam głowę. Borsucza Łapa. Niech sobie idzie, nie mam ochoty patrzeć na jego buzię.
— Idź sobie, chyba że mam ci podać mak i będziesz spać jak zabity — warczę do czarno-białego. — Chyba że coś ci jest, wtedy i tak bym się nie ruszyłby ci pomóc! Rozumiesz?! Gdyby nie kodeks medyka, on mi nakazuję pomagać wszystkim. Ratuję takim psom jak ty życie!
Prycham głośno i mierzę go wściekłym spojrzeniem. Teraz dopiero widzę, że ma jakąś zwierzynę w pysku. Co on? Nie wie, że ja pójdę jak trzeba po jedzenie dla mnie i mentorki? Poza tym nie lubię gryzoni, są ohydne. Jednak jak trzeba to zjem go. Ptaki są smaczne i nie ohydne. Nie jedzą wszystkiego co popadnie, tylko ich pióra mnie denerwują. Macham wściekły ogonem.
— Co tutaj jeszcze robisz?! Wypad! Bo za chwilę się na ciebie rzucę! — Niech spada! Nie lubię go! Strasznie go nie lubię!
<Borsucza Łapo?>
[403 słowa: Lisia Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

3 stycznia 2021

Od Lisiej Łapy CD Ciemnego Kła

Patrzę na miejsce, gdzie wcześniej był krwawnik. Kret, nawet nie wiem, jak to wygląda. Jednak, skoro zabrało zioło, to musi być złe. Gdybym mógł, to bym to coś zabił. Bez wahania normalnie, tylko problemem jest, że polować nie umiem. Poproszę Borsuczka, a bardziej będę od niego wymagał. Tylko nie wiem, czy on cokolwiek będzie wiedział.
— To co będziemy dalej zbierać? — pytam się miło. Mam nadzieję, że nie uzna mnie za jakiegoś niemiłego, czy coś. Przecież nie jestem taki zły, szczególnie że jest starsza i mądra. Wymaga szacunku.
— Dziki czosnek powinien rosnąć niedaleko, może kret tego nie zabierze — ostatnie słowa mentorka fuknęła trochę wkurzona. Nie moja wina, że nie chcę być brudny. Choć nie jest czarne i podobno nie widać brudu na nim, to jednak nie wytrzymałbym z brudnym. Do tego w ziemi! Ziemi! Robię głęboki oddech, jednak cieszę się, że nie uczę się na wojownika. Wtedy byłbym brudny często. A tutaj? Mentorka nawet się nie obraziła, że nie byłem chętny! I do tego żartuje, i mówi, że medycy żartują nawet częściej od wojowników.
— Rozumiem, a jak on ten wygląda? —Macham ogonem lekko. — Albo jak pachnie?
Jak może pachnieć czosnek? I jak wyglądać?
— Ma zielone liście, ale sam czosnek rośnie pod ziemią. Pachnie bardzo mocno i intensywnie, będzie dało się go odróżnić jeśli chodzi o zapach — mówi spokojniej Ciemny Kieł. Mocny zapach? No dobrze, to poszukać będzie warto. Znalezienie jego może przy mocnej pomocy brązowej nie powinno być trudne. Tylko jak? Będzie trzeba wykopać to, czyli pobrudzę się. Wzdycham znowu na myśl, że będę musiał się ubrudzić. Potem się umyję, jestem w końcu godnym uczniem medyka. Kiwam głową na znak zgody. Brązowooka odchodzi w pewnie. Otwieram pyszczek i próbuje wywąchać jakiś ostry zapach. Pachnie tylko jak wcześniej, wtedy mentorka mówiła, że to Wiewiórka jakaś. Jedzenie, czyli coś, co mnie nie obchodzi. Zamykam pyszczek i podbiegam do niej. Nie czuje nic co, by mocno unosiło się w powietrzu.
— A po co nam ten cały czosnek? — pytam po kilku uderzeniach serca. Na pewno na coś, bo inaczej byśmy na niego czasu nie tracili. Prawda?
— Wyciąga toksyny po ugryzieniu szczurów, inaczej zapobiega infekcją — opowiada pewnie ciemna medyczka. Szczurów? Nie widziałem takiego czegoś, jednak musi być niebezpieczne, skoro potrzebne są po ugryzieniu zioła. A co jak wiewiórka, by kogoś ugryzie? Wtedy też są potrzebne zioła albo jak ktoś byłby głupi i ugryzł mądrego, to wtedy ta głupota przechodzi? Możliwe to, by było, czyli pół klanu pogryzły głupie psy. Okropieństwo. Dobrze, że mnie nie ugryzł. Wciągam powietrze, coś bardzo mocno pachnie. To ten czosnek? Podchodzę do roślinki za zapachem, medyczka też do niej podchodzi.
— To czosnek? — Pokazuję ogonem na roślinkę.
— Tak, trzeba go teraz wykopać — odpowiada po chwili. Wzdycham cicho i macham nerwowo ogonem. Spokojniej, tylko się ubrudzisz. Zaczynam wykopywać niechętnie roślinę. Tylko niech tym razem kret nam nie zabierze. Po kilkunastu uderzeniach serca wykopałem do końca roślinę.
— Co teraz robimy? — Uśmiecham się niechętnie. Mam brudne łapy, fuu. Potem muszę je wyczyścić.
<Ciemny Kle?>
[486 słów: Lisia Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia i 2 punkty do treningu]

2 stycznia 2021

Od Lisiej Łapy do Ciemnego Kła

Słyszałem od „mamy”, że mianowanie ma być niedługo. A ja nie czuje się gotowy, czego nie rozumiem. Byłem kilkanaście razy u medyczki i… nie jestem pewny, naprawdę. Bycie uczniem wojownika, nie przemawia do mnie, będąc szczerym. Jednak mój Borsuczek ma walczyć? On ledwo chodzi przecież! Choć jak bym był uczniem wojownika, to bym musiał z nim trenować! W życiu tego nie zrobię, on jest zbyt niewdzięczny! W końcu moje piękne czarne futerko jest zbyt świetne na brudzenie go. Do tego wojowników jest dużo! Medyk jest tylko jeden, bycie nim to coś wyjątkowego! I może by ktoś byłby ze mnie dumny? Potrafiłbym więcej, niż większość klanu! Tak. To jest to co chce zrobić! Nie musiałbym znosić rodzeństwa! Podnoszę się dumnie, jestem pewny. Będę uczniem medyka!
***
I nadszedł ten dzień, mianowanie. W końcu nie będę musiał widzieć codziennie rodzeństwa! Pewnie dużo psów powiedziałoby, że „będzie tęsknić”, jednak nie. Mogliby zniknąć z mojego życia! I właściwie to zrobią.
Siedzę na zebraniu klanu. Moje rodzeństwo wydaje się zdenerwowane trochę, na pewno Borsuczek się denerwuje. Idzie ostatni, powinien iść pierwszy! Tak jak ja. Mógłby iść drugi, w końcu jest PSEM! Nie jakąś suczką, tylko psem, jak ja! A on pokazuje, że jesteśmy słabi! Jak będzie tak się dalej zachowywał to podam mu kiedyś zioła na ogarnięcie tyłka. Chyba takie są.
— Lisek. — Słysząc swoje imię podnoszę głowę i patrzę na Ciemną Gwiazdę, mam nadzieję, że usłyszał, że chcę być uczniem medyka. — Od dziś będziesz się zwał Lisia Łapa, twoją mentorką Będzie Ciemny Kieł.
Wie! Będę uczniem medyka! Uśmiecham się po raz pierwszy od dawna! Niech reszta rodzeństwa może już sobie iść, jestem uczniem medyka super!
— Ciemny Kle, jesteś dobrą medyczką, więc mam nadzieję, że przekażesz wiedzę Lisiej Łapie.
Głupio to może brzmi, Lisia Łapa, uczeń medyka. W końcu lisy są podobno sprytne, a ja zioła będę układał. Głupio brzmi jednak to DO MNIE będą chodzić psy jak będą chore, jak będą chciały cokolwiek związanego ze zdrowiem! Będę równie ważny co medyk i lider! Lepszy od reszty słabego rodzeństwa. Robię niepewnie krok i styka się nosem z Ciemnym Kłem. Medyczka wygląda inaczej, niż „mama”, co nie znaczy, że jest gorsza.
— Kiedy zaczniemy trening, pani mentorko? — Uśmiecham się lekko, będę jej się podlizywał, jak tylko mogę. Tylko niech mnie wyszkoli dobrze!
— Dziś pokażę ci podstawowe zioła. — Dzień jest jeszcze młody, dodaję w myślach.
Super! Im szybciej zacznę, tym szybciej skończę, co nie znaczy, że chcę wracać niby do „rodzeństwa”. Kiwam głową na znak zgody i siadam obok suczki. Rodzeństwo też jest wywoływane, Sreberko to Srebrna Łapa, Stokrotka to Stokrotkowa Łapa. Borsuczek też jest mianowany?! On? On powinien rosnąć najpierw. Krzywię się na słowa lidera. Na szczęście, że dostał kogoś, kogo nie znam! Płomienny Krzew czy jak on ma, jest jego mentorem. Po zakończeniu spotkania klanu oddycham głośno.
— To pokażesz mi zioła? Chętnie się dowiem czegoś — mówię miło. Muszę udawać, choć przez pewien czas, miłego. By mnie nie wywaliła.
<Ciemny Kle?>
[480 słów: Lisia Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

14 grudnia 2020

Od Liska CD Sreberka

Rozglądam się. Wszyscy z rodzeństwa są dziwni. Borsuczek to inny świat, Stokrotka jest zbyt podobna do mamy. A Sreberko jest zbyt podobna do mnie. I dziwna. Mogłaby być normalna, skoro jest moim klonem. I być taka fajna, jak ja. Jednak pewnie chce być tym głupim wojownikiem, kolejny powód, by jej nie lubić. W końcu co? Mam ją lubić, bo chce się uczyć o walce na oślep? Nie, Nie, nie. Leczenie innych jest lepsze. Ważniejsza funkcja, nie. Najważniejsza funkcja w klanie to jest! Jakby nie wyleczyli inne psy, to by zniknęły. Ta cała mama opowiadała, że jak pies jest bardzo poważnie chory to umiera, jak nikt go nie wyleczy. Nawet liderzy muszą prosić o pomoc medyków! Nie są tacy silni wtedy. I mają łączność ze zmarłymi, jednak … nie wierzę w to za mocno. No, bo jak? Patrzą na nas z nieba? Widzą jak śpię … robię poranną toaletę, fu! Obrzydliwi są! Podnoszę się i idę niepewnie do czarnej suczki. Czas pomęczyć rodzeństwo. Pokazać im, o ile lepszy jestem od nich!
— Słaba jesteś, bądź silnia! Wyglądasz jiek ja! Miusisz być takia jiak ja! — Uderzam ogonem o ziemię. Musi się mnie słuchać! W końcu jestem od CAŁEGO rodzeństwa fajniejszy! Suczka patrzy na mnie wkurzona trochę. Wiem, że powtarzam to często, jednak się mnie nie słuchają!
***
Dziś. Ten dzień, możemy wyjść na zewnątrz! Biała Tęcza mówiła, że mamy uważać i trzymać się blisko niej. Niech pokaże swój tyłek, muszę się dowiedzieć na czym polega medycyna. A ona pewnie nam zabroni tam iść, głupia jest.
— Rozumiecie? Macie być blisko mnie, nie oddalajcie się — mówi niezadowolona "mama". Powinna być szczęśliwa, że niedługo będziemy uczniami, jednak nie rozumiem jak to całe "rodzeństwo" ma nimi być? Bo jak? Oni to jakieś dziwne psy, takie ciapy? Przewracam oczami i idę za rodzeństwem. Mrużę oczy, jasno tutaj. Jaśniej na pewno. Rozglądam się, ciekawiej tutaj. Może będę normalne psy? Kałuża nie zapominaj po co tutaj jesteś! A może Lisek? Nie. Kałuża, lepiej brzmi. Jestem tutaj by dowiedzieć się czegoś o tych ziołach. A ta cała "mama" za mocno nas pilnuje! Przecież jestem już duży! I jestem lepszy od jakiegoś Borsuczka! On nawet porządnie chyba żyć nie umie.
— Ej cieszysz się, że wychodzimy? — szepczę do ucha siostry. Niech nie myśli, że ja chce wiedzieć czy coś. Po prostu jest najbliżej mnie, oprócz Borsuczka. Ale do niego nie zagadam, nie! 
<Sreberko?>
[386 słów: Lisek otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

4 grudnia 2020

Od Liska CD Borsuczka

Patrzę wkurzony na to coś. Co to niby?! I po co mi to?! Taki śmieć?!
— Bierz tio! Zabie-jaj to! — warczę wkurzony. Co on sobie myśli?! Że JA coś od niego przyjmę? Jak tak to mocno się myli! Nie chcę nic od niego.
— Diobzie — mówi smutno “brat” i bierze to coś dziwnego. Prycham na niego. Niech wie, że ja nie jestem słabiakiem. Jestem silnym psem! I na pewno nie bratem takiego słabeusza! On nawet podnieść głosu chyba nie umie. Jak one chce być kiedyś tym całym “uczniem”! I czemu wszystkich ciągnie do bycia “wojownikami”? Oni to tylko głupcy walczący między sobą … choć pewnie nie są takimi miękkimi… psami jak na przykład Borsuczek! Jednak fajnie byłoby coś zrobić, a nie siedzieć w ciszy. Odchodzę od niego wkurzony. Była tutaj gdzieś chyba kula mchu. To chyba jedyna rzecz, która jest fajna i jest od Białej Tęczy. O, jest!
 
Uderzam ogonem o ziemię. Nudy! A ta Biała Tęcza jeszcze nam opowiada coś. Jakieś historie, bo któreś z “rodzeństwa” chciało. Nie słucham jej. Po co? By marnować swój czas? Póki jestem młody. I nie jestem taki głupi, by słuchać tej białej. Ona chce nam coś zrobić! Na pewno! Jestem tego pewny! Wstaję nieporadnie i odchodzę od nich jak dla mnie “szybko”. Nie będę takim głupkiem jak oni! To pewnie przez te historie są słabi! A ja nie chcę być takim słabiakiem jak oni! Siadam dość daleko od nich. Mrużę oczy. Zawsze sobie wyobrażam, że zamiast bycia tym całym wojownikiem mógłbym być medykiem. Psy musiałyby mnie prosić o pomoc! Choć bycie tym całym wojownikiem i bronienie innych musi też być fajne. Jakiś kodeks wojownika, nudy. Wielkie nudy! Podnoszę się jednak i podchodzę do “brata”. Muszę się go przyczepić! Jeszcze będzie głupszy! I będzie się nazywał moim bratem! Trzeba go odciągnąć.
— Tiy! — warczę wkurzony. — Nia słuchiaj jiej! Oni-a robi-i z ciabie glupkia! A ti i tiak nim jisteś!
Uderzam go w bark. Niech się ogarnie. Nie może być taki jak reszta tego “rodzeństwa”! Może nie jest taki słaby, jak się wydaje? Uda się mu być jak ja? Nie. On jest za słaby.
— Siucham Kodeksiu wojownikia prosię nie przedzkadziaj — mówi nieśmiało. Głupek! To ja go wybrałem, by z nim łaskawie porozmawiać, a on co?!
— Cio! Niep słuchiaj jiej! — Uderzam go mocniej. — Bio bio będisz glupi! Jia nie słucham i siuper jestem! 
<Borsuczek?>
[386 słów: Lisek otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]