Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nawłociowy Pył × Wyjąca Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nawłociowy Pył × Wyjąca Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

20 października 2019

Od Howling Red'a CD Nawłoci

Howling został zaskoczony propozycją liderki. Pomimo swojego antypatycznego i szorstkiego zachowania, samica wysunęła godziwą ofertę, lekceważąc wcześniejsze sytuacje. I pomimo tego, że Industria stanęła na nogi, klanowe partnerstwo wydawało się przydatne w związku z zaistniałymi okolicznościami.
- Nikt nie mówił na poważnie o zamachu na Gwiezdnych.
Mimika Szarej pozbawiona była jakichkolwiek emocji, a oczy jakby wyssane z przeżyć, które nadawałyby im błysku. W milczeniu oczekiwała na decyzję rudawego psa, który wkrótce przemówił, symbolicznie ucinając napiętą atmosferę.
- Ale teraz mówią, więc rozejm to dobry pomysł. W końcu wróg mojego wroga jest moim przyjacielem.
Red uchylił mediacyjnie łbem, lecz w środku wyrażał niemałą dezaprobatę wobec tego układu. Niemniej, charakterek Nawłoci utwierdził go w przekonaniu, że jest właściwą sojuszniczką. Silną, ciętą, a przede wszystkim dumną i słowną, dzięki czemu był już niemal pewien jej autentyczności. Być może wciąż pozostawał w nim element podejrzliwości, ale odsunął swoją niepewność na bok, aby nie sprowokować przeciwnego zamysłu współpracy, którym byłaby honorowa konfrontacja.
Zgodnie z umową, oprowadził sukę po skromnym terytorium swojego klanu. Pokazał z perspektywy przechodnia najważniejsze obiekty bez zapuszczania się w głąb nich, gdyż nie widział w tym potrzeby na ówczesnym etapie aliansu. Odwzajemniając się dozą zaufania, wspomniał nawet, w jakim budynku znajdują się zapasy. Ponadto, obeszli wspólnie forty, których okolice były uznawane za siedzibę Płomiennych. W godzinach wieczorny za murami odbywały się raporty z minionego dnia, które pod nieobecność Howling’a przeprowadzał zastępca. Nie chciał dezorientować członków obecnością obcego psa, toteż tego dnia nie zdecydował się wejść do środka z Wodną u boku.
Jak już wcześniej wspomniano, terytorium Ognistych nie było obszerne w porównaniu do ziem Flumine. Red już wcześniej obmyślał strategię na przejęcie sąsiadujących terenów, więc propozycja rozejmu tylko ułatwiła mu decyzję. Nie musiał bowiem obawiać się natarcia z północy, kiedy Ogniści przejmowaliby tereny Tenebris. Industria w spokoju natarłaby na wschodnie tereny  Ciemnych, którzy w przypadku porażki byliby zmuszeni przesunąć swoje granice. Wprawdzie wraz z Szarą podejmowali się drobnych negocjacji w czasie obchodów, lecz nie sfinalizowali swoich przemyśleń w sposób klarowny. Po zakończeniu części obserwacyjnej udali się w ustronne miejsce z widokiem na panoramę rozjarzonej przez latarnie aglomeracji, żeby przejść do decyzyjnych postanowień.
- Mam zarzuty co do wielkości waszego terenu – zaczął śmiało pies. – Zajmujecie dużo więcej niż ćwierć miasta.
- Nikt nie będzie od linijki wyznaczał swoich granic. I tak nie zajęliśmy wszystkich terenów, które napotkaliśmy na swojej drodze.
- A my zajęliśmy wszystkie – parsknął ironicznie. – Płomienni wyeksplorowali prawie całe miasto wraz z peryferiami, gdy poszukiwaliśmy pożywienia, a nasza mapa jest szlifowana w coraz to bardziej precyzyjne elementy.
- Nie rozumiem, jakie to ma znaczenie w związku z naszym terytorium.
- Takie, że jeśli oddacie nam część terenów przy północnej granicy, możemy zaoferować wam część swojego pożywienia. Słyszałem, że nie jest wam z tym lekko.
- To źle słyszałeś – uciszyła go, po czym dodała po chwili zastanowienia. – Zwolnimy Wam tę część, która obejmuje tereny wzdłuż południowej granicy strumyka uchodzącego do rzeki.
- Tak to możemy rozmawiać.
- Za informacje o miejscach, gdzie znajduje się dużo zwierzyny – dodała błyskawicznie z przenikliwym uśmieszkiem na pysku. – Pożywienie to możecie jedynie dorzucić.
- Zgoda.
<Nawłoć?>
[498 słów: Howling Red otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

16 października 2019

Od Nawłoci CD Howling Red'a

Szara spojrzała się na niego, mrużąc lekko ciemnozielone oczy. Jego nastawienie irytowało samicę, jednak nie dała po sobie tego poznać. Zapowiadała się ciężka batalia słowna, w której ona sama uczestniczyła.
- Chodź - rzuciła, obracając się i łapiąc kontakt wzrokowy z wilczurem - Zapewniam ci całkowitą neutralność i bezpieczeństwo, w momencie kiedy na moment wkroczymy na tereny Flumine. Obejdziemy teren mojego klanu, byś mógł poznać granice i przekazać je swym wojownikom.
- Mam nadzieję, iż będę mógł uczynić to samo - zerknął w stronę suki z pewnością w głosie, po chwili zastanowienia dodał jednak lekko zaskoczony  - "Twojego" klanu? Myślałem, że jesteś zastępcą lidera.
Przez chwilę samica nie wiedziała jak wybrnąć z tej sytuacji, by nie pogrążyć sytuacji swojego klanu - ukryła jednak chwilę zastanowienia ziewnięciem. Mówiąc o fatalnym samopoczuciu swego lidera, ukazałaby słabość, którą Industria mogłaby wykorzystać. Praktycznie rzecz ujmując, przywódcy nie mieli. Zawyła głucho w myślach i postawiła wszystko na jedną kartę.
- To źle myślałeś - wręcz warknęła, nie ukazując jednak rzędu zębów - Jestem zastępcą, owszem, ale zostały mi przekazane wszystkie uprawnienia by sprawować władzę i podejmować właściwe decyzje. Lider nie czuje się najlepiej i nie ma siły, by cokolwiek wziąć do pyska. Mam nadzieję, że mówiąc ci takie informacje, nie ryzykuję, że nas zaatakujecie. Uwierz, jesteśmy w stanie odeprzeć ewentualny atak z miażdżącym rezultatem. Nie mielibyście szans.
Każde słowo ostatniej części wypowiadała z agresywnym akcentem, mimo to, starała dobrze dobrać charakter wypowiedzi. Uważała, że w tej sprawie nie będzie się przymilać - obrona klanu i tak zwany pokaz sił musiał być na pewnym poziomie. Nie widziała reakcji przywódcy Industrii, gdyż ten szedł za nią bacznie się rozglądając i nie ukazując żadnych emocji.
- Nie neguję twoich uprawnień - powiedział po chwili, w pewnym momencie mocniej szurając łapami o podłoże.
Nawłoć nie do końca była przekonana o szczerości tych słów, jednak kiwnęła krótko łbem na znak akceptacji. Nie uznawałaby odmowy i w momencie, kiedy pies by taką zasygnalizował, natychmiast by zerwała jakiekolwiek przyjazne stosunki. Zależało jej na dobru klanu, niekiedy pomijając nawet własną osobę i musiała o niego walczyć, nawet jeśli oznaczałoby to straty w pozycji wśród innych trzech klanów.
Do momentu dojścia do starych ruin, nie powiedzieli w swoją stronę ani jednego słowa, nie licząc kilku krótkich uwag rzucanych na temat terenów. Były one jednak sztywne i formalne, nie zahaczały choćby trochę o formę jakiejkolwiek rozmowy.
W pewnym momencie dało się słyszeć głuchy odgłos pędzących w ich stronę psów. Nawłoć zatrzymała się gwałtownie i złapała oddech, gdy z terenów Flumine rzuciły się w jej stronę dwa psy. Nie miała bladego pojęcia co oni czynią, gdyż zakazała komukolwiek przeszkadzać w momencie rozmów z Howling Red'em. Rozpoznała w nich miedzianowłosą Rysę i Auruma - dwójkę z trzech psów wysłanych na patrol. Obróciwszy się w stronę lidera idącego nieco za nią, dojrzała go ze zjeżonym futrem i odsłoniętymi zębami w pełni gotowego do ataku. Mimowolnie coś w Szarej pękło. Czyżby naprawdę choć w jego łbie przeleciały myśli, że mogłaby kłamać? Na Gwiezdnych, nie odważyłaby się! Samiec nie baczył na jej słowa i nie wiązał z nimi żadnych mocniejszych postanowień. Wyraz jej pyska momentalnie zbladł a ona sama przyjęła bardziej stanowczy i pełen niechęci zamysł głosu.
- Nie powiedziałam ci czegoś na początku naszej wizyty? - powiedziała z nieukrywanym żalem i złością, od razu zostawiając samca samego sobie.
Dwójka posłańców zatrzymała się od nich na bezpieczną odległość a Nawłoć szybko pokonała dzielący ich dystans.
- O co chodzi? - zapytała, nawet się nie zastanawiając co im nakazała przed jej wyjściem - Coś ważnego?
Psy wymieniły ze sobą spojrzenia i w końcu Rysa niepewnie zawarła głos.
- Przez nasze tereny przeszła trójka psów, których zapachów nie rozpoznaliśmy. Goniliśmy ich przez pewien czas, jednak nie oddalaliśmy się nadto od naszych granic. Były to dwa mniejsze psy i jeden sporych rozmiarów. Był jasny a jego sierść dało się łatwo odróżnić na tle ciemnych rzędów drzew.
- Była nas tylko trójka, więc baliśmy się rzucić w pogoń na obce nam tereny. Urwaliśmy pościg kilkanaście susów za białym płotem  - dorzucił złoty pies, jednak jego próba przekonania zastępczyni lidera była niepotrzebna.
- Dobra decyzja - powiedziała i zdawkowo urwała, pogrążając się w krótkich przemyśleniach.
Jeśli ktoś ich chciał zaatakować, to pewnie zależałoby mu na odciągnięciu uwagi od obozu. Nie miała zamiaru odciągać swych wojowników do granic, ale także ich główna siedziba nie mogła pozostać bez gotowych walczyć wojowników. Byli słabo osłonięci, ale mieli mocny obóz w postaci pozostałości po Dwunogich. Westchnęła cicho i podniosła wzrok, kierując go w ślepia obu posłańców.
- Przekażcie, żeby wysłać kolejne patrole i umocnić linię zabezpieczeń przy obozie. Każdy zdolny wojownik do walki ma być czujny i gotowy do obrony swego klanu, jesteśmy na nieznanych nam terenach, ale jesteśmy silni. Na wszelki wypadek niech medyk zostanie w obozie a szczenięta i starsi niech trzymają się blisko schronienia - powiedziała powoli, upewniając się że każdy dobrze zrozumiał - Lider ma pozostać w swym legowisku, zrozumiano? Gdyby cokolwiek się działo, od razu mam zostać poinformowana.
- Zrozumieliśmy - odpowiedzieli zgranym chórkiem, wymieniając niepewne spojrzenia w stronę Nawłoci. Po chwili Aurum zebrał głos - Zadbamy, by wszyscy zostali poinformowani.
Gdy tylko zostawili Nawłoć samą z jej myślami, ta powróciła do Howling Red'a, rzucając mu ukradkowe spojrzenia pełne niechęci. Nie wiedziała, jak ma się zachować, mimo to trwała w neutralnym do bólu wyrazie pyska.
- To wszystko z mojej strony, jeśli chodzi o tereny. Jeśli masz ochotę, zgodnie z umową, możesz uczynić to samo - nawet bym nalegała, by nasze klany nie wchodziły sobie w drogę. Jednak w porównaniu do ciebie, obdarzam cię dozą ufności wchodząc na twe tereny - powiedziała a na dalszą cześć wypowiedzi jej tylne łapy zadrżały bezwiednie - Chciałam jeszcze poruszyć temat ewentualnego sojuszu między Industrią i Flumine, ale nie wiem, czy nie za wcześnie o tym pomyślałam. Nie mam jednak pojęcia, czego mogę się po tobie spodziewać, jeśli nie bierzesz moich słów na poważnie.
<Howl?>
[944 słowa: Nawłoć otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

13 października 2019

Od Howling Red'a CD Nawłoci

Howling kiwnął łbem ze stoickim spokojem. Zafrapowanie wpatrywał się w samicę, pozbawiając swojej mimiki jakichkolwiek emocji. Czuł się wewnętrznie zbyt skonfundowany, by podjąć się negocjacji, której rezultat ważyłby o losie całego klanu, toteż arbitralnie zaproponował odsunąć spotkanie w czasie.
- Na tyłach komendy straży pożarnej o zachodzie słońca.
- Przy bramie sadu. I masz być sam.
Stanowczość suki był imponujący, niemniej warunek niepokoił, zważywszy na okoliczności, w jakich słowa te zostały wypowiedziane. Jeszcze krew nie zdążyła dobrze zastygnąć na jej wargach, a ta już wypaliła z tak stronniczą propozycją.
- Zgoda, ale mamy być tylko we dwoje.
Szara skinęła łbem, lecz Red nie wierzył w jej szczerość. Aprobata wcale go nie uspokoiła i pozostawiła czujność na niezmiennym poziomie. Zastępczyni Flumine odwróciła się beznamiętnie, po czym odeszła wolnym, ospałym krokiem. Pies wrócił uwagą do swojej siostry, której widok wprawił go w niemałe osłupienie. Jej ślepia błyszczały się euforycznie, gdy wzrokiem podążała za nieznajomą, a żuchwa opadła bezsilnie i ciągnęła miarowo do ziemi.
- Czemu się tak patrzysz?
Red nie mógł powstrzymać się przed zadaniem tego pytania. Również nurtowała go istota Szarej, ale nieświadomie dał sposobność Reinheart do wylania swoich bezdennych opinii.
- Ona jest cudowna – wykrztusiła w końcu z siebie i podekscytowana skierowała oczy na brata. – Widziałeś, jak go powaliła? Jejku, ile trzeba mieć siły! Strasznie szkoda, że jest we Flumine! Przydałaby się tutaj.
Prawdzie mówiąc, nie był szczególnie rozgoryczony zachowaniem Szarej, ponieważ już poznał się na jej krzepie podczas bitwy z Piątymi, lecz nadal pozostawała w nim pewna rezerwa. Poprzedni lider miał bliskie stosunki z jego ojcem, ponieważ wyznawali wspólne idee. Nieuchronnie, zostały one wpojone również Howling’owi, więc ten nie pojedynkował się śmiertelnie z napastnikiem Rein, pomimo świadomości swojej wygranej. Być może brak mu szacunku do wielu rzeczy, ale cudze życie nie było jedną z nich. Odczuwał jednocześnie uprzedzenie w stosunku do Szarej, jak i ogromną wdzięczność, bo chcąc czy nie chcąc, popędziła za nim i wstawiła się za istotę, która była wówczas w jego życiu najważniejsza.
I jeśli karciły go pewne wątpliwości co do oceny Wodnej, to ekspresyjny zachwyt, który czarno-biała husky wyrażała nieprzerwanie w czasie żmudnego powrotu do Indsutrii, konsekwentnie zniechęcał go do niej. Zazdrość wręcz w nim buzowała, lecz nie dał tego po sobie poznać i w milczeniu kierował się w stronę grupy, wysłuchując tego, jak suka, z którą nawet Reinheart nie zamieniła słowa, stała się jej nową inspiracją. Potok słów przerwał widok Płomiennych na horyzoncie, wybawiając tym sfrustrowanego lidera.
***
Zgodnie z umową, husky pojawił się przed bramą sadu, kiedy Słońce chowało się za horyzontem. W oczekiwaniu na Szarą delektował się hipnotyzującym widokiem rozpromienionego nieba. W tym samym czasie jego sterczące uszy, co chwilę drgały w powietrzu, wyłapując najmniejsze szelesty. Za życia w lesie, nie brakowało mu węchu tak, jak obecnie, ponieważ wyróżniał się niebywale dokładnym słuchem i precyzyjnym, dalekim wzrokiem, który był jego asem w rękawie podczas polowań czy bitew. W mieście zmysły te straciły swoją wartość, gdyż ilość bodźców jest tak niesłychanie wielka, że trudno wyłowić istotny element wśród tej skomplikowanej układanki. Jeszcze nie opanował tej cennej umiejętności, niemniej nie oznacza to, iż jej nie nabędzie. Do tej pory jednak musiał obejść się niesmakiem, gdyż skuteczny węch w tak tłocznym miejscu wydawał się najbardziej pożądaną cechą.
- Widzę, że zaczynasz się nudzić.
Zza metolowego pręta, obrośniętego winoroślami wyłoniła się szara suka, która filigranowym krokiem podeszła do Red'a. Husky podniósł się z siadu i delikatnie trzepnął łbem na boki, by odzyskać werwę.
- Mam wrażenie, że zaraz się to zmieni – rzucił niefrasobliwie. – Będziemy przekrzykiwać się na chodniku czy gdzieś indziej? Znasz te tereny chyba lepiej niż ja.
<Szara?>
[588 słów: Howling Red otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

10 października 2019

Od Nawłoci CD Howling Red'a

Nawłoć była przeklęcie zdziwiona swoją własną reakcją - tak, jakby dzika pogoń za psem była kluczem, który odblokował jej otępiały umysł. Może i zareagowała zbyt impertynencko, ale rudawy owczarek o niecodziennym umaszczeniu szybko ją o tym poinformował, robiąc rzecz jasna, dokładnie to samo co ona. Już samym takim zachowaniem jej zaimponował, bezgłośnie mówiąc o tym, że nie jest bez rozumu i nie da sobie w kaszę dmuchać.
Biegła za nim, czując jego zapach i drżenie ziemi od jego szybkich, wręcz króliczych susów, starając go sobie przypomnieć jak najdokładniej potrafiła. Czuć było od niego kompletnie inną woń i wyglądał inaczej, choć zostało w nim coś tak charakterystycznego, że nie dało się tego pominąć. Może przez te cholerne oczy, zerkające na nią ze spokojem, pomieszanym z niechęcią i nieukrywaną kpiną? Gdy tylko przypomniała sobie jego dość długie imię, zawołała je kilkakrotnie, kierując pysk w stronę umykającego w gęste listowie wilczura. Ten jednak nie zareagował, ba, miała wrażenie że przyśpieszył z jeszcze większą zawziętością. Jak mogła zapomnieć kogoś, kto jest już najprawdopodobniej liderem stada? Zmęczone ślepia Szarej i ten fakt musiały pominąć, bo co chwilę jej umysł dodawał kolejne fragmenty do nieskończonej układanki.
Wypuściła z gardła cichy, pełen zmęczenia charkot. Samica nie chciała, aby Howling pomyślał, że ma coś nie po kolei we łbie. Po prostu zachowała pewną dozę bezpieczeństwa w momencie spotkania "nieznajomego" - co było w tym takiego złego? Dałaby sobie do gardła skoczyć, że zareagowałby wręcz identycznie, gdyby przeżył to, co ona. A może przeżył coś podobnego, tylko nie wyciągnął odpowiednich wniosków - ale to już nie sprawa Nawłoci. Najważniejszy dla niej był jej klan i jego członkowie a co się z tym wiązało, wręcz chora fanatyka by zapewnić mu bezpieczeństwo. Nie opierała się temu instynktowi, wydarzenia które wstrząsnęły suką, na zawsze pozostawiły niezmazywalny ślad na jej powłoce. Nawet nie chciała zapatrywać się w inne możliwości wydarzeń, choćby ponownym atakiem jakiegokolwiek klanu. Miałaby w takiej chwili podejść do nich z szerokim uśmiechem na pysku i zapytać się, czego chcą? Wolałaby zabić choć jedną jednostkę, aby w walce jej towarzysze mieli o jednego mniej do zlikwidowania. Nawłoć przyrzekła w ciszy, że będzie bronić swego klanu do ostatniej kropli, wylanej na tą suchą ziemię, krwi. Odbije ich rodzime tereny i że Quintus zapłaci za morderstwo jej rodziny i zniszczenie jej cudownego życia. Zapłaci potrójnie za szkody a za każdego zabitego członka Flumine sama Nawłoć poprowadzi osąd i wykona wyroki. Nie przewiduje innej kary niż zadana przez nią śmierć. Mimowolnie spojrzała się w górę, błagając w duchu Gwiezdnych o błogosławieństwo. Jeśli to oni w nieznanym jej celu sprowadzili zagrożenie, niech pomogą się teraz jej go pozbyć.
Szara czuła, jak coraz bardziej oddalają się od miejsca, z którego wyrwał ich czyiś krzyk. Wrzask należał do kogoś młodego, choć nie nazwałaby go szczenięcym piskiem. Nie była w stanie określić czy był on radosny, choć jeśli już musiałaby się wypowiedzieć, to twierdziłaby raczej, że był on zawołaniem o pomoc. Jej długie łapy ledwo dotykały podłoża a ona sama parła do przodu, chcąc w końcu wytłumaczyć całe zajście przy granicy. Byli podobnej mocy biegu, co sprawiało że dziko pędzili w równym od siebie odcinku. Zieleń wokół nich zmieniała się w szybko przemijający krajobraz, delikatnie zamazując wyraźne do pewnego momentu kontury roślin. Szara zniżyła łeb, zaciskając przy tym zęby i jeszcze mocniej odbiła się tylnymi łapami od pofalowanej powierzchni, wyrywając przy tym pazurami niewielkie ilości ziemi. Gwałtowny ruch jeszcze bardziej ocucił sukę, powodując rozszerzenie źrenic i chwilowy przypływ energii.
W końcu wybiegli na wyrwę w krzaczastym obszarze, pojawiając się na dość małej, wyklepanej polanie. Od razu dało się dostrzec dwójkę psów o wygłodniałych oczach, wręcz nie pasujących do jasnej suczki, która starała się wyrwać z ich okręgu. Objęcie jej wzrokiem na nastręczyło Nawłoci wiele problemów, wręcz od razu nakreśliła sobie w myślach obraz działania w tejże sytuacji. Nie poszczyciła Howling Red'a najmniejszym spojrzeniem, choć czuła, jak jego ciało także zrywa się w złości w stronę swojej mniejszej kopii. Instynkt samozachowawczy Nawłoci od razu kazał rzucić się na dwa psy okrążające słaniającą się na łapach sukę, która choć mizernie wyglądała na pierwszy rzut oka, wcale taka biedna nie była - widać było w jej oczach cień waleczności i złość. Może i dopiero odrastała od ziemi, to czuć było od niej tą pewność siebie. Nawłoć miała jednak jedno, jedyne zadanie - wyeliminować zagrożenie. To był palący się w suce odruch, dziki i niepohamowany żadnymi, choćby najmniejszymi sprzecznościami w jej umyśle. Obrazy ginących członków z jej klanu wyżarły kotlinę w jej wnętrzu, powodując czystą nienawiść do agresorów. Czyżby to jej słyszeli wycie? Nieme w głuszy wołanie o pomoc?  Samica nie dociekała o to, kto to tak naprawdę jest - liczyło się to, że członek jakiegokolwiek klanu potrzebował pomocy.
Odbiła się od małego wzniesienia na którym stała i od razu wybrała psa pod swoje zamierzenie. Kątem oka zerknęła na Howlinga, który także objął sobie cel pod postacią drugiej istoty, ewidentnie czającej się na jasno rudą kępę futra. Owczarek o barwie kory dębu był dobrze odżywiony, ale wyraźnie zaniedbany, co powodowało spadek jego szans na wygranie tej potyczki. Jednak dorównywał jej wielkością a na szyi miał związaną pętle nieznanego jej jak dotąd koloru. Jeśli się nie myliła, był to znak Dwunożnych mówiący o przynależności do danego osobnika. Jeśli był we władaniu Dwunogiego, to co się dziwić jego głupocie zaatakowania psa, mającego za sobą resztę klanu? Pominęła jednakże fakt, że ona sama była z innego zgrupowania - gdy ktoś pod opieką Gwiezdnych nie miał łatwo, jej obowiązkiem było to zmienić. Nawłoć z jeszcze większą zawziętością otworzyła pysk z chęcią zagryzienia go, jak najszybciej by potrafiła. Jej żądza zabijania nie wzięła się znikąd, nie były to też jakieś chore fetysze suki. Morderstwo stało się dla niej rzeczą normalną, w momencie kiedy na jej oczach zarżnięto całą jej rodzinę. Dla dobra kogoś, była w stanie bez problemu pozbawić kogoś życia choć na pewno nie należało to do jej ulubionych zajęć. Nie musiała się starać, by wyłapywać najmniejsze ruchy przeciwnika - zwierzak zachowywał się niczym otępiony kozłkiem lekarskim. W krytycznym momencie naskoku Nawłoci pies nie odskoczył, jednak ze złością chciał odparować nagły i jakże niespodziewany atak. Jednak suka była sprytniejsza i to ona chciała wyraźnie dominować w tej walce. Stopniowo zakręciła się w biegu, by nagle rzucić się od jego lewej w stronę jego gardła - jednak nie to było jej celem końcowym. Samiec właśnie sam wykopał sobie grób, starając się obrócić, by zminimalizować ryzyko wgryzienia się w jego kufę. Nawłoć bardzo źle oceniła jego możliwości, był jeszcze głupszy niż myślała. Każdego szczeniaka w sforze uczono tego manewru... W ostatecznym momencie, rzuciła mu się na kark z dziką satysfakcją. Jej zęby nie miały żadnego oporu, aby zatopić się w ciepłej skórze przeciwnika. Od razu poczuła cierpki posmak krwi, który dopiero po kilku sekundach zmienił się w bardziej słodkawą wersje samego siebie. Delektowała się chwilowym przerażeniem psa; tym, że wie, że już przegrał tę bitwę. Przegrał z klanami i ich potęgą. Gdy uznała, że czas się pożegnać, zacisnęła mocniej posłuszne szczęki i zaryła pazurami o ziemię. Zanim jego kręgi nie wydały charakterystycznego dźwięku, nasilała nacisk z mordem w oczach. Dokładnie to samo zrobiono z jej matką. Owczarek w porównaniu do niej, nie wydał z siebie żadnego dźwięku lecz czuła, jak jego mięśnie wyraźnie wiotczeją. Cała walka nie trwała dłużej niż przebiegnięcie zająca przez tą polanę a gdy samica wypuściła z pyska ciało, czuła jak zadrżały pod nią łapy. Od razu skierowała swój wzrok na leżącego trupa, chcąc wyraźnie pokazać dominację i siłę, która zanikała z każdą sekundą. Zatrzymała się i odetchnęła, wypluwając z pyska resztki skóry leżącego biedaka. Zerknęła z ukosa na młodego psiaka, który zdążył się już wtulić w niepozornie miękką szczecinę przywódcy Industrii. Nie wiedziała kim ono było i co tu robiło, ale śmieszyło ją to, że Howling zgrywał dobrą rolę w momencie kiedy ona wyszła na mordercę z zimną krwią. On także rzucił się w stronę napastnika, jednak gdy tylko się zbliżył, tamten podkulił ogon i uciekł szybciej, niż gdyby gonił go cały klan. Kimkolwiek jednak były tamte zwierzęta, nie miały dobrych zamiarów wobec niewinnego ''szczeniaka''. Ruszyła wolnym krokiem w ich stronę, próbując wyrównać płytki oddech. Nie podchodziła zbyt blisko, nie chcąc dawać jasnemu liderowi jakichkolwiek powodów do niepokoju jej obecnością. Nie chodziło jej oto, aby wprowadzić w niego stres a co jak co, była dla niego psem obcym i potencjalnie niebezpiecznym. Przed chwilą dość brutalnie zabiła psa na ich ślepiach, nawet nie podejmując żadnej decyzji. Odetchnęła głębiej, mrużąc oczy w cichej pogardzie. Może i chciała mieć z Industrią dobre stosunki, ale nie oznaczało to, że teraz będzie przed nim się kajać. Przejechała językiem po zębach ostatni raz, wylizując resztki czerwonej cieczy z zębów, choć i tak wiedziała, że jej wargi zdążyły się już zabarwić na znienawidzony kolor.
- Moglibyśmy dokończyć naszą rozmowę, Howling Red? Wbrew pozorom mam ci wiele do powiedzenia - rzuciła w jego stronę dość spokojnym głosem - Ale w trochę mniej frustrujących okolicznościach.
Chciała normalnie porozmawiać, już nie mówiąc o sprawach priorytetowych, dotyczących choćby feralnych terenów. Ostatni raz widziała go na zebraniu klanów, pół księżyca przed atakiem Quintusa. W jej oczach można było dostrzec zaciekłość ale i ból, na myśl o bolesnych wspomnieniach. Pokręciła niezauważalnie łbem i zmrużyła oczy, w chęci rozwiązania całej sprawy.
<Howl?>
[1512 słów: Nawłoć otrzymuje 15 Punktów Doświadczenia]

9 października 2019

Od Howling Red'a CD Nawłoci

Zatraciwszy się w myślach, wpatrywał się w jedną z mętnych kałuż porozrzucanych po betonowych deptakach. Nie był w stanie oderwać wzroku od niestabilnego obrazu, który odbijał się od falującej tafli wody. Bynajmniej, nie było w tym ani krzty narcyzmu. Błądził refleksjami, co chwilę ingerując w zwierciadło swoimi pazurami, lecz poczuwszy powiew chłodu, za chwilę impulsywny dreszcz przeszył całe jego ciało. Otrząsnął się.
Howling nie pozwalał sobie na sentymentalne wycieczki do minionych wydarzeń. Atak Piątych sparaliżował wystarczającą liczbę psów i wyrył zbyt dużo traum w ich szaleńczo zdolnych umysłach. Sam był wewnętrznie zobowiązany, by nie poszerzać tego grona i nie zostawiać klanu zdezorientowanego. Przeciwnie, starał się dawać przykład, nie nagłaśniając zaistniałej sytuacji, a w zamian szukał środków, które pomogłyby przystosować się Płomiennym do nowej rzeczywistości.
To nie jest tak, że się z tym pogodził. Po prostu zaakceptował stan rzeczy. Nie mógł dopuścić do tego, że wiecznie spoglądanie w przeszłość odebrałoby im potencjał na zbudowanie nowej przyszłości. Sprawnie skoordynował działanie Industrii, dzięki czemu wśród innych klanów nabrali wizerunek tych, co „szybko się pozbierali”. Racje nie są obfite, lecz już nie głodują. Niedawno, gdy wyrównali bilans łowny do minimalnego pułapu normy, część psów rozpoczęła eksplorację miasta w poszukiwaniu terytorium. Do tego czasu prowadzili koczowniczy tryb życia i niemal codziennie zmieniali miejsce noclegu. Wobec tego wyznaczył z grupy wojowników kilka psów, które równolegle z nim szukały bezpiecznego miejsca, gdzie mogliby się zatrzymać. Był świadomy, że niektóre klany już próbowały sobie zawłaszczać tereny, więc potrzebowali się sprężyć, żeby uniknąć kolejnych, obciążających konfrontacji.
Często przechodził koło lasu, pomimo że wprowadził zakaz samowolnego zbliżania się do niego. Nieprzerwanie ciągnęło go do tego, by wejść tam i wrócić po swoje. Złość, a zarazem frustracja wypełniały jego klatkę piersiową i wołały wręcz o odwet. Niemniej, próbował okrzesać żar jarzący się w sercu. Wiedział, że nie może narazić klanu na kolejne straty, gdyż jego członkowie zasługiwali na odpoczynek oraz poczucie bezpieczeństwa. Ponadto, pozostało kilka osobników, które nie wróciły do pełni sił fizycznych, a wobec wrodzonej odporności psychicznej Ognistych był bezsilny. Niemniej, bez wątpienia udało mu się nakręcić morale grupy oraz pokazać światełko w tunelu, które są w stanie osiągnąć. Odczuł nawet wrażenie, że w ciągu kilku ostatnich, forsownych tygodni zdołali wyrwać się z żałoby. Miał tylko nadzieję, że nie obserwacje te nie były złudzeniem.
Przez ostatnich kilka tygodniu, Industria poruszała się głównie po zachodniej części miasta, więc jej członkowie zdążyli poznać te tereny. Granice wciąż były ruchome, więc można było jedynie oszacować terytorium któregoś z wybranych klanów. Świadomie je sprawdzał, żeby wybadać grunt, na którym się poruszali. Podobnie działał, gdy kierował się na północ. Utraciwszy za młodu węch, zmuszony był szukać alternatywnych opcji rozpoznawania obcych siedlisk. Uznał, i to nawet słusznie, że wilgotna zawiesina może być symptomem obecności Flumine, ponieważ to oni zajmowali niegdyś podmokłe tereny w lesie oraz byli przyzwyczajeni do takiego typu powietrza. Podążał za tym tropem, w międzyczasie zastanawiając się, w jaki sposób zostały wyznaczone nieoficjalne granice. Jeszcze niedawno świadczyła o tym polana, strumień wody czy nawet miejscowe rozrzedzenie sosen. W mieście było zbyt wiele bodźców zewnętrznych, powtarzających się miejsc oraz przypadkowych rzeczy wyrzuconych na ulicę, żeby sensownie oznaczyć swoje terytorium. Wiedział, że będzie to jego piętą achillesową w najbliższym czasie, ponieważ zaczną kreować się poszczególne, klanowe sfery, a on pozbawiony jest jednego z kluczowych zmysłów, który pomógłby je wyczuć.
Niedługo czekał, nim jego wyobrażenia nabrały realistycznych skutków. Wypatrzywszy zielony skwer, udał się w jego kierunku głodny nowych informacji. Starał się jak najbardziej rzetelnie i precyzyjnie zobrazować sobie całokształt miasta, w którym Wybrani się aktualnie znajdowali. Słyszał obce ruchy oraz odgłosy w oddali, ale zignorował je. Był pewny, że nie były to rozpraszacze Dwunożnych, lecz nie czułby się dobrze, wycofując się. Nie był również zaskoczony, gdy wkrótce zza gąszczy wparował jakiś pies z krwiożerczą miną. Początkowo nie przykuł do tego większej uwagi, gdyż był przejęty łapaniem obślizgłej, starej ropuchy, która umykała mu między łapami. Jako szczeniak nie umiał ominąć tego płaza bez zainteresowania, toteż do dzisiaj pozostał w nim ten nawyk. Mimo wszystko był świadomy, że nic nie wiedział o nastroszonym ze złości psie, który za nim podążał i wymawiał szlachetne kazania. Z uwagi na narastającą presję, zdecydował się na ostateczny atak. Naskoczył na bufo i spróbował złapać je w swoje sidła. Po nieudanym zamachu gwałtownie zwrócił się w stronę przypuszczalnego oponenta, odwzajemniając się równie zawistnym warknięciem. Już po pierwszej chwili domniemał sobie jego płeć, zwróciwszy uwagę na muskulaturę, posturę i wzrok, który wręcz kipiał od chłodnej nienawiści. Nagle, w krótkiej chwili rozluźnił całe swoje ciało, nawet lekko uśmiechnął i dał upust swojemu kostycznemu języku:
- O co Ty się wściekasz?
- Stoisz na nieodpowiedniej ziemi, a jeśli nie chcesz wrócić kulawy do swojej nory, to radziłabym Ci się stąd wynosić.
Howling odruchowo odchrząknął drwiąco, usiłując zrozumieć tę parodię, którą suka ujęła w swojej oziębłej i stanowczej wypowiedzi. Nie miał zamiaru usunąć się w cień z podkulonym ogonem, ale też nie zależało mu szczególnie na szczenięcych kąśliwościach. Jako lider, powinien dumnie reprezentować swój klan.
- Czyli rozumiem, że teraz zawłaszczyliście sobie już całe miasto? Stoję na takiej samej ziemi, którą zastałem. I nie zamierzam się z niej ruszać na Twoją komendę.
Samica miała już odpowiedzieć, lecz niespodziewanie napiętą atmosferę przerwał głośny krzyk, podrywający ich do góry. Nasycone ekspresją oczy Red'a wytrzeszczały. Znał ten głos, usłyszałby go nawet przez sen. Momentalnie rzucił się w krzaki, zza których dochodził hałas, nie zważając na badyle i patyki, które kiereszowały jego ciało. Nowa towarzyszka, która jeszcze przed chwilą była skłonna rzucić mu się z zębami do gardła, pogoniła za nim, nawołując czyjeś imię. Howl nie odstąpił jej tego czynu, również wołając desperacko swoją małą siostrzyczkę.
<Szara?> 
[922 słowa: Howling Red otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

8 października 2019

Od Nawłoci

Nawłoć gwałtownie otworzyła szarawe ślepia, zaczerpnąwszy chwilę wcześniej równie burzliwego tchu. Przez jej grzbiet przeszedł miażdżący jej mentalny spokój, nietypowy dreszcz niepokoju, poprzedzony jakimś głośniejszym hałasem. Po kilku sekundach trwania w bezruchu, zdała sobie sprawę, że nie było to nic innego jak dziwny, wysoki dźwięk wydawany przez metalowe pudełka Dwunogich. Wniknął w jej uszy i wybudził ją z letargu tylko i wyłącznie dlatego, że ciągle był dla Szarej nowy. Nie było żadnego niebezpieczeństwa, a jedynie nieodłączna część dwunogich istot. Pomału odetchnęła z ulgą i rozejrzała się po ciemnej norze. Kilka psów z niemrawymi minami na pyskach cicho rozmawiało, część spała a dwóch czy trzech nie widziała. Zmrużyła oczy, próbując sobie przypomnieć, gdzie ostatnio ich widziała i których wysłała na patrol a kogo po pożywienie. Gdy dodała wszystkie fakty, otrząsnęła się lekko i wstała, starając się wydać jak najmniej hałasu. Z ukosa zerknęła na lidera, który rozłożony w kącie obserwował każdy jej ruch; w momencie kiedy ich spojrzenia się spotkały, pies posłał w jej kierunku bladą namiastkę uśmiechu. Ostatnio nie czuł się najlepiej i to Szara pełniła większość jego obowiązków, choć miała nadzieję, że jej lider wróci jak najszybciej do pełni sił. Odpłaciła się tym samym i wręcz wyskoczyła z nory wprost na żwirowaną dróżkę. Jej sierść od razu zaczęły pokrywać drobne krople wody, jednak samica nawet nie zwróciła na to uwagi. Musiała rozprostować łapy, gdziekolwiek i jak - nie potrafiła już wytrzymać w dusznym zamknięciu. O ile każdy dziękował Niebiosom, że zesłały im norę, z suchymi ścianami i podłożem, to Szara wolałaby wrócić na swe terytoria. Spojrzała się z utęsknieniem na północ, wyczuwając rześki podmuch wiatru z tamtej strony. Tam była las, jej dom. Natomiast to dziwne miejsce otaczała duża ilość równo rosnących drzew owocowych, zapewne będący dawnym spichlerzem Dwunogich. Czuła ich woń, jednak była ona stara i od kilkunastu dni nie było ich w tej okolicy. Nawłoć nie zamierzała z aprobatą przytaknąć myśli, że mają tu zostać na dłużej, ale chwilowo nie chciała się z nikim kłócić. Bała się, że zareaguje zbyt agresywnie i ześle na siebie nieprzychylność lidera, który w obecnej sytuacji już i tak popadał co chwilę w ogromny stres. Jej samej również go nie oszczędzono. Westchnęła głębiej i zniżyła łeb do ziemi, czując niepohamowaną potrzebę aby dokładniej przyjrzeć się mało kolorowej kałuży w ziemi. Ta była wyjątkowo normalna jak na tak bliską odległość od drogi Grzmotu. W tamtej okolicy małe jeziora mieniły się kolorami łuny na wieczornym nieboskłonie i powodowały choroby u psów; kilka dni temu wraz z liderem oficjalnie zakazała zbliżania się choćby na odległość dużego skoku do tej wody. W końcu ruszyła na obchód, nie bojąc się iść sama - nie pierwszy raz robiła to w tej okolicy. Tutejsze pieski Dwunogich bały się jej, najprawdopodobniej czując od niej zapach sfory lub po prostu ją widząc. Nie miałyby z nią najmniejszych szans, bo jak tu porównać do siebie psa wychowanego przez las a domowego pieszczoszka jedzącego to, co im Dwunożny podrzuci? Na samą taką myśl uśmiechnęła się krzywo. Ruszyła szybszym krokiem i w końcu znalazła się przy ciągnącym się aż po horyzont rzeczą nazywaną "płotem", o kolorze młodej brzozy. Podeszła do umówionej przez lidera granicy i zdała sobie sprawę, że czuję wyraźny i świeży zapach innego psa. Świeży, to mało powiedziane. Ktoś dosłownie przed chwilą oznaczył ten teren, mimo że dwójka wojowników Flumine oznaczała u wschodu słońca tę granicę! Czuła, jakby ktoś z całej siły uderzył ją czymś mocnym; na początku starała się uspokoić, jednak wiele dni w stresie i zmęczeniu skutecznie to uniemożliwiały. Emocje wzięły górę i gdy tylko usłyszała jakiś hałas, od razu rzuciła w jego stronę wściekłe spojrzenie. Nie czekała na reakcję ewentualnego psa, który pogwałcił święte zasady, wkraczając na teren jej sfory. Gdy wbiegła w kępę zieleniny, gałęzie i liście smagnęły ją po pysku, nie powodując jednak zniechęcenia a jeszcze większą zawiść w stronę nieznanego sprawcy. Nawłoć wiedziała, że jeżeli pozwoli temu psu uciec, to może uzna że są słabi i wezwie pobratymców, z chęcią ich zaatakowania. Oczywiście, nic nie budziło wątpliwości, że wygraliby tę potyczkę, ale na pewno znalazłoby się kilka rannych - a tego nie potrzebowali. Szczególnie teraz, w tak trudnych czasach.
— Kim jesteś i jak śmiałeś? — wręcz warknęła, nie zdając sobie sprawy, że pies umykający jej w chaszczach może nie być winny tego uchybienia — Wyjdź no, pokaż się! Skoro odważyłeś się wkroczyć na nasz teren, odważ się spojrzeć mi w ślepia!
Po kilkudziesięciu skokach nieznany Szarej pies zatrzymał się gwałtownie i szczerząc kły, obrócił się w jej stronę. Nie była w stanie stwierdzić, czy był to gest obronny czy nasiąknięty agresją. Nie bacząc na jego zachowanie, Nawłoć nie miała zamiaru zmieniać się nagle w potulnego szaraka, który wpadł i chce teraz uciec. Posłała mu pełne nienawiści spojrzenie i zamilkła, czekając na jakikolwiek znak od obróconego wobec niej potencjalnego przeciwnika.
<Ktoś chce wątek z zabójczą ciocią Nawłoćką?>
[788 słów: Nawłoć otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]