Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sikorkowa Melodia x Nagietkowy Poranek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sikorkowa Melodia x Nagietkowy Poranek. Pokaż wszystkie posty

15 czerwca 2022

Od Nagietkowego Poranku CD Sikorkowej Melodii

Kiedy Sikorkowa Melodia zaczepiła czarno-białego psa w obozie, był on zupełnie tym faktem zdziwiony. Niektórych mogłoby zastanawiać, dlaczego Nagietkowy Poranek nie przewidział wychodzącej od starszej koleżanki propozycji spaceru (na który to byli już przecież od czasu ostatniego zgromadzenia umówieni), jednak w obliczu tego, czego dowiedział się ostatnio... nie spodziewał się w najbliższych dniach jakiejkolwiek propozycji wspólnego wyjścia od wojowniczki. 
Brązowooki szczerze dziwił się, że po tym, co się stało, była w stanie wziąć udział w zgromadzeniu, jednak im dłużej o tym myślał, tym bardziej zdawało mu się, że zaczyna rozumieć ten mechanizm, który kierował jego przyjaciółką. Wydawało mu się logiczne, że chciała zająć czymś głowę, ale jednocześnie martwił go fakt, iż nie chciała rozmawiać o tym, co się wydarzyło i najprawdopodobniej tłumiła emocje w sobie. Naprawdę nie chciał, żeby tak lubiana przez niego Sikorka była zmuszona przeżywać to wszystko sama, szczególnie że Nagietkowy Poranek był gotów, by ją w jakiś sposób wesprzeć... Z pewnością nie chciał, żeby suczka musiała ukrywać przed nim, że jest smutna, czy przeżywa żałobę. Miała jednak pełne prawo do niewtajemniczania go w swoje problemy i postanowił uszanować jej wybór, nawet mimo wiedzy na ten temat i najszczerszych chęci. 
Doskonale pamiętał, że na pytanie: „Czy wszystko w porządku?” Sikorka odpowiedziała, że miała długi, męczący patrol. To oznaczało, że najprawdopodobniej nie chciała rozmawiać o swoim bracie. Sam nie wiedział, jak przeszedłby ten szczególny stan ducha, jaki towarzyszy psom po stracie kogoś bliskiego, dlatego postanowił nie wtrącać się w to tak długo, aż Sikorka sama nie postanowiłaby powiedzieć mu o Lelkowym Lesie. Jednak zanim by to nastąpiło, chciał pomóc jej w miarę możliwości miło spędzić czas. Nie wszystko w jej świecie musiało przecież kręcić się wokół nieszczęsnej przeszłości. Zgadzając się na wyjście, uśmiechnął się do niej tak ciepło, jak to tylko on potrafił i za jej zaproszeniem wyszedł z obozu. Odeszli trochę dalej od magazynu, aż w końcu zatrzymali się, by wspólnie, stojąc w pełnym, złocistym słońcu zastanowić się nad dalszą podróżą. 
— Mamy ładną pogodę, masz może ochotę na dłuższy spacer? — zapytał z promiennym uśmiechem Nagietkowy Poranek. —Chciałbym poznać Cię lepiej i może pójść gdzieś dalej, jeśli nie masz nic przeciwko.
— Hm, a dokąd chciałbyś pójść? — zapytała, zerkając na niego.
Entuzjazm syna Rzepakowej Gwiazdy dość często potrafił lustrzanie odbić się na jego rozmówcach, ale Sikorkowa Melodia pokazywała jego kolejną, urzekającą odsłonę. Urzekające w niej ponad wszystko była siła, z jaką potrafiła wywrzeć wrażenie na otoczeniu. Kiedy zadawała to pytanie, młodszy miał wrażenie (a może tylko nadzieję?), że wybudziła się z jakiegoś dziwnego nastroju, podobnego do hibernacji. Ten wcześniej wiszący nad nią stan, przynajmniej zdaniem Nagietka, miał zamykać jakiekolwiek prawdziwe emocje za lodową, sztuczną ścianą, która na pierwszy rzut oka wydawała się wcale nie pasować do Sikorki, jaką poznał. Nie wiedział, w jakim stopniu to wrażenie było prawdziwe, ale od zawsze miał bujną wyobraźnię, dlatego nie stał mocno przy swoim spostrzeżeniu. Nigdy nie brakowało mu mniejszych czy większych teorii spiskowych. 
— Może nad wodę? — zaproponował, odsuwając poprzedni wątek swoich rozmyślań na drugie miejsce. Jego uszy odchyliły się delikatnie do tyłu, a kiedy Sikorka poruszyła swoimi, skupił na niej swoją uwagę. 
— Chyba nie nad jezioro, prawda? — zapytała z przejęciem. Nie był pewny, czy Sikorka ma ochotę się tam wybrać, czy wprost przeciwnie. Ciężko było mu wywnioskować cokolwiek z jej tonu, ale jako że sam niezbyt miał ochotę na wędrówkę w to miejsce, pokręcił łebkiem. 
— Myślałem raczej o plaży — odparł, zerkając w błękitne niebo. — Jest dalej niż jezioro i chyba tam jeszcze nie byłem, mimo że kilka razy miałem okazję być w pobliżu podczas zgromadzeń. Podobno patrząc na wodę, nie można zobaczyć końca... Zupełnie jak z niebem. To musi być fascynujące być zaraz obok czegoś nieskończonego — jego mimika w ułamku sekundy zmieniła się w skupioną a później złagodniała i rozkwitła w miłym dla oka uśmiechu. — O ile myślisz, że to odpowiednie miejsce na spacer, chciałbym zobaczyć to razem z tobą, Sikorkowa Melodio.
Suczka z lekkim zaskoczeniem przyglądała mu się, kiedy konstruował tę wypowiedź. Uznała, że jest w bardzo dobrym humorze i zgodziła się sama ze sobą, że jego towarzystwo może dobrze na nią wpłynąć. W końcu byłoby im dane spędzić razem więcej czasu. Pobyt na plaży to dobry krok w stronę przyjaźni.
— Chętnie tam pójdę — odparła po namyśle i szturchnięciu Nagietka nosem. Lekko się uśmiechnęła, widząc, jak poruszył ogonem. — Chodź! Im szybciej tam będziemy, tym mniejsza szansa na to, że ktoś nas wyprzedzi — wypaliła i chcąc przyspieszyć ich małą eskapadę, pobiegła przed siebie. Niespodziewający się tego wojownik przez kilka uderzeń serca słyszał jej oddalający się śmiech. Na szczęście szybko wyruszył w pogoń, co pozwoliło mu na w miarę sprawiedliwy wyścig.
— Oszukujesz! 
— Powiesz mi to na plaży! — Zaśmiała się głośno. 
— Jasne, kiedy tylko dobiegniesz! — Nagietkowy Poranek, kiedy tylko dostatecznie dobrze się wybił, przeskoczył nad nią, wysuwając się na prowadzenie. 
 
✧─── ・ 。゚★: *.✦ .* :★. ───✧
 
Taka energia towarzyszyła im przez większość drogi, aż się nie zmęczyli. Kiedy to się stało, młodszy zrównał krok z Sikorkową Melodią, proponując remis, na co niebieskooka przystała. Po chwili marszu zwolnił, bo po przemyśleniu swojej budowy uznał, że ma nieco dłuższe łapy i narzuca zmęczonej koleżance zbyt duże tempo. Resztę drogi prowadzili zażyłą dyskusję na oderwane od przyziemnej rzeczywistości tematy — zastanawiali się, dokąd idą chmury, kiedy wieje silny wiatr i czy kiedyś się „zużywają”. 
— Ptaki potencjalnie mogłyby to wiedzieć. Wszędzie wtykają te swoje dzioby.
— Myślisz, że dałoby radę zapytać je o to? 
— Nie wiem, można spróbować. Tylko czy zrozumieją? 
— Albo czy my zrozumiemy... Trzeba by było nauczyć gołębie podstaw rozmowy.  
— To mogłoby być z lekka problematyczne, słyszałem, że nie są zbyt chętne do integrowania się z nami. Mamy inne pomysły? 
— My nauczymy się ich języka? 
— Jest to jakiś plan... Chociaż po namyśle to chyba jednak nie ma sensu. 
— Myślisz? 
Sikorka zachichotała, a Nagietek jej zawtórował. Cała ta rozmowa była dość głupia, ale dobrze się bawił, rozważając kolejne absurdalne opcje, mimo że znów miał wrażenie, że szczęście Sikorki jest czymś blokowane. Tak czy inaczej, ciągnęli temat dalej, aż nie dostrzegli piaszczystego wybrzeża plaży. 
— Ścigasz się dalej? — szepnęła pytająco suczka, widząc Nagietka, który przez chwilę zastygł, z zachwytem przyglądając się bezkresowi błękitnych fal z daleka.  Wyrwany z oniemienia postanowił podjąć wyzwanie. 
— Jeszcze pytasz? Jasne. 
— W takim razie na trzy. Raz... 
— Dwa... 
— Trzy! 

<Sikorkowa Melodio?>
[1017 słów: Nagietkowy Poranek otrzymuje 10 PD]

30 kwietnia 2022

Od Sikorkowej Melodii CD Nagietkowego Poranku

Początek opowiadania ma miejsce na zimowym zgromadzeniu, druga część po przejściu w teraźniejszości.
— No wiesz, Mech zwykle na zewnątrz nie lubi chyba wszystkich psów — stwierdziła Sikorka, wciskając po dzisiejszym zajściu do tej kategorii i Białego — Ale wydaje mi się, że tak naprawdę niektóre lubi. Pewnie gdzieś w środku ciebie też kocha na swój dziwny omszony sposób. W końcu jesteście rodziną!
— Mam nadzieję — Uśmiechnął się syn Rzepy.
— Wiesz, że nawet przyszedł na ostatnie dwa treningi? Myślę, że też zaczyna mnie lubić. Może uda mu się utrzymać taką frekwencję dłużej?
— Serio? — Rozpromienił się Nagietek. — Czyli chyba faktycznie udało ci się go do siebie przekonać. Gratulacje!
Sikorkowa Łapa również się rozpromieniła. Ta pochwała bardzo jej się spodobała, szczególnie że pochodziła od przyrodniego brata jej mentora, musiał wiedzieć coś na ten temat, prawda?
— Tak w ogóle, to jak u twojego mentora? Znaczy Ciepłej Pleśni — dodała, ponieważ nie chciała przypadkiem zmylić rozmówcy, bo wydawało się jej, że w miarę wiedziała co u Drżącego Szeptu.
Uczeń nagle spoważniał. To był jego czuły punkt. Jakaś część mózgu Sikorki zaczęła migać na czerwono, ostrzegając ją, że stąpa po kruchym lodzie, ale suczka rzadko kiedy zwracała uwagę na takie sygnały. Pamiętała, jak nie raz widziała trening tej dwójki dzieciaków Rzepakowej. Była zachwycona tym, jak dobrze się dogadywali! To było okropnie urocze. Podejrzewała, że te całe legendarne już dzieci Ciepłego i jego partnerka — jak przypuszczała Sikorka, chociaż jak się już dawno przekonała, niekoniecznie musiała być to ona — prawdopodobnie odstawiły ucznia na dalsze miejsce. Wręcz na pewno, przecież brat Mcha dosłownie odszedł do innego klanu, dla nich. Uczennica miała nadzieję, że kiedyś też będzie miała kogoś, dla kogo byłaby w stanie coś takiego zrobić. Chociaż… znając swój własny charakter, nie miała pewności, czy kogoś takiego nie było. Bardzo łatwo było jej się przywiązywać, nawet bez wiedzy drugiej osoby.
— Nie widziałem go od dawna… tęsknię za nim. Wierzę, że niedługo się zobaczymy — Jego głos brzmiał, jakby za chwilę miał się złamać. Co robiło wrażenie, udawało mu się utrzymać neutralny ton.
— Jak mógł cię tak zostawić? Co za kurwa. — Zrobiło się jej okropnie szkoda Nagietka.
To jedno słowo, zapożyczone oczywiście od Mcha, wypadło z pyska Sikorki tak niespodziewanie, że sama była nim nawet zaskoczona. Pierwszy raz użyła sformułowania aż tak wulgarnego. Prawdopodobnie wszystkie stworzenia na Ziemi poczuły potężne zaburzenie w mocy po tych słowach. Czerwona lampka w jej mózgu przestała migać, świeciła się teraz oślepiającym światłem i wydawała głośny odgłos syreny alarmowej. Do suczki dotarło, że chyba złamała pod swoimi łapkami ten kruchy lód. Pożałowała, widząc minę Nagietka.
— Nie mów tak o nim. — Speszył się. — Musi opiekować się swoimi szczeniakami. To… nie jego wina.
Uczennica zdziwiła się, że jego reakcja była na tyle spokojna. Czuć było z daleka, jak w jego wnętrzu emocje buzują, niczym ogromne stado szerszeni, zamknięte w niewielkim plastikowym pudełku. Doszło do niej, jak paskudnie się zachowała. Nigdy jeszcze nie obraziła świadomie i na poważnie innego psa!
— Przepraszam! — odpowiedziała ze szczerym żalem — Wymsknęło mi się… Nie powinnam cytować Omszonej Krtani — skarciła samą siebie.
— Nic się nie stało — powiedział krótko.
Po raz pierwszy zapadła niezręczna cisza. Sikorka czuła się okropnie, a kolega z klanu chyba nie lepiej. Nie wiedziała co zrobić. Pospiesznie próbowała wymyślić jakiś żart lub coś w tym rodzaju, by trochę rozluźnić atmosferę, ale jej umysł nagle stał się całkiem pusty.
— Chyba powinnam już wracać, inaczej tu zamarzniemy — stwierdziła.

✧─── ・ 。゚★: *.✦ .* :★. ───✧

Od jej ostatniej głębszej rozmowy z Nagietkiem minęło na tyle dużo czasu, że z Sikorkowej Łapy stała się Melodią, a i jej przyjaciel, jak nazywała go z dumą i nadzieją w umyśle, był teraz Nagietkowym Porankiem. Czas pomiędzy zgromadzeniami wydawał się nudny i spokojny, pomimo iż działo się wtedy naprawdę wiele. Zaczęło się lato, Flumine zostało odbite i zginęła masa psów: dwóch przywódców i medyk oraz kilku zwykłych wojowników. Sikorka trochę o tym myślała. Czy nazwanie ich zwykłymi byłoby odpowiednie? W końcu mieli pewnie swoje rodziny i przyjaciół, dla których byli ważni. Tak samo jak Lelek był ważny dla niej. Większość toków myślowych kropciatej wojowniczki sprowadzało się ostatnio do najciekawszego, możliwe, że kulminacyjnego, ale i najbardziej tragicznego do tej pory momentu w jej życiu. Nie mogła przestać się zastanawiać, jak, czemu i co gdyby. Co ją lekko przerażało, nie miała ochoty lamentować, raczej kierowała nią chłodna ciekawość. Pierwsze chwile, zaraz po wypadku były wyjątkiem, szok i ogólna grobowa atmosfera były ciężkim do przezwyciężenia połączeniem, ale później… wiedziała, że powinna być smutna i tego się od niej wymaga, nawet szczególnie od niej, znając jej charakter, w końcu umarła jedna z najbliższych jej osób, której nigdy już nie spotka. Umysł suczki przeszedł z tym jednak po prostu na porządek dzienny. Stał się może bardziej ponury i skomplikowany, ale nie mokry od łez. Bardziej niż żal, czuła swego rodzaju nostalgię i zmęczenie, ale niewiele więcej.
O zaproponowanym podczas rozmowy z Nagietkowym Porankiem na zgromadzeniu spacerze, przypomniała sobie kilka dni później. Zamierzała to wykorzystać, dopóki pamiętała. Jak chciała zdobyć rangę przyjaciółki, skoro go unika? Czym prędzej zaczęła go szukać. Nie zajęło jej to długo.
— Cześć Nagietek, mogę cię wyrwać na obiecany spacer, czy robisz coś ważnego? — zagadała wojownika.
Pies odwrócił się zaskoczony, ale widząc ją uśmiechnął się.
— Oczywiście, to dla mnie zaszczyt — odpowiedział śmiejąc się pogodnie.
— W takim razie zapraszam — oznajmiła suczka i zadowolona, że udało jej się tak łatwo, starając się nie ukazywać nadmiernej euforii, żeby nikt nie wyzywał jej od psycholi, za nie przeżywanie żałoby, podreptała w kierunku wyjścia z Magazynu, mając nadzieję, że czarno-biały pies idzie za nią.
<Nagietkowy Poranku?>
[886 słów, Sikorkowa Melodia otrzymuje 8 punktów doświadczenia]

28 lutego 2022

Od Nagietkowej Łapy CD Sikorkowej Łapy — Zgromadzenie — Event Walentynkowy

Słońce już zaszło, a księżyc piął się coraz wyżej po niebie, przyciągając jednocześnie mrok i odsłaniając skrywane pierwotnie przed oczami niegodnych, by je ujrzeć, gwiazdy. Wiatr już dobrą chwilę temu przegonił kłębiaste, zimowe chmury a wraz z nimi śnieg, co było dobrą wiadomością po dniu pełnym opadów. Lodowe płatki były co prawda śliczne, ale nie pomagały zmarzniętym psom, kiedy trzeba było tak, jak dziś spędzić dłuższy czas poza magazynem.
Wreszcie po długim, męczącym okresie czekania nastąpiła ta noc, do której Nagietkowa Łapa przygotowywał się od tygodnia z największym zaangażowaniem i skupieniem, na jakie było go w owym czasie stać — noc pełni, Zgromadzenie Klanów.
Rzepakowa Gwiazda dokładnie ćwierć księżyca temu, rozmawiając ze swoim najmłodszym potomkiem, napomknęła mu o zamiarze wysłania go tam. Chociaż Uczeń nie mógł nikomu o tym powiedzieć... Szczerze? Chyba wcale nie odczuwał takiej potrzeby. Był szczęśliwy, że zobaczy psy z innych klanów. Jakoś dziwnie tym razem... ucieszyło go to! Jednocześnie brązowooki był po prostu wręcz niemożliwie wdzięczny swojej mamie za możliwość przygotowania się do uczestnictwa w zbliżającym się wydarzeniu. Dzięki temu nie stresował się tak bardzo, kiedy już przyszedł czas na wędrówkę pod Srebrne Drzewo. Miał dodatkowy czas i ogromną motywację do cięższego treningu, który był mu potrzebny do utrzymania spokoju ducha. Cóż, Ognisty sam przez jakiś czas nie wiedział, dlaczego akurat przed tym Zgromadzeniem czuł potrzebę, aby podszlifować swoje umiejętności. Gdy rankiem się o tej potrzebie przekonał, do wieczora wydawało mu się, że przyczyna tego zjawiska jest nieistotna. Tak czy inaczej, czuł do tego wewnętrzny przymus i fale motywacji. Jednak im dłużej zaprzątał sobie tym głowę... im dłużej zastanawiał się, co go do tego skłania, tym bliższy był odpowiedzi na swoje pytanie. W końcu po trzech dniach ostrego treningu z Drżącą w jego łebku praktycznie znikąd pojawiło się rozwiązanie, na które... po namyśle wolałby wcale nie wpadać.
Nagietek przez cały ten czas podświadomie miał nadzieję — nie ważne, jak nikłe były na to szanse — zobaczyć Ciepłego nadchodzącego wraz ze swoją wybranką w kierunku Srebrnego Drzewa w dniu Zgromadzenia. Nakrapiany przyszedłby na miejsce punktualnie o czasie, uśmiechnąłby się, jego różnokolorowe oczy zaczęłyby szukać młodszego brata, a potem, kiedy w końcu by się spotkali... Nagietek wyprzytulałby go za wszystkie czasy! Och, jaka radość spływała do jego rozochoconego serduszka, kiedy wyobrażał sobie tę scenę. Gdyby tylko Ciepły wiedział, jak bardzo za nim tęsknił! Wróciłby od razu, choćby na krótką chwilkę, aby się z nim zobaczyć! Młodszy samczyk byłby najszczęśliwszy na świecie, mogąc znów go zobaczyć! Był ciekawy, czy jego braciszek tęskni za nim, chociaż w połowie tak bardzo jak on. A może nawet tęsknił bardziej? Nie mógł się doczekać ich spotkania na Zgromadzeniu!
Dość długi moment zajęło mu wtedy nawet tylko częściowe uspokojenie się. Burza emocji przyćmiła mu to, nad czym miał pierwotnie się zastanawiać. Kilka uderzeń serca później jego myśli wróciły na właściwe tory. Zgromadzenie... Tak, zgromadzenie! Dlaczego chciał trenować ciężej przed zgromadzeniem? Teraz wydawało się to jasne jak samo słońce! Mógłby opowiedzieć o tym Ciepłej Pleśni! Chciał, żeby jego ulubiony na świecie, najukochańszy brat był z niego dumny, a gdyby na Zgromadzeniu dowiedział się, jak bardzo starał się Nagietek pod jego nieobecność, z pewnością tak by było! Ciepły nawet nie miał pojęcia, jak bardzo niewinne, nagietkowe serduszko radowało się na myśl o spotkaniu z nim!
Dlatego też zrobiło mu się nagle okropnie przykro, kiedy dobiła się do niego myśl, że najpewniej wcale go tam nie zastanie. Może i Ciepła Pleśń był obecnie w innym klanie, ale wciąż był Wojownikiem Industrii. Nikt spoza Ognistych raczej nie wytypowałby go do uczestnictwa w Zgromadzeniu.
Tylko dlaczego to musiało być tak załamująco przykre? Już sama myśl o niezobaczeniu brata — w obliczu tej maleńkiej szansy, że mogłoby być inaczej — sprawiała, że łzy same cisnęły mu się do oczu. Jak długo jeszcze będzie musiał tęsknić za Ciepłkiem, zanim on wróci? Dlaczego to takie niesprawiedliwe? Nagietkowa Łapa zadawał sobie te pytania przez pół nocy, nie mogąc przestać płakać. Następnego dnia niestety wciąż żył wczorajszymi przemyśleniami i obawami. Nawet jego mama, Rzepakowa, zauważyła, że jej synek stał się ostro przygaszony. Po posiłku dyskretnie zaprosiła go „na stronę”, a kiedy już byli sami... postanowiła zapytać go wprost, co mu leży na duszy.
— Skarbie, wszystko w porządku? — zaczęła niezbyt głośno czarno-biała. Jej ciemnorzepakowe, troskliwe spojrzenie spoczęło na najmłodszym z potomków, który spodziewając się podobnego pytania, westchnął cichutko.
— Nie wiem. — W oczach psa widać było trawiące jego duszę wątpliwości. Nie wiedział, czy powinien martwić mamę tym, co go zasmucało. Jego serduszko podpowiadało mu, że potrzebował szczerej rozmowy, ale rozsądek krzyczał, że Rzepakowa Gwiazda miała na głowie całą Industrię, a nie tylko jego złe samopoczucie. — Nie spałem — odpowiedział w końcu. — ...i przykro mi. 
— Opowiesz mi, co się stało? — zapytała, po czym polizała go lekko po głowie. 
Nagietek przybliżył się do niej.
— Będzie mi bardziej przykro.
Gwiazda nie czekała długo. Przybliżyła się do tej rozemocjonowanej kulki i przytuliła ją najbardziej uczuciowo i ostrożnie, jak tylko potrafiła. Nagietkowa Łapa wtulił się w nią jak za czasów, kiedy był jeszcze malutkim, potrzebującym ochrony szczeniaczkiem.
— Teraz powinno być lepiej...
Collie kiwnął krótko łebkiem. Rzepakowa czekała, aż jej synek zbierze siłę do odezwania się, co nastąpiło po kilku uderzeniach serca i dłuższej chwili ciszy.
— Tęsknię za Ciepłym — mruknął ledwo słyszalnie. — Już strasznie długo go nie ma. — Głos ucznia załamał się lekko. — Wiem, że ma szczeniaki i musi się nimi zająć i to niemądre chcieć, żeby wrócił... ale bardzo, bardzo za nim tęsknię. — Z jego ciemnych, niewinnych oczu zaczęły ciec pojedyncze łezki. — Boję się, że nie będzie mnie już pamiętał... Mamusiu... czy Ciepły o mnie zapomni? — wychlipał cieniutkim głosem.
— Huh? Oczywiście, że nie zapomni — zaprzeczyła stanowczo. — Ma teraz dużo obowiązków, ale na pewno wróci, a wtedy wszystko się ułoży. Musisz zrozumieć, że narodziny szczeniaków to nie taka prosta sprawa... Przy takich maluszkach trzeba ciągle być, a ich mama też musi czasem odpocząć. Ciepła Pleśń musi jej pomagać, szczególnie że oboje mają teraz z pewnością sporo stresu... Musisz wspierać swoje rodzeństwo. Możesz pomodlić się do Gwiezdnych, aby opiekowali się Ciepłym. I... ty nie zapomniałeś o nim, dlaczego on miałby zapomnieć o tobie, skarbie? Na pewno też za tobą tęskni, myśli o twoim treningu i o reszcie rodziny. — Leciutko, przyjacielsko go szturchnęła i uśmiechnęła się. — Nie martw się o to... Jeszcze zdążysz spędzić z nim mnóstwo czasu. Ciepły mocno cię kocha... Nawet na zastępczą mentorkę dla ciebie wybrał najlepszą osobę, jaką znał — uspokajała go. — Uwierz w niego, kochanie.
— Wierzę — mruknął, ocierając słone łezki z mordki. — Kocham cię, mamo.
Rzepakowa Gwiazda uśmiechnęła się.
— Też cię kocham, Nagietku... ale prześpij się chociaż chwilę. W porządku? — Zerknęła tylko czy jej syn się zgadza. Oboje wiedzieli, że młodszy musi odpocząć.

✧─── ・ 。゚★: *.✦ .* :★. ───✧

Wracając do dnia Zgromadzenia. Trudno było nie orientować się choćby minimalnie w obecnej sytuacji czy to w Industrii, czy Flumine, dlatego Nagietkowa Łapa podejrzewał, że tym razem nie prędko opuści Gwiezdny Szczyt, będący miejscem dyskusji między wszystkimi klanami. Niemniej, postanowił, że nie zrezygnuje ze starania się dla Ciepłej Pleśni, nawet jeśli ma go tym razem nie spotkać, bo dzięki mamie wiedział, że prędzej czy później to na pewno nastąpi. Już w kilka dni przed zgromadzeniem zaczął o wiele bardziej się starać, czasem nawet ponad własne możliwości. Nie nauczył się wielu nowych rzeczy, ale postawił sobie za cel doszlifować choćby trochę te, które już posiadał.
— Pozwól mi, proszę, spróbować jeszcze raz, chcę się poprawić...! — To zdanie sformułowane na różne sposoby Drżący Szept słyszała ostatnimi czasy zdecydowanie częściej niż zwykle.
— Dobrze, tylko spokojnie... Spróbujmy znowu. — Mówiła za każdym razem, jeśli tylko nie było już na to zbyt późno. Tak było i tym razem.
— Najważniejsze jest, żebyś się nie zachwiał przed skokiem. Jest dość ślisko, ale masz pazury. Wybij się ze stabilnej pozycji i włóż w przytrzymanie się na początku więcej siły, dobrze? Wtedy dasz radę się wyżej wspiąć. — Taką instrukcję otrzymał od białej suczki dwa wschody słońca przed zgromadzeniem. 
Nigdy nie pokazała mu ona w praktyce, jak to się robi, ale jej wytyczne były na tyle dokładne, że uczeń zawsze wiedział, co akurat zrobił źle i jak to ewentualnie poprawić. Lekko zadyszany wziął kolejny rozbieg, ale został zatrzymany przez mentorkę.
— Chwileczkę, czekaj... Napij się wody, ćwiczysz już długo.
— Mógłbym jeszcze trochę... — zaoponował, chowając wystawiony ze zmęczenia język. — Potrafię, Proszę Pani, naprawdę! — Jego determinacja była urocza, ale Drżący Szept miała swoje ideały nie do podważenia. Obiecała jego bratu, że dobrze się nim zajmie podczas jego pobytu w Ventusie i zamierzała dotrzymać obietnicy.
— Możesz kontynuować, ale odpocznij najpierw chwilkę.
Cóż, nie mając zbyt wielkiego wyboru, posłuchał jej polecenia. Kiedy czas przerwy minął, Nagietek wskoczył na wskazane przez starszą, delikatnie pochyłe drzewo. Włożył w utrzymanie się na gałęzi masę wysiłku, ale w końcu, po kilkunastu upadkach patrzył na swoją mentorkę z góry!
— Udało mi się! Wszedłem, wszedłem!
— Jestem z ciebie dumna, Nagietkowa Łapo!
— Chcę spróbować jeszcze raz!
Drżąca cicho zaśmiała się pod nosem:
— Najpierw zejdź na ziemię!
Syn Sowiego Pazura czuł się okropnie szczęśliwy. Miał nadzieję, że będzie miał okazję pochwalić się swoimi osiągnięciami rodzinie. Może nawet Omszona Krtań byłby pod wrażeniem? Pochwała od najstarszego brata wydawała się najbardziej nierealna, ale znaczyłaby bardzo dużo dla Nagietkowej Łapy.
Kilka godzin przed pójściem w wyznaczone miejsce tak, jak zawsze postarał się wykonać wszystkie swoje uczniowskie obowiązki. Bardzo się do nich przyłożył, a jako że skończył przed czasem, pomyślał, że krótkie przypomnienie z ostatniego treningu nie powinno być źle. Przypominał sobie powoli wszystkie słowa swojej zastępczej mentorki i próbował samodzielnie sprawdzić, czy na pewno wszystko pamięta. Wszedł na drzewo z łatwością, co uspokoiło go, choć w minimalnym stopniu. Wczorajszy wyczyn nie był przypadkiem. Mógł w końcu uznać, że wspinaczka mu wychodzi. Z zadowoleniem zeskoczył z drzewa. Podziwiał to, jak Drżąca była w stanie uczyć go wspinaczki wyłącznie słowami, ale jego wewnętrzny głosik był przekonany o tym, że miała coś w tej kwestii do ukrycia. Z innych przemyśleń... chyba bardziej cieszyłby się ze swojego sukcesu, gdyby widział go Ciepły lub... gdyby pochwalił go Mech, którego Nagietek mimo strachu podziwiał. Niestety na to musiał sobie jeszcze poczekać i porządnie zapracować. Miłe słowa od Omszonej Krtani były cięższe do zdobycia niż truskawki w porze nagich drzew, ale zdecydowanie warte zachodu.
Pies, wyglądający jak border collie, postanowił przypomnieć sobie jeszcze Kodeks Wojownika przed wyruszeniem na Gwiezdny Szczyt. Co prawda powtarzał go sobie tyle razy, że teraz już prawdopodobnie znał go lepiej niż własne imię, ale kolejna powtórka nigdy mu nie zaszkodziła. Była to jedna z kilku rzeczy, jakich nauczył go Ciepła Pleśń jeszcze przed wybyciem do innego klanu. Nagietek nie potrafił udawać, że za nim nie tęskni, ale dzięki Rzepakowej był już świadomy tego, że po prostu musi na niego zaczekać. W tym czasie... postara się być jak najlepszym uczniem dla Drżącego Szeptu. Zaczął przechadzać się wzdłuż ścian magazynu, powtarzając kolejne punkty Kodeksu Wojownika.
— Broń swojego klanu nawet za cenę życia. Można zawierać przyjaźnie z psami innych klanów, ale bądź lojalny wobec własnego, gdy będziesz musiał stanąć do walki z przyjacielem. — Szeptał w skupieniu. Gdyby jakiś pies stanął teraz przed jego nosem, on by go nie zauważył, najprawdopodobniej wchodząc w niego. — Nie przekraczaj granic pozostałych klanów i nie poluj na ich zwierzynę... Uczniowie i wojownicy mogą pożywić się dopiero po starszych, szczeniętach i suczkach ciężarnych lub karmiących. Uczeń nie może zjeść, dopóki nie nakarmi starszych lub nie otrzyma pozwolenia. Chorzy i zranieni wojownicy oraz uczniowie mogą jeść wraz ze starszymi. — Tu zatrzymał się na chwilę. Na pewno nic nie pokręcił? Przeanalizował jeszcze raz swoją wypowiedź. Nie, chyba wszystko było w porządku. Mówił dalej, wygłaszając kolejno następne punkty. — W trakcie pełni księżyca odbywa się spotkanie czterech klanów. W czasie jego trwania panuje rozejm. — Liczył każdy kolejny punkt. Wreszcie doszedł do piętnastego. — Każdy klan jest wolny i niezależny, ale w czasie kłopotów powinny się zjednoczyć w walce ze wspólnym problemem, aby zachować w istnieniu wszystkie cztery klany.
Kiedy w końcu nadszedł czas na zjawienie się w wyznaczonym miejscu, był dobrej myśli. Niestety tak jak podejrzewał, nie zastał Ciepłej Pleśni... Za to zjawił się Mech, który był chyba wyjątkowo tym razem nie w humorze. Nagietek obawiał się, że ktoś mógłby się z nim pokłócić i że jeszcze bardziej zepsuje mu to humor. Może coś mu się stało? Powinien do niego podejść i zapytać o to? Młody pies mocno się wahał. Mech chyba by na niego nakrzyczał, gdyby teraz do niego podszedł. Uch, decyzja była trudna. Może on też tęsknił za Ciepłą Pleśnią? Jeśli tak, nigdy nie powie o tym Nagietkowi. W końcu odwrócił wzrok w stronę innych psów. Starał się tym zbytnio nie przejmować.
W końcu odezwał się któryś z psów, którego z tej odległości Nagietkowa Łapa nie mógł rozpoznać, chociaż starał się... może po prostu go nie znał?
— Widzę, że wszyscy są już na miejscu. W takim razie chciałbym jako pierwszy zabrać głos. — Nie ma z nami Flumine. Nakrapiana Gwiazda nie żyje. W skrócie dużo psów z Industrii musiało uciec. — Zmierzył nagle wzrokiem Rzepakową Gwiazdę i Sowiego Pazura. — Prawdziwy terror dzieje się u wodnych. — Nagietek zaniepokojony spojrzał na ojca, podejrzewając, że ten się wścieknie. Nic takiego się jednak nie stało. I mama i tata byli spokojni. W przeciwieństwie do najstarszego brata.
— Aha, czyli to tam uciekli ci porypańcy? — parsknął śmiechem. Reakcja Omszonej Krtani wydała się Nagietkowej Łapie absurdalnie nie na miejscu.
— Um, nie jestem pewny czy to adekwatna reakcja...
Nie ukrywając... bardzo bał się zwrócić uwagę bratu, nie chciał mu też podpaść. Zwyczajnie współczuł Wodnym i uważał, że ta sytuacja nie powinna mieć miejsca. Ciągle myślał o Kodeksie Wojowników. Napaść na Flumine nie była dobra dla nikogo, przynajmniej jego zdaniem.
Zgromadzenie toczyło się dalej, a Nagietkowa Łapa starał się nadążać. Czasami nawet wygłaszał swoją opinię, raz zacytował nawet fragment Kodeksu Wojowników, ale... chyba inni niezbyt się na tym skupili. Działo się dość sporo — Mech i Biały się pożarli i ciężko było ich rozdzielić, do Nagietka zagadała uczennica z jego klanu, Jazgot z Bezgwiezdnych powiedział o pchłach we wszystkich klanach i swoich szczeniętach. Wszystko wydawało się być w porządku, ale Omszona Krtań znowu nie umiał zatrzymać niestosownych komentarzy dla siebie.
— O ta, mój brat się puścił z jakimś milfem z Ventus i ma szczyle — parsknął. W Nagietku aż się zagotowało. Dlaczego on tak mówił o szczeniaczkach Ciepłego?
— Jesteś ich wujkiem, spryciarzu!
— Niestety — parsknął. — Wiecie co, mam lepsze rzeczy do roboty.
— Jeden problem mniej. — Szepnął ciszej. Sam nie mógł uwierzyć, że takie słowa przeszły mu przez gardło, ale nie zamierzał puszczać płazem takich słów. Szczególnie na temat swojego Mentora.
Po tym wyrazie niezadowolenia ze strony Omszonej Krtani psy zaczęły się już rozchodzić. Nagietek widział nawet odchodzącą za Mchem Sikorkową Łapę, która później jednak wróciła i przysiadła się do niego. Zmartwiony ujemną temperaturą w pewnym momencie zasugerował jej powrót, czemu odmówiła.
— Wiesz, ty możesz już iść, jeśli chcesz, ale ja chyba tu zostanę. Tu jest całkiem miło — przyznała, znów zerkając na Nagietka z nieodgadnionym blaskiem w oczach. 
Najmłodszy syn Rzepakowej Gwiazdy już wcześniej zwrócił swoją uwagę na lodowatozimny błękit jej przenikającego, ale bardzo miłego dlań spojrzenia. — Jakoś nie chce mi się spać, a poza tym, boję się, że spotkam zdenerwowanego Mcha. Nie chcę mu przeszkadzać. — Dodała z lekkim zmieszaniem.
Sikorkowa Łapa odgarnęła śnieg z podłoża i ułożyła się z gracją na zamarzniętym od jakiegoś czasu piasku. Nagietkowa Łapa pomyślał przez chwilę, że powinien zaprotestować, szczególnie widząc, jak suczka trzęsie się z zimna, ale kim był, by podważać decyzję nowej koleżanki?
— W takim razie, pozwól, że będę ci towarzyszyć. — Odpowiedział, na co ona zgodziła się, nie kryjąc rozkwitającego powoli na jej pysku uśmiechu. Samiec ułożył się blisko niej, również pozbywając się śniegu, jaki mógł mu w tym przeszkodzić. — Kiedy będziesz już chciała wracać, pójdę z tobą.
— Jasne, powiem ci kiedy. — Posłała mu miły uśmiech. — Chociaż trochę czasu może minąć — zastrzegła od razu.
— Szczerze, nie przeszkadza mi to. Noc jest ładna, nie pada śnieg... Przede wszystkim dobrze widać gwiazdy i księżyc.
— To takie ważne? — Zapytała z zaciekawieniem, nieśmiało przysuwając się do samca w celu ogrzania się. Nagietkowa Łapa zrozumiał szybko jej motywy i jeszcze się przybliżył. Im obojgu zrobiło się cieplej.
— W rzeczywistości... wcale nie — odparł po tej chwili zastanowienia. — Po prostu mam ochotę na nie dziś popatrzeć. Lubię jak migotają... Najbardziej lubię te, które lśnią na czerwono. 
Córeczka Jagodowej Mgły i Deszczowego Podmuchu kolejny raz tej nocy spojrzała w rozgwieżdżone niebo. Zarówno ona jak i jej towarzysz widzieli w nim coś magicznego, chociaż każde z nich doceniało widziany krajobraz na swój sposób, z zupełnie różnych i tylko sobie znanych powodów.
— Jak idzie ci trening? — Zapytał pół tonu ciszej niż wcześniej, dalej obserwując przezrocze nieboskłonu. — Słyszałem, że Omszona Krtań cię unikał.
Sikorka skinęła głową.
— Nie jest najgorzej, ale najlepiej... też nie. Trudno z nim współpracować jak go nie ma, ale kiedy jest... myślę, że jest w porządku.
— Ja nauczyłem się ostatnio zdecydowanie lepiej wspinać na drzewa — przyznał. — Długo próbowałem z Drżącym Szeptem, ale w końcu udało mi się... chociaż nie pokazała mi, jak dokładnie powinienem to zrobić.
— Pamiętam, że kiedy Mech mnie uczył polowania, też tylko mówił, co powinnam robić — zastanowiła się. — Właściwie, nie lubisz go? — Nie wydawała się zachwycona domniemaną przez siebie odpowiedzią na zadane przed chwilą samcowi pytanie.
— Można by było tak pomyśleć — przyznał spokojnie, patrząc na bezlistne gałęzie drzewa, poruszane spokojnym wiatrem — ale to nie tak, że go nie lubię. Mech całkiem mi... imponuje w kilku dziedzinach. Może nie jest wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o zachowanie, ale dobrze walczy, nigdy nie boi się konsekwencji, mówi to co myśli, robi to, co chce... To wymaga dużej odwagi i chociaż praktycznie pewne jest, że Infernum go kiedyś pochłonie... Jestem dumny, że jest moim bratem. Mimo że pewnie nie będę miał okazji mu tego powiedzieć. Wygląda na to, że mnie nie lubi. I po dzisiejszym Zgromadzeniu myślę, że może nie lubić mnie nawet bardziej. Brzydko się zachowałem. — Nagietkowa Łapa mimo tego, że bał się przeszkadzać Omszonej Krtani na co dzień. Szanował go i w jakimś stopniu brał z niego przykład. Wtedy, gdy Mech nazwał tak brzydkim określeniem szczeniaczki Ciepłego, Nagietek się zdenerwował i przesadził przez emocje. Teraz żałował tego. — Kocham całą moją rodzinę. Mcha też kocham.
— Nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś tak o nim mówił...
— Nie zaprzeczam, że ma wady, tak jak każdy... ale czasem lepiej skupić się na pozytywach, prawda?
Sikorkowa Łapa ochoczo pokiwała głową. Tylko Gwiezdni wiedzieli, co mogła mieć wtedy w głowie. Nagietkowa Łapa pomyślał wtedy, że jest całkiem urocza.
< Sikorkowa Łapo? >
[3001 słów, Nagietkowa Łapa otrzymuje 30 punktów doświadczenia + 30 punktów doświadczenia za event oraz 7 punktów treningu]

20 lutego 2022

Od Sikorkowej Łapy do Nagietkowej Łapy — Zgromadzenie klanów

   Czyż to nie była piękna noc na zgromadzenie? Czyż każda noc nie była piękną nocą na zgromadzenie? Dla Sikorkowej Łapy zdecydowanie była. Bycie na zgromadzeniach należało do jednego z jej ulubionych przywilejów klanowych. Omszona Krtań, wydawał się bardziej zły, niż zwykle. Albo miał tylko taką minę, by nikt go nie zaczepiał? Możliwości było wiele. W każdym razie, nauczona doświadczeniem, suczka postanowiła zachować bezpieczną odległość od swojego mentora. Nie warto go denerwować jeszcze bardziej, prawda? Może wciąż nie była w pełni bezpieczna, ale przynajmniej lekko bezpieczniejsza, czyli jakieś pięć metrów przed nim, w otoczeniu wojowników ognistego klanu. Nie rozmawiała z nikim, bo czuła, że atmosfera jest jakaś strasznie napięta. Uznała, że powodem tego jest „sytuacja we Flumine”, jak nazywało ją wielu, ale była to tylko teoria. Pieskowa teoria. Zatopiła się we własnych myślach, by jakoś spożytkować czas na wędrówkę. Jedną z jej myśli było to, czy jej otp, Szczurek x Kłaczek, dziś ma szansę zbliżyć się bardziej do istnienia. Nie spodziewała się kompletnie, że ta „sytuacja”, czymkolwiek była, w klanie Wodnych zaszła tak daleko, że nie przyjdzie żaden z nich. Miejsce zgromadzeń było wyjątkowo puste tej nocy. Brak jednego z klanów widać było na pierwszy rzut oka. Jazgot powitał wszystkich jako pierwszy. Sikorka sama ledwo pamiętała, że kiedyś spotkała go a swojej wyprawie do lasu, jakieś dwanaście księżyców temu, a może i więcej, a on prawdopodobnie ledwie pamiętał ją. Funkcjonowali jak osoby, które skończyły jedną klasę, a potem rozeszły się w świat i przy każdym przypadkowym spotkaniu, udawały, że nigdy nie miały ze sobą nic wspólnego, by nie narazić się na krępującą sytuację. Przynajmniej Sikorka tak funkcjonowała, nie wiedziała, co o tym myśli Pan Jazgot. Wszyscy wymienili pozdrowienia (z wyjątkiem wybitnych jednostek, zbyt dumnych, by kogoś pozdrawiać).
 Widzę, że wszyscy są już na miejscu  Zaczął przemowę Brązowa Gwiazda – W takim razie, chciałbym jako pierwszy zabrać głos. Nie ma z nami Flumine. Nakrapiana Gwiazda nie żyje. W skrócie dużo psów z Industrii musiało uciec. Prawdziwy terror dzieje się u Wodnych.
Sikorkowa Łapa po raz pierwszy usłyszała wypowiedź jakiegoś autorytetu, o tej całej „sytuacji we Flumine”. Były co prawda plotki, ale w pysku przywódcy, brzmiało to dużo poważniej, niż „No, Piaskowa Mara podobno przyszła do ich klanu, zabiła Nakrapianą Gwiazdę i mianowała się przywódcą”. 
 Aha, czyli to tam uciekli ci popaprańcy?  nie mógł się prawdopodobnie powstrzymać Mech.
Czy to tylko takie wrażenie, czy każde zgromadzenie, na którym była, zaczynało się praktycznie od jakiegoś zdania jej mentora, które wiele psów uznawało za obraźliwe, wobec którejś grupy społecznej? Jeśli mogła pozwolić sobie przewidzieć, co stanie się zaraz: ktoś się zdenerwuje, zacznie się wykłócać z Omszonym, ktoś inny im przerwie, zrobią skrót wydarzeń z sytuacji w klanach i wszyscy się rozejdą. Jedną z tych ktosiów mógł właśnie stać się Nagietkowa Łapa:
  Um, nie jestem pewny, czy to adekwatna reakcja…  zapieczętował swój los uczeń.
Uczennica nie spodziewała się, że jej rówieśnik ma odwagę postawić się Omszonej Krtani! Temu strasznemu, gburowatemu wojownikowi, który wygląda, jakby w każdej chwili mógł kogoś pobić i zostawić na poboczu, by się wykrwawił. Cieszyła się, że według prawa nie może tego tu zrobić i że technicznie rzecz biorąc, Sikorka jest po jego stronie. Spojrzała na Nagietka z zaskoczeniem i podziwem. Jazgot udał, że nie widzi, że zaraz może wybuchnąć bójka.
 To tragedia. Rozumiem, że masz z kimś stamtąd kontakt?  zapytał Brązowego.
  Mam kontakt z Klematisowym Korzeniem. Piaskowa Gwiazda przejęła tam dowodzenie. Oczywiście wiemy, skąd Piaskowa się wzięła. Tak czy siak, proponowałbym pomoc dla Klematisa i…  Po co pomagać, skoro nie potrafi swojego klanu obronić, przed kilkoma psami?  prychnął, jak zwykle rozpromieniony Sowi Pazur.
 Dobra, nie zesraj się stary dziadzie — warknął Mech.
Ciekawą sytuację spróbowała przerwać Górski Trel.
 Chyba właśnie z tego powodu powinni dostać pomoc, czyż nie?  zapytała nerwowo.
— Mógłbyś się chociaż trochę tym przejąć – syknął Biały, który nagle pojawił się obok, wyraźnie ignorując próby zachowania spokoju, przez kogokolwiek.
Mech również nie próżnował, by przypadkiem nie okazać się gorszym, we wszczynaniu kłótni.
 Może ty się tym przejmij i idź pomóc swojej dziewczynie.
Sikorkową Łapę kompletnie zbiło to z tropu. Myślała, że Biały i Omszony są very much gej, a tu niespodzianka, jednak nie do końca. Nie była na bieżąco z dramami miłosnymi swojego mentora, więc przysłuchiwała się tej kłótni z bezpiecznej odległości. Warto wiedzieć na wszelki wypadek, co tam się dzieje między nimi.
  Już się nie lubicie?  zapytała, ale nie doczekała się odpowiedzi.
  Sowi Pazurze, myślę, że to nie jest dobra droga. Bezgwiezdni... Nie będą się w to mieszać, ale Brązowa Gwiazdo, jeśli możesz, przekaż im, że każdy pies, który tego potrzebuje, znajdzie schronienie u nas - dobrodusznie odpowiedział z jednej strony Jazgot.
 Żebyś, kurwa, wiedział, że pomogę  równie dobrodusznie odparł z drugiej strony Biały, swojemu… swojemu Mchowi.
Słuchanie dwóch rozmów naraz nie było łatwym zadaniem, ale Sikorka była na tyle zdolna, że jakoś dawała sobie radę. Co prawda bardziej pasjonująca była kłótnia jej mentora z jego… ex? Chyba? Uczennica ciągle nie miała pewności, kim w tym momencie dla siebie są. Jednak informacji o sytuacji w innych klanach też należało wysłuchać, chociaż z przyzwoitości. Kilka kolejnych, dość brutalnych i złośliwych zdań wyleciało z pysków dwójki wojowników, niczym rozżarzone węgliki, z gorącego pieca. Sikorka uważała, że każdego zraniłyby wyzwiska, którymi siebie nawzajem określali, ale tamci pozostawali nieugięci. Uczennica podejrzewała, że ich serduszka były połamane, ale nie mogli okazywać słabości, którą według nich prawdopodobnie był smutek. To raniło i Sikorkową Łapę, która nie lubiła, gdy ktoś tłamsił emocje, bo doprowadzało to tylko do frustracji i smutku takiej osoby, a Sikorka nie lubiła, gdy ktoś był smutny.
 Obawiam się, że nie dasz rady ich powstrzymać  powiedziała Nagietkowej Łapie, który, wbrew przewidywaniom suczki, nie ucierpiał cieleśnie, co było dobrym znakiem. Ciągle za to próbował rozdzielić niemal już skaczących sobie do gardeł wojowników, jakby jednak bardzo chciał ucierpieć.
  Nie da się ukryć, że mój brat ma niezły temperamencik — odpowiedział jej rówieśnik.
To zdanie otworzyło w umyśle Sikorki jakiś kolejny wymiar. Na początku nie zrozumiała, którego z psów bratem jest Nagietek, ale po chwili doszło do niej, że przecież jego matką, tak samo jak Omszonej Krtani, jest Rzepakowa przywódczyni jej klanu. I wszystko się wyjaśniło. Na przykład to, czemu ten psiak wyglądał jak jej kopia.
Kolejna lawina wyzwisk, uszczypliwości i otwartej wrogości przeleciała niczym wodospad między Mchem i Białym. Górka i Nagietek próbowali coś zdziałać w tej sprawie, ale nie dało to absolutnie nic. W końcu odezwał się Jazgot i zakończył to całe przedstawienie:
 Jeżeli skończyliście swoje przekomarzanie... Czy u was też jest problem z pchłami?
Faktycznie był. Uczennica Omszonego widziała osobiście, jak kilka psów niemal wyrywa sobie łapy, nie mogąc przestać się drapać. Była bardzo zadowolona, że jej nie dopadł ten problem. Kątem oka, Sikorka zobaczyła, że Biały odchodzi z dala od jej mentora. Przynajmniej Gwiezdni nie będą musieli nas karać  uznała.
 Naprawdę jesteś bratem Omszonej Krtani?  spytała Nagietka, chcąc potwierdzić w pełni swoją prawie potwierdzoną teorię.
 Cóż, tak, mimo że przyrodnim  odpowiedział szeptem, a później dodał już głośniej - W Industrii również są pchły.
 Ja też. Jak ćwierć klanu, która jest spokrewniona w zasadzie  wtrąciła się Górski Trel.
Sikorka posłała jej rozbawiony uśmiech. Najwidoczniej naprawdę wszystko kręciło się wokół Mcha.
 Szaleją chyba po każdym klanie — odpowiedział Jazgot na temat pcheł, a później, jakby chcąc przerwać niezręczną ciszę stwierdził  Adoptowałem szczenięta.
 Naprawdę?  ożywił się Nagietek  Jakie mają imiona?
 Szczeniaczki?  zawtórowała Nagietkowi uczennica Omszonego  Jak uroczo!
 Śnieżynka, Szakłak, Wymyślnik i Orchidea  dumnie oznajmił ojciec.
 Miejmy nadzieję, że urosną zdrowe i silne . Mają śliczne imiona  pogratulował uczeń.
 Zgadzam się w pełni  oznajmiła uradowana Sikorka, zakochana już w tych maluchach, nawet ich nie poznając   Gratuluję, będzie pan świetnym ojcem.
Jazgot grzecznie podziękował. Tym razem nie miał chyba pomysłu, jak przerwać krępującą ciszę. Mech prychnął coś jeszcze o tym, że Ciepła Pleśń uciekł z klanu i ma szczeniaki, a Nagietek bardzo ładnie go zgasił, co niezmiernie Sikorce zaimponowało po raz kolejny. Jej mentor był pierwszym, który postanowił wybyć, a ona nie wiedziała, czy powinna iść z nim, czy zostać z klanem. Zdecydowała, że woli żyć. Śmieszne jest to, że jej przepowiednia co do przebiegu zgromadzenia spełniła się całkiem nieźle.
 Już myślałem, że życie ci nie miłe  zaśmiał się Nagietek.
 Moje życie niemiłe jest chyba Rzepakowej Gwieździe, że mnie do niego przydzieliła  odpowiedziała półżartem. Lubiła Mcha, jak każdego innego psa, ale jakby nie zgodziła się ze zdaniem ucznia, mógłby uznać ją za stukniętą, a nie był to najlepszy wstęp do przyjaźni.
 Moja mama na pewno nie chciała źle... Pewnie jej celem było, żeby się wreszcie do czegoś przydał oprócz narzekania i przekleństw  bronił matki uczeń.
 Nie jest tak źle  pocieszająco mruknęła. Co prawda głupio było jej być uczniem w wieku dwudziestu księżyców, ale tak naprawdę nie winiła mentora. Nie był złą osobą, po prostu troszkę niemiłą, ale była pewna, że w środku jest po prostu pokrzywdzonym, małym i biednym pieskiem, albo coś w tym rodzaju.
Zamiast kontynuować rozmowę, zamilkła i spojrzała, na psy, powoli opuszczające miejsce zgromadzeń. Nie miała ochoty jeszcze wracać. To całe zgromadzenie nie było aż tak ciekawe, jak myślała, że będzie. Przynajmniej mogła przekonać się, że to, iż nigdy wcześniej nie miała okazji, by zaprzyjaźnić się z Nagietkową Łapą było bardzo smutne, bo wydawał się sympatycznym gościem. Musiała nagromadzić sobie pomysły na pytania, do nowego kolegi, więc by zagrać trochę na czas i nie pozwolić ciszy trwać dłużej, postanowiła skomentować tak ważny w rozmowach temat, jak pogoda. Obróciła pysk w kierunku księżyca w pełni i zmrużyła oczy.
 Bardzo przyjemna dzisiaj noc, prawda? Gwiazdy tak ładnie świecą  rozmarzyła się.
  Masz rację  odpowiedział Nagietek, który skierował oczy w to samo miejsce  Tamtym dwóm idiotom nie udało się na szczęście rozgniewać Gwiezdnych.
Uczennica zaśmiała się.
— Nigdy nie słyszałam kogoś, kto odważył się tak nazwać Omszoną Krtań.
 Naprawdę? Cóż, czasem ktoś musi to zrobić – odpowiedział z uśmiechem Nagietek.
— Hm, w każdym razie, jesteś bardzo odważny.
Uczeń skinął głową i podziękował nieśmiało za komplement. Nastała chwila ciszy, w której oboje bez słowa podziwiali gwiazdy, które wydawały się aż zaskakująco wyraźne na atramentowo-czarnym tle, jakim było niebo. Może Sikorka po prostu dawno na nie nie patrzyła? Srebrzyste Drzewo dodawało temu krajobrazowi dodatkowego uroku, wyglądając, jakby na jego liściach objawił się jakiś święty. W końcu milczenie przerwał syn Rzepy.
— Nie powinniśmy już wracać?  zapytał.
Suczka zorientowała się, że przez zagapienie, nie zauważyła, że pozostali już kompletnie sami na wzniesieniu.
  Wiesz, ty możesz już iść, jeśli chcesz, ale ja chyba tu zostanę. Tu jest całkiem miło. Jakoś nie chce mi się spać, a poza tym, boję się, że spotkam zdenerwowanego Mcha. Nie chcę mu przeszkadzać.
Jej łapy trzęsły się z zimna, ale nie zwracała na to uwagi. Odgarnęła śnieg wokół siebie i położyła się na zamarzniętym piasku.

<Nagietkowa Łapo?>
[1748 słów, Sikorkowa Łapa otrzymuje 17 punktów doświadczenia i 5 punktów treningu]