Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dymna Łapa x Kłaczasta Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dymna Łapa x Kłaczasta Łapa. Pokaż wszystkie posty

9 lipca 2022

Od Kłaczastej Łapy CD Dymnej Łapy

Od ostatniego dłuższego spotkania Dymka z Kłakiem minęło kilka księżyców. W tym czasie młody medyk zdążył praktycznie ukończyć swój trening. Pozostało mu jedynie przejąć od swojego mentora sztukę krętactwa lub też ładniej mówiąc życia w społeczeństwie. Brązowy miał w sobie tyle empatii, co kamień, dlatego wszystkiego musiał uczyć się „na logikę”. Przekonał się już, że Peter ma w tym idiotycznym na pierwszy rzut oka pomyśle sporo racji. Dużo łatwiej było badać gówniarza, który nie darł się z przerażenia na pół magazynu. O wiele prościej przekonać kogoś do pomysłu, kiedy patrzył na Kłaczastego przychylnym okiem.
Tego dnia wynosił kompletnie zwiędłe zioła poza magazyn. Wracał właśnie do legowiska medyka, nagle usłyszał koło siebie:
— O hej! — Medyk spojrzał w dół na właściciela głosu. Był to Dymna Łapa. — Powiedz jej, że jestem niezdolny do kontynuowania treningu. Błagam. Zabije mnie tam.
Kłak nie miał pojęcia, o czym ten namolny pies gada. Już na sam dźwięk jego głosu, rozbolała go głowa. Zanim jednak zdążył o cokolwiek zapytać, do środka weszła Węgorzowa. Kłak wymienił z nią porozumiewawcze spojrzenie, ale czarna szybko zwróciła wzrok na swojego ucznia.
— Jak na wielce chorego, dość szybko tu przyszedłeś — rzuciła.
— Wcale nie! Naprawdę źle się czuję! — odwarczał w jej stronę uczeń, kierując błagalny wzrok na ucznia medyka.
Brązowy westchnął teatralnie, zamachał lekko ogonem i podszedł do wojowniczki.
— Więc… to jest twój uczeń siostrzyczko? — zagadnął, tylko by móc poobserwować jak pysk Dymnej Łapy wykrzywia się w zaskoczeniu.
Suka prychnęła, od dawna zmęczona bratem, który próbował być słodki jak cukierek. Ona dobrze wiedziała, jaki jest. Miał w głębokim poważaniu jej odpowiedź i pytał jedynie ze sztucznej uprzejmości.
— Pewnie niedługo przestanie, jak tak dalej pójdzie. Ciągle się obija — odparła, zadzierając głowę.
Kłaczasty wywrócił oczami. Co jak co, ale nie wątpił, że akurat co do ostrości treningów syn Iskrzącego Płomienia nie kłamał. Był pierwszym uczniem Węgorzowej, która była wymagająca i twarda, nawet względem samej siebie.
Szczerze mówiąc, Kłaka niezbyt obchodziło to jak idzie im współpraca. Inną sprawą było, że medyk zawsze chciał mieć jakiegoś młodzika, który odwalałby za niego brudną robotę. Niestety w Industrii większość uczniów była w jego wieku, więc ciężko było im coś wcisnąć. Dopiero niedawno pojawiło się parę młodych, skorych do wypełniania rozkazów obdartusów.
Zerknął w stronę czarnego pieska. Jego chociaż już znał, wiedział, że wystarczyło odpowiednio dużo nacisku, by się go posłuchał i… Miło było wyjść na wybawcę, mógł w ramach tego zawsze żądać jakiejś rekompensaty. Zresztą Węgorzowa wcale nie wyglądała, jakby jej na tym treningu zależało. Wręcz przeciwnie, jej wzrok był zgoła znudzony, zirytowany, a przede wszystkim od razu mówił Kłaczastemu, że suka ma dość tego gówniarza.
Brązowy zbliżył się do niego tak nagle, że mały aż podskoczył. Medyk jednak jedynie obwąchał go i uważnie obejrzał.
— Wiesz, wydaje się trochę odwodniony — skłamał bez mrugnięcia okiem. — Lepiej będzie jak pójdzie ze mną. Wątpię, żebyś chciała go taszczyć z powrotem — stwierdził w końcu.
Suka aż parsknęła.
— Serio myślisz, że bym go niosła? — zapytała śmiertelnie szczerze.
Kłaczasty nie odpowiedział na to pytanie. Oboje dobrze wiedzieli jakby było.
— Oddam ci go jutro — powiedział, średnio zainteresowany odmową.
Czarna rzuciła jedynie swojemu podopiecznemu wzrok w stylu „Masz szczęście”, a później ruszyła do wyjścia z magazynu, zapewne woląc zając się swoimi sprawami.
— Dzięki — rzucił cicho Dymny z nutą niepewności w głosie.
— Nie masz za co, przydasz mi się. — odparł brązowy, a ruszając dalej w stronę swojego oraz Peterowego legowiska dodał: — No chodź.
Czarny szybko go dogonił, nadal jednak zerkając na niego niepewnie.
— Przydam? — dopytał.
— Tak, dokończymy sprzątanie i wyjdziemy po zioła na targ. Byłeś tam w ogóle kiedyś?
Oczy ucznia aż zapłonęły.
— Nie, w zasadzie to…
Kłak jednak nie był zbytnio zainteresowany życiem syna Iskrzącej.
— To zrobisz sobie dzisiaj wycieczkę — odparł, ucinając temat.
Zanim jednak rozpoczęli swoją ekscytującą wyprawę, uczeń zdążył nieźle się wynudzić porządkami, bo medyk w tej kwestii pozostał nieugięty.
<Dymna Łapo?>
[624 słowa, Kłaczasta Łapa otrzymuje 6 punktów doświadczenia]

8 lipca 2022

Od Dymnej Łapy CD Kłaczastej Łapy

Incydent z patykiem odszedł w niepamięć, po tym jak został uczniem. Cieszył się z tego, czekał na ten dzień bardzo, ale to bardzo długo. No i nadszedł. Tylko był pewien, tyci problem. Jego mentorka.
Węgorzowy Całun nie cackała się z nim jak mama. Gdy nadchodził świt, wyciągała go za kark z legowiska, wyrzucając wprost na zimną posadzkę. Pobudka okropna, a trening? Nie chciał o nim nawet wspominać. Po tym jak zechciało mu się uczyć walki, samica katowała go sparingami dzień w dzień. Nawet starał się symulować, że naprawdę źle się czuje, by ta odpuściła mu kolejne lanie.
— Słabeusz z ciebie, jaki będzie z ciebie pożytek, skoro kulisz się gorzej niż szczenie? — szczeknęła, siadając i wbijając w niego spojrzenie.
Zbierał się właśnie z ziemi, próbując opanować rozjeżdżające się łapy. Usiadł prosto, posyłając jej wrogie grymas.
— Wcale nie jestem słaby! Ty nie umiesz uczyć i tyle! — fuknął.
— Ha! Bezczelny gówniarz. Za mało ci nakopałam w ten zadek? Może jeszcze raz mam, co? — Wstała, a on od razu się wycofał.
— Nie, nie trzeba. Wiesz. Coś mnie bark pobolewa, może pójdę do medyka? Przełóżmy to na jutro — zaproponował.
— Wczoraj jęczałeś to samo — zauważyła.
— Mieliśmy dzisiaj trenować polowanie! — wytknął jej. — A znów ćwiczymy walkę! — nie dawał za wygraną.
Naprawdę chciał wrócić do żłobka i zapomnieć o treningach. Były okropne. A mentorka nie robiła sobie z jego płaczu nic a nic, drwiąc tylko z jego niezdarstwa, gdy się przewracał o kamienie leżące na ziemi.
— Polowanie nie ucieknie — szczeknęła tylko, podchodząc do ucznia.
O nie. Nie ma mowy!
— Ałć, zobacz... normalnie słaniam się na łapach. Lepiej pójdę do medyka. Jak powie, że wszystko gra, to wrócę — zaproponował.
— Taki delikatny... — prychnęła. — Zaprowadzę cię.
—Nie trzeba... dam sobie radę sam — burknął, lecz pies nie zamierzał go słuchać. Zresztą... jak zawsze. Ruszył więc za mentorką do obozu, kierując się do medyka. Od razu dostrzegł tam Kłaczastą Łapę, który chyba nie ucieszył się na jego widok.
— O hej! — przywitał się ze starszym psem. — Powiedz jej, że jestem niezdolny do kontynuowania treningu. Błagam. Zabiję mnie tam — szepnął bałaganie, widząc, jak Węgorzowy Całun wchodzi do środka tuż za nim.
— Jak na wielce chorego, dość szybko tu przyszedłeś — zauważyła tylko z kpiącym uśmieszkiem.
— Wcale nie! Naprawdę źle się czuję! — warknął, kierując błagalny wzrok na ucznia medyka.
<Kłaczasta Łapo?>
[372 słowa, Dymna Łapa otrzymuje 3 punkty doświadczenia i 2 punkty treningu]

28 czerwca 2022

Od Kłaczastej Łapy CD Dymnej Łapy (Dymka)

Akcja jest kontynuacją poprzednich opek i dzieje się latem, przed mianowaniem Dymka.
Z każdą kolejną chwilą Kłaczasta Łapa przekonywał się, że z całego serca nienawidzi szczeniaków. Myślał, że wie to dość klarownie już wcześniej, ale nic bardziej mylnego! Syn Iskrzącego Płomienia z każdą chwilą udowadniał mu, że jest w stanie pojawić się między nimi większa niechęć. Medyk musiał go gonić praktycznie pod sam kemping, gdzie ten mały diabeł zwinął Dwunożnym kiełbasę. Co gorsza, nie dość, że uczeń Petera uciekał z nim w pysku, to również taszczył jego łup. Mały najwidoczniej nie zauważył, jak bardzo ich to spowalnia i przeszkadza w ucieczce. Wkurzył tym brązowego jeszcze bardziej.
Gdy w końcu krzyki w ich kierunku ucichły, Kłaczasty upuścił malca mało delikatnie na ziemię. Szczeniak pisnął niezadowolony z bolącego zadka i w końcu wypluł kij.
— Hej! — burknął, zirytowany.
Zanim jednak zdążył powiedzieć cokolwiek więcej, starszy pies posłał mu tak nienawistne spojrzenie, że szczeniak od razu się zamknął.
— Ty mały, rozwydrzony bachorze — zaczął, kompletnie nie widząc sensu się już hamować. — Masz szczęście, że cię im nie zostawiłem.
W tych dwóch zdaniach było tyle jadu, że uderzyło to Dymka, niczym kubeł zimnej wody. Jak jeszcze chwilę temu rozpierała go duma i radość, tak teraz cały aż się napuszył po części ze strachu, po części ze złości.
— Ale… Ale przecież udało mi się upolować… to! — odparł z resztkami pychy w głosie.
Miodowe oczy przewróciły się, a brązowy pysk aż wygiął w złości.
— Gratulacje — warknął sarkastycznie Syn Rzepakowej. — zwędziłeś kiełbasę, którą można ukraść na dziesięć prostszych sposobów i nie zostać zauważonym. Módl się lepiej, żeby teraz nie napuścili na nas hycli.
Szczeniak wyglądał, jakby dosłownie walczył ze sobą. Rozczarowanie i zakłopotanie aż wylewały się z jego postawy.
— Wcale nie napuszczą! — zapiszczał czarny.
Medyk jedynie parsknął, całkowicie ignorując jego stan oraz to, jak jego słowa mogły wpłynąć na malucha. Nadal aż kipiał ze złości, co jednak na zewnątrz objawiało się wyłącznie czystą, zimną nienawiścią.
— Zatkaj się najlepiej tym swoim kijem i wracamy — odparł uczeń chłodno.
Dymek aż zamrugał. Rozejrzał się, ale ze swojego miejsca nawet nie widział magazynu. Kiedy jednak jego, pożalcie się Gwiezdni, opiekun ruszył przed siebie, także czarny złapał szybko swoją zdobycz w zęby, po czym powoli zaczął podążać jego śladem. Niedługo zajęło jednak zanim się zatrzymał.
— Jest za ciężki — burknął, bardzo niechętnie przyznając się do tego, że nie jest w stanie sobie poradzić.
W oczach brązowego pojawił się sadystyczny błysk.
— Jakoś przy ognisku za ciężki nie był — fuknął, patrząc na szczeniaka z wyższością. — Dotargasz go do tego cholernego magazynu albo zostaniesz tu sam i może znajdą cię jeszcze ci Dwunożni.
Czarny psiak mimowolnie lekko zadrżał na myśl o wielkich, krzykliwych kreaturach.
— Przecież mówiłeś wcześniej, że mnie odprowadzisz — zaprotestował cicho.
— Zgadza się — powiedział nieugięcie Syn Rzepakowej. — To było, zanim do reszty popsułeś mi humor.
Nie czekał już nawet na kolejne protesty, tylko nieugięcie kontynuował powrót. Miał absurdalnie dużą satysfakcję, gdy usłyszał szurający o ziemię patyk tuż za sobą.
<Dymna Łapo?>
[470 słów, Kłaczasta Łapa otrzymuje 4 punkty doświadczenia i 1 punkt treningu]

22 kwietnia 2022

Od Dymka CD Kłaczastej Łapy

Żłobek był nudny. Prócz sióstr i mamy nie miał dodatkowych wrażeń. Zdążył przywyknąć do rutyny; spania, posiłku i zabawy. Nic więc dziwnego, że gdy natknął się na coś nowego, co odstawało od tej utopijnej wizji, podążył za obcym psem, gdy tylko mama odwróciła wzrok.
Nie zwracał uwagi na to, że mogłoby mu się po drodze coś stać. Chłonął widoki, cały czas idąc tropem psa, który nadal nie odpowiedział mu na pytanie. Ale ono szybko wyparowało mu z głowy, gdy tylko promienie słońca musnęły jego pyszczek. Był... pod wielkim wrażeniem otoczenia poza ciemnym żłobkiem. Tu było... inaczej. Te kolory, zapachy, wręcz prosiły się o to, by je odkrywać.
Pies nie był zadowolony, kiedy zorientował się z pasażera na gapę, który postanowił ruszyć jego śladem. Kazał mu zawrócić do obozu, ale... Ale on nie chciał! Nawet się rozpłakał, bo świadomość samotnego powrotu była zbyt straszna dla psiaka w jego wieku. Miał nadzieję tak wziąć na litość tego niemiłego pana, który potargał go za ucho.
— Dobra — burknął w końcu, chcąc chociaż trochę uspokoić kaszojada — Odprowadzę cię do matki, żeby cię nie porwał jakiś dwunożny, a ty nie powiesz nikomu, gdzie szedłem, bo wyniosę cię ze żłobka, kiedy będziesz spał i zostawię po drugiej stronie miasta. Stoi?
Nie mógł uwierzyć w słowa, jakie dotarły do jego uszu. Był zaskoczony, bo mama nigdy nie mówiła do niego takim tonem. Było to nowe doświadczenie, więc nie bardzo wiedział jak zareagować. Pokiwał jednak głową, pociągając nosem, w którym pojawiło się sporo wodnistych glutów.
— Świetnie — mruknął brązowy.
Kiedy już wszystko wyjaśnili sobie ze starszym, jego uwagę przyciągnął zapach. Był inny i ciekawy. Wiedziony nowym bodźcem oddalił się od ucznia, poszukując źródła. Z nosem przy ziemi, węsząc, zderzył się z drzewem, które wyrosło mu jakby spod ziemi. Niezadowolony szczeknął na nie, po czym dojrzał dym. To stamtąd roznosił się przyjemny aromat. Łapa za łapą, zbliżył się do dziwnej konstrukcji. Było to ciekawe stworzenie. Widział przez niego dalszą część otoczenia, a mimo to pomarańczowy zwierzak syczał, wijąc się i sypiąc dziwny piasek na różne strony. Już chciał odwrócić się i zawołać opiekuna, który powinien go przecież pilnować, o co chodzi z tym czymś, gdy pojawiło się kolejne stworzenie. Przypadł bardziej do ziemi, chowając się w krzakach i obserwując dwunożną istotę, która nabiła coś na patyk i wsadziła w pomarańczowe zwierzę. I wtedy znów poczuł ten zapach. Chciał zbadać to coś i to dlaczego tak przyjemnie pachnie, więc gdy tylko istota oddaliła się, podszedł do kija i chwycił go w ząbki. Przez to wszystko posiłek dwunożnego skończył w popiele. Nie poddawał się jednak i ciągnąc kawałek drewna, zaczął wycofywać się z miejsca zbrodni.
— Tu jesteś! — Usłyszał głos brązowego, który widząc tę haniebną kradzież, zaczął rozglądać się po otoczeniu. — Czy ciebie gwiezdni opuścili?
Zamerdał ogonkiem, z dumą prostując pierś. Udało mu się zaskoczyć psa! Zdobył to pachnące coś i teraz mogli razem to zbadać!
— Mwam pfffaffffooom fof — wydukał, nadal z patykiem w pysku.
Starszy nie zrozumiał, co mówił, ale i tak był z siebie zadowolony. Nagle jednak rozległy się dziwne głosy. Obejrzał się za siebie, a dostrzegając dwunożną istotę, która zaczęła wskazywać ich łapą, poczuł, że szykują się kłopoty.
Usłyszał, jak jego opiekun przeklina pod nosem, a następnie poczuł, jak jego pysk zaciska się na jego futrze. Został uniesiony w górę, a następnie już oboje uciekali przed wymachującym łapą dwunożnym. To... to była wspaniała przygoda! Na dodatek kij nadal trzymał mocno w pysku i mimo tego, że był nieco ciężki, przez co rył końcówką po ziemi, brudząc pachnącą rzecz, to był dumny. Może uda się pokazać mamie co upolował? O ile to coś nada się na jedzenie... Na razie to smakował powiew wiatru na pysku, powodowany przez wspólną ucieczkę.
<Kłaczasta Łapo?>
[607 słów, Dymek otrzymuje 6 punktów doświadczenia]

18 kwietnia 2022

Od Kłaczastej Łapy CD Dymka

Ten dzień nie był aż taki zły, a przynajmniej miał nie być, aż Kłak nie usłyszał od Petera słów „Zajrzyj do żłobka, zanieś Iskrzącemu Płomieniowi obiad, bo Ognisty Mak dzisiaj nie może”. Co jak co, ale z każdym dniem szczeniaki młodej pary były dla ucznia medyka bardziej i bardziej irytujące. Początkowo jedynie się darły, ale później także zaczęły plątać mu się pod łapami, a co gorsza nadawać jak katarynki.
Kiedy tylko wszedł na strych, coś uderzyło w jego nogę. Czarna kulka zwróciła łebek w jego kierunku.
— Ceść! Cemu wyglądas jakbyś pocuł bąka? — Brązowy ledwo zrozumiał, co piesek bełkocze. — Sces pobawić się?
Syn Rzepakowej wywrócił oczami, korzystając z tego, że w pysku miał zająca, pozwolił sobie zignorować bachora. Na widok bałaganu wywołanego porwanym materiałem aż go skręciło, ale inni uczniowie mogli się tym zająć. Jemu w końcu nikt tego nie zlecił. Z gracją przeskoczył obok szczeniaka, próbując się nie potknąć o czarną kulkę i stanął przed rudą.
— Och! Kłaczasta Łapo, dziękuję ci bardzo za…
— Ta, nie ma za co — przerwał jej niezbyt miło uczeń, kiedy już pozbył się mięsa z pyska.
Iskrząca zamrugała, popatrzyła się na niego z niezrozumieniem, a później zaśmiała, jakby to był tylko żart. Medyk zapytał jeszcze, czy aby na pewno nie może jej pomóc jakoś ze zdrowiem, ale gdy tylko dostał zapewnienie, że wszystko gra, odwrócił się i wyszedł, uznając, że skończył swoje zadanie.
Zszedł na dół, do głównej hali magazynu. O tej godzinie nie kręciło się tam zbyt wiele psów, bo większość z nich była zajęta patrolami, polowaniem czy co tam jeszcze mieli w zwyczaju robić w środku dnia. Brązowy wszedł na chwilę do legowiska medyka, gdzie krótko powiadomił Petera, że opuszcza obóz i zgarnął chustę, w której miał miseczkę z papką zmieszanych ziół.
Wyszedł z magazynu, kierując się w okolice jeziora, kiedy jednak był może w jednej czwartek trasy, usłyszał za sobą ciche kichnięcie. Zatrzymał się jak na komendę i odwrócił. Zdążył jednak zarejestrować tylko czarny kawałek wystający zza drzewa. Kłaczasty sapnął, odstawił zawiniątko na ziemię, po czym podszedł w tamtą stronę. Wyciągnął za ogon malucha, co spotkało się z piskiem zaskoczenia i bólu.
— Puść, to boli! — zawył.
Dopiero wtedy medyk się zlitował, rozluźniając zaciśnięte zęby.
— Bardzo dobrze, że boli. Nauczysz się, żeby mnie nie śledzić — zawarczał, ale widząc jak mało wychowawczy wydźwięk to miało, dodał — i wychodzić z obozu bez opieki.
Młody medyk nie wiedział wtedy jednak, że takie podejście do szczeniaków jest pomysłem co najmniej idiotycznym, a efekt będzie zgoła inny niż oczekiwany. Maluch, który zaczął się trząść jak osika, spojrzał na niego nieustępliwie. Ten dysonans wydał się Kłaczastemu trochę zabawny. Chwilę później jednak przestało mu być do śmiechu. Syn Iskrzącej tupnął łapą w irytacji.
— Ty się mną opiekujesz, skoro szedłem za tobą! — wyparł się całej winy.
Brązowy zmarszczył nos.
— Równie dobrze mogę cię tu zostawić. — Wyszczerzył zęby w uśmiechu, który w innych warunkach mógłby być uważany za nawet uprzejmy, teraz jednak ewidentnie wyrażał drwinę. — To jak? Może się przekonamy czy dasz radę wrócić sam?
I znów całkowicie zawiodło to, że wcale nie rozmawiał on z równym sobie a z małym, biednym szczeniakiem, który potrzebował tylko chwili uwagi. Piesek, zamiast znów mu odpyskować lub odpuścić, zwyczajnie się rozpłakał, jak to inni w jego wieku mieli w zwyczaju. Uczeń natomiast… kompletnie zgłupiał. Nie wiedział, co powinien na to poradzić.
— Dobra — burknął w końcu, chcąc chociaż trochę uspokoić kaszojada — Odprowadzę cię do matki, żeby cię nie porwał jakiś dwunożny, a ty nie powiesz nikomu, gdzie szedłem, bo wyniosę cię ze żłobka, kiedy będziesz spał i zostawię po drugiej stronie miasta. Stoi?
Czarny słysząc te groźby, zrobił wielkie oczy, znów jakby chciał wpaść w histerię. Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu słyszał, by ktoś się tak do kogokolwiek odnosił. Pokiwał jednak głową, pociągając nosem.
— Świetnie — mruknął brązowy.
Drzewo, za którym chował się Dymek, było puste w środku, dlatego Kłak postanowił schować do niego swoją ziołową mieszankę. Kiedy jednak odwrócił się znów do malucha, tego nigdzie nie było. Pierwszą myślą, jaka przeleciała przez głowę medyka to „Zabije tę małą pokrakę”. Od razu jednak zaczął węszyć, próbując złapać jego trop. Może i był wściekły, a smark nie był jego problemem, ale jeśli ktokolwiek widział, że poszedł za nim, zaczęłaby się masa niewygodnych pytań. W tamtym momencie syn Rzepakowej chciał już tylko odstawić gówniarza do magazynu i liczyć na to, że nie spóźni się zbytnio na umówione kilka dni temu spotkanie.
<Dymku?>
[721 słów, Kłaczasta Łapa otrzymuje 7 punktów doświadczenia i 1 punkt treningu]

15 kwietnia 2022

Od Dymka do Kłaczastej Łapy

Złapał za koc, zaczynając go szarpać, by zrzucić siostrę. Suczka posłała mu pytające spojrzenie, zmuszona unieść tyłek, by nie zostać przetransportowana w inne miejsce.
— Co lobis? — zapytała.
Dymek uśmiechnął się tylko do niej figlarnie, dalej trzymając materiał, który powoli nasiąkał jego śliną.
Chciał się bawić, może nawet wyjść do tych obcych psów?
Zawarczał pod nosem, opadając łapami na ziemię z uniesionym tyłkiem, merdając ogonem zachęcająco do siostry.
Bąbelek tylko się uśmiechnęła, podążając w jego ślady. Złapała za koc i wspólnymi siłami, zaczęli szarpać przedmiot.
— Hej, hej maluchy, bo porwiecie. — Głos mamy wtrącił się w ich mały pojedynek. Nie miał jednak zamiaru przestawać. Mocniej zacisnął zęby, próbując wyrwać rudawej "zabawkę".
Przebiśnieg warknęła coś pod nosem niezadowolona, że nie jest obiektem zainteresowań członków rodziny i szybkim krokiem dotarła do rodzeństwa, przyłączając się do zabawy. A raczej... próbując zakończyć ten pojedynek.
Nie miał pojęcia czemu tak lubiła się podlizywać mamie, ale takie wyzwanie pobudziło tylko jego chęć rywalizacji. Zaparł się nogami, ciągnąć i szarpiąc, aż nie rozległ się dźwięk rozrywającego materiału, który sprawił, że trzy szczeniaki upadły z trzema różnymi skrawkami koca w pysku.
— A co mówiłam? — Mama uśmiechnęła się jednak, rozczulona zabawą swoich pociech, liżąc każdego po łebku.
Czerwona lampka zapaliła się w jego głowie, gdy tylko skojarzył, że to czas na kąpiel. Szybko wywinął się mamie, która skupiła się na mniej niesfornych maluchach. Idąc do światła, gdzie widywał różne psy, kilkakrotnie wywrócił się przez swoje zbyt grubiutkie łapki. Jeszcze ten zwinięty koc, na którym leżeli powodował, że teren był bardzo nierówny i problematyczny do wędrówki.
Nagle ktoś wszedł do ich domu. Dymek zauważył gościa, gdy zetknął się z jego łapą, na którą wpadł. Pies nie wyglądał na zadowolonego, tak jakby nie przyszedł tu z własnej woli. Od razu zainteresował czarnego, który merdając ogonkiem, rzucił do obcego:
— Ceść! Cemu wyglądas jakbyś pocuł bąka? — powiedział szczerze. — Sces pobawić się? — zaproponował. W końcu zabawa zawsze dawała mu radość, to może i jemu pomoże przywrócić dobry humor?
<Kłaczasta Łapo?>
[322 słów, Dymek otrzymuje 3 punkty doświadczania]