Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nagietkowy Poranek x Ciepła Pleśń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nagietkowy Poranek x Ciepła Pleśń. Pokaż wszystkie posty

23 kwietnia 2022

Od Nagietkowej Łapy CD Ciepłej Pleśni

Akcja się dzieje zaraz po ostatnim zgromadzeniu klanów, czyli jakieś trzy miechy w tył.
Droździk i Lelek, mimo że towarzyszyli Nagietkowi i Ciepłemu, wyraźnie trzymali się za nimi. Rozmawiali ze sobą, z ciekawością rozglądając się podczas marszu na granicę. Może podsłuchiwali rozmów stęsknionego za sobą rodzeństwa, a może tego nie robili. Najwyraźniej żaden z potomków Rzepakowej Gwiazdy nie przywiązywał do tego większej wagi. Synowie Deszczowego Podmuchu przypuszczalnie byli tylko dodatkiem do wspólnego, rodzinnego spędzania czasu tej dwójki, chociaż nie można było zaprzeczyć, że Ciepła Pleśń dość często odwracał się, aby sprawdzić, czy dzieciaki Jagodowej wciąż tam są. W tym czasie Nagietkowy Łapa dokładnie przyglądał się otoczeniu. Bardzo poważnie traktował wyjście z Ciepłym na patrol.
— A czy coś ciekawego działo się na zgromadzeniu? — kontynuował rozmowę, znów odwracając się na sekundkę. Wbił zaraz wzrok w ścieżkę przed sobą, nadstawiając uszu.
Mentor lekko zaskoczył Nagietkową Łapę tym pytaniem, ale pobudził tym samym jego dziecięcy entuzjazm. Młodszy aż podskoczył na myśl, że ma kolejną rzecz, o której może opowiedzieć Ciepłemu. Rozmowa o postępach, jakie zrobił brązowooki i zaangażowanie, z jakim słuchał go jego brat, wprawiły najmłodszego syna Rzepy w niewiarygodnie dobry nastrój. Uwielbiał rozmawiać ze starszym bratem, dlatego tym bardziej uszczęśliwiła go myśl o temacie, który można rozwinąć na milion sposobów. Od razu przyszło mu do głowy, aby powiedzieć nakrapianemu o rozmowie z Sikorkową Łapą, z którą miał nadzieję się zaprzyjaźnić, ale zdecydowanie zacząć musiał właśnie od bardziej liczących się rzeczy, które wydarzyły się na zgromadzeniu klanów.
— Tak, było dość ważne — zaczął w końcu, przytakując. — Liderzy omawiali wydarzenia we Flumine oraz problem pcheł. Omszony…
— Wydarzenia we Flumine? — Głos Ciepłego zmyślnie wślizgnął się w wypowiedź ucznia, zbijając go z pantałyku. Nie było to niemiłe wtrącenie (o takowe ciężko byłoby posądzić Ciepłą Pleśń, który zdaniem Nagietka był najlepszym w Industrii wzorem dobrego zachowania), a próba zatrzymania Nagietka przy jednym z wątków, który wyraźnie zaciekawił starszego.
— To ty nic nie wiesz?
Brązowooki w dziwnym osłupieniu zaczął zadawać sobie w myślach kolejne pytania. Czy to możliwe, że jego brat nie miał pojęcia o tym, co działo się u Wodnych? Czy do klanu Wietrznych nie docierały te same informacje, co do Ognistych? Czy to możliwe? A może Ciepły po prostu skupił się na nowych obowiązkach i nie dopytywał? To chyba było bardziej możliwe wytłumaczenie, ale czy Łapa mógł je tak po prostu przyjąć? Uczeń powstrzymał się od komentarza na ten temat i od razu wrócił myślami do informacji, które zyskał podczas pełnego księżyca przy Srebrzystym Drzewie. Musiał opowiedzieć mu o wszystkim, co wiedział, jeśli faktycznie opowiadanie o zgromadzeniu miało mieć jakikolwiek sens. Szkoda tylko, że on również nie wiedział zbyt dużo.
— U Wodnych dzieją się straszne rzeczy. — Ton Nagietkowej Łapy, mimo że pełny typowej dla niego ekscytacji był również przesycony zatrwożoną powagą. — Nie pojawili się nawet na zgromadzeniu. Zupełnie nikt z Flumine. Boję się, że Piaskowa Gwiazda im zabroniła...
— Chwileczkę, Piaskowa Gwiazda? — Starszy, gdy usłyszał to imię, aż przystanął na chwilę. Nagietek nie miał wprawdzie pojęcia, co oznacza nagła zmiana postawy Ciepłego, ale zgadywał, że najwyraźniej nie dotarło do niego jeszcze najgorsze.
— ... Nakrapiana Gwiazda nie żyje. Została zabita.
W tamtym momencie Nagietek poczuł się niewymownie głupio, z tym że początkowo chciał opowiedzieć o słowach Omszonego, zamiast o śmierci Gwiazdy Flumine. Sam fakt, że na początku tej rozmowy czuł się szczęśliwy, wpędzał go w swego rodzaju druzgocące poczucie winy. Takie samopoczucie ucznia przypieczętowała gęsta, złowroga cisza, która osiadła na duszach obu samców, otulając je lodowatym, kłującym chłodem. Cisza, pozwalająca na usłyszenie płytkich oddechów, zdawała się unieruchamiać zarówno nakrapianego jak jego ucznia.
— Pomódlmy się za nich do Gwiezdnych — szepnął w końcu najstarszy w tym gronie, widząc jakie nastroje w uczniach wywołało wspomnienie o Nakrapianej. Musiał uspokoić młodszych i, chociaż tego nie przyznawał, siebie również. — Chodźcie... — zwrócił się do dzieci Jagodowej Mgły i Deszczowego Podmuchu. Te tylko przytaknęły w ciszy i podeszły bliżej.
Szare niebo wydało się wszystkim bardziej ponure niż dotychczas.

✧─── ・ 。゚★: *.✦ .* :★. ───✧

Księżyc był już dość wysoko, jednak wciąż chował się za sunącymi się po niebie chmurami. Lekki wietrzyk targał futro siedzącego przed magazynem ucznia. Z patrolu czarno-biały wrócił już dłuższy czas temu. Nie odzywał się do starszego brata przez całą drogę powrotną. Z początku w głowie brązowookiego lawina myśli robiła wiele hałasu, jednak teraz, mimo słyszanych przez niego rozmów dochodzących z magazynu, w uszach dzwoniła mu głucha cisza. Czuł się dziwnie. Nie potrafił do końca opisać tego uczucia, i choć nie próbował tego robić — wiedział, że gdyby chciał, nie dałby rady. Ciepły od razu po powrocie odprowadził uczniów Iskrzącego Płomienia i Jagodowej Mgły do rodziców, a potem, zawołany przez Rzepakową Gwiazdę, udał się do niej, by opowiedzieć o patrolu. Nakrapiany samiec o różnokolorowych oczach w rezultacie musiał porozmawiać jeszcze z dwoma innymi psami. Całość przeciągnęła się do późnego wieczora.

✧─── ・ 。゚★: *.✦ .* :★. ───✧

— Już pora wrócić. — Starszy polizał głowę brata, starając się dodać mu otuchy. Nagietek nawet nie zauważył, kiedy wojownik znalazł się tuż przy nim.
— Mógłbym za chwilę...? Proszę.
Ciepły, mimo że cicho, odpowiedział twierdząco. Spokojnie usiadł przy swoim bracie. Był pewny, że przyda mu się towarzystwo kogoś zaufanego i miał rację. Nagietek wyraźnie docenił gest. Już niebawem obaj patrzyli w zachmurzone niebo.
Jedna z wcześniejszych myśli na nowo pojawiła się w łebku ucznia.
Czy powinien powiedzieć Ciepłemu o strachu przed śmiercią?
<Ciepły?>
[847 słów, Nagietkowa Łapa otrzymuje 8 punktów doświadczenia i 2 punkty treningu]

28 lutego 2022

Od Ciepłej Pleśni CD Nagietkowej Łapy

Jeśli zapytać by Ciepłego, kogo lubi najbardziej ze swojego rodzeństwa, to prawdopodobnie odpowiedziałby dyplomatycznie, że kocha je całe, od Omszonego zaczynając, a na Agatowej Łapie kończąc. W myślach jednak jako pierwszego przywołałby mimo wszystko Nagietka. Już odkąd ten był mały, nawiązała się między nimi więź, jakiej Pleśń nie czuł z żadnym innym członkiem rodziny. Wystarczyło, by szczeniak z wielkim sercem wybrał jego, by wojownik także odruchowo stawiał go zawsze na pierwszym miejscu.
Wiedział od zakończenia treningu Puchaczej Dumy, że kolejnym jego uczniem będzie jedno z młodszych dzieci Rzepakowej. Nie krył też przed samym sobą, kogo najchętniej widziałby w roli swojego ucznia. Nigdy jednak nie wpadłoby mu do głowy, by prosić swoją matkę o przydzielenie mu Nagietka. Liderka jednak miała to do siebie, że swoim trzecim, nieistniejącym okiem po prostu widziała pewne rzeczy. Ciepły był jej wyborem bardzo pozytywnie zaskoczony.
Ich trening trwał w najlepsze. Wojownik mógł obserwować jak jego brat od kilku księżycowego szkraba poznającego powoli kodeks, staje się dojrzałym uczniem, bez problemu radzącym sobie z patrolem czy polowaniem. Z każdym jego postępem był z niego coraz bardziej dumny.
Niestety, później nastał dla Pleśni czas zwątpienia. Żałobna pojawiła się w jego życiu, a on zaczął kwestionować wszystkie zasady, w jakie wierzył do tej pory. Skończyło się to nieplanowanym przybyciem na świat trzech szczeniaków. Wtedy też Ciepły musiał dokonać wyboru. Czy trening brata jest na tyle ważny, że powinien zostać w Industrii, czy też Nagietek poradzi sobie bez niego? Tak też skończył, prosząc Drżący Szept o zajęcie się jego uczniem i trzymiesięcznym pobycie w Ventusie. Przez ten czas poznał nieco ich tradycji, jak na przykład zakaz polowania na ptactwo i nawiązał kilka nowych znajomości. Nawet jeśli większość psów tam patrzała na niego jak na intruza.
Aż w końcu nastał dzień powrotu do domu. Cała piątka przemknęła neutralnymi terenami na spotkanie z rodziną, która zamieszkiwała magazyn. Wojownik martwił się, że to powitanie może być równie nieprzyjemne jak to u Wietrznych, ale nie mógł się pomylić bardziej. Poza niechętnymi, podejrzliwymi spojrzeniami Sowiego Pazura, Jagodowej Mgły i kilku innych wojowników, całe spotkanie było miłe. Szczególnym entuzjazmem wykazywała się Rzepakowa, która nie mogła się nacieszyć maluchami. Szybko polubiła też Żałobną, z której stres wylewał się hektolitrami. Wydawało się, że ciężko uwierzyć jej, że liderka Industrii naprawdę jest tak kochaną osobą, jak zapewniał jej syn.
Mijały kolejne uderzenia serca, a Ciepły nadal nie widział nigdzie swojego ucznia, ani Omszonego. Jakby obaj bracia, którzy najbardziej zaprzątali mu myśli, zdecydowali się tego dnia na opuszczenie obozu. Dzięki temu jednak piątka świeżo przybyłych mogła, po salwie przywitań, rozgościć się w starym kącie Pleśni, który w tym celu musiał zostać nieco powiększony.
Jeszcze przed południem młody ojciec rozmawiał z Deszczowym Podmuchem. Mimo sporej różnicy księżyców między nimi całkiem nieźle się dogadywali, a starszy pies miał u syna Rzepakowej swego rodzaju dług wdzięczności, odkąd podczas uratował go z wnyków. Co prawda pomógł w tym bardzo Lekkie Serce, ale tak naprawdę, im obu brązowouchy pies nie wiedział jak dziękować. Dodatkowo ich relacje nieco się zacieśniły, kiedy Puchacza Duma została uczennicą. Deszczowy miał co do niej obawy, ale czarno-biały uporał się z nią bez większych problemów. Właśnie przez te drobne akty dobroci, kiedy Ciepły poprosił o go dotrzymywanie towarzystwa Żałobnej, zgodził się bez mrugnięcia okiem. Sam wiedział jak trudno opiekować się zgrają szczeniaków, nawet jeśli jego pociechy miały już dwadzieścia księżyców. Nie mówiąc już o tym, że czarno-biały musiał skupić się na szkoleniu kolejnego wojownika Ognistych.
Pleśń spokojny o tę sprawę, mógł wrócić myślami do treningu brata. Musiał koniecznie wypytać zarówno jego jak i Drżącą na stronie o każdy szczegół, jaki miał miejsce w ciągu jego nieobecności. Kiedy myślał o tym, obserwując, jak Iskrzący Płomień wesoło zagaduje coraz spokojniejszą Żałobną, usłyszał wesoły pisk:
— Ciepły! — Był to głos nikogo innego, jak jego nieoficjalnie ulubionego brata.
Mentor nie zdążył nawet mrugnąć, bo już został obdarzony czułym przytulasem. Sam ledwo powstrzymał wzruszenie, kiedy objął mniejszą wersję Rzepakowej.
— Nagietku, nawet nie wiesz, jak się stęskniłem — wymamrotał cicho, nieco zażenowany, że spora część klanu przygląda się tej scenie.
Młodszy psiak nawet nie musiał odpowiadać, że on też. Jego ogon falował wręcz dwa razy szybciej niż Pleśni, a w oczach zalśniły łzami.
— Nie wiedziałem, że wrócisz dzisiaj, mam ci tyle do opowiedzenia! — wykrzyknął, nie potrafiąc hamować swojej radości.
Ciepły obserwując go, nie mógł powstrzymać się przed szerokim uśmiechem.
— Też nie mogę doczekać się naszych treningów, rozmawiałem już z Deszczowym, by w tym czasie zadbał o... — W tym momencie jakby przypomniał sobie, że wypada młodszemu bratu przedstawić nową część rodziny. — Nagietkowa Łapo, to Żałobna Pieśń, Różyczka, Szept i Wieczorynka, a to Nagietkowa Łapa, mój brat i uczeń.
Na pysku młodszego Ognistego radość zmieniła się w szczere zaskoczenie. Przywitał się grzecznie z nową bratową i bratanicami, po czym znów wrócił wzrokiem do swojego mentora.
— Czy… Czy nie mówiłeś mi na ostatnim zgromadzeniu, że to tylko przyjaciółka? — zapytał niepewnie, jakby nie wiedząc, czy wypada o coś takiego pytać.
I w istocie tym jednym zdaniem wprawił Ciepłego w kompletne zmieszanie. Nie miał pojęcia, jak się z tego wytłumaczyć. Wtedy jeszcze nie był świadomy swoich uczuć.
— Tak… Widzisz, wtedy to była jeszcze przyjaciółka, ale sprawy nieco się zmieniły — wyjaśnił to najogólniej, jak był w stanie.
Nagietek patrzył na niego całkiem nieprzekonany tymi słowami, ale najwidoczniej zdecydował się oszczędzić starszemu bratu więcej wstydu. Chwała mu za to.
Tamtego wieczoru Ciepły odbył rozmowy jeszcze z dwoma ważnymi w jego życiu psami. Pierwszym z nich była Drżąca, z którą dialog jak zwykle był bardzo rzeczowy i tyczył się podsumowania jej opieki nad najmłodszym synem Rzepakowej. Pleśń dziękował jej chyba tysiąc razy, nadmieniając także, że ma u niego dług.
Drugim był Omszony, jak zawsze raczący go swoim ciętym językiem. Ognisty liczył, że może chociaż tym razem, uda im się porozmawiać normalnie, ale Krtań najwidoczniej nie miał zbyt dobrego humoru. Ostatnio działo się to aż za często. Ciepły obiecał sobie, że pomimo braku wielu wolnych chwil, postara się z nim o tym porozmawiać. Co jak co, ale martwił się o tego kretyna. Kamień spadł mu z serca, kiedy wrócił i zastał go całego.

✧─── ・ 。゚★: *.✦ .* :★. ───✧

Pierwszy trening po przerwie był dość spokojny. Zarówno uczeń jak również mentor mieli sobie wiele do opowiedzenia, dlatego starszy pies postanowił poprosić Gwiazdę o wysłanie ich na wspólny patrol. Wraz z nimi zostali przydzieleni na niego także synowie Deszczowego Podmuchu. Po śniadaniu cała czwórka ruszyła w stronę granicy. Ciepły uważnie słuchał precyzyjnych opisów Nagietka o jego zajęciach z białą suczką, które wręcz idealnie pokrywały się z jej słowami. Co jakiś czas dopytywał o szczegóły, na przykład, na jaki typ drzewa ćwiczył wspinaczkę, czy też gdzie dokładnie poszli polować.
— A czy coś ciekawego działo się na ostatnim zgromadzeniu?
Uczeń aż podskoczył na to pytanie.
— Tak, było dość ważne — przytaknął młodszy pies. — Liderzy omawiali wydarzenia we Flumine oraz problem pcheł. Omszony…
— Wydarzenia we Flumine? — przerwał mu Ciepły, słysząc, że Nagietek ma jeszcze wiele do powiedzenia, a temat ten wydaje się bardzo ważny.
Podczas jego pobytu w Ventusie mało słyszał o sytuacji w innych klanach, nie miał też wiele czasu, by wypytywać o to innych.
— To ty nic nie wiesz? — wytrzeszczył na niego oczy uczeń.
Nakrapiany pokręcił głową, co tylko jeszcze bardziej zaskoczyło Łapę. Dostał niepowtarzalną szansę od Gwiezdnych, by zabłysnąć przed swoim mentorem.
< Nagietku? >
[1188 słów, Ciepły otrzymuje 11 punktów doświadczenia, a Nagietkowa Łapa 2 punkty treningu]

22 grudnia 2021

Od Nagietkowej Łapy (Nagietka) do Ciepłej Pleśni

Przebudził się w środku nocy, zaabsorbowany do tego stopnia akcją swojego przerwanego snu, że nie było doprawdy nic dziwnego w fakcie, iż uspokoił się dopiero po kilkunastu uderzeniach serca. Czas ten przeznaczony został na przede wszystkim przyzwyczajenie się do aż nadto silnych emocji — w drugiej zaś kolejności na wewnętrzną walkę Nagietka z jego nagłą potrzebą rozmowy. Wiedział bowiem, że pora na to była raczej nieodpowiednia i okoliczności co najmniej niesprzyjające. Nie widział też nikogo znajomego, kto mógłby z nim porozmawiać i byłby przy tym już obudzony. Sam szczeniak miałby mocne wyrzuty sumienia, gdyby przyszło mu obudzić kogoś bardzo zmęczonego ubiegłym dniem.
Pomyślał przez bardzo krótką chwilę o Agatce, ale zmieszany odrzucił możliwość przerwania jej wypoczynku taką głupotą. W głębi duszy wiedział, że nawet gdyby Górka, Węgorzyk, Lipieńka, Kłaczek czy nawet wcześniej wspomniana Agatka, nie śpiąc, wpatrywaliby się w któreś z pudeł, nie byłby w stanie podejść do żadnego z nich z tym, co ciążyło mu na sercu. Żadne z nich nie mogło przecież znać odpowiedzi na nurtujące go pytania... i nie ze wszystkimi dogadywał się dobrze, mimo najszczerszych chęci.
W lekkim poprzebudzeniowym zamroczeniu pomyślał o swojej rodzicielce. Rzepakowa Gwiazda zawsze wzbudzała w nim pozytywne emocje. Nawet przy mocnych staraniach nie był w stanie wyobrazić sobie lepszej mamy. Wiedział, że w razie obudzenia jej, odpowiedziałaby mu na każde z później zadanych pytań — nawet z nadprogramowymi wyjaśnieniami. Z pewnością chciałaby rozwiać wszelkie wątpliwości swojego najmłodszego dziecka, aby później mogło ze spokojem oddać się w objęcia snu. Zawsze była dla Nagietka oparciem, dlatego teraz też wiedział, że może na nią liczyć, ale...
Odwrócił wzrok, a zmieszane spojrzenie ulokował na swoich czarnych łapkach. Wiedząc, jak wiele spraw na głowie miała wczoraj Rzepakowa, westchnął tylko cicho. Niewątpliwie była padnięta. O Sowim nawet nie myślał, jego ojciec cenił sobie odpoczynek i pewnie tylko kazałby mu wrócić rano ze swoimi głupimi pytaniami (prosząc go o to w dość wulgarny sposób). Nagietek nie zamierzał się narażać na jego zły humor.
Został niespełna jeden księżyc, do długo wyczekiwanej przez Nagietka ceremonii ucznia. Jego głowa przepełniona była marzeniami, ale też... obawami na temat dorosłości, która zbliżała się do niego nieubłaganie, aby w końcu stanąć z nim oko w oko. Czy to dobrze, że bał się tego spotkania? Nie wiedział, ale biorąc przykład z taty oraz Mcha postanowił stawić czoła problemowi i z całą stanowczością napluć na niego. W jak najgrzeczniejszy sposób, bo Nagietek nie należał raczej do osobników ordynarnych. W tej kwestii brał raczej przykład z mamy i Ciepłej Pleśni.
W taki oto sposób wreszcie zebrał się w sobie i wstał. Po cichu przemierzył odległość, którą musiał pokonać, ale gdy zdenerwowanie dało o sobie znać poprzez trzęsące się łapy szczeniaka, był już przed nosem śpiącego starszego brata. Co jeśli... on też jest zmęczony?
Był sobą zawiedziony. W najważniejszym aspekcie tej arcyważnej wyprawy zabrakło mu samozaparcia. Postanowił sobie na szybko w duchu, że nie da się sparaliżować strachowi. Wziął głęboki oddech, który wypełniając jego płuca, przesłał mu minimalne pokłady spokoju. Spojrzał ponownie na Ciepłą Pleśń i wyszeptał kilkukrotnie jego imię, tak zatrważająco cicho, jakby nie był pewny, czy faktycznie chce lub potrzebuje go budzić. Jęknął cichutko — jakby płaczliwie — przestępując z łapy na łapę. Zwykle Ciepły miał bardzo lekki sen. Czemu nie obudził się od razu?
— Ciepły... — Nagietek przybliżył się do niego jeszcze trochę, a w końcu zamknął oczy i szturchnął go lekko noskiem. Postanowił sobie coś, więc trzymał się tego, ale obawiał się, czy jego brat nie jest przypadkiem zbyt zmęczony na rozmowę z nim. Może nie powinien do niego podchodzić? Lepiej było czekać do rana? Niestety było już za późno. Nakrapiany poruszył się lekko.
Bojąc się konsekwencji, Nagietek odsunął się troszkę, a potem myśląc o tym, jak powinien się zachowywać w stosunku do wojownika, spróbował stanąć prosto, jednak jego łapki ze stresu uginały się do jakiś czas, sprawiając, że mały drżał. Było mu z tym strasznie głupio, co samo w sobie potęgowało problem, a sam wstyd z tego płynący sprawiał, że oddech i bicie serca wprost proporcjonalnie przyspieszały. Jedyne, nad czym miał kontrolę to nad własnymi łzami, które, mimo że zbierały się w jego brązowych oczach, były usilnie powstrzymywanie przez szczeniaka. Maluch, mimo że mama mówiła mu, iż płacz nie jest niczym złym, pamiętał jeszcze, jak niektórzy z rodzeństwa naśmiewali się z niego z tego powodu. Przed Ciepłą Pleśnią co prawda mógłby uronić kilka łezek bez zagrożenia byciem wyśmianym, ale zraził się do płaczu dostatecznie już wcześniej. 
— Nagietku...? — Heterochromatyczne oczy psa otworzyły się, prześwietlając wzrokiem najbliższe otoczenie, a w szczególności stojącego przed nim szczeniaka. — Coś złego ci się śniło? 
W pierwszej chwili wyglądał na bardziej zaspanego niż zmartwionego, ale niedługo zmieniło się to. Przyszły uczeń tylko pokręcił łebkiem w obie strony, zaprzeczając, jakoby doświadczył koszmaru sennego. Miał zacząć mówić o powodzie, dla którego przyszedł, ale Ciepły wstał i usiadł bliżej niego, po czym polizał go po głowie i zalecił mu położenie się bliżej niego. Powiedział, że nie zaszkodzi mu wzięcie kilku uspokajających wdechów i wydechów, aby łatwiej mu się mówiło. Nagietek skorzystał z rady i po chwili spokojnie wtulał głowę w sierść Ciepłego.
— Skąd ty wiesz tyle rzeczy... Tego wszystkiego cię nauczyli, kiedy byłeś uczniem...?
— Wiesz... w dużej części tak, ale musisz wiedzieć, że psy uczą się całe życie. Nawet wojownik może nauczyć się czegoś nowego... podobnie, jak ty uczysz się na błędach, przez obserwacje i to, co mówią ci inni. Mimo że jesteś jeszcze szczeniakiem.
Nagietek w ciszy skinął głową, przyswajając słowa starszego, jakby były to najważniejsze informacje w jego życiu.
— Powiesz mi teraz, co się stało, że byłeś do tego stopnia roztrzęsiony? — mówił cicho, przez co jego głos miał lekko mrukliwe brzmienie.
Młodszy Płomienny zmieszał się widocznie, chowając pyszczek przed błękitno-brązowym spojrzeniem. Ciepły jakby znając jego intencje — odwrócił wzrok, aby go niepotrzebnie nie stresować.
— Martwiłem się, że będziesz się źle czuł po obudzeniu... — przyznał w końcu nieśmiało, wiedząc, że Ciepły najprawdopodobniej uzna to za niezbyt mocny powód.
— Nie gniewałbym się na ciebie, Nagietku...
— Wiem, że nie... chodziło mi tylko o to, że czułbyś się niewyspany jutro. — Ciepły słysząc te słowa, po raz kolejny uświadomił sobie, jak emocjonalny jest jego najmłodszy brat. — Jesteś wojownikiem i pewnie miałeś dużo obowiązków...
— Nawet jeśli jednego dnia miałbym mniej energii, nadrobiłbym to, kładąc się szybciej jutro, to nic złego, że raz czy więcej mnie obudzisz. — wytłumaczył cierpliwie. — Nie martw się tym tak bardzo, dobrze?
— Spróbuję...
Ciepła Pleśń przez chwilę nie odzywał się, dając młodszemu moment dla siebie na przyswojenie potrzebnych informacji. Kiedy jednak brązowooki położył łebek na łapkach tuż przy nim, postanowił odezwać się znowu:
— Więc dlaczego chciałeś mnie obudzić? — tym pytaniem wojownik przeszedł wreszcie do sedna całego problemu, z jakim przybył do niego Nagietek. Młodszy i teraz wydał się speszony, jednak kontynuował wątek, zanurzony już w potoku własnych myśli.
— ...za niecały księżyc mam zostać uczniem i... chciałem wiedzieć, jak to jest, czy myślisz, że sobie poradzę i czy będę dobrym wojownikiem tak jak ty — wyrzucił z siebie na jednym wydechu.
Ciepły wydał się dość zaskoczony faktem, iż uważany jest za tak dobrego wojownika przez swojego brata. Przez chwilę analizował jego słowa w ciszy, jednak co chwilowe przerwy w swoich wypowiedziach zaczął nagle traktować jak pełnie rodzaju błędu gramatycznego. Gdy ta myśl przeszła mu przez głowę, jego wypowiedzi stały się o wiele płynniejsze.
— Jestem pewny, że dasz sobie radę. — Jego ton wskazywał na absolutną pewność w stosunku do wypowiedzianego zdania. — ...Tak jak wszyscy wielcy wojownicy przed tobą. Zupełnie jak Rzepakowa Gwiazda i Sowi Pazur i tak samo jak Omszona Krtań, ja i inni. Wiem, że masz wielkie serce i silny zapał, które na pewno przydadzą ci się podczas treningów, a jako że już dzisiaj uczysz się nowych rzeczy... jedyną istotną różnicą będzie to, że zyskasz kogoś, kto będzie cię przez to wszystko prowadził oraz... niedługo będziesz musiał przyzwyczaić się do tego, że inni będą mówili do ciebie „Nagietkowa Łapo”.
Na pyszczku młodszego zawitał promienny uśmiech, poszerzający się z każdym kolejnym słowem. W końcu zaśmiał się cichutko:
— Dalej będziesz mógł na mnie mówić „Nagietek” — powiedział, po czym pomachał lekko ogonem. Ciepły w opiekuńczym geście przytulił go po tym do siebie.
— Myślę, że będziesz świetnym wojownikiem, Nagietku... Masz jeszcze jakieś pytania, braciszku? — Gdy ten pokręcił głową, nakrapiany kontynuował. — Spróbujesz zasnąć?
Maluchowi nie trzeba było długo powtarzać. Zasnął przy starszym bracie niedługo po jego zapytaniu. To był dla niego, a właściwie dla nich obu długi i męczący dzień. Na szczęście zakończył się on spokojnie w świetle pełnego porozumienia. Tego właśnie dnia najmłodszy syn Rzepakowej zapałał do brata większą niż dotychczas sympatią.

< Jeśli Ciepły chce może odpisać. Chyba że ma zbyt wiele na głowie >
[1396 słów, Nagietkowa Łapa otrzymuje 13 punktów doświadczenia i 1 punkt treningu]