Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiołkowa Skałka †. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiołkowa Skałka †. Pokaż wszystkie posty

21 maja 2022

Fiołkowa Skałka umiera


Rak został zdiagnozowany u Fiołkowej już na początku jej życia. Suczka spodziewała się, że przyjdzie jej umrzeć nagle. Widać było, że w swoich ostatnich dniach była zmęczona, rozkojarzona i osłabiona. Chociaż nie uważano, by było to coś poważnego, skutki okazały się drastyczne. Fiołkowa Skała zawitała w Coelum, a o jej śmierci można przeczytać w opowiadaniu od Aroniowej Gałęzi.

28 lipca 2021

Od Fiołkowej Skałki CD Stopowej Ścieżki

 Dla Fiołkowej Skałki perspektywa posiadania potomstwa nigdy nie była niczym strasznym. Można nawet powiedzieć, że liczyła na to, iż kiedyś dostąpi zaszczytu posiadania własnego potomstwa, choć oczywiście nie spodziewała się, że finalnie stanie się to tak szybko. Mimo trudności wiążących się z tą rewelacją fakt swojej ciąży potraktowała niczym dar od Gwiezdnych — naprawdę ucieszyła ją ta wiadomość. Każda wizyta u medyka, utwierdzająca ją w pewności, że jej dzieci rozwijają się prawidłowo, napełniała ją radością, a praktycznie do ostatniego momentu trwania ciąży, dzień w dzień była jak w skowronkach, jeszcze bardziej adorując życie niż uprzednio. Nie mogła doczekać się macierzyństwa. Wiedziała, że będzie dobrą matką. Robiła wszystko, by przygotować się do tego zadania i wręcz nie mogła usiedzieć w miejscu na myśl, że niebawem będzie wychowywać własne pociechy, a później patrzeć, jak dorastają. Oczami wyobraźni widziała śliczne, puszyste kulki, najpierw nieporadnie uczące się chodzić o własnych łapach, a następnie dorastające i zakładające własne rodziny. Obdarzyła te szczeniaki miłością jeszcze zanim pojawiły się na świecie i chciała im przekazać jeszcze więcej uczuć, gdy nareszcie będzie mogła się nimi nacieszyć. Macierzyństwo wydawało jej się czymś cudownym, tym brakującym elementem w jej życiu. Napawało ją optymizmem i szczęściem. Na ten moment nie mogła wyobrazić sobie nic lepszego w jej życiu.
…Ale nic nie przygotowało jej na to, co naprawdę oznacza posiadanie własnego potomstwa.
Przepełniona olbrzymim, ekstremalnie ogromnym poczuciem dumy w piersi, obserwowała, jak Śnieżka i Karmazynek podążają za Aroniową i Konwaliową, w pełni nieświadomie (prawdopodobnie! — kto wie, patrząc na to, z czyjego łona wyszły) robiąc wszystko, by jej drogie siostry dostały szału. Aroniowa Łapa wyglądała tak, jakby modliła się do wszelkich możliwych bóstw o to, by ktokolwiek skrócił jej męczarnie na tym okropnym ziemskim padole, a jednocześnie wychodziła z siebie, oglądając się na plączące się pod jej łapami puchate kulki, za to Konwaliowa Łapa jeszcze dzielnie walczyła, próbując nadążyć za tokiem rozumowania szczeniaków i odpowiedzieć na ich wścibskie pytania, a zarazem zgrabnie wywinąć się od ich towarzystwa, co raczej nie przynosiło żadnych pożądanych skutków.
Ach, Fiołkowa Skałka otarła niewidzialną łzę z oka. Tak szybko rosną.
Tak, to zdecydowanie był jej ulubiony aspekt macierzyństwa.
Korzystając z chwili dla siebie, powstałej w wyniku nagłego zainteresowania ciotkami, które przejawił Karmazynek wraz ze Śnieżką, ich dumna matka postanowiła rozprostować łapy i skoczyć na małą wyprawę, żeby zobaczyć, czy poza obozem trafi na coś interesującego. Od momentu, gdy jej ciąża weszła w tryb bardziej zaawansowany, a od porodu dzieliło ją coraz mniej czasu, w trosce o dobro szczeniaków musiała zrezygnować ze swoich przygód i jak najbardziej na siebie uważać. Tak polecił jej medyk, który również nie omieszkał zauważyć faktu, że przy jej kondycji zdrowotnej utrzymanie ciąży może być nawet cięższe niż w innych, bardziej sprzyjających okolicznościach. Dlatego Fiołek grzecznie stosowała się do wszystkich jego zaleceń, wiedząc, że tak musi być, jeśli jej dzieci mają urodzić się zdrowe i szczęśliwe. Natomiast po porodzie jej czas dla siebie i swoich zainteresowań zmalał prawie że do zera, a mimo wielkiej radości z powodu narodzin własnych pociech i skupieniu na ich prawidłowym rozwoju i wychowaniu, Fiołkowa zaczęła się fizycznie nudzić. Będąc przyzwyczajoną do zupełnie innego stylu życia, bycie uwiązaną do jednego miejsca zaczęło dawać się jej we znaki. Cierpliwie czekała, aż szczenięta się lekko usamodzielnią i w czasie nielicznych momentów, gdy znajdowały się pod opieką innego, rozsądnego psa, suka mogła zacząć wymykać się na krótkie spacery i cieszyć się otoczeniem, odkrywając je na nowo. Nie potrafiła się doczekać, aż będzie mogła zabierać swoje pociechy na takie wędrówki. Chciała im pokazać piękno tego świata.
Gdy wychodziła z obozu, nie uszło jej zmysłom, że w pobliżu znajduje się inny pies, o zapachu, którego nie rozpoznawała. Oznaczało to, iż nie należał on do Tenebris, a mimo to pozwolił sobie zapuścić  się na tereny tego klanu, łamiąc przy tym kodeks wojowników. Nie, żeby sunia sama była taka święta. Z tym że ona nigdy nie została przyłapana na swoich wędrówkach, ani nie wyrządziła podczas nich żadnych szkód, jedynie szukała niegroźnej rozrywki. Z tego powodu Fiołkowa Skałka postanowiła nie robić afery z powodu nieznanego intruza, a podejść osobnika na własną łapę. Podkradając się w kierunku, z którego dobiegał zapach, przeszła przez ruiny i spostrzegła kulę białego, puchatego futra, wyglądającą na nieco zagubioną. Nie podejrzewała psa o złe zamiary, domyślała się, iż ten zwyczajnie zabłądził, a gdyby został przyłapany przez liderów jej klanu, mógłby wpaść w poważne kłopoty. Kierowana chęcią bezinteresownej pomocy, prędko dopadła pobratymca.
— Chodź za mną i nic nie mów — rzuciła naprędce, podążając w stronę miejsca, w którym nikt nie powinien przyłapać ich na rozmowie. Całe szczęście, że nieznajomy nie stawiał oporu i posłuchał jej rady, podążając za nią. Kilka minut drogi później, gdy Fiołek nabrała pewności, że w okolicy nie ma żywej duszy, która mogłaby ich podsłuchać, ponownie się odezwała. —  Och, całe szczęście, zagrożenie minęło. Jestem Fiołkowa Skałka — przedstawiła się ochoczo.
— Nazywam się Stopowa Ścieżka, miło cię poznać — odpowiedziała radośnie, jak się okazało, suczka. — Jakie zagrożenie, co masz na myśli?
Fiołkowa nabrała pewności, że nieznajoma, a właściwie już lekko znajoma, jest raczej niegroźna. To przecież nie tak, że ta miała w planach szpiegowanie psów z Tenebris lub jakieś inne niecne rzeczy. Najwidoczniej nie zdawała sobie sprawy z faktu, że przekroczyła granice klanów. Należałoby jej zwrócić na to uwagę, o czym suka dobrze wiedziała, ale… Fiołek od dawna nie spędziła z kimś miło czasu, a jej towarzyszka wydawała się być w porządku, więc nie miała ochoty na to, by ta już sobie szła. Miło byłoby zawrzeć znajomość z kimś nowym!
— Hmm, już nieważne. Bardzo się cieszę, że cię spotkałam, moje życie ostatnio było dziwnie za spokojne. — Zaciekle zamerdała ogonem, ukazując swoją ekscytację ze spotkania. — Mogę zapytać, z jakiego klanu pochodzisz?
— Oczywiście! Jestem z Industrii — wyjaśniła szybko Stopowa Ścieżka, nie tracąc swojego entuzjazmu. — A ty?
— Pochodzę z Tenebris. I… — zawahała się, a trybiki przestawiły się kilkukrotnie w jej głowie. Wiedziała, że powinna uświadomić nowo poznaną sukę o położeniu, w jakim się znalazła. Chciała być wobec niej w porządku. — Właściwie to znajdujesz się teraz na naszych terenach, co jest trochę nielegalne, ale bardzo nie chciałabym, żebyś już sobie szła. — Posłała jej spojrzenie zbitego szczeniaczka. — Może chcesz się najpierw lepiej poznać?

<Stopowa Ścieżko?>
[1031 słów: Fiołkowa Skałka otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

19 lipca 2021

Od Fiołkowej Skałki CD Wilczego Cienia

Aroniowa Łapa z pewnością nie pochwaliłaby wymykania się poza granice własnego klanu i prób wtargnięcia na tereny Ventusu, nieważne, czy ta wycieczka krajoznawcza umotywowana była pokojowymi zamiarami, czy też wręcz przeciwnie. O nie, Fiołek nadal miała w pamięci burę, którą otrzymała od siostry na wieść o szczeniętach noszonych przez nią pod sercem, i jeszcze większym oburzeniu po tym, jak ujawniła, że ich ojcem jest pies z innego klanu. Po tych niedawnych rewelacjach przyłapanie Fiołkowej na łamaniu zasad kodeksu wojownika z pewnością ściągnęłoby na nią jeszcze większy gniew Aroniowej, a także zapewne ich ojca, gdyby ta postanowiła wtajemniczyć go w nierozważne działania ciężarnej siostry. Ale przecież Fiołek nie robiła nic złego! A przynajmniej tak to sobie tłumaczyła, uważnie rozglądając się i bacznie nasłuchując, czy nikt, kto nie powinien, nie jest świadom jej obecności tutaj. Celem suki była niezbadana jaskinia, którą na jej nieszczęście obejmowały tereny Ventusu, co oznaczało, iż wcale nie powinna tu być. A nawet nie tyle nie powinna, ile nie mogła. Ale Fiołkowa Skałka nie mogła powiedzieć „nie” przygodzie, która wręcz domagała się jej udziału, więc niewiele myśląc nad możliwymi konsekwencjami, dała się ponieść własnym łapom, które niestrudzenie zaprowadziły ją we właściwe miejsce.
Będąc już u celu podróży, suka poświęciła kilka minut na obejście jaskini i pozwolenie swoim zmysłom na zapoznanie się z obiektem. Wbrew pozorom nie była na tyle naiwna, by wparować do środka bez nakreślenia wcześniej obrazu tego, z czym może się tam zmagać. Fiołek wierzyła w bajki i legendy, a oto przed sobą miała szansę na dowiedzenie się, czy jedna z nich rzeczywiście jest prawdziwa, i nie zamierzała tego zmarnować. Jakkolwiek sceptycznie podeszłaby do tego marzenia jej siostra, tak Fiołkowa Skałka postanowiła zwiedzić jaskinię wzdłuż i wszerz i dowiedzieć się, jakie tajemnice to miejsce skrywa.
Przyglądała się właśnie wejściu, ciemnemu i niezachęcającemu do dalszego eksplorowania, gdy wyczuła, że już nie jest w tej okolicy sama. Ta świadomość jednak nie napawała jej lękiem, a wręcz dostarczyła więcej samozadowolenia. Suka przepadała za towarzystwem swoich pobratymców i nie była na tyle uprzedzona, by wypiąć się na psa z innego klanu, nawet jeśli on nie miałby równie tolerancyjnego podejścia co ona. Kontynuowała swoje małe przeszpiegi, dopóki obcy nie zbliżył się do niej i nie wykonał pierwszego kroku, nawiązując z nią kontakt.
— Witaj. Jak się nazywasz?
Nie wyczuwała w nim złych intencji. Po krótkim zapoznaniu, padło oczywiste z jego strony pytanie, o to, co Fiołkowa tutaj wyprawia. Nic dziwnego, pomyślała sama zainteresowana. Pewnie nie często widuje się tu obcych z brzuchem do ziemi, stojących przed dziwnymi jaskiniami jak w oczekiwaniu na dar z niebios lub też może jakieś objawienie.
— Mam w planach eksplorowanie jaskini — wyjaśniła entuzjastycznie, jak gdyby to była oczywista oczywistość, w myślach już dumna ze swoich przyszłych odkryć. Wtem do głowy wpadł jej pomysł. No bo co mogłoby być lepsze od odkrywania tajemnic świata? Odkrywanie ich z towarzyszem broni! — Jeśli cię to zainteresuje, mógłbyś pójść razem ze mną.
Stanęło na tym, że jej nowy znajomy, Wilczy Cień, jak sam się przedstawił, pojawił się w tych okolicach ze zbliżonych powodów do Fiołkowej i najwidoczniej jej towarzystwo nie było mu tak straszne, bo przystał na propozycję. Zadowolona z siebie po jego zgodzie, nie bacząc już na nic, suka wystrzeliła do przodu.
— Kto ostatni ten zgniłe jajo!
— Hej!
Wpadła z impetem do jaskini, czując, że ma psa na ogonie. Będąc już w środku, postanowiła nieco się rozejrzeć. Z tego miejsca nie mogła dostrzec nic ciekawego, jedynie przejście w głąb ciemnej groty. Całe szczęście, że jej oczy szybko przystosowały się do napierającego zewsząd mroku i potrafiła dostrzec swoje otoczenie, mimo utrudnionych warunków.
— Nie powinnaś zachowywać się tu tak gwałtownie. — Upomniał ją Wilczy, głos rozsądku tej drużyny, o którego istnieniu Fiołkowa Skałka zdążyła zapomnieć na kilka sekund, teraz jednak mogła już świętować swoje zwycięstwo.
— Kto nie ryzykuje, ten nic nie wygrywa — podzieliła się z nim swoją mądrością. — A ja wygrałam właśnie wyścig o serce tej jaskini, oczywiście.
Nie przysłuchując się jego niezadowolonej odpowiedzi, ruszyła do przodu, gotowa zwiedzić to miejsce i przejrzeć każdy jego możliwy kąt. Czując obecność swojego towarzysza, zwolniła tempa, aby ich kroki się wyrównały i teraz szli łeb w łeb, oficjalnie rozpoczynając ich śmiałą ekspedycję. Z racji, że Fiołkowa nie cierpiała ciszy — naprawdę, potrafiłaby nawet wejść do jaskini lwa, to jest rozpocząć zażartą dyskusję z własnym ojcem, byleby nie musieć znosić jego uporczywych prób ignorowania jej, co czynił na zmianę z mniej miłymi sposobami na pokazanie jej, jak bardzo cieszy go fakt, iż zostanie wkrótce dziadkiem. W porównaniu do prób nawiązania kontaktu ze Skalnym Potokiem rozwianie ciszy między nią a nowo poznanym psem to była dla niej drobnostka. Nie doceniła jednak Wilczego Cienia, bo pies sam z siebie rozpoczął temat, ubiegając ją w tym o milisekundy.
— Nigdy wcześniej cię nie widziałem. Nie należysz do Ventusu, prawda? — Trafne spostrzeżenie, panie kolego. Choć suka z chęcią pominęłaby odpowiedź na to pytanie, ono już padło, więc nie mogła rżnąć głupa, tylko przyznać się do tego, iż złamała zasady i nie jest tu wcale tak mile widziana, jak udawała. Nie wiedziała, jak zareaguje na to jej towarzysz, ale przecież on już wiedział. Nie był głupi, zdawał sobie sprawę, że ma do czynienia z psem, który przekroczył granice klanów. Gdyby miał zamiar coś z tym zrobić, już dawno eskortowaliby ją stąd strażnicy.
— Jestem z Tenebris — wyjaśniła z westchnieniem. — Zdaję sobie sprawę z tego, że nie powinnam tu być, ale po wszystkich opowieściach, które od dzieciństwa słyszałam o tej jaskini… Nie mogłam sobie odpuścić zwiedzenia jej osobiście. Nie moja wina, że nie urodziłam się w klanie, który może tutaj przebywać. Mam nadzieję, że Gwiezdni mi to wybaczą. — Od samego początku to jej religia była głównym faktem, który odciągał ją od tej wyprawy. Nie chciała zawieść swoich przodków własnym zachowaniem, ale nie mogła powstrzymać się przed spełnieniem marzenia i trafieniem tutaj. I zupełnie nie żałowała.
Wilczy Cień milczał przez chwilę, jakby zastanawiał się nad swoją odpowiedzią, ale gdy nareszcie był gotów wypuścić z siebie upragnione słowa, przerwał mu dziwny dźwięk. Fiołkowa zastrzygła uchem i wymieniła spojrzenie z samcem, a później obydwoje skupi się na tym, co mógł oznaczać obcy pobrzęk.
Przed nimi widniała ściana ciemności. Ciężko było cokolwiek dostrzec, ale z każdym ich krokiem dźwięk jakby narastał, a Fiołek, wbrew zdrowemu rozsądkowi, zamiast się bać, napełniała się ekscytacją. Nareszcie się coś dzieje!
Dochodząc do sedna odgłosu, Fiołkowa i Wilczy zachowali ostrożność, pilnując, by spod ich łap nie wydobył się żaden dźwięk, który mógłby zdradzić ich obecność. Suka, pewna, że przed nią znajduje się nowa sensacja, o której z dumą będzie mogła opowiadać siostrom, wdając się w szczegóły w kółko i w kółko, aż Aroniowa się zirytuje i powie jej kilka słów za dużo, wychyliła się zza rogu, po to, by odkryć… Nic. Zupełnie nic. Źródło dźwięku powinno objawić się przed nią w pełnej krasie, niczym ponoć Gwiezdni dawno temu pewnemu szczęściarzowi, który oczekiwał na znak od nieba, a jednak stała tu, wprost w miejscu, do którego doprowadził ich dziwny odgłos i nie mogła liczyć na rozjaśnienie jego tajemnicy.
— Fiołkowa Skałko — odezwał się wtem Wilczy Cień, jakby dochodząc do pewnej konkluzji. — Ten dźwięk nie dobiega z wnętrza jaskini. On pochodzi z wewnątrz jej ś c i a n.
<Wilczy Cień?>
[1179 słów: Fiołkowa Skałka otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia]

12 lipca 2021

Fiołkowa Skałka rodzi

Aroniowa Łapa prawdopodobnie przeklęła siostrę tysiąc razy, Skalny Potok zapewne prawie wykastrował Ślimaczy Ślizg, ale Fiołkowa Skałka i jej seria omdleń przetrwały razem z dwoma szczeniakami.

[Postać NPC]

29 czerwca 2021

Od Fiołkowej Skałki

Widmo rychłej śmierci potrafi odcisnąć swoje piętno na każdym — a co dopiero na nieskalanej, anielskiej duszyczce, która ma przed sobą całe życie i marzy jedynie o przeżyciu każdego kolejnego dnia według własnych zasad. Takie już jest jej przeznaczenie, wmawiała sobie. Najwyraźniej Gwiezdni zadecydowali, że tak musi być. Że jej historia wśród innych pobratymców powinna zakończyć się przedwcześnie, by mogła wypełniać swoje zadanie tam, wyżej. Wśród jej przodków.
Wiara suki była nienaruszona żadną wątpliwością. Fiołkowa Skałka od dzieciństwa pokładała swoją nadzieję, miłość i zaufanie w Gwiezdnych, niewzruszenie przekonana, że pewnego dnia stawi się u ich boku, dumna, że doczekała tego momentu, i zostanie przez nich doceniona dzięki swojej wierze, a także życiu zgodnym z ich zasadami. Wiedziała jednak, że nie każdy działał w podobny sposób. Zdawała sobie sprawę z faktu istnienia dużej grupy psów, które nie uznawały istnienia siły wyższej w postaci ich przodków. Szanowała tę postawę, ale nigdy, przenigdy nie przeszło jej przez myśl, by powielić ich sposób myślenia. Trwała w swoich przekonaniach twarda niczym głaz, który od setek lat spoczywał w jednym miejscu, nienaruszony przez żadne załamania pogody, nawałnice, powodzie czy pożary. To właśnie wiara utrzymywała ją przy zdrowych zmysłach i pozwalała dalej cieszyć się życiem, mimo druzgoczącej diagnozy, postawionej przez medyka, gdy Fiołek była jeszcze szczenięciem.
Nowotwór. Podstępny, ciężki — o ile nie niemożliwy — do pokonania, stawiający sukę z góry na przegranej pozycji. Z każdym kolejnym dniem uciekała z niej odrobina życia, prowadząc nieuchronnie do jej kresu, który mógł nadejść w każdej możliwej chwili. Diagnoza nie pozostawiała wątpliwości — w końcu nadejdzie dzień, gdy Fiołkowa odda swoje ostatnie tchnienie, a jej bezwładne ciało pozostanie jedynie pustą skorupą, w której brak jest oznak życia. Ale w tej samej chwili jej dusza zostanie zabrana przez Gwiezdnych, a ona będzie mogła spocząć z ulgą w Coelum. Ta myśl napawała ją niczym poza spokojem. Suka żyła z przekonaniem, że powinna podążać za swoim przeznaczeniem i nie sprzeciwiać się mu, bo śmierć to dopiero początek — tak mówiła jej wiara. Dlatego nie załamała się, gdy medyk przekazał jej przykre wieści. Można powiedzieć, że to właśnie wtedy uświadomiła sobie, że życie jest jedno, i powinna przeżyć je w taki sposób, by nie żałowała ani jednego dnia. Zaczęła podążać ścieżką, którą sobie obrała i była szczęśliwa. Zdrowa na umyśle i zadowolona z własnych dokonań.
A później sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli.
Wprawne oko mogłoby powiedzieć, iż osobowość Fiołek uległa pewnej zmianie, drobnej, ale istotnej. Sama zainteresowana nie zważała na ten fakt, ciężko też stwierdzić, czy go w ogóle zauważyła. A przecież w przyszłości mogło to zaważyć nawet na jej życiu. Wychodząc z własnej strefy komfortu, testując nowe rzeczy i zdobywając doświadczenie w przeróżnych dziedzinach, Fiołek zaznawała uczucia adrenaliny przejmującej kontrolę nad jej organizmem wielokrotnie. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, standardowe reakcje organizmu. Do czasu. Bo przecież ciało zaczyna się przyzwyczajać do danej substancji, a później — chcieć więcej. I w taki sposób, nieświadoma tego, co się dzieje, Fiołkowa Skałka uzależniła się od adrenaliny.
Słońce wzniosło się ponad horyzont zaledwie kilka minut temu, oświetlając ziemię piękną, jasną łuną. Ptaki świergotały, popisując się swoim śpiewem i dumnie krążąc na tle horyzontu, a delikatny, przyjemny wiaterek owiewał okolicę, stwarzając idealne warunki na spacer. Pojedyncze kępki trawy pokrywała rosa, ostała po nie tak ciepłej nocy. A pośród tego wszystkiego, łapa za łapą, skupiając się na każdym swoim kroku, Fiołkowa Skałka przemierzała tory kolejowe, uważnie nasłuchując odgłosów nadchodzących z oddali. Dla niej nie istniało nic innego prócz tu i teraz. Po nieprzespanej nocy liczyła na to, iż rześki spacer przyniesie jej oczekiwane ukojenie i ulgę, a także rozgoni niechciane myśli spowijające jej głowę. Swoją uwagę skupiła na otaczającym ją horyzoncie, który może nie był najpiękniejszy, ale miał swój własny klimat, który suka szczerze adorowała. Prawdę mówiąc, Fiołek nie czuła się od wczoraj zbyt dobrze. Ignorując ostrzegawcze sygnały płynące z organizmu i zdrowy rozsądek, który sugerował, że powinna zostać wśród swoich i wypocząć, wolała postawić na swoim i ruszyć przed siebie. Nie było to rozsądne, ale uważała, że mały spacerek nigdy nikomu nie zaszkodził, zwłaszcza jej. Radziła sobie w ciężkich sytuacjach, a do złego samopoczucia była już permanentnie przyzwyczajona, chociaż z każdym krokiem głowa ciążyła jej coraz bardziej, a mięśnie stawiały opór, jakby nie chcąc pracować. Suka postanowiła zejść z torów i odczekać kilka minut, w nadziei, iż poczuje się lepiej i będzie mogła kontynuować wędrówkę. Próżne jednak były jej nadzieje. Nie zdążyła nawet policzyć do trzech oddechów, nim ugięły się pod nią łapy i runęła bez życia na ziemię. 
<Ktoś?>
[737 słów: Fiołkowa Skałka otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

28 czerwca 2021

Miot w Tenebris [Fiołkowa Skałka x Ślimaczy Ślizg]

historia

Uszaty Niedźwiedź nie była jedyną osobą z rodzeństwa, która już w młodym wieku postanowiła przekazać swoje geny dalej. Co prawda dzieci Ślimaczego Ślizgu nie będą mogły być dopisane do Kleryski w drzewku genealogicznym, ale dzięki Fiołkowej Skałce mają chociaż przynależność do wariatki, Malwowego Ogona.
Ślimaczy Ślizg poznał Fiołkową Skałkę, kiedy oboje jeszcze byli uczniami. Ciemnej nie przeszkadzał brak słuchu przyjaciela, a Ślimaczek podzielał chęć przygody swojej koleżanki i prędko z sekretnych spotkań wynikło coś więcej.
Fiołek ukrywała ciążę aż do momentu jej upragnionego mianowania na wojowniczkę — teraz szczenięta mają szansę przyjść na świat mimo wyobcowania przez zbyt młody wiek matki i pochodzenie ojca z innego klanu.


aparycja
Wielkość psa:
○ średnia
○ duża
Uszy:
○ półstojące
○ stojące
○ trójkątne oklapłe (jeden na miot)
Oczy:
○ brązowe
○ niebieskie (jeden na miot)
Długość sierści:
○ półdługa
Kolory:
○ solid czarny
○ solid brązowy
○ solid rudy
○ solid biały (jeden na miot)
○ czarny ze średnio rudymi tan points
○ brązowy ze średnio rudymi tan points
○ czarny z beżowymi tan points
○ brązowy z beżowymi tan points
○ czarny domino (husky)
○ brązowy domino
○ beżowy domino
Wszystkie ze znaczeniami irish spotting lub piebald.
formularz
Aby zarezerwować miejsce w miocie, należy wypełnić poniższy formularz i wkleić go w komentarzu pod postem lub na przeznaczonym do tego kanale na serwerze. Miejsca zależą od kolejności zapisu.
W przypadku braku jakiegokolwiek kontaktu/aktywności na serwerze po rezerwacji miejsce zwalnia się trzy dni przed porodem. 
Uwaga! Fiołkowa Skałka najprawdopodobniej niedługo zostanie adoptowana przez whyduonlycallmewhenyourehigh#4784 więc uderzajcie do niej w ramach pytań o fabułę gówniarzy.
Uwaga! Miot rodzi się 12 lipca i oficjalnie pojawi się wtedy na stronie, ale kartę postaci należy odesłać do 9 lipca
Imię szczeniaka:
Płeć:
Kontakt: (discord, ewentualnie mail/howrse)
zapisani
1. Śnieżka, suczka
Postać NPC
2. Karmazynek, piesek
salva#6953

24 maja 2021

Od Fiołkowej Łapy [NPC]

Fiołkowa Łapa próbowała ukryć się w burzy własnych myśli.
Błyskawice migotały nad jej głową, kiedy zsuwała się po stromym zboczu ku dolinie Industrii.
Gdyby miała bardziej poszerzony słownik jak na niewielką uczennicę, zapewne nie powściągnęłaby się od głośniejszego od grzmotów: „kurwa!”, ale jak na razie mogła ograniczyć się do monotonnego recytowania modlitw do Gwiezdnych i spisywania w myślach testamentu.
Syknęła, kiedy kamienie obsunęły się pod jej łapami, raniąc rozcięciami poduszki i brudząc je drobinkami kurzu. Piekło jak cholera, a Fiołek przez chwilę zastanowiła się, co byłoby dla niej godniejszą śmiercią: odejście przez infekcję ran na łapach, czy zostanie pożartą żywcem przez bandę z Industrii?
Chciała kląć, zarzekać się na Gwiezdnych, że wszyscy Ogniści powinni zginąć, ale nie potrafiła, nawet kiedy Wilczy Blask zacisnął szczęki na jej ogonie, wyrywając kłębek sierści.
 
Poziomkowa Stopa zapewne by ją za to zabił, ale coś ją ciągnęło ku granicy z Industrią — przeznaczenie? Fatum? Cholerna głupota?
Chowała się za płotem, dziękując zapchlonemu kocurowi Dwunożnych za to, że maskował jej zapach. Chciała tylko zobaczyć patrol; wiedzieć, że Malwowy Ogon żyje. Nie potrzebowała z nią rozmawiać i nawet nie czuła potrzeby, żeby być z nią blisko; chciała tylko wiedzieć, jak wygląda. Co robi, kiedy nie jest na widoku Skalnego Potoku. Jak wypełnia swoje obowiązki w klanie.
Jej nozdrza omiótł zapach Industrii, na co schowała się głębiej pomiędzy płot, wyliniałego kota a ścianę domostwa.
Westchnęła smutno, kiedy parę samochodów przecięło ulicę, ukazując jej rozmazane pyski dwóch wojowników: jednego, którego jeszcze nigdy wcześniej nie widziała, o czarnej, emo sierści i równie upiornym spojrzeniu, druga zaś jeszcze niedawno uratowała jej rodzinę przed zemstą Malwowego Ogona, a była to Owcze Serce.
Nie mogła się ruszyć. Była zbyt blisko granicy; jeden fałszywy ruch, a Industria uzna ją za intruza. Poziomkowa Stopa zapewne wyzionął ducha już sześćdziesiąt dziewięć razy, odkąd zniknęła mu z pola widzenia, ale Fiołkowa Łapa obiecała sobie, że wynagrodzi mu tsunami stresu w postaci naprawdę wygodnego posłania, bez choćby jednego, maluśkiego kamyczka, który zgubił się w mchu, żeby mentor nie przeciął się odłamkiem przez sen.
— Jesteś głupia — warknął pies o czarnej sierści, wyszczerzając kły w stronę Owczego Serca, jakby miał ją zaatakować bez zawahania się. — Jesteś głupią idiotką, słyszysz? Dałaś się wyruchać tej starej jędzy!
— Malwowy Ogon potrzebowała pomocy, jesteśmy z tego samego klanu…
— Potrzebowała pomocy z własnego egoizmu. Jesteś tak głupia, że nie potrafisz komuś odmówić? — wrzasnął, pochylając się nad jej pyskiem. Owcze Serce była wyższa — co prawda niewiele, ale jednak — a i tak skuliła się w odpowiedzi na jego ruch. — Nawet nie zapytałaś mnie, co o tym sądzę. Szczerość w związku, tak? Zdradziecka suka.
— Wilczy Blasku…
W oczach Wilczego Blasku zabłysła chciwość. Rozluźnił mięśnie, prostując się naprzeciw partnerki.
— Okłamałaś mnie.
— Nie okłamałam, po prostu nie powiedziałam całej prawdy — wydukała.
— Okłamałaś mnie! — wysyczał, zamachując się pazurami prosto w oczy Owczego Serca.
Nie trafił. Fiołkowa Łapa była szybsza, kiedy zrzuciła starego kocura z płotu i pomknęła na ratunek Ognistej, odpychając łapę Wilczego Blasku własnym ciałem.
— Co do…
Gdyby byli w filmie akcji, Fiołkowa Łapa zapewne powiedziałaby coś w stylu: „zatrzymuję cię w imieniu prawa!”, „nie na moim posterunku!”, ale w rzeczywistości jej myśli nie nadążały za działaniem, bo zaczęła — mówiąc brzydko — spieprzać, kiedy tylko Wilczy Blask zagruchotał głośno: „intruz!”.
— Uciekaj! — wrzasnęła do Owczego Serca na odchodne.
 
Powtarzając się, bowiem wróciliśmy do sytuacji z początku opowiadania: „Fiołkowa Łapa próbowała ukryć się w burzy własnych myśli”. Problem w tym, że wyładowania elektryczne najwyraźniej zaszkodziły jej komórkom mózgowym, bo Fiołek ruszyła w przeciwną od obozu Tenebris stronę, co momentalnie wydało jej się najgorszą głupotą, jaką tylko popełniła w życiu, a ostatnimi dniami była mistrzynią w robieniu dziwnych rzeczy.
Serce wygrywało jej „Odę do radości” z każdym oddechem Wilczego Blasku na karku. Przekroczyli granicę Industrii już dawno — przed oczami Fiołkowej Łapy rozmazywał się widok parku — ale on w amoku nie przestawał za nią podążać, jakby chciał się zemścić w podobny sposób, co Malwowy Ogon.
Usłyszała za dużo, ale pieprzyło ją to, dopóki Owcze Serce była bezpieczna.
Wypadła zza bramy parku. Gołębie rozpadły się na jej widok, a ona zatrzymała się tylko po to, żeby kopnąć tylnymi łapami wejście; nie miała tyle siły, żeby je zamknąć, ale mogła chociaż spowolnić przeciwnika.
— Haha, lamus! — prychnęła, odwracając się z powrotem w stronę swojej dalszej drogi.
W jej polu widzenia pojawiła się ogromna, błotna kałuża przy stawie, a wraz z nią wynurzył się ogromny, ociekający szlamem potwór, który zamrugał w jej stronę, odsłaniając swoje brązowe oczy.
Wyhamowała, wślizgując się w kałużę i lądując prosto w paszczy potwora.
— Ślimacza Łapo?
Zastrzygła uszami.
— Ślimacza Łapo, okej, okej, kamuflaż zdałeś na szóstkę, ale pokaż się — jęknęła wojowniczka emanująca zapachem Flumine. — Bo zabiorę cię na patrol z Burzowym Gardł- och!
Czarno-ruda wojowniczka o masywnym ciele stanęła wprost kałuży. „Potwór” — to jest, Ślimacza Łapa — podniósł się, ochlapując Fiołkową Łapę falą błota i uśmiechnął się do nowej towarzyszki brudu, wyciągając w jej stronę łapę, żeby ściągnąć z pyska uczennicy Tenebris resztki błota.
— Cześć? — mruknęła, mrugając w odpowiedzi.
Dopiero wtedy nieznajoma wojowniczka zauważyła jej obecność i wcisnęła pazury w błotny grunt.
— Tenebris?
Fiołkowa Łapa przytaknęła. Ślimacza Łapa pomógł jej wydostać się z kałuży, na co uśmiechnęła się do niego łagodnie, strzepując błoto z już i tak brązowego futra.
— Mhm — przytaknęła wojowniczce. — Gonił mnie.
— Kto?
— Ja — mruknął Wilczy Blask, pojawiając się za plecami uczniów. — Ten szczeniak wtargnął na tereny Industrii.
Wodna wyszczerzyła kły w stronę Ognistego, ustawiając się w pozycji gotowej do skoku.
— Nie rozumiem — syknęła. — Nie jest już na waszych terenach, więc co ty tu robisz?
— Wygląda młodo. — Posłał jej surowe, ale już zrezygnowane spojrzenie. — Chciałem dać jej nauczkę.
— Zaraz ja ci dam nauczkę, ty mały, cholerny-
— Hej — uniósł dumnie łeb, jakby chciał pokazać, że nie pozwoli sobie wejść na głowę — po co te nerwy? Troszczysz się o uczennicę spoza swojego klanu?
— Spieprzaj do tych ognistych pchlarzy — odwarknęła — zanim zatroszczę się o twój pieprzony zad.
Westchnął. Wojownicy mierzyli się na własne spojrzenia jeszcze przez chwilę, dopóki Wilczy Blask nie odwrócił się i odszedł.
 
Po pięciu minutach w obozie Flumine Fiołkowa Łapa czuła się, jakby spotkała dawno niewidzianych cioć i wujków, którzy cmokali do niej, mówiąc do niej, jak to nie wyrosła i czy nie napiłaby się herbatki.
Co prawda Wodni do tej pory jej nie znali, nie posiadali również herbaty, ale wszyscy mieli rękę do szczeniaków. Rozżarzony Język wytłumaczyła wojownikom, że znalazła uczennicę Tenebris uciekającą przed bezpodstawnym atakiem Industrii — skończyło się na tym, że całe Flumine klęło na „pieprzonych Ognistych”, a później Ślimacza Łapa ze swoją mentorką zaprowadził ją do medyków, Podgrzybkowej Sierści i Rumiankowej Łapy.
— Wygląda… średnio — westchnął Podgrzybek, doglądając jej poduszek łap. — Bolały cię wcześniej łapy?
Wzdrygnęła się, kiedy nałożył jej maść, mrucząc coś do Rumiankowej Łapy o krwawniku i infekcji.
— Trochę — przytaknęła. — Mentorzy niedawno zabrali nas na Gwiezdny Szczyt. Dwunożni chyba tam ostatnio byli swoimi potworami, bo żwirowa ścieżka pokaleczyła mi łapy.
Rozżarzony Język chwilę temu wyszła, tłumacząc, że teraz jej kolej na polowanie; jedynie Ślimacza Łapa siedział bez ruchu przy niej, lustrując uważnym wzrokiem każdy ruch Podgrzybkowej Sierści w jej stronę.
Szybko dowiedziała się, że jest głuchy. Początkowo zastanawiało ją, dlaczego pies w ogóle nie mówi, ale w ogóle jej to nie przeszkadzało — był ciekawy w swojej inności. Zaciekawił ją jego charakter, nawet jeśli nie mogli porozumieć się za pomocą słów.
Rumiankowa Łapa szturchnęło wmurowanego uczniaka, wskazując mu nosem nieznane z zapachu Fiołkowej Łapie zioło. Przytrzymywało pajęczyny Podgrzybkowej Sierści, podczas gdy Ślimacza Łapa potulnie przyniósł medykom liście krostawca.
— To doda ci siły na drogę, malutka — wymruczał Podgrzybkowa Sierść pomiędzy manewrowaniem pajęczyn. — Nie martw się, dopilnuję, żeby ktoś od nas odprowadził cię aż do granicy Tenebris. Zalecenia lekarza. — Mrugnął do niej.
Ślimacza Łapa szturchnął jego bok, uśmiechając się lekko.
— O, widzisz? — parsknął Podgrzybek, wskazując na ucznia wojownika. — Masz już jednego towarzysza.
Ich wzrok spotkał się na moment i Fiołkowa Łapa zamrugała, żeby odgonić dziwnie przyjazne uczucie, które nią targnęło.
 
Brzozowy Kieł był dziwnym towarzyszem drogi. Opowiadał dziwne anegdotki ze swojego życia, jakby był na podobnym poziomie intelektualnym, co dwójka jego kompanów. Gdzieś w połowie Fiołkowa Łapa przestała go słuchać, podążając krok w krok z milczącym Ślimaczą Łapą.
— Są i Dwunożni — westchnął Brzozowy Kieł, zatrzymując się w pół kroku.
Fiołkowa Łapa spojrzała to w stronę domostw, to w stronę Ślimaczej Łapy, który nagle posmutniał, odprowadzając ją zrezygnowanym wzrokiem.
— Brzozowy Kle? — zagaiła. — Możemy zostać sami? Tylko na chwilę.
— Młodziaki — zaśmiał się, wywracając oczami. — Też byłem młody i zakochany.
Zakochany? Fiołkowa Łapa wybałuszyła oczy. Co dziwnego może być w rozmowie 1:1 z nowym przyjacielem?
Chwyciła w zęby najbliżej leżący patyk i poklepała łapą ziemię, odsłaniając ją z resztek kamieni. Brak kciuków przeciwstawnych nie pozwolił jej na większe umiejętności malarskie, ale czujny wzrok Ślimaczej Łapy nie zmylił jej, że rozumie, o co chodzi, kiedy naszkicowała mu budynek dworca, a obok niego wschodzące słońce.
Dawno nie czuła takiej motywacji, żeby dożyć jutra.
[1446 słów: Fiołkowa Łapa otrzymuje +1 UM do szybkości i zostaje wyleczona]